http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
60

Wieczór jak nie co dzień.

  Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Wieczór jak nie co dzień.

Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1992
użytkowników.

Gości:
1992
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 13419

13419

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.6

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
05-02-28

Typ
P
-powieść
Kategoria
Romans/Inne/-
Rozmiar
38 kb
Czytane
1915
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
05-02-28

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: hermenegilda Podpis: hermenegilda
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Nauczyciel + Uczennica = lekki skandal obyczajowy. Ciąg dalszy... [część 48 była stracona, tekst w gwiazdkach to tylko marna próba odtworzenia go]

Opublikowany w:

-

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.6

*MYŚLI NIEUCZESANE*
Rozdział 6

[strony od 51 do 61]



Nienawidziłam tego faceta, który przygniótł mnie całym swoim ciężarem i już zaczął zsuwać moje dżinsy. Jego dłonie powędrowały niżej. Błądziły najpierw po talii, okalały pępek, potem zjechały w dół. Od talii, poprzez biodra do pośladków.


***


CZĘŚĆ 48


***


Jego dotyk parzył, bolał i kuł jednocześnie. Jeszcze nie docierało do mnie to, że chce mnie zgwałcić. Ostatnimi siłami kopałam go i uderzałam rękami, które później mi unieruchomił. Przygwoździł mnie do podłogi własnym ciałem, więc moje ruchy były bardzo ograniczone.
Nie mogłam nic zrobić.
Nigdy wcześniej nie czułam się taka bezradna. Mógł zrobić ze mną wszystko co chciał – i tak bym nie uwolniła się z jego uścisku. Wyobrażałam sobie to, co powiem Rafałowi. „Słuchaj... twój przyjaciel, współlokator mnie zgwałcił”.
Jednym, wprawnym ruchem zdjął mi stanik i rzucił go w okolicę drzwi wejściowych. Krzyczałam ile miałam sił w płucach. Zaschło mi w gardle. Czułam, jakby w podniebienie wbijano mi miliony igieł.
-Zostaw mnie!- płakałam, trzymając zamknięte oczy. Mimo tego, jego twarz nadal nie znikała z oczu mojej wyobraźni. Mętny wzrok, zmierzwione włosy i nagi tors z tatuażem na lewej piersi. Zaczął zdejmować spodnie.
-Nie martw się... nie będzie bolało...
Nagle zamek w drzwiach zatrzeszczał. Artur nie usłyszał tego. Zbyt był zajęty tykaniem swojego zegara biologicznego, lub za bardzo celebrował moment zbliżenia ze mną. Drzwi otwrzyły się po chwili.
-Rafał!- krzyknęłam. Dziękowałam Bogu, że tak prędko wrócił! Artur nie zwrócił uwagi na krzyk. Byłam pewna, że za moment Rafał zacznie go okładać pięściami mszcząc się za to, co mi zrobił. Jednak nic takiego się nie stało.
Po prostu nie był to Rafał.
Z podłogi zobaczyłam wysokie czarne szpilki i długą spódnicę.
Osoba błyskawicznie podbiegła do nas i z całej siły wbiła ostry obcas w nagie plecy Artura. Zawył z bólu i automatycznie stoczył się ze mnie, uderzając w stolik na którym stał telewizor.
-Idioto! Młodej du.py ci się zachciało!?- zabrzmiał damski głos brzmiący jak pisk paznokci przesuwanych po tablicy.
-Jak zawsze miła... Joluś, miło, że wpadłaś!- krzyknął nieudolnie rozetrzeć sobie ranę na plecach.
Joluś...?
Spojrzałam na kobietę.
Miała na sobie bordowy gorset, białą, obcisłą spódnicę i marynarkę w tym samym kolorze. Włosy miała pozwijane w malutkie spiralki. Twarz tylko minimalnie przypominała tą różową kobietę, sąsiadkę Rafała, która z gumą do żucia w ustach flirtowała z nim na moich oczach.
Podała mi rękę.
Wstałam zastawiając nagie piersi rękoma. Podała mi marynarkę i nakazała, żebym się okryła. Nie przerywała wykrzykiwania obelg w stronę Artura. Rzuciła w niego pierwszą lepszą rzeczą jaka dostała jej się w ręce. Potem szarpnęła mnie mocno i błyskawicznie znalazłyśmy się na korytarzu.
-Nic ci nie jest?- zapytała patrząc na moją twarz, ubrudzoną czarnym tuszem do rzęs. Nadal nie puszczała ręki. Nic nie mówiłam – w milczeniu doszłyśmy do drzwi jej mieszkania. Szybko z malutkiej, podręcznej torebki wyciągnęła klucz. Otworzyła drzwi.
-Nic ci się nie stało?- ponowiła pytanie, gdy przekroczyłyśmy próg mieszkania. Przeraziło mnie stukanie jej obcasów w parkiet identyczny jak u Rafała.
-Nic...- powiedziałam niepewnie.
Zniknęła na chwilę w pokoju, który u Rafała służył za sypialnię Artura. Wróciła z małym tobołkiem i wskazała mi drzwi do łazienki.
-Pójdź i się przebierz, dobrze? Nie musisz mi ich oddawać.
Uśmiechnęła się krzepiąco i poszła do kącika kuchennego.
Weszłam do łazienki, która była prawie identyczna jak tamta, u Rafała. Niemalże słyszałam plusk wody...
Spojrzałam w lustro i widok, jaki zobaczyłam zmusił mnie do spuszczenia wzroku.
Wyglądałam gorzej niż fatalnie.
Włosy były pozlepiane potem, okolice oczu upaprane tuszem. Na dodatek wyraz twarzy był przeraźliwie smutny.
Przebrałam się, a potem przeszłam do pokoju głównego.
Jola podeszła do mnie i wykonała gest niezdarnie podobny do uścisku. Gdyby ktoś widział tą scenę z zewnątrz nigdy by na to nie wpadł.



***


CZĘŚĆ 48 – koniec.


***



-Dziękuję ci. Jakbyś nie przyszła, to ja nie wiem...- załamał mi się głos. Delikatnie doprowadziła mnie do kanapy. Usiadłam. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Układ był prawie identyczny. Marzyłam teraz tylko o zimnym prysznicu, aby zmyć z siebie zapach Artura. Po co ja w ogóle tu przyszłam...? Mogłam siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić!
-Wychodziłaś gdzieś?- zapytałam odrywając się od tematu, który zupełnie wyczyścił mój umysł. Mimo, że byłam bezpieczna wciąż czułam jego dotyk. Czułam jak zrywa ze mnie ubranie i szepta do ucha „Pociągasz mnie...”. –Jeśli tak, to ja może pójdę...
-Rzeczywiście gdzieś wychodziłam, jednak zostanę. Nie mogę cię tak zostawić. Jeszcze się trzęsiesz- zauważyła i musnęła mnie dłonią po ramieniu. Odsunęłam się.
-Jak to się stało, że weszłaś akurat w tym momencie?
-Właśnie wychodziłam i przechodząc koło ich mieszkania poczułam że coś nie gra. Usłyszałam twoje krzyki. Dobrze, że krzyczałaś. Artur to jest świnia- przyłożyła dłoń do ust i spojrzała w kąt pokoju. Zastanawiała się nad czymś.
-Może zamkniemy drzwi?- zaproponowałam. –Nie chcę, żeby wrócił...
-Nie. On już tutaj nie wróci – tego możesz być pewna. Podaj mi telefon... leży pod łóżkiem. Dzwonimy do Rafała.
-Nie!- krzyknęłam automatycznie. –Obiecasz mi, że Rafał się nie dowie?
Zaśmiała się, a zaraz potem wzięła łyk herbaty. Chciała zneutralizować swoją reakcję na mój sprzeciw. Swoją herbatę już wypiłam. Czułam, że gardło pali mnie od gorąca, ale musiałam moje myśli skierować na inny tor.
-Przecież Rafał musi się dowiedzieć! Masz na imię Agnieszka, prawda?- zapytała. Przytaknęłam. Nawet nie pamiętała mojego imienia – tak była wpatrzona w Rafała. Cisnęło mi się mnóstwo pytań na usta, a szczególnie: „co łączy cię z Rafałem?”. –A więc Agnieszka. Bardzo lubiłam Artura, ale z czymś takim trzeba iść na policję.
-Ja nie chcę mieć nic wspólnego z policją.
-Dziewczyno! On cię prawie zgwałcił!- wybuchnęła. W oczach zalśniło przejęcie i pasja. Teraz jej jedynym celem było zaciągnięcie mnie na policję. Ale nikt o tym nie mógł się dowiedzieć! Nikt! –I gdybym nie weszła tak by się stało!
-Ale weszłaś!
Zamilkła i przymknęła powieki. Analizowała sytuację. Unosiłam wzrok ku sufitowi, aby łzy mi nie pociekły po policzkach. W tym momencie wyłączyłam się całkowicie. Przeżywałam po raz kolejny spotkanie z Arturem. Łzy spływały już swobodnie, rozmazując jeszcze bardziej makijaż.
Nagle Jola do ręki włożyła mi przenośną słuchawkę. Nie zdążyłam się sprzeciwić, a już przyłożyła mi ją do ucha.
-Słucham- usłyszałam głos Rafała. Sprawił mi tylko ból i nieprzyjemne ukłucie w sercu. Pierwszy raz nie cieszyłam się ani z barwy jego głosu, ani z jego postaci, która automatycznie pojawiła się przed moimi oczyma. Spojrzałam na Jolę, która przytrzymywała moją rękę z kamiennym wyrazem twarzy.
-Cześć Rafał.
Mocno wciągnęłam powietrze. Łzy nie przestawały płynąć.
-Cześć Słońce. Co tam u ciebie słychać?
Gwałtownym gestem przyłożyłam dłoń do twarzy. Bałam się, że krzyknę: Rafał, przyjeżdżaj tutaj! Ale nie mogłam tego powiedzieć. Nie mogłam mu tego nakazać. On nie mógł się niczego dowiedzieć! Dziwnie zaschło mi w gardle.
-Agnieszka?
-Tęsknię...- powiedziałam łamiącym się głosem. Każde jego słowo było jak sztylet wbijany w serce. –Kiedy przyjeżdżasz?- zapytałam z ogromną nadzieją w głosie. Czekałam na „nie martw się, wszystko będzie dobrze”, jednak nie mogłam na nic takiego liczyć. Nie mogłam tego wymagać.
-Mówiłem ci – drugiego stycznia. No przecież sobie poradzisz!
Jola chciała mi wyrwać słuchawkę. Nie pozwoliłam. Szybko pożegnałam się i rozłączyłam. Spojrzała na mnie smutno i załamała ręce. Była wobec mnie bezradna.
-No ale powiedz mi dlaczego! Jeden sensowny powód dla którego nie powinnam nikomu o tym powiedzieć! Wtedy będę siedziała cicho.
Zaczęłam bawić się zielonym kubkiem z napisem „jamaica”. Byłam otumaniona i zniechęcona.
-Nic się nie stało.
-Jejku, dziewczyno! Nie mam do ciebie siły... nie musisz się wstydzić. To nie twoja wina, że znalazłaś się w złym miejscu w złym czasie...
Zrobiła mi kolejną herbatę i włączyła radio.
-Ja nie znalazłam się w złym miejscu... ja tam specjalnie przyszłam. Myślałam, że Rafał tam będzie... no i powiedz mi? Jak ja to na policji wytłumaczę? Uczennica w nocy idzie do swojego nauczyciela... cel nieznany... nie zrobię mu tego!
-Ale Arturowi nie może to ujść płazem.
-Nie mówmy o tym, dobrze?
Zaczęła coś mówić, ale zamilkła, gdy spuściłam głowę.
-Chcesz odpocząć?
Przytaknęłam.
-No to ja już sobie pójdę- powiedziałam cicho, choć wcale nie miałam chęci opuszczać tego mieszkania. Na siłę posłużyło mi za azyl, w którym mogłam się schronić przed złem. Przed Arturem.
Jola zaproponowała bym przespała się w jej pokoju. Wybrałam jednak kanapę w salonie – aż tak nie mogłam przeszkadzać jej w życiu codziennym.
-„Nie przyjdę dziś- podsłuchałam szczępki rozmowy telefonicznej jaką przeprowadziła Jola od razu, kiedy poszłam się zdrzemnąć. Jedno ucho miałam przy poduszce, a drugim nasłuchiwałam. -... posłuchaj, wynikły niespodziewane okoliczności. Nie mogę.”
Położyła słuchawkę na blacie w kąciku kuchennym i poszła do swojego pokoju.
Chyba chwilkę się zdrzemnęłam. Jednak potem już nie chciałam spać. Śnił mi się scenariusz dzisiejszych wydarzeń, gdyby Jola nie weszła. Oglądałam telewizję, a potem zrobiłam sobie kawę. Jola nie wychodziła z pokoju.
W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Potem pukanie. Chciałam wejść do pokoju Joli, ale nacisnęłam na klamkę i drzwi były zamknięte. Podeszłam do tych wejściowych. Nawet nie przemknęło mi przez myśl, że mógł to być mój niedoszły gwałciciel. Zapewnienia Joli wzięły górę. Już byłam bardziej rozluźniona. Nawet zmyłam makijaż.
Otworzyłam drzwi. Spojrzałam na przybysza. Szczęka opadła mi ze zdziwienia.
Jemu również.
-Co ty tu robisz!?- zapytaliśmy jednocześnie siebie nawzajem.
Za drzwiami stał Michał – nie ten kolega z klasy, ale chłopak Karoliny – trzymający w ręku butelkę francuskiego szampana. Identyczną jaką miał u nas na kolacji. Miał na sobie skórzaną kurtkę i sfatygowane dżinsy. Patrzyłam na niego wyczekująco. Nie poczuwałam się do tego, by cokolwiek tłumaczyć. To nie ja stałam w progu mieszkania obcej kobiety, naprzeciwko siostry swojej dziewczyny. Zrobiłam kilka kroków do tyłu, bo w jego spojrzeniu zobaczyłam błysk całkiem podobny do tego, który miał w oku Artur. Jednak Michał oparł się o framugę i najzwyczajniej w świecie zapytał: „Gdzie jest Jola?” chowając butelkę pod kurtkę.
-A kim jest dla ciebie Jola?- postawiłam na szczerość czekając na równie szczerą odpowiedź.
-Ale gdzie ona jest?
-W swoim pokoju. Zamknęła się.
Zaklął pod nosem i wszedł do mieszkania. Butelkę szampana postawił na drewnianej ławie, a potem podszedł do drzwi. Zaczął głośno w nie stukać.
-Ale ja nie wiem, czy Jola chciałaby, żebyś tu wchodził...- zbliżyłam się do drzwi wsłuchując się w rytmiczne bicie Michała w drewno. –Gdzie jest Karolina?
-Nie ze mną jak widzisz. Nie ma tu gdzieś klucza do sypialni?- omiótł wzrokiem pokój. W odpowiedzi otrzymał moje puste spojrzenie. Zaczął przeszukiwać kieszenie swojej kurtki. W końcu z jednej wydobył mały kluczyk.
-Masz jej klucze!- prawie krzyknęłam oburzona. –A Karolina? Wie o tym? Wie kim jest Jola?
Miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony była sympatia do Joli, z drugiej antypatia do Michała, który wyraźnie coś kręcił. Znów znalazłam się w jakiejś nieznanej bajce, w której nie miałam pojęcia gdzie znajdują się drzwi na zewnątrz.
-Cicho- nakazał. Przekręcił klucz w zamku i drzwi momentalnie ustąpiły. Zajrzałam do sypialni, którą widziałam po raz pierwszy. Malinowe ściany, lekka pomarańczowa firanka, meble z jasnego drewna i masa plakatów pozawieszanych na ścianach. Po podłodze walały się różne ubrania – cała zawartość szaf była powywalana na środek pokoju. Pod oknem było łóżko, przykryte puchatym, pomarańczowym kocem. Na nim leżała Jola z na wpół przymkniętymi oczami. Nogi i ręce miała rozciągnięte, jakby chciała robić orła na śniegu. Duszny zapach cofnął mnie od samego progu. Szybko jednak dobiegłam do okien i otworzyłam tak zwany lufcik. Michał już siedział na łóżku obok Joli i klepał ją po twarzy. Dziwne uczucie ścisnęło mi żołądek.
Kobieta była cała blada i ani trochę nie przypominała samej sobie sprzed kilku godzin.
-Jola! Tak to się nie bawimy! Przynieś wodę!- krzyknął do mnie. Nie ruszałam się z miejsca wpatrując się w kobietę. Dopiero teraz zobaczyłam podwinięty rękaw białej bluzki, na szafce nocnej przepaskę, a na pomarańczowym kocu strzykawkę. Jola uśmiechnęła się nieprzytomnie i dłońmi zaczęła szukać twarzy Michała. Trafiła gdzieś w okolice ucha. –No przynieś!
Przywołana do porządku szybko pobiegłam do kuchni. Wzięłam szklankę i butelkę wody mineralnej, która leżała obok lodówki. W głowie nie mogły mi się pomieścić ostatnie wydarzenia.
-Rafał...- jeździła dłońmi po twarzy Michała podczas, gdy on delikatnie klepał ją po policzkach. Rafał!? Gdy podałam mu butelkę najpierw pokropił jej twarz, potem zmusił ją, by wypiła chociaż kilka łyków.
-Michał, co jej jest?- zapytałam niepewnie stojąc nad nimi i nasłuchując majaczącej Joli. Potem wymówiła imię Artur, Kamil, Michał, Oskar... potem znów Rafał.
-A nie widać? Wstrzyknęła sobie jakiś syf. Głupia ćpunka, nawet porządnego towaru dla siebie zdobyć nie umie... a ma takie możliwości. Jola! Jejku przestań już z tymi rękami!- włożył jej ręce pod plecy, by nie mogła nimi ruszać.
Spojrzała na mnie pustymi oczami z niebywale malutkimi źrenicami.
-Ooo, Agnieszka...- flegmatycznie przeciągała każde słowo. –Wiesz kto to jest? Na niego też uważaj... na wszystkich uważaj!- krzyknęła łamiącym się głosem. –Na tego swojego profesorka Rafała też... Pieprz.ył cię!? No powiedz!
-Jola, uspokój się!- Michał po raz kolejny uderzył ją lekko w twarz. Spojrzałam za okno. Nie chciałam patrzyć ani na nią, ani na te jej niesamowite, nieprzytomne oczy.
-No powiedz!- jakimś cudem uniosła ręce i zaczęła nimi wymachiwać. Michał szybko chwycił je za przeguby. –Powiedz! Uprawialiście seks!? Bo my tak! I to wiele razy! Tyle ile ty z nim nigdy nie będziesz! Pieprz.yliśmy się! Tak! Przyjmij to do wiadomości i nie udawaj sieroty...
-Jola, cicho! Nie słuchaj, ona bredzi...
Do moich oczu napłynęły łzy. Krzyczała dziurawiąc moje serce ostrym, pełnym nienawiści głosem. Ona... i Rafał...
-To ty bądź cicho! Z tobą też!
Znów klepnął ją po policzkach. Krzyknął coś do niej, ale tego już nie usłyszałam. Wybiegłam z mieszkania głośno trzaskając drzwiami.
Bez kurtki, w Joli ubraniu i jej butach wybiegłam na podwórko. Stukałam niskimi obcasami o schody, robiąc wielki szum. Zatrzymałam się dopiero przy samych drzwiach. Usiadłam na stopniach przed blokiem. Były mokre i brudne – na pewno zostawiły plamę na jej ubraniu. Temperatura znacznie spadła, bo było mi bardzo zimno. Oparłam głowę o szorstką, chropowatą ścianę i zaczęłam płakać. Czułam słone łzy spływające po rozpalonych emocjami policzkach. Byłam zawieszona poza czasem. Czułam tylko chłód i łzy – nic więcej.
Wokół było bardzo ciemno. Mrok rozświetlało kilka latarni stojących na podjeździe. Kilka osób weszło do bloku przyglądając mi się uważnie. Ciekawe co o mnie sobie myśleli? Ze swoją bladą twarzą przyciśniętą do muru, zlepionymi włosami i dygocącym ciałem wzbudzałam tylko irytację. A ja? Ja nie miałam dokąd iść. Tych okolic nie znałam zbyt dobrze. Wrócić też nie mogłam, bo bilet miesięczny został w kiszeni dżinsów. Jeszcze by brakowało, żeby kanar mnie złapał.
-Agnieszka, wstawaj!- usłyszałam głos za plecami. W drzwiach stał Michał. Szybko postawił mnie na nogi i wprowadził do środka, bym się ogrzała.
-Która godzina?- zapytałam nieprzytomnie.
Nie spojrzał na zegarek, tylko wytaszczył mnie po schodach pod drzwi nr 15. Nie pukał – wszedł jak do siebie i szybko zrobił mi gorącej kawy. Potem narzucił jakiś koc. Miłe ciepło ogarnęło moje ciało i zaczęło walczyć z zimnem. Momentalnie na plecy wstąpiła gęsia skórka. Zawsze tak reagowałam na zmiany temperatury.
-Dziewczyno, co ty wyprawiasz!?- postawił na ławie tym razem czerwony kubek z dymiącą kawą.
-Nic- szepnęłam cicho. Zaczęłam bezgłośnie płakać, a on załamał ręce. Pewnie nie potrafił pocieszać. Chciał mnie przytulić, ale odsunęłam się szybko jak przejrzałam jego zamiary. Speszył się i już do końca naszego spotkania w tym mieszkaniu nie ruszał się z fotela.
-Gdzie ty masz kurtkę?- zapytał najnormalniej w świecie. Niczego nie przypuszczał.
-Nie mam.
-Jak to? Mróz na polu, a ty mówisz, że kurtki nie masz?
-Mam. Ale nie tutaj. W mieszkaniu obok.
Wpadłam na pewien pomysł i podzieliłam się nim z Michałem niczego mu nie wyjaśniając. Kiedy ukryłam się na schodach, on poszedł do Artura i powiedział, że Jola go woła. Długo nie chciał wyjść, lecz po kilku minutach się przełamał. Gdy zniknął w drzwiach Joli, szybko wbiegłam do jego mieszkania. Spoglądałam cały czas w górę, by znowu nie zacząć płakać. Zabrałam torebkę. Spodnie, bluzkę i płaszczyk wcisnęłam pod kurtkę, a potem błyskawicznie wybiegłam z budynku wcześniej założywszy moje adidasy. Zdążyłam jeszcze spojrzeć na zegarek. Było kilka minut po pierwszej w nocy. Rodzice myśleli, że jestem u Asi, Asia myślała, że jestem u Rafała i przeżywam najszczęśliwsze chwile mojego życia. Rafał z kolei myślał, że jestem w domu. Ja już sama nie wiedziałam gdzie jestem...
Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i usiadłam na samym końcu. Przymknęłam powieki i oparłam głowę o szybę. Nie mogłam spać. Siekiera jaką zaparzył mi Michał nadal siedziała mi we krwi. Już nie płakałam. W końcu autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku i musiałam wysiąść.
Chyba nigdy w życiu tak długo nie włóczyłam się po ulicach. Zawędrowałam w końcu pod pomnik Żydowski. Nigdy nie wiedziałam jak on się naprawdę nazywa. Za to zawsze zastanawiałam się, czy wyrwa w pomniku została zrobiona specjalnie. W zupełnych ciemnościach podeszłam do pomnika. Usiadłam na trawie wcześniej podłożywszy sobie pod pupę moje ubrania. Z każdym ruchem coraz gorzej postępowałam. Z każdym oddechem czułam, że wszystkich rzeczy, które popełniłam tego dnia żałuję.
Atmosfera mi nie sprzyjała. Głowę rozsadzało mi okropne napięcie. Wstałam i poszłam na pobliską stację benzynową. W całkiem sympatycznej, całodobowej kawiarni zamówiłam herbatę. Zastanawiałam się jeszcze nad bawarką, ale w końcu postawiłam na mocną teinę. Nie miałam przy sobie ani grosza. Pierwszy raz zamawiałam coś ze świadomością, że nie mam czym za to zapłacić. Żołądek skręcał mi się z głodu, ale nie brałam jedzenia.
Zanim kelner, który został sam na nocnej zmianie przyniósł mi filiżankę z herbatą, usnęłam z głową na stoliku. Nikt mnie nie budził. Zasypiając słyszałam tylko szepty: „Nie... zostaw ją. Sama widzisz... wygląda jak jeden kłębek nieszczęścia”.
Obudziło mnie stukanie palcami w stolik. Najpierw usłyszałam obce dudnienie drewna, potem nie mogąc spać uniosłam głowę, ręką prawie strącając zimną herbatę. Spojrzałam nieprzytomnie przed siebie. Zobaczyłam całkiem sympatycznego chłopaka, który lustrując mnie wzrokiem siorbał kawę.
-Michał!?- zapytałam nieprzytomnie rozpoznając, że przede mną siedzi mój kolega z klasy.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał.
-Weź...- chwyciłam się za głowę. Dudniło mi w niej jakbym co najmniej była na kacu. Automatycznym gestem uformowałam rozczochrane włosy w mały koczek. Nie miałam jednak frotki, więc zostały w pozycji zwiniętego ślimaczka. –Ja już mam dosyć Michałów na dzień dzisiejszy!
-Wyganiasz mnie?- odstawił kubek na stolik.
-Nie!- zaprzeczyłam jeszcze nie otworzywszy do końca oczu. –Spoko...
-Wyglądasz jak siedem nieszczęść razy dwa...
-Dzięki. Umiesz sypać komplementami, nie powiem...
-Zawieźć cię do domu?
-Nie masz prawa jazdy.- uśmiechnęłam się krzywo. –Co tutaj robisz?
-Mój brat jest tutaj kelnerem. Podał ci herbatkę, a ty nie wypiłaś...
Spojrzałam na filiżankę, w której była mocna herbata pokryta brązowym kożuszkiem. Skrzywiłam się. Stłumionym dźwiękiem zaburczało mi w brzuchu. Michał spojrzał na mnie surowo?
-Co to w ogóle znaczy, że pół nocy przesypiasz na stacji benzynowej? Wstawaj.
Pomógł mi wstać. Potem jego brat podwiózł mnie pod sam dom. Miałam ze sobą klucze, więc szybko wślizgnęłam się do łazienki, by wziąć prysznic. Wzięłam świeże ubrania ze swojego pokoju. Zmieniłam jednak zdanie. Wzięłam długą relaksacyjną kąpiel. Każde spojrzenie na moje ciało przywoływało miniony wieczór. Posiniaczone przeguby, uda, ramiona i inne części ciała skłoniły mnie do tego, bym zastanowiła się czy nie pójść na policję. Ale nie mogłam... każde wytłumaczenie mojego pobytu tam byłoby podejrzane. Szczególnie, że było to mieszkanie mojego wychowawcy – Rafała.
Dzień przeżyłam dziwnie. Rano mama zabrała mnie na zakupy przed wigilią. Nikt niczego nie poznał – mimo, że było po mnie widać, że coś jest nie tak.
-Agnieszko... musimy dziś jeszcze upiec placki, bo jutro nie będzie czasu. Jutro przygotujemy dania Wigilijne, w końcu pół rodziny do nad przyjeżdża... ejj, czy ty mnie w ogóle słyszysz?- zapytała mama nachylona nad wózkiem pełnym zakupów. Nie patrzyła na mnie, tylko na listę zakupów. Nie mogła niczego zapomnieć...
-Tak mamo- westchnęłam obserwując na wystawie firmowe ubrania, na które i tak nie mogłam sobie pozwolić. Tak mamo –słyszę cię, ale nie słucham. Wybacz...
Otępienie udzieliło się nawet Aście, gdy wieczorem wpadła dać mi prezent gwiazdkowy. Teraz, bo w dalszych dniach spotkanie się z nią graniczyło z cudem. Wręczyła mi ładnie oprawioną książkę Cobena „Nie mów nikomu”. Pierwszy raz dała mi w prezencie bestseller. Nigdy nie dyktowała się kategoriami popularności.
-Ta książka wyjmie ci dwa dni z życiorysu. A potem zaskoczy, żeby pozostawić niedosyt.
Przytaknęłam. Bez entuzjazmu dałam jej małą paczuszkę z bransoletką na nogę. Uściskała mnie i powiedziała, że zawsze o takiej marzyła. Nie był to wytarty frazes – często stawała przed wystawą jubilerską w M1 i patrzyła tęsknie na srebrną bransoletkę z małymi kamyczkami.
-Pożegnaliście się...?
-Tak.
-Będziecie tęsknić za sobą...?
-Tak.
-Miło spędziliście wczorajszy wieczór...?
-Tak.
-Brytka Szprytna jest twoją idolką?
-Tak.
-Kocham sposób w jaki mnie ludzie słuchają! Wprost uwielbiam...
-Co?- zapytałam jakby wyrwana z letargu.
-Nieważne...
Wyszła chwilę później – takim sposobem wypłoszyłam swoją przyjaciółkę. Potem poszłam spać. Czas dłużył się niemiłosiernie. Od rana do wieczora było chyba dwa razy więcej godzin niż normalnie. A może doba zmieniła ilość godzin?
-Słucham- odebrałam swój telefon komórkowy.
-Cześć Słońce.
-Cześć Rafał. Dlaczego nie dzwoniłeś?- zapytałam. Pierwszy raz tak bardzo się ucieszyłam, że zadzwonił. Wydarzenia ze środy powoli zaczęły iść w niepamięć.
-Ostatnio nie chciałaś ze mną rozmawiać. Ale teraz nie mogłem się powstrzymać!
-A co takiego się stało?- zapytałam cicho.
-Ostatniego dnia grudnia będę w Krakowie! W sylwestra również. Cieszysz się?- każde słowo mówił z należytym namaszczeniem, każdą literą sprawiając mi nieziemską przyjemność.
-Oczywiście, że tak! Więc co będzie z Sylwestrem?
-Cała noc nasza?
-Jest problem. Sylwestra organizuje Aśka. Mam jej w tym pomóc.
-Wiem, wiem... przysłała do mnie SMSa.
-Zaprosiła cię?- byłam niesamowicie zdziwiona. Kiedyś w żartach naprawdę obiecała, że kiedyś zaprosi go na prawdziwą młodzieżową imprezę. W żartach. Jej nieobliczalność pokonała kolejne granice. Dziękowałam Bogu za jej pomysłowość. Dwa dni dodatkowe.
-Tak. Mnie i panią Kasię- wspomniał o chemiczce, która obok niego była jednym z najbardziej „młodzieżowych” nauczycieli. –Ale ani pani Kasia, ani ja nie możemy zostać do północy. Wpadniemy na godzinkę, albo dwie. Obiecali, że nie będzie alkoholu!- zastrzegł. –Potem zmywamy się na nasze imprezy sylwestrowe.
-Wasze...?
-No właśnie... pójdziesz ze mną na bal sylwestrowy? W „Jedynej” koło Rynku. Będzie wspaniała atmosfera, a na Rynku śliczne fajerwerki. Już zapowiadali, że planują niezłe widowisko.
Przymknęłam powieki i uśmiechnęłam się sama do siebie. Niegdyś obiecałam sobie, że jak spotkam kogoś, kogo pokocham nowy rok będziemy witać na Rynku namiętnym pocałunkiem.
-A więc jak?
-A jak myślisz... pewnie! Kocham cię! Już muszę kończyć!- usłyszałam kroki mamy.
-Słodko. Stroje wieczorowe obowiązkowe! Kocham cię i do zobaczenia...
-Pa...
Włożyłam komórkę pod poduszkę, włączyłam radio i przymknęłam powieki. Mama weszła do pokoju i zgasiła sprzęt. Nie wiedziała, że pod moimi zamkniętymi powiekami czai się szczęście, jakiego nie czułam od kilku dni. Znów zatęskniłam za Rafała dotykiem.

*
Wigilia. Światło świecy Caritasu i ciepło ludzkich serc wypełniało nasz salon, który był zastawiony trzema stołami. Pół rodziny przyjechało do nas na wieczerzę.
-Agnieszko, jedz...- ponagliła mnie mama zorientowawszy się, że nakładam sobie najmniejsze porcje, a i tak ich nie chcę jeść. Dołożyła mi kolejną chochlę barszczu z uszkami. Wpatrywałam się w płomień świecy i myślałam nad minionym rokiem. Święta dla mnie były równoważne z Sylwestrem.
-Jem przecież mamo...
Gdy nadszedł czas łamania się opłatkiem nie życzyłam niczego innego jak zdrowia, miłości, i żeby w nadchodzącym roku nic złego się nie przydarzyło. Dla mnie to było gwarantem szczęścia i krótką receptą na spełnienie. Mi życzono dobrych ocen, trafnego wyboru studiów, żebym słuchała rodziców i abym nie szalała zanadto.
-Siostrzyczko... życzę ci zdrowia, miłości i braku przykrych niespodzianek- ułamałam kawałek opłatka Karoliny.
-Ja życzę ci tego czego sama sobie życzysz. Nikt nie zna cię lepiej niż ty sama siebie, weź to pod uwagę. Nie przynieś wstydu naszej rodzinie i baw się dobre z tym swoim przystojniakiem w długim płaszczu. W świetle ulicznej latarni wyglądał całkiem całkiem... Tak że nie wychodź za mąż za prędko i żeby sytuacja was do tego nie zmusiła- mrugnęła okiem.
-Mówisz to w odniesieniu do siebie i Michała?- zapytałam ułamując jej opłatek.
-Właśnie. Musiałam, bo nikt mi tego jeszcze nie życzył.
-No to nie wychodź za mąż za szybko...- powtórzyłam jej wcześniejsze życzenia i obcałowałam ją po policzkach. Nie wiedziała nic z tego co ja wiedziałam. Nie wiedziała o Rafale, ani pewnie nawet nic nie wiedziała o Joli. No ale świat jest mały – a Kraków jeszcze mniejszy.
*
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Czarne dżinsy z licznymi cieniutkimi łańcuszkami opinały mi biodra i rozszerzały się na nogawkach. W świetle nieśmiałego słońca wpadającego do mojego pokoju błyszczała szara, błyszcząca bluzka z ciekawymi wzorami. Przeczesałam ręką włosy, a potem zmierzwiłam je naturalnie. Sama nie wiem jak lepiej wyglądałam. Moje niesforne, naturalne loki nie mogły stworzyć żadnej grzecznej, ale ładnej fryzury. W ostateczności zdecydowałam się iść w rozpuszczonych.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Chwilę potem do pokoju weszła Aśka.
-Cześć. Przyszłam po ciebie... ślicznie wyglądasz.
Nie chciałam się stroić. Nie chciałam wyglądać tak ładnie jak tamtego wieczoru. Gdybym nie była wtedy taka ładna Artur nie zainteresowałby się mną – to pewne. Uśmiechnęłam się niepewnie i w geście podziękowania skinęłam głową.
-Ty też bardzo ładnie- spojrzałam na jej zgrabną sylwetkę. Nogi idealnej długości zakrywały postrzępione dżinsy dzwony, a ramiona i piersi beżowa bluzka z orientalnymi malowidłami podobnymi do tych wykonywanych henną. Długie rękawy przykrywały całkowicie jej czarne jak smoła paznokcie.
-Dzięki. Cieszę się, że w końcu się stąd wyrwiesz... rozerwiesz, poszalejesz i rozluźnisz. Ostatnio jesteś jakaś dziwna. Bardziej dziwna niż normalnie, powinnam powiedzieć.
-Dzięki. Potrafisz człowieka podnieść na duchu!- powiedziałam z przekąsem i zaczęłam pakować plecak. W tym czasie ona wyprężała się przed lustrem.
-Wiesz co... życie jest dziwne. Ludzie są dziwni.- nie patrząc na mnie kontynuowała. –Myślałam, że gdy dowiem się takiej rzeczy jakiej dowiedziałam się o tobie i Rafale, nie będę mogła wysiedzieć na miejscu. Będę cię nawracać na prostą, mówić, że się tobą bawi, że chodzi mu tylko o seks, że tylko chce się zabawić. A tu patrz... taki związek. Taki ładny i przesycony miłością, że aż chce mi się zazdrościć...
-Nie... nie ma czego. Związku z nauczycielem nie ma co zazdrościć...
Odwróciła się w moją stronę, podeszła i popukała mnie w czoło.
-Przecież nie tego ci zazdroszczę. Ja zazdroszczę wam charakteru związku... zazdroszczę faceta jak Rafała... nie zrozumiesz mnie.
-Rafała? Na starszych cię bierze? A co z Łukaszem?
-Znów mnie nie rozumiesz. Chciałabym, żeby Łukasz był taki dojrzały jak twój Rafał. Ale on nigdy taki nie będzie. Nie powie mi komplementu, tylko będzie się na mnie tępo patrzył powtarzając: „cieszę się, że ciebie spotkałem”. Nigdy nie marzyłam o romantycznej miłości. Za to dostałam taką. Nie okraszaną romantyzmem, ale najprawdziwszą młodzieńczą miłość...
-Nie wierzę w przyszłość moją i Rafała- powiedziałam spokojnie ni stąd ni zowąd. Zadziwiałam sama siebie. Ostatnio wyobrażałam sobie siebie z nim przy ołtarzu. Teraz znów wyobrażenia poszły w niepamięć. Znów nie wierzyłam w przyszłość związków.
-Dlaczego?
-Ja nie wiem co będzie jutro... jak mogę wierzyć w to, co będzie kiedyś... nie umiem. Też nie marzyłam o takiej miłości. Też myślałam, że on się mną bawi. Ale nie mogłam się wycofać... nie umiałam. I do tej pory jesteśmy razem...
-Podziwiam tego Rafała, że tyle wytrzymał bez seksu. W końcu to dorosły facet, wie co traci przez związek z małolatą... musi o wiele dłużej czekać, żeby zdobyć to, co u jego równolatki przeszłoby gładko.
-Mówisz jakby facetom tylko jedno było w głowie!- prychnęłam zła na siebie, że nie przerwałam wcześniej naszej rozmowy. Przypomniała mi się Jola i jej słowa, że już spała z Rafałem. Czy oni byli naprawdę razem? Czy nie blefowała? Wyobraziłam sobie ich chodzących po mieście i bezkarnie się obściskujących. Ze mną nie mógł tak chodzić – z nią tak. Widziałam ich z papierosem w ustach po nieprzespanej nocy – z nią mógł miewać nieprzespane noce. Z nią mógł się kochać – ze mną nie. Nie chciał. Zaraz potem przypomniałam sobie, że przecież Rafał nie pali.
Fizycznie ich związek był bardziej możliwy niż nasz. Prostszy, łatwiejszy, ale tak jakby mniej znaczący. Bo my musieliśmy walczyć o każdą chwilę razem, a ich dzieliło tylko kilka metrów korytarza.
-Nie smęć, idziemy!- szturchnęła mnie w ramię, a potem pociągła w stronę drzwi. Pobiegłyśmy na przystanek i w końcu dotarliśmy do domu Filipa. Otworzył nam gospodarz w szampańskim humorze i z puszką Redds’a w ręku.
-Witam was dziewczynki! W samą porę, impreza właśnie się rozkręca!
Zawsze lubiłam dyskoteki. Szczególnie „domówki”, bo nigdy nie było problemu z nie ustosunkowaną muzyką. Można było przynieść nawet coś swojego. Po godzinie szaleńczego tańca, zmęczona zaszyłam się w kuchni i przykleiłam do butelki wody mineralnej.
Rozchylałam żaluzje obserwując podjazd. Jakieś samochody jeździły w tę i z powrotem uliczką przylegającą do domu robiąc hałas jaki słyszałam tylko ja. Wszyscy myśleli, że wyszłam na papierosa. Ale ja nie paliłam. Ja odpoczywałam izolując się i sącząc wodę mineralną. Głowę przykleiłam do lodowatej szyby a łokcie oparłam na parapecie imitującym marmurek.
Nagle ktoś objął mnie w talii. Błyskawicznie wyprostowałam się oblewając wszystko dookoła wodą. Rzecz jasna przypomniał mi się niechciany, bolesny dotyk Artura. Ten był delikatny, lecz nadal nieprzyjemny. Nikt nie miał prawa mnie dotykać po tym zdarzeniu. Z wyjątkiem Rafała.
-Co ty robisz!?- krzyknęłam i uskoczyłam w bok zatrzymując się na kuchennym stole pokrytym ceratą w czerwoną kratę. Przede mną stał Filip trzymający puszkę w dłoni. Co dziwne zawsze, gdy bywał na jakichś imprezach – zawsze pił piwo. I zawsze Redds’a. Niezmiennie.
-Przyniosłem i dla ciebie, nie denerwuj się- wręczył mi zamkniętą puszkę.
-Przepraszam- mruknęłam. –Ostatnio jestem bardzo nerwowa...
„Bo masz powody” – usprawiedliwił mnie głosik w mojej głowie. Miałam – i to bardzo znaczące.
-Nie masz za co, dlaczego się z nami nie bawisz?
-Zmęczyłam się.
-No wiesz! Dopiero co przyszłaś!- wyciągnął dłoń w moją stronę, a puszki z piwem postawił na stoliku. –Chodź. Ze mną jeszcze dziś nie tańczyłaś.
Uśmiechnął się szczerze, a potem poszliśmy do salonu. Z głośników płynęły gładkie dźwięki Oasis. „Stop crying your heart out”. Oparłam się na jego ramieniu i wtuliłam w bluzę lekko pachnącą piwem pomieszanym w perfumami. Dobrze znałam język angielski. Nie mogłam słyszeć jakiejś piosenki i jej sobie nie tłumaczyć.
Momentalnie w oczach zaszkliły mi łzy.
Nikt tego nie widział, bo pomieszczenie oświetlało tylko kilka lamp skierowanych ku sufitowi. Panował tu przyjemny półmrok. Kilka par tańczyło na dywanie, połowa dziewcząt chichotała pod ścianami, a niektórzy chłopcy pili piwo na schodach przed domem.
Nie mogłam powstrzymać mojej wyobraźni. Tuląc się do Filipa wyobrażałam sobie, że jest to Rafał. Nie mogłam inaczej. Czułam te jego porywające perfumy i kołysałam się delikatnie wyobrażając sobie, że właśnie jestem w ramionach mojego mężczyzny. Nigdy z Rafałem nie tańczyłam. Nie wiedziałam „jak to jest”.
-Co się stało?- zapytał Filip ledwo słyszalnie trzymając twarz przy moich włosach. Pewnie poczuł mój nierównomierny oddech, albo poczuł zimną łzę spływającą po jego szyi.
-Nie potrafię zaakceptować tego, co się stało... nie potrafię się pogodzić.
Mówiłam szyfrem zrozumiałym tylko dla mnie. Nie mógł się domyślić o jaki rzeczy, ani o jakie zdarzenia mi chodzi.
-Powiedz.
-Nie.
W międzyczasie piosenka się zmieniła. Teraz szła moja ukochana Omega, z zapewne mojej płyty, którą kiedyś pożyczyłam Filipowi. Chłopaka, który siedział za sprzętem najwyraźniej wzięło na bardzo wolne piosenki. Jakaś dziewczyna kręciła się obok komputera i wyraźnie mizdrzyła się do niego. Ten wybierał coraz mniej znane piosenki z jakichś już dawno zapomnianych płyt.
-Wiesz, że mi możesz powiedzieć...
Uśmiechnęłam się kpiąco, na szczęście nikt tego nie widział. Zwrot bardzo ładny, ale w moim przypadku odnoszący się tylko do Aśki. Do niego absolutnie nie. Milczałam. On również. Zatracaliśmy się w rytm muzyki.
W pewnym momencie zsunął dłonie niżej, niż powinien je trzymać. Automatycznie wzięłam je z pośladków i podsunęłam na wysokość pleców. Mimo kilku piw, speszył się. Ja ten gest już miałam wyćwiczony. Z nikim nie chciałam w ten sposób tańczyć. Z wyjątkiem tej jednej osoby...
Taniec dla mnie był rozrywką. W gimnazjum nawet nie zwracałam uwagi, kto prosi mnie do tańca. Ważne było, że chłopcy lubili ze mną tańczyć. W liceum już zaczęłam do tego przywiązywać wagę. Chodząc na dyskoteki rzadko kiedy tańczyłam z kimś, kogo nie lubiłam. W grę wchodzili przystojni nieznajomi i znajomi, których obdarzałam sympatią. Filipa bardzo lubiłam. Mimo tych wszystkich rzeczy jakie wydarzyły się między nami, byliśmy dobrymi znajomymi. Znajomymi – nie nadużywam słowa przyjaciel!
-Przepraszam- szepnął cicho. Mruknęłam coś na podobieństwo „nic nie szkodzi”.
Na myśl przyszły mi „ciepłe kluchy”. Nie lubiłam mężczyzn, którzy w obecności kobiety zapominali gdzie mają mózg. Czy w głowie, czy w spodniach, czy w ogóle.
Mimo, że Filip taki nie był – tak teraz się zachowywał.
Zawsze podobało mi się, że gdy tańczy się wolne piosenki – czas równie wolno płynie. Czekasz, aby piosenka szybko się skończyła, a równocześnie chcesz, żeby trwała w nieskończoność, bo niezależnie od tego z kim tańczysz jest ci dobrze.
-Przyznaj się, nie chce ci się tańczyć?- zapytał w połowie trzeciego kawałka.
-Skąd wiedziałeś?
-Brak entuzjazmu z początkowej fazy tańca- mrugnął okiem. –A może chcesz kawy? Wiem, że lubisz.
-Od kawy to ja jestem absolutnie uzależniona- uśmiechnęłam się miło, a potem wyszliśmy z salonu do kuchni. Usiadłam na krzesełku i znów tęsknie patrzyłam za okno rozchylając żaluzje. W tym czasie Filip robił mi Nescafe, w czerwonym – firmowym kubku.
-Słodzisz?
-Sześć łyżeczek, tylko nie mieszaj, bo cukru nie lubię...
Spojrzał na mnie, a potem oboje wybuchnęliśmy śmiechem. W końcu stanęło na jednej łyżeczce. Czekając aż kawa wystygnie wypiłam już chyba trzecią puszkę piwa. Nasza paczka wyznawała zasadę, że jeśli piwo to tylko Redds.
-Może chodźmy do mojego pokoju... tak między szklankami będziemy pić?
Przytaknęłam, a potem znaleźliśmy się w pokoju Filipa.
Tylu sprzętów ile on miał w pokoju nigdy nie widziałam tak nagromadzonych w jednym miejscu. Znajdowało się w nim wszystko od adaptera począwszy, na komputerze skończywszy. Usiadłam na kanapie, a kawę postawiliśmy na jego biurku.
-Fajny masz pokój...
-Zagracony, nie fajny. No, ale to są uroku życia bałaganiarza- usiadł na krześle obrotowym. Okręcił się kilka razy demonstracyjnie. W drugiej części mieszkania trwała zabawa na całego. Do nas docierała tylko muzyka trochę stłumiona przez grube ściany.
-Masz ostatnio jakieś kłopoty?- zapytał i popatrzył mi prosto w oczy. Pod naporem tego spojrzenia nie mogłam skłamać. Mimo, że było okraszone kilkoma piwami, to nadal było stalowe i irytująco błękitne. Tak bardzo inne od spojrzenia Rafała. Wszystkich mężczyzn teraz do niego porównywałam... ale to chyba jest całkowicie normalne.
-Nie, skąd- uciekłam od jego spojrzenia może po części się zdradzając. –Dlaczego tak myślisz?
-Michał przecież wczoraj znalazł cię w restauracji na BP. Nie powiesz mi, że dla rozrywki się tam przespałaś...
-Świetnie. Faceci to się nie zapytają, tylko szeptają po kątach- prychnęłam i wzięłam łyk kawy. Głupi plotkarze. Ścisnęłam mocno szczęki, by pohamować przypływ łez. Ostatnio bardzo płaczliwa się zrobiłam. Bardzo, bardzo płaczliwa. Przygryzłam wargę.
Filip usiadł obok mnie i odstawił mój kubek z kawą z powrotem na biurko.
-Spójrz na mnie- nakazał i przesunął w swoją stronę mój podbródek. –Nie wolisz się wyżalić?
Zaczęłam płakać. Emocje i alkohol zupełnie mnie rozstroiły.
-Bo ja sobie zupełnie z tym wszystkim poradzić nie mogę!
-Nie płacz... ale ty masz oczy w mokrym miejscu- westchnął i otarł mi palcem łzę spływającą po policzku. Tandetna scena żywcem ściągnięta z tandetnego romansu. Przetarłam wierzchem dłoni oczy.
Filip przytulił mnie delikatnie.
-Spoko, przecież wiesz, że wszystko się ułoży...
-To raczej nie ma prawa się ani ułożyć, ani odwrócić...- kontynuowałam mój enigmatyczny wywód. Wstyd się przyznać, ale dobrze mi było w ramionach Filipa.
-Grunt to dobre nastawienie...
Jego twarz znalazła się tuż przy mojej, a potem poczułam dotyk wilgotnych warg. Przymknęłam powieki. Nienawidziłam się za to, że nie potrafiłam powiedzieć Filipowi: „nie”.



---
Z tą 48 częścią były przygody :/ Gdzieś gdzie na bieżąco publikuję to opowiadanie, część usunięto. Po prostu. Dzień potem bardzo mądrze, przez przypadek sama usunęłam sobie 50 stron opowiadania [z 48 włącznie]. No i po prostu jej nie miałam - przepadła. Ale w końcu - nieudolnie, bo nieudolnie - ale ją odtworzyłam. Ważne, że sens nie zmieniony.

Czekam na szczere komentarze. Pozdrawiam.

Podpis: 

hermenegilda kontynuowane
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.