http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
60

Wieczór jak nie co dzień.

  Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Wieczór jak nie co dzień.

Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2037
użytkowników.

Gości:
2037
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 13554

13554

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.7

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
05-03-06

Typ
P
-powieść
Kategoria
Romans/Inne/-
Rozmiar
42 kb
Czytane
1923
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
05-03-06

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: hermenegilda Podpis: hermenegilda
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Lekki skandal obyczajowy ciąg dalszy. Akcja w stanie zaawansowanym.

Opublikowany w:

-

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.7

*MYŚLI NIEUCZESANE*
Rozdział 7

[strony od 61 do 72]



Jego twarz znalazła się tuż przy mojej, a potem poczułam dotyk wilgotnych warg. Przymknęłam powieki. Nienawidziłam się za to, że nie potrafiłam powiedzieć Filipowi: „nie”.
Odwzajemniłam pocałunek. Nie mam pojęcia dlaczego nie potrafiłam krzyknąć: odsuń się. Robiłam coś, czego nigdy nie chciałam zrobić, ale gdy już zaczęłam – nie mogłam przestać.
-Co ty robisz?- zapytałam głupio płaczliwym tonem, gdy nasze usta rozłączyły się. Nadal trzymaliśmy twarze bardzo blisko siebie. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
-Agnieszka... ja nie umiałem ci tego powiedzieć, ale... zawsze mi się podobałaś. Dzisiaj szczególnie...- musnął mnie palcami po wierzchu dłoni. –Wiesz dobrze, że nigdy nie byłaś mi obojętna...
Nie wiedziałam na ile mówi prawdę, a na ile koloryzuje fakty przez wpływ alkoholu. Nie wiedziałam, czy mówi najszczerszą prawdę. Mgliste pojęcie o tym jednak miałam. Jego zachęcających spojrzeń towarzyszących mi zawsze nie można było inaczej odczytać...
-Ale...- zaczęłam, ale ten znów zamknął mi usta pocałunkiem. Nie czułam się wolna. Byłam skrępowana. Nie potrafiłam wykonać jakiegokolwiek ruchu. Chciałam nas powstrzymać, ale nie mogłam. Było zbyt przyjemnie. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak blisko Filipa.
Przejechałam dłonią po jego policzku. Potem swój podbródek wtuliłam w zagłębienie między szyją a ramieniem. Już nie rozróżniałam dźwięków dochodzących z pomieszczenia obok.
-Filip- powiedziałam nie zmieniając pozycji. Oczy miałam zamknięte, a usta częściowo przysłonięte przez jego bluzę. Mówiłam trochę niezrozumiale, acz wyraźnie. Przynajmniej wydawało mi się, że rozumiał. –Ja mam kogoś...
Powinien powiedzieć: „to nic”, lub „to nie ważne”. Nie powiedział. Uderzył pytaniem:
-To przez niego płakałaś...?
To była najdziwniejsza rozmowa jaką prowadziłam kiedykolwiek. Kipiąca szczerością, bez żadnego szczerego spojrzenia sobie w oczy. Dobrze mi było w jego ramionach, mimo, że cały czas myślałam o Rafale. On był gdzieś daleko, a Filip był tu...
Blisko, na wyciągnięcie ręki. Jego ramie i usta również były w pobliżu.
Nie tak jak te Rafałowe.
-Nie, nie przez niego. Ale również przez mężczyznę- zaczęłam wylewać swoją frustrację. Niepohamowany przypływ szczerości grożący powodzią. –Dlaczego wy tacy jesteście?
-Jacy?
Milczałam chwilę i szukałam odpowiedniego słowa.
-Różni, ale tak całkowicie do siebie podobni!- powiedziałam niespodziewanie. Pokręcił głową na boki i pocałował mnie po raz kolejny. Kawa już wystygła, a my nie mogliśmy się uwolnić ze swoich objęć.

*
Ledwo co wyszłam z mieszkania Filipa dostałam moralniaka. Już wtedy był silny – wolałam nie myśleć co będę czuła jutro rano. Owładnął mnie lęk, a w głowie kołatało się pytanie: „co ja zrobiłam”. Oddychałam płytko i za nic w świecie nie chciałam spojrzeć w oczy Filipa, który cały czas szedł obok mnie i okręcał moją szyję szalikiem.
-To jest pierwsza impreza od kilku lat na której tak mało piłem- pochwalił się w pewnym momencie. Trzymał nasze splecione dłonie w kieszeni kurtki. Szyja już mnie bolała od patrzenia na asfalt. Boże! Co za mnie idiotka!
Po wydarzeniach w mieszkaniu Rafała powinnam stronić od mężczyzn, lecz ja zupełnie odwrotnie – szukałam bliskości. Chciałam być upewniana, że nie jestem wybrakowana. Że nadal jestem sobą.
-Tylko trzy piwa- westchnął i kopnął kamień leżący na drodze. Brzmiało to, jakby żałował, że wypił tak mało. –I zimna kawa...
-Była okropna!- zdecydowałam się na wypowiedzenie zdania.
-Za to towarzystwo bardzo miłe...
Wsiedliśmy do nocnego autobusu. Około trzeciej dowlekliśmy się pod mój dom. Przezornie postanowiłam się z nim pożegnać już na początku ulicy, by uniknąć wścibskich oczu siostry.
-Bardzo miło spędziłem ten wieczór z tobą... dziękuję.
-To chyba ja powinnam podziękować. Oderwałeś mnie od kłopotów... dziękuję- pocałowałam go w policzek. Teraz wydawało mi się, że go wykorzystałam. Rozbudziłam nadzieje tylko dlatego, żeby samej zapomnieć. Kolejne głupie, nieodpowiedzialne zachowanie.
-Ale ja nie chcę być tylko skutecznym odstresowywaczem...
Uniosłam głowę.
-Nie jesteś.
Chwilę patrzyliśmy się na siebie w świetle latarni. Filipowi oczy błyszczały o wiele bardziej niż zwykle. Z daleka widać było, że jest szczęśliwy. Tymi kilkoma chwilami, które spędził ze mną.
-Agnieszka... już kiedyś ci się o to pytałem. Za pierwszym razem odpowiedziałaś twierdząco. Chciałbym, żebyś dziś odpowiedziała to samo...
Położył dłonie na moich ramionach. Milczałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W jego oczach było tyle radosnych iskierek. Nie powinnam mu ich zgasić. Z drugiej strony Rafał... Rafał, Rafał, Rafał. Nadal to imię brzmiało jak muzyka.
-No więc?- ponaglił.
-Filip...- zaczęłam nie fair wobec siebie, ani ich. –Filip... czuję się jak dzi.wka!- wypowiadałam słowa wolno, dosadnie, mój stan emocjonalny podkreślając łzą płynącą po policzku. –Ja tak nie chcę... Nie mogę! Rozumiesz?
Spojrzałam w jego błękitne oczy szukając iskry zrozumienia.
Nie zobaczyłam ich.
A raczej zobaczyłam ich brak.
-Nieważne...
Zostawiłam go z niewyjaśnioną tajemnicą na ramionach. Pobiegłam do domu jak najszybciej umiała, by nie słyszeć ewentualnego wołania Filipa. Było mi źle.
Bardzo źle...

*

Zagłuszałam myśli od rana katując się niebotycznie głośną muzyką Iron Maden. Płytę pożyczyłam od Aśki. Wierciłam sobie dziurę w mózgu, by nie czuć odrazy do samej siebie. Dom był wyludniony – rodzice byli w firmie, a Karolina gdzieś się zmyła z samego rana.
Za trzy dni miał być wymarzony Sylwester. Rafał przyjeżdżał jutro. Chciało mi się płakać za każdym razem, gdy o nim pomyślałam. Na dodatek na Sylwestrze u Aśki mieli być oboje.
Nagle mój telefon komórkowy zaczął dzwonić.
Smutno spojrzałam na wyświetlacz na którym wyświetlał się numer Rafała. Co ciekawe Filip od naszego ostatniego spotkania nawet nie przysłał SMSa, ani nawet nie odezwał się na gadu-gadu.
-Słucham...
-Cześć Słońce!- przez twarz przebiegł cień zbliżony do uśmiechu. Wyłączyłam muzykę. –Jak leci?
-Szczerze? Okropnie- postanowiłam przynajmniej oswajać go z faktem iż czas, kiedy go nie było w Krakowie nie był dla mnie „normalny”. Że coś się przydarzyło...
-Mi również. Niezrównana babcia codziennie wmusza we mnie tony jedzenia, jak wrócę do ciebie, to do drzwi się nie zmieszczę. Cały czas traktuje mnie jakbym miał 10 lat i nadal skakał po drzewach. Swoją drogą... strasznie sympatyczne to jest.
Mimo, że zebrało go na zwierzenia, ja nie dałam się na nie namówić. Serce wyrywało się by powiedzieć „kocham cię”, jednak nie mogłam. Nie mogłam tego powiedzieć przez telefon. Wolałam mu wszystko powiedzieć, gdy staniemy naprzeciwko siebie. Patrząc mu w oczy.
-A dlaczego dzwonisz? Stało się coś?- zapytałam.
-Co ty taka podejrzliwa się ostatnio zrobiłaś? A może po prostu chciałem cię usłyszeć?
-Hmm... może. Ja też chciałam cię usłyszeć, ale najchętniej to bym wolała, żebyś tu był- przywołałam beztroski ton. Prawie widziałam jego rozpromienioną twarz.
-No to świetnie. Ja chciałbym przypomnieć ci o zaproszeniu na bal... nadal jesteś zainteresowana?
Powiedział to tak przekomicznie, że aż się roześmiałam.
-Oczywiście!
-Uwielbiam jak mówisz to słowo. Więc przedstawię ci taki mały rys wieczoru. Do od 19 do 20 z minutami jestem u twojej przyjaciółki. Z panią Kasią rzecz jasna. Potem zmywamy się niepostrzeżenie, lub postrzeżenie, to zależy jak będziecie na nas zwracać uwagę. A potem życzyłbym sobie, żebyś około 22:30 wyszła przed dom Joanny, wcześniej puszczając mi sygnała na komórkę.
-Życzyłbyś sobie?
-Tak. Tylko tyle. Reszta nocy jest nasza... jeśli oczywiście nie masz innych propozycji.
-Jak na razie nikt z żadną nie wystąpił...
-No to się bardzo cieszę.
Porozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut. Rafał opowiadał o swojej rodzinie. Nie mieszkali w Tarnowie, ale w jakiejś podtarnowskiej wsi. Entuzjazm z jakim opowiadał wszystkie nawet te najdrobniejsze detale udzielił się nawet mnie. Zakończyłam najgorszym zdaniem jakie kiedykolwiek słyszałam. „I ja ciebie też”. Oczywiście padło z moich ust.
Zaraz potem zadzwoniłam do Aśki z pytaniem, czy mogę do niej wpaść. Rzecz jasna odpowiedź była twierdząca. Musiałam skądś wytrzasnąć suknię na bal, a byłam bez grosza przy duszy. Jedynym wyjściem była wypożyczalnia strojów wieczorowych, lub pożyczenie czegoś od przyjaciółki.
Najlepiej było Rafałowi przez cały wieczór nie wspominać o Filipie. Bo i po co? Z czasem wszystko mu wyjaśnię i o to się nie musi martwić. Z reguły jestem prawdomówna...
No, może powiedzmy, że ostatniego zdania nie wypowiedziałam.
A autobusie co chwilę drzemałam obijając się o szybę i wzbudzając śmiech dziewczyn, które siedziały naprzeciwko mnie. Zarwałam kilka nocy przeznaczając je na rozpamiętywanie tego, co było.
Gdy dotarłam do domu Aśki opowiedziałam jej o planach moich i Rafała. Kto jak kto, ale ona powinna być o nich poinformowana. Zwłaszcza ze względu, że z osób trzecich ona o nas wiedziała najwięcej. Słusznie zresztą.
-Wiesz co... ja nie posiadam żadnych wyjściowych kreacji z wyjątkiem tej seledynowej, w której byłam na ślubie Mikołaja. Na mnie nie licz... miałam szczere chęci, ale niestety... wybacz.
Miała nawet bardzo szczere. Widząc moją zawiedzioną minę kombinowała ze spódnicami i bluzkami z poszerzanymi rękawami. Jednak wszystko na nic. Zaoferowała się, że pożyczy mi na sukienkę. Jednak sama nie miała zbyt wiele, więc kilku godzinne buszowanie po Krakowskiej Plazie się na nic nie zdało. Przymierzałam kilka świetnych sukien, jednak cena każdej z nich mnie przerosła.
Rodziny Aśki już nie było w domu. W tym roku dziwnie wyjechali na Śląsk świętować. Po Świętach Bożego Narodzenia już ich nie było. Świętować? Raczej pocieszać swoją rodzinę, bo Damian do tej pory nie wrócił.
-A może...- zaczęła stając w przedpokoju i opierając się o białą ścianę. –Może pobuszowałybyśmy w ubraniach mojej mamy? Nie jest taka młoda, ale laska z niej całkiem całkiem...
Rzeczywiście. Mama Asi była jedną z tych „przebojowych kobiet pod czterdziestkę”. Bardzo różniła się od jej babci. Uczęszczała do aerobic clubu i regularnie odwiedzała solarium.
-Nie... a jak potargam, ubrudzę, albo coś? Tak jak te twoje ubrania?
Powiedziałam jej, że bluzkę rozdarłam zahaczając o wystającą balaskę w ogrodzeniu mojego sąsiada. Uwierzyła. Błyskawicznie wyprałam jej rzeczy, a potem jej je oddałam. Nie mogłam trzymać ich długo, bo napawały mnie obrzydzeniem.
-Nie bój się. Najwyżej powiem, że to ja zrobiłam... co prawdaż już się przestałam stroić w jej ubrania, by przeparadzić się po domu i spojrzeć w lustro, ale w końcu nikt nie wie co w człowieku drzemie w środku, co nie?
Uśmiechnęłam się. Weszłyśmy powoli do sypialni rodziców Aśki. Panował tu niepowtarzalny klimat. Story były zasunięte, więc prawie nic nie było widać. Zapaliła lampkę i pomieszczenie wypełniło ciepłe światło. W kącie stał komputer – pasja taty Asi, a tuż obok niego gigantyczny regał z książkami. Ulubioną rozrywką całej rodziny. Usiadłam na mięciutkim, dużym łóżku podczas, gdy Aśka szukała czegoś w szafie.
-Od bidy dziod lepsze to niż nic!- mrugnęła okiem imitując głos swojej babci. Znalazła trzy sukienki. Jedną białą, z czerwonym, haftowanym gorsetem – podobną do tej, jaką miała na sobie Jola, gdy weszła do mieszkania Rafała i zobaczyła leżącego na mnie Artura...
Przymknęłam powieki czując wzbierające łzy.
Wystarczył mi mały szczegół, by rozkleić się zupełnie. Taka po prostu byłam. Strasznie płaczliwa.
Automatycznie przetarłam sobie dłońmi twarz. Na siłę zwróciłam uwagę na drugą sukienkę.
Była dosyć wąska, szara i błyszcząca. Trzecia zaś była czarna, z nadrukowanymi białymi, bladymi kwiatami. Ona najbardziej mi się podobała, ale rzeczą niemożliwą był fakt, żebym miała się w nią zmieścić. Aśka poradziła mi tą szarą.
Materiał był delikatnie chropowaty, ale układał się całkiem ładnie. Ładnie podkreślała moje wcięcie w talii.
-Wyglądasz zupełnie jak ta kobieta z filmu „Joe Black” na końcowej kolacji...
Zaśmiałam się. Faktycznie sukienka dosyć przypominała kreację aktorki.
-Oczywiście nie życzę ci, by twojego Rafała potrącił samochód, a potem śmierć wzięła go pod włos... też lubię jego lekcje- dorzuciła po chwili, a potem zaśmiała się cicho widząc moje zerowe zainteresowanie nią, a stuprocentowe moim nowym wizerunkiem. Byłam sceptyczna w stosunku do nowości... wiadmo dlaczego. Wtedy też stroiłam się dla Rafała... w efekcie wyszło całkowicie inaczej. Dziś nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś by mogło pójść nie tak, jak planowaliśmy.
Spojrzałam po raz kolejny w lustro i okręciłam się dwa razy.
„Tak, na pewno mu się spodobam!”
-Widać jak się męczysz, kiedy go nie ma...
Nic nie odpowiedziałam.
Nawet się nie uśmiechnęłam.

*

31 grudnia na nogach byłam od samego rana. Nie wiedziałam co mam zrobić ze sobą... tak denerwowałam się faktem iż spotkam Rafała. Nie mogłam się doczekać aż wtulę się w jego silne ramiona... ale z drugiej strony bardzo się bałam pierwszego spojrzenia w oczy. Czy nerwy mi nie puszczą? Najbardziej prawdopodobną reakcją będzie płacz.
Kobiety łzami wyrażają szczęście, ból, ekstazę i upokorzenie. To jest zapisane w ich naturze. Niektóre są silne, lecz, gdy orientują się, że nie ma wokół nich nikogo bliskiego wątpią nawet w samą siebie. Wtedy pozostaje tylko ten uniwersalny i ponadczasowy płacz.
-I jak wyglądam?- ze swojego pokoju wyszła Karolina w sukni mieniącej się w barwach różu, fioletu i błękitu. Pod każdym kątem odkrywało się nową barwę. Włosy miała finezyjnie upięte przez fryzjera, popieszczone karbownicą i dopracowane lokówką. Wszystko to trzymało się mocno na grubej warstwie lakieru.
Podeszłam do niej i od razu zainteresowałam się złotym łańcuszkiem na jej szyi. Był na nim mały wisiorek w kształcie łezki z małym diamencikiem na środku.
-Ślicznie...
Chwilę potem mama wyszła z kuchni ze szmatką w dłoniach. Z radości aż rozchyliła usta.
-Boże, córeczko! Jak ty pięknie wyglądasz!
-A mnie się już nie chwali?- zapytałam. Byłam ubrana normalnie jak na dyskotekę – w końcu szłam na Sylwestra do Aśki.
-Jak pierwszy raz pójdziesz na bal to cię będziemy chwalić!- podjęła mama.
-A jak będziesz miała studniówkę, to mamusia nie zaśnie z wrażenia!- zaśmiała się Karolina i poprawiła mi kołnierzyk koszuli, którą miałam zarzuconą na top. Uśmiechnęłam się smutno, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić tego wieczoru studniówkowego bez Rafała. Albo raczej z Rafałem... ale niestety w charakterze opiekuna, nie partnera. Ale przynajmniej będzie można przetańczyć kilka piosenek bez podejrzeń.
-A więc moje kochane, ja już idę. Jak tata wróci z firmy też mu pożyczcie szczęśliwego nowego roku. Mamusiu, dobrze się baw, a ty młoda nie upij się za bardzo, dobrze?
Przytaknęłam.
Potem moja siostra wyszła z domu pozbawiając korytarz wartości estetycznych. Zawsze chciałam być taka ładna jak ona. Nie byłam brzydsza – byłam inna. Bardzo długo się oswajałam z tą myślą.
Poszłam do łazienki układać sobie fryzurę. Nieśmiertelne rozpuszczone włosy. Wszyscy mi mówili, że mam ładne włosy. Eksponowałam to jak mogłam najczęściej.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Pierwszą myślą było: „to Karolina czegoś zapomniała!”.
Jednak gdy usłyszałam podniesiony męski głos i zaaferowaną mamę postanowiłam wyjść do przedpokoju. Już prawie gotowa zaczęłam iść w stronę dochodzących odgłosów. Czyżby...?
Nie, to niemożliwe.
Rafał nie mógłby po mnie przyjść... byłoby zbyt wiele podejrzeń. Z drugiej strony, gdyby przyszedł z panią Kasią, wszystkie zostałyby rozwiane... z wyjątkiem wytłumaczenia pani Kasi dlaczego tutaj wstępujemy.
Gdy tylko zobaczyłam przybysza, stanęłam jak wryta.
-Co ty tutaj robisz!?- zapytałam. W moim głosie można było wyczuć mieszankę złości, zmieszania i wstydu. Ani cienia radości, czy satysfakcji.
Spojrzał na mnie zmieszany, potem błagalnie popatrzył na mamę. Uśmiechnęła się krzepiąco i ostentacyjnie szturchnęła mnie w ramię. Nakazała bym wprowadziła gościa „na pokoje”.
Weszliśmy do pokoju. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. Powiedziałam, żeby usiadł na kanapie. Sama przystanęłam pod drzwiami. Atmosfera była tak napięta, że można ją było kroić nożem.
-Jesteś na mnie zła?
-Nie.
-Za co? Przecież nic nie zrobiłem.
-Filip... przecież mówię, że nie jestem. Ale nie powinieneś po mnie przychodzić...
-Ale chciałem... w końcu idziemy na Sylwestra. Ładnie wyglądasz- wplótł w odpowiedź komplement. Nawet na niego nie zwróciłam uwagi. Przeprosiłam tylko i wyszłam cicho z pokoju, usprawiedliwiając się, że muszę się jeszcze przygotować. Wyrzut sumienia siedział teraz u mnie w salonie, a moja mama częstowała go herbatą i ciastkami. Ja stałam w łazience, przed lustrem i przemywałam twarz lodowatą wodą. Pragnęłam otrzeźwienia umysłu.
A jeżeli Rafał tam już będzie? A ja wejdę na imprezę z Filipem?
Poszłam do swojego pokoju i zapakowałam do torebki łańcuszek, jaki chciałam włożyć do sukienki rodem z filmu „Joe Black”. Po kilku minutach przygotowań i kilkunastu rozmyślania już byłam, gotowa. Musiałam iść z Filipem. Przecież go nie wygonię!
-Już jestem gotowa!- oznajmiłam wchodząc do pokoju i przerywając rozmowę mamy i Filipa. Uśmiechnął się i podziękował za herbatę. Zachowywał się nadzwyczaj miło. Nawet pocałował moją mamę w rękę.
Opatuliłam się szczelnie kolorowym szalikiem, zarzuciłam torbę na ramię i już mogliśmy wyjść. Od razu, gdy przekroczyliśmy próg mojego mieszkania Filip rozpoczął fazę „przeprosiny”.
-Ale ogólnie to myśmy nic złego nie robili...
-Nie?
-Nie- odpowiedział zdecydowanie. W tej chwili był tego pewien bardziej niż tego, że nazywa się Filip Drewnowski i, że mieszka w Krakowie. –Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego tak się zachowujesz! Dlaczego tak cię to dręczy i dlaczego tak się tym przejmujesz... powiesz?- zapytał po dłuższej chwili milczenia wypełnionej głośnym stukaniem moich obcasów. Doszliśmy do przystanku. Chwilę czekaliśmy na autobus.
-Nie zrozumiesz. W ogóle skończmy ten temat- ucięłam dyskusję i usiadłam na swoim stałym miejscu obok jakiejś pani, która czytała „Dziennik Polski”. Filip oparł się o szybę i przytrzymał się wiszącego uchwytu, by nie latać na zakrętach.
-Ale nie gniewasz się na mnie?- upewniał się co chwilę. –Ale czy aby na pewno? Bo zachowujesz się dziwnie.
-Mam swoje powody... ale nie są one związane z tobą.
Starsza pani łypała na nas groźnie. Była pozornie zainteresowana gazetą, w rzeczywistości uważnie śledziła nie rzędy literek, ale naszą rozmowę ucinaną co kilka minut. Takie poboczne zainteresowanie banalnie się rozpoznaje. Gdy nie patrzyłam na Filipa, ani na zegarek, niecierpliwie stukałam paznokciami w fotel. Chciałam jak najszybciej znaleźć się u Aśki. Uwolnić się od Filipa. Ostatni alkohol z minionej imprezy całkiem wyparował. Śmiałość i pewność siebie również.
Przy końcowej fazie wyprawy rozmawialiśmy już swobodnie, sprawnie omijając drażliwe tematy.
-Witam! Witam!- powitała nas doniośle Aśka. –Co tak ostatnio tajemniczo z nim przebywasz?- zapytała się mnie na ucho, gdy Filip ściągał buty.
Zbyłam ją krótkim „nieważne”.
-Jest już Rafał?
Potrząsnęła przecząco głową. Pół naszej klasy już było. Pozostałych znajomych też całkiem sporo.
-Przynieśliśmy coś dla urozmaicenia imprezy!- Filip z plecaka wyciągnął zgrzewkę piwa. Że też wcześniej nie zastanawiałam się co jest w środku.
-My?- powtórzyłam znacznie zaciągając słowo i nadając mu formę pytania.
-O nie! Spity Ryju...- Aśka wkroczyła do akcji i siłą zabrała mu piwo. - po północy możesz robić co ci się rzewnie podoba, ale zaraz tu nauczyciele będą! Ja nie chcę mieć przerąbane.
-Zachciało ci się belfrów zapraszać!
-Jakoś gorliwie popierałeś pomysł zaproszenia chemiczki! Dobra, jak chcesz to pij, ale na schodach. Towarzystwo na pewno się znajdzie!- ryknęła w stronę sali i oddała mu zgrzewkę. –Tylko wiochy mi tu nie robić. Udowodnijcie, że bez alkoholu też można się dobrze bawić!
Wszyscy buchnęli śmiechem.
-Eee... na was nawet resocjalizacja nie podziała!- żachnęła się i wróciła do kuchni, by poroznosić resztę napoi. Potem sama się śmiała ze swojej zabawnej mowy pseudo moralizatorskiej. Kilka osób poszło na schody, ale szybko wrócili, bo było im zimno. Poza tym na imprezie u Aśki nie chcieli z nią kłócić. Ona wszystkich potrafiła do siebie podporządkować.
Impreza powoli zaczęła się rozkręcać, a części grona pedagogicznego nadal nie było. Rano miałam się spotkać z Rafałem – tak jak umówiliśmy się telefonicznie – ale nagła zadymka śnieżna sparaliżowała na jakiś czas Tarnowskie drogi. Miał przyjechać po południu, akurat na tą imprezę.
Najpierw bawiłam się w wąskich grupkach. Potem jakoś dziwnie zaczęłam tańczyć z Filipem, choć nadal praktycznie tańczyłam z trzema innymi osobami w kółku.
Nagle w przedpokoju zaczęło się robić zamieszanie. Chwilę potem usłyszałam znajome głosy wyrażające w milionach słów jak bardzo zmarzli.
-Naprawdę nie wiedzieliśmy co przynieść- zaczęła pani Kasia. –Alkoholu nie możemy z ra...
-I nie chcemy!- wpadł w słowo Rafał.
-I nie chcemy!- powtórzyła chemiczka. –Z racji naszej rangi... kiedyś się przynosiło sałatki, ale teraz zupełnie zgłupieliśmy. Ale pomyśleliśmy, że zimnych napojów nigdy nie za mało!
Rafał zaniósł do kuchni zgrzewkę Pepsi. Zaczęłam się śmiać, a potem przesuwać coraz bardziej w stronę przedpokoju, w którym zdejmowali buty i płaszcze.
-Dzień dobry!- oparłam się o drzwi do kuchni i uśmiechnęłam się kokieteryjnie. Z grzeczności ukłoniłam się pani Kasi, dalej patrzyłam tylko na Rafała walcząc z ciepłem w sercu. Był tak niedaleko, a na nawet nie mogłam go pocałować w policzek. Chciało mi się płakać. Z błogim uśmiechem na ustach kryłam twarz w dłoniach.
-I jak się rozkręca zabawa?- zapytała mnie pani Kasia.
-No całkiem, całkiem. Na pewno będziecie... będą państwo...eee...- uśmiechnęłam się zakłopotana.
-Będziemy, będziemy...- podratował mnie Rafał i powiesił płaszcz na wieszaku. Potem wziął kurtkę pani Kasi.
-Dobrze bawić!
-Sztywniaki przyszły i zaczną psuć młodym zabawę- zapowiedział wychowawca. Miał na sobie czarną koszulę i równie czarne dżinsy.
-Może nie będzie aż tak źle...- westchnęła chemiczka i powoli weszła na salę.
Wtedy pierwszy raz od dłuższego czasu spojrzeliśmy sobie w oczy tak naprawdę. Spojrzenia naprawdę dużo mogą powiedzieć. To jedno mówiło więcej niż „kocham cię”.
Poszłam do kuchni i rzuciłam się Aśce na szyję.
-Jest! Czyż to nie piękne?
-Piękna jest ta pepsi- uśmiechnęła się. –Chemiczka pepsi kupuje dzieciom? To chyba pomysł tego twojego polonisty... Kaśka nie narażałaby nas tak!
-Ha, ha ha- zaśmiałam się sztucznie.
-No przecież żartuję! Idź na salę! Zatańcz z nim!- mrugnęła okiem. –Ja za chwilę do was dołączę.
Śmieszny był widok nauczycieli tańczących w salonie, u Aśki. Bardzo śmieszny, choć nie można było powiedzieć, że źle, lub niezgrabnie tańczyli. Usiadłam sobie obok stolika z napojami i piłam wodę mineralną. Zmęczyłam się już tańcem – nadeszła chwila wytchnienia.
Błyskawicznie dosiadł się do mnie Michał.
-Zmieniłaś się- powiedział dosyć głośno przekrzykując jakiś modny kawałek.
-Co znowu?- zaczęłam się sztucznie śmiać. Podwójna samotność nie zaspokajała moich potzreb.
-Nie przypominasz siebie, wtedy w restauracji...
-A to niespodzianka!
-A widzisz.
-Faceci to najwięksi plotkarze na świecie. Już musiałeś to komuś powiedzieć!
W moim głosie nie było słychać pretensji. Była to raczej pokojowa rozmowa o dosyć podniesiony tonie. Ale to nie ze względu na emocje, ale na muzykę.
-Filip jest moim przyjacielem, a poza tym jest tobą zainteresowany.
-Koszmarnie to brzmi!- dopiłam ostatni łyk wody i uśmiechnęłam się zachęcająco. –Może chodźmy tańczyć?
Przytaknął, a potem patrząc na tańczących nauczycieli wtargnęliśmy na parkiet. Miałem niewygodne buty. Nie mogłam ubrać adidasów, bo jakby wyglądały w zestawieniu z suknią wieczorową... Zdecydowałam się na buty z delikatnej, czarnej skóry na średnim obcasie.
Gdy zaczęto puszczać wolne piosenki zmyłam się do kuchni.
Podejrzane by było, gdyby Rafał od razu poprosił mnie. Tak to tańczyła z nim pani Kasia.
-Co ty tutaj robisz?- zapytała mnie Aśka, gdy przekroczyłam próg kuchni. Oparłam się o lodówkę.
-A ty? Wyszłaś stąd raptem kilka razy...
-Logiczne... Łukasz przyjdzie dopiero o dziewiątej. Dobrze tam się bawią?
-Wiesz, że bardzo dobrze? Świetnym pomysłem było danie za sprzęt Adriana. Przynajmniej nie puszcza takiego dziadostwa jak niektórzy...
-I prawidłowo.
Usiadłyśmy przy stole, a Aśka na moją wyraźną prośbę zaparzyła mi kawę. Nescafe.
-Aga, nie boisz się?- zapytała nieoczekiwanie stukając czarnymi paznokciami w ceratę z narysowanymi owocami. Potem opuszkami gładziła krawędź swojego kubka.
-Czego?
-Że on cię wykorzysta...? Nie boisz się tego, że zostawi cię za jakiś czas? Starszym facetom imponuje, gdy takie młode laski na nich lecą. Czują się dowartościowani, spełnieni, atrakcyjni. Ale oni mogą szukać nie tego, czego ty szukasz...
Moralizatorska mowa zakropiona podstawami psychologii. Charakterystyczne dla mojej mamy nie nazywanie problemu po imieniu, tylko uogólnianie go i przyrównywanie do abstrakcyjnych sytuacji. Aśkę krępował ten temat.
-My tego nie robiliśmy...- powiedziałam powoli. Nie zdziwiła się. Nadal wodziła palcem po brzegu zielonego kubka. –Nie musisz udowadniać jakimi świniami są faceci, bo i tak to doskonale wiem. Ale Rafał jest inny...
-Ja wierzę w to i bardzo chciałabym, żeby tak było. Ale po ładnym wzlocie może być bolesny upadek. Jesteś na niego gotowa?
-Aśka, weź przestań! Za rok mam maturę. Po liceum wolność. Będę mogła robić co mi się żywnie podoba... teraz chcę żyć tym co jest teraz. Ja chcę wierzyć, że to się nie skończy...
-Nie umiem z tobą rozmawiać o nim- powiedziała szczerze i spojrzała na mnie bezradnym wzrokiem. –Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, ale boję się, że będzie bolało bardziej niż to jest warte...
Milczałyśmy kilka chwil. Pierwsza wstałam od stołu i nie posyłając jej porozumiewawczego spojrzenia poszłam do salonu.
Pary poprzytulane do siebie tłoczyły się w kątach. Na środku pozostali weterani. Od razu, gdy weszłam dopadł mnie Filip, który do tej pory podpierał ściany. Z głośników właśnie leciała piosenka Oasis „Wonderwall”. Ku mojej uciesze Oasis bardzo często było puszczane na naszych imprezach.
-Coś mnie ciągnie, a może przyciąga!- krzyknął zwracając na nas uwagę wszystkich. Podszedł do mnie z otwartymi ramionami i chwycił w talii.
-Filip! Lubię cię bardzo ale odczep się ode mnie!
Spojrzał na mnie dziwnie, nadal nie rozluźniając uścisku. Przypomniał mi się dotyk Artura. Myślałam, że spłynął już z litrami wody, którymi uparcie spłukiwałam swoją skórę, by zetrzeć nawet najmniejszy jego ślad. Filip ścisnął mnie o wiele za mocno.
Nie bolało mnie to, ale boleśnie zniewoliło. Zaczęłam się szarpać. Puścił od razu widząc niepokój, złość i zmieszanie w moich oczach.
-Co się stało?- zapytał już ściszonym głosem.
Nie chciałam robić scen. Tym bardziej na oczach Rafała.
-Nie chcę. Nie rozumiesz?- podniosłam głos. –Nie chcę z tobą już tańczyć! Nigdy więcej!
-Daj spokój!- próbował mnie uciszyć, choć w dźwiękach muzyki i tak każde słowo ginęło. Teraz leciała ballada Metallicy, a Aśka aż przyszła na salę. Tańczyła z Michałem i cicho śpiewała za wokalistą „... and nothing else matters...”.
Chwycił mnie za przedramiona.
Wyszarpnęłam się energicznie i wybiegłam z sali.
Zaczęłam płakać.
Wbiegłam na schody prowadzące na piętro i usiadłam na ostatnim schodzie. Nie byłam widoczna z dołu, gdyż schody zakręcały. Oparłam się o ścianę i czekałam aż ktoś za mną pobiegnie. Nie pobiegł nikt... Ani Filip, ani Rafał. Przygnębiło mnie to jeszcze bardziej.
Poprzez drastyczne postępowanie Filipa rany sprzed kilku, kilkunastu dni się otworzyły. Artur też podobnym gestem chwycił mnie za przedramiona. Potem cisnął na kanapę.
Dobre kilkanaście minut przesiedziałam przytulając twarz do zimnego drewna. Zawsze gdy czułam się wyalienowana – chciałam być sama. Kiedy było mi smutno – również pragnęłam samotności.
Nagle usłyszałam krótkie uderzenia twardych podeszew o drewniane schody.
Nadal nie otwierałam oczu. Bałam się, że to mógł być Filip. Lepiej późno niż później...
Jednak to nie był Filip.
Zapach perfum zdradził zupełnie inną osobę.
-Dlaczego nic nie mówisz?- zapytałam Rafała i otworzyłam oczy. Chwycił mnie za rękę i na schodzie niżej oparł się o ścianę.
-Bo na mnie nie patrzysz- wyjaśnił jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Dłoń miał wilgotną, ale mimo to samo trzymanie jego dłoni bardzo mnie uspokajało.
-Chodźmy stąd, dobrze?- zaproponowałam. Wstał i usiadł obok mnie. Mój głos jeszcze drżał, a więc łatwo było poznać, że płakałam. Nie miałam makijażu. Przynajmniej tusz mnie nie zdradził. Może i wyglądałam jak kupka nieszczęścia, ale próbowałam się cieszyć jego obecnością.
Spojrzał mi w oczy i widząc coś czego nie powinno w nich być, w geście pocieszenia pocałował mnie. Pocałunek przypominał ten „nasz pierwszy”. Tak samo delikatny, niepewny, a zarazem obiecujący więcej. Wtedy wypadł całkowicie przypadkowo. Kiedyś po lekcjach, gdy oddawał mi opowiadanie, notabene ochrzaniając mnie za spadek formy, nasze twarze znalazły się dziwnie blisko siebie. Czasem tak jest, że twarze kobiety i mężczyzny dzieli tak niewiele, że zbliżenie musi skończyć się pocałunkiem.
-Bal zaczyna się o 23. A ja muszę jeszcze chemiczkę podstawić pod dom. Obiecałem jej mężowi.
-Ona ma męża?- zdziwiłam się, bo była dopiero co po studiach.
-Tak, kolega z pedagogiki.
Prawie zawsze, gdy mnie całował kładł dłoń na moim policzku, a palce wkładał we włosy.
Wspaniale było czuć i jego pocałunek i ciepło jego dłoni.
-O co chodzi z tym Filipem?- zapytał niespodziewanie. –To przez niego jesteś taka rozdrażniona? To przez niego jesteś w tak kiepskim humorze?
-Rafał, spokojnie- uśmiechnęłam się i pogładziłam go po policzku.
-Przepraszam, musiałem zadać te pytania.
-Nie, to nie przez niego- odpowiedziałam po chwili milczenia. Skłamałam tylko połowicznie. Nie chciałam psuć wieczoru.
-A jak zapytam co jest prawdziwym powodem, to i tak mi nie powiesz?
Uśmiechnęłam się smutno i przytaknęłam.
-Tak właśnie myślałem... a może pójdziemy zatańczyć?- zapytał swobodnie.
Spojrzałam na niego dziwnie, nie puszczając jego dłoni.
-Nie martw się. Tańczyłem już z dwoma twoimi koleżankami... przepraszam, że nie byłaś pierwsza, ale jakoś tak się złożyło. Odbijany mi serwowali- podniósł się na równe nogi ciągnąc moją rękę w górę. Również wstałam. Powoli zaczęliśmy schodzić w dół.
-Nie przepraszaj- pocałowałam go w policzek, gdy schodziliśmy z ostatniego schodka. Rozdzieliliśmy ręce i weszliśmy na salon. Unosiły się w nim dźwięki polskiej piosenki „W strugach deszczu”, której szczerze nienawidziłam. Ale to nie było istotne.
Zarzuciłam mu ręce na szyję, on położył dłonie na moich plecach. Być może był to jego najśmielszy taniec z uczennicą dzisiejszego wieczoru, ale chyba nikt nie zwracał na to uwagi. Z wyjątkiem dziewcząt, które polowały na Rafała, by zatańczyć z nim następny taniec. Panią Kasię obtańcowywał Michał, a Filip siedział przy stole z napojami. Przed nim stał karton soku jabłkowego, a za nim schowana była puszka piwa. Pił rzekomo sok... stary numer. Wszyscy już zorientowali się, gdy pije on pieniący się sok, to nie ma już kilku puszek.
Dla Rafała byłam dość niska. Tuliłam głowę w zagłębieniu szyi. Miałam cały czas zamknięte oczy i upajałam się chwilą publicznej bliskości z nim, która nie trafiała się prawie nigdy.
Gdy piosenka się skończyła, a z głośników zabrzmiał „The Reason” Hoobastak, nadal nie uwalniał mnie z objęć. Konsekwentnie nie otwierałam oczu i bujałam się w rytm kolejnego kawałka.
Wdychając delikatny zapach perfum i potu czułam się wspaniale. Byliśmy tak blisko, przy tak wielkiej widowni, że aż było to nierealne. Gdy piosenka się kończyła czułam już na sobie zaciekawione spojrzenia.
-Kocham cię- powiedziałam cicho. Nie usłyszałam odpowiedzi, możliwe, że w ogóle nie odpowiedział. Pewnie się uśmiechnął, a potem przyciągnął jeszcze bardziej do siebie.
Do ostatnich dźwięków trzymaliśmy się ciasno objęci. „Taniec” zakończyliśmy dwoma pewnymi uśmiechami.
Ledwo zdążyłam zejść ze środka sali, obok mnie znalazł się Filip.
-Teraz to chyba zatańczysz?
-Nie.- ucięłam beznamiętnie dyskusję.
-Jak to nie!? Jak to nie!? Teraz nie chcesz ze mną tańczyć? A pamiętasz co ostatnio robiliśmy?
W naszej paczce na takie zjawisko mówiło się: „złapał chmielnego bulwersa”. Zjawisko, gdy pod wpływem kilku piw wygarniał wszystkie „ale”.
-Cicho!
-No to chodź!- szarpnął mnie za przegub dłoni na środek salonu.
-Ejjj, Filip. Nie szarp mną!- wyrwałam się szybko. –Nie będę z tobą tańczyć! Nie chcę.
-Z profesorkiem tak, a z Filipkiem już nie, co?
Chwycił mnie w talii i docisnął do siebie.
Czułam się jakbym przeżywała deja vu.
-Filip, odpieprz się ode mnie, dobrze?- nadal trzymał mnie blisko siebie. Za nic w świecie nie chciał puścić. Bezradność w takich wypadkach jest okropna. Kobieta jest słaba i nie ma szans. Ja jednak próbowałam. Nie chciałam go uderzyć w twarz z uwagi na to, co było. Miałam zbyt miękkie serce. Dużo osób mi to często powtarzało.
-Zatańczymy!
-Nie rozumiesz!?- ktoś szarpnął go od tyłu za łokieć. Pijany, stracił równowagę i upadł na podłogę. Zawsze miał słabą głowę. Z półmroku zobaczyłam sylwetkę Rafała.
Wstał szybko i otrzepał spodnie.
Gry z powrotem zorientował się co jest grane rzucił się z pięściami na Rafała.
-Panie! Przegiąłeś pałę!- wychowawca chwycił jego ręce za przedramiona. Chwilę się szamotali.
-Chłopie! Ja się nie chcę bić. Nie rób syfu swojej koleżance!
-A h** mnie to obchodzi! Nie będziesz mi pan mówił co mam robić!- ponownie rzucił się w stronę Rafała. –I czego mam nie robić też!
-Filip, Aśka przez ciebie może mieć kłopoty...- powiedział spokojnie, cofając się. Bezwiednie szacowałam który ma większe szanse. Rafał miał już swoje lata, był doświadczony, lecz Filip był identycznego wzrostu co on i co tydzień chodził na siłownię. Trenował też siatkówkę. Co do działalności sportowej Rafała nie widziałam nic.
Wszyscy wpatrywali się w krzyczących na siebie mężczyzn. Jakby nie patrzeć pedagoga i ucznia. Patrzyli również na mnie – z pewnością szybko się rozeszło, że scysja została wywołana bezpośrednio przeze mnie.
-Gó*no mnie to obchodzi!- krzyknął ile sił w płucach. Z kuchni przybiegła Aśka i nie spuszczając z oczu Rafała i Filipa pytała ludzi co tutaj się wydarzyło.
-Filip, uspokój się!- do akcji wkroczyła pani Kasia, gdy Filip po raz pierwszy zamachnął się na Rafała. Celował w twarz, a trafił w ramię. Najbardziej oszołomiona ze wszystkich byłam chyba ja.
-Wypieprzasz stąd!- wrzasnęła Aśka mierząc Filipa lodowatym spojrzeniem. Wskazała ręką na drzwi. Pociągnęła go za ramię i w tej chwili chłopak odwinął jej, uderzając ją w policzek. Chciała coś powiedzieć... już otworzyła usta, ale pod błagalnym spojrzeniem pani Kasi spasowała. Teraz już nikt nie chciał do niego podejść. Aśka oparła się o ścianę rozcierając policzek.
-Filip!- tym razem krzyknęłam ja. Nie przychodziło mi do głowy nic tylko oklepane „uspokój się!”. –Nie rób scen!
Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie nieprzyjemnym wzrokiem. Wiedziałam, że mnie nie uderzy. Mnie nie potrafiłby mimo wszystko mnie tak potraktować. Osób które się bardzo lubi, po prostu się nie krzywdzi. Przynajmniej teoretycznie.
-Agnieszka...- zaczął niezwykle spokojnym głosem. –On nam przeszkodził!
Wskazał palcem wskazującym na Rafała.
Znów byłam w centrum zainteresowania. Chciałam wybiec z salonu i już nigdy tutaj nie wracać. Wszystkie spojrzenia były skupione na nas. Jak na razie tylko mnie udało się nawiązać tak spokojną rozmowę z Filipem. Za jego plecami widziałam umawiających się Rafała z dwoma najsilniejszymi chłopakami z tutaj zgromadzonych.
-Przecież odmówiłam ci. Odmowę też trze...
-Nie!- przerwał mi. –Nie możesz odmówić. Po tych mile spędzonych chwilach!- rzucił się w moją stronę. W tym momencie obydwoje nauczycieli, Michał i Aśka wzdrygnęli się i chcieli rzucić się w jego stronę, aby go ode mnie odciągnąć. Miał mnie okładać pięściami, ale ten pocałował mnie ostentacyjnie. Wszyscy stanęli jak wryci myśląc, że nie potrzebna jest interwencja. Nie patrzyłam na Filipa... patrzyłam na Rafała szklącymi się oczami.
Cofałam się z tył, unikając jego ust.
W tym momencie Rafał, Bartek i Kamil podeszli go od tyłu i szarpnęli na siłę w stronę drzwi. Okazując nieoczekiwaną trzeźwość umysłu, Filip z całej mocy uderzył łokciem w brzuch Rafała który stał za nim, wcześniej wyrywając się Bartkowi. Rafał osunął się na ziemię wykrzywiając twarz w grymasie bólu. Filip zdążył go kopnąć w żebra, a potem zajął się Kamilem, który wpadł na stolik z napojami. Stałam jak słup soli nie robiąc nawet najmniejszego kroku.
W międzyczasie Rafał powoli wstał i otrzepał się z kurzu. Szarpnął Filip za ramię, a gdy ten się odwrócił, automatycznie uderzył go w twarz. Trudno było określić, czy słychać było gruchot łamanej szczęki, bo pani Kasia i kilka dziewcząt pisnęło. Widowisko było pierwszorzędne! Ponad dziesięciu chłopców stało się i patrzyło zamiast pomóc. W akcję zaangażowało się tylko dwóch i nauczyciel. Reszta pilnowała własnych tyłków.
We trzech jakoś wyprowadzili szamotającego się, acz otumanionego lekko Filipa.
-Ale on głupi!- westchnęła pani Kasia. Oparła się o ścianę przy której stała Aśka. –Pokaż.
Obejrzała jej policzek. Podeszłam nieśmiało do przyjaciółki. Podczas, gdy chemiczka macała skórę na jej policzku pytając co chwilę: „boli?” ja zbierałam odwagę o rozmowę o tym wszystkim. Było trudno skupić się i na przyjaciółce i na losie Rafała, który teraz był mi zupełnie nieznany.
-Przepraszam.
Prychnęła.
-Nie masz za co. Do niego nawet jego matka nie powinna się przyznawać!
-Ejj Aśka!- wzburzyła się pani Kasia. –Nie mów tak!
-Przecież sama pani mówiła, że jest głupi!
-Mówiłam o Rafale!
-Coo?- Aśka zrobiła ogromne oczy. Ja również. Stanęłam naprzeciwko przyjaciółki.
-No przecież Filip nie jest głupi. Rafał może mieć kłopoty dlatego, że uderzył ucznia...
-Przecież teraz nie było lekcji!- żachnęłam się. -On jest za niego odpowiedzialny tylko podczas lekcji!- Aśka żywo przytakiwała. Miałam rację.
-Też prawda. Ale i tak nie powinien... Filip jakby chciał spokojnie coś znalazłby na Rafała.
-Pani broni Filipa!?- do dyskusji wtrącił się Michał, który do tej pory zbierał porozbijane szkło. Z szufelką pełną stłuczki. Jedną ręką oparł się o ławę a drugą mieszał palcem wskazującym w stłuczce.
-Nie! Absolutnie... zachował się okropnie. Nie dość że chamsko... nie znałam go od tej strony. Zawsze był taki spokojny...
-Pani wielu rzeczy o nim jeszcze nie wie. Właśnie! Agnieszka!- Michał spojrzał na mnie wymownie. –O co chodziło z tobą i z Filipem?
-Michał, przynieś lodu... przyłożymy Asi do policzka- wpadła na dobry pomysł chemiczka. Michał posłusznie poszedł do lodówki i po chwili wrócił z kostkami lodu. Przyjaciółka przyłożyła sobie do policzka lodowatą substancję.
-Ha!- krzyknął w pewnym momencie sprzątając ze stołu. –Już doskonale wiem, co Filipa w taki bojowy nastrój wprawiło...- przestawiając kartony z sokami odkrył smukłą, do połowy opróżnioną buteleczkę wódki. Uśmiechnął się pod nosem i zaczął czytać napisy na etykiecie. –Taaa, nie ma to jak poczciwa „Luksusowa”...
Kasia spojrzała wymownie na Aśkę, która na przemian komentowała zachowanie Filipa i skuczała jak mocno ją uderzył.
-Niech pani się na mnie nie patrzy! Tu nawet nie powinno być piwa!- wzbraniała się.
-Przykro mi- wyrwała chłopakowi butelkę. –ale muszę to skonfiskować. Mimo wszystko.
-No i słusznie. Jeszcze Michałek coś popije i nam burdy będzie robił...- poparła ją Aśka. Zawsze podkreślała swój dystans do alkoholu.
-Czy ja jestem pokroju Filipa? Tak z ciekawości... kto to skonsumuje?
-Kiedy będę miała depresję, będę pić do lustra- uśmiechnęła się.
Ja cały czas stałam oparta o ścianę, zapatrzona w jeden punkt.
Nic nie zrobiłam... ale co mogłam? Rzucić się z motyką na słońce? Nic i tak bym nie zdziałała.
-Ciekawe dlaczego ich tak długo nie ma- po godzinie już wszyscy nerwowo spoglądali na zegarek. Atmosfera już opadła i już prawie wszyscy bawili się z powrotem. Pani Kasia, Aśka i ja najbardziej przejęłyśmy się tą sytuacją. Ulokowałyśmy się w kuchni. Ja z Asią piłyśmy pepsi, a ona odpalała jednego papierosa od drugiego.
-O ile się nie mylę nauczyciele powinni dawać przykład uczniom- skomentowałam jej papierosa. Cały czas przechadzała się wzdłuż kuchni. Od kuchenki do drzwi i z powrotem. Przystanęła i już miała coś powiedzieć, ale machnęła ręką.
-Przecież ogólnie nic się nie stało...- Aśka przełamała ciszę.
-Jak to nie? Wiesz jakie Rafał może mieć teraz kłopoty?
Spojrzała na mnie dziwnie, jakby była zdziwiona moim zainteresowaniem sprawą. Nadal przyciskała lód do policzka. Obrzęk nadal nie schodził.
-Ciekawe gdzie oni poszli?- powiedziała bardziej do siebie niż do nas pani Kasia i wyjrzała przez żaluzje na zewnątrz. Na podjeździe nie było Lanosa Rafała.
Objęłam twarz dłońmi.
-Za dużo się dzieje wokół mnie!
Zamknęłam oczy i zaczęłam w pamięci odtwarzać wszystkie ostatnie wydarzenia po raz kolejny. Łokcie ziębiła mi zimna cerata, a do uszu dochodziły dźwięki świetnej zabawy. I znów najgorsza była niepewność. Nie miałam pojęcia co dzieje się z Rafałem, ani z Filipem.
-Jejku, za 15 minut jestem umówiona z narzeczonym „U Gaduły”- Kasia w jednej dłoni trzymała zegarek, a w drugiej papierosa. Niecierpliwiła się bardzo.
W międzyczasie przyszedł Łukasz. Po krótkim powitaniu on i Asia poszli na salę. W sumie go nie lubiła, choć naprawdę nie był taki zły. Zwykła antypatia.
Ani ja, ani chemiczka nic nie mówiłyśmy. Mieszałam słomką w pepsi, wyrzucając sobie głupie zachowanie. Mogłam coś zrobić! Myśli z minuty na minutę zmieniały mi się diametralnie.
Zamotałam się w stanowczo za wiele spraw.
Zbyt wiele spraw źle rozegrałam...
Z rozmyślań wyrwał mnie ostry dzwonek do drzwi. Mimo, że muzyka grała głośno, przenikającego całe ciało dźwięku dzwonka, po prostu nie dało się usłyszeć. Ja i pani Kasia równocześnie rzuciłyśmy się do drzwi. Na korytarzu już była Aśka. Otworzyła drzwi.
Za nimi stał ramię, w ramię Bartek z Kamilem.
-Gdzie byliście!?- zapytałyśmy chórem od razu, kiedy weszli.
-Gdzie jest Rafał!?- nie czekałyśmy na odpowiedź, tylko wystartowałyśmy z kolejnym pytaniem.
-Byliśmy u Filipa w domu- tłumaczenia podjął się Bartek. –Postanowiliśmy... znaczy Rafał postanowił, że żeby Filip się nie rozbijał, to trzeba go zawieźć do domu.
-Do pustego?
-Nie... dziadkowie mieli pilnować ich domu. No i zawieźliśmy go do jego domu...
-A on i tak się rozbijał- podkreślił Kamil ściągając kurtkę.
Bartek się zaśmiał. Potem przeczesał jeżyka na swojej głowie.
-No i co zrobiliście dalej?- dopytywałam się.
-Rafał mu dał w pie***ol.
Nie zdziwiłyśmy się. Prędzej, czy później musiało to nastąpić.
-I co?
-Jest teraz na komisariacie!- oznajmił z powagą.

CDN.

Podpis: 

hermenegilda kontynuowane
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.