http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
60

Wieczór jak nie co dzień.

  Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Wieczór jak nie co dzień.

Ważniejsza od samego zdarzenia jest sama reakcja na nie.

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2389
użytkowników.

Gości:
2389
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 13647

13647

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.8

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
05-03-10

Typ
P
-powieść
Kategoria
Romans/Inne/-
Rozmiar
38 kb
Czytane
1650
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
05-03-10

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: hermenegilda Podpis: hermenegilda
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Lekki skandal obyczajowy, ciąg dalszy.

Opublikowany w:

-

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.8

*MYŚLI NIEUCZESANE*
Rozdział 8

[strony od 72 do 81]




-I co?
-Jest teraz na komisariacie!- oznajmił z powagą.
-CO!?- krzyknęłyśmy wszystkie naraz.
-Jak to na komisariacie?
-Normalnie... zawieźliśmy Filipa do domu, ale jego babcia zgłosiła na policję pobicie. Zwinęli go i teraz mu za przyjemnie tam chyba nie jest... macie jeszcze piwa? To był bardzo męczący wieczór.
Spojrzałam na Aśkę. Szukałam w jej wzroku nici porozumienia. Nie znalazłam jej.
-Wspaniale!- prychnęła chemiczka. –Obijać gęby im się zachciało... no trudno. Ja niestety muszę już iść. I tak jestem spóźniona...- wzięła z wieszaka płaszcz i wciągnęła go na ramiona.
-Ale... Rafał?- zapytałam niepewnie.
Spojrzała na mnie pobłażliwie.
-Kto jak kto, ale on sobie na pewno poradzi- powiedziała zdecydowanie. Przejrzała się w lustrze i poprawiła włosy. –I tak nie będą go trzymać... przecież Sylwester jest!
Nie wierzyłam własnym uszom. Nikt nie chciał mu pomóc. Wszyscy byli zaabsorbowani sobą. Chłopcy już świetnie bawili się na sali, a Aśka urzędowała z Łukaszem w kuchni.
-No to do widzenia!- krzyknęła najgłośniej jak umiała do bawiącej się młodzieży. Odkrzyknęli jej prawie wszyscy. Otworzyła drzwi. Już miała przechodzić przez próg, ale o kogoś się obiła.
-Chole.ra!- zaklęła pod nosem i podniosła plecak, który wypadł jej z ręki. –Rafał!?- usłyszałam jej ucieszony głos. Podeszłam bliżej drzwi i zobaczyłam Rafała. Roześmianego i miłego jak przed zajściem.
-Już cię wypuścili!?- zapytała. Wszedł do pokoju i posłał mi ciepłe spojrzenie.
-Skąd?- zapytał marszcząc brwi. –Macie może piwo? To był bardzo ciężki wieczór.
-No... z posterunku policji- odpowiedziałam.
-Jakiego posterunku!? Bartek, Kamil... co wy tu za głupoty opowiadacie!?
Roześmiani chłopcy weszli do przedpokoju. Oparli się o przeciwległe krańce drzwi.
-Wy głupi jesteście!?- syknęła pani Kasia. –Takie żarty sobie stroić!? My się tu martwimy, a wy takie cyrki odstawiacie!- mówiła z gniewem. Potem spuściła z tonu i cichym głosem zwróciła się do Rafała:
-Ja pójdę na tramwaj. Nie mam czasu na czekanie...
Dopiero teraz, gdy Bartek przez przypadek włączył światło, zobaczyłam, że Rafał ma wielki czerwony placek na lewym policzku. Jednak się bili. Mimo okropnego żartu ani razu nie spojrzałam na chłopaków. Cały czas obserwowałam Rafała, ciesząc oczy tym, że jest tutaj, a nie gdzieś na komisariacie, czy w domu Filipa.
-Odwiozę cię- zdjął płaszcz z wieszaka. Na wyprawę do Filipa rzecz jasna nie ubrał nic. W cienkiej koszuli transportował go do domu. Musnął mnie lekko po ramieniu wysyłając porozumiewawcze spojrzenie. Podeszłam do lustra, żeby być jeszcze bliżej niego.
-O 23:30 wyjdź na podjazd, ok.?
Przytaknęłam szczęśliwa, że jednak nic się nie pozmieniało.
Od razu, kiedy zamknęły się za nimi drzwi, pobiegłam do pokoju Aśki, gdzie leżała moja sukienka i inne rzeczy potrzebne do przygotowania się. Miałam masę czasu, ale nie miałam najmniejszej ochoty na zabawę. Szybko pokonałam drewniane schody i zamknęłam się w jej żółtym pokoiku.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam uderzać bez sensu w struny gitary. Drugą ręką muskałam delikatnie materiał sukienki. W dźwiękach gitary za nic nie mogłam znaleźć dźwięków, które grał mi Rafał.
Ubrałam szarą sukienkę.
Stanęłam przed lustrem i dobrych kilkanaście minut obserwowałam swoją sylwetkę. O godzinie dwudziestej trzeciej do pokoju zapukała Aśka. Otworzyłam. Uśmiechnęła się szczerze na mój widok.
-Nie mogę powiedzieć nic innego, tylko ślicznie. Daj, zapnę ci łańcuszek- podałam jej złoty wisiorek. Zapięła go wprawnie posługując się swoimi długimi, czarnymi paznokciami.
-Asia, piekielnie chcę iść na tego Sylwestra, ale równocześnie bardzo się boję- powiedziałam obserwując nasze odbicie w lustrze.
-Nigdy nie byłam na takim Sylwestrze „we dwoje”. Zazdroszczę ci.
-Gdybyś była na moim miejscu, nie zazdrościłabyś, zapewniam cię.
Machnęła ręką. Potem zrobiła mi kilka loków i popryskała je lakierem. Niepostrzeżenie wymknęłam się z imprezy i pobiegłam na podjazd. Obcasy stukały mi głośno, lecz rzeczą nierealną było usłyszeć je przez szum muzyki. Stanęłam przy furtce Aśki. Nie opierałam się o siatkę, by czasem nie potargać sukienki. Patrzyłam na zegarek co kilkanaście sekund. Zmarzłam już okropnie, a Rafała nadal nie było...
Obserwowałam chmury, które poruszając się po granatowym niebie raz odsłaniały, a raz zasłaniały gwiazdy. Byłaby to bardzo ładna noc, gdyby było je widać. I tak nie można było narzekać. Przynajmniej nie padało.
Nareszcie w końcu uliczki zobaczyłam światła samochodu. Spojrzałam na zegarek – za 15 minut miała nadejść pamiętna godzina „0”. Ponaglałam Rafała z myślach. Zatrzymał się idealnie naprzeciwko mnie i z zachęcającym uśmiechem otworzył drzwi. Wsiadłam majestatycznie poprawiając sobie fałdki sukienki, aby broń Boże szary materiał się nie pogniótł.
-Coś dzisiaj wszystko zmierza k temu, by popsuć nasz wieczór- powiedział cicho i pocałował mnie na powitanie. Na ten moment czekałam od dnia, kiedy wyjechał. W końcu poczułam go tak naprawdę, blisko siebie. –Jedźmy już, bo za nic w świecie nie dostaniemy się na Rynek na czas. Na balu miejsca były zarezerwowane, więc czekają spokojnie.
Uśmiechnęłam się szczerze – dawno taki uśmiech nie gościł na mojej twarzy. Bezpretensjonalny, beztroski i luźny. Zaczął się wieczór wyjęty z życiorysu. A dlaczego? Bo w Sylwestra czas zawsze staje w miejscu.
Rafał włączył radio, w którym już robiono podsumowania minionego roku. Z twarzą przytkniętą do szyby obserwowałam początkowe przejawy noworocznego szaleństwa. Jak byłam mała zawsze myślałam, że ten dzień spędza się wspólnie z rodziną, lub ze znajomymi w domu. Jednak, gdy przybyło mi kilka lat przekonałam się na własnej skórze, że w okolicach 12 w tym dniu życie towarzyskie na drogach dopiero zaczyna kwitnąć.
Zaparkowaliśmy dość daleko od Rynku. Przyspieszyliśmy kroku, aby zdążyć na pokaz sztucznych ogni. Rafał po drodze wstąpił do jakiejś knajpy i kupił szampana. Prześlizgując się poprzez tłumy krzyczących i śmiejących się ludzi dążyliśmy do serca Rynku.
-Przykre, nie dotrwał do północy!- powiedział z udawanym żalem, kiedy mijaliśmy na wpół przytomnego pijaczka niesionego pod ramiona przez dwóch mężczyzn. Zaśmiałam się głośno, jak i reszta osób w okolicy. Był to bardzo zabawny widok. Mijając dwóch strażników miejskich Rafał zatrzymał się na kilku sekundową pogawędkę. Wszędzie miał znajomości. Prawie wszyscy strażnicy kiwali na niego brodą, bądź podawali rękę.
-Zawsze marzyłam o tym, żeby przyjść tutaj z kimś wyjątkowym!- wysapałam trzymając go za rękę i walcząc z napierającym tłumem.
-Marzenia się spełniają.
Tylko przytaknęłam.
Zatrzymaliśmy się pod pasem kamieniczek i sklepów naprzeciwko pomnika Adama Mickiewicza. Na oku mieliśmy drugi telebim. Właśnie śpiewał Bajm. Tłum szalał, skakał, jakieś dzieci przed nami pod nogi ludziom rzucali petardy, a my – zupełnie jakby czas stanął w miejscu – staliśmy i patrzyliśmy z boku na ścisk panujący pod sceną.
-Za kilka minut północ- przypomniał mi na ucho i zaczął mnie nakłaniać, bym ubrała czapkę. Rzeczywiście było troszeczkę mroźno. Nie zgodziłam się jednak. –Będziesz mi musiała wiele rzeczy wytłumaczyć...
-Wiem- westchnęłam automatycznie. Włożyłam dłonie do jego kieszeni, gdyż zapomniałam rękawiczek. Przed nami stał mężczyzna w czapce Świętego Mikołaja i palił papierosa. –A konkretnie co?
-Musisz wszystko opowiedzieć. Opisać jak się rządziłaś, kiedy mnie nie było. O co chodziło z Filipem... cholera, czułem się zazdrosny, wiesz? Nie mogłem patrzyć na to jak z tobą tańczył. Znaczy chciał tańczyć. Był tak blisko tak jak ja teraz.
Pocałował mnie w policzek i docisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
-Cieszę się, że już jesteś.
Miałam go pocałować, jednak powstrzymało mnie od tego zamieszanie jakie zrobiło się przed nami. Do „Mikołaja” podeszła dosyć pijana kobieta i szamocząc go na boki żądała dowodów na to, że jest prawdziwy.
-Udowodnij, że jesteś prawdziwy! Gdzie masz prezenty!?
-No... eee... rozdałem.
-Wszystkie?- zapytała podejrzliwie. –A gdzie masz brodę!? Nie oszukuj!- nie przestawała nim szamotać. Ja z Rafałem dusiliśmy się ze śmiechu.
-Na prezent sobie pewnie maszynkę sprawił!- szturchnęła ją jakaś jej znajoma.
Spojrzała na niego ostrym wzrokiem.
-Nie jesteś prawdziwy! Oszukujesz!- już chciała zacząć go bić po twarzy, ale znajoma ją od niego odciągnęła.
-Krakowski Rynek jest jednym z najbardziej komercyjnych, przereklamowanych, a zarazem najpiękniejszych i najurokliwszych miejsc w Polsce.
-Na świecie!- poprawił mnie. Również miał okropny sentyment do Krakowa.
-Na świecie!- przytaknęłam. –Bije stąd jakaś dziwna energia, szczególnie nocą. Uwielbiam to.
-Ciii... odliczanie!
-Witamy państwa w progu nowego roku!- krzyknął ktoś ze sceny. Nawet na telebimie nie potrafiłam rozpoznać twarzy. Rafał zaczął potrząsać butelką szampana. Odsunęłam się na kilka kroków.
...dziesięć.
...dziewięć.
Odbezpieczył korek. Nie mieliśmy żadnego szkła. Twarze ludzi powoli promieniały.
...sześć.
...trzy.
...dwa.
...jeden!
W jednym momencie wystrzeliło tysiące korków od szampana i masa fajerwerków. Rafał trzepiąc butelką jak wszyscy wokoło lał szampanem na oślep tworząc fontannę. Niektórzy ludzie się odsuwali, jeszcze inni ściskali, a jeszcze inni po prostu zadzierali głowy w górę obserwując fajerwerki. Żółte, czerwone, niebieskie. Gdy gaz w szampanie się wykończył, Rafał pociągnął łyka, a zaraz potem podał mi mokrą butelkę. Ale to nie było istotne. Cała byłam mokra. Oblana przynajmniej trzema gatunkami szampanów. Pociągnąwszy kilka łyków, oddałam mu z powrotem butelkę. Podszedł bardzo blisko i zaczął mnie całować. Pocałunkiem w rok 2005 z milionami fajerwerków nad głową.
Jego usta smakowały szampanem.
Moje zapewne również.
Czułam na nas spojrzenia stojących niedaleko ludzi. Patrzyli na zmianę na niebo i na nas. Ale my z tego zupełnie nic nie robiliśmy. Trzaski w uszach rekompensowaliśmy bliskością.
-Dlaczego takie dni są tylko raz do roku?- zapytał nie odrywając swojego czoła od mojego. Uśmiechnęłam się i objęłam go za szyję. Znów się pocałowaliśmy.
-Może właśnie w tym jest ich urok- odparłam dyplomatycznie wtulając się w jego płaszcz. Na twarzy jeszcze czułam muśnięcia jego włosów i dotyk jego szampańskich warg. Ludzie dookoła nawzajem sobie gratulowali. Nieznajomi ściskali się i życzyli, by kolejny rok był lepszy od poprzedniego. Noworoczny amok zakropiony alkoholem owładnął krakowian i liczną ilość przyjezdnych. Na takich imprezach plenerowych czułam się anonimowa – a z tym było mi bardzo dobrze.
-Życzę ci tego, czego sama sobie życzysz- szepnął mi do ucha wskazując na niebo. Rozbłyskało miliony fajerwerków. Nie wiadomo kiedy miały zamiar się skończyć. Kościół Mariacki w tych błyskach wyglądał olśniewająco.
-A ja życzę tylko szczęścia, bo w tym jednym zawiera się i zdrowie i miłość i spełnienie marzeń... wszystko!- ze szczęścia przymrużyłam powieki. –Długo jeszcze?- zapytałam, bo od patrzenia w górę już bolała mnie głowa. Chwycił mnie w talii i zmusił do spojrzenia na siebie.
-Żałujesz czegokolwiek, co popełniłaś w zeszłym roku?
Jego twarz była tuż przy mojej. Czułam jego oddech na czole. A może specjalnie dmuchał mi we włosy?
-Wielu rzeczy, ale proszę. Nie psuj mi humoru.
-Ja też bardzo wielu rzeczy żałuję. Zbyt wiele się wydarzyło, bym mógł to cofnąć.
-Mówisz o nas?
Zaśmiał się.
-Też, ale tego nie mam zamiaru przerywać.
-I słusznie- podkreśliłam.
Uśmiechnął się tylko i znów mnie pocałował.
Pocałunkiem w Nowy Rok, czy może być coś piękniejszego?
W końcu fajerwerki umilkły. Na scenę weszła Beata Kozidrak i zaczęła śpiewać piosenkę, której tytułu nie mogłam sobie za nic przypomnieć. Ludzie obok śpiewali, a ja wtulona w Rafała określałam w skali od jeden do stu jak jest mi dobrze. Było mi wspaniale. W tej skali, to mogłam wybrać tylko 200. Wszystkie złe myśli i wspomnienia uleciały. Liczyła się tylko chwila obecna.
Zaczęliśmy się bujać w takt piosenki. Nigdy nie lubiłam Bajmu, ale trzeba było przyznać. Ten zespół potrafił rozbujać połowę Rynku.
-Kocham cię- powiedziałam dość cicho. Wiedziałam, że usłyszał. –Nigdy do nikogo nie czułam czegoś takiego. Cieszę się, że jesteś...
-Wyznanie lwa- zaśmiał się i znów włożył moje ręce do swoich kieszeni. Były głębokie i nigdy nie znalazłam w nich żadnych papierków, czy chusteczek. Sterylność na granicy pedantyzmu. W moich kieszeniach zawsze przetrzymywałam miliony śmieci. –Boję się o ciebie...
-Syndrom ojca?
-Opiekuna. Kogoś komu bardzo na tobie zależy.
-Kiedy pójdziemy na tą całą imprezę?- zapytałam.
-Nie wiem. Kiedy będziesz chciała.
-Ja chcę jeszcze zostać tutaj. Nie ruszać się ani na krok!- uśmiechnęłam się zalotnie.
-Obawiam się, że stojąc całą noc w jednej pozycji na takim zimnie możemy zamarznąć.
-Nie jest wcale tak zimno!- zaczęłam bronić czaru wieczoru. W międzyczasie na scenę weszły Wilki. Dużo osób już opuściło Rynek. Zostali tylko ci pod sceną i tabuny ludzi, którzy nie mogli się zdecydować – czy zostać, czy iść do domów.
Niebo porażało głębokim granatem, a my, nie odkrywając twarzy, całowaliśmy i tuliliśmy się do siebie. Mówiliśmy sobie miłe rzeczy, wśród których można było doszukać się życzeń i marzeń noworocznych. Już nie dbałam o to, czy sukienka mi się pogniecie i czy fryzura będzie olśniewająca. Zdziwiłabym się, gdyby wyglądała dobrze po zderzeniu z taką ilością szampana, jaka wylądowała na moich włosach.
-Może już chodźmy?- zaproponowałam w pewnym momencie rozdzielając nasze usta.
-Zimno?- zaśmiał się swoim łamanym, pewnym głosem. Odgarnął kosmyk, który opadł mi na oczy. –Trzeba było się cieplej ubrać.
Puściłam uwagę mimo uszu, a potem wyślizgnęliśmy się z serca Rynku. Poszliśmy ku wyjściu, a potem odbiliśmy na ulicę Mikołajską.
-To już tutaj!- otworzył drzwi hotelu „Amadeus”. Weszliśmy do środka.
-Rafał! Ogłupiałeś!? Przecież tutaj jest cholernie drogo!- syknęłam mu do ucha nie puszczając jego ramienia. Okrągłymi oczami obserwowałam przepych tego miejsca. Idealnie czyste dywany, podłogi z idealnej klepki i mnóstwo złoceń. Podszedł do recepcji i porozmawiał chwilę z tlenioną blondynką w czerwonej sukni wieczorowej.
-Nie martw się. Chodź za mną, idziemy do sali kolumnowej- chwycił mnie za rękę i momentalnie poczułam się jak królowa na swoich salonach. Zdjął mi kurtkę, a potem razem ze swoją oddał do szatni. Nieśmiało uśmiechając się do obsługi żałowałam, że wyglądam tak jak wyglądam. Że nie mam olśniewającej sukni, ani finezyjnej fryzury, która by wszystkich oczarowała.
-Rafał... przecież ja tutaj wyglądam jak szara mysz- zauważyłam trafnie. I nie miałam na uwadze koloru mojej sukni.
-Przecież ty zawsze wyglądasz pięknie!
-Ale jak ty się ze mną pokażesz tak publicznie!? Wśród tylu ludzi? W takim lokalu!?
-Nie martw się. Na sali kolumnowej będą tylko moi znajomi. Wąska grupa. Na marmorowej będą tańce.
-A złota?- zapytałam. Znałam ten lokal, choć nigdy nie piłam tutaj nawet kawy. Głupia kawa kosztowała 6 złotych. Nie miałam funduszy, by stołować się tutaj.
-Bohema. Za wysokie progi na nasze nogi- westchnął. Pełna niepokoju jeździłam wzrokiem po ścianach. Nigdy nie przypuszczałabym, że wyląduję tutaj na kilka godzin. Na dodatek na Sylwestra!
W sali, której strop podtrzymywało kilka kolumien było raptem trzydzieści osób. Rzekomo znajomi. Jak się potem okazało, połowy nawet nie znał. Ale oni nie znali nas – w tym wypadku to się równoważyło.
-Ślicznie wyglądasz!- powiedział, kiedy przechodziliśmy obok ściany na której było zawieszone lustro. Włosy jakoś prowizorycznie rozczesałam, by wyglądały jak w twórczym nieładzie. Wyszło średnio. Podeszliśmy do stolika przy ścianie. Krzesła obok nas były puste, a naprzeciwko siedział jakiś wysoki mężczyzna i ściskał kurczowo dłoń swojej towarzyszki. Miała długa, obcisłą suknię, którą przytrzymywały liczne paseczki na ramionach.
-Witam świeżo upieczonych małżonków!- Rafał odsunął mi krzesło, bym na nim usiadła. Kobieta podniosła głowę i uśmiechnęła się szczerze. Zobaczyłam śliczną obrączkę na jej palcu.
-Cześć!- odpowiedzieli chórem. Zbliżyli się do siebie nieznacznie. Mężczyzna był mniej więcej w wieku Rafała... no może troszkę starszy. Kobieta na oko była od niego młodsza. Ale nie za bardzo.
-Przedstawię wam, to jest Agnieszka- przyciągnął mnie do siebie władczym gestem. Uśmiechnęłam się krzywo czując na sobie ich dziwne spojrzenia.
Potem i oni się przedstawili. Kamila i Marek. Jak wynikło z dalszej dyskusji Marek był przyjacielem Rafała. Znali się od szkoły podstawowej. Tyle że Rafał poszedł na pedagogikę, a Marek na psychologię. Kamila była psychiatrą. Pracowała na ul. Babińskiego w zakładzie dla umysłowo chorych. Zawsze interesowały mnie realia takich zakładów. Może właśnie dlatego wdałam się w rozmowę z Kamilą.
-Jako lekarz przyzwyczaiłam się już do pewnych zachowań. Ale wyobraź sobie, że po korytarzach chodzą tam ludzie i na przykład nacierają się ciastkami z kremem, lub w policyjnym kasku okładają się gumową pałką- mówiła z przejęciem. Mimo, że chciałam – nie słuchałam jej. Moją uwagę przyciągnęła rozmowa Marka i Rafała.
Marek moczył usta w szampanie co chwilę na mnie zerkając.
-Czy to jest ta twoja uczennica?- zapytał. Gdy spojrzałam na niego, odwrócił wzrok w drugą stronę. –Czy to ta gówniara z którą teraz jesteś?
-Mówiłem ci o niej dużo, prawda?
-Prawda- przytaknął.
-I zapamiętałeś tylko to, że jest moją uczennicą?- zapytał Rafał i wziął łyk szampana. Pod stołem cały czas trzymaliśmy się za ręce. Marek stropił się i duszkiem dokończył wysoki kieliszek. Miał potem coś powiedzieć, lecz ktoś odwrócił jego uwagą. Ktoś odsunął krzesło obok mnie.
Odwróciłam głowę i serce momentalnie mi się zatrzymało.
W odległości kilku centymetrów ode mnie siedział Artur. Zaraz potem Jola. Przywitała się szybko, a potem zaczęła uciekać wzrokiem nie tylko ode mnie. Od Rafała również. Przysunęłam się do mojego mężczyzny jak najbliżej mogłam, by nie wzbudzić podejrzeń.
-Cześć, Agnieszko- spokojnie przywitał się Artur. Odwróciłam głowę w stronę Rafała i zaczęłam szukać jego spojrzenia. Nie znalazłam. Rozmawiał teraz z Kamilą. Arturowi oczywiście nie odpowiedziałam. Wstałam automatycznie, przeprosiłam i powiedziałam, że muszę iść do toalety.
-Wiesz gdzie jest?- zapytał Rafał.
-Jakoś trafię- odpowiedziałam czując, że robi mi się słabo. Arturowi chciałam wbić w rękę widelec. Z całych sił. Żeby było dużo bólu i krwi.
Póki co wyszłam z sali kolumnowej. Odprowadzana była czujnymi pięcioma parami oczu. Przez marmurową doszłam do hallu. Wyszłam na zewnątrz i oparłam się o ścianę. Było mi piekielnie zimno, ale przynajmniej mogłam w spokoju oddychać.
Te lodowe spojrzenie i kpiący uśmieszek nie mogły mi wypaść z głowy, a w uszach brzmiało zdanie „Cześć, Agnieszko” wypowiedziane, jakby był co najmniej moim dobrym znajomym.
-Wszystko w porządku?- usłyszałam zza uchylonych drzwi wejściowych pytanie. Odziana w czerwoną suknię wieczorową recepcjonistka nacisnęła klamkę. –Mogę w czymś pomóc?
Odwróciłam głowę w jej stronę i dłońmi zaczęłam rozcierać lodowate ramiona.
-Mogłaby pani powiedzieć gdzie są toalety?- zapytałam przypominając sobie pierwotny cel mojej ucieczki. Tam na pewno było cieplej. Mogłam się tam ukryć na kilka minut, zaś po korytarzach nie mogłam spacerować w tę i z powrotem.
-Proszę wejść do środka- rozchyliła drzwi i wpuściła mnie do hotelu. Po korytarzach chodziło mnóstwo osób, którzy uciekali od przepychu posiłków i dźwięków muzyki. Patrzyli się na mnie z zaciekawieniem. –Pójdzie pani tam prosto- wskazała w stronę sali kolumnowej. –Potem prosto, a stamtąd już nie będzie pani mogła nie trafić- uśmiechnęła się szczerze. Taka uprzejmość pewnie widniała na jej umowie o pracę. Nie zazdrościłam jej. Nie dość, że w Sylwestra nie może się bawić tak, jak chce, to jeszcze do każdego snoba musi szczerzyć zęby.
Podziękowałam i poszłam we wskazanym kierunku. Przystanęłam na moment przy uchylonych drzwiach do sali, gdzie stołował się Rafał ze znajomymi. Śmiał się, żarty przepijając szampanem. „Będą moi znajomi”. Jak mogłam się nie spodziewać Artura? No jak? Przecież zatrzymałabym go na rynku i namówiła, by nie zabierał mnie do tej drogiej restauracji na wieczór, który i tak nie będzie dla mnie ani trochę przyjemny. Teraz i tak czułam się jak wyrzutek. Od ludzi w sali Złotej odstawałam wszystkim. Począwszy na fryzurze, kończąc na butach. W Kolumnowej poziom majątkowy mniej więcej się wyrównywał. Ale pozostawał wiek. Nie widziałam nikogo, kto miałby poniżej 23 lat. Co dopiero siedemnaście!
Potem skierowałam się na wprost. Weszłam do damskiej toalety i natychmiast przemyłam twarz wodą rozmywając sobie makijaż. Dlaczego byłam taka słaba? A wystarczyło nie pójść do Rafała. Być porządną i nie włóczyć się nocami po cudzych mieszkaniach. Dlaczego miałam taką słabą psychikę? Każda myśl o Arturze przywoływała kolejną falę łez. Przecież nic mi nie zrobił. Sama świadomość, że mogło się coś stać przyprawiała mnie o gęsią skórkę i pogardę dla samej siebie. Nawet nie wiem dlaczego.
Pochlapałam połowę blatu z umywalkami wodą. Następnie wzięłam papierowe ręczniki i otarłam twarz. W międzyczasie do łazienki weszła jakaś kobieta i obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem. Podeszła do lustra i zaczęła poprawiać makijaż. Z malutkiej torebeczki wyciągnęła krwistoczerwoną szminkę i z niezwykłą ostrożnością zaczęła malować usta. Obserwowałam ją kątem oka.
-Co ty tutaj robisz, dziecko?- zapytała obdarzając mnie wzrokiem matki, która znalazła obce dziecko. Sprawa do wyjaśnienia, a dziecko trzeba oddać. Potem okrzyczeć matkę.
Zastanawiałam się, czy uczepić się pierwszej, czy drugiej części pytania.
Czy tego, że mam już osiemnaście lat, czy tego, że zostałam tutaj zaproszona. Nie sądzę, żeby odpowiedź na którekolwiek z nich zmieniło jej stosunek do mnie.
-Spędzam noc sylwestrową- odpowiedziałam naśladując jej wyniosły ton. Też potrafiłam udawać snobkę. –Poza tym już dawno skończyłam osiemnaście lat. Pani chyba również.
Skomentowałam siateczkę zmarszczek starannie przykrytych pudrem. Od takiej bohemy absolutnie odstawałam. Wspięłam się na palce i napięłam mięśnie twarzy, by wyglądać starzej. Przytaknęła i zaczęła poprawiać makijaż. Nic już więcej nie powiedziała. Poszła do drugiej części pomieszczenia odgrodzonej ścianą. Do kabin. Przywarłam do ściany i odetchnęłam z ulgą. Już troszkę ochłonęłam. Doprowadziłam swoje włosy do ładu i zaczęłam myśleć o powrocie. Jednak Artur tam nadal był.
Nagle drzwi delikatnie się uchyliły. Nawet nie zdziwiłam się jak przez szparę zobaczyłam Rafała.
Uśmiechnęłam się niepewnie ocierając szybko łzy, żeby ich nie zauważył.
-Nie za długo?- zapytał unosząc lewy kącik ust w połowicznym uśmieszku.
Nic nie odpowiedziałam, bo gardło nadal miałam ściśnięte. Zapuchnięte oczy z których co jakiś czas spływała pojedyncza łza nie wróżyły nic dobrego. W końcu przecież muszę mu powiedzieć skąd ta prawdziwa awersja do Artura! To również był powód do płaczu. Nie umiałam mu tego powiedzieć. Spiął brwi i otworzył szerzej drzwi.
-Nie zwykłem wchodzić do damskich toalet, ale jak widać szarpnę się na wyjątek- wszedł do środka i stanął naprzeciwko mnie. Uciekałam od niego wzrokiem, aby nie widział zapuchniętego spojrzenia. Biodro oparł o blat z umywalkami i dłonią skierował mój podbródek na wysokość jego twarzy.
-Agnieszka, co jest grane?
-Mogę już nie iść na salę?- zapytałam nieśmiało. Wiedziałam, że wydał masę pieniędzy, by akurat tutaj spędzić ze mną ten wieczór. Wiedziałam, że podjął duże ryzyko przedstawiając mnie swoim przyjaciołom. Jednak nie mogłam. Myśl, że Artur będzie siedział kilka centymetrów ode mnie przeważała szalę.
-Ale dlaczego?
-Mogę?- tym razem błagalny ton wstąpił na usta. Świdrował mnie swoim spojrzeniem całkowicie bezradny wobec mojej postawy. Nie mógł mnie zmusić i powiedzieć: masz iść i koniec!
-Agnieszka! Nie płacz!- nakazał, kiedy zobaczył kolejną łzę. –Powiesz mi co się stało? Coś złego? Ktoś cię skrzywdził? No powiedz, proszę.
Milczałam.
-Przepraszam, ale nie mogę.
-Jak to? Agnieszka, jeśli nie powiesz, to nic na to nie poradzimy- powiedział głosem nauczyciela nalegającego, by uczeń, który coś przeskrobał, przyznał się do popełnionego psikusa. Ja nie miałam zamiaru. Na mnie jego metody wychowawcze nie działały.
-No dobrze. Nie mów- stwierdził po chwili. –Ale jeżeli przez resztę wieczoru masz być taka smutna to czy rzeczywiście jest sens spędzać tego Sylwestra tutaj?
Uśmiechnęłam się delikatnie i zamknęłam mu usta pocałunkiem. Nigdy nie całowałam się w damskiej toalecie. Przypuszczam, że on chyba też.
-To przez Artura- czułam jak wielki głaz wpada mi do żołądka. Podjęłam temat, a teraz pozostało mi się z niego niepostrzeżenie wymanewrować. Zdjął dłoń z mojego policzka. Drugą nadal trzymał na dole pleców. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Agnieszka...- zamrugał z pretensją. –O co tutaj chodzi?
Usłyszał za plecami lekkie chrząknięcie. Odwrócił głowę i zobaczył kobietę, która wcześniej malowała się przed lustrem, tuż obok mnie. Wmurowało ją lekko w ziemię. Zdjął rękę i już planował jak się wytłumaczyć.
-O ile się nie mylę, to nie jest męska toaleta.
-Wiem- powiedział po chwili, zły na nią, że zatamowała mój przypływ wylewności.
-No więc co pan tutaj robi!?
-Zaraz wychodzę.
-Czy to znaczy, że każdy mężczyzna może sobie wejść, popatrzeć i wyjść? Proszę pana! Kobiety przynajmniej w toalecie oczekują intymności. Choć tej pani to chyba obojętne...
-Już wychodzę- powtórzył.
-No i prawidłowo- podeszła do drzwi. –I niech pan się odczepi od tej dziewczyny. Nie dość, że za młoda, to jeszcze płacze po kątach przez pana- prychnęła, nacisnęła klamkę i już jej nie było.
-Jak ja nienawidzę takich ludzi!- powiedział dosć głośno. Może słyszała. –Aga, ty masz non stop przede mną jakieś tajemnice. Widzę tylko znaki zapytania. Kim jest dla ciebie Filip? Kim jest Artur?
-A więc Filip bardziej cię irytuje?- zapytałam płaczliwym tonem. Nie mógł wiedzieć o co mi chodzi.
-Oboje są siebie warci...- demonstracyjnie kopnął kosz stojący pod blatem.
-Po prostu nie chcę siedzieć obok niego, dobrze?
Wiedział, że nie powiem.
-Dobrze. Usiądziesz z drugiej strony, może być?
-Ale...
-Poza tym Artur za niedługo wychodzi. Idzie z Jolą na jakąś inną imprezę.
-To oni są razem?- czułam się jak porażona piorunem. Nadal są razem! Incydent ze mną w ogóle nie zaważył na ich relacjach! Nie mieściło mi się to w głowie. A Michał? Kim dla niej był Michał?
Nie rozumiałam zupełnie niczego.
-Tak, a dlaczego to cię tak dziwi?
-Nie dziwi- odparłam i przytuliłam się do niego. –Chodźmy- zadecydowałam.
Uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
-Dzięki- pocałował mnie delikatnie w szyję, a potem wziął za rękę.
-Chodźmy prędko, bo kto wie ile takich namolnych osób jeszcze w kabinach siedzi- zaśmiał się.
Ja również.
Wyszliśmy z toalety. Umalowana kobieta stała przy otwartym oknie naprzeciwko drzwi do toalet i ćmiła papierosa. Spojrzała na nas z odrazą. Rafał przypomniał sobie jej słowa.
-Płakałaś przeze mnie?
-Przez ciebie nigdy.
Uśmiech.
Uśmiech i błysk w oczach.
Objęci wkroczyliśmy do sali kolumnowej.
Przerwaliśmy rozmowę Marka i Artura. Dyskretnie zmieniłam miejsce siedzenia. Z tego, na którym teraz siedziałam nie było nawet widać Artura. Marek spojrzał na mnie podejrzliwie, a Rafał wypełnił szampanem mój kieliszek.
-Podobno pije się od osiemnastego roku życia- westchnął Marek. Kamila szturchnęła go i rzuciła mu ciężkie spojrzenie pod tytułem: „siedź cicho!”.
-Nie wmawiaj mi, że ty trzymałeś się tego zakazu!- żachnął się Rafał. Podał mi kieliszek, a potem napełnił swój. Jasnożółty szampa
-Może pójdziemy zatańczyć?- zaproponował nie mając ochoty odpowiedzieć Rafałowi. Wziął za rękę Kamilę i uśmiechnął się zachęcająco. Kobieta wstała rzucając przepraszające spojrzenie i poszli na salę. Chwilę potem z sali kolumnowej wyszła Jola ciągnąc za sobą Artura. Nie poszli do sali marmurowej, która była salą taneczną, ale poszli w stronę korytarza. Ku wyjściu. Jola nie spojrzała na mnie ani razu, za to jej towarzysz nie żałował mi spojrzeń. Jego chamstwo było po prostu porażające. Kuliłam się pod jego wzrokiem, błądząc oczami po stole, suficie – gdzie bądź. Byle na niego nie patrzeć.
-No to może pójdziemy zatańczyć?
Z wielką ulgą mogłam powiedzieć: z przyjemnością!
Dopiwszy ostatnie łyki szampana wyszliśmy z sali. W głowie lekko mi wirowało od ilości alkoholu. Miałam wybitnie słabą głowę i już po drugim kieliszku czułam, że jest coś nie tak. Dopiero teraz zobaczyłam prawdziwe oblicze sali marmurowej. Wiedziałam od czego pochodzi nazwa. Podłogi były pokryte nagim, białym marmurem. Przy ścianach było kilka malutkich stoliczków, pod którymi były małe włochate – równie białe jak marmur – dywaniki. Obok ściany złożonej całkowicie z okien była scena. Na scenie zespół złożony z pięciu osób grał właśnie jakąś piosenkę, którą pierwszy raz słyszałam w życiu. Najwyższy i nie kryjmy, najprzystojniejszy mężczyzna śpiewał. Zwiesił się na mikrofonie i strzelał wzrokiem po tańczących parach.
Rafał docisnął mnie do siebie i ręce położył na dole pleców. Ja objęłam go za ramiona, podbródek wtulając w zagłębienie między ramieniem a szyją. Znów dawały o sobie znać jego perfumy nie do opisania. Nie tańczyliśmy walca, żadnej czaczy, czy jakiegokolwiek popularnego tańca. Po prostu w kącie sali, z dala od ludzkich spojrzeń wykonywaliśmy przytuleni swój własny taniec.
-Wyobrażałaś sobie kiedykolwiek, że cię tutaj zabiorę?- zapytał.
-Nie. Nie przypuszczałam, że zabierzesz mnie gdziekolwiek.
-Przecież się ciebie nie wstydzę- zaśmiał się.
-Wiesz o co mi chodzi, przecież!
-Masz rację. Wiem.
Zakończyliśmy rozmowę. Muzycy zaczęli grać piosenkę „Jolka, Jolka” profesjonalnie imitując brzmienie głosu oryginalnego wokalisty. Zawsze piosenkę tą kwalifikowałam do „wycia”, dziś jednak miała swój specyficzny posmak i klimat.
-Odbijany?- usłyszałam głos za plecami.
-Chyba śnisz- odpowiedział Rafał. Odwróciłam głowę. Za mną stał Marek. Mimo lekkiego protestu Rafała, wprawnie wywinął mnie z jego objęć i oddał się o kilka kroków. Rafała do tańca poprosiła z kolei Kamila informując go na początku, że zupełnie nie umie tańczyć.
Marek jedną rękę położył mi na plecach, a drugą wplótł w moją. Zaśmiałam się, bo zawsze tańczyłam tak z tatą na weselach, gdy nikt mnie nie prosił do tańca.
-Wybacz, że tak cię porwałem.
-Nie szkodzi, wytańczymy się jeszcze.- odpowiedziałam.
-Nie wątpię.
Czekałam do końca piosenki. Nie mogłam narzekać na umiejętności taneczne Marka, bo tańczył bardzo dobrze. Prowadził umiejętnie i nawet nie kontrolował wzrokiem swojej świeżo upieczonej małżonki, która szalała z Rafałem. Ja patrzyłam. Nie z zazdrości, lecz po prostu chciałam mieć go na oku.
-Opowiesz mi coś o swoim ojcu?- zapytał Marek w pewnym momencie.
Z wrażenia aż przestałam tańczyć.
-Słucham?- zmusiłam go do powtórzenia pytania, choć dokładnie je słyszałam.
-Tak tylko się pytam- znów zaczęliśmy tańczyć.
-Ale dlaczego?- nie miałam pojęcia do czego zmierza.
-Dziewczyny, które jako partnerów wybierają starszych mężczyzn, którzy na dodatek mają nad nimi władzę, zazwyczaj mają problemy z ojcami. Nie wiem... może nie masz ojca i tak rekompensujesz jego brak, a może jesteś córeczką tatusia i ta sytuacja może ocierać się o kompleks edypialny...
Odepchnęłam go od siebie.
-To chyba jest moja sprawa, prawda?
Ani pierwsze, ani drugie podejrzenie nie było trafne. Nigdy nie byłam „córeczką tatusia”, ani nigdy mi go nie brakowało – zawsze był, kiedy był potrzebny. Dlaczego ludzie szukają wytłumaczeń? Dlaczego na siłę nadinterpretują przyczyny takich związków. Czy to nie może być po prostu miłość?
-No przepraszam!- znów przyciągnął mnie do siebie. Nie miałam zamiaru go słuchać, ale również nie chciałam robić już dziś kolejnej rozróby. –Po prostu jestem psychologiem i takie pytania same mi się nasuwają. Nie powiesz chyba, że to jest normalny model związku?
-A dlaczego ma nie być?
Zaśmiał się.
-Jak myślisz? Czy takie związki są trwałe? Słyszałaś chociaż o jednym małżeństwie z takiego modelu związku? Ja jak żyję nie słyszałem.
-Trudno. Myślę, że czas byś usłyszał.
Tańczyliśmy nie patrząc na siebie, tylko wymieniając konkluzje na temat związku mojego i Rafała.
-Imponuje ci, że jest starszy? Kręci cię to, że jest dojrzały w przeciwieństwie do twoich rówieśników?- pytał, ale nie umiałam zaprzeczyć. W pewnym stopniu i to złożyło się na to, że nasz związek nadal trwa. –Imponuje ci to, że jest doświadczony!
-Ale co z tego!?
-Bezboleśnie może wprowadzić cię w świat dorosłych. Już cię na salony wyprowadza. Poza tym taki związek gwarantuje ci swobodę i komfort. Poza tym na koleżankach zrobi wrażenie zdanie: spałam z naszym wychowawcą!
Zatrzymałam się i odeszłam od niego kilka kroków. Posłałam mu spojrzenie, w którym była zawarta cała nienawiść do gatunku przemądrzających się psychologów, którzy na siłę wiedzą lepiej. Miałam tego dość. Nie patrząc na Rafała ani na Kamilę wyszłam z sali. Szybko znalazłam się w Kolumnowej.
Usiadłam na swoim miejscu i nalałam sobie kolejny kieliszek szampana. Zawsze, kiedy coś szło nie po mojej myśli – uciekałam. Uciekałam, szukając bezpiecznego azylu, w którym mogłabym się zaszyć. Na chwilę. Na kilka minut, aby odzyskać równowagę emocjonalną. Cały wieczór starałam się dla Marka być miła. Zrobić dobre wrażenie na znajomych Rafała. A tu co? Jak widzę tylko ja chciałam dobrze wypaść. Już byłam całkowicie uprzedzona do znajomych Rafała.
-Agnieszka, co znowu?- usłyszałam nad sobą głos wypełniony po brzegi pretensją.
Wzruszyłam ramionami. Uniosłam głowę. Rafał usiadł naprzeciwko mnie – tam, gdzie wcześniej siedział Marek. Obcy ludzie obserwowali nas czujnym okiem – nie dało się tego nie zauważyć.
Nie wiedziałam jak ubrać w słowa przeprowadzoną chwilę temu rozmowę.
-Marek robi mi przytyki. Na nasz temat.
-Nie przejmuj się nim! On zawsze wie lepiej- przesiadł się na krzesło obok mnie i odstawił kieliszek. –Cecha charakteru, lub zboczenie zawodowe.
Uśmiechnęłam się.
-Która jest godzina?- zapytałam.
Rafał podciągnął rękaw marynarki i spojrzał na zegarek.
-A co? Do domu się spieszysz? Dochodzi druga.
-Dopiero.
-No nie mów, że ci się wieczór dłuży!
-Nie mówię.
-No i słusznie- zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę. –Chodź, będziemy tańczyć. I nie pij więcej- przytknął do swoich ust mój kieliszek i wypił jego zawartość –bo padniesz mi w połowie wieczoru!
Zaczęłam się śmiać razem z nim. Przekomicznie wyglądała ta sytuacja.
-Pamiętaj. Dziś wieczór nie ma problemów. Jest nowy rok, a w ten dzień zawsze czuje się, że zaczyna się coś nowego. Lepszego.
W dalszej części wieczoru nie godziłam się już więcej na odbijanego. Rafał również. Organizowali kilka konkursów, a potem pokaz fajerwerków specjalnie na zamówienie hotelu. O trzeciej. Znacznie mniejszy niż ten na rynku, ale bardzo sympatycznie było patrzeć w niebo w pierwszych godzinach nowego roku. Miałam na sobie marynarkę Rafała, bo rzecz jasna nikt nie pomyślał o zabraniu kurtek.
-No to teraz już spokojnie możesz chcieć jechać do domu- powiedział rozcierając mi ramiona przez rękawy swojej marynarki. –Ten pokaz był teoretycznym zakończeniem wieczoru w restauracji.
-A praktycznie?
-Liczysz na to, że wszyscy się natychmiast zmyją? I to o trzeciej?
Pokręciłam przecząco głową i pocałowałam go.
Niska temperatura dawała o sobie znać. Oddechy zamieniały się w białą smużkę.
Wróciliśmy na salę i wedle idei praktycyzmu – bawiliśmy się dalej.
Z budynku wyszliśmy dopiero około czwartej.
-Nie zapomnij o szaliku- Rafał okręcił wokół mojej szyi długi, kolorowy, wełniany szalik. W formie odwdzięczenia się, zapięłam jego płaszcz do ostatniego guzika. Poszliśmy jeszcze na Rynek. Nielicznie służby sprzątające walczyły ze śmieciami, a straż miejska z osobami, które zbytnio zabalowały. Jak zwykle włożyłam dłonie do Rafała kieszeni.
-Chodźmy pod Adasia- zaproponowałam.
Rozmawiając i omijając porozbijane butelki podeszliśmy do pomnika.
-I pomyśleć, że przed kilkoma godzinami było tutaj tylu ludzi- westchnęłam omiatając wzrokiem Rynek. Na pojedynczych ławeczkach siedziały niedobitki ludzi. Niektórzy spali w stanie upojenia alkoholowego, inni śmiali się i wariowali a jeszcze inni po prostu byli obok siebie.
-Wiesz, że te postaci wokół Adama Mickiewicza są alegorycznym wyobrażeniem Nauki, Męstwa, Ojczyzny i Poezji?- zagaił Rafał wpatrując się w pomnik.
-Tak?
-A nie wiedziałaś?
-Nie- odpowiedziałam szczerze szukając podobieństw postaci do rzeczy jakie miały uosabiać.
-Wstyd, Aga- zaśmiał się. Rzeczywiście wstyd. Pomnik ten widziałam miliony razy, tysiące razy spotykałam się pod nim z przyjaciółmi, a nawet nie wiedziałam, kto jest na nim uwieczniony.
Zaczęliśmy się całować. Znów byliśmy tak blisko siebie skupiając spojrzenia ludzi na Rynku.
-Usta mnie bolą- zaczęłam się śmiać.
-Mówi się trudno, kocha się dalej...
-Jak będę miała je spierzchnięte od całowania się na mrozie, to mamusia się zacznie czegoś domyślać- mrugnęłam okiem.
-Kupisz pomadkę- powiedział zdecydowanie.
Kontynuowaliśmy.
-Nie jest ci zimno?- zapytał w pewnym momencie i dotknął dłońmi moich policzków. Były lodowate i szczerze mówiąc było mi okropnie zimno. Ale za nic nie chciałam przerywać tak miłych chwil. Ciepło wypełniało mnie od środka.
-Nie ma tak! Jeszcze mi tutaj zamarzniesz, idziemy do samochodu- zadecydował.
Mimo moich gorliwych zapewnień, że nic mi nie jest na siłę zawlókł mnie do samochodu.
-Tutaj przynajmniej nie zmarzniesz- oznajmił, przekręcił kluczyk i włączył ogrzewanie. Znów zaczęliśmy się całować.
-Lepiej?- zapytał Rafał zaczesując moje niesforne kosmyki włosów do tyłu.
-Stanowczo- odpowiedziałam z satysfakcją, choć czułam, że za chwilę zrobi mi się za gorąco.
-Może już dość naszego dnia sylwestrowego?
-Jak dla mnie mógłby jeszcze potrwać.
-Przecież nie może trwać wiecznie. Odwiozę cię do domu.
-Ale ja nie chcę.
-Nie chcesz jechać do domu?
-Nie chcę jechać do swojego domu- uśmiechnęłam się kokieteryjnie podkreślając wyraźnie ostatnie słowa. Spojrzał na mnie wzrokiem nie wyrażającym żadnych emocji. Potem szczerze się uśmiechnął i zapalił silnik. Przed ruszeniem samochodu zdążył mnie jeszcze pocałować w policzek.

Podpis: 

hermenegilda kontynuowane
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.