http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
157

Do Koronawirusa

  Wiersz napisany podczas kwarantanny domowej.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W marcu nagrodą jest książka
Regulatorzy
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Do Koronawirusa

Wiersz napisany podczas kwarantanny domowej.

Artykuły pierwszej potrzeby - z ostatniej chwili!

Wydarzenia

Kwiat w butonierce

Spotkanie w tramwaju - co może z tego wyniknąć?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

2078

Jest rok 2078. Powszechna urbanizacja i spisy produktów zakazanych przez tzw. Zdrową Europę. Dziennikarz wikłający się w związek z tajemniczą kobietą i zadanie służbowe oznaczające bolesną konfrontację z przeszłością.

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2773
użytkowników.

Gości:
2773
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 16892

16892

Smak Magii

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
05-07-10

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Akcja/-
Rozmiar
17 kb
Czytane
1881
Głosy
12
Ocena
3.92

Zmiany
08-06-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: ble Podpis: ble
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Jest to opowiadanie fantastyczne mówiące o młodym czarodzieju.

Opublikowany w:

Smak Magii

Kim jesteś? – zapytał po raz kolejny Tard
Znów cisza. Siedzieli tak związani już od wielu godzin. Znikąd nie padało żadne światło. Panowały wielkie ciemności. Pomieszczenie nie wydawało się zbyt wielkie, podłoga była wyłożona śmierdzącą słomą. Tard siedział zrezygnowany oparty o jedną z zimnych ścian. Jego ruchy skutecznie krępował gruby sznur zawiązany na jego przegubach. Ręce miał wygięte do tyłu, zdrętwiały mu tak, że ich prawie nie czuł.
Wiedział, że jego los dzieli jeszcze jakaś osoba. Próbował się z nią porozumieć, ale na żadne pytanie nie chciała mu odpowiedzieć. Zrezygnowany postanowił się przespać. Już dawno stracił rachubę czasu. Liczył go tylko od posiłku do posiłku przynoszonego przez strażnika. Siedzi już tu dwa dania, a jego towarzysz dopiero jedno. Niedługo będzie czas kolejnego jedzenia, ale Tard nie był głodny. Nie czuł już prawie nic.
*
Na rynku miasta było słychać krzyk. Na środku stał nie wysoki człowiek ubrany w szarą szatę sięgającą mu do kostek. Twarzy nie było widać, zasłaniał ją dobrze kaptur. Ręce miał lekko uniesione, wskazywały one mężczyznę który kilka kroków dalej wił się po ziemi. Jego ruchy przypominały umierającego węza. Jego ręce były zaciśnięte na swojej szyi. Wokół stało kilku ludzi, ale żaden nie zareagował. W ich oczach było widać strach. W końcu nie często widzi się takie sceny w Kareth. Po pewnym czasie za człowiekiem w szarej szacie pojawiło się dwóch rosłych mężczyzn uzbrojonych w miecze. Na sobie mieli lekką zbroję, głowy chronił zwykły hełm, jaki zwykło widywać się u strażników w małych miastach. Przed nim zmaterializował się czarnowłosy elf. Wzniósł ręce, mruknął coś bardzo szybko, skierował dłonie na mężczyznę w szarym stroju. Ten nie zdarzył z czarem defensywnym. Uderzenie zwaliło go z nóg. Zaraz rzucili się na niego ludzie stojący za jego plecami. Elf zaczął intonować czar obezwładniający. Z powodzeniem. Mężczyzna w szarej szacie został sparaliżowany. Słońce świeciło mu prosto w oczy, a on nawet nie mrugnął. Strażnicy pewni tego, że już jest obezwładniony zaczęli go wiązać. Kiedy strażnicy zabrali napastnika, elf podszedł do człowieka leżącego na ziemi. Ludzie zaczęli się rozchodzić, tak jakby się nic nie wydarzyło. Starali się nie patrzeć na swojego maga. Jakieś dziecko zapłakało, ale zostało bardzo szybko uciszone przez niewielką kobietę, sprzedającą ubrania.
Mag spojrzał na mężczyznę, który kilka chwil temu zdawał się okropnie cierpieć z litością i zaczął intonować kolejny czar. W mieście znów było słychać okropny krzyk.
*
Nareszcie udało się. Do Degarda zdawało się wracać czucie. Wiele godzin medytacji robiło swoje. Tak, zaczynał go ogarniać ból wywołany czarem paraliżującym. Za chwilę zaczął ciężko dyszeć. Przewrócił się na lewy bok. Poczuł, że jego ręce są związane sznurem. Zwykłym sznurem. Na pewno jest też jakaś magiczna pułapka – myślał – niemożliwe, żeby popełnili taki błąd. Powracały do niego kolejne zmysły, dlatego też usłyszał, że w pomieszczeniu nie jest sam. Zaczął czuć smród lochu. Postanowił się nie odzywać. Nie interesowało go w kim siedzi. Interesowało go tylko, jak się stąd jak najszybciej wydostać.
- Kim jesteś – Tard zdecydował się zapytać ostatni raz. Nie mógł dłużej wytrzymać samotności.
- Nikim ważnym – odpowiedział cicho Degard. Mówienie sprawiało mu ból.
- Widzę, że za bardzo nie masz ochoty rozmawiać.
- Jak długo tu siedzisz?
- Nie wiem dokładnie, lecz jeśli podają nam jeden posiłek na dzień to jestem tu drugi dzień. A ty dlaczego się nie odzywałeś? Tyle razy do ciebie mówiłem
- Medytowałem.
- Co?
- Nic, kim jesteś? czym się zajmujesz?
Tard nie był pewien czy odpowiedzieć na pytanie. W końcu nieznajomy z jakiegoś powodu nie chciał wyjawić tego kim jest. Po chwili zwlekania jednak powiedział:
- Jestem przyjezdnym kupcem. Prawo w tym mieście jest karygodne. Kto to widział, żeby wsadzać do lochu kupców?
- A co zrobiłeś?
- Nic takiego, po prostu pewna kobieta dała mi trochę za dużo złotych monet, jak na fałszywy złoty pierścień – uśmiechnął się kwaśno – a pech chciał, że trochę dalej znalazł się taki który się na tym zna. Co za praworządni ludzie! Nie wrócę już do tego miasta.
Chwila ciszy.
- Pozwolisz, że coś spróbuję? – zapytał się Degard
- Rób co chcesz
Ciszę wypełniły słowa czarodzieja, który mówił coś w języku czarodziejów. Po chwili umilkł i zapytał się.
- Widzisz coś?
- A co mam widzieć?
Degard nie odpowiedział. Podrapał się po policzku, po czym usiadł starając przyjąć pozycję w której najlepiej się medytuje. Zaczął medytację.
- Co miałem widzieć? – ponowił swoje pytanie kupiec - Nie doczekawszy się po raz kolejny odpowiedzi zrezygnował. Postanowił się przespać.
*
Kiedy kupiec się obudził zobaczył, że jego towarzysz niedoli stoi nad nim. Bez żadnych krępujących go lin.
- Jak…jak ty to zrobiłeś? Czy ty jesteś magiem? - zapytał zdziwiony Tard
- Można tak powiedzieć – odpowiedział rozmówca i zaczął rozwiązywać kupca. Czar – ciągnął swoją wypowiedź – który został użyty aby mnie zniewolić okazał się zbyt słaby. Nie spodziewałem się, że takiego miasta będą chronić tak słabi magowie.
Tard wstał i zaczął masować swoje obolałe nadgarstki. Był związany tak mocno, że było widać grube czerwone pręgi.
- Dzięki, za co cię wsadzili? – zapytał
- To nic ważnego… Wiesz gdzie jesteśmy? W jakim więzieniu?
- Tak, to jest niewielkie więzienie na skraju miasta. Przecież widziałem jak tutaj wchodziłem.
- A mury? Możesz powiedzieć jak grube są te mury, i czy coś za nimi jest więcej?
Tard wykonał gest rękami pokazując grubość murów - o mniej więcej takie będą, chyba nie zamierzasz uciekać? Słyszałem o magach co niszczą mury, ale to chyba są bajki. Opowiadał coś takiego taki staruch w moim mieście…
Nagle usłyszeli kroki. Usiedli. Przyszło dwóch strażników z nowym posiłkiem. Oślepiło ich światło pochodzące z pochodni. Rzucili jedzenie. Inne dla Degarda, inne dostał Tard.
- Ile będę tutaj jeszcze siedział? – zapytał kupiec
- Poczekasz na wyrok, a potem zobaczymy – zaśmiał się strażnik.
Wyszli. Znów zapanowała ciemność. Degard mruknął coś, na jego ręce pojawił się malutki płomień ognia.
- Da nam to trochę światła. Jeśli chcesz to jedz też moje, ja nie mam ochoty. Wciąż czuje ból brzucha. Wszystko mnie boli.
Tard zaczął jeść, bo był bardzo głodny. Co za ludzie – myślał – może oni nawet jeść nie potrzebują, kto to wie czego oni się tam uczą. Szkoła dla magów powinna być zakazana. Kiedy zjadł swoją porcję zabrał się za jedzenie Degarda.
- A tak w ogóle to jak ty się nazywasz? – spytał jedząc
- Degard
- Czemu nie jesz? Masz dużo lepsze jedzenie niż ja
- Mówiłem ci już, nie mam ochoty
Po 15 minutach kupiec zobaczył, że jego nogi stają się sine.
- Co jest? Czemu one sinieją?
- Jedzenie.
- Co jedzenie?
- Pewnie było zatrute…
- Cooooo? Ja umrę, cholera jasna, zrób coś! Jesteś przecież magiem. Ulecz mnie, nie chcę umierać.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem. Jesteś kupcem prawda? Dlatego też dostane od ciebie za darmo jakiegoś konia i pomożesz wydostać mi się z miasta. Umowa stoi?
- Tak
Mag mruknął kilka słów i wykonał jeden szybki gest.
- To wszystko?
- Tak, na razie tak, lecz trzeba będzie to wykonać jeszcze ze trzy razy. Takie trucizny lubią ponawiać swój atak. A ten czar ją tylko osłabił.
Kupiec zobaczył jak jego nogi powoli odzyskują naturalny kolor.
- Teraz daj mi spokój, zajmę się wydostaniem nas stąd – powiedział Degard, po czym zamknął oczy.
Po pewnym czasie wstał, przyłożył prawą dłoń do muru i zaczął szeptać dziwne, niezrozumiałe słowa. Nagle mur zaczął się delikatnie kruszyć zaczynając od ziemi. Pęknięcia było coraz większe, zdawało się że dążyły do dłoni maga. Ściana pękła. Czarodziej osunął się na ziemię.
- Teraz reszta należy do ciebie. Zabierz nas stąd.
Tard wyprowadził czarodzieja przez pękniętą ścianę. Okazało się, że była noc. Po przejściu paru kroków z Degardem kupiec oglądnął się za siebie i zobaczył, że mur jest w całości. Swoje kroki skierowali do pobliskiego lasu.
- Stać! – krzyknął strażnik, który stał nieopodal
Zaczęli uciekać, lecz mag osłabiony czarem nie miał na tyle siły i potknął się. Wylądował prosto w kałuży. Tard został przy nim. Kiedy Degard się podniósł strażnik stał już przy nim i kierował miecz w jego stronę.
- Spokojnie, jakoś się dogadamy. Jestem Tard, na pewno mnie znasz. Puść nas wolno a sowicie cię wynagrodzę.
- Co takiego miałbym dostać?
- Mam niedaleko swój dom, posiadam dużo kosztowności, które mogły by cię zainteresować.
- Idę, lecz jeśli kłamiesz to zabije was
Doszli do miasta, Tard z Degardem szli trochę z przodu, przywiązani sznurem do strażnika.
- Załatw go – szepnął jak najciszej Tard
- Nie wiesz jak? Magia to nie miecz, którym możesz machać ile ci się podoba – odpowiedział mag
- Co wy tam gadacie? – ryknął strażnik
- Niedaleko już, to będzie tam, za rogiem – powiedział Tard
Doszli do niewielkiego domu, w oknie było widać niewielkie światełko, zapewne z lampy. Na krześle siedziała jakaś zgarbiona postać. Tard podszedł i zapukał. Otworzył mu drzwi krasnolud w okularach.
- Witaj Tard – ziewnął – co cię sprowadza tutaj w środku nocy?
- Witaj Kharze, przyszedłem w odwiedziny do starego kumpla. A poza tym ty chyba masz coś mojego, prawda?
- No tak, wejdźcie i usiądźcie przy stole, zaraz to przyniosę.
Pokój do którego weszli był niewielki. Na środku stał drewniany, okrągły stół. Na nim leżały jakieś papiery, które zdawał się czytać Khar zanim przybyli. W rogu stał regał z książkami, a zaraz obok niego krasnoludzkie, niewygodne łóżko Strażnik musiał być trochę pochylony, bo sufit znajdował się tak nisko. Usiedli na masywnych, drewnianych krzesłach. Następne pomieszczenie do którego wszedł krasnolud ginęło w mroku. Krasnoluda nie było bardzo długo.
- Idę zobaczyć, co on tam robi – powiedział strażnik, trzymając nadal maga i kupca na sznurze.
Wszedł do pomieszczenia, rozległ się szczęk żelaza. Jedno uderzenie, brzdęk spadającego żelaza, po czym drugie. Jakaś postać upadła. Po chwili wyszedł z toporem krasnolud.
- To tak załatwiasz rachunki Tard? Jest 3:0 dla mnie, nie wiem kiedy się wypłacisz… To co, napijemy się piwa?
Kiedy przybysze przytaknęli krasnolud poszedł znów do ciemnego pomieszczenia zapalając tym razem lampę. Po chwili zjawił się z trzema kuflami piwa. Postawił je przed nimi a sam usiadł na krześle, które zajmował strażnik. Po wypiciu kilku łyków, zaczął mówić.
- Trzeba będzie coś z ciałem zrobić. Tard, będzie jak zawsze?
- Tak, z tym nie będzie żadnego problemu
- Słyszałeś, że złapali jakiegoś maga? Dawno nie było tutaj żadnego. Livien go podobno nieźle załatwił. Ciekawe czy jeszcze dycha. Dobrze, że mamy takiego maga, przynajmniej nic nam nie grozi. Tamten podobno renegatem jakimś był
- Wyobraź sobie, że słyszałem. Powiedz mi, czy możemy się zatrzymać u ciebie na jedną noc.
- Tak nie ma problemu, ale…
- Zaraz, trzeba mu wyjaśnić kim ja jestem - rzekł Degard – to ja jestem tym magiem, którego ten elf pokonał. Livien? Zapamiętam. Powiesz mi gdzie go mam szukać. Tard – tutaj zwrócił się do kupca – nie mamy zbyt wiele czasu, niedługo zjawią się Nieśmiertelni po mnie
- Nieśmiertelni? – roześmiał się Tard – I co jeszcze? Przylecą na złotych smokach? A może sami mają skrzydła?
Wzrok maga sprawił, że kupiec już nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Dłuższa chwilę przerwał Khar
- Napijmy się jeszcze – po czym poszedł po następne kufle piwa.
Napili się po czym poszli spać.
*
- Czas się pożegnać, do zobaczenia Khar – powiedział na pożegnanie mag
- Żegnajcie - odpowiedział krasnolud, który wyszedł im na pożegnanie
Odjechali w stronę miasta. Degard zarzucił kaptur na swoja głowę, aby nikt nie mógł go rozpoznać. Obawiał się już przybycia Nieśmiertelnych.
- To tutaj – powiedział Tard, kierując się w stronę pobliskiej karczmy - tutaj zatrzymałem się, póki ta baba mnie nie oskarżyła.
Karczma „Pod jednookim jastrzębiem” nie była zbyt okazała. Obok starych, odrapanych drzwi wejściowych stała ławka, a na niej siedział pijany mężczyzna, trzymając w ręce kufel do połowy zapełniony jakimś trunkiem. Kiedy weszli do drzwi uderzył zapach starego, podgniłego drewna, oraz wielki hałas jaki zwykł panować w tym miejscu. Podeszli do barmana, który stał za wielką, brudną ladą, obok siedziała jakaś postać w kapturze, która piła leniwie piwo. Tard przywołał barmana, ten dał mu klucze po czym oddalił się bo ktoś chciał następne piwo. Poszli wraz z magiem krętymi, skrzypiącymi schodami na dół.
- Sprytne nie? Kto by pomyślał, że taki majątek mogę schować w tej marnej karczmie. I do tego w piwnicy
- Zatrzymałeś się w piwnicy? Jesteś kupcem, pewnie masz pełno kasy
- Tutaj było taniej… A na pewno bezpieczniej! Tak, Degard, w dzisiejszych czasach trzeba trochę myśleć. Mam tutaj coś dla ciebie. Zobaczysz jakie cudeńko. Kto mógłby wpaść na coś takiego? Żeby szukać w piwnicy?
- Szczury… - zaśmiał się Degard zerkając na pogryzione pakunki – Mam nadzieje, że to cudeńko nie było do jedzenia
- Cholera… Miałem tam ubrania… Dobrze, że monet nie zjedzą te małe diabły – rzekł ze złością kupiec usiłując kopnąć przebiegającego szczura.
Zaczął rozpakowywać pakunki. Na szczęście niewiele rzeczy zostało pogryzionych. Z jednego wyciągnął jednoręczny miecz. Rękojeść była zdobiona jakimiś tandetnymi krasnoludzkimi malunkami, lecz jednak samo ostrze stanowiło świetną robotę. Był to doskonały przykład na to, że krasnoludy nie powinny zajmować się sztuką, a wyrobem broni.
- Dał mi to jakiś krasnolud, który nie miał kasy na interesy ze mną, hehe – zaśmiał się kupiec
- Bierz te rzeczy i zabieramy się stąd. Musisz mi jeszcze dać konia
- Nie pomożesz mi? – mruknął Tard starając się podnieść wszystkie rzeczy na raz.
- Wezmę miecz – odpowiedział Degard –chowając pod swoją szatę.
Kiedy wyszli, w karczmie było bardzo cicho. Na środku stało 3 wysokich strażników więziennych, uzbrojonych w proste miecze. Żaden z nich nie miał zbroi, ani niczego co mogło ich chronić przed uderzeniami. Widocznie polegali na swoich umiejętnościach szermierczych.
- Szukacie panowie kogoś? – krzyknął Degard
- Idioto co robisz? – syknął Tard
- Łap – mag rzucił miecz w stronę kupca, który go niezręcznie złapał
Degard podbiegł w stronę strażników a ci wyciągnęli miecze. Mag zręcznie wykonał gest i uderzyła w nich fala powietrza, która strąciła ich z nóg. Spadając zniszczyli stoły, które stały obok. Jeden mocno przeciął się na szkle z rozbitego kufla. Pozostali dwaj szybko wstali, zabrali swój oręż i zaczęli ostrożnie się zbliżać w stronę przeciwnika. Pierwszy ciał z góry, lecz jednak mag zdołał się uchylić. W tym czasie doskoczył do niego Tard i na wysokości pasa pchnął go mieczem. Tard wypuścił swoją broń, która spadła wraz z martwym strażnikiem. Ostatni ze strażników zaczął uciekać. Kiedy był już przy drzwiach uderzyło go magiczne uderzenie Degarda. Wyleciał przez wyłamane drzwi. Po chwili przez próg karczmy przeszedł elf ubrany w białą szatę.
- Spotykamy się znowu… - powiedział z zadowoleniem
- Tak, tylko tym razem nie dostanę w plecy. Tego cię uczyli? –odrzekł Degard
- Każdy sposób jest dobry. Walcz! - krzyknął Livien
Degard wykonał po raz kolejny czar pchnięcia, lecz Livien odbił go w stronę pobliskich stołów, które się przewróciły. Elf odpowiedział uderzając kulą energii która trafiła maga prosto w brzuch. Ten zgiął się i upadł.
- To co, to by było na tyle? Kolejnego mniej…
Nie zdążył skończyć zdania bo w tym czasie pobiegł na niego z mieczem Tard. Lekkie pchnięcie i wylądował z ladą barmańską. Tam gdzie reszta, która nie zdążyła uciec, schowała się. Livien w tym czasie podszedł do Begarda i podniósł go.
- Trzeba to załatwić w normalny, nie magiczny sposób – powiedział wyciągając sztylet
- O tak – odpowiedział Degard uderzając go głową w jego nos.
Elf upadł, a z jego nosa zaczęła się lać krew. Lekkie uniesienie rąk, ręce Liviena powędrowały do jego szyi. Zaczął się dusić.
- To jeden z czarów, których was nie uczą – zaśmiał się Degard, po czym powiedział coś jeszcze a Livien znieruchomiał – zapamiętaj to imię, Degard, pochwal się swoich mistrzom.
Mag w szarej szacie skierował swoje kroki w stronę lady barmańskiej.
- Możecie już wychodzić.
Podszedł do Tarda i pomógł mu wstać. Idziemy do stajni po twoje konie. Nic tutaj po nas.
*
- Degard, zabiłeś go? – po dłuższej ciszy zapytał Tard dorzucając drewno do ognia, na którym smażył się sporej wielkości królik
- Nie, tylko zrobiłem to samo co on mi. Tylko mój czar obezwładniający będzie trwał trochę dłużej. Jego mistrz go uleczy. Jak tam twoje nogi?
- Miałeś mnie leczyć, ja zapomniałem, Degard, co teraz będzie? Potrafisz to leczyć? – Tard szybko zaczął podwijać nogawki swoich spodni.
- Nie, oszukałem cię. To była tylko iluzja wytworzona przeze mnie. Tak nigdy byś mi nie pomógł. Przepraszam – roześmiał się mag – zdejmij tego królika bo się spali, a tego już nie potrafię uleczyć.

Podpis: 

ble 2 lipca 2005
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Artykuły pierwszej potrzeby - z ostatniej chwili! Kwiat w butonierce Topielec
Wydarzenia Spotkanie w tramwaju - co może z tego wyniknąć? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 156Sponsorowane: 150Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.