http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
55

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

  zabawa pomiędzy dwoma facetami  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We listopadzie nagrodą jest książka
Gra anioła
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Specjalne miejsce

Miejsce wyglądało tak samo jak zwykle. To znaczy – niezwykle. (opowiadanie lekko fantastyczne)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
514
użytkowników.

Gości:
514
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 22344

22344

młodość nie radość (I)

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
06-01-27

Typ
P
-powieść
Kategoria
Przygoda/Melodramat/Psychologia
Rozmiar
17 kb
Czytane
1958
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
06-01-27

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Kuguar Podpis: Kuguar
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
owoc przemyśleń, nie jest to jakaś perła literacka, ale zobacz sam(a)

Opublikowany w:

deniut

młodość nie radość (I)

Stało się, przekleństwo czasu wpychalo mnie w drzwi dorosłosci, a ja rękami i nogami zapieralem sie o futrynę. Nie, nie krzyczaly moje usta... nie, nie pomagalo. Ciało moje, ale jakby nie moje. Życie moje, ale jakby nie moje. Czas poważnych decyzji, życiowych wyborów, ogromnych sukcesów i jeszcze większych porażek schwycil mnie za kark, strącil na kolana, a następnie kazal wybierac. Pot, czułem się jak wielki por wydzielający hektolitry plynów. Cóż począc. A czas stal nade mną niczym kat, odmierzając takt. Wiele opcji jawilo się przed moim obliczem, lekarz, prawnik, polityk, policjant, grabaż, żebrak. Presja wyboru paraliżowala mnie, stalem z wyciągniętą dłonią, niczym w gęstym kisielu nie mogąc wykonac ruchu. Rzucalem tylko oczami, olśnienie nie przychodzilo. Nie potrafiłem znalesc mojej opcji, tej jednej wymarzonej, pozwalającej poczuc się panem swojego losu. Opcji pozwalającej mi choc na chwilę wzbic sie ponad tłum, poczuc się jak Bóg, nawet za najwyższą cenę. Nie chcę byc szarym żuczkiem przez całe życie, ale nie zadowoli mnie tani poklask skamieniałych, tylko poczuc się panem samego siebie, chcę tylę i nic więcej. Ponad wszystkim niczym Ikar, mój góru, ideał. Nic takiej gwarancji nie dawało. Zacząłem drżec, trzęsłem się okropnie. - Aaaaaaaaa. Obudziłem się, to był tylko sen, ha tylko sen. Rozejrzalem się, chwila zastanowienia, a jestem w kabinie pędzącego do Holandii Volvo.
- Co ci się śniło kurwa, jęczałeś i krzyczaleś jakby ci w tyłek sztychówkę wkładali. Hehe- Wujek zza kierownicy zaśmial się z swojego żartu, jak zawsze tylko on.
- Nic.- Znowu ten sen, nie daje mi spokoju już od kilku tygodni, budze się z jeszcze większym zmęczeniem niz przed nocą. Po co jadę do Holandii? Nie, nie do pracy. Na wakacje, na tydzień do ojca. Matka w związku z tym, że skończylem szkole i przeszedłem egzaminy wstępne, popracowałem prawie dwa miesiące, pozwolila wyjechac z niespodziewaną wizytą. Sam nie wiem, boje się, że to co tam zobacze odbiegnie znacznie od tego co on opowiadał.
- Co tak dumasz? Chodz do przodu jak nie śpisz. Jadę z tobą to nie będę bral tirówek.- Ciężko mi wygramolic sie z tyłu, ale trudno musze, usadowiłem się elegancko i patrzyłem przed się.
- Hola, ale znowu nie zachowuj się jak one, jakbyś mial caly czas pelne usta. Hehehe.- Mężczyżni względem siebie wytworzyli pewnego rodzaju więz, o swich występkach mogą mówic otwarcie, zawsze pewni dyskrecji.
- No jak? Świeży studencik, popatrz jak ten czas zapieprza, kurwa aż łza sie kręci w oku. Jeszcze niedawno taki masiupki byleś, a tu ja pierdolę, chłop.- Jego zdania zamykają się kropkami i kurwami, nieoficjalnie, w towarzystwie robi denerwujace eeeeeeeee.
- No, wujek. A ile tu biorą tirówki?- Każdy, zna się przynajmniej na jednej rzeczy, potrafi zafascynowany godzinami opowiadac o tym, nie poznając, że słuchacz już dawno poddał się falom znudzenia. Ja obecny byłem ciałem i nie chciało mi się wszystkiego, ale zając musiałem jego. Temat wuja ulubiony, a ja od konwersacji byłem już zwolniony.
- Zalezy, laska czy dymanie? Czemu pytasz? Chcesz moge wziac dwie pobawimy sie, stara ostatnio jakas nie do życia, co przyjade ketchup, a jak przechodzi to i tak jakbym worek walił. Szczęście jeszcze jest praca, tu się mogę wyżyc.- Szczery jest aż do bólu.
- Nie, dzięki wujek.
- Twoja strata, ja w drodze powrotnej sobie poużywam. W twoim wieku żadnej nie odpuszczalem, jebalem jak królik. Musisz wiedziec, że wystarczy je umiejętnie podejśc, a będą walic się jak domy w Armenii.Hahaha.- Jego teoria, efekt swiadomego życia przez czterdziesci kilka lat. Kurde, jeszcze tyle kilometrów muszę z nim "rozmawiac". Wiem, że jak wysiąde będe kurwic jak on, na razie pobawię sie z nim. On jest niczym byk ,trzeba mocno wbic szpadę w kłąb, a będzie brykał językiem nie zważając na otoczenie.
- A walileś kiedyś we dwóch jedną?- Znam tę historię na pamiec, ale on uwielbia ja opowiadac, mówi ja zawsze i wszystkim, ale nigdy nie pamięta czy akurat tej osobie już to wyznał.
- Ha, akurat że tak, to byl gdy wyszedlem z wojska...Historia, jest prosta jak budowa cepa. Miał dziewczynę, a ona chlopaka, raz się pomyliła i zaprosiła obu. Dogadali się dzielni trepi, wojacy, trzezwi wracający z pracy i przelecieli ją na cacy. On jednak potrzebuje na to godzin, opisuje detale, zastanawa się nawet jakiego koloru była kapa na łóżku, albo szukał porównania dla sceny.- Zeby to ładnie okreslic. No, jak psy sukę, no to jest dobrę, jak psy sukę.- Oryginalny wujek, w końcu dotarlem do Holandii, adres mialem na kartce po angielsku dogadywalem sie z ludzmi i w końu trafilem. Paskudna nora, na ulicy coś tam terefere chuje terefere. Znalazlem mieszkanie, okaząlo sie zagawrowane przez Polaków, ale nie przez mojego ojca, po wyjaśnieniu sytuacji jakiś Wladek dal mi wlaściwy adres, Boże dzięki ci za tych Wladków. Poruszając sie podłóg jego wskazówek, trafilem. Dzielnica z domkami jednorodzinnymi, równa trawa, żywoplot, wszystko się zgadzalo, ale się senior urządził. Okolica była niczym ze zdjęcia w kolorowym czasopiśmie, sielanka, idylla, kurwa raj. Zadzwonilem, otworzyło mi jakieś dziecko, no zgadza sie ale niezupelnie. Zdezorientowany zapytalem.
- Adam Kolodziej lives here?- Dziecko przeanalizowalo pytanie.
- Yes, wait a minute.- Wystrzelilo przez korytarz chyba do kuchni. Po chwili wyszedł on, zdębiał. Zamknął drzwi za sobą, po czym szybko odzyskal kontenans.
- Czesc, nie spodziewalem się ciebie.
- Ja też się cieszę, że cie widzę. No, proszę, podwójne życie Adama Kołodzieja.
- Nie oceniaj mnie, na podstawie tego co widzisz. Chodż przejdżiemy się.- Dziwny spokój opanował mnie, niczym szachista przed wiszącym w powietrzu matem, nieważne co się stanie i tak po grze. Kombinuj, lawiruj, mat jest nieunikniony. Zgodzilem się. Podążaliśmy równiutkim chodnikiem, twarz smagal nam ciepły wiatr, a ojciec tłumaczył:
- Pewnie myślisz, że jestem świnią...
- Lepiej tego ując nie można.
- Popatrz na to z drugiej strony. W Polsce dostajecie pieniądze, ja tu mam perspektywy, wy wyobrażenie i wspomnienia. To nie byl dla mnie prosty wybór, ale kocham Eileen, z bólem wybralem to miejsce z dala od domu. Tu jestem kimś, a nie tępakiem po zawodówce, mam swoja firmę. Jestem czlowiekiem. Nie miej mi za złe, że chcialem lepiej...
- Dla siebie.
- Masz rację, ale też i dla was. Ale widzę, że mnie nie zrozumiesz.
- Popatrzcie, troszczysz się o to żeby ktos ciebie zrozumiał. Zawsze było tak, że to tylko ty masz rację.
- Nieprawda nie zawsze musialem miec racje.
- To sobie przypomnij, np. gdy na krzyżówce, na podwójnej ciągłej wyprzedzałes...
- Ale on mógł spojrzec w tył.
- No własnie o to mi chodzi, ty i tylko ty, no i racja po twojej stronie.
- Nie wmawiaj mi, że zawsze musze miec racje gdy wiem, że tak nie jest.- On jest nie do przebicia, nie przegadasz i tyle. Wybuchnąłem smiechem,rechotałem jak ostatni idiota.
- Dobrze, jak to przelkniesz wróc na chwilę do domu, powiem Eileen o siostrzeńcu, dam ci sowite kieszonkowe. Żałowac nie będziesz, ale zostac nie możesz.
- Idż już.- Zniknął z powierzchni omiatanej wzrokiem. Właściwie spodziewalem się czegoś podobnego, ale czemu zaskoczyło mnie to dziecko? Nic strasznego przecież nie zrobiło, ale jednak...Może dlatego, że jego wiek symbolizuje lata jakie żyliśmy z matką w nieświadomości, bałamuceni czczymi obietnicami powrotu przy okazji jego świątecznych przyjazdów, coraz żadszych zresztą. Bo sam fakt jego istnienia nie budził we mnie specjalnego oburzenia. Nici z mojego wypoczynku u boku ojca, nici w ogóle z ojca. Tak latwo mu to uszlo. Podnioslem głowę, znalazlem się na skraju niewielkiego lasku, daleko od zabudowan. To lubię, sam na sam z niezmiennym. Kościól ludzki, gówno, jak można się opierac na czymś tak wątłym. Czlowiek jest jak ruch drogowy obserwowany ze schodów monumentu Vittorio Emanuele II, tysiące pojazdów, wszystko podąża w sobie tylko znanym kierunku. Po dłuższej obserwacji wydaje się, ze niczym nas nie może już zaskoczyc, a jednak, zawsze pojawi sie nietypowy samochód, dłuższy zator, radiowóz. Spektakl jest nie powtarzająca sie kombinacją tych samych elementów. Nurzyc może jego nieprzewidywalnośc, ale gdy się nad tym zastanowic, w każdym budzi niepokój, drugi człowiek, kiedyś bliżni, dziś...? Boże chcę w ciebie wierzyc, tylko ty możesz byc oparciem dla człowieka. Oni napawaja mnie strachem.Niby wiem gdzie ciebie szukac, ale nie umiem znależc. Zapomnialem sie w daremnych rozmyślaniach, ale wiem już co zrobię. Drogi do domu "ojca" nie pamiętam, do domu trafiłem bez problemu, przyjęty jako siostrzeniec jadący do Anglii. Minął teatr, nadeszła chwila prawdy.
- Tak, dzięki za te pieniądze. Pojadę stopem, żeby matka sie nie domyślila czemu tak szybko wracam.
- No, a teraz przepraszam, ale musisz już iśc.
- Żegnaj.- Powoli wychodziłem rozglądając się. Z kuchni wypadla Eileen w ręku trzymala prowiant na drogę.
- I have prepared it for you.
- Thanks, I think that my dad could not find a better third wife. I have to tell about it my younger sister, she will love you. Bye now. Have a good life with this casanova.- Zamurowało ją, Adam zdębiał, dwie figury woskowe, rozkoszny widok. Wyszedlem tryumfalnie.
Stopa złapałem bardzo szybko, jakis Adam pracował przy cebulkach tulipanów, przy ich segregacji. Teraz kupił stiuningowanegoVolksvagena Golfa IV i wracał do swojej dziewczyny.
- Silnik 2,5 litra benzyna. Przyspieszenie do setki w niecałe dziesięc sekund, ponad sto pięcdziesiąt koni. Plus dodatkowe bajery, które wszystko co powiedzialem zwiększają o około dziesięc procent. A więc...- Nic tylko silnik, auto, ale muszę przyznac, że rozumiałem jego zachwyt. Cos tak precyzyjnie zaprojektowanego, że jest niemal swiadome, gdy na cos cierpi, zaraz pokazujac to na komputerze. Będącym projektorem stanu wewnętrznego, uzewnętrzniaczem. A sam silnik, niczym zywy organizm, potrafi zmieniac zgromadzoną energię w ruch. Tętni swoim mechanicznym życiem, tłokiem, sercem bijącym raz szybciej raz wolniej. Chrapliwe mruczenie potężnej mocy towarzyszyło wykładowi anatomii cacka, w którego wnetrzu zaszczyt mielismy się znajdowac. Zawsze fascynowały mnie dwa zawody lekarz i mechanik, są niczym demiurdzy, potrafią zużyty element zatąpic surogatem, który jednak spełnia godnie swoje zadanie. Silnik budzi większy respekt, doskonały twór rąk ludzkich, potrafiący latami służyc, niezależnie od warunków, miarowo wykonując swoją syzyfową pracę. Czasami chodziłem do warsztatu znajomego, aby popatrzec na rozbebeszone trzewia jakiegos pojazdu, składane misternie w całosc. Porównywac pojazd przed i po naprawie. Oglądac wymanę klocków, płynów, wałków, pasków rozrządu...Wielu wydawac się może to normalne, ale sam trud, kombinacja, aby zastąpic daną czesc, czyms podobnym, ale tańszym. łatane, dopasowywanie, spawanie, cud stworzenia dziejący się przed tobą. Szlifowane, matowanie, czyszczenie, malowanie, suszenie, polerowanie, plastyczna operacja auta, odejmująca mu kilka lat. Jeżeli robota jest dobrze wykonana laik nie pozna się na niczym, tak można teoretycznie niemal w nieskonczonosc liftingowac image auta. Tu przejawia się długowiecznosc metalowej puszki.
- Wiesz sama prędkosc ne budzi we mnie żadnego dreszczyka emocji, przyzwyczajsz się do tego. Czy kiedys stówa maluchem, stopięcdziesiąt felą, czy teraz dwiescie pięcdziesiąt. Zapomina się o tym, prędkosc usypia, ale przyspieszenie to co innego. Wciskanie w fotel, odplyw krwi, przechył Loli. Zmiennosc, w każdej sekundzie twoje wnętrze poddawane jest innym siłom, swiat nie jest ciągłoscią. Zapomnialem ci powiedziec, zawsze nazywam swoje cacka, a imiona żeńskie jakos najbardziej pasują. Lola ma niesamowte przyspieszenie, nigdy czyms takim nie jezdziłem, koledze w Holandii raz pusciła farba z nosa przy nabieraniu prędkosci.
- Tak, mi też się w głowie zakręciło
- To jeszcze nic, zjedziemy teraz zatankowac na chwilę i pózniej ci pokaże.- Na stacji zgłodniały zjadłem niezdrowego hamburgera, popijając równie niezdrową colą bez cukru i zagryzając tłustymi niezdrowymi frytkami. Poczułem, że jestem bardzo niezdrowo najedzony, ale byłem pysznie niezdrowo najedzony. Gdyby zdrowe jedzenie było w połowie tak dobre jak to zjedzone własnie przeze mnie to nie byłoby problemu. Adam szybko zatankował i wskoczylismy w kubełkowate w fotele, opielismy nasze ciala pasami zakladanymi w dziwny sposób. Mianowicie zakładało się je od góry sztywne i zapinało się z dwóch stron, można przy odrobinie wyobrazni porówanc do skrzyżowanych szelek. Nieważne, wystartowalismy, dosłownie. Opony trzymaly się idealnie, bez żadnego palenia, żadnej straty ruchy, gaz, ruch, przyczyna, skutek. Wskoczylismy na autostradę z prędkoscią szescdziesiąt na godzinę.
- Teraz patrz.- Już się bałem, redukcja do dwójki, przełożenie, ciało przyssane do twardego siedzenia, trójka, sprzęgło, wskazówka prędkosciomierza pędziła przez tablice niczym sekundnik. Czwórka. Niedobrze, niedobrze mi, pieprzone żarcie.
- Nieżle daje co?- Zadowolony kierowca nie popuszczał. Piątka. Hamburger. Dwiescie przekroczone, szóstka, lewym pasem mknelismy niczym odrzutowiec mijając, podkreslam mijając niemal stojące samochody. Dwiescie szescdziesiąt. Szum powietrza nie pozwalał spokonie myslec, nie mówiąc o rozmowie.
- Dobrze ciągnie. Dalej maleńka.
- Aha.- Wydukałem. Lewy pas był nasz, jeżeli jakis maruder zabłąkal się na niego, mrugnięcie swiateł mknącego golfa oznajmiało mu kto tu "panuje".
- Proszę możesz zwolnic. Mdli mnie.
- Przejdzie ci, teraz nie mogę, jakis niemiecki kozak w passacie mysli, że mnie wyprzedzi. No dajesz, dajesz.- Desperacja kazała mi wyjąc worek i zwymiotowac do niego. Niemiły nozdrzom smród wypełnił sportowe przytulne wnętrze.
- Kurwa co ty robisz. Wyjeb to gówno.- Wcisnął przycisk otwierający szybę i po mojej stronie opusciła się maksymalnie. Wiatr chciał mi urwac prawą stronę, ale w zamian poczęstował go workiem taniego żarcia ze stacji. Wyrzuciłem jak najdalej i obruciłem się. Zawartosc zaparkowała na szybie jakiegos rodzinnego kombika, zajmując bardzo kierowcę.
- Teraz nie zwalniaj.- Niczym uciekająca kałamarnica wyrzucilismy tusz, teraz musielismy zmienic miejsce, aby drapieżnicy nas nie dopadli, mianowicie policja.
Dalsza droga obyla się już bez przygód, zdzierżyłem ją godnie, jeszcze tylko raz zwróciłem cos. Cięzko powiedziec co, ale możliwe, że resztę frytek. Przekroczylismy granicę, Adam jechał do Warszawy.
- Gdzie cię wysadzic?
- Wiesz co, dawno nie bylem w Warszawie. Mógłbym się zabrac z tobą?
- Nie ma sprawy.- Przez Polskę jazda szybkim samochodem niczym się nie rózni od jazdy wolniejszym. W większosci przypadków, trzeba jechac tak jak najsłabsze ogniwo. Trasa byla bardzo męcząca, na kilka godzin Adam pozwolił mi prowadzic, a on w tym czasie położył się obok.
- Pamiętaj bez szaleństw.- Podróż była przyjemna, auto posłusznie reagowalo na moje rozkazy. Wkrótce dojechalismy do stolicy.
- Wysadz mnie gdzies w centrum.- Stałem pod pałacem Kultury i nie mogłem nadziwic się brzydocie miasta. Wieżowce przetykane kamienicami, nowoczesnosc umorusana rozkładem starosci. Pomieszanie stylu wschodniego z zachodnim, ogromny fallus, dar Sowietów i zgrabniejsze fallusy zachodniego kapitalu. Chciałem cos zjesc po wycieńczającej podrózy, zwykly obiad. Szukałem, ale znalzłem same kebaby, pizze, zapiekanki, hot-dogi, kuchnia angielska, francuska, czeska, każda, ale kurwa nie polska. W centrum polskosci nie mogłem znalesc jakze swojskiego dania, mianowicie pierogów ruskich. Po długich poszukiwaniach rzucił mi się w oczy, mały smierdzący bar mleczny, naprzeciwko pałacu kultury i nauki. Chodzilem jeszcze ulicami rozglądając się, nienasycony wchlaniałem otoczenie. Najnowoczesniejsze, największe miasto tylko potwierdza swoją brzydotą, niepoukładanoscią, szaroscią jak daleko nam do reszty swiata. Jednoczesnie jak ta pogon nas poniża, nie ma sensu gonic za czyms co mizdrzy się gdzies daleko bez nadziei osiągnięcia celu. Warszawa jest jak papka, wymiociny róznych klutur, pomysłów, przypadku, nie ma nic z dostojeństwa prawdziwej stolicy, a jej strojenie się w nią tylko ją osmiesza i odziera z resztek godnosci. Jej duma opiera się na historii, a historia na dwóch nieprzemyslanych decyzjach, te dwie decyzje na naiwnosci. Powstanie Warszawskie, które dopaliło zgliszcza nepotrzebnej obrony z 39 roku. W ciągu kilku lat dwa kataklizmy przetoczyły się ulicami tej miesciny, pozbawiając ją uroku, wdzięku. Czy jest sens bronic murów rękami cywila, gdy był rozkaz dla sił zbrojnych do wycofania się, gdy Niemcy zrzucali ulotki z informacją, że obrona nie ma najmniejszych szans. Historia w szkole uczy, że oczywiscie, bylo to bohaterstwo, logika, że szaleństwo. Nie, jednak trzeba bronic honoru, pózniej w 44, któż wysłał diamenty na barykadę, poswięcając ich i wbijając nóż w plecy miastu. Tak więc Warszawiacy, tylko duma wam pozostała, bo miasto jakie jest każdy widzi.
Niedługo zabawilem w niej, nazajutrz wyruszyłem do mojej małej ojczyzny. Po drodze w pociągu chwyciła mnie mysl, każdy czlowiek ma swój temat. Swoje epicentrum o którym opowiada, od którego odchodzą wstrząsy życia. Epicentrum to prostytutki, Golf IV, polityka, to motor życia, ciągnący resztę do przodu. Ja jednak jestem niczym mała dziewczynka, zawsze gdy cos mi się spodoba widzę lepszego lizaka, lepszą zabawkę, lalkę z lepszym kenem. Koło nie ma końca, a ja w zawieszeniu balansuję, smakując, próbując, niby to, może tamto, a w końcu ta nicosc chyba najbardziej mi się podoba. Szukam, błądze nie po to, żeby znalesc, ale dla samej czynnosci. Momentami, jednak trochę jest to męczące. Przychodzi czas zmęczenia materiału, a on nie ma w niczym oparcia, w próżni eksploatuje się szybciej.

Podpis: 

Kuguar XII. 2005
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Posłannictwo z gwiazd Marzyciele Podstęp
Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli. Historia trudnej miłości, która powraca po latach.
Sponsorowane: 50Sponsorowane: 20
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.