http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
55

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

  zabawa pomiędzy dwoma facetami  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We grudniu nagrodą jest książka
Franny i Zooey
J. D. Salinger
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Specjalne miejsce

Miejsce wyglądało tak samo jak zwykle. To znaczy – niezwykle. (opowiadanie lekko fantastyczne)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1281
użytkowników.

Gości:
1281
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 29771

29771

Shina - część VII

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
06-12-25

Typ
P
-powieść
Kategoria
Przygoda/Przyjaźń/Fantasy
Rozmiar
21 kb
Czytane
2666
Głosy
10
Ocena
4.95

Zmiany
08-12-09

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: Beata Podpis: Beata
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Shina, Ari i Gimmel opuszczają potajemnie Fallvitnir i po paru dniach podróży docierają do rodzinnej osady. Wszelkie uwagi mile widziane.

Opublikowany w:

nigdzie

Shina - część VII

Część VII


Jechali zdecydowanym kłusem. Nie oglądali się za siebie. Bezbronni, z rannym towarzyszem z trudem utrzymującym się w siodle. Mogli tylko modlić się w duchu, by nikt z Fallvitnir nie zauważył ich potajemnego opuszczenia miasta i by nie wyruszył w pogoń.
Mijały kolejne, pełne napięcia minuty. Słońce malowało pięknymi, brzoskwiniowymi barwami niebo na wschodzie, chłodny wiatr niósł ze sobą rześkość poranka. Ponaglane konie posapywały cicho, ich kopyta stukały głucho o ziemię. Na przedzie truchtał Kazan.
Shina instynktownie dostosowała się do ruchów wierzchowca. Wyprostowana, przez dłuższy czas nie spuszczała wzroku z jadącego przodem Gimmela.
Zastanawiała się nad jego słowami. On domyślił się, że zraniono Ariego celowo. To nie był przypadek. Co więcej, ten, kto podniósł na chłopaka rękę, chciał ukryć swój atak. Śmierć Senasyjczyka miała wyglądać na działanie napoju Prawdy. Nikt nie mógłby zarzucić Erovanom złamania dawnych obyczajów. Ani ona, ani Gimmel nie udowodniliby, że młody towarzysz zginął z ręki goszczących ich wrogów.
Niby wszystko było proste i oczywiste, lecz wnikliwy umysł Shiny nie pojmował jednego: dlaczego ktoś zaatakował właśnie Ariego? Dlaczego zapolował na niepozornego, niewiele wartego zająca, skoro mógł zabić potężną, imponującą łanię?
Przecież Ari był nikim. To ona miała wrócić na pustynię i przewodzić znienawidzonemu plemieniu. Gdyby tylko Erovańczyk chciał, jednym pchnięciem noża pozbawiłby Senasyjczyków szczególnej dziewczyny. Dziewczyny, która była ich przyszłością.
Czyżby zaatakował dla zwykłej chęci zabicia? Nie mógł znieść obecności obcych w jego mieście i wybrał najłatwiejszą ofiarę?
Przecież Ari został sam w stajni. Towarzyszyły mu tylko konie.
To nie było rozsądne. Stał się zbyt łatwym celem i ktoś skrzętnie to wykorzystał. Później napastnik starał się ukryć swoją zbrodnię, dlatego ocierał ranę grubym materiałem. Nie chciał, by koszula chłopaka splamiła się krwią.
Jednak pies go przegnał.
Shina zacisnęła zęby. Gdyby nie Kazan…
Ponagliła nieco konia. Zrównała się z Gimmelem i bezwładnie opierającym się o niego Arim. Zerknęła w twarz starszemu z towarzyszy. Był spięty i skupiony. Patrzył w dal, na równy, pokryty coraz rzadszą trawą, horyzont.
Nie odezwała się. Nie miała mu nic do powiedzenia. To on powinien jej wszystko wyjaśnić.
Słońce górowało nad nisko wiszącymi chmurami, a oni nadal jechali przed siebie. Chcieli zapomnieć o Fallvitnir i jak najszybciej dotrzeć do rodzinnej osady.
Shina po raz kolejny spojrzała na Gimmela, po czym przeniosła wzrok na Ariego. Miał spuszczoną głowę, ręce z ledwością zaciskały się na łęku siodła. A jego pas…
– Gimmel, zatrzymaj się.
Drgnął, wyrwany z zadumy.
– Co?
– Zsiądź – przyciągnęła ku sobie wodze wierzchowca i zeskoczyła na trawę. Wygrzebała z torby małe zawiniątko.
Mężczyzna posłuchał jej rady. Dopiero teraz dostrzegł to, co zauważyła wcześniej Shina. Lewy bok koszuli Ariego był przesiąknięty krwią. Ciemna plama zabarwiła też pas jego spodni.
Pomógł zsunąć się towarzyszowi z siodła. Chłopak runął bez sił na piasek.
Gimmel kucnął tuż obok niego. Poluźnił szary pas, uniósł koszulę i odplątał nasączony krwią supeł. Ściągnął z szyi swój własny szal i zdecydowanie rozerwał go na pół. Milczał, lecz był wyraźnie zaniepokojony stanem Ariego. Miał powody do obaw, młody Senasyjczyk wyglądał tak, jakby już przebył połowę drogi do krainy przodków. Od niego zależało, czy chłopak zawróci, czy będzie kontynuował duchową podróż ku wieczności.
Shina zbliżyła się, wyciągnęła ku niemu zawiniątko.
– Obłóż tym ranę.
Wziął od niej paczuszkę, zajrzał do środka.
– Krwawnik.
– Tak. Pomoże w gojeniu.
– Najpierw musimy zrobić coś, by powstrzymać krwotok – przycisnął róg szala do rany i spojrzał Ariemu w twarz. – Ma gorączkę. Daj mu trochę wody.
Shina nawet się nie poruszyła. Ani myślała dotknąć się do tego drania.
Gimmel dostrzegł jej niemy protest. Uniósł głowę. Brązowe oczy błysnęły irytacją.
– Na co czekasz?
Zacisnęła dłonie w pięści.
– Dość już dla niego zrobiłam.
Gimmel natychmiast wyczuł płynącą od niej złość. Spuścił wzrok, zapatrzył się w pokryty mokrą czerwienią bok chłopaka.
– Sam sobie nie poradzę. Daj mu pić. Nie mogę dowieźć do osady trupa.
Dziewczyna wciąż się wahała. Na nowo przeżywała to, co spotkało ją w zajeździe.
Nie!
Odwróciła się na pięcie i podeszła do konia. Usiadła na ziemi, całkowicie ignorując kręcącego się w pobliżu Kazana. Patrzyła z uporem na zwróconego do niej plecami Gimmela. Mocował się z opatrunkiem. Szło mu to bardzo opornie, nie mógł jednocześnie posypywać rany sproszkowanymi, suszonymi roślinami, przytrzymywać materiału i wiązać pasów. Nagle nacisnął zbyt mocno i Ari stęknął boleśnie. Otumaniony, chciał wstać, lecz towarzysz cudem odwiódł go od tego pomysłu. Chłopak padł z powrotem na piasek. Przez jego ciało zaczęły przetaczać się coraz dokuczliwsze, naprężające mięśnie, dreszcze.
Gimmel widział, że stan Ariego gwałtownie się pogarsza.
Odwrócił się.
– Na bogów, Shina!
Dziewczyna prychnęła pod nosem. Niewiele myśląc, wstała, odczepiła od juków na wpół opróżniony bukłak i podeszła do Ariego. Kucnęła obok, przyłożyła worek do jego ust.
– Pij! – rozkazała.
Chłopak zakrztusił się.
Natychmiast zrozumiała, że on nie miał siły wykonać jej polecenia. Był spocony, rozogniony, patrzył na nią niezdrowo błyszczącymi oczyma. W jego wzroku nie było nienawiści, gniewu ani odpychającego chłodu. Ze źrenic wyzierał strach, ból i oszołomienie. Nie miała pewności, czy w ogóle pojmował, kto mu pomagał.
Gimmel się nie mylił. Ten chłopak znajdował się na granicy śmierci. Musiał coś wypić, by uzupełnić ubytek straconej krwi i pokonać gorączkę.
Ale jak go do tego zmusić?
Ciepły oddech musnął wierzch jej dłoni. Po raz kolejny próbowała wlać mu do gardła nieco wody i znów cienka strużka spłynęła w dół jego policzków.
Zaklęła. To bezcelowe.
Przełamując ogromną niechęć, opadła na kolana, przysunęła się bliżej rannego i uniosła jego głowę. Oparła ją o własne udo, przytrzymała jedną ręką. Pochyliła się nad nim i przyłożyła bukłak do ust.
– Połknij to – mruknęła i przechyliła powoli worek.
Wpatrywała się, jak woda wpływa między wargi Senasyjczyka, moczy zęby. Ari drgnął, kaszlnął, lecz ona nie poddała się i uniosła tylko nieco wyżej jego głowę.
Po chwili przełknął parę łyków źródlanej wody. Wymęczony, przymknął powieki i odetchnął cicho.
Shina wyczuwała, że Gimmel przez cały czas obserwował uważnie jej zachowanie. Do tej pory nie reagowała, lecz teraz spojrzała na niego z powagą. Wokoło pobrzmiewała cisza. Tylko jakiś mały ptak przeciął z trelem naznaczone obłokami niebo.
– Dziękuję.
Nie zależało jej na podziękowaniach. Chciała poznać prawdę. Prawdę o tajemniczych wydarzeniach i o ludziach, którzy nagle pojawili się w jej życiu.
Wstała, otrzepała ubranie.
– Gimmel, co ty przede mną ukrywasz?
Mężczyzna zawiązał mocny supeł na boku Ariego i także uniósł się na nogi. Zwinął zakrwawione strzępy tkaniny i wcisnął je do juków. Zachowywał się tak, jakby nie usłyszał pytania.
To jej nie zniechęciło. Był jej winien wyjaśnienia. Ani myślała odpuścić.
– Przyjeżdżacie po mnie o rok za późno – zaczęła z przejęciem. – Ty jesteś miły, ale Ari zachowuje się tak, jakbym była jego najgorszym wrogiem. Mówi, że pokazał się w stolicy po to, by mnie poznać i przekonać się, czy jestem czegoś tam warta. W Fallvitnir napadają na niego, chociaż nigdy wcześniej się to nie wydarzyło. Przynajmniej Raan mi o tym nie wspominał. Erovanowie to niszczyciele, ale szanują dawne zwyczaje.
– A jednak bałaś się tam pokazać – wtrącił Gimmel.
– Oczywiście, że się bałam! Wjeżdżaliśmy do siedziby naszego śmiertelnego wroga! – wybuchła. – Ty się wcale nie bałeś?
Nie odpowiedział, lecz to nie zbiło jej z tropu. Nie było ważne, czy był dzielny, czy trząsł się ze strachu. To nie wiązało się z prześladującą ją zagadką.
Zmrużyła oczy.
– Nie chciałeś zdradzić Darvowi imienia Ariego. Nie poprosiłeś, by towarzyszył nam podczas rozmowy. Zupełnie, jakbyś przeczuwał, że coś mu grozi. I tej samej nocy omal nie zginął! – zamilkła na moment, chcąc zebrać myśli, po czym zapytała powoli – Gimmel... kim on jest? I kim ty jesteś?
Młody Senasyjczyk przerzucił sobie ramię towarzysza przez kark i ostrożnie uniósł go z ziemi. Zbliżył się do konia i pomógł mu wspiąć się na siodło.
– Jesteśmy twoimi współplemieńcami – mruknął, nawet nie oglądając się za siebie.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Wiedziała, że obaj należą do klanu Senasyjczyków. Zdradzały ich zarówno stroje, jak i charakterystyczny dla ludów pustyni wygląd. Wysokie, smukłe sylwetki, śniada skóra, kruczoczarne włosy i nieco skośne, brązowe oczy.
Jej chodziło o bardziej szczegółowe wyjaśnienia. O to, jaką rolę odgrywali wśród swoich rodaków.
Miała dość zwodzenia.
Zbliżyła się do Gimmela i spojrzała mu w twarz.
– Czy to ty złamałeś szesnaście lat temu nasze prawa i patrzyłeś na mnie poprzez płomienie ogniska? Ty jesteś starszym synem przywódców?
Mężczyzna zerknął na nią z uwagą. Najwyraźniej znów chciał powiedzieć coś, co oznaczałoby wiele, a jednocześnie nic konkretnego.
– Powiedz po prostu: tak albo nie! – wyrzuciła z siebie.
– Shina, ja…
– Powiedz!
Wahał się. Odwrócił głowę, wpatrywał się w bok konia niczym zahipnotyzowany.
Musiała zmusić go do mówienia. Inaczej nigdy nie pozna faktów.
– Pogrywasz ze mną w ten sposób? Dobrze, więc każę ci zdradzić, jak jest naprawdę – syknęła.
Zacisnął usta. Wyraźnie nie spodobało mu się, że ona wydaje polecenia. Że wykorzystuje przeciw niemu swoją społeczną pozycję. Jednak wiedział, że nie może się jej sprzeciwić.
– Nie. Nie jestem synem przewodzącej pary. Jedźmy już – dosiadł ogiera i objął mocno Ariego.
Ostrze zawodu wbiło się w jej serce, jednak nie okazała żalu. Nie dała się też tak łatwo zwieść. Złapała wierzchowca za ogłowie. Koń wstrząsnął łbem, długa grzywa połaskotała ją po ręce.
– A on? – wskazała skinieniem na rannego.
– On też nie jest chłopakiem, za którego go bierzesz – odparł, patrząc jej intensywnie w oczy. – Możemy już ruszać? Shina, to dźgnięcie nożem jest naprawdę paskudne. Jeśli się nie pospieszymy, on umrze.
Cofnęła się o krok, lecz wciąż zaciskała palce na plecionym nachrapniku.
– Powiedz mi, kim jest Irel?
Oczy Gimmela rozszerzyły się ze zdumienia.
– Irel?
Przytaknęła krótkim skinieniem.
– Dlaczego o niego pytasz? I skąd… skąd o nim wiesz?
– Ari wymówił to imię w moim pokoju. Więc?
Gimmel przyciągnął osuwającego się chłopaka bliżej siebie.
– Irel to mężczyzna z naszej osady – odezwał się po chwili.
– Kim on jest?
Towarzysz spiorunował ją wzrokiem. Szarpnął za wodze tak mocno, że wypuściła plecionkę z ręki.
– Powinnaś raczej zapytać, kim on był. Irel nie żyje.
Senasyjski rumak ruszył stępem przed siebie.
Shina stała w bezruchu i nie spuszczała z niego spojrzenia.
Irel nie żyje? Ari wspominał martwego człowieka?
– Więc kim on był?! – krzyknęła.
Towarzysz nawet się nie odwrócił.
Podbiegła parę kroków.
– Gimmel!
– On był moim przyjacielem.
Na dźwięk tych słów serce dziewczyny zamarło. Nagle poczuła się podle. Zachowywała się jak potwór, który nie zważa na cierpienie ofiary, rozdrapuje szponami stare rany i nie pozwala umrzeć w spokoju bolesnym wspomnieniom.


* * *


Wędrowali przed siebie. Końskie kopyta przesypywały piach. Wokoło panowała niczym niezmącona cisza.
Z czasem żółtawe, porośnięte szczeciniastą trawą wydmy zastąpiła formowana przez wiatr i skwar pustynia Senas. Piękna, o czystej, pomarańczowej barwie, lecz jednocześnie bezlitosna i surowa. Poddawała ciężkim próbom śmiałków, którzy wdarli się na jej terytorium. Czasami ich zabijała. Nie z nienawiści, bo nie znała tego słowa. Wszystkich traktowała równo. Wiedziała, że wzbudzała w ludziach pasję i strach. Wielu próbowało ją okiełznać i udowodnić, że nie była tak potężna, na jaką wyglądała. Gdy ktoś rzucił jej wyzwanie, chętnie je podejmowała. Walczyła sprawiedliwie, nie zamykając drogi odwrotu. Jeśli człowiek okazywał jej respekt i postępował rozważnie, nagradzała go cudownymi widokami, ciepłem i płynącym z podziemnego źródła strumieniem wody, ukrytym wśród zbitej w oazę zieleni. Lecz jeśli śmiałek był zbyt pewny siebie, zanadto ufał własnym siłom, szybko przyozdabiała się jego białymi, lśniącymi w słońcu kośćmi.
Mało kto był na tyle odważny, by związać z nią swoje życie. A jednak istnieli tacy ludzie. Oni szanowali ją, czcili, ona odwdzięczała się im swoimi darami. Obie strony zachowywały delikatną równowagę.
Ci ludzie zwali się Senasyjczykami.
Shina nie poganiała swojego rumaka. Siedziała na grzbiecie zwierzęcia wyprostowana niczym strzała i rozglądała się dokoła pełnym wzruszenia i podziwu wzrokiem. Pobyt w stolicy wymazał z jej pamięci tyle wspaniałych obrazów… zapomniała, jak harmonijnie może łączyć się z niebem czysty, pozbawiony budynków, wież, murów i kamienic horyzont. Zapomniała, że świat może być tak intensywnie barwny. I że gorący, niosący ze sobą piaszczysty pył wiatr może smakować wolnością.
Uśmiechnęła się do siebie. W końcu poczuła, że wraca do domu.
Zerknęła na jadącego przodem Gimmela.
Mężczyzna zdawał się nie dostrzegać piękna Senas. Od paru dni brnął naprzód, nie oszczędzając konia i nie decydując się na zbędne postoje. Odpoczywał parę godzin w środku dnia, gdy powietrze stawało się tak duszne, że wprost zapierało dech w piersiach. Wieczorem znów ruszał w drogę. Mało spał, mało jadł i nie odstępował na krok wciąż osłabionego Ariego. Stał się cichym, małomównym towarzyszem.
Shina dzielnie dotrzymywała mu kroku. Nie protestowała. Rozumiała, że obwiniał się za to, co przydarzyło się chłopakowi i chciał go za wszelką cenę uratować. Miał silne poczucie obowiązku i zapewne uważał, że zawiódł. Nie uchronił towarzysza przed ostrzem Erovanów.
Widziała, jak bardzo się zadręczał i chwilami było jej go szkoda. Przeczuwała, że gdy tylko dotrą do osady, złość i rozgoryczenie związane ze zranieniem młodego Senasyjczyka spadną właśnie na niego. Ludzie będą go obwiniać. On był starszy, silniejszy i powinien zadbać o powodzenie wyprawy. Nikt nie spojrzy krzywo ani na nią, ani na Ariego. Przyjmie pokornie rzucone mu w twarz zarzuty. I zapewne nawet nie będzie próbował się tłumaczyć. Bo co tak właściwie miał na swoją obronę?
Shina pojmowała, że jego głowę zaprzątały teraz same problemy. I dlatego, mimo że nadal targała nią ciekawość, dlaczego jej powrót do domu przebiegł w tak zagadkowych okolicznościach, o nic nie pytała. Nie chciała go dodatkowo męczyć. Skoro niczego jej nie wyjaśnił, musiał mieć ku temu poważne powody.
„Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie”, powiedział.
A więc dobrze. Wykaże się cierpliwością.
Ale nie odpuści.
Pod koniec trzeciego dnia podróży na horyzoncie pojawiło się coś nowego. Coś, czego każde z nich nie mogło się już doczekać.
W dali, w drżącym od gorąca powietrzu, zamajaczyły zarysy luźno rozrzuconych namiotów. Szarawe płachty odcinały się od piaszczystego podłoża i zdawały się płonąć jasnością na tle ciemnoniebieskiego nieba.
Dziewczyna poczuła, że jej serce przyspiesza z emocji.
Nagle radość przemieszała się w niej z niepewnością. Mimo wszystko była dla swoich rodaków kimś całkiem obcym. Nie znali jej i ona nie znała ich. Nie miała pojęcia, jakim człowiekiem jest mężczyzna, z którym przyjdzie jej dzielić życie i rządy. To nie był Gimmel, sam to przyznał… To ktoś inny, nieznany. A jeśli ona nie przypadnie mu do gustu? Jeśli uzna, że ona się nie nadaje? Może ludzie okażą się nieufni i nie spodoba im się, na kogo wyrosła dziewczynka, która szesnaście lat temu opuściła pustynię Senas?
Nie, nie powinna w ten sposób myśleć. Musiała w siebie wierzyć. Jeśli ona nie będzie pewna swojej wartości, pobratymcy z pewnością to wyczują i potraktują ją jak nic niewartą, rozpieszczoną smarkulę ze stolicy. Nie miała już ojca, który stanąłby w jej obronie.
Jestem dzika, szepnęła do siebie w duchu. Dzika tak samo jak oni. Tyle razy mi to powtarzano. Raan, Taala… Dusiłam się wśród murów miasta. I nie mogłam się doczekać powrotu na Senas.
Zobaczyła, że Gimmel chwyta mocniej siedzącego przed nim Ariego i ponagla konia do kłusu. Zwierzę posłusznie przyspieszyło. Zmierzało ku namiotom, wypryskując spod kopyt fontanny piasku. Tuż obok truchtał Kazan.
Uderzyła piętami boki wierzchowca. Nie spuszczała wzroku z rosnących na horyzoncie, targanych wiatrem płacht namiotów.
Wśród pustynnych domostw zaczęli pojawiać się Senasyjczycy. Z początku przypominali malutkie, czarne figurki, jednak z biegiem czasu ich sylwetki nabierały kształtów, dało się odróżnić kobiety od mężczyzn, wśród nich krążyło kilkoro dzieci. Wszyscy bez wyjątku odrywali się od swoich prac, przystawali i spoglądali w dal, na zbliżających się jeźdźców. Jeden z mężczyzn krzyknął coś gardłowym głosem.
Shina wjechała między pierwsze namioty. Tuż przy niej podążał Gimmel.
Natychmiast otoczył ich krąg ludzi. Mieszkańcy osady wpatrywali się w dziewczynę z ciekawością przemieszaną z szacunkiem. Wszyscy byli wyraźnie podekscytowani jej pojawieniem się, jednak poza cichymi rozmowami i kilkoma uśmiechami nie dawali tego po sobie poznać.
Gimmel nie zważał na powściągliwe powitania. Przebił się przez tłum, zeskoczył z siodła, zsunął Ariego i przytrzymując go mocno, ruszył ku ustawionemu w głębi placu namiotowi.
Szpakowaty Senasyjczyk dostrzegł, że jeden z przybyłych jest ranny. Roztrącił sąsiadów, podbiegł do Ariego i wsparł go z całych sił. Wymienił z Gimmelem kilka słów, po czym wspólnie zniknęli za murem ludzi.
Pozostawiona sama sobie Shina nie bardzo wiedziała, jak powinna się zachować. Raan przygotował ją do mnóstwa rytuałów, ale nie do tego. Ogarnęła ją nagła irytacja.
Jak Gimmel mógł tak postąpić? Jak mógł ją zostawić, bez wsparcia, wśród, mimo wszystko, obcych ludzi? Powinien chociaż powiedzieć, gdzie powinna pójść lub z kim porozmawiać…
Ale nie, dla niego liczył się tylko Ari.
Niepewna, jakby w poszukiwaniu odrobiny wsparcia, przysunęła się bliżej Kazana i rozejrzała po otaczającym ją tłumie. Starała się dojrzeć wśród ponad setki Senasyjczyków jakąś znajomą twarz. Niestety, nikogo nie rozpoznawała. Szesnaście lat zmieniło towarzyszy zabaw w dorosłych ludzi, ich rodzice posiwieli i ani myśleli zwracać się do niej z mentorską wyższością. Co więcej, wszyscy bez wyjątku przyglądali się jej z wyraźnym respektem.
Nie była do tego przyzwyczajona, a jednak traktowała to jako oczywistą kolej rzeczy. Stała się kimś, z kim należało się liczyć. Ona była ich przyszłą przywódczynią. Od niej zależał los całego klanu.
Nieco podbudowana tą myślą, uśmiechnęła się i skinęła głową w geście powitania.
Ludzie odwzajemnili uśmiech. Wokoło rozległ się cichy szum krótkiej wymiany zdań. Senasyjczycy zaczęli zachowywać się z większą swobodą. Jakieś mały chłopiec podbiegł do Kazana i wpił się w jego kudłaty bok. Shina, niepewna reakcji psa, kucnęła obok i złapała go mocno za szyję. Jednak mieszaniec nawet nie warknął. Cierpliwie pozwalał tarmosić się natrętnym rączkom.
Malec wtulił policzek w szarobiałą sierść. W jego ciemnobrązowych tęczówkach lśniły iskierki najszczerszej radości. Roześmiał się głośno i gestykulując gwałtownie, przywołał kilkoro innych dzieci. Po chwili Kazan został otoczony przez głaszczącą go gromadkę. Zadowolony, przymykał ślepia i cieszył się tak miłym zainteresowaniem.
Nagle parę osób obejrzało się za siebie i posłusznie odsunęło na bok.
Z tłumu wyłoniła się niska, zgarbiona kobieta. Podeszła do Shiny. Mimo sędziwego wieku jej ciemne oczy połyskiwały czujnością i niezwykłą mądrością, ruchy były zdecydowane. Zerknęła na psa, po czym uniosła głowę i zlustrowała dziewczynę uważnym spojrzeniem.
Shina natychmiast ją rozpoznała. Poczuła, że serce ściska się jej ze wzruszenia. Natychmiast odezwały się w niej wspomnienia.
Ceremonia Wyboru, rzucona w twarz garść piachu, ognisko, śpiew…
– Witaj – szepnęła.
Staruszka odsłoniła nieliczne, pożółkłe zęby.
– Witaj, Manite. Przybyłaś w samą porę.
Ten twardy, doskonale znany głos pomógł jej ostatecznie uwierzyć, że wróciła do domu. Co więcej, została nazwana Manite. Gdy tylko znalazła się na placu, zostawiła za sobą przeszłość i zgodnie ze zwyczajem straciła swoje dawne, dziecięce imię. Dojrzała. Jej dorosłe miano miało zostać podane dopiero podczas ceremonii Zaślubin. Do tego czasu wszyscy mieli ją znać jako Manite. „Bezimienna”.
Nawet nie zauważyła, kiedy podszedł do niej Gimmel. Zabrał z jej rąk wodze ogiera. Shina odwróciła się i obdarzyła towarzysza ciepłym uśmiechem. Bez słów dziękowała mu za to, co dla niej zrobił.
Zrozumiał. Skinął głową i odszedł, zostawiając ją pod opieką staruchy.
On i Ari wypełnili już swoje zadanie. Doprowadzili ją do miejsca, z którym związał ją los.
Nadszedł czas, by w końcu stała się jednością ze swoim szczepem. By zaczęła żyć życiem, do jakiego została wyznaczona.


zapraszam do części VIII

Podpis: 

Beata 23 - 25 grudnia 2006, korekta marzec 2007
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Posłannictwo z gwiazd Marzyciele Podstęp
Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli. Historia trudnej miłości, która powraca po latach.
Sponsorowane: 50Sponsorowane: 20
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.