http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Podpalaczka
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Boska J. - (W cztery strony świata)

Powieść jest nie tylko opowieścią o niespełnionej i tragicznej miłości dwóch kobiet, ale podróżą filozoficzną; próbą zrozumienia, umiejscowienia się w świecie i sprostania uczuciom, które nie dają za wygraną, mimo upływającego czasu.

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1127
użytkowników.

Gości:
1127
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 42570

42570

Przeżyją najsłabsi

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
08-01-06

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Duchy/Akcja
Rozmiar
26 kb
Czytane
1297
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
08-02-03

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: geo Podpis: geo
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Przerwany przelot struną czasową, okręt zagubiony w kosmosie, obca rasa na pokładzie a główny bohater jest tak jakby żywy... (Bez obaw - j. angielski tylko na początku, jeśli uznacie, że nie pasuje poprawię :)

Opublikowany w:

tu

Przeżyją najsłabsi

INSUFICIENT ENERGY! – słyszę głos powtarzający to na okrągło, jakby z daleka.
HUMAN BEINGS LOST IN PODS: ONE, TWO, THREE…
W którym hibernatorze siedzę ja?
FOUR…
INSUFICIENT ENERGY!
Ósmy…
FIVE…
Mój pod ma numer osiem.
…SIX.

Sssssyk.

Wypadam z podu na podłogę. Nie boli. Ciało mam zbyt zmrożone.
Leżę.
Gdzie do cholery jest serwis medyczny?
INSUFICIENT ENERGY!
Poczekam.
Pośpię chwilę.

Czuję jak ktoś mnie odwraca. Jest dużo cieplej. Nie chce mi się mówić.
DIAGNOSTYKA WŁĄCZONA. SPRAWDZAM….
Znam ten głos?
To… Defibrylator…
Aż tak ze mną źle?
Jakoś nie zależy mi.

IMPULULS NIEPOTRZEBNY. NATYCHMIAST WEZWIJ SERWIS MEDYCZNY. WYCHŁODZENIE. LICZNE ODMROŻENIA. BLA BLA BLA….
Nie słucham. Czuję, że chcę wypłynąć z ciała.

BLA BLA BLA
Odpływam.
Tylko te czerwone błyski wszędzie…
Coś idzie bardzo źle…

- przykryj go czymś
- to koleś z serwisu medycznego
- jak to się otwiera
- dobra weź jeszcze czytnik z piątego hibernatora

Niosą mnie gdzieś. Tu jest cieplej.

- centrum medyczne
- no dobra, co teraz

Wypływam z ciała. Unoszę się pod sufitem. Dwóch ludzi, których nie kojarzę, przeszukuje ambulatorium medyczne. Z nimi też nie jest dobrze.

- jest tu jakiś terminal?
- sprawdź co się stało

Pływam po pokoju. Ten większy, chyba żołnierz położył się pod autodiagnosyką. Jestem ciekaw w jakim jest stanie po tej błyskawicznej dehibernetyzacji? Skrzywienie zawodowe nawet w tym stanie. Patrzę w terminal. Ma liczne uszkodzenia wewnętrzne, odmrożenia i niedokrwienia. DNA uszkodzone w 0.078%. Fatalnie. Daję mu góra dwa dni. Dobrze, że są proste instrukcje, może dadzą radę pomóc i mnie. Nie patrzę w ekran, nie mogę się skupić. Coś mnie odrywa. Czuję, że wszędzie dookoła jest śmierć. Mnóstwo istnień. We mnie też jest śmierć. Boję się.
Wracam do ciała.
Zaczyna boleć.

PODGRZEWANIE PŁYNU.
BLA BLA BLA
ROZPOCZNYNAM PRZETACZANIE LIMFY.
Czy on wymienił końcówki!
Nie ma kojącego ciepła. Limfa nie płynie do mnie. Jestem zawiedziony.

INSUFICIENT ENERGY! ALERT! 73 MINUTES BLA BLA BLA…

- teraz ty

ROZPOCZNYNAM PRZETACZANIE LIMFY.
Teraz już czuję złość, dlaczego to wciąż nie ja!

ROZPOCZNYNAM PRZETACZANIE LIMFY.
Za daleko…
- cholera

- nie starczy energii dla niego
- podepnijmy go
- jak chcesz, ale nawet u ciebie powiesiło się 3 razy
- to medyk

No zróbcie coś wreszcie!
Niosą mnie. Jestem miękki, a oni wręcz parzą ciepłem płynów.
Wymieńcie końcówki…

Pip! Pip! Pip!

Znajome dźwięki, automatycznego skanera.
Wolałbym go sam obsługiwać.

LIMFA NIE MOŻE ZOSTAĆ PRZETOCZONA. PACJENT BLA BLA BLA… SKONTAKTUJ SIĘ Z NAJBLIŻSZYM SERWISEM MEDYCZNYM BLA BLA BLA

O Boże! Ze mną jest bardzo, bardzo źle. Gdzie lekarz!!!
Wypływam z ciała. Unoszę się tak lekko.

Patrzę jak taszczą moje ciało do inkubatora. To dobrze, właśnie tam powinno trafić. Patrzę na obraz zniszczenia przez ściany tego potężnego okrętu. Wszystkie hibernatory są zamknięte a w nich setki, nie to tysiące nie obudzonych ciał. Martwych ludzi…
Co tu się stało?
Odwracam się i widzę braki energii. Wszędzie. Jakby coś ją zabierało, tak intensywnie, że nawet mnie znosi w tamtą stronę. Do środka okrętu…
Może trochę na prawo…

Kszy-kSZYT!

To broń!
Wracam uwagą do ambulatorium.

- używasz tego tak
- tu trzymaj
- weź plecak
- musimy iść do elektrowni
- zaraz wszystko siądzie
- nie wiesz co się stało
- weź to

- mi też daj te witaminy
Po co im witaminy przecież wszystko dostali z limfą?

- co to są drony?
Nie wiedzą co to drony? Hahaha…

Pomimo, że leżę, czuję jak płynę za nimi.
Bawią mnie.
Spieszą się.
Korytarze są takie zawiłe.

Hahaha! Przestraszyli się cyborga…
Nie wiem czemu, ale wydają mi się zabawni.

Dotarli.
Jest tu tyle energii, że nawet ja czuję się mocniejszy.
To rdzeń elektrowni.
Prąd tej mocy jest jak setki rwących rzek, w jednym wodospadzie. Patrzę dokąd płynie przenikając ściany. Wzdłuż kabli.
Nagle strach.. to…

TECHNICAL SUPPORT ONLY!

To było obce…
Wróciłem do tej dwójki. Chudzielca technika i dużego żołnierza. Przypomniałem sobie, że żołnierze zawsze są w dziesiątym podzie a technicy w dziewiątym. Medycy w ósmym, ale nie mogłem sobie przypomnieć jak to było dalej.

Technik zakładał skafander. Wielki i chyba ciężki. Wszedł do komory, która opłukiwała i umacniała materiał. Żołnierz surfował po łączach komputera.
Jakbym widział jego myśli.

Pokaż życie w sektorach.
Pokaż mi okręt.
O kurwa!

Przerażenie.

Pokaż zniszczenia!
Pokaż tu, pokaż tam, pokaż siam…

Nawet mnie wciągnęło to wpatrywanie się w plazmowy monitor terminalu.

Pokaż ruchy w sektorach.
Pokaż zbrojownie.
Pokaż plan lotu.
Pokaż anomalie.
Wszystko na czerwono?
Pokaż gdzie jesteśmy?
Jak w tych raportach mam znaleźć to, czego szukam?

INSUFICIENT ENERGY! ALERT! 13 MINUTES BLA BLA BLA…

Pokaż pobór energii.

Bezradność rosła w żołnierzu, jak drożdże na cukrze. Czułem to coraz mocniej. On nie wiedział, czego szuka, a ja nie chciałem tego czuć.

Poszukałem technika.
Wtedy poczułem jego strach, dużo intensywniejszy.
W jednej chwili byłem przy nim. Widziałem jak się waha. Chciał wyjąć wtyczkę. Uratować tę elektrownię, odcinając pobór energii dla reszty statku. Chwycił wtyczkę oznaczoną DK10 i odbezpieczył zawleczkę. Potem spojrzał ze strachem w górę.
Prosto na mnie.

PRIORITY TO DEFEND LIFE SUPPORT SYSTEMS.

Odezwał się nagrany głos jakby w głębi mnie. Odskoczyłem spłoszony tym wszystkim.

ARE YOU SURE YOU WANT TO DO THIS? THIS ENERGY SUPPORT… SUPPORT…
SYSTEM FAILURE…

Zobaczyłem robota strażnika wiszącego na szynie pod sufitem... Elektryczne oko wpatrywało się w technika. Cztery lufy lasera rozstawione na cztery strony świata obracały się zgrzytając. Urządzenie szwankowało. Było już prawie skrystalizowane. Ale wciąż znało swój cel. Chronić życie. Na pierwszy rzut oka nie powinno w ogóle działać.
Technik na coś czekał.

- Boże szybciej…

Patrzył raz w górę na obracający się automat, raz w dół na mały licznik, który za kilkanaście sekund miał pokazać zero. System się odblokował, elektroniczny obrońca drgnął, po czym ustawił jedną z czterech luf na technika. Ten błyskawicznie podniósł rękę z wtyczki.

STOP!
YOUR LIFE IS IN DANGER.
THIS ENERGY SUPPORT…


Zatnie się pomyślałem.
Jednak system znalazł potrzebne obejście.

MAXIMUM LEVEL POPULATION RICHED.
ACTION PROTECT LIFE!

Urządzenie lekko drgnęło próbując zmienić położenie. Okazało się, że musi przestawić lufę.
Technik błyskawicznie szarpnął wtyczkę. Odskoczył i straciłem go z oczu.

Nagła energia, która zawirowała w tym miejscu odepchnęła mnie z nieprawdopodobną mocą. Poleciałem przez ściany mijając po drodze magazyn i jakieś maszynerie, aż znalazłem się za okrętem. Byłem przerażony, że ta moc prawie rozerwała mój niebyt. Przez chwilę widziałem ciemny kanciasty, wrzecionowaty kształt okrętu, z trzema potężnymi silnikami. Od drugiej strony w burtę okrętu wbity był inny okręt. Obcy. O ostrych kształtach przypominający trochę wyszlifowaną czarną rudę. Oddalałem się, bardzo szybko, a kosmos był… zimny.
Tak bardzo pragnąłem wrócić.

---------------------------------------------------------------------

Phhhhust!

Boli… Ciemno… Niedobrze…
Gdzie jestem?

UWAGA! PROSZĘ NIE DOTYKAĆ CIAŁA! PRZYGOTOWYWANY E-SHOCK!

Znam to.
System stara się przytrzymać kogoś przy życiu…

Phhhhust!

AAAaaaa!

To ja…
Ten ból.
Czułem jak mozolnie ruszyło moje serce a z nim mój oddech…

PROSZĘ NIE DOTYKAĆ CIAŁA. SKANOWANIE W TOKU. BLA BLA BLA.

Słyszałem swoje serce…
Wiem, że kolejnego impulsu nie będzie.
Chcę spać.

---------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------

- Patrz jeszcze raz. Cyborgi idą, w szeregu.
- Tu po prawej. To różowe widzisz?
- Wygląda jak korytarz. Potem błysk jakby energii.
- Jakaś broń energetyczna?
- Niespecjalnie, raczej wyładowanie.
- Ale co to jest?
- Jakaś materia, tkanka.
- Cofnij i daj obraz z tego trzeciego.
- Nie ma uszkodzeń, patrz na leżących.
- Kupa złomu.
- Faktycznie nie draśnięta.
- Ten korytarz jest poza statkiem widziałeś?
- Właśnie wiem.
- Wiesz coś o życiu pozaziemskim?
- Inteligentnego nie ma.
- Jesteś pewien?
- Nie, ale sprawdź w terminalu.

- Kończy się przetaczanie.

Pfffhuuung!

Zadrżało wszystko dookoła. Chwilowy brak grawitacji prawie uniósł moje ciało.

- Cholera co to było?
- Musimy iść odciąć elektrownie z pozostałych sektorów. Może nastąpić eksplozja.
- Czyli wracamy.
- To nie takie proste, nasza elektrownia w BS10 zrobiła obejście i znów oddaje energię innymi łączami. Nie ma już co tam odcinać, chyba że nas.
- No to idziemy, daleko?

- Co się dzieje?

Nowy słaby głos, którego wcześniej nie słyszałem…

- Patrz obudził się.
- Witaj, skończyliśmy Ci przetaczać płyny. Jak się czujesz?
- Kim wy jesteście? Gdzie ja jestem?
- Tak jak my z hibernatora.
- Gdzie jestem?
- Na okręcie, mamy tu poważny problem.
- Skąd się tu wziąłem?
- Znaleźliśmy Cię w przypiętego do defibrylatora, koło podu. Sam się przypiąłeś pamiętasz?.
- Nie.
- Jak się czujesz?
- Niedobrze mi.
- No zdrowy nie jesteś.
- Hej musimy iść!
- Wiem.
- Kim jesteście?
- Później musimy iść, mamy mało czasu
- Nie idźcie…
- Gdzie są lekarze.
- Niema.
- Jak toniema?

Byłem taki słaby… Nie chciało mi się dłużej słuchać. Odpłynąłem.

- Fern!!!
- Do diabła z nim. A niech idzie.
- Masz jakąś broń dla mnie?
- No mówisz jak, żołnierz. Możesz chodzić?
- Pewnie.
- Nie wyglądasz pewnie.
- A co z nim?
- Przytrzymaj się tego. Medyk, chyba nie wyjdzie.

Ty też chłopie masz dwa dni bez profesjonalnej opieki, teraz trzymają Cię tylko leki.

- Przydałby się medyk.
- Opowiedz co się stało?
- Nie rozumiem tego dobrze. Chyba zostaliśmy trafieni. A może to był abordaż. Nie mam pewności. Na trzech kondygnacjach są liczne uszkodzenia. Ogromne. Ze 30 może 40 sektorów. Brak kontaktu i monitoringu w tych miejscach. Widzieliśmy ruchy, w sąsiadujących obszarach. Coś obcego chodzi po okręcie. Wszędzie braki w energii. Co gorsza wygląda na to, że tylko my tu przeżyliśmy.
- Kim jesteś?
- Słabo pamiętam, Larry Wolf, żołnierz. Ale teraz nic mi to nie mówi.
- A ten co poszedł?
- To technik, Fern. Wie chyba więcej o tym co się dzieje. Mówił coś o braku dekompresji i wykluczył kolizję. Z tego co czytał i analizował, zrozumiałem, że chyba wypadliśmy ze struny i system nie wie gdzie jest. Weź to ubierz.

- Zobaczysz co u niego?

INSUFICIENT ENERGY! ALERT! 89 MINUTES TO TOTAL RESOURCES CONSUMPTION.

- Niedobrze…
- Mam nadzieję, że technik coś poradzi.
- O ile przeżyje, bo polazł beze mnie.
- Poszukaj w terminalu gdzie jest.
- Tamto mruga.
- O można medykowi podać limfę.
- Włącz tamto.
- Tak.
- Tu jest napisane: tryb awaryjny z uzasadnieniem, że spodziewany brak energii.
- Yhy. Wciskaj jak się da.

Klik!

Ciepło… Jak ciepło…

- A tak w ogóle co to ten napęd strunowy?
- No jak mam Ci to wytłumaczyć. Struna pomiędzy dwoma punktami, czas płynie inaczej w strunie, i tylko tam, dzięki temu podróżujemy.
- Obudzi się wkrótce…
- Co teraz robimy?
- Idziemy do zbrojowni.

Glosy nikły coraz bardziej, gdy opuścili pokój.

- Były jeszcze jakieś problemy z dronami
- I coś rozwaliło wszystkie cyborgi…

---------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------

Charknięcie interkomu i głos technika wybudził mnie z płytkiego snu.

- Chłopaki… Tu jest jakaś różowa substancja, która idzie po drutach energetycznych. Hej! słyszycie mnie?
- Halo?!

- Słyszymy Cię, podaj namiar gdzie jesteś?

INSUFICIENT ENERGY! ALERT! 51 MINUTES TO TOTAL RESOURCES CONSUMPTION.

- Słyszymy Cię, gdzie jesteś?
- Skoro to substancja, weź jeszcze miotacz.
- Hallo Fern?! Jesteś?
- Co to?
- Dźwiękowy, nie powinien być używany na okręcie.
- Fern odbiór?

BWWwwwwuuuuu!! Znów drżenie okrętu.

Pfffhuuung!!! Pfffhuunng!!!

Dalekie wybuchy.

- …
- Co to do cholery?
- Odcięło pół okrętu.
- No coś ty?
- Popatrz w terminal…

ENERGY PROBLEMS SOLVED. RESOURCES FOR 285 YEARS.

- Dwieście osiemdziesiąt pięć lat, ulżyło mi.

- Jesteście?
- Rozwiązałeś problem?
- Tak jakby… idę.
- Gdzie jesteś?
- …
- Gdzie jesteś?
-…
- Zgłoś się?
- …Już idę.
- Dobra będziemy w ambulatorium.

Czułem się fizycznie znacznie lepiej. Tylko te ciarki na skórze i jakieś sztywności wewnątrz ciała. Chciałem się przygotować na ich przyjście. Usiadłem. Miałem mnóstwo energii, ale doświadczenie mówiło mi, że to wcale nie za dobrze. Mój umysł z chwili na chwilę stawał się zamiast jaśniejszy to bardziej splątany. Czułem się jakbym patrzył przez coraz czarniejszą tubę świadomości a w tym samym czasie ktoś wsadził mi wtyczkę w tyłek. Energia mnie rozpierała.

Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych!

Ten dźwięk też skądś znałem…
Do jasnego pokoju wszedł ciężki egzopancerz a w nim Larry. Do srebrnawej konstrukcji były poprzypinane najprzeróżniejsze bronie. Wyglądał jak kilka cyborgów zamontowanych na jednym człowieku. Wydawał się potężny.
Myśli znów przestawały być czyste. Wzrok mi się rozstrzał. Wszystko w mojej głowie wirowało jak turbiny w silniku odrzutowym. Było mi niedobrze.

- No witamy! – zamruczał Larry.
- Hej – burknąłem przez zaciśnięte gardło. Usiłowałem sobie przypomnieć, kim jestem.
Teraz nawet siedzieć było mi trudno.

- Thomas, jesteś medykiem prawda?
Chyba kiwnąłem głową.
- Możesz nas obejrzeć?

Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych!

Zbliżył się. Brało mnie na wymioty.
Wstałem chwiejnie i podszedłem do urządzenia diagnostycznego.
Włączyłem.
Wskazałem na leżankę.
Chwiałem się tak, że musiałem sam na niej przysiąść. Wykonywałem czynności automatycznie.
Patrzyłem na cyfry i przeskakujące dane. Nie czekałem na resztę danych i tak zapominałem wszystko w momencie gdy znikało z ekranu.

- Musimy iść do centrum medycznego. – wydyszałem cicho i ciężko
- Gdzie to jest?
- Tamnanorbobotami odbudujemytkanki.
- Co on tam mówi?
- Że nanorobotami się wyleczymy.
- Musimy, bo umrzemy. – zakończyłem wywód i tak nad wyraz długi i logiczny.

Ktoś pomógł mi dostać się na łóżko.
- Conamterazpomoże?
Nie mogłem zrozumieć o co mnie pytają.
- Conaterazpomoże?

Chciałem powiedzieć coś ważnego, ale właśnie zapomniałem o co mi chodziło. Próbowałem mówić, ale chyba nikt mnie nie słyszał. Ten nowy żołnierz zbliżył ucho do mojej twarzy. Coś mówiłem, ale w trakcie odpływałem.

- Co powiedział?
- Że musimy dużo spać ipić ziółka.
- Kurwa
- Zabieramygo tam?
- Sprawdź najpierw gdzietojest.

Zasnąłem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Wreszcie było mi ciepło.

---------------------------------------------------------------------------------------------
------------

- Tak! Właśnie tak…
- Pójdzie z powrotem widzisz?
- Mamy go.
- Oni skanują wszystko po kolei, systematycznie blok za blokiem. Są schematyczni.
- Porozmieszczamy ładunki w sektorach 13-15 ONM i 14-15 NM. Różne, będziemy wiedzieli na co są podatni.
- Są połączeni z mechaniką, Jak borgi.
- Dobra idziemy, zjedziemy przez Q12 aż do poziomu E, potem przez magazyn do kwater, poczekamy w hangarze na wybuchy.
- Idziemy panowie!
- Będzie się działo…

Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych! Wsssstrzych!

Ich ekscytacja udzieliła mi się. Musiałem, po prostu musiałem iść z nimi. Ciało, puściło mnie prawie bez oporu. Znów wszystko było jasne i czyste. Cieszyłem się tym uczuciem i już nigdzie nie spieszyłem. Manewrując pomiędzy pokładami cieszyłem się swoim nowym bytem… Nawet nie zauważyłem, kiedy mijał czas. Dopiero dźwięk interkomu przypomniał mi co się dzieje.

- Nie ruszajcie się już do Was idę!

To był Larry.
Już byłem w hangarze. Jakoś wcale nie zdziwił mnie widok trzech pajęczako-podobnych stworów. Wszystkie wydawały się identyczne.. Miały jakieś półtorej metra wysokości i wydawały się zadziwiająco lekkie. Ich metaliczne barwy idealnie zlewały się z wnętrzem hangaru. Gdy stały nieruchomo ciężko je było zobaczyć.

Jeden z nich w tej chwili jakimś niebieskim impulsem zdjął tarczę z małego ośmiometrowego okrętu skautingowego. W małym okręcie poczułem wielki strach.
Ludzki strach.
Spojrzałem tam z daleka przenikając przez metalowe części. Schowali się tam technik i nowy żołnierz. Obydwoje trwali bez ruchu w biokombinezonach, z ustawioną tarczą elektromagnetyczną przed sobą. Stwór, rozrywał ramionami pokrywę kabiny tak jakby była z papieru. Pozostałe dwa stwory stały ustawione po obu stronach okrętu jakieś 20 metrów od kadłuba. Z tyłu pod wielkimi matalizującymi pokrywami jednego z nich dostrzegłem symbol pomarańczowej półkuli z czarnym szlaczkiem.

Podleciałem do ludzi. Bali się nawet oddychać. Stwór przechylił się nad dopiero co utworzoną wyrwą. Interkom okrętu zacharczał łapiąc, jakieś obce fale. Bzyczało i chrzęściło w głośnikach. Stwór na pewno ich widział.
Ustawił się.
Odsunął i delikatnie zaparł na czterech tylnych kończynach, wbitych w kadłub.
Szereg czułek-czujników wysunęło się z korpusu nie większego niż duży pies.
Wszystkie skierowały się dokładnie w stronę ludzi i wysuniętej lufy karabinu.
Stwór rozchylił metaliczne pokrywy, a elektro-czułki wyprostowały się kierując w dół.

i?

Palec – spust!
TRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!

Uciekłem w górę.

Biaława ciecz i kościano-metaliczne chrząstki wyleciały w powietrze gęstym pióropuszem. Stwór zebrał serią dokładnie w zestaw czułek i odsłonięty korpus. Grad kul odrzucił go jakieś 3 metry do tyłu upadł z chrzęstem jak opancerzony kurczak.

Zobaczyłem jak pozostałe stwory bez chwili wahania rzuciły się do ucieczki. Dwa błyskawiczne i nieprawdopodobne skoki. W górę, w wycięte przejście między poziomami lotniska. Przyszły inną drogą, to dlatego pułapka się nie udała.

Wsstrzych! Wsstrzych! Wsstrzych! Wsstrzych! Wsstrzych!

Larry był w środku nie całą sekundę po tym jak ucichła seria. Mierzył do wszystkiego, ale obcych nie było. Jego potężnie uzbrojone ramiona zataczały koła. To samo robił drugi żołnierz wychylając się z w dziury po kabinie i szukając celu. Obydwoje sapali głośno, przez zęby.

- Spieprzamy!
- Gdzie się podziały?
- Nie wiem.
- Masz odczyty na sensorach?
- Było połączenie z okrętem, wszystko ściągniemy z serwera, teraz uciekajmy.

Technik wyszedł pierwszy i już odbiegał w kierunku magazynu.

- Na pewno?
- Tak
- Nie żyje?
- Tak

Jeden z pajęczaków wychylił się na moment z dziury. Larry był wyjątkowo szybki. Wszystkie bronie wypaliły jednocześnie mało nie przewracając egzoszkieletu. W jednej chwili hangar wypełnił się prawdziwą kakofonię dźwięków i kolorów.

FHUGH! TRA TATATATATA. TRRRRR, WRUGH!FHUGH! TRRRRRRR! WSCHUGH!

Huk był potworny. Dziura o średnicy dwóch metrów w ciągu kilku sekund wyglądała jakby przeleciał przez nią ciężki galaktyczny holownik. Pogięte fragmenty metalu i struktur okrętu fruwały na boki odbijając się nawet od sufitu. Pył dym i bryzgające strugami gorące metale.

Technik zerwał się z ziemi i pognał, co tchu. Za nim wycofali się pozostali.
Ja jeszcze przed nimi tak jakbym bał się o swoje życie.
Naprawdę się bałem.

- Włącz czytnik. Ściągnij raporty…
- Przynajmniej wiemy, że są podatni na kule.
- Jak to nie ma.
- No nie ma serwera, przecież go odłączyłem.
- Nie mamy danych?
- A możesz połączyć się z okrętem?
- Pewnie. No to działaj.
- Moment już jest. Krzem, dużo krzemu.

wwwwwwWWWWWWWSSSSSSHHHHHH!

Wszyscy zamarli. Ten dźwięk przypominał echo na powierzchni okrętu. Gdy obok przelatywał inny okręt. Słychać było ostrzał.

TSHhhfFFFuhH! TSHhhfFFFuhH! TSHhhfFFFuhH!

Okręt drżał.

ALERT! AIRSHIELD DESTROYED LEVEL E14 SEKTOR 12 TO 14!

- Włącz monitoring hangaru.

SURVIVING MODE LAUNCHED.

Patrzyliśmy jak mały może 7 metrowy okręt, przypominający czarny zestaw ostrych grzebieni, ostrzeliwał ciągłym ogniem wszystkie obiekty w hangarze. Strzelał przez dziurę, którą zrobił uszkadzając poszycie. Dookoła okrętu latały fragmenty złomu unosząc się w próżnię.

INTERNAL SHIELD AROUND SPACEPORT ON D LEVEL DESTROYED.

Okręt przerwał atak, w tym samym momencie, gdy skończył się komunikat z systemu.
Wszystko w środku przypominało pogorzelisko.
Z dziury w ścianie, którą uciekły pajęczaki, wylatywały szczątki z górnego pokładu niesione dekompresją.

Obcy ponownie otworzyli ogień. Kilkukrotnie, krótko, bardzo precyzyjnie.
Tym razem kamera nie przetrwała.

SPACEPORT WITHOUT AIR. TECHNICAL SUPPORT NEEDED.

Spojrzeli na technika.
Ten nawet nie wzruszył ramionami.

Piiip! Piiip!

Zapipczał złowieszczo jego IDpass technika.

Włączyli podgląd okrętu. Natychmiast wyświetlił się kolorowy schemat okrętu. Ponad 5 tysięcy załogi, 6 poziomów, 21 sektorów w najdłuższym miejscu, 19 sektorów w najszerszym. Teraz 70% powierzchni okrętu pokrywały czerwone kwadraty. Oznaczające brak danych lub zniszczenia.
Znajdowali się na rufie okrętu o 2 sektory od silników. Podgląd mieli na niecałe 3 sektory do przodu. W tym miejscu okręt miał jedynie 4 poziomy.
Przestrzeni było coraz mniej.

Milczeli, patrząc w monitor. Postanowiłem odwiedzić moje ciało, niesiony złym przeczuciem. Kto wie gdzie wdarła się próżnia?

-----------------------------------------------------

- Z kapsuł nie można skorzystać, bo nie mogą namierzyć gdzie jesteśmy w kosmosie.

Zahuczało nagle przez interkom.

Chcą odlecieć beze mnie! Wyrwałem się z ciała tak szybko, że aż straciło oddech. Ale czułem, że muszę ich zatrzymać.

- A co pokazują sensory.
- Dalej przeskakują jakby dwie struny.
- Chłopaki mamy towarzystwo.
- Obcy na poziomie B w korytarzu na 10-tce. Idą na elektrownię.

Korytarz 10, serce statku.

- Już idę.
- Słuchają interkomu. Bez odbioru.

Po drodze obok korytarza 10 jest ambulatorium a w nim.
Moje ciało.
Nie wiedziałem gdzie lecieć.
Wybrałem najpierw przelot korytarzem na spotkanie pająków.
Zobaczyłem je dwa sektory dalej.
Biegły trzy, jeden za drugim w kilkumetrowych odstępach.

Na mój widok stanęły.
Pierwszy z nich złożył pokrywy pancerza.
Przygotował bronie.
Nie wiedziałem czy powinienem uciekać.
Po prostu tam stałem. No powiedzmy stałem jeśli unoszące się duchy mogą to robić.
Obcy trwał w zamknięciu prawie minutę, nieśmiało wysuwając szereg czujników w moją stronę.
Zastanawiałem się czy mnie widzi.
A jeśli widzi to jak mnie widzi?
Nagle otworzył się całkiem, podobnie jak krab i ruszył wprzód.
Próbowałem go przestraszyć i zatrzymać.
Przeszedł przeze mnie jakby mnie nie było.
Po nim kolejny.
Gdy przechodziły przeze mnie poczułem, że stwory były nie wiele mądrzejsze od delfinów.
Zniknęły w korytarzu.
Szły bardzo szybko.
Trwałem tam chwilę starając się zrozumieć to poczułem.
One nie były inteligentne a jednocześnie były jakby zablokowane.

WHUUUUP!!!
Wszystko się zatrzęsło.

Gdzieś za mną wybuchł granat. Eksplozja była bardzo blisko mojego ciała. Zanim zdążyłem zareagować zobaczyłem wycofujące się stwory. Przebiegły przeze mnie. Nie były przestraszone.
Były wściekłe.

Poleciałem korytarzem do ambulatorium. Po drodze natrafiłem na zniszczony korytarz jeden z obcych ruszał się. Krwawił mocno białawą posoką. Skrzeczał. Szczątki jego pokrywy i odnóży walały się w całym korytarzu. Pomimo ogromnych uszkodzeń, opuścił korytarz ciągnąc fragmenty połamanych odnóży i technikali.

Znalazłem swoje ciało. Chciałem do niego wrócić, nagle wydało mi się najbezpieczniejszym miejscem na tym okręcie. Czułem, że nie powinienem jeszcze tam wracać. Wahałem się. Znów poczułem jakąś emocję.
Złość obcych.
Byli blisko.

Nie było ich w korytarzu. Minęli mnie górą, ciasnym tunelem wentylacyjnym. Wniknąłem do tunelu stwory już były w kolejnym sektorze.

Poleciałem w kierunku elektrowni.

- Idą, idą tu! Bardzo szybko się zbliżają!
- Nie podchodź bliżej z tymi granatami. Mamy tu jedyną elektrownię.

Przelatywałem przez korytarz. Larry zamontował w nim automatyczny karabin. Na końcu korytarza uwijał się jak w ukropie zakładając ładunki.

- Kerst sprawdź w terminalu gdzie są.
- Już tu są!
- Gdzie?
- Bardzo blisko, zaraz wejdą.

Chciałem ich ostrzec próbowałem krzyczeć.
ONE JUŻ TU SĄ! PATRZCIE W KANAŁY!

Głos technika był jak zbawienie.
- One idą tunelem wentylacyjnym.
- Którędy?!
- Tędy.

Fern wskazał na biały sufit, po prawej stronie.

- Czemu nie powiedziałeś wcześniej?!

Larry natychmiast odbezpieczył granat sensoryczny, skoczył do góry próbując podczepić go do kanału. Egzoszkielet był zbyt silny. Biały sufit pękł pod pięścią, która wybiła wielką dziurę. Larry opadł z łoskotem, czarna dziura po jego pięści udowodniła, że technik miał rację. Tam był tunel.
Podskoczył jeszcze raz. Dziura zrobiła się jeszcze większa.

THUT! THUUUT!

W tunelu odezwały się strzały.
Larry rzucił granat przez dziurę, słychać było jak odbił się kilka razy, spadając niżej i…

BRUGHHHH!!!

Zadrżało.
Wybuch był bardzo blisko, trochę niżej niż pokład.
Zrobiło się kilka dziur w suficie i… ścianie po prawej.

Nagle z dziury wypadł owalny kształt. Odbił się od egzopancerza i wylądował na podłodze. To był obcy granat.
Larry odwrócił się błyskawicznie i pognał w kierunku elektrowni. Tratując po drodze technika, który odbił się od ściany i wylądował na ziemi sycząc z bólu.

Kerst zwinnie chwycił granat i bez mierzenia odrzucił w najbliższą dziurę. Jakieś dwa metry z przodu. Otwór miał może 20 centymetrów średnicy. Rzut był idealny, granat odbił się tylko raz.

SSSSSSHHHHUUUUUUUUUUUTTTTT!!!

Poczułem ból. Swojego ciała i wszystkich wokół.
Znalazłem się w swoim głuchym ciele.

-----------------------------------------------------

Czułem się jak duch. Nie czułem ciała.
Otworzyłem oczy. Było ciemno. Nie wiedziałem gdzie jest dół a gdzie góra.
Nie było grawitacji.
Próbowałem się jakoś odnaleźć w tej kompletnej ciemności.
Nic nie widziałem.
Nic nie słyszałem.
Nie potrafiłem niczego znaleźć lub choćby dotknąć.
Próbowałem opuścić ciało…
Rozpaczliwie powrócić do świata duchów.
Moje ciało nie chciało mnie puścić nie czując, żadnego punktu odniesienia.
Nie mogłem się uwolnić.
Starałem się jeszcze kilka minut.

Poczekam.
Pośpię chwilę.

-----------------------------------------------------

Podpis: 

geo 06.01.2008
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Miłość z internetu - czytaj kolejne części
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.