http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
202

Miłość z internetu - czytaj wszystkie części do XI

  Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Bractwo Pierścienia
J.R.R. Tolkien
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu - czytaj wszystkie części do XI

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Artefakt

Polska odpowiedź na Stalowego Szczura (druk w Science Fiction cz1. 2002, cz2. 2003) wkrótce powróci z dwoma nowymi opowiadaniami!

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.VII

Poranna mgła otula Paryż, podnosi z ziemi nawet ranne ptaki

Niewiara

„Będzie niezły ubaw, gdy się przekonasz, że Bóg jednak istnieje” Pilipiuk

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC.

Korporacja Deilusion X

Młody mechanik Roy Harold Drake, wyrusza w poszukiwaniu pracy na planetę Ceres A w układzie Gwiazdy Bernarda.

IN VINO VERITAS

Taka sobie historia. W pewnym sensie prawdziwa...

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

FITNES STUDIO

Może już warto założyć taką firmę?.

Śmiech nieboszczyka

Niestety, jak to się mówi, znaleźli się w złym czasie, w złym miejscu, ale tylko z ich punktu widzenia, bowiem w lasach Golcowitz byli ludzie, dla których Jan i Franciszek znaleźli się dobrym czasie, w dobrym miejscu.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
728
użytkowników.

Gości:
725
Zalogowanych:
3
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 44846

44846

Raport doktora Pełzaka

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-04-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Nauka/Inne
Rozmiar
30 kb
Czytane
2174
Głosy
9
Ocena
4.72

Zmiany
17-07-17

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: PCScorpio Podpis: Mirek "PCScorpio" Henning
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Moje pierwsze opowiadanie sprzed paru lat. Takie jakby SF. Uwaga, troszkę długie, jak zwykle...

Opublikowany w:

-

Raport doktora Pełzaka

Był to jasny, wiosenny dzień, a życie było piękne. Ech,do licha, życie zawsze jest piękne, kiedy jesteś młodym i ambitnym pracownikiem naukowym i nieźle zarabiasz jako asystent w Państwowym Instytucie Astronomii i Kosmologii. A jeszcze piękniej jest, gdy długi dzień pracy w Instytucie kończy się wcześniej niż zwykle, i możesz spotkać się ze swoją dziewczyną. Asystent Wacław Wiciowski myślał właśnie w ten sposób,kiedy około południa opuszczał Instytut i witał się z oczekującą go przy wejściu jego uroczą narzeczoną, Asią.
- Pięknie dziś wyglądasz - przywitał się,jak zawsze elegancko.
- Z ciebie też przystojniak. Cieszę się, że dziś wcześniej kończycie pracę. Pójdziemy popływać?
Niestety,westchnął asystent.Nie zwolnili ich dzisiaj wcześniej bez powodu. Za kilkanaście minut w położonym niedaleko Instytutu głównym obserwatorium miała odbyć się, w ramach trwającego od kilku dni sympozjum kosmologicznego,wielka dyskusja na temat "Czy poza naszą planetą istnieje życie?". Uczestniczyły w niej najtęższe umysły z całego kraju, a także goście zagraniczni. Poza tym każdy zainteresowany tym tematem mógł przyjść i posłuchać. Wiciowski nie chcąc stracić u szefów Instytutu reputacji jako młody i ciekawy świata umysł, też powininien tam być i brać udział w dyskusji.
- Na pewno będzie to nie mniej ciekawe niż pływanie - zapewniał - Najlepiej chodź ze mną. To niecodzienna okazja usłyszeć coś za darmo od takich facetów.
- Przypuszczam.Ale popływać byłoby mimo wszystko fajniej...
Do obserwatorium ściągali już małymi grupkami ciekawscy. Gdy Wacław i Asia szli główną ulicą, dopędził ich Maks Stentor, kolega asystenta.
- Sie masz,Wicek - klepnął go na powitanie.
- Prosiłem cię,żebyś mnie tak nie nazywał. Jak już, to Wacek.
- E tam ! Coś ty taki sztywny? To wgapianie się w przestrzeń musiało cię nieźle przybić.
Pod bramą obserwatorium spotkali dwóch kolejnych znajomych.Byli to Tomasz Orzęsek i Jeremy macGerm,który był właśnie jednym z członków zagranicznej delegacji przybyłej na sympozjum.Orzęsek był tłumaczem macGerma i miał za
zadanie oprowadzać go i pokazywać miasto.
- Asiu Sporowicz, prześlicznie pani dziś wygląda ! - przywitał się mrugając rzęsami, które doskonale pasowały do jego nazwiska.Obecność Maksa i Wiciowskiego, jak to się popularnie mówi, olał.
- Pan musi być asystentem tego słynnego doktora Pełzaka - odezwał się z kolei do Wiciowskiego macGerm.Radził sobie z językiem całkiem dobrze,co chyba nie było zasługą Orzęska - Słyszałem o panu.
- Doprawdy? - spytał asystent. Jeśli to Orzęsek mu o nim opowiadał,to można się spodziewać wszystkiego. Licho wiedziało, kim teraz Wiciowski mógł być w oczach obcokrajowca...
- Owszem. Na pewno zna pan jakieś szczegóły raportu,który doktor ma dzisiaj przedstawić.
- Niestety... Mój szef zawsze trzyma wszystko w ścisłej tajemnicy. Nawet nie mam dostępu do jego archiwum - Wacław odetchnął z ulgą. Orzęsek chyba tym razem nie fantazjował.
- Och,szkoda... Myślałem, że może pan mi coś niecoś zdradzi.Strasznie chciałbym wiedzieć coś bliżej o metodach, którymi pracuje dr Pełzaka.Podobno są bardzo nowatorskie.
No proszę,coś jednak było ! Mają go za szpiega,czy co? Tam do licha z tym Orzęskiem...
- Jeśli pan chce,to mogę dla pana skombinować coś z wyposażenia Pełzaka - rzucił Maks Stentor - W Instytucie słabo pilnują.Ostatnio wyniosłem stamtąd nowiutki cyklotron.
- Gdzie ty znalazłeś tego faceta? - spytał Orzęsek patrząc z niechęcią na Maksa.
Nie było czasu tego wyjaśniać,gdyż byli już w sali konferencyjnej. Panował tu nieziemski zamęt, znaczna część uczestników dyskusji biegała tu i tam bez ładu i składu. Przyjaciele dostrzegli jednak swojego znajomego, Sebastiana Nukleowskiego. Orzęsek na szczęście zniknął, zmuszony do odprowadzenia macGerma do stołu, za którym spoczywała pozostała część zagranicznej delegacji: doktor Jean-Paul de Microbe i Iwan Radiolariow. Zasępiony Hans Zytoplasmann pogrążony był w myślach, a Alberto Vorticelli gapił się na obecne na sali panienki. Przy katedrze na środku można zaś było dostrzec samego Jego Magnificencję rektora Planktonowicza z Uniwersytetu Stylonychiańskiego, który skakał pieniąc się tu i tam i tłumaczył różnym osobnikom, że tablica ma stać tu,a nie tam i że dokumenty winny być ułożone tak,a nie inaczej. Cały rektor... Wiciowski z uśmiechem wspomniał czasy - zaledwie rok,a wydaje się,że całe wieki temu - kiedy studiował na starym, dobrym uniwerku. No, ale teraz był już kimś,był pracownikiem Instytutu i...
- I znowu przyszedłeś się wymądrzać? - spytał na przywitanie Sebo Nukleowski.
- Gadanie ! Sam na pewno będziesz rzucać w czasie dyskusji głodne kawałki,które przeczytałeś sam nawet nie wiesz gdzie,Nukleus ! - odparował zamiast Wacka Maks - Zaraz, a co tu robi ten klecha?...
Za jednym z pierwszych stołów siedział ksiądz Pantofelek, jak zawsze różowy i tłuściutki. Pomachał im nawet na powitanie.
- Może chcą go rzucić na pożarcie tym geniuszom,gdy ich zanadto rozwścieczy dyskusja.
- W porządku,w porządku ! Proszę wszystkich o spokój i zajęcie swoich miejsc ! - rozbrzmiał pod kopułą obserwatorium głos kierownika Instytutu i przewodniczącego sympozjum, profesora Protozoi. Tłum naukowców w sali i gapiów zgromadzonych na balkonach umilkł. Wszyscy zaczęli zajmować swoje miejsca za stołami.Profesor stojąc na katedrze czekał,aż tumult się uspokoi.
- Witam wszystkich przybyłych i zapraszam do zorganizowanej w ramach trwającego od paru dni sympozjum dyskusji pod hasłem "Czy poza naszą planetą istnieje życie?" ! - oznajmił gromkim głosem Protozoa - Zanim zaczniemy dyskusję, jeden z czołowych pracowników naszego Instytutu Astronomii i Kosmologii, doktor Pełzak, przedstawi w tej sprawie swój raport, będący owocem prowadzonego przezeń od kilku lat programu badań kosmologicznych. Panie i panowie - doktor Atanazy Pełzak !!
Wszyscy zaczęli bić brawo,a następnie na katedrze pojawiła się wychudła postać szefa asystenta Wiciowskiego,samego doktora Atanazego Pełzaky.
- Badania moje - zaczął ,gdy na sali zapanowała wreszcie cisza - które prowadzę od lat gwoli ścisłości trzech, miały na celu wyjaśnienie jednego z odwiecznych problemów naszej cywilizacji - czy poza planetą naszą istnieje życie? Czy istnieją w kosmosie istoty inne, może potężniejsze od nas? I czy może,jak uważali niektórzy twórcy science-fiction,obserwują nas one,zagrażają nam,żyjemy na ich łasce? Otóż odpowiedź na te pytania, moi państwo, brzmi z całą pewnością - NIE !
Pełzak podszedł do tablicy i zaczął na niej wyrysowywać przeróżne wzory. Nie przerywał mówienia ani na sekundę.
- Łatwo to obliczyć ze wzorów Virignona, a po nim i inni sławni matematycy,fizycy i astronomowie wykazali to niezbicie: w kosmosie NIE MA innych planet podobnych do naszej,na których mogłoby powstać życie. Powiedzmy to sobie wyraźnie, panowie: życie poza naszą planetą jest całkowicie niemożliwe !
Na wielkim ekranie za plecami doktora ukazywały się przeróżne zdjęcia i filmy zarejestrowane przez obserwatoria,wykresy,rysunki.Pełzak rozdał też siedzącym przy stołach masę różnych notatek,zdjęć,wykresów i wydruków,które podawano sobie nawzajem.A sam mówił,mówił i mówił,ponad piętnaście minut
- A gdyby nawet było to możliwe i gdyby - powtarzam,GDYBY,ci mieszkańcy innych planet nie tylko istnieli,ale nawet opanowali technologię konieczną do przemieszczania się pomiędzy planetami,czyż nie napotkaliby na niemożliwe do przezwyciężenia trudności? Czy nie udowodniono ponad wszelką wątpliwość,że poruszanie się poza obrębem planety jest całkowicie niemożliwe? Że niemożliwe jest przeżycie, z powodu braku środowiska koniecznego do życia, które jest niemożliwe do sztucznego odtworzenia poza planetą??
Kolejne długie minuty mijały,a Pełzak mówił i mówił,wykładał i dowodził,powiedzmy sobie wprost - ględził.Wiciowski udawał,że z zainteresowaniem ogląda kolejne zdjęcia i dokumenty przewijające się przed jego wzrokiem,ale prawdę mówiąc wszystko to już wiedział. Przecież to, że poza planetą życie nie może istnieć,wiadomo było z dawien dawna. Mimo to wszyscy na sali słuchali pilnie, lub udawali, że to robią, bardzo pilnie.Wiciowski ziewnął jednak, a po nim Asia. Uroczo wyglądała,gdy to robiła.Vorticelli z delegacji też chyba tak uważał, bo wgapiał się w nią przez dziesięć minut,by potem przenieść wzrok na jedną z asystentek Protozoi. Zytoplasmann patrzył w zasępieniu na Pełzakę, a ksiądz Pantofelek odmawiał dla zabicia czasu różaniec.
- Są oczywiście fantastyczne relacje nielicznych świadków, którzy utrzymują, że widzieli istoty spoza planety lub niezwykłe zdarzenia przypisywane ich działaniu. Można śmiało stwierdzić,że 90% tych tak zwanych świadków to narkomani, wariaci lub osobnicy żądni sławy.W pozostałych przypadkach,kiedy można przyjąć, że dana osoba rzeczywiście COŚ widziała,jest to wynikiem refleksów świetlnych na niebie, złudzenia optycznego, stresu, i tak dalej.Nadzwyczajne te rewelacje możemy więc,koledzy,włożyć między bajki.
- A zatem,czy ktoś na sali ma coś do powiedzenia w temacie istnienia życia poza naszą planetą? - spytał doktor,gdy po jeszcze pięciu minutach mówienia zakończył wywód - Czy ktoś może nie zgadza się ze mną?
Przez chwilę panowało milczenie.Potem profesor Bacillus chrząknął i poprosił o głos.
- Osobiście zgadzam się z moim szanownym kolegą.Już w moich studenckich latach napisałem pracę magisterską,która udowadniała niezbicie,że na innych planetach życie istnieć nie może,gdyż nie znalazłoby tam odpowiednich warunków.
- To prawda - zgodził się Protozoa - Tylko na naszej planecie,i nigdzie poza nią, występuje woda konieczna do życia.
- Moim zdaniem - wypowiedział się Iwan Radiolariow - towarzysz Pełzak ma rację co do poruszania się poza obrębem planety.Jest to całkowicie nierealne. Już wiele lat temu w moim kraju prowadziliśmy badania z wystrzeliwaniem żyjących istot w kosmos. Żaden z ochotników tego nie przeżył.
- Ach, więc przyznajecie się do tego? - zainteresował się Jerry macGerm - Przez ostatnie kilkadziesiąt lat mówiliście co innego.
- To nie należy do tematu - wtrącił Protozoa - Proszę o wypowiedzi w kwestii kosmosu.
- Jeśli mogę coś powiedzieć,to zgadzam się co do nierealności tych niezwykłych relacji ze spotkań z istotami z kosmosu - rzekł Nukleowski - Sam mam znajomych,którzy twierdzą,że widzieli jakieś dziwne zjawiska,ale wszyscy oni to fantaści lub narkomani z marginesu społecznego,i brak im na poparcie tych tez jakichkolwiek dowodów.
- Ma pan rację - rzekł Jean-Paul de Microbe - Według mnie,trzeba być,nie przymierzając, idiotą lub, za przeproszeniem, kretynem,żeby wierzyć w istnienie życia na innych planetach. Czy nie mam racji,Alberto?
- Do licha,nie jest nawet pewne,czy wogóle poza naszą planetą istnieją inne - zauważył jego kolega - Nigdy żadnej nie widzieliśmy dokładnie.
- O czym my wogóle rozmawiamy? - burknął ponurym głosem Hans Zytoplasmann - Według teorii reprezentowanej przez mnie i moją uczelnię, kosmos nie istnieje. Jest tylko złudzeniem optycznym, dowiódł tego jeden z naszych filozofów. Poza naszym światem nie istnieje nic.
- Mogę się z tym zgodzić - rzekł ksiądz - Kosmos to iluzja stworzona przez Boga.
- Bóg też nie istnieje - wtrącił Wiciowski,chcąc powiedzieć coś mądrego.
- To nie należy do tematu - przerwał Protozoa - A zatem... Czy ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia?
- Może są na sali tacy,co uważają, że życie poza naszym światem istnieje? - zadowcipkował Pełzak,co niezbyt było w jego stylu. Na sali zabrzmiał śmiech.
- Nie, zdecydowanie nie istnieje.
- To niemożliwe.Nonsens ! - rzekł rektor Planktonowicz.
- Oczywiście,wszyscy się z tym zgadzamy - przytaknął profesor Bacillus.
- No więc po co organizować dyskusję? - syknął Maks Stentor.
- Ja się nie zgadzam ! - zawołał nagle czyjś głos. Wszyscy rozejrzeli się. Z ostatnich rzędów wybiegali w strone katedry jacyś widzowie.
- Rany - jęknął Maks - To Śruba ze swoimi szurniętymi kumplami !
Istotnie,był to on,a szurnięty kumpel był przynajmniej jeden.Śrubowiec i Gronkowiecki byli studentami ostatniego roku na wydziale Kosmologii i Astronomii Uniwersytetu. Śrubowiec studiował poza tym filozofię i mitologię różnych kultur,a Gronkowiecki znany był jako zapalony domorosły astronom. Twierdził, że wynalazł nowy typ teleskopu który pozwalał widzieć dalej niż najlepsze dotychczasowe przyrządy, ale uczelnia nie potwierdzała tych rewelacji.
- Proszę proszę ! Gronkowiecki i Śrubowiec ! - przywitał ich surowym głosem rektor - Sprowadza was chęć kawału?
- Z całym szacunkiem,Magnificencjo,chcemy wziąć udział w dyskusji - zawołał student Śrubowiec.
- I z pewnością będziecie to robić bardzo poważnie,biorąc pod uwagę to,co przed chwilą powiedziałeś. Lepiej stąd znikajcie !
- Nic podobnego. Proszę posłuchać, drodzy zgromadzeni ! - krzyknął wszem i wobec Śrubowiec - Śmiem twierdzić,że nie zgadzam się z teorią, jakoby poza naszą planetą nie istniało życie !
- Nawet cieszę się, że przyszli - powiedział Wiciowski, gdy sala rozbrzmiała śmiechem - Umierałem tu z nudów.
- Co daje ci, młodzieńcze,podstawę do takiej potwarzy dla naszej inteligencji? - zapytał surowo profesor Protozoa.
- To nie potwarz,lecz naukowe twierdzenie. Studiując pilnie zapomniane mitologie...
- Wybaczą państwo,ja nie będę słuchać takich... - oświadczył deMicrobe wstając, ale student uciszył go fuknięciem, aż doktora zatkało z oburzenia.
- ...studiując pilnie,nietrudno zauważyć,że w każdej,KAŻDEJ kulturze występują bóstwa, wyższe istoty. Istoty te stworzyły nasz świat,i któż to może wiedzieć,być może przez cały czas obserwują nas z góry, z kosmosu.
- Ależ...przecież to zahacza o pogaństwo - obruszył się wielebny Pantofelek.
- W wielu religiach - kontynuował niezrażony Śrubowiec - istnieje też motyw końca świata. I kto wie,czy te wyższe istoty,które żyją ponad nami,po stworzeniu nas,nie zechcą nas zniszczyć !
- Nauka dowiodła,że wyższe istoty nie istnieją,towarzyszu studencie - zauważył Radiolariow - Świat,o ile nam wiadomo, powstał z Wielkiego Wybuchu, kiedy to materia ukształtowała naszą planetę, a potem w zalewającej ją wodzie pojawiło się życie, z którego wyewoluowaliśmy my, wszyscy tu obecni.
- A może kolega Śrubowiec utrzymuje,że nie powstał w ten sposób? - zapytał żartem rektor - Może sam wywodzisz się od wyższych istot, Śrubowiec?
- Nie, panie rektorze,nie ! - krzyknął Śrubowiec przekrzykując śmiech - Utrzymuję tylko, że poza naszym światem istnieją bardziej od nas rozwinięte stworzenia, o wiele od nas potężniejsze ! Docent Dezoksy Ryba wykazał, że...
- Ryba? Już samo nazwisko brzmi jak nazwa jakiegoś "bardziej od nas rozwiniętego" stwora - zakpił Vorticelli. Śmiechy brzmiały coraz głośniej.
- Wszystko to bardzo ciekawe,mój młody kolego - rzekł macGerm - Ale czy chcesz powiedzieć,że negujesz dotychczasową teorię powstania świata? Sam jego obraz?
- Nie, ale...
- Właśnie ! - naskoczył Zytoplasmann,który uwielbiał rozwodzić się nad obrazem świata,w którym żył i dowodzić,że poza nim nie ma nic - Czy planeta nasza nie jest okrągła?
- I wypełniona w większości wodą,co umożliwia nam życie?
- Czy nie bywa raz jasno,raz ciemno,co przyzwyczailiśmy się nazywać nocą i dniem? - pytał ironicznie deMicrobe.
Podobne pretensje nadlatywały zewsząd. Biedny student był coraz bardziej zły.
- Dobra ! Już dobrze,dobrze ! - krzyknął wściekle - Ale przyznacie chyba, panowie, że nawet na tym waszym okrągłym i wogóle doskonale poznanym świecie występują zjawiska, których nie potraficie wytłumaczyć.
- Na przykład?
- Tajemnicze zniknięcia. Wiele osób, w tym i moich znajomych, zniknęło i nigdy nie powróciło.
- To normalne, że umieramy. Nasze dusze odchodzą do lepszego świata - wyjaśnił ksiądz.
- A co z relacjami z tajemniczych porwań? Wielu jest świadków, którzy widzieli, jak niektóre osoby znikały w kosmosie. Towarzyszyły temu niesamowite zjawiska.
- Niezbadane są wyroki Boskie - odparł bez zająknięcia ksiądz.
- Szanowny kolega Pełzak tłumaczył już nam, że wszystkie te relacje pochodzą w większości od narkomanów i szaleńców - rzekł stanowczo Protozoa - Do której z tych kategorii mamy zaliczyć ciebie, młodzieńcze?
- Ależ pojawienia się niezidentyfikowanych obiektów są świetnie udokumentowane. Istnieją nagrania, zdjęcia...
- Falsyfikaty ! - zawołał Pełzak
- A filmy?
- Fotomontaże i efekty specjalne !
- Pod uwagę bierzemy tylko te dokumenty,które zbadał i oficjalnie zatwierdził Państwowy Instytut i inne podobne instytucje na całej planecie - pouczył go Protozoa - Wszelkie inne materiały to fałszerstwo.
- No dobrze, łotry ! - rozzłościł się już na dobre Śrubowiec - Pokażę wam "oficjalny dokument" ! Nie możecie temu zaprzeczyć ! Może pan,pan mi powie - wskazał macGerma - Co stało się kiedyś na terytorium pańskiego kraju w pobliżu pewnej bazy wojskowej?!
- Masz na myśli bazę Fatcell? Owszem, spadł tam balon meteorologiczny.
- Nie, nie ! Tak podały później media,ale pierwsze doniesienia mówiły, że był to niezidentyfikowany obiekt latający ! Widziałem tajne zdjęcia, z których wynika, że był to gigantyczny, wykonany z nieznanego materiału przedmiot podobny do wielkiego cygara.
- Bzdura ! - stwierdził kategorycznie obcokrajowiec - Nie dość,że pleciesz od rzeczy, chłopcze, to na dodatek musiałeś dobrać się do ściśle tajnych materiałów ! Jeśli to prawda, to czekają cię grube nieprzyjemności.
- Od razu wiedziałem, że kryminalista z tego Śrubowca - dowodził rektor Planktonowicz.
- Odkryłem te fotografie w starym archiwum w jakiejś piwnicy,nie wiem w jaki sposób tam trafiły. Nieważne zresztą ! Kolega Gronkowiecki może zaświadczyć: dziwny przedmiot przypominający cygaro,a raczej jego niedopałek.
- Twierdzisz, synu,że bogowie palą? - spytał ksiądz. Sala po kilku chwilach powagi znowu zagrzmiała śmiechem.
- Ależ istoty pozaziemskie to fakt ! - krzyknął student - Nie możemy wykluczyć,że złożyły kiedyś na naszej planecie wizytę, dając początek różnym wierzeniom i kultowi boskich istot.
- Istnienie religii wynikało z mentalności ludów pierwotnych, drogi chłopcze. Potrzeba wiary w wyższą istotę, do której można się zwrócić z prośbą o pomoc, ochronę. To czysta psychologia. Nie, ojcze Pantofelek, proszę nie wstawać. Tu nie chodzi o wiarę, tylko o zamach na powagę naszego zgromadzenia.
- Wcale niekoniecznie ! - odparł student, naprawdę już wściekły - Poza tym, vonPlasmiken twierdzi,że...
- Znam vonPlasmikena z jego paru wizyt w mojej ojczyźnie - wpadł mu w słowo Zytoplasmann - Moim zdaniem to wariat.
- A zdanie pana jako szanowanego naukowca jest niepodważalne - oświadczył doktor Pełzak - Nie przekonałeś nas, młody panie Śrubowiec.
- Dobrze ! Niech wam będzie !! Ale jeśli mi nie wierzycie, proszę, mam świadka ! - Śrubowiec wypchnął do przodu milczącego dotąd Gronkowieckiego - Mój kolega był świadkiem jednego z tych tajemniczych porwań ! Widział to osobiście !!
- Mówię przecież,że to narkomani - irytował się rektor - No,niech ja was dorwę...
- Nie, proszę państwa. Istotnie,nie tylko byłem świadkiem porwania w kosmos,ale sam,dzięki mojemu teleskopowi widziałem niesamowite zjawisko,które - Gronkowiecki zaczerpnął głęboko oddechu, zanim to powiedział - które można uznać za widok istoty z innej planety.
Wszyscy śmiali się, jak na najlepszej starej komedii. Niektorzy z naukowców zaczynali jednak być coraz bardziej oburzeni takim ich traktowaniem.
- Ludwik Bacteur napisał... - zaczął doktor Jean-Paul.
- Mam gdzieś to, co on napisał ! - krzyknął Śrubowiec - Posłuchacie teraz nas ! No dalej, Grono, powiedz im !
- Otóż widziałem - oświadczył astronom zaczerpując co chwila oddechu, gdyż miał straszną tremę - widziałem, jak dziwny, ogromny przedmiot, który ni stąd,ni zowąd pojawił się na niebie i zniżył błyskawicznie nad powiechrznię planety, by zanurzyć w wodzie. Podobny był do potwornych rozmiarów łyżki.
- Potworne łyżki ! - szepnął Wiciowski złośliwie - Co dalej? Latające talerzyki?
- Przedmiot ten zgarnął do swego wnętrza pewną ilość wody wraz z przebywającą w niej grupą kilku osób, po czym zniknął w górze tak szybko, jak się pojawił.
- Proszę, mamy już całe grupy porwanych - zażartował Nukleowski - Może tworzą tam na górze jakieś kluby? I co się stało potem?
- Korzystając z teleskopu stwierdziłem, że zostali oni umieszczeni w czymś podobnym do gigantycznej, przezroczystej rurki, jakby probówki, a następnie całe zjawisko zniknęło.
- Olbrzymia probówka na niebie?? Szczerze wątpię - wypowiedział się deMicrobe - Śmiem twierdzić,że jesteś,drogi studencie,nie przymierzając imbecylem.
- Powiedzmy to sobie wyraźnie, młodzieńcze - Pełzak oskarżycielsko wskazał Gronkowieckiego - Widziałeś to jedynie w wizji narkotycznej.
- A my nie będziemy dłużej słuchać tych skandalicznych wynurzeń. Ochrona ! Proszę usunąć tych młodzieńców z sali - zarządził Protozoa.
- Nie ! Puszczajcie mnie,draby ! Grono,nie pozwól im !... - szamotał się Śrubowiec - Czy nie rozumiecie,zakute pały?! Oni tam są,obserwują nas ! Moga nie mieć przyjaznych zamiarów ! Nie możecie tego ignorować ! Musicie uwierzyć !
- Możecie nas wyrzucić,ale pytania pozostaną ! - krzyczał Gronkowiecki,gdy ochroniarze zmierzali w jego stronę - Co z porwaniami? Co z dziwnymi zjawiskami, które można czasem zaobserwować na niebie? I co to za niezwykłe refleksy, które widać poza GRANICAMI naszego świata !
- Granicami?
- Tak, ścianami ! Skąd wzięły się ściany i co za nimi widać?
- Bóg je stworzył. Mają one ukryć przed nami to, co jest poza granicami planety, czyli raj - uświadomił go ksiądz Pantofelek.
- I wogóle,prawo zabrania komukolwiek podróżowania pod ściany - oświadczył Protozoa. Gronkowiecki krzyczał jeszcze coś w odpowiedzi, ale już ich wyprowadzono.
- Łobuzy ! Jeszcze jeden taki numer,a wylecą z uczelni - zżymał się Planktonowicz - Porozmawiam o tym z dziekanem.Już ja ich nauczę robić kawały z elity naukowej !
- A zatem - odezwał się doktor Pełzak - Czy,oprócz superaktywnych młodzieniaszków, ktoś jeszcze na sali nie zgadza się z tym,że poza naszą planetą nie ma żyjących istot?
Milczenie na sali wyrażało aprobatę dla teorii doktora.
- Myślę więc,że możemy na tym zakończyć dyskusję - rzekł profesor Protozoa i mówił coś jeszcze,ale znienacka zagłuszył go czyjś szatański śmiech.
- Hahahahahaa !... - rozbrzmiewało po całej sali.Wszyscy rozglądali się ze zdumieniem - kto byłby aż tak bezczelny? Tym kimś była pokraczna, wykrzywiona postać,która wyszła nagle na środek sali. Stwór chichotał nadal zamiast się przedstawić,ale wszyscy jako-tako zorientowani w bieżących wydarzeniach zdawali sobie sprawę,że ten dziwoląg musi być członkiem fanatycznej sekty religijnej znanej pod nazwą "Vir Malus".
- Ha,ha ! Racja ! Koniec dyskusji ! Wszystkich was czeka zagłada,głupcy ! - krzyknął chrapliwie.
- A cóż to za porządki ! Proszę stąd wyjść ! - odkrzyknął Protozoa.
- Jestem brat Wirion z sekty Vir Malus - oznajmił dziwny osobnik - Przychodzę do was z przesłaniem,błazny !
- Koledzy wybaczą...nasze zgromadzenie zostało już chyba dostatecznie znieważone. Nie zamierzamy chyba dopuszczać do głosu wariatów - rzekł deMicrobe.
- Nie jesteśmy wariatami. Jesteśmy wysłannikami bogów.
- Bluźnierstwo ! Bluźni,jak amen w pacierzu ! - rozzłościł się ksiądz Pantofelek.
- Nie, nieszczęsny głupcze.Mówię prawdę.Nie pochodzimy z tej planety. Przybywamy z całkiem innego świata, gdzie zostaliśmy stworzeni przez Władców. To oni sprowadzili nas tu, do tego światka bluźnierczych głupców.
- A kto to taki, jeśli można wiedzieć,ci Władcy? - spytał uprzejmie Nukleowski. Był zainteresowany, ponieważ zamierzał w następnym roku zacząć studiować także psychologię i ciekawiła go rozmowa z szaleńcem.
- Potężne, boskie istoty, bubku ! Potężniejsze od was wszystkich, choć nawet nie zdajecie sobie sprawy z ich istnienia. Są w mocy zniszczyć ten wasz światek w jednej chwili. Dlatego przysłali NAS.
- Niezmiernie ciekawe... Po cóż to?
- Abyśmy was zniszczyli. Głosimy Zagładę, żałośni głupcy. Na razie jest nas niewielu, ale lada dzień Władcy ześlą nas całe tysiące. Całą ARMIĘ !! Wtedy wszyscy zginiecie ! Haha,haa !!
- Proponowałbym,aby usunąć tego osobnika z sali,zanim stanie się niebezpieczny - wysunął wniosek Bacillus - Jest w delirium.
- Ha,haa ! Wszyscy !! Lada dzień ! - pienił się jeszcze brat Wirion, kiedy ochroniarze wynosili go za drzwi - Armia nadchodzi ! Armia nadchodzi !! Haaa !!!
Obłąkańczy śmiech brzmiał jeszcze echem w sali po wyjściu szaleńca i mimo iż wszyscy na sali byli rozsądnymi,trzeźwo myślącymi ludźmi nauki,cały ten incydent wprowadził ich w jakiś niespecjalnie przyjemny nastrój.
- Hmm...tak. A zatem,dyskusję uważam za zakończoną - ogłosił chrząkając Protozoa - Do uczestników sympozjum: narada w sprawie budowy nowego kompleksu laboratoriów odbędzie się jutro w godzinach rannych.Na razie żegnam państwa !
Wśród hałasu,wszyscy zebrani wychodzili. Naukowcy dyskutowali żywo,rektor Planktonowicz publicznie odgrażał się bezczelnym studentom, a Zytoplasmann zżymał się głośno na ochronę budynku, która pozwoliła wejść furiatowi do środka. Doktor Pełzak, jak zwykle, udał się na samotny spacer z dala od miasta, aby pomyśleć nad swymi teoriami.Grupa naszych znajomych spotkała się przy wyjściu.
- Przez tego czubka odechciało mi się zjeść obiadu - krzywił się Tomasz Orzęsek - Rety, jak on wyglądał !
- Ja natomiast uważam,że to było pasjonujące - utrzymywał Sebo - Jeśli mnie wyrzucą z Instytutu,zostanę psychiatrą.
- Mimo wszystko to ciekawe - zastanowił się na głos Wiciowski - Skąd biorą się ciągle ci szaleńcy,którzy nie potrafią zaakceptować rzeczywistości taką,jaka jest? Czy muszą ciągle wierzyć w jakieś nadzwyczajne siły? Czy nie widzą,jak znakomicie my sami sobie ze wszystkim radzimy? Ile niezwykłych rzeczy potrafimy zrobić dzięki naszym zwinnym, sprawnym wiciom,rzęskom i wszelkim organellom oraz przede wszystkim dzięki naszym umysłom? Cała nasza technologia,budowle z glonów,wynalazki - czy to nic dla nich nie znaczy? I czy nie podoba im się ten piękny świat? Woda, światło? Jedzenie? I wszelkie przyjemności życia?
- Ty,Wicek,to zawsze musisz filozofować - rzucił Maks Stentor i zrobił groteskową minę, aż wodniczki wylazły mu polem okołogębowym.Roześmieli się.
- Za to go lubię - przytaknęła Asia - Idziemy wszyscy gdzieś na obiad?
- Jasne ! W MacFagocycie są wspaniałe chloroburgery.
- Asia siedzi koło mnie ! - zastrzegał Tomasz Orzęsek trzepocząc wszystkimi dwustoma rzęsami,jakie posiadał.
- Ja mam teraz coś do załatwienia.Trzymajcie się ! - oświadczył Maks i zrobiwszy parę kółek zanurkował kierując się gdzieś w dolne partie miasta. Po chwili nie było już go widać. Dzikus,pomyślał Wiciowski,na pewno znowu poleciał polować na eugleny. Zawsze go podniecały te dzikie rozrywki.
Przyjaciele ruszyli dalej,oddalając się od obserwatorium.Wicek nie mógł się powstrzymać, by nie wysunąć wici i połaskotać swojej dziewczyny.Dreszcz podniecenia przeszedł go aż po mitochondrium.
- Kocham cię - powiedział cichutko.
- Ja ciebie też...
Grupka przyjaciół śmiejąc się i rozprawiając przyśpieszyła i popłynęła przed siebie znikając w gwarze miasta. W końcu ciągle był jeszcze jasny, wiosenny dzień, a życie było piękne.


- To nadzwyczajne - powiedziała Krysia,z okiem wbitym w mikroskop - Rafałku,popatrz
tylko na to.To pięć pierwotniaków wyraźnie trzyma się w grupie.
Rafał Hołogański, zwany popularnie Hołotą, student pierwszego roku na wydziale biologii, cmoknął ze zniecierpliwieniem.Co do diabła ta Chwastkowska widziała w tych przeklętych pierwotniakach? Tydzień temu urządzili wspólnie w ramach zajęć tę kolonię mikroorganizmów - zresztą wykorzystali w tym celu stary słój po ogórkach,bo wszystkie laboratoryjne pojemniki zostały już podprowadzone przez innych studentów - aby sprawdzić,jak zachowują się umieszczone w jednym pojemniku różne typy pierwotniaków oraz bakterii. Słój,trochę glonów i pół probówki różnych jednokomórkowych paskudztw.A ta nic,tylko wgapia się w ten mikroskop ! Oszaleć można.
- Cóż ty tam znowu takiego widzisz,Krysiu? - zapytał pobłażliwie - Znowu mają "zebranie"?
- Możesz się śmiać,ale niedawno duża grupka różnego typu organizmów zebrała się tu,w tym zakątku glonu,a kiedy podpłynął tam jeden z twoich zarażonych, wszystkie powoli się rozbiegły.
- Instynkt.Wiedzą,kogo się bać - uśmiechnął się z wyższością Hołogański. Dla niego ten słój był tylko magazynem,z którego wyciągał czasem parę bakterii i preparował je na potrzeby eksperymentów, ale robił też własne doświadczenia. To był jego pomysł, żeby umieścić w kolonii parę pierwotniaków zakazonych nieszkodliwym (na razie) wirusem i obserwować, jak będzie się zachowywać reszta zwierzątek.
- Właśnie mówię. To może głupie, co powiem, ale wyglądało, jakby się go naprawdę przestraszyły. I co robiły akurat w tym zakątku? Nie było tam pożywienia. I tak śmiesznie się ułożyły. Pomyślałbyś,że naprawdę mają jakieś zebranie.
- Tego się właśnie spodziewałem.Niedługo zaczniesz twierdzić, że w tym słoju po ogórasach istnieje jakaś obca cywilizacja - zadrwił Rafałek - Krysia vonDaeniken, ekspert od kosmitów w słoikach.
- Bezczelny jesteś ! Nie masz za grosz szacunku dla pasji naukowej - bulwersowała się Krysia Chwastkowska,uderzając go w łeb książką o genetyce - Pamiętasz,jak wrzuciłeś tam jakiś twój paskudny niedopałek?
- Po pierwsze, to było wieki temu, po drugie, to nie ja tylko Dudkiewicz. Wiesz przecież,że on pali nałogowo i wypluwa pety,gdzie popadnie.
- Akurat !
- No już już,nie gniewaj się na mnie.Wiesz co? Zaraz zrobię coś,żeby cię ucieszyć... - Rafał zerknął przez mikroskop - O tam,widzisz? Taka samotna ameba pływa sobie daleko od reszty.Wyłowimy ją i wrzucimy do roztworu sublimatu ! Co ty na to?
- Okrutnik ! Nie dość,że wpuściłeś mi tu te twoje wstrętne wirusy...
- Przecież ustaliliśmy, że po czterech dniach wpuścimy najpierw parę nieszkodliwych wirusów, a później jeszcze trochę wirusów-bakteriofagów, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie.
- Powinny je wszystkie zniszczyć...
- No właśnie.A potem wyrzucimy słój do śmieci i zajmiemy się czymś przyjemniejszym,np.sekcjami żab.
- Obrzydliwiec z ciebie... A właściwie,kiedy to zrobisz? - Krysia spojrzała na słój - Trochę mi ich żal.Są takie ciekawe.
- Nie wiem,kiedy będę miał czas.Może jutro po obiedzie.
Oboje wyszli z laboratorium i udali się do stołówki,gdyż czas najwyższy był coś przekąsić. Podobno dawali dzisiaj spaghetti.W takie dni jak ten,życie było piękne...

--------------------------

Jest to moje pierwsze opowiadanie sprzed wielu lat, zainspirowane „Wojną światów” H.G.Wellsa (dlaczego?? Tak jakoś mi wyszło) i książką do biologii z klasy II LO. Dziś wydaje mi się za długie i niezbyt odkrywcze, ale – po co ma się zmarnować :))

Podpis: 

Mirek "PCScorpio" Henning 1996
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Artefakt Ze zwichniętym skrzydłem - cz.VII Niewiara
Polska odpowiedź na Stalowego Szczura (druk w Science Fiction cz1. 2002, cz2. 2003) wkrótce powróci z dwoma nowymi opowiadaniami! Poranna mgła otula Paryż, podnosi z ziemi nawet ranne ptaki „Będzie niezły ubaw, gdy się przekonasz, że Bóg jednak istnieje” Pilipiuk
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 1000
Sponsorowane: 160Sponsorowane: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.