http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
120

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
Podpalaczka
FStephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Dzień życia dniem śmierci

Z uwagi na pojawiające się wątpliwości-tekst jest od początku do końca fikcją.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
622
użytkowników.

Gości:
622
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 48042

48042

Tajemnica Avenue Street

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-09-30

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Kryminał/Thriller
Rozmiar
18 kb
Czytane
11098
Głosy
32
Ocena
4.58

Zmiany
11-01-10

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: etoo149 Podpis: Etoo149
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowiadanie typu Coben. Druga w nocy. Dwie osoby zostają zaatakowane na londyjskiej ulicy Avenue. Godzine wcześniej policjant z pobliskiego komisariatu dostaje wiadomość o treści "2 w nocy. Avenue Street". gdy tam dojeżdża znajduje...

Opublikowany w:

Tajemnica Avenue Street

Prolog

Kiedy ostrze noża wbiło się w mój prawy bok wcale nie czułem wielkiego bólu. Tylko ciepło w ranie. A przynajmniej tak mi się zdaje. Zamroczyło mnie – tego jestem pewien. Jestem tego tak pewien jak tego, że mimo wszystko wiedziałem, że muszę coś zrobić. Zanim stracę przytomność. Zrobiłem to. A potem poddałem się zamroczeniu i osunąłem się na ziemię. Zemdlałem.



Rozdział 1
Przebudzenie

Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem po przebudzeniu była twarz jakiegoś mężczyzny. Siedział na krześle obok mojego łóżka. Chyba spał bo miał zamknięte oczy. Nie jestem jednak tego pewien bo gdy tylko się ruszyłem otworzył je i spojrzał prosto na mnie.
- Wreszcie się obudziłeś – powiedział.
- Gdzie jestem? – spytałem wiedząc, że jest to bez sensu. Było jedno miejsce, w którym mogłem się teraz znajdować.
- W szpitalu. – odpowiedział nieznajomy. Rozejrzałem się po pokoju. Był pusty jeśli nie liczyć metalowego wózka z szufladami, w których znajdowały się leki. Pokój był najwyraźniej niedawno odnawiany gdyż, ściany dosłownie lśniły czystością. Podobnie podłoga. Mój wzrok szukał Brada – mojego przyjaciela, z którym byłem tamtej nocy – nocy wypadku. Łóżko po drugiej stronie pomieszczenia było puste. Nie było go. To dobrze. Spytałem się jednak nieznajomego czy coś się stało mojemu przyjacielowi.
- Jest mocno ranny. Leży w innej Sali. Tej od cięższych przypadków.
- Coś poważnego?
- Wyjdzie z tego.
- A co ze mną panie…
- Przepraszam. Nie przedstawiłem się. Jestem z policji. David Allston. Panu nic poważnego nie jest. Za kilka dni powinni pana wypuścić.
- Czemu w sprawę zamieszana jest policja?
- W tym rzecz. Ustalono, że panowie zostali napadnięci około drugiej w nocy. O pierwszej na moją służbową komórkę ktoś zadzwonił. Numer był zastrzeżony, głos zmieniony elektronicznie. Gdy odebrałem powiedział – powiem dosłownie – „Avenue Steet. Druga w nocy” I rozłączył się. Komisariat na którym pracuję jest akurat godzinę drogi samochodem od tej ulicy. Pojechałem tam i znalazłem was nieprzytomnych. Wezwałem karetkę. I tak znaleźliście się tutaj.
- Ile czasu byłem nieprzytomny?
- Dwa dni.
- I pan tu cały czas siedzi?
- Muszę się dowiedzieć co się tam dokładnie stało. Zadać panu pytania. Może to mnie naprowadzi. Skąd niedoszły morderca wiedział, że będziecie szli o drugiej tą ulicą? Czemu dzwonił do mnie? Dlaczego nikogo jednak nie zabił? Może myślał, że mu się udało, może nie. Czemu wybrał akurat mnie? Czemu chciał kogoś zabić? No i kto to do cholery jest?
- Na te pytania niestety nie znam odpowiedzi.
- Przepraszam. Mówiłem bardziej do siebie niż do pana. Muszę znać przebieg tamtej nocy.
- To panu nic nie da.
- Jednak proszę powiedzieć.
- A więc tak. Koło dwunastej poszedłem do pubu. Wie pan. Mieszkam sam i cierpię na bezsenność. Spotkałem tam Brada – tego co był ze mną w czasie napaści, i kilku innych dawnych przyjaciół. Nie pamiętam co robiliśmy. Byłem spity. Wyszliśmy z pubu i co się dalej stało to już wiadomo.
- Żadnych godzin ani nietypowych sytuacji?
- Niestety.
- Nic nie rzuciło się panu w oczy? Może jakiś nieważny jeszcze wtedy szczegół?
- Nie wydaje mi się.
- Kto mógłby zyskać na śmierci któregoś z was?
- Naprawdę nie mam pojęcia. Sam nic nie rozumiem.
- Do niczego mnie to nie doprowadzi. Zostawię pana samego. Niech pan chwilę się prześpi. Odpocznie. Pomyśli. Jeśli coś pan sobie przypomni to proszę zadzwonić. – Z prawej kieszeni czarnej marynarki wyjął swoją wizytówkę, którą mi podał. Następnie wstał z krzesła. Nim otworzył drzwi zawołałem:
- Zawsze wychodzę z pubu w okolicach tej godziny, więc to mógł wiedzieć prawie każdy.
Policjant odwrócił się na chwilę, pokiwał głową i wyszedł na korytarz. Ja przez jakiś czas obracałem wizytówkę w dłoni i patrzyłem bez sensu w otwarte okno. Przyłapałem się na tym dopiero wtedy, gdy poruszyły się zasłony.


W szpitalu byłem jeszcze osiem dni. Przez ten czas kilka razy próbowałem się dowiedzieć co się dzieje z moim przyjacielem. Dostawałem tylko wymijające odpowiedzi typu „wyliże się”. Po jakimś czasie zaprzestałem prób i siedziałem w swoim pokoju śpiąc, lub czytając książki, które przyniósł mi mój brat podczas odwiedzin. Trzy razy dziennie – z rana, po południu i wieczorem, przychodziła do mnie pielęgniarka. Dawała mi lekarstwa, a czasami zdejmowała opatrunek, by sprawdzić jak zagaja się rana, i zakładała nowy, nasączając go wcześniej jakimś płynem. Pewnego wieczoru, kiedy już zaczynałem tracić nadzieję na szybkie opuszczenie szpitala, pielęgniarka powiedziała, że wyjdę następnego dnia. Było to piątego czerwca około godziny piętnastej. Dostałem recepty na potrzebną mi maść i lekarstwa. Gdy wyszedłem przed budynek poszedłem tam gdzie planowałem iść już od dłuższego czasu.



Rozdział 2
To co widział doktor Lenny Smith.

Doktor Lenny Smith przechadzał się po korytarzu. Był zdenerwowany ponieważ stan jednego z jego pacjentów gwałtownie się pogarszał. Nic już się nie dało zrobić. Tak naprawdę mógł tylko czekać na jego śmierć. A czekanie na śmierć innego człowieka, a w szczególności swojego pacjenta była jedną z najgorszych rzeczy przez jakie przechodził w życiu. Dla ochłonięcia zjechał windą na parter, by zamówić sobie średnie expresso z automatu stojącego przy recepcji. Gdy czekał aż kawa naleje się do końca patrzył na zdjęcia lekarzy, którzy najbardziej zasłużyli się dla szpitala. Miał nadzieję, że jego zdjęcie też tam kiedyś dołączy. Zdjął z nosa swoje grube okulary i przetarł je o służącą do tego szmatkę, którą miał w kieszeni. Wyjął z automatu kubek z brązowym płynem i wypił wszystko na „jeden raz”. Kubeczek wyrzucił do śmieci. Wrócił na górę. Szedł do sali swojego umierającego podopiecznego. Gdy wchodził do pomieszczenia stała się rzecz bardzo dziwna. Jego pacjent wieziony był na wózku przez innego lekarza. Nie znał go. A doktor Lenny Smith znał wszystkich pracowników szpitala. Był w końcu jego wicedyrektorem.
- Proszę opuścić tą salę. Nikt nie ma tu prawa wstępu.
- Mam nakaz na przewiezienie tego pacjenta do innego zakładu. Tu są złe warunki – pokazał papiery. Były prawdziwe.
- Nic się nie da zrobić. Przewożenie go z miejsca na miejsce może tylko pogorszyć sytuację.
- To już nie moja sprawa. Ja wykonuję tylko to co mi karzą. – powiedział nieznajomy i wyszedł z wózkiem. Doktor stał jeszcze nieruchomo przez kilka minut zastanawiając się nad tym, czemu ktoś kazał przewozić ciężko rannego Brada Fostera w inne miejsce.



Rozdział 3
Wiadomość o porwaniu

Od razu po wejściu do domu włączyłem telewizję. Chyba tego mi brakowało podczas pobytu w szpitalu. Przez telefon zamówiłem pizze. Pierwszą z listy. Nie chciało mi się wybierać. Właściwie teraz chciałem tylko jednego. Żeby cała sprawa się zakończyła.


Ze snu wyrwał mnie dzwonek komórki. Była chyba jakaś druga w nocy, ale odebrałem. To był David Allston – ten policjant ze szpitala.
- Niech pan przyjeżdża natychmiast! Coś się stało! – wykrzyczał zanim zdążyłem powiedzieć „halo”
- Co?
- Przyjeżdżaj! – policjant zrezygnował z per pan – Przyjeżdżaj natychmiast! Nie ma czasu!
Rozłączył się. Zastanawiałem się chwilę skąd ma mój numer i doszedłem do wniosku, że oni mają chyba wszystko w jakiejś bazie danych. Wyjąłem z kieszeni wizytówką którą dostałem jeszcze w szpitalu. Spojrzałem na adres komisariatu widniejący na niej. Pojechałem.


David Allston czekał na mnie przed wejściem na posterunek.
- Porwali go! – wykrzyczał gdy tylko wyszedłem z samochodu.
- Kogo?
- Brada Foresta! – Poczułem przypływ adrenaliny. Nie strachu. Adrenaliny. Poszliśmy razem do jego biura. Po drodze mijaliśmy wielu innych policjantów. Z ich rozmów wywnioskowałem, że zajmują się właśnie Bradem.
- Porywacze jeszcze się nie odzywali. Nie wiemy czego chcą.
I dokładnie w tym momencie zadzwoniła moja komórka.
- Halo – powiedziałem do słuchawki
Odezwał się elektroniczny głos:
- Mamy go. Jeśli chcesz go odzyskać przyjedź na Avenue Street dzisiaj o godzinie dziesiątej. Masz mieć ze sobą 10 milionów dolarów. Ma nie być żadnych glin ani służb specjalnych. Inaczej zabiję go. To twoja jedyna szansa. – rozłączył się. Sprawdziłem numer na wyświetlaczu. Nie powinno go tam być. Jednak był.
- To oni. Mają go. Chcą… - David przerwał mi unosząc rękę. Postukał chwilę w klawiaturę swojego komputera i z głośników usłyszałem rozmowę sprzed kilkudziesięciu sekund. Byłem cicho aż skończyło się nagranie, ale później już nie wytrzymałem.
- Podsłuchujecie mnie! – wybuchłem
- Tak. Miałem podejrzenia, że osoba, która dzwoniła do mnie, zadzwoni też do pana.
- Kiedy go założyliście?
- Kiedy był pan nieprzytomny.
Postanowiłem darować sobie dalsze drążenie tego tematu.
- Nie zastrzegli numeru. - powiedziałem
- Mogę to sprawdzić, ale sądzę, że to nic nie da.
Znów wrócił do stukania w klawiaturę.
- Tak jak myślałem. Tego numeru nie ma. Nie powinien istnieć.
- Nie ma sposobu by dojść do tego kto dzwonił?
- W tym wypadku nie.
Westchnąłem. Jakiś czas staliśmy w milczeniu. Pierwszy odezwałem się ja:
- Co mam robić?
- Trzeba jak najszybciej zorganizować pieniądze.
- To nie będzie duży problem.
- To jest dziesięć milionów.
- Jego rodzina jest bardzo bogata. Ojciec ma własną firmę.
- To dlaczego porywacze zadzwonili do pana a nie do nich?
- Tego nie wiem.



Rozdział 4
Szansa

Zrobiłem wszystko prawie tak jak kazał mi głos w telefonie. O dziesiątej. Z dziesięcioma milionami dolarów. Nie udało mi się tylko powstrzymać policji. Powiedzieli, że będą niewidoczni. Miałem taką nadzieję. W moim lewym uchu umieszczona była mikro słuchawka. Słyszałem co do mnie mówią. Kazali mi siedzieć w samochodzie. Powiedzieli, że porywacze sami się odezwą. I rzeczywiście. Dokładnie o godzinie 10:06 zadzwonił mój telefon. Odebrałem. W bocznym lusterku widziałem jak w czarnym aucie, jakieś sto metrów ode mnie policjanci już włączają podsłuch.
- Wyjdziesz teraz z samochodu. – rozległ się głos w słuchawce – Podejdziesz do kosza na śmieci. – zrobiłem jak mi kazano - teraz wyjmij stamtąd granatową, sportową torbę. Wróć do samochodu i włóż do niej pieniądze. – rozłączył się.
Wykonałem polecenia. Po chwili telefon zadzwonił ponownie.
- Pojedziesz teraz cały czas prosto. Nie przerywaj połączenia.
Zapaliłem samochód. Spojrzałem w boczne lusterko. Policjanci poszli w ślad za mną. David dał mi znak kciukiem, że wszystko jest porządku. Ruszyłem. Adrenalina dała o sobie znać. To była moja szansa. Być może jedyna. Nie można było niczego zepsuć. Prowadziłem trzymając kurczowo kierownicę spoconymi dłońmi. Na nic nie zwracałem uwagi. Nawet wtedy gdy omal nie przejechałem przechodnia. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero po chwili. Droga główna zaczynała się kończyć. Nie wiem dokładnie ile czasu jechałem, ale chyba długo, bo nie było mnie już w mieście. Droga nie była teraz z asfaltu tylko z ubitego piachu i żwiru. Na takiej drodze łatwo zobaczyć czy ktoś cię śledzi. Albo w tym wypadku – czy jedzie za tobą policja. W duchu modliłem się, by panowie w mundurach zrezygnowali ze śledzenia mnie. To by mogło wszystko zepsuć. Na szczęście nie byli głupi.
- Na najbliższym skrzyżowaniu skręć w lewo. – powiedział głos.
Minutę później trafiłem na rozwidlenie. Skręciłem. Wokół mnie rozciągały się wielkie pola. Nie wiem co było na nich hodowane. Nie znam się na tym. Dotarłem do jakiegoś wielkiego budynku z kominami. Elektrownia?
- Widzę cię. – usłyszałem w telefonie – Przy głównym wejściu do fabryki zatrzymasz samochód. – tak zrobiłem. – Wejdź do budynku. Postaw torbę na środku hangaru. – gdy już wszystkie te rzeczy wykonałem powiedział: - Teraz wróć do miasta. Za kilka godzin zadzwonię ponownie. – rozłączył się.



Rozdział 5
Ostatnie słowa Głosu

Siedziałem z Davidem w jego gabinecie na komisariacie. Teraz można było tylko czekać. Policjant próbował pocieszać mnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze i opowiadając żarty. Miałem nadzieję, że się nie myli. Spacerowałem od jednego końca pokoju do drugiego nie zdenerwowany, lecz podniecony. Wszystko powinno się udać. Tak mi się wtedy zdawało. Nie mogłem usiedzieć w jednym miejscu. W końcu zadzwonił.
- Twój przyjaciel nie żyje.
To były ostatnie słowa Głosu jakie słyszałem.



Rozdział 6
Zły

Minął już tydzień odkąd przeprowadzona była cała akcja z okupem. Wszystko wróciło do normy. Wiele razy pytałem sam siebie czy jestem człowiekiem złym. Tak mi się zdaje. Może zacząłem nim być kiedy postanowiłem zabić Brada. Może zawsze byłem. Nie wiem. Myślami wróciłem do nocy nazwanej przez Davida „wypadkiem”. Pamiętam jak trudno było wbić sobie samemu nuż. Jednak wiedziałem, że jest to konieczne. Konieczne żeby zarobić dziesięć milionów dolarów. Wiedziałem to tak dobrze jak to, że po zranieniu siebie, zanim zemdleję muszę coś zrobić. Zabić Brada. Nie od razu. Powoli. Tak w ogóle to nazywam się Marc. Marc Langfield. Pracuję jako szef wydziału marketingowego. Jednak kiedyś studiowałem medycynę. Studiów nigdy nie skończyłem. Tak naprawdę nigdy nie zamierzałem ich chyba skończyć. Był to po prostu jedyny kierunek, na który mnie przyjęli. A ja chciałem zadowolić rodziców. Nie wiem dlaczego. Jakoś tak było. Wielu rzeczy ze swojej przeszłości nie potrafię wyjaśnić. Jednak jak już powiedziałem studia przerwałem. Na trzecim roku. Jednak dzięki tym trzem latom wiedziałem gdzie trzeba kogoś dźgnąć nożem by ten umierał przez wiele dni. Nie mogłem go przecież od razu zabić. Wtedy od razu zawieźliby go do kostnicy i nie mógłbym go porwać. Trafił do szpitala. Ja też. Ale mi nic poważnego nie było. Gdy wyszedłem skierowałem się do schowka, który wynająłem miesiąc temu, specjalnie na tą okazję. Było tam wszystko to co potrzebne by porwać pacjenta ze szpitala. Fałszywy nakaz przewiezienia go w inne miejsce oraz strój lekarzy. Z ich pomocą porwałem Brada. Przewiozłem go za miasto do starej, opuszczonej fabryki. Tam go dobiłem. Kolejny krok polegał na nagraniu kilku fałszywych rozmów telefonicznych z udziałem elektronicznie zmienionego głosu. Na swojej drugiej komórce zaprogramowałem godziny, w których telefon miał zadzwonić do mnie. Wszystko się udało. W śmietniku umieściłem torbę, a drugą taką samą miałem w bagażniku. Przy fabryce wystarczyło po prostu wyjąć tą wypchaną papierem toaletowy. Pieniądze przywiozłem do domu. Może odpowiem na pytanie „dlaczego wybrałem Davida?”. Nie wybierałem go. Był pierwszy na liście policjantów pobliskich komisariatów. No i to chyba na tyle. A… jeszcze jedno. Wyjaśnię jeszcze dlaczego nie zabiłem Brada od razu i po prostu nie zainscenizowałem porwania. Były dwa powody. To co zrobiłem miało zmylić policję i doszczętnie oczyścić mnie ze wszystkich zarzutów. A po drugie chciałem mieć satysfakcję ze zrobienia niebanalnej zbrodni. Z tego co wiem wiele morderców lubi ubarwiać swoje zbrodnie. Może to jakiś uraz psychiczny, a może to normalne. Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć. Starałem się skupić myśli na pieniądzach, ale nie byłem w stanie. Przed oczami cały czas przewijały mi się sceny zbrodni. Mojej zbrodni. I wtedy gdy o tym rozmyślałem zauważyłem jego. David Alston stał kilka metrów obok mnie, w drzwiach do pokoju.
- Długo tu jesteś? – spytałem
- Dostatecznie długo by zobaczyć pieniądze.
- Od kiedy mnie podejrzewałeś? – zadałem pytanie ze spokojem. Nie wiem czemu.
- Od czasu kiedy odebrałeś telefon w moim biurze. Wiele ludzi różnie reaguje na takie informacje, ale nie tak jak ty. Nie umiem tego dokładnie wyjaśnić, ale gdy pracuje się w moim zawodzie przez kilka lat, to dostrzega się takie rzeczy.
- Ktoś jeszcze o tym wie?
- Tylko ja i ty.
- Ile pieniędzy chcesz?
- Chcę żebyś powiedział, jak to wszystko zrobiłeś.
Powiedziałem mu wszystko, nie pomijając żadnych szczegółów. Wysłuchawszy całej historii, Alston wstał z krzesła.
- Co zamierzasz teraz zrobić? – rzuciłem gdy skierował się do wyjścia.
- To się jeszcze okaże.
I właśnie wtedy coś mnie tknęło. Skoczyłem na niego jak dzikie zwierzę na swoją ofiarę. Złapałem go za szyję. Moje dłonie zaczęły się kurczowo zaciskać. Żadne słowa nie potrafią opisać, tego wspaniałego uczucia jakie mnie wtedy ogarnęło. To prawda, że zabijanie powoli staje się uzależnieniem. Ja jestem uzależniony. Zaczęło się od kiedy popełniłem swoje pierwsze morderstwo. Od dzieciństwa umiałem korzystać z okazji. Pierwszy raz był kiedy otrułem panią Bridget mając dziesięć lat. Była moją opiekunką. Zawsze jej nienawidziłem. Gdy przychodziła do niej przyjaciółka, za każdym razem podawała ciastka. Pewnego razu postanowiłem tej znienawidzonej przeze mnie kobiecie, śmiertelnie uczulonej na orzechy, podmienić ciastka czekoladowe na orzechowe. Zmarła w dziesięć minut po skonsumowaniu przysmaku. Wszyscy stwierdzili, że to był nieszczęśliwy wypadek. Później popełniłem wiele morderstw, ale nigdy wcześniej nie zabiłem swojego przyjaciela. Brad był pierwszy. Tak samo nigdy wcześniej nie zabiłem nikogo gołymi rękami. David zajął honorowe miejsce. teraz stwierdziłem, że tak jest najprzyjemniej. Gdy już miałem pewność, że nie żyje odrzuciłem jego ciało w kąt. Stałem chwilę jeszcze nieruchomo patrząc na trupa, do momentu kiedy w głowę trafiły mnie drzwi. Upadłem na ziemię. Kilkunastu policjantów uzbrojonych w karabiny i pistolety wtargnęło do pokoju. Dwóch skuło mnie w kajdanki. Jeden podszedł do nieżywego Alstona i wyjął z jego czarnej marynarki dyktafon. Jaki byłem głupi. Cały czas mnie wrabiał. Nie przyszedł tu by zaspokoić swoją ciekawość, ale po to żeby zebrać dowody. Jak mogłem tego nie przewidzieć. Szedłem pchany lufami karabinów do samochodu.


Epilog

Sąd wydał karę śmierci. W dzień mojej egzekucji, musiałem wyglądać bardzo źle, bo po mojej celi chodziło kilku ludzi, z czego co najmniej dwóch było lekarzami. „Czy czegoś ci potrzeba?” – zadawali pytania zgodnie z regułą ostatniego życzenia przed śmiercią. „Dajcie mi kilka kartek i długopis” – odrzekłem. Postanowiłem szybko spisać moją historię póki jeszcze żyję. Może kogoś ona zaciekawi.

Podpis: 

Etoo149 4 - 15 września
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 120 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Dzień życia dniem śmierci Krzyż Noc polarna
Z uwagi na pojawiające się wątpliwości-tekst jest od początku do końca fikcją. Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Na północy Norwegii.
Sponsorowane: 100
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.