http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Podpalaczka
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Boska J. - (W cztery strony świata)

Powieść jest nie tylko opowieścią o niespełnionej i tragicznej miłości dwóch kobiet, ale podróżą filozoficzną; próbą zrozumienia, umiejscowienia się w świecie i sprostania uczuciom, które nie dają za wygraną, mimo upływającego czasu.

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
820
użytkowników.

Gości:
820
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 51413

51413

Nowe życie po czterdziestce

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
09-02-13

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/-/-
Rozmiar
27 kb
Czytane
2291
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
09-02-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: cavelady Podpis: cavelady
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowiadanie 9 z cyklu "Kiedy miłość odchodzi."

Opublikowany w:

Nowe życie po czterdziestce

Kamila stała na tarasie i wciąż patrzyła w dal. Już od dawna nie było widać granatowego BMW Patryka. Mimo to wciąż wpatrywała się w jedno miejsce, jakby oczekiwała, że jednak zawróci. Ale jak na razie to zawróciło jej życie, była samotną, czterdziestoletnią kobietą, z dorastającym synem, w wielkim domu, w którym wciąż brakowało prawdziwej miłości. Ciepłe, czerwcowe popołudnie przynosiło smutek i gorycz. Kamila wróciła myślami do takiego samego popołudnia osiemnaście lat temu. Wtedy też czuła gorycz, ale tylko w ustach. W sercu panowała radość. Była wtedy w trzecim miesiącu ciąży, ale wciąż smukła i zgrabna w białej sukni z wysoko upiętymi, rudymi włosami stała przed lustrem. Uważnie studiowała swoją twarz, chciała ją zapamiętać jak najlepiej, już od jutra będzie kimś innym. Bardzo pragnęła małżeństwa z Patrykiem, pragnęła dziecka, które dopiero zaczęło w niej kiełkować. Poranne nudności, częste wymioty i ogólne złe samopoczucie znosiła z uśmiechem na twarzy. Przecież właśnie zaczęło się spełniać to, o czym marzyła. Zakładała własną rodzinę. Będzie miała męża, będzie miała dziecko, będzie miała kogo kochać i ona też będzie kochana. Na brak miłości Kamila cierpiała od zawsze. Od czwartego roku życia wychowywała się w domu dziecka, nieśmiała i zakompleksiona nie znalazła nowych rodziców. Jedyna żyjąca krewna nie chciała brać na swoje barki opieki nad kilkuletnią dziewczynką. Odwiedzała ją czasami, przynosiła słodycze i maskotki, ale nigdy nie zabierała poza teren domu dziecka, nigdy nie przyprowadziła jej tutaj, nigdy nie pokazała prawdziwego domu. Dopiero gdy Kamila miała skończone osiemnaście lat i świadectwo dojrzałości w kieszeni nieśmiało zapukała do drzwi domu ciotki. Ciotka, światowa kobieta, dobrze rozumiał potrzeby Kamili, by studiować i poznawać życie spoza murów domu dziecka. Ale nie zaproponowała dziewczynie żadnej pomocy, nigdy też nie szukała z nią kontaktu. Kamila zamieszkała w mieszkaniu wynajętym i opłacanym przez dom dziecka, miała też kieszonkowe, z którego mogła kupić sobie jedzenie, środki czystościowe, trochę garderoby. Na resztę przyjemności musiała zarobić sama. Ciotkę zobaczyło dopiero po kilku latach leżącą w trumnie. Była już wtedy mężatką z kilkuletnim dzieckiem. Razem z Patrykiem i Damianem była jedną z nielicznych osób, które przybyły na pogrzeb. Kamila była jedyną rodziną, a wśród znajomych i „przyjaciół” ciotka nie cieszyła się zbyt dużą sympatią. Dom ciotki, który wcześniej onieśmielał Kamilę, stał się teraz jej własnością. Wymagał on jednak solidnego remontu, a co za tym idzie sporych pieniędzy i wiele czasu. Dom szybko stał się przyczyną zgrzytów w małżeństwie Kamili i Patryka. On chciał się go jak najszybciej pozbyć, najlepiej sprzedać za odpowiednie pieniądze i kupić mieszkanie. Ona z uwagi na sentyment nie chciała się go pozbywać. Widziała też w nim możliwość realizacji samej siebie. Czuła, że przy remoncie domu będzie mogła rozwinąć skrzydła, wykorzystać swój zmysł artystyczny, pokazać co potrafi. A przede wszystkim wyprowadzić się od teściowej, przestać być od niej zależną. Wiedziała, że w domu, który będzie należał do niej, teściowa nie będzie rządzić. Kupno mieszkania, które będzie w sposób naturalny traktowane, jako wspólny dorobek ,oznaczało ciągłe wizyty teściowej, jej uwagi i sarkazm. Kamila nie była wymarzoną synową i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Była cicha, ale miała swoje zdanie, do którego z uporem dążyła, nie lubiła się bawić, no i zajmowała się sztuką, czyli właściwie niczym. No i źle traktowała męża, niewłaściwie chowała syna., bo skąd mogła wiedzieć jak wygląda życie w rodzinie, skoro sama jej nie miała. Ale Kamila postawiła na swoim. Odnowiła dom tylko przy niewielkim wkładzie finansowym męża. Damian choć miał dopiero sześć lat, okazał się wielkim pomocnikiem. Nie psocił, nie marudził i nie dość, że sam zajmował się sobą, to jeszcze dbał o Kamilę. O to czy jadła, czy spała w nocy. Na szczęście charakterem przypominał matkę, mimo że urodę odziedziczył po ojcu.
Dom sam w sobie był piękny, ale teraz wprost przykuwał uwagę. Zmienił też zupełnie ich dotychczasową egzystencję. Życie rodzinne przeniosło się z jednego blokowego pokoju do pięciu obszernych. Był wspólny salon, sypialnia, pokój Damiana i dwa gabinety, gdzie każde z nich mogło oddawać się swoim przyjemnością i realizować swoje potrzeby. Ale wymiary domu niekorzystnie wpłynęły na kontakty Kamili i Patryka. Małżonkowie oddalili się od siebie, zarówno w sposób fizyczny, jaki emocjonalny. Powodziło im się coraz lepiej finansowo, coraz więcej pracowali, coraz rzadziej przebywali ze sobą, rozmawiali. Nawet wspólnie zjedzone posiłki były rzadkością. Tylko niezmiennie niedzielne obiady jadali u teściowej. Patryk był jedynakiem, więc matka całą miłość przelała na syna, swój czas i siły poświęcała tylko jemu. Damian też był jej oczkiem w głowie, ale z czasem to się zmieniło. Gdy chłopiec dorastał wciąż wyglądał jak Patryk w jego wieku, ale charakterem coraz bardziej przypominał Kamilę, co teściowej było w niesmak. Damian był bardzo związany z Kamilą, natomiast z ojcem z trudem się dogadywał. Zresztą tak rzadko się widywali i rozmawiali, że nic dziwnego, że każde ich spotkanie było pełne napięć i milczenia. Kamila starała się za bardzo nie ingerować w stosunki między mężem i synem, ale serce jej pękało na widok ich zaciętych twarzy, kiedy wspólnie przebywali w jednym pomieszczeniu. Bardzo pragnęła, by się lubili i dogadywali, ona sama właściwie nie pamiętała swojego ojca i jakże dużo by dała, aby móc z nim usiąść i porozmawiać, przytulić się do rękawa jego koszuli i opowiedzieć o swoich kłopotach. Ale nie było jej to dane i dlatego tak bardzo cierpiała z powodu nie układających się stosunków syna z ojcem.
Chłodny wietrzyk zaczął owiewać gołe ramiona Kamili, gdzieś w głębi domu trzasnęły drzwi. A ona wciąż stała zapatrzona w dal, a w głowie kłębiły się tysiące myśli i wspomnień. Nie mogła i nawet nie chciała myśleć o tym, co stało się przed chwilą. O tym, co właściwie działo się już od wielu lat, ale ona wolała tego nie zauważać. Nie dopuszczała do siebie żadnej myśli, która mogłaby zapowiadać nieszczęście, aż do chwili obecnej kiedy to została postawiona przed faktem dokonanym. Teraz nie było już wyjścia, musiała się zmierzyć oko w oko z niechcianą sytuacją, a raczej ze zgrabną blondynką, która mogła być jej o wiele młodszą siostrą lub nawet córką, gdyby urodziła ją mając niespełna osiemnaście lat.
- Co mam teraz robić, jak się zachowywać? – myślała zaciskając dłonie na balustradzie tarasu tak mocno, że aż kostki na dłoniach pobielały i poczuła jak paznokcie wbijają się w jej wrażliwą skórę. – Jak mam poradzić sobie sama. Przecież nawet, kiedy go przy mnie nie było, to wiedziałam, że tak naprawdę jest. A teraz. Nie ma jego, nie ma nas. Zostałam ja sama. Ja i Damian.
Uśmiechnęło się nieco na myśl o synu.
- Jak dobrze, że go teraz tu nie ma. Że nie widzi mnie, nie zadaje pytań. A jak wróci, to co mu powiem. To co prawda duży i rozsądny chłopak, ale wciąż jest moim dzieckiem. Moim i Patryka.
Nigdy, tak jak większość kobiet, nie zapomni dnia, w którym urodził się Damian. Koniec listopada, na ulicach leżał pierwszy śnieg. Ciemno, zimno, po drugiej stronie wersalki smacznie śpiący Patryk. Bóle coraz silniejsze, wody płodowe odeszły, jest przerażona, musi obudzić Patryka. Nie jest, to łatwe, ale w końcu się udaje. Patryk zamroczony jeszcze snem i ogromnie przejęty narodzinami pierworodnego, plącze się w spodniach próbując włożyć obie nogi do jednej nogawki. Kamila powoli zbiera drobiazgi i wkłada je do torby przygotowanej, by zabrać ją do szpitala. Patryk z głową uwięzioną w swetrze wybiega do przedpokoju zrzucając przy okazji bibeloty stojące na szafce. Kiedy zapala światło, by znaleźć buty, w drzwiach swojej sypialni staje niezadowolona teściowa, która na informację, że Kamila rodzi , wydyma tylko wargi i mówi:
- Kto to widział, żeby rodzić o tej porze i budzić porządnych ludzi. Mogłaś już wczoraj pojechać do szpitala i nie robić zamieszania. A ty synku czemu nie założyłeś skarpetek, bój się Boga, gdzie tak pędzisz bez szalika.
Ale Patryk chyba po raz pierwszy, i ostatni, w życiu nie zareagował na słowa matki, tylko co sił w nogach popędził szukać taksówki, która zawiozłaby Kamilę do szpitala. Matka oszołomiona brakiem reakcji syna, spojrzała z wyrzutem na synową i zamknęła drzwi znikając w swoim pokoju. Kamila została sama w jasnym przedpokoju z pchającym się na świat dzieckiem. Po kilkunastu minutach wypełnionych coraz częstszymi i silniejszymi skurczami wrócił Patryk. Pojechali do szpitala, gdzie po szybkiej akcji porodowej przyszedł na świat ich syn. Małe, pokurczone i rozkrzyczane ciałko Kamila pokochała od razu i nie mogła doczekać się chwili, kiedy wyjdzie ze szpitala i będzie mogła spędzać z synkiem każdą chwilę. Jednak życie w jednym mieszkaniu z teściową nigdy nie było sielanką, tym bardziej teraz, gdy w domu był niemowlak. Dziecko płakało w nocy, czasami w dzień, co zawsze irytowało jego babcię, która akurat w tej chwili ułożyła się do drzemki. Patryk zachwycony synem początkowo stawał w obronie nie tyle syna, co Kamili, ale z czasem przestał nie chcąc się narażać własnej matce. A jej zawsze było źle, nawet wtedy gdy Kamila w słoneczne styczniowe południa wychodziła z małym na spacer, narzekała, że przeziębi dziecko. Zresztą Kamila wszystko robiła źle, ubierała za ciepło albo zbyt lekko, źle kąpała dziecko, za dużo brała je na ręce, była na każdy jego płacz i kwilenie. A Kamila po prostu strasznie się bała nowej roli, jaką napisało dla niej życie. A co gorsza nie miała obok siebie przyjaznej duszy, która mogła by pokazać jej jak się jest matką. Dwudziestodwuletnia, nieśmiała studentka historii sztuki, całkowita sierota od czwartego roku życia nie wiedział nic o macierzyństwie, ale miała w sobie wiele miłości i instynktu macierzyńskiego, że świetnie poradziła sobie z pielęgnacją i wychowaniem syna.
Teraz odchowany syn często chadzał własnymi drogami. Miał wiele pasji i zainteresowań, był sympatycznym i wesołym chłopcem, którego wszyscy lubili. Kamila była ogromnie dumna ze swojego syna i żałowała, że nie ma więcej dzieci. Na początku nie mieli warunków, by urodziło się jeszcze jedno dziecko. Potem trudności w zajściu w ciążę, dwa poronienia i rosnący dystans między nią a Patrykiem, sprawiły, że Damian był jedynakiem. Kamila, choć było to dla niej trudne, starała się nie rozpieszczać syna, dla Patryka nigdy nie było to problemem. Im bardziej Damian rósł i dojrzewał, tym bardziej Patryk stawała się oschły i wymagający. Kiedyś znajoma Kamili widząc razem Patryka i Damiana, orzekła, iż jest to walka samców o swoje terytorium. Kamila puściła tę uwagę koło uszu, ale kiedy romanse Patryka stawały się dla niej coraz bardziej wyraźne zrozumiała, co koleżanka, notabene psychiatra, miała na myśli i przyznała jej rację. Damian równie przystojny jak ojciec, przyciągał wzrok wielu dziewczyn i kobiet, a jego sposób bycia i światopogląd jeszcze bardziej przykuwał ich uwagę. Nic więc dziwnego, że ojciec, zainteresowany sporo młodszymi od siebie kobietami, widział w synu rywala. Oczywiście wszystko to działo się na poziomie podświadomym, co nie zmienia faktu, że stosunki między panami nie układały się najlepiej. Patryk, jako wykładowca akademicki, miał ciągły kontakt z dziewczętami. Wiedział jak je sobą zainteresować, zatrzymać przy sobie na tyle, na ile on sam tego potrzebował. Przystojny, zadbany nie wyglądał na swoje czterdzieści dwa lata. Wygadany i zabawny, umiał podejść kobiety, wiedział, co lubią i na czym im zależy. Dzięki temu właśnie zdobył Kamilę. Ale wpadka, jaka im się przydarzyła i zaowocowała narodzinami Damiana, sprawiła, iż był z Kamilą o wiele dłużej, niż to pierwotnie zamierzał. Jako mądry człowiek i doskonały matematyk szybko wyciągnął wnioski i nie dopuścił, by taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła.
Na dworze szarzało. Dochodziła dziewiąta, a ona wciąż stał na tarasie, choć ścierpły jej nogi, a oczy zaszły łzami od ciągłego wpatrywania się w jeden punkt. W oknach sąsiadów rozbłysły światła, gdzieś w oddali było słychać szczekanie psa i nawoływania ludzi. W domu rozległ się dźwięk telefonu. Kamila drgnęła na jego dźwięk, ale nie ruszyła się z miejsca. W myślach liczyła dzwonki telefonu. Drugi, trzeci, czwarty. Naliczyła ich siedem. Kto dzwonił. Patryk, Damian, może teściowa? Może któraś z koleżanek Kamili, nieświadoma jej dzisiejszej tragedii, a może któryś z kolegów Patryka, nie wiedzący o jego odejściu. Choć Kamila uważnie nasłuchiwała, telefon nie odezwał się po raz drugi. Postała jeszcze chwilę na tarasie, niepewna tego, co ma dalej robić i wsunęła się do cichego, pustego i ciemnego domu bezszelestnie zamykając drzwi. Jej ciche kroki i niezauważone wejścia zawsze drażniły Patryka. Mówił o niej, że skrada się jak kot, albo jak złodziej. To ostatnie porównanie bolało Kamilę, ale inaczej chodzić nie umiała. Ten sposób poruszania się wyniosła z domu dziecka, gdzie zawsze starała się być niezauważona i nie wchodzić starszym kolegom w oczy. Ale jak miała wyjaśnić to Patrykowi, który chował się w przyjaznym otoczeniu, pełnym miłości i ciepła. Teraz była zupełnie sama i nikomu nie mogło przeszkadzać jej ciche zachowanie. Rzeczywiście w Kamili było coś z kota. Ciche stąpnięcia, bezszelestne ruchy, zgrabne poruszanie się w ciemnościach. Nie zapalając światła weszła do sypialni, usiadła po swojej stronie łóżka i znów się zamyśliła.
- Kiedy to się zaczęło. Kiedy właściwie zaczął mnie zdradzać?
Próbowała przypomnieć sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy poczuła się zagrożona. Ale było to trudne, ponieważ Kamila nigdy tak naprawdę nie czuła, że Patryk należy do niej. Był jej mężem, ojcem jej dziecka, ale czy naprawdę miała go na własność. On był jak jej marzenie, ulotne, zwiewne, w każdej chwili mogące jak mydlana bańka zniknąć. Zawsze traktowała Patryka jak coś cudownego i czasami nie mogła uwierzyć, że jest jego żoną. Nigdy nie wnikała w to, dlaczego wybrał właśnie ją, dlaczego się z nią spotykał. Nie wnikała, bo bała się poznać prawdy. To, że zaszła z nim w ciążę, uznała za znak od Boga, dar od losu, który nigdy jej nie rozpieszczał. Żyła z nim, jadła i sypiała, ale był dla niej niedostępny, jakby wciąż przebywał za cienką szybą, dającą złudne wrażenie, że jeśli tylko wyciągniesz rękę to dotkniesz tego, co się za nią znajduje. Kamila czuła się jednocześnie zaszczycona wyborem Patryka i bardzo onieśmielona jego tak bliską obecnością. Przez pierwsze dwa miesiące spotkań nie była w stanie wypowiedzieć dłuższego zdania, a dotyk i spojrzenie błękitnych oczu Patryka jeszcze bardziej ją onieśmielały. Danka i Jola, koleżanki z którymi mieszkała, czasami się z niej śmiały, ale, co dobrze wiedziała, zazdrościły jej takiego chłopaka. Na samym początku ciąży, kiedy nikt o ty jeszcze nie wiedział, a ona czuła się naprawdę źle, przyszła do niej Danka i prosiła, by koleżanka bardzo poważnie zastanowiła się nad związkiem z Patrykiem, bo „niezły z niego agent”. Tak powiedziała Danka, chciała dodać coś jeszcze, ale Kamila ogromnie zmęczona, nawet jej nie słuchała. Kiedy stało się jasne, że Kamila jest w ciąży, a ślub z Patrykiem to kwestia miesiąca czy dwóch, Danka zaczęła wycofywać się z powiedzianych słów. Wokół Patryka zawsze było pełno kobiet, a cicha i spokojna Kamila nigdy nie narzekała, że ją zaniedbuje, odstawia na tor boczny nawet na oficjalnych spotkaniach i przyjęciach. Lubiła patrzeć na męża jak rozmawia, uśmiecha się, przyjmuje wyprostowaną sylwetkę, jak promienieje z niego mądrość i piękno. Lubiła słuchać jak przemawia, dyskutuje, spiera się. Ona tego nie potrafiła i czuła, że nie jest dla niego równorzędną partnerką do dyskusji. Zresztą każde z nich zaczynało mieć powoli swój świat. Dla niego istniały cyfry, równania, nowe odkrycia i wynalazki, piłka nożna i polityka. Ona interesowała się sztuką, literaturą, lubiła robić na drutach i wyszywać, a ze sportów najbardziej pociągała ją jazda figurowa na lodzie. Tym co ich łączyło to był syn, wspólna sypialnia, obiady u teściowej i budżet domowy, często niewystarczający.
Ostry dzwonek telefonu znów przerwał rozmyślania Kamili. I tak jak poprzednio nie odebrała. Czuła, że to telefonuje Damian. I co miała mu powiedzieć, kłamać nie potrafiła, z resztą to i tak by nic nie dało, bo nie kto inny, ale właśnie jej syn znał ją najlepiej. Postanowiła porozmawiać z nim innego dnia i miała nadzieję, że do tego czasu wymyśli jakąś wymówkę, czemu dziś nie odebrała. Zapaliła nocną lampkę i ze zdumieniem stwierdziła, że jest już jedenasta. Poszła do łazienki, aby wziąć szybki prysznic, który miał jej przynieść ulgę i wytchnienie. Ale zamiast spokoju przyniósł nową falę rozmyślań i wspomnień.
- Więc kiedy było to po raz pierwszy?
Przesunęła ręką po płaskim brzuchu, wtedy był w nim Damian. Brzuch całkiem duży, doskonale widoczny spod obszernego swetra, ograniczał nieco ruchliwość Kamili. Ale nie czynił z niej osoby niepełnosprawnej, toteż chętnie chodziła na długie spacery, sporadycznie wybierała się do miasta. Tego dnia Damian był wyjątkowo niespokojny, kręcił się i kopał, co nie było rzeczą przyjemną dla Kamili. Początek października, a zarazem początek roku akademickiego, piękna jesienna pogoda. Kamila jedzie do dziekanatu, dowiedzieć się o decyzji dziekana w sprawie urlopu. Na studia wróci za rok, przynajmniej takie ma plany. Piękna, słoneczna pogoda zaprasza na spacer, więc Kamila idzie niesiona przez własne nogi aż pod wydział, gdzie zaczął wykładać Patryk. Chce zrobić mężowi niespodziankę. Ale on ją ubiegł. Wyszedł z budynku uczelni objęty z jakąś brunetką w krótkiej spódniczce. Kamili nawet nie zauważył. Potem szli razem wciąż objęci, a jego ręka niebezpiecznie krążyła wokół pośladów dziewczyny. Kamila stała jak wryta z ręką położoną na brzuchu, gdzie wciąż niespokojnie poruszało się dziecko. Kiedy znikli jej z oczu, nie była w stanie się ruszyć, aż ujrzała ich znowu. Jechali taksówką siedząc blisko siebie, a Patryk coś szeptał do ucha roześmianej dziewczynie. Tego dnia Patryk wrócił późno, Kamila leżała już w łóżku i udawała, że śpi. On, co mu się rzadko zdarzało, zachowywał się bardzo cicho. Delikatnie wsunął się pod kołdrę i już za chwilę Kamila słyszała jego wyrównany oddech, świadczący o tym, że mąż śpi. Ona sama długo nie mogła zasnąć, wciąż miała przed oczami idących ich razem tanecznym krokiem i widziała rękę męża zsuwającą się coraz niżej i niżej po plecach dziewczyny. A może to tylko jej własna interpretacja tego, co się wydarzyło. Była przecież wtedy trochę zdenerwowana nadmierną aktywnością dziecka, może wmawia sobie coś, co tak naprawdę nie miało miejsca. Teraz z perspektywy czasu wie, że nic sobie nie wmawiała i że to nie był pierwszy skok w bok Patryka. Pierwszego to nawet on sam nie pamięta, bo niby od kiedy to liczyć. Od czasu gdy zaczęli się spotykać, czy od czasu ustalenia daty ślubu, a może i samego ślubu. Zresztą to i tak by nic nie dało, bo Patryk nigdy nie przestawał flirtować z innymi. A między flirtem a romansem była tylko cienka granica, którą Patryk łatwo przekraczał. Woda lecąca z prysznica przyjemnie szumiała, jednak kąpiel trwała zbyt długo nawet jak na gust Kamili. Zakręciła wodę, starannie wytarła się ręcznikiem i przetarła dłonią zaparowane lustro, by przeczesać włosy. W lustrze zobaczyła swoją jakże małą twarz. Była skurczona jak piąstka, a wokół niej rosła burza rudych włosów. Włosy miała naprawdę piękne. Mocne, gęste, kręcone i ten niesamowity kolor od razu przyciągający uwagę innych. Aby się nie wyróżniać z tłumu Kamila często nosiła je związane, a tylko w pewnych okolicznościach pozwalała im spływać na ramiona. Teraz też szybko związała je frotką, założyła szlafrok i przeszła do sypialni. Miała nadzieję, że sen przyniesie jej ukojenie, a jutro spojrzy na całą tę sprawę z należytym dystansem. Ale upragniony sen nie chciał nadejść, wciąż przewracała się z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, a niechciane myśli wciąż kołatały się po głowie.
- Gdzieś mam tabletki nasenne. – pomyślała gwałtownie siadając na łóżku.
Czasem, gdy Patryk nie wracał długo do domu, ona nie mogła spać. Wiedziała, że następnego dnia musi być wypoczęta i jasno myśleć. Czekała ją przecież praca. Dlatego też lekarz przepisał jej środek nasenny, przestrzegając jednak przed zbyt częstym jego używaniem. Ale teraz był to dla niej jedyny ratunek, by zanurzyć się w sen, oderwać od złych myśli i wspomnień. Kamila zapaliła lampkę i zaczęła wyjmować wszystko z szufladki nocnego stolika. Kiedy natrafiła na buteleczkę z lekiem, uderzyło ją nagłe wspomnienie. Wspomnienie bardzo odległe i niejasne.
- Co to było z tymi lekami na sen? – pomyślała. – Kto się nimi truł?
Jak przez mgłę przypomniała sobie historię sprzed trzech lat. Nie wierzyła w nią wtedy, ale teraz? Teraz była skłonna uwierzyć. Studentka drugiego roku ekonomi próbowała popełnić samobójstwo zażywając całą fiolkę leków nasennych podstępnie wyłudzonych od lekarza. Odratowali ją, ale dziecka nie. Bo jak się okazało była w drugim miesiącu ciąży. Początkowo nikomu, ani rodzicom, ani koleżankom, ani lekarzom i psychologom nie chciała się przyznać czyje to było dziecko. Ale sprawa sama się wyjaśniła. Po szeregu głuchych telefonów przed domem Kamili i Patryka zaczęła się pojawiać dziewczyna, drobna, nieco przygarbiona. Po kilku dniach zadzwoniła, a kiedy otworzyła jej Kamila nic nie powiedziała tylko uciekła. Potem była odważniejsza, chciała rozmawiać z Patrykiem, ale on z nią nie chciał. W końcu dziewczyna jawnie zaczęła mówić, że dziecko, które straciła, było jego. Że to przez niego się truła i tylko dzięki lekarzom teraz żyje. Patryk oczywiście wszystkiemu zaprzeczał, Kamila stała za nim murem, a dziewczyna nie była w stanie nic udowodnić. Po poważnej rozmowie z dziekanem, kiedy to nawet zagrożona była praca Patryka, wszystko się ułożyło. Dziewczyna gdzieś znikła, a Patryk zrobił się bardzo rodzinny, co nawet zdziwiło Kamilę, ale dało jej też wiele przyjemności.
Dziś to ona była tą niechcianą i porzuconą, to ona mogła łkać w poduszkę i przeklinać Patryka. A jednak tego nie robiła. Nie płakała, nie krzyczała, ale czuła się bardzo skrzywdzona.
- A gdybym to ja wzięła te wszystkie tabletki, to co by było? – pomyślała wysypując na dłoń całą zawartość butelki. – Gdybym tak je wzięła wszystkie na raz, to zasnęłabym na wieki i nic nie było by mnie już w stanie skrzywdzić. Więc dlaczego tego nie zrobię?
Jeszcze raz przyjrzała się uważnie tabletkom na swojej dłoni. Policzyła je, było dwadzieścia sześć.
- Czy tyle wystarczy?
- A gdyby je tak jeszcze popić alkoholem, to efekt murowany.
Zeszła na dół do salonu, skąd przyniosła butelkę brendy. Za alkoholem nigdy nie przepadała, ale teraz niech tam, wypije tyle, ile będzie mogła. Przecież i tak nie ma po co żyć. Nie ma już męża, nie zrobiła kariery, czuje się mała i nic nie warta jak byle jaki śmieć. Zgięła nieco dłoń i wszystkie tabletki wylądowały w jej ustach. Łapczywie popiła je alkoholem, niemal krztusząc się od jego mocy. Kiedy czuła, że połknęła już wszystkie tabletki odstawiła butelkę, ale nagle pojawił się odruch wymiotny. Powstrzymała się z trudem, wiedząc, że jeśli wszystko zwymiotuje, jej plan się nie powiedzie. Wyczerpana położyła się na łóżku i starała się o niczym nie myśleć. Zastanawiała się ile czasu już minęło i dlaczego sen jeszcze nie nadchodzi. Sięgnęła ręką po zegarek, ale natrafiła na fotografię Damiana. Fotografia wykonana rok temu przedstawiała szczupłego wysokiego chłopca, ze spłowiałymi od słońca włosami i opalonego na ciemny brąz. Miał na sobie tylko kąpielówki i zawadiacki uśmiech na twarzy. A za nim w tle szumiał i przelewał się Bałtyk. Zdjęcie syna otrzeźwiło na dobre Kamilę.
- Co ja zrobiłam? – pomyślała. – Boże, co ja najlepszego zrobiłam? Przecież on stracił już ojca, jak mogę odebrać mu teraz matkę.
Przerażona, ostatnią resztką rozumu, postanowiła zadzwonić na pogotowie. Wykręciła numer 999 i zbyt głośno, aniżeli trzeba było, krzyczała do słuchawki.
- Halo. Czy to pogotowie. Chciałam zgłosić próbę samobójczą.
- Zatrucie lekami.
- Konwaliowa siedem.
Czuła się coraz bardziej senna, w głowie jej szumiało, cały pokój wirował. Sprzęty wydawały się coraz bardziej odległe, zamglone. Miała coraz mniej sił. Głowa ciążyła niemiłosiernie, kończyny odmawiały posłuszeństwa. Chciało jej się tylko spać. Spać. Pogrążyć się w niebycie, w mrocznej przestrzeni, gdzie wszystko będzie skryte za zasłoną nocy. Oddychała coraz spokojniej, chyba coraz mniej się bała tego, co nastąpi lub po prostu traciła świadomość. Czuła, że się wznosi, nagle nastała jasność, słyszała dziwne dźwięki.
- Czy to już niebo? – pomyślała.
Powieki ciążyły jej, ale mimo to próbowała podnieść je do góry. Kiedy udało jej się choć trochę otworzyć oczy, zobaczyła Damiana. Spał. Jego twarz była blada, ubranie pogniecione, ręka bezwładnie zwisała wzdłuż tułowia. Powoli rozejrzała się po pokoju.
- Jestem w szpitalu. – pomyślała na widok białych ścian, szafki lekarskiej i stojącego przy jej łóżku stojaka z kroplówką.
- Więc zrobiłam to naprawdę! Jak ja teraz spojrzę w oczy mojemu synowi? Ja, która uczyłam go, że w życiu należy być silnym, walczyć o swoje i nie poddawać się. Co mam mu teraz powiedzieć?
Z jej oczu zaczęły spływać łzy, toczyły się dużymi kroplami po policzkach i spływały na poduszkę. Mocno zacisnęła powieki, próbując w ten sposób zatrzymać mimowolny wyciek łez.
- Mamo. – poczuła, że Damian jej dotyka, że próbuje zetrzeć łzy. – Mamo nie płacz. Przecież on nie jest tego wart, a tym bardziej tego, co chciałaś wczoraj zrobić.
- Synku wybacz mi.
- Ale ja nie mam tobie nic do wybaczenia. To ty sama musisz wybaczyć i żyć dalej, żyć jeszcze lepiej niż do tej pory żyłaś.
- Ale jak. – otworzyła oczy. – Jak, kiedy wszystko się zawaliło. Kiedy.....
Nie dał jej dokończyć.
- Nic się nie zawaliło. Nic, rozumiesz. On tylko wreszcie powiedział ci prawdę.
- Ale ta prawda okropnie boli.
- Wiem. I dlatego jestem przy tobie i nie zostawię cię samej dopóki mocno nie staniesz na nogi.
Kamila z uwagą spojrzała na swojego siedemnastoletniego syna. Na jego twarzy malowała się troska, nie było śladu nienawiści czy złości. Tak jak ona nie potrafił nienawidzić, zawsze wszystko wybaczał i pierwszy wyciągał rękę do zgody.
- Może ma rację. Zacznę teraz nowe życie jako kobieta wolna i niezależna. Jedyną rzeczą jaka mnie będzie teraz ograniczać, to moje wewnętrzne słabostki.
Kamila szybko dochodziła do zdrowia. Otaczali ją życzliwi ludzie. Wiele godzin spędziła rozmawiając z lekarzami i psychologiem. Zaczęła układać sobie nowy plan życia. Pojęła to, czego kiedyś nie rozumiała, zaczęła zauważać te rzeczy, o których istnieniu kiedyś nie miała pojęcia. Zaczęła przebudowywać swoje życie. Zwolniła się z redakcji miesięcznika „Sztuka i TY”, wolała pracować jako wolny strzelec. Zamiast pisać chciała malować, szkicować, wyklejać. W jej kiedyś uporządkowanej pracowni można było teraz zastać bałagan i chaos. Wszędzie były porozkładane palety z farbami, brudne pędzę, niedokończone szkice, pod ścianami piętrzyły się mniej lub bardziej zamalowane płótna. Często podczas pracy Kamila zapominała o całym świecie i gdyby nie Damian mogłaby nie jeść i nie spać. Wreszcie się realizowała, wreszcie przestała być zastraszoną sierotą wychowaną w domu dziecka. Zawsze marzyła o tym, aby malować, ale nigdy nie miała odwagi, żeby pokazać swoje prace komukolwiek, zamiast tego wolała mówić i pisać o sztuce. Ale teraz jej obrazy mogła zobaczyć cała Polska, a wkrótce cały świat. Już za tydzień kilka prac pojedzie do Londynu, gdzie zawisną na długie, długie tygodnie. A ona będzie mogła popijać doskonałą herbatę w swoim wymarzonym domu (został jej po rozwodzie) i obmyślać tematy swoich nowych prac. Jak na razie nie ma przy niej żadnego mężczyzny, nie licząc oczywiście syna, który wyrósł na wspaniałego faceta, kończy właśnie architekturę i pragnie tworzyć niezapomniane dzieła.

Podpis: 

cavelady sierpień 2006
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Miłość z internetu - czytaj kolejne części
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.