http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
120

Flow

  Lato w śródziemnomorskim kraju.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Flow

Lato w śródziemnomorskim kraju.

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIII cz.

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Pół słowa

o uczuciach

Szczęśliwa wyspa

Pomysł, o którym wspomniałam wziął się z miłości do Greka Zorby, ciepłego morza i słońca.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
750
użytkowników.

Gości:
750
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 51467

51467

MARTWY PULS

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-02-16

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Horror/Erotyka
Rozmiar
113 kb
Czytane
14781
Głosy
35
Ocena
4.79

Zmiany
09-04-16

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: Małga Podpis: Małga
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Nie chce mi się pisać o czym to. Przeczytajcie to zobaczycie.

Opublikowany w:

MARTWY PULS

Świat toczy się wieloma prawami. Ścierają się w nim dwa przeciwstawne bieguny -dobro i zło. Jednak nikt, ani ludzie, ani istoty pozaziemskie, nie potrafili wyznaczyć ich granic. Dusza człowieka dryfowała pomiędzy światłem a ciemnością. Nieraz gubiła się w tej bezkresnej podróży, jaką jest życie. Niebo wciąż skrywały utrudniające nawigacje chmury... A człowiek.. Mały i słaby człowiek trwał dalej w tej walce... Brnął na ślepo przed siebie szukając celu.

Był środek lata. Słońce grzało bardzo mocno. Fiona siedziała na schodkach przed wejściem do szpitala. Tuż obok jej nóg siedział mały, czarny ratlerek.
Fiona nie była zwykłą siedemnastolatką...
Miała jasne rude włosy sięgające do łopatek. Jej twarz była wąska. Miała urodę modelki. Była wysoka, smukła, chuda i bardzo blada. Ubierała się niepozornie. Nosiła krótkie spódniczki i bluzeczki w jasnych kolorach. We włosach często miała kolorowe spinki. Już dawno odkryła, że wyglądem bardzo łatwo jest zmylić ludzi i uśpić ich czujność, tak, aby nie byli w stanie domyślić się, co tak naprawdę czai się na dnie jej umysłu...
Od zawsze miała dziwne zainteresowania. Lubiła wszystko co ma związek z okultyzmem i parapsychologią. Jej hobbym było łączenie się z światem pozazmysłowym. Nie raz wywoływała duchy, lub rzucała uroki, choć doskonale wiedziała, że wszelkim jej staraniom daleko do wyjścia ze statusu amatorstwa.
Była zimna i okrutna. Przyjaciół nie posiadała. Od kiedy tylko pamiętała źle czuła się w towarzystwie innych ludzi. Wszystko ją nudziło, albo denerwowało. Taka już była. Zawsze martwiło to wszystkich jej opiekunów, zwłaszcza rodziców. Na szczęście tych ostatnich Finoa mogła obawiać się najmniej. Doskonale ich znała. Już wiedziała co musi mówić i robić, żeby ich przekonać, że nie jest z nią tak źle, jak próbują im wmówić wszyscy dookoła. Bała się tylko jednej rzeczy- Że kiedyś jej rodzice złamią daną jej obietnicę i zajrzą do jej pokoju... Miejsca, które stało się już przechowalnią wszelkiego rodzaju dziwactw. Fiona miała dużo książek dotyczących czarnej magii i seansów spirytystycznych. Parę razy udało jej się zamówić przez internet. Między innymi naprawdę dobre narzędzia tortur, lub zestawy typu „mały wodo” ... Okna już dawno zamalowała czarnym sprayem. Jedyne źródło światła stanowiły tam przysmalone żarówki i rozstawione wszędzie świece. Na jej podłodze od ściany do ściany rozciągał się wielki pentagram, bardzo przydatny do kontaktów z zaświatami...
Fiona z całą pewnością była dziwną osobą... Zaświadczyć to mógł również siedzący u jej stóp czarny ratlerek. Maleńki i jakby się na pierwszy rzut oka wydawało całkiem niegroźny piesek... W rzeczywistości zwierze to było uosobieniem śmierci. Oczywiście nie ludzkiej. Psiej śmierci. Fiona poznała go mając sześć lat i od tamtej pory Sever niemal nieustannie dotrzymywał jej towarzystwa. Ratlerek pochodził z zaświatów i widział rzeczy, o których zwykłym śmiertelnikom nawet się nie śniło. Jednak to właśnie Fionę uznał za najbardziej fascynującą postać jaką widział, lub o jakiej w ogóle słyszał...
Światami zarówno pozagrobowym jak i zwykłym rządziło wiele zasad, a jedna i najważniejsza z nich mówi o ich wzajemnej nie przenikalności. Ludzie umarli nie mogli istnieć w zwykłym życiu. Oczywiście zagubione dusze trafiały się bardzo często... Oni jednak nie potrafili się odnaleźć w świecie żywych. Zwykle nawet nie rozumieli tego co się z nimi stało... Takim osobom pomagały właśnie specjalne demony takie jak Sever... (Z tym, że Sever zajmował się zagubionymi duszami psów).
Tak samo jak duchy nie mogły wchodzić w integracje z istotami żywymi (zdarzały się oczywiście wyjątki), tak samo żywi nie mogli dostrzec ani istot umarłych, ani demonów, ani aniołów... Jedynym wyjątkiem od tej reguły jaki Sever kiedykolwiek spotkał była właśnie Fiona. Ona bowiem od kiedy tylko pamiętała widziała duchy... Zazwyczaj miała nawet problem z odróżnieniem ludzi martwych od żywych... Właśnie dlatego Sever cały czas chciał być przy niej, mimo iż trudno ją było nazwać dobrą przyjaciółką... Była jedyną przyjaciółką jaką mógł mieć, bo tylko ona go widziała. Fiona lubiła jego obecność, ale nigdy tego nie okazywała. Nie potrafiła być dla niego mila. Z czasem stwierdziła, że Sever jest po prostu biednym i naiwnym stworzeniem desperacko poszukującym lekarstwa na samotność. Czuła do niego żal i litość. Bądź co bądź, Sever był jednak jedyną istotą na świecie, którą w ostateczności mogłaby nazwać „przyjacielem”. Starała się nie być wobec niego szczególnie okrutna. Tak właśnie okazywała swoją sympatię. Była dla niego mniej okrutna niż dla innych stworzeń. Kiedy miała dobry humor nie wspominała przy nim o pewnych sprawach, które wyraźnie napawały go lękiem... Ratlerek był jednak reprezentantem sił wyższych. Potrafił odgadnąć ludzkie pragnienia, zwłaszcza tak silne jak te Fiony. Teraz, ponieważ oboje wiedzieli, że upragniona przez Fionę chwila już wkrótce miała nadejść, ratlerek musiał poruszyć ten temat.
- Myślę, że popełniasz błąd... - powiedział do Fiony. - Twoje zainteresowania zawsze były niebezpieczne. Powinnaś zrozumieć, że zatracasz się z każdym takim pragnieniem. To nie jest normalne, że chcesz go poznać....
- Czy ty go kiedyś spotkałeś? - spytała Fiona w zamyśleniu, jakby w ogóle nie słuchała psa.
- Oczywiście, że tak... Kiedyś on i ja byliśmy jednością...
- Naprawdę?
- Tak... Ale uznał, że włóczenie się za każdym ulatującym życiem jest poniżej jego godności, dlatego wydzielił specjalne cząstki swojej duszy. Każda miała się zajmować innym gatunkiem...
- Rozumiem... To całkiem zrozumiałe posunięcie z jego strony...
Między Fioną, a Severem zapadła chwila ciszy.
- Umieram z ciekawości... - powiedziała Fiona całkiem szczerze. - Naprawdę. Nie mogę się doczekać, kiedy go spotkam. To będzie takie fascynujące doświadczenie...
- Nie widzisz, że twoje pragnienia nie są normalne?
- Może jeszcze nie zauważyłeś, ale ja nie jestem normalna... - wtrąciła obojętnie Fiona, a jej zielone oczy skierowały się ku błękitowi nieba.
- Dlaczego tak bardzo chcesz spotkać śmierć? Ja go spotkałem i mówię ci, nie masz czego żałować....
- Interesuje mnie to, ponieważ podobno, żeby pokonać wroga trzeba go najpierw dobrze poznać..- powiedziała Fiona. Sever aż za dobrze zrozumiał co ma na myśli.
- Czy ja dobrze słyszę? - spytał powoli. - Nie zamierzasz umierać?
- Tak.
- To co zrobisz, jak przyjdzie już twój czas?
- Nic nie zrobię. Po prostu mój czas nie przyjdzie...
- Jeszcze żadnemu człowiekowi nie udało się wygrać ze śmiercią...
- Sam mi to ciągle powtarzasz... Nie jestem zwykłym śmiertelnikiem.
- Wiem...
Ratlerek spojrzał do góry w niebo i przyjrzał mu się krótko tak, jakby sprawdzał godzinę na ogromnym zawieszonym tam zegarze.
- Chyba już czas... - powiedział niepewnie.
- Tak... Chodźmy do szpitala - przyznała Fiona wstając. - Głupio byłoby się spóźnić...
Pięć minut później Fiona i Sever weszli do sali szpitalnej. Była tam już cała rodzina. Matka siedziała przy łóżku. Ze wszystkich zgromadzonych wydawała się trzymać najgorzej... Obok niej siedział jej mąż obejmujący ją ramieniem w geście wsparcia. Dalej tuż pod szczelnie zasłoniętym oknem siedziała babcia. Koło niej jej syn z żoną. Wszyscy mieli grobowe miny.
- Dlaczego tu tak ciemno i ponuro? - spytała Fiona wchodząc do środka. - I tak duszno... Ja tam lubię takie warunki, ale on chyba nie... a jeszcze nie umarł, więc może nie róbmy mu grobowca z sali szpitalnej?
Cała rodzina spojrzała niepewnie na Fionę. Tylko matka nie odwróciła wzroku. Wolała zignorować tą wypowiedź. Już od początku, gdy było wiadomo, że młodszy brat Fiony umrze, wszyscy posądzali ją o to, że za mało się tym przejmuje. Oczywiście nie mówili jej tego wprost. Na początku uważali, że cierpi tylko tłumi w sobie emocje, ale szybko zrozumieli, że tak nie jest. Fiona po prostu nic nie czuła. Co prawda byli przyzwyczajeni, że Fiona jest dziwna. Od małego alienowała się od innych dzieci i wykazywała duży poziom agresji. Od szóstego roku życia, kiedy wbiła w rękę swojego kolegi z przedszkola ostrze nożyczek za to, że bez pozwolenia pożyczył od niej kredki, jej rodzice posyłali ją do psychiatry. Z początku Fiona odnosiła się do tego bardzo niechętnie, ale z czasem zauważyła, że im jest milsza dla psychiatry i im jest przy nim „normalniejsza”, tym mniej czepiano się jej w domu i w szkole. Postanowiła więc odcierpieć tą godzinę w tygodniu. W każdy piątek odgrywała tę samą sztukę pod tytułem „chce być dobrą dziewczynką, staram się, ale potrzebuję pomocy”. Miała wątpliwości czy psychiatra jej wierzy, ale w końcu nie miał wyboru... Fiona natomiast wcale nie była dobrą dziewczynką ani nie chciała być. Lubiła przemoc i okrucieństwo w każdej postaci. Oglądając filmy, lub czytając książki o pełnych przemocy wydarzeniach zawsze najchętniej utożsamiała z człowiekiem, który zadawał ból... Wydawał się jej być panem świata...
- On zaraz umrze, Fiona... - powiedziała starsza kobieta siedząca przy oknie. W oczach miała łzy, chociaż już nie płakała. W ręku trzymała różaniec.
- Zauważyłam... - przyznała Fiona i usiadła obok swojego brata przy łóżku, po przeciwnej stronie niż jej rodzice. Sever wskoczył na łóżko. Oczywiście nikt nie zwrócił na niego uwagi. Prawie nigdy nikt nie zwracał na niego uwagi. Nie był zupełnie niewidzialny. Ludzie widzieli go kiedy mieli na niego wpaść. Czasem nawet go głaskali albo karmili. Te czynności wydawały się im być całkiem naturalne, ale zaraz po chwili zapominali o jakimkolwiek psie. Był on jak część jakiegoś snu. Potrafił naginać ludzką świadomość wedle własnych potrzeb. Podobno potrafiły to wszystkie istoty pozaziemskie.
„Długo jeszcze?” -zastanawiała się z niecierpliwością Fiona. Jej sześcioletni braciszek leżał na łóżku tuż obok niej. Już od paru dni prawie nie odzyskiwał przytomności. Teraz również oczy miał zamknięte. Jego twarz i włosy były mokre od potu.
„I czemu oni tak rozpaczają?” - zastanawiała się Fiona przyglądając się swojej rodzinie. - „przecież już przed porodem moja matka wiedziała że nie pożyje dłużej niż pięć lat... A on dożył sześciu. Skoro tak kochają życie, to powinni się cieszyć...”
Nagle aparat przy łóżku zaczął głośno pipczeć. Fionie zaczęło szybciej bić serce. Czyżby już?
Na salę weszła pielęgniarka. Matka zaczęła głośno szlochać... Nagle ciało chłopca naprężyło się lekko i uniosło do góry. Jego pierś rozjaśniła się mocnym blaskiem. To światło oderwało się od niego i uleciało do góry wprost pod sam sufit.
Fiona aż wstała z miejsca by odprowadzić wzrokiem to światło. W końcu dotknęło sufitu, wchłonęło się w niego i znikło. Aparat umilkł.
Fiona stała jeszcze przez chwilę wpatrując się w sufit.
Pielęgniarka wyłączyła aparaturę.
- Mogą państwo jeszcze chwilę z nim zostać, żeby się pożegnać - powiedziała wychodząc.
Ojciec objął swoją żonę ramieniem. Babcia rozpłakała się na nowo. Ogólnie zalegała jednak cisza napęczniała od smutku, łez i cierpienia..
- To już? - spytała z rozczarowaniem Fiona. - Tak wygląda śmierć?
Ojciec oderwał się na chwilę od swojej żony i spojrzał na Fiona oczami pełnymi wściekłości. Fiona nie mogła sobie przypomnieć, żeby ktoś patrzył na nią kiedyś z większą nienawiścią. Podobało jej się to.
- Przynajmniej w takiej chwili, przez jeden moment, mogłabyś się powstrzymać od komentarza... - powiedział.
Fiona wzruszyła ramionami i wyszła z sali.
- Wiedziałeś o tym - powiedziała z wyrzutem do psa. - Wiedziałeś, że śmierć nie przychodzi osobiście po małe dzieci...
- Oczywiście, że nie przychodzi. A przynajmniej zdarza się to bardzo rzadko - przyznał Sever. - On przychodzi osobiście tylko po ludzi naprawdę szczególnych. Sam nawet nie wiem co należy rozumieć przez tą „szczególność”
- Ach!!! Jestem taka rozczarowana! - powiedziała z wściekłością. - Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Przecież wiedziałeś jak długo czekałam...
- Ja chyba... Miałem nadzieję, że sobie coś uświadomisz... - powiedział Sever bardzo nieśmiało. Wiedział, że Fionie się to nie spodoba. - Ja nigdy nie byłem żywą istotą. Powstałem z nicości... Nie mam prawa kochać ani być kochanym. Ale ty... Zostałaś obdarzona tym niezwykłym darem, jakim jest życie. Zazdroszczę ci tego daru, a ty go tak marnujesz... Ja rozumiem, że to nie twoja wina... Że taka już jesteś, ale może chociaż spróbowałabyś się zmienić, albo czy ja wiem? Po prostu zrozumieć, że twoje zachowanie nie jest dobre... Jednym słowem, Fiona... Ja się po prosu o ciebie martwię.
- Martwisz się o mnie? - powtórzyła Fiona. Jej oczy zapłonęły wściekłością, ale głos miała całkiem spokojny. Sever wiedział, że to nie wróży nic dobrego. - Przez całe życie ktoś się o mnie martwił... Moi rodzice posyłają mnie do psychiatrów, zabrali mnie ze szkoły... Nowo poznanych ludzi uprzedzają że jestem „drażliwa”, to wszystko robią z „troski”... Ja mam jej już dość, rozumiesz? Sama nie potrafię kochać, więc nie potrzebuję również cudzej miłości...
- Przepraszam... - powiedział pies. I o ile psy mogą płakać, tak można było powiedzieć, że Sever miał w oczach łzy. Cała rozmowa działa się w zatłoczonym korytarzu szpitalnym, jednak nikt nie zwracał uwagi na Fionę. Już dawno zauważyła, że gdy wchodzi w reakcję z rzeczami lub istotami z innego świata, to na nią również zaczyna działać zasada naginania świadomości. Ludzie ją widzieli, ale nie docierało do nich zupełnie to co robi i mówi. Mogła więc do woli krzyczeć na czarnego ratlerka. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Dla Fiony było trochę niezrozumiałe, jak istota tak żałosna jak Sever może reprezentować siły nadprzyrodzone. Być panem śmierci nawet jeśli chodziło tylko o psy. Tłumaczyła to sobie tak- Sever został stworzony do służalczości. Jego pan, śmierć stworzył go takim by móc nim pomiatać i znęcać się nad nim. Dlatego właśnie on wciąż do niej wracał, mimo że nie potrafiła być dla niego miła. Po prostu był przyzwyczajony do takiego traktowania.
- Boję się ciebie... Naprawdę się ciebie boję... - powiedział pies. Teraz już drżał na całym ciele. - Nie wiem po co mnie takim stworzono. Tak bardzo chciałbym nie istnieć. Obrócić się w nicość, z której powstałem, ale nie mogę... Celem mojego życia jest cierpieć i być poniżanym... Stanowię uosobienie psiej śmierci... Czasem zabieram duszę jakiegoś psa i pokazuję mu drogę na drugą stronę... Nieliczne chwile, w których czuję, że jestem potrzebny w jakimś słusznym celu. Ale te chwile są krótkie i zawsze przyświeca im jedna i ta sama myśl- że zaraz zmów będę musiał wrócić do tego koszmaru jakim jest moje żałosne życie...
- Sever... - zaczęła Fiona. Nie lubiła gdy Sever dostawał takich dziwnych ataków przepełnionych skrajną samokrytyką. Na początku ich znajomości nawet ją to bawiło, ale z czasem zaczęło bardzo nudzić. Dla niej musiała istnieć jasność. Jeśli miała kogoś poniżać, to on powinien się bronić. Poniżanie kogoś kto sam się poniżał zupełnie traciło już urok. W takiej chwili należałoby dla równowagi zacząć pocieszać Severa. Fiona wiedziała, że każdy normalny człowiek tak właśnie by zrobił. Czasem nawet o tym myślała, ale potrafiła być miła. Ta niemoc tak ją drażniła, że zaczynała być zła i tylko pomagała Severowi w samo pastwieniu się nad sobą.
- Co teraz zrobisz? - spytał pies. Wiedział, że drażni Fionę swoim zachowaniem. Wiedział, że prawdopodobnie zaraz zrobi mu krzywdę lub zacznie go poniżać. Zawsze przerażało go z jaką niecierpliwością oczekiwał tej chwili. Dla niego cierpienia i upokorzenia były uzależnieniem. Czymś co go zabijało i niszczyło, ale z czego nie potrafił zrezygnować. Wiedział, że tak nie powinno być. Wiedział jednak również, że został tak stworzony, co oznaczało że jego los był z góry przesądzony. Walka z nim nie miała sensu.
Fiona zawahała się przez chwilę...
- Hm... Jakoś nie mam ochoty na przemoc... - powiedziała z przekąsem.
- Oczywiście, że masz. Musisz mieć. Musisz mnie ukarać... - powiedział pies patrząc Fionie w oczy. Wydawał się być najbardziej obłąkaną istotą we wszechświecie.
- Nie... Jestem na ciebie wściekła, ale nie zrobię ci tego.. - powiedziała robiąc słodką minkę. - No chyba, że ładnie poprosisz...
- Nie... Proszę... Nie... Nie każ mi prosić.
- Ach... Trudno jest mi wyobrazić sobie bardziej żałosne stworzenie niż ty Sever - zapewniła Fiona. Wpadła teraz w pewien stan, w jaki często zdarzało jej się wpadać. Nie czuła już złości ani nienawiści... Jej serce było już zbyt sparaliżowane ich jadem by mogła czuć cokolwiek. - Naprawdę mi cię szkoda. Mówię szczerze... Lubię od czasu do czasu sprawiać komuś ból, ale ty jesteś nikim... Kiedy zadaję ci ból to tak jakbym zadawała ból nikomu...
- Wiem, ale takim mnie już stworzono... Co poradzę?
Fiona spojrzała na Severa. Tak naprawdę nigdy nie przepadała za robieniem mu krzywdy, bo było to zbyt proste... Ale on sam tak się o nią prosił... Nie mogła mu odmówić.

Tego samego dnia, o północy Fiona siedziała po turecku w środku pentagramu. Wywoływała duchy. A konkretnie jednego ducha. Miała zamknięte oczy i ręce uniesione lekko do góry. Właśnie kończyła szeptać zaklęcia. Cały jej pokój zaczął drżeć. Płomyki na rozstawionych dookoła świeczka przygasały i rozpalały się na nowo od ruchów wirującego wszędzie powietrza.
W końcu tuż przed Fiona stanęła mała postać. Wyglądał tak samo jak za życia. Może tylko w tym późniejszym stadium choroby, kiedy chemia pozbawiła go rumieńców i pyzatych policzków, a surowe szpitalne mury radości życia. Włosy miał mokre od potu jak w chwili swojej śmierci. Siedział niecały metr od Fiony skulony i przestraszony. Rozejrzał się.
- Więc to już...? - powiedział bardzo słabym głosem. - Umarłem, tak?
Fiona skinęła głową. Mat wiedział, że umarł, ponieważ, któregoś dnia zajrzał do jej pokoju. Przestraszył się tego jak wygląda, a Fiona będąc na niego zła, zdradziła mu, że wywołuje tutaj duchy. Powiedziała również, że następnym razem kiedy zobaczy jej pokój, on sam również będzie duchem. Mat potraktował te słowa bardzo poważnie. Rodzice nie mówili mu tego wprost, ale on sam wiedział, że umiera. W tej jednej sprawie zaufał Fionie.
- Boję się... Tak tu ciemno.. A tam gdzie byłem wcześniej... Nie pamiętam gdzie byłem, ale boję się tego miejsca....
- To naturalne, zmarli rzadko pamiętają zaświaty... - powiedziała Fiona. - Podróż stamtąd tu jest zbyt męcząca. Wszyscy są zdezorientowani...
- Czy tam jest niebo?
- Nie wiem, nigdy nie umarłam.
- Fiona..?.
- Co?
- Boję się.
- Wiem, już mi to mówiłeś.
- Przyniesiesz mi mojego misia? Chyba spadł z mojego łóżka...
Fiona nic nie odpowiedziała tylko podała swojemu bratu dużego brązowego misia. Wciąż patrzyła na niego obojętnie. On nadal był przerażony.
- Mogę tu jeszcze chwilę zostać?
- Ponieważ umarłeś, dzisiaj wyjątkowo ci pozwolę – zgodziła się Fiona.
Mat siedział przez chwilę skulony. Kurczowo trzymał swojego misia. Jego oddech robił się coraz płytszy. Siedzieli tak w całkowitym milczeniu przez parę minut. Patrzył tępo w przestrzeń. Wydawał się być całkowicie nieobecny w realnym świecie. Fiona nie spuszczała z niego wzroku.
Nagle płomienie na paru świeczkach zadrżały lekko. Wszystkie okna i drzwi w pokoju Fiony były szczelnie zamknięte. Wiedziała że to jest znak.
- Musisz już iść - powiedziała do swojego brata.
- Nie.... Ja nie chcę....
- Nikt nie chce. Ale musisz.
Mat zalał się łzami. Nagle uspokoił się na chwilę jakby sobie coś uświadomił.
- Fiona?
- Co?
- Wiem, że mnie nienawidzisz, ale czy mogę się do ciebie przytulić? Tak wyjątkowo... No wiesz... Z racji że umarłem...
Fiona zastanowiła się przez chwilę. Nie była nawet pewna, czy pamięta jeszcze co to znaczy kogoś przytulić.
- Dobrze... Tak wyjątkowo....
Mat natychmiast wstał, podszedł do niej i Obią ją ramionami... Ona tylko lekko dotknęła jego ramienia... I znikł.
Siedziała jeszcze przez chwilę nieruchomo. W ręku trzymała brązowego misia.

Następnego dnia rano Fiona jadła śniadanie ze swoimi rodzicami. Nie lubiła niczego co musiała robić z kimś wspólnie, zwłaszcza jeśli tym kimś byli jej rodzice. Wiedziała jednak, że śniadanie jest jednym z tych przedstawień, które są niezbędne do utrzymania pozorów jej normalności.
Rodzice siedzieli po przeciwległej stronie stołu. Ich oczy były puste. Wydawali się mieć w sobie jeszcze mniej życia niż Mat...
Prawie nic nie jedli. Tylko przebierali łyżkami w swoich owsiankach, jakby właśnie ta czynność była tą, którą nazywa się „jedzenie”... Fiona wydawała się nie zauważać ich złego nastroju. Chociaż nie przepadała za owsianką jadła ją ze smakiem. Wydawała się myśleć o czymś zupełnie innym niż jej rodzice...
Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Ja otworzę... – powiedziała Fiona wstając.
- To pewnie doktor Szulc... – powiedziała niemo mama Fiony.
Fiona zatrzymała się na chwilę. Doktor Szulc był jej psychiatrą. Siódmym z kolei i podobno jednym z najwybitniejszych. Nie lubiła go najbardziej ze wszystkich. Wiedziała, że on jej nie ufa. Wiedziała, że tylko czeka na pretekst, żeby ją zamknąć... Dreszcz przebiegł po ciele Fiony na samą myśl.
- Co on robi w naszym domu? – spytała ostro.
- Uznaliśmy, że przyda ci się jego obecność.. Zresztą jak nam wszystkim...
- Przyda? Niby do czego?
- Fiona... – odezwał się tata i spojrzał Fionie prosto w oczy. W tym spojrzeniu było coś, co lekko ją zaniepokoiło. – My już nie mamy siły...
Przez chwilę Fiona stała próbując zinterpretować te słowa. Były niepokojące.
Potem poszła otworzyć drzwi.
- Dzień dobry panu... – powiedziała do doktora robiąc przy tym bardzo smutną minę. Doktor Szulc nic nie odpowiedział tylko przyglądał się jej długo. Skanował uważnie każdą część jej twarzy, jakby wiedział... Jakby wiedział, że ta twarz jest tylko maską.
- Gdzie są twoi rodzice? – spytał. Był wysokim blondynem koło pięćdziesiątki. Nosił okulary połówki, zza których sięgało jego drastycznie surowe spojrzenie. Miał na sobie szary podróżny płaszcz, sugerujący, że dopiero co wrócił z bardzo dalekiej podróży.
- W kuchni...
- Jak ty się czujesz? – spytał wchodząc do środka i rozglądając się po mieszkaniu.
- Jakoś się trzymam... Bardziej martwię się o rodziców... – powiedziała Fiona. W rozmowach z Szulcem wykazywała tyle powagi, troski i odpowiedzialności. Zawsze dziwiło ją, że mimo tak usilnych starań on nadal nie wierzy w jej normalność.
- Rozumiem... – powiedział nadal nie patrząc na Fionę. Wiedziała, że jej nie wierzy. – Twoi rodzice powiedzieli mi, że wczoraj zachowywałaś się dziwnie... Wydawałaś się nie przejmować śmiercią brata...
- Oni widzą tylko to co chcą. Nie rozumieją, jaka jestem naprawdę...
Szulc podszedł do Fiony i przyjrzał się jej swoim surowym wzrokiem.
- Och... Na szczęście ja rozumiem.
- Tak...? - spytała Fiona unosząc lekko brew, jakby nie rozumiała tej niezwykłej nieufności w oczach Szulca.
- Mam dość tych twoich przedstawień – powiedział. Teraz już jego twarz była bardzo blisko twarzy Fiony. Ona nie miała zamiaru dać się zastraszyć. – Chciałbym w końcu zobaczyć prawdziwą ciebie.
„Nie chciałbyś, uwierz mi, nie chciałbyś” – pomyślała z groźbą Fiona.
- Już pan przyszedł? – odezwał się tata Fiony, który właśnie stanął w drzwiach razem ze swoją żoną. – Cieszymy się, że znalazł pan dla nas czas... Może wejdziemy do kuchni i porozmawiamy?
- Tak oczywiście... – powiedział Szulc i urwał nagle. Jego pełen zainteresowania wzrok spoczął na Fionie, która przyglądała się teraz czemuś, co stało daleko za nim. Na jej twarzy było wyraźne zaskoczenie. Może nawet strach.
Szulc szybko poszedł za jej spojrzeniem. Przy framudze wejściowych drzwi... Nie stało nic...
- Przepraszam, ale muszę gdzieś wyjść... Przypomniałam sobie o czymś – wyjaśniła szybko Fiona widząc spojrzenie Szulca. – To nie powinno mi zająć dużo czasu. Niedługo wrócę...
Fiona wyszła szybko z domu. Będąc przy drzwiach, wypchnęła z nich stojącą tam postać.
- Mat! Co ty tu robisz, idioto?! – powiedziała ze złością, kiedy drzwi już się za nią zamknęły. – Przecież miałeś wrócić... Dlaczego tego nie zrobiłeś?
- Boję się tamtego miejsca... – powiedział cicho Mat. W świetle dziennym wyglądał trochę inaczej. Miał na sobie szpitalną piżamę. W ręku trzymał misia. Nadal był wyraźnie przestraszony, ale już trochę mniej niż wczoraj.
- Wiem o tym, ale musisz tam pójść, rozumiesz? Mnóstwo razy widziałam duchy, które tego nie zrobiły... Mówię ci, wieczna tułaczka w przestrzeni między życiem, a śmiercią na pewno jest gorsza niż to, co może cię tam spotkać.
Mat spuścił głowę. Chyba płakał...
- Musisz go szybko odprowadzić... Jeśli chcesz mu pomóc – powiedział Sever, który nagle pojawił się nie wiadomo skąd. Fiona wcale nie zdziwiła się jego obecnością. Zazwyczaj pojawiał się wtedy gdy go potrzebowała. Czasami musiała parę razy szepnąć jego imię, a czasami po prostu pojawiał się samoistnie, jakby sam domyślił się że jest potrzebny.
- Tak... Odprowadzę go... – zgodziła się Fiona. – Ale ty musisz zostać tutaj. Chcę wiedzieć o czym moi rodzice rozmawiają z Szulcem...
- Sama nie znajdziesz portalu...
- Powiedz mi tylko gdzie jest! – powiedziała szybko Fiona.
Portal do zaświatów pojawiał się raz na parę dni. Za każdym razem w innym miejscach. Tylko istoty takie jak Sever mogły odgadnąć jego położenie. Fiona widziała go tylko raz.. Przeszła przez niego i była w zaświatach dosłownie parę sekund, zanim Sever ją stamtąd wyciągnął. Powiedział, że oboje mogą mieć kłopoty, jeśli zostanie tam chwilę dłużej. Był wtedy przerażony i powiedział, że nigdy więcej nie wskaże jej drogi do portalu. Dziś miał się jednak zgodzić. Fiona nawet domyślała się dlaczego. Wolała jednak o tym nie myśleć. To bardzo ją drażniło.
- Ale obiecaj, że sama tam nie wejdziesz... – powiedział pies.
- Dziś mam ważniejsze sprawy na głowie niż zwiedzanie zaświatów – zgodziła się Fiona skinieniem głowy wskazując na dom. Oboje wiedzieli, że ma na myśli Szulca.
- Dziś portal jest niedaleko. W komórce pod schodami biurowca, gdzie pracuje twoja mama...
- Na którym piętrze?
- Na trzecim...
- Idziemy... A ty pilnuj Szulca... – powiedziała Fiona biorąc Mata za rękę.
- Chcę jeszcze chwilę zostać... – powiedział Mat. – Chciałbym pobawić się z pieskiem...
- Ten piesek nie jest do głaskania – powiedziała Fiona ciągnąc Mata za rękę. – A my się śpieszymy.
Piętnaście minut później Fiona weszła do zatłoczonego biurowca. Śpieszyła się. Wiedziała, że musi jak najszybciej wrócić do domu. Bez niej sprawy mogły przyjąć zły obrót. Zwłaszcza teraz, gdy jej rodzice „nie mieli już siły...”. Fiona bała się tych słów. Wiedziała, że teraz jej rodzice są bardziej podatni na sugestie Szulca. Szulc z kolei najchętniej odizolowałby ją od społeczeństwa. Fiona trochę się obawiała tego co może zrobić. Wiedziała, że Szulc jest prawdopodobnie jedyną osobą, która chociaż po części domyśla się kim ona naprawdę jest. Wiedziała to już od samego początku. Zauważyła również, że zdarza się, iż na Szulca niezupełnie działa zasada naginania świadomości. Czasami miała wrażenie, że w jakiś sposób odbiera to, że rozmawia z istotami niematerialnymi. Prawdopodobnie rozumiał to w bardzo niewielkim stopniu, ale jednak zdarzało się, że gdy Fiona nagle zawołała Severa on spojrzał na nią podejrzliwie... Jakby rozumiał. A dzisiaj... Spojrzała na Mata, a on dostrzegł to spojrzenie... Inni ludzie by nie spostrzegli. Mata oczywiście nie widział. Severa również, ale mimo to wyraźnie dostrzegał więcej niż inni ludzie, których Fiona znała. Trochę ją to przerażało.
- Tutaj - powiedziała Fiona stając przed komórką pod schodami na trzecim piętrze. Było tam całkiem sporo ludzi. Obok była recepcja. Fiona sięgnęła po klamkę.
- Ja nie chcę.. - powiedział Mat. - Nie mógłbym zostać z tobą?
- Nie, Mat. I dobrze o tym wiesz - powiedziała Fiona i nie wahając się dłużej otworzyła drzwi. Za nimi od sufitu do podłogi rozciągał się portal. Wirowały w nim różne odcienie niebieskiego koloru, mieszającego się z czernią. Od portalu wiał bardzo silny wiatr, który rozwichrzał włosy nie tylko Fionie, ale i wszystkim przechodzącym obok ludziom. Recepcjonistce zwiał nawet plik kartek. Lakonicznym krokiem wstała, żeby je zebrać. Burknęła tylko cicho „ach te przeciągi”. Nie dostrzegła ani portalu w komórce pod schodami, ani tego, że wszystkie okna na piętrze były szczelnie zamknięte.
- Fiona, zobaczymy się jeszcze? - spytał Mat. Musiał krzyczeć, żeby Fiona usłyszała go przez świszczący wiatr.
- Wątpię...
- Ale ty też kiedyś umrzesz...
- Raczej postaram się tego uniknąć.
- Aha... - Mat zastanowił się przez chwilę. Fiona nie poganiała go. Czekała aż się namyśli.
- Pomyślałem... Że może mogłabyś mnie jeszcze kiedyś przywołać... Może... Ty też się kiedyś za mną stęsknisz...?
- Mało prawdopodobne - powiedziała powoli Fiona. Mat skinął głową. - Idź już. Na pewno trafisz sam... A jak nie, to tam po drugiej stronie ktoś się już tobą zajmie....
Mat skinął głową. Wiedział, że musi to zrobić. Nie chciał się więcej oglądać na Fionę. Po prostu puścił jej rękę i wszedł prosto w jasne światło...
Fiona zamknęła drzwi. Wiatr ustał. Stała jeszcze przez chwilę opierając się o ścianę. W głowie miała lekki mętlik. Nie potrafiła jasno sprecyzować swoich myśli. Rzadko jej się to zdarzało, ale w ciągu ostatniej doby stało się zbyt wiele rzeczy...
Nie miała jednak czasu żeby się nad tym zastanawiać. Musiała szybko wrócić do domu...
Całą drogę właściwie przebiegła. Jak burza otworzyła drzwi frontowe i wbiegła do salonu. Być może to był jej błąd. Gdyby zrobiła to bardzo powoli, może Sever zdążyłby ją ostrzec. Krzyknąć, aby nie wchodziła, ale teraz było już za późno...
- Fiona... - powiedział do niej Sever. Od razu wyczuła niepokój w jego głosie.
- O co chodzi...?
- Szulc... Był w twoim pokoju...
Fiona zastanowiła się przez chwilę. Oczywiście wiedziała co to oznacza. Trochę ją to jednak zdziwiło. W głębi duszy wierzyła bowiem, że jej rodzice na to nie pozwolą. Sama nie rozumiała co to znaczy miłość, ale wiedziała, że coś takiego istnieje i że najprawdopodobniej jej rodzice darzą ją tym uczuciem. Obiecali jej kiedyś nie zaglądać do jej pokoju... Nie raz zdarzały się sytuacje, w których jej bronili, chociaż wcale nie mieli podstaw. Fiona tego nie rozumiała, ale założyła, że tak będzie zawsze... Jednak słowa „nie mamy już siły”... Czyżby to znaczyło, że nie mają już siły kochać...?
- Cieszę się, że już wróciłaś - powiedział Szulc. Fiona odwróciła się w jego stronę. Stał tuż przy drzwiach na tle okna, tak, że widziała tylko jego ciemną sylwetkę.
- Gdzie są moi rodzice? - spytała powoli Fiona.
- Woleli przy tym nie być.... Sam doradziłem im, żeby wyszli gdzieś na godzinę...
- Jak się panu udało ich przekonać..? Co takiego strasznego było w moim pokoju...
- Wiesz.. Właściwie wszystko. Nawet więcej niż oczekiwałem... Nie wnikam już w to skąd wiesz, że byłem w twoim pokoju... Na pewno masz jakieś swoje źródła...
Fiona zwróciła szczególną uwagę na wzmiankę o jej własnych źródłach. Dotąd Szulc nigdy nie wyrażał się o tym w ten sposób. Tak jakby były to rzeczy namacalne...
Teraz Szulc w ogóle wydawał się być jakoś nienaturalnie podniecony. Fiona wiedziała, że długo czekał na tą chwilę. Zrobił krok w jej stronę. Ona cofną się instynktownie. Kontem oka zobaczyła, że w rogu pokoju stoi ktoś jeszcze... Mężczyzna w białym fartuchu... A zza drzwi kuchennych wyszedł kolejny.
- Chodź z nami Fiono... Szkoda czasu...
- Nie zbliżajcie się do mnie! - krzyknęła Fiona do otaczających ją mężczyzn. Była cała sztywna... Oddychała coraz szybciej.
- Spokojnie Fiona, nie ma się co denerwować.
Fiona już go prawie nie słyszała. Oddychała teraz bardzo szybko. Rzuciła spojrzenie kulącemu się pod fotelem Severowi. On nie mógł jej pomóc.
- Jakim prawem pan to robi?! Chcę się zobaczyć ze swoimi rodzicami...
- Tego bym nie chciał... Za bardzo ci ufają.. Bałbym się, że jeszcze ich przekonasz...
- Co pan chce ze mną zrobić?
- ...Chodź z nami. Gdy będziemy na miejscu wszystko ci wyjaśnię...
- Panu nie chodzi o względy psychiatryczne, prawda? - spytała Fiona nagle doskonale to rozumiejąc. - Pan ma jakiś inny cel. Od początku pan miał...
- Owszem - przyznał spokojnie Szulc. - Widzisz, ja i ty mamy wspólne zainteresowania. Z tym że ja, poświęciłem na nie całe swoje życie... Mam laboratorium i całą dokumentację... Starałem się być jak najbliżej nieodgadnionej tajemnicy życia... Ale ty mnie prześcigasz. I to bardzo... Zazdroszczę ci tego... Latami... Latami szukałem kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto widzi istoty pozazmysłowe... Ty je widzisz, prawda?
Nagle zaczęła to dostrzegać... W jego oczach. Jakiś dziwny, nieopisany rodzaj szaleństwa. Ona również chciała wyjaśnić tą zagadkę, o której wspomniał. Zawsze do tego dążyła. Słyszała jednak o eksperymentach, o których wspomniał Szulc... Wyraźnie wyczuwała towarzyszyło im znamię kontraktów z diabłem. Ona nie zawierała paktów.
- Nie wiem o czym pan mówi! - powiedziała Fiona bardzo stanowczo.
- Owszem, wiesz... - odpowiedział Szulc lekko rozdrażniony jej reakcją. - Idealnie pasujesz do profilu poszukiwanej przeze mnie osoby... Zamknięta w sobie, agresywna... Inteligenta. Usłyszałem o tobie od jednego z twoich poprzednich psychiatrów. Przyjechałem tu dla ciebie z bardzo daleka... Ale opłacało się... Bo wiem, że to ciebie szukałem. Dziś mam już pewność. Nie bój się mnie Fiono. Możemy sobie nawzajem pomóc...
- Nie chcę pana pomocy! Jest mi dobrze tak jak jest... - powiedziała Fiona cofając się w głąb pokoju. Mężczyźni w kitlach zaczęli się do niej zbliżać.
- Nie rób scen. Już za późno. I o nic się nie martw. Zajmę się tobą odpowiednio...
Mężczyźni już prawie byli przy niej... Fiona chwyciła leżący na stole obok nóż do papieru i zaczęła desperacko nim wymachiwać. Przez chwilę szarpała się ze swoimi przeciwnikami, aż w końcu doktor Szulc do niej podszedł. Poczuła lekkie ukłucie... Świat zaczął wokół niej wirować. Jedynym stałym punktem stały się jego oczy. Ciemne i surowe jak nicość. Jak czarna dziura, która ją wciągała, niszczyła, ale od której nie było już żadnego ratunku.

Następne co pamiętała, to jazdę furgonetką. Siedziała z tyłu z jakimś mężczyzną czytającym gazetę. Z przodu siedział kierowca i jakaś kobieta. Jej pierwsza myśl to „muszę uciec”. Była jednak półprzytomna. Myśli przetaczały się przez jej umysł, ale ona czuła, że nie ma na nie żadnego wpływu. Najpierw poczuła złość na swoich rodziców... Jak mogli ją wydać? Potem pomyślała, że nie powinna była wtedy nigdzie wychodzić. To był wielki błąd. Trzeba było zostawić Mata...
W tym momencie Fiona wróciła do tej chwili, w której odchodzi Mat. Stała się dla niej tak realna jakby właśnie teraz miała miejsce. Jego pełne strachu oczy skierowane prosto na nią... Blada twarz.. I znikł w tym jasnym świetle... Znikł, aby już nigdy nie wrócić.
Przez głowę Fiony przeszło pytanie „Czy Mat sobie poradzi?”... Potem jednak nastąpiło ostre i nieco trzeźwiejsze „Dlaczego ja o tym myślę..? Muszę uciekać.”
Fiona rozejrzała się uważnie. Ich samochód stał na środku ulicy już od jakiegoś czasu. Nie wiedziała dlaczego... W tle słyszała jakieś ostre dźwięki... Może syreny? Sanitariusze o czymś rozmawiali, ale Fiona nie mogła się skupić na sensie wypowiadanych przez nich słów.
- Może sprawdzić, czy nie potrzebują pomocy? Ona chyba nie ucieknie? – spytał sanitariusz siedzący obok Fiony. Ktoś mu przytaknął, a on wstał i wyszedł z samochodu. Przez chwile rozglądał się trzymając na wpół otwarte drzwi. Fiona wykorzystała ten moment. Bez chwili wahania, choć z racji swojego stanu trochę opieszale, wyjęła z włosów spinkę i włożyła ją na wysokość zamka. Zdążyła sekundę przed tym jak sanitariusz zamkną drzwi. Natychmiast popchnęła je lekko. Otworzyły się. Dzięki spince zamek się nie zablokował...
Fiona rzuciła spojrzenie siedzącym z przodu ludziom. Byli zbyt zajęci gapieniem się na to, co się dzieje na ulicy. Nie zwracali na nią żadnej uwagi.
Fiona otworzyła drzwi i wyszła z samochodu najciszej jak mogła. Serce zaczęło jej walić. Czuła, że to było zbyt proste, że zaraz zaczną ją gonić... Musiała się jak najszybciej schować... Zaczęła iść w stronę jakiegoś wysokiego budynku... Rozejrzała się dookoła. Kilka samochodów przed białą furgonetką, na samym środku skrzyżowania stało kilka rozwalonych samochodów. Wypadek- to dlatego się zatrzymali... Wokół stał tłum gapiów... Jakiś mężczyzna w czarnej marynarce pomagał wstać kobiecie. Miała całą twarz we krwi... Obok nich właśnie przeszedł sanitariusz... Fiona szybko odwróciła wzrok i jeszcze przyśpieszyła kroku. W głowie cały czas jej szumiało, a ruchy miała trochę nieskoordynowane. Świat wciąż wirował wokół niej... Ale musiała uciekać. Wiedziała, że musi.
W końcu weszła do budynku. To był hotel. Jego holl był olbrzymi. Na pierwszy rzut oka było widać, że to bardzo ekskluzywne miejsce. Fiona trochę się bała, że zaraz ktoś ją stąd wyrzuci... Musiała uważać, aby nie zwracać na siebie uwagi..
Podeszła do wind. Wcisnęła guzik... Obejrzała się za siebie czy nikt za nią nie idzie. Nie widziała nikogo. Znów nacisnęła guzik. „Szybciej”- myślała rozpaczliwie. W końcu winda otworzyła się. Fiona szybko do niej wsiadła i nacisnęła najwyższy guzik. Nie wiedziała czemu akurat najwyższy, ale to było dla niej bez znaczenia. Chciała się po prostu znaleźć jak najdalej stąd...
Zanim drzwi się zamknęły do windy wszedł jakiś mężczyzna. Fiona skądś go znała... A tak... Widziała go przed chwilą przy wypadku.. Pomagał wstać kobiecie...
Winda ruszyła. Fiona stała opierając się o ścianę. Czuła się bardzo źle. Wiedziała, że prawdopodobnie wygląda jeszcze gorzej. Nagle poczuła mocne duszenie w gardle. Zaczęła się krztusić...
- Ty idioto, zgaś tego papierosa!!! – krzyknęła do mężczyzny. On odwrócił się do niej powoli. Zaciągnął się jeszcze raz przyglądając się jej z namysłem. Fiona również mu się przyjrzała. Był wysoki, miał czarne włosy i szare oczy. Był dość młody i całkiem przystojny. Było w nim również coś tajemniczego.
- Dziwne... Nie pamiętam cię – powiedział chłopak do Fiony wypuszczając kolejną smugę dymu.
- Ja ciebie też i nie żałuję – powiedziała Fiona. Cały czas patrzyła na mężczyznę morderczym wzrokiem. On wydawał się tego nie zauważać. Podszedł do Fiony bliżej i chuchnął jej dymem prosto w twarz.
- Masz niesamowite szczęście... – powiedziała przez zaciśnięte zęby. Jej głos aż drżał ze wściekłości. - Niesamowite szczęście, że mam na głowię ważniejsze rzeczy niż zajmowanie się tobą... Mógłbyś doznać wielkich obrażeń.
- Naprawdę? – spytał mężczyzna z zainteresowaniem i znowu się zaciągną. – To ciekawe... Źle wyglądasz, może mógłbym ci jakoś pomóc?
- ...Tak... Odsuń się – powiedziała Fiona, bo mężczyzna stał zdecydowanie za blisko.
- Szkoda mi ciebie... – powiedział chłopak wzdychając. – Może na takiego nie wyglądam, ale zdarza mi się być sentymentalnym. Zwłaszcza gdy umiera tak ciekawa i piękna istota jak ty...
- Ja nie umieram... – powiedziała Fiona zamykając oczy. Poczuła się trochę gorzej. Głowa zaczęła ją potwornie boleć. Poza tym rozmowa z nieznajomym zaczęła ją naprawdę męczyć.
- Nie umierasz... Już umarłaś.
Fiona była już na wpół przytomna. Długo musiała pomyśleć zanim sens wypowiedzianych przez mężczyznę słów do niej dotarł. I nagle sobie coś uwiadomiła. Dlaczego obcy mężczyzna pomaga wstać zakrwawionej kobiecie..? Zamiast poczekać na lekarzy... Na jego garniturze nie ma nawet plamy krwi... Sanitariusz przeszedł obok nich.. Nie pomógł kobiecie... Ponieważ już nie mógł... Nawet jej nie widział.
Fiona otworzyła oczy. Widna cały czas jechała. Mężczyzna stał naprzeciwko niej i przyglądał się jej uważnie.
- To dziwne, choć czasem tak bywa... – powiedziała Fiona słabym głosem. – że kiedy się o czymś sługo myśli, to nie przychodzi, ale zaczyna się dziać dopiero później, w najmniej oczekiwanym momencie...
Mężczyzna nic nie odpowiedział tylko znów się zaciągną.
- Musiałaś umrzeć bardzo niedawno... Jesteś strasznie zdezorientowana... – powiedział.
- Ja też tak czasem mam tylko, że w odwrotną stronę... – zaczęła Fiona, ale nie skończyła. Jakoś nie potrafiła odpowiednio sformułować myśli. Chciała powiedzieć, że ona czasem myli ludzi umarłych z żywymi... Pomyślała jednak, że może to dobrze, że mężczyzna myśli, że nie żyje. Sever jej kiedyś mówił, że istoty pozaziemskie nie mogą ingerować w świat ludzi żyjących. Jeśli będzie wiedział, że jest żywa na pewno jej nie pomorze. A teraz Fiona miała już pewność, że sama nie wyjdzie z widny. Że najprawdopodobniej zaraz straci przytomność.
- Zabierzesz mnie stąd? – spytała Fiona. – Muszę się położyć...
Mężczyzna przytaknął i wciągną do niej rękę. Winda się otworzyła... Chciał ją wyprowadzić. Ona jednak nie była w stanie zrobić kroku. Przewróciła się... Złapał ją... Tyle pamiętała.

Fiona obudziła się, ale oczy miała jeszcze zamknięte. Raziło ją poranne słońce. Usilnie próbowała zebrać myśli. Ogarnąć wydarzenia z ostatniego dnia... Kluczowym pytaniem dla Fiony było to, czy to wszystko zdarzyło się naprawdę, czy było tylko snem...? A może tylko jakiś fragment tych wydarzeń był snem. Teraz już bała się otworzyć oczy. Zupełnie nie wiedziała gdzie się obudzi. Czy w swoim łóżku, w domu...? Czy w klinice..? Czy w jakimś innym miejscu do którego zabrał ją Śmierć...
W końcu otworzyła oczy i usiadła na łóżku. Z pewnością nie była w swoim pokoju, ani w klinice. Znajdowała się w dość sporym apartamencie. Fiona chyba jeszcze nigdy nie była w miejscu wyglądającym tak... Drogo. Łóżko, na którym siedziała było niezwykle duże i wygodne. Nad nią rozciągał się baldachim. Podłoga była ciemna, odbijała wszystko co na niej stało. Ściany i meble były w czarno czerwonych kolorach. Całość była oświetlona przez jasne światło wpadające tu z wysokich aż pod sam sufit okien. Fionie podobał się ten wystrój. Wydawał się być bardzo ponury i tajemniczy jakby stworzyła go osoba, która skrywa jakiś mroczny sekret.
Zauważyła, że obok jej nóg, oparta o słupek baldachimu stoi jakaś kartka. Jej treść brzmiała –„rozgość się, wrócę później”. Fiona nie była pewna jak to interpretować. Czuła się dość dziwnie i bardzo niepewnie.
- Sever... Sever... – zaczęła szeptać. To nie zawsze działało, ale wiedziała, że jeśli Sever teraz jej szuka, a na pewno jej szukał, to nawoływanie może pomóc. Nie pomyliła się. Czarny ratlerek natychmiast stanął obok jej łóżka.
- Gdzie byłaś, szukałem cię... – powiedział do Fiony. – Gdzie my w ogóle jesteśmy... Szulc cię tutaj zabrał?
- Nie.. Uciekłam mu – wyjaśniła natychmiast Fiona.
- Cieszę się – powiedział pies wskakując na łóżko. – A co to za miejsce? Do kogo należy ten apartament..?
- Nie uwierzysz... – powiedziała Fiona uśmiechając się. – Ale chyba do śmierci.
Sever z nieruchomiał na te słowa. Bardzo bał się śmierci.
- Do... Niego...? – spytał jąkając się.
- Tak... Spotkałam go wczoraj...
- I on cię tutaj zabrał..?
- Tak, chyba tak... Nie pamiętam bo straciłam przytomność – powiedziała niepewnie Fiona rozglądając się dookoła, jakby starała się przypomnieć sobie coś z ostatniego wieczoru. Nic nie pamiętała...
- Musimy stąd uciekać... I to szybko.
- Nie panikuj... Co on może zrobić..?
- Tobie nic, bo jesteś... Czekaj, to w ogóle dziwne, że ci pomógł, kiedy ty...
- On chyba myślał, że jestem martwa...
- A nie jesteś? – spytał z niepokojem Sever.
- Oczywiście, że nie! – powiedziała natychmiast Fiona, ale nagle to przestało być dla niej takie pewne. W ogóle skąd wiedziała, że nie jest martwa? Duchy, które spotykała często nie wiedziały, że nie żyją... Były całkiem zdezorientowane, tak jak ona.
- Można to jakoś sprawdzić? – dodała nieco łagodniejszym głosem.
- Po prostu połóż rękę na sercu i sprawdź czy bije...
Fiona tak właśnie zrobiła. Długo nie opuszczała ręki. Jej serce zawsze biło wolniej i ciszej niż przeciętne. Lekarzy zawsze to dziwiło, zwłaszcza, gdy po serii badań okazywało się, że Fiona jest całkowicie zdrowa...
- Bije... – powiedziała Fiona z ulgą.
- To dobrze! - ucieszył się Sever. – Może lepiej już stąd chodźmy...
- Tylko, że wiesz... – zaczęła Fiona z namysłem. – Ja chyba nie mam dokąd iść...
- Nie martw się, jakoś sobie poradzimy... - powiedział zachęcająco Sever. - Zakradniemy się do domu twoich rodziców.. Zabierzesz parę swoich rzeczy. W tym pieniądze, które trzymałaś na czarną godzinę...
- Niewiele tego jest...
- To nic nie szkodzi... Tobie na pewno uda się znaleźć jakieś źródło utrzymania. Jesteś specyficzna, a świat potrzebuje specyficznych ludzi.... O! Wiem! Mogłabyś pracować jako medium! Tyle jest takich osób, które pracują w tym zawodzie, a tylko udają... Pomyśl ile ty byś na tym mogła zarobić...
- To prawda... - przyznała Fiona z namysłem i już zobaczyła swoją przyszłość... Jak siedzi w jedwabnej chustce na głowie i przekazuje jakiejś młodej parze, że ich ojciec trzymał pod deską w podłodze kuferek z pieniędzmi... To by mogło być całkiem ciekawe...
- Możemy już stąd iść? – spytał Sever. Wyraźnie mu się śpieszyło.
- Gdzie ci się śpieszy?
- Nie chciałbym go spotkać...
- A ja... Sama nie wiem... Już raz z nim rozmawiałam, może wystarczy?
- Wystarczy, wystarczy!
- No dobra... Chodźmy... – zgodziła się w końcu Fiona i wstała z łóżka. – Poczekaj... Właściwie gdzie nam się śpieszy? On napisał, że wróci później i że mam się czuć jak u siebie... Prawdopodobnie długo jeszcze nie będę w takim miejscu.. Chyba skorzystam... Wezmę prysznic, zjem śniadanie i dopiero potem pójdziemy...
- Ty lubisz kusić los – powiedział Sever drżącym głosem. – On tu może przyjść w każdej chwili...
- No to co? – spytała Fiona szukając łazienki. – Możesz pilnować czy nie idzie...
- Tylko się śpiesz... – poprosił Sever. Fiona wcale się nie śpieszyła. Nadal nie była pewna czy chce się spotkać ze śmiercią. Kuszenie losu wcale jej, więc nie przerażało. Po części nawet chciała, żeby ich tutaj zastał.
W końcu wyszła z łazienki. Wciąż miała mokre włosy, kiedy weszła do kuchni. Tam przy stole już czekało na nią śniadanie..
- Oo... – mruknęła z podziwem widząc jajecznicę na srebrnej zastawie.
- Chciałem, żeby poszło jak najszybciej... – wyjaśnił Sever. – Śpiesz się, proszę.
- Zawsze się zastanawiam, jak ty robisz takie rzeczy, skoro nawet nie masz rąk... – powiedziała Fiona zabierając się do jedzenia. Bynajmniej wcale się nie śpieszyła. Delektowała się każdym kęsem. Sever z kolei cały czas patrzył nerwowo w stronę drzwi. Aż się trząsł. Fionie się to spodobało, więc specjalnie zaczęła jeść jeszcze wolniej.
- Dlaczego mi to robisz? – spytał z rozpaczą Sever, kiedy Fiona już zjadła, ale zamiast wstać rozciągnęła się tylko powoli ziewając.
- Nie wiem o czym mówisz – powiedziała Fiona z uśmiechem. – Mam pomysł! Znajdźmy jakąś torbę i zabierzmy parę rzeczy z lodówki... Te hotelowe zawsze są tak dobrze zaopatrzone...
- Chcesz go jeszcze okraść..? No nieee...
Fiona go już nie słuchała tylko podeszła do łóżka i wyciągnęła poduszkę z poszewki. Potem wróciła do kuchni...
- Uuu... Zapas na cały miesiąc.. – ucieszyła się Fiona otwierając lodówkę...
- Fiona... Proszę cię - skomlał Sever coraz słabszym głosem.
- Spokojnie, zaraz skończę...
Parę minut później zapełniła już całą poszewkę...
- Już..? – ponaglał uparcie Sever.
- Chwilę... Zastanawiam się czy coś jeszcze... Wiem! Może zabiorę ręczniki, szampon i mydło... – mówiąc to odstawiła poszewkę z jedzeniem i wzięła następną. Włożyła tam ręcznik i parę przyborów toaletowych.
- Dobra, wystarczy. Możemy iść... – Fiona uchyliła lekko drzwi wyjściowe. Korytarz był pusty. Podeszli do wind. Nacisnęła guzik.
- Może lepiej chodźmy schodami... – zaproponował Sever.
- Sever, daj już spokój, dobrze..? Nie spotkamy go już.
Winda zaczęła nadjeżdżać... Sever usunął się w głąb korytarza. Trochę się skulił... Winda się otworzyła. Była pusta. Fiona odwróciła się do Severa i pokiwała głową z dezaprobatą.
- Ale z ciebie tchórz – powiedziała wsiadając do windy. On ruszył za nią. Cały czas jednak rozglądał się nerwowo za każdym razem, gdy widna zatrzymywała się, aby wpuścić do środka kolejne osoby. W końcu zjechali na sam dół. Ludzie zaczęli wysiadać. Fiona została trochę na końcu. Podniosła poszewki i chciała wysiąść.
Ktoś zagrodził jej drogę. Uniosła wzrok do góry... Te szare oczy... Zbliżyły się do niej a ona się cofnęła. Drzwi windy się zamknęły.
- Uciekasz ode mnie i jeszcze mnie okradasz? – spytał z zainteresowaniem chłopak przyglądając się wypełnionym po brzegi poszewkom na poduszki. Potem stanął obok niej. Ona opierała się o tylnią ścianę windy. On też się oparł. Nie patrzyła na niego. – To szczyt bezczelności z twojej strony... Wyspałaś się, zjadłaś, wzięłaś prysznic, okradłaś mnie i uciekasz...
- Skąd wiesz, że jadłam i wzięłam prysznic? – spytała Fiona bez zainteresowania.
- Twoje włosy pachną hotelowym szamponem... – powiedział i zbliżył twarz do jej włosów. Odsunęła się od niego.
- Odczep się. Jestem wdzięczna za pomoc, ale muszę już iść – powiedziała Fiona. – Jedzenie ci zabrałam, bo uznałam, że ty na pewno i tak jesteś wszechmocny i możesz go mieć ile chcesz... Zresztą mnie się bardziej przyda.
- Naprawdę jeszcze nie rozumiesz? – spytał z troską chłopak. – Wyglądasz dużo lepiej niż wczoraj, ale najwyraźniej nadal nic nie rozumiesz. Jesteś martwa. Nie potrzebujesz jedzenia...
- Nie jestem martwa! – powiedziała Fiona podnosząc głos. – To ty w końcu zrozum. Wiem, że tylko martwi podlegają twojej władzy. Żywym nic nie możesz zrobić. Ja jestem żywa i chcę już stąd iść. Masz mnie wypuścić!
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Ach.. Uparta jesteś... Ale wygląda na to, że wiesz kim ja jestem?
- Tak. Jesteś śmiercią...
- No... Ale nie nazywaj mnie tak... Nie lubię tego. Mam na imię Morbius...
- Wszystko jedno... – powiedziała Fiona wzruszając ramionami. – Jeśli mi nie wierzysz spytaj swojego psa, Severa... Był tu przed chwilą, ale chyba znikł od razu gdy się pojawiłeś... Cholerny tchórz...
Nagle winda się otworzyła. Za drzwiami stał jakiś mężczyzna z walizkami, który wyraźnie chciał wsiąść. Morbius jednak jednym ruchem ręki sprawił, że drzwi się zamknęły zanim zdążył to zrobić. Cały czas nie spuszczał oczu z Fiony. Ona nacisnęła guzik „parter”.
- Twoim zdaniem jak to możliwe, że widzisz istoty pozaziemskie, kiedy sama jesteś żywa? – spytał z zainteresowaniem. Wzmianka o psie wyraźnie go poruszyła.
- Też chciałabym wiedzieć, ale nie wiem. Mam tak od kiedy pamiętam...
W tym momencie chłopak zrobił coś dziwnego. Odwrócił stojącą do niego tyłem Fionę i przyparł ją do ściany. Potem podniósł rękę do jej szyi. W pierwszej chwili Fiona myślała, że chce ją udusić. On jednak przyłożył jej do gardła dwa palce, a drugą ręką przechylił jej nieco głowę. Sprawdzał jej puls.
- Masz puls... – powiedział Morbius po długiej chwili namysłu.
- Oczywiście, że mam... Jak każdy żywy człowiek... – powiedziała cicho Fiona. Starała się nie okazywać mu lęku. Faktycznie się go nie bała, ale jego obecna bliskość nieco ją krępowała.
- ...I bije tak szybko... – dodał Morbius z uśmiechem patrząc jej w oczy.
Winda się otworzyła.
- Wysiadam – powiedziała Fiona wyrywając się Morbiusowi.
- To jeszcze nie parter – powiedział Morbius wciągając ją z powrotem i znów jednym gestem sprawiając, że drzwi zatrzasnęły się szybko przed kimś czekającym po drugiej stronie.
- Zostaw mnie! – powiedziała Fiona wyrywając mu rękę. Morbius przyglądał się jej przez długą chwilę. W jego oczach było widać wyraźne zainteresowanie.
- Spokojnie... Tak jak sama wspomniałaś nie mogę ci nic zrobić... Bez twojej zgody...
Fiona nic mu nie odpowiedziała. Tylko stała pod ścianą patrząc na niego groźnie.
- Jak masz na imię? – spytał Morbius z uspakajającym uśmiechem.
- Fiona - odpowiedziała zimno.
- Fiona... Pierwszy raz spotykam kogoś takiego jak ty... - powiedział Morbius nieco się do niej zbliżając.
- Jakoś mnie to nie dziwi – odpowiedziała Fiona starając się odsunąć od niego jak najdalej...
- Co ci wczoraj dolegało?
- Byłam naćpana.
- Aha, tak myślałem... Zrobiłaś to sama czy ktoś ci pomógł..? Wydawało mi się, że przed kimś uciekasz.
Na to pytanie Fiona nie odpowiedziała. Było zbyt drażliwe.
- To nie twoja sprawa... – powiedziała w końcu.
- Rozumiem, że pewnie trudno jest ci się odnaleźć w tym świecie. Musisz być bardzo samotna...
- Nawet nie próbuj udawać, że mnie rozumiesz... Ale owszem... Jeśli musisz wiedzieć to wczoraj uciekałam przed ludźmi pewnego psychola, który podając się za psychiatrę przekonał moich rodziców, że nie nadaję się do życia z normalnymi ludźmi. Jako dowód podał mój brak wyraźnego przejęcia się śmiercią sześcioletniego brata...
- A nie przejęłaś się tym? – spytał z zainteresowaniem Morbius.
- Na świecie co sekunda umiera jakiś człowiek. Dlaczego miałabym się przejąć takim małym i nic nie znaczącym gówniarzem..? Z resztą... To przesada, że byłam całkowicie obojętna. Wczoraj nawet odprowadziłam go w zaświaty, kiedy się zgubił. To było takie miłe, że aż nie mogę się nadziwić, że to zrobiłam... Chyba nigdy w życiu nie okazałam nikomu tyle czułości co wczoraj Matowi...
- Rozumiem, że uścisnęłaś go na pożegnanie i zalewając się łzami powiedziałaś, że zawsze będziesz tęsknić?
Fiona aż wybuchła śmiechem na samą myśl.
- Nie... – powiedziała z rozbawieniem. – Ale nie powiedziałam mu nic w stylu „spadaj gówniarzu”. Byłam dla niego wręcz obojętna...
- Aha...”Byłam obojętna”... Widzę, że w twojej skali to niemal równoznaczne z wybuchem płaczu.
- Owszem.
Winda już prawie była na parterze. Fiona podniosła z podłogi „swoje” rzeczy.
- Rozumiem, że nie masz teraz dokąd pójść? - spytał z namysłem Morbius.
- Tak, ale jakoś sobie poradzę.
- Nie wątpię. Do zobaczenia wkrótce...
- To „wkrótce” raczej szybko nie nastąpi...
- Ale prędzej czy później się spotkamy. Tak to już jest z żywymi ludźmi... Zawsze na końcu ich drogi czeka śmierć.
- Postaram się, żeby moja nie miała końca - zapewniła Fiona i wyszła z windy, której drzwi właśnie się otworzyły.
- Życzę powodzenia... - powiedział z namysłem Morbius. - Zaczekaj...
Fiona odwróciła się w jego stronę. Stał w progu windy i patrzył na nią bardzo przenikliwie.
- Chyba już wiem, dlaczego widzisz istoty pozagrobowe, kiedy ty sama jesteś żywa.
- Dlaczego? - spytała obojętnie Fiona.
- Ponieważ twoje serce jest martwe - odpowiedział Morbius dokładnie w chwili gdy drzwi zaczęły się za nim zamykać. Winda odjechała.
Fiona obróciła się powoli i ruszyła w stronę wyjścia z hotelu. Zdążyła już całkowicie się uspokoić. Świat wokół niej cały czas był jej obojętny. Puls znów stał się rytmiczny.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ta cicha i nieuzasadniona złość wywołana przez uosobienie śmierci.
„I tak jak zwykle moje serce znów stało się spokojne - myślała Fiona. - ...Spokojne i obojętne na otaczający go świat... Puls bije normalnie jak każdemu żywemu człowiekowi... Puls bije w moim sercu... W moim martwym sercu...”

Trzy dni później z pomocą Severa, Fina faktycznie zakradła się do domu. Zabrała parę swoich rzeczy i trochę pieniędzy. Wychodząc miała wielką ochotę rzucić jakiś urok na ten dom... Jej rodzice ją zdradzili. Wiedziała, że powinni zostać ukarani. Ostatecznie postanowiła ich jednak oszczędzić. Sama nie wiedziała czemu... Spojrzała jeszcze raz na ciemny salon... Przyjrzała mu się bardzo uważnie... To miejsce było jej domem od kiedy tylko pamiętała, a teraz widzi je po raz ostatni...
Wyszła. Wiedziała, że w jej życiu rozpoczyna się zupełnie nowy etap.
Tą noc spędziła na dworcu. Uważnie przejrzała rozkład jazdy pociągów. Wiedziała, że musi stąd odjechać. Jak najdalej...
- Wiesz.. – powiedziała do Severa z namysłem. – Jeśli chodzi o moją przyszłość to już dawno wpadł mi do głowy pewien pomysł... Mam taki wielki potencjał, który się marnuje... Cała wiedza jaką posiadam, to kilka słabych uroków... Wiedza z internetu i paru głupich książek... Chciałabym znaleźć kogoś kto naprawdę zna się na rzeczy... Wiem, że to trudne, bo świat jest pełen udawanych czarodziejów... Ale ktoś na pewno jest prawdziwy... Słyszałam, że istnieją nawet specjalne szkoły dla wróżek.. Gdyby tylko udało mi się taką znaleźć... Wchłonąć całą tą wiedzę... Ach... Tego właśnie pragnę w tej chwili najbardziej...
Sever przysłuchiwał się jej bardzo uważnie. Teraz oboje siedzieli w ciemnym korytarzu metra przykryci szarym kocem. Było już bardzo późno i peron świecił pustkami.
-Wiesz.... – odezwał się. – Słyszałem o takich szkołach... W zaświatach uważnie przygnają się tego typu miejscom... Takie prawdziwe, są trzy na całym świecie... Najbliższa w Doryndzie w Ameryce północnej...
- Dorynd! Świetnie! Jedziemy tam...
- Ale Fiona... Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł...
- Nie marudź! – powiedziała stanowczo Fiona. Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby spytać dlaczego to miałby być zły pomysł. Sever natomiast zrezygnował z prób wyjaśnienia tego. - Jedziemy tam i już! Tylko, że to jest bardzo daleko... Nie mam pieniędzy na tak długą podróż... Te moje cudowne zaskórniaki, wystarczą najwyżej na parę obiadów...
- Coś wymyślisz...
- Na pewno... Ale jutro... Dzisiaj chodźmy już spać.
Fiona już położyła się na ławce. Chciała zamknąć oczy, gdy w oddali zobaczyła pewnego starca na wózku inwalidzkim. Obok niego stała pielęgniarka. Fiona przyjrzała mu się uważnie. Mężczyzna wyraźnie nosił w sobie ogromny smutek. Nad całą jego postacią wisiał jakiś cień... Normalni ludzie tego nie dostrzegali. Ona dostrzegała. Widziała przyczynę tego cienia... Drugą rzeczą jaka przykuwała wzrok w staruszku był jego ubiór. Miał na sobie płaszcz z najlepszej jakości materiałów. Zarówno on jaki pielęgniarka rozglądali się dookoła bardzo niepewnie. Najwyraźniej rzadko mieli do czynienia z tak prymitywnym środkiem transportu jak metro. Jednym słowem, staruszek musiał być bogaty. Fiona dostrzegła w tym swoją szansę.
Odrzuciła energicznie koc i wstała. Sever również podniósł się z miejsca i odprowadził ją wzrokiem.
Fiona podeszła powoli do staruszka. Stanęła naprzeciwko niego. Przez dłuższą chwilę nie zwracał na nią uwagi. Za nią przejechał pociąg. Pęd powietrza rozdmuchał jej rude włosy. Staruszek spojrzał na nią... Ten głęboki smutek w jego oczach....
- Oddałby pan wszystko prawda? - powiedziała Fiona.
- Słucham? - spytał staruszek. Pielęgniarka również zwróciła uwagę na Fionę.
- Oddałby pan wszystko by móc jeszcze raz zobaczyć swoją żonę...
- Moja żona nie żyje od trzydziestu lat... - przyznał staruszek spuszczając wzrok.. - Ale owszem.. Nadal cierpię... To aż tak widać?
- Tak.
Staruszek znów spuścił wzrok. Pielęgniarka wróciła do czytania gazety. Oboje wyraźnie starali się ignorować Fionę.
- A więc? - spytała Fiona z naciskiem.
- Co? – spytał chrapliwie staruszek.
- Chce pan ją zobaczyć?
- Oczywiście... Tak jak powiedziałaś oddałbym wszystko, ale niestety to niemożliwe.
- Widzi pan, podeszłam do pana bo wygląda pan na bogatego, a ja potrzebuję pieniędzy. Myślę że możemy sobie nawzajem pomóc. Dam panu szansę porozmawiania z nią... Za jedyne pięćset dolarów. Tyle potrzebuje podróż...
- Panie Stemple, niech pan z nią nie rozmawia... To naciągaczka... – powiedział szybko pielęgniarka nawet nie patrząc w stronę Fiony. Miała wyraźnie do niej wstręt.
Pan Stemple nic nie odpowiedział, ale nie spuszczał wzroku z Fiony.
- Jak chcesz to zrobić? – spytał z zainteresowaniem.
- Przywołam ją i pozwolę jej się opętać... Będzie pan mógł z nią porozmawiać poprzez mnie...
- Jak pani nie wstyd, tak żerować na uczuciach biednego staruszka? - spytała groźnie pielęgniarka.
- Cicho! Chciałbym to zobaczyć. Nie mam nic do stracenia - powiedział staruszek. – Nudzi mi się kiedy tak czekamy... Chętnie pozwolę tej dziewczynie się przed nami skompromitować... Proszę, moja droga, możesz zaczynać. Dam ci te pięćset dolarów, ale tylko jeżeli mnie przekonasz... A wątpię, żeby ci się to udało... Ale próbuj. Śmiało.
- Dobrze. Potrzebuję tylko jej imienia...
- Jest pani medium i nie zna pani jej imienia? - spytał staruszek unosząc brew. Fiona uśmiechnęła się.
- Jestem medium, a nie telepatą... - wyjaśniła.
- „Etel” – powiedział obojętnie staruszek.
Fiona przytaknęła i zamknęła oczy. Musiała się skoncentrować. Staruszek przyglądał jej się z taką uwagą, jakby Fiona brała udział w jakimś castingu. Pielęgniarka pokiwała przecząco głową i wróciła do swojej gazety.
Fiona zaczęła oddychać bardzo głośno. Otworzyła oczy. Był w nich strach. Rozejrzała się dookoła jakby zupełnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Potem jej wzrok zatrzymał się na panu Stemple.
- Pan Stemple? - spytał niepewnie. Był to słaby i strachliwy głosik. Zupełnie inny niż ten którym Fiona mówiła przed chwilą. - Co my tu robimy..? Wygląda pan... Inaczej... I gdzie jest Alek? Nic nie pamiętam... Czy ja jestem chora... Dlaczego pan nic nie mówi?
Fiona patrzyła na staruszka oczekując odpowiedzi on odwrócił wzrok z pełną obojętnością..
- Dlaczego pan... Czy ja coś zrobiłam...? O Boże! Pamiętam...
Fiona uklękła przy panu Stemple opierając się o brzeg jego wózka. Chciała spojrzeć mu w oczy, ale on wciąż unikał jej wzroku.
- Wypadek! Mieliśmy wypadek.... Pamiętam... Te czarne chmury... Przez cały dzień wisiały na niebie jak jakiś znaki, ale my byliśmy na nie ślepi... Nigdy nie widziałam takich czarnych chmur... A potem... Ciężarówka.. Wiał wiatr... Przewróciła się, a my... Czy Alek...? Czy jemu nic nie jest..? Pani e Stemple! Niech pan mi odpowie...
- Daj mi spokój dziewczyno! – powiedział lekko rozdrażniony pan Stemple wyrywając Fionie swoją rękę. - Alkowi nic nie jest...
- To gdzie on jest?
Pan Stemple ukrył twarz w dłoni. Jego pielęgniarka spojrzała na niego niepewnie.
- Ciężarówka... - wybełkotał cicho. - I wiatr... Czarne chmury... Ona nie może tego wiedzieć..
- Dlaczego? Panie Stemple... Gdzie jest pana syn? Wiem, że pan jest przeciwko nam... Ale... Ja go naprawdę kocham. Wyjaśniłam to panu w liście, pamięta pan?
- Tak, tak... Pamiętam... - wyjąkał mężczyzna... Nadal zasłaniał oczy, ale po jego policzkach spływały łzy. Kompletnie zdezorientowana pielęgniarka patrzyła to na niego to na Fionę. Nie miała pomysłu co począć.
- Napisałam tam o wszystkim... Wie pan.... Alek mi tego odradzał... Mówił, że to nie ma sensu... Że powinniśmy po prostu uciec... Ale ja wiedziałam że z dala od domu nie byłby szczęśliwy... Potrzebujemy pana uznania... Proszę... Ja tak bardzo kocham Alka... Nie umiałabym, żyć bez niego... Myślę, że on beze mnie też nie... pozwoli mi pan? Pozwoli mi pan być z nim. Nawet nie wie pan jaka byłabym wtedy szczęśliwa...
- TAK!! - krzyknął mężczyzna. Jego głos drżał. Po raz pierwszy spojrzał Fionie w oczy. Teraz było już pewne, że całkowicie wierzy Fionie. Jego spojrzenie było pełne żalu i głęboko skrywanych emocji. Czuł ból.. Tak się zestarzał od kiedy widział ją po raz ostatni... Jego twarz zmieniła się... Upodobniła do twarzy ojca, którego tak bardzo nienawidził. Ale nie potrafił wyznać Etel prawdy... Za bardzo ją kochał. Nie chciał, by widziała go takim... - Tak... Możesz z nim żyć wiecznie..
Fiona wzięła jego rękę i ucałowała. Wtuliła się w nią.
- Dziękuję panu... Tyko to chciałam usłyszeć...
- Już dość! Dość, błagam... - krzyczał staruszek. - Dam ci pieniądze... Ile zechcesz.... Tylko już skończ...
Fiona zsunęła się na podłogę. Wyrzuciła ducha ze swojego ciała... To bardzo ją osłabiło... Wstała. Była jeszcze bardziej blada niż zwykle.
- Wie pan jak to cholernie wyczerpuję organizm? - spytała Fiona już swoim normalnym, pełnym chłodu i ordynarności głosem. - Pieniądze...
- Zapłać jej! - krzyknął staruszek do pielęgniarki. Ona drżącymi rękami wyjęła portfel zaczęła liczyć pieniądze... - Nie licz! Daj jej wszystko... Nich już odejdzie!
- O nie, nie, proszę pani! Pięćset dolarów na tyle się umawialiśmy. Więcej nie przyjmę...
Fiona przyjęła banknoty i schowała jej do kieszeni. Odwróciła się od łkającego staruszka i przerażonej pielęgniarki.
- To było bardzo okrutne z twojej strony... - powiedział Sever, który cały czas czekał przyglądając się jej z boku..
- Przecież on sam prosił... - powiedziała Fiona wzruszając ramionami.
- On nie wiedział o co prosi. Ty wiedziałaś.
- Nic mnie to nie obchodzi. Potrzebowałam pieniędzy... - powiedziała Fiona, a potem zamyśliła się przez chwilę. - Ale to było całkiem ciekawe doświadczenie... Ten ból w jego oczach... Ach! Jakże ja się w nim rozsmakowywałam... Ból i jeszcze coś... Tylko co? Nie wiem, ale to było przepiękne... Coś co naprawdę wciągało i chciało się odwzajemnić.... Nie wiem...
Fiona zacięła się na chwile. Chciała powiedzieć, że nie wie co to było, ale wiedziała. Domyśliła się tego, ale nadal było to coś czego nie rozumiała. Co było dla niej niedostępne i o czym nie chciała dłużej myśleć.


Kilka dni później przybyli do pewnego miasta, znajdującego się nad morzem. Po przeprowadzeniu krótkiego rozeznania wśród mieszkańców dowiedziała się wszystkiego o celu swojej podróży. Była to dość spora kondygnacja budynków znajdująca się na wysokiej skarpie. Niektórzy ludzie z którymi Fiona rozmawiała nazywali to miejsce sektą inni zakonem, a jeszcze inni „szkołą dla dziwaków”. Dla wszystkich miejsce to było spowite jakąś tajemnicą. Byli mu raczej nieprzychylni. To tylko wzmagało ciekawość Fiony. Mimo zmęczenia podróżą jeszcze tego wieczoru wspięła się na wysoką górę.
Gdy dotarła do ogromnych drzwi stanęła na chwilę z boku by złapać oddech. Potem podniosła do ręki stalową kołatkę i zastukała w bramę. Chwilę później otworzyła jej jakaś młoda dziewczyna. Była to blondynka ubrana w długie zwiewne szaty. W jej oczach odmalowywała się zimna obojętność.
- W czym mogę pomóc? – spytała.
- Słyszałam wiele o tym miejscu... - powiedziała Fiona trochę niepewnie. – I chciałabym stać się jego częścią...
- Ach tak... – powiedziała dziewczyna zmierzając Fionę wzrokiem. - Była pani umówiona?
- Nie
- Dostanie się tutaj wcale nie jest proste.... – powiedziała dziewczyna, nagle uśmiechając się blado. - Trzeba mieć naprawdę specyficzny dar i bardzo otwarty umysł... Mnóstwo ludzi chce poznać tajniki skrywanej przez nas wiedzy, a my rzadko kogo przyjmujemy... Mało kto spełnia nasze oczekiwania...
- O, jestem pewna, że ja się nadaję.. - zapewniła spokojnie Fiona.
- Skąd ta pewność? Doświadczyła pani kiedyś jakiś zdarzeń pozazmysłowych?
Fiona aż prychnęła śmiechem na to pytanie. Potem odwróciła się do Severa.
- Słyszysz? Ta pani pyta czy doświadczyłam kiedyś jakiś zdarzeń pozazmysłowych...
Dziewczyna przeniosła wzrok na Severa. A raczej na miejsce gdzie stał Sever. Fiona nie była pewna czy go widzi. Chyba jednak w jakiś sposób wyczuła jego obecność. Najprawdopodobniej właśnie to ją przekonało.
- Proszę za mną... - powiedziała. Fiona posłusznie poszła za dziewczyną. Chwilę później stały już przed drzwiami do jakiegoś gabinetu. Blondynka bez słowa wskazała jej klamkę i oddaliła się korytarzem. Fiona odprowadziła ją wzrokiem, a potem zastukała niepewnie we wskazane drzwi. Weszła do środka.
Tam znajdował się niewielki, ale przytulny gabinet. Za dębowym biurkiem siedziała jakaś kobieta przyglądająca się Fionie z uwagą. Miała koło pięćdziesięciu lat. Włosy całkowicie białe i okulary połówki. Nic nie mówiła, co Fionie wydało się być dość dziwne. Bez słowa, ale bardzo powoli, usiadła naprzeciwko niej.
- Nazywam się Lidia Farwer - przedstawiła się w końcu kobieta. Cały czas przyglądała się Fionie w sposób co najmniej podejrzliwy. - Jestem założycielką tego ośrodka. Zanim wyjaśnisz cel swojego przybycia ja chciałabym ci wyjaśnić czym się tu właściwie zajmujemy. Uczymy się dostrzegania istot z innego świata. Kładziemy nacisk zwłaszcza na obronę... Zdecydowana większość mieszkających tu ludzi to medium, większe lub mniejsze, których moce nasiliły się nie rzadko po stracie bliskiej osoby. Wszyscy jesteśmy naznaczeni ciężkim ostrzem tragedii... Tak często bywa. Każdy z nas ma własne duchy. Uczymy się obrony przed nimi lub życia w zgodzie... To jedyne wyjęcia... Często również konsultujemy w sprawach opętań czy nawiedzeń... Ze zrozumiałych względów nie dbamy o rozgłos czy reklamę... Nie interesuje nas to, czy reszta świata wierzy w to czym się zajmujemy. Wręcz przeciwnie. Wolimy, żeby nie wierzyli. Wtedy się nas nie czepiają, a nasi uczniowie... Dość już przecierpieli... Trzeba im spokoju....
Fiona przyglądała się spokojnie pani Farwer. Zastanawiała się intensywnie po co ona jej to wszystko mówi. Zdecydowana większość osób spytała by najpierw przynajmniej o jej imię i cel wizyty, a dopiero potem rozpoczęła taki monolog.
- Teraz powiedz... Jaki jest cel twojego przybycia? - spytała kobieta, jakby czytając jej w myślach.
- No cóż... Słyszałam, że w tym miejscu można znacznie rozwinąć umiejętności... – powiedziała Fiona pod naciskiem błękitnych oczu pani Farwer. - Wydaje mi się, że możecie mi pomóc...
- Wyczuwam wokół ciebie dużo niepokoju... – powiedziała przyglądając się jej z mieszaniną troski i podejrzliwości. - Trochę mnie to martwi... Nie chodzi mi tylko o twoje serce, które jest przepełnione jakimś dziwnym żalem. Zdaje się, że jest z tobą demon... Chciałabym pomóc ci jak najszybciej się go pozbyć.
- Ależ nie ma potrzeby! - powiedziała szybko Fiona. - To zaprzyjaźniony demon, wiem o jego obecności... Ale jeżeli pani przeszkadza to poproszę go, żeby wyszedł... Sever... Zaczekaj przed drzwiami, dobrze?
Sever skinął głową i odszedł. Drzwi samoczynnie otworzyły się przed nim i zamknęły. Normalni ludzie nie zrozumieliby ani tej krótkiej rozmowy, ani nie dostrzegliby ruchu drzwi. Fiona już wiedziała, że pani Farwer, jest wyjątkowa. Przyglądała jej się z lekko uniesioną brwią. Była wyraźnie pod wrażeniem.
- „Sever”? - powtórzyła cicho patrząc na nią pytająco. Fiona skinęła głową.
- To pies, czarny ratlerek... Jest uosobieniem psiej śmierci – wyjaśniła choć wcale nie była pewna czy powinna mówić pani Fawer dokładnie wszystko . - Znam się z nim od bardzo dawna i zapewniam, że jest całkowicie nieszkodliwy.
- „Pies... ratlerek”? Chcesz powiedzieć, że widzisz tego demona w konkretnym kształcie?
- O tak! Pani nie widzi demonów w konkretnych kształtach?
- O ile mi wiadomo to jest możliwe wyłącznie przy specjalnego rodzaju seansach spirytystycznych... Kiedy wyraźnie staramy się skontaktować ze światem pozagrobowym, albo kiedy świat pozagrobowy wyraźnie chce skontaktować się z nami. Oba przypadki są niesłychanie niebezpieczne... Owszem, potrafię dostrzec demony w konkretnych kształtach, jeśli bardzo tego chcę... Ale z natury raczej tego unikam. Mówisz, że znasz go od dawna?
Fiona zastanowiła się przez chwilę. Wahała się czy powinna opowiedzieć tej kobiecie całą prawdę o sobie. Czuła jednak, że i tak niewiele udałoby się jej ukryć. Poza tym jeżeli miała się od niej uczyć to zaufanie było ważne.
- Od szóstego roku życia... A od kiedy tylko pamiętam widzę duchy. Wszędzie. W autobusie w szkole... Błąkają się bez celu tu i tam... Już dawno się do nich przyzwyczaiłam.. Z resztą wiem, że nie mogą mi nic zrobić. Czasem nawet specjalnie je przywołuje i wypytuje o różne rzeczy... Uważam, że to bardzo ciekawe... Swego czasu przywoływałam duchy sławnych ludzi... Wiele się można od nich dowiedzieć. Jednak wszystko co wiem na temat seansów, to informację zaczerpnięte z internetu, lub z jakiś wątpliwej wiarygodności książek... Chciałabym się uczyć tutaj, żeby móc lepiej pojąć to co się wokół mnie dzieję... No i żeby móc rozwijać swoje umiejętności...
- Ile masz lat?
- Siedemnaście...
- Twierdzisz, że dostrzegasz ludzi umarłych...? Oraz reprezentantów z zaświatów? - Tak... Chociaż z tych ostatnich spotkałam tylko Severa... No i... Morbiusa.
Imię „Morbius” zrobiło wyraźne wrażenie na kobiecie. Odchyliła się na swoim fotelu i przyjrzała się Fionie z wyraźnym lękiem.
- Dziecko, czy ty w ogóle wiesz... Czy rozumiesz swój dar... Wiesz kim jest Morbius?
- Tak... To demon pierwszej klasy odpowiedzialny za przenoszenie dusz w zaświaty... Wiem... Spotkałam go tylko raz... – zaczęła się tłumaczyć Fiona nieco zmieszana tym wielkim zaskoczeniem w oczach pani Farwer, które zaczęło się jej nieco udzielać. Skoro nawet światowej klasy znawczyni uznaje jej przypadek za dziwny, to nie mogło być dobrze. Przychodząc tu miała nadzieję, że spotka ludzi wśród których będzie w miarę przeciętna... Przy których nie będzie czuła że się tak bardzo wyróżnia. Tak jednak nie było. Przynajmniej na razie. - Fakt, że jest trochę przerażający, ale doskonale wiem, że póki żyję on nie może mi nic zrobić. Główne zasady wszechświata...
- Dziecko... Skąd ty to wiesz? Kto opowiadał ci o zasadach wszechświata?
- Sever... - powiedziała Fiona. Zaczęła sądzić, że mówienie o tym wszystkim to jednak był błąd. Pani Farwer cały czas przyglądała jej się z dużym niepokojem.
- Czy Sever mówił ci również, że to nie jest normalne, że widzisz istoty nie z tego świata?
- Oczywiście... Z resztą nie trudno jest się zorientować. Nigdy nie spotkałam, ani nie słyszałam o osobie, która miałaby umiejętności podobne do moich... Wiem, że nie powinnam ich mieć, ale mam...
- Domyślasz się dlaczego?
Fina nic nie odpowiedziała. Dźwięczały jej w głowie ostatnie słowa Morbiusa. „Twoje serce jest martwe...”. Nie ośmieliła się jednak powiedzieć ich głośno.
- Nie... Nie wiem...
- Nikt, ze znajdujących się tu ludzi nie ma takich umiejętności jak ty... – powiedziała pani Farwer w końcu nieco spokojniej. Najwyraźniej dostrzegła reakcję jaką niechcący wzbudziła w Fionie. Teraz znów stała się spokojna i pełna profesjonalizmu. Jednak nadal przyglądała się swojej rozmówczyni z odrobiną podejrzliwości.
- Za to wy macie wiedzę jakiej ja nie posiadam, a jaką chciałabym posiadać... – wyjaśniła Fiona. - Chyba zdążyłam już panią przekonać, że mam odpowiednie preferencję?
Kobieta westchnęła głośno.
- Powiem ci szczerze.. – powiedziała kobieta unosząc wzrok w stronę świecącego przytłumionym blaskiem, okrągłego żyrandola. - Zazwyczaj przyjmuje każdego kto dochodzi do tego gabinetu... Widzisz Astra -dziewczynka, która otworzyła ci drzwi jest duchem... Ty ją oczywiście widziałaś?
- Oczywiście... Nawet mi nie przyszło do głowy, że jest duchem... Rozmawiała ze mną tak trzeźwo... I zadawała mi takie pytania, które teraz wydają mi się być zbędę...
- Może się z tobą droczyła, nie wiem... – powiedziała pani Fawer z uśmiechem. - Ona ma trudny charakter... Po tym jak kto odbiera jej obecność rozpoznaje poziom umiejętności. Większość ludzi dostrzega tylko, że brama otworzyła się przed nimi w magiczny sposób, a potem, że do mojego gabinetu przywiodła ich jakaś niezrozumiała dla nich siła. Rzadko słyszą głos Astry. Jeszcze rzadziej ją widzą... Powiedz mi... Czy ty uciekłaś z domu?
- Tak... - przyznała Fiona. Wiedziała że kłamstwo nie miałoby sensu. - Ale nie mogę tam wrócić, naprawdę. To by było dla mnie bardzo niebezpieczne...
- Oczywiście, całkowicie to rozumiem... Wielu z naszych kuracjuszy ma podobne problemy co ty... Nie masz się dokąd udać?
- Nie...
- A więc... Dzisiejszą noc spędzisz tutaj... Ja... Muszę porozmawiać z paroma osobami zanim cię przyjmę...
- Rozumiem... - powiedziała Fiona z uśmiechem. Mimowolnie uznała to za swój tryumf.
- Muszę cię jednak poprosić, aby twój przyjaciel Sever opuścił nasze mury... Niektórych jego obecność mogłaby bardzo zaniepokoić.. Astra zaprowadzi cię do pokoju... Jutro dam ci odpowiedź.
Fiona skinęła głową. Wyszła z gabinetu. Tam czekała na nią Astra. Nawet nie spoglądając w stronę Fiony zaczęła iść. Dopiero w połowie drogi przeniosła na nią wzrok.
- Zostaniesz tutaj? – spytała.
- Nie wiem... – powiedziała Fiona. – Pani Farwer chyba się mnie trochę boi...
- Rozumiem ją... Jesteś zupełnie inna niż wszyscy, którzy tu do tej pory przychodzili... Mogłabyś, nawet nieumyślnie, wyrządzić wiele szkód. Tu jest pokój gościnny...
Astra otworzyła drzwi o poczekała aż Fiona wejdzie do środka.
- Mam jednak nadzieję, że pani Fawer będzie na tyle inteligentna, żeby cię przyjąć – powiedziała Aster przyglądając się Fionie z namysłem.
- Dlaczego?
- Bo ty nie przyjmujesz odmowy, prawda? – spytała Aster uśmiechając się w sposób, który Fionie bardzo się nie spodobał.
- Dobranoc – powiedziała i zamknęła przed nią drzwi.
Następnego dnia zeszła do dużej zatłoczonej sali, gdzie spożywano śniadanie. Nie była pewna czy powinna schodzić tu sama, czy poczekać, aż pani Farwer, albo Aster po nią przyjdzie. Zdecydowała się jednak nie czekać i sama odnalazła stołówkę. Tam od razu zrozumiała dlaczego pani Farwer tak bardzo zależało na tym, aby Sever opuścił budynek. To czuło się w powietrzu. Wszyscy znajdujący się na sali ludzie mieli w sobie jakąś niezwykłą wrażliwość... Fiona doskonale potrafiła odczytać co kryło się w ich oczach. Tak jak pani Farwer powiedziała większość znajdujących się tu osób miała za sobą bolesne przejścia. Byli silniejsi, którzy już potrafili sobie radzić z własnymi nadprzyrodzonymi umiejętnościami, ale w duszach zdecydowanej większości nadal czaił się strach i niepewność. Obecność demona, nawet tak drobnego jak Sever mogłaby w nich wzbudzić dużą panikę.
Fiona rozejrzała się uważnie z panią Farwer. Nie widziała jej jednak, a była bardzo głodna, więc pozwoliła sobie bez pytania wziąć omlet z bufetu. Właśnie zaczęła jeść, kiedy pani Farwer niespodziewanie usiadła naprzeciwko niej.
- Możemy porozmawiać? - spytała uśmiechając się blado do Fiony. Ona skinęła głową. - Długo zastanawiałam się co z tobą zrobić... Czuję w tobie coś naprawdę dziwnego... Chyba sama zauważyłaś... Jak wszyscy tutaj na ciebie patrzą... Założę się, że nikt się nawet z tobą nie przywitał..?
- To prawda - powiedziała obojętnie Fiona. Faktycznie ludzie tutaj patrzyli na nią bardzo podejrzliwie. - Widzę to...
- Właśnie... To dlatego, że wokół ciebie czuć taką aurę jak u duchów, lub nawet demonów... Możliwie, że biorą cię za któregoś z nich...
- Ale nim nie jestem...
- Wiem o tym... Ale mimo to, to dziwne... Rozmawiałam wczoraj z Kuratą Ohimem i Welzelem. Wiesz kim oni są?
- Nie mam pojęcia.
- To światowej klasy medium. Często konsultujemy ze sobą różne ważne sprawy...
- Czuję się zaszczycona... Jestem na tyle ważną sprawą by informować o moim istnieniu największe głowy świata jasnowidzów...
- Owszem - przyznała Fawer nie odwzajemniając w żaden sposób zabarwionego ironią tonu wypowiedzi Fiony. Była bardzo poważna. - Ale widzisz... Co do ciebie byliśmy zgodni... Ustaliliśmy, że ktoś taki jak ty, nie powinien dalej zagłębiać się w sprawy nadprzyrodzone. To mogłoby być zbyt niebezpieczne...
Fina przyjrzała się pani Fawer. Nastąpiła dłuższa chwila milczenia.
- Czy pani sugeruję... - zaczęła Fiona.
- Powinnaś jak najszybciej opuścić to miejsce – powiedziała stanowczo pani Fawer.
- Ale dlaczego...?
- Tak, jak mówiłam... Czuć w tobie coś dziwnego... Uczenie cię czegokolwiek byłoby zbyt dużym ryzykiem. Nie podejmę go ani ja, ani nikt inny kto się na tym zna...
Pani Farwer spojrzała prosto w oczy Fiony. Starała się tego nie okazywać, ale było w nich coś co ją przerażało. Zwłaszcza w tamtej chwili... W tamtej chwili bowiem to coś przybierało na sile z każdą sekundą.
- Przyjechałam tutaj z bardzo daleka... - powiedziała Finoa nienaturalnie spokojnym głosem. Gdyby Sever tu był natychmiast poznałby w tym głosie sygnał alarmowy. Pani Fawer nie znała Fiony na tyle dobrze... - Nie mam domu... Pani wie... No i mam umiejętności, które potrzebują odpowiedniego ukierunkowania...
- Ja to wszystko rozumiem! - zapewniła pani Fawer. - Ale mimo to muszę odmówić...
- DLACZEGO?
Pani Fawer nie potrafiła już odpowiedzieć. Fiona uśmiechnęła się szyderczo.
- Rozumiem - powiedziała i odwróciła wzrok. - Pani się mnie boi.
Pani Fawer nie odpowiedziała. Nie potrafiła nic odpowiedzieć mimo, że chciała. Czuła, że musi. Fiona faktycznie miała w sobie coś z ducha lub demona, ale mimo wszystko była człowiekiem. Pani Fawer to wiedziała. Współczuła jej. Czuła się źle z tym, że musi ją tak bezwzględnie odtrącić. Ale nie było innego wyjścia. Zwłaszcza, że to co przed chwilą powiedziała Fiona również było prawdą. Wiedziała, że decyzja w jej sprawię w dużej mierze była dyktowana strachem. Właśnie dlatego nie chciała jej podejmować sama... Opowiedziała o niej dwóm swoim największym sprzymierzeńcom. Ale oni wspólnie z nią uznali, że jest się czego bać. Fiona miała w sobie zbyt dużą moc i zbyt wiele gniewu, by kiedyś mogła ona zostać obrócone w potęgę. Fionę trzeba było bezwzględnie odtrącić póki, być może jeszcze nie było za późno.
- Przykro mi, że tak musi być... - tylko tyle udało jej się powiedzieć.
- Mnie również - zapewnił Fina. Cały czas patrzyła w przestrzeń przed siebie zamiast na panią Fawer. Teraz już w jej głosie wyraźnie było słychać złość. Pani Fawer rozejrzała się niepewnie, kilka osób siedzących obok już patrzyło niepewnie na Fionę.
Pani Fawer nie wiedząc co zrobić odeszła w końcu od Fiony. Nie chciała rozdrażnić jej jeszcze bardziej.
Ona natomiast nadal siedziała baz ruchu. Gniew gromadził się w jej sercu coraz bardziej i bardziej... Wszystko dookoła niej przestało istnieć. Liczyła się już tylko ta złość pulsująca w jej żyłach, aż w końcu nie wytrzymała i pękła.
Fiona sama nie wiedziała, że potrafi rzucać aż tak dobre zaklęcia przywołania demonów. Ale jak wiadomo w afekcie ludzie potrafią czynić rzeczy, o których wcześniej nawet by nie pomyśleli. W tamtej chwili gniew Fiony przemienił się w ogromną siłę...
Potem pamiętała już tyko krzyki i jakieś postacie przechodzące przez jej ciało... To trochę bolało, ale przynosiło również ulgę... Te postacie, żywiły się jej gniewem. Chętnie je karmiła, a one rosły i odchodziły coraz dalej i dalej by wzbudzać więcej strachu i paniki -tak pożywnych dla nich przekąsek....

Fiona siedziała na ławce w parku. Było już zupełnie ciemno. Wraz ze zmierzchem nadszedł chłód, ale nawet gdyby wyszło słońce Fiona nie przestała by drżeć. A drżała bardzo. Nawet nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy i jak opuściła tamto surowe dla niej miejsce. Wspomnienia zlały się w zamglony sen.
- Fiona... - odezwał się Sever, który już od jakiegoś czasu przyglądał się jej z dużym niepokojem. - Dlaczego..? Ty... Co się stało..? Wiesz jak niebezpieczne stworzenia przywołałaś do życia? Tamci ludzie... Niektórzy pewnie już nigdy nie dojdą... Do siebie... Fiona..? Co ci jest? Dlaczego tak drżysz?
- Zasłużyli sobie na to! - powiedziała Fiona z wielką złością. Nie patrzyła na Severa. - Oni... Śmieli mnie odtrącić... Odtrącili mnie... Wyrzucili...
- Na pewno mieli powody... A jeśli nawet nie... To tym czynem ich dostarczyłaś. Teraz wiedzą, że mają w tobie silnego wroga.
- Uznali mnie za niego już na wstępie! A ja nie chciałam nim być... - powiedziała Fiona nie kryjąc uczucia dramatyzmu. Już nie czuła gniewu tylko smutek... Rzadko jej się to zdarzało. Zazwyczaj inni ludzie obchodzili ją tak mało, że zranienie jej przez nich było wręcz niemożliwe. Dziś komuś się to udało. - Starałam się, naprawdę... Ja... Zawszę wydawało mi się, że nie jestem aż tak do końca zła... Tylko trochę dziwna... I zbyt łatwo wpadam w złość... Ale starałam się nad nią panować... Jeżeli w ogóle była we mnie jakaś cząstka człowieczeństwa to usiłowałam ją pielęgnować... Wierzyłam, że może kiedyś coś z tego będzie, ale oni... Dzisiaj... Podjęli decyzje za mnie... Że nie jestem dobra... I nigdy nie będę...
Sever nic nie odpowiedział. Czuł, że we Fionie właśnie zachodzą jakieś ważne zmiany... Trochę się tego obawiał... Martwił się. On jedyny ją naprawę rozumiał. Może dlatego, że znał ją od tak dawna, a może dlatego, że sam był obłąkany tak samo jak ona... Ale widział w niej pewne ziarnko człowieczeństwa. Ukryte w niej samej tak głęboko, że ona sama mimo największych chęci nie potrafiła go znaleźć... Czyżby teraz miała się poddać? Przestać go szukać..
- Opowiadałeś mi kiedyś... - powiedziała Fiona, teraz o wiele spokojniejszym głosem. - ...Że czasem, gdy człowieka spotyka wiele nieszczęść, z którymi nie potrafi sobie poradzić, na ziemię schodzi anioł... I spełnia jedno jego życzenie. Gdyby taki anioł zszedł do mnie... Wiem o co bym poprosiła... Chciałabym kogoś pokochać... Obojętnie kogo. To mógłby być najokrutniejszy człowiek na ziemi... Nie musiałby odwzajemniać tego uczucia... To nieważne... Ja po prostu chciałabym wiedzieć jak to jest kogoś kochać. Dowiedzieć się, że ja też potrafię... Bo chyba nie potrafię... Rodzice kochali mnie i Mata.. Ale ja nie potrafiłam ich pokochać... Aż w końcu Mat umarł... A w raz z nim umarły serca moich rodziców... I już nikt mnie nie kocha... I ja nie kocham nikogo... Zaczynam wątpić... A oni podjęli decyzję za mnie...
Fiona położyła się na ławce. Oczy zaczęły się jej już lekko przymykać. Sever podszedł do niej. Jego oczy były teraz niewiele niżej pod jej oczami..
- Oni będą widzieć w tobie potwora... - powiedział Sever. - I ty też zaczynasz w go w sobie widzieć... I nic dziwnego, bo zachowujesz się jak potwór... Jest w tobie tyle gniewu i żadnych dobrych uczuć... Ale jest też to coś... Sama powiedziałaś... Ta cząstka człowieczeństwa...
- Co to jest Sever? - powiedziała sennie Fiona. Była ciekawa, ale oczy zaczęły się jej już przymykać. - Powiedz mi...
- To że dostrzegasz w sobie zło i szukasz dobra, mimo że nie możesz go znaleźć... Naprawdę zły człowiek nie potrafi odróżnić tych dwóch rzeczy... Albo wie że jest zły, ale to wcale mu nie przeszkadza... Fiona... Jesteś zbudowana z ciemności, choć nigdy nie żyłaś w mroku. Potrafisz dostrzec światło, ale nie umiesz go dosięgnąć... Nie jesteś dobra, ale zła też nie jesteś... I może kiedyś pokonasz własne szaleństwo... Może uda ci się znaleźć w świecie żywych. Poczuć miłość...

To była bardzo dziwna pobudka. Fionie kręciło się w głowię. Czuła się tak jakby spała bardzo, bardzo długo... Jakieś słowa wirowały jej w mózgu.. Słowa Severa.. Ledwo pamiętała...
Nie była już w parku. Znajdowała się w jakimś dziwnym pokoju... Był bardzo jasny choć nie było tam okien, ani żadnych innych mebli oprócz niewysokiego łóżka na którym siedziała. Już zaczęła myśleć, że to sen, ale zobaczyła, że ktoś koło niej siedzi.
Usiadła i przyjrzała się temu komuś. To była kobieta. Miała około trzydziestu pięciu lat. W jej spojrzeniu można było dostrzec niezwykły spokój i profesjonalizm. Ubrana była w biały fartuch. W ręku trzymała jakąś kartę, a na nosie miała okulary.
- Cieszę się że już się obudziłaś - powiedziała kobieta z uśmiechem. - Nazywam się Alicja...
Fiona przyjrzała się jej bardzo podejrzliwie.
- Jak długo spałam? - spytała.
- W tym miejscu jesteś już od ponad tygodnia... Pamiętasz jak się tu znalazłaś?
Fiona pokręciła przecząco głową.
- Czy wy... Podawaliście mi jakieś leki? - spytała Fiona choć z powodu swojego samopoczucia znała już odpowiedź..
- Owszem. Na tym polega twoja nowa kuracja... Muszę przyznać, że jestem dumna z wyników... Leczenie trwa dopiero tydzień, a już zaczyna być widać efekty.
- Jakie „efekty”? - spytała Fiona choć tak naprawdę nie bardzo potrafiła się skupić na tym co mówiła Alicja. Cały czas próbowała sobie przypomnieć rozmowę z Severem... I całą resztę.. Wszystko co się wtedy działo... Z nieznanych przyczyn nad wszystkim wisiała gęsta mgła...
- W końcu udało nam się nawiązać z tobą kontakt. W poprzednim szpitalu tego nie potrafili. Dlatego przeniesiono cię tutaj. Tu leczy się najcięższe przypadki, które uznano za nie wyleczalne...
- Czyli po prostu ludzi, z których bez oporów możecie robić króliki doświadczalne..? - spytała mimochodem Fiona. Nie patrzyła na Alicję. W głowie jej szumiało, a cała sytuacja jeszcze nie bardzo do niej docierała.
- To niezupełnie tak... Chociaż po części masz rację... Ale to co tu robimy jest dla nich jedyną nadzieją. Wygląda na to że tobie to pomaga...
- Rety, kobieto, o czym ty mówisz..?
- Dlaczego na mnie nie patrzysz?
- Słucham? - Fiona spojrzała na Alicję... Nie patrzyła na nią bo była całkowicie nie zainteresowana wszystkim co mówiła. Teraz widziała jej oczy. To pomogło jej lepiej skupić się na rozmowie. Sens tego co próbowała jej przekazać zaczął do niej docierać, ale mimo to nadal była nie zainteresowana. Bardzo chciała już opuścić to miejsce.
- Pamiętasz jak się nazywasz?
- Fiona...
- Dobrze... A teraz...
- Ech... Mam już pani dość... Chcę już stąd wyjść.
- Wiesz, że nie możesz...
Fiona pomyślała przez chwilę. No tak... Była w jakimś szpitalu psychiatrycznym. Tak po prostu jej stąd nie wypuszczą. Rozejrzała się za Severam. Nie było go w pokoju, ale musiała natychmiast z nim porozmawiać.
- Sever! - zawołała przywołująco i znowu się rozejrzała. - Sever!
- Kogo szukasz? - spytała Alicja spokojnie przyglądając się Fionie. Ona spojrzała na nią niepewnie. Nie działała na nią zasada naginania świadomości?
- Severa.. - powiedziała niepewnie Fiona.
- Kim on jest?
- Zapewne kimś kto według pani nie istnieje...
Alicja przyjrzała się jej.
- To ciekawe... - powiedziała. - Wydajesz się być naprawę inteligenta... To rzadkie w twojego typu przypadkach... Po wieloletniej chorobie mózg jest już tak zmęczony i wyżarty przez leki... A ciebie nadal stać na sarkazm...
- Aha... - mruknęła Fiona i znów rozejrzała się za Severem. Dlaczego nie przychodził?
- Opowiedz mi coś o swoich urojeniach? Kim jest Sever? Kim ty według siebie jesteś?
- Lepiej niech mi pani powie kim ja jestem według pani - powiedziała Fiona unosząc lekko brew.
- Nazywasz się Fiona. Masz siedemnaście lat. Gdy byłaś mała zginęli twoi rodzice... Potem adopcja rozdzieliła cię z twoim braciszkiem... Nie sądzę byś mogła to pamiętać, ale myślę, że wszystko jest w twojej podświadomości, a dla nas psychologów jest ona najważniejsza... Z czasem w twoim mózgu zaczęły zachodzić zmiany... Widziałaś rzeczy, które nie istniały... Nie docierały do ciebie logiczne przesłanki. Twój obraz rzeczywistości zaburzał się z każdym dniem coraz bardziej... Aż w końcu... W ogóle nie dało się już z tobą nawiązać kontaktu. Czasem tylko coś bełkotałaś... Pielęgniarki opowiadały jak czasem wykrzykiwałaś zdania, całkowicie pozbawione sensu... Jakbyś mówiła w kilku językach na raz... Ale nie dało się ciebie obudzić... Dopiero tutaj, dzięki nowym lekom i elektrowstrząsom widać jakieś efekty... Można nawiązać z tobą normalną rozmowę... Jakbyśmy wyrwali cię z twojego urojonego świta...
- Wystarczy!
Alicja przyjrzała się Fionie. Fiona przyjrzała się Alicji. W jej oczach zaczął już błądzić niepokój i zrozumienie...
- Rozumiesz o czym mówię? - spytała Alicja.
- Tak - przyznała Fiona. - Rozumiem... To sprawka pani Farwer, tak? To za to co ostatnio zrobiłam w jej ośrodku... Chciała się mnie pozbyć, ale nie chciała mnie zabić... To by przecież było nieetyczne... Zresztą... pewnie bardziej się bała mnie jako ducha.. Nic dziwnego... Po śmierci tym bardziej nie dałabym jej spokoju...
- Chciałabyś umrzeć?
- Ależ skąd! Nie chcę umierać. Nigdy. Boję się śmierci. Wiem co ona robi z ludźmi. Pani chyba też...
- Owszem... Byłam na paru pogrzebach...
- Nie o tym mówię. Dobrze pani wie. Słyszała pani jak wołam Severa. Normalni ludzie nie słyszą... Pani jest jedną z nich. Z ludzi pani Farwer... I teraz będziecie mi próbowali wmówić, że mam schizofrenię... Mam rację??
Alicja westchnęła głęboko. Otworzyła teczkę, którą trzymała w rękach. Coś w niej zaznaczyła, a potem wpatrywała się w nią długo. Znów westchnęła i spojrzała z powrotem na Fionę.
- No cóż... - powiedziała. - Nie spodziewałam się od razu cudów... Ale i tak jestem zadowolona, naprawdę... Jutro wrócimy do tej rozmowy... Mam nadzieję, że będziesz przytomna.
Alicja wstała i skierowała się do drzwi.
- Zaraz, chwileczkę! - krzyknęła Fiona. - Dokąd pani idzie?
- Mam innych pacjentów.
- Nie może mnie pani tak zostawić... Zaraz? Jakie wy mi dajecie leki... Tak się dziwnie czuję... Nie mogę się skoncentrować... I nie czuje emocji... Żadnych... A wiem, ze powinnam czuć rozgoryczenie i ogromy gniew, jak zwykle... Tymczasem czuję tylko trochę strachu...
Alicja nic jej nie odpowiedziała. Tylko patrzyła na nią. Ona zaczęła czuć coraz większy strach.
- Dziwiła się pani mojej inteligencji... - powiedziała Fiona. - Mówiła pani, że po latach lekarstw mózg jest już zmęczony... Co wy mi dajecie? Czy to jest coś takiego co wypali mi dziurę w mózgu?
- To ci pomaga.
- TO PANI TAK MYŚLI!!!
- Uspokój się.. Chciałam ci pozwolić wyjść jutro na dwór i do stołówki... Ale agresywni pacjenci nie mają takich praw.
- O rety! - jęknęła Fiona. Zaczynała do niej docierać beznadziejność jej sytuacji. - Zadzwońcie do moich rodziców...!
- Oni nie....
- To pani twierdzi, że nie żyją... I wspominała pani, że mam brata, ale to właśnie on umarł.. Moi rodzice żyją. Co prawda... Oddali mnie w ręce doktora Szulca, ale żyją i to można łatwo sprawdzić...
- Jak?
- Po prostu do nich zadzwonię...
- Aha... Pamiętasz do nich numer?
- Tak.
Alicja podeszła do niej i bez słowa podała jej swoją komórkę.
Fiona wzięła do ręki telefon. Spojrzała na klawiaturę. Chciała wykręcić numer, ale nagle odkryła że nie potrafi. Jak on się zaczynał?
- I...? - spytała ponaglająco Alicja, patrząc jak Fiona wpatruje się w klawiaturę.
Wtedy Fiona wykręciła numer. „Odbierzcie, odbierzcie...” - myślała z każdym mijającym sygnałem. To trwało tak długo...
- Mamo? - spytała jakąś kobietę, która odebrała..
- Kto mówi? - spytał kobiecy głos w słuchawce.
- To ja, Fiona...
- To pomyłka, nie mam córki...
- Ale...To jest pani numer..? Długo pani go ma?
- Nie... Niedawno się przeprowadziłam...
- Wystarczy, Fiono - powiedziała Alicja i zabrała jej telefon. - Przepraszamy panią i dziękujemy...
- Oni mieli się przeprowadzić... - powiedziała Fiona, kiedy Alicja schowała już telefon. - Teraz sobie przypominam... Mówili o tym... Po śmierci Mata... Mówili, że ten dom budzi bolesne wspomnienia... Kiedy i ja odeszłam, na pewno...
- Fiona! Zostawiam cię teraz. A ty... Jesteś inteligenta. Sama się zastanów, czy świat w którym do tej pory żyłaś był realny... Czy nie działy się tam jakieś rzeczy sprzeczne z logiką...
- Tam cały czas działy się rzeczy sprzeczne z logiką... Ale tamten świat był prawdziwy...
- Zastanów się nad tym... Aha.. Jutro rano pewnie będzie tu paru praktykantów. Codziennie robimy obchody... To może być dla ciebie trochę krępujące, ale z czasem się przyzwyczaisz...
- Jasne..
Alicja wyszła zostawiając Fionę samą. Ona nie mogła uwierzyć, że to się działo naprawdę... Ta kobieta, tak usilnie próbowała jej wmówić, że jej dotychczasowe życie nie było prawdziwe... Nie mogła mieć racji... Ale te leki krążące w jej żyłach... Sprawiały, że miała problemy z logicznym myśleniem... Była podatna na sugestie... No i dlaczego Sever się nie pojawiał? Dlaczego?
- Fiona, Obudź się...
Fiona otworzyła oczy. Był już następny dzień. Alicja stała nad nią przyglądając się jej z zainteresowaniem. Nic się nie zmieniła od wczoraj. Ten sam biały fartuch i ta sama drażniąca pewność w oczach. Pewność, że racja jest tylko jedna i że to ona ją ma.
- Chyba masz gorączkę.... - powiedziała. - Kim jest Morbius?
- Morbius...? Dlaczego pani pyta? - spytała Fiona słabym głosem. Czuła się źle. Światło bardzo ją raziło więc przymrużała oczy.
- Mówiłaś jego imię przez sen...
- Ach... Nie wiem czemu... - powiedziała zamykając oczy i odwracając twarz do ściany.
- Dlaczego mówiłaś jego imię? To ktoś kogo kochasz i chciałabyś mieć przy sobie czy kogo się boisz?
- Nie... Nie boję się go, ale... Chyba już prędzej to drugie tak... Nawet wczoraj pani mówiłam, że to jedyne czego się boję...
- Nie pamiętam...
- Mówiłam..
- Ach tak! Mówiłaś, że boisz się śmierci... Morbius to imię śmierci?
- Tak.
- Spotkałaś go?
- Tak.
- Wtedy kiedy twój brat umarł?
- Nie... Później... Przypadkiem... Pomógł mi uciec...
- Pomógł ci... A więc jednak masz z nim dobre skojarzenia...
- Z nim jako osobą może i tak... Ale boję się wszystkiego co uosabia...
- Rozumiem... Powiedz mi coś jeszcze... Widziałaś śmierć, a duchy też widujesz? Albo jakieś inne stwory..?
- Duchy i demony... Najczęściej duchy... Demony rzadko..
W tym momencie Fiona przerwała usiadła powoli na łóżku. I spojrzała na Alicję.
- Boże.. - powiedziała głośno. - Dlaczego ja ci to wszystko mówię...? Co się ze mną dzieję..? Czuję się... Czuję się gorzej niż wczoraj... Nie mogę myśleć...
- To normalne..
- Nie, to nie jest normalne!!
- To przez leki...
- Wiem, że przez leki... Zaczynam przez nie wariować.. Czuję że niedługo zacznę pani wierzyć...
- Na to liczę...
- Wiem. Nie mogę do tego dopuścić.
Fiona patrzyła na Alicję z przerażeniem. Ona przyglądała jej się z dużym spokojem.
- Chcę stąd wyjść! - powiedziała Fiona. - Mówiła pani, że będę mogła...
- Dobrze... Jeśli chcesz to możesz... - powiedziała z namysłem Alicja i podeszła do drzwi.
Chwilę później Fiona wyszła do ogrodu w obstawie Alicji i pielęgniarza. Rzuciła okiem dookoła. Było tu parę osób, ale nie takich, których ona szukała...
Natychmiast kazała się doprowadzić do świetlicy. Tam był większy tłum, ale nadal nikogo nie widziała.
Nim Alicja i pielęgniarz się zorientowali wskoczyła na stół. Stamtąd lepiej wszystko widziała.
- Fiona? Co ty robisz? - spytała nieco zaskoczona Alicja.
- Hej! Wy wszyscy! - krzyknęła Fiona do wszystkich ludzi na sali. - Jeżeli ktoś jest duchem niech się odezwie!
- Ech, Fiona, zejdź stamtąd...
Duchy zazwyczaj dało się jakoś odróżnić. Fiona wiedziała, że tylko przez znalezienie jednego mogłaby udowodnić sobie, że wcale nie oszalała. Ale tutaj było trudniej... Duchy rozróżniało się po tym, że często zachowywały się dziwnie... Nieadekwatnie do otoczenie... Problem polegał na tym, że znajdowała się w domu wariatów. Tu wszyscy zachowywali się dziwnie. Z drugiej jednak strony, wszyscy byli ubrani tak samo... Pacjenci w białe piżamy, lekarze w fartuchy, a pielęgniarze na błękitno... Duch byłby ubrany inaczej...
- Ja, ja jestem duchem! - krzyknął jakiś mężczyzna natychmiast wstając ze swojego miejsca, a jakiś mężczyzna obok niego zaczął ciągnąć go za rękaw i coś do niego szeptać...
- Nie jesteś, pamiętasz? Odrodziliśmy się... Ty jako ptak ja jako pineska...
- Jestem duchem!!! JESTEM!!!
Fiona zeszła ze stołu nie zwracając uwagi na dwóch mężczyzn, którzy szarpali się teraz mocno.
- I co? - spytała Alicja. - Nie jest ci głupio?
- Przydałyby się świece... - powiedziała nieobecnym głosem. - I coś do pisania... Najlepiej kreda...
- Po co?
- To dziwne, że nie ma tu żadnego... ale to pewnie tylko zbieg okoliczność... Wywołam ducha... W moim obecnym stanie zwykłe opętanie może źle się skończyć, a demonów, w ogóle nie byłaby w stanie teraz przywołać... Muszę zobaczyć ducha.. Wywoływanie ich jest całkowicie podręcznikowe wystarczą odpowiednie znaki na podłodze i wywoływanie imienia...
- Fiono... Nie myślisz trzeźwo... Pamiętasz? Miałaś kierować się logiką....
- Cenię zasady logiki, naprawdę... Ale jeszcze bardziej ufam własnym wspomnieniom...
- Rozumiem, ale obawiam się że to może być dla ciebie niebezpieczne... Jeszcze parę dni przyjmowania leków i przestaniesz o tym myśleć.
- Za parę dni przestanę myśleć o czymkolwiek! - powiedziała Fiona stanowczo. - To co mi podajecie... Wyżera mi mózg!
- Rozumiem, ale nie mogę ci pomóc. Jeśli chcesz zjeść śniadanie ze wszystkimi to możesz tutaj... Ta świetlica jest koedukacyjna, ale możesz przejść do skrzydła żeńskiego jeśli wolisz... Tam łatwiej będzie ci nawiązać jakąś znajomość...
- Pani mnie w ogóle nie słucha... Wie pani, że przywołałabym ducha, tak?
- Ty nadal myślisz, że twoja obecność tutaj to jakiś spisek przeciwko tobie?
- Tak.
- Nie mogę spełnić twojej prośby...
- Ale ja muszę...
Fiona zaczęła czuć panikę. Wiedziała że musi coś zrobić... Każda godzina przybliżała ją do upadku.
W końcu Alicja pozostawiła ją samą sobie. Fiona pytała wszystkich w świetlicy czy mają chociaż kawałek kredy... Z niewieloma osobami dało się jednak w ogóle rozmawiać... Większość była całkowicie nie kontaktowa, albo tylko coś bełkotała...
Wieczorem pielęgniarz zabrał ją do ogrodu. Tam wpadła na pomysł by dyskretnie nasypać sobie do butów pisku. Gdy była już w swoim pokoju przesypała piasek do skarpetki i schowała ją pod materac. Wiedziała, że to na razie za mało, by móc wykreślić symbole... Ale jutro znów się tam wybierze... I po jurze...
Tak też się stało. Codziennie przynosiła w butach piasek... Jednak z każdym dniem czuła, że jej stan się pogarszał. Już nawet nie mogła chodzić. Pielęgniarz woził ją wszędzie na wózku... Zaczęła zapominać... Wiedziała, że zaraz wszystko się skończy... Jeszcze tylko jeden seans... Musiała wiedzieć... Musiała.. Wiedziała, że żaden duch nie byłby w stanie pomóc jej uciec z tego miejsce, ale przynajmniej by wiedziała... To było dla niej ważne... Trzeciego dnia wieczorem wróciła do swojego pokoju. Pielęgniarz pomógł jej przenieść się na łóżko. Potem wyszedł..
Była zmęczona... Bardzo... Ale wstała... Nie była nawet pewna czy uzbierała wystarczająco pisaku, ale musiała to zrobić dzisiaj. Jej stan pogarszał się coraz szybciej... Wiedziała, że jutro nie będzie w stanie już nic zrobić... Prawdopodobnie nie będzie już nawet pamiętać co chciała zrobić z tym piaskiem.
Z trudem ześlizgnęła się z łóżka. Jęknęła cicho z bólu... Wyjęła skarpetkę i wydarła w nie małą dziurkę... Miała bardzo mało władzy w nogach, ale udawało jej się trochę czołgać... Szło jej powoli... Bała się, że w każdej chwili ktoś może przyjść i zobaczyć co robi... W drzwiach przecież było okienko... Wystarczyło by ktoś przechodził korytarzem... Ręce jej drżały, ale nie przerywała pracy.
Miała wrażenie, że minęły godziny, kiedy w końcu skończyła.
Usiadła w środku kręgu. Zaczęła szeptać uroki. Powiedziała imię... Nikt się nie pojawił... Powtórzyła je... Znowu nic... W końcu zaczęła krzyczeć.
Wciąż była sama w pustym pokoju. Czuła ogromną złość i panikę...
- Dobrze, chodźmy już po nią... - powiedziała Alicja do dwóch pielęgniarzy... Fiona nie miała świadomości, że cały czas obserwuje ją ukryta kamera... Alicja od początku wiedziała o piasku. Pozwalała jej na to. Eksperymentowała. Fiona zrozumiała to już wkrótce, kiedy Alicja weszła z pielęgniarzami do jej pokoju.
Była wtedy w prawdziwej histerii. Kołysała się siedząc na podłodze...
- MAT!! MAT!! MAT!! MAT!!
- Przenieście ją na łóżko... - powiedziała Alicja do pielęgniarzy. Oni spełnili to polecenie. Fiona cały czas wyrywała im się i krzyczała... Po policzkach spływały jej łzy...
- MAT!! - krzyczała płaczliwie. - Przecież chciałeś do mnie przyjść! Sam prosiłeś, żeby cię przywołać! Wtedy cię odtrącałam, ale już chce się z tobą zobaczyć, MAT!!! Bardzo chcę... Przytulić się... I powiedzieć, że tęsknię... Zrobię to dla ciebie, żebyś nie czuł się samotny...
- Kim jest Mat? - spytał spokojnie jeden z pielęgniarzy, którzy teraz przytrzymywali Fionę, aby się nie wyrywała. W tym czasie Alicja w skupieniu napełniała strzykawkę jakimś seledynowym płynem.
- To jej brat... - wyjaśniła spokojnie Alicja zbliżając się ze strzykawką do Fiony. - Ona uważa, że nie żyje i próbuje przywołać jego ducha... Ach... A naprawdę myślałam, że może tym razem to lekarstwo pomorze, zamiast zamienić pacjenta w roślinę...
Krótkie ukłucie i Fiona zaczęła wyrywać się z coraz mniejszą siłą. Słabła... Wszystko zaczęło się rozmywać… Już nie wiedziała coś się wokół niej dzieję, ani co się dzieje z nią... Przegrała.
Przez następnych parę dni tylko przez parę minut dziennie była w stanie myśleć... Zazwyczaj jednak w ogóle nie rozumiała co się wokół niej działo. Prawie przestała reagować na bodźce... Karmiono ją, czasem wywożono na dwór... Ale ona zazwyczaj nawet nie czuła różnicy... Rzadko zdarzało jej się odzyskać tyle przytomności by mogła cokolwiek powiedzieć, lub zrobić. Czasem mówiła tylko krótkie zdania jak „jestem głodna”, albo „zimno mi”... Czasami płakała...
- Tutaj widzimy bardzo ciężki przypadek schizofrenii... - słyszała głos Alicji... Nie bardzo jednak rozróżniała słowa. Nie patrzyła w jej stronę choć wiedziała, że mówi pewnie do jakiś praktykantów, którzy przyszli na obchód. Już przyzwyczaiła się do bycia eksponatem. Alicja była teraz w czasie długiego wykładu dotyczącego przypadku Fiony. Ona nawet już przestała się denerwować, kiedy to słyszała... Już w ogóle nie rozumiała co się działo... W tej chwili drażniło ją tylko jedno...
- DYM!!! - krzyknęła głośno i z pretensją. Alicja przerwała na chwile wykład by spojrzeć w jej stronę. - Zgaście tego cholernego papierosa!
- Fiona, spokojnie. Tu jest bezwzględny zakaz palenia. Coś ci się wydaje...
- Nie wydaję mi się! Ja się krztuszę! - krzyknęła i faktycznie zaczęła głośno kaszleć..
- Zaraz każę podać ci coś na uspokojenie... Widzieli państwo?? To typowy przykład jak urojenia przenoszą się na objawy fizyczne pacjenta. W tym wypadku...
Fiona znów przestała słuchać otworzyła oczy. Patrzyła ospale gdzieś na podłogę... Stał tam spory tłumek. Wszyscy mieli na sobie białe fartuchy. Nagle koło jednej pary stóp coś upadło... Coś co tliło się przez chwilę zanim nie zostało przygaszone przez czarny but.
Fiona nie była już w stanie kojarzyć faktów, ale jej serce zaczęło mocniej bić, jakby samo się domyśliło... Uniosła wzrok... Mężczyzna z ciemnymi włosami przyglądał się jej badawczo. Palił.
- On pali - powiedziała spokojnie Fiona.
- Nie pali - odpowiedziała spokojnie Alicja i natychmiast z powrotem zwróciła się do słuchaczy.
Fiona próbowała usiąść, ale była już prawie całkowicie bezwładna. Nagle ktoś usiadł obok niej i pomógł jej się podnieść. Obróciła się... Spojrzała w jego szare oczy, które teraz były tak blisko jej własnych. Chłopak odgarnął jej włosy z twarzy i pogładził po policzku czule i z wielką troską...
- ALICJO? - powiedziała Fiona.
- Co znowu?
- Widzi pani tego chłopaka?
Alicja spojrzała na Morbiusa. Fiona nie przestawała wpatrywać się mu głęboko w oczy. On nadal gładził ją palcami po twarzy, jakby odczyniał jakiś urok...
- Oczywiście że widzę! Jesteśmy w trakcie obchodu tu jest wiele osób!
- A nie dostrzega pani nic dziwnego w jego.. Zachowaniu?
- Nie.. Chodźmy już stąd, chyba za bardzo drażnimy pacjentkę...
I wyszli. Fiona została sama z Morbiusem.
- Biedactwo, co oni ci zrobili...? - powiedział do niej z namysłem.
- Zabierzesz mnie stąd?
- Tak.
Chwila milczenia.
- Morbius?
- Słucham?
- Czy to znaczy, że umieram?
Znów chwila milczenia.
- Nie... Nie tym razem. Chodź... Chyba znów czas abym przeniósł cię na rękach. Zapleć mi ręce za szyję.
Fiona spełniła to polecenie. Morbius wyniósł ją na korytarz. Tam posadził ją na wózku i przewiózł przez cały szpital. Oczywiście nikt ich nie zatrzymał...
Potem siedzieli na tylnym siedzeniu samochodu, który jechał bardzo szybko... Fiona była ledwo przytomna. Morbius obejmował ją ramieniem. Wtuliła się w niego. Czuła się bezpiecznie.
- Nie martw się, za parę dni wrócisz do normy... - mówił do niej. - Na pewno... Zmartwiłem się, gdy Sever powiedział mi, że tu jesteś..
- Przyszedł do ciebie? - spytała szeptem Fiona. - On tak się ciebie bał...
- Widać bardziej niż mnie, bał się o twoje życie...
- Co się działo... Nie pamiętam... Już nie wiem... Co było prawdziwe... Ty jesteś prawdziwy, prawda?
- Oczywiście.
- Dlaczego po mnie przyjechałeś? I dlaczego Sever nie mógł tego zrobić... I co to było za miejsce... Ja... Już im uwierzyłam...
- Wiem... Ciiiiii... Nie martw się już wszystko dobrze... Umieściła cię tam ta Farwer... Jeszcze się na niej za to zemścimy, jak już poczujesz się lepiej... Ten zakład psychiatryczny stoi w specjalnym miejscu. Tu duchy i demony pomniejszych kategorii nie mają wstępu... Twoje zdolności były tam nieprzydatne...
- Tak było...?
- Tak...
- A jeśli nie..?
- Co jeśli nie?
- Jeżeli ty nie istniejesz i tylko sobie ciebie wyobrażam..?
- Istnieję...
- Nie wiem... Kręci mi się w głowię... Nie mogę myśleć...
- Nie martw się, będzie dobrze...
- Skąd, wiesz... Może to już nieodwracalne...
- Nie... Na pewno nie...
- Jesteś pewien, że żyję i nie powinnam umrzeć..?
Na to pytanie Fiona długo nie usłyszała odpowiedzi. Czuła się teraz tak słabo, że nie mogła nawet podnieść głowy, którą opierała na piersiach Morbiusa. Czuła, że za chwilę odpłynie...
- Żyjesz... - powiedział. - I będziesz żyła... Dopilnuję tego...

Obudził ją jakiś dźwięk, jakby trzepot skrzydeł. Otworzyła oczy. W miejscu, w którym się znajdowała było bardzo jasno, więc natychmiast je przymrużyła. Ogarniało ją znane jej już uczucie, że spała przez wiele dni.
Znajdowała się w jakimś mieszkaniu. Musiał być ranek, bo słońce było bardzo nisko. Świeciło wprost do pokoju przez ustawione wzdłuż okien papierowe ścianki. Na tych ściankach było widać cienie dwóch osób stojący na zewnątrz.... Jeden palił papierosa... Drugi.. Bo.. Tak.. Na pewno było ich dwóch... Ten drugi... Miał długie skrzydła...
- Chyba wiesz po co tu jestem - powiedział skrzydlaty. Miał bardzo ciepły głos. - Wysłano mnie tu w ramach interwencji... Podobno przekroczyłeś jakąś granicę. W kwestiach życia i śmierci...
- Myślę, że tym razem mi darujecie...
- Właśnie przybyłem by to ocenić... Wiesz, że oczekujemy od ciebie odpowiedzialności... Ale przez tyle wieków się na tobie nie zawiedliśmy... Co ty zrobiłeś? I jaki był powód?
- Widzisz... Jestem demonem najwyższej kategorii... Ale na usługach niebios... Mam naturę diabła, ale podlegam boskim prawom i im służę... Swoją demonicznością... Ale nadaliście mi również pewne prawa i przywileje. Nie należę ani do świata dobra, ani zła. Utrzymuję równowagę pomiędzy światłem, a ciemnością sam będąc między nimi... Mam jednak prawdo do pewnych świadomych wyborów... Do przywilejów należnych istotom żywym... Nawet takich jak uczucia i kierowanie się nimi...
- I teraz skorzystałeś z tych praw?
- Tak.
- A powód?
- Leży u mnie na łóżku....
Skrzydlata postać zaczęła przesuwać się w stronę wejścia na taras. Tu Fina musiała przysłonić oczy ręką, gdyż światło raziło ją zbyt mocno. Postać stała chwilę w drzwiach potem wróciła z powrotem.
- W porządku - powiedział rozradowany. - Znam ją...
- Naprawdę? Nie wiedziałem...
- Ostatnio spełniałem jej życzenie... W porządku Morbius... Ale wiesz, że ona nie może tu zostać? Ma jeszcze misję do spełnienia, tam na Ziemi... I musi ją wypełnić sama...
- Myślałem, że dostrzegacie w niej dobro...
- Dostrzegamy... Jak w każdym człowieku. Ale to od niej wszystko zależy... Do tej pory nie popisała się niczym szlachetnym...
- Nie rozumiem... Jak możecie tyle od niej wymagać... Sami stworzyliście ją pozbawioną serca... Tak samo jak mnie. Tylko że ja wam się na coś przydaje...
- No właśnie Morbius... - powiedziała skrzydlata postać i zaczęła powoli oddalać się od werandy. - Ja sam nie znam wszystkich zamysłów sił wyższych. Ale kto wie? Może ona też ma jakiś cel...? Niestety jednak... Wszystko zależy wyłącznie od niej. To ona musi sama odnaleźć własną drogę...
Odleciał. Morbius stał na tarasie jeszcze przez długą chwilę.
W końcu wszedł do środka. Usiadł koło Fiony. Ona również usiadła na łóżku. Patrzył na nią swoimi przenikliwymi szarymi oczami. Wiedział już, że słyszała całą rozmowę.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Zaczęłam czuć nienawiść i gniew do wszystkiego co żyje, czyli wracam do normy - powiedziała Fiona. Była to prawda... Przez cały czas pobytu w szpitalu nie czuła zupełnie nic... Wcześniej nie chciała czuć tego gniewu, ale teraz... Pomyślała, że jest on częścią niej samej... I dobrze jej z nim...
- Anioł dał ci życzenie?
- Wygląda na to, że tak....
- I spełnił je?
Fiona wpatrywała się przez długą chwilę w Morbiusa. On również nie spuszczał z niej wzroku.
- Tak... - powiedziała odwracając wzrok. Po raz pierwszy w życiu poczuła, że krew tocząca się w jej żyłach nie jest tylko trującym jadem... Że jednak ma jakiś puls... - Muszę teraz odejść, tak?
- Tak. Ale nie martw się. Kiedyś na pewno się jeszcze spotkamy...
- To dość oczywiste... - powiedziała Fiona i nagle odkryła, że nie może się już tego doczekać... A przecież jeszcze niedawno tak bardzo bała się śmierci...
- Tylko nie zrób niczego głupiego, kochanie... Są tacy którzy cały czas będą patrzeć ci na ręce... A potem ze wszystkiego cię rozliczą, rozumiesz?
- Zakładam że chodzi ci o jakiś rodzaj piekła... Mam uważać, żeby tam nie trafić, tak?
- Mniej więcej o to właśnie chodzi...
Morbius zapalił papierosa. Fiona zamyśliła się z niepokojem. Czy potrafiła się zmienić...? Sięgnęła pamięcią wstecz... Próbowała sobie przypomnieć chociażby jeden spełniony przez nią dobry uczynek. Nie potrafiła... Od kiedy tylko pamiętała jej czynami rządziła drzemiąca w niej nienawiść i chęć wyładowania jej na wszystkim co żyje. Wydawało się, że jej umysł i ciało jest maszyną zaprogramowaną na czynienie zła. Czy ona mogła to zmienić?
- To nie jest takie proste... - powiedziała w końcu. Jej głos zadrżał wyczuwalnie.
- Ty i ja... Z jakiegoś powodu zostaliśmy ulepieni z tej samej gliny... Z tym że ty jeszcze przewyższasz mnie jedną rzeczą...
- Jaką?
- Jak każdy człowiek -masz wybór...
- Ech... Ty nie musisz się z tym męczyć... Walczyć o to czego sam nie rozumiesz.
- Ty też nie musisz. Jak dla mnie możesz się nie zmieniać...
- Chcę.... - powiedziała. Po raz pierwszy poczuła taką pewność w tej kwestii.
- To dobrze, bo miałem wobec ciebie pewne zamiary które byłyby trudne do spełnienia gdybyś miała się poddać... Widzisz twoja dusza musi należeć do ciebie. Nie możesz jej zaprzedać ciemności. W przeciwnym razie nigdy nie będziesz wolna.
- Rozumiem.
- Powinnaś już iść - powiedział Morbius skinąwszy głową w stronę drzwi. Ona bardzo niechętnie podniosła się z łóżka. Sama czuła, że już na nią czas. Wiedziała, że gdy przekroczy próg wskazanych przez Morbiusa drzwi znajdzie się z powrotem w Ziemskim świecie...
Morbius również wstał i stanął obok niej.
- Spotkamy się jeszcze... Zanim umrę? - spytała Fiona będąc już przy drzwiach.
- Na pewno... Pamiętaj że ja cały czas będę blisko. Będę ci kibicował w twojej walce... Mam nadzieję, że uda ci się zmienić..
- Też mam nadzieję, że uda CI się zmienić...
- Niby po co ja miałbym się zmieniać? Jestem demonem zło jest moją naturą...
- Wiem. - powiedziała Fiona odwracając się już w stronę drzwi. - Ale rzuć palenie. Denerwuje mnie.
Potem przekroczyła próg. I na nowo rzuciła się w ten wir walki. W świat, w którym jej dusza skazana była na ciągłą tułaczkę pomiędzy światłem a ciemnością. Teraz jednak była wyposażona w dodatkowy oręż. Wiedziała już bowiem, że potrafi... Jej serce biło jak każde inne. Było zdolne do miłości, wiary, odwagi i tęsknoty...

Podpis: 

Małga 2008 (gdzieś w pierwszej połowie...)
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIII cz. Pół słowa Szczęśliwa wyspa
Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr o uczuciach Pomysł, o którym wspomniałam wziął się z miłości do Greka Zorby, ciepłego morza i słońca.
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 100
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.