http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
90

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
358
użytkowników.

Gości:
358
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 53827

53827

LISTA cz.7

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-05-22

Typ
P
-powieść
Kategoria
Horror/Thriller/Akcja
Rozmiar
41 kb
Czytane
4667
Głosy
19
Ocena
4.92

Zmiany
10-02-16

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: ABujak Podpis: ABujak
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Ucieczka powoli dobiega końca. Komu uda się przeżyć?

Opublikowany w:

LISTA cz.7

ROZDZIAŁ 20


- Nie powinnaś była tego robić. – Szepnąłem oburzony do Michaliny, kiedy wchodziliśmy do zapuszczonego dworku. – On nam tego nigdy nie wybaczy.
- Nie ma czasu na sentymenty. – Odparła spokojnym głosem, zerkając z ukosa w stronę starszego człowieka. – Po prostu graj swoją rolę.
Ogrodnik był wstrząśnięty, kiedy Michalina przedstawiła mnie jako Marcina Branickiego.
Najpierw nie bardzo chciał uwierzyć, że to ja, w końcu udało się go przekonać. Okazało się, że mam takie same zielononiebieskie oczy, jak miał zaginiony syn zmarłego właściciela majątku. Gdy już przekonał się, że mówimy „prawdę”, jego zachowanie radykalnie się zmieniło.
- Dbałem o pański dom najlepiej jak potrafiłem. – Paplał, wpuszczając nas do środka. – Jestem już stary i pomocnika bym potrzebował, by nieco świetności dodać waszemu domostwu.
- Pomyślimy o tym. – Odparłem, siląc się na łaskawy ton.
Prawdę mówiąc nie miałem pojęcia jak się zachowywać. Nigdy nikt mi nie usługiwał, więc służalczy ton znacznie ode mnie starszego człowieka, wprawiał mnie w ogromne zakłopotanie.
Tymczasem zatrzymaliśmy się w holu starego domu. Niewątpliwie było to niegdyś wspaniałe miejsce, które teraz wyglądało bardzo ponuro. Popękane płyty marmurowe na posadzkach i ścianach, poodpadały tu i ówdzie. Drewniane kręte schody wiodące na piętro, miały połamanych kilka stopni. Okna szyb w większości były powybijane, a strzępy firan powiewały smutno na słabym wietrze, niczym niemogące znaleźć ukojenia duchy zmarłych.
- Wandale czasami rzucają kamieniami w dom. – Powiedział staruszek, widząc moje spojrzenie spoczywające na fragmentach witraża przy głównych drzwiach. – Nie mam już takiej krzepy jak dawniej. Nie jestem w stanie dogonić tej hołoty.
Nic nie mówiąc wszedłem do pierwszego pokoju po prawej stronie.
Znalazłem się w przestronnym pokoju dziennym, usłanym liśćmi i kurzem. Stało tu pełno mebli, przykrytych podziurawionymi, brudnymi prześcieradłami i kawałkami folii. Okna tego pokoju wychodziły na zapuszczony ogród, otoczony wysokimi, gęsto porośniętymi żywopłotami, dzięki czemu prawdopodobnie szyby nie zostały wybite przez miejscowych łobuzów. Spojrzałem na sufit, z którego wisiał ogromny żyrandol, mocno obrośnięty kurzem i starymi pajęczynami.
- Przytulnie to tutaj nie jest. – Szepnąłem do Michaliny.
Najpierw obeszliśmy cały parter.
Widziałem kuchnię, w której panował względny ład, ponieważ starszy człowiek większość czasu spędzał właśnie w tym pomieszczeniu. W rogu pokoju rozłożone były dwa materace, na których prawdopodobnie sypiał. Koło pieca leżało nieco chrustu, a na palenisku stał garnek z jakąś potrawą. Jedna wybita szyba, zasłonięta została kawałkiem grubej tektury.
- Pozwoliłem sobie tutaj zamieszkać, pod waszą nieobecność. – Tłumaczył ogrodnik, odsuwając jedno z czterech krzeseł przy obitym stole. – Proszę siadać.
- Dziękujemy bardzo. – Odparłem. – Chciałem jeszcze zobaczyć jak wyglądają pokoje na górze.
- Jak pan sobie życzy. – Odparł staruch. – Ale trzeba uważać na schodach, Bo niektóre stopnie są bardzo zniszczone.
Powoli wspiąłem się na poddasze, zostawiając wszystkich w dolnym holu.
Na górze był wąski korytarz z drzwiami do kilku pokoi. Podszedłem do pierwszego z nich i uchyliłem drzwi. Te otwarły się z ponurym skrzypieniem, ukazując wielką sypialnię, prawdopodobnie należącą do właścicieli. Wszystko było pokryte grubą warstwą kurzu, a spod łóżka łypnął na mnie ogromnych rozmiarów szczur, który następnie schował się za ogromnym stojącym lustrem.
Szybko obszedłem pomieszczenie i nie znajdując w nim niczego ciekawego, opuściłem pokój z ogromną ulgą.
Pośpiesznie przeszedłem kolejne pokoje, ale bez rezultatu.
W końcu dotarłem do ostatniego, mieszczącego się na końcu korytarza. Wszedłem do środka. Było tu sporo wilgoci, prawdopodobnie z dziurawego dachu. Na suficie zobaczyłem ogromnych rozmiarów zaciek. Śmierdziało tutaj stęchlizną tak mocno, że musiałem zasłonić usta. Musiał to być pokój Marcina Branickiego. W rogu pomieszczenia stało obszerne jednoosobowe łóżko, a pod oknem spore biurko. Podszedłem do biurka i mocnym szarpnięciem otwarłem jedną z trzech szuflad. Wewnątrz było tylko kilka pożółkłych papierów i atrament w butelce.
Otwierałem kolejne szuflady w nadziei, że znajdę coś ciekawego. W końcu zezłoszczony zatrzasnąłem ostatnią z nich i wtedy na podłogę wypadła cieniutka złota bransoleta. Schyliłem się po nią i zobaczyłem pod biurkiem książkę, wciśniętą w najdalszy zakamarek.
Zaintrygowany podniosłem ją i przetarłem okładkę.
To były „Krwawe róże”.
Zdziwiony patrzyłem na starą, zniszczoną książkę.
- A niech mnie. – Mruknąłem.
Wertując kartki zauważyłem, jak niektóre akapity i wyrazy są podkreślone na czerwono. Wcisnąłem książkę oraz bransoletę do kieszeni i zabrałem się za dalsze przeszukiwania.
- Jesteś tam? – Usłyszałem z dołu wołanie Michaliny. – Wszystko w porządku?
- Już idę!
Otrzepałem ubranie i zszedłem na dół, przyciskając do siebie schowaną w kieszeni książkę.
- Czy zostaną państwo w domu? – Zapytał mnie ogrodnik, miętosząc w rękach sfatygowaną czapkę.
- Nie. – Odparłem. – Mamy wiele spraw do załatwienia. Powiedz mi jeszcze, z czego się utrzymujesz?
- A ręcinę dostaję, proszę pana. Marna, bo marna, ale jest.
- Chociaż tyle. – Mruknął Olek.
- Ale dom trzeba wyremontować, bo grzyb go zje. – Mówił dalej staruszek. – Szkoda tego wszystkiego, wielka szkoda. Toż to spadek po całej pana rodzinie. Ogromna pamiątka i kawał historii.
- Wiem. – Odparłem łagodnym tonem. – Zobaczymy, co da się z tym zrobić.
Pożegnaliśmy mężczyznę i wyszliśmy przed dom, kiedy nagle on odwrócił się w naszą stronę i zawołał.
- Zapomniałem jeszcze o jednym, prze pana.
- Co się stało? – Odwróciłem głowę w jego kierunku.
- O pana pamiętniku. Zabrałem go kiedyś panu za karę. A potem zgubiłem.
Mówiąc to, z porwanej kurtki wyciągnął zniszczony, pomięty zeszyt.
- I znalazłem znowu jakiś rok temu, jak sprzątałem w pana pokoju pod łóżkiem.
- To musiało być wieki temu. – Pomyślałem.
- To chyba nieładnie rysować takie rzeczy. Jakby to ktoś zobaczył mógłby pana podejrzewać o niedobre zamiary. Na początki chciałem to spalić, ale potem doszedłem do wniosku, że to przecież pańska własność i ja nie mam prawa Was podejmować takich decyzji. W końcu to pańska sprawa.
Wziąłem od niego zniszczony zeszyt, schowałem do kurtki i nic nie mówiąc obróciłem się na pięcie, by wsiąść do samochodu.
- Dziękujemy bardzo za pomoc. – Krzyknąłem do niego zanim zamknąłem drzwi.
Odjeżdżając widzieliśmy, jak starzec zamyka bramę i mocuje się z ogromnych rozmiarów kłódką.
Kiedy dotarłem do głównej drogi zatrzymałem samochód na poboczu i wyciągnąłem książkę z kieszeni.
- Jednak cos znalazłeś. – Aleksander z uśmiechem spojrzał na zniszczone tomiszcze.
- Można tak powiedzieć. – Odparłem, wertując szybko książkę. – Przekopałem cały pokój tego Marcina. Nic ciekawego tam nie było z wyjątkiem tego i bransolety.
Podałem zniszczony tom Michalinie.
- To „Krwawe róże”! – Ze zdziwieniem oglądała poplamioną okładkę.
- No właśnie. Wyglądają na bardzo stare. A przecież podobno wydrukowano je tylko raz i to całkiem niedawno.
- Cztery lata temu. – Przypomniał Aleksander. – Spoglądając na pierwszą stronę swojego egzemplarza.
- To ma znacznie więcej niż cztery lata. – Mruknąłem biorąc sfatygowana książkę do ręki. – I bardziej mi wygląda na to, że ktoś to napisał na maszynie, a potem po prostu oprawił.
- Skąd ten wniosek.?
- Bo nie ma tutaj ani daty wydania, ani miejscowości... – Powoli przeglądałem podkreślenia naniesione prawdopodobnie przez Marcina Branickiego.
- Jest jeszcze jedna rzecz. – Powiedziałem w końcu.
- Jaka? – Spytała Michalina pochylając się w moja stronę.
- Tutaj nie ma naszych nazwisk. Tylko jakieś francuskie.
- Pokaż! – Olek niemalże wyrwał mi z ręki książkę i pośpiesznie ją przewertował, zatrzymując się tylko na niektórych stronach.
- Masz rację! – Przyznał po chwili. – I nazwy miejscowości są też francuskie.
- O, co w tym wszystkim chodzi? – Zastanawiała się Michalina.
- Może to jakiś pierwowzór tych „Krwawych róż”? – Zasugerował Aleksander.
- Wszystko możliwe.
Nie bardzo wiedziałem, co dalej z tym robić.
- Może porównajmy z grubsza te dwie książki. Może różnice pomiędzy nimi będą dla nas istotne. – Michalina wzięła oba tomy do ręki i otwarła na pierwszym rozdziale.
- No to sprawdzaj, a ja podjadę do Suwałk, żeby zaopatrzyć się w jakąś broń.
Wyjechałem na pustą o tej porze dnia ulicę i nacisnąłem pedał gazu,. Samochód już po chwili pędził około sto kilometrów na godzinę.
Olek tymczasem otwarł laptopa i sprawdzał najnowsze informacje na portalu z wiadomościami.
- Są jakieś nowe informacje? - Zapytałem go po chwili ciszy.
- Nie. Przynajmniej nic, co by miało z nami coś wspólnego.
- W takim razie dał sobie dzień odpoczynku. – Odparłem z westchnieniem ulgi. – Wcześniej zabijał co najmniej jedną osobę dziennie.
- To żadne pocieszenie. – Wtrąciła Michalina. – Może to oznaczać, że intensywnie zajął się czymś innym.
- Czym. – Zainteresował się Aleksander.
- Na przykład szukaniem nas...
- Przestańcie. – Machnąłem ręką. – Na razie jesteśmy praktycznie nieuchwytni. A co nowego w świecie? – To pytanie skierowałem do czytającego coś Olka.
Chciałem jak najszybciej zmienić temat, o chociaż na moment oderwać się od naszych spraw.
- Kłótnie w sejmie... – Zaczął recytować, zbliżając twarz do monitora. – Eeeee... prezydent zażądał przeprosin od premiera za użycie, jego zdaniem, niewłaściwego słowa skierowanego pod jego adres...
- Jak zwykle. – Pokiwałem głową. – Nudzi im się chyba w tym rządzie.
- Wypadek w Skierniewicach. Jakiś dzieciak zaczadził się podczas kąpieli we własnej łazience.... dwa wypadki samochodowe w czarnym punkcie.... – Olek przewijał palcem kolejne wzmianki.
- Dlatego właśnie nie lubię wiadomości. – Westchnęła Michalina. – Ponieważ to niekończący się ranking zabitych. Nie rozumiem, dlaczego dla ludzi największą sensacją jest to, jak zginął inny człowiek.
Nie skomentowaliśmy jej monologu.
- …i zabito jakiegoś gościa z Warszawy, w okrutny sposób. – Zakończył czytanie Olek, zerkając niepewnie na zezłoszczona nieco Michalinę. – Sorry, ale tylko takie tematy są w newsie.
- Nie chcę słyszeć o żadnym morderstwie. – Wtrąciła dziewczyna, zakładając ręce. – Niedługo my możemy być jednodniową sensacją dla świata.
- Czekaj. Niech zobaczy. – Gestem dłoni zachęciłem Olka do przeczytania ostatniej informacji. – Co jest napisane?
- No, że ktoś zabił gościa z Warszawy. – Wzruszył ramionami. - Zabito go kierownicą od samochodu.
- Jezu. – Michalina zasłoniła dłonią usta.
- Niektórzy podejrzewają, że to sprawka Krwawego Żniwiarza... – Olek szybko czytał informacje.
- Jak nazywał się facet? – Zapytałem zatrzymując się koło niewielkiej kawiarni. Musiałem wypić coś ciepłego i wziąć tabletki przeciwbólowe.
- Bojarski Maciej, lat 58, technik stomatolog... – Czytał dalej.
- Ufff, na szczęście nie ma z nami nic wspólnego. – Odparła Michalina.
- Może Żniwiarz odczepił się od nas i zrobił nową listę?
Wiem, że brzmiało to wyjątkowo egoistycznie, ale prawdę mówiąc w mojej sytuacji, człowiek myśli tylko o sobie, i ewentualnie bliskich osobach.
Owszem, śmierć obcego człowieka jest bardzo smutna, ale w obliczu mojej sytuacji sami zrozumiecie, że cieszyłem się, z faktu, iż to nie ja zostałem zatłuczony kierownicą.
- Napisali też na forum, że koleś miał strasznego pecha ostatnio.
- Gdyż? – Zapytałem, będąc myślami trochę gdzie indziej.
- Bo mu tydzień temu ukradziono samochód. Renaulta Clio. Znaleziono go dopiero dwa dni temu w Krakowie.
Po moich plecach przeleciały lodowate ciarki.
- Jaja sobie robisz? – W moim głosie było pełno nadziei.
Z drugiej jednak strony zdawałem sobie sprawę, że Olek nie wie jakiej marki był pierwszy, ukradziony przeze mnie samochód.
- Nie. – Zaprzeczył ruchem głowy. – Czytam tylko to, co tutaj jest napisane. Czemu tak się zdenerwowałeś?
Zerknąłem szybko na Michalinę. Była mocno skupiona na porównywaniu tekstu i chyba nie zrozumiała, o czym mówiliśmy.
Całe szczęście.
- Wydaje ci się. – Mruknąłem, starając się ukryć strach, jaki mnie ogarnął.
- Ok. – Olek wzruszył ramionami i zabrał się do szukania następnych informacji. – Piszą też o tym, jak zaginęło dwóch kilkunastoletnich złodziejaszków. Podobno zajmowali się kradzieżą sprzętów samochodowych – radia, odtwarzacze, głośniki.
- Też w Warszawie?
- No tak. Tutaj są ich foty. – Dodał po chwili. - Może to i dobrze. Złodziei mi nie żal akurat. Pewnie zarobili tyle forsy, że zwali do Stanów.
Rzuciłem okiem na monitor, by zobaczyć fotografie zaginionych i omal nie wjechałem z wrażenia pod jadący z naprzeciwka mikrobus. W ostatniej chwili zdążyłem wskoczyć na mój pas.
Wystraszona Michalina upuściła książki, które leżały na jej kolanach i złapała się oparcia przedniego fotela.
- Co ty wyprawiasz? – Krzyknął Olek.
- Nic, przepraszam. Na drogę wlazł mi jakiś zwierzak. Chyba lis, albo pies.
- Lis? – Powtórzyła Michalina z niedowierzaniem w głosie. – W środku osiedla domków jednorodzinnych?
- No może to pies był. – Naburmuszyłem się. – Nie wiem.
Tak na prawdę oczywiście nie było żadnego lisa ani psa. Zmroził mnie widok fotografii.
Przedstawiały one chłopców, którzy nauczyli mnie kraść samochody i od których kupiłem broń.
Boże spraw, żeby to był tylko zbieg okoliczności!
Nie wiedziałem czy podzielić się tymi informacjami z moimi współtowarzyszami.
Aleksander, jako kolejna ofiara na liście Krwawego Żniwiarza, był tak przerażony, że podskakiwał ze strachu przy każdym nieznanym dźwięku. Michalina z kolei udawała dzielną, lecz prawda była taka, że widziałem nieraz, jak dyskretnie wyciera łzy chusteczką do nosa.
Z kim, do cholery, miałem o tym porozmawiać?
Jechałem więc dalej, intensywnie zastanawiając się nad tym, co robić.
Powoli zdawałem sobie sprawę, z tego, że Żniwiarz podąża naszymi śladami.
Nie jest w stanie wytropić nas, więc morduje po kolei tych, z którymi mieliśmy coś wspólnego od czasów ucieczki z Warszawy.
Tymczasem wjechaliśmy do Suwałk.
Było grubo po południu i pomimo strachu, jaki ściskał mi żołądek, poczułem dość mocne ssanie z głodu.
- Może najpierw zatrzymamy się na jakieś jedzenie? – Zaproponowałem.
Wszyscy chętnie przystali na moją propozycję.
Zatrzymaliśmy się, na chwilę w przydrożnym KFC i zamówiliśmy po dużym zestawie każdy.
Jedząc frytki wciąż zastanawiałem się, czy powiedzieć Michalinie i Olkowi o zamiarach Żniwiarza.
Z jednej strony, miałem wciąż nadzieje, iż zaginięcie chłopaków, oraz śmierć właściciela Clio, to zwykły zbieg okoliczności. Z drugiej jednak strony, byłem niemal przekonany, że jutro zginie kolejny człowiek – właściciel Nissana ukradzionego na Krakowskim osiedlu.
Znowu zrobiło mi się niedobrze.
- Dokończcie jedzenie, a ja przejdę się do łazienki. – Powiedziałem wstając z miejsca.
Obydwoje kiwnęli głowami i wrócili do pochłaniania frytek.
Restauracyjna łazienka była niewielkich rozmiarów i na szczęście zupełnie pusta. Stanąłem przed dużym lustrem i włączyłem zimną wodę. Najpierw przemyłem dłonie, a później spryskałem zimną cieczą twarz. Stałem tak prze krótką chwile i patrzyłem na swoje mokre lustrzane odbicie, zastanawiając się, ile jeszcze dni życia mi zostało.
Moje rozmyślania przerwał jakiś młody chłopak wchodzący do łazienki. Szybko otrząsnąłem się z czarnych myśli i włożyłem ręce pod suszarkę.
- Cholerne badziewie nie działa. – Stwierdziłem z niezadowoleniem, gdy suszarka wydalą tylko ciche zipnięcie i zamilkła.
W poszukiwaniu chusteczki wsadziłem mokrą rękę najpierw do tylnych kieszeni dżinsów, a później do kieszeni kurtki. I tam napotkałem dłonią na wręczony mi przez ogrodnika Branickich notes Marcina, oraz bransoletę.
Zupełnie o nich zapomniałem.
Otwarłem notes na pierwszą stronę. Nie był podpisany, ani nic takiego. Przedstawiał za to dość dobry szkic ołówkowy. Kilka noży, siekierek i jakiś karabin.
Potraktowałem to jak bohomazy młodego chłopca, lubiącego rysować broń.
Sam nieraz szkicowałem strzały, pistolety i szubienice, a nie wyrosłem na jakiegoś rzezimieszka czy zabójcę.
Jednakże kolejne strony tego notesu zmieniły moje zdanie, co do charakteru rysownika.
Przedstawiały głownie martwe postacie, zabijane na różne, wyjątkowo okrutne sposoby. Pierwszy rysunek pokazywał podzieloną na części kobietę. Jej porozrzucane po całej stronie, rysunkowe części ciała pomazano czerwonym pisakiem, sugerującym chyba dużą ilość krwi.
Powoli obróciłem kolejną kartkę.
Tutaj obrazek przedstawiał człowieka zmiażdżonego od szyi w dół. Człowiek ów był narysowany w taki sposób, jakby unosił głowę i z przerażeniem patrzył na swoje spłaszczone ciało.
- Jezu Chryste! – Wyrwało mi się.
Wtedy usłyszałem odgłos spuszczanej w toalecie wody i przypomniałem sobie, że przed chwilą wszedł tutaj przecież jakiś chłopak.
Pośpiesznie zamknąłem wiec notes i opuściłem łazienkę.
Michalina i Olek czekali na mnie przy samochodzie, rozmawiając o czymś z ożywieniem.
- Już miałem iść po ciebie. – Powiedział z wyraźna ulgą w głosie. – Bałem się, ze zasłabłeś, albo co...
- Nie przesadzajcie. – Odparłem, spokojnie otwierając drzwiczki samochodu. – Musiałem umyć ręce i twarz.
I wtedy zobaczyłem ich miny. Patrzyli na mnie ponuro i jakoś tak z ukosa.
- Co się dzieje? – Spytałem patrząc podejrzliwie na ich twarze.
- Może wsiądźmy najpierw do samochodu, dobrze? – Poradziła Michalina.
Kiedy już siedzieliśmy w środku Zafiry, dziewczyna bez słowa otwarła laptopa i położyła mi go na kolanach.
Spojrzałem na monitor i osłupiałem z wrażenia.
Na całą stronę wyświetlony był list gończy, człowieka, który uznany został głównym podejrzanym w sprawie Żniwiarza.
Wyraźna fotografia przedstawiała lekko uśmiechniętego młodego mężczyznę, patrzącego prosto w obiektyw.
- Znasz go? - Zapytał Aleksander pochylając głowę w moim kierunku.
- Jasne – Odparłem, ukrywając drżenie głosu. – I to bardzo dobrze.
Istotnie znałem tego gościa z fotografii.
To byłem JA!
MOJE własne zdjęcie!!!
A fotka pochodziła z mojej tegorocznej wycieczki do Międzyzdrojów!




ROZDZIAŁ 21


- Myślicie, że to ja jestem zabójcą? – Popatrzyłem na nich z niedowierzaniem. – Przecież to śmieszne! Nie miałbym nawet tego kiedy robić.
Michalina spuściła głowę, a Olek patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
Ledwie opanowując wściekłość wysiadłem z samochodu. Postarałem się nie trząsnąć drzwiami, by nie pokazać przyjaciołom, jak jestem zezłoszczony.
- No, co wy? Potrzebowałbym chyba prywatnego odrzutowca, żeby mordować w Warszawie i jeździć z wami po całym kraju równocześnie!
- Ma rację. – Mruknął Aleksander, drapiąc się po głowie.
- Wcale tak nie myślimy. – Michalina podbiegła do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję. – Ale dlaczego tutaj jest twoje zdjęcie?
- Nie mam pojęcia. – Rozłożyłem ręce. – Skąd do cholery mógłbym to wiedzieć?
- Może podejrzewają ciebie, bo zniknąłeś na jakiś czas? – Zasugerował Olek, wciskając ręce do kieszeni swoich dżinsów.
- To jakaś paranoja. – Mruknąłem zezłoszczony, zerkając na moją fotografię, mieniącą się w ekranie komputera. – Własnym oczom nie mogę uwierzyć.
Musiałem wysiąść z auta, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. - Być może, Eryk doszedł do wniosku, że pokazując twoje zdjęcie, odwróci uwagę prawdziwego mordercy?
- A od czego niby ma odwracać te uwagę, hę? – Zapytałem przeczesując włosy dłonią.
- Nnno, nie wiem. – Zadumała się na chwilę Michalina. – Ona chyba ma rację. – Wtrącił Olek – Teraz Żniwiarz może poczuć się bardziej bezkarny. Wie, że mają na celowniku inną osobę. Teraz może być mniej ostrożny, co zwiększy szansę jego schwytania.
- Może popełnić jakiś błąd. – Dodała Michalina. – Wtedy go złapią.
- Ale dlaczego moim kosztem? – Chciałem wiedzieć.
Michalina pokręciła głową.
- Jesteśmy w to zamieszani. – Powiedziała po chwili.
- Nie rozumiecie, że teraz nigdzie nie będę się mógł pokazywać? Że będę musiał się ukrywać, by mnie nie namierzyli? Czuje się jak jakieś pieprzone zwierze przeznaczone na odstrzał.
Ze złości kopnąłem leżący na ziemi kamyczek.
To nie pomogło, więc dałem kilka kopniaków oponie samochodowej.
- Krew by zalała. – Syczałem do Bogu ducha winnej opony.
- Powinniśmy natychmiast stąd odjechać. – Powiedział Aleksander patrząc na mnie z niepokojem na twarzy. – Zobaczyliśmy twoje zdjęcie w KFC. Koło kas wisiał monitor i puszczali akurat wiadomości...
- ...ktoś mógł teraz cie poznać i zapisać numery rejestracyjne. – Dokończyła Michalina nerwowym tonem.
Bez słowa wskoczyłem do auta, zapaliłem szybko silnik i wyjechaliśmy z parkingu.
- Ale dlaczego szukają akurat mnie? – Zapytałem. – Przecież nie zrobiłem nic złego? O co w tym wszystkich do cholery chodzi?
- Być może ktoś dał jakiś cynk, albo co...? – Zasugerował Olek.
- Jaki kurwa cynk? O czym ty mówisz człowieku?
Aleksander starał się zachować opanowany wyraz twarzy.
– Może sam Żniwiarz zadzwonił na policję, że niedaleko miejsca którejś ze zbrodni widział ciebie. Wiesz, potem sprawdzili twoje mieszkanie, pracę. Okazało się, że zniknąłeś kilka dni temu….
- Równie dobrze mógłbym być ofiarą. – Mruknąłem. – przynajmniej to by był jakiś fakt.
Prawdę mówiąc bardzo nie lubiłem kląć.
Nie cierpiałem tego. Jednakże są w życiu człowieka takie sytuacje, gdzie używając brzydkich wyrazów, czujemy się mocniejsi, silniejsi.
To dodaje nam pewności siebie.
- To jest jakaś pieprzona paranoja. – Kląłem dalej.
Michalina i Olek woleli się nie odzywać. Siedzieli w milczeniu i tylko od czasu do czasu spoglądali na mnie z niepokojem.
- Ale zresztą kto może podejrzewać, ze to ty jesteś mordercą? – Zapytała w końcu Michalina. – Komu w ogóle przyszło cos tak głupiego do głowy?
- Nie mam kurwa zielonego pojęcia! – Krzyknąłem i natychmiast poczułem się głupio.
Zobaczyłem smutną minę dziewczyny i westchnąłem głośno.
- Przepraszam cię kochanie. Po prostu to wszystko zaczyna mnie przerastać.
- Rozumiem...
- ...teraz nie mogę się nigdzie pokazywać. Jestem zmuszony tkwić w ukryciu dopóki nie znajdą prawdziwego Żniwiarza, rozumiesz? W przeciwnym wypadku ktoś, kto mnie pozna, może zadzwonić na policję, a wtedy będzie wiadomo gdzie jesteśmy. Ten szaleniec nas namierzy i wszystkich wytłucze jak jakieś pieprzone kaczki.
- Przestań tak mówić. – Przerwał mi Olek. – Najlepiej jedź dalej.
Nie odzywając się, docisnąłem pedał gazu.
- Powinniśmy zmienić samochód. – Odparła w końcu Michalina. – Numery tego mógł spisać ktoś pod KFC.
- Wiem o tym. – Mruknąłem.
I wtedy pomyślałem, że kradnąc samochód, prawdopodobnie skazuje na śmierć kolejną niewinną osobę.
Nie mogłem na to pozwolić.
Tylko jak ukraść samochód, nie skazując niewinnego człowieka na śmierć?
- Jak tylko zrobi się ciemno, to zamienimy Zafire na coś innego. – Mówiła dalej Michalina.
- Nie ukradnę kolejnego auta. – Powiedziałem w końcu, zjeżdżając na mały parking pod laskiem, gdzie zatrzymałem auto w najdalszym miejscu.
- Dlaczego nie ukradniesz? – Zdziwił się Olek? – Co się dzieje?
Głośno westchnąłem i spojrzałem na twarze moich towarzyszy.
On nie może nas znaleźć, więc zaczął zabijać wszystkie osoby, które w jakiś sposób nam pomogły w ucieczce. – Zacząłem.
Patrzyli na mnie z bezbrzeżnym zdumieniem.
- O czym ty mówisz? – Wybuchła w końcu Michalina.
- Ten gość, o którym czytałeś dzisiaj rano – Tu wskazałem na Olka i na leżącego pod siedzeniem laptopa - ...to ja ukradłem mu samochód. Renault Clio.
Olek z głośnym pacnięciem opadł na swoje siedzenie.
- A potem dwójka tych chłopców, co zaginęli. – Kontynuowałem, patrząc na swoje dłonie. – Oni nauczyli mnie jak otwierać i zapalać samochody.
- A niech mnie... – Aleksander potarł rozpostartymi dłońmi swoja twarz.
- Ale musimy zmienić auto. – Upierała się Michalina, zaciskając rękę na moim ramieniu.
- Nie rozumiesz? – Krzyknąłem. – Właśnie skazałem na śmierć pięć niewinnych osób. Jak ukradnę kolejne auto, to tak samo jakbym sam poderżnął gardło jego właścicielowi!
Przez chwile w samochodzie panowała kompletne cisza.
- W takim razie musimy ukraść samochód, który nie będzie miał właściciela. – Odparł w końcu Olek.
- To znaczy? – Spojrzałem na niego wyzywającym wzrokiem. - Mamy napaść na salon samochodowy?
- Nie. Machnął ręką Aleksander. – Gwizdniemy auto sprowadzone zza granicy. One często, albo w ogóle są bez rejestracji, albo mają lewe, takie, żeby mogły być przepuszczone przez granice.
- To jest myśli. – Opowiedziałem po chwili zastanowienia. – Nie znam się na tym za dobrze, ale mam wrażenie, że auto sprowadzone zza granicy wciąż ma właściciela.
- Nie sadzę. Poza tym wątpię, żeby Żniwiarz chciał szukać kogoś na przykład we Włoszech.
- Może masz rację... – Mruknąłem.
Poszukaliśmy w Internecie kilka najbliższych w okolicy miejsc, gdzie można kupić sprowadzone zza granicy samochody. Przy okazji Olek rozejrzał się, gdzie jest punkt złomowania aut, ponieważ tam mieliśmy nadzieję zdobyć jakąś starą rejestrację.
- Na kradzież auta trzeba będzie poczekać do nocy. – Powiedziałem podczas kolacji, jedzonej w samochodzie. – Proponuję najpierw zdobyć nowe blachy. Pewnie złomowisko jest otwarte do siedemnastej. Myślę, że koło szóstej wieczorem możemy spróbować się tam zakraść.
- Zgadzam się z tobą. – Olek pokiwał głową. – Podjedziemy tam przed szóstą i poczekamy na dogodny moment.
Przed „akcją” Michalina kupiła w barze po żurku i porcji frytek. Nie chciałem jeść w miejscu publicznym w obawie, że zostanę rozpoznany. Co prawda Michalina wpadła na pomysł, by przefarbować moje włosy na jakiś jaśniejszy odcień, oraz ściąć je bardzo krótko, jednakże potrzebowałem trochę czasu, by oswoić się z to nową wersją mojego image.
Jedząc frytki, jeszcze raz sprawdzaliśmy nasz plan.
W końcu, gdy zbliżała się godzina osiemnasta podjechaliśmy naszym wozem na najbliższy parking koło punktu złomowania aut. Mieścił się on niedaleko dość ruchliwej trasy i dokładnie naprzeciwko dużego marketu. Zaparkowaliśmy pod rzędem grochodrzewów, których kwiaty wydzielały ciężki, słodki zapach. Ciepły wietrzy lekko owiewał nasze twarze, gdy wysiedliśmy z samochodu.
- Nie wzięliśmy pod uwagę faktu, iż o tej porze jest jeszcze dość jasno. – Zauważyłem, patrząc na lekko zachmurzone niebo, oraz na stojące jeszcze dość wysoko słońce. – Nie wiem czy warto ryzykować włamanie do takiego miejsca, kiedy jest jasno.
- Ja to zrobię. Ale ty potem kradniesz auto, bo ja tego nie umiem robić. – Powiedział Olek, zakąsując rękawy.
- Nie ma sprawy. – Zgodziłem się chętnie. Nie miałem ochoty przełazić przez wysokie, stalowe ogrodzenia. – Sprawdźmy najpierw, czy na pewno nikt się tam nie kręci.
Zostawiliśmy Olka przy aucie, a ja i Michalina przeszliśmy chodnikiem koło punktu, udając zakochaną parę. Przed samą bramą zatrzymałem się na chwilę i zacząłem całować ją prosto w usta, równocześnie lustrując czujnym wzrokiem, co jest w środku.
- Teren jest czysty. – Powiedziałem do Olka kilka minut potem, gdy wróciliśmy do Zafiry. – Przy bramie jest, co prawda taka buda strażnicza, ale nie ma w niej nikogo. Za to jest pies. Puszczony luzem. Owczarek niemiecki. Niby nie szczeka, ale kto go wie...
- Z psem dam sobie radę. – Odparł Olek, wzruszając ramionami.
- Niby jak? – Zaniepokoiła się Michalina.
- Mam kawałek kiełbasy ze śniadania. – Odparł spokojnie. – Dobra, to idę. Czekajcie tutaj na mnie.
To było niesamowite.
Czekaliśmy w pełnej napięcia ciszy, że usłyszymy ujadanie psa, ale nic takiego się nie stało. Za to jakieś piętnaście minut później, przybiegł uradowany Aleksander, trzymając w ręce dwa komplety numerów rejestracyjnych.
- Jak udało ci się to zrobić? – Dziwiła się Michalina oglądając blachy.
- To ni był pies, tylko suka. – Opowiadał Olek wycierając chusteczką spoconą twarz. – I to bardzo przyjacielska. Chętnie zjadła kiełbaskę i jeszcze musiałem ją trochę pogłaskać. A potem już łatwo poszło. Akurat przy ogrodzeniu od tyłu, gdzie przechodziłem przez płot, stało kilka wraków do kasacji. Zdjąłem dwie rejestracje, żeby było na zapas jakby trzeba było znowu zmieniać auto.
- Dzięki stary! Równy z ciebie gość. – Odparłem ściskając mu rękę. – To teraz trzeba jeszcze auto do tych blach skombinować.
- Jasne. – Wyszczerzył zęby Olek. – Na szczęście to już nie moja działka.


Wracając do miasta namierzyliśmy pod drodze miejsce, gdzie wzdłuż drogi stało kilka samochodów na sprzedaż. Wśród nich zauważyłem Volkswagena Tourana i pokazując na niego powiedziałem:
- Ten samochód trzeba gwizdnąć.
Auto nie posiadało żadnych numerów rejestracyjnych i wyglądało na sprowadzone zza granicy, tak jak zresztą wszystkie stojące koło niego.
- Dlaczego akurat takiego dużego? – Zapytała Michalina, a nie coś mniejszego.
- Bo potrzebujemy szybkiego auta, z większą ilością koni mechanicznych, żebyśmy w razie ucieczki mieli duże przyśpieszenie. Samochody osobowe z reguły maja o połowę mniej koni.
- Ok. – Odparła Michalina. – Nie znam się na tym.
Kradzież okazała się bardzo prosta.
Mniej więcej przed północą podjechałem na miejsce. Auto nie miało alarmu, więc udało się go bardzo prosto otworzyć.
- Szczęście nam dopisuje! – Mruknąłem rozpromieniony, gdy okazało się, że w schowku jest zapasowy klucz.
Michalina i Olek po podstawieniu mnie na miejsce mieli przejechać cztery kilometry na północ i poczekać na dużym osiedlowym parkingu. Podjechałem do nich niespełna pół godziny później, ukradzionym volkswagenem.
- Przesiadajcie się. – Odparłem zabierając moje rzeczy z Zafiry. – I nie zapomnijcie blach. Olek, załóż któreś, tylko patrz, żeby obie były takie same.
- Ok.
Podczas, kiedy Aleksander przykręcał numery rejestracyjne, ja i Michalina przekładaliśmy nasze rzeczy. Na koniec wrzuciłem kluczyki opla do jego schowka i zatrzasnąłem auto. Zamierzałem napisać maila do jego właściciela z dokładnymi namiarami, gdzie jest samochód.
Nie zależało mi w tej chwili, że policja nas namierzy. Przecież i tak byłem poszukiwany.
Kilka chwil później mknęliśmy pięcioletnim Touranem w ciemną noc.



ROZDZIAŁ 22


Tę noc przespaliśmy w Touranie, bo nie chciałem nocować w żadnym hotelu.
Proponowałem Michalinie i Olkowi, żeby przenocowali gdzieś w motelu, a ja zostanę w samochodzie, ale oni nie chcieli się na to zgodzić.
- Zostaniemy z tobą. – Upierał się Aleksander. – To kawał samochodu. Wy możecie spać z tyłu, a ja prześpię się tutaj, gdzie siedzę.
W końcu byliśmy tak zmęczeni, że zgodziliśmy się na taki układ.
Rano obudziłem się straszliwie pognieciony i obolały.
- Jezu, czuję się, jakby mi ktoś wsadził pogrzebacz w tyłek. – Stęknąłem prostując przed autem bolące plecy. – Marzę o moim kochanym łóżku w moim kochanym, mieszkaniu…
Michalina opierała się o tył bagażnika i piła wodę z plastikowej butelki.
- Nie było tak źle. – Odparła, podając mi wodę. – Ale masz strasznie zimne ręce.
- Bo mi ścierpły w nocy. Podaj mi kurtkę, jest za twoimi plecami.
Dziewczyna schyliła się do bagażnika i złapała moją kurtkę. I wtedy z kieszeni wypadł notes Marcina. Upadł z głośnym plaśnięciem na ziemię i otwarł się na jednej ze stron, gdzie z niesamowitą dokładnością narysowano ponakłuwaną widelcami kobietę.
Michalina spojrzała najpierw na notes, a potem na mnie.
- Co to jest? – Zapytała biorąc zeszyt do ręki.- Co to za rysunki?
Nie chciałem wam o tym mówić... – Wzruszyłem ramionami. – Nie chciałem was denerwować.
- Jezu, jakie makabryczne szkice. – Zauważył Olek, zerkając Michalinie przez ramię. – To twoje?
- No coś ty! – Oburzyłem się. – Po co miałbym rysować takie rzeczy?
- No nie wiem. A skąd to masz?
- Dostałem wczoraj od tego ogrodnika Branickich. Z tego, co mówił to ten notes należał do Marcina Branickiego.
- Dlaczego nam go nie pokazałeś? – Zapytał Olek.
- Ponieważ, jak już wspomniałem, nie chciałem was denerwować.
- Ale to może mieć duże znaczenie! – Krzyknęła Michalina. – Popatrz na te rysunki. Przecież te postacie zginęły na szkicach dokładnie w taki sam sposób, w jaki zabijał Żniwiarz!
- Nie miałem okazji tego nawet przejrzeć dokładnie. – Broniłem mojej strony. – Chciałem to zrobić najpierw spokojnie w samotności, a dopiero potem podzielić się moimi wnioskami z wami.
- To bardzo głupie! – Krzyknął Olek.
Tymczasem Michalina po kolei przeglądała rysunki.
Na początku znalazła rozczłonkowana kobietę, potem następną zwalcowaną.
- Jezu, niedobrze mi. – Jęknęła, odwracając kolejną stronę.
Na trzecim rysunku był pocięty żyletkami mężczyzna, mający przy okazji tak szczęśliwy uśmiech na twarzy, jakby wygrał właśnie w totolotka dość pokaźna sumę, a żyletki nie sprawiały mu cierpienia, tylko nieziemska wręcz rozkosz.
- To pewnie ten Zapiórski. – Mruknąłem. – U niego w domu ten zboczeniec zszył mnie z Erykiem.
Następna strona przedstawiała szkic poćwiartowanego siekierą mężczyzny, a dalej kobietę z wyrzuconymi na wierzch wnętrznościami.
- A to Agata Wieruń. – Powiedziała Michalina roztrzęsionym głosem.
Następna strona przedstawiała Bogdana Brzostka przeciętego na pół maczetą.
A później była kobieta z kolekcją widelców w ciele.
Michalina złapała kartkę i chciała obrócić, ale Olek wyrwał jej notes i zatrzasnął z hukiem.
- Nie chce widzieć następnej strony. – Powiedział oddając mi notes. – Rozumiecie?
- Czemu? – Michalina rozłożyła ręce. – To tylko szkicownik.
- Ale na następnej stronie jest narysowane w jaki sposób JA zginę! Nie chce tego widzieć!
- Nie patrzymy dalej. – Uniosłem rękę w geście pojednania. – Widzisz? Chowam notes do kieszeni.
Aleksander nieco się uspokoił.
- Musimy coś z tym zrobić. – Powiedział po chwili. – Może zanieśmy to na policję.
- Zamkną nas wtedy. – Zauważyłem. – A mnie w pierwszej kolejności.
- Może dzięki temu będziemy bezpieczni.
- Co ty gadasz? Nie widzisz, że ten szaleniec jest w stanie dotrzeć wszędzie? – Wybuchłem. – Jestem przekonany, ze przyjdzie do celi w stroju policjanta i zrobi z nas kolejne makabryczne dzieła sztuki.
- Ja bym poszedł z tym na policję. – Upierał się przy swoim.
- Nie ma tematu. – Uciąłem. – Jak chcesz, to idź na policję. Ale bez nas.
Olek naburmuszony wsiadł do samochodu i z hukiem zatrzasnął drzwi.
- Co dalej? – Pytała mnie Michalina, pocierając ręką czoło.
- Nie mam zielonego pojęcia.
- Wiesz, że według tych rysunków, to właśnie Marcin Branicki jest mordercą? Zdajesz sobie z tego sprawę? A w twojej kieszeni jest główny dowód!
- Wiem. Jednakże nie mam zielonego pojęcia, jak przekazać to policji. I to na dodatek komuś, kto zrobi z tego właściwy użytek, a nie potraktuje nas jak świrów.
Michalina myślała przez chwilę, trzymając głowę obiema rękami.
- A może Eryk? Prześlijmy do niego kopie zdjęć z nazwiskiem właściciela notesu.
- A jak Eryk ma skrzynkę mailową na podglądzie? Jak ten wariat znowu mu coś zrobi? Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
- Chyba będziemy musieli zaryzykować. – Powiedziała po chwili. – Albo znajdziemy jakiś inny sposób przesłania informacji.
Zastanawialiśmy się w milczeniu przez kilka minut. W końcu Michalina odkaszlnęła.
- A powiedz mi, czy często pisałeś maile do Eryka?
- Nie. – Wzruszyłem ramionami. – Od czasu do czasu przesyłałem mu jakieś śmieszne fotki czy filmiki, które krążyły po naszej firmowej sieci.
- A na jaki adres?
- No, na prywatny. On ma zresztą kilka adresów.
- Myślę, że powinniśmy do niego przesłać zdjęcia na taki najbardziej ogólnodostępny adres. – Odparła w końcu, odgarniając włosy z czoła.
- Nawet takiego nie miałem prawdę mówiąc. Z tego, co wiem, to pisze do niego mnóstwo ludzi.
- I właśnie to jest nasza szansa. – Michalina wskazała na mnie palcem. – Przypuszczam, że jeżeli Żniwiarz kontroluje jego pocztę, to raczej sprawdza te adresy, które ty miałeś zapisane.
Prze moment zastanawiałem się nad tym, co powiedziała.
- To może mieć sens. – Przyznałem jej w końcu. – Ale skąd weźmiemy taki ogólnodostępny adres?
- A to akurat najmniejszy problem. – Machnęła ręka niedbale. – Sprawdzimy na stronie policji.
- A masz rację. – Zreflektowałem się, poklepując swoje czoło.
- Jeszcze tylko zrobimy zdjęcia tego notesu. Daj komórkę.
Bez słowa wyciągnąłem telefon i jej podałem.
- Myślisz, że jakość będzie wystarczająca?
Kiwnęła do mnie głową.
- Nie jest to jakieś mistrzostwo świata, ale powinno wystarczyć. Zanim skończę fotografować, ty powinieneś założyć jakieś nowe konto pocztowe.
- Nowe?
- No jasne. – Rozłożyła ręce. – Przecież twoja skrzynka na bank jest sprawdzana.
Usiadłem na tylnym siedzeniu i uruchomiłem laptopa.
- Aha, i pomyśl nad jakąś nazwą. – Schyliła się do mnie. – Najlepiej jakieś nazwisko, albo ksywa, którą znałeś tylko ty i Eryk. Wiesz, chodzi o to żeby on nie potraktował tego maila jak jakiegoś spamu, albo reklamy.
- Jasne, rozumiem.
Podczas zakładania konta zastanawiałem się nad nazwą, która da do zrozumienia Erykowi, że to właśnie ja próbuję się z nim skontaktować.
Co by to mogło być?
- Eh, cholera. – Westchnąłem, wpatrując się w migający znaczek kursora.
- Co jest? – Wciąż nieco naburmuszony Olek zerkał na mnie przez ramię.
- Nic. – Odparłem. – Kombinuję, jak przesłać Erykowi fotki tego notesu i nazwisko jego właściciela. Może wtedy szybciej go znajdą niż on nas.
Aleksander obrócił się do mnie na swoim przednim siedzeniu.
- Ile się z nim przyjaźnisz? – Zapytał patrząc mi w oczy.
- Praktycznie całe życie. Bo co?
- Na pewno chodziliście na jakieś panienki…
- Eee tam. Nie było na to czasu. – Machnąłem ręką.
- Nie, nie. Poczekaj. – Przerwał mi gestem dłoni. – W takim razie na pewno musieliście mieć jakieś tajemnice, hasła, czy nazwiska, znane tylko wam. No przecież przyjaciele zawsze mają jakieś takie „tajne” sprawy.
- No to mi teraz klina zabiłeś. – Mruknąłem zezłoszczony.
- Zastanów się chłopie. – Olek puścił do mnie oko.
- Już się na nas odbraziłeś? – Zapytałem z przekąsem.
- Tak. Przemyślałem to sobie. Wreszcie widzę, że coś działacie. Mam nadzieję, iż przesłanie zdjęć pomoże policjantom złapać tego szaleńca.
- Ja też. – Przyznałem.
Kolejne pięć minut spędziłem na bezproduktywnym wpatrywaniu się w kursor.
Jakoś nie mogłem znaleźć żadnego słowa, hasła, czy nazwiska na widok, którego Eryk natychmiast otwarłby maila wiedząc, że to ja do niego piszę.
Widocznie nie byliśmy takimi prawdziwymi przyjaciółmi, za jakiś nas uważałem.
Do takiego wniosku doszedłem po następnych bezowocnie spędzonych pięciu minutach.
- Mam wszystkie zdjęcia. – Powiedziała do mnie Michalina. – Teraz prześle ci je na komputer. Podaj mi adres twojej nowej skrzynki.
- Jeszcze nie mam. – Warknąłem zezłoszczony. – Nie mogę do diabła wymyślić nazwy.
- Może jakaś wspólna sympatia? – Podpowiedziała Michalina.
- Następna. – Uniosłem ręce ku górze. – Co wy z tymi panienkami?
- Ok. jak nie to może ulubiony wspólny film, albo gra?
- nie było takiego…
- …zabawka?...
- Za starzy byliśmy na zabawki.
- …nauczycielka?
- Same pasztety.
Zobaczyłem kątem oka, jak Olek tłumi śmiech.
- No to nie wiem. – Zastanawiała się na głos Michalina. – Może książka?
- Nie sądzę. Eryk w zasadzie mało czytał.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nagle wpadłem na pewien pomysł.
- Ale była książka, której razem nie cierpieliśmy. Taka lektura w liceum. Eryk zasypiał już po przeczytaniu dwóch stron. Ja też nie byłem w stanie jej dokończyć.
- Jakaż to lektura?
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Ojciec Goriot.
- No i rewelacja. – Dziewczyna zaczęła się śmiać. – Wpisz taką nazwę w swoim adresie.
Bez namysłu wypełniłem puste pole i wcisnąłem enter.
Skopiowanie zdjęć i napisanie kilku słów zajęło nam już tylko kilka minut.
- Myślisz, że on uwierzy? Że w ogóle to otworzy?
Wciąż miałem wątpliwości, ale Michalina wyglądała na zdesperowaną.
- To nasze jedyne wyjście. – Powiedziała, poklepując mnie po ramieniu. – Nie możemy przecież wiecznie uciekać. Objechaliśmy już prawie całą Polskę.
- Masz racje. – Wtrącił Olek.
- Dobra. Teraz musimy czekać na jakąś odpowiedź od Eryka. Mam nadzieję, że zajrzy do tej skrzynki, w przeciwnym wypadku pozostanie nam dalsze uciekanie.
- Będzie dobrze. – Odparła z przekonaniem Michalina. – Musi być!
Olek nic nie odpowiedział, tylko mocno pokiwał głową.

Podpis: 

ABujak 2008
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Noc polarna Podstęp Topielec
Na północy Norwegii. Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.