http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Bliżej

Podejdź bliżej

Ciemność

Urywek opowiadania

Miła

Róża zwana Miła

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Niebieska bluzka

Sylwia poczuła że pieką ją policzki. Podsłuchana rozmowa na nowo obudziła iskierki w podbrzuszu. Coś zadźwięczało niespodziewanie i w chwili paniki Sylwia prawie odskoczyła od drzwi z krzykiem. Pomyślała, że bicie jej serca słychać pewnie w całym ..

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
959
użytkowników.

Gości:
959
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 57221

57221

Do Kutna

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-10-10

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/-/-
Rozmiar
20 kb
Czytane
2677
Głosy
7
Ocena
4.79

Zmiany
09-10-11

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Juliuvini Podpis: H.H.Urbaniak
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Żaden nietoperz nie nasra mu na nadgarstek."

Opublikowany w:

Do Kutna

1.

Czekasz w podstawionym pociągu. Do odjazdu pozostało niecałe pół godziny. Jeździsz nim o dawna, powiedzmy, rok, czytasz książkę, kiedy ktoś wsiada i zadaje ci pytanie:
- Dzień dobry. Do Kutna jedzie?
- Tak. Do Kutna. – odpowiadasz.
- Acha. – mówi nieco uspokojony, lecz po chwili za oknem dostrzega inny pociąg, taki sam jak ten, w którym się znajdujecie, może nieco bardziej pomazany sprayem, i ogarniają go wątpliwości. – A nie tamten? – wskazuje palcem za okno.
- Nie, to na pewno ten. Tam jest tablica.
- Acha, dziękuję. Tak to jest jak człowiek pierwszy raz jest w tym mieście.
Ty się uśmiechasz i mówisz „proszę”. Widzisz, że teraz facet szuka miejsca, patrzy po siedzeniach, nie może się zdecydować, kręci się dookoła jak gówno w betoniarce, może zastanawia się czy będzie mniej zakrętów w prawo, a może mniej w lewo, może lubi promienie słoneczne, a być może nie, zastanawia się, po której stronie będzie mu lepiej? Są tylko dwie, niczym się nie różnią, jednak będąc po tej złej można czuć pewien dyskomfort, później przyzwyczaisz się do złej strony i nie możesz w nocy spać… najważniejsze, że gość, który zaczął rozmowę kulturalnym „Dzień dobry”, co rzadko zdarza się wśród… ludzi ogólnie, jest pewien dzięki tobie, że pociąg jedzie do Kutna. Teraz może usiąść zadzwonić do kogoś tam z rodziny i powiedzieć, że za ponad godzinę będzie w Kutnie.
Przesiadka będzie krótka, wysiadam i od razu wsiadam, ścisz ten telewizor do cholery, a, to zostaw… Lecz ciebie tym razem ogarnęły wątpliwości, czy dojedziesz nim do Łęczycy? Umysł automatycznie podrzuca ci fragmenty sprzed paru chwil, kiedy to szedłeś przez korytarz stacji na właściwy (z założenia właściwy) peron. Przypomina ci się nagle, że wszedłeś nie od tej strony, co zawsze, ponieważ wejście po prawej zagrodzono taśmą. Pociąg jakby to zauważył i stał nieco bliżej lewego wejścia. Podejrzane, bo nigdy tak się nie zachowywał. Niemalże równocześnie przypominasz sobie, że kiedy wychodziłeś przed stację na papierosa, zerknąłeś specjalnie na tablicę z rozkładem, żeby przeczytać, z którego peronu odjeżdża pociąg. Peron nr 2. Jak zawsze. Chociaż zdarzyło się parę razy, iż odjeżdżał z innego. Może pytanie tego kolesia od „Dzień dobry” nie było do końca takie paniczne i nieprzemyślane? Może on więcej podróżuje od ciebie. W końcu w domu ma być na 20:39, tak usłyszałeś podsłuchując jego rozmowę z pewną osobą z rodziny, a teraz jest 12:30, co znaczy, że będzie miał niejedną przesiadkę. Chyba kolejna po Kutnie będzie miała miejsce w… Poznaniu. Na pewno tam. Także ma większe doświadczenie w podróżowaniu niż ty. Student, co tydzień odbijający się od dwóch oddalonych od siebie o niecałe czterdzieści kilometrów miast, niczym piłeczka pingpongowa, którą napędza jakąś maszyną wytwarzającą wiatr. Nie, to miasta wytwarzają wiatry. To, w którym się urodziłeś pcha cię w stronę tego, w którym studiujesz. Jak już jesteś w tym większym, to staje się na odwrót. Lecz najpierw tania piłeczko, z może nieco bogatszym wnętrzem, musisz zapłacić za ten wiatr. Nawet on nie wieje za darmo. W przyszłości okaże się czy na darmo.
Tak więc nieznajomy w białej koszuli, powiedzmy Bolek, chociaż wyglądał raczej na Burger - Bogdana, ale zostawmy Bolek, widzę, że bardziej ci przypadło do gustu, sprawił, że masz ochotę wyjrzeć przez okno jedynie, aby przekonać się, że wsiadłeś do idealnego pociągu, jeśli chodzi o kierunek, w którym chcesz się udać. Czy nie podpierdoli mi rzeczy? A może specjalnie zapytał, żeby wzbudzić moje wątpliwości. Nie, ludzie nie są, aż tak bystrzy. To byłoby zbyt… inspirujące. Ktoś wsiada do pociągu, gdziekolwiek, może być nawet do czołgu, pyta, czy aby na pewno jedziemy do jakiegoś zapyziałego miasta, wiedząc, że zbije cię tym z tropu, bo po pierwszym rzucie oka wywnioskował, że może cię tak zdezorientować. Przestajesz się nad tym zastanawiać, bo nie ma po co. To zbyt dziwne, a i piękne. Nie mówię, że nikt by na to nie wpadł. Mówię, że człowiek. Tak więc zostajesz na miejscu. Nie dlatego, żeby pilnować cennego bagażu zawierającego notatki i wodę mineralną, która ma ugasić pragnienie, na które sam wczoraj ciężko zapracowałeś. Siadasz, bo jesteś pewien, że dojedziesz do rodzinnego gniazda. Choć miałeś garstkę zaraźliwych wątpliwości.

2

Zaćpany menel leży pod mostem. Jak zaćpany, to i menel, ale nie każdy menel jest ćpunem. Żaden jednak ćpun nie potrafił tak dyskretnie się zakamuflować przed blaskiem reflektorów nadjeżdżającego pociągu. Gdzieś daleko na ratuszowej wieży zegar wskazywał prawdopodobnie 19:00. W każdym razie ściemniło się. Normalny lump zrobiłby sobie kartonowy biwak, zasnąłby w wyższej trawie lub też zasypał się stosem psich, kocich, jeżowych lub nietoperzowych gówien. Niestety, ten menel schował się w tunelu pod mostem. Przyćmiony umysł nie zastanawiał się, po co ktoś budowałby tunel pod mostem lub też most nad tunelem. Takie rzeczy chyba nie istnieją. Dla jasności, owy tunel ciągnął się od nieskończoności po nieskończoność. Ktoś wybudował nad nim most. Tunel był pusty, lecz pokryty kamieniami, stał na szynach, a wchodziło się do niego przez okno. Wychodziło przez ścianę… o ile Bóg pozwolił. Ćpun, ledwo co nie skręcił sobie karku przez wchodzenie do niego. Człowiek trzeźwy spostrzegłby desperata w dziwny sposób próbującego dostać się pomiędzy szyny, po których co jakiś czas sunął pociąg. Niestety, nikogo akurat nie było. Nawet policji. Tym bardziej nikogo trzeźwego. Nieszczęśnik, w stanie skołowania psychicznego, po sporej dawce słonecznego kwasu widział tunel, w którym spokojnie będzie mógł spędzić noc poza domem. W nocy nie pogryzą go żadne szczury ani psy. Żaden nietoperz nie nasra mu na nadgarstek. Idealne rozwiązanie. I wszystko jego. Cała nieskończona ilość metrów kwadratowych, kilometrów sześciennych, cisza i spokój, jakiego łaknie nie tylko uzależniony.
Kiedy wreszcie dostał się do środka, czyli na zafajdane kamienie pokrywające trasę pociągu doznał dziwnego uczucia. Czuł, że robi mu się smutno, jakby nie zdążył zrobić czegoś na czas. Może czegoś zapomniał. Tyłek na pewno sobie podtarł. Nie lubił ludzi, którzy robią to ręką. To takie nieludzkie, prawda? A może zapomniał tyłka? Nie został w domu? Zaraz, a gdzie ja mam dom? Tam gdzie masz mamę. Mama mnie nie lubi. Ale kocha. Czyli nie kocha. Próbował to przez chwilę ogarnąć i udało mu się. Czuł jak schodzi z niego narkotyk. Tak nagle, jak nigdy dotąd. A ćpał już ho, ho, żeby nie powiedzieć, od czasu zanim atomy znalazły swoje jąderka. Jąderka. Ależ to śmieszne słowo. Jak salaterka albo gierka. Gierka w jąderka. Zaśmiał się, miał ochotę rżeć ze śmiechu, ale nic z tego, zapchał się nagle i puścił strumień lepkiego pawia. Zapomniał, o czym myślał. Ale to nic. Nauczył się pięknej sztuki seksu z myślami. Niektóre doprowadzały go do orgazmu, niektóre jedynie miło łaskotały jego jakże łaknący pieszczot umysł. W każdym razie, po seksie z jedną zaraz wpadała następna na mały numerek. Może by rzec, iż to dziwki, lecz to słowo było jakoś nie na miejscu, na dodatek nie chciały żadnej zapłaty. Nie brały pieniędzy.
Wyglądało to jak orgia. Myśli, obrazy, fantazje, nasuwały się na siebie. Widział siebie jako dzieciaka, bawiącego się z mamą w wannie. Myła jego plecy, stopy, za uszami zmazywała brud, który przyniósł z piaskownicy, w której bawił się w robienie kotletów z koleżanką. Za nazwanie jej bezpłodną dostał kotletem w ucho. Choć oboje nie wiedzieli, co to znaczy. Przypomniał sobie również zapach jego ulubionego czekoladowego szamponu, który pachniał tak cudownie, że miało ochotę się go wypić, gdyż wyobraźnia podsuwała, płynący z matowo brązowej tubki o żółtym otworze, obraz wylewającej się, słodkiej jak marzenie czekolady z wiórkami kokosowymi.
Po chwili myśl ta została zajechana na śmierć przez inną, mniej wyraźną, ale jakby bardziej niepokojącą i smutną. Zobaczył siebie oraz kobietę o pięknej twarzy i oczach siedzących na czerwonej sofie przed dużym płaskim telewizorem, który miał chyba z 300 cali. Na stole między telewizorem a kanapą leżał jeszcze pachnący paragon i gwarancja z IKEI za ów karmazynowy mebel. Dziewczyna odwróciła się do niego, uśmiechnęła i pocałowała, tak pięknie, że aż wzruszająco. Po chwili jej oczy zaczęły świecić. Nigdy nie miał dziewczyny.
Następny obraz przedstawił wszystkich ludzi, których znał. Matkę… kochał matkę. Ale ona go nie lubiła. Ale kochała. Czyli nie kochała, teraz to zrozumiał. Zrozumiał wszystko. Ojca, którego ledwie pamiętał. Ciotka mówiła, że jest on wykapanym ojcem. Chodziło jej pewnie o to, że też skończy tak jak on. Ojciec skoczył z wieżowca, ale nie sam. Z trzema promilami w sobie. Nie lubił ciotki, ale również ją widział. Kolegę z ławki szkolnej. Sprzedawcę w sklepie, w którym zawsze kupował bułki i papierosy, pod koniec liceum. Swojego szefa, jego sekretarkę, czarującego księdza Antoniego, sąsiadów, siebie. Wszyscy coś mówili. On słuchał i płakał, jak noworodek. Obraz przemieniały się jeszcze z setkami innych. Miał wrażenie, że wariuje i jak czegoś z tym nie zrobi, to będzie za późno. Za późno, ale na co?
Magiczny ten tunel. W jednej chwili postanowił, że kończy z ćpaniem. Musiał. A wiadomo, że jak człowiek musi, to nic go nie powstrzyma i sprzyja mu szczęście.
Matka go kochała, ale nie lubiła, czyli kochała. Miłość do syna jest inna niż miłość do obcej osoby. Matka musi kochać. Upadł na kolana, rzygi kapały mu z rąk. Na brodzie zaschły wśród zarostu. Wyglądał jak zasraniec. Zobaczył jeszcze raz te wszystkie twarze, i nagle z oczu wszystkich wypłynęło światło. Twarze zniknęły. Tunel zniknął. On już nigdy nie będzie ćpał. Do końca życia, nawet trawki nie zapali.
Zza zakrętu wysunął pociąg. Ćpun nie miał szans na ucieczkę. Nic z niego nie zostało, poza plamą przypominającą wymiociny olbrzyma.

3.

Są takie bajeczki, mówiące o tym, jak ktoś robi sobie żarty, strasząc czymś innych, a gdy nadchodzi prawdziwe niebezpieczeństwo, nikt w nie nie wierzy, myśląc, że to kolejny dowcip. Nie tyczy się to jedynie głupiego robienia kawałów, ale przecież ma wiele wspólnego z zasadą, że jeśli nic nie stanie się dziesięć razy, to może stać się za tym jedenastym. Dlatego, jeśli warto, zawsze lepiej uważać, przy każdym razie. Biorąc pod uwagę prezerwatywy jak i zmywanie śliskiego mydła ze stóp przed postawieniem nogi w wannie. Lepiej dmuchać na zimne, jak to się mówi. Jednak czasami los tak chce, a może los nie ma z tym nic wspólnego, że nic nie można poradzić i jest już zwyczajnie za późno.
Pociągi to groźne bestie. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Taką bestię trzeba odpowiednio wyczuć. Nie można zapomnieć o tym, ze wozi się nią ludzi. Nie można zapomnieć, że nie wiadomo, co może czekać za zakrętem. Dziesiątki, a może nawet setki razy maszynista trąbił przed każdym zakrętem, nawet, uwaga… pijąc w tym czasie kawę. Chociażby po to, żeby nie przejechać zmęczonej łasicy. Uważał on, że każde życie jest cenne, bo kto wie, czy wszystkie żywe organizmy nie są częścią jednego wielkiego mózgu. Od wiewiórki przez Einsteina po kosmitów. Oni na pewno istnieją, może nawet bliżej niż może się wydawać. Bliżej niż wściekłe wiewiórki. Nie chcielibyśmy, żeby jakaś część jedynego mózgu zdechła, na przykład ta odpowiadająca za umiejętność sterowania pociągiem.
Maszynista po jakimś czasie utwierdzi się w swych przekonaniach, że ten mózg istnieje. Dojdzie również do wniosku, iż ów boski organ pozbawiony jest jednej ważnej cząstki odpowiedzialnej za skupienie i rozwagę. Co za tym idzie wspomnienia, inteligencję, pamięć długotrwałą… ale już w mniejszym stopniu. Podobno ciało nie może żyć bez mózgu, lecz patrząc na niektórych pasażerów, ciężko jest w to uwierzyć. Aż ma się ochotę wszystko rzucić i rozjechać tę łasicę.
Wyglądało to tak:
Puk, puk.
- Tu nie wolno wchodzić. – powiedział kanar.
- Wiem, ale muszę mieć pewność, że dojadę tym pociągiem do Poznania.
- Dojedzie pan. Zresztą trzeba było zapytać któregoś z pasażerów.
- Pytałem. – wydawałoby się, że nic się nie nauczył po tym, jak dobrze dojechał do Kutna. Bez zbędnych przesiadek. – Super kostium.
Kanar nieco się zmieszał. Od kiedy jego chłopak (o czym nikt nie wiedział) go rzucił nie słyszał żadnego miłego słowa. Nikt też nie zwracał uwagi na jego różową plakietkę, do której wsunął swoją legitymację kontrolera biletów. Takich plakietek nie mieli na składzie, musiał sam długo naszukać się po różnych sklepach i hurtowniach, by dostać pasującą do wymiarów legitymacji. Nieznajomy bez wątpienia spojrzał na jego plakietkę, mówiąc to, a kontroler, aż się podniecił z zachwytu. Nieznajomy wyglądał mu na Bogdana. Jego były na imię miał Benedykt. Imiona są magiczne, pomyślał. I nagle zrobił coś głupiego.
- W której klasie pan jedzie?
- W drugiej.
Na usta kanara już cisnęło się zdanie: Oj, biedactwo. Powstrzymał się na szczęście. Nagle zapragnął tak mocno przytulić tego wielkiego (takich lubił) faceta, lubiącego zapewne piwo z zakąskami, o czym mówił jego brzuch. A jego oczy… kosmicznie duże.
- Niech pan wejdzie, napije się kawy, w drugiej klasie nie grzeją. Tu jest ciepło.
- Chętnie, dziękuję.
Wszedł tam, gdzie nie wolno wchodzić zwykłemu śmiertelnikowi bez legitymacji. W tym wagonie, raczej lokomotywie, było mniej miejsca. Przede wszystkim mniej siedzeń. Za to dużo wolnej, niezagospodarowanej przestrzeni. Po jednej stronie siedział na pojedynczym, wysuwanym ze ściany krzesełku facet. Zapewne zmiennik, pomocnik, maszynisty. Po drugiej stronie widniał większy fotel, na którym spokojnie mogły zmieścić się dwie osoby pokroju rzekomego Bogdana. Z przodu siedział maszynista, drzwi były otwarte, więc nieznajomy mógł podziwiać obraz zza przedniej szyby. Może i można przyzwyczaić się do takiego obrazu, bestii sunącej po szynach, widząc to jej oczami, ale bardziej prawdopodobne wydawało się, iż się nie da, i że za każdym razem ów widok zapiera dech w piersiach. Dobry, naprawdę dobry powód, żeby zostać maszynistą.
Kanar z różową plakietką zasiadł na większym fotelu. Czasami kusiło go, żeby zatrzasnąć kierującego pociągiem, siwiejącego, ale miłego gościa, w kabinie i usiąść najmocniej jak się da na kolanach jego pomocnika. Miał piękne uda i zęby…
Usiadł na fotelu w taki sposób, że Bogdan z którejkolwiek strony by nie usiadł będzie musiał go dotykać nogami. Usiadł obok.
- Twoja kawa.
- Dzień dobry wszystkim. – ludzie wyglądali jakby go w ogóle nie zauważyli, jakby zdarzało się codziennie, że zwykły śmiertelnik…- Ale miażdżący widok.
-No. Dzień dobry.
Umysł ćpuna działa na różne sposoby. Niektórzy odlatują, inni są agresywni. Bogdan, doświadczony wżyłodaj, rzadko odlatywał. Był szanowanym dilerem. Jego umysł stawał się zdumiewająco bystry pod dragach. Dzisiaj zrobiłby wszystko, żeby poprowadzić bestię. Jego plan wyglądał następująco. Kanar, który sprawdzał mu bilet wyglądał na pedała. Pójdzie do niego i zapyta dla picu, dokąd jedziemy. Pochwali jego wygląd i nawiąże znajomość. Jeśli szczęście mu dopisze i naprawdę okaże się on innej orientacji, to będzie miał niepowtarzalną szansę dostania się do miejsca, gdzie nie postała stopa zwykłego śmiertelnika. Do paszczy potwora. Lepiej. Do jego mózgu. Wtedy zapyta czy może z bliska popatrzeć jak maszynista prowadzi pociąg. Obieca mu za to, że zaprosi go do domu, żeby pochwalić się swoimi rzeźbami, które chce wystawić na nieoficjalny pokaz pod tytułem: „ Niezorientowane obiekty zidentyfikowane”. Czyli coś dla pedałów i lesbijek. Ten homo - kanar raczej się napali.
I cały plan wypalił. Bogdan, dla kumpli Bidon, który miał syna Bogumiła, także ćpuna, lecz Bidon nawet się tego nie domyślał. Syn nie wiedział o istnieniu ojca. Bogdan przez długi, u przyjaciół od narkotyków, którzy w ostateczności stali się konkurencją musiał upozorować własną śmierć. Do kieszeni pijaczka, odrobinę podobnego do niego włożył swoje dokumenty i zepchnął go z wieżowca, ubranego w dobry włoski garnitur. Pijaczek nie mógł pohamować się z radości, kiedy ludzie Bogdana przebierali go w Armaniego i obiecali niebo, dając mu do tego półtoralitrową flaszkę. Sam skoczył, ale można powiedzieć, że Benedykt go popchnął. Haniebna śmierć dla Bogdana, ale bardzo wiarygodna. Ważne, że teraz stał w transie, w mózgu bestii i podziwiał widok z jej „oczu”.
Zbliżali się do zakrętu. Został niecały kilometr. W tym momencie maszynista zaczął żałować, że nie zamknął drzwi, i że pozwolił kanarowi wpuścić nieznajomego. Zawsze je zamykał, ale dzisiaj akurat pomyślał, że może jednak nie ma sensu, skoro i tak to na nic, a czasami miło jest się do kogoś odezwać. Nieznajomy zaczął napierać jak duże dziecko, że teraz on chce poprowadzić pociąg. Niech go na chwile wpuści, a będą w Poznaniu szybciej niż kura w rosole. Zaczęła się mała przepychanka. Maszynista nie lubił kłótni, ale gdy już musiał, to nie dawał za wygraną. Zwolnił pociąg, wstał z fotela. Bogdan uradował się, myśląc, że zostanie wpuszczony za stery. Niestety, został z wielką siłą wypchnięty za drzwi, które po chwili się zatrzasnęły i dały się ruszyć. Nieznajomy na świętym linoleum lokomotywy mógł teraz jedynie stać i podziwiać obraz zza pleców kierującego.

Maszynista powtarzał w myślach: Pieprzone pedały, kto im pozwolił wpuszczać tutaj obcych. Chciał złożyć skargę na nich, kiedy tylko dojadą do stacji. Chociaż wiedział, że nie zrobi tego, to sama myśl go pocieszała, dlatego powtarzał ją sobie. A może jednak naskarży, a co tam. Przepisy są podobne jak w samolocie. Nikt nieupoważniony nie może przekroczyć świętego progu lokomotywy. A tym bardziej jakiś naćpany śmierdziel, co waży tyle, ile ten cały pociąg. Gdyby takich belbasów było mniej, żaden tramwaj nie spóźniałby się. Musiał przyznać, że trochę się zszokował sytuacją, ale co najgorsze z tego wszystkiego zapomniał o klaksonie. Nie zatrąbił przed zakrętem. A wszystko dlatego, że nie zamknął drzwi jak zawsze.
Wychynął zza zakrętu.

Bogdan, mimo, iż nie żył w bliskich kontaktach z synem, to wiedział jak wygląda, śledził jego naukę i co miesiąc cicho przesyłał mu na konto niezbędne pieniądze. Wiedział, że teraz pracuje, powodzi mu się, i że nie jest kanalią. To, co zobaczył teraz miało go zmienić do końca życia. Musiał rzucić narkotyki. To nie miało sensu. Nawet nie sztachnie się trawką. I choć miał okazję widzieć klęczącego na torach syna jedynie przez sekundę, to wiedział, że jest albo naćpany albo pijany. Nie wierzył, po prostu nie wierzył. Co najdziwniejsze, w jego leciała piosenka Scorpionsów „Still Loving You”.
Bestia pożarła biednego menela, wyglądającego jakby modlił się do świętej lokomotywy, wypłakując grzechy życia ostatnimi łzami, w tej chwili najszczerszymi łzami na ziemi. Niewiele z niego zostało. Pociąg zatrzymał się dwieście pięćdziesiąt metrów dalej. Wstrzymano ruch. Ludzie na stacjach wściekali się, przez opóźnienia pociągów. Maszynista, który zawsze zwalniał na zakrętach, a przede wszystkim trąbił wcześniej ostrzegając przed niebezpieczeństwem, wiedział, że nie rozjechał zmęczonej łasicy, tylko człowieka, młodego menela. Do końca życia nie dowie się, czy słusznie winił Bogdana, przez którego zapomniał o klaksonie, czy siebie, że nie zamknął drzwi, przyznajmy szczerze, z lenistwa. Czy to by coś zmieniło, gdyby któraś z tych rzeczy się nie wydarzyła? To nieistotne pytanie, lecz zadawał je sobie codziennie, dopóki nie utonął cztery lata później we własnej wannie.
Nikt też nie wiedział, że pierwszy drag, który wziął rozjechany Bogumił pochodził właśnie od Bogdana. Gdyby nie to, pewnie nie znalazłby się on pod mostem, a pociąg dojechałby do Poznania, zanim narkotyk przestałby działać na otrzeźwianego w tej chwili ojca ofiary.
I kogo za to winić?

4.

Wysiadasz z pociągu w Łęczycy. Widzisz jeszcze przez okno tego gościa, który pytał cię czy na pewno dojedzie do Kutna. Widzisz jak wkłada do ust kwadratową, podejrzaną pastylkę i uśmiecha się, machając ci. Odwzajemniasz gest i ruszasz do domu. Żałujesz, że nie mogłeś pojechać dalej. Chociaż do Kutna albo do nawet do wspaniałego Poznania. Zazdrościsz temu od „Dzień dobry”, bo wyglądał na miłego kolesia, nie żadnego złodzieja. A takich zawsze spotykają miłe przygody, nie tak jak ciebie, smutne, smętne miasto z tą samą, codzienną monotonią, miasto, w którym nic się nie dzieje. Nawet nie masz pojęcia, jakie masz szczęście, że nic się nie dzieje, i że mieszkasz tutaj, a nie dalej.
Wchodzisz do domu i myślisz… żałujesz, że nie jesteś gościem od Dzień dobry.

Podpis: 

H.H.Urbaniak 02.09.09
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 5 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Bliżej
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami Podejdź bliżej
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.