http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Podróż

Autor płaci:
50

  Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Podróż

Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2533
użytkowników.

Gości:
2533
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 58986

58986

Pojedynek

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-12-02

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Romans/-/-
Rozmiar
16 kb
Czytane
1868
Głosy
16
Ocena
4.91

Zmiany
10-01-23

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: gorzkiblotnica Podpis: Gorzki
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kolejne opowiadanie z początków mojej przygody z pisarstwem. Oryginał napisałem z tyłu zeszytu, bodajże, do urządzeń elektrycznych, kiedy uczyłem się szlachetnego zawodu elektryka.

Opublikowany w:

nie publikowane

Pojedynek

Purpurowy błysk rozdarł ciemność, strzępy trafionej tarczy fruwały jeszcze chwilę w powietrzu. Następny błysk skondensowanej energii i następna ognioodporna tarcza rozlatuje się w chmurze pyłu. Kilka kroków do przodu, głowica wystającego z nad prawego ramienia działka obraca się posłuszna wewnętrznemu sprzężeniu, na końcu lufy wykwita znów ognisty rozbłysk i kolejna tarcza przestaje istnieć wydając suchy trzask, wystrzału nie słychać, lasery działają przecież zupełnie bezgłośnie. Z tyłu otwierają się drzwi. Staje w nich Piotrek. Promień wiodący działka spoczywa na chwilę na jego twarzy.
- Nie wygłupiaj się. Wyłącz to.
Zielona plamka naprowadzania gaśnie. Głowica działka zamiera w bezruchu.
- Poprawiłeś generator?
- Jak widać.- Z za srebrnej przyłbicy kasku ukazuje się nie golona od kilku dni twarz Franka. - Ciekaw jestem gdzie się szlajasz od wczoraj, ty chyba sobie myślisz że APL dokończy się sam. Przeprogramowałbyś przynajmniej podczerwień.
- Co ty. Jest dziewiąta wieczór. Trzeba się zabawić. A zresztą najlepiej przeprogramuj sam, bo potem będziesz miał znowu pretensje.
- Gdzie lecisz?
- Nie chciałbyś wiedzieć - powiedział i już go nie było.
Franek walnął w kąt pracowni odpięty z pleców prototyp, rzucił niedbale na szafę kask. Czasem miał Piotra serdecznie dość. Ciągnął go za sobą od szkoły podstawowej przez studia, aż tutaj do Instytutu Techniki Wojskowej. I tak odwalał zwykle całą robotę. Ale w końcu byli kumplami od zawsze. No i te jego podboje, już stracił rachubę tych wszystkich panienek. A swojego mieszkania użyczał Piotrowi tak często, że na dobrą sprawę, więcej mieszkał w laboratorium niż u siebie.
Podłączył APL do komputera i uruchomił procedurę testowania. Program powoli przeglądał kolejne panele. Nawet go to specjalnie nie interesowało. Zatrzymał chwilę zmęczony wzrok na fotografii wiszącej nad monitorem. Fotografii Anki. Byli razem od dłuższego czasu i uważał ją za kogoś najwspanialszego w swoim życiu. Czasem zastanawiał się, co taka super dziewczyna robi z kimś takim jak on. Złapał się na tym, że chciałby żeby tu teraz była.
Otworzył okno, odetchnął świeżym powietrzem, w którym była jeszcze wilgoć niedawnego deszczu i wtedy ją zobaczył. Anka stała po przeciwnej stronie ulicy, przy budce telefonicznej. Ucieszył się, ale jego radość była krótka. Zobaczył Piotrka wychodzącego z budynku. Przywitali się czule i wsiedli do samochodu.
To mu się zupełnie nie podobało, chwycił kask od APL i pobiegł do windy. Przewidzieć co zrobi Piotr było łatwo. Jego samochód stał pod jedną z knajp. Franek zaparkował po drugiej stronie w niewielkiej przecznicy. Po godzinie zobaczył ją znowu, tuliła się do Piotra, kiedy szli do samochodu. Pojechał za nimi. Piotr zatrzymał wóz na nadmorskim parkingu, razem z Anką zbiegli na pogrążoną w ciemności plażę. Franek sięgnął po kask, Był w nim noktowizor. Ustawił powiększenie. Teraz widział ich dobrze, aż za dobrze. Poczuł jak coś w jego wnętrzu kurczy się boleśnie, potem było już tylko uczucie pustki. Wcisnął pedał akceleratora swego wozu, przetwornica jęknęła protestacyjnie, koła zapiszczały na wilgotnym asfalcie.
Spotkali się nazajutrz w laboratorium, Franek przecenił jednak swoją zdolność panowania nad nerwami. Wytrzymał do czasu, kiedy Piotr z bezczelną miną oświadczył że świetnie się bawił. Pierwszy cios rzucił nim o ziemię. Franek podniósł go i przywalił jeszcze raz.
- Nic mnie nie obchodzą te wszystkie twoje panienki, ale od Ani trzymaj z daleka swoje śmierdzące łapy. Czego chcesz od niej, ty ulizany wypierdku?
Chwycił go za kołnierz koszuli i przemocą posadził na krześle.
- Tego nie robi się kumplowi. Nie widziałeś że było nam razem dobrze? Musiałeś to zniszczyć?
Piotr wypluł krew cieknącą z rozbitej wargi.
- Głupi jesteś, poszła ze mną bo potrzebuje normalnego faceta, a nie świra, który gada do siebie i wierzy w jakieś rycerskie zasady rodem ze średniowiecza. Pewnie teraz wyzwiesz mnie na pojedynek. No nie krępuj się, przywal mi. Zawsze byłeś lepszy, tyle że głupszy. Zawsze harowałeś a ja spijałem śmietankę. A Anka wcale nie jest taka dobra jak myślisz, miewałem lepsze.
- Ty świnio! - Franek uniósł zaciśniętą pięść, by rozgnieść tamtemu ten złośliwy uśmieszek na twarzy, ale zrozumiał że Piotr tylko na to czekał. Zaciśnięte palce rozluźniły się z wolna.
- Pojedynek? Dobrze. Wypróbujemy APL. Na sobie. Jutro o północy w starej elektrowni, ja wchodzę bramą kolejową, ty od ulicy. Na tym świecie jest miejsce tylko dla jednego z nas.
Chwycił kurtkę i wyszedł.
Pomarańczowe światło sodowych lamp ulicznych wciskało się do pokoju przez zaciągnięte żaluzje, rozjaśniając ciemność wewnątrz. Franek leżał na podłodze. Wydawało się że śpi, ale oczy miał otwarte, patrzył nieruchomo w jakiś punkt na suficie. To go zawsze uspokajało. Z przedpokoju dobiegło ciche pukanie. Poderwał się.
- Otwarte.
W drzwiach stanęła Anka.
- Wejdź proszę. Siądź sobie – powiedział zdejmując stos papierów z fotela.
Anka usiadła, patrzyła uparcie w podłogę.
Całą minioną godzinę układała sobie w myśli co powie, teraz w głowie miała pustkę.
- Wiesz już o wszystkim- zaczęła.
Nie odpowiedział.
- Przepraszam że tak wyszło. Powinnam powiedzieć ci wcześniej. Rozumiem, możesz być wściekły. Ale dlaczego wymyśliłeś ten głupi pojedynek? Wiem co to jest APL, przecież ty go zabijesz. A to i tak nic nie zmieni. Kocham go. Proszę cię, zatrzymaj to wariactwo. Jeśli on umrze, to będzie tak jakby dla mnie zgasło słońce i nigdy już nie miało wzejść.
Gdy tu szła, była przygotowana na to, że będzie jej robił wyrzuty. Jednak on nie mówił nic, jego twarz sprawiała wrażenie martwej.
- Powiedz coś.
Spojrzał jej w oczy tym swoim zmęczonym spojrzeniem.
- Wybacz, ale tu nie chodzi o ciebie. – Jego głos także był matowy, zmęczony. - Przecież umawialiśmy się, że możesz odejść kiedy tylko zechcesz. Wiesz, ja wiele razy zastanawiałem się, co taka świetna dziewczyna robi z takim gościem jak ja. Wiedziałem, że ten moment kiedyś przyjdzie. Nie mam do ciebie żalu. Ale Piotr był moim przyjacielem i nie miał prawa mi tego zrobić. Przynajmniej nie w ten sposób. Nie musi wcale przychodzić do elektrowni. Nie przyjdzie, to nie będzie pojedynku. Ja nie stracę honoru, bo to jedna z niewielu rzeczy, jakie mi zostały. - Dłuższą chwilę siedział wpatrzony w jakiś punkt nad jej ramieniem - Idź już, chcę zostać sam.
Wyszła. Widział przez okno jak odchodzi ulicą. W środku czuł tylko pustkę. Sięgnął po szklankę z wystygłą herbatą, szkło rozprysło się z trzaskiem. Z pomiędzy zaciśniętych palców zaczęła sączyć się krew.

Nad placem nieczynnej elektrowni zalegała wilgotna ciemność, przechodząca w zupełną czerń pod dachami opuszczonych hal. Odkąd tu wszedł, wiedział już co zrobić. Najważniejsze było szczęście Anki, choćby to nie było już ich wspólne szczęście.
Chodził już ponad godzinę po tym labiryncie rur i kratownic, niepokojąc Piotra który co i rusz widział zieloną plamkę naprowadzania na swoim ciele. Wiele razy czerwony promień Piotrowego działka znaczył stalowe ściany szramami niecelnych strzałów. Nieraz wzniecał fontanny iskier w labiryncie dźwigarów.
Piotr wiedział, że Franek się z nim bawi. Był jak duch, pojawiał się na chwilę, by zniknąć zanim on, Piotr, zdąży nacisnąć spust. Franek nie oddał jeszcze ani jednego strzału, podczas gdy on naciskał nerwowo spust na widok jakiegokolwiek ruchu w ciemności. W rogu wizjera świeciła cyfra 3, obwieszczająca czerwienią, że po kolejnych trzech strzałach ogniwa zasilające odmówią posłuszeństwa. Bał się.
Zobaczył znów zieloną kropkę naprowadzania, pełzła szybko po ścianie w jego kierunku. Podążył wzrokiem za smugą widoczną w zamglonym powietrzu, Franek stał u wylotu kanału rurociągów, zasłonięty do połowy obłym kształtem zbiornika wodoru. Miał Piotra jak na patelni.
- Dlaczego nie strzela - przemknęło mu przez myśl na chwilę przed tym jak nacisnął spust. Krótki jadowity błysk przeciął powietrze. Resztka wodoru eksplodowała z potwornym hukiem, siejąc wokół szczątkami zbiornika i gruzem. Płomień na chwilę zasłonił wszystko. Gdy opadł kurz, Piotr ujrzał wielką wyrwę w podłodze i to co zostało z APL, leżące na stercie gruzu tarasującego kanał.
W ciemnej perspektywie hali zabłysły latarki. Nadbiegali ludzie z instytutu, którzy czekali przy bramie. Przybiegła też Anka.
- Gdzie Franek? - pytała ochrypłym szeptem.
Spłonął w eksplozji. - Piotr siedział pod ścianą opierając głowę o chłodną, stalową kratownicę. - Mógł mnie trafić ze sto razy. Dlaczego nie strzelał?
- Bo odłączył główne zasilanie. - Stary Więckowski, który pełnił rolę sędziego pojedynku, odrzucił zniszczone APL. - Widać miał jakiś powód żeby cię nie zabijać.
Anka poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy. Musiała stąd wyjść. Chciała być jak najdalej. Wybiegła w ciemność nocy, zaciskając usta żeby nie krzyczeć. Ciemność zaczynała lekko blednąć na wschodzie.

Kilka miesięcy później. Sylwester.

- Jesteś wstrętny – krzyknęła, aż pozostali goście obejrzeli się na nich. To co zobaczyła przepełniło czarę goryczy.
Piotr puścił blond piękność, do której lepił się od początku balu, ujął Ankę pod rękę i rozsiewając wokół czarujące uśmiechy, wyprowadził ją z sali.
- Co ty wyprawiasz? – spytał potrząsając ją za ramiona.
- To ty mi powiedz, o co tu chodzi. Ty wszystkie dziewczyny traktujesz jak przedmioty?
- Za długo byłaś z tym świrem.
To zabolało.
- Nie mów tak o Franku – wymierzyła mu sążnisty policzek i wybiegła tłumiąc łzy które momentalnie napłynęły jej do oczu.
Biegła pustymi ulicami zasnutymi wilgotną mgłą. Czuła się strasznie upokorzona. Teraz dopiero poczuła zimno, była przecież tylko w sukni wieczorowej, palta nie zabrała z szatni. Nie miała ochoty tam wracać, taksówek też nie było na postoju. Brnęła więc przez rozjeżdżony śnieg zalegający ulicę, kuląc się pod podmuchami lodowatego wiatru.
Napastnicy pojawili się nie wiadomo skąd, Jeden z nich zastąpił jej drogę, dwu pozostałych zobaczyła za sobą, gdy usiłowała uciekać.
Jeden z nich wyrwał jej torebkę.
- Nie ma kasy - powiedział wytrząsnąwszy jej zawartość na mokry asfalt.
- Szkoda, ale przynajmniej się trochę zabawimy. Co mała? - poczuła dotyk obleśnych łap i cuchnący tanim alkoholem oddech.
Nie tak szybko. – Zauważyła go kątem oka, był to bezdomny którego często widywała.
Napastnik puścił ją i chciał chwycić jej obrońcę, ten dotknął tylko jego piersi, zaskwierczało wyładowanie z paralizatora zainstalowanego w rękawicy i napastnik runął na wznak z głośnym wrzaskiem. Uderzenie w twarz pozbawiło go przytomności. Dwaj pozostali uciekli.
Anka została sam na sam z nieznajomym. Teraz kiedy minęło napięcie, zrobiło jej się bardzo zimno, usiłowała tłumić drżenie.
Weź to bo mi zamarzniesz. - Wybawca okrył ją swoim płaszczem. Zdziwiła się, płaszcz był czysty, co więcej pachniał tak, jakby używał go któryś z gości ekskluzywnego klubu a nie uliczny włóczęga. W ogóle nieznajomy z bliska nie wyglądał na lumpa, a raczej na kogoś komu zależy żeby inni tak myśleli. Tylko ten głos, chropawy szept, od którego przechodziły ciarki. Zauważył.
- Wybacz mój głos, miałem wypadek i mam uszkodzoną krtań- powiedział
Przyjrzała mu się, w świetle mijanej latarni, zobaczyła że jego broda i długie włosy maskują bliznę pokrywającą prawie pół twarzy.
- Co zrobiłeś tamtemu? – spytała, by podtrzymać jakoś rozmowę.
- Nic mu nie będzie, to tylko paralizator – podwinął rękaw, pokazując długą zapinaną paskami rękawicę bez palców, okutą stalowymi sztabkami i poznaczoną zgrubieniami zamontowanych wewnątrz układów – To taka polisa.
- Masz jakieś imię? Ja jestem Anka.
- My nie mamy imion. Mów na mnie Szrama.
- Dlaczego mieszkasz na ulicy. Przecież jesteś silny, młody?
- Nas nie pyta się „ dlaczego” - odparł. – Ale odpowiem ci. Mógłbym pracować, mieszkać normalnie, ale ja zwyczajnie uciekam.
- Uciekasz? Przed czym?
- Przed tym, co wy nazywacie życiem. Przed zawiścią, zdradą, kłamstwem. Miałem dość tego wszystkiego. Tu odnalazłem spokój – uśmiechnął się. – Takie życie ma swoje plusy, choćby to, że nie mogą mnie okraść, bo nic nie posiadam.
Anka prawie cieszyła się, że jest tu, zamiast tkwić na balu z tymi wszystkimi sztywniakami. Wełniany płaszcz Szramy grzał jak przyjazna istota. Teraz miała wrażenie, jakby znała go od zawsze. Nie przeszkadzało jej, że jest włóczęgą. Spojrzała na niego, szedł pogrążony we własnych myślach. Nieśmiało wsunęła mu dłoń pod ramię.
- O czym myślisz? – spytała
- Wiesz, pomyślałem sobie, że ty musisz być aniołem. Bo co by robiła piękna dziewczyna w balowej sukni sama na ulicy?
- Pokłóciłam się z chłopakiem, to wszystko. Jest beznadziejny, ale umiał zaimponować dziewczynie, no i nabrałam się.
- Nie wszystko złoto...
- Znałam kogoś, kto mówił jak ty, Franka.... – przerwała. – A zresztą...
- Zostawiłaś go a potem żałowałaś. Dlaczego do niego nie wrócisz?
- Chciałabym, ale on nie żyje – po policzku Anki spłynęła wielka łza. – Nawet gdyby żył, nie chciał by mnie widzieć. Wiesz, on mnie kochał nic nie chcąc w zamian. Był dobry, ale tak jakoś nie po ludzku. No wiesz, człowiek zwykle chce czegoś, a on był tak jak.....- nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa.
- Pies...- kiwnęła głową. - Myślę, że gdyby żył, kochał by Cię mimo wszystko. Bo widzisz, to wcale nie prawda, że kochać można tylko z wzajemnością. Najważniejsze jest zawsze to drugie szczęście, choć to czasem boli. Ale on chyba o tym wiedział.
- Tak myślisz?
- Przecież kochać znaczy dawać, a nie brać. Tak po prostu.
- Kochałeś kogoś? – spytała znienacka.
- Wciąż kogoś kocham. Ale nie pytaj mnie o nią.
Szli znowu w milczeniu, Ania spostrzegła że idą cały czas w kierunku jej mieszkania. Przechodzili właśnie obok rzęsiście oświetlonej hali dworca kolejowego. Na ławce przed wejściem siedział starszy mężczyzna. Ubrany był w wypłowiały płaszcz i kolorową czapkę z pomponem. Siwa broda spływała mu miękko na piersi.
- Możemy zrobić sobie własny bal. - Starszy mężczyzna przywitał się ze Szramą.
- Pozwól że ci przedstawię. To Doktor.
- Cała przyjemność po mojej stronie. – Doktor z szacunkiem pocałował dłoń Anki.
- Pan naprawdę jest lekarzem? - spytała z niedowierzaniem.
- Byłem - poprawił doktor.- Dziwi cię to? Wśród nas jest wielu z dyplomami uczelni.
Wskazówka zegara dworcowego przeskoczyła na godzinę dwunastą, nad miasto wystrzeliły barwne fajerwerki.
- Nowy rok. Dla mnie siedemdziesiąty trzeci - powiedział Doktor. – Ciekawe ile ich jeszcze przeżyję.
- Aniu.- Szrama spojrzał głęboko w jej brązowe oczy. – Niech ci dobry Bóg da wszystko o czym marzysz a nawet trochę więcej i niech słońce wschodzi co dzień na twoim niebie.
- Tobie też – przytuliła się ufnie do niego.
- No dzieci – odezwał się Doktor, wydobywając z pod płaszcza zwykłe, tanie wino. - Szkoda że nie mam kieliszków. Ale tak cudownie pić z butelki, gdy za denkiem tyle gwiazd.
Szrama otworzył butelkę, wypili po kilka łyków.
- No na mnie już czas. Do zobaczenia - powiedział.
- Trzymaj się – wymienili z Doktorem i Anką uściski
- Mój dom będzie dla ciebie otwarty, gdybyś nie miał dokąd pójść - zawołała, gdy znikał za drzwiami stacji.
Usiadła obok Doktora na ławce. Jakoś nie chciało jej się wracać do domu. Pomyślała, że to jeden z przyjemniejszych sylwestrów w jej życiu. Czuła znów ten sam spokój i ciepło, jak wtedy gdy była z Frankiem.
- Niech mi pan powie coś o Szramie – zwróciła się do Doktora.
- Wiesz miał wszystko, ale stracił coś najcenniejszego, miłość, dlatego zamieszkał na ulicy. Wiesz on jest geniuszem, Elektronikiem. Jakie cudeńka potrafi zrobić z tych malutkich bebechów, co je wlutowuje z różnego złomu.
- Skąd pan go właściwie zna?
- Znalazłem go, był ranny po wybuchu, mieszkałem wtedy w węźle ciepłowniczym. Wyleczyłem go, choć było z nim kiepsko. Gdybym miał lepsze środki, nie miałby tych blizn na twarzy. Teraz mieszkaliśmy razem w schronie pod elektrownią, mówię ci dziecko, prawdziwy apartament. A wiesz że jego tak naprawdę nie ma? Tak, uznali go za nieboszczyka.
- Gdzie go pan znalazł, wtedy gdy był ranny? – poczuła niepokój
- W starej elektrowni.
- Jak on ma naprawdę na imię.
- Franek.
- On żyje – wyszeptała.
- Ty jesteś ta Anka?- Doktor przyjrzał jej się uważnie. - On ciągle o tobie mówił, gdy leżał w gorączce. Biegnij, bo stracisz go na zawsze.
Pobiegła, prawie bez tchu wpadła na peron, by zobaczyć jak pociąg rusza z basowym wyciem silników. Zauważył ją. Zanim łzy zamgliły kontury, zobaczyła że uśmiechnął się i pomachał jej na pożegnanie.

Podpis: 

Gorzki lata 90
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Legenda o Lerharze Smokobójcy Topielec
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.