http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
331

Człowiek-Wilk

  Wspomnienia wędrowca z lasu, w którym zabłądził  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Franny i Zooey
J. D. Salinger
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Człowiek-Wilk

Wspomnienia wędrowca z lasu, w którym zabłądził

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się II

Klękła jednym kolanem obok mojego boku i przekroczyła mnie drugą nóżką tak że znalazła się tyłem do mnie siedząc na moich

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Zagubiona Jednostka

Ludzie skazani na samotność bardzo często wspominają przeżyte chwile. Osoby chorujące na depresję lub inne choroby psychiczne, robią to sto procent częściej. Chcą wszystko kreować od początku, tym samym dostając kolejną szansę od losu.

Państwo Florek Rozdział VIII-Bankowiec

Kolejny rozdział, w którym ponownie znajdujemy się w szkole. Tym razem przedstawiam proste sposoby manipulowania ludźmi, irracjonalne reakcje w tłumie, konsekwencję działania oraz wpływ autorytetu na innych. Zapraszam to lektury. Zapraszam do świata

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1148
użytkowników.

Gości:
1145
Zalogowanych:
3
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 60468

60468

Doprawdy nic nadzwyczajnego

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-01-31

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Horror/-/-
Rozmiar
16 kb
Czytane
1335
Głosy
11
Ocena
4.41

Zmiany
10-01-31

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Alimak Podpis: Alimak
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Hmm, tym razem opowiadanie, ale nie wiem jaki miało cel napisanie go. Marna fabuła, ale przynajmniej się wyżyłam słownie, miłego czytania ;]

Opublikowany w:

Doprawdy nic nadzwyczajnego

Doprawdy nic nadzwyczajnego. Chwila, drobny moment. Zaplanowałaś to i zrobiłaś, wszystko. Och Inez na litość boską! Przestań się trząść, musisz iść dalej. Za siedem minut zjawi się tu policja i pójdziesz siedzieć. Moja walka w głowie trwała dobrą chwilę. Wlokąc się szarymi ulicami toczyłam bój ze swoim umysłem. Spojrzałam na swoje zaróżowione dłonie, nie mogłam pozbyć się chęci ciągłego wycierania wierzchniej części ręki o swoje czarne, obcisłe spodnie, na których był ślad krwi. Będę musiała je wyrzucić, a tak je lubiłam... Przeszłam w centrum miasta i tam dopiero poczułam się bezpieczna. Odetchnęłam z ulgą , ale w ciąż nie mogłam się zatrzymać. Zmierzałam do domu, raczej do zakładu, gdzie zostałam siłą zatrzymana. Nie chciałam tam wracać, znów czuć na swojej twarzy okalający odór starych ludzi, wymiocin i moczu. Po chwili szybkiego marszu dotarłam jednak przed bramy wielkiego, brudnego budynku. Dochodziły z niego ciche jęki, a ogród był pokryty pożółkłymi liśćmi. Musiałam udać się do frontowych drzwi, nie mogłam pozwolić by ktoś złapał mnie na ucieczce, wtedy od razu cała wina spadłaby na mnie i zamiast siedzieć w zakładzie psychiatrycznym zostałabym przeniesiona do zakładu karnego. Tak jestem Inez Marshee i obecnie jestem ubezwłasnowolniona.
Przechodząc przez wielkie drzwi, zobaczyłam panią Anię, która drzemała na krzesełku pilnując pacjentów – „roślinek”, którzy tylko w przypływie dobrej chwili mieli coś do powiedzenia, a często był to stek bzdur czy pojedynczych słów. Szłam jak najciszej mogłam, chociaż wiedziałam, że kierowniczki zakładu nic nie jest w stanie obudzić. Uodporniła się na hałas po latach pracy w tym zakładzie. Weszłam szybko na pierwsze piętro i zamknęłam za sobą drzwi. Głośno westchnęłam i całkowicie odczułam ulgę. Byłam bezpieczna. W błyskawicznym tempie przebrałam się w czyste spodnie i bluzę. Brudne rzeczy pocięłam w drobne paski. Nikt nie będzie się czepiać wariatki o rozcięte ubrania. To była dobra strona mieszkania tutaj. Rzuciłam się na swoje metalowe, szpitalne łóżko, z którego złowrogo zwisały pasy. Wtuliłam twarz w zniszczoną poduszkę. Leżąc odczułam potężną falę euforii. Inez! W końcu wszystko się udało, czekałaś na to rok, cały rok, dokładnie 365 dni i udało się! Wreszcie tego dokonałaś, zemściłaś się na wszystkich. Wielki uśmiech wpełzł na moją twarz. Oddychałam miarowo, wiedziałam, że za dwadzieścia minut zjawi się pielęgniarka z moimi lekami otępiającymi . Już od dawna ich nie jadłam, nie mogłam pozwolić sobie na otumanianie umysłu. Musiałam mieć czystą głowę by idealnie dopracować swoją zbrodnię. Tak jak myślałam, punkt piętnasta moje drzwi się otworzyły, a w nich stanęła wielka, rudowłosa kobieta. Jej twarz kształtem, przypominała idealnie okrągłą piłkę o różowych bokach. Jej wielkie usta były pokryte ohydnie cukierkowym różem, a powieki aż ociekały fioletowym cieniem do oczu. Przewracając się na plecy pomyślałam, że nigdy nie widziałam pani Sary uśmiechniętej. Jak kobieta o takim imieniu mogła być aż taka zgorzkniała. Ciężkim krokiem podeszła do mojego łóżka. Jej wielkie brązowe oczy wskazywały jednak na to, że kiedyś była miłą dziewczyną. Było mi wszystko jedno więc zdołałam się na odwagę by do niej zagadać, mimo iż nie używałam głosu od bardzo dawna.
- Dlaczego, pani się nie uśmiecha? – Moje pytanie tak bardzo ją zaskoczyło, że aż wypadła z jej tłustych rąk wielka taca z kolorowymi pastylkami. Mój głos wywarł na niej wielkie wrażenie, bo zamiast zbierać rozsypane tabletki, wlepiła we mnie swoje czekoladowe oczy. Westchnęłam w myślach i schyliłam się by zacząć zbierać pigułki. Pielęgniarka dopiero po chwili się otrząsnęła. Pokiwała głową, tak jakby wiedziała, że to jedynie jej wyobraźnia podsunęła jej mój głos. Niestety nie chciałam dać za wygraną.
- Dlaczego, pani się nie uśmiecha? – Ponowiłam pytanie. Sara odskoczyła ode mnie jak oparzona.
- To, Ty mówisz? – Wychrypiała z bezpiecznej odległości ode mnie.
- Tak, cały czas mogłam mówić, tylko nie widziałam takiej potrzeby. – Jej oczy nawiązały kontakt z moimi. Wpatrywałam się w nią tak jakbym pierwszy raz ją widziała, a przecież trzy razy dziennie przez całe dwa lata podawała mi leki.
- Dlaczego, pani się nie uśmiecha? – Wychrypiałam zniecierpliwiona.
- To nie Twoja sprawa. Wracaj do łóżka, zaraz Ci przyniosę nową porcję leków. – Jej wielki tyłek mignął mi przed oczami i zniknął za drzwiami. To nie koniecznie był dobry pomysł z tym mówieniem. Powiedziałam do swojej przyjaciółki mieszkającej u mnie w głowie. Wstałam z podłogi i wdrapałam się ponownie na swoje łoże. Byłam zmęczona emocjami dzisiejszego dnia. Zasnęłam i nie doczekałam się ponownej wizyty pani Sary.
Rankiem w zakładzie, obudził mnie harmider. Był głośniejszy niż zwykle więc zbudziło to moje podejrzenie. Zeszłam ze swojego łoża i podreptałam na korytarz. Połowa pacjentów z podnieceniem chodziła w tą i z powrotem. Wiedziałam, że nikt mi nie powie co się dzieje więc sama musiałam podjąć się misji wywiadowczej. Ostrożnie zeszłam na dół, zaglądając do świetlicy. W środku, na niewielkich plastikowych krzesełkach siedzieli policjanci rozmawiający z kierowniczką. Oblał mnie zimny pot, już miałam się wycofywać gdy usłyszałam za sobą piskliwy głos pani Ani
- Inez, złotko pozwól no, tutaj na chwilę. – Z pokerową twarzą dotarłam do miłych panów policjantów, którzy patrzyli się na mnie z politowaniem. Każdy „normalny” człowiek tak się patrzył na wariatów, z wyższością i politowaniem. Co niektórzy mieli strach w oczach, oni wiedzą, że z wariatami nie ma żartów. Panowie jednak litowali się nade mną, co mnie jeszcze bardziej zestresowało. Stanęłam przed kobietą, która mnie wołała ze spuszczoną głową. Moje ciężkie, długie, czarne włosy opadły mi bezwładnie na twarz. Czułam, że są całe splątane. Z pod kotary, brudnych kudłów zobaczyłam, że pani Ania wymienia dwuznaczne spojrzenie z bliżej siedzącym mnie policjantem. Tak jak by chciała powiedzieć; „A nie mówiłam?”
- Złotko, mam dla Ciebie złą wiadomość- Lekko uniosłam głowę, by lepiej się jej przyjrzeć. Miała autentyczną zmartwioną minę. Wcale nie dodało mi to otuchy. Czekałam aż dalej coś powie, a sekundy tej ciszy stawały się potworną męczarnią.
- Ci panowie przyszli w dwóch sprawach. Pierwsza to…- Kobieta zawiesiła głos, a ja miałam coraz większą ochotą rzucić się na nią by powiedziała to, na co tak czekałam.
- Ech… Złotko tylko się nie denerwuj, ale wczoraj, późnym wieczorem, znaleziono zwłoki Twojego męża. Felix nie żyje, został zamordowany. – Cieszyłam się całą sobą, że moje włosy zasłaniają mój wielki, ohydy uśmiech. Nie mogłam się go pozbyć, byłam dumna z tego co słyszałam. Został zamordowany, nie żyje, odnaleziono jego zwłoki. Jak to słodko brzmi. Pani Ania wyczekała dobrą chwilę bym w jakikolwiek sposób zareagowała na tą informację. Gdy jednak nic takiego się nie stało, westchnęła, pokręciła głową i przeszła do drugiej sprawy, z którą przyszli panowie.
- Więc kolejna rzecz, która wydaje mi się absurdalna to taka, że policja uważa, że możesz być zamieszana w to morderstwo. Spokojnie Złotko, oczywiście to nie może być prawda, przecież doskonale wiemy, że byłaś tu, zamknięta w pokoju. Niestety, panowie bardzo prosili mnie bym zadała Ci to pytanie… Więc Inez Marshee, czy to Ty zamordowałaś Felixa? – Wielki uśmiech zszedł z mojej twarzy. Idiotko, przecież wiedziałaś, że prędzej czy później padnie to pytanie. Odpowiadaj więc tak jak to sobie ćwiczyłaś. Pokręć , że no w końcu tym łbem! Inez w mojej głowie piekielnie na mnie wrzeszczała. Wiem, że powinnam ją usłuchać. Kiwnęłam więc głową, ale na potwierdzenie, że to ja to zrobiłam. Po moim przytaknięciu, sprawy potoczyły się bardzo szybko. Pani Ania westchnęła i złapała się za serce, tak jakby miała zaraz dostać zawału. Policjanci od razu zareagowali wstając i wykręcając mi ręce.
- Będziesz zeznawać? – Szepnął mi na ucho młodszy z policjantów. Wiedziałam, że to jest ta chwila, w której ponownie powinnam się odezwać.
- Będę zeznawać, ale tylko teraz i tu. – Wydukałam. Chciałam żeby mój głos był stanowczy, by nie chcieli podważać moich warunków.
- Dobrze, mamy dyktafon, Pani Ania będzie naszym świadkiem. Dla Ciebie wszystko, Złotko- Ponownie przemówił młodszy policjant, patrząc się na mnie jak na coś do zjedzenia. Mimo, pobytu w zakładzie i zaprzestania dbania o siebie wciąż przykuwałam uwagę i zainteresowanie mężczyzn. Miałam delikatnie zarysowaną talię, długie nogi i spory biust. Oliwkowa cera dodawała uroku moim zielonym kocim oczom. Nawet splątane włosy nie psuły mojej urody. Kiedyś potrafiłam umiejętnie korzystać ze swoich walorów, dzisiaj brzydzę się męskimi spojrzeniami. Starszy policjant rozkuł mnie i ponownie zasiadł na plastikowym krzesełku. Pani Ania prawie, że doszła do siebie, ale siedziała pobladła, wachlując się co chwilę ręką. Nie miałam ochoty stać nad nimi wszystkimi, bezładnie opadłam na podłogę i usiadłam po turecku, tak by wygodnie było mi opowiadać.
- Więc, przyznaje się do winy. To ja wczoraj wykradłam się z zakładu i zabiłam swojego męża, Felixa Marshee.
- Czy masz jakiś poważny powód dla którego to zrobiłaś? – Spytał się starszy mężczyzna, który lekko uśmiechał się z pod swoich krzaczastych wąsów.
- Oczywiście, miałam szereg powodów dla których to zrobiłam. Jeśli panowie pozwolą, opowiem Wam wszystko, tyle ile pamiętam. – Mężczyźni skinęli głową, a pani Ania jeszcze bardziej pobladła.
- Więc, mój mąż zaraz po ślubie otworzył firmę. Z początku była mało dochodowa, ale po jakimś czasie przynosiła wielkie zyski. Byliśmy niebotycznie szczęśliwi, mieliśmy plany, nadzieje. Kochaliśmy się i chcieliśmy powiększyć swoją rodzinę. Wszystko legło w gruzach, gdy Felix coraz częściej odbierał potajemne telefony, miał coraz większe sumy na koncie. Stawał się coraz bardziej tajemniczy. Z początku myślałam, że ma kochankę. Śledziłam go, dociekałam, opłaciło mi się to. Wykryłam romans jego i sekretarki. Nie to jednak było powodem, dla którego wsadził mnie do domu wariatów. Przez przypadek wykryłam jeszcze jego brudne interesy i machlojki. Powiedziałam mu wprost, że pójdę na policję jak z tym nie skończy. Wtedy się dopiero zaczęło… - Na samą myśl tych chwil, przeszedł mnie dreszcz po plecach. Ciężko było mówić o wspomnieniach, z których przez dwa lata próbowałam się wyleczyć.
-Byłam maltretowana, prześladowana, zastraszana. Chciał żebym kompletnie się załamała. Czasami trzymał mnie w piwnicy, gdy raz prawie udało mi się uciec powiedział, że ma dość. Wszedł do kuchni i wziął wielki nóż, myślałam, że to koniec. Byłam pewna, że chce mnie zabić, niestety był zbyt wielkim tchórzem. Złapał mnie za ręce i z całej siły przejeżdżał ostrzem po mojej skórze. Kreska za kreską… Ból był straszny, krew lała się strumieniami. Zrobił mi po trzydzieści pięć nacięć na każdej dłoni, dokładnie tyle ile wtedy miał lat. Zadzwonił do szpitala, myślałam, że może go ruszyło sumienie . Tak bardzo go kochałam, że byłam mu w stanie to wszystko wybaczyć. Niestety nie, zadzwonił do szpitala by powiedzieć, że sama to sobie zrobiłam. Po zagojeniu ran zawiózł mnie do prywatnego zakładu, właśnie tu gdzie się teraz znajdujemy. Nie był w stanie mnie zabić, w razie czego nie chciał siedzieć w więzieniu. Wolał upozorować moje skłonności samobójcze. Trafiłam tutaj, on przyjeżdżał do mnie raz na miesiąc. Odgrywał biednego, załamanego męża. Pod publikę był troskliwy, ale gdy zostawaliśmy sami straszył mnie, że jak wydam go, dokończy swoje dzieło i moje ciało pokryją same takie kreski. Bałam się go, po pewnym czasie w ogóle przestałam się odzywać. Powoli sama zaczynałam wierzyć we własne szaleństwo. Obudziłam się dopiero wtedy, gdy z okna własnego pokoju zobaczyłam Felixa ze swoją kochanką. Szli razem, obejmowali się a między nimi stawiało swoje pierwsze kroki roczne dziecko. Wiedziałam, że jest to ich maleństwo. .. – Z oczu popłynęły mi dwie wielkie łzy, byłam zdziwiona od ponad pół roku nie udało mi się zapłakać. Mimo, iż tak bardzo chciałam z moich oczu nie poleciała ani jedna łza. Wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam swoją opowieść.
- Bardzo go kochałam, ale gdy zobaczyłam ich szczęście, które należało się mnie wstąpiła we mnie fala zemsty. Nie mogłam na to pozwolić. Obmyślałam ten plan od chwili gdy ich zobaczyłam. Rok po tej scenie weszłam do jego mieszkania. Zastałam ich oboje. Siedziała w naszym mieszkaniu jak gdyby nigdy nic. Po prostu siedziała, jak gospodyni tego mieszkania. On oglądał mecz. Felix nie wiedział skąd się u niego wzięłam, był zbyt zaskoczony by przewidywać coś złego. Weszłam spokojnie do kuchni i zaczęłam szukać noża. Ku mojemu zdziwieniu po dwóch latach ten drań nie pozbył się nawet tego przyrządu. Wzięłam go do ręki i po prostu podeszłam od tyłu do tej kobiety. Nie zastanawiałam się czy przeze mnie osieroci dziecko, miałam to gdzieś. Złapałam ją za jej złote włosy i drżącą ręką poderżnęłam gardło. Było naprawdę dużo krwi, myślałam, że mnie zemdli. Musiałam się opanować bo chwilę potem szarpałam się już z Felixem. Miałam naprawdę wielkie szczęście w chwili gdy już prawie wypadał mi nóż z ręki, zapłakało ich dziecko. To wystarczyło, chwila rozproszenia, nieuwagi. Nie zastanawiając się zbyt długo wbiłam z całej siły nóż w jego klatkę piersiową. Nie sądziłam, że potrzeba do tego aż tak dużo siły. Musiałam pomagać sobie drugą ręką. Do tej pory mam przed oczami jego piękną twarz pokrytą grymasem bólu. Padł na ziemię jak długi. Wiedziałam, że prędzej czy później umrze. Nie miałam więc na co czekać. Podwinęłam mu rękawy i wyrżnęłam w jego ciele trzydzieści pięć grubych krech. Tyle miałam powodów do zabicia jego, i tej kobiety. – Mój głos toczył się echem po ścianach pomieszczenia. Moja historia wywarła wielkie wrażenie na moich słuchaczach. Pani Ania, wyglądała tak jakby za moment miała wyzionąć ducha, nawet młody policjant nie patrzył się na mnie jak na coś smakowitego do jedzenia. Wpatrywał się na mnie raczej z przestrachem. Wiedziałam, że od tego momentu w pełni zasłużyłam na miano wariatki. Pierwszy ocknął się starszy policjant. Znów złapał mnie z tyłu za ręce.
- Mamy pani zeznania, teraz zapraszamy do aresztu. – Wychrypiał i zaczął prowadzić mnie do drzwi. Dobrze, że jestem ubrana. Ciekawe jaka jest na dworze pogoda, pewnie pada i zmarznę. Mam nadzieję, że postawili radiowóz gdzieś niedaleko i nie będę musiała marznąć. Gdy dotarło do mnie to o czym myślę, znów się uśmiechnęłam. W takiej chwili przez moją głowę przechodziły takie banalne obawy. Westchnęłam i pokręciłam z rozbawieniem głową. Nagle poczułam, że stajemy. Podniosłam głowę. Tuż przede mną stanęła pani Sara. Jej czekoladowe oczy były nasączone bólem. Miałam ostatnią szansę.
- Dlaczego, pani się nigdy nie uśmiecha? – Musiałam się oto zapytać. Byłam pewna, że nie dostanę odpowiedzi.
- Inez, dlaczego to zrobiłaś? – Jej głos potoczył się echem po mojej głowie. W jej pytaniu nie było nuty oskarżenia. Słychać było jedynie zmartwienie. Zadarłam jeszcze wyżej głowę by wtopić się w jej oczy, po raz ostatni. Nie odpowiedziałam, nie znałam odpowiedzi na zadane przez nią pytanie.
- Właśnie, Inez. Przez to ja też się nie uśmiecham. – To były ostatnie słowa, które skierowała do mnie Sara. Zrozumiałam co miała na myśli. Tak jak ja nie wiedziała dlaczego nie potrafi się uśmiechać. Biedna, poczciwa Sara.
- Inez Marshee, sąd skazuje Cię na karę śmierci. – Takie słowa padły na mojej rozprawie. Przyjęłam je z ulgą i szerokim uśmiechem. Siedząc na krześle elektrycznym śmiałam się z własnej głupoty, śmiałam się na całe gardło. Chcąc udowodnić, że nie jestem wariatką, wpadłam w tą chorobę. Stałam się chorą psychicznie Inez Marshee, przez którą właśnie przechodzi fala prądu. Inez Marshee umiera z nadzieją, że trafi do lepszego świata nie jako wariatka, ale normalna istota.

Podpis: 

Alimak 2010-01-29
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się II Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne? Głupia Sztuka Akt II
Klękła jednym kolanem obok mojego boku i przekroczyła mnie drugą nóżką tak że znalazła się tyłem do mnie siedząc na moich Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)
Sponsorowane: 330Sponsorowane: 310Sponsorowane: 305

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.