http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
204

Miłość z internetu cz. XV - Ania, ja i Arek

  ma ich w całkowitej kontroli. Zmysłowa zabawa  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
Alex
Pierre Lemaitre
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XV - Ania, ja i Arek

ma ich w całkowitej kontroli. Zmysłowa zabawa

Miłość z internetu - czytaj do części XV

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Matura z matematyki

Każdego roku dziesiątki tysięcy młodych Polaków przystępuje do egzaminu dojrzałości, którego jednym z elementów jest matematyka. Opowiadania jest właśnie o tej nieszczęsnej, znienawidzonej przez wielu, królowej wszelkich nauk, czyli o matematyce.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
287
użytkowników.

Gości:
287
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

Książki - wybierz na Ceneo.pl

POZYCJA: 60926

60926

Drugie Dno cz. 1

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
10-02-19

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/-/-
Rozmiar
36 kb
Czytane
1571
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
10-02-19

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: thelinked Podpis: Grzegorz
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ziemia - świeżo wcielony i młody świat galaktycznej Wspólnoty, a właściwie Imperium; Poznaj młodą Meę.

Opublikowany w:

thelinked.pl

Drugie Dno cz. 1

"Wielka podróż zaczyna się od małego kroku"

Mea jest zwykłą 17-nastolatką, mieszka w Koloni Wychowawczej numer 7. Niecały rok temu otrzymała zgodnie z wymogami swój osobisty pokój. Z jednej strony cieszyła się z tego, choć z drugiej doskwierała jej samotność.
Jak co rano wstała z łóżka obudzona automatycznym budzikiem, który dzwoni zawsze wystarczająco wcześnie aby mogła zdążyć na sesje lekcyjne w swojej akademii. Nie lubi poranków. Monotonia i machinalność odbierają jej wolę życia. Kolejny raz musi założyć swój lekcyjny uniform, dokładnie taki sam jak wszyscy uczniowie w mieście, różniący się jedynie numerem akademii. Ma swoje plusy. Dostosowuje się do rozmiarów ciała, dzięki czemu jeden egzemplarz wystarcza na całe edukacyjne życie. Reguluje również temperaturę ciała - nigdy nie jest w nim ani gorąco ani zimno. Dostała go mając 5 lat i ma go nadal mając 17.
Z nijakim wyrazem twarzy stanęła przed oknem, przypominającym szklaną ścianę pokoju i spoglądała na miasto skąpane w promieniach wschodzącego słońca. Przetarła twarz i dotknęła szyby, dwukrotnie uderzając w nią palcem. Powierzchnia bezszelestnie odpowiedziała zmieniając swoją powierzchnię w lustro.
- Znów ty – szepnęła cicho spoglądając we własne oczy. Patrząc w lustro widziała pewnie to co każdy z mieszkańców miasta: piękną twarz, idealne ciało i doskonałe kształty. Była tym znudzona choć podobało jej się własne ciało, zwłaszcza w obcisłym kombinezonie, który podkreślał każdy kształt. „Jak można być pięknym kiedy wszyscy są tacy sami?” Wielokrotnie rozmyślała nad tym jakby to było być otyłym albo niedożywionym, wspominając zajęcia z historii. Codzienną plejadę depresyjnych myśli przerwał komputer mieszkalny.
- Witaj Meo. Twoja poranna dawka GSO jest już gotowa. Czy przyjmiesz ją teraz?
- Daj to. I jeszcze jedno, wyłącz komunikaty głosowe. Nie mam zamiaru gadać z procesorem.
- Rozumiem. Możesz odebrać swoją pigułkę. Komunikaty głosowe wyłączone.
GSO jest mieszaniną odpowiedniej dawki energetycznej, minerałowej, witaminowej i immunologicznej, która służy za główny posiłek każdego człowieka już od ponad stu lat. Przyjmuje postać małej tabletki, którą każdy spożywa raz dziennie.
- Bateryjka – mruknęła ironicznie łykając pigułkę. Bardzo lubiła naturalne jedzenie, jednak w kolonii rzadko podawano takie posiłki, jej natomiast nie było stać na gotowanie własnych dań. Już dawno temu żywność hodowlana czy organiczna stała bardzo drogim i ekskluzywnym towarem. Może gdyby miała rodzinę inaczej by to wyglądało. Mimo wszystko nie zastanawia się nawet przez chwilę nad zakupem owoców idąc koło jakiegoś sklepiku na obrzeżach miasta, jeśli tylko kredyty na koncie na to pozwalają.
Dziś był czwartek. Mea miała wycieczkę do placówki naukowej, w której badano powikłania występujące w zetknięciu z imperialną biotechniką oraz surowcami żywieniowymi. Słyszała od kilku osób plotki jakoby można było tam zobaczyć pracowników Imperium, pochodzących z różnych planet. To intrygowało ją najbardziej a właściwie było jedynym powodem dla którego chciała tam pójść.
Po ubraniu się i „śniadaniu” zjechała windą na dół. Zastała ją jednak niemiła niespodzianka, która zepsuła i tak już nie najlepszy nastrój. Przed wyjściem krzątał się tłum młodych ludzi. Wszyscy w takich samych uniformach jak ona.
- Co się znowu dzieje? – zapytała znajomego młodszego chłopaka.
- Jak to co? To samo co w zeszłym tygodniu. Znów nawaliły bramki. Zdaje się że po raz kolejny utkniemy tu na kilka godzin.
- Cholera, dziś akurat nie mogę.
- Śpieszysz się na zajęcia? Wszystko z Tobą w porządku? – zaczął się śmiać.
- Mam wyjście z grupą. Zależy mi na tym. – odpowiedziała spuszczając głowę w dół jakby czegoś szukając - Głupie bramki, psują się akurat wtedy kiedy powinny działać. Jak na złość. Nie mogli by nas choć raz wypuścić bez rejestru?
- Wiesz że tego nie zrobią. Już było kilka takich sytuacji. Słyszałem że kiedyś w „jedynce” nie mogli ich naprawić i nikt nie wyszedł. Dopiero popołudniu. Wracam do pokoju, nie będę tu sterczał jak kołek.
Nie odpowiedziała mu. Nawet nie zwróciła uwagi kiedy odchodził przeciskając się przez tłum. Kombinowała jak wyjść na zewnątrz jednak wiedziała że nie przekona bezdusznych strażników. Restrykcja ją dobijała. Bezsilność gotowała się ze szczyptą gniewu i złości.
Mea, jak każdy człowiek, miała wszczepiony od urodzenia chip znajdujący się pod skórą, nieco powyżej prawego nadgarstka. Były na nim zakodowane pieniądze, karta tożsamości, karta zdrowia i tak dalej. Zbierał on również informacje o stanie zdrowia, dzięki czemu lekarz mógł zawsze szybko i bezbłędnie zdiagnozować chorobę u pacjenta. Pomimo tych wszystkich niewątpliwych zalet i tak uważała że głównym celem stosowania tych urządzeń jest kontrola. Z drugiej jednak strony, kiedy przypominała sobie zajęcia o ludziach z poprzedniej epoki, o tym jak używali pieniędzy jako papierowych czy metalowych przedmiotów, uśmiechała się pod nosem z zadowolenia. Bądź co bądź nikt nie mógł jej niczego ukraść…
Jednak czasem elektronika zawodziła – tak jak dziś. Każdy uczeń wychodzący z Kolonii w godzinach lekcyjnych musi przejść przez bramki znajdujące się przy wejściu głównym, po to aby zostać zarejestrowany jako osoba, która wyszła na zajęcia. Wracając po szkole również trzeba się rejestrować. Pozwala to Strażnikom kontrolować młodzież, dzięki czemu szybko dowiadują się czy ktoś jest szkolnym uciekinierem, czy może skończył już zajęcia.
Dziś, okoliczności zazwyczaj sprzyjające, przybrały całkiem odwrotną formę. Mea chciała wyjść jak najszybciej żeby nie spóźnić się na zbiórkę. Do przebycia było jeszcze całe miasto a zostało tylko 20 minut.
Po krótkiej chwili coś zakotłowało się przy wyjściu i nagle tłum zaczął przetaczać się przez bramę. Awaria została usunięta. Ludzie niczym krowy zaganiane kijami przelewali się przez wyjście. Po kilku minutach w końcu dotarła na ulicę. To był jeden z momentów, które bardzo lubiła – łyk świeżego powietrza i ciepło słonecznych promieni dotykających jej delikatnej twarzy. Zawsze przystawała na chwilkę przy drzewie obok wejścia aby zadowolić się tą piękną chwilą. Jedyną chwilą, która miała sens każdego ranka. Nie było słychać nic prócz krzyku mew docierającego znad wybrzeża oraz rozmów przechodniów. Miasta zmieniły się bardzo przez ostatnie 200 lat. Z polecenia Imperium cały transport został zepchnięty głęboko pod ziemię, a ulice zamieniły się w zielone trawniki, parki oraz skwery przeznaczone dla mieszkańców. Cisza, czasami przerywana przelatującym z portu statkiem, wypełniała każdy zakamarek metropolii.
Miasto EP13, przez mieszkańców nazywane „Trzynastką”, znajdowało się na kontynencie Europejskim gdzieś na wybrzeżu morza Bałtyckiego. Jak na ziemskie miasta było bardzo duże i liczyło około 300 tysięcy mieszkańców. Mea słyszała że kiedyś najbardziej zaludnione miasta liczyły nawet po 20 milionów ludzi, co było dla niej rzeczą niewyobrażalną. Z tego co wiedziała, aktualnie największa na Ziemi była jej stolica - Cordis wraz z jej prawie 1,5 milionową populacją. Dla niej to i tak stanowczo za wiele. Nie lubi czuć się jak nic nie znacząca mrówka, choć z niesmakiem zdaje sobie sprawę że nią jest.
Chwilę zadumy przerwał krzyk ptaków przelatujących między wieżowcami. Przebiegła szybko przez trawnik i wskoczyła na schody prowadzące do stacji podziemnej kolejki magnetycznej. Zdążyła w ostatniej chwili.
Spoglądając ospale ma przemijające za oknem światełka przemierzała miasto a raczej jego podziemia. Na siedzeniach za nią jakieś starsze kobiety plotkowały o zbliżającym się święcie kolejnej rocznicy wcielenia do Imperium. Ludzie wydawali się tak bardzo zadowoleni i szczęśliwi. Wielu rzeczy nie potrafiła pojąć.
Po niedługiej przejażdżce dotarła do swojej stacji. Spojrzała na zegarek - była spóźniona. Biegiem wskoczyła na schody, które prowadziły wprost na dziedziniec akademii, gdzie była zbiórka. Pod wielkim pomnikiem przedstawiającym pilota w kombinezonie stała grupka kilkunastu osób.
- Pamiętajcie żeby zachowywać się normalnie a nie jak skończone łajzy. Nie idziemy do ogrodu zoologicznego tylko do ośrodka naukowego. To niesamowita okazja żeby spotkać się oko w oko z naukowcami Imperium, którzy pracują nad poprawkami genetycznymi dla chorych – mówiła dumnie nauczycielka, najwyraźniej bardziej podniecona wycieczką niż jej podopieczni.
- I okazja zobaczyć największych idiotów pod słońcem – rzucił ktoś z grupki po czym reszta buchnęła śmiechem.
- Spróbujcie tylko narobić mi wstydu! – pogroziła stanowczo, czym zbytnio nikt się nie przejął – Są już wszyscy?
- Nie ma dzikuski...
- Mówiłam żebyś jej tak nie nazywał.
- Po prostu jest dziwna.
- Ma imię więc z niego korzystaj.
W tym momencie ktoś wbiegł na schody pod pomnikiem, na których stała grupka.
- Jestem już – powiedziała zdyszana Mea, która trafiła idealnie w środek dyskusji o niej samej.
- No wreszcie!
- Jaki tym razem spisek wytropiłaś? – dogryzł jej jeden z „kolegów” z klasy.
- Odwal się – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
Broniła się choć wiedziała że była powszechnie uważana za dziwaka. Jej poglądy (między innymi takie że cały system społeczny w jakim żyją jest sztucznie napompowany) spotykały się z drwinami oraz mocnym ostracyzmem. Nic w tym dziwnego. Jak na tak młodą osobę jej światopogląd wybiegał mocno w przód, kompletnie nie zgrywając się z zainteresowaniami rówieśników. Tak naprawdę miała tylko jednego przyjaciela – Marka. Również outsidera, który jednak swoją neutralnością nie stwarzał sobie wrogów.

Nie przejmując się docinkami, raczej z przyzwyczajenia niż z braku wrażliwości, ciągnęła się trochę z tyłu, za resztą klasy, w przeciwieństwie do niej upajając się każdym drzewem jakie minęła, każdym kwiatem i każdym ptakiem którego śpiew do niej docierał. Nauczycielka zdecydowała że pójdą na piechotę, z czego Mea w głębi serca cieszyła się. Godzinka marszu to nie tak wiele a pogoda była wspaniała. Zadowolenie było tym większe że wybrali drogę wybrzeżem, z którego widać startujące z portu statki. Uwielbiała na nie patrzeć. Przypominały trzmiele, które ciężko podnoszą się z kwiatu aby nagle szybko odlecieć gnane wiatrem.
Po podróży dłuższej niż planowali dotarli w końcu na miejsce. Zanim skręcili z głównej promenady, opiekunka zatrzymała wszystkich aby sprawdzić obecność. Mea odsunęła się na bok i kucnęła na granicy chodnika i piasku, wpatrując się w morze. Fale rytmicznie wylewały się na plażę po czym wracały pośpiesznie z powrotem. Było tak cicho. Z czasem przestała zwracać uwagę na dźwięki grupy. Była tylko ona i wybrzeże.
Chwilę zadumy przerwał niski dźwięk docierający ze wschodu, od którego ziemia lekko drżała. Odwróciła wzrok w tamtą stronę zagarniając włosy za ucho. Wielki frachtowiec towarowy właśnie podrywał się do lotu, unosząc się jakby z wielkim trudem. Wyglądał niczym mały owad, jednak Mea wiedziała jaka dzieli ich odległość – wiedziała jak jest ogromny. Wolno i bez pośpiechu przesuwał się w stronę morza oraz wielkich latarni kierunkowych wystających z wodnej toni a kiedy minął ostatnią z nich, poderwał dziób i prawie pionowo odleciał malejąc w błękicie nieba.
- Mea! - krzyk przywołał ją do rzeczywistości – Idziemy, nie zostawaj z tyłu.
Szybkim krokiem dogoniła resztę. Szła smętna, ze spuszczoną głową, znajdując uciechę w kopaniu leżących na ścieżce kamieni. Nie patrzyła na drogę. Po kilku minutach grupa zatrzymała się.
Znajdowali się na środku zielonej łąki pośród niskich, rozłożystych drzew. Teren otoczony był lasem. Jakieś 100 metrów dalej stał niski, jednopiętrowy biały budynek. Jego bogato zdobiona elewacja przypominała te, które Mea widziała na zajęciach z historii z okresu na długo przed przybyciem Imperium. W każdym razie było w nim coś magicznego, coś co sprawiało że w żaden sposób nie pasował do otoczenia i współczesnej architektury.
Wolnym krokiem stąpali po bajecznie zielonej trawie, zadbanej i rosnącej idealnie równo i gęsto. Rozproszyli się mijając pnie niskich lecz potężnych drzew, które zarastały teren tylko do pewnego momentu – dalej nie było nic prócz łąki rozciągającej się po całym terenie, który powoli podnosił się przypominając niski pagórek, na którego szczycie stał ten dziwny dworek.
Kiedy zbliżyli się ktoś wyszedł im na spotkanie. Mea początkowo wzięła go za człowieka jednak kiedy zmierzał w kierunku grupy szybko zmieniła zdanie. Grupa zatrzymała się. Nikt nawet nie pisnął a nauczycielka niepewnie wyszła przed swoich podopiecznych, wyraźnie zestresowana i zakłopotana. W końcu i on stanął przed nią.
Był mężczyzną lecz na pewno nie ziemianinem. Wzrostem przewyższał opiekunkę o co najmniej pół metra. Przez bardzo długie i jasne włosy spływające na plecy wystawały lekko szpiczaste uszy. Spoglądał na nich swoimi niebiańsko błękitnymi oczyma i uśmiechał się. Nos różnił się od ludzkiego większymi nozdrzami, zaciągniętymi po bokach ku górze. Skóra jego twarzy była prawie biała i odbijała światło słoneczne sprawiając wrażenie jakby cały promieniował dziwnym blaskiem. Jego ciało było bardziej pociągłe i smuklejsze niż ludzkie co potęgowało wrażenie i tak już sporego wzrostu. Lekkie ubranie zdawało się mienić przeróżnymi odcieniami błękitu i bieli oraz kolorów, które ciężko opisać.
Patrzyli na niego jak zaczarowani. Imperialni należeli do wielu humanoidalnych ras różniących się od siebie pewnymi detalami, jednak nigdy wcześniej nie widzieli kogoś takiego. Nauczycielka natomiast doskonale wiedziała że był to przedstawiciel jednej z najbardziej rozwiniętych rasy, które rządziły Imperium – rasy z której pochodził sam Cesarz.
Ogarnął wzrokiem całą grupkę przybyłych, wystawił do nich swą dużą dłoń po czym odezwał się a dźwięk jego słów zdawał się wyprzedzać ich wymowę...
- Witaj – niewyobrażalnie aksamitny głos dotarł wprost do umysłu nauczycielki, która w ułamku sekundy uspokoiła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Następnie zwrócił się do reszty.
- Wy również witajcie młodzicy. Widzę że zauważyliście wyjątkowość i spokój tego miejsca. Są one potrzebne tym, którzy tu przebywają. Pomagamy tu tym, którym zaszkodziła nasza pomoc. Tych, którzy zachorowali przez nasz dar dla waszej cywilizacji i planety. Jest to dla nas ogromnym smutkiem i powodem do wstydu. Wspólnota – gdyż tego określenia używali urzędnicy imperium na jego określenie - nie może pozwolić aby jego mieszkańcy cierpieli z tak podstawowych powodów. Dlatego utworzono takie miejsca przy każdym większym kompleksie mieszkalnym, który nazywacie miastem.
Mea w jakiś dziwny i niewytłumaczalny sposób czuła że głos nieznajomego dociera bezpośrednio do ich mózgów a nie przez uszy, choć ruszał on ustami.
- Proszę was, abyście nie zakłócali spokoju mieszkańców tego miejsca i wykazali się zrozumieniem dla pracy jaką tu prowadzimy.
Choć powiedział dokładnie to samo co opiekunka na zbiórce tym razem nikt nie miał ochoty na żarty. Ciężko powiedzieć czy mężczyzna wzbudzał strach czy raczej niezrozumiały zachwyt. Jedno jest pewne – jego głos hipnotyzował każdego i w niezrozumiały sposób zdawał się docierać do najgłębszych zakamarków ludzkich myśli, sprawiając że ciężko było się oprzeć. Nie było by przesadne stwierdzenie że zrobili by wszystko co by im kazał.
Odwrócił się i lekkim krokiem oddalił się w stronę drzwi wejściowych do budynku. Podążyli bez słowa za nim a kiedy byli już w cieniu budowli, stanął obok wejścia zapraszając ich do wewnątrz gestem dłoni. Grupa zaczęła powoli wchodzić przez wąskie wejście. Wielkie poruszenie wywołały drzwi bez żadnego elektronicznego zamka czy siłownika. Były to stare drzwi na zawiasach, otwierane kluczem i siłą mięśni – antyk.
Mea szła na końcu. Mężczyzna stał przy wejściu i czekał aż wszyscy znajdą się w środku. Kiedy przechodziła koło niego nagle odezwał się.
- Witaj moja droga – jego głos zdawał się nie mieć początku ani końca, jakby nigdy nie zaczął i nie skończył mówić. Zatrzymała się jakby trafiona piorunem i powoli uniosła głowę. Czuła się bardzo zakłopotana obecnością tego...człowieka. Po to tu przyszła. Chciała spotkać prawdziwych naukowców pracujących dla Imperium a kiedy stała twarzą w twarz z jednym z nich, miała ochotę schować się pod ziemię, uciec stąd jak najdalej.
Nieśmiało i ze strachem spojrzała mu w twarz. Miał perfekcyjne rysy twarzy i tak niebieskie oczy jakich nigdy wcześniej nie widziała. Często rozmawiała z Imperialnymi, ale ten był tak inny i wyjątkowo piękny. Jego włosy zdawały się tworzyć jakby białą poświatę, aureolę dokoła głowy. Nie wiedząc jak ma się zachować, w końcu wykrztusiła z siebie dwa słowa.
- Dzień dobry.
- Obawiasz się mnie? – odpowiedział bezgranicznym i miękkim głosem.
- Nie...tak – Mea czuła że nie panuje nad swoimi odruchami. Nie wiedziała jak i czemu ale nie mogła kłamać - Czuję się nieswojo. Czego ode mnie chcesz Panie?
- Uśmiechu.
- Do czego potrzebny ci mój uśmiech? Nawet mnie nie... – i nagle, wypowiadając te słowa poczuła że ten człowiek jest wewnątrz jej świadomości, przeczesując każde jej uczucie i doświadczenie jakby przekładał ubrania w szafie – Co Pan, co Ty wypra... – zdążyła wyszeptać patrząc mu w oczy. Wydawało jej się że znika, tonie w jego spojrzeniu wyjęta poza przestrzeń i czas. Czuła się podobnie jakby kochała się z nim, lecz pozbawiona obciążenia zwierzęcego pożądania. Jej umysł zlał się z jego umysłem. Zamknęła oczy. Uczucia pojawiające się w tej dziwnej przestrzeni stworzonej z dwóch umysłów powoli ubierały się w etykiety, które jej ego mogło zrozumieć.
- Mea, życie każdej istoty jest właściwe w takiej postaci w jakiej jej go doświadcza. Nie miej żalu do losu za doświadczenia jakie Cię spotkały. Nie walcz z rzeką bo i tak nie wygrasz.
Nagle jakby ocknęła się. Coś wyrwało ją z tej błogiej przestrzeni, z poczucia połączenia z kimś jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła.
- Skąd Ty... – nim zdarzyła dokończyć zorientowała się że stoi sama. Gwałtownie rozglądnęła się dokoła myśląc czy nie zwariowała. Stała chwile nie wiedząc co ma zrobić. Po co ktoś Taki, mówi takie rzeczy komuś kogo nawet nie zna? „O co mu do cholery chodziło?” Wystarczyła jeszcze krótka chwila i zapewne zwariowałaby z natłoku myśli, lecz na ratunek przybyła nauczycielka.
- Mea! – usłyszała krzyki dobiegające z korytarza - Tu jesteś. Gdzie ty się włóczysz? Chcesz żebym miała przez ciebie kłopoty? Wiesz że nie wolno się tu kręcić samemu.
- Przepraszam, już idę – powiedziała jakby do siebie, choć myślami krążyła gdzie indziej.
Ruszyli schodami w dół, do windy gdzie stała reszta grupy. Idąc korytarzem zauważyła dziwne obrazy wiszące na ścianach. Różne kolorowe bazgroły nie przedstawiające niczego szczególnego.
- Kto mógł namalować takie głupoty – odezwał się jeden z chłopaków z grupy, kiedy nauczycielka oraz jakiś naukowiec kazali im wsiadać do windy – tak też zrobili.
Zjechali kilka pięter w dół po czym wysiedli. Nastąpiła diametralna zmiana otoczenia. Kameralne wnętrza starego domu zamieniły się w kompleks naukowo-badawczy. Korytarzami błąkali się ludzie w białych kombinezonach, z których większość nie była ziemianami. Tu i ówdzie kręcili się również pacjenci. Ci dla odróżnienia ubrani byli w luźne, naturalne szaty i przede wszystkim wyglądali jak ludzie.
Kiedy grupa ruszyła, Mea odłączyła się nieświadomie zapatrzona w jeden z korytarzy. Nieodparta pokusa kazała jej spojrzeć co jest za rogiem. Personel oraz pacjenci zdawali się nie zwracać na nią uwagi. Wszyscy byli zabiegani. Im bardziej odłączała się od grupy, tym coraz bardziej coś przyciągało ją w głąb korytarza do jakiego się zapuściła. Wyglądał na mało uczęszczany. Po kilku zakrętach zrobiło się cicho i spokojnie. Zaczęła mówić do siebie:
- Cholera, jak ktoś mnie tu znajdzie to mam przechlapane – po czym obróciła się na pięcie i kiedy miała już zacząć wracać w stronę windy, nagle ktoś wybiegł zza rogu i z całym impetem zdarzył się z nią. Obydwoje przewrócili się. Usłyszała dźwięk tłuczonych naczyń.
Zerwała się na równe nogi i spojrzała co się stało. Cała była oblana jakąś brązową substancją. Na ziemi leżał staruszek ubrany w starą koszule i jakieś wytarte spodnie. Już zbierała się do tego żeby mu pomóc...
- Świetnie! Gratuluje. Możesz być z siebie dumna – rzucił niby do niej, choć bardziej sam do siebie, zbierając resztki rozbitego talerza.
- Bardzo Pana przepraszam. Nic się nie stało?
- Zobacz co narobiłaś!
- Ja?! – zapytała nieco zdziwiona choć nadal grzecznie pomimo że kończyła jej się cierpliwość.
- A kto? Może ja? Moje klopsy – mówił czule niczym do dziecka zbierając mięso z podłogi – Co tak stoisz? Może byś mi pomogła!
Lekko zaskoczona dziwnym podejściem staruszka przykucnęła i zaczęła zbierać klopsy i ziemniaki rozrzucone po podłodze. Spróbowała jeszcze raz.
- Naprawdę przepraszam. Nie wiedziałam że wybiegnie Pan...
- Jak się stoi na środku jak ciele to nie ma się co dziwić – mruknął pod nosem starzec.
Nie wytrzymała.
- No przepraszam bardzo, kto na mnie wpadł z tym żarciem?!
- Weszłaś mi pod nogi!
- Ja się nawet nie ruszałam!
- No właśnie, jak ciele! Jakby pociąg na ciebie jechał to też byś się nie ruszyła? Ciele! Widziałaś że biegnę – po czym mruknął do siebie – Kto mi wprowadził do domu krowy?!
- Staruch – burknęła do siebie zbierając dalej ziemniaki – Przecież Cię przeprosiłam. O co jeszcze chodzi?
- O to że dzielę się moim obiadem z podłogą.
Nie odezwała się. Nie miało to najmniejszego sensu. Z jednej strony była zdenerwowana, z drugiej jednak ta komiczna postać wzbudzała u niej sympatię. W końcu odezwała się ponownie.
- Kim jesteś dziadku?
- Głodnym człowiekiem, który właśnie stracił pół obiadu.
- Mea – po czym wyciągnęła dłoń do starca.
Zdawał się nie zwracać na nią uwagi, jednak po chwili podniósł rękę, drugą nadal szperając w resztkach na podłodze. Dziewczyna pochwyciła jego dłoń. Starzec zatrzymał się w bezruchu. Dawno nikt nie uścisnął mu dłoni z taką otwartością i szczerością jak ta młoda kobieta stojąca przed nim.
- Edmund – powiedział po czym spojrzał na nią przymrużonymi oczyma niczym detektyw.
- Miło mi.
- Aha – zamilkł na chwilę po czym kontynuował - No dobra Cielaku, skąd się tu wzięłaś?
- Jestem z wycieczką.
- Z czym?! Ha! To teraz wybierają się tu wycieczki. Niesłychane – znów mówił jakby do siebie.
- Chyba się zgubiłam.
- No to pech.
- Gdzie jest jakaś łazienka? Muszę to zmyć – wskazała na sos borowikowy spływający po jej ubraniu.
- Choć za mną tylko poczekaj! Muszę zebrać do końca.
Mea czuła że darzy tego poczciwego staruszka coraz większą sympatią. Kiedy skończył pomogła mu przełożyć uratowane jedzenie do jedynej miski która się nie potłukła, po czym poszła za nim w głąb korytarza.
- Choć tutaj – wskazał właz na prawej ścianie po czym wcisnął przycisk i drzwi otwarły się – tu są umywalnie. Przemyj sobie ubranie a później Cię odprowadzę jeśli będziesz chciała.
- Jesteś tu pacjentem? – zapytała przecierając kombinezon zmoczoną szmatką. Staruszek odwrócił wzrok jakby unikając odpowiedzi. Po chwili zaczął poprawiać koszulę nie odpowiadając na pytanie.
- Jesteś pacjentem? - ponowiła pytanie tym razem patrząc na niego.
- Co? A ten no czy jestem pacjentem? No pewnie że tak! Tak, tak – parsknął wyraźnie zakłopotany pytaniem. Mea zauważyła że coś jest nie tak.
- Na co jesteś uczulony? Na GSO?
- No tak. Tak jakby.
Dziewczyna spojrzała na niego unosząc ze zdziwienia jedną brew ale nie odezwała się.
- Oj no wsadzili mnie to już kilka ładnych lat temu. Kiedy przeprowadziłam się do miasta to zdecydowałem się na przyjmowanie suplementu – Edmund usiadł wygodnie pod ścianą najwyraźniej przygotowując się do posiłku.
- I?
- I nic.
- Nie rozumiem. Jak to nic? - Mea męczyła staruszka coraz bardziej przekonana że jego opowieść nie trzyma się kupy – Przyjmowałeś i nic?
- No po prostu mi nie smakowało. Niby się to ssie i jakiś tam ekstrakt smakowy jest ale to nie to samo co wgryzać się w smaczne owoce i warzywa! - uśmiechnął się jednocześnie pokazując jej kartofla.
- Wiem bo też wole normalne jedzenie jak każdy ale od kiedy wsadza się za to do zamkniętego ośrodka leczniczego?!
- A coś Ty taka wścibska? – uśmiech zniknął z twarzy staruszka, który najwyraźniej miał dość wywiadu – Może już pójdziesz? Chciałem właśnie zabrać się za jedzenie ale ktoś z uporem maniaka nie bardzo mi na to pozwala – po czym zaczął jeść.
- Spokojnie, tak tylko pytam. Miałam poznać uczulonych ludzi i ich życie. I tak już będę mieć problemy więc chcę mieć chociaż z czego napisać pracę.
- To źle trafiłaś. Nie jestem uczulony – wymlaskał Edmund w wolnej chwili pomiędzy kęsami.
- Co?! Najpierw mówisz że jesteś...
- Powiedziałem „tak jakby”.
- No to „tak jakby” jesteś a teraz mówisz że nie? O co chodzi?
- Czy wy baby zawsze musicie wszystko wiedzieć?
- Tak to już jest – uśmiechnęła się uroczo.
Odłożył talerz i najwyraźniej zmęczony dopytywaniem pokiwał głową na boki, jakby dziwiąc się potędze ludzkiej ciekawości. Po chwili odezwał się szeptem.
- Kiedy przeprowadziłem się do miasta zacząłem regularnie pisywać do jednego z czasopism. Bazgrałem na różne tematy niewygodne dla blondasów.
- Blondasów? - wtrąciła pytająco.
- No dla „Wspólnoty”, jak chlubnie się nazywają. Zazwyczaj dotyczyło to różnych machlojek i mydlenia oczu ludziom. Owszem, mają sporo zasług i wiele zmienili na lepsze, jednak w niczym ich to nie usprawiedliwia. Jesteś jeszcze młoda i mało wiesz – staruszek wyraźnie wczuł się w swoje słowa i zapomniał - Wychowujesz się w czasach gdzie wszystko jest już w miarę ustabilizowane. Nawet za mojej młodości nie było już najgorzej. Ale ojciec opowiadał mi jak doszło do pierwszego kontaktu z Imperium i uwierz mi, nie wyglądało to tak jak uczą was w tych waszych akademiach.
- Czyli...
- No to mam skończyć czy nie? Skoro już zmusiłaś mnie do takich niecodziennych wyznań to posłuchaj do końca. Choć tak naprawdę nie wiem kim jesteś i czego chcesz to w jakiś sposób czuję że twoje intencje są w porządku.
- Nie mam żadnych intencji, nawet cię nie znam.
- Na czym skończyłem? - spytał Edmund drapiąc się po głowie.
- Przyłączenie.
- A tak. No i pisywałem na różne niewygodne dla nich tematy. Z czasem zyskałem dość sporą popularność i to było gwoździem do trumny – zamyślił się poważnie i spojrzał w podłogę. Mea z wielkim zainteresowaniem oczekiwała w napięciu nie wydając z siebie najmniejszego szelestu. W końcu odezwał się znów.
- Dziś się im wyjątkowo udały.
- Co takiego?
- Klopsy. Są wyśmienite, chcesz skosztować? - wysunął talerz w jej kierunku.
- Mów dalej!
- Coś Ty taka niecierpliwa? Na czym skończyłem? – podrapał się po łysinie – A tak! Zyskałem dość sporą grupę czytelników. Zrzeszyliśmy się nawet w związek, który domagał się od Imperium, od „Wspólnoty” odtajnienia wielu tematów. Sądząc po dalszych przeżyciach, moje poczynania nie spodobały się blondasom.
- Coś ci zrobili? - Mea spytała zgorączkowana i zainteresowana tym co słyszała.
- Pewnej nocy obudziłem się w białym pomieszczeniu całkowicie nagi. Z początku byłem całkowicie zdezorientowany ale wkrótce domyśliłem się co jest grane.
- Szarzy?
- Tak. Zabrali mnie na przesłuchanie a właściwie trzepanie pamięci. Po chwili zjawił się jakiś Imperialny. Cenię go za jedno: był szczery. Powiedział jak sprawa wygląda. Albo przestanę albo zniknę, przy czym dodał że zarówno dla mnie jak i dla nich ta druga opcja jest mniej korzystna. Nie chcieli rozgłosu, a zniknięcie osoby, która otwarcie ich krytykowała i nie miała wrogów wśród ludzi z pewnością by go dostarczyło. Usprawiedliwiał się że mnie rozumieją ale nie mogą pozwolić na wyjście na jaw pewnych rzeczy. Twierdził że prawda nie zawsze jest dobra dla zwykłych ludzi i często może działać przeciwko nim. Mówił też coś o tym że chcą dobrze dla Ziemi, tylko czasem do dobrego rezultatu trzeba dojść złym działaniem. Bla bla bla. Nie słuchałem go. Z początku byłem wściekły jednak z czasem przeszło – zamyślił się i zamilkł. Po kilku chwilach odezwał się znów - Z wiekiem zacząłem pragnąć jedynie spokoju, jednak jeśli publicznie bym się wycofał na pewno bym go nie miał. Imperialni zaproponowali żebym ogłosił że jestem uczulony na GSO i muszę udać się na leczenie. Wiele osób posądzało mnie o to że się sprzedałem... Być może ale każdy z nas pragnie tak naprawdę spokoju. Zaproponowali mi osobny pokój w tym ośrodku, trzy naturalne posiłki dziennie i swobodę ruchu po terenie całego kompleksu. Widziałaś ile jest tu lasów i jezior?
- Nie, wchodziliśmy od frontu – burknęła nieco zdezorientowana pytaniem nie na temat.
- Wielkie przestrzenie. Imperium dba o środowisko, to trzeba im przyznać. Wracając do tematu, zdecydowałem że pójdę na te warunki. Mogłem zabrać ze sobą wszystkie moje rzeczy. Tu i tak będę uznawany za wariata, więc nikomu nie zagrażam.
- Trochę ciężko w to uwierzyć. Ponoć uczulenie na GSO wywołuje różne objawy. Muszę przyznać że trochę to wszystko niesamowite.
- To bez różnicy co o tym sądzisz. Mnie to obojętne. Dla ciebie mogę być wariatem lub nie. Ważne kim jestem dla siebie. Zresztą to ty mnie męczyłaś!
- Skoro pomogli nam wyjść z Ciemnych Lat i uratowali przed Reptilianami, skoro chcą pomóc Ziemi to co mają niby ukrywać? Dla mnie wiele rzeczy w tym systemie jest napompowanych ale bez przesady.
- Wszystko co wymieniłaś ma drugą stronę medalu. Dopóki podoba Ci się zawartość twojej szuflady z zabawkami to wszystko jest w porządku. Jeśli jesteś szczęśliwa to nie szukaj niczego na siłę. Żyj tym co masz i co sprawia Ci radość. Ale kiedy zabawki się znudzą lub nie będą sprawiały ci frajdy odkryjesz że szuflada ma drugie dno, pod którym czai się wiele sekretów. Szukaj zmiany dopóki nie poczujesz że jesteś spełniona.
Mea nic nie odpowiedziała. Nie za bardzo wiedziała co ma myśleć o tym dziwnym człowieku. Mówił prawdę czy może puścił wodze starczego urojenia... Spoglądała tylko na Edmunda i głęboko rozmyślała. Dostrzegała w tym człowieku ogromną niezależność. Jego ruchy, ubranie, sposób jedzenia - wszystko to sprawiało wrażenie że nawet jeśli zakuć by go w kajdany to i tak nadal byłby wolny i niezależny.
Pewnie siedzieli by tak jeszcze jakiś czas, gdyby nie...
- Tu jesteś – powiedział ktoś za ich plecami. Przez ciało dziewczyny przeszedł dreszcz a oczy otworzyły się szeroko. Poznała ten hipnotyczny głos i mocno wystraszona obróciła się.
- Nie wiedziałam że ktoś tu jest – ledwo zdołała z siebie wyjąkać kilka słów. Stał przed nią ten sam mężczyzna, który przywitał grupę kilka chwil wcześniej, ten sam który wszedł do jej umysłu.
- Ha! – krzyknął szaleńczo Edmund uderzając się w kolano – Nie przejmuj się Cielaku, On zawsze to robi.
- Co?
- Pojawia się znikąd. Ha ha! – po czym machnął ręką do mężczyzny – Witaj Doctusie.
- Witaj Edmundzie. Widzę że zająłeś się naszym gościem? - delikatnie odpowiedział Imperialny.
- Ale za jaką cenę? Widziałeś co zrobiła z moimi klopsami? – pół żartem pół serio rzucił staruszek.
- Ja... ja nie chciałam – Mea zaczęła potulnie tłumaczyć się przed tajemniczym mężczyzną.
- Nie powinnaś odłączać od grupy – odpowiedział jej – nauczycielka martwiła się o Ciebie.
Nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Mogę to wytłuma... – nagle poczuła dokładnie to samo uczucie, które czuła podczas pierwszego spotkania z nieznajomym. Wiedziała że penetruje każdą jej myśl. Obawiała się że pozna treść rozmowy ze starcem.
- Nie wysilaj się – powiedział z uśmiechem nieznajomy – nie musisz nic przede mną ukrywać – po czym zwrócił się do starca – Edmundzie, odprowadzisz naszego gościa?
- Zobaczymy co da się zrobić, choć będzie cię to sporo kosztowało!
- Doskonale – po czym zwrócił się do Mei – Miło było poznać taką osobę jak Ty.
- Jak ja? - odpowiedziała nieśmiało, nadal mocno wystraszona.
- No już, wystarczy tych grzeczności bo robi mi się nie dobrze – wtrącił złośliwie Edmund.
- Chciałam tylko jeszcze o coś zapytać – odpowiedziała starcowi dziewczyna po czym znów obróciła się w stronę mężczyzny – O co chodziło z tym że...
Lecz nikogo już nie było. Mea rozglądała się tu i ówdzie szukając nieznajomego.
- Co jest grane? Przecież przed chwilą tu był!
- Mówiłem Ci, cały czas to robi, ha ha! – i zaśmiał się szaleńczo jak to miał w zwyczaju - Pora już iść. Obiecałem Doctusowi że Cię odprowadzę i nie mam zamiaru tracić sowitego wynagrodzenia za tą nieprzyjemność - po czym zabrał miskę i zaczął gramolić się do wyjścia z łazienki. Mea wyszła za nim. Kiedy szli korytarzem w milczeniu nie mogła wytrzymać i w końcu zapytała:
- Doctus? Tak się nazywa ten facet?
- Ja go tak nazywam. Oni nie używają imion, rozpoznają się bez tego. Kiedyś powiedział żebym nazywał go tak jak mi wygodnie, zresztą każdemu tak mówi.
- Jak tu wchodziłam to mnie zaczepił. Powiedział do mnie coś dziwnego a wcześniej... nie wiem jak to powiedzieć, ale tak jakby...
- Wszedł Ci do głowy?
- No.
- Cały czas to robi. Oni tak rozmawiają. Doctus mówi że słowa to tylko interpretacja pewnych odczuć jakie pojawiają się wewnątrz. Zamiast marnować czas i czystość tego co chce się przekazać na ubranie uczuć w etykiety, po prostu odczytują je w pierwotnej postaci. Pewnie dlatego powiedział Ci coś „prywatnego”. Młodzi ludzie są szczerzy i nie ukrywają swoich rozterek głęboko w podświadomości, więc pewnie dotarł do nich i poczęstował Cię jakąś radą.
- Radą? Po co udziela rad obcym ludziom?
- Taki już jest, wszyscy oni tacy są. Jest wysoko postawionym naukowcem ale różni się od reszty. Odkąd tu jestem zawsze mi pomagał i przymykał oko na pewne sprawy. Traktuje ludzi bardzo osobiście. Wiadomo że może mieć swoje powody ale przyjemnie jest czuć że ktoś jest z tobą w przyjacielskich stosunkach, a przynajmniej stwarza takie pozory.
Nic nie odpowiedziała. Szli w milczeniu szerokimi korytarzami. Były to inne korytarze niż te, którymi tu dotarła. Edmund znał kompleks jak własną kieszeń więc wiedziała że zaprowadzi ją we właściwe miejsce. Jej głowa wypełniona była setkami różnych myśli. Negatywna w ocenie opowieść staruszka zmagała się z sympatią do tajemniczego mężczyzny, który z nią rozmawiał. Co miała o tym wszystkim myśleć? Jak do tego podejść? Było jeszcze tyle pytań i tematów, które chciała poruszyć. Przybyła tutaj z nadzieją spotkania kogoś wyjątkowego i udało się. Jednak spotkanie wzbudziło w niej jeszcze więcej niepewności, rozterek i wewnętrznych sprzecznośći. Zanurzona w głębinie swoich własnych myśli nie zauważyła kiedy dotarli na miejsce.
- No! Jesteśmy – mruknął staruszek wskazując na windę.
- Gdzie dojadę tą windą?
- Do domu na górze, blisko miejsca gdzie wsiadłaś do głównej windy. Powinnaś bez problemy trafić do wyjścia. Poczekaj tam na twoje stadko. Posłuchaj sobie drzew, pięknie szumią na wietrze – rozmarzył się i wyglądał tak jakby całkowicie zapomniał gdzie się znajduje.
- Dzięki za oprowadzenie.
- O tak, nigdy nikt nie zwiedzał ze mną łazienki. Proszę bardzo.
- I za rozmowę.
- No starczy tego! Zmykaj bo też muszę już iść – wiercił się nerwowo.
- Dobra. Już Cię nie zatrzymuje dziadku. Trzymaj się i uważaj jak będziesz następnym razem biegł z obiadem.
- To i tak twoja wina. No, cześć Cielaku – po czym nie czekając na odpowiedź odwrócił się i poczłapał przed siebie powoli aby zniknąć za najbliższym zakrętem.
- Do widzenia.

Podpis: 

Grzegorz lipiec 2009
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj do części XV Zapach deszczu. Krzyż
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Takie moje wspomnienia. Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.
Sponsorowane: 150Sponsorowane: 21
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.