http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1578
użytkowników.

Gości:
1576
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 60929

60929

Drugie Dno cz. 4

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
10-02-19

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/-/-
Rozmiar
67 kb
Czytane
1542
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
10-02-19

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: thelinked Podpis: Grzegorz
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ziemia - świeżo wcielony i młody świat galaktycznej Wspólnoty, a właściwie Imperium; Dalsza część przygód młodej Mei.

Opublikowany w:

thelinked.pl

Drugie Dno cz. 4

"Wybór jest iluzją stworzoną przez tych, którzy posiadają władzę, dla tych, którzy jej nie mają."

Piszczenie w uszach było nie do zniesienia. Miała wrażenie że ktoś wbija jej w głowę wielką szpilę kompletnie nie zwracając uwagi na to że sprawia to nieziemski ból. Była oszołomiona i całkowicie zagubiona. Zebranie choćby jakiejkolwiek myśli graniczyło z cudem. Był tylko ból i pisk, który powoli przechodził w niskie buczenie a potem szum, cichnąc z każdą chwilą. Kiedy całkowicie znikł, jak przez mgłę zaczęły docierać do niej dziwne dźwięki, których nie potrafiła wytłumaczyć. Wydawało jej się że słyszy jakieś eksplozje i strzały. Wszystko było takie niewyraźne i mgliste, jak we śnie. Bodźce docierające do mózgu gubiły się w czasie, wyskakując ze standardowej chronologicznej linii i płatając rozmaite figle.
Skąd się tu wzięła? Dlaczego jest ciemno? Czy to normalne że nie potrafi ułożyć w głowie żadnej sensownej myśli?
Powoli wszystko przejaśniało się a umysł stawał się coraz bardziej klarowny. Mózg jakby odzyskiwał swoje podstawowe zdolności, powoli rozpędzając normalny tok myślowy. Robił to jednak bardzo wolno i ociężale niczym ruszająca ze stacji lokomotywa parowa. Zaraz za myślami sprawność odzyskiwały zmysły.
Słuch stał się wyraźny a pisk i ogłupienie ustąpiło całkowicie. Teraz słyszała wyraźnie choć wiedziała że dźwięk docierający do jej uszu pochodzi z bardzo daleka i jest ledwo słyszalny. Gdzieś u góry toczyła się walka. Ciszę co jakiś czas przerywały strzały i eksplozje, od których drżało powietrze. Niedaleko przelatywały jakieś ciężkie statki wojskowe i strażnicze ostrzeliwujące nieznany cel.
Nagle potężna eksplozja, o wiele bliższa od tamtych rozdarła powietrze ogłuszającym hukiem. Twarde podłoże zadrżało bardzo wyraźnie i odczuwalnie. Coś przemieściło się pod plecami Mei.
Kurz i kamienie obsypały jej twarz. Otworzyła nagle oczy, wracając całkowicie do świata żywych. Momentalnie ogarnął ją strach a już chwile później panika. Pomimo że rozglądała się dokoła nie widziała absolutnie nic. Docierały do niej jedynie cichnące dźwięki bitwy, która najwyraźniej toczyła się gdzieś nad nią. Podniosła głowę i uderzyła o jakąś betonową powierzchnię. Nie mogła się ruszyć. Próbowała wyciągnąć rękę lecz daremnie. Coś bardzo ciężkiego uniemożliwiało jakikolwiek ruch. Kurz co chwila zasypywał oczy. Zaczęła kaszleć i dusić się. Jakiś stalowy pręt kuł jej plecy przez co cały czas musiała trzymać talię w napięciu. Każda próba poruszenia jakąkolwiek częścią ciała kończyła się fiaskiem. Była bezsilna. Postanowiła ze wszystkich sił odepchnąć się nogami od czegokolwiek co mogło się pod nimi znajdować. Jednak coś było nie tak. W jakiś dziwny sposób nie mogła wyczuć żadnego mięśnia. Jej bodźce leciały w próżnie.
- Moje nogi – wykrztusiła z siebie czując że zaczyna panikować i oddychać coraz szybciej – Nie, nie, nie! – szamotała się jeszcze chwile nie mogąc pogodzić się z faktem że nie czuje nic od pasa w dół.
- Kurwa drgnijcie choć odrobinę, drgnijcie! Błagam, proszę....- wystraszona i zdezorientowana zaczęła płakać. Była tu absolutnie sama. Pozbawiona jakiejkolwiek pomocy, zakopana pod gruzami i czekająca na powolną śmierć. Miała ochotę krzyczeć lecz brakowało jej miejsca i powietrza żeby napełnić płuca. Mimowolnie zaczęła panicznie oddychać, coraz szybciej i szybciej. Łzy spływały po policzkach i wpadały do ust, niosąc ze sobą smak kurzu i kamiennego pyłu zgarniętego z twarzy.
W pewnym momencie potężna eksplozja wstrząsnęła wszystkim dokoła. Huk był tak głośny że Meę zabolały uszy. Coś wielkiego runęło rozbijając się gdzieś nad nią. Wszystko trzęsło się i drgało, trzaski obsuwających się kamieni i giętej stali zdawał się zbliżać z każdą chwilą. Zaczęła instynktownie krzyczeć szarpiąc się na wszystkie strony. Jakiś kawał metalu uderzył w gruzy bezpośrednio nad nią. Zamilkła w oczekiwaniu. Wszystko ucichło.
Słyszała jedynie małe kamyczki sypiące się wszędzie dokoła. Czuła że powietrze wypełniło się pyłem. Jakiś kawałek betonu zaczął powoli obsuwać się pod ciężarem napierających z góry szczątek. Znów zaczęła się szamotać. Obniżający się blok kamienny powolutku dotykał jej brzucha, coraz mocniej na niego naciskając. Ból stawał się coraz silniejszy. Choć każde napięcie przepony było niczym tortura, nie mogła dłużej czekać.
- Ratunku! Pomocy! – krzyczała przez łzy skracając coraz bardziej oddech – Tutaj jestem! Błagam niech mnie ktoś usłyszy – szeptała do siebie po czym znów krzyczała - Pomocy! – a wrzask przeplatał się z płaczem. Wytężała głos coraz mocniej. Traciła siły i czuła że niedługo nie wyrzuci z siebie już ani jednego dźwięku.
Mimo wszelkich starań odpowiadała jej jedynie cisza. Była sama.

***

Dwa dni wcześniej

Doctus spoglądał na puste płótno, chwytając drewniany pędzel i maczając go w zielonej farbie. Choć tło wyglądało na białe, on starał się dostrzec w nim esencję własnych uczuć. Widział o wiele więcej niż jakikolwiek człowiek. Widział w nim nieskończoną liczbę obrazów, które chciał namalować. Na wyciągnięcie ręki był wariant, który najbardziej mu odpowiadał.
Na parapecie usiadła sikorka ruszając szybko swoim małym łebkiem jakby chciała dokładnie zobaczyć wszystko co działo się w pokoju. Lutarian spojrzał na swojego gościa po czym wystawił rękę. Ptak błyskawicznie poderwał się do lotu by zaraz wylądować na jego wielkiej dłoni. Początkowo jakby wystraszony, już po chwili zaczął beztrosko czyścić pióra.
Przyglądał się, odczytując z jej ruchów esencję istnienia całego ziemskiego ekosystemu, czując jednocześnie swoja potęgę i przewagę względem bezbronnego ptaka a zarazem swoje zacofanie i niższość.
Sikorka nagle poderwała główkę i błyskawicznie odleciała wystrzeliwując z okna niczym pocisk. Doctus zamknął dłoń i odwrócił się.
- „Witaj” – przesłał uczucia do kobiety stojącej przed nim. Spojrzała na niego uśmiechając się i odpowiedziała w milczeniu.
- „Witaj bracie. Dobrze znów cię poczuć” – przekazując do niego esencje własnych myśli ukłoniła się i wystawiła przed siebie swoją dłoń. Doctus również wysunął swoją rękę aż obydwie spotkały się w geście powitania.
Jeśli człowiek spoglądałby na tą scenę dostrzegłby dwie milczące postaci stykające się jedynie powierzchniami swoich dłoni. Jednak w tym milczeniu kryło się więcej konwersacji, więcej wymiany czystej informacji niż w kilkugodzinnej ludzkiej dyspucie.
- „Cieszę się że przybyłaś. Nie wiedziałem że tak przychylnie odpowiesz na moją dość wygórowaną prośbę. Zwłaszcza że warunki panujące na tej planecie mogą być dla ciebie dość niewygodne.”
- „Mistrzu, zawdzięczam ci całe moje życie. Jakże mogłabym odrzucić twoją prośbę? Ofiarowałeś mi siebie a ja miałabym być nieczuła na twoje potrzeby i plany? Nie. Każda rola w poczynaniach, które są owocem twojego nieprzeniknionego umysłu jest dla mnie kolejną nauką” – odpowiedziała a istota wypowiedzi emanowała oddaniem i zapałem.
- „Spokojnie moja droga. Jesteś młoda i wiele jeszcze musisz się nauczyć. Choć z drugiej strony twój wiek i natura będą wielkim atutem, jeśli zgodzisz się pomóc mi w tym zadaniu.
- „Jestem gotowa aby spełnić to o co poprosisz!” – jej emocje buzowały na wszystkie strony. Młody umysł pełen był ambicji i chęci przygody. Doctus uśmiechnął się jakby napawając się świeżością i zapałem tej kobiety, choć zdawał sobie sprawę z braku jej doświadczenia. Był otwarty w swoich rozważaniach więc jego gość szybko wyczuł te przemyślenia. Ponownie przekazała uczucia.
- „Masz rację, jednak obojętne o co mnie poprosisz będzie to również kolejna lekcja dla mnie, kolejne wyzwanie. Warunkami się nie przejmuj, zdążyłam się już przyzwyczaić. Jedynie Gwiazda Matka jest tu sroga ale i z tym sobie poradzę” – a przekazując to jej myśli krążyły wokół środków jakie przedsięwzięła aby funkcjonować w ziemskim środowisku, dzięki czemu Doctus błyskawicznie wiedział o co jej chodzi. Mieli już kończyć kiedy zmierzył ją od stóp aż po czubek głowy, tym razem ukrywając swoje uczucia przed młodą kobietą. Ta nie mogąc wyczuć jego intencji uśmiechnęła się zalotnie i spojrzała na niego dwuznacznym wzrokiem, kumulując w sobie dużą dawkę przepełnionego humorem flirtu.
Długo trwali w stanie zawieszenia emocjonalnego, które człowiek mógłby porównać do momentu ciszy w rozmowie. Nagle obydwoje wybuchli gromkim wewnętrznym śmiechem. Doctus uwolnił swoje intencje a ona błyskawicznie odpowiedziała.
- „Uważasz że będzie to konieczne?”
- „Ludzie to jeszcze młoda rasa. Zostało w nich wiele nawyków z poprzednich epok a wstyd jest jednym z silniejszych. Do tej pory noszą ubrania aby zakryć miejsca uznawane za nieodpowiednie do publicznego pokazu, choć od dawna pokazujemy im że są jedynie elementem praktycznym i dekoracyjnym” – a przekazując te informacje jednocześnie jego umysł krążył wokół jej kroku, pośladków oraz piersi.
- „Rozumiem, jednak nikt nie każe im z tego rezygnować.”
- „Jeśli nie założysz choć skromnego okrycia będziesz zbyt mocno zwracać na siebie uwagę, choć i tak tego nie unikniemy. Ziemianie rzadko widują gomorian, jak nazywają was w swoim języku, więc będziesz swego rodzaju egzotyką” – spojrzał na nią znów i po chwili kontynuował – „A na dodatek egzotyką bardzo atrakcyjną według ich instynktów, pomijając mocne różnice.”
Kobieta wybuchła emocją rozbawienia odpowiadająca ludzkiemu śmiechowi. Lutarian szybko przekazał jej aby uzewnętrzniła tą emocję najbardziej jak tylko potrafi. Aby przekazała ją na zewnątrz za pomocą strun głosowych po czym sam zaczął śmiać się na głos otwierając usta.
Patrzyła na niego jakby rejestrując to co czuje podczas takiego zachowania i już po chwili sama zaśmiała się używając dźwięku. Doctus śpieszył z wyjaśnieniem.
- „W ten sposób lepiej cię zrozumieją. Wielu z nich do tej pory komunikuje się jedynie głosem i mimiką. Poćwicz ich komunikaty, ich język, będzie ci to potrzebne.”
Kobieta wyeksponowała swoją emocjonalną aprobatę ale już po chwili uśmiechnęła się i powiedziała na głos nieco sztywno i twardo.
- Rozumiem – nie wytrzymała jednak zbyt długo i znów jakby wybuchła rozbawieniem w swoim wnętrzu – „To takie zabawne i zarazem ciężkie. Przecież tak nie da się niczego przekazać! Naprawdę muszę poćwiczyć.”
I już miała udać się w stronę wyjścia kiedy poczuła że Doctus znów krąży myślami wokół jej ciała. Spieszyła aby go uspokoić.
- „Pamiętam, postaram się coś znaleźć choć i tak mam na sobie ‘skórę’.”
- „Twój kombinezon dla ich oczu niczym nie rożni się od nagiego ciała. Jeszcze raz dziękuję ci za to że zdecydowałaś się pomoc. Jestem twoim dłużnikiem.”
- „Zatem oczekuj że pewnego dnia i ja cię o coś poproszę. Udam się teraz na spoczynek i naukę tego śmiesznego pomrukiwania. Nocą odwiedzę tutejsze lasy.”
- „Niedługo opowiem ci o Niej i będziesz mogła zacząć” – odpowiedział zakańczając wymianę myśli uczuciem wdzięczności i kłaniając się delikatnie.
Kobieta również pożegnała się i wyszła. Cała „rozmowa” trwała może minutę według ludzkiej miary czasu. Transfer uczuć jest czymś czego nie da się porównać do rozmowy głosowej. Kiedy ludzie starają się ubrać swoje idee w obrazy czy nazwy a następnie przełożyć je na etykiety językowe i wypowiedzieć, bardziej rozwinięte umysły galaktyki tworzą jakby swoją przestrzeń do której przelewają idee w czystej postaci, mogąc przekazać niewyobrażalną ilość informacji w postaci zawsze doskonale zrozumiałej.
Doctus znów chwycił za drewniany trzonek pędzla po czym wykonał pierwsze pociągnięcie. Płótno odpowiedziało sprężyście a na parapecie znów wylądowała sikorka ćwierkając radośnie. Spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- „Wybacz że ktoś nam przeszkodził mój mały Mistrzu...”

***

Strażnik oglądał coś w holowizji kiedy przez bramkę przeszedł pewien starszy jegomość ubrany w śmieszne odzienie. Wszystko było by w porządku gdyby nie niepokojący fakt jaki dopiero po chwili dotarł do świadomości odźwiernego zapatrzonego w ulubiony program dokumentalny. Bramka, która zawsze odpowiada cichym piknięciem kiedy przechodzi przez nią człowiek, tym razem milczała w najlepsze. Może gdyby była to godzina wejścia czy wyjścia mieszkańców kolonii ten incydent zostałby niezauważony ale nie w spokojne niedzielne popołudnie, kiedy tylko pojedyncze osoby lub małe grupki opuszczają budynek.
Poderwał się z krzesła po czym krzyknął w stronę dziwaka stojącego w holu i rozglądającego się jakby czegoś szukał.
- Przepraszam bardzo, czy mógłbym prosić Pana o ponowne wyjście i wejście?
- Co?!
- Czy może Pan jeszcze raz wyjść i wejść? - powtórzył wyraźnie oddzielając słowa i wskazując palcem w kierunku wejścia.
- A po jaką cholerę? - odpowiedział zdziwiony staruszek wykrzywiając grymaśnie twarz.
- Bramka nie zarejestrowała Pana numeru, proszę o ponowne przejście – odpowiedział tym razem mocniejszym tonem kierując się w stronę nowo przybyłego.
Staruszek odwrócił się i z rękoma w kieszeni swoich dżinsowych spodni spojrzał na gorączkującego się ciecia, który maszerował w jego kierunku.
- Mam przejść tamtędy jeszcze raz? - spytał wskazując bramkę i zarzucając długie siwe włosy na plecy – Cholera nie masz jakiejś klamry do włosów? Znów gdzieś podziałem swoją.
- Nie mam. Tak, proszę jeszcze raz przejść przez tą bramkę i nie udawać że mnie Pan nie słyszy – warknął zdenerwowany.
- Spokojnie synku, nie takim tonem bo ci żyłka pęknie – i zaśmiał się w charakterystyczny dla siebie sposób.
Strażnik nie wytrzymał, zbliżył się i mocnym szeptem wydedukował.
- Albo przejdziesz przez tą pieprzoną bramkę albo porozmawiamy inaczej, zrozumiano?
Edmund tym razem nie odpowiedział i jedynie kręcąc głową ruszył z powrotem w stronę wejścia. Wyszedł na ulicę, podciągnął spodnie po czym obrócił się i znów przeszedł przez bramkę, która i tym razem nie odpowiedziała żadnym dźwiękiem. Strażnik wyraźnie zdziwiony podszedł do urządzenia i sam przez nie przeszedł sprawdzając czy nie jest uszkodzone. Usłyszał ciche piknięcie.
- Coś tutaj nie gra. Kim jesteś? - zaniepokojony rzucił w stronę starca.
- Reptilianem, zadowolony? Zaraz cię zjem – i znów zaśmiał się szaleńczo po czym ruszył w stronę recepcji.
- Stój! - krzyknął wyraźnie rozdrażniony całą sytuacją odźwierny – Podaj swój numer personalny!
- Widzisz, jeszcze nie zdążyli mnie zakolczykować – krzyknął od niechcenia Edi mając w głębokim poważaniu rozkazy strażnika, który najwyraźniej nie wiedząc co ma zrobić sięgnął po broń ogłuszającą.
- Mówię ostatni raz, stój! Stój bo... - nie zdążył jednak dokończyć kiedy przeszył go paraliżujący dreszcz. Coś kazało mu puścić broń, co natychmiast zrobił i obrócić się o 180 stopni. Stało przed nim dwoje imperialnych w błękitnych kombinezonach. Kobieta nie zwracając na niego uwagi ruszyła w stronę Edmunda natomiast mężczyzna powoli przekręcił głowę i spojrzał na niego chłodnym wzrokiem.
- „Ten starzec jest z nami, zrozumiałeś?” - strażnik poczuł naładowane pogardą słowa wewnątrz własnego umysłu. Mocno wystraszony zdołał z siebie wyjąkać skromną odpowiedź.
- Oczywiście Panie. Wybacz mi, nie wiedziałem. Po prostu...
- „Zamilcz!”- przekazał imperialny po czym ruszył w stronę swojej towarzyszki i starca, którzy stali przy ladzie recepcyjnej. Odźwierny skulony niczym skarcony pies zabrał broń, umieścił w kaburze i bez słowa, spoglądając co jakiś czas w stronę tajemniczych gości schował się za swoim biurkiem.
Kiedy cała trójka była w komplecie kobieta odezwała się na głos.
- Nie musiałeś być tak agresywny w stosunku do tego człowieka. Wykonywał to co mu rozkazano.
- Właśnie. Nienawidzę prymitywnego posłuszeństwa. Gdyby wykazał się choć odrobiną intuicji porozmawiałbym z nim inaczej. Już małpy są bardziej rozumne niż te chodzące kawałki mięsa – i skrzywił twarz w wyrazie pogardy i niezadowolenia spoglądając w stronę strażnika.
- „Uspokój emocje kochany” - przekazała za pomocą uczuć kobieta - „Czy ta mała istota jest zdolna wyprowadzić Cię z równowagi? To on go sprowokował” - jej myśli krążyły wokół Edmunda.
Staruszek podpierając ręką głowę spojrzał na nich z profilu, jakby pytającym wzrokiem. Kiedy zorientował się że o nim mowa odwrócił się cały i rozłożył dłonie.
- Oj no wystarczy, przecież nic nie zrobiłem. Zapomniałem że bez kolczyka jest spore zamieszanie i tyle.
Kobieta z uśmiechem pochyliła mocniej głowę jakby domagając się reszty wyznania. Edmund przewrócił oczami i z wielkim trudem wykrztusił z siebie.
- No dobra i trochę się z nim podrażniłem, zadowolona? Czego się dziwicie, taki kawał czasu ludzi nie widziałem, tylko sami wariaci no i wy – chwycił się za brodę i jakby zamyślił by po chwili skwitować – Choć to na jedno wychodzi, bez urazy. A Ty daj mu spokój Antilusie. Jesteście świńskimi hipokrytami – po chwili poprawił się – No może nie wy konkretnie ale cała reszta wesołej wspólnotowej kompanii. Nie wyżywaj się na człowieku za to że jak piesek spełnia polecenia, które sami wymyśliliście.
Nordyk uniósł brwi przyznając rację starcowi. Na widok tego gestu kobieta uśmiechnęła się i położyła rękę na ramieniu Ediego by po chwili zwrócić się do recepcjonistki.
- Chcemy porozmawiać z dyrektorką matką. Poinformuj ją o naszym przybyciu.
- No! I tak się z nimi postępuje – szepnął staruszek puszczając oczko do młodej recepcjonistki i wskazując kciukiem za plecy na swoich imperialnych towarzyszy, którzy już chwilę temu skierowali się do windy.
- Edmund!

Mea kończyła właśnie czytać kolejną stronę zapisków jakie otrzymała od Edmunda a które dostarczył jej ponad tydzień temu Doctus. Przekręciła się na drugi bok i podciągnęła wyżej pościel. Słońce wlewało się do pokoju złotymi strumieniami, rozświetlając okno niczym wielki iskrzący panel.
Od Święta Systemów Przyłączonych minął już ponad tydzień a ona nadal nie mogła przestać myśleć nad dziwnym stanem w jaki wpadła po skończonym przemówieniu Cesarza. Choć po wyjściu z audytorium oddała się zabawie, która opanowała wszystkie główne ulice miasta i trwała do samego rana, już następnego dnia rozmyślenia i obawy wróciły. „Co Doctus miał na myśli?”, „Dlaczego nie wyjaśnił tego wprost?”, „Co się ze mną ostatnio dzieje?”
Choć strony zapisów sesji pochłaniały ją bez reszty, to kiedy tylko robiła coś innego szaleńcza debata powracała do jej umysłu by wykańczać ją wolno niczym tortury. Tydzień zleciał jej na zajęciach, nauce oraz czytaniu. Bardzo chciała znów spotkać się z Doctusem choć zdawała sobie sprawę że jest całkowicie zdana na łaskę losu i dyrektorki matki, która skrupulatnie przestrzegała swoich postanowień. Areszt domowy musiał dopełnić się w całości.
Wiele razy chciała skontaktować się z nim przez sieć, jednak szybko przekonywała samą siebie do bezsensowności tego pomysłu. Co mu powie? Przywita się? Poprosi żeby ją przytulił? „To bez sensu! Co ci chodzi po głowie?” karciła siebie za każdym razem kiedy znów zastanawiała się nad jakąkolwiek formą kontaktu. Wstydziła się również tego że tak naprawdę bardziej niż z nim, miała ochotę spotkać się z informacjami jakie posiadał. Była żądna wiedzy, choć kilkukrotnie przyłapała się na tym że zbytnio ufa w to co mówi, że zbyt wiele przyjmuje na słowo nie starając się tego w żaden sposób sprawdzić.
Uniosła nogami pościel i zrzuciła ją z łóżka. Pełna energii zeskoczyła na podłogę i schowała zapiski pod łóżko. Podbiegła do okna aby spojrzeć na błękitne niebo i złociste słońce połyskujące nad iglicami wieżowców. Ciepło ogrzewało jej nagie ciało. Zamknęła oczy i przestała myśleć. Było tylko ciepło muskające jej skórę.
- Jaśniej, maksymalna przejrzystość – szepnęła z uśmiechem na twarzy. Odpowiedziało jej cichutkie piknięcie a szklana ściana stała się całkowicie bezbarwna, sprawiając wrażenie jakby wcale jej nie było. Słońce jeszcze intensywniej przytuliło ją swoimi promieniami. Uniosła lekko powieki. Oślepiona długim wpatrywaniem się w gwiazdę przez zamknięte oczy, miała wrażenie że świat stał się jednym wielkim morzem światła. Wszystko było na swoim miejscu, jednak jakby wyraźniejsze było zrozumienie że nie ma nic oddzielonego, że wszystko jest tym samym.
Choć od dłuższego czasu miała otwarte oczy, dziwny sposób w jaki postrzegała miasto nie ustępował. Było to o tyle dziwne że już dawno jej oczy powinny się przystosować a tymczasem nadal widziała jedynie wielką świetlną przestrzeń, w której na jej własne życzenie pojawiały się różne manifestacje takie jak wieżowiec czy ulica.
Miała właśnie przecierać oczy kiedy nagle zadzwonił chipkom. Krótkie i głośne sygnały sugerowały ważne połączenie od kogoś z kolonii. Mrugnęła kilkukrotnie powiekami i potrząsnęła głową. Wszystko wróciło do normy. Rozejrzała się po pokoju i na wszelki wypadek przetarła oczy palcami. Rzeczywistość znów stała się wyraźniejsza i twardsza. Kilkoma szybkimi susami podskoczyła do czytnika obok łóżka i przyłożyła do niego dłoń. Powietrze zabarwiło się na niebiesko po czym uformował się obraz interfejsu. W kolejce oczekiwała jedna rozmowa od dyrektorki matki.
Mea przeczesała włosy ręką i przycisnęła holograficzny przycisk „Odbierz”.
- Tak? - odezwała się pierwsza.
- Mea moje dziecko, proszę natychmiast stawić się w moim gabinecie – odpowiedział stanowczy lecz miły głos przełożonej kolonii. Dziewczyna ciężko przełknęła ślinę.
- Czy coś się stało? - spytała zaniepokojona.
- Bądź tu za chwilkę to wszystkiego się dowiesz.
I rozmowa urwała się. Dyrektorka rozłączyła się dość gwałtownie co nie było normalnym zachowaniem i Mea doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ponadto jakoś wyczuła w tej starszej kobiecie dużą dawkę strachu i zdenerwowania.
- Musiało się coś stać. Jakoś dziwnie się zachowywała... - mówiła do siebie przesuwając dłonią po brodzie. Otrząsając się z zamyślenia szybko wskoczyła w swój uniform, przemyła twarz i czym prędzej wybiegła z pokoju kierując się do windy i gabinetu. Kiedy tylko dotarła na właściwe piętro i znalazła się na korytarzu jej uwagę przykuł niecodzienny widok: dyrektorka stała przed swoimi drzwiami rozglądają się na wszystkie strony jakby czegoś szukając i nerwowo pocierała dłońmi. Podeszła do niej nieco zmieszana tym widokiem.
- No jesteś wreszcie moje dziecko – powiedziała bardzo szybko z lekkim zaniepokojeniem patrząc za siebie na zamknięte drzwi – Najwyraźniej masz ważnych gości.
- Ja? - odpowiedziała lekko zmieszana dziewczyna.
- W pokoju jest wysoka dwójka i jakiś mężczyzna. Kazali mi ciebie zawołać. Nie wiem co się tu dzieje moja droga. Coraz częściej wypytują o ciebie dziwne persony, które nie powinny się tobą interesować. Albo dzieje się coś bardzo dobrego albo znów coś bardzo złego, choć mam szczerą nadzieje że raczej to pierwsze.
Mea nic nie odpowiedziała nie wiedząc za bardzo co mogłaby powiedzieć. Dyrektorka matka kontynuowała.
- Obojętne o co chodzi jak zawsze proszę cię o to abyś nie narobiła nam wstydu i nie zhańbiła dobrego imienia naszej kolonii – spojrzała na nią swoimi przenikliwymi oczyma.
- Dobrze moja pani, choć sama nie za bardzo wiem o co może chodzić – odpowiedziała, jednocześnie wiedząc że jest to kłamstwo. Gdzieś w głębi siebie przeczuwała że jest to kolejny element dziwnej układanki, w którą wplątała się jakiś czas temu.
- Chodźmy już – powiedziała szeptem starsza kobieta po czym skierowała się do swojego gabinetu. Przyłożyła rękę do czytnika i drzwi otwarły się. Dokładnie w tym samym momencie Mea poczuła w swoim umyśle obecność jakiejś obcej jej osoby, która zdawała się jej coś przekazywać.
- „Udawaj że nikogo nie znasz!” - rozbrzmiało stanowczym echem w jej myślach a drzwi otworzyły się całkowicie.
Kobiety weszły do pokoju. Przy oknie stało dwóch nordyków, kobieta i mężczyzna, których widziała pierwszy raz w życiu. Odwrócili się. Kiedy mężczyzna spojrzał na nią momentalnie uświadomiła sobie że to on przed kilkoma sekundami przekazał jej dziwną myśl. Na białej sofie z lewej strony siedział starszy facet ubrany w jakieś stare łachmany.
- Edmu... - wyszeptała zaskoczona choć już po chwili ugryzła się w język przypominając sobie specyficzną prośbę nordyka.
Spojrzała podejrzliwym i lekko niezrozumiałym wzrokiem w stronę obcej pary stojącej pod oknem. Kobieta odezwała się.
- Witaj Meo – a jej piękny głos rozlał się po pomieszczeniu niczym śpiew ptaków, mężczyzna nadal milczał.
- Witaj Pani – odpowiedziała dziewczyna kłaniając się aktorsko.
- „Zgódź się na to co powie” - znów poczuła w swojej głowie milczącego imperialnego stojącego obok i wiedziała że miał na myśli propozycję swojej towarzyszki.
Kobieta zwróciła się do dyrektorki.
- Zabierzemy twoją wychowankę do naszej placówki. Jeden z moich przełożonych braci zainteresował się jej spostrzeżeniami dotyczącymi leczenia pewnego zespołu alergicznego powstającego wskutek przyjmowania suplementów pomocniczych, które nazywacie GSO – po czym nie czekając na odpowiedź skierowała swoje słowa do Mei – Wybacz za brak uprzedzenia. Czy zgadzasz się wyruszyć teraz z nami?
Dziewczyna zastanawiała się chwilę nie mogą skupić się na rozmowie. Jej myśli zaprzątały różne teorie dotyczące tej niespodziewanej wizyty. Po chwili otrząsnęła się szybko.
- Tak. Tak, oczywiście.
- Doskonale – z uśmiechem odpowiedź zaaprobowała kobieta, która od razu skierowała się w stronę wyjścia a za nią ruszył nieznajomy. Kiedy była obok sofy przystanęła i znów zabrała głos.
- Spójrz kto z nami przybył – wskazała dłonią na siedzącego spokojnie Ediego.
Mea wiedząc że dyrektorka stoi za jej plecami wykrzywiła twarz w stronę nordyków jakby prosząc ich o pomoc w tym co ma powiedzieć. Bała się że plan, którego wcale nie znała, może nie wypalić. Do jej umysłu znów dotarły uczucia mężczyzny, który kazał jej powtarzać to co zrozumie.
- „Pan Beniamin, jak miło widzieć pana w tak dobrym stanie...”
- Pan Beniamin, jak dobrze widzieć pana w tak doskonałej formie! - i udając sztuczną radość ruszyła w stronę Edmunda z wyciągniętymi rękoma.
- „Czyżby to przez moje spostrzeżenia?”
- Czyżby to przez moje spostrzeżenia? - zapytała ponownie a jej twarzy skrzywiła się w wyrazie zażenowania tym tandetnim teatrzykiem.
Edmund pojękując ociężale poderwał się z sofy i odparł jakby zmęczonym głosem.
- Tak moje dziecko. Gdyby nie ty nadal musielibyśmy przeprowadzać jeszcze masę testów, a tak?! Czuję się wspaniale - i uściskał dziewczynę, a kiedy znajdował się wystarczająco blisko szepnął jej do ucha – Dziwię się że wcześniej nie zauważyłem jak interesująco wyglądasz w tym wdzianku Cielaku.
Mea odsunęła się spoglądają na niego skrzywionymi oczyma, które jakby zdawały się krzyczeć że jest mocno nienormalny. Nordycka kobieta dyskretnie pokręciła głową z niedowierzaniem spoglądając na Ediego, który najwyraźniej doskonale się bawił.
Dyrektorka wyraźnie zachwycona i dumna przykryła własny uśmiech dłońmi i patrzyła z podziwem na swoją podopieczną.
- Alicjo, pozwól że oddalimy się teraz – odezwała się znów kobieta – Dziewczyna zostanie odwiedziona do kolonii późnym popołudniem.
- Tak, oczywiście Pani – ukłoniła się starsza kobieta nadal spoglądając z zadowoleniem na Meę.

Wyszli na ulicę i skierowali się do samochodu stojącego zaraz obok wejścia. Edmund szybkim susem zajął miejsce przy drzwiach kierowcy, wyprzedzając swojego towarzysza.
- Prowadzę – szepnął uśmiechnięty.
Mea usiadła z tyłu razem z kobietą. Mężczyzna zajął miejsce obok Ediego. Silnik zapalił a samochód lekko uniósł się. Skierowali się do najbliższego wjazdu na drogę szybkiego ruchu, który zablokowany był szlabanem. Kiedy podjechali odpowiednio blisko przejście otworzyło się i zjechali pod ziemię. Sterowanie przejął komputer.
- I tyle jeśli chodzi o jazdę – mruknął niezadowolony staruszek.
- Załóż to na prawy nadgarstek – odezwał się w końcu tajemniczy mężczyzna podając dziewczynie dziwną srebrną bransoletę.
Bez pytana wsunęła dłoń w dziwny przedmiot i puściła go. Bransoleta zawisła samoczynnie jakby szukając odpowiedniej pozycji po czym wolno zmniejszała swój kształt aż dotknęła delikatnie skóry.
- Lepiej żeby nie zarejestrował cię żaden punkt kontrolny ani bramka – znów odezwał się imperialny.
Mea nie mogą dłużej wytrzymać w końcu zapytała.
- Mogę wiedzieć co jest grane? Dokąd jedziemy? Po mi to coś? - wskazała na bransoletę.
- Kiedy ją nosisz twój chip jest nieaktywny. Nikt nie będzie wiedział gdzie byłaś przez całe popołudnie – odpowiedział nordyk.
- Ale... - próbowała zadawać pytania gdy przerwał jej Edmund, który odwrócił się do tyłu.
- No Cielaczku, poznaj moich dobrych i oddanych kompanów. To jest Soe – wskazał na kobietę siedzącą obok niej – A to nieustraszony Antilus! - mężczyzna spojrzał na niego najwyraźniej zniesmaczony jego żartami – Wiesz, jest lekko uprzedzony. Ogólnie to nie lubi ludzi, no poza małymi wyjątkami, a tak to jest całkiem w porządku – po czym zaśmiał się i poklepał swojego towarzysza po ramieniu.
- Po co po mnie przyjechaliście? Dokąd jedziemy? - spytała nadal lekko zagubiona dziewczyna.
- Widzisz, Doctus uznał że powinienem Ci coś pokazać a oni mi w tym pomogą. Poza tym to moja stała obstawa. Nie chcą żebym coś nabroił – i znów zaczął się głośno śmiać choć bardziej przypominało to starcze parskanie.
Mea, choć sporo zmieniło się w jej podejściu do imperialnych, nadal dziwiła się zuchwałości staruszka i cierpliwości jego kompanów. Spojrzała na kobietę siedzącą obok i nagle poczuła że darzy ona Edmunda ogromną sympatią i przyjaźnią, podobnie jak Antilus siedzący obok niego. Uświadomiła sobie że tak naprawdę całą trójkę łączy bliskość i pewnego rodzaju braterstwo a nie stosunki na płaszczyźnie szkodnik – opiekun.
- „Tak, znamy się już bardzo długo w waszym rozumowaniu biegu czasu” - poczuła obecność Soe w swoich myślach, która jakby odpowiedziała wezwana jej rozważaniami.
Spojrzała jej w oczy w taki sam intymny sposób jak Doctus za pierwszy razem kiedy go spotkała. Ułamek sekundy, w którym dwa umysły zlewają się w jedno wymieniając między sobą wszystkie zgromadzone dane. Moment który wystarczy aby zaufać w pełni temu, kto zdecyduje się na taką wymianę.
Miała ogromną ochotę przytulić się do tej kobiety. Swoim wewnętrznym ciepłem przypominała brakującą w jej życiu matkę. Moment zadumy znów przerwał Edi.
- … i właśnie o to chodzi – wydawał się kończyć jakąś dłuższą wypowiedź.
- Ale co? - odpowiedziała mu jakby zdezorientowana Mea.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! No nie, po co ja tyle gadałem?
- Ty zazwyczaj gadasz kiedy nie potrzeba – burknął w dość przejmujący sposób Antilus spoglądający przez okno pojazdu.
- Hola hola, bez docinek, umawialiśmy się – odpowiedział stanowczo staruszek grożąc mu palcem.
Mea zaczęła się śmiać wyraźnie rozbawiona tą sceną i specyficznym stosunkiem jaki prezentowali ci dwaj tak bardzo różni ale zarazem tak bardzo podobni faceci. Odezwała się pełna radości i rozluźnienia.
- No to gdzie w końcu jedziemy?
- Do Cytadeli Światła moja siostro – zamiast Ediego odpowiedziała jej Soe.
- Ale po co? I czemu w niedziele? Przecież nie wejdziemy tam teraz.
- Właśnie dlatego. Siódmy cykl w waszym zwyczaju jest dniem odpoczynku. Dziś będzie tam pusto i dlatego jedziemy tam właśnie teraz. O wejście się nie martw – powiedziała spokojnie i z uśmiechem patrząc przed siebie.
- No dobrze. Tylko nadal nie wiem po co... - powiedziała ściszonym głosem patrząc w podłogę jakby zawiedziona że nikt do tej pory nie wyjaśnił jej prosto i przejrzyście celu tej dziwnej wycieczki.
Nagle, mocnym i głosem odezwał się Antilus.
- Wszystko ma swoje drugie dno. Każda rasa ma swoje własne demony. Każda nacja popełnia błędy. Wszyscy wykorzystujemy swoją siłę i przewagę nad słabszymi dla własnych celów, podporządkowując ich własnej woli. Niczym bogowie w swoich nieosiągalnych wymiarach zsyłamy zbawienie i zniszczenie. Twórcy życia! Tak nazywają nas Ci którzy nas wielbią, ci którzy się nas boją...i ci którzy nas nienawidzą – po tych słowach zamilkł.
Mea zamarła niczym sparaliżowana. Uśmiech zniknął z twarzy każdego. Rozglądała się zdezorientowana słowami i emocjami jakimi Antilus wypełnił przestrzeń wokół nich. Miała wrażenie że ta wypowiedź była bardziej osobista niż mogło by się wydawać. W jakiś sposób czuła że nordyk resztkami sił panuje nad wrzątkiem jaki gotuje się w jego wnętrzu. Zamknęła oczy. Była tak blisko tego uczucia, tak blisko przyczyny. Chciała dowiedzieć się dlaczego jest tak bardzo zgorzkniały, tak bardzo przepełniony gniewem. Gdy jeszcze mocniej zgłębiła ich wspólną przestrzeń zdała sobie sprawę że to ona jest przyczyną jego kontroli, jego próby powstrzymywania własnych emocji.
To odkrycie rozkojarzyło ją. „Dlaczego?” pomyślała unosząc wzrok i spoglądając na tył jego głowy. „Dlaczego ja? Co ukrywasz?”. Jednak ta chwila rozproszenia wystarczyła aby wykryć jej przeszpiegi. Nordyk gwałtownie wyprostował się niczym kobieta, która uświadomiła sobie że jest podglądana. Nerwowo rozejrzał się dokoła. Mea wystraszyła się. Wystarczył ułamek sekundy, jedno mrugnięcie okiem dziewczyny, które pozwoliło mu na wykorzystanie czwartego wymiaru aby wyciągnąć się przez fotel do tyłu.
Mea ni stąd ni zowąd zobaczyła jego twarz kilkadziesiąt centymetrów przed sobą. Jego oczy zdawały się wiercić dziurę w jej głowie. Wzrok Antilusa przepełniony był gniewem i rozpaczą zarazem. Czas zwolnił. Miała wrażenie że ktoś wyjął ją z normalnej przestrzeni i umieścił w dziwnym pokoju oko w oko z tym tryskającym furią mężczyzną. Instynktownie podniosła się na siedzeniu jakby starając się odsunąć i uciec jednak nie było dokąd. Poczuła silny ból w swoich wnętrznościach, który zdawał się ją rozrywać. Miała ochotę krzyczeć jednak nie była w stanie otworzyć ust. Czuła że zaczyna mdleć.
- „Przestań!” - rozkazujące i donośne uczucia wypełniły jej umysł jednak wiedziała że nie były skierowane do niej. To Soe „krzyczała” w stronę swojego towarzysza starając się zmusić go do zaprzestania tych tortur. Poskutkowało.
Antilus błyskawicznie wrócił na swoje miejsce. Mea poczuła jakby ktoś zwolnił ją z morderczego uścisku. Kobieta błyskawicznie chwyciła ją w ramiona i mocno przytuliła kładąc rękę na jej głowie. Ten gest sprawił że dziewczyna poczuła wielką ulgę i spokój, który był tym czego najbardziej potrzebowała w tej chwili.
Mężczyzna patrząc się przed siebie odezwał się cicho.
- Każdy ma swoje demony i swoje winy. Tam dokąd jedziemy poznasz nasze...

Minęło kilka minut. Mea w połowie leżała oparta głową o ramię Soe, która wydawała jej się w tej chwili kimś w rodzaju opiekunki i stróża. Przy niej w jakiś nieokreślony sposób czuła się bezpiecznie, jakby tamta została stworzona do opieki nad porzuconymi i zmęczonymi duszami.
Patrzyła się w przeszklony sufit samochodu stukając palcem w udo za każdym razem gdy szybko i regularnie mijały reflektory oświetlające tunel. W pewnym momencie, przyzwyczajona do pewnego rytmu znów uderzyła palcem w nogę jednak nie spostrzegła światła. Zamiast tego sufit tunelu robił się coraz jaśniejszy. Nagle zamienił się w szybko przelatujące szczeliny, przez które dostrzegła obłoki płynące po niebie. Szczeliny robiły się coraz szersze aż w końcu zamieniły się w otwartą przestrzeń. Wyjechali z tunelu.
Podniosła się żeby zerknąć gdzie się znajdują. Droga jeszcze nie wyszła całkiem na powierzchnię lecz powoli unosiła się ku górze żeby dopiero po kilku sekundach zrównać się z poziomem gruntu i piąć się jeszcze wyżej. Spojrzała do tyłu. Trzynastka została gdzieś za nimi a jej kilka wieżowców wystawało daleko za lasem pod którym jechali.
Poza miastami trasy tranzytowe dla małego transportu osobistego pięły się wysoko ponad ziemią na filarach, dzięki czemu w o wiele mniejszym stopniu wpływały na naturalne ekosystemy ziemskie nie przecinając zwierzęcych terytoriów oraz pozwalając na naturalny i niezakłócony rozrost flory.
Jechali na zachód. Z lewej zielona równina pokryta lasami i polami tonęła gdzieś w oddali stykając się z horyzontem. Spojrzała na prawo, w stronę północy. Kilkaset metrów od drogi w dole, fale morskie obmywały delikatnie piaszczystą plażę. Mewy wzlatywały i opadały poddając się całkowicie sile wiatru i współdziałając z nim. Wydawało jej się że tworzą doskonałą jedność. Na łąkach przecinających co jakiś czas lasy, na wydmach oraz na plaży nie widziała żywej duszy. Było tu tak pusto i cicho. Samochód nie wydawał żadnego odgłosu. Czasem jedynie świst przecinanego przez mijający ich pojazd powietrza zakłócał ciszę.
Chciała otworzyć okno jednak przycisk nie reagował. Zorientowała się że jadą zbyt szybko i komputer zapewne zablokował możliwość otwierania szyb. Spojrzała przez ramię Antilusa na licznik prędkości. Wskazywał 513 km/h. Zrozumiała dlaczego niczego teraz nie otworzy.
Jechali już około 40 minut. Droga skręciła nieco ku południowemu-zachodowi a morze wolno oddaliło się w prawo choć nadal widziała je w miejscu gdzie łączyło się z niebem. Nikt nie odzywał się ani słowem. Soe miała zamknięte oczy, Edmund najwyraźniej spał a Antilus? Widziała jedynie jego plecy choć bała się nawet pomyśleć co robi w tym momencie. Wiedziała że nie zrobi jej krzywdy ale czuła jakiś nieuzasadniony lęk przed tym mężczyzną. Nie chodziło bynajmniej o to co wydarzyło się wcześniej. Gdzieś w swoim wnętrzu czuła że ten dziwny incydent ma związek z czymś innym, z czymś co jest blisko ale zarazem bardzo daleko. Przekonywała siebie że na pewno nie zachowywał się tak bez przyczyny.
Główne pasmo skręcało mocno na południe, jednak komputer zajął prawy pas, który oddzielał się od reszty drogi i prowadził nadal prosto. Jezdnia obniżyła się nieco jakby chowając między bardzo wysokimi drzewami. Długo jechali prosto po czym łuk wygiął się lekko w prawo. Oczom Mei ukazał się znany lecz mimo wszystko zapierający dech w piersiach widok. Jakieś 2 kilometry przed nimi, z gęstwiny nieprzeniknionych lasów wyrastała samotna góra, na której szczycie stała niesłychanie wysoka wieża. Budowla wykonana była z tego samego kamienia, z którego budowano audytoria miejskie. Posiadała trzy ściany i stałą szerokość a więc kształtem przypominała graniastosłup o podstawie trójkąta. Wieża sięgała prawie 600 metrów wysokości a sam szczyt wykonany był jakby z kryształu, wewnątrz którego iskrzyło się oślepiające światło.
Była to jedna z Cytadel Światła, które porastały całą planetę w różnych miejscach. Nikt z ludzi tak naprawdę do końca nie wiedział czemu służą te tajemnicze budowle, poza tym że spełniały rolę swego rodzaju muzeów, miejsc pamięci dawnych mrocznych czasów i symboliki wyrwania z tego mroku ludzkości.
Była tu już kilka razy w swoim życiu. Chyba każde dziecko uczęszczające do akademii było tu choć jeden raz w ramach różnych wycieczek i grupowych wypadów za miasto. Tym razem nie była to zwykła wycieczka. Wiedziała że jej towarzysze chcą pokazać jej coś specyficznego, coś wyjątkowego. No bo po co zwiedzać kolejny raz to samo i to w dzień w którym cytadela jest zamknięta dla zwiedzających?
Zbliżali się do góry w szybkim tempie. O ile wcześniej wydawała się duża, teraz przytłaczała swoim ogromem. Przejechali przez kamienną bramę i byli coraz bliżej wjazdu do wnętrza masywu. Ponad tunelem, na prawie pionowej ścianie znajdowała się ogromna rzeźba ukazująca ziemian - kobietę i mężczyznę trzymających się za ręce a ponad nimi nordycką postać ze skrzydłami, którymi opiekuńczo otaczała ludzi. Samochód zwolnił. Mea przyglądała się tej wyrytej w skale scenie początkowo przez przednią szybę, później powoli przez dach aż do momentu kiedy wjechali do wnętrza góry.
Antilus trącił Edmunda a ten zaszamotał się i rozglądnął zdezorientowany dokoła, próbując ustalić gdzie się znajdują. Chwycił kierownicę i przełączył na sterowanie ręczne. Po jakiś 200 metrach droga skończyła się i zamieniła w duży okrągły plac, będący jednocześnie parkingiem.
Podjechali do jednego z miejsc i zaparkowali, silnik wyłączył się a pojazd opadł powoli osiadając na ziemi. Wysiedli rozprostowując kości. Echo zamykanych drzwi niosło się po ogromnej pieczarze w jakiej się znajdowali. Nie było tu nikogo prócz nich.
Antilus bez słowa skierował się w stronę windy, która była jednocześnie wejściem do kompleksu. Soe ruszyła z nim a obok niej dreptał z rękoma w kieszeni Edmund. Mea ciągnęła się gdzieś z tyłu. Kiedy wszyscy znaleźli się w windzie, drzwi nadal pozostały otwarte. Gdyby był tu ktoś inny to na tym miejscu zakończyłby zwiedzanie cytadeli w ten dzień. Jednak Antilus zamknął oczy i nagle na panelu sterowania pojawiły się jakiś dziwne znaki i symbole. Drzwi zamknęły się a winda szybko ruszyła w górę wgniatając wnętrzności w stopy. Po kilku sekundach zatrzymali się, usłyszeli ciche piknięcie i drzwi znów rozsunęły się.
Weszli bezpośrednio do wielkiej i mrocznej sali. Echo sugerowało jej ogromne rozmiary jednak ciemność była tak nieprzenikniona że nie dało się dostrzec gdzie znajdują się ściany i sufit. Jedynie światło z windy oświetlało lekko podłogę lecz i ono po chwili znikło gdy drzwi zasunęły się ponowne. Gdzieś daleko z przodu widać było wyjście na zewnątrz, jednak w takim mroku zdawało się być jedynie gwiazdą na nocnym niebie.
Była to Sala Wspomnień. Tutaj każdy mógł cofnąć się do czasów, które odeszły na zawsze, aby doświadczyć tego jak ciężka była wtedy egzystencja. Jak wiele wysiłku wymagało życie codzienne i w jak nieprzeniknionym mroku znajdował się ziemski umysł.
Mea kucnęła zapominając o tym po co tu przyjechali. Widziała to tyle razy że nie sprawiało to na niej żadnego wrażenia. Patrzyła jedynie ukosem na Antilusa, który znów stał do niej plecami kilkanaście metrów od nich a robiła to tak dyskretnie jakby bała się że znów go sprowokuje. Czuła duży dyskomfort spowodowany jego obecnością, na niczym nie mogła się skupić.
Jej rozterki wyczuła Soe.
- „Co się dzieje moja siostro?” - odezwała się echem uczuć wewnątrz jej umysłu.
- „Twój partner...” - odpowiedziała Mea.
- „Nie musisz się go obawiać. Ostatnio trapi go wiele zmartwień i dlatego jest taki nieopanowany. Ale masz moje słowo że więcej nie powtórzy się to czego doświadczyłaś kiedy tu jechaliśmy.”
Mea podniosła głowę i spojrzała na nią. Tym razem odpowiedziała na głos.
- Dlaczego taki jest?
Soe kucnęła obok niej jednak nic nie powiedziała. Zamiast tego wtrącił się Edmund.
- Nie zawsze się tak zachowuje. Dziś jest wyjątkowo rozdrażniony, choć nie wiem czy można tak to nazwać – mówił szeptem – Szczerze mówiąc jest taki odkąd Doctus kazał mu iść z nami. Początkowo tylko my – wskazał głową na Soe – mieliśmy cię zabrać jednak w ostatniej chwili dołączył do nas Antilus.
- Wszystko o co prosi mój brat – a jej uczucia krążyły wokół Doctusa – ma swój cel i znaczenie. Właśnie dlatego mój, jak to nazywacie partner, musiał zobaczyć się z tobą moja droga. Musiał spojrzeć Ci w oczy.
Edi skrzywił twarz w geście niezrozumienia. Mea również była lekko zaskoczona.
- Spojrzeć w moje oczy? A co ja mam z nim wspólnego – zatrzymała się na chwilę by zaraz odezwać się znacznie ciszej, jakby szukając czegoś we własnej głowie – Choć...choć wtedy gdy sprawił mi ból, wtedy w samochodzie, miałam dziwne wrażenie że skądś znam jego wibracje, jego istotę. Wydawało mi się że po prostu go znam.
Soe nie odpowiedziała. Odwróciła głowę po czym wstała i odeszła kilka metrów od nich. Mea poczuła że błogość i wewnętrzny uśmiech opuściły kobietę. Nie dało się ukryć że nie chciała komentować tego co powiedziała dziewczyna.
- O co chodzi? Co się tutaj dzieje Edi? - spytała swojego przyjaciela.
- Nie mam pojęcia Cielaczku. Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział jej śledząc wzrokiem Soe i drapiąc się po głowie.
Nagle donośnie odezwał się Antilus, a brzmiał tak jakby jego głos miał rozsadzić skały na których stała cała budowla.
- Nie zwlekajmy z tym co według mojego brata jest konieczne. Zacznijmy wreszcie to po co tu przybyliśmy! – i uniósł dłonie a cała sala wypełniła się białym oślepiającym światłem. Wszystko znikło zamieniając się w pustą, jaśniejącą przestrzeń.
Nordyk uruchomił holoprzestrzeń. I choć wszyscy wiedzieli gdzie tak naprawdę się znajdują, to każdy ich zmysł doświadczał tego co w danym momencie prezentowała fabuła pokazu. Obraz, dźwięk, temperatura, dotyk. Wszystko docierało do mózgu niczym bodźce z prawdziwej rzeczywistości.
- Powiedz co wiesz o was? - odezwał się Antilus jednak tym razem nieco spokojniejszym i delikatniejszym głosem, zwracając się do Mei.
- O nas? - odparła niepewnie nie rozumiejąc pytania.
W jednej chwili odległość między nimi zmniejszyła się z wielką prędkością i nim się obejrzała stała już obok niego.
- Co wiesz o ziemskiej rasie? Skąd się wzięliście? - zapytał ponownie.
Dziewczyna pomyślała chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Kiedy ułożyła sobie wszystko w głowie odezwała się cicho jakby odpowiadała przed szkolną tablicą.
- Jesteśmy jedną z wielu humanoidalnych ras z tej części galaktyki.
- Dalej...
- Zdaje się że w jakiś dziwny sposób ta forma cielesna jest najlepiej przystosowana do warunków ewolucyjnych i rozprzestrzeniła się po wielu systemach Ramienia Oriona, choć wiele odkryć udowodniło że mnóstwo gatunków wygląda do siebie podobnie, pomimo całkowitej separacji swoich ekosystemów. Przykładem są właśnie ludzie i wy – wskazała dłonią na swojego rozmówcę, po czym kontynuowała – W skrócie ewolucja doprowadziła do powstania naczelnych, które schodząc z drzew wyprostowały się i zaczęły tworzyć prymitywne struktury społeczne. W skrócie, w ten sposób ludzkość doszła do momentu w historii, który nazywany był wiekiem XX. W tym czasie wiele ras wymierało, powstały nowe aż wszystko osiągnęło bliski obecnemu stan.
- Co wydarzyło się w XX i XXI wieku?
- Prymitywne państwa i organizacje, dzięki wielkim ojcom zjednoczonej ziemi zaczęły łączyć się w różne unie i związki, które powoli znosiły granice – a kiedy wypowiedziała te słowa nagle przenieśli się na ulicę wielkiego miasta, po którym jeździło wiele pojazdów kołowych a ludzie przelewali się tysiącami przez chodniki. Rozejrzała się zdezorientowana i wystraszona tym ogromnym tłumem i hałasem panującym w tym dziwnym miejscu.
Kiedy znów udało jej się skupić, odezwała się ponownie.
- Planeta była przeludniona. Ludzie żyli ściśnięci w tych miejskich molochach, które swą populacją często przekraczały kilka milionów. Konsumpcja takiego tłumu niszczyła środowisko naturalne a zapotrzebowanie na ogromne ilości pożywienia doprowadziło do całkowitej degeneracji wartości odżywczych. Kiedy wreszcie udało się stworzyć stabilną sytuację na świecie, w której ludzie złączyli się pod sztandarami tylko trzech państw: Unii Amerykańskiej, Europejskiej i Azjatyckiej, okazało się że było za późno. Szkody wyrządzone w genotypie przez kilka dekad spożywania wadliwego pożywienia oraz chemiczne próby zapobiegania takiej degradacji doprowadziły do sytuacji w której ludzie umierali na wiele chorób.
Obraz przeniósł się do jakiegoś biednego kraju. Na ulicy obok nóg Mei jakiś chłopiec umierał w męczarniach. Ktoś podbiegł do kobiety idącej drugą stroną ulicy i brutalnie ją uderzył wyrywając jej torbę i uciekając.
Mea patrząc na to kątem oka mówiła dalej.
- Na Ziemi panował coraz większy chaos. Ludzie byli niezadowoleni. Zachowywali się jak zwierzęta. Dochodziło do wielu wojen. I wtedy stało się coś najgorszego.
- Co takiego? - spytał Antilus doskonale znając odpowiedź.
- Ziemia padła ofiarą inwazji Drapieżnika. Gatunku żyjącego w inne fazie, który żywił się energią produkowaną przez ludzkie organizmy. Te potocznie nazywane Jaszczurami istoty od dawna przygotowywały się do tego aby przejąć władzę nad ludzkością i zrobić z niej niewolników. Przebywali tu od kilkuset tysięcy lat manipulując naszymi poczynaniami i będąc główną przyczyną zacofania rodzaju ludzkiego. Choć nam taki czas wydaje się duży, dla ich długowieczności była to ledwie chwila. Jednak takie pasożytowanie nie wystarczało aby zaspokoić ich głód. Postanowili całkowicie i jawnie zniewolić ludzkość.
- A jak chcieli tego dokonać?
- Siłą – obraz znów się zmienił. Mea stała teraz wraz z Antilusem przy naziemnej baterii przeciwlotniczej, która wypluwała z siebie salwy rakiet w czerwone niebo przepełnione różnymi dziwnym pojazdami latającymi i myśliwcami odrzutowymi. Posterunek znajdował się w ruinach jakiegoś dużego miasta.
W pewnym momencie Mea zobaczyła coś innego, co mocno ją przejęło. Obraz przeniósł się do jakiejś małej wsi. Dwóch żołnierzy wyciągało za nogi bezbronną kobietę na ulicę. Miała na sobie jedynie potarganą sukienkę zasłaniającą połowę ciała. Jej bezbronne ciało było brutalnie targane przez ostry asfalt i kamienie. Wierzgała nogami i krzyczała prosząc aby ją zostawili. Domy dokoła były zniszczone a tu i tam leżały jakieś trupy. Kiedy znaleźli się na środku zniszczonej jezdni jeden z żołnierzy podniósł kobietę a drugi z całej siły uderzył w jej brzuch. Podkurczyła nogi. Cios był tak mocny że i tak już pozbawiona sił runęła na kolana pochylając się. Mężczyzna stojący za nią przeszedł do przodu, załadował broń, coś krzyknął i wycelował. Kiedy skulona z bólu kobieta podniosła twarz padł strzał. Ciało bezwładnie odskoczyło do tyłu wyginając się nienaturalnie.
Mea zakryła usta i przerażona cofnęła się o krok. Jej oczy wypełniły się łzami. Całkowicie zapomniała że ogląda jedynie hologram. Doznania były tak realne jakby była światkiem prawdziwych wydarzeń.
Antilus odezwał się znów.
- A co stało się z ludźmi kiedy Drapieżca rozpoczął jawną inwazję na wasz świat?
Mea nie mogła wykrztusić z siebie ani jednego słowa poruszona obrazem jaki przed chwilą zobaczyła. Miała wrażenie że nie może przełknąć śliny przez zwężone gardło.
- Mea! - krzyknął nordyk.
Dziewczyna spojrzała na niego i przecierając oczy odezwała się w końcu.
- Niektórzy ludzie, niektóre miasta i nacje, zwłaszcza te biedne, skuszone propozycją darowania życia przystały do Drapieżcy, który kazał im mordować swoich wrogów. Wszystkich bez wyjątku. I kiedy ludzie byli już całkowicie pozbawieni nadziej pojawiła się Wspólnota i wasze wojsko. Zaproponowaliście pomoc stwierdzając że ścigacie ten agresywny gatunek, który zgładził już niejedną cywilizację. Przepędziliście agresora prawie całkowicie go niszcząc a Ziemi zaproponowaliście przyłączenie się do wielkiej Wspólnoty. Pokazaliście nam że nie jesteśmy w kosmosie sami. Mieliście tylko jeden warunek – scalenie trzech rządów w globalną strukturę władzy, która będzie mogła reprezentować planetę w sprawach między systemowych. Tak też się stało.
Obraz dla kontrastu zamienił się w wizję jednego z aktualnych miast, gdzie ludzie swobodnie poruszają się pośród drzew i zieleni uśmiechając się do siebie.
Z jednego z budynków wyszedł Edmund i Soe po czym skręcili w ich kierunku. Kiedy cała czwórka była w komplecie pierwszy odezwał się Edi.
- No, widzę cielaku że lekcje historii odrobiłaś prawie idealnie. To co przed chwilą mówiłaś i to co widziałaś podczas pokazu to typowy program, przekazywany ludziom przez Wspólnotę od wielu lat. Jednak prawda jest zgoła odmienna.
- Przejdziemy się? - z uśmiechem wtrąciła Soe.
Obraz rozproszył się. Znów byli w mrocznej sali. Antilus odwrócił się i bez słowa skierował w stronę odległego wyjścia na zewnątrz. Reszta ruszyła za nim. Kiedy dotarli do brzegu sali przeszli przez zwykłą kamienną bramę, pozbawioną drzwi. Wyszli na wielki taras z którego rozciągał się widok na otaczające lasy a gdzieś w oddali morze zlewało się z niebem. Podeszli do barierki. Za ich plecami idealnie pionowa ściana wieży pięła się majestatycznie w górę.
W końcu odezwała się Mea.
- W zapiskach, które od ciebie otrzymałam była wzmianka o elitach i o ich współpracy z imperium. Jak to możliwe skoro Wspólnota pojawiła się dopiero wiele lat później?
- Nie wiem jak zacząć – główkując odpowiedział Edmund.
Antilus w ułamku sekundy odwrócił się w ich stronę.
- Najlepiej najprościej i najszybciej! - wypowiedział stanowczo.
I dokładnie w tej chwili w umyśle Mei rozbłysły tysiące obrazów i informacji, początkowo dla niej niezrozumiałych. Chwyciła się za głowę jakby bojąc się że zaraz pęknie. „I stworzyliśmy was na obraz i podobieństwo swoje” słowa dudniły rytmicznie w jej umyśle niczym bęben. Zobaczyła dziewiczą ziemię pokrytą dżunglami i prymitywne ludy żyjące w pół na drzewach w pół na lądzie. Obraz przewinął się do momentu w którym poczuła znajomą, nordycką wibrację. Dziwne było jednak to że jej świadomość zawiesiła się w czasach prehistorycznych i to właśnie w nich odczuwała obecność tej wibracji.
Otworzyła szeroko oczy.
- Matko! - wykrzyknęła mimowolnie kiedy ujrzała znajome jej imperialne sylwetki przeprowadzające badania na małpoludach.
„Przyśpieszyliśmy was oddając wam cząstkę siebie” słowa znów dudniły w jej umyśle. Widziała jakby przyspieszony film, na którym prymitywne człekokształtne istoty zamieniały się w twór przypominający człowieka współczesnego, choć o nieco ciemniejszej karnacji i innym kształcie głowy oraz ciała.
„I wtedy poznaliście swoich braci”. Mea zamarła. Zobaczyła kobietę noszącą na głowiek taki sam diadem jak Królowa, zapewne gubernatorkę planety w tamtych czasach, która w jakiś niezrozumiały dla dziewczyny sposób pertraktowała z...Gadami.
- Co to jest do cholery? O co tutaj chodzi?! - krzyknęła mocno zdenerwowana dziewczyna odsuwają się na kilka kroków. Antilus uśmiechnął się czując narastający w Mei gniew oraz kumulującą się energię. Miał wrażenie jakby dawno temu już czuł tą energię...
- Odpowie mi ktoś czy nie?! - ponownie krzyknęła dziewczyna.
- Gatunki hermetyczne - w końcu odpowiedział nordyk spoglądając jej w oczy a po chwili ciągnął dalej - Jesteście gatunkami – zawahał się jednak jakby ukrywając szybko myśli, po czym poprawił się – Jesteście gatunkiem hermetycznym powstałym w wyniku skrzyżowania genów naturalnie rozwijających się małpoludów oraz nas.
- Że co?! - z niedowierzaniem odparła Mea – To znaczy że jesteście tutaj od początku naszego istnienia? Ze stworzyliście nas dla zabawy? I co mają z tym wspólnego gady?
- Początkowo jedynie przyspieszyliśmy naturalny rozwój humanoidów na tej planecie. A co ma to wspólnego z jak ich nazywacie gadami? Przyspieszyliśmy ten rozwój abyście spełniali warunki potrzebne do zaspokojenia ich potrzeb.
- Ich potrzeb?!
- Jak wiesz żyją poza zakresem naszych zmysłów a ich ciała są zbudowaniu z fal o innej częstotliwości niż nasze czy wasze. Tak się składa że naturalnie rozwijali się obok podobnego wam gatunku, przysposabiając sobie zdolność konsumpcji energii wytwarzanej przez konkretne wyładowania emocjonalne. Jako małpoludy nie wykazywaliście zbytniej różnorodności emocjonalnej a co za tym idzie nie nadawaliście się na pokarm dla gadów.
Mea kręciła głową z niedowierzaniem a Antilus kontynuował.
- Kiedy zespół badawczy doprowadził was do odpowiedniego stanu, gady zgodziły się przyjąć oferowane im warunki i zostaliście że tak powiem sprzedani jako pokarm w zamian za co Reptilianie dostarczali nam wydobywanych z Ziemi surowców, których jak wiesz potrzebujemy do produkcji wyselekcjonowanych składników suplementów odżywiania współpracujących z naszym DNA.
- Ale tamci ludzie nie wyglądają jak my – odpowiedziała już spokojniej dziewczyna.
- Nie, ponieważ to jeden z pierwszych prototypów. Gady rozpoczęły własne modyfikacje co wykraczało poza ramy umowy jaką zawarliśmy między sobą. Zaangażowali się również w pewien program, który bardzo nie spodobał się Wspólnocie. Byliśmy zmuszeni ukrócić ich zachcianki i lekko mówiąc przytarliśmy im nosa. Gady wykorzystały ludzi, którzy wyznawali ich jako bogów, do swojej wojennej krucjaty. Potrzebowaliśmy gatunku bardziej wszechstronnego o większych zdolnościach taktycznych i adaptacyjnych. Wtedy dowódca misji naukowej, znany wam jako Królowa, rozpoczął badania, których wynikiem był wasz obecny gatunek. Przeciągnęła na swoją stronę kilka frakcji gadów, obiecując im władzę nad nowym modelem wprowadzonym na planetę. Stary zaś został wyparty i usunięty.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć temu co usłyszała.
- A wasze oficjalne przybycie? - spytała jakby resztką sił.
- Nasze przybycie było mistyfikacją. Zadbaliśmy o to aby przedstawić gadzi gatunek w wystarczająco negatywnym świetle odpowiedniej grupie osób a następnie sfingowaliśmy ich inwazję. Sami oddaliście władzę w nasze ręce czyniąc nas swoimi wybawcami. Dzięki temu zaskarbiliśmy sobie ogromny psychologiczny kredyt zaufania, który umożliwia nam spełnianie dalszych punktów planu.
- Nie wierzę! Edmund czy to prawda? - spojrzała błagalnie na staruszka, który jedynie przytaknął głową – A gady? Skąd się wzięli? Czemu tak długo tu byli a potem nagle ich przepędziliście? O jakim planie mówisz?
Antilus bardzo chciał odpowiedzieć na to pytanie jednak zdawał sobie sprawę że dziś i tak wystarczająco wiele powiedział. Odwrócił się plecami i odszedł kilka kroków.
Soe odezwała się delikatnie podchodząc do Mei.
- Myślę że na dziś wystarczy moja droga. I na te informacje przyjdzie czas ale na pewno nie teraz.
- Nie teraz?! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna – Najpierw zabieracie mnie tutaj żeby pokazać i powiedzieć to wszystko a potem mówisz mi że nie teraz?!
- Rozumiem twój gniew i zdenerwowanie ale te informacje naprawdę muszą poczekać. Niebawem wszystko się wyjaśni – mówiła starając się ją jednocześnie uspokoić.
- Wyjaśni? Teraz chce wyjaśnień! Słyszysz Antilusie?!- odwróciła się w jego stronę - Wiem że coś wiesz i ukrywasz to. Chowasz to głęboko niczym tchórz a takie z was wspaniałe istoty! Jesteście robakami jak wszyscy. Zakłamanymi śmieciami tarzającymi się we wszechświecie, w tym samym błocie co wszyscy!
Mężczyzna nic nie odpowiedział ani nie zareagował w żaden sposób. Mea wykrzykując w gniewie różne wyzwiska powoli, krok po kroku zmierzała w jego stronę. Soe widząc że gniew młodej dziewczyny może sprowokować jej i tak już stojącego na granicy partnera postanowiła działać. Nie mogła pozwolić aby pewne fakty za wcześnie ujrzały światło dzienne. Nie tu i nie w takich okolicznościach. Nikt z nich nie był na to gotowy.
Błyskawicznie zjawiła się obok Mei i położyła rękę na jej głowie.
- Myślicie że to w porządku?! Tylko na tyle was... - nagle oczy dziewczyny wywróciły się do góry a ona upadła bezwładnie w ramiona Soe tracąc przytomność. Ta zaś szeptała jej kojące słowa do ucha.
- Na dziś naprawdę wystarczy, odpocznij. Odpłyń tam dokąd zechcesz aby znaleźć ukojenie.
Edmund przyglądał się całej scenie z politowaniem i smutkiem. Wiedział że reakcja może być mocna ale nie zdawał sobie sprawy że aż tak, choć jednocześnie spostrzegł że jest coś o czym nie wie. Domyślał się że istnieje szczegół o którym Doctus mu nie powiedział. W tym momencie jednak nie chciał o nim myśleć. Odwrócił się i oparł o barierkę spoglądając na błękitne niebo i kilka obłoków wolno przemierzających pustą przestrzeń.

***

Biegła ile sił przeskakując ponad przeszkodami miejskiej dżungli. Ludzie przyglądali się jej z wielkim zainteresowaniem jednak ona ich nie widziała. Liczył się tylko cel a cała reszta nie istniała. Do akademii jeszcze kilka minut a wiedziała że nie może się spóźnić. Stawka jest zbyt wielka. Musi być na czas.

Mea siedziała w ławce dłubiąc spinką do włosów we własnych paznokciach. Nie potrafiła słuchać żadnego wykładu. Od kiedy wczoraj zobaczyła i usłyszała to co miał jej do przekazania Antilus, nie umiała się odnaleźć w otaczającym ją świecie. O ile wcześnie były chwile gdzie przepełniała ją radość, o tyle teraz nie chciała cieszyć się nawet echem krzyku mew niosącym się między miejskimi budynkami.
Wszystko co ją otaczało wydawało się być sztuczne i nieprawdziwe. Kolonia, akademia, ta ławka i ten kombinezon. Nawet słowa wykładu z nawigacji układowej były dla niej jedynie pustymi kłamstwami. Miała ochotę uciec i schować się pod ziemię. Pomyślała nawet że wolałaby żyć kilkaset lat temu. I pomimo że ludzie nie posiadali tej wiedzy, którą posiadają to przynajmniej żyli w prawdziwym świecie a nie w przestrzeni idei i założeń, których nawet nikt nie chce kwestionować, zachłystując się błogostanem jaki ofiarowała Ziemi Wspólnota. Z drugiej jednak strony propaganda jest tak silna że nikt by w to nie uwierzył. Ona uwierzyła tylko dlatego że ktoś wsadził jej tą prawdę bezpośrednio do mózgu.
Bezsilność była obezwładniająca. Z taką potęgą jaką jest imperium nie da się nic zrobić a ich największą bronią jest spokojna i opanowana dwulicowość. W tym momencie nie dostrzegała plusów bycia we Wspólnocie. Nie liczyła się technologia. Nie liczył się komfort i zdrowie. Nie liczyło się piękno i spokój. Teraz dla Mei istniały jedynie kłamstwa, matactwa i niezrozumiałe cele.
I gdy tak siedziała i debatowała sama ze sobą, dłubiąc spinką w swoim stoliku jakby sprawdzając czy jest prawdziwy, poczuła coś dziwnego. Coś jakby wołanie...
Podniosła głowę i rozejrzała się dokoła. Wszyscy w skupieniu spoglądali na holotablicę wyświetlającą jakieś mapy nawigacyjne. Ciszę przerywał jedynie głos nauczyciela tłumaczącego mechanicznie, hipnotycznym głosem jakieś regułki. Wróciła do dłubania przekonana że tylko jej się wydawało.
Jednak nie minęła chwila gdy znów usłyszała jakby szept wewnątrz swojej głowy. Zamknęła oczy i oczyściła umysł nasłuchując czy ktoś znów się odezwie.
- „Mea...” - myśli ułożyły się w odpowiednik jej imienia.
Otworzyła nagle oczy. Czuła że połączyła się z kimś całkiem jej obcym. Niby odbywało się to tak samo jak z nordykami, za pomocą empatycznego chłonięcia uczuć, jednak tym razem wiedziała że jest to ktoś, kto formułuje myśli nieco inaczej, w trochę odmienny sposób. Cały czas coś odbierała jednak nie potrafiła rozszyfrować niektórych uczuć, których w ogóle nie znała. Musiał to być ktoś, kogo umysł pracuje inaczej niż umysły nordyków.
Jeszcze bardziej oczyściła myśli próbując wyłapać poszczególne esencje przekazu. Czuła że jest już coraz bliżej. Powoli zaczynała rozumieć i nagle w jej głowie jak wybuch supernowej rozbłysło:
- „Mea! Szybko! Wyjdź z sali, czekam na zewnątrz! Szybko!” - a uczucia przesączone były mocnym zniecierpliwieniem, zdenerwowaniem i zaniepokojeniem.
Dziewczyna nie zastanawiając się zbyt długo poderwała się z miejsca i uniosła rękę.
- Słucham? - odezwał się nauczyciel przerywając swój wykład.
- Siku – odpowiedziała zgorączkowana dziewczyna.
- No proszę – wykładowca wskazał jej drzwi.
Wybiegła szybko przed salę rozglądają się we wszystkie strony.
Zza filaru naprzeciwko wyłoniła się dziwna postać. Ktoś kogo nie spodziewała się zobaczyć – Gomorianka. Cofnęła się o krok lekko wystraszona i zarazem zaciekawiona. Spoglądała na nią w osłupieniu, pierwszy raz w życiu widząc przedstawicielkę tej rasy, którą do tej pory znała jedynie z podręczników.
Była to kobieta o wzroście podobnym do ludzkiego, może nieco ponad 1,8 metra. Sylwetka również mocno przypominała ludzką z tą różnicą że cała skóra wyróżniała się ciemno fioletowym kolorem. Była szczupła i dobrze zbudowana, choć prawie cała naga. Mea wiedziała że Gomorianie nie noszą ubrań, lecz ta najwyraźniej była wyjątkiem. Jej piersi osłonięte były krótką bluzeczką a biodra i pośladki szortami, wykonanymi z tego samego lub podobnego co jej uniform materiału. Ponieważ były w kolorze białym dość zabawnie kontrastowały z jej ciemnym kolorem skóry. Dłonie ukryte były w rękawicach, które były zapewne jakimś urządzeniem czy bronią. Stopy miała bose.
Twarz również przypominała ludzką bardziej niż twarz nordycka, za wyjątkiem oczu, które u gomorian były szerzej rozwarte i całe czarne, jakby pozbawione widocznych białek. Nos był typowo ludzki choć może nieco mniejszy a wargi pełne, w kolorze jeszcze ciemniejszego fioletu. Spod długich i o wiele grubszych niż w przypadku ludzi czarnych włosów wystawały dziwne uszy, o wiele większe od tych jakie posiadał człowiek, charakteryzujące się szpicem odstającym mocno do tyłu, na którym Mea dostrzegła bardzo dużo okrągłych kolczyków, wykonanych z jakiegoś czarnego materiału. Czoło zasłonięte było opaską z dziwnymi symbolami podtrzymującą włosy natomiast na całej twarzy dało się zauważyć coś co przypominało tatuaż, choć nie umiała określić czy to naturalna cecha czy też sztuczna dekoracja.
- To ty mnie zawołałaś? – spytała skrępowana Mea kompletnie nie zwracając uwagi na zdenerwowanie kobiety i przyglądając się jej z zafascynowaniem.
Gomorianka rozglądała się nerwowo bojąc się że ktoś ją zobaczy i odezwała się cichym, jakby pozbawionym mocnego wydźwięku głosem przypominającym szept.
- Musimy się śpieszyć, nie mamy czasu! – po czym zaczęła szybko iść w stronę schodów.
- Ale chwilkę! Zaczekaj, kim ty w ogóle jesteś? - Mea stanęła rozkładając ręce i w końcu zwróciła uwagę na bieżącą sytuację a nie egzotyczny wygląd enigmatycznej nieznajomej.
Kobieta szybko podbiegła do dziewczyny łapiąc ją za rękę i ciągnąć za sobą.
- „Zrozum powagę sytuacji! Musimy stąd uciekać i to szybko.”
Mea dopiero teraz, czując ogromne wewnętrzne napięcie gomorianki pojęła że nie jest to najlepszy moment na pogaduszki i zapoznanie się. Pokiwała głową na znak że zrozumiała.
- Za mną i nie zatrzymuj się! - powiedziała kobieta po czym bardzo szybko ruszyła w stronę klatki schodowej. Dziewczyna bez słowa pobiegła za nią również rozglądając się nerwowo dokoła choć tak naprawdę nadal nie wiedziała co im zagraża.
Nagle potężny huk wstrząsnął powietrzem a ziemia zatrzęsła się.
- Co to było do jasnej cholery! - krzyknęła Mea.
- Nie zatrzymuj się!
Dopiero teraz zaczęła się naprawdę bać. Biegła tak szybko jak tylko potrafiła zerkając jednocześnie przez okno. Północne skrzydło akademii stało w płomieniach. Włączyły się syreny alarmowe. Byli już prawie przy wejściu na klatkę kiedy kilka kolejnych eksplozji wstrząsnęło budynkiem. Były na tyle silne że przewróciły się upadając na podłogę. Z dziedzińca dochodziły odgłosy strzałów.
- Co się dzieje?! - krzyczała wystraszona dziewczyna.
Miała właśnie wstawać kiedy poczuła bardzo silny wybuch, tym razem zdecydowanie bliżej. Cały budynek zadrżał. Tym razem nie zdążyła się podnieść. Tynk posypał się z sufitu.
- Kryj się!
Usłyszała jedynie krzyk kobiety, która jednym susem wskoczyła na schody. Mea podniosła się i miała zrobić to samo kiedy świat za oknem w błyskawicznym tempie odleciał w górę. W ułamku sekundy, słysząc krzyki ludzi w salach wykładowych uświadomiła sobie że to nie świat odlatuje tylko ona spada.
W ogłuszającym huku łamanej i kruszącej się konstrukcji cały budynek zawalił się.
Poczuła że traci grunt pod stopami.
Dalej była już tylko ciemność...

Podpis: 

Grzegorz styczeń 2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.