http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
725
użytkowników.

Gości:
725
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 60930

60930

Drugie Dno cz. 5

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
10-02-19

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/-/-
Rozmiar
82 kb
Czytane
1887
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
10-02-19

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: thelinked Podpis: Grzegorz
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ziemia - świeżo wcielony i młody świat galaktycznej Wspólnoty, a właściwie Imperium; Dalsza część przygód młodej Mei.

Opublikowany w:

thelinked.pl

Drugie Dno cz. 5

"Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela."

Spokojnie i z opanowaniem oglądała każdy centymetr swojego ciała, sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Obolałe i sztywne mięśnie były mocno znieczulone przez co nie było możliwości wyczucia każdej rany czy zadrapania, czego gomorianka była doskonale świadoma.
Kiedy ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła że wszystko jest w porządku poza kilkoma siniakami przeszła do sprawdzania ekwipunku. Każdą czynność wykonywała instynktownie, z niesłychanie wyuczoną precyzją i automatyką. Ręce oraz myśli a raczej komendy kierowane do poszczególnych elementów wyposażenia działały niczym zaprogramowane polecenia w jakiejś odległej i nie odwiedzanej przez ludzi fabryce. Jej nieprzeniknione czarne oczy zawiesiły się nieświadomie w bliżej nieokreślonym punkcie. Gdyby ktoś zobaczył ja w tym momencie mógłby odnieść wrażenie że jest to doskonale zaprogramowany robot pozbawiony wszelkich myśli co, zważając na sytuację w jakiej się znajdowała, było nie lada wyczynem.
Kucała w jakiejś ciemnej dziurze na czymś co kilkadziesiąt minut wcześniej było zapewne schodami. Zewsząd wystawała pogięta stal, zbrojenie oraz pokruszone kawałki gruzu. Jakiś metr nad nią zawisł element prefabrykowanych schodów, które prowadziły wcześniej do wyższej kondygnacji. Dzięki temu powstał prowizoryczny strop, któremu zawdzięczała życie.
Wszystko zdawało się być w porządku. Sprzęt, ważniejszy od jej ciała był w nienaruszonym stanie. Przechyliła się lekko do przodu opadając na dłonie. Mrugnęła kilkukrotnie oczami po czym jakby wróciła do normalnego stanu świadomości. Mimo że już chwilę temu uspokoiła swoje wyrzuty, zdawały się ciągle wracać. Wiedziała że powinna była iść z tyłu. Wiedziała że podczas eskortowania podopiecznego nie można spuścić go z oczu nawet na ułamek sekundy. Zastanawiała się czy gdyby dziewczyna była z przodu to udało by się ją uratować, wepchnąć na schody. A tak?
Kilkukrotnie próbowała nawiązać z nią kontakt starając się przelać swoje uczucia jednak wiedziała że młoda ziemianka dopiero niedawno poznała tą formę komunikacji i nawet jeśli żyje, będzie zbyt rozkojarzona aby „usłyszeć” cokolwiek.
Pozostało jedynie czekanie. Sprawdziła wszystkie zakamarki i szczeliny do których mogła się dostać jednak nie znalazła nikogo. Wytężała słuch starając się wyłapać choćby najmniejszy szept czy szmer poruszającego się ciała – wszystko na nic. Tylko strzały i odgłosy walki, które powoli cichły z każdą minutą.
Gdy tak zbierała myśli w skupieniu wszystko gwałtownie zadrżało. Potężna eksplozja wstrząsnęła gruzami. Gomorianka odruchowo wskoczyła do szczeliny, która według jej oceny była najmocniejszym schronieniem. Usłyszała jakieś upadające stalowe elementy gdy nagle coś dużego, prawdopodobnie jakiś statek, z impetem wbił się w gruzy pod którymi się znajdowała. Ogłuszający huk sprawił że zatkała uszy, wszystko wypełniło się pyłem. Po kilku chwilach wszystko znów ucichło.
Otworzyła oczy i wychyliła głowę. Nie widziała absolutnie nic. Co chwila jakieś kamienie obsuwały się sukcesywnie zmniejszając powierzchnię jej schronienia. Co gorsza poczuła że gwałtownie podnosi się temperatura powietrza, które gorącymi falami przemykało między szczątkami – wiedziała że kilka czy kilkanaście metrów nad nią szaleje pożar. Czuła coraz większą bezsilność i dezorientację, traciła motywację i opanowanie, choć nadal pełna zimnej krwi czekała cierpliwie na rozwój sytuacji.
Zamknęła oczy, które w tej sytuacji nie były do niczego potrzebne. Całą świadomość przeniosła na słuch oraz umysł. W gigantycznym skupieniu oczekiwała jakiegoś sygnału, czegoś co da nadzieję że jej zadanie jeszcze się nie skończyło.
Nagle kilka metrów przed nią, gdzieś w głębi ruin, coś zaczęło się gwałtownie obsuwać. Dźwięk stali igrającej z betonem i kamieniem wypełnił powietrze by po chwili ustąpić miejsca ciszy. Szmer sypiącego się pyłu i drobnych kamyczków był teraz wyraźny jak nigdy dotąd. Czuła go w sobie. Miała wrażenie że jej świadomość składa się tylko z bodźców docierających z zewnątrz. I kiedy tak trwała w nasłuchiwaniu uświadomiła sobie że przed momentem usłyszała coś co brzmiało zupełnie inaczej niż wszystko dokoła. Wstrzymała oddech i na czworaka przeszła kilka kroków w przód, nadal mając zamknięte oczy. Znów coś usłyszała.
Jednym ruchem podniosła głowę, otworzyła oczy i zwinnie niczym dziki kot skoczyła w szczelinę przed sobą, po czym znów zatrzymała się kucając i nasłuchiwała. Po chwili była już pewna.
- „Ratunku! Pomocy!” - nikłe wołanie docierało dokładnie z przodu. Krew znów zagotowała się w żyłach a całe ciało nabrało niesłychanej energii. Nie wszystko było stracone.
Jedynym przejściem do przodu była mała szpara utworzona przez jakąś belkę podtrzymującą napierające z góry zawalisko. Nie tracąc czasu położyła się na plecach aby przeczołgać się pod nią. Choć musiała się mocno nagimnastykować w końcu przeszła na drugą stronę. Nie było tu miejsca aby się podnieść.
Nagle znów usłyszała wołanie, tym razem bardzo głośno i wyraźnie.
- „Tutaj jestem! Pomocy!” - teraz już wiedziała. To była Mea. Spontaniczny uśmiech rozświetlił jej twarz a radość była tym, czego nie spodziewała się jeszcze kilka minut temu. Euforię jednak szybko rozwiał kolejny krzyk, który tym razem nie był żadnym słowem. Tym razem był to krzyk bólu i rozpaczy.
Wiedziała że ma mało czasu. Z tego co ustaliła wynikało że dziewczyna jest gdzieś wyżej a najprawdopodobniej leży na kawałku podłogi nad jej głową. Betonowy fragment podtrzymywany był przez kolejną dużą belkę stanowiącą przeszkodę do jego osunięcia jeszcze niżej. Gdyby udało się ją usunąć zawalisko opadłoby w dół a wraz z nim Mea.
Choć zdawała sobie sprawę że to niebezpieczne nie miała w tej sytuacji żadnej innej alternatywy. Rozejrzała się dokoła szukając czegoś pozwalającego jej stworzyć prowizoryczną dźwignię, dzięki której przesunęła by belkę o kilka centymetrów. Przypomniała sobie że widziała jakiś pręt w pomieszczeniu w którym była wcześniej. Szybko przeczołgała się z powrotem i już miała wracać kiedy zauważyła czerwoną łunę rozświetlającą wszystko. Spojrzała do góry. Spomiędzy różnych elementów zawaliska docierało do niej coraz cieplejsze powietrze oraz czerwonawa poświata. Doskonale wiedziała że nie mają zbyt wiele czasu zwłaszcza że co jakiś czas przeciąg obierał drogę ku dołowi niosąc ze sobą trujący dym i opary.
Szybko wczołgała się do szczeliny. Kiedy udało jej się znaleźć dobrą pozycję, zatknęła pręt w jakiejś dziurze i między nim a belką umieściła kawałek kamienia. Zaczęła ciągnąć ze wszystkich sił a jej twarz wykrzywiła się w grymasie wysiłku, jednak belka nawet nie drgnęła. Nabrała powietrza i znów wytężyła mięśnie, tym razem zapierając się mocno nogami. Zdawała sobie sprawę że tylko łud szczęścia pozwoli jej przesunąć coś na co napiera kilkaset kilogramów ciężaru, jednak mimo wszystko nie poddawała się.
Odpuściła chcąc chwilę odpocząć gdyby nie to że usłyszała kaszel, który powtórzył się kilkukrotnie a później znów jęk bólu. Nerwowo chwyciła pręt i miała właśnie ciągnąć gdy nagle puściła go i sięgnęła szybko ręką za plecy jakby czegoś szukając. Po kilku sekundach wiercenia i kręcenia się wyciągnęła maleńki przedmiot przypominający opaskę czy bransoletę wykonaną z jakiegoś czarnego tworzywa. Spojrzała na nią jakby zastanawiając się co ma zamiar zrobić. Wiedziała że nie ma wyjścia i za chwilę nie będzie kogo ratować.
Spojrzała na pręt i znów na bransoletę. Zamknęła oczy, wzięła kilka głębokich wdechów i wsunęła prawą dłoń w owalny przedmiot, który gwałtownie wysunął z siebie masę maleńkich igieł po czym zmniejszył rozmiar dopasowując się do ręki. Igły wbiły się w skórę. Kobieta uderzyła głową w podłoże i zagryzła wargi. Stymulant dostał się do krwiobiegu powodując ogromny ból i otępienie. Wszystkie mięśnie napięły się gwałtownie z taką siłą jakby miały zaraz połamać kości. Zaczęła się trząść i drgać.
Jako instynktowni i zawodowi łowcy, wojownicy oraz szpiedzy wykorzystywani w imperialnej armii, gomorianie wyposażeni byli również w specjalne środki stymulujące siłę mięśni. Ponieważ stymulanty niesłychanie wyniszczały ciało oraz otumaniały mózg, powodując że samoświadomość ograniczała się jedynie do najsilniejszego priorytetu, używano ich tylko w ostateczności, w warunkach w których liczyło się jedynie przetrwanie.
Uznała że w tym momencie nie było innego wyjścia i musiała to zrobić.
Kiedy pierwszy szok ustąpił otworzyła szeroko oczy. Oddech był bardzo szybki a serce waliło jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi. Zapomniała jak tu trafiła, to nie miało teraz znaczenia. Nie interesowało jej kim jest i co tu robi. Zniknęła a jej umysł został zdominowany przez agresję, furię i chęć wyładowania siły, chęć niszczenia. Wiedziała tylko że ma zająć się przesunięciem belki i to było jej całym światem.
Chwyciła pręt zaciskając na nim swoje dłonie. Instynktownie i nieświadomie zaparła się nogami. Mięśnie łydek i ud napięły się naciągając skórę. Przechyliła się odchylając w tył głowę. Całe ciało wygięło się niczym struna i przekazywało swoją siłę dłoniom, które ciągnąc szorstką stal nadwyrężały stawy i ścięgna. Łzy popłynęły po policzkach, choć gomorianka nie była ich świadoma. Tak naprawdę nie była niczego świadoma. W tym momencie bardziej przypominała zaszczute zwierzę lub bezmyślną maszynę.
Ciało i mięśnie docierały do granic swoich możliwości. Pręt zaczął powoli wygnać się ustępując potężnej sile. Kobieta zaczęła krzyczeć. Gdzieś we wnętrzu była jej prawdziwa świadomość czująca ogromny ból naciąganych ścięgien, stawów i kości, które na granicy złamania starały się oprzeć szaleńczej sile mięśni.
Nagle ogromna ulga wypełniła jej zniewolone myśli. Ciało rozluźniło się, ręce opadły a gdzieś w oddali słychać było dźwięk opadającego na ziemię pręta. Belka ustąpiła a betonowa płyta obsunęła się. Ostry dym wypełnił pomieszczenie gryząc nozdrza i rozpierając płuca.
Jak we śnie, wyczerpana gomorianka przekręciła się na bok aby zobaczyć co się stało. Obok niej leżała nieprzytomna młoda dziewczyna, która najwyraźniej zsunęła się z płyty. Nie wiedziała kto to. Wiedziała tylko że musi ją stąd wyciągnąć.
Przeczołgała się do wcześniejszego pomieszczenia i chwyciła dziewczynę za ręce po czym przyciągnęła do siebie. Sapała głośno a ślina skapywała przez otwarte usta. Nie kontrolowała prostych odruchów swojego ciała. Wolno przekręciła głowę aby spojrzeć na dziewczynę. Dopiero teraz jakiś fragment jej świadomości zrozumiał że to Mea. Gdzieś w głębi iskierka radości rozpaliła serce, choć z zewnątrz nadal przypominała sapiące zwierze.
Siedząc płasko i zataczając się trąciła dziewczynę ręką i warknęła, sprawiając wrażenie jakby nie potrafiła mówić inaczej.
- Wstawaj! - zamknęła oczy i znów wciągnęła powietrze – Wstawaj Mea! Trzeba iść...trzeba iść...
Przekręciła się na bok i podniosła na czworaka. Dziewczyna odkaszlnęła i zaczęła okazywać oznaki życia, jednak nadal nie była w pełni przytomna. Gomorianka ze wszystkich sił starała się wykrzesać z siebie choć odrobinę logicznego myślenia i organizacji jednak było to niesłychanie trudne. Wszystko ograniczało się do podstawowych bodźców docierających do jej umysłu.
Niczym pijana zerknęła ponownie na dziewczynę, która znów leżała bezwładnie na ziemi. Pomimo odruchowego kaszlu nadal nie odzyskała przytomności. Trąciła Meę jeszcze kilka razy próbując ją obudzić jednak bezskutecznie.
Nie czekając chwyciła ją za ręce i zaczęła ciągnąć w stronę schodów a raczej ich pozostałości, w których sama znalazła wcześniej schronienie. Kilka większych kamieni obsunęło się spadając gdzieś za nimi. Po chwili kolejne gruzy zaczęły się przemieszczać.
Kiedy miała przeciskać się przez ostatnią szczelinę nagle elementy schodów zadrżały i prowizoryczna przestrzeń do której zmierzała gwałtownie zawaliła się jeszcze niżej, prawdopodobnie pod naporem wielu ton szczątek znajdujących się wyżej.
Upadła na dziewczynę przykrywając ją swoim ciałem. Gdyby się pośpieszyła prawdopodobnie obie już by nie żyły. Ta sytuacja lekko otrzeźwiła jej umysł. Podniosła się kaszląc. Wszystko dokoła wypełnione było kurzem. Zostawiła leżącą na ziemi dziewczynę i kucając podeszłą do szczeliny, którą chciała dostać się do klatki schodowej. Kiedy była tuż przy niej uświadomiła sobie że przejście zamieniło się w urwisko. Wszystko w tym miejscu runęło w dół o dobre kilkanaście metrów. Na samym dnie dostrzegła kilka białych obiektów. Wytężyła wzrok. Tak, nie myliła się, to były samochody. Wyrwa sięgała prawdopodobnie podziemnego parkingu lub przy-parkingowego garażu.
Spojrzała w górę jednak nie widziała nic prócz czerwonej poświaty płomieni. Za nimi dym stawał się coraz gęstszy a płonące elementy spadały coraz niżej. Było coraz mniej czasu. Zejście niżej było jedyną możliwością. Choć nadal czuła się źle, wiedziała że substancja stymulująca zaczyna ustępować. Spojrzała na nieprzytomną dziewczynę i zdała sobie sprawę z kolejnego wielkiego wysiłku jaki ją czekał.
Przekształciła swoje myśli w komendę, którą mózg wysłał w odpowiednie miejsce by aktywować pożądany element wyposażenia. Po sekundzie, skóra kilka centymetrów nad nadgarstkiem naprężyła się i pękła a ze szczeliny wyciekła jakaś niesłychanie gęsta ciecz zdająca się twardnieć z każdą chwilą. Po kolejnych kilku sekundach ciecz prawie całkowicie zesztywniała unosząc się ku górze i zamieniając w długie na 20 centymetrów czarne, połyskujące ostrze, które ułożyło się zgodnie z linią przedramienia.
Gomorianka czuła jak wewnątrz ciecz również twardnieje. Pozostając jednak bardziej elastyczną opływała całe jej przedramię znajdując oparcie dla ostrej i twardej końcówki. Kiedy broń była gotowa kilkoma przykucniętymi krokami podeszła do leżącej Mei i uniosła jej dłoń. Między skórę a kombinezon ostrożnie wsadziła ostrze po czym wykonała lekkie cięcie aż do łokcia. To samo z drugiej strony.
Kiedy rozcięte rękawy luźno zwisały zrobiła dokładnie to samo z nogawkami rozcinając je aż do kolan. Następnie wycięła długie pasy z części materiału okalającego plecy dziewczyny. Śpieszyła się widząc że każda minuta przybliża ich do scenariusza, którego chciała uniknąć.
Gdy wszystko było gotowe usiadła w siadzie klęcznym tyłem do dziewczyny. Przyciągnęła Meę za nogi tak aby okalały ją z dwóch stron. Chwyciła rozcięte rękawy i podciągnęła bezwładne ciało do momentu aż całkowicie nie oparło się na jej plecach. Przełożyła ręce do przodu i związała rękawy. Następnie na wysokości swojego brzucha, złączyła supłem odcięte pasy kombinezonu zwisające z pleców Mei. Na samym końcu umocowała nogawki przekładając nogi dziewczyny do przodu.
Kiedy wszystko było gotowe przechyliła się i upadła na jedną rękę. Drugą potrząsnęła a ostrze znów zamieniło się w ciecz skapując na ziemię. Rozcięcie skórne z którego wystawało zasklepiło się błyskawicznie. Na czworaka podeszła do krawędzi i spojrzała w dół. Nie bała się o zejście. Jedyne obawy jakie w tym momencie odczuwała dotyczyły jakości materiału z którego wykonany był kostium Mei. Miała nadzieję że i w tej dziedzinie imperium nie dało plamy.
Wzięła głęboki wdech, obróciła się tyłem i wolno, badając grunt szukała odpowiednich punktów zaczepu dla swoich palców stóp. Schodziła coraz bardziej aż w końcu w całości zawisła na zniszczonej ścianie. Pomysł z kombinezonem zdał egzamin. Lekki uśmiech pojawił się na zmęczonej twarzy. Choć supeł przy rękawach mocno naciskał na gardło okazało się to mniej uciążliwe niż sądziła.
Wolno zaczęła schodzić i okazało się to zaskakująco proste dzięki wystającym zewsząd prętom i resztkom konstrukcji. Po kilku minutach dotarła do samochodów, które widziała wcześniej z góry. Kiedy była wystarczająco nisko odskoczyła od ściany na najbliższy wiszący bokiem pojazd, który zakołysał się pod jej ciężarem. Wystawiła ręce starając się złapać równowagę. Rozejrzała się dokoła.
Stała na drzwiach kierowcy. Samochód wisiał bokiem w stalowej uprzęży, która przymocowana była do dużej prowadnicy nad nią. Z prawej i z lewej w ten samo sposób ciągnęły się rzędy innych pojazdów. Chwyciła uprząż i ostrożnie wychyliła głowę aby zobaczyć jak daleko jest do dołu pomieszczenia.
Cztery rzędy wiszących aut dzieliły ją od dna. Z przodu jedna z uprzęży wisiała pusta i mocno wygięta. Prawdopodobnie podczas zawału klatki schodowej gruzy spadły na samochody w tej kolumnie doszczętnie je niszcząc i odrywając od urządzeń. Główne prowadnice zdawały się jednak w miarę stabilne i nienaruszone.
Po krótkiej chwili namysłu kucnęła i tyłem skierowała się do krawędzi samochodu chwytając ją rękoma i wolno spuszczając się w dół. Skorygowała swoje położenie i nagle puściła. Upadła jakieś 2 metry niżej idealnie na prowadnice po której przemieszczały się uprzęże wraz z pojazdami. Znalazła najbliższy nieuszkodzony samochód i powtórzyła czynność dokładnie w ten sam sposób i już po kilku minutach zeskoczyła na twardą betonową podłogę upadając z wyczerpania.
Odwiązała Meę, która zaczynała lekko ruszać rękoma i jęczeć coś po cichu. Jednak kobieta nie słyszała nic poza własnym oddechem i biciem serca. Była wycieńczona. Spoglądała tępo w dziurę w suficie znajdującym się piętnaście metrów wyżej. Zakryła twarz rękoma i przekręciła się na bok skulona.
Po chwili usłyszała cichy szept.
- Gdzie jestem? - mruczała pozbawiona emocji Mea, będąca najwyraźniej w mocnym szoku.
Kobieta przysunęła się i przytuliła ją.
- Spokojnie – szepnęła jakby resztką sił – już wszystko dobrze. Tutaj jesteśmy bezpieczne.
- Moje nogi. Dalej nie czuję moich nóg – mówiła cicho jednocześnie starając się dotknąć ręką swoich ud.
Kobieta podniosła się i lekko zaniepokoiła. Położyła Meę na boku po czym wsunęła swoją dłoń w dziurę w kombinezonie macając fragment po fragmencie kręgosłup dziewczyny. Wszystko wydawało się być w porządku. Chwyciła ręką jej stopę.
- Czujesz to? - pytała ściskając kolejno palce.
- Co?
- To co robię. Czujesz dotyk? Uciski?
Dziewczyna jednak milczała. Jej oczy nieobecnie patrzyły przed siebie a umysł zmęczony do granic możliwości zbuntował się odmawiając dalszej pracy.
- Mea! Mów do mnie! Nie odpływaj znowu!
- Co? Tak – szeptała wyraźnie zdezorientowana dziewczyna.
- Czujesz mój dotyk?! - powtórzyła kobieta ściskając jednocześnie palce i kując je jakimś ostro zakończonym kamieniem.
- Nie, nie...nie czuje – odpowiedziała cicho Mea.
Gomorianka skupiła umysł starając się wejść głęboko w podświadomość swojej młodej towarzyszki i odnaleźć miejsce uszkodzenia.
Po kilku chwilach otworzyła oczy.
- Masz naderwany rdzeń kręgowy – dziewczyna jednak milczała – Powinnaś trafić do szpitala ale – zawahała się chwilę – ale nie mogą nas tu razem znaleźć, to zbyt ryzykowne. Musi być jakieś inne wyjście! - po czym poderwała się na równe nogi i wydała z siebie kilka dziwnych dźwięków przypominających syczenie i warczenie, przedstawiających zapewne złość w jej instynktowny sposób. Nagle stanęła w bezruchu jakby wpadła na pewien pomysł.
Tak. W jej głowie pojawiło się jedno wyjście i choć była świadoma ogromnego ryzyka jakie wiązało się z jej pomysłem nie miała innej alternatywy. Podbiegła do Mei i bardzo delikatnie położyła ją na brzuchu. Wzięła głęboki wdech po czym odezwała się cichym szeptem wprost do ucha dziewczyny.
- Muszę zabrać Ci jeden włos – po czym szybko wyrwała to czego potrzebowała. Młoda ziemianka nie zareagowała w żaden sposób, nadal leżąc bezwładnie choć przytomnie.
- Leż spokojnie i odpręż się. Poczujesz kilka mocniejszych ukłuć a później zaśniesz. Zaufaj mi, wszystko będzie dobrze – i już miała odchodzić kiedy dziewczyna chwyciła ją za rękę i ścisnęła. Choć nie wypowiedziała żadnego słowa, kobieta czuła że ta młoda istota jest potwornie wystraszona i załamana.
Odpowiedziała jej uściskiem dłoni po czym wyszeptała kilka dziwnych dźwięków do ucha i pocałowała w czoło.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze, obiecuję – i odwróciła szybko głowę wiedząc że tak naprawdę skłamała. Nie była pewna czy wszystko będzie dobrze. Nie miała pojęcia jak zareaguje ziemski organizm w zetknięciu z gomoriańską technologią, jednak w tym momencie nie widziała innego wyjścia.
Znów skupiła myśli. Skóra na garbo-podobnym kształcie na plecach napięła się i pękła. Po chwili coś dziwnego, przypominającego czarnego pająka wyszło ze szczeliny i przemieszczając się przez bark, ramię i przedramię dotarło w końcu do dłoni kobiety.
Był to mały robot lekarski, będący na wyposażeniu każdego gomoriańskiego łowcy. Wyglądem w żaden sposób nie przypominał maszyny i bliżej mu było do żywego organizmu, którym zresztą po części był, jak większość technologicznych części tej rasy.
Mea kątem oka dostrzegła to przerażające coś wijące się wokół dłoni swojej towarzyszki i mocno wystraszona szarpnęła się kilkukrotnie. Kiedy gomorianka zauważyła że młoda dziewczyna nie jest zachwycona tym widokiem, podniosła się szybko i usiadła okrakiem nad jej plecami, tak aby nie mogła się wiercić.
- Ja nie chce, proszę – jęczała Mea starając się odepchnąć kobietę. Ta jednak szybko skrępowała ręce dziewczyny przygniatając je kolanami. Czarny pająk zszedł powoli na plecy ziemianki.
- Weź to ze mnie! Zdejmij to! - szarpała się Mea, która powoli odzyskiwała siły. Jednak gomorianka pozostawała głucha na te okrzyki doskonale wiedząc co musi zostać zrobione.
Podsunęła wyrwany wcześniej włos do grzbietu pająka stojącego nieruchomo na plecach, który zdawał się właśnie na to czekać. Kiedy dotknęła go włosem, ten przykleił się do czarnej powierzchni robota i zastał jakby wchłonięty do wewnątrz.
Po kilku chwilach pajęczak zaczął szybko przemieszczać się po plecach tam i z powrotem jakby czegoś szukając. Szybkimi ruchami przeskakiwał z jednego kawałka skóry na drugi coraz bardziej zacieśniając obszar dziwnych poszukiwań. Nagle stanął i zaczął kręcić się wokół własnej osi, jak pies obchodzący kilkukrotnie miejsce w którym ma zamiar się położyć. W końcu stanął w bezruchu i błyskawicznie wbił wszystkie swoje odnóża w skórę po obu stronach kręgosłupa.
Mea szarpnęła się mocno i wrzasnęła. Ogromny ból przeszedł przez całe jej ciało docierając do jego najdalszych zakamarków. Miała wrażenie jakby ktoś poskręcał wszystkie nerwy jakie posiada. Po chwili czucie zaczynało słabnąć a ona powoli odpływała gdzieś daleko, gdzie nawet jej własny krzyk zdawał się pozostawać za mgłą. Jasne światło rozbłysło w jej głowie. Zniknęła całkowicie a wraz z nią zniknął ból, smutek i strach. Rozpłynęła się. W końcu czuła się wolna...

Powoli zaczęła się budzić. Powieki mocno sklejone nie chciały się otworzyć, jednak chwilę później ustąpiły pod naporem mięśni. Było ciemno. Tylko jakaś nikła poświata czerwonego światła rzucała nieco blasku na miejsce w którym się znajdowała. Jak przez mgłę pamiętała to co wydarzyło się wcześniej. Eksplozja a potem gruzy, ciemność i strach. Gdzieś w głowie przelatywały jakieś migawki kobiety, która wyciągnęła ją z klasy – tej nieznajomej gomorianki.
Usłyszała coś za swoimi plecami. Przekręciła się na drugi bok żeby zobaczyć co to. To była ona - kobieta o fioletowej skórze. Stała przed jakimiś stalowymi drzwiami. Jednak kiedy Mea mrugnęła oczami nieznajomej już tam nie było. Zdziwiła się lekko potrząsając głową.
- Co jest? - szepnęła do siebie.
Wytężyła wzrok jednak nikogo nie widziała, choć była pewna że przed chwilą ktoś tam stał. Znów mrugnęła oczami a ku jej zdziwieniu kobieta ponownie się pojawiła jednak przy innym włazie, znacznie bliższym.
- Halo! - zawołała dziewczyna w stronę nieznajomej.
Kobieta błyskawicznie odwróciła się i kiedy Mea znów mrugnęła oczami ta już przy niej stała. Gomorianka uśmiechała się radośnie a jej czarne oczy przyglądały się dziewczynie.
- Widzę że już się obudziłaś? - spytała cicho.
- Gdzie jeste... - i nagle przerwała zaskoczona. Chciała podciągnąć swoje nogi i udało jej się to bez najmniejszego problemu – Moje nogi! - szepnęła zaskoczona dotykają ich czule jak nigdy dotąd – Jak tam leżałam to w ogóle ich nie czułam. Bałam się że uszkodziłam kręgosłup.
- Bo uszkodziłaś. Nie pamiętasz jak tu dotarłyśmy? - spytała kobieta.
I choć Mea starała się dotrzeć do jakiś wspomnień to widziała jedynie ciemność. Pokręciła przecząco głową.
- Nie ważne, nie przejmuj się tym. To jeden z możliwych efektów ubocznych.
- Efektów ubocznych? Czego? - spytała dziewczyna powoli podnosząc się z ziemi.
- Rekonstrukcji rdzenia.
- Kręgowego?!
- Tak.
Mea spojrzała na nią z niedowierzaniem i znów odezwała się.
- Tutaj?! Jakim cudem naprawiłaś mi kręgosłup w takich warunkach?
- Później ci opowiem. Powiedzmy że mam dużo zabawek – odparła gomorianka nadal kręcąc się tu i ówdzie jakby czegoś szukając.
Dziewczyna spojrzała na prawie nagą kobietę po czym rozglądnęła się dokoła szukając jakiegoś ekwipunku czy czegoś podobnego, jednak bezskutecznie.
- Dużo zabawek? - spytała znowu idąc w jej kierunku – Przecież ty nie masz nawet plecaka!
- Dlatego powiedziałam że opowiem Ci później, teraz musimy się stąd wydostać!
- Wydostać?! - uśmiechnęła się Mea – A gdzie chcesz się wydostać z automatycznego garażu? Tu nawet nie ma wejścia, samochodu są tu zabierane automatycznie a jak coś nawali to naprawiają to roboty. Nikt się tu nie zapuszcza. Zresztą pewnie zaraz ktoś nas znajdzie. Ile spałam?
- Trochę. Kilka waszych godzin – odpowiedziała gomorianka szperając coś przy dużej kracie ściekowej w podłodze.
- Więc na pewno zaraz tu ktoś tu będzie.
- Właśnie dlatego musimy stąd iść – odpowiedziała spoglądając w górę jakby w obawie przed ekipą ratunkową.
- Czegoś tutaj nie rozumiem. Dlaczego tak bardzo boisz się że ktoś nas znajdzie? I skąd w ogóle wiedziałaś że będę w akademii? A tak w ogóle to doskonale wiedziałaś że coś się stanie bo już wtedy się śpieszyłaś! Co to było tam u góry?
- Czy możemy przełożyć to na później? Proszę. Jak nas znajdą to wszystko się skomplikuje. Nie powinno mnie tu być rozumiesz? Tym bardziej z tobą. Nie ma mnie w żadnych logach przylotów na Ziemię. Po maleńkich śladach mogą dotrzeć do tego którego nazywasz Doctusem a na to nie mogę pozwolić. Prędzej zabije siebie i ciebie.
- Znów on?! Znów Doctus? To on cię przysłał? - spytała zdenerwowana Mea.
- Tak. Jednak błagam pomóż mi znaleźć stąd wyjście a później wszystko ci wyjaśnię, na tylko na ile sama coś wiem. Zgoda?
Po krótkiej chwili namysłu Mea przytaknęła głową.
- Wiesz co to za kraty? Dokąd prowadzą te tunele? - spytała gomorianka.
- Nie wiem ale wydaje mi się że do katalizatorów. To zwykły ściek na wodę z pojazdów, nigdzie nim nie dotrzemy. Na samym dole są pewnie przetwornice wody i odpadów.
Kobieta spuściła głowę w geście zrezygnowania i odpowiedziała.
- Sprawdziłam tamte włazy. Są nieszczelne więc przeszłam nad nimi... - przerwała jej Mea.
- Nieszczelne? Przecież są zamknięte.
- Zamknięte? A, no tak. Te włazy są zbudowane w technologii jak to mówicie „trójwymiarowej” więc jeśli rozumiałabyś przestrzeń w pełni to były by dla ciebie nieszczelnie zamknięte. Nie istotne, w każdym razie nie ma za nimi nic poza jakimiś urządzeniami.
Mea rozłożyła ręce przechadzając się po kratach w podłodze. Było ich kilka a pod każdą z nich tunel o idealnie gładkich ścianach kończący się jakimś spadem około 20 metrów niżej.
- Nie ma stąd innego wyjścia niż to którym tu weszłyśmy – odpowiedziała zrezygnowana dziewczyna – No i poza główną śluzą na samochody – wskazała palcem w duże stalowe drzwi pod sufitem.
Gomorianka uderzyła pięścią w kratę wydając z siebie dzikie dźwięki złości.
- Hej! Zobacz! – krzyknęła niespodziewanie Mea. Kobieta zerwała się błyskawicznie i podbiegła do niej.
- Co masz?
- Zobacz – wskazała inną kratę i szyb pod nią – Gładkie ściany co nie?
- No tak.
- Spójrz tutaj – wskazała palcem na jedną ze ścian kraty na której stała.
Gomorianka ze zdumieniem zauważyła prowizoryczną drabinę prowadzącą od samej góry do mniej więcej połowy szybu. Kończyła się przy dziwnym włazie wyglądającym nieco inaczej od reszty konstrukcji.
- Brawo – chwyciła dziewczynę za rękę – tego nam było trzeba, choć wygląda to nieco dziwnie. Choć, musimy ściągnąć kratę!
I obydwie nie tracąc czasu uniosły stalową kratownicę osłaniającą wlot szybu po czym przeciągnęły ją na tyle na ile było to konieczne. Podbiegły do drabiny.
Nagle ponad ich głowami coś zadudniło a po karoserii wiszących samochodów posypał się pył i kamienie. Gomorianka zerknęła ku górze nasłuchując w oczekiwaniu.
- Podnoszą gruz – odezwała się do Mei – Mamy mało czasu, musimy stąd uciekać!
Bez zastanowienia zaczęła schodzić w dół po drabinie. Mea przyglądała się z góry i czekała na jakiś znak.
Dotarła do końca szczebli. Na prawo od niej, w idealnie pionowej ścianie umieszczony był szczelny srebrny i owalny właz, zabezpieczony kryształowym zamkiem – technologia imperium. Kobieta zastanawiała się co w takim miejscu robi takie przejście i po co w zwykłym garażu kryształowe zamki myślowe. Nie mając jednak czasu na takie rozważania przyłożyła dłoń, która umieszczona była w specjalnej rękawicy, do przejrzystej kuli pośrodku włazu. Wytężyła umysł po czym kula zaświeciła białym światłem i drzwi otworzyły się.
Z ciemnego i wąskiego tunelu za włazem buchnęło ciepłe powietrze wypełnione dziwnym zapachem drażniącym nozdrza. Poza tym wszystko wyglądało w porządku, choć nie było tam żadnego źródła światła przez co nie dało się dostrzec jak daleko sięga tunel.
Machnęła kilkukrotnie ręką do Mei, która w oczekiwaniu spoglądała to w dół to w górę, w dziurę w suficie skąd docierały do niej coraz głośniejsze dudnienia i dziwne szmery. Wiedziała że nie mają zbyt wiele czasu jeśli chcą zostać nie wykryte.
- „Chodźmy!” - usłyszała w swojej głowie dziewczyna i błyskawicznie zerknęła z powrotem na kobietę. Ta znów machnęła ręką. Mea zaczęła ostrożnie schodzić po drabinie lecz po chwili wróciła do góry i z wielkim trudem przyciągnęła ręką kratę, tak aby zostawić wszystko w jak najmniej naruszonym stanie. Kiedy osłona szybu zaskoczyła, ponownie stopień po stopniu kierowała się w dół.
Kiedy była w połowie drogi potężny huk dotarł do jej uszu. Wszystko mocno zadrżało. Powietrze wypełnił dźwięk odbijających się od karoserii samochodów kamieni oraz pyłu. Spojrzała w górę. Coś mocno wstrząsnęło całym zawaliskiem. Nagle wielki kawał betonu przebił się przez dziurę w suficie i uderzył w jedno z wiszących aut, które momentalnie urwało się razem w uprzężą i z impetem roztrzaskało inne wiszące pod nim pojazdy. W końcu wszystko niczym domino upadło na dno strzelając szczątkami w każdą stronę. Kilka fragmentów wpadło do szybu w którym obie wspinały się.
- Szybko, przebijają się już! - krzyczała z dołu gomorianka.
Dziewczyna wystraszona zaczęła znów szybko schodzić w jej kierunku. Od włazu dzieliło ją kilka stopni. Powietrze przeszyła kolejna potężna fala dźwiękowa i nagle przez wyrwę w suficie wlały się oślepiające promienie światła dziennego. Mea odwróciła wzrok. Kiedy oczy przyzwyczaiły się, w posoce światła spostrzegła masę wiszących bezwładnie kamieni, stalowych elementów i innego rodzaju szczątek, które zdawały się ignorować grawitację. Nagle wszystkie te przedmioty wyfrunęły z ogromną prędkością w górę, jakby zassane przez wielki odkurzacz – maszyny przebiły się przez zawalisko.
Zeszła jeszcze jakieś pół metra i zatrzymała się obok kobiety, która trzymając się jedną ręką drabiny spoglądała niecierpliwie w górę.
- Co to za smród?! - burknęła Mea zasłaniając nos i spoglądając w głąb dziwnego przejścia.
- Nie mam pojęcia, wskakuj! - pchnęła ją kobieta po czym sama z gracją wskoczyła przez właz.
Ostatni raz zerknęła w górę po czym schowała się do środka i pociągnęła za sobą srebrne wieko, które raz dotknięte samo delikatnie zatrzasnęło się odpowiadając jedynie głośnym sykiem zasysanego powietrza.
Zapanowała absolutna cisza i nieprzenikniona ciemność. Zza wejścia nie docierały żadne, nawet najcichsze odgłosy. Szum w uszach był teraz głośny jak nigdy dotąd. Mea po omacku starała się wyczuć podłoże aby zrobić kilka kroków naprzód.
- Nic nie widzę! - powiedziała do gomorianki a jej głos wydawał się dziwnie stłumiony w tym ciasnym korytarzu.
Kobieta nic nie odpowiedziała choć dało się słyszeć że wykonuje jakieś ruchy. Po chwili Meę oślepiło jasne błękitne światło. Kobieta trzymała w ręku jakąś niewielką kulę, która emanowała lekko pulsującą poświatą.
- Weź to w dłoń i puść – powiedziała gomorianka przekazując jej kulkę, która wielkością przypominała małą mandarynkę.
Mea chwyciła przedmiot, który dawał silne światło jednak oprócz początkowego szoku wzrokowego, zdawał się w ogóle nie oślepiać. Po chwili otworzyła pięść i kulka zaczęła samoistnie krążyć w powietrzu wokół nadgarstka. W jej wnętrzu pływało jakby wiele przeróżnych iskierek, które zderzały się ze sobą wytwarzając blask.
Dopiero teraz zobaczyła gdzie dokładnie się znajdują. Tunel miał nie więcej niż 1 metr i 40 centymetrów średnicy przez co obie musiały kucać. Był idealnie owalny a jego ściany sprawiały wrażenie jakby zostały wydrążone przez jakiś świder. Ciągnął się idealnie w linii prostej choć nie była w stanie dostrzec końca a same ściany niknęły gdzieś w ciemności po kilkunastu metrach. Powietrze w ogóle się nie poruszało a dziwny smród drażnił nos.
Poczuła się lekko zaniepokojona tym miejscem. Nie wiedziała gdzie się znaleźli i dokąd tak naprawdę zmierzają. Co gorsza zdawała sobie sprawę że jej doświadczona towarzyszka też nie ma zielonego pojęcia jak to się skończy.
Odwróciła się w jej stronę. Zdawała się mocno przecierać oczy.
- Co robisz? Coś się dzieje? - spytała zdziwiona Mea opierając się rękoma o ściany i podchodząc bliżej.
Gomorianka uniosła głowę. Jedną ręką podniosła powiekę prawego oka po czym palcami drugiej dotknęła gałki ocznej. Dziewczyna przyglądała się jej z dużym zdziwieniem. Ku jej zdumieniu w pewnej chwili, kiedy kobieta zaczęła odsuwać palce od oka coś przylgnęło do nich. Wyglądało to tak jakby wierzchnia warstwa oka była w jakiś dziwny sposób zrywana. Mea skrzywiła twarz w geście mocnego zniesmaczenia a jej towarzyszka kontynuowała. W końcu silniejszym ruchem całkowicie zerwała dziwną powłokę i wznowiła wstrzymany oddech.
Na palcu wisiało coś co przypominało długi kawałek zniszczonej błony lub jakiejś tkani organicznej z której kapała dziwna ciecz. Po chwili to zrobiła to samo z drugim okiem.
- Co to do cholery jest?! - spytała zszokowana dziewczyna.
Kobieta przetarła oczy ręką i podniosła głowę spoglądając na Meę. Jej oczy zmieniły się. Nie były już w całości czarne jak miało to miejsce poprzednio. Choć nadal pozostawały ciemne i jakby pozbawione białek, ich źrenice zdawały się błyszczeć odbitym światłem. Sam kształt źrenic przypominał wąską poziomą szparkę, podobnie jak u kota jednak w innej płaszczyźnie.
- Twoje oczy – szepnęła dziewczyna przyglądając się im bliżej.
- Nareszcie – z satysfakcją odsapnęła gomorianka, która zdawała się rozwierać oczy znacznie szerzej niż poprzednio, przez co wyglądała jeszcze bardziej zdumiewająco.
- Co to było? - spytała Mea wskazując na leżące na ziemi zniszczone błony.
- Moje oczy są nieprzystosowane do światła na waszej planecie. Wasza gwiazda jest bardzo silna a dzień jest tu tak długi jak noc. Gdyby nie miała specjalnej osłony już dawno bym oślepła.
- Więc to są twoje prawdziwe oczy?
- Na to wygląda – odpowiedziała jej z uśmiechem.
- Niesamowite – szepnęła dziewczyna jakby do siebie samej, przyglądają się tym głębokim jak otchłań oczom – Teraz widzisz lepiej?
- O tak! Zdecydowanie – zaśmiała się radośnie kobieta by po chwili śpieszyć z wyjaśnieniem – Na mojej planecie, którą nazywacie Gomorią, dzień trwa bardzo krótko. Ten świat jest właściwie satelitą innego większego ciała niebieskiego. Półkula na której żyjemy jest zwrócona prawie cały czas w kierunku planety matki, dlatego nawet kiedy jesteśmy między nią a naszą słabą gwiazdą, oświetla nas jedynie odbite od planety światło.
- No to teraz jesteś w swoim żywiole! - uśmiechnęła się Mea, jakby zapominając o sytuacji w jakiej się znalazły. Przez chwilę miała wrażenie jakby rozmawiała z dobrą przyjaciółką, gdzieś na ławce w parku.
- Tak! - odpowiedziała jej głośnym śmiechem gomorianka – Chyba musimy już iść – i wskazała ręką ciemność kłębiącą się daleko przed nimi jednocześnie czekają na aprobatę ze strony dziewczyny, która bez namysłu przytaknęła.
Ruszyły wolnymi i małym kroczkami kucając i podtrzymując równowagę rękoma, którymi opierały się o ściany. Po kilku metrach Mea odezwała się znów.
- Jak masz właściwie na imię?
- Nie mamy imion w waszym rozumieniu tego słowa – odparła.
- Rozpoznajecie się tak jak Oni? Jak Wysocy Imperialni?
- Tak. Jeszcze tego nie pojęłaś? - spytała zdziwionym tonem kobieta by po chwili użyć innej formy komunikacji - „Myślałam że już potrafisz rozpoznawać transfer uczuć” - przekazała bezpośrednio do umysłu dziewczyny.
- „Tak”
- „Więc po prostu identyfikuj istoty po wibracji którą odczuwasz”
- No tak – powiedziała tym razem na głos Mea – Ale jakoś łatwiej mi nadać komuś nazwę, etykietę z którą będę mogła go skojarzyć.
- Skoro tak twierdzisz. Jeśli mówisz że tak będzie ci łatwiej to nazwij mnie tak jak Ci najwygodniej.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Szła przed siebie w milczeniu stawiając krok za krokiem. Metry mijały a droga dłużyła się niesłychanie. Tunel zdawał się nie mieć końca. W żadnym miejscu nie zakręcał ani nie zmieniał swojego poziomu. Spojrzała za siebie. W oddali za gomorianką dostrzegała ścigającą ich ciemność a kiedy znów patrzyła przed siebie widziała tą samą ciemność, która uciekała jakby spłoszona błękitnym światłem świetlistej kuli. Zaczęła wątpić czy to dziwne przejście w ogóle dokądś prowadzi. Miała wrażenie że idą a właściwie ślimaczą się już od dobrych 40 minut, choć zdawała sobie sprawę że nie rozwijały zawrotnej prędkości. Co kilkadziesiąt metrów przystawały żeby odpocząć. Przemieszczanie się w tej pozycji było bardzo męczące a mięśnie nóg powoli buntowały się.
W pewnej chwili Mea dostrzegła coś co zwróciło jej uwagę. O ile wcześniej ściany tunelu bardzo płynnie ginęły w ciemności o tyle w tym momencie widziała wyraźny zarys odcinający lekko oświetlony tunel od nieprzeniknionej ciemności za nim. Zatrzymała się i bez słowa wskazała to miejsce gomoriance.
- „Połóż się, muszę przejść do przodu” - przekazała jej bez słów kobieta.
Mea położyła się na brzuchu a jej towarzyszka opierając się o boczną ścianę przeskoczyła na nią do przodu. Dziewczyna podniosła się i kilkoma szybkimi susami dogoniła ją. Ściany tunelu kończyły się. Obydwie wyskoczyły na równe podłoże.
- Seti – odezwała się bez zapowiedzi dziewczyna.
Kobieta odwróciła się i spojrzała na nią wiedząc że jej myśli krążyły wokół jej wibracji oraz etykiety jaką chce im przypisać. Mrugnęła oczami i uśmiechnęła się.
- Podoba mi się – przytaknęła głową.
Mea również przytaknęła i rozejrzała się dokoła.
Stały na dnie szerokiego owalnego szybu prowadzącego gdzieś w górę. Jego ściany były idealnie gładkie i wzmocnione jakimś dziwnym materiałem. Podniosła rękę wokół której krążyła świetlista kula jakby chciała dostrzec dokąd prowadzi szyb, jednak światło było za słabe aby dało się cokolwiek dostrzec.
- Co to za miejsce? - szepnęła sama do siebie – Widzisz coś tam na górze? - spytała głośniej gomorianki.
- Wygląda jakby szyb sięgał kiedyś powierzchni jednak teraz jest czymś zablokowany u wylotu. Spójrz – wskazała palcem podłoże na którym stali – Coś tu kiedyś było, jakieś maszyny.
Kucnęła i zaczęła przyglądać się pozostałością jakiś instalacji. Po chwili wstała ponownie i zaczęła mocno węszyć. Poczuła przeciąg mieszający się z jakimś ostrym i drażniącym zapachem. Ciepłe i stęchłe powietrze zdawało się wylatywać z dziwnego tunelu po przeciwnej stronie niż ta z której przyszły. Był niski, o idealnie prostokątnym przekroju. Wejście zagrodzone było w pół obsuniętym, starym włazem, który najwyraźniej zamykał się poprzez zsuwanie od góry do dołu.
- To chyba jedyna droga dalej – odezwała się Seti – Pójdę zerknąć co tam jest a ty poczekaj do póki cię nie zawołam. Bądź uważna, pamiętaj!
- Znów jakaś dziura? Zaczynam mieć tego dość – mruknęła niezadowolona Mea jednak kiedy zbliżyła się do wejścia i oświetliła je delikatnym światłem okazało się że jest to jedynie krótkie przejście prowadzące do kolejnego, znacznie większego pomieszczenia.
- Wygląda tylko na jakieś drzwi prowadzące tam – wskazała palcem na ciemność ziejącą za korytarzem.
- Zaraz się okaże – szepnęła gomorianka kładąc się na plecach po czym chwyciła rękoma końcówkę niedomkniętego włazu i jednym mocnym ruchem wciągnęła się do wewnątrz całkowicie znikając z pola widzenia. Mea w skupieniu nasłuchiwała. Teraz kiedy została sama poczuła się niepewnie i uśmiech szybko zniknął z jej twarzy a znużenie błyskawicznie zamieniło się w czujność i skupienie.
Po kilku minutach niepokojącej ciszy położyła się na brzuchu aby zerknąć pod włazem, jednak oprócz kilku najbliższych metrów nie była w stanie nic dostrzec.
- Seti – wyszeptała dyskretnie w stronę nieprzeniknionej ciszy, jednak nikt nie odpowiadał – Seti! – spróbowała ponownie jednak tym razem nieco mocniejszym głosem.
- Wygląda w porządku – odpowiedział jej znajomy głos dobiegający ze znacznej odległości.
Mea odetchnęła z ulgą opierając czoło o podłogę po czym przekręciła się na plecy i sama przeciągnęła pod włazem.
- Już do ciebie idę, poczekaj – wyjęczała starając się pozbierać. Potargany kombinezon co chwila zahaczał o coś przeszkadzając w swobodnym czołganiu.
- Kiedy mówiłam że wszystko jest w porządku zapomniałam dodać że wszystko poza tym dziwnym zapachem...
Dziewczyna wstała na równe nogi i dopiero teraz poczuła przenikliwy fetor przypominający smród gnijących zwłok zmieszany z ostrym aromatem siarki. Odruchowo zakryła nos a zawartość żołądka podniosła swój poziom.
- Chryste co to za smród?! – krzyknęła dziewczyna.
- Nie wiem, ale kompletnie mi się nie podoba i bynajmniej nie mam na myśli walorów estetycznych – odpowiedziała Seti dalej znajdująca się poza zasięgiem wzroku Mei.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w przód. Błękitnawe światło kulistego świetlika oświetliło barierkę zagradzającą przejście pośrodku której znajdowało się wejście na schody prowadzące do niższego poziomu pomieszczenia, które musiało być dość durze zważając na to że za barierką dominował nieprzenikniony mrok. Miejsce w którym teraz stała było czymś w rodzaju antresoli z której wąskie schody prowadziły gdzieś niżej.
Zbliżyła się do krawędzi. Nagle w mroku błysnęło dwoje oczu, od których odbiło się światło, po czym szybko zniknęły w ciemności. Mea wystraszona cofnęła się o kilka kroków.
- Seti...Gdzie jesteś? – powiedziała głośno pytającym i mocno zaniepokojonym tonem a jej głos odbił się echem od oddalonych ścian i sufitu.
Coś metalowego przewróciło się i upadło uderzając o podłogę. Ktoś zbliżał się w jej kierunku. Zaczęła cofać się szybkim krokiem a ręce odruchowo zacisnęły się pięści. Czyjeś kroki powoli, stopień po stopniu, wspinały się pod stalowych schodach. Mea tym razem nie starając się o dyskrecje krzyknęła z całej siły.
- Seti!
Nagle wolno i bez pośpiechu ze schodów wyskoczyła gomorianka rozkładając ręce.
- Słucham? – spytała zdezorientowana przerażeniem dziewczyny.
- Matko! – odsapnęła Mea opuszczając dłonie – Wiesz jakiego napędziłaś mi stracha?! Jak cię wołam to odpowiadaj. Cholera!
Gomorianka nie odpowiedziała a zamiast tego jedynie uśmiechnęła się.
- Bardzo śmieszne – burknęła wyraźnie niezadowolona Mea.
Nagle jakiś przedmiot znów przewrócił się gdzieś na dole hałasując. Obydwie błyskawicznie odwróciły się w stronę schodów. Seti zacisnęła dłonie a z miejsc nad nadgarstkami błyskawicznie wypłynęła czarna ciecz, która po kilku sekundach zamieniła się w długie i ostre niczym brzytwy ostrza. Wstrzymały oddech jakby starając się usłyszeć najmniejszy choćby szept czy ruch powietrza. Po kilku chwilach Mea przekazała gomorince swoje myśli.
- „Tym razem to też byłaś ty?”
Seti jedynie pokręciła głową przecząco. Mea przełknęła nerwowo ślinę po czym nie wytrzymała.
- No wyłaź do cholery! Wyłaź jeśli tam jesteś! – krzyczała w stronę ciemności mając szczerą nadzieję że nikt jej nie odpowie. Tak też w istocie było. Jedynie powietrze dęło przez korytarz tak samo jak wcześniej. Poza tym cisza wypełniała każdy zakamarek pomieszczenia, które sądząc po echu przypominało bardziej małą salę z bardzo wysokim sufitem.
- „Zostań tutaj” – przekazała dziewczynie Seti, po czym wolnym krokiem i precyzyjnym krokiem skierowała się w stronę schodów niczym skradający się kot.
- Nie idź!- syknęła wystraszona dziewczyna starając się chwycić swoją towarzyszkę jednak było za późno. Nim się obejrzała gomorianka błyskawicznym susem przeskoczyła przez barierkę i zniknęła w mroku.
Mea została sama. Kucnęła jakby starając się schować i czekała. Minęła minuta a za nią następna. Chwile zlewały się ze sobą i ciągnęły w nieskończoność. Nagle odezwała się Seti.
- Chyba nikogo tutaj nie ma! – krzyknęła na głos a echo rozbiegło się po całym pomieszczeniu odbijając się od ścian – Choć na dół!
- Nikogo nie ma? – szeptała do siebie Mea z niedowierzaniem – Więc samo się tłukło?
Wstała i wyprostowała się. Powoli zeszła po schodach, które same w sobie były dość dziwne i jakby takie małe. Kiedy znalazła się na dole jej oczom ukazała się spora przestrzeń wypełniona różnymi rupieciami i zniszczonymi sprzętami rozrzuconymi tu i ówdzie. Światło świetlika nie oświetlało całości hali, jednak było na tyle silne aby dostrzec dziwną komorę wystającą z idealnie gładkiej podłogi pośrodku pomieszczenia, kilkadziesiąt metrów od niej. Koło wejścia do komory stała Seti.
Mea powoli skierowała się w jej stronę stawiając ostrożnie nogi pomiędzy różnymi mechanicznymi częściami zaśmiecającymi podłogę.
- Co to jest? Co tu się stało i co to za miejsce? – spytała rozglądając się dokoła.
- Wygląda na to że pod sufitem znajdowało się jakieś urządzenie. Musiało się z nim coś stać – przestała na chwilę mówić po czym znów kontynuowała – Ktoś je zniszczył. Te szczątki wyglądają jak po jakiejś eksplozji. Co ciekawe, pierwszy raz w życiu widzę taką technologię. Na pewno nie jest to imperialna robota – powiedziała chwytając w ręce jakiś błyszczący metalowy element, który podniosła z podłogi – To coś dziwnego. Może to jakieś stare laboratorium? – powiedziała jakby pytając samą siebie.
- Nie mam pojęcia co to jest i gdzie jesteśmy. W życiu nie słyszałam nic o jakiś imperialnych kompleksach pod tym miastem – odezwała się Mea powoli zbliżając się do Seti – Nie zmienia to faktu że coś się tu tłukło i nie byłaś to ty!
- Chyba nikogo tu nie ma. Musiałam wcześniej coś ruszyć i teraz się przewróciło. Nie sądzę żeby ktoś tu był.
Jednak Mea nie ufała tym słowom wpatrując się badawczo w ciemność dokoła jakby starając się usłyszeć najmniejszą oznakę niebezpieczeństwa. Kiedy w końcu dotarła do Seti a mijający czas sprawił że serce zaczęło wolniej bić do jej świadomości dotarł dziwny problem, który jeszcze kilka minut temu wydawał się być nie do zniesienia – potworny zapach.
- Co tutaj tak śmierdzi? – spytała znów dziewczyna.
- Nie mam pojęcia. Nie obeszłam całej sali. Kiedy zaczęłaś wołać wróciłam do góry – rozłożyła ręce gomorianka i powoli skierowała się w stronę ciemność za dziwną komorą wyrastającą z podłogi, która zdawała się mieścić w jakiejś grubej i wysokiej kolumnie.
Mea znów rozglądnęła się nerwowo. W końcu znajdowała się dokładnie w tym miejscu z którego wcześniej dotarł do nich niepokojący hałas. Wolała zostać w pełnej gotowości.
Gomorianka zniknęła w mroku i jedynie dźwięk jej kroków docierał do świadomości Mei. Słyszała że Seti początkowo skierowała się idealnie w przód aby po chwili oględzin pójść w prawo.
- Jest ściana. Gładka, idealnie wyszlifowana skała. Chyba ścięta jakimś laserem czy wiązką plazmy – kobieta zdawała się całkowicie automatycznie raportować wszystko swojej młodej towarzyszce – Dziwne jest to że nikt tutaj w żaden sposób nie posprzątał. To nie podobne do imperium. Zniszczone maszyny są na każdym...
Nagle jej głos urwał się. Mea zerknęła w kierunku z którego usłyszała ostatnie słowo.
- Seti? Coś się stało? – jednak Seti nie odpowiadała.
Poczuła gigantyczne napięcie emocjonalne, które wypełniło umysł jej towarzyszki, a którego nie czuła wcześniej. Wysiliła się i przelała do umysłu Seti zapytanie o to co się stało, jednak nadal nie dostała żadnej konkretnej odpowiedzi. Wciąż czuła jedynie jej obecność oraz duże napięcie i lekki strach. Te emocje udzieliły się również dziewczynie, która błyskawicznie zacisnęła pięści i oparła się plecami o komorę..
- Coś się stało? - spytała na głos Mea jednak ponownie nie dostała żadnej odpowiedzi.
Po krótkiej chwili namysłu zabrała się w sobie i skierowała w stronę swojej towarzyszki jednak już po kilku metrach, w połowie drogi w jej nozdrza uderzył jeszcze silniejszy smród, który mimowolnie wywołał odruch wymiotny. Dziewczyna zaczęła kaszleć. Momentalnie zasłoniła nos i usta choć tak naprawdę niewiele to dało. Pomimo tego że woń była nie do zniesienia, miała wrażenie że gdzieś już czuła coś podobnego lecz nie tak odrzucającego.
Przemogła się i zrobiła jeszcze kilka kroków. W końcu zobaczyła Seti. Stała napięta niczym wojownik a jej ostrza uniesione były ku górze jakby oczekując nadciągającego zagrożenia. Ten widok sprawił że paniczny strach zalał umysł Mei. Skoro ktoś taki jak Seti przygotował się do walki to znak że musiało stać się coś naprawdę niedobrego. Nim jednak dziewczyna zdążyła się odezwać i zadać pytanie, jej oczom ukazał się odpychający obraz.
- Jezu! Co to jest! - krzyknęła zszokowana Mea cofając się.
Pod ścianą leżało kilka mocno rozłożonych trupów, którym badawczo przyglądała się gomorianka. Szczątki były rozszarpane na kawałki i porozrzucane w promieniu kilku metrów. Jednak nie to tak przestraszyło dziewczynę - zwłoki nie należały do ludzi.
Ciała martwych od dawna istot były bardzo małe a zgniła i zeschła szara skóra na zmasakrowanych głowach odsłaniała nieproporcjonalnie dużą czaszkę o bardzo długich i pociągłych oczodołach. W powietrzu czuć było tępą woń zgnilizny oraz siarki.
- Co tu robią sondy? - spytała bardzo powoli i wyraźnie Seti odwracając się do Mei.
- Żartujesz sobie?! Skąd mam to wiedzieć. Ja nawet nie mam pojęcia gdzie my wlazłyśmy. Trupy wesołej bandy szarych jakoś nie sprawiają aby moja wiedza nagle poszerzyła się w magiczny sposób!
Istoty potocznie nazywane szarymi były syntetycznie wyhodowaną przez imperium, rasą biologiczną pozbawioną samoświadomości. Służyły do wykonywania wielu pomocniczych zadań oraz sondowaniu pewnych terenów w momencie zagrożenia. Tak przynajmniej uczono Meę w akademii...
- Nie twierdzę że masz wiedzieć, jednak to twoja planeta i twoje miasto! – powiedziała gniewnym tonem gomorianka, która sama najwyraźniej straciła cierpliwość – Przepraszam – poprawiła się jednak po chwili - Nie mam pojęcia co to za miejsce jednak musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Komora na środku pomieszczenia to jakieś przejście. Chodźmy tam powoli i ostrożnie. Musimy stąd uciekać. Coś rozszarpało te sondy i nie mam zamiaru wiedzieć co – tym razem kobieta szeptała a jej ruchy przepełnione były ostrożnością i uwagą. Skradała się niczym skrytobójca przemykający pomiędzy tłumami i polujący na swoją ofiarę z tą różnicą że tym razem to one były ofiarami.
Mea, której nerwy najwyraźniej nie wytrzymały odezwała się bezpardonowo.
- Chyba sobie jaja robisz! Chcesz leźć jeszcze dalej w to bagno?! - rozzłościła się dziewczyna.
- Też mi się to nie podoba! Zapytałam czy nie wiesz skąd wzięły się te sondy – odpowiedziała wskazując na trupy – bo jesteśmy pod twoim miastem. Myślałam że może będziesz wiedzieć co to za miejsce!
- Nie wiem! Skąd mogę wiedzieć?! - krzyknęła Mea rozkładając ręce a jej potargane i brudne rękawy zwisały bezwładnie.
Kobieta nie odpowiedziała. Spuściła głowę i ostrożnie skierowała się w stronę dziwnej owalnej komory przypominającej, gruba kolumnę wyrastająca ze środka pomieszczenia. Mea poszła za nią nie odzywając się słowem. Kiedy dotarły na miejsce dziewczyna oparła się mocno o ściankę i obsunęła na podłogę kucając i chowając głowę w podciągnięte nogi, które chwyciła rękoma.
Świetlista kulka zaczęła krążyć nad jej głową jako że nadgarstek okazał się nieosiągalny. Dziewczyna spojrzała na nią rozdrażniona i uderzyła ręką jakby odpędzała jakiegoś dużego owada. Kula odleciała na bok po czym wróciła z powrotem nad głowę Mei zataczając takie same koła jak poprzednio.
Gomorianka uśmiechnęła się na widok tej sceny, która wyraźnie ją rozbawiła. Podeszłą do dziewczyny i usiadła obok nadal badawczo rozglądając się wokoło. Wysunęła dłoń a kulka przepłynęła do niej w powietrzu.
- „Reaguje na twoje myśli” - przekazała Seti spoglądając ciepło na rozzłoszczoną Meę. Zamknęła oczy a malutka świetlista sfera z niesłychanie szybką prędkością zaczęła wirować wokół jej dłoni zmieniając co chwila kolor światła. Nagle zatrzymała się i kobieta jakby ją pchnęła jednak bez dotykania a kula wolno przepłynęła w powietrzu zatrzymując się idealnie przed nosem dziewczyny. Światło zaczęło bardzo wolno gasnąć to znów rozjaśniać się.
Mea podniosła wzrok przypatrując się hipnotyzującej pulsacji następnie zerknęła na Seti uśmiechając się i robiąc minę niczym dziecko starające się przekazać rodzicom że taką zabawką go nie zainteresują.
Gomorianka odezwała się.
- Słuchaj Mea, rozumiem że możesz być lekko zdezorientowana. Tak naprawdę chyba jeszcze nie wyjaśniłam dlaczego wyciągnęłam cię z sali wykładowej – dziewczyna ułożyła głowę bokiem na kolanach jakby dając znak że zamierza wysłuchać wyjaśnień.
Kulisty świetlik przepłynął w powietrzu nad jej głowę a światło ustabilizowało się i znów błyszczało błękitnie. Kobieta kontynuowała.
- Kilka dni temu skontaktował się ze mną mój przyjaciel, ten którego nazywasz Doctusem. Poprosił mnie o pomoc więc zjawiłam się na Ziemi jak najszybciej to było możliwe choć nie miałam zielonego pojęcia czego może ode mnie chcieć, zwłaszcza na tak dalekich rubieżach, których kompletnie nie znałam.
- Nie wiedziałaś że tu przebywa skoro to twój przyjaciel? - spytała Mea.
- Ostatnio widziałam się z nim wiele cykli temu, choć faktycznie wspominał że udaje się do jakiegoś odległego systemu kontynuować swoją pracę. Zjawiłam się więc tutaj dwie doby temu i początkowo miałam skontaktować się z tobą...
- Ze mną? - przerwała jej dziewczyna.
- Tak. Nie pytaj mnie dlaczego bo sama o to nie pytałam. Wiem tylko że miałam się z tobą spotkać i zapewnić ci bezpieczeństwo w najbliższych dniach.
- Nie potrzebny mi ochroniarz! - zaczęła śmiać się Mea.
- Nie wiem tak naprawdę dlaczego miałam cię ochraniać. Doctus wspomniał jedynie o tym że w ciągu najbliższych dni może wydarzyć się wiele w twoim życiu i że powinnam być wtedy blisko ciebie...
- Blisko mnie?! - znów zdziwiła się dziewczyna – Ten człowiek naprawdę zaczyna mnie zastanawiać. Nie rozumiem jego pewnych posunięć.
Seti zaśmiała się i powiedziała patrząc przed siebie.
- Nie martw się. Każdy kto poznaje Doctusa początkowo go nie rozumie. Niektórzy nie rozumieją go nawet po wielu cyklach, jednak później okazuje się że każde jego działanie miało przynieść konkretny efekt – gomorianka wypowiadała się z wyraźnym szacunkiem o swoim starym przyjacielu.
Po chwili ciszy znów się odezwała.
- Dziś przyszedł do mnie niezwykle zaniepokojony stwierdzając że rzeczywistość obrała drogę, której się nie spodziewał tak szybko i że muszę jak najszybciej przyprowadzić cię do niego.
- Wiedziałaś co miał na myśli? - spytała Mea.
Kobieta spojrzała przed siebie i zawahała się. Po chwili jednak odpowiedziała.
- Nie, nie miałam pojęcia. Wiedziałam jedynie że muszę się śpieszyć, dlatego tak cię poganiałam – chwilowo zamilkła by zaraz kontynuować znów – Rozumiem że jesteś niezadowolona tym co się dzieje i tym gdzie jesteś ale ja sama też nie chciałam się tu znaleźć. Nawet nie wiem gdzie jestem. Choć bywałam w wielu systemach uwierz mi że wskakiwanie do eksplodujących budynków i bieganie po dziwnych kompleksach nie jest moim – kręciła palcem szukając słowa – hobby? Tak to nazywacie?
- Tak – odpowiedziała dziewczyna śmiejąc się lecz po chwili przestała się śmiać – Co się stało w akademii? To był jakiś zamach prawda?
Kobieta spojrzała w ziemię i kręciła głową.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia co to było. Liczy się to że wyszłyśmy z tego cało prawda? - odpowiedziała jakby starając się zmienić temat.
- Tak. Choć nie wiem czy śmierć nie jest lepsza od towarzystwa kilku martwych szaraków – po czym wskazała palcem od niechcenia na kupkę zwłok gnijącą pod przeciwną ścianą.
Smród przestał jej przeszkadzać. Tak naprawdę przestała go czuć już po kilku minutach. Martwiło ją to jak długo będą musiały siedzieć w tej dziwnej, ciemnej i śmierdzącej dziurze.
- „Nie długo” - poczuła w swojej głowie odpowiedź na rozważania.
Spojrzała na Seti, która żywo odezwała się na głos.
- Nie długo bo właśnie się stąd zbieramy – i chwyciła dłoń młodej dziewczyny przekazując tym gestem tak wiele ciepła i otuchy.
Gdy tak na siebie patrzyły nagle usłyszały dziwny syk docierający tym razem z antresoli na której wcześniej stały. Błyskawicznie zerwały się na równe nogi a gomorianka odwróciła się w stronę schodów oddalonych od nich o kilkadziesiąt metrów. Ostrza błyszczały w mroku rozświetlanym jedynie przez słabe światło błękitnej kuli. Serce Mei znów zaczęło szaleńczo walić w młodej piersi.
- Co to do cholery było?! – szepnęła cicho choć ledwo mogła powstrzymać krzyk przerażenia a przełknięcie śliny graniczyło z cudem.
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała równie cicho Seti – Nie chcę cię martwić ale coś na pewno rusza się przy wejściu do tego pomieszczenia. Mea, tam coś jest...
Dziewczyna czuła jak nogi uginają się pod ciężarem jej ciała. Krew pod gigantycznym ciśnieniem przepływająca przez uszy powodowała ogłuszający szum.
Gomorianka zamknęła na chwilę oczy po czym drzwi do dziwnej kapsuły otworzyły się jakby reagując na jej myśli. Mea bez namysłu wskoczyła do środka a zaraz za nią weszła tam Seti, nadal pozostając w pełnej gotowości.
Cokolwiek stało na antresoli błyskawicznie zerwało się do biegu w ich kierunku. Twarde stopy uderzały o stalowe schody a sapanie czegoś co zbliżało się w zastraszającym tempie sparaliżowało Meę. Coś ogromnego i szybkiego jak lampart gnało w ich stronę rozbijając szczątki leżące wszędzie na podłodze.
- Zamknij te pieprzone drzwi! – Mea zamknęła oczy i wrzasnęła ze wszystkich sił a jej krzyk obudził równie mocno wystraszona gomoriankę, która sparaliżowana strachem stała wcześniej nieruchomo.
Coś zbliżającego się w ich kierunku z błyskawiczną prędkością. Nagle kilka metrów od kapsuły odgłosy galopu urwały się. Oznaczało to jedno – skok. Seti zamknęła oczy, opuściła dłonie a właz w ostatniej chwili zasunął się bezszelestnie.
Głuchy huk uderzenia przeszedł przez ściany małego, zamkniętego i owalnego pomieszczenia, jednak był tak stłumiony że ledwie słyszalny. Uderzenie powtórzyło się kilkukrotnie. Nieznany napastnik zaciekle atakował zamknięte drzwi jednak bezskutecznie. Na każde kolejne zgrzyty Mea reagowała wzdrygnięciami przerażonego ciała, natomiast Seti stała z uniesionymi dłońmi oraz ostrzami a jej nogi ugięły się w kolanach. Cały jej organizm przygotowany był do walki.
Stały nieruchomo wsłuchując się uważnie w dźwięki docierające z zewnątrz i jakby oczekując kiedy wróg wedrze się do środka. Jednak kapsuła, do czegokolwiek służyła, stworzona była z bardzo wytrzymałego materiału, który zdawał się nawet nie reagować na spływające po nim ciosy.
Po kilku minutach niepokojące dźwięki ustały. Jedynie ich głośne i szybkie oddechy wypełniały teraz małą przestrzeń, która stała się dla nich oazą i schronieniem. Ani Mea ani Seti nie odzywały się nawet słowem. Dopiero po kilku chwilach pierwsza szepnęła dziewczyna.
- Co to było do jasnej cholery?!
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała szeptem gomorianka upychając słowa pomiędzy głębokie i opanowane, w przeciwieństwie do Mei, oddechy – Nigdy nie czułam takich wibracji, takiego umysłu. Nie spotkałam się jeszcze z taką istotą – po kilku głębszych oddechach dodała - Na pewno nie było inteligentne.
- Co?! – szepnęła zdziwiona dziewczyna.
- Nie kierowało się inteligencją. Czułam instynkt – odparła kobieta.
- Czyli to było jakieś zwierzę?
- Można tak powiedzieć, choć pierwszy raz czułam tak dziwną wibrację – chwilę zawahała się – Polowałam wiele w swoim życiu i nigdy nie czułam zwierzęcego umysłu pracującego w taki sposób a zazwyczaj działają podobnie.
- Co jakiś zwierz robi w takim miejscu?! – twarz Mei wykrzywiła się w grymasie niezrozumienia.
- Nie oceniaj środowiska po tym co znasz. Życie ma nieskończenie wiele form, czasem takich o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy – a jej ciało wyprostowało się.
Opuściła ręce a ostrza rozpuściły się. Potrząsnęła dłońmi aby pozbyć się reszty cieczy. Mea z niezadowoleniem spoglądała jak jej towarzyszka wyluzowuje się i opuszcza gardę.
- Co robisz?! W każdej chwili może tutaj wejść! – powiedziała już głośniej z nutką pretensji.
- Mea nie panikuj. Słyszysz? – wskazała oczami przestrzeń dokoła – Cisza. Poszło już. Ta kapsuła jest bardzo wytrzymała.
Dziewczyna spojrzała na nią jakby zmuszając samą siebie do zaufania tym słowom. Przeczesała dłonią włosy i rozejrzała się dokoła. Były w malutkim, owalnym pomieszczeniu o średnicy może półtora metra. Ściany błyszczały metalicznie odbijając idealnie błękitnie światło oraz ich własne sylwetki. Były idealnie gładkie, pozbawione jakichkolwiek przycisków, wnęk, okien czy wyświetlaczy. Mea zastanawiała się do czego służy ta tajemnicza kapsuła.
- „To winda” – odpowiedziała bezsłownie Seti.
Mea spojrzała na nią pytająco jakby chciała dowiedzieć się skąd gomorianka o tym wie.
- „Wiem bo widzę że pod spodem jest szyb” – dodała kobieta po chwili.
Mea zerknęła w dół jednak zobaczyła jedynie podłogę.
- Jak to widzisz? – skrzywiła usta jednak po chwili uniosła dłoń w geście zrozumienia – No tak, zapomniałam, czwarty wymiar.
- Cała technologia tego miejsca jest bardzo dziwna – odezwała się znów Seti – Z jednej strony wszystko wybudowane jest kompletnie ale z drugiej...
- Kompletnie? – spytała dziewczyna.
- Tak, czyli z użyciem jak to nazywacie czwartego wymiaru. Z drugiej jednak strony urządzenia, zamki czy panele działają w niezrozumiały dla mnie sposób – kiwała głową gomorianka – Niby to zwykłe zamki myślowe czy intencyjne, dzięki czemu jakoś zamknę czy otworzę drzwi, ale bardziej skomplikowanych urządzeń nie potrafię uruchomić.
- A winda? Możesz ją włączyć? – dopytywała się Mea.
- Nie. Próbowałam ale kontroler jest jakiś dziwny. To jakaś nietypowa technologia. Wygląda jakby trzeba było go dopiero...- kręciła głową szukając słowa - ...jakby trzeba go było dopiero wymyślić, stworzyć. Tak. Wygląda to tak jakby zamek nie istniał. Jakby musiał zostać stworzony i dopiero uruchomiony. Jakby ci to powiedzieć żebyś zrozumiała. Tu gdzie zawsze jest jakby panel kontrolny, jest puste miejsce.
- No to go stwórz! Wymyśl go – ponaglała Mea.
- To nie takie proste. Trzeba znać wibracje, jakiś jakby kod czy chociaż sposób myślenia używających go umysłów. Nie mam pojęcia jak to zrobić. Równie dobrze mogłabym wskazać gwiazdę na niebie z nadzieją że trafiłam na mój układ słoneczny. To loteria – oparła się bezradnie o ścianę i spuściła głowę.
Mea przyjrzała się jej i zaczęła zastanawiać. Po chwili namysłu zapytała.
- Jak działają zamki intencyjne?
- Musisz nakazać zamkowi otwarcie się, przy czym wykazać odpowiednią intencję a czasem również znać kod myślowy. Taki odpowiednik waszego kodu cyfrowego, taka sekwencja konkretnych uczuć – śpieszyła z wyjaśnieniem Seti.
- I tyle? Czyli muszę po prostu chcieć zamknąć lub otworzyć drzwi? Albo ruszyć windę?
- No mniej więcej. Przy czym tutaj nie masz czemu rozkazywać bo tutaj nawet nie ma zamka. Trzeba go najpierw...zbudować?- rozłożyła ręce jakby sama siebie pytała.
- Czyli muszę sobie po prostu wymyślić coś? Zamienić przestrzeń w ideę zamka i rozkazać jej poruszenie windy?
- Można tak powiedzieć – przytaknęła Seti.
- Więc w czym problem? – uśmiechnęła się Mea – To po prostu go wymyślmy!
- To nie takie proste – odparła z politowaniem gomorianka – Musisz stworzyć ideę zamka, która będzie odpowiadała wibracją urządzeniu, które ma odblokować. Stworzony zamek musi być kompatybilny z windą...tak mi się wydaje – i po chwili przerwy dodała - To nierealne, nie wiemy nawet kto to zbudował – oparła się o ścianę plecami i powoli osunęła na podłogę.
Oczy miała zamknięte a jej oddech stał się jakby wolniejszy, bardziej opanowany. Mea czuła że całe napięcie i nerwowa gotowość do walki powoli odpływały zostawiając po sobie błogie uczucie spokoju i relaksu. Postanowiła złączyć się z umysłem Seti by poczuć o czym myśli, jednak kiedy tylko zorientowała się że jej towarzyszka próbuje w jakikolwiek sposób poruszyć windę i znaleźć sposób aby wydostać się z tego dziwnego kompleksu, natychmiast się wycofała byle tylko jej nie rozproszyć i nie przeszkodzić.
Usiadła pod przeciwną ścianą i czekała. Minuty mijały a czas dłużył się bezlitośnie. Co chwilę bawiła się gwiazdką, jak nazywała dziwną lampkę którą otrzymała od swojej kompanki, to znów starała się odprężyć i wyciszyć umysł tylko po to by za moment znów wstać i rozprostować kolana. Czekanie dobijało ją zaś Seti cały czas kucała skulona pod ścianą nie wydając z siebie najcichszego nawet dźwięku. Nie zmieniła pozycji i nie drgnęła od dobrych kilkudziesięciu minut.
Nagle jednak poderwała się na równe nogi, otworzyła oczy i jakby z wielką ulgą wyrzuciła z siebie.
- Nic z tego nie będzie! – warknęła zrezygnowana kręcąc głową – Starałam się ale nawet nie wiem co miałabym zrobić! Pierwszy raz w życiu spotykam się z takim czymś. Nie wiem jak...to wykracza poza fizyczne zasady obsługiwania urządzeń. Nie mam pojęcia co taka technologia robi na takiej jak ta planecie.
- Uwierz mi że ja też nie, choć mieszkam tam – wskazała palcem do góry.
- Jedno mnie tylko interesuje. Kompleks wygląda na opuszczony od wielu cykli. Jedynie truchła sond były w miarę świeże.
- Świeże? - Mea uniosła ironicznie brwi.
- Kilka waszych miesięcy to zdecydowanie „świeżość” w stosunku do punktu w czasoprzestrzeni kiedy ten kompleks był używany. A najdziwniejsze jest to że Wspólnota musi o nim wiedzieć bo wejście zapieczętowane było przez właz zabezpieczający.
- Już nic mnie nie zdziwi po ostatnich sensacjach jakie co poniektórzy mi przekazują, włączając w to Doctusa i jego świtę – po krótkiej chwili namysłu kontynuowała cicho – Chcę się stąd tylko wydostać. Resztę mam na razie gdzieś. Jeśli ta winda ma nas stąd zabrać to ruszmy ją jakoś!
Seti jednak nic nie odpowiedziała. Oparła się spokojnie o ścianę patrząc w sufit. Mea zamknęła oczy i wyprostowała się. Zrobiła kilka spokojnych i głębokich wdechów po czym złączyła dłonie tak jak uczoną ją na zajęciach medytacyjnych w akademii.
Kobieta wyczuwając co zamierza młoda ziemianka uśmiechnęła się delikatnie pod nosem z lekkim wyrazem politowania. Przypominało to scenę w której zrezygnowany rodzić patrzy jak jego dziecko szczerze i ze wszystkich sił stara się przepchnąć zepsuty samochód aby pomóc jak tylko potrafi. Wiedziała jednak że dziewczyna ze swoimi zdolnościami nie ma szans uruchomić tej dziwacznej technologii.
Mea natomiast wyciszyła się najdokładniej jak tylko była w stanie w takich okolicznościach i choć Seti wiedziała że nic nie będzie z ruszenia się z miejsca to mimo to była pod ogromnym wrażeniem jak szybko dziewczyna odprężyła własny mózg wprowadzając go w odmienne, wyraźnie wyczuwalne fale.
Gomorianka otworzyła oczy aby wyraźniej przyjrzeć się swojej młodej przyjaciółce, która w tym stanie była nie do poznania, choć upłynęło ledwie kilkadziesiąt sekund. Nagle stało się coś bardzo dziwnego. Umysł Mei wyślizgnął się w dziwny sposób poza obszar, w którym kobieta była w stanie go zrozumieć. Zamknęła oczy aby poczuć dokładniej dziewczynę, jednak nie była w stanie zlokalizować żadnego konkretnego uczucia, które wskazywało by na jej obecność. Otworzyła oczy ponownie.
Choć Mea siedziała dokładnie w tym miejscu co poprzednio, wibracja jej umysłu wykraczała daleko poza jej ciało jakby przejmując czy naginając do własnej woli otaczającą ją rzeczywistość.
Gomorianka przymrużyła brwi nie potrafiąc wyrazić swojego zdziwienia. Odwiedziła w swoim życiu wiele systemów i nigdy wcześniej nie spotkała się z tym aby przedstawiciel tak młodego jak ludzie gatunku potrafił unifikować się z otaczającą materią. Wiedziała że potrafią to niektóre gatunki znane Wspólnocie, jednak nigdy nie spotkała kogoś takiego osobiście.
Czuła sprzeczność bodźców. Teraz, choć Mea siedziała naprzeciwko niej, czuła ją również pod swoimi stopami, nad głową, w ścianach i drzwiach.
- „Co się dzieje?” - starała się przekazać pytanie do swojej młodej towarzyszki, jednak ta w żaden sposób nie reagowała.
Zamiast tego jej oddech stał się szybszy i głębszy by już po chwili przejść w naprawdę głośne sapanie. Seti zaczęła się niepokoić. Lekko uchylone powieki dziewczyny ukazywały idealnie puste białka, co wskazywało na to że oczy odchyliły się mocno ku górze.
Była w rozterce. Nie potrafiła w żaden sposób nawiązać kontaktu Meą, która z każdą chwilą zdawała się zagłębiać w jakiś dziwny i niebezpieczny stan. Kiedy usłyszała że oddech zaczął przypominać charczenie, dziewczyna ma problemy z oddychaniem a ślina wylewa się jej powoli zza warg, wiedziała że nie może czekać.
- Mea – powiedziała najpierw cicho i delikatnie jednak nie przyniosło to żadnego efektu – Mea! - krzyknęła głośniej i uderzyła ręką w ścianę.
Również i to nie poskutkowało.
- Mea! - wrzasnęła ze wszystkich sił zarówno na głos jak i we własnym umyśle.
Kiedy i to nie pomogło zbliżyła się do dziewczyny i już miała ją dotknąć kiedy nagle ta przestała oddychać a jej oczy otworzyły się szeroko ukazując kompletnie nieobecne oczy. Usta delikatnie zamknęły się a świetlista kula krążąca wokół głowy Mei zaczęła pulsować w dziwny sposób. Seti cofnęła się o krok a jej ciało przeszył dreszcz i dziwne uczucie paraliżującego zimna. Cała zaczęła drżeć.
- Mea co się dzieje! - krzyknęła po raz ostatni kiedy nagle kula zgasła i upadła na podłogę. Wszystko zalała ciemność a winda gwałtownie ruszyła w dół.
Uczucie zimna zaczęło ustępować. Kula ponownie uniosła się rozświetlając pomieszczenie tym samym co wcześniej błękitnym światłem.
- Jedziemy! Tylko dlaczego w dół?! - odezwała się jakby nigdy nic Mea.
Seti spojrzała na nią wzrokiem pełnym nieufności. Dziewczyna nie bardzo wiedząc o co chodzi odezwała się.
- Co jest? Czemu tak patrzysz?
Gomorianka wyczuła że Mea jest kompletnie nieświadoma tego co przed chwilą zrobiła. Umysł dziewczyny był całkowicie pusty a jej samoświadomość autentycznie zdziwiona.
- Co zrobiłaś? - spytała cicho Seti.
- Ja? - uśmiechnęła się Mea – Więc to dzięki mnie jedziemy?
- Co zrobiłaś? - powtórzyła surowo kobieta.
Dziewczyna mocno zdezorientowana rozglądnęła się po pomieszczeniu jakby szukając pomocy w niezręcznej sytuacji.
- Ja? Nic, przecież widziałaś że tylko sobie usiadłam. Czemu mówisz w ten sposób? Czemu jesteś zdenerwowana – pytała wystraszona Mea.
- Powiedz mi proszę co zrobiłaś lub co chciałaś zrobić – powtórzyła tym razem spokojniej gomorianka.
- Nic! Po prostu sobie usiadłam i zrobiłam kilka głębszych wdechów i pomyślałam sobie że fajnie by było jakbyśmy ruszyły i... - zawahała się jakby szukając czegoś czego nie może sobie przypomnieć - ...i potem chyba ruszyła, prawda? - spojrzała pytająco na Seti.
Gomorianka jednak milczała wpatrując się w nią badawczo i starając się ułożyć w głowie to co się wydarzyło. Zaczynała się zastanawiać nad motywami jakie kierowały Doctusem. Nad tym dlaczego miała ochraniać właśnie tę dziewczynę. Teraz wiedziała że nie jest to zwykła ziemianka. Było w niej coś z czego nawet ona sama nie zdawała sobie sprawy. Coś co dla Doctusa zdawało się być bardzo cenne.
Tymczasem winda niczym kamień spadała coraz głębiej w otchłań i mrok dziwnego miejsca z jakim przyszło się im zmierzyć. W głąb nieznanej ciemności.

***

- „Witaj bracie” - Doctus poczuł obecność Antilusa zbliżającego się wolnym krokiem na wzgórze na którym stał.
Był późne popołudnie a słońce chyliło się ku zachodowi rzucając długie cienie wszędzie dokoła. Złoto-czerwone światło błogo obmywało ciało, ogrzewając je ciepłymi ale już nie gorącymi promieniami.
Lutarianin stał na wzgórzu od kilku godzin wpatrując się w rozciągające się za ośrodkiem łąki i polany. Oczyszczał umysł czekając na jakiekolwiek wieści od swojej przyjaciółki, którą nad ranem wysłał po Meę do akademii. Do tej pory jednak nie wróciła...
Antilus wyszedł wolnym krokiem na szczyt górki i stanął obok Doctusa, również wpatrując się w zachodzące słońce.
- „Witaj” - odpowiedział lutarianin.
- „Ekipa ratunkowa podniosła gruzy. Wydobyto wszystkich ocalałych i ciała” - przekazał bez słów Antilus a jego rozmówca od razu wyczuł że wśród zmarłych i rannych nie było Mei i...gomorianki.
Przybyły mężczyzna spojrzał na niego zdziwiony a jego twarzy skrzywiła się w geście niezadowolenia. Odwrócił się od słońca i zaszedł widok Doctusowi stając idealnie przed nim.
- „Dlaczego nie poinformowałeś nas że już Ją tutaj ściągnąłeś?!” - zarzucił pretensjonalnie Antilus.
Doctus spuścił wzrok po czym odpowiedział.
- „Miałem swoje powody”
- „Powody?! Nie dość że wiedziałeś o wszystkim i czekałeś do ostatniej chwili to jeszcze posłałeś Ją na pewną śmierć!” - a jego uczucia oscylowały wokół gomorianki którą i on również dobrze znał.
- „Z wieści które mi przyniosłeś wynika że jednak nie pewną” - uśmiechnął się Doctus po czym odwrócił się i zaczął schodzić z górki, kierując się w stronę ośrodka.
- „Pomimo że jej rasa jest twarda, ona jest niedoświadczona i młoda!” - pretensjonalnie przekazywał uczucia Antilus.
Doctus zatrzymał się, spojrzał w trawę i odpowiedział.
- „Bracie, jesteś jednym z najlepszych wojowników jakich znam. Jednak bądź świadom że nie tylko siła i doświadczenie są cechami koniecznymi do przetrwania. Świeżość i determinacja są w tym wypadku jej atutami. Poza tym okoliczności przybrały niespodziewany i nieprzewidziany obrót” - zatrzymał na chwilę myśli po czym kontynuował - „Posłałem ją z innych powodów i sam doskonale wiesz z jakich. Musiały się spotkać.”
Antilus pokręcił tylko głową i rozglądnął się dokoła. Stali tak obydwoje wpatrując się w przeciwne strony i nie widząc siebie nawzajem. Po kilku chwilach przestrzeń wypełniły emocje młodego mężczyzny.
- „Ale teraz? Musiały się spotkać w takich okolicznościach? Wiesz że ta sprawa jest dla mnie ciężka ale zależy mi na niej równie mocno jak tobie! Dlaczego więc tak często zdajesz się ryzykować wszystko?”
- „Drogi przyjacielu” – przekazał w odpowiedzi Doctus - „Nie wszystko jest takie na jakie z zewnątrz wygląda. Pewne zdarzenia muszą zaistnieć aby ziarno wykiełkowało. Tak jest i w tym wypadku. Nie marnujmy energii na jałowe dyskusje o decyzjach już podjętych. Postarajmy się je znaleźć i sprowadzić tutaj bezpiecznie.”
Jego towarzysz stał chwilę z pustym umysłem nie nawiązując żadnego połączenia, jakby starając się wyciszyć. Dopiero do dłuższej chwili z powrotem podszedł do niego lutarianin i położył dłoń na jego ramieniu. Nagle cały gniew i złość zaczęły odpływać jak przez jakiś magiczny przekaźnik. Umysł Antilusa wyciszył się niczym jezioro w spokojną letnią noc. Żadna fala nie mąciła idealnie czystej tafli wody.
Spojrzał na swojego mentora, spokojnymi oczyma, która tak rzadko są jego cechą i chwycił dłoń Doctusa swoją własną po czym ścisnął ją ze wszystkich sił jak dziecko, chcące pokazać że potrzebuje opieki własnego ojca. Przez jego umysł przepłynęły uczucia.
- „Rozumiem że jest ci ciężko w tej sytuacji. Rozumiem dwa sprzeczne bieguny” - przekazał lutarianin.
- „Nawet nie wiesz jak ciężko było stanąć z nią twarzą w twarz” - a myślał o Mei - „Jak ciężko było powstrzymać jednocześnie gniew, stare nawyki oraz zażenowanie...poczucie hańby”- Antilus odpowiadał teraz całkiem inaczej, spokojniej i w bardziej stonowany sposób.
- „Nie powinieneś traktować chwili obecnej w kontekście punktów w czasoprzestrzeni, które już minęły. Wtedy postępowałeś zgodnie z tamtymi priorytetami. Teraz postaci zostały te same, ale scenariusz się zmienił. Zmieniły się priorytety. Zamiast patrzeć na dziewczynę przez pryzmat tamtych wydarzeń, spójrz na nią przez pryzmat tego kim i czym jest. Inaczej nie zdołasz wykonać zadania. Rozedrzesz się żywcem na pół starając się spełnić obowiązek jednocześnie spoglądając na Nią w taki sposób. Jedyna metoda to zapomnieć” - przelał do jego umysłu Doctus jednocześnie kładąc dłoń na jego głowie.
- „Dlaczego ja? Nie mogłeś wybrać kogoś nie obciążonego w ten sposób? Postawiłeś mnie w tej zagmatwanej sytuacji, która doprowadza mnie do szaleństwa” - dopytywał Antilus szukając wyjaśnienia.
- „Zrobiłem to bo miłuję cię jak własnego syna. Dałem ci okazję przeżywania doświadczeń, które są domeną nielicznych. Spośród nieskończonych możliwości jedności, tobie w udziale przypadło doświadczyć czegoś tak odmiennego, tak wyjątkowego. Czegoś co zmieni twoją istotę i całą twoją świadomość!” - przekazał autentycznie zafascynowany i przeżywający własne myśli Doctus.
Antilus początkowo nie odpowiedział. Jego twarz rozpromienił jedynie uśmiech a myśli przesiąkały uczuciem aprobaty idei, którą przedstawił przed chwilą jego przyjaciel. Spojrzał na niego i wziął się w garść.
- „Pod akademią przebiega jeden ze starych reptiliańskich ciągów tunelowych” - zaczął młody mężczyzna.
- „Nareszcie jakieś konkrety. Czekałem kiedy do tego przejdziesz” - uśmiechnął się Doctus.
- „To fragment niezasypanego tunelu północnego. Problem polega na tym że ciągnie się wiele kilometrów za miasto, na dodatek na wschód i zachód”
- „Myślisz że udały się właśnie tam?”
- „To jedyne wyjście. Jeśli przeżyły i były w tym miejscu, w którym przypuszczam to nie miały innej alternatywy. Znając ją” - myślał o Seti - „Bez problemu złamała zabezpieczenia włazu pieczętującego i pewnie teraz krążą gdzieś w kompleksie.”
- „Nie możemy tam wejść bez żadnej przyczyny” - zamyślił się Doctus - „Musimy mieć jakiś powód aby przeszukać tunel. Potrzebujemy dużej ekipy poszukiwawczej i maszyn”
- „Wiesz że jeśli je znajdziemy to posypią się pytania skąd się wzięła” - uczucia Antilusa krążyły wokół gomorianki.
- „Ona zdaje sobie z tego sprawę. Wie że w razie zagrożenia jest zdana tylko na siebie.”
- „Poszukiwania z zewnątrz miasta zajmą mi wiele dni. To jak szukanie igły w stogu siana.”
- „Potrzebujemy całej ekipy, jak mówiłem. Musimy czekać na jakiś pretekst, sygnał. Być może uda im się uruchomić Strażnika, w końcu jest ich tam trochę. Jeśli by to zrobiły moglibyśmy posłać drużynę żołnierzy. Załatwiłbym autoryzację żebyś dowodził.”
Antilus przytaknął głową jednak po chwili wyczuł lekkie zaniepokojenie swojego towarzysza.
- „Czego się obawiasz bracie?” – spytał błyskawicznie.
- „Wiesz kogo używała Wspólnota do polowania na reptilian i buntowników?” – przekazał Doctus.
Młody mężczyzna od razu wyczuł o co chodzi jego przyjacielowi. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na niego.
- „Ich” – pomyślał mimowolnie a i jego umysł okrył się niepokojem – „Ale przecież wszyscy zostali później...” – zawahał się na moment – „...usunięci”
- „Oficjalnie” – Doctus śpieszył aby wyjaśnić swoje obawy – „Kilku jednak uciekło kiedy dowiedzieli się jaka czeka ich nagroda za wykonaną pracę. Jednak nie tylko Im udało się zbiec...”
Antilus spojrzał na niego badawczo.
- „Nie ma tego w żadnych logach.”
- „Bo uznano że nie ma takiej potrzeby. Tunele zapieczętowano a ich zostawiono samych sobie, poza tym nie było ich aż tylu aby stanowili zagrożenie. Przynajmniej Ona tak twierdziła” – a przekazując to myślał o głównym zarządcy Ziemi nazywanym przez ludzi Królową.
Umysł mężczyzny wypełnił się niedowierzaniem. Znów zaczął się zastanawiać nad tym czy ich młoda przyjaciółka da sobie radę w tych obcych jej warunkach, tym bardziej że ostatnie informacje Doctusa nie wróżyły prostej przeprawy.
Jednak to nie zbiegli przed laty tenebrarianie niepokoili go najbardziej ale to co im towarzyszyło. Wiedział że nawet on, gdyby był świadom co na niego czeka w mrokach podziemi, nie zachował by zimnej krwi i spokoju. Dlatego też pocieszał się na myśl że one tego nie wiedzą.
Miał właśnie znów nawiązać kontakt ze swoim starszym przyjacielem jednak nie wyczuł już jego obecności. Odwrócił się lecz Doctus był już daleko w dole i szybkim krokiem kierował się w stronę ośrodka.
Usiadł na trawie wpatrując się w ostatnie promienie zachodzącej gwiazdy, jakby w oczekiwaniu na nadejście mroku nocy.
Właśnie wtedy zdał sobie sprawę że gdzieś głęboko pod ziemią, dwie młode kobiety już pogrążyły się w ciemnościach. W przeciwieństwie jednak do niego, one nie mogły się spodziewać poranka, który napełniłby je nadzieją...

Podpis: 

Grzegorz luty 2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.