http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
310

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

  Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I

Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Demoralizacja

Ciągle przed oczami – Ty. Cały świat to Twoje oczy. To nie Bóg patrzy na mnie z Nieba. Niebem jest Twoja piękna twarz.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Epitafium dla przydrożnego ścierwa

krótki opis

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1193
użytkowników.

Gości:
1193
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 61008

61008

Zaczarowany kuferek - część I i pozostałe

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-02-24

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Hobby/Przygoda
Rozmiar
37 kb
Czytane
3012
Głosy
12
Ocena
4.46

Zmiany
11-03-10

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: carys Podpis: C.V.
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Aslynn przypadkiem znajduje w babcinej pracowni tajemniczy kluczyk. Do jakiego zamka będzie on pasował i czy Aslynn uda się odkryć sekrety babci Heleny? <komentarze mile widziane :)>

Opublikowany w:

Zaczarowany kuferek - część I i pozostałe

Ponieważ całość nie zmieściła się w jednym pliku, do pozostałych rozdziałów zamieściłam linki. Proszę o komentarze i ocenę całości opowiadania :)


ZACZAROWANY KUFEREK

--= 1 =--
Zagadkowy kluczyk

Zima ma w sobie coś magicznego i nieprzewidywalnego. Zamieniając zgromadzoną w chmurach wodę w miliony fantazyjnych białych drobinek, okrywa wszystko szczelną kołderką, tuląc do snu rośliny i zwierzęta. Czasem jest ponura jak zachmurzony dzień, brzemienny śniegowymi płatkami i smagający wszystko lodowatym wiatrem, czasem ciepła jak popołudniowe słońce roztapiające lodową pokrywę. Nocami jej mroźny oddech maluje na szybach zaczarowane pejzaże, równie ulotne jak baśnie opowiadane przez rodziców na dobranoc.
Aslynn w widoku za oknem nie widziała jednak nic magicznego. Nie lubiła zimy i wszystkiego, co było związane z tą - nieciekawą dla niej - porą roku, na mrozach i uporczywych zaspach poczynając, a kończąc na czapce i szaliku o zjadliwie zielonym kolorze, które sprezentowała jej babcia przy jakiejś, mało ważnej dla dziewczyny, okoliczności.
Babcia Aslynn - Helena - była znana ze swego zamiłowania do drutów, igły i wszelkich robótek ręcznych, które zdołały wyczarować jej palce. Dawniej łączyła swoją pasję z pracą, sprzedając wykonane na drutach serwetki czy bieżniczki na targu. Z czasem reumatyzm i słabnący wzrok kazały staruszce zaniechać wielogodzinnych hafciarskich seansów, nie oznaczało to jednak całkowitego wycofania się Heleny z ulubionego hobby. Odkąd wszyscy sięgali pamięcią, w jej małym domku po kątach zawsze stało pełno pudeł z mulinami i włóczkami, biblioteczka w salonie głównie skupiała się na katalogach z wzorami, pracownia w piwniczce zastawiona była krosnami i maszynami do szycia, a na ścianach wisiały coraz to nowe wymalowane nićmi obrazy przedstawiające różne ptaki lub krajobrazy.
Niestety tej zimy Helena ciężko zaniemogła i cała liczna rodzina solidarnie postanowiła, że zaopiekuje się nestorką. Dwutygodniowy okres ferii przypadł w udziale Amelii - matce Aslynn - która postanowiła połączyć przyjemne z użytecznym i urządzić córce niezapomniany rodzinny wypad poza miasto. Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że jej latorośl może mieć zupełnie inny punkt widzenia na takie atrakcje.
Dla piętnastoletniej dziewczyny, która spędzała zdecydowaną większość dnia przed ekranem komputera, wizja kolejnych dwóch tygodni bez tego cudu techniki była wprost niemożliwa do zaakceptowania. Większość znajomych Aslynn istniała w wirtualnym, cyfrowym świecie, a jej zainteresowania nie wykraczały dalej niż sięgał kabel konsoli do gier. Zamiast książek, na półkach w jej pokoju stały całe bataliony płyt, a jeżeli już nastolatka sięgała po jakąś lekturę, był to internetowy audiobook. W tonącym w śniegu Sadbre, z dala od pachnących spalinami wielkomiejskich, zatłoczonych ulic i szarych, betonowych blokowisk, które codziennie oglądała, z trudem można było złapać zasięg na komórce. Ku rozczarowaniu wnuczki, Helena nie posiadała nawet telewizora, a jedynie stare, mocno już sfatygowane radyjko częściej trzeszczące od zakłóceń w eterze niż brzmiące audycją.
Tak więc, stojąc z naburmuszoną miną przy oknie, Aslynn oczekiwała przyjazdu ojca, który miał pojawić się u babci po pracy i szykowała na bardzo nudne dwa tygodnie. Ponury nastrój udzielił się również Amelii, która, nerwowo krążąc po pokoju, uporczywie próbowała dodzwonić się do mocno już spóźnionego męża. Stojące na stoliku przy Helenowym łóżku radyjko trzeszczało wniebogłosy starymi szlagierami, skutecznie rozpraszając myśli i utrudniając porozumiewanie się, lecz na babci Aslynn najwyraźniej nie robiło to wielkiego wrażenia. Otulona polarowymi kocami chora z błogim wyrazem twarzy wychwytywała tony płynącej z odbiornika muzyki, czasem próbując swoich raczej miernych umiejętności wokalnych.
Amelia w końcu zostawiła komórkę i przyniosła z kuchni na tacy filiżanki z owocową herbatą.
-W radiu zapowiadali na wieczór mocne opady śniegu - obwieściła Helena, kiedy Amelia pomogła jej usiąść i zajęła się poprawianiem poduszek na łóżku.
-Mam nadzieję, że Paul zdąży przed nocą - mruknęła, mierząc chorej temperaturę. Zmarszczyła czoło oceniając wynik. - Lynn, chodź na herbatę.
-Nie mam ochoty. Niepotrzebnie zrobiłaś - Aslynn wzruszyła ramionami, krzywo spoglądając na kota łaszącego się do jej nogi.
Helena bardzo lubiła zwierzęta i swego czasu jej mały domek gościł wiele bezdomnych czworonogów kręcących się po okolicy. Po dawnym zwierzyńcu pozostał staruszce jeden, kiedyś rudawy, a teraz równie siwy jak ona sama, miauczący pieszczoszek. Helena nazywała go Figiel. Aslynn uważała, że bardziej adekwatnym imieniem byłoby Gapcio, Tłuścioszek lub coś w ten deseń, gdyż kotek, przekarmiony smakołykami i rozpieszczany do niemożliwości, nie potrafił upolować nawet myszy.
Dziewczyna nie przepadała za Figielkiem, opędzając się od niego, jakby był mruczącą zarazą. Zresztą nielicznymi zwierzętami, które lubiła, były przypinane szpilkami do korkowych ramek owady, stanowiące poza plakatami jedyną ozdobę jej własnego pokoju.
Amelia miała właśnie upomnieć córkę za niegrzeczne zachowanie, kiedy leżąca na stole komórka rozdzwoniła się hałaśliwie.
-Halo? Paul? Gdzie ty, do licha, jesteś? Miałeś być godzinę temu! - kobieta niemal krzyczała. - Jak to nie dojedziesz?... Co? Korki? No tak. Znowu pracowałeś do późna! - Tyrada Amelii nie pozwalała jej rozmówcy na zabranie głosu. - Tylko dwa dni? Miałeś przecież wziąć ten urlop, Paul. Wiem. Wiem, że jesteś niezastąpiony, ale mieliśmy spędzić dwa tygodnie z mamą, obiecałeś! Paul... Paul? - westchnęła, rozłączając komórkę i dodała: - Czasem się zastanawiam, dlaczego w ogóle wyszłam za tego faceta. Paul dzisiaj nie przyjedzie - poinformowała, opadając na fotel obok Heleny i upiła łyk gorącej herbaty. - Przedłużyło mu się spotkanie z klientami, potem jeszcze musiał poprawić projekt, a teraz podobno utknął w korku i złapała go śnieżyca.
"Cały tata" - pomyślała kwaśno Aslynn, odsuwając się od szyby. Na zewnątrz zapadał wieczór.
Paul rzadko uczestniczył w życiu rodziny, zwłaszcza odkąd Amelia straciła pracę, a on stał się jedynym żywicielem rodziny. I chociaż zarobione przez niego pieniądze z nadwyżką pokrywały potrzeby Foreignetów, często brał dodatkowe zlecenia, niemal mieszkał w pracy. Aslynn nie pamiętała, kiedy tato ostatnio wybrał się z nią i z mamą do kina albo na zakupy, o jakiejkolwiek wycieczce już nie wspominając. Otrzymane od niego płyty z grami, markowe ubrania, a gdy była młodsza - liczne pluszaki - nie potrafiły zastąpić ojca i wcale nie cieszyły.
-To będziemy miały babski wieczorek - babcia Helena spróbowała jakoś rozładować zły humor unoszący się w pokoju.
-No nie wiem, mamo, czy będziesz mogła długo siedzieć. Po antybiotyku gorączka zeszła, ale nadal jesteś bardzo osłabiona - na twarzy Amelii pojawiło się zatroskanie. - Lekarz mówił, żebyś się nie przemęczała. Powinnaś dużo odpoczywać i nabierać sił.
-A tam, gadanie - fuknęła staruszka i machnęła ręką. - Jeszcze będę miała tyle czasu na odpoczywanie, że mi bokiem wyjdzie! Powinnam się zająć gośćmi, upiec dobre ciasto, a ty położyłaś mnie do łóżka, jakbym była sparaliżowana i nawet nie pozwalasz samej napić się herbaty - dodała z wyrzutem, gdy Amelia przystawiła jej do ust filiżankę. Kobieta zarumieniła się z zakłopotaniem.
-To dla twojego dobra, mamo.
-Wiem, że jesteś pielęgniarką - Amelia już otwierała usta, by powiedzieć, że z zawodem pożegnała się zostając żoną Paula, a jej troska jest podyktowana innymi pobudkami, lecz Helena nie dała sobie wejść w słowo - ale, moja droga, potrafię jeszcze sama o siebie zadbać. Przynajmniej Lynnka nie robi ze mnie paralityka. Prawda, Lynnko? - zapytała stojącą przy oknie dziewczynę. - Mam ochotę upiec szarlotkę. Mam nadzieję, że mi pomożesz, Lynn, wyperswadować twojej matce, że to bardzo nieszkodliwe zajęcie.
-Nie mamy jabłek, poza tym Lynnka wolałaby poczytać - stwierdziła Amelia, spoglądając na córkę i próbując przekazać jej na migi, żeby poszukała sobie jakieś ciekawsze zajęcie, niż wystawanie przed oknem i bezużyteczne przyglądanie się padającym płatkom śniegu. Bardzo irytowała ją pełna obojętności postawa córki i nieskrywane znudzenie otoczeniem. Domyślała się niezadowolenia Aslynn z zaistniałej sytuacji, lecz była też zła, że jej latorośl tak otwarcie to manifestuje, sprawiając przykrość starszej osobie. Postanowiła, że później poważnie porozmawia o tym z córką i porządnie ją zbeszta.
-Bardzo chętnie - Aslynn niemrawo przytaknęła. - Widziałam w salonie kilka ciekawych książek...
-A jutro pojadę do sklepu, kupię jabłka i razem coś upieczemy - dodała szybko Amelia próbując odwrócić uwagę Heleny od nadąsanej miny nastolatki.
Drzwi za wychodzącą cicho zaskrzypiały.
Aslynn odetchnęła z ulgą i zeszła po wąskich, drewnianych schodach na parter do salonu. Ostatecznie mogła zająć się czytaniem. Bez komputera czy komórki nawet to zajęcie wydawało się szalenie interesujące, a słuchania "kociej" muzyki - jak wolała określać ulubione, babcine utwory - miała już powyżej uszu.
Wysłużona podłoga w wielu miejscach skrzypiała przy każdym kroku. Startym po latach mycia i pastowania powierzchniom brakowało naturalnego połysku - były szarawe i sękate. Pokrywające je dywany były równie wytarte od wielu przechodzących po nich stóp. Na zewnątrz było już prawie ciemno i Aslynn musiała włanczać w pokojach światła, by nie potknąć się o nieznaną przeszkodę - zupełnie nie do pomyślenia w mieszkaniu w mieście, gdzie uliczne latarnie i liczne neony skutecznie przełamywały hegemonię ciemności. Nawet w letnie dni pomieszczenia tonęły w półmroku - ze względu na małe okienka i ciemną tonację wystroju wnętrz, która zdawała się wprost pochłaniać każdy najmniejszy promień słońca. Helena rzadko rozstawała się z ulubionymi, choć już mocno wysłużonymi meblami. Dla Aslynn solidne, dębowe szafy i szafeczki ze zdobieniami, półki i komódki wyglądały niczym eksponaty muzealne - były stare i niemodne. Siedziska krzeseł i foteli wytarte od wieloletniego użytkowania, starannie otulały przeszyte na maszynie pokrowce, stolik przykrywała ręcznie wydziergana serweta, na której stał wazon z zasuszonymi polnymi kwiatami.
Centralnym punktem salonu był kominek, teraz czarny i zimny, bowiem opiekująca się staruszką rodzina wolała zainwestować w elektryczne grzejniki o wiele łatwiejsze w obsłudze, niż brudzić sobie ręce rozpalaniem ognia na palenisku lub w piecach kaflowych stojących w kilku pokojach na piętrze. Mimo wszystko w kącie leżała skrzynia z polanami, tylko czekającymi, by rzucić je na palenisko i zająć się strzelającymi płomieniami.
Aslynn przebiegły dreszcze po plecach i objęła się ramionami, gdyż w salonie, nie ogrzewanym żadnym grzejnikiem, było wyjątkowo zimno. Z ust przy każdym oddechu wydobywał się obłoczek szybko niknącej pary.
Dom Heleny pachniał starością i piernikami. Aslynn uwielbiała babcine wypieki, zwłaszcza miodowe ciasteczka z migdałami. Zresztą nie tylko ona, bo i siwawe kocisko, snujące się za nią krok w krok, do perfekcji opanowało sztukę podkradania z talerzyka słodkiego specjału i czmychania przed Helenową ścierką, gdy zostało przyłapane przez staruszkę na gorącym uczynku.
Dziewczyna zerknęła na tłuściutkiego mruczka, który z podwiniętym, puszystym ogonem, przysiadł na progu, wlepiając w nią zielone, błyszczące w ciemności ślepka.
-No to popatrzmy, czy jest tu coś godnego uwagi... - mruknęła Aslynn.
Podeszła do półki i krytycznym wzrokiem zmierzyła grzbiety równiutko poustawianych w regałach grubych tomiszczy. Tytuły niewiele jej mówiły poza tym, że książki są niebywale stare, a przez to niezbyt ciekawe. Dużo traktowało o robótkach ręcznych, technikach szycia i dziergania. Niżej leżały w stosach kolorowe gazety zawierające wzory do haftów. Wśród nich znalazł się egzemplarz w twardej oprawce "Opowieści z Narnii" - które Aslynn kilka lat temu czytała z wypiekami na twarzy, chociaż obecnie kręciła nosem na tę "bajkę dla małych dzieci" - trochę historycznych romansideł i pamiętników. Od niechcenia przekartkowała kilka poradników dla początkujących hafciarzy, lecz nic nie przykuło zbyt długo jej uwagi. Robótki były dla niej czarną magią, podobnie jak internetowe cuda dla jej babci Heleny stanowiły trudną do pojęcia łamigłówkę.
Z rozczarowaniem dziewczyna rozejrzała się po salonie i objęła się ramionami, z trudem powstrzymując drżenie. Po krótkim namyśle otwarła sękatą szafę, a później zajrzała do stojącej w rogu skrzyni w poszukiwaniu jakiegoś ciepłego koca czy swetra. Pod ciężkim, ręcznie malowanym wiekiem piętrzyły się stosy babcinych ubrań i równo złożonych chust, z których jedną, wyjątkowo grubą, szczelnie się opatuliła. Przeżarty przez korniki zegar z kukułką obwieścił, że właśnie minęła piąta. Z wiszącej tuż obok czarno-białej fotografii ślubnej młodsza wersja Heleny spoglądała na otuloną chustą Aslynn, zdając się ją ganić za grzebanie w nie swoich rzeczach.
Dziewczynie przyszło na myśl, że jej mama do złudzenia przypomina babcię z czasów jej młodości - miała te same jasne włosy spływające na ramiona kaskadą loków, ten sam lekko zadarty nos, a gdy się uśmiechała, na jej policzkach pojawiały się te same wesołe dołeczki, które wiele lat temu uwiecznił fotograf na twarzy Heleny. Amelia była niewysoka, podobnie jak jej matka, którą przeżyte lata znacznie już przygarbiły i pochyliły ku ziemi. Pomimo siatki zmarszczek i starczych plam z babcinej twarzy wciąż spoglądały te same, błyszczące młodością, błękitne niczym niebo oczy. I tylko okulary, które Helena z utyskiwaniem zakładała na nos, gdy zasiadała nad robótką lub gazetą, informowały, że nie patrzyły one już na świat tak bystro jak niegdyś. Aslynn urodą wdała się w ojca i miała bardziej kanciastą twarz i orzechowe tęczówki. Wzrostem też powoli dorównywała matce, chociaż dopiero ukończyła piętnaście lat i zapowiadało się, że wyrośnie na smukłą pannę. Jedyne co odziedziczyła po Amelii to jasna strzecha włosów, chociaż ta nijak nie tworzyła cudnych loków tylko sterczała na wszystkie strony świata.
Aslynn nie lubiła myszkować po cudzym mieszkaniu, chociaż gdy wyszła z zimnego salonu i już miała udać się schodami na piętro, by przyznać, że jednak nic ciekawego do czytania nie znalazła, jej uwagę przykuło światło wydobywające się zza niedomkniętych drzwi na końcu korytarzyka. Dziewczyna domyśliła się, że tam właśnie znajduje się pracownia Heleny, chociaż nigdy jeszcze nie zaglądała do tego pomieszczenia. To był mały azyl jej babci, do którego wstęp mieli tylko nieliczni. Nawet dziadek Aslynn, kiedy jeszcze żył, rzadko przekraczał ten próg. W niewielkim pomieszczeniu w piwnicy, do którego prowadziły strome schodki, powstawał zaczarowany świat Heleny, przez kilka ostatnich lat zamknięty na głucho. Dlatego też światło wydobywające się zza drzwi wzbudziło zainteresowanie w dziewczynie i trochę obawę, że coś może być nie tak. Mama od lat nabijała jej głowę włamywaczami, chociaż kto w taką pogodę miałby ochotę ruszyć się z domu i myszkować po cudzych piwnicach?
Z niezdecydowaniem Aslynn stanęła w progu i popatrzyła na wąskie schodki i niziutki, przybrudzony strop prowadzące w piwniczną czeluść. Na progu stała mała latarenka. Figielek podjął za nią decyzję, z cichym miauknięciem zeskakując po stopniach i niknąc w ciemności.
Aslynn chwyciła latarenkę i ostrożnie zaczęła schodzić po skrzypiących schodach. Musiała nisko pochylić głowę, by nie uderzyć w strop. Po kilku pierwszych stopniach schody skręciły pod ostrym kątem. Przed dziewczyną ukazały się kolejne, zamykane na zasuwę drzwi. Zardzewiały mechanizm z trudem udało się przesunąć.
Tuż za drzwiami rozciągał się opleciony pajęczynami i płachtami białego prześcieradła prawie zimowy krajobraz. Stojąca w progu Aslynn z mieszanymi uczuciami spoglądała na wnętrze słabo widoczne w mrugającym świetle latarenki. Gdy uniosła ją wyżej, z mroku wyłoniły się zarysy półek i postawianych na stosach różnej wielkości skrzynek. Pod prześcieradłami i nylonowymi pokrowcami stały krosienka i kilka maszyn do szycia. W rogu przycupnął taboret przy małym stoliku z podpiętą do blatu stojącą lampą. Aslynn z ulgą stwierdziła, że działa.
Figiel, dotąd czający się przy jej nogach, teraz wesoło buszował pomiędzy płachtami prześcieradła, zostawiając na zakurzonej podłodze setki kocich tropów. Sądząc po ilości śladów Aslynn była pierwszą osobą, która od dłuższego czasu zaglądnęła do pracowni. Dziewczyna poczuła się dziwnie z myślą, że zakłóca spokój duchom tego pomieszczenia i już miała stąd czmychnąć, gdy niezgrabny Figiel skoczył na jedno z pudeł, zrzucając je z łoskotem na podłogę. Różnokolorowe włóczki rozpełzły się w różne strony świata. Kot przez dłuższą chwilę próbował dogonić uciekające nitki, lecz gdy w końcu kompletnie się w nich zaplątał, z przestrachem na wąsiastym pyszczku popatrzył na Aslynn.
-No i co zrobiłeś najlepszego? - fuknęła na mruczka dziewczyna, próbując rozplątać urwisa. - Narobiłeś mi tylko roboty! Teraz będę musiała to wszystko pozwijać... A to co takiego? - ze zdziwieniem uniosła wyżej końcówkę jednej z włóczek, do której przywiązany był jakiś mały, metalowy przedmiot o podłużnym trzonie i skomplikowanie wyprofilowanej główce. - Kluczyk? - brwi Aslynn uniosły się w zdumieniu prawie pod samą grzywkę, gdy w palcach obracała niespodziewane znalezisko. - Coś takiego.


--= 2 =--
Brama

Początkowo Aslynn chciała zawinąć znaleziony kluczyk we włóczkę i odłożyć na miejsce, lecz ciekawość w końcu zwyciężyła. Nurtowało ją pytanie, do jakiego zamka może pasować owo znalezisko i dlaczego w ogóle zostało ukryte w tak nietypowym miejscu. Czy była to jakaś szafka, sekretarzyk? A może jeden z licznych kuferków, które były poupychane po rogach w całym domu Heleny? I co takiego zawierała owa skrytka? Dziewczyna nie mogła zapytać o to babcię wprost, nie przyznając, że myszkowała po jej pracowni, nawet jeżeli klucz wpadł w jej ręce zupełnym przypadkiem. W myślach już sobie wyobrażała, co powiedziałaby Amelia na wścibstwo córki. Mimo wszystko Aslynn czuła, że babcia Helena posiada jakiś sekret, i bardzo chciała się dowiedzieć co to takiego.
W nocy długo nie potrafiła zmrużyć oczu, przewracając się z boku na bok i zastanawiając, jak zabrać się do sprawy. Mały, zdobiony kluczyk leżał pod jej poduszką zawinięty w białą chusteczkę i Aslynn co chwilę sprawdzała, czy przypadkiem rzeczywiście się tam znajduje. To była jedyna rzecz, po nowej konsoli, którą dostała od ojca dwa miesiące temu, która wzbudziła w niej tak żywe zainteresowanie. Postanowiła, że jeszcze raz zajrzy do babcinej pracowni rano, zanim inni się obudzą, i dokładnie zlustruje wszystkie zakamarki. To miejsce wydawało się Aslynn najprawdopodobniejszym do przechowania przedmiotu, do którego mógł pasować kluczyk - przecież nikt, poza babcią dawno do niego nie zaglądał - wprost wymarzona lokalizacja na przechowywanie sekretów.
Plany dziewczyny spaliły na panewce, gdy z głębokiego snu obudziły ją nawoływania Amelii na śniadanie.
-Lynn, śpiochu, kakao stygnie - kobieta zastukała do drzwi pokoju, po czym nie czekając na zaproszenie, weszła do środka i rozsunęła zasłony, wpuszczając do pomieszczenia nieśmiałe słoneczne promienie. Dzień zapowiadał się wyjątkowo pięknie pomimo panującego na zewnątrz mrozu rysującego na szybach zawiłe wzory.
Aslynn ziewnęła przecierając zaspane oczy.
-Oj mamo, jeszcze pięć minut - wymamrotała półprzytomnie i odwróciła się na drugi bok, okrywając pierzyną po samą grzywkę.
-Jak chcesz, ale nie będziemy z babcią czekać. Robię twoje ulubione tosty z dżemem truskawkowym, a wiesz, że zimne nie są już takie smaczne.
Dziewczyna sapnęła z wymówką. Mama doskonale znała gusta córki, co było pomocne, gdy chciała wcześnie wygonić ją z łóżka. Jako jedynaczka, Aslynn była rozpieszczana od najmłodszych lat i szybko się nauczyła, że tata Paul - dla którego była oczkiem w głowie - na jedno jej krzywe spojrzenie lub kręcącą się w oku łezkę w mig spełni jej zachcianki. Kolejne lata sprawiły, że stała się jeszcze bardziej nieznośną i samolubną istotą, nawykłą do podporządkowywania otoczenia okazywaniem swoich humorów. Amelia miała nieco inny pogląd na wychowanie córki, czym często wywoływała w domu awanturę. Przekory nie udało jej się jednak z latorośli wyplenić.
Gdy Amelia wyszła z pokoju, Aslynn, z ociąganiem, wynurzyła się z puchowej pościeli i przeciągnęła. Nocne rozmyślania dały o sobie znać. Jeszcze nigdy nie była tak zmęczona i niewyspana. No i musiała zmienić plan działania. Wizyta w pracowni babci na razie poczeka na stosowniejszą chwilę.
Aslynn, drżąc z zimna, ponieważ w zajmowanym przez nią pokoju zabrakło elektrycznego grzejnika, szybko zamieniła piżamę na gruby, wełniany sweter i dresowe spodnie. Na nogi naciągnęła frotowe skarpety i przejrzała się w lusterku, by ocenić stan swojej fryzury. Krótkie jasne włosy sterczały na wszystkie strony i nawet pomoc szczotki niewiele by tu pomogła, dziewczyna więc poprawiła tylko grzywkę lecącą jej na oczy i dopominającą się o skrócenie. Zawinięty w chusteczkę kluczyk wcisnęła głęboko na dno kieszeni spodni, bojąc się go zostawić w dotychczasowej kryjówce, i prawie zbiegła po schodach do kuchni.
W powietrzu unosił się zapach przypiekanych tostów, a na kuchennym, pomalowanym na niebiesko stoliku, przy którym siedziała już babcia Helena, Amelia ustawiła oprócz talerzyków i kubków, dwa słoiki z ulubionym dżemem Aslynn. Toster oczywiście należał do pani Foreignet i wyglądał nader dziwnie na blacie starego, dębowego kredensu, pośród przyprawników, suszonych ziół zwisających na sznureczkach z wkręconych w ścianę haczyków i wielkiego wieszaka na którym poupychano sztućce różnego kalibru. Starsza pani nie przepadała za tego typu wielkomiejskim śniadaniem i narzekając na stan uzębienia, w końcu wymogła na Amelii, by ta posmarowała jej kromkę chleba białym serem. Siedzący na jej kolanach Figiel łakomie spoglądał na przyrumienione tosty z grubą dżemową powłoką i oblizywał pyszczek, zapewne kombinując jak tu się dobrać do tak przyjemnie pachnącego smakołyku.
Aslynn nalała mruczkowi mleka do spodka i postawiła w najdalszym rogu kuchni, po czym zasiadła przed swoim talerzykiem i popijając kakao, rozpoczęła chrupanie tostów.
-Po śniadaniu zabiorę się za odśnieżanie. W nocy nieźle nas tu zasypało - powiedziała Amelia, wkładając do tostera kolejną porcję. Obok stał kubek z kawą - pierwsze "śniadanie", od którego pani Foreignet zawsze zaczynała dzień. - A potem pomyślimy o zakupach. Lodówka niestety zaczyna świecić pustkami.
-Mam nadzieję, że nie zapomnisz o jabłkach - wtrąciła się Helena, starannie przeżuwając kęs - bo ja ciągle mam w pamięci tę szarlotkę - przypomniała, posyłając Amelii łobuzerski uśmiech.
Dzisiejszego dnia staruszka wyglądała już znacznie lepiej, jej twarz nabrała zdrowych kolorów, a w niebieskich oczach nie było śladu gorączki. Helena powoli wracała do zdrowia, co Aslynn nieco stropiło. Jeżeli ma odkryć sekret kluczyka schowanego w kieszeni, musi się do tego zabrać jak najprędzej, bo potem może już nie mieć zbyt wielu okazji przeszukania kilku interesujących ją kątów, jeżeli babcia opuści łóżko i zacznie wszędzie się kręcić.
Amelia miała właśnie powiedzieć, że szarlotka jak najbardziej utknęła jej w pamięci, gdy do uszu zebranych w kuchni dobiegł dzwonek do drzwi. Aslynn zawsze ten dźwięk kojarzył się z zegarowym bim-bam wybijanym o równych godzinach i odruchowo spojrzała na ten wiszący na ścianie.
-To pewnie Paul - powiedziała Amelia i ruszyła do drzwi. - Najwyższy czas!
Chwilę później zziębnięty mężczyzna wszedł do kuchni potulnie wysłuchując tyrady pani Foreignet. Przylepiony po kolana do nogawek spodni śnieg, spadający teraz na podłogę i tworzący mokre plamy, oraz zarumieniona z wysiłku twarz Paula dobitnie świadczyły, jak trudno przedrzeć się przez zaspy, które utworzyły się po całonocnym ataku śniegu.
-Dzień dobry, mamo - mężczyzna ucałował Helenę w oba policzki na powitanie i zaczął uwalniać się z zimowej kurtki. - Cześć, córka - uśmiechnął się do siedzącej w kącie dziewczyny. - Strasznie trudno się tu do was dostać. Prawie utknąłem na wjeździe do Sadbre - sapnął oddając szalik i gruby sweter w ręce żony. Koszula w niebieską kratę, którą miał założoną pod nim, była strasznie wymięta, lecz Paul zdawał się nie zwracać na to uwagi, spoglądając na tosty na talerzu. - Musiałem zostawić samochód na podjeździe u sąsiadów, bo dalej nie dałbym rady. Śnieg sypał przez całą noc. W końcu... - Aslynn na chwilę straciła wątek, gdy ojciec wyszedł do sieni w ślad za mamą utyskującą na czyniony przez niego bałagan - ...Przez noc. Prawdziwy koszmar, mówię ci. Kochanie, zrobisz mi kawę? Ledwie stoję na nogach.
Paul wrócił do kuchni i położył na stole pękatą aktówkę, na widok której oczy Aslynn rozbłysły. Na myśl o ojcowskim, roboczym laptopie z jej głowy natychmiast wyparowały wszystkie plany dotyczące tajemniczego kluczyka zastąpione pokaźną listą rzeczy, które musiała sprawdzić i zrobić poprzez internet.
-Mam nadzieję, że nie zamierzasz tutaj też pracować? - Amelia zmarszczyła brwi na widok aktówki.
-Masz moje słowo, że nawet na to nie spojrzę - Paul posłał jej rozbrajający uśmiech. - Przywiozłem mamie trochę wzmacniających ziółek - dodał, wyjmując z aktówki mały pakunek.
-Tato, a mogę pożyczyć na trochę twojego laptopa? - zapytała szybko Aslynn, zanim Paul zdążył ją zamknąć.
-Oczywiście, córcia. Tylko nie wywal żadnego mojego projektu, bo będą mi suszyć głowę w pracy.
Amelia popatrzyła z wyrzutem na męża, lecz Aslynn właśnie dopadła laptopa i zaszyła się z nim w babcinym salonie, skąd przez resztę dnia dobiegało głośne stukanie po klawiaturze.
-No, mój kochany, zjedz tosty, bo czeka cię jeszcze odśnieżanie - powiedziała Helena wesoło. - Amy musi jakoś dojść do sklepu i przynieść dla mnie trochę jabłek.
Paul tylko sapnął, spoglądając niepewnie na żonę i usiadł przy stole.

Aslynn z wielkim żalem rozstawała się z laptopem, kiedy po dwóch dniach Paul musiał wrócić do pracy. Internetowe znajomości znów ucierpią na kilkunastodniowej nieobecności, ale cóż mogła na to poradzić. Schowany w kieszeni kluczyk dopominał się o uwagę dziewczyny kiedy sięgała w nią ręką, lecz Helena na dobre odzyskała formę i jak szalona rozpoczęła zaniedbane przez nią sprzątanie, w czym ochoczo pomagała jej Amelia. Dla zabicia czasu Aslynn zaczęła czytać "Opowieści z Narnii", jednak uwagę ciągle kierowała ku nurtującym ją pytaniom, co wcale nie pomagało skupieniu się na lekturze. W końcu babcia zastała ją jednego popołudnia siedzącą w fotelu w salonie, z książką na kolanach i nieobecnym wzorkiem wlepionym w wiszący na ścianie obraz ze słonecznikami.
-Wszystko w porządku, Lynn? - zapytała staruszka.
-A tak... Tak, babciu - mruknęła dziewczyna przywołując na twarz uśmiech. Spojrzała na książkę i nerwowo odwróciła ją pod prawidłowym kątem, zanim babcia spostrzeże, że wcale nie czytała. Właśnie zakończyła przeszukiwanie znajdującej się w szafie skrzynki - ostatniej, do której mógłby należeć kluczyk - i bardzo się zawiodła, kiedy okazała się ona otwarta a w jej wnętrzu dziewczyna znalazła pliki starych zdjęć w kolorze sepii.
Helena przyłożyła dłoń do jej czoła, lecz nie stwierdziła gorączki.
-Dużo tego wyszyłaś, prawda babciu? - zapytała nagle Aslynn wskazując na obraz.
-Tak, Lynn, to bardzo wciągające zajęcie - staruszka przysiadła obok w drugim fotelu i starannie złożyła trzymaną w dłoniach szmatkę do ścierania kurzu. Wydawało się, że zupełnie się zatopiła w kontemplowaniu własnej pracy. - A wiesz, mogłabym cię tego nauczyć. Widziałam, że przeglądasz gazety. To bardzo proste...
-Nie, nie! Nie, dziękuję! - Aslynn żywo zaprzeczyła. - Chyba bym nie wytrzymała. Godzinami tak szyć i szyć, i psuć sobie oczy. To takie zajęcie dla... starych babć - szybko ugryzła się w język, by nie powiedzieć inaczej, jak często o starszych osobach mówiły jej koleżanki. - Co w tym może być interesującego?
-Może to, jak z małych kawałeczków nici powstaje piękny i pełen życia obraz? Nie uważasz, że to prawdziwa magia? Zupełnie jak te wszystkie światy z tych twoich gier, tylko, że to ty jesteś jego autorką.
Aslynn długo bez słowa przyglądała się babci, próbując zrozumieć, o czym staruszka mówi. Nici i gry? Jak można w ogóle łączyć te dwie rzeczy? Bajdurzenie o magii.
W końcu Helena zabrała się za ścieranie kurzy w salonie, zostawiając dziewczynę samą z jej myślami.
Jeszcze tego samego popołudnia Amelia stwierdziła, że jej córce przyda się nieco ruchu i świeżego powietrza, i zaczęła organizować czas Aslynn wedle swojego uznania, wymyślając coraz to nowe zajęcia, tym samym skutecznie uniemożliwiając jej poszukiwania. Pomoc przy odśnieżaniu, co było niezbędne, bowiem codziennie biały puch przykrywał okolicę kilkunastocentymetrową powłoką, szorowanie podłóg albo zmywanie naczyń - to i inne kreatywne zajęcia stanowiły teraz jej rozkład dnia. Wieczorem dziewczyna była tak zmęczona, że nawet nie wiedziała, kiedy oczy same jej się zamknęły a pod powieki napłynęły koszmarne wizje. Zaczęła nawet podejrzewać, że Amelia robi jej to specjalnie. Gdyby tu był tata, mogłaby mu się poskarżyć, a Paul już by załatwił z mamą sprawę. Niestety ojciec sojusznik pozostawał poza zasięgiem, ciężko pracując w wielkim mieście.
Aslynn nadal nie udało się zbadać babcinej pracowni i była coraz bardziej przekonana, że to tam znajdzie odpowiedź. W ciągu minionego tygodnia zajrzała do wszystkich miejsc posiadających jakikolwiek zamek, większość jednak okazała się być ogólnie dostępna. Tajemniczy kluczyk wciśnięty w kieszeń spodni ciążył jej jak wyrzut sumienia. Lecz rozwiązanie zagadki przyszło równie niespodziewanie, jak przypadkowe było znalezienie owego przedmiotu w babcinej pracowni.
Był wtorkowy poranek i Amelia przy śniadaniu obwieściła zebranemu w kuchni gronu, że wybiera się na zakupy. Helena nie omieszkała przy tym sporządzić całej listy potrzebnych jej produktów, co Aslynn powitała nachmurzoną miną. Domyślała się, że babcia znów ma zamiar zająć się wypiekami, a ją nie ominie wątpliwa przyjemność towarzyszenia jej w tym zajęciu. Owszem, uwielbiała Helenowe wypieki i ciasteczka, lecz do gotowania i pieczenia nie miała serca i jak zawsze twierdziła jej matka - dwie lewe i na dodatek leniwe ręce.
Gdy Amelia wyszła, by załatwić sprawunki, co miało jej zająć przynajmniej dwie godziny - bowiem najbliższy sklep znajdował się na drugim końcu Sadbre, a tonąca w śniegu droga tylko utrudniała komunikację - Aslynn z ociąganiem zabrała się za zmywanie po śniadaniu.
-Czy mogę cię o coś prosić, Lynnko? - zapytała znienacka Helena, wylewając wrzątek z czajnika do kubka, w którym czekała już torebka herbaty.
-Tak, babciu?
-Twoja mama prosiła mnie o przerobienie kilku spódnic - serce Aslynn zabiło szybciej, kiedy zdała sobie sprawę, że babcia ma zamiar wybrać się do pracowni. Czy zauważy, że ktoś tam ostatnio myszkował? - Przyniesiesz mi ze strychu pudło z nićmi i naszywkami? Nie pamiętam dokładnie, gdzie je upchnęłam, ale jest takie czerwone i ma ozdobną rączkę - ciągnęła Helena, nieświadoma popłochu wnuczki, której niemal ręce trzęsły się ze zdenerwowania, kiedy wycierała w ręcznik talerz.
-Oczywiście, babciu - powiedziała szybko. - Czerwone pudło?
-Mhm. A potem odkurzymy moją starą maszynę do szycia - staruszka wsypała do kubka łyżeczkę cukru i głośno zamieszała zawartość. - Z twoimi spodniami też powinnam coś zrobić - dodała z namysłem przyglądając się dolnej części garderoby wnuczki. - Zupełnie nie rozumiem tej dzisiejszej mody. Żeby nogawki trzeba było wlec po ziemi! Co za marnotrawstwo!
-Mnie tak pasuje - zaoponowała Aslynn, kończąc naprędce wycieranie szklanki i upchnęła ją w kredensie. - Idę szukać pudła!
Wbiegając po schodach na strych dziewczyna zastanawiała się, jaką przyjąć linię obrony na babcine pytania. A może po prostu uznać, że po pracowni rzeczywiście myszkował włamywacz? Aslynn zastanawiała się tylko, kto dałby radę przecisnąć się przez malutkie piwniczne okienka.
Schody na strych trzeszczały przeraźliwie i dziewczyna zaczęła się obawiać, czy aby nie załamią się pod jej ciężarem. Z irytacją spostrzegła siedzącego na ich szczycie Figielka zawzięcie myjącego łapkami pyszczek. Jeszcze tego mruczącego kudłacza jej tu brakowało!
Kurz zalegający na poddaszu zakręcił Aslynn w nosie wywołując serię kichnięć. Pomieszczenie, pozbawione okien, tonęło w ciemnościach i dziewczyna zaczęła po omacku szukać jakiegoś włącznika. Z kotem plączącym się pod nogami okazało się to bardzo karkołomnym zajęciem, w końcu jednak Aslynn wymacała latarkę, z ulgą stwierdzając, że działa. Wąski snop światła omiótł graciarnię, wyłaniając z mroku kilka starych szafek, stosy pudeł o nieznanej zawartości, bujany fotel opleciony siatką wyjątkowo pracowitego pająka i zatrzymał się na grzbiecie Figla uporczywie wpatrującego się w coś w kącie i machającego ogonem. Kot miauknął i zaczął skradać się w upatrzone miejsce. Nagle dał susa między kartony, zupełnie niknąc Aslynn z oczu i powodując mały ambaras, gdy kilka pudeł z hukiem spadło na podłogę.
-Figiel! Tu nicponiu! - zawołała dziewczyna. - Jeżeli przez te twoje harce babcia nie dostanie zawału, to ja na pewno będę następna w kolejce!
Westchnęła z rezygnacją, zastanawiając się, jak też ma w owym składziku znaleźć babcine czerwone pudło z nićmi. Z ozdobną rączką - dodała w myślach, uśmiechając się krzywo. Najczarniejszy scenariusz przewidywał gruntowne przeszukanie każdego zakamarka, co w połączeniu z przedzieraniem się przez pajęcze sieci, nie przedstawiało się zbyt interesująco. Gdzieś w ciemnościach coś zaszurało, omal nie przyprawiając Aslynn o zawał, lecz szybko przekonała się, że to tylko Figiel, który niezbyt serio wziął sobie do serca jej słowa.
Z nieco kwaśną miną starła kurz z najbliższego pudła i dokładnie zlustrowała jego zawartość. Później kolejne i jeszcze następne - stwierdzając, że każde wypełnione jest po brzegi pachnącymi kurzem materiałami. W ostatnim znalazła stare ubrania Heleny, z którymi staruszce żal było się rozstać. Był wśród nich męski garnitur i kilka krawatów pamiętających dziadka Antoniego. Figiel znienacka skoczył jej na kolana i Aslynn wrzasnęła z przestrachu.
-Ty nieznośne, wyliniałe kocisko!
Figiel niewiele sobie z niej zrobił, uskakując przed rzuconą w jego kierunku szmatką. Z gracją wskoczył na bujany fotel a później na komódkę, na której przysiadł z podwiniętym ogonem i otwarł pyszczek w przeciągłym ziewnięciu.
-Jeszcze raz i cię wypatroszę! - syknęła Aslynn, zerkając na kota, lecz szybko zmieniła zdanie, gdy zobaczyła tuż obok czerwieniący się w świetle latarki skrzynkowy kant z metalowym okuciem. - Odwołuję. Na razie nie będę cię patroszyć - dodała, otwierając zatrzask i upewniając się, że to tego właśnie potrzebuje babcia Helena. Środek niewielkiej skrzynki zajmowały, poupychane ciasno w liczne przegródki, nici do szycia i kilka wypłowiałych naszywek. - Bingo!
Figiel miauknął z zadowoleniem i zamiótł ogonem kurz na komódce.
Wtedy Aslynn zauważyła, że obok czerwonej skrzynki, za rzędem pudeł, upchnięto coś jeszcze. Wydostanie z ukrycia przedmiotu nastręczyło dziewczynie znacznych trudności. Był to niewielki, drewniany kuferek z metalowymi okuciami i ręcznie malowanymi ściankami. Aslynn od razu domyśliła się, że do zwisającej zeń kłódki idealnie będzie pasował znaleziony kluczyk. Jakież było jej rozczarowanie, gdy w środku znalazła tylko trochę starych włóczek i wypleciony na metalowym kółku wisiorek. Sądząc po wielkości kuferka dziewczyna spodziewała się co najmniej jakiejś intrygującej korespondencji... no, zdjęć już trochę mniej, ale to znalezisko wprowadziło ją w konsternację. Po co zamykać w skrzynce trochę starych, potarganych włóczek, a klucz do niej chować w najdziwniejszym i najmniej przewidywalnym miejscu? Toż to absurd!
Aslynn wysypała zawartość kuferka i starannie opukała spód w nikłej nadziei, lecz nie - nie było podwójnego dna.
-Nie patrz się tak na mnie - mruknęła do kota wciąż siedzącego na komódce.
Już miała włożyć wysypane na podłogę włóczki do schowka, gdy nagle Figiel rzucił się jej pod nogi i zaczął gonić jeden ze zwiniętych kłębków. Przez panujący półmrok Aslynn nie spostrzegła, że zaczynają one żyć własnym życiem i rozpełzają się na wszystkie strony niczym bardzo długie gąsienice, lecz wyostrzony koci zmysł szybko wychwycił tę zmianę.
Powoli, lecz w jakiś niepojęty dla dziewczyny sposób, włóczki zaczęły się ze sobą splatać coraz ciaśniej i piąć coraz wyżej, tworząc zawiły wzór. Gdyby nie ciekawość, Aslynn już dawno zbiegłaby po schodach z krzykiem o nawiedzonym strychu. Teraz, z coraz mocniej bijącym sercem i otwartą w zdziwieniu buzią, przyglądała się dziwnemu tańcu przedmiotów, które dotąd uważała za martwe. Trwało to dobrą chwilę, aż z pęku włóczek w przestrzeni zostały wyplecione drzwi z zamkiem. Niciowy twór do złudzenia przypominał prawdziwe, wykonane z drewna, przejście - z nadprożem, futryną i pięknie kutą, lśniącą klamką.
Aslynn poczuła silne szarpnięcie, gdy trzymany w ręku klucz został wyrwany przez nieznaną siłę i zatopiony w splotach nici w miejscu odpowiadającemu zamkowi. Rozległ się cichy szczęk odblokowanego mechanizmu i drzwi ze skrzypieniem, które mogą wydawać tylko stare, słabo naoliwione zawiasy, uchyliły się nieco, wypuszczając na zewnątrz blade światło.
-O, do licha - wyrwało się Aslynn. - Więc to jest ta wielka tajemnica babci Heleny?
Pyszczek stojącego tuż obok niej mruczka zdawał się mówić, że trafiła w dziesiątkę.


Rozdział 3 i 4
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=61805

Rozdział 5 i 6
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=62445

Rozdział 7
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=63074

Rozdział 8 i 9
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=64070

Rozdział 10 i 11
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=65040

Rozdział 12
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=65465

Rozdział 13, 14 i 15
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=66040

Rozdział 16 i 17
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=66534

Rozdział 18 i 19
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=66826

Rozdział 20 i 21
http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=67434

Podpis: 

C.V. luty 2010 (do luty 2011)
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 50 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Głupia Sztuka Akt II Miłość z internetu - czytaj części od I do XII Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :) Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych
Sponsorowane: 305Sponsorowane: 303Sponsorowane: 302

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.