http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
302

Tarot i koronkowe serwetki - Początek

Autor płaci:
300

  Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy mogą sobie coś ofiarować?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Początek

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy mogą sobie coś ofiarować?

W smutku jest właśnie noc piękna

Dopadł mnie depresyjny nastrój. Nie pisałem parę dobrych lat.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz VII- coś podniecającego

A może by sobie tak pomarzyć, mój kochany: piękny dzień, lecz słoneczko jakby za chmurkami. Wiaterek za oknem sprawia, że dreszczyk przechodzi przez moje ciało.

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Miłość z internetu cz V -opis zdjęć Niki

wakacje. Promienie słońca padają na Twoje jednolicie opalone ciało prawego boku odkrytego i widzę poza Twoim ramieniem wystający sutek cycusia

Włamanie na szkolny serwer

Niedaleka przyszłość, piątce uczniów udaje się włamać na szkolny serwer z ocenami.

Specjalne miejsce

Miejsce wyglądało tak samo jak zwykle. To znaczy – niezwykle. (opowiadanie lekko fantastyczne)

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
842
użytkowników.

Gości:
841
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 62

62

Łza

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
03-06-08

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Religia/-
Rozmiar
24 kb
Czytane
11715
Głosy
13
Ocena
4.31

Zmiany
09-08-05

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: AngelGab Podpis: Gabriel
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Opowiadanie kontynuujące opis losów Gabryjela - archanioła, który został skazany na życie wśród ludzi.

Opublikowany w:

www.esensja.pl, www.zgielk.prv.pl, www.angelos.prv.pl

Łza

Noce na Dworcu Głównym powoli stawały się trudne do zniesienia. Jeszcze jesienią, kiedy z poczekalni korzystali jedynie podróżni, wszystko było w porządku. Jednak teraz, kiedy zbliżała się zima, zwyczajnemu podróżnemu ciężko było dokonać tak trudnej sztuki, jaką okazało się odnalezienie wolnego miejsca na ławce i jednoczesne uniknięcie towarzystwa bezdomnego, menela, nie mówiąc już o narkomanach. Kartonowe pudła rozścielane na posadzce dworca były znakiem nieuchronnego nadejścia mrozu i śniegu.
Gabriel siedział w dworcowej poczekalni. Po lewej spał rozłożony na kilku siedzeniach mężczyzna. Trudno było ocenić jego wiek. Równie dobrze mógł mieć trzydzieści co i pięćdziesiąt lat. Kilkunastotygodniowy zarost utrudniał identyfikację, zaś potężny smród otaczający leżącego i widoczne na dłoniach ślady grzybicy skutecznie zniechęcały do podjęcia jakiejkolwiek próby zaspokojenia ciekawości. Nawet anioł ma swój próg wytrzymałości. Zresztą rozszyfrowanie tej zagadki nie było celem dzisiejszej wizyty Gabriela.
Powoli zbliżała się godzina druga. Pomimo tak późnej pory, ludzi wcale nie było mało. Archanioł z lubością obserwował ich poczynania. Poprzez wielokrotne przebywanie w takich miejscach nauczył się już wyróżniać dwie kategorie ludzi. Do pierwszej należeli ci ciągle spieszący się, poruszający się szybko, próbujący zdążyć na pociąg, który miał im za niedługo uciec. Drugą grupę reprezentowały zaś osoby, które czekały na pociąg, mający odjechać dopiero za kilka godzin. Tym nie spieszyło się nigdzie. Powoli, jak pradawni budowniczowie piramid, ustawiali swe bagaże wokół miejsca, w którym siedzieli. Budowali stosy, i czynili to z głębokim postanowieniem, że będą uważnie pilnować swego dobytku. Po kilkunastu minutach zasypiali jednak głębokim snem.
Anioł zauważył, że w tym miejscu czas nie płynie jednostajnym, równym tempem. Dla każdego ma swój własny wymiar. Jednym ludziom ucieka w szaleńczym tempie, kiedy objuczeni bagażami próbują jednocześnie ich nie zgubić, kupić bilet i jeszcze dobiec na właściwy peron. Innym zaś czas dłuży się w sposób niemiłosierny - kręcące się wskazówki dworcowego zegara złośliwie wolno odmierzają upływający czas.
Co dziwnie wszyscy ci ludzie - dobrze ubrany biznesmen, student czy zwykły menel w poczekalni dworcowej stawali się sobie w pewien sposób równi. Na jednej ławce mógł siedzieć zarówno księgowy wyruszający w podróż służbową, jak i śmierdzący lump, który w obawie przed tym, aby któryś z jego kumpli nie ukradł mu jego reklamówki z całym dobytkiem, rozpaczliwie starał się nie zasnąć.

***

Nagle anioł wyrwał się ze swych rozmyślań. Wśród tłumu, który nagle wyłonił się z podziemnego wyjścia, dostrzegł drobną postać. Niewysoka, szczupła dziewczyna, ubrana w zniszczoną letnią kurtkę przystanęła na środku, i rzucając nerwowe spojrzenia sprawiała wrażenie, że nie do końca jest zdecydowana co robić. Gabriel wolnym krokiem zbliżył się do niej. Wyglądała na 17 lat. Może mniej. Przetłuszczone, brudne włosy, zadrapania w kilku miejscach twarzy, zanikający już siniak pod prawym okiem i zapach niemytego ciała ujmowały jej urody. Jednak pomimo tego w dalszym ciągu można było powiedzieć o niej, że była ładna.
- Cześć. Jestem Gabriel - zagadnął - dasz sobie pomóc?
Dziewczyna spojrzała na niego. Z góry wiedziała o co chodzi stojącemu przed nią mężczyźnie. Wszyscy są tacy sami. Pojawiają się na każdym dworcu i zawsze chodzi im tylko o jedno. Czuła do siebie odrazę, ale nie mogła odmówić. Potrzebowała pieniędzy. Poza tym ten facet nie był taki brzydki i miał bardzo ładne oczy w kolorze stalowo-niebieskim. Trafiała już na gorszych. Dlatego lekko skinęła głową na znak zgody.
- Chodźmy więc - powiedział - To niedaleko. Pójdziemy piechotą.
- Nawet nie zapytał jak mam na imię - pomyślała z goryczą i dla poprawienia samopoczucia głośno powiedziała - Jestem Ola.
Jednak nieznajomy nawet się nie odwrócił. To spowodowało, że uczucie goryczy szybko zostało zastąpione przez obojętność. Miała większe problemy niż to, że ktoś traktował ją w ten sposób. Była głodna, było jej zimno. A przede wszystkim czuła się bardzo źle. Choroba dawała się we znaki. Wczoraj dostała krwotok, który udało się jej zatamować dopiero po kilku godzinach. Miało to też swoją dobrą stronę - przynajmniej nikt jej nie zaczepiał w pociągu. Konduktorzy też jakby łaskawiej patrzyli na brak biletu.
Jej rozmyślania przerwał wreszcie głoś mężczyzny, oznajmiający, ze dotarli do celu podróży.

***

Mieszkanie było małe i przytulne. Ładnie umeblowane - skromnie, ale z gustem. Od razu wpadło jej w oko kilka cennych przedmiotów. Ola pomyślała, że weźmie je, kiedy będzie po wszystkim. Właściciel na pewno nie zauważy od razu ich braku, a kiedy już się zorientuje, to i tak będzie za późno. Miała zamiar szybko wyjechać z tego miasta.
- Łazienka jest po prawej stronie. Tu masz ręcznik. Mydło i szampon leżą na półce obok lustra. Możesz wziąć prysznic albo kąpiel w wannie jeśli chcesz. Ja tymczasem zrobię coś do jedzenia - zarządził właściciel mieszkania.
Dziewczyna mechanicznym krokiem udała się do łazienki.

***

Prysznic działał oczyszczająco. Usuwał brud i zmęczenie. Ze zdziwieniem spostrzegła, że czuje się w tym mieszkaniu dobrze.
- Tak jakoś... przytulnie i bezpiecznie - pomyślała. Zaraz jednak skarciła się sama za tę myśl. Nie może zapominać dlaczego i po co tu przyszła.
Skończyła się myć. Wytarła całe ciało do sucha i weszła do pokoju. Gabriel siedział na bujanym fotelu i ze zdziwieniem spostrzegła, że był jeszcze ubrany. Ona sama była naga, nie chciała tracić czasu na zbędne ceregiele.
Obok stał stolik, na którym leżały rozłożone na talerzach kanapki, jakieś owoce i gorąca herbata, które nieznajomy zdążył przygotować w czasie, kiedy brała prysznic.
- Zjedz coś - usłyszała. Mężczyzna wskazał dłonią jedzenie i mały stołek, na którym mogła usiąść, po czym wyszedł na chwilę z pomieszczenia.

***

Głód odezwał się ze zdwojoną siłą. Dziewczyna rzuciła się wprost na przygotowane jedzeni. Po raz ostatni jadła do syta kilka dni temu. Teraz próbowała zjeść wszystko i jednocześnie popijać to herbatą. Na szczęście poparzyła sobie język i musiała zwolnić tempo spożywania. Nagle poczuła, że Gabriel stoi tuż za nią. Tak była pochłonięta jedzeniem, że nie usłyszała nawet kiedy wszedł. Nie schodząc ze stołeczka, rozchyliła nogi w oczekiwaniu, że tamten zaraz zacznie się do niej dobierać. Była zbyt głodna, by przestać jeść. Facet będzie sobie musiał jakoś radzić przez tę chwilę.
Kiedy jednak po kilkunastu sekundach nie poczuła na swym ciele dłoni wędrujących w kierunku jej piersi i krocza, zdziwiona odwróciła się.
Gabriel stał nieruchomo i wpatrywał się uważnie w jej twarz. Po chwili wyciągnął w jej kierunku małe zawiniątko.
- Ubierz to proszę - powiedział łagodnym głosem - To piżama. Inaczej zmarzniesz.
Dziewczyna poczuła niepokój. Nie zaczął się do niej dobierać od razu i nie wyglądało na to, by w ogóle miał się do tego zabrać.
- A może to jakiś świr? - pomyślała.
Jakby odgadując jej myśli Gabriel powiedział:
- Nie bój się. Nie zamierzam Cię wykorzystać. Chcę Ci tylko jakoś pomóc. I sam potrzebuję twej pomocy.
Ola pomyślała ze złością, ze to kolejny nawiedzony. Spotkała już kilkukrotnie takich świrów, którzy koniecznie chcieli jej pomóc. Proponowali odwyk, zachęcali do wstąpienia do grup samopomocy. A ona miała ich gdzieś. Nikt nie potrafił jej pomóc, wiec tym bardziej ona sama by sobie nie pomogła. A już zupełnie nie zamierzała tracić swych sił na pomaganie innym. Była tym bardziej wściekła, że ta cała sytuacja oznaczała jedno - nie zdobędzie dzisiaj pieniędzy. A potrzebowała ich na kolejną działkę. Znów będzie musiała się pieprzyć z dealerem, żeby jej coś łaskawie odstąpił. Zaklęła w myślach.
- Chcę wyjść - powiedziała.
- Proszę bardzo. Drzwi są otwarte. Ale możesz zostać. Tu masz jedzenie, miejsce do spania. Jest ciepło. Ja się do Ciebie nie będę dobierał. A odejść możesz w każdej chwili- odpowiedział Gabriel - Poza tym jesteś chora.
Ola z rezygnacją pomyślała, że mężczyzna ma rację. Mogła ostatecznie tu przenocować. I rzeczywiście czuła się bardzo źle. Zastanawiała się tylko, skąd nieznajomy o tym wie.

***

Piżama była za duża na Olę, ale jednocześnie była wygodna i ciepła. Gabriel rozścielił jej łóżko w pokoju gościnnym. Leżała na nim już dobre pół godziny i musiała stwierdzić, że jest bardzo wygodne. Na fotelu obok usiadł Gabriel.
Przez cały czas patrzył na nią swymi dziwnymi stalowo-niebieskimi oczyma. Zdawał się analizować coś dogłębnie. Wreszcie przemówił:
- Jestem aniołem
- Możesz powtórzyć? - zapytała ze zdziwieniem - bo chyba nie zrozumiałam.
- Jestem aniołem - powiedział. Nic w jego zachowaniu nie wskazywało na to, że żartuje. Wydawał się serio traktować te słowa.
- Ty na serio jesteś wariatem.. - mruknęła
- Nie.. nie jestem - powiedział cicho - zobacz
I nagle dziewczynie odjęło mowę. Ujrzała bowiem coś, co zaczęło przerastać zdolności jej pojmowania. W ciągu kilku chwil zmienił całkowicie swoją postać. Nie siedział przed nią teraz grubawy, krótko obcięty chłopak, ale przystojny, długowłosy mężczyzna o proporcjonalnej, atletycznej budowie i pięknych, sródziemnomorskich rysach twarzy. Lekka poświata otaczała całą jego sylwetkę, zaś potężne, białe skrzydła falowały lekko, jakby niesione lekkim podmuchem wiatru. Anioł wstał z fotela i płynnie zbliżył się do leżącej dziewczyny. Delikatnym ruchem dłoni pogłaskał ją po głowie. To dotknięcie niosło tak wiele spokoju i radości, że zamknęła oczy, by móc się nim w pełni rozkoszować. Kiedy ponownie je otworzyła Gabriel miał ponownie przybraną postać normalnego człowieka. Zauważyła, że tylko jedna cecha pomiędzy starą a nową postacią była taka sama - kolor oczu. Cały czas niebieski. Z lekkim odcieniem stali.
- Czy mi teraz wierzysz? - zapytał
Była w stanie jedynie skinąć głową w geście potwierdzenia.

***

Wciąż nie mogła ochłonąć po tym co zobaczyła. Było to najdziwniejsze zdarzenie w jej życiu, jednocześnie tak bardzo realne i nierealne, że nie wiedziała co o nim sądzić. Ilekroć jednak zerkała w oczy Gabriela, tym bardziej była pewna, że to co przed chwilą ujrzała było prawdą.
- Co to wszystko oznacza? Dlaczego mi się ukazałeś? - zapytała ze zmieszaniem
- Ja właściwie nie mogę pokazywać swej prawdziwej postaci - odrzekł anioł po krótkiej chwili zastanowienia - mogę to czynić jedynie w stosunku do pewnych osób. Zainteresowałem się tobą, gdyż jak sądzę możesz mi pomóc.
Gabriel na chwilę zawiesił swój głos, po czym kontynuował.
- Pojawiłem się tutaj ponad dwa tysiące lat temu. Żyję między ludźmi, gdyż takie jest moje zadanie. Ale wy stanowicie dla mnie cały czas zagadkę. I dlatego potrzebuję takich osób jak ty, by mi pomogły to wszystko ogarnąć.
- To znaczy?
- To znaczy... Jestem ciekawy ludzkiego życia. Chcę poznać wasz sekret. Chcę poznać tajemnicę tego, kim jesteście. A mogę się tego dowiedzieć jedynie poprzez życie wśród ludzi i poprzez zrozumienie różnych historii waszego życia.
- Mówisz tak jakbyś sam chciał stać się człowiekiem..
Gabriel milczał przez chwilę.
- Nie.. mówię tak, gdyż chcę odkupić swe stare winy. I chcę powrotu tam, skąd zostałem wygnany.. A to jest jedyny sposób, by tego dokonać.
Ola czuła, że nie może wypytywać się o nic więcej. Anioł zamilkł i nie odzywał się.
- Czego ode mnie oczekujesz? - przerwała ciszę
- Chcę żebyś... żebyś opowiedziała mi o sobie. Żebyś opowiedziała mi, dlaczego uciekłaś z domu. To moja prośba.
Dziewczyna milczała przez chwilę, po czym odpowiedziała
- Uciekłam ponad rok temu.. Miałam skończone 16 lat. W domu nie było źle. Ani mnie nie bili, ani się do mnie nikt nie dobierał. Po prostu czułam się zaszczuta. Rodzice wymagali ode mnie jak najlepszych ocen, nie mogłam chodzić na dyskoteki. Totalna kontrola mojego życia. Nawet jak ktoś do mnie dzwonił, to potrafili się wypytywać przez godzinę kto dzwonił i w jakiej sprawie. Więc pewnego dnia wsiadłam do pociągu i uciekłam. Poszło trudniej niż przypuszczałam...
- Co poszło trudniej?
- Ciężko mi było o nich zapomnieć. Nie myślałam, że tak będę tęsknić. Ale na samym początku się nie poddawałam.
- A co stało się później?
- Później... Wysiadłam na dworcu w jakimś dużym mieście. Nie było tak źle. Miałam trochę pieniędzy, więc nie chodziłam głodna. Poza tym było jeszcze ciepło, i nie musiałam się za bardzo martwić o siebie. Starałam się unikać glin, żeby mnie czasem nie znaleźli. Ale jak się szybko okazało, to im na tym w ogóle nie zależało. Albo rodzice nie zgłosili mojego zaginięcia... Na jedno wyszło w każdym razie.
- A potem?
- Potem zaczęło brakować kasy. Nie umiałam żebrać. Kraść wtedy też mnie jeszcze nikt nie nauczył. Więc głodowałam. Pewnego dnia siedziałam na ławce w parku i podszedł do mnie przystojny chłopak. Powiedział, że wyglądam na dziewczynę, która potrzebuje pomocy. Fajny był, podobał mi się, więc zaczęliśmy rozmawiać. I nagle się rozkleiłam.. opowiedziałam mu o wszystkim...
- I..?
- Powiedział, żebym się nie martwiła. Mówił, że może mi pomóc. Jego znajomy miał prowadzić coś w rodzaju schroniska dla osób, które są na gigancie. Wtedy byłam w takim stanie, że chciałam wrócić szybko do domu. A w tym schronisku mieli mi dać pieniądze na bilet i zawiadomić rodzinę.
- Poszłaś z nim do tego schroniska?
Oczy dziewczyny nabrały pustego wyrazu...
- Tak.. poszłam. Ale wolałabym o tym nie mówić
- Proszę opowiedz... - głos anioła był melodyjny i uspokajał.
Po kilku minutach milczenia Ola zaczęła kontynuować.
- Przystałam więc na tę propozycję. W sumie nie miałam innego wyjścia. Zostając na ławce mogłam jedynie siedzieć i płakać ze zmęczenia i głodu. A tutaj miał mi ktoś pomóc... Pamiętam, że jechaliśmy długo autobusem. Musieliśmy się przebić przez całe miasto. Chłopak miał na imię Marcin. Mówił, że pracuje w organizacji charytatywnej.
Ola ponownie przerwała swoją opowieść. Tym razem nie mogła ukryć napływających do oczu łez. Skuliła się pod kołdrą i odwróciła od Gabriela. Milczała. Rozpoczęła opowiadanie dopiero wtedy, kiedy ten położył się nagi obok niej i mocno przytulił.
- W końcu dojechaliśmy. To było mieszkanie w jakimś bloku. Chyba na 4 piętrze. Mieszkał tam taki starszy facet. Gdzieś koło pięćdziesiątki. Dostałam jedzenie, potem Marcin poszedł. Powiedział, że musi pracować, bo jest wiele osób takich jak ja - potrzebujących pomocy. Jeszcze przed wyjściem ten starszy wręczył mu zwitek pieniędzy. Pokój do spania miałam przygotowany. Zasnęłam od razu, taka byłam zmęczona. W nocy obudził mnie ten staruch. Wlazł mi do łóżka i zaczął mnie dotykać. Byłam za słaba żeby się bronić. Położył się na mnie i ...
Dziewczyna zadrżała.
- Nie musisz mi tego opowiadać.. przepraszam że Cię zmusiłem do tego byś zaczęła o tym mówić - usłyszała
Po długim zastanowieniu odpowiedziała
- Chcę ci opowiedzieć Gabrielu. Nikomu o tym nigdy nie mówiłam.. On mnie.. zgwałcił. Cholerny staruch. Podobały mu się takie nieletnie dziewczynki jak ja. Następnego ranka kazał mi się wynosić. Powiedział, że zostawiłby mnie sobie na dłużej gdyby nie to, że jestem nieposłuszna, i że zakrwawiłam mu w nocy prześcieradło. Dodał jeszcze, ze mogę iść na policję, ale i tak mi nikt nie uwierzy... I nie poszłam. Bałam się. Nie wiedziałam co mam zrobić... Mam nadzieję, że ten drań nie żyje i że już nie krzywdzi żadnego dziecka... A później to już poszło.. żeby zdobyć pieniądze oddawałam się facetom na dworcu. Można na tym zarobić całkiem dużo. O ile ten, który cię pieprzy zapłaci, a nie pobije.
Ola odruchowo podniosła rękę do twarzy, gdzie widniał ślad po zanikającym sińcu.
- Później zaczęłam brać. Teraz potrzebuję pieniędzy właściwie na drugi. To dlatego zgodziłam się przyjść do ciebie.
Zapanowała cisza, którą przerwał głos Gabriela
- On żyje..
- Kto?
- Ten mężczyzna. Ten, który cię zgwałcił. On żyje. Wiem kim on jest.
- Co? Wiesz?? Skąd wiesz? Skąd go znasz? - pytania dosłownie wylatywały z ust Oli.
- Ja wiem dużo rzeczy. Jestem obserwatorem.. i aniołem.
- To czemu nic nie robisz? To bydlak. Powinien ponieść karę.
- Wiem... oceniam go tak samo negatywnie jak ty. Ale mi nie wolno ingerować bezpośrednio w czyjeś życie. Ja mogę je jedynie ukierunkowywać.
- Czyli co? Pozwalasz żyć takiemu zwierzęciu? Zamiast po prostu coś zrobić! Na miłość boską! On krzywdzi małe dzieci.. on skrzywdził mnie..
Anioł milczał przez chwilę, po czym odrzekł:
- Tak. Nie robię nic. Nie mogę. Zrozum to. Ludzie sami kształtują swoje życie. Ja niekiedy im pomagam, ale oni mają pełną dowolność. Nigdy nie będę mógł pokierować ich losami. Nie mogę się też ujawnić.
Dziewczyna odsunęła się od niego. Popatrzyła w jego oczy, zaś anioł nie był w stanie wytrzymać tego spojrzenia.
- Przepraszam - wyszeptał.
Ola przez chwilę siedziała bez ruchu. Później jednak dotarło do niej to, że nie może być wściekła na Gabriela. Nie rozumiała przecież tak wielu rzeczy. A już tych zdarzeń, które wydarzyły się w ciągu ostatnich kilku godzin w ogóle. Więc może anioł miał rację? Może to rzeczywiście był powód, dla którego nie mógł nic zrobić. Przybliżyła się do mężczyzny. Anioł przytulił się mocno do jej ciała a ona odwzajemniła uścisk.
- Teraz ja mam pytanie Gabrielu.. powiedz mi. Mówiłeś na początku naszej rozmowy, że możesz ukazywać się tylko niektórym osobom. Co to znaczy? Że są oni w jakiś sposób wybrani przez Boga? Są naznaczeni? Czy tak? - zapytała z pewną nadzieją w głosie.
Gabriel myślał długo, zanim odpowiedział.
- Nie... ukazuję swą prawdziwą postać tylko tym, którzy w ciągu doby umrą i nie zdołają przekazać nikomu mojej tajemnicy...

***

Przez kilka chwil Ola milczała zszokowana. Później zwróciła pytający wzrok w kierunku anioła. Ten zaś odpowiedział
- Masz AIDS.. Te krwotoki.. Zaraziłaś się od kogoś. Albo przez igłę. Twoja linia życia kończy się. Właściwie już się skończyła. Umrzesz za kilka godzin.
- AIDS?? - z jej ust wyrwało się głuche jęknięcie
- Tak. Ale ja nie wiem co będzie przyczyna śmieci. Może wypadek, może krwotok wewnętrzny.. w każdym razie będę przy tobie.
- To ma być pocieszenie? - zapytała cichym głosem
Po chwili sama jednak odpowiedziała sobie na to pytanie
- Chyba tak.. chyba to jednak pocieszenie... dziękuję.

***

Do rana przeleżeli obok siebie. Nagi anioł i wtulona w niego szczupła dziewczyna. Przedziwna para. Kiedy umierała mężczyzna trzymał ją za rękę i głaskał delikatnie po czole. A ona się uśmiechała. Boże! W momencie śmierci się uśmiechała! I tylko raz jeden przez jej twarz przeleciał grymas bólu. Stało się tak w momencie, kiedy Gabriel odpowiedział jej ponownie, że nie zrobi nic z tym człowiekiem, który kiedyś ją skrzywdził. Wtedy też na jej policzku pojawiła się ostatnia łza. Szybko zaschła na stygnącym ciele.

***

EPILOG.

Ktoś zadzwonił korzystając z domofonu. Andrzej z ociąganiem ruszył w kierunku aparatu i przycisnął przycisk nie sprawdzając nawet, czy to ktoś do niego. Po kilkudziesięciu sekundach od pierwszego dzwonka rozległo się pukanie do drzwi. Andrzej uchylił je na szerokość łańcucha zabezpieczającego. Za progiem stał młody mężczyzna w ubraniu listonosza.
- Pan Andrzej Świderski? - zapytał
- Tak. To ja
- Mam dla pana list polecony. Poproszę o potwierdzenie.
Właściciel mieszkania zdjął łańcuch i otworzył drzwi. Listonosz podał mu list.
Kiedy gospodarz pochylił się nad kartką, którą miał podpisać, na jego głowę spadł pierwszy cios. Był tak zaskoczony, że nawet nie próbował się bronić. Kolejne uderzenie było tak silne, że poleciał w głąb korytarza i przewrócił się. Napastnik wszedł do mieszkania zamykając drzwi, a Andrzej nie musiał czekać długo na następne ciosy. W słabym świetle palącej się żarówki dostrzegł wyłaniającą się z cienia twarz swego oprawcy. I oczy, które przybrały kolor zimnej stali.
- Już nigdy więcej. Słyszysz? Już nigdy więcej tego nie będziesz robił tym dzieciom - usłyszał.
Następny kopniak zadany ciężkim i masywnym butem pozbawił go przytomności. Nie czuł już następnych razów. To, co przed śmiercią zdziwiło go najbardziej, to nie to, że ktoś w końcu odkrył czym się zajmował, ale fakt, że mógłby przysiąc, że jego zabójca miał skrzydła...

ZAKOŃCZENIE ALTERNATYWNE - BONUS

[Komentarz: Zamieszczona poniżej wersja zakończenia jest tą, która powstała na samym początku. Została usunięta z tekstu. Uznałem, że jest zbyt "ciężka" i dzięki niej mój ulubiony bohater może zostać całkowicie znienawidzony przez czytelników. Dla wszystkich tych, którym podoba się cykl opowiadań o Archaniele - jako bonus - niepublikowana dotąd pierwotna część zakończenia.]

Pociąg kończył hamowanie. Zgromadzeni na korytarzu ludzie usiłowali przepchnąć się jak najbliżej wyjścia. Jeszcze tylko gwałtowne szarpnięcie do przodu, któremu towarzyszył pisk zatrzymywanych, żelaznych kół i cały tłum zaczął wylewać się na peron. Trwało to dłuższą chwilę - wąskie przejścia utrudniały ten proces w równym stopniu co ciężkie i masywne bagaże pasażerów.
Matylda wyszła z pociągu jako ostatnia. Ona nigdzie się nie spieszyła, nie była z nikim umówiona. Miała czas. Ściślej mówiąc - mnóstwo czasu.
Ubrana była w ładną, ale pamiętającą lepsze czasy niebieską sukienkę, której kolor współgrał z błekitem oczu. Była dopiero podlotkiem, ale już teraz widoczne były ślady przyszłej urody. Brzydkie kaczątko, które już za kilka lat stanie się pięknym łabędziem.
Dziewczynka stanęła na środku peronu i zaczęła się rozglądać. Gdyby ktokolwiek z całego tego wielkiego tłumu spojrzał na chwilę w jej oczy, mógłby wycztać w nich strach, niepewność, głód i wiele innych emocji. Emocji właściwych raczej biednemu zastraszonemu w zoo zwierzęciu, niż kilkunastoletniej dziewczynce.
Jednak nikt w te niebieskie oczy nie spojrzał. Nawet nie miał zamiaru. Ludzie są zbyt zajeci swoimi sprawami, by chcieć zajmować się cudzymi.
Chociaż nie... Po krótkiej chwili z anonimowego tłumu oderwała się jedna postać. Podeszła do Matyldy a jej słowa zaczęły wyrywać dziewczynę z apatii.
- Cześć. Jestem Marcin - rozpoczął rozmowę wysoki, przystojny chłopak. Uśmiechnął się miło. Matylda musiała przyznać w głębi duszy, że był to naprawdę zniewalajacy uśmiech. Kojarzył się jej z czymś pośrednim pomiędzy uśmiechem Davida Beckhama a Bradda Pitta. A w obu była zakochana po uszy. Jak połowa koleżanek z jej szkoły.
- Cześć - odpowiedziała, modląc się w duszy, by jej uśmiech był choć w połowie tak śliczny jak tajemniczego nieznajomego.
- Wiesz, przepraszam że zaczynam rozmowę w tak bezpośredni i nietypowy sposób. - zaczął Marcin. Jego głos również był bardzo miły. Uspokajał.
- Pracuję w organizacji, która stara się pomagać ludziom. Może się mylę, ale ty wyglądasz jakbyć potrzebowała pomocy. Znam miejsce, gdzie będziesz mogła coś zjeść i odpocząć - ciągnął dalej - Oczywiście za darmo.
Marcin mówił dużo. Uśmiechał się i wzbudzał powoli zaufanie dziewczyny. Po kilkunastu minutach rozmawiali na peronie jak starzy znajomi.



***


Marcin szedł przodem. Kilka kroków z nim podążała Matylda. Była pełna podziwu dla niego. I chyba się jej podobał. Marcin wyczuwał to instynktownie.
- Czy miał jakiekolwiek skrupuły? - zastanowił się w myślach - Nie. Zdecydowanie nie. Co mogły go obchodzić te głupie siksy? Same sobie były winne. Trzeba było siedzieć w domu, a nie szukać wrażeń w wielkim świecie. A poza tym rzeczywiście dostawały to, co im obiecał. Jedzenie i możliwość odpoczynku. Reszta go nie obchodziła. On nawet nie chciał wiedzieć, czy Matylda uciekła z domu z powodu tragedii rodzinnej, czy po prostu z nudów. Dziewczyna była dla niego tylko zródłem zarobku.
Wychodząc przez dworcowe drzwi zderzył się nieoczekiwanie z jakimś mężczyzną. Lekko grubawy blondyn wpatrywał się w niego uważnie. Później przeniósł wzrok na Matyldę. Przez moment w jego spojrzeniu Marcin dostrzegł coś, co zmroziło mu krew w żyłach.
Mieszanina bólu, współczucia, odrazy i poczucia beznadziejności w dziwnie niebieskich oczach obcego po prostu go odrzucała.
Marcin cofnął się o krok.
- On wie! - pomyślał nagle
Wtedy nieznajomy mężczyzna odezwał się:
- Przepraszam pana najmocniej. Nie chciałem. Taki tu ruch, a ja się bardzo spieszę..
Marcin odprężył się. Fałszywy alarm.
- Dobra. Nic nie szkodzi - wymruczał i nie oglądajac się za siebie wyszedł. Za nim Matylda.
Spieszyli się na przystanek tramwajowy.
A odprowadzał ich jedynie bezsilny wzrok Gabryjela.

Podpis: 

Gabriel grudzień 2002
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
W smutku jest właśnie noc piękna Sen o Ważnym Dniu Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw
Dopadł mnie depresyjny nastrój. Nie pisałem parę dobrych lat. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania
Sponsorowane: 301
Auto płaci: 1000
Sponsorowane: 205
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 200

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.