http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We listopadzie nagrodą jest książka
Gra anioła
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
708
użytkowników.

Gości:
708
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 62201

62201

Starość

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-04-25

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/Melodramat/Inne
Rozmiar
12 kb
Czytane
2304
Głosy
10
Ocena
4.90

Zmiany
13-07-08

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Arwena121 Podpis: Arwena121
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Starość przychodzi dopiero wtedy, gdy zaczynamy mieć więcej wspomnień niż marzeń."

Opublikowany w:

Starość

Siedziała w bujanym fotelu przy oknie,kołysząc się do przodu i do tyłu. Miała splecione razem dłonie udając, że ktoś inny trzyma ją za rękę. Przy zamkniętych oczach nawet potrafiła to sobie wyobrazić, ale gdy prawa dłoń zaczynała mocniej ściskać lewą, piękne złudzenia odchodziły. Nikogo przy niej nie było. Nikt nie trzymał jej za rękę…
Marta wyjrzała przez okno i przez chwilę obserwowała ten dziwny świat za szybą. Szara ulica spowita była ciepłym wiosennym słońcem. Mnóstwo ludzi kręciło się jak zwykle, jedni wchodzili do sklepów, drudzy wychodzili. Jakaś młoda dziewczyna z psem przechodziła przez pasy, aż tu nagle przejechała taksówka i nieomal by ją potrąciła. Na szczęście niedaleko stał radiowóz policji, który to zauważył i niezwłocznie zatrzymał kierowcę. Kolejny wielki dramat i sensacja dla sąsiadów – uśmiechnęła się w myśli. Widziała naprzeciwko, w kamienicy obok, staruszkę obserwującą to same zdarzenie, co ona. Kobieta również spojrzała na nią i w tym samym momencie, Marta jednym energicznym ruchem zasłoniła okno. Nie chciała, żeby ta plotkara, pani Stanisława, znana w całym osiedlu ze swojego gadatliwego usposobienia, pomyślała, że Marta jest taka sama jak ona. Przecież nie może sobie pozwolić na złą opinię. Tak, Marta dałaby wiele, żeby dowiedzieć się, co myślą o niej sąsiedzi. Jednak prawda była taka, że od pewnego czasu w ogóle się nią nie interesowali. Na początku staruszka, która zbzikowała po śmierci męża, budziła sensację, jednak teraz już każdy przyzwyczaił się do tego i nie było już nic nowego do powiedzenia o osobie, która nie wychodziła z domu. Ale Marta o tym nie wiedziała, nawet nie przyszłoby jej do głowy, że sąsiedzi mogliby nie zwracać na nią uwagi. Za mocno przyzwyczaiła się do myśli, że jest pępkiem świata, choć w rzeczywistości była zwyczajną ludzką istotą. Prawda by ją pewnie zabiła. Uważała nawet, że lepiej jest, aby mówiono o kimś źle, niż nie mówiono w ogóle.
Z zadumy wyrwał ją głos dzwonka u drzwi. Wsunęła stopy w ciepłe, puchate kapcie i poczłapała, żeby otworzyć. Wiedziała, że to na pewno Eliza, nikt inny przecież jej nie odwiedzał. Eliza to dwudziestojednoletnia studentka prawa, która za drobną opłatą robi zakupy Marcie, bo ta swoje wyjścia z mieszkania ogranicza do koniecznego minimum. Dziewczyna półtora roku temu odpowiedziała na ogłoszenie Marty zamieszczone w gazecie i z przyjemnością zgodziła się pomagać staruszce. Na początku robiła to głównie, dlatego że potrzebowała pieniędzy, jednak z czasem szczerze polubiła tę egocentryczną seniorkę. Marta uchyliła drzwi i nie była zaskoczona, bo stała tam Eliza obładowana siatkami z zakupami.

– Dzień dobry pani Marto!
– Wejdź dziecko – powiedziała chrypliwym głosem staruszka i gestem wskazała na kuchnię.
Obie się tam udały. Eliza zaczęła rozpakowywać sprawunki a Marta wstawiła wodę na herbatę.
– I co tam nowego u ciebie słychać Lizko? – Zagadnęła nieśmiało Marta. Bardzo zależało jej na tym, aby poznać każdy, najmniejszy nawet szczegół. Zawsze, gdy Eliza opowiadała, co jej się przydarzyło danego dnia, Marta zachłannie pochłaniała każda informację. Jak dobrze było identyfikować się z tą dziewczyną i znów poczuć się młodo!
– No, więc, pamięta pani tego chłopaka Michała, o którym pani już wspominałam? – Zapytała, uśmiechając się.

Od razu było widać, że przynosi dobre wieści. Marta potrząsnęła twierdząco głową. Jakby mogła zapomnieć chłopaka, o którym Liza opowiada już od dobrych paru miesięcy. Poznała go przypadkiem, jadąc tramwajem właśnie do niej! Niechcący (Liza uważała, że bardzo chcący) wpadł na nią, gdy pojazd gwałtownie się zatrzymał. W ten sposób nawiązała się znajomość, głównie ograniczająca się do wymiany spojrzeń, uśmiechów i kilku słów. I tak trzy razy w tygodniu o 16.58, gdy Eliza jechała odwiedzić Martę, a chłopak wybierał się na siłownię. Marta już powoli zaczynała wątpić czy kiedykolwiek coś więcej z tego wyniknie, bo wydawało się jej dziwne, że chłopak, który niby interesuje się dziewczyną, nie zrobił przez tak długi czas, tego pierwszego, ale decydującego kroku. Jednak Eliza ekscytowała się każdym jego gestem, uśmiechem, spojrzeniem, choć była zbyt nieśmiała by dać temu chłopcu, chociaż mały znak zachęty. Marta cieszyła się z tego, ponieważ za każdym razem, kiedy dziewczyna ją odwiedzała, miała jej mnóstwo do opowiedzenia, co pozwalało jej przez jakiś czas zapomnieć o przykrej rzeczywistości.

– Na początku wszystko było jak zwykle – kontynuowała Eliza – ale potem, gdy stanął obok mnie i uśmiechnął się, zamiast zwykłego „cześć, jak się masz?” Zapytał: „Czy miałabyś ochotę wyjść ze mną do kina?” Byłam w siódmym niebie!
– To wspaniale – wykrzyknęła ze zdziwieniem Marta. No więc jednak. Kto by przypuszczał?
– Ale pani Marto! To już jutro, a ja nie mam w co się ubrać! W ogóle nie mam pojęcia, co powinnam założyć na taką randkę. Musi mi pani pomóc! Pójdzie pani ze mną na zakupy i doradzi mi, proszę?
Twarz Marty wykrzywił grymas.
– A nie możesz iść z jakąś koleżanką? Na Boga, gdzie ja, stara kobieta, będę przeglądać młodzieżowe ubrania?! – Odpowiedziała opryskliwie Marta.
– Ale tylko pani wie o Michałku… A poza tym, koleżanki by mnie wyśmiały, gdyby dowiedziały się, że nigdy nie byłam na randce.

Marcie zrobiło się żal dziewczyny, ale nie była w stanie pomóc jej w tej kwestii. Nie mogła opuścić domu, zbyt bardzo obawiała się tego. Świat za drzwiami był zły, na każdym rogu czaiło się niebezpieczeństwo. Od tragicznej śmierci męża Marta, obrażona na cały świat, prawie nie wychodziła na zewnątrz. Ich dom, kiedyś tak często za mały dla obojga, wydaje jej się teraz taki ogromny, zimny, pusty. Tyle tutaj przeżyli wspólnych chwil. Każdy przedmiot, na który spogląda przypomina jej coś związanego z nim. Czasem, gdy już nie może tego wytrzymać, pragnie z całych sił opuścić to miejsce raz na zawsze, ale nie potrafi. Nie umie się tego wszystkiego wyprzeć. Nie może tak po prostu opuścić tego domu, pełnego wspomnień - to byłoby jak zaprzeczenie temu wszystkiemu, co tutaj razem przeżyli, ich miłości. Nienawidzi tego mieszkania, a z drugiej strony kocha to poczucie bezpieczeństwa, które jej daje. Jest jej jedyną ostoją, dzięki której może udawać, że nic się nie zmieniło, że jej mąż wcale nie umarł, tylko poszedł na spacer, ale zaraz wróci. Tak, to miejsce było schronieniem, ale i przekleństwem.

– Niestety nie mogę. Ostatnio coś źle się czuje… Wyjście mogłoby mi tylko zaszkodzić – odpowiedziała po chwili.
– No dobrze – poddała się Liza – ale ma pani może jakieś doświadczenie w sprawie randek? Jak pani poznała swojego męża?

To nie było łatwe pytanie dla Marty. Za każdym razem, gdy przypominała sobie męża i utraconą młodość, coś ściskało ją najpierw w żołądku, a potem za gardło. A działo się to bardzo często, bo Marta niemal, co chwilę wspominała to, co było kiedyś.

– Poznaliśmy się na obozie narciarskim. – Zaczęła – Byłam wtedy trochę młodsza od ciebie. Tak, byłam młodziutka… Miałam siedemnaście lat. Zaczęło się od tego, że pomógł mi nieść bagaże. Nie wiem, czy było to takie romantyczne, ale ten dzień odmienił całe moje życie – wargi jej drżały – Od tamtej pory byliśmy już nierozłączni.

Marta nie chciała sobie przypominać, co było potem. Pięćdziesiąt sześć lat szczęśliwego małżeństwa i nagle koniec, została sama. Nie ma żadnych dobrych znajomych, bliskiej rodziny a nawet dzieci, które mogłyby się nią zająć teraz, gdy najbardziej tego potrzebuje. W najtrudniejszym dla niej okresie, kiedy jest stara i chora, może liczyć jedynie na siebie. Sądziła, że to ona umrze pierwsza, jej mąż na pewno dałby sobie radę i wszystko byłoby w porządku. Zawsze była słaba, choć nie zdawała sobie z tego sprawy.
Z rozmyślań wybił ją gwiżdżący czajnik. Wstała, otworzyła szafkę i wyjęła z niej dwa masywne kubki.

– Malinową? – Zapytała.
– Tak poproszę – odpowiedziała z uśmiechem Eliza – Za chwilkę wracam, muszę skorzystać z łazienki.
Liza zdążyła jedynie odkręcić kran, gdy usłyszała przeraźliwy kaszel Marty a potem łomot dobiegający z kuchni. Natychmiast pobiegła, żeby zobaczyć, co się stało i zastała Martę leżącą na podłodze. Prawdopodobnie zasłabła. Dziewczyna próbowała ją ocucić.
Po pięciu minutach przyjechała karetka. Marta odzyskała przytomność, ale ze względu na niepokojące duszności, musiała pojechać do szpitala. Wbrew jej sprzeciwom posadzono ją na noszach. Dręczyło ją, że pani Stanisława obserwowała z okna całe zdarzenie. Na pewno jest zadowolona, że będzie miała świeży temat do plotek – myślała – po powrocie będę na językach wszystkich. Marta nie znosiła pani Stanisławy i to nie dlatego, że była wścibska, ale ponieważ gdy męża Marty zaatakowała grupa chuliganów chcących go okraść, sąsiadki nie było w oknie, choć zazwyczaj przesiaduje tam od rana do nocy, podglądając ludzi. A wtedy, gdy mogła uratować męża Marty przed śmiertelnym pobiciem albo choć rozpoznać złoczyńców – nie było jej w oknie. Marta jej nigdy tego nie wybaczy. Tak samo, jak nie wybaczy ludziom, którzy byli w pobliżu, a nie zareagowali albo nie widzieli. Nie przebaczy policji, która nie schwytała zabójców. Marta nigdy nie zapomni o tym, że świat jest zły. Tę ranę będzie nosić do końca życia.
Gdy wkładano ją do karetki, ostatni jeszcze raz ze łzami w oczach, spojrzała na swoje mieszkanie, mając nadzieję, że niedługo do niego powróci.
Na miejscu umieszczono ją w małej sali, na łóżku z przeraźliwie białą pościelą. Marta nie cierpiała tego zapachu choroby w powietrzu. Sprawiał, że jeszcze bardziej niż zwykle, nie mogła oddychać. Miejsce to przyprawiało ją o dreszcze, a widok schorowanych ludzi przypominał o nieuchronnej śmierci. Kiedyś, rozmyślając o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy umrze, nie bała się. Ale teraz? Jak mogła spokojnie umierać, gdy nie było komu jej przytulić, potrzymać za rękę? Najgorsza była dla niej świadomość, że po jej śmierci, nikt nie będzie o niej pamiętał, nie pozostawi po sobie śladu istnienia. Wszystkie jej wspomnienia zginą. Nikt nie będzie wiedział o tym, jaka była, jak bardzo kochała męża i jak on kochał ją, jak niezwykłą byli parą. Nikt.
W chwili, gdy pomyślała o Elizie i zaczęła żałować, że tak mało opowiadała jej o swoim życiu, wszedł do sali doktor.
– Pani już u nas była – stwierdził poważnym tonem – Dlaczego nie powiedziała pani od razu, że ma nowotwór oskrzela i stąd ten napad duszności? Czy zażywa pani regularnie leki? – Zapytał.
– Tak, tak. Leczę się prywatnie – odpowiedziała. Lecz nie była to prawda. Zdecydowała się zaprzestać leczenia, które głównie polegało na chemioterapii a co się z tym wiązało, na wychodzeniu z domu. Marta wolała pożyć krócej, ale za to spokojniej. Nie chciała spędzać reszty życia w szpitalu. Wiedziała, że nie jest już pierwszej młodości i że w końcu i tak umrze, jak nie na raka, to na coś innego.
– To proszę powiedzieć gdzie? Muszę porozmawiać z pani lekarzem.
Marta została przyparta do muru. Nie przychodziło jej do głowy żadne nazwisko. Nie mogła już tego ciągnąć dalej.
– Ja… – zaczęła, ale jej zawstydzone spojrzenie musiało mówić samo za siebie, bo lekarz sam odgadł, o co chodzi.
– Tak właśnie myślałem… Zrobimy, co w naszej mocy, żeby się pani polepszyło – powiedział i odszedł.
W końcu nadszedł wieczór. Marta leżała na szpitalnym łóżku i choć powoli robiła się senna, to słuchała z uwagą kropel deszczu uderzającego o szybę. Pochłaniała chciwie jego dźwięki. W głębi serca czuła, że niedługo to wszystko się skończy - koniec bólu, samotności, obwiniania się. I ta właśnie myśl sprawiała, że czuła spokój. Tak, wiedziała, że już niedługo spotka się z mężem…

Podpis: 

Arwena121 2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.