http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Bliżej

Podejdź bliżej

Ciemność

Urywek opowiadania

Miła

Róża zwana Miła

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Niebieska bluzka

Sylwia poczuła że pieką ją policzki. Podsłuchana rozmowa na nowo obudziła iskierki w podbrzuszu. Coś zadźwięczało niespodziewanie i w chwili paniki Sylwia prawie odskoczyła od drzwi z krzykiem. Pomyślała, że bicie jej serca słychać pewnie w całym ..

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
856
użytkowników.

Gości:
856
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 62691

62691

Świt Nowej Ery

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-05-21

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Polityka/Akcja
Rozmiar
39 kb
Czytane
4754
Głosy
9
Ocena
4.28

Zmiany
19-12-12

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: PCScorpio Podpis: Mirek "PCScorpio" Henning
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

Opublikowany w:

-

Świt Nowej Ery

Rozbłysk.
Znowu rozbłysk.
Mark 7 ocknął się przerażony. W jego głowie jeszcze wszystko huczało. Upłynęła długa chwila, kiedy w końcu zdołał otworzyć oczy.
Była noc, prawdopodobnie kilka godzin przed świtem. Dało się to ocenić tym lepiej, że niebo było w dużo mniejszym stopniu zasłonięte toksycznymi chmurami, niż to widywał dotąd nad Big City. Widok tej rozświetlonej ulicy i spacerujących tu i ówdzie ludzi był dla niego czymś obcym. Budynki i wszystko inne wyglądało jednak znajomo. Najbardziej w tym krajobrazie brakowało potężnej wieży TriTechu - nie, żeby było mu jej brak. Ale najwidoczniej dobrze trafił. Tak musiało wyglądać Big City dziewięćdziesiąt lat temu, w dziwnych, dawnych czasach kiedy nazywano je jeszcze Big Apple, albo po staroświecku Nowym Jorkiem.
Pamiętał, że "młotki" wpadły do laboratorium dokładnie w chwili, kiedy profesor włączał sekwencję. Zagięcie nastąpiło, zanim zdążyli unieruchomić maszynerię. Potem pamiętał już tylko rozbłyski, i koszmarny ból głowy. Młotki musiały dopaść profesora, zapewne go zabili lub zabrali do Wieży. Mimo to, akcja powiodła się. Mark 7 znalazł się tutaj.
Pytanie tylko, "kiedy" było to "tutaj". Mark szczelniej otulił się płaszczem i, jeszcze na chwiejnych nogach, ostrożnie wyszedł na ulicę. Po jakimś czasie udało mu się dotrzeć do czegoś, co według opisu profesora musiało być stoiskiem z gazetami. Nigdy nie widział czegoś podobnego. Gazety i książki wyszły przecież z użycia przed rokiem 2040. Zdolność czytania nie była konieczna, wiadomości nie odbierało się inaczej jak przez psycho-chipy. Mark umiał jednak czytać, przynajmniej cyfry i proste słowa. Wpatrzył się w jedną z gazet o tytule wydrukowanym tak dziwną czcionką, że nawet z większymi zdolnościami czytania nie odcyfrowałby jej - i poszukał czegoś, co mogłoby być datą jej wydania. Dzisiejszą datą.
W końcu doszukał się. "7 marca 2010" - brzmiał napis. Siódmy marca 2010! A więc udało się. Dzięki Bogu, udało się! Aż dziw, że ta machina profesora zadziałała. Ale to on był w końcu specjalistą. Mark 7 był jedynie dzikusem.
I to jednym z najlepszych, dlatego to jemu powierzono tę misję. Ruch Oporu wybrał go, bo był dosyć silny, aby przeżyć skok w czasie. I teraz miał do wykonania zadanie.
Był marzec 2010, jeszcze długo przed katastrofą nazwaną przez TriTech Świtem Nowej Ery. On, Mark 7, musiał jej zapobiec. Należało nie dopuścić do tego, aby człowiek zwany Kapłanem rozpoczął pracę nad swoim wynalazkiem. Najprościej byłoby go zabić, ale według Ruchu niemoralne byłoby karać go za zbrodnię, której jeszcze nie popełnił. Mark nie miał więc broni, ponoć zresztą i tak przestałaby działać po wylądowaniu tutaj. Nie miał też szans samemu znaleźć Kapłana, musiał więc znaleźć kogoś, kto rządził w tym czasie krajem, i opowiedzieć mu o wszystkim, tak aby zabronił Kapłanowi kontynuować pracę nad psycho-chipem. Jeśli chip nigdy nie powstanie, świat będzie ocalony. To on miał go ocalić.
Tylko jak dostać się do kogoś rządzącego krajem? Ruch posiadał jedynie strzępy informacji. Mark pamiętał tylko kilka nazw i obrazów, które miały mu pomóc w odszukaniu władcy. Błąkał się po ulicach, ani na chwilę nie przestając rozglądać się panicznie we wszystkie strony. Prędzej czy później zginie, to było pewne. Nie wiedział, czy profesorowi udało się usunąć dane z komputera, zanim wpadł w ręce młotków, i czy TriTech dowiedział się, w jaką epokę Mark został wysłany. Ale dowiedzą się w ten, czy inny sposób i wyślą paru młotków za nim z dokładnością co do sekundy. Jego śmierć była tylko kwestią czasu. Musiał więc pośpieszyć się i wypełnić misję. Nie mógł pozwolić, aby śmierć jego, i zapewne profesora oraz wielu innych z Ruchu, poszła na darmo.
Nie będzie to z pewnością łatwe. Miasto wyglądało przecież zupełnie inaczej niż w jego czasach, a i tak nie znał Big City zbyt dobrze. Kluczył po ulicach już dość długo, tylko patrzeć było wschodu słońca. Dokuczało mu zimno i głód, myślał jednak tylko o misji. Wreszcie zobaczył coś, co napełniło go nadzieją. Był to napis na tabliczce w murze, który głosił "Pentagon".
Mark 7 poczuł radość w sercu. Pentagon! To była jedna z tych nazw, których nauczył go Ruch! Nieodparcie łączyła się z władcą tego kraju. Aby do niego dotrzeć, trzeba tylko rozejrzeć się w pobliżu.
I Mark 7, rozglądając się i badając przez kilka minut teren, znalazł to, czego szukał. Był to ogromny dom - mniejszy jednak niż wieżowce, i dużo od nich ładniejszy. Nie prosty blok, lecz ozdobny i skomplikowany; z dziwną kopułką i kolumnami, cały jakby z białego kamienia. Mark 7 wiedział, że takie domy budowało się dawno, przed Nową Erą. Budowla miała też wielki ogród czy też park, i basen, a cała otoczona była wysokim płotem z żelaznych prętów. Tak, to na pewno była odpowiednia siedziba dla władcy. Mark musiał się spieszyć. Plusy mogą tu być lada chwila. Płot nie stanowił dla niego specjalnej przeszkody; wszyscy Dzicy musieli być silni i sprawni fizycznie, aby móc przeżyć. Szybko i zwinnie wspiął się na płot, zeskoczył i pędem pobiegł w stronę domu.
W oknach było ciemno, paliły się tylko lampy na zewnątrz. Mark usłyszał jednak czyjeś krzyki i szczekanie psów. Znał psy, Dzicy oswajali je przecież i uzywali do polowań, czasem też zjadali... Zahamował i pozwolił się zatrzymać strażnikom, którzy wraz z psami pojawili się pod domem.
- Ręce do góry! Na ziemię! Kim jesteś i czego chcesz? - przekrzykiwali się wzajemnie, świecąc mu w twarz latarkami. Język którego używali trochę się różnił od mowy używanej w jego czasach, ale Mark rozumiał go.
- Zaprowadźcie mnie... do waszego... pana - wyartykułował.
- Co?! - widocznie nie rozumieli go.
- Wasz władca! - zawołał już pewniej - Muszę się widzieć z waszym władcą! Z władcą tego domu! To bardzo ważne!
Strażnicy patrzeli po sobie, zdziwieni. Jeden z nich zrobił znak kółkiem na skroni. Mark nie rozumiał tego gestu, ale nieprzyjemnie skojarzył mu sie z psycho-chipami.
- To bardzo ważne! - powtarzał - Muszę się z nim zobaczyć. To bardzo ważne!
W tym momencie z okna wyjrzał jakiś starszy, siwy człowiek w okularach i posłuchawszy chwilę tego, co się działo, zawołał:
- Wprowadźcie go do środka!
No, na szczęście sam władca był inteligentniejszy od tych pachołków. Oni byli chyba tak samo głupi jak młotki. Chyba słudzy władców nie zmieniali się, niezależnie od epoki. Gdy prowadzili go do wnętrza budynku, Mark zastanawiał się przez chwilę, czy gdyby młotki nie dopadli profesora i jego urządzeń, maszynę czasu można by wykorzystać do tego, aby przenosić się w rozmaite epoki i przypatrywać się głupocie ludzkiej na przestrzeni dziejów. Teraz jednak musiał skupić się na misji.
Mężczyzna czekał na niego w pięknie umeblowanym pokoju z kryształowym żyrandolem. Mark w życiu nie widział jeszcze takiego wnętrza. Poproszono go, aby usiadł i napił się wody.
- Czy pan jest władcą? - spytał prosto z mostu. Mężczyzna zastanowił się sekundę, po czym odpowiedział łagodnym głosem:
- Tak, jestem władcą, drogi chłopcze. Dlaczego chciałeś się ze mną zobaczyć?
- Dzięki Bogu! Więc mogę wykonać swoją misję. Muszę panu wszystko opowiedzieć. To bardzo ważne...
- Po kolei, chłopcze, po kolei. Usiądź i opowiedz mi wszystko. Jak się nazywasz?
- Mark. A pan?
- Możesz mówić do mnie King.
King! Właśnie takim lub podobnym słowem określano kiedyś władców! Teraz Mark 7 był już pewny! Szczęśliwy, już bez protestów usiadł.
- Co za szczęście, że pana znalazłem! Musi mnie pan wysłuchać. Od tego zależy los całej ludzkości. Musi go pan powstrzymać! Musi pan powstrzymać Kapłana.
- Kogo? Mów, proszę, słucham.
Mark musiał opowiedzieć temu nieznajomemu wszystko, czego nauczyli go ludzie Ruchu Oporu. Mówił trochę chaotycznie, ale władca musiał mu uwierzyć, inaczej wszystko przepadnie. Postanowił zacząć od samego początku...
- Nazywam się Mark, a właściwie powinienem się nazywać Marek Markiewicz, bo tak podobno brzmiało nazwisko mojej rodziny. Ale w naszych czasach nazwisk nie używają już ani Cywilizowani, ani Dzicy. Każdy ma imię i numer, zależny od tego, ile ludzi o takim imieniu już jest w mieście. Ja jestem Mark 7 i pochodzę z War City.
- War City? - powtórzył władca - Jakieś miasto wojny?
- No, kiedyś podobno nazywano je pełną nazwą Warsaw albo też Warszawa, ale w naszych czasach wszystkie miasta określa się nowymi, skróconymi nazwami. Podobnie np. Lon City kiedyś nazywało się Londyn, a Mad City - Madryd. Tak samo jest z LA City, Chic City...
- Znowu powiedziałeś "w naszych czasach" - przerwał z wyraźnym zainteresowaniem władca - W jakich? Chcesz powiedzieć, że nie pochodzisz z tej epoki?
- Urodziłem się 8 maja 2066 w War City, a w dniu, w którym wysłano mnie w misję, był 3 czerwca 2086 roku, albo: 76 rok Nowej Ery.
Przywódca zamyślił się na chwilę.
- Aha - powiedział w końcu - Rozumiem. Mów dalej.
- Wiedziałem, że pan zrozumie. Musi pan zrozumieć! Od tego zależy los wszystkich ludzi - rzekł zadowolony Mark - No więc, niech pan słucha...
Mężczyzna słuchał, a wysłannik z przyszłości toczył swoją dziwną, wtłoczoną mu do głowy przez Ruch, opowieść...
- Wszystko zaczęło się ponad 70 lat temu...czyli właśnie teraz, w roku 2010. Ten człowiek... nikt nie wie, jak się nazywał, to ściśle tajne, później zawsze nazywano go Kapłanem - no więc, Kapłan zaczął pracę dla TriTechu właśnie w 2010 roku.
- Dla kogo?
- TriTech... Wtedy nazywał się jeszcze inaczej. W roku 2010 Kapłan, nie wiadomo dokładnie w jakich dniach, stworzył i przedstawił im wstępny projekt psycho-chipa.
- Czego?...
- Psycho-chip. Ten wynalazek zmienił oblicze całego rodzaju ludzkiego. Mała elektroniczna płytka, którą wszczepia się w mózg, przez skroń. Zawierała w sobie nowego rodzaju przetwornik, który odbierał sygnały elektryczne mózgu i przełożyć na ciągi cyfr, na język zrozumiały dla komputera! I proces przetwarzania działał w obie strony.
- To znaczy...
- To znaczy, że cała zawartość mózgu ludzkiego mogła zostać odczytana przez komputer i zmieniana za jego pomocą.
- Chcesz powiedzieć, że dzięki tej płytce można było programować ludzkie mózgi?
- Zaraz do tego dojdziemy. TriTech bardzo szybko zrozumiał, co Kapłan mu zaoferował, więc od razu zatrudnił go i przejął wszelkie prawa. Pierwsze psycho-chipy ukazały się na rynku w grudniu 2012, najpierw jako forma rozrywki. Nosiły handlową nazwę Trix. Z początku mogły tylko przekazywać dane bezpośrednio do ośrodków mózgu odbierających bodźce zmysłowe, to było najłatwiejsze do zrealizowania. Pierwsi klienci nie wszczepiali ich jeszcze do mózgu, używali specjalnych aparatów przystawianych do skroni. Podłączając się do komputerowej sieci TrixNet, odbierali wrażenia wzrokowe, słuchowe i wszystkich innych zmysłów własnym mózgiem – uczestnictwo w grach, filmach lub specjalnych programach niczym nie różniło się od rzeczywistości. Już po kilku miesiącach psycho-chipy stały się najpopularniejszą formą rozrywki w historii. Wymarzona odtrutka na codzienność, lepsza od telewizji, rzeczywistości wirtualnej i narkotyków razem wziętych.
- Marzenie każdego potentata rozrywki - uśmiechnął się władca - Mów, mów dalej - ponaglił szybko, na widok podejrzliwej miny rozmówcy.
- Tak... Tymczasem Kapłan i inni naukowcy doskonalili proces tłumaczenia psychiki na liczby, w czasie żmudnych badań kojarzyli konkretne cyfrowe dane z konkretnymi myślami, cechami osobowości, emocjami. Po paru latach prac byli w stanie zrobić z ludzkim mózgiem prawie wszystko.
Czy wyobraża pan sobie? Wszczepiając sobie ten nowy typ psycho-chipa można było dowolnie edytować zawartość swojego mózgu, dodając do niej lub usuwając, co się żywnie podoba. Choroby psychiczne i nerwowe, stresy, złe wspomnienia z dzieciństwa - wystarczy zmienić fragment kodu, aby się ich pozbyć. Wszczepiane psycho-chipy stosowali początkowo głównie psychiatrzy dla swoich pacjentów, ale później szerokie masy same zaczęły je kupować.
Moda na psycho-chipy weszła w nową fazę. W specjalnych punktach ludziom wmontowywano psycho-chipy, a licencjonowani psycho-programiści zmieniali zawartość mózgu klientów wedle potrzeby. Wkrótce ruszyła też sprzedaż płyt z danymi dla psycho-chipów, czyli płyt ‘leczących’ konkretne problemy... Ten okres był epoką stresów, depresji, przemocy i wszelkich problemów, a psycho-chip stanowił rozwiązanie wszystkich. Alkohol, narkomania, nadmierna agresja, zboczenia seksualne - można je było wyleczyć na zawsze. Można było poprawić czyjeś zdolności koncentracji, uczenia, wykasować kłopotliwe fobie i lęki z dzieciństwa, pozbyć się koszmarnych snów. Psychiatrzy powoli stali się zbędni, a po nich więzienia - notorycznemu mordercy wystarczyło wszczepić płytkę, aby stał się praworządnym i zadowolonym z życia człowiekiem. Później to samo stało się ze szkołami - wszystkie niezbędne wiadomości można było wpisać bezpośrednio do swojej pamięci. Nauczyciele decydowali o tym, jakie informacje warto zachować, a jakie lepiej usunąć. Trixy zapewniały cudowne sny i wspomnienia wspaniałych chwil, które nigdy wprawdzie nie miały miejsca. Płyty z zestawami wspomnień były hitem sprzedaży w roku 2020...
- No, no... To ci dopiero wynalazek - władca był wyraźnie zdziwiony - Więzienia zbędne... i psychiatrzy... kto by pomyślał...
- Tak, w roku 2020 noszenie psycho-chipa było już powszechne. Brak trixa w mózgu był niemodny, a potem stał się bardzo uciążliwy, gdy większość spraw załatwiana była zdalnie przez sieć TrixNet. Psycho-chip zmienił oblicze cywilizacji. Tritech już wtedy ogłosił rok jego poowstania, 2010, Świtem Nowej Ery. Ale nie wspomniałem jeszcze o jednej ważnej sprawie... Do pełnego korzystania z psycho-chipów konieczne było zażywanie tritykainy - ten specjalny środek został wynaleziony już wcześniej przez TriTech, ale swe możliwości ujawnił dopiero po wynalezieniu chipów. Tritykaina stymulowała mózg i sprawiała, że chip stawał się bardziej "przyjazny dla użytkownika". Tylko zażycie tritykainy umożliwiało pełny, barwny i realny odbiór emisji i korzystanie z wszystkich dobrodziejstw trixów. Potem okazało się, że tri-kaina szybko uzależnia od siebie. Regularnemu użytkownikowi z psycho-chipem w mózgu po kilku tygodniach, bez zażywania tri-kainy, groziła depresja, a potem katatonia.
Jakie były rezultaty? TriTech zbijał coraz większy i większy majątek, rozrastał się wchłaniając wszystkie ważniejsze korporacje. Moda, a potem konieczność używania trixów ogarnęła cały cywilizowany świat. Rozrastając się, korporacja zdobywała coraz większy wpływ na rządy w państwie. W roku 2021, po ogromnym krachu giełdowym złoto straciło znacznie na wartości; odtąd skarb USA miał pokrycie w tritykainie, która jedyna zachowywała zawsze swoją wartość. Wkrótce podobnie zaczęło się dziać w innych krajach. TriTech rozwinął już swoje macki na cały świat.
- Moment... - odezwał się starszy człowiek - TriTech chciał rządzić światem, czy tak? Więc nie mógł po prostu przejąć kontroli nad chipami w głowach tych wszystkich ludzi i zrobić z nich swoich sługów?
- Dobrze, że pan to zauważył. Już miałem do tego dojść. W 2025 TriTech, mając już dość znaczy wpływ na rządy, zaofiarował się zakończyć lokalny konflikt zbrojny, w jednym z państw w Afryce. Dzikie miejsce, gdzie tylko najbogatsi posiadali psycho-chipy. ONZ zdecydowało się na operację pokojową. Do walki wkroczyły specjalne oddziały TriTechu. Żołnierze mieli wszczepione w mózgi psycho-chipy nowego modelu, tak zwane trixy-plus. Był to pierwszy przypadek wykorzystania chipa w celach militarnych, na które sam Kapłan nie chciał się podobno zgodzić i chciał nawet odejść z TriTechu, ale było to już wtedy niemożliwe. Dość, że posiadacze Trixa Plus mieli mózgi wyczyszczone dokładnie do zera i napełnione od nowa programem. Nie przewidywał on niczego oprócz tropienia i eksterminowania celu, i oczywiście bezwzględnego posłuszeństwa. Dyrektywy nadrzędne zakodowowane były w samym chipie, prócz tego model Plus umożliwiał odbiór fal, którymi nadawane były rozkazy w nagłych przypadkach, nie przewidzianych przez program. Faceci z Plusami w głowach byli...
- ... doskonałymi maszynami do zabijania - rzekł władca - Czy tak?
- Dokładnie. Broń doskonała, rozumie pan. Bezwzględnie i skutecznie, "plusy" wyeliminowały wszystkich uczestników konfliktu. Ale w świecie, który nie był jeszcze wtedy całkowicie kontrolowany przez TriTech, wzbudziło to dyskusje. Protestowali humaniści, pacyfiści, obrońcy praw człowieka, a najdziwniejsze, że bronili praw nie tylko ofiar "plusów", ale także ich katów. Kontrowersje ogarnęły cały świat, później ktoś zrobił to straszne odkrycie: w wieży TriTechu znajdowało się centrum, w którym kontrolowano całą zawartość mózgów posiadaczy trixów. Na fali tych rozruchów, a także nie całkiem zakończonego jeszcze konfliktu, wybuchła Wielka Wojna.
Historycy Ruchu nazwali ją potem Wojną Cywilizowanych, bo toczyła się właściwie pomiędzy TriTechem i posiadaczami chipów - których już wtedy nazywano Cywilizowanymi - a resztą świata. Należało zniszczyć nie wojska obcych państw, co tych z ich obywateli, którzy nie nosili w czaszkach trixów. Jeszcze w roku 2027 Senat, całkiem już kontrolowany przez korporację, stwierdził, że konsumpcja trixów i całego związanego z nimi przemysłu jest podporą państwa, a w grudniu 2029 roku uchwalono, że każdy obywatel zobowiązany jest do korzystania z trixa. Wkrótce podobne ustawy zatwierdziła Unia Europejska, Wielka Federacja Azji i inne państwa...
- Jaka federacja?...
- Azji. Dzięki pomocy TriTechu Chiny wchłonęły Wietnam i Koreę, a później utworzyły federację z Japonią, Indiami... Nieistotne. Wkrótce w całym cywilizowanym świecie uznawano, że obywatele nie korzystający z psycho-chipów są dla państwa zagrożeniem. Każdego takiego "niecywilizowanego" osobnika należało złapać i przymusowo wszczepić mu trixa, a w razie czynnego oporu - zlikwidować. Doprowadziło to w roku 2032 do wybuchu wojny.
- To była wojna termojądrowa, tak? - spytał rozmówca Marka - Cały gatunek ludzki wyginął?
- Nie, przecież już mówiłem... Chodziło tylko o wyniszczenie nie-cywilizowanych. Najpierw ataki atomowe o małym zasięgu, później broń chemiczna, biologiczna, oddziały "plusów" wyspecjalizowane w eliminowaniu niedobitków. Nad mniejszymi miastami, gdzie był pewien odsetek posiadaczy trixów, zamiast gazów bojowych potajemnie rozpylano w powietrzu gaz tristykainowy, specjalną kombinację, której wdychanie nie było niebezpieczne dla życia, ale po pewnym czasie kilku dniach uzależniało od siebie. Wszyscy mieszkańcy chcąc nie chcąc musieli stać się konsumentami tristykainy i psycho-chipów, aby przeżyć. Taki właśnie los spotkał War City i inne miasta w Unii... Natomiast wsie, osiedla biedoty, podmiejskie slumsy doszczętnie równano z ziemią.
- Okropne - powiedział władca - Co było dalej?
- Dalej następuje już pełna Nowa Era. Liczymy ją wprawdzie już od 2010, ale dopiero po Wielkiej Wojnie można mówić o pełnej władzy TriTechu nad światem. Kilka nielicznych krajów, które przed wojną zachowywały jeszcze niezależność i chroniły niecywilizowanych, zostało zmiażdżonych i wchłoniętych przez większe kraje rządzone przez korporację. Pozostały w ten sposób tylko cztery ogromne dystrykty: Stany Zjednoczonych Ameryk, Eurazja, Afryka i Australoceania. W każdym z nich władzę posiadał TriTech i jego miejscowe oddziały lub partnerzy.
Wszystkie kontynenty zamieniły się po wojnie w pustynie usiane ogromnymi miastami. Cywilizowani mieszkali w nich, aczkolwiek nie wychodzili wcale na zewnątrz. Dzięki trixom i udoskonalonym sieciom komputerowym przestało to być potrzebne. Mogli wykonywać swoje prace biurowe, składać zamówienia na potrzebne artykuły i porozumiewać się ze sobą za pomocą własnych umysłów. Dzięki psycho-chipom włączonym w sieć mogli dotrzeć myślami w dowolne miejsce sieci, dowolne miejsce globu; porozumieć się z dowolnym innym umysłem. Czy może pan sobie wyobrazić? Tysiące miast, miliony ciasnych mieszkań, w każdym z nich człowiek cywilizowany i jego rodzina, leżący wygodnie całe dnie bez ruchu, podłączeni swymi umysłami do sieci. Specjalny system dostawczy dostarczał do każdego mieszkania zamówione komputerowo zakupy; komputerowa kuchnia sterowana umysłem gospodyni sama przyrządzała potrawy, które członkowie rodziny spożywali i wydalali bez ruszania się z miejsca, do specjalnych zbiorników. Oczywiście, z nieodzowną porcją tri-kainy na deser. Od 2041 TriTech zaczął lansować nowojorski model miasta wzorowany na Big City: w blokach znajdowały się ogromne sale po kilkadziesiąt łóżek, gdzie cywilizowani leżeli popodłączani do sieci, odżywiani przez kroplówki, specjalne maszyny i zastrzyki chroniły przed zanikiem mięśni i przerostem tłuszczu – później także na to przestano zwracac uwagę. W 2048 wchodzi projekt "Trix-Rodzina": cywilizowani nie muszą się również martwić o wychowywanie dzieci: wszystkie są oddawane do specjalnych ośrodków wychowawczych, gdzie o ich dalszy rozwój dba państwo. Do 2055 wychodzi z mody także tradycyjne powiększanie rodziny. W ośrodkach rozrodu powstają setki dzieci z probówki, które w szóstym miesiącu życia wyposaża się w trixy i przystosowuje do życia w tri-społeczeństwie. Wszyscy, którzy nie podporządkowują się temu modelowi próbując przedłużać gatunek we własnym zakresie są surowo karani. Praworządni obywatele mogą zaspokajać popęd seksualny dzięki specjalnym programom w sieci, które zresztą były już wśród pierwszych wydanych programów...
Oczywiście, oprócz Cywilizowanych są też ludzie dzicy, którzy mieszkają poza miastami w plemionach. Ja należę do jednego z nich.
- Tak? - zaciekawił się władca - Opowiedz mi teraz coś o życiu dzikich. Życie tych cywilizowanych wydaje mi się trochę przerażające.
- Zauważył pan to?... Dobrze, opowiem panu, jak żyje moje plemię. Mieszkamy w lasach w sąsiedztwie War City. Szczątki zniszczonych miast i wiosek przez lata zmieniły się w lasy lub pustynie, tam dzicy kryja się przed patrolami lotniczymi i oddziałami plusów, którzy chcą nas wyłapać lub dobić. Żyjemy, jak twierdzili historycy Ruchu, podobnie jak żyli ludzie dawno temu, na długo przed Nową Erą. Rządy sprawuje starszyzna plemienna. Naszym celem jest przeżycie, więc żyć mogą tylko najsilniejsi z nas. Kiedy rodzą się dzieci zbyt słabe albo zniekształcone z powodu promieniowania i zanieczyszczeń, zabijamy je. Mamy zresztą niewiele jedzenia i wody, bo z pól uprawnych nie da się długo korzystać. Ludzie korporacji wynajdują je i czatują przy nich na dzikich lub opryskują je truciznami albo, jeszcze korzej, tristykainą... Hodujemy trochę zwierząt, polujemy w lasach, czasem udaje nam się ukraść trochę jedzenia z jakiegoś transportu. To bardzo trudne, bo ponoć tylko wysoko postawieni ludzie korporacji wciąż żyją niepodłączeni stale do sieci i jedzą normalne pokarmy zamiast kroplówek... transporty są rzadkie i dobrze chronione. Właśnie do takich akcji i do walki z plusami szkoleni są wojownicy. Dzieci dość silne, aby przeżyć, od małego są trenowane w walce i sztuce przetrwania, nie ma dla nich żadnych pobłażań. Wojownikami stają się tylko najlepsi. Słabsi mogą żyć, ale muszą wykonywać prace kobiet. Kobiety wychodzą za mąż w wieku lat osiemnastu, a mężczyźni żenią się w wieku dwudziestu jeden lat. Starszyzny dba o czystość moralną tak samo, jak o rozwój fizyczny.
- No, no... - zamyślił się władca - Ale dlaczego właściwie po wojnie wróciliście do takiej dzikości? Jeśli nie chcieliście poddać się TriTechowi, czy nie wystarczyło po prostu żyć jak przedtem, według zakazanych tradycji?
- To nie takie proste... Nasi przodkowie, którzy ocaleli z Wojny, długie lata siedzieli w schronach i podziemnych jaskiniach. Później nie byli już tacy sami jak przed katastrofą. Wodzowie i starsi podobno uznali, że skoro dotychczasowa cywilizacja doprowadziła ludzi do takiego kataklizmu, należy ją odrzucić i wrócić do czasów pradawnych, a może doprowadzi to do czegoś lepszego niż świat, jaki pozostał po wojnie. Wszyscy dzicy żyją w zgodzie z naturą i czczą Boga, którego odrzuciła cywilizacja. Tak samo jest na całym świecie w miejscach z dala od największych miast, gdzie ocaleli jacyś niecywilizowani. Tak twierdził Ruch Oporu.
- Właśnie... co to za Ruch, o którym ciągle wspominasz?
- Ruch Oporu... To dziwni ludzie, ani dzicy, ani też cywilizowani. Kilku z nich przetrwało żyjąc w wielkich miastach w ukryciu, nie dając się złapać TriTechowi. Starają się zburzyć system. Ruch kontaktuje się przez radio i sieci komputerowe starego typu, które trudniej kontrolować TriTechowi. Na całym świecie szuka ludzi odpowiednich do swoich zadań, wyszukuje najsilniejszych i najinteligentniejszych Dzikich. To właśnie oni zwerbowali mnie, zawieźli do Big City i wyszkolili do tej misji.
- Dlaczego?
- Bo jestem najlepszy! - Mark 7 uderzył się pięścią w pierś, tak jak robili to wszyscy Dzicy - Zawsze byłem silny i sprawny! Jako małe dziecko ćwiczono mnie całymi dniami w bieganiu, skokach i walce, a kiedy miałem piętnaście lat, po raz pierwszy zabiłem szczurozaura.
- Szczurozaura?...
- Tak! To takie drapieżne zwierzę. Rzuciłem w niego dzidą i przebiłem na wylot! Zawsze byłem jednym z najlepszych, i dlatego wybrali właśnie mnie. Poza tym ledwo miesiąc temu skończyłem dwadzieścia lat i jeszcze się nie ożeniłem, a to też było dla nich ważne. Oni szukali kogoś bardzo silnego, kto przeżyłby przeniesienie w czasie.
- Więc naprawdę przenieśli cię w czasie - zadumał się władca.
- Tak, przecież już pan wie. W Ruchu był jeden profesor, który gdzieś w kanałach pod Big City urządził tajną pracownię i tam właśnie zmajstrował urządzenie do przenoszenia w czasie. Ruch Oporu wie, że nie ma żadnych szans zniszczenia TriTechu w teraźniejszości, kiedy był już tak potężny - miał przecież pod swoją władzą umysły wszystkich tych ludzi oraz wszystkie armie świata. Dlatego postanowił wysłać kogoś w przeszłość, zanim jeszcze TriTech powstał, aby...
- ... przeszkodzić w jego powstaniu - domyślił się władca.
- Oczywiście! - Mark ucieszył się, że władca był naprawdę mądrym człowiekiem. Obawiał się, że ten punkt historii będzie najtrudniejszy do wytłumaczenia i uwierzenia - Widzi pan, historycy Ruchu bardzo mało wiedzieli o historii, a zwłaszcza tego okresu, tuż przed powstaniem TriTechu. Korporacja chroni całą wiedzę o sobie, te dane są najlepiej strzeżone. A innych zapisów niż elektroniczne już prawie nie ma. Od roku 2020 nic oficjalnie nie wydrukowano na zwykłym papierze. Ruch wiedział tylko tyle, że Kapłan rozpoczął prace nad psycho-chipem w 2010 roku, więc musieli wysłać kogoś do tej epoki, na początku właśnie tego roku, aby zapobiegł powstaniu psycho-chipa. Jeśli chip nie powstanie, nie powstanie też potęga TriTechu, nie będzie Wielkiej Wojny, a wszyscy ci ludzie będą mogli być wolni. No więc dwóch ludzi z Ruchu przybyło do naszego plemienia w poszukiwaniu kandydatów, i wybrali właśnie mnie. Przez parę miesięcy ćwiczyli mnie i uczyli wszystkiego tego, co panu powiedziałem, a także tego, co mam robić. I kiedy byłem już gotowy, zabrali mnie do profesora, który mnie przeniósł.
- Przeniósł cię - przytaknął władca.
- Tak. Nie mam pojęcia jak to działa, maszyna profesora pobiera strasznie dużo prądu żeby wytworzyć „zagięcie czasoprzestrzeni”, i to co jest w polu jej działania może się przenieść w inny punkt w czasie... To było 3 czerwca 2086 roku, za siedemdziesiąt sześć lat. Niestety plusy wytropili bazę, właśnie przez ten duży pobór prądu. Zaatakowali właśnie w momencie, gdy trwała sekwencja zaginania. Przeniesienie udało się, ale plusy na pewno pokonali ludzi Ruchu i złapali profesora po tym, jak mnie przeniósł.
- Myślisz, że go zabili?
- Zabiją go albo, gorzej, zabiorą do Wieży.
- Dokąd?
- Wieża to główny budynek TriTechu położony w Big City. W tych czasach jeszcze go tu nie ma. Naukowcy w Wieży zajmą się profesorem i postarają się dowiedzieć od niego wszystkiego o mojej misji. Wszczepią mu trixa-plus i przebadają całą zawartość jego mózgu, a potem wsadzą jego mózg do słoja i będą utrzymywać go przy życiu, żeby robić na nim eksperymenty z nowymi technologiami. Wyobraża pan sobie, jak to jest być takim żywym mózgiem w słoju? - Mark wzdrygnął się - Tak czy siak, dowiedzą się dokładnie, gdzie i "kiedy" jestem, i wyślą za mną w przeszłość paru plusów, żeby mnie zabili zanim zdołam wypełnić misję. Na całe szczęście, zdążyłem już panu opowiedzieć o tym wszystkim. Ale młotki na pewno już tu są i kiedy stąd wyjdę, zabiją mnie.
- "Młotki"? Kto to taki?
- Tak nazywamy potocznie plusów. Ma to dwa znaczenia: ci faceci to narzędzia TriTechu, służące do niszczenia. A po drugie, są głupi. Mają pusto w mózgach. Młotki są straszne, mówię panu! Chodzą zawsze w długich płaszczach, pod którymi chowają broń, i mają głowy wygolone jak jajka. Włosy mogą zakłócać sygnał wysyłany z centrum w jakimś nagłym wypadku. Można ich poznać po tych głowach, i po oczach. Ich oczy są nieludzko jasne, bo nie są prawdziwe. To są cyber-oczy, połączone z psycho-chipami. Umożliwiają im komputerowe celowanie, i widzenie w podczerwieni, i tak dalej. Mogą zdalnie odczytać numer chipa, któruy masz w głowie, i od razu wiedzą z kim mają do czynienia, a jeśli nie masz chipa, też przecież o tym wiedzą... Nie da się uciec przed młotkiem, jeśli jest na twoim tropie...
- Hmm... - władca zastanowił się - Ale, w tych miastach przyszłości na pewno nie ma zbyt wielu ludzi?
- Oczywiście! Ulice są puste jak grobowce, mówiłem już panu. Wszyscy cywilizowani leżą w salach podłączeni do Sieci.
- No, więc tu jest o wiele więcej ludzi... Może te... te młotki nie wytropią cię w takim tłumie?
- Nie wie pan, o czym pan mówi!... Mają zapisany w chipach mój wygląd i wszystko na mój temat. Cyber-oczy młotków mogą prześwietlać ciało i inne rzeczy. A może znajdą mnie, bo wyróżniam się jakoś przez to, że nie należę do tego czasu, kto wie?
- Nie bądź takim pesymistą... Na pewno zdołasz im jakoś uciec!
- Bzdura. Młotkom nie da się uciec. Ale to bez znaczenia, ja wypełniłem już misję. Opowiedziałem panu o wszystkim. Mnie zabiją, ale pana nie mogą zabić, bo zabijając władcę za bardzo zmieniliby historię. Teraz przyszłość Ziemi jest w rękach pana. Musi pan tylko zabronić Kapłanowi pracować nad psycho-chipem. Jeśli chip nie powstanie, przyszłość będzie uratowana. Musi pan to zrobić! Inaczej moja śmierć będzie na darmo.
- Dobrze, oczywiście - władca kiwał głową, patrząc uspokajająco w zawzięte oczy Marka - Ale jak ja znajdę tego Kapłana? Nie wiesz o nim czegoś więcej?
- Niestety, nawet historycy Ruchu wiedzieli tylko tyle, ile ja. Rok 2010 to rok, kiedy powstał psycho-chip. Ten rok to Świt Nowej Ery – tak go nazywał TriTech w reklamach, dawno, zanim jeszcze utajnili wszystko o swoich początkach. To pan musi znaleźć Kapłana. Jest pan przecież władcą kraju. Szefowie TriTechu wiedzą, gdzie znajduje się każdy człowiek na całej planecie. Znajdzie pan Kapłana i zabroni mu pan tworzyć chip. Musi pana posłuchać! Przecież pan jest władcą...
- Zrobię wszystko co w mojej mocy - obiecał King - Swoją drogą, dlaczego wysłali cię tu, do Nowego Jorku? Jeśli chodziło im o władcę, czemu nie wybrali Waszyngtonu, Brukseli?
- Nie wiem, co to za miasta. Maszyna przenosiła w czasie, a w przestrzeni tylko na bardzo krótkie dystanse. Profesor zbudował ją tu, w Big City, bo to najważniejsze miasto w naszej epoce i Ruch był pewien, że w tej również władca kraju musi rezydować gdzieś w pobliżu. Widzi pan, w przygodowych filmach i programach w sieci TrixNet, a nawet jeszcze częściej w starych filmach z tej epoki, bohaterowie prawie zawsze walczą z kimś, kto chce zniszczyć Big City, to znaczy Nowy Jork. To logiczne, że musi to być najważniejsze miasto świata również w tej epoce. I na szczęście mieli rację, bo znalazłem pana, i to tak szybko.
- No tak... To co mnie najbardziej ciekawi w tej historii, to te psycho-chipy. Ty też masz bliznę po wszczepieniu? Czy mógłbym może...?
- Co też pan...? - Mark 7 oburzył się - Jestem Dzikim, nie mam żadnego chipa! Nie słuchał pan?
- Myślałem tylko, no wiesz, Ruch Oporu wyszkolił ciebie, Dzikiego... Myślałem, że skoro to takie proste dzięki temu chipowi...
- Prędzej bym dał sobie uciąć prawą rękę, niż wszczepić to świństwo! Ruch na podstawie technologii psycho-chipów opracował takie nadajniki, które pomagały się uczyć. To dzięki temu wtłoczyli mi całą tę historię do głowy, sam bym nie dał rady tak mądrze gadać. Czy pan mi wogóle wierzy?!... - Mark wstał z fotela, aż przestraszony. To byłaby katastrofa.
- Ależ wierzę, wierzę. Tylko, wiesz, myślałem że Ruch dał ci jakiś dowód na to, że przybywasz z przyszłości. Na pewno jakoś porządnie przygotowali taką akcję...
- To jedyne, co mam - Mark sięgnął pod ubranie i wyciągnął plik pogniecionych, zatłuszczonych kartek – wydruków - Miałem dać to panu przed odejściem. W tym tekście jest wszystko co wiemy o wydarzeniach po roku 2010, wszystko co panu powiedziałem.
- Zwykłe kartki, z przyszłości? Mówiłeś, że...
- Powiedzieli, że przy przeniesieniu w czasie żaden zapis elektroniczny by nie przetrwał. Zakłócenia elektromagnetyczne. Zostawię to panu, na wypadek gdyby...
W tym momencie przerwał mu przenikliwy pisk. Mark 7 wyszarpnął z kieszeni aparat podobny do telefonu komórkowego.
- Stało się! Są tutaj! To wykrywacz - wyjaśnił zdziwionemu władcy - Odbiera te same fale, których używają młotki do wyczucia, czy ktoś ma w głowie chipa. Ten aparat wyczuje, jeśli w jego zasięgu znajdzie się ktoś z chipem w mózgu. Właśnie teraz mnie ostrzegł. Młotki są już w tym czasie, i są blisko.
- Muszę uciekać! - dokończył, otwierając okno - Nie mogę pozwolić, żeby mnie tu znaleźli. Wprawdzie nie powinni pana zabić, bo za bardzo zmieniliby historię, ale z drugiej strony młotki nigdy nie zostawiają żywych świadków. Jeśli mają mnie wykończyć, to gdzieś na odludziu.
- Ależ, zaczekaj, nie tak prędko! Nikt nie chce cię skrzywdzić! - zawołał gospodarz - Słuchaj, jestem władcą... Nie dopuszczę do tego, żeby coś ci zrobili! Jesteś bezpieczny!
- Przecież oni pana nie posłuchają! Proszę się teraz martwić Kapłanem. Tylko pan może go powstrzymać! Musi pan uratować ludzkość przed TriTechem!
- Nie, nie, nie uciekaj! Czekaj! Nikt ci nic nie zrobi! - krzyczał ciągle władca - Muszę jeszcze z tobą porozmawiać!... Zaczekaj!
Krzyczał coś jeszcze, ale Mark 7 nie miał już czasu. Skok z okna nie sprawił mu większych kłopotów i już po chwili wspinał się znów na płot. Biegł szybko w stronę gąszczu betonowych budynków, zwolnił dopiero, gdy znalazł się daleko od wspaniałej rezydencji władcy.
Teraz, po wszystkim, poczuł dziwny, pełen szczęścia i satysfakcji spokój. Świadomość rychłej śmierci wcale go nie przerażała. Był szczęśliwy, bo wypełnił misję. Władca uwierzył mu i Mark wiedział, że powstrzyma Kapłana. Teraz mógł umrzeć wiedząc, że jego śmierć nie była daremna. Ludzkość była uratowana.
Szedł tak i szedł, nie przejmując się już niczym. Świat naokoło wydał mu się nagle piękny i jasny. Na wschodzie niebo jaśniało nad czarnymi liniami miasta – wstawał świt. Świt Nowej Ery... teraz naprawdę nastanie nowa era. Piękna era dla ludzkości, wolna od przekleństwa TriTechu.
Mark 7 patrzył na świt z uczuciem szczęścia, a gdy jego wzrok wrócił na ziemię - zobaczył parę kroków przed sobą, na końcu ciasnej uliczki, dwie sylwetki. Sylwetki ludzi w długich płaszczach i kapeluszach.
Jeszcze sekundę temu ich tam nie było. Ale to nie miało już żadnego znaczenia. Mark nie próbował uciekać. Szedł lekko w stronę swego przeznaczenia. Sylwetki zagrodziły mu drogę. Zobaczył fosforyzujące oczy. Później jeden ściągnął kapelusz błyskając w świetle księżyca gładko wygoloną czaszką. W skroni była mała blizna po wszczepieniu trixa.
- Mark 7? - spytał drugi twardym głosem, podobnym do mechanicznej imitacji.
- Tak - śmiało rzekł dziki, a później dodał - Spóźniliście się.
Ten bez kapelusza sięgnął pod połę płaszcza, wyciągając wielki energetyczny pistolet. Był ustawiony na maksymalną moc. Po strzale z tej odległości głowa rozleci się jak jajko. Mark 7 wiedział o tym doskonale, ale nie czuł strachu ani żalu. Wiedział, że udało mu się.
- Spóźniliście się - powtórzył - Udało mi się. Wypełniłem misję! Władca tego kraju wie o wszystkim. Psycho-chip nigdy nie powstanie. Słyszycie, młoty? Władca wszystko wie!
Plusy spojrzeli po sobie, a potem na Marka. Mogłoby się wydawać, że ich sztuczne oczy patrzą z politowaniem. Potem, rzecz najdziwniejsza, jeden z młotków uśmiechnął się. I zaśmiał się, strasznym martwym głosem. Śmiał się szyderczo.
Mark 7 był zaskoczony. Nikt nigdy nie słyszał, aby młotek się śmiał. Oni nie umieli tego robić. Na krótką chwilę niepokój zagościł w jego duszy, ale wpatrując się w lufę pistoletu skierowaną prosto w jego czoło znów poczuł pewność, że mu się udało. Wykonał zadanie. Ludzkość jest uratowana.
Spojrzał w górę, na Świt Nowej Ery wstający na niebie. Nie myślał już o niczym, tylko cudowna pewność zwycięstwa śpiewała w jego dzikiej duszy. Młotek nacisnął spust.




Huk wystrzału zabrzmiał gdzieś niedaleko, jak głuche uderzenie. Doktor Harry King z poirytowaną miną zasłonił okno. To coś okropnego, te bandyckie napady. Nawet w tej szanowanej dzielnicy to już się zdarzało. Na szczęście jeśli jesteś jednym z najlepszych psychiatrów w całym stanie, stać cię nie tylko na elegancką willę z basenem, ale także na ochronę do niej.
Tylko co to za ochrona, która nie potrafiła zatrzymać tego chłopaka! Tak niesamowitej rozmowy doktor King nie miał od dawna, chyba od sesji z tym facetem, który zastrzelił swoich sąsiadów, ponieważ byli agentami Szaraków z Zeta Reticuli. Pomyśleć, że takie okazy zwyczajnie chodzą po ulicach, więcej, mogą przyjść do twojego domu szukając właśnie ciebie! Doktor musiał się z kimś podzielić tymi nadzwyczajnymi wrażeniami. George w tej swojej korporacji pewnie już nie śpi o tej porze... Sięgnął po telefon.
- Halo, George?... To ja, Harry. Doktor Szajbus, pamiętasz? - przywitał się z przyjacielem - Nie wyobrażasz sobie, co mi się właśnie przydarzyło!
- Znowu naszedł cię jakiś ciekawy czubek? Doceniam to, ale naprawdę to nie pora na rozmowy. Nasz nowy projekt...
- Wiem wiem, ale ten chłopak po prostu przyszedł do mnie do domu! Niezwykły okaz. Niewątpliwie zaawansowana paranoiczna schizofrenia, żyje w wyimaginowanym świecie... Ale z jakim przekonaniem opowiadał mi tę historyjkę! Wymyślił najdrobniejsze szczegóły, nawet jakieś daty! Jak zwykle rozzłościł się kiedy pytałem o miejsca, w których nie trzymało się to kupy, poza tym utarte frazesy, ograne motywy z filmów science-fiction. Ale naprawdę dobrze to przemyślane. Żebym tylko mógł jeszcze z nim porozmawiać! To, co opisałem w mojej ostatniej książce, to nudziarstwo w porównaniu z tym okazem. Do jakich rzeczy zdolny jest ludzki umysł, nawet chory!
- Mam nadzieję, bo inaczej z naszym projektem będzie bieda... Właśnie, szefostwo urządza mały koktajl w przyszłym tygodniu, może wpadniesz? Będą ami swoi, nawet John.
- John?
- Tak, John Preacher, pamietasz go, niedawno dołączył do mojego projektu. Zaprosiłem go, bo biedak strasznie się przemęcza nad tym naszym nowym przetwornikiem.
- No dobrze, przyjdę. Opowiem wam więcej o tym nadzwyczajnym przypadku.
- Lepiej nie. Do jutra, cześć!
Doktor King odłożył słuchawkę, a potem zadzwonił jeszcze do kolegi ze szpitala i, na końcu, na policję, aby porozmawiać o tym niedawnym wystrzale. Sierżant obiecał, że postarają się wzmocnić ochronę na Pentagon Avenue.
Doktor z zadowoloną miną wyciągnął się w miękkim fotelu z szklaneczką martini w ręce. Strzały nie powtórzyły się. Dobrze wiedzieć, że policja czuwa. Był spokojny o swoją przyszłość.
Nad miastem wstawał świt.`





-------------------------------------------------
To opowiadanie, odrzut z konkursu 'Świt' jest tak naprawdę jednym z moich pierwszych opowiadań w życiu, tylko uwspółcześnionym. Nie bądźcie zbyt surowi ;)

Podpis: 

Mirek "PCScorpio" Henning 1996
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 100 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Bliżej
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami Podejdź bliżej
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.