http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

W smutku jest właśnie noc piękna

  Dopadł mnie depresyjny nastrój. Nie pisałem parę dobrych lat.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Franny i Zooey
J. D. Salinger
Powodzenia.

SPONSOROWANE

W smutku jest właśnie noc piękna

Dopadł mnie depresyjny nastrój. Nie pisałem parę dobrych lat.

Spotkania

Warto się spotkać po latach rozłąki!

Czarny dzień

Niezrażonych długością tekstu zapraszam do zapoznania się z opowieścią osadzoną na tak niedawno zapisanych kartach historii.

Transporter

Niezobowiązujące, momentami śmieszne a momentami obrzydliwe opowiadanie o urokach jazdy pociągiem. OSTRZEŻENIE: Tylko dla miłośników groteski i ludzi z dużym poczuciem humoru, także tego mocno przerysowanego.

Koń na biegunach o napędzie nuklearnym

Krótka historia o chorym na demencję farmerze i jego krowach.

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIII cz.

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz VII- coś podniecającego

A może by sobie tak pomarzyć, mój kochany: piękny dzień, lecz słoneczko jakby za chmurkami. Wiaterek za oknem sprawia, że dreszczyk przechodzi przez moje ciało.

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Pół słowa

o uczuciach

Miłość z internetu cz V -opis zdjęć Niki

wakacje. Promienie słońca padają na Twoje jednolicie opalone ciało prawego boku odkrytego i widzę poza Twoim ramieniem wystający sutek cycusia

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
796
użytkowników.

Gości:
795
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 66837

66837

Piąty dzień kwietnia (cz.I)

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-02-02

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Fantasy/Horror
Rozmiar
11 kb
Czytane
2007
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
11-02-02

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: Cald Dashew Podpis: Cald Dashew
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Prolog i rozdział pierwszy. Sami przeczytajcie.

Opublikowany w:

Piąty dzień kwietnia (cz.I)

Piąty dzień kwietnia


Urodziłem sie 5 kwietnia 1986 roku. Nienawidzę, ale i w pewnym sensie kocham ten dzień, taki paradoks. Zasadniczo nie pamiętam wiele z lat młodzieńczych, do czasu, kiedy ukończyłem ich 14. Były jakieś mało ważne migawki: Jak uciekłem od dentysty, że lubiłem klocki LEGO, że wołałem mamę, aby mnie przykryła w nocy, bo sam... Zresztą i ja teraz nie wiem, czemu to robiłem.

Uczęszczałem do podstawówki gdzie moja mama uczyła biologii. Potem do gimnazjum a następnie liceum. Nawiasem mówiąc te ostatnie wspominam najlepiej, poznałem wielu znajomych, z którymi utrzymywałem kontakt jeszcze przez lata. Po ukończeniu liceum były też jakieś studia: jedne, drugie, trzecie, czwarte... Jakoś się nie mogłem wstrzelić, aż skończyłem takie, które mnie wcale nie interesowały. Zacząłem pracować, praca jak praca nie przynosiła zbyt wiele pieniędzy a radości na pewno.

Byłbym zapomniał wspomnieć: Podczas studiów poznałem dziewczynę.. No parę dziewczyn by być szczerym, ale z tą jedną wiele rozmawiałem i kochałem robić wiele innych rzeczy. Po wyedukowaniu się, moim i jej, wyszła za mnie za mąż - jak to się ładnie mówi. Była naprawdę gorąca, seksowna i inteligentna. Pamiętam te wszystkie rozmowy, w łóżku wieczorami, przy obiedzie, śniadaniu.
- Jak myślisz, co nas spotka po "końcu"? - Zapytałem jej kiedyś, bo wiele o tym myślałem.
- Co masz na myśli kotku? - Odparła - Końcu czego?
- No wiesz.. Końcu życia. Każdy z nas umrze, ale co będzie potem..
- Po co się o to pytasz? Przecież wiesz, że nikt nie zna na to odpowiedzi. To chyba zależy od tego, co dla nas zaplanował bóg - nigdy nie rozumiałem tych bredni o bogu, którego niby nie ma, ale tak naprawdę jest.


Wszystkie te gówniane myśli o egzystencji zawsze bardzo mnie frapowały, nie mówiłem o tym często i byle komu. Nie chciałem wyjść na mięczaka ani wariata. Wariactwo w tych czasach było bardzo popularne i każdy mógł dostać miano czubka. Mimo pracy, drugiej pracy i "domu" zawsze znalazłem wolny wieczór w tygodniu żeby wpaść do dobrego kumpla, do jego piwnicy i pogadać przy paru piwkach marki OKOCIM... Jak zwykle o życiu, ale też o pieniądzach kobietach i komputerach..
Pewnego mroźnego wieczora u kumpla przy grzanym winie wzięło mi się na głupie pytanie:
- Co ten kurwa bóg dla nas szykuje? Czy on w ogóle istnieje?
- Chuj wie - wzruszył ramionami.
- Kurwa.
- Sraj na to - znów wzruszył ramionami i odpalił fajkę
Roześmiałem się. Rozmowa zeszła na luźne tematy a mi nadal nikt nie chciał powiedzieć co, prócz śmierci szykuje dla mnie ŻYCIE. Wkrótce miałem sie przekonać...









5 KWIECIEŃ, 2015


Pamiętam ten dzień jak dziś. Dwadzieścia-dziewięć lat, moje urodziny. Taka głupia liczba, 29. Koniec młodości za rok, powoli zaczynałem stawać się stary. Postanowiłem jakoś uczcić swoje urodziny z Eweliną. Zaprosić paru znajomych, "ostro sie nachlać" jak to mawialiśmy w liceum. Najpierw pomyślałem, że zaproszę ludzi do nas do domu. Na szczęście zostało mi to wyperswadowane, dwupokojowe mieszkanie w bloku pełnym zestarzałych sąsiadów, nie jest dobrym miejscem na imprezę. Fakt.


Tak też znaleźliśmy sie na ciemnej ulicy Marszałkowskiej, koło 22 wieczorem. Była pusta, ale czego się spodziewać po wtorku o tej godzinie? Ciemność i kamienice, na około oświetlane były przez lampy i pojedyncze światła, padające z okien mieszkań. Czasem przejechał jakiś samochód.

Razem z żoną szliśmy na umówione miejsce. Ustaliliśmy ze znajomymi, iż spotkamy się przed klubem "Gladiator". To jakieś 5 minut drogi na piechotę z tego miejsca. Ubrany byłem w jeansy i koszulę flanelową z kołnierzem. Ewelina zaś wyglądała jak zwykle olśniewająco: czarna sukienka która ledwo zakrywała jej kolana, pięknie na niej leżała eksponując jej kobiece kształty. Czerń sukienki interesująco kontrastowała z blond włosami, a wszystko uwieńczał piękny łańcuszek. Idąc nie mogłem oderwać od niej wzroku. Oderwałem dopiero, kiedy nagle z bramy kamienicy wyłoniła się jakaś postać, która zastawiła nam drogę:
- P-p-anie.. - wybełkotał Żul- Daj pan 10 zł na wino.
- Spieprzaj pan.
- Jak Ty się wyrażasz? - Ewelina szturchnęła mnie, lekko oburzona.
- No nie bądź pan *hik* taki. Daj pan.. - powtórzył niewzruszenie Żul.
- Spierdalaj
- Marek !!
Zanim znów zdążyła mnie szturchnąć żul popchnął mnie z zaskoczenia tak że straciłem równowagę i z łoskotem upadłem na plecy. Krzyknąłem z bólu. Żul zaczął się diabelsko śmiać, Ewa szybko kucnęła obok mnie.
- Skarbie! Nic Ci nie jest?
- Kurwa.. – Powiedziałem, Ewa pomogła mi wstać. Rozejrzałem się dookoła, żula nie było. Rozpłynął się w powietrzu. - G-g-dzie on jest? - Spojrzała na mnie zmieszana.
- Kto kotku?
- No jak to kto? Ten pijak.
- Jaki pijak? - Zmarszczyła brwi, głośno przełknąłem ślinę wpatrując sie w nią zbity z tropu.
- No... no kurwa, jak to jaki?
- Marek. Nagle zacząłeś przeklinać a potem upadłeś na plecy. - Cierpliwie odpowiedziała - O czym Ty gadasz? Prześliznąłeś się.
- Tak - pokiwałem powoli głową- Przepraszam..- Nie wiedziałem.. Zresztą nieważne.
- Może chodźmy do domu?
- Nie, nie skarbie. Nic mi nie jest.
- Na pewno?
- Tak chodźmy.




Spotkaliśmy znajomych na zewnątrz, a po krótkim powitaniu weszliśmy do środka. Wystrój knajpy był niepozbawiony pomysłu, jednak brakowało mu trochę gustu. Okrągłe drewniane stoły, jakieś ozdoby na ścianach, parę sztuk wiszącej broni białej. Wióry na kamiennej podłodze wprowadzały jednak pewien klimat. Nad głowami wisiał zaś wielki żyrandol, budził pewną dozę grozy. Raczej nie wszyscy by wyszli cało, w razie gdyby się urwał. Parę osób siedziało przy stołach, zajęliśmy dwa na środku lokalu. Było nas łącznie piętnaścioro: Ja, Ewa, jej trzy koleżanki, Kamil, Kuba, Dave, trochę znajomych z pracy i ze studiów. Wszyscy głośno rozmawiali, tylko ja rozmyślałem o dziwnym zdarzeniu na Marszałkowskiej. Dwóch barmanów - dość niechlujnie ubranych - zwabionych gwarem, podeszło do stolików, po jednym do każdego.
- Co państwo życzą?
- Osiem flaszek luksusowej - burknąłem – Po cztery na stół.
Zapisał coś w notesiku i odszedł bez słowa, drugi zaraz za nim. Przy moim stoliku siedziały Ewa i jej koleżanki oraz moich trzech najlepszych kumpli: Kamil, Kuba i Dave. Wrzawa narosła, kelnerzy zaraz przynieśli kieliszki i butelki. Przelali zawartość jednej butelki do kieliszków.
- To co? -odezwał się Kamil unosząc kieliszek - Za Twoja zdrowie brachu!
Dało sie słyszeć głosy aprobaty, zaś Ewa pocałowała mnie w policzek i wyszeptała parę miłych słów. Wszystko było niby jak należy ale mnie coś trapiło i oglądałem zabawę jak przez mgłę.

Wódka się skończyła szybko, ludzie zaczęli zamawiać piwa. Po jakimś czasie większość osób z drugiego stolika - i jedna koleżanka Ewy - wyszli. Dwoje znajomych dosiadło się do nas. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się dużo, a ja nieomalże zapomniałem o moim strapieniu.


- Świetna impreza Marecki - nie wiedzieć czemu Dave zawsze tak do mnie mówił.
- Mogłaby być lepsza - pokiwałem głową w odpowiedzi - ale jest okej.
- Nie jest to, to co balangi w mojej piwnicy - wtrącił Kamil.
Wszyscy się roześmialiśmy.
- Tylko nie zdradzaj szczegółów - ostrzegł Dave jeszcze się śmiejąc - są tutaj kobiety.

Zrobiło sie późno i wszyscy chórnie zgodziliśmy się, że trzeba już iść. Po wyjściu z Gladiatora pożegnaliśmy się i rozeszliśmy, każdy w swoją stronę.
- Świetne spotkanie - Ewa spojrzała na mnie przerywając ciszę, podczas naszej drogi powrotnej - Prawda kochanie?
- Tak.
Dalej szliśmy, znów jakiś czas w ciszy.
- Czemu nic nie mówisz? - po raz kolejny przerwała milczenie - Nie podobało Ci się?
- Boli mnie głowa - spławiłem ją. Skrzywiła nieco twarzyczkę ale nic nie powiedziała. Na szczęście.
Było ciemno, może lekko po drugiej. Cały czas zdawało mi się że jest nienaturalnie cicho, nawet jak na środek nocy. Lampy dawały dziwnie mało światła a mijane przez nas kamienice niczym się od siebie nie różniły.
Skręciliśmy w prawo na skrzyżowaniu, kiedy usłyszałem jakiś głos w ciemnej bramie kamienicy. Może mi się wydawało?
Zerknąłem na Ewę, niewzruszona szła przed siebie, zdawało się, że nie zanotowała ani szmeru. ani mojego spojrzenia. - Pewnie ma mi za złe to milczenie - Zamyśliłem się, kiedy nagle zgasło światło dwóch lamp, tuż za nami. Poczułem ciarki przechodzące mi po plecach. Tym razem Ewelina zerknęła na mnie, w jej oczach dostrzegłem nutę strachu. Odezwała się sie pierwsza:
- Boże, ale dziwne, co? - Obróciłem się za siebie, ku swemu przerażeniu oczy me zarejestrowały ciemność. Zgasły wszystkie lampy za nami aż do zakrętu, gdzie można było dostrzec jeszcze jakiś blask świateł.
- Cholera! - Zakląłem, ulica była zatopiona w totalnej ciemności. Za skrzyżowaniem gdzie lampy najpierw migotały, a zaraz potem gasły, jedna po drugiej dojrzałem jakieś poruszające się cienie.
- Marek.. - Chwyciła mnie za dłoń, w ciemności dało się słyszeć odgłos bijącego się szkła. Butelka?
- Chodźmy- chwyciłem ją mocno za rękę, odwracając się... Tuż przed nami stały 3 postaci, kaptury i mrok zasłaniały ich twarze. Z tyłu za plecami ciemność i.. Diabelski śmiech -dobrze mi znany- Osoby, która musiała stać zaraz za nami. Poczułem zimny pot na plecach.
- Czego chcecie!? - Krzyknąłem. Śmiech z tyłu ucichł, w tej samej chwili trzy postaci przed nami zaczęły chichotać. Odrażające, ale trwało tylko chwilę. Ewa kurczowo trzymając sie mego ramienia trzęsła się przerażona.
- Marek zrób coś.. - Pierwszy z trzech mężczyzn ruszył szybkim krokiem w naszą stronę, zaraz za nim kolejnych dwóch. Coś błysnęło.
- Kurwa, oni mają noże - przełknąłem ślinę, pierwszy z nich był parę metrów przede mną. W ręku miał dziwacznie wykrzywione ostrze.
- Marek ! - Ewa pisnęła, puściła mnie i zaczęła uciekać ciemną ulicą w przeciwną stronę.
- Ewa, wracaj! - Przecież tam też ktoś był.
Zakapturzony bandyta był już prawie na wyciągnięcie ręki. Dostrzegłem zarys jego twarzy. W jednej chwili uniosłem prawą pięść wyprowadzając cios w jego podbródek. Uderzyłem.. W powietrze.. Bandzior z łatwością uniknął mego ciosu, lekko się odchylając, w tej samej chwili wyprowadził swój. Poczułem ukłucie pod pachą, zaraz usłyszałem stłumiony krzyk gdzieś za sobą. To była Ewa.
- Nie! - Jęknąłem osuwając się na kolana, okropny ból przeszył już całe ramię. Lewą ręką sięgnąłem pod pachę prawej.. Nóż.. Dźgnął mnie.. Momentalnie but drugiego zbira wylądował na mojej twarzy, twarda podeszwa, pozbawiając zębów, posłała mnie na ziemię. Uderzyłem plecami i potylicą w twardy beton.
Zamroczyło mnie, ale byłem jeszcze przytomny, tak że z ledwością otworzyłem oczy. Jednak nic nie widziałem. Musiały zgasnąć wszystkie światła i jeszcze ta nienaturalna cisza. Czułem, że dławię się własną krwią i zębami, kaszlnąłem..
Kolejny kop w głowę pozbawił mnie przytomności.

Obudziłem się nad ranem, świtało. Bolała mnie każda część ciała, po krótkotrwałym lecz męczącym wysiłku otworzyłem opuchnięte oko, przekręcając jednocześnie głowę na bok. Najpierw ujrzałem jakiegoś przerażonego czymś małolata, który dzwonił gdzieś przez komórkę..
Następnie, mój wzrok zatrzymał się na niej, zmasakrowane ciało leżało całe w krwi, Ewa dosłownie była pozbawiona twarzy...

CZY TO BÓG SPRAWIŁ MI PSIKUSA?

Podpis: 

Cald Dashew 2005-01-15
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 70 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Spotkania Czarny dzień Transporter
Warto się spotkać po latach rozłąki! Niezrażonych długością tekstu zapraszam do zapoznania się z opowieścią osadzoną na tak niedawno zapisanych kartach historii. Niezobowiązujące, momentami śmieszne a momentami obrzydliwe opowiadanie o urokach jazdy pociągiem. OSTRZEŻENIE: Tylko dla miłośników groteski i ludzi z dużym poczuciem humoru, także tego mocno przerysowanego.
Sponsorowane: 199
Auto płaci: 700
Sponsorowane: 198
Auto płaci: 700
Sponsorowane: 197
Auto płaci: 700

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.