http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
157

Do Koronawirusa

  Wiersz napisany podczas kwarantanny domowej.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Marzenia i koszmary
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Do Koronawirusa

Wiersz napisany podczas kwarantanny domowej.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

2078

Jest rok 2078. Powszechna urbanizacja i spisy produktów zakazanych przez tzw. Zdrową Europę. Dziennikarz wikłający się w związek z tajemniczą kobietą i zadanie służbowe oznaczające bolesną konfrontację z przeszłością.

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1537
użytkowników.

Gości:
1536
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 67265

67265

Anima Damnata

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-02-21

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Technologia/Filozofia
Rozmiar
43 kb
Czytane
2445
Głosy
6
Ocena
4.67

Zmiany
11-02-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Silvermmer Podpis: Karol
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kolejne naiwne opowiadanie, którego nie mam czasu poprawić. Wiem, że łatwo zwalić na lenistwo, ale jeżeli chodzi o sam sens opowiadania to biorę pełną odpowiedzialność za jego głupotę. Coś w końcu trzeba dodać...

Opublikowany w:

Anima Damnata

Drogi czytelniku, chcę tobie przedstawić historię, która miała miejsce wiele, wiele lat temu, historię, która może wydawać ci się niesamowita, nierealna, sprzeczna z twoimi zasadami postrzegania świata. Jako, że wiele aspektów może być dla ciebie niezrozumiałych, postaram się je przekazać w jak najprostszy sposób. Wybacz, jeżeli niektóre fakty trochę pozmieniam, ale było to już tak dawno i na dodatek nie mogłem być świadkiem wszystkich wydarzeń, znam je z relacji opowiedzianych przez innych. Na ile tylko będę mógł, przetłumaczę kwestie postaci pojawiających się tutaj, gdyż możesz nie wiedzieć, ale społeczeństwo, z którego się wywodzę, nie porozumiewało się tak jak ludzie na Ziemi, lecz potrafili przekazać kilka zdań w ciągu jeden sekundy. Wiem, może ci się to wydawać niemożliwe, ale postaraj się choć na chwilę oderwać od standardów dzisiejszych realiów.
Urodziłem się na planecie o nazwie RX-721, która powstała 44,736,271,889,256,629 unitów temu. Dziwisz się pewnie widząc tak niezrozumiałą miarę czasu. Tam gdzie się wychowałem nie liczono czasu w dniach, minutach, sekundach. Nie liczono nawet dni, miesięcy, czy lat, były po prostu unity. Nie chcę się wdawać w szczegóły, dlatego przyjmijmy, iż jeden ziemski dzień trwał około tysiąc unitów. Śmiało możesz policzyć, iż moja planeta powstała około 122 miliardy lat temu.
Nawet ówczesnym ludziom (dla uproszczenia tak ich nazwijmy) uciążliwe było podawanie czasu w tak dużych liczbach, więc nowy czas zaczęto odliczać od powstania „Jądra” – superkomputera, który zarządzał całą cywilizacją - całą siecią, komunikacją, polityką itd.
Historia, którą opiszę, dzieje się w 77380345 unicie czasu Jądra.
Mówiąc pokrótce cywilizacja była bardzo rozwinięta, na tyle, iż zdołano wprowadzić wiele innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie codziennego życia. Po pierwsze stworzono Dezintegrator Grawitacji, i nie, nie jest to urządzenie, które pozwalało na swobodne oderwanie się od powierzchni i dryfowanie niczym w kosmosie. Otóż urządzenie to pozwoliło na wstrzymanie i kontrolowanie ruchu obrotowego planety wokół własnej osi i tym sposobem jej połowa zawsze była skierowana w stronę słońca. Dało to możliwość zrezygnowania ze starych metod wytwarzania energii i całkowicie skupiono się na pobieraniu energii z promieni UV. Oczywiście nie odbyło się to bez większych odstępstw. Cała planeta musiała skupić się na jednej półkuli, co wbrew pozorom nie było takie proste. Aby promienie UV cały czas zasilały utopię trzeba było zrezygnować z jakichkolwiek wariacji pogodowych, a niebo musiało być pozbawione chmur.
Było gorzej, niż wszyscy się spodziewali, Dezintegrator powstał na kilkaset tysięcy unitów przed Jądrem, więc niemożliwym było poleganie na wskazówkach komputera, ludziom ciężko wiodło się życie w takiej ciasnocie. Zamiast więc poszerzać się na płaszczyźnie, czy też piąć w górę, zaczęto tworzyć podziemne metropolie, które potem połączono w jedno państwo. Oczywiście na zewnątrz również istniało życie, lecz było dużo mniej dogodne i bogate niż to niżej. Ludzie wychowani na powierzchni nie mieli tyle unowocześnień, ale potrafili docenić walory życia, nie byli uwięzieni w pułapce technologii, potrafili się cieszyć z tego, co mają.
Zastanawiasz się pewnie, co działo się na drugiej półkuli, niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, gdyż sam nie wiem. Po exodusie nikt nie interesował się życiem po drugiej stronie, z resztą nikt nie uważał, aby ktokolwiek mógł tam żyć, w wiecznej ciemności i warunkach pozbawionych jakiejkolwiek technologii. Nigdy nie poruszano tego tematu, dla społeczeństwa, RX-721 było tylko tą jedną, świetlistą połową.
Undergroundowcy byli całkowicie podporządkowani komputerowi, nie było żadnego ustroju politycznego, za wszystko odpowiadała maszyna. Jak działała? Powiedzmy, że komputer to jeden wielki mózg, który posiada trzy różne osobowości, które na wzajem się ze sobą komunikują i „omawiają” daną sytuację.
Na początku wielu było przeciwnym działalności Jądra, pojawiały się sporadyczne bunty, ale po jakimś czasie uzależnili się od niego. Dzięki niemu powstało również wiele innowacji, ludzka krew została zastąpiona przez nanoorganizmy – wynalazek biotechnologii. Pomogło to rozwiązać wiele problemów, głównie związanych z chorobami, jak np. REX-T2, która atakowała układ limfatyczny, mutowała w ciągu 150 unitów i zabijała na miejscu. Przyczyna choroby nie była jasna, ale po wprowadzeniu nowej „krwi” ludzie przestali się tym interesować.
Jądro wytoczyło również nowe kierunki w dziedzinie transplantacji – chore organy były zastąpione nowymi – mechanicznymi. Pozwoliło to na wydłużenie życia przeciętnego obywatela z 54750000 unitów do 182500000, czyli aż pięciokrotnie.
Komputer był genialny, ale nie wszechwiedzący, nie udało mu się uporać ze wszystkimi chorobami, jego pomoc ograniczyła się do powyższych działań. Gdy jakaś inna, śmiertelna choroba (biologiczna, czy też mechaniczna) atakowała organizm, obywatel umierał i ani komputer, ani społeczeństwo się tym nie przejmowało, nie było miejsca na sentymenty. O miłości również nie było mowy, dzieci rodziły się przy pomocy Jądra, które selekcjonowało najważniejsze komórki, genetycznie modyfikowało i zapładniało rodzica. Poczęte dziecko od urodzenia było uczone posłuszeństwa, integracji z siecią i użytku technologii. Po osiągnięciu wystarczającej wiedzy opuszczało dom i szukało swojego miejsca w cywilizacji.
Mieszkańcy podziemia stracili poczucie prawdziwej rzeczywistości, podłączeni bez przerwy do sieci zatracali swoje prawdziwe ja – swoją personę. Nikt już nie był tym, kim w rzeczywistości, w sieci każdy mógł przybrać nową postać. Metropolia wydawała się być pusta, gdyż nikt nie opuszczał swojego lokum, nie było potrzeby, sieć dostarczała wszystko, co potrzebne.
Powyższych parę zdań jest oczywiście o ludziach „z wewnątrz”. Tak jak już pisałem ludzie na powierzchni żyli inaczej, co prawda nie tak długo i nie polegali na Jądrze, ale znali takie wartości jak miłość, przyjaźń, honor, rodzina. Problem niestety polegał na tym, iż było ich coraz mniej, stali się zagrożonym gatunkiem. Pośród nich wychowałem się ja, oraz moich czterech przyjaciół, którzy są główną przyczyną tej historii.
Ja, Ver i Autumnus wychowaliśmy się w jednej dzielnicy, znaliśmy się od dzieciństwa, od początku czuliśmy do siebie sympatię, rodzinną więź (choć nie byliśmy spokrewnieni), z kolei Aestas przeprowadziła się nieco później w nasze okolice, ale zaakceptowaliśmy ją i stała się członkiem „rodziny”. Największą zagadką był dla nas Hiems, którego poznaliśmy, gdy mieliśmy już ponad 6935000 unitów. Był od nas dużo starszy, zawsze poważny i ponury, twierdził, iż wychował się na ciemnej stronie planety. Uznalibyśmy go za wariata, ale było coś, co zwróciło naszą uwagę, otóż był blady jak zwłoki podczas księżycowej nocy, gdy wszyscy na powierzchni mieli śniadą cerę. Nienawidził przebywać na słońcu, zawsze musiał poszukać skrawka cienia, aby w nim usiąść i schować przed rażącymi promieniami. Pytany o drugą półkulę zawsze odpowiadał z niesmakiem – „Tajemnica” i milczał. Nie pamiętam, aby choć raz się uśmiechnął. Czasami nas przerażał, zwłaszcza, gdy siedział z zamkniętymi oczami, a jego długie, białe włosy smagały mu twarz. Z czasem się przyzwyczailiśmy, ale respekt pozostał do końca.
Ver była najmłodsza i z nas wszystkich najbardziej radosna, jak dziecko. Jej duże, zielone oczy i nigdy niegasnący uśmiech sprawiały, iż na sercu zawsze robiło się ciepło. Nawet głos miała dziecięcy i często nie potrafiła poprawnie się wyrażać, więc wołaliśmy na nią po prostu „dzieciuch” (w oryginale brzmiało to „vexio”), dzięki niej przetrwaliśmy najsmutniejsze chwile naszego życia.
Autumnus był najbardziej rozważny i odpowiedzialny, co niestety oznaczało, że nie miał poczucia humoru. Często zdarzały mu się momenty melancholii, chodził ze smutną twarzą, ale mimo wszystko zawsze był zwiastunem nadziei. Czuł głęboką antypatię do mieszkańców podziemia, uważał, że społeczeństwo ich wyklęło, że nie mieliśmy wyjścia, jak tylko mieszkać na powierzchni. Ten temat był często poruszany w naszym gronie.
Aestas, mimo, iż nie wychowała się razem z nami, posiadała coś z każdego, raz wesoła jak dziecko, raz pochmurna, a raz tajemnicza. Charakteryzowała się wielką dobrocią i nigdy nie opowiadała się za żadną ze stron.
Miałem zaszczyt wychować się z tymi wielkimi ludźmi i wcale nie przesadzam z użyciem tych słów. Żałuję jednak, iż nie mogłem im towarzyszyć w podróży, która zmieniła bieg wydarzeń miliardów istnień.
Jądro rozpoczęło projekt badania przestrzeni międzygwiezdnej i potrzebowało do niego ochotników. Oczywiście ludzie podziemnej metropolii byli zbyt pochłonięci swoimi pustymi życiami w sieci, więc najodpowiedniejszymi kandydatami byli ludzie z powierzchni. Mogłoby się wydawać, iż nikt nie był zainteresowany, chociażby z czystej niechęci do Undergroundu, lecz właśnie ciekawość świata sprawiła, iż ludzie chcieli wziąć udział w tym przedsięwzięciu, w tym właśnie ja. Oczywiście czwórka moich przyjaciół odradzała mi ten pomysł, ale głód przygód był większy. Wyruszyłem w podróż, która uratowała mi życie i dała możliwość zobaczenia niesamowitych rzeczy, ale o tym potem. Teraz skupię się na najważniejszym punkcie tej przygody, ale miej na uwadze, iż od tej pory nie byłem świadkiem zaistniałych wydarzeń, co wcale nie umniejsza dokonaniom powyższej czwórki. Aby wszystko było dla ciebie bardziej barwne, wcielę się w rolę obserwatora.

***

- Autumnusie, Autumnusie! – wydobył się głos z oddali. W stronę Autumnusa biegła niska dziewczyna, cała zadyszana, jej długie brązowe włosy rozwiewały się na lewo, to na prawo, a pot sprawił, iż grzywka przykleiła się do czoła.
- Ver, co się dzieje? – zapytał wysoki, brązowooki osobnik. Minę jak zwykle miał ponurą i ospałą. Krótkie, rozczochrane, czarne włosy pokryte brudem i pyłem mówiły o jego wyczerpaniu.
- Autumnusie, szyb kochodź zob aczcoś ię stao! – wybełkotała piskliwym głosem.
- Powooooooli, po-wo-li! Nie rozumiem kompletnie co do mnie mówisz, ej? Jeszcze raz, o co chodzi?
Dziewczynka wskazała palcem na północny wschód i powiedziała:
- Tam! Hiems! Szybko! – i zanim Autumnus zdołał cokolwiek odpowiedzieć Ver już biegła w tamtą stronę.
- Co za vexio... Chyba nie mam wyjścia, ej? – zaciągnął końcówkę, wzdychnął, położył próbówkę na blat i zrezygnowany pobiegł.
Biegli tak chwilę przez zaśmiecone uliczki, słońce dawało się we znaki, z każdą przebiegniętą chwilą Autumnus coraz bardziej się męczył. Ludzie patrzyli na nich z zaciekawieniem, a po chwili wracali do swoich zajęć, czyli głównie uprawiania warzyw i roślin potrzebnych do przeżycia, co nie było łatwe, gdyż zanieczyszczenia sprawę utrudniały.
Dotarli do zaciemnionego placu, otaczanym przez stare, nieużywane już budynki, niegdyś należące do koncernu Med-Tech, badającego choroby biotechnologiczne.
Pod ścianą siedział Hiems, nawet nie zareagował na przybycie kompanów, oczy miał zamknięte. Koło niego stała Aestas, wyglądała na zmartwioną, na wargach można było zauważyć liczne zaczerwienienia, co najprawdopodobniej oznaczało, iż intensywnie je obgryzała.
- Dobrze, że w końcu jesteście, już myślałam, że Ver jak zwykle się zagubiła – powiedziała nieco ironicznym głosem blond kobieta.
- Nieprawda! Ja się nigdy nie gubię – oburzyła się Ver i tupnęła nóżką.
- Co się dzieje, ej? Jestem w środku ważnych badań nad roślinami, nie mogliście z tym poczekać?
- Autumnusie, nie bądź samolubny! Sprawa dotyczy jednego z nas, nie sądzisz, ze odrobina szacunku się należy? – Aestas podniosła głos i przeszyła wzrokiem Autumnusa.
- Ech... Skoro tak mówisz, ej? – wzruszył ramionami, i pozwolił reszcie kontynuować.
- Hi ems, pok ażmu – zająknęła się dziewczynka.
Stali przez chwilę czekając niecierpliwie na reakcję Hiemsa, ale ten nie dawał oznak życia. Gdy jedno z nich miało się już odezwać, białowłosy podniósł powieki i wprawił w zdziwienie Autumnusa. Dziewczyny miały okazję zapoznać się z tym obrazem już wcześniej, lecz ponowne spotkanie się z tym fenomenem przyprawił je o dreszcze.
- Ej? Co to jest? – spojrzał na prawe oko Hiemsa, był kompletnie zdezorientowany. W miejscu, gdzie niegdyś było normalne, niebieskie oko, pokrywała czarna substancja ze złotą źrenicą pośrodku. Drugie oko wydawało się normalne.
- Dlaczego nic nie mówicie, ej? Co mu się stało? Czy to sprawka tych technomaniaków z podziemia? – na samą myśl o nich przeszywała go nienawiść. Znużony Hiems nie mogący pojąć fascynacji na temat jego osoby zamknął oczy i oddał się rozkoszy ciszy, a przynajmniej próbował.
- Autumnusie, uspokój się proszę, wiemy na ten temat dokładnie tyle co i ty, czyli zero. Hiems twierdzi, że nie zauważył niczego niepokojącego, dopiero Ver spostrzegła to – przerwała i przełknęła ślinę – dziwactwo. Wiesz jaki jest, nie powie ci, co dokładnie robił przez cały dzień. Mówi, że siedział i rozmyślał, nic więcej od niego nie wyciągnęłyśmy, więc posłałam po ciebie.
- Um-um! – przytaknęła Ver.
- Z nas wszystkich zawsze byłeś najbardziej inteligentny, jeśli chodzi o rzeczy biologiczne, zatem miałyśmy nadzieję, że może uda ci się go zbadać.
Podszedł nieśmiałym krokiem do Hiemsa, a mijając Aestas spojrzał w jej ciepłe oczy, które teraz okazywały zmartwienie, nie chciał wypaść na gbura, nie mógł pozwolić na kryzys w grupie.
- No to teraz otwieramy oczęta śpiąca królowo – żart ten najwyraźniej wcale nie przypadł do gustu Hiemsowi, który nie zareagował. Autumnus nie miał cierpliwości, obniżył głos i powiedział coś szeptem do jego ucha, dziewczyny nie zrozumiały o co chodziło, ale najwyraźniej pomogło, gdyż ten otworzył oczy i dał się zbadać.
Autumnus poświęcił większość życia na naukę, chciał pomagać ludziom na powierzchni, musiał się poświecić, gdyż duża część wiedzy była oparta o technologię z podziemia – jego wroga.
Czarna substancja wydawała się być właściwie samym okiem, czymś nowym dla młodego naukowca. Posiadał za mało informacji, musiał poradzić się kogoś z doświadczeniem, kogoś z wnętrza planety.
- Nie ma rady, to musi być sprawka tych ćwoków tam z kanalizacji.
- Autumnusie, wyrażaj się! – poprawiła go Aestas, a jej mina pokryła się zmarszczkami niesmaku.
- No i cio teraz? – zapytała smutnym głosem Ver spoglądając z litością na opierającego ścianę towarzysza.
- Nio... no i teraz mamy bolce w odbycie, bo musimy zejść na dół, ej?
- Na dół? Nie poradzisz sobie tutaj?
- Jak niby? Przy pomocy paru próbówek, integratora cząstek i zwykłego AKC-4? Mówię wam, że maczali w tym palce undergroundowcy i nie mów, że tak nie jest, ej?
Pomysł oddalania się od domu nie podobał się Aestas, spuściła wzrok w dół i nie wiedziała co odpowiedzieć. W tym czasie Hiems wstał z miejsca, poprawił swój długi, szary płaszcz i skierował się w stronę wyjścia z placu.
- Hiemsiku, dzie idziesz? – spojrzała swoim czułym wzrokiem, lecz jedyne na co mogła liczyć, to odbicie własnej twarzy w jego licach.
- Hiems, dokąd to, ej?
- Jądro. Nie czujecie tego? – przeszył ich lodowatym wzrokiem i ruszył dalej nie czekając na ich reakcję. Po wymienieniu porozumiewawczego wzroku poszli za jego śladem.

Słońce dawało się wszystkim we znaki, unit za unitem ta sama temperatura, ten sam gorąc. Ludzie podziemia mogli liczyć na klimatyzację, gdzie tutaj trzeba było się chłodzić za pomocą siły woli. Wszechobecny piasek pod nogami tylko pogarszał sprawę.
Próbowali zadawać kolejne pytania Hiemsowi, lecz bezskutecznie, jego natura jak zwykle mu na to nie pozwalała. Szli tak paręnaście unitów, mijając budynki-baterie, które pobierały energię i wysyłały do podziemnej metropolii, jak i również w mniejszych ilościach była używana przez tych z powierzchni, ale tylko dzięki włamaniu się do centralnego układu komunikacji i podłączeniu elektronicznych cewek doprowadzających zasilanie mieszkańcom.
Hiems zatrzymał się przy straganie z fioletowo-niebieskimi warzywami, które sprzedawał starszy mężczyzna z siwymi włosami i małą łysinką pośrodku głowy.
- Ach, to ty Hiems. Dawno nie widziałem cię w okolicach marketu. Chcesz troszkę moich pysznych, soczystych owoców? – przemówił bardzo powoli ochrypłym głosem.
- Owoce? Przecież to zwykłe warzywa jakieś są, ej? Na twoim miejscu starcze radziłbym – w tym miejscu przerwał, gdyż oślepił go cios z jakiegoś tępego narzędzia i upadł na ziemię. Po kilku unitach otrząsnął się i zobaczył, iż owy starzec trzyma metalową laskę.
- Młodzieńcze, nie wypada zwracać uwagi starszym osobom. I nie powinno się komuś wchodzić w rozmowę, ej? – starzec zaśmiał się, a Autumnus zdenerwowany wstał i prychnął z niesmakiem, nie podobało mu się przedrzeźnianie jego stylu mowy.
Aestas obserwowała całe wydarzenie z zażenowaniem, a Ver, jak to miała w zwyczaju, po prostu się uśmiechała. Hiems zignorował całe zajście, spojrzał na starca, a potem skierował wzrok w dół.
- Więc po to do mnie przychodzisz. No cóż, rzadko się zdarza, żeby ktoś przychodził do mnie z taką prośbą. Kiedy byłem młody, kilkaset tysięcy unitów temu przybył do mnie pewien – Autumnus odkaszlnął wydając ironiczne dźwięki.
- A tak tak. O czym to ja miałem? Aha, jak sobie życzysz, chodźcie zaprowadzę was, a Ty mój drogi, powinieneś to założyć, jeśli nie chcesz zwrócić na siebie uwagi mieszkańców – staruszek wręczył mu opaskę na oko. Hiems natychmiast ją założył, co wprawiło w zdumienie kompanów, którzy nie mieli pojęcia, że może być taki posłuszny.
- Dziadku, a dzie się podziały wszyskie dzieci?
- Najprawdopodobniej ty jesteś ostatnim z nich moja droga – odparł i obdarzył ją uśmiechem, a po chwili na jego twarzy pojawił się smutek.
Bezimienny starzec zaprowadził ich na zaplecze swojej starej chatki, która niczym nie przypominała nowoczesnego lokum, wręcz przeciwnie, drewniane meble, ręcznie zasuwane rolety, materac na środku pokoju, bardzo skromne wyposażenie. Na szczęście cała budowla jakoś się trzymała, choć na pierwszy rzut oka z zewnątrz wyglądała jakby zaraz miała się rozwalić.
Pokazał im mały, okrągły głaz w podłodze, który szybko otworzył, po czym uśmiechnął się sympatycznie. Ver spojrzała w dziurę, która wydała się nie mieć końca. Natychmiast odskoczyła ze strachu i schowała się za Autumnusem.
- No to żegnam i życzę miłej podróży – zaśmiał się.
- Moment! Że niby mamy tam wskoczyć? To jakaś kpina jest – oburzyła się Aestas.
- Chcecie się dostać do Jądra, prawda? To jest stary właz kanalizacyjny, a właściwie rura, która kiedyś służyła do doprowadzania jedzenie robotnikom budującym podziemie. Macie do wyboru zejść tu i teraz, albo dojść do najbliższego transportera, który znajduje się kilkaset unitów stąd i czekać na pozwolenie wejścia od samego komputera. Nie powinno wam się nic stać.
- Nie pwino... stać? Autumnusie, boję się – Ver ścisnęła mocniej strudzonego kompana.
- Nie bój się, nic nam nie będzie, skoczymy i w kilka unitów będziemy na miejscu, przyrzekam, ej? – uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie. – Aestas, gotowa? Im szybciej to załatwimy, tym lepiej. Na samą myśl o spotkaniu z nimi przechodzą mnie dreszcze.
- Gotowa, czy nie, skaczmy – jak powiedziała, tak zrobili, zaczynając od najmężniejszego z nich, czyli Hiemsa. Zrobił krok do przodu i znikł, Ver próbowała coś wykrzyczeć, ale tamten już się nie odezwał, był daleko poza ich zasięgiem. Za nim skoczył Autumnus, Aestas, a na końcu Ver, którą musiał popchnąć staruszek, bo inaczej stała by tam jeszcze z kilkadziesiąt unitów.
Przez cały zjazd miała zamknięte oczy i od czasu do czasu coś wykrzykiwała, gdy po chwili zorientowała się, że przestała się poruszać, leżała na czymś miękkim. Otworzyła oczy i ujrzała małe światełko na końcu tunelu, doczołgała się tam i ujrzała pozostałych, poczuła ulgę.
Autumnus pomógł jej wyjść z rury, a jej oczom ukazały się obrazy nie z tego świata, nie mogła uwierzyć, że pod nimi toczyło się tak rozwinięte życie. Ze sklepienia wydobywały się budynki, które sprawiały wrażenie lewitujących w powietrzu. Małe, migające światełka wydobywające się co rusz z innego miejsca, przypominały małe gwiazdeczki, o których tyle czytała. Między ogromnymi budowlami dryfowały długie maszyny, które coś transportowały, lecz ich prędkość sprawiała, iż nie wiadomo było co dokładnie. Poniżej znajdowały się oświetlone uliczki, po których nikt nie chodził, gdyby nie odgłosy pracujących maszyn i światła budynków, można by było stwierdzić, iż nikt tu nie mieszka.
- Witamy w technosyfie – powitał ironicznie Autumnus. Gwałtownie obrócił się, gdyż usłyszał krzyk Aestas, która upadła na kolana i rękami trzymała się za głowę. Jak najszybciej tylko mógł podbiegł do niej, a za nim Ver. Chwycił ją delikatnie za głowę i odsunął jej dłoń od twarzy. Spod zamkniętej powieki prawego oka wydzielał się czarny śluz, kazał je szybko otworzyć. Oko miała całe czarne, poza złotą źrenicą – tak samo jak u Hiemsa. Przeraził się na samą myśl o najgorszym.
- To cholerstwo zaczyna atakować nas wszystkich! Hiems! Hiems, do cholery, natychmiast mów co to jest, ej!
Hiems podszedł do blondynki, zdjął swoją opaskę i wręczył jej mówiąc:
- To powinno ci pomóc – po czym skierował się w przeciwny kierunek i zaczął maszerować.
- Wszystko jest w porządku, dam sobie radę, chodźmy już – wstała i założyła opaskę przeplatając ją przez głowę, po czym dała znak kompanom, iż mogą kontynuować. Autumnus próbował ją wspomóc, ale ta wyraźnie nie chciała pomocy, starała się iść o własnych siłach, gdzie z każdą chwilą ból przemijał i dawało się do niego przyzwyczaić.
Schodzili przez krętą, skalną górę, która jako jedna z niewielu obiektów znajdujących się w okolicy, nie była użytkowana przez mieszkańców, ani maszyny. Czasami udało im się dostrzec stare przewody sieciowe, czy inne technologiczne śmieci, lecz śladu życia nie było tu widać, najwyraźniej Jądro nie potrzebowało spożytkować tego miejsca.
Kilkaset unitów później udało się spokojnie zejść, Hiems dalej prowadził grupę, niczym przewodnik po ciemnych jaskiniach, a Aestas już całkiem odzyskała siły, nawet ściągnęła podarowaną opaskę. Tylko Autumnus wydawał się być zniesmaczony całą sytuacją, ale nikogo to nie dziwiło, w końcu taki już był.
Wkroczyli w pierwszą dzielnicę opustoszałej metropolii, z której wydobywały się przeróżne dźwięki, elektryczne, mechaniczne i takie, których nie mogli zidentyfikować. W dolnych partiach metropolii było dużo mniej tłoczno, gdy nad nimi co chwila przelatywały mniejsze, czy to większe bolidy, całkowicie zautomatyzowane i kontrolowane przez komputer. W blokowiskach znajdujących się pod sklepieniem było teraz wyraźniej widać światła, które były odpowiednikiem promieni UV, dzięki czemu ludzie całkowicie mogli odseparować się od słońca.
Hiems zatrzymał się na skrzyżowaniu uliczek, rozglądnął, a następnie usiadł.
- Że co, że już? – zapytała Ver.
- Rozumiem, że to jakaś przerwa ma być, tak? Nóżki bolą, ej?
- Usiądź i czekaj – odparł chłodno i nabrał głęboko powietrze wypełniając całe płuca.
- Tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Dlaczego jest taki tajemniczy? Ja rozumiem, że zawsze coś ukrywał, no ale żeby aż tak? – dziwiła się Aestas.
- Ja tam nie wiem, ej? Co poradzę na to, że z niego taki gburek? Może się zgubił i teraz zgrywa mędrca? – Ver najwyraźniej zareagowała na słowo „gburek” i parsknęła cichym śmiechem, za co zaraz została skarcona surowym wzrokiem sprzymierzeńców.
- Czemu siem tak na mnie paczycie? Traktujecie mie jak dziecko, a jestem waszom rówieśniczką!
- Nie wiek świadczy o inteligencji, lecz dusza i czyny moja droga vexio, ej? – drobna dziewczynka wystawiła język, odwróciła wzrok w przeciwną stronę i prychnęła na znak pogardy nauczaniom Autumnusa.
Dłuższy czas oczekiwania na nieznane sprawił, iż wszyscy zaczęli czuć się źle. Brak dostępu do słońca powodował, iż nanoorganizmy w ich ciele pracowały coraz mniej wydajnie, wolniej przetłaczając tlen do mózgu i innych narządów. Gdyby chociaż mieli dostęp do czyjegoś lokum, lecz w okolicy znajdowały się same zbiorniki energii, generatory i inne urządzenia, które nie były im potrzebne. Mogliby pójść dalej, poszukać jakiejś zastępczej energii, lecz Hiems był nieugięty i kazał czekać.
Męki przerwała postać zbliżająca się z naprzeciwka. Dostojna, wysoka osobowość, z długimi czarnymi włosami, ostrymi rysami twarzy wyrażającej niepojęte skupienie. Był odziany w długi, biały płaszcz z czarnymi zakończeniami, a przez środki rękawów przebiegały dwa ciemnoniebieskie przewody, które wytwarzały coś na wzór niebieskiej aury wokół postaci.
Przybysz przypominający na pierwszy rzut oka Hiemsa, przybliżał się do drużyny, spokojnym, acz zdecydowany krokiem, trzymając ręce za sobą. Zatrzymał się koło iskrzącego turbogeneratora i spoglądając na nich rzekł:
- Od razu widać, że jesteście nietutejsi. Mieszkańcy raju, jak sądzę? Choć przyznam, że inaczej was sobie wyobrażałem. I do tego ten odmieniec – w tym momencie z zaciekawieniem spojrzał na Autumnusa, który spojrzenie odwzajemnił.
- Jako jedyny nie masz mechanicznego oka – uprzedził jego pytanie.
- Mechaniczne oko? Jeśli masz na myśli dziwne, czarne oczy, to niech ci będzie. Ale czy ty kolego liczyć umiesz? Bo o ile mnie pamięć nie myli to mamy tu tylko dwoje takich oczu, ej?
Czarnowłosy przybysz skierował wzrok na Ver, a odruchowo Autumnus i Aestas poczynili to samo. Prawe oko dziewczyny nabrało takie same właściwości jak w poprzednich przypadkach, zdziwiło ich, iż wcześniej nie zauważyli żadnych symptomów, a sama Ver nie narzekała na jakikolwiek rodzaj bólu. Autumnus zacisnął zęby i pięść, teraz to była tylko kwesta unitów, zanim dziwna choroba zaatakuje i jego.
- Wyglądacie na wyczerpanych, chodźcie ze mną, zaprowadzę was w miejsce, gdzie będziecie mogli odzyskać siły.
- Przepraszam, ale jak mamy się do ciebie zwracać? – zapytała Aestas.
- Wystarczy samo Astrum.

Krętymi ulicami zaprowadził ich do małego bunkru, który niczym nie wyróżniał się pośród otaczających go budowli. Na samo podejście Astruma pojawiły się diody, które przeskanowały jego ciało i znikły otwierając okrągłe przejście do jego lokum. Po wejściu do środka uraczyło ich ciepłe światło, nie tak intensywne jak na powierzchni, ale satysfakcja płynąca z jego odczuwania była niesamowita. Nawet ponury Hiems odetchnął z ulgą.
Kwatera Astruma niczym nie przypominała technologicznej utopii, jej wnętrze było udekorowane w naturalne ozdoby – drewniane ściany, meble, wygodna skórzana prycza, a na stole stał kwiat, który przykuł uwagę Autumnusa.
- Prawdziwy?
- Oczywiście, prawdziwe piękno można uzyskać tylko poprzez naturalny dobór składników. Nawet samo Jądro nie może stworzyć cudu natury. Czysta kwintesencja wdzięku – jego słowa wzbudziły prawdziwy podziw Autumnusa, jak żył nigdy nie widział prawdziwego kwiatu. To właśnie nad tym projektem pracował, mając nadzieję stworzyć naturalną roślinkę. Niestety, bez ingerencji nanoorganizmów było to praktycznie niemożliwe, nawet gdy udało mu się cokolwiek wyhodować, latorośl umierała po kilku unitach.
- Mogę zapytać jak ci się udało tego dokonać? Właściwie to prowadzę badania na ten temat i twoja pomoc mogłaby okazać się niezbędna, ej? – liczył na pomoc, choć był trochę niepewny, gdyż jeszcze przed chwilą pogardzał jego osobowością.
- Woda jest kluczowym składnikiem. Bez niej roślina nie może przetrwać – trójka kompanów spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Woda? Przecież od kilkuset tysięcy unitów nikt o niej nie słyszał. Odkąd Jądro zaczęło funkcjonować ludzie przestali dbać o wodę, aż w końcu przez wieczne słońce całe jej pokłady wyparowały.
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć o naturze. Dlatego tak nie lubię życia pośród pustki, zazdroszczę wam, że mogliście zasmakować życia w raju – zadumał się na chwilę i kontynuował. – Ludzie stali się wypaczeni, nienawistni wobec własnego życia, co uczyniło ich uzależnionymi od sieci i zapomnieli o dawnych dobrach. Przez nich ludzie raju muszą cierpieć i nie mają dostępu do wiedzy, która niegdyś była dla wszystkich. Jak ci się pewnie dotąd wydawało woda istniała tylko na powierzchni, lecz niegdyś wiadomym było, iż była pod ziemią, w jaskiniach, podziemnych jeziorach. Po stworzeniu metropolii pokłady te zmniejszyły się, co nie oznacza, że całkowicie zniknęła.
- Jest coś co już przedtem zwróciło moją uwagę, dlaczego nazywasz nas ludźmi raju? – zapytała Aestas.
- Czy to nie oczywiste? Jesteście wolni od technologicznego bełkotu, wolni od tego, co tu wydaje się być nieuchronnym! Dlatego was szanuję i skromnym zdaniem uważam się za jednego z was, mimo iż urodziłem i wychowałem tutaj - w jego głosie pojawiła się fascynacja, a w oczach zapłonął ogień energii.
- Skoro tak bardzo ci tu źle, dlaszego nie mieczkasz na górze? – wysepleniła Ver.
- Okrutny los pozbawił mnie możliwości przebywania na zewnątrz. Ilość promieni UV sprawiłaby, że umarłbym w przeciągu kilkudziesięciu, kilkuset unitów. Bardzo ubolewam nad tym mankamentem, ale nie mogę na to nic poradzić. Jądro nie akceptuje moich potrzeb jako jednostki, więc nie mogę liczyć na wsparcie technologiczne. Zresztą wolałbym umrzeć, aniżeli mieć w sobie kawałek metalu. Ale to wszystko wkrótce się zmieni, lecz nie mówmy o tym, porozmawiajmy o tym, co was sprowadza do tak odległego zakątka, opowiedzcie skąd jesteście, jak wiedzie się życie pośród słonecznego świata.
- Jądro, wzywa nas – odparł sucho Hiems, który dotąd biernie uczestniczył w rozmowie.
- Hiems chciał powiedzieć, że szukamy odpowiedzi na pytania związane z ich – tu przerwał na chwilę – naszą chorobą. Jak dobrze zauważyłeś, mamy coś w rodzaju mechanicznego oka, lecz po bliższym zbadaniu okazuje się być całkowicie żywym ciałem. Nie muszę chyba wspominać, że dopadło nas to niedawno, ej? Może mógłbyś coś doradzić, albo wskazać kogoś, kto mógłby nam pomóc?
- Gdybym wiedział, co to za fenomen powiedziałbym wcześniej, moja wiedza nie sięga aż tak daleko.
- A inni? – wtrąciła Aestas.
- Jestem tylko ja. Inni są zbyt zajęci swoimi wirtualnymi życiami. Na pocieszenie mogę stwierdzić, że owa choroba nie wydaje się być zagrożeniem życia, co powinno was uspokoić. Pobądźcie chwilę ze mną, a być może odpowiedzi przyjdą same. Za ten czas mam dla was propozycję, chcę, abyście stali się świadkami nowej ery! Opracowałem projekt, który zmieni los wszystkich ludzi! – Astrum zaśmiał się wyrażając swoją niepohamowaną radość.
- Chcemy, chcemy! – podskakiwała Ver.
- Ty jak zwykle w gorącej wodzie kąpana, poczekaj, niech Astrum wyjaśni po kolei, o co chodzi, nie wyrywaj się tak – skarciła ją Aestas.
- Słowa nie uronią wielkości tego dzieła, chodźcie ze mną, wszystkiego się dowiecie.
- Cóż, i tak nie mamy się dokąd udać, więc czemu nie, ej?
Astrum przesunął pryczę, na której jeszcze przed momentem wszyscy siedzieli i ich oczom ukazał się kolejny właz. Wspomnienia o zjeździe z góry przyprawiły Ver o niepokój.
Autumnus pomógł go zdjąć, po czym po kolei weszli do dziury. Na szczęście po bardzo krótkim upadku uraczył ich grunt, co niezmiernie ucieszyło ich najbardziej wystraszoną towarzyszkę.
Strój Astruma rozświetlił się nieco bardziej niż dotychczas co pozwoliło na dostrzeżenie otoczenia. Znajdowali się w ciasnej jaskini, która prowadziła w dół i tylko przed siebie. Nie było zbyt stromo, ale wilgoć pod nogami sprawiała, iż ciężko było się poruszać. Dziewczyny miały skupioną minę, natomiast nie wiedzieć czemu, Autumnus był rozweselony.
- Oszczędzajcie siły, przed nami długa wędrówka – powiedziała oświecona postać maszerująca w otchłań nieznanego.

Po kilku tysiącach unitów, zmęczeni, dotarli do wyznaczonego celu, ich oczom ukazała się mała szczelina w ścianie, przez którą wyraźnie było widać metalowe pręty i kilka mniejszych kabli.
- To chwila, na którą wszyscy czekaliśmy. Zapamiętajcie sobie ten unit, gdyż od dziś czas zostanie naliczany od nowa. Nie będziecie już nigdy więcej szykanowani z powodu swojego pochodzenia i wyznawanych wartości, cieszcie się razem ze mną! – Astrum wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza mały, okrągły przedmiot, który mógłby być guzikiem, gdyby nie to, że pośrodku migało małe, żółte światełko. Wsadził je w szczelinę, a małe urządzenie wydało cichy pisk i zaczęło szybciej mrugać. Natomiast niebieskie diody płaszcza zmieniły kolor również na żółty.
- Nareszcie mogę odetchnąć z ulgą, dzieło mojego życia wreszcie się urzeczywistni. Nawet nie macie pojęcia ile kosztowało mnie wytworzenie tego wirusa.
- Wirusa? A gdzie ty go podłączyłeś, ej?
- Do Jądra
- Niemożliwe, Jądro jest odporne na tego typu ataki, nikomu nie udało się przejść przez jego warstwy ochronne – nie dowierzała Aestas.
- Pracowałem nad tym wirusem prawie całe moje życie, czyli około 43800000 unitów. Nie ma czegoś takiego jak system doskonały, prędzej, czy później zawsze znajdzie się sposób na niechcianego gościa. Błędem Jadra, jest to, iż jego struktura pozostaje niezmienna od początku jego istnienia, co pozwoliło mi na spokojne przestudiowanie jego zachowań i w rezultacie udało mi się stworzyć program, dzięki któremu kontrola komputera będzie całkowicie podporządkowana mnie.
- Cosi e teraz sta nie?
- Nie macie się czego obawiać, wróćmy do mojego miejsca, a wszystko stanie się przejrzyste.
Droga powrotna wydawała się dłuższa, a cały ten czas spędzili w milczeniu. Zastanawiali się jakie mogą być konsekwencje kontroli przez tego ekscentrycznego człowieka. „Czy rzeczywiście czeka nas lepsze życie?” – zadawali sobie to pytanie.
Po wygrzebaniu z jaskini i powrocie do przytulnego lokum zastała ich całkowita ciemność. Zdziwił ich brak światła, Autumnus był pewien, że podczas początku podróży, w jaskini za plecami widniało małe światełko z wnętrza pokoju. Astrum skupił minę, a otaczające go światło powiększyło się, na tyle, aby cały obszar był dobrze widoczny.
- Wyjdźmy przed bunkier, na pewno się niepokoją po takim czasie – odparł i skierował się do wyjścia.
- Kto taki, ej? – zdziwił się, lecz nie usłyszał odpowiedzi, gdyż tamten wyszedł przez okrągłą szczelinę w ścianie, za nim przeszła cała drużyna.
Na zewnątrz rozprzestrzeniał się huk, piski i płacz. Na ulicach metropolii sterczały rozszalałe tłumy, które teraz swoją uwagę skupiły na pięciu bohaterach stojących przy małym budynku. To głównie dzięki Astrumowi, który był na chwilę obecną jedynym źródłem światła.
- Witajcie moi mili! – rozległ się jego głos, tlumy umilkły. – Zapewne wielu z was dziwi się swoim wyglądam patrząc na sąsiada obok. Otóż rzeczywistość jest okrutna, to nie żadna bajka, tak właśnie wyglądacie. Wyłupiaste oczy, blada cera, zmarszczki na twarzy, nie przekroczyliście połowy wieku życia, a już wyglądacie jak chodząca śmierć. Ta kultura upadła, a wy jesteście jej przyczyną. Dlatego teraz spotka was surowa kara, od dziś będziecie zmuszeni żyć w brudzie i niedostatku, gdyż ja w pełni odpowiadam za poczynania Jądra! – ludzie dziwnie na niego spoglądali, nie mieli pojęcia, co odpowiedzieć. Czas spędzony w wirtualnym świecie sprawił, iż zapomnieli jak się wyrażać, jak zareagować na zaistniałą sytuację, więc patrzyli w milczeniu, jak stado bezdusznych maszyn. W końcu gdzieś z oddali dobiegł ochrypły i niepewny krzyk jednego z obywateli:
- Zero sieci! – po kilku krótkich unitach tłum zawrzał nienawiścią, kolejne bełkotliwe piski, niezrozumiały szał. A Astrum stał dumny i niewzruszony całą sytuacją, Aestas próbowała interweniować, ale nie była w stanie wykrztusić choćby jednego sensownego słowa, bo jakby miała go powstrzymać?
Po chwili znów przemówił do bezkresnego tłumu wygłodniałych technologii mieszkańców:
- Martwi mnie wasza reakcja, ale zrozumiałem swój błąd. Na nic mój cały wysiłek. Być może nie powinienem był cokolwiek robić w tym kierunku, zapomnijcie o całym tym zajściu, wracajcie do swoim kwater, podłączę was z powrotem do Jądra – odwrócił się i skierował się z powrotem do mieszkania.
- Zaraz, ale jak to, ej?!
Astrum uśmiechnął się szyderczo:
- Przepraszam za całe to zajście, wchodźcie, wszystko wyjaśnię.
Po zamknięciu włazu kontynuował rozmowę:
- Może to nie był najlepszy sposób, ale musiałem ich przez krótką chwile czymś zająć. Z resztą mimo wszystko jestem człowiekiem dobrodusznym, chciałem dać im drugą szansę, ale ich umysły są zbyt opętane, nie mają szans na odkupienie.
- Co to w takim razie oznacza? – zapytała Aestas.
- Potrzebowałem jeszcze tylko kilku unitów na to, aby przemiana dobiegła końca.
- Przemiana?
- Mutacja wirusa. Sam atak nie był skomplikowany, lecz struktura programu wystarczała tylko na przejście przez warstwy ochronne, potem wirus musiał przez jakiś czas mutować, aby zaatakować jednocześnie trzy rdzenie Jądra.
- Trzy osobowości – wtrącił Hiems.
- Dokładnie. Teraz, gdy wszyscy wrócą do swoich zajęć, podłączę ich umysły do Jądra i połączę je w jedną, nieskazitelną świadomość.
Na ten pomysł zerwał się Autumnus:
- Przecież to oznacza śmierć fizyczną każdej jednostki, to niedorzeczne!
- Czy to naprawdę ma jakieś znaczenie? Czy śmierć tak bardzo różni się czymś od stanu, w którym obecnie przebywają? Są jak ten kwiat, z tą różnicą, że nie są ani piękne, ani pożyteczne.
- To szaleństwo, nigdy nie przepadałem za undergroundowcami, ale nigdy nie życzyłem im śmierci! Nie jesteś Jądrem, żeby decydować o życiu i śmierci, ej!
- Musisz to natychmiast przerwać! – dodała Aestas.
- Smuci mnie wasze zachowanie, ale jest już za późno, proces się rozpoczął, niedługo Jądro wchłonie całą świadomość podziemia i mieszkańcy powierzchni będą mogli rozpocząć nowe życie, nie rozumiecie tego? To dla was całe moje poświęcenie, tyle lat pracy i wyrzeczeń!
- Na pewno jest tak jak mówisz, ale mimo wszystko nie możemy pozwolić ci na taką masakrę, ej? – kiwnął głową w stronę Hiemsa, a ten natychmiast prawą ręką objął szyję Astruma, dusząc go. Jego schorowane ciało nie pozwoliło na wyswobodzenie się z ręki siłacza, więc po chwili zemdlał.
- Minie jakiś czas zanim jego nanoorganizmy wznowią działanie, co robimy? Hiems? Cały czas nalegałeś, abyśmy poszli do Jądra. Musisz coś wiedzieć, teraz jest najlepsza pora na wyjaśnienia, ej?
- Musimy wrócić do miejsca, w którym umieścił wirusa – odparł białowłosy kompan, po czym bez zastanowienia ruszyli do miejsca przez niego wskazanego.
Gdy znaleźli się przy szczelinie, która otwierała dostęp do przewodów Jądra, Hiems kontynuował:
- Astrum nie miał racji. Jego umysł był zbyt ograniczony, aby dostrzec fakt, iż Jądro cały czas poszerzało swoje możliwości, swoją barierę ochronną. Komputer nie może być odpowiedzialnym za wybór ludzkiego losu, jego zadaniem jest bronić ludzkość w taki, czy inny sposób. Kolejne warstwy obronne powstawały w nadziei, iż kiedy nastąpi chwila taka jak dziś, uda się ochronić ludzi.
- Więc czym som te wastwy ochronne? – zapytała posmutniała Ver, trzęsąca się od ciężkości doświadczonych wydarzeń.
- Nie dostrzegacie tego? To my jesteśmy tą warstwą. Nasze oczy są kluczem do zwycięstwa. Zostaliśmy zaprojektowani tak, aby w czasie kryzysu wspomóc ludzkość. Autumnusie, czy naprawdę nie czujesz jak woła cię Jądro? Nie czujesz więzi, która nas łączy?
- Nie wiem co powiedzieć. Jestem zmieszany, to co mówisz wydaje się być nie do pomyślenia.
- Ja to czuje, um-um! – przytaknęłą Ver.
- Musicie teraz wybrać, czy chcecie iść wyznaczoną ścieżką i pomóc ludzkości, czy też odejdziecie i będziecie żyć w przekonaniu, iż odwróciliście się od potrzebujących.
- Nie odwrócę się od nich – dumnie powiedziała Aestas, a mała rączka Ver chwyciła jej dłoń.
- Co za ironia, ej? Muszę pomagać tym, do których czuję taką nieopisaną niechęć. Nie wiem, czy chcę im pomóc, ale nie odwrócę się od najbliższych, jestem z wami, powiedz tylko co mam robić.
- Róbcie to co ja i zdajcie się na intuicję, a Jądro wam odpowie – chwycił jedną ręką za Autumnusa, a drugą za Aestas, po czym reszta postąpiła podobnie tworząc krąg. Zamknęłi oczy i skupili swoje myśli na komputerze. Autumnus odpłynął wspomnieniami w czas dzieciństwa, gdzie przeżył tyle ciekawych chwil ze swoimi przyjaciółmi, ze swoją rodziną i zdał sobie sprawę jaki był dla nich uciążliwy. Teraz przyszedł czas na wydobycie z siebie jak najwięcej. Poczuł jak spod jego zamkniętej powieki wydobywa się czarny śluz, transformacja dobiegła końca. Zdawało mu się, iż słyszy błogi głos trzech różnych postaci, które wołają jego imię, dał się ponieść nieznanemu i oddał całą wolę.
Czwórka bohaterów rozświetliła się na cztery różne barwy, Ver na zielony, Aestas na żółty, Autumnus na ciemnobrązowy, a Hiems biały. Światła zaczęły wirować wokół nich tworząc kolorową tęczę, a ich ciała z unita na unit łączyły się w jedno, tak aby po chwili całkowicie zniknąć, a ślad po nich nie pozostał.

***

Jestem pewien, że czytając całą historię na twojej twarzy pojawił się grymas niezrozumienia, dezaprobaty i jest to całkiem naturalna reakcja. Muszę wyjaśnić ci kilka spraw.
Nie wiem, czy zdążyłeś zauważyć, ale przedstawieni bohaterowie żyli na plecenie, którą ty dziś nazywasz Ziemią. Nasza planeta istnieje dużo dłużej niż dotąd uważałeś, a powyższe wydarzenia miały miejsce wiele, wiele lat temu. Sam do końca nie jestem pewien kim dokładnie byli moi przyjaciele. Czy byli maszynami? Sztucznymi ludźmi? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.
Moja misja, która w rezultacie okazała się porażką, zakończyła się niedługo po asymilacji Ver, Aestas, Hiems i Autumnusa z Jądrem. Udało im się uratować podziemną społeczność, lecz szkody wyrządzone przez Astruma były zbyt duże, przez co ludzie stracili rozum. Ich świadomość została całkowicie zresetowana, co doprowadziło do cofnięcia rozwoju większości cywilizacji. Ludzie z powierzchni musieli interweniować i wspomóc upośledzonych mieszkańców podziemia.
Po paru ziemskich latach ludzie, którzy posiadali wiedzę, zaczęli umierać, a wraz z nimi całe dziedzictwo kulturowe, które mogli przekazać. Ludzkość raz jeszcze musiała zmierzyć się z ewolucją, a pośrodku tego wszystkiego byłem ja, strudzony podróżnik. Jak już wspomniałem, moja międzygwiezdna podróż skończyła się klęską, kiedy to razem z moją załogą staraliśmy się zbadać słońce w okolicy galaktyki znanej dziś jako M63, a gwiazda zaczęła produkować dziwne promienie, które wszystkich oprócz mnie, uśmierciło. Po powrocie na ojczystą planetę zapoznałem się z zaistniałą sytuacją i starałem pomóc jak tylko mogłem. Po wielu, wielu latach zorientowałem się, iż ludzie w okół mnie zaczęli umierać, a ja pozostawałem taki sam. Czy to przez dziwne promieniowanie, czy też przez inny czynnik nie mogłem umrzeć. Widziałem upadek ludzkości i jej narodziny, rzecz piękna, a zarazem straszna. Z początku było trudno uczyć mi się nowych języków, zachowań, kultur, ale z czasem się przyzwyczaiłem i starałem przezywać wiedzę innym. Kilkadziesiąt lat temu postanowiłem przerwać swoją działalność, gdyż ludzkość znów stanęła nad przepaścią zagłady, kolejne walki o ziemie, wojny, przeganianie się w osiągnięciach technologicznych. Ciężko znów jest na to patrzeć. Piszę to wszystko, gdyż chciałbym abyś zastanowił się nad kilkoma rzeczami.
Moi przyjaciele poświęcili swoje życia, aby połączyć się z Jądrem i czuwać nad ludzkim losem. Następstwem tych wydarzeń są pory roku, Ver – wiosna, Aestas – lato, Autumnus – jesień i Hiems – zima. Każda pora miała przypominać ludziom o trudach związanych z życiem, przemijaniem jak i nadzieją, który niesie każdy kolejny dzień. Teraz popatrz na to co dzieje się na świecie, nie widzisz, że równowaga Jądra znów została zachwiana? Pory roku są niestabilne, już nic nie jest takie jak kiedyś, ludzkość znów kieruje się ku samozagładzie, dążenie do unowocześnień technicznych, wirtualny świat, wszechobecna sieć komunikacyjna. Nie wiem ile jeszcze dane jest mi żyć, ale chciałbym, abyś zastanowił się nad swoim losem, bo gdy nadejdzie czas, czy znów pojawi się grupka bohaterów gotowych poświecić własne życie?

Podpis: 

Karol Listopad 2009
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Topielec Sen o Ważnym Dniu Dwa dni z życia wariata.
- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 15
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 11
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.