http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We listopadzie nagrodą jest książka
Gra anioła
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
598
użytkowników.

Gości:
598
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 67356

67356

Zadyma na Elfickim Dworze rozdział I cz.I

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-02-28

Typ
P
-powieść
Kategoria
Fantasy/Romans/Komedia
Rozmiar
17 kb
Czytane
10102
Głosy
12
Ocena
4.71

Zmiany
15-09-05

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: brudnopis Podpis: Agnieszka Parzych
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
To wcale nie jest tak, że pracując w czasopiśmie "Wąpierz" jesteśmy przygotowani emocjonalnie na to, że pewnego dnia z pralki zaczną wychodzić do nas stworzenia o pociągającej fizjonomii. Powieść pisana lekko w stylu Bridget Jones

Opublikowany w:

-

Zadyma na Elfickim Dworze rozdział I cz.I

Otworzyłam drzwi przywołując na usta sztuczny uśmiech.Wiedziałam, kto za nimi stał, dlatego nie starałam się nawet wyglądać sympatycznie. Facet z banalnymi czerwonymi różami wlazł z buciorami do mojego życia, zabierając mi to, co najważniejsze: przyjaciółkę i prywatność. Dzisiaj okazało się także, że również dom.
- A kłopoty zstąpiły na ziemię- gestem zaprosiłam go do środka.
- I zamieszkały między wami.
Wcisnął mi w ręce bukiet, chcąc rozebrać się z zimowej kurtki.
- Dla mnie?
- Może jedna.
Prychnęłam, mierząc go od tyłu wzrokiem. Trzeba przyznać, że jednym z powodów, dla których nie mogłam go ścierpieć był tupet. Niezły wygląd też, po dłuższym zastanowieniu. Odwrócił się i wyrwał mi kwiatki.
- Wstawię je do wody. Mogłabyś wnieść do domu moje walizki? Śnieg pada.
- Jasne, stary. Kobiety są po to, żeby dźwigać ciężary.
Zamaszystym ruchem sięgnęłam po klamkę, jakbym miała ochotę jej przyłożyć. Tak po prawdzie to miałam.
- Dzięki Saruś, jesteś wielka.
- Czy to jakieś nawiązanie do mojej wagi?
Wciągnęłam do środka dwie walizki i sięgnęłam po torbę. Zachichotał, tłukąc w kuchni garami.
- Nie, skąd. Znasz mnie, wiesz że nie stać mnie na takie subtelności.
Rzuciłam worek na podłogę. Huk tłuczonego szkła wywabił go z kuchni. Spojrzał na mnie przerażony i szepnął cicho.
-To moja praca semestralna! Porcelana myśliwska! Malowałem ją trzy miesiące!
- Co za debil włożyłby porcelanę do torby i nie powiedział że trzeba uważać. Upuściłam, przepraszam.
Rzeczywiście zrobiło mi się głupio. Praca trzech miesięcy, wiedziałam, co z tego wyniknie. Jacek poskarży się Hani i zbiorę opieprz.
- Nie da się jej jakoś skleić?
Delikatnie, jakby przewijał niemowlę położył torbę na ławie.
- Nie waż się tego tknąć, Saro. Sam nawet tam nie zajrzę. Nie chce zepsuć sobie nastroju przed kolacją z Hanią. A właściwie, gdzie ona jest?
Lekko przerażało mnie jego podejście do pracy i nauki, wydawało się, że jest to coś, czego nie chce mu się łapać, nawet kiedy samo wciska się do dłoni. Gdybym ja miała jakikolwiek talent (a co dopiero taki jak jego) już dawno grzałabym się w świetle jupiterów.
- Maluje się. Teraz pewnie będzie robić to codziennie, we wspólnej łazience, żeby ci się podobać.
Opadłam na fotel, cały czas patrząc na torbę. Rzeczywiście - teraz widziałam, że jest dużo bardziej spłaszczona niż przedtem.
- Gdybym wiedziała, że się wprowadzasz, zrobiłabym jej naturalne zdjęcie, zaraz po przebudzeniu, kiedy ma włosy jak stara miotła. Może wtedy zrezygnowałbyś z patrzenia na nią tak codziennie.
- Ha! Zazdrościsz jej, że wygląda jak stara miotła tylko rano.
Zaśmiałam się głośno. Zdawałam sobie sprawę, że mam w sobie tyle seksapilu, co mój nadpobudliwy zwierzak.
- A jak tam twój mężczyzna?
- Siedzi w klatce i śmierdzi.
- Nie pytam o szczura, tylko o Marka. Dom jest duży, czemu się do nas nie wprowadzi?
Wykrzesałam z siebie najbardziej palące spojrzenie, po czym wbiłam je w niego. Chciałam, żeby za tak durny pomysł spalił się żywcem. Właśnie teraz uświadomiłam sobie, że chłopak ma szare oczy. Dziwne. A jakie ma Marek?
Ze schodów zeskoczyła Hania - zawsze zazdrościłam jej tego wdzięku i uroku. Nawet ze złamaną nogą, bez zębów i za sześćdziesiąt lat na pewno będzie w stanie poruszać się i śmiać w ten charakterystyczny sposób. Miała na sobie kupioną tego dnia, białą sukienkę. Przez chwilę wyglądała w niej jak Marilyn Monroe. Obróciła się z wdziękiem, po czym spytała szeptem.
- Jak wyglądam?
- Bosko- krzyknęłam z zachwytu. Gdy tylko ją widziałam, od razu chciało mi się śmiać. Przestawałam być nawet cyniczna. Uśmiechnęła się serdecznie, tym swoim uroczym gestem chowając dłonie za plecy. Spojrzałam na Jacka- siedział obok mnie, gapił się na nią i słowa nie mógł powiedzieć. Ach, ta miłość. Że też mnie się nie zdarzają takie rzeczy. Kolor oczu Marka... cholera... jeżeli się nie dowiem, nie będę mogła zasnąć. Jacek wreszcie w miarę oprzytomniał i podniósł się z fotela. Podszedł do niej i lekko uniósł do góry.
- Mam dla ciebie róże, czekają w wazonie.
Odwróciłam wzrok, aby nie przyglądać się temu całemu mizianiu.
- Ej, Hania - mruknęłam, gdy mieli wychodzić - Jakie Marek ma oczy?
- Twój Marek?- była wyraźnie zdziwiona- To nie wiesz? Zielone.
Zamknęli lekko drzwi. Zostałam sama. W sumie nie było mi z tym źle. Wstałam z fotela i poszłam po lampkę wina.


Z kuchni wróciłam jednak bez kieliszka, ale za to z tubą kleju do ceramiki, którym niedawno (bezskutecznie i bezsensownie) próbowałam przykleić odpadające od ścian płytki w łazience. Ojciec zawsze powtarza, że jak się coś popsuje, to trzeba to naprawić zanim ci za to manto spuszczą. Wprawdzie wątpię, żeby Jacek podniósł na mnie rękę, ale po raz kolejny zrobiłam na nim fatalne wrażenie. Otworzyłam torbę by ze zgrozą ujrzeć potłuczoną porcelanę zawiniętą w bokserki! Okropność, kiedy trzeba wyjąć wszystko z takiego opakowania.
Z umiarkowanym optymizmem oszacowałam rozmiar szkód, sięgając po papierosa. Chłopak naprawdę się postarał. Komplet porcelany był duży: dwie filiżanki, dwa talerzyki, cukiernica, świecznik, dzbanek na mleczko do kawy i (o zgrozo!) zegar na talerzu, z trzema małymi lisami i z fantazyjnymi krawędziami (tak przynajmniej się domyślałam), po których zostały jedynie malutkie odłamki na ciemnobłękitnym materiale. Oba talerze pękły na dwie części, cukiernica została bez ucha, świecznik na szczęście pozostał nietknięty a dzbanek stracił jedynie dzióbek. Najgorzej było z filiżankami- wyglądały teraz jak pogięte puzzle projektu niezrównoważonego wielbiciela wszelkich możliwych cięć, pęknięć i zakrzywionych paseczków. Wszystko oprócz filiżanek mogło zostać sklejone w jednej chwili i to dawało podstawy do zadowolenia. Jednak na ich widok chciałam krzyknąć "O cholera" i schować się pod fotel. Zgasiłam papierosa i podwinęłam rękawy. Zaczęłam od dzbanka. Zamierzałam pokazać, na co mnie stać, że wszystko potrafię naprawić i mam dobre chęci. Powiecie, wahania nastrojów? Może i tak, ale mam do nich prawo, może nie wyglądam, ale jestem kobietą.


Coś jest nie tak z tą porcelaną, myślałam parę godzin później, wyciskając ostatnie krople kleju. Tak naprawdę nie miałam pojęcia jak wyglądała wcześniej, ale nawet Jacek nie jest tak pochrzaniony, żeby zrobić królikowi takie wielkie ślepia... może to jakaś żałosna próba naśladownictwa Pablo Picasso, ale było w tym zbyt mało...hm... żałosnych prób? W sumie porcelana myśliwska zawsze wydawała mi się być czymś staroświeckim. Szarawy królik z nieproporcjonalnymi oczami przyglądał mi się wrednie i hardo. Nie miałam pojęcia co o tym myśleć... ja zrobiłam wszystko w porządku, nie został mi ani jeden niepotrzebny kawałek, wszystko pasowało do siebie idealnie. Królik i siedzący obok lis wprawdzie nie były jednobarwne, ale przecież zwierzęta linieją... Pukanie do drzwi- byłam pewna, że zapomnieli kluczy. Spojrzałam leniwie na zegarek- musieli się o coś pokłócić, skoro wracają już po dwóch godzinach. Kolejne natarczywe pukanie- no dobrze, wiem, że pada ale żeby aż tak? Doczłapałam się do drzwi i spojrzałam przez wizjer - od razu rozpoznałam zakapturzoną postać. Chyba wolałabym seryjnego mordercę. Otworzyłam drzwi, a stojący za nimi facet od razu wpakował mi się do środka, otrzepując się przy tym ze śniegu jak kundel.
- Brr...zimno - mruknął na powitanie, i to miało chyba wystarczyć, bo zdjął kurtkę i po zawieszeniu jej na wieszaku ruszył w stronę kanapy. Cały Marek, diabelnie nierozgarnięty facet. Trzydziestka prawie włazi mu na łeb, a on nadal jak szczeniak...
- Co tu robisz w ogóle?
W sumie moje powitania też mogłyby być lepsze. Obserwowałam, jak przygląda się porcelanie.
- Dlaczego królik z lisem zamienili się oczami?
Odchrząknęłam. A więc to tak? Nigdy nie byłam dobra w takie układanki...
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o czym mówię, więc postanowiłam trochę go naprowadzić.
- Dziś środa, spotykamy się w soboty.
- Mam wyjść?
Widząc moją minę rozłożył się wygodnie na kanapie.
- Słuchaj Saro, wiesz jak się ciebie boje, więc jak tylko zebrałem się, żeby ci o tym powiedzieć, to nie myślałem nawet, żeby czekać do soboty.
Taka zapowiedź zbliżającej się rozmowy mogła przerazić nawet mnie. Przeraziła. Klapnęłam obok swojego weekendowego chłopaka, (co z niewiadomych przyczyn trwało od sześciu lat, a zaczęło się na studniówce. Trochę byłam wstawiona, a potem jakoś nie chciało mi się z tego wykręcać) i zaczęłam wpatrywać się w jego oczy. Uśmiechnęłam się mimowolnie, ciesząc się z odkrycia, że rzeczywiście są zielone.
- Słuchaj Saro... ja się noszę z tym już od dłuższego czasu... powiem wprost- nasz związek zupełnie się nie rozwija.
Na samą myśl o rozwijaniu jakiegokolwiek związku zrobiło mi się duszno.
- Ja mam już dwadzieścia dziewięć lat, muszę zrobić coś ze swoim życiem, zawsze chciałem mieć dzieci i normalny dom, przecież wiesz.
Cudownie, powiedział "dzieci" i już będę miała koszmary...
- Ale co tu rozwijać Mareczku...
Wzięłam go delikatnie za rękę.
- Nie jest dobrze jak jest?- dostroiłam ton głosu i dopasowałam wyraz twarzy numer sześć (słodka Sara, używany rzadko, w pioruńsko trudnych sytuacjach).
- Nie Saro, nie rób tego, to i tak dla mnie trudne.
Wstał szybko, cofając się kilka kroków.
- Kupiłem nawet pierścionek.
Sięgnął do kieszeni i wyjął małe, różowe pudełeczko. Zamarłam.
- Ja, ja się żenię na Boga!
Prawie wykrzyczał ostatnie słowa, po czym spojrzał na mnie wzrokiem numer dziesięć (wszystko skończone). Wiecie, może trudno w to teraz uwierzyć, ale poczułam... ulgę. Po tych minutach ogromnego strachu wywołanego słowami takimi jak "związek" czy "dzieci" zerwanie było jak całowanie Roya. Ponownie odchrząknęłam, złapałam go za rękę i posadziłam obok siebie. Marek był bardzo szczupły, a przy tym tak wystraszony, że łatwo było nim sterować.
- Od kiedy się znacie?
- Rok już minie niedługo... znaczy w sylwestra, bo to się w sylwestra poznaliśmy.
- A, tak, pamiętam, tego co mi się iść nie chciało, bo do 23.59 miałam oddać recenzje?
- Tak, wtedy.
Nadal kurczowo ściskał pudełeczko w dłoniach.
- Lubi różowy?
Popatrzył na mnie przez chwilę. Pewnie myślał, że jestem strasznie dobrą aktorką, skoro udaje mi się normalnie rozmawiać, bez wybuchu płaczu.
- I to jak.
Uśmiechnął się wesoło. Coś ścisnęło mnie za żołądek. Uśmiecha się jak Jacek, kiedy myśli o Hani.
- Słuchaj Saro... to... między nami... już nie działa, prawda? Ta chemia i w ogóle.
- Ależ nie - zaśmiałam się szczerze- Gdyby działała, nie pytałabym, dlaczego przyszedłeś...
- Idę do niej, wiesz, oświadczyć się. Chciałem to zakończyć, między nami, rozumiesz...
- Ta, pewnie... a kwiaty masz?
Pytanie wyraźnie zbiło go z tropu.
- Jasna cholera!- krzyknął, uderzając dłońmi w uda - Wiedziałem, że za bardzo się śpieszę...wiesz ta cała ciąża...
- Ciąża?
- Tak... wczoraj się dowiedziałem, znaczy domyśliłem, bo już widać...
Zakreślił przed sobą znak zaokrąglonego brzuszka. Wesołe iskierki w oczach. O kurde, zabujany na amen...
- Czekaj, głuptasie. Sara pomaga w największych opałach.
Bez dłuższego namysłu pomaszerowałam do kuchni, żeby wrócić z niej z różami Hani.
- Wiesz Saruś, ona jest zupełnie jak Hania. Cały czas uśmiechnięta, radosna... jak ty kiedy miałaś osiemnaście lat. Pamiętasz?
Pewnie że pamiętam... W końcu nie było to tak dawno temu!
- Leć do niej dryblasie - powiedziałam na pożegnanie - A jutro w pracy zdasz mi relację...
- Saro. Jesteś najlepszym kumplem pod słońcem...
- Ale tylko kumplem.
- Właśnie.
Otworzyłam mu drzwi i obserwowałam jak w furtce mija się z Hanią i Jackiem.
Powitałam ich zmarzniętych w wejściu.
- Czy to były moje róże?- pytanie Hani wywołało u mnie szeroki uśmiech.
- Tak.
- Dałaś mu je?
- Nie jemu, tylko jego narzeczonej. Zaraz wszystko wam opowiem.

***

Praca jest jak pobyt w kiblu. Każda sekunda przedłuża się w nieskończoność, niektóre sprawy w niej śmierdzą, niektóre nudzą, bywa czasami bolesna albo krępująca. Zwłaszcza, jeżeli ktoś się koło ciebie kręci. Byłam właśnie w trakcie czytania Gwiezdnych Wojen, gdy na horyzoncie zjawił się szef. Nie zdążyłam zminimalizować Worda, więc zobaczył czym się zajmuję.
- Panno Sanok, z tego co wiem ma pani pisać recenzję "Miłości w przestworzach", a nie "Opowieści z pałacu Jabby".
- O ile moje życie byłoby wtedy piękniejsze... szefie, napisałam recenzję horroru Kinga, świetną, musi pan przyznać. Ale wypociny starej, niedopieszczonej panny marzącej o tym by kolejny raz stać się nastolatką to więcej niż mogę znieść. Błagam, mogę napisać recenzje wszystkich części Star Warsów, na jutro, a przysięgam jest ich ponad setka, ale niech mnie pan nie zmusza, żebym czytała te bzdety. Czy Czesiek by nie mógł?
Z nadzieją spojrzałam na siedzącego po drugiej stronie, siwego mężczyznę w okularach.
- Czesiek właśnie pisze recenzję "Zarysu Historii SF".
- Ma jedną książkę? A ja miałam dziesięć!
Szef pokazał mi biurko Cześka, a ja na chwilę zamarłam.
- Tamta sterta...to...
- Ta książka.
Pokiwałam lekko głową. Rzeczywiście, mój współpracownik wyglądał, jakby nie spał od tygodni. Przekartkował tom leżący przed nim, sprawdził na ostatniej stronie ile jeszcze zostało, po czym zachichotał nerwowo. Szef odszedł, a ja włączyłam program i rozsiadłam się wygodniej, (jeżeli można na tak małym, obrotowym krześle). Co prawda przeczytałam jedną trzecią książki, ale dobry polonista bez skrupułów potrafi napisać recenzję i bez czytania powieści. Po kilku minutach miałam już całkiem dobry kawałek, chociaż prawdziwą satysfakcję przyniósł mi dopiero koniec. "Podsumowując wydanie na tę powieść 25,89 zł jest tak samo opłacalne, jak kupno bezalkoholowej wódki. Pokrętne sformułowania, wpychanie we wszystko żałosnych ideologii i morałów a przede wszystkim kręcenie narracją (jakby autorka nie mogła się zdecydować, czy będzie pisać w pierwszej, czy trzeciej osobie) przypomina raczej wspomnienia pijaczka. Tak czy siak, jeżeli pragniemy odnaleźć w tej pozycji chociaż trochę dobrego romansu lub fantasy należy doszukiwać się go z lupą. Albo mikroskopem najlepiej, ponieważ gołym okiem go nie widać. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że takim podsumowaniem zapewnię tej pani niejednego zagorzałego fana powiem wprost- autorka jest niczym grzybica na stopach literatury i nie ma nam nic do zaoferowania z wyjątkiem tego, co jej tam w duszy gra." Coś przysiadło na krześle obok mojego biurka. Klapnęło głośno i złapało mnie za rękę. To był Marek.
- Nie uwierzysz.
Zawsze, gdy to mówi ma na myśli coś tak nudnego jak poranne wiadomości i przewidywalne jak orędzie prezydenta. Spojrzałam na jego uśmiechniętą gębę i wiedziałam, że musiało stać się coś cudownego.
- Dostałem awans! Awansowali mnie, skoczyłem na wyższy stopień drabiny...
- Czekaj, czekaj.
Zabrałam swoją dłoń, aby ułożyć ją na myszce.
- Ty dostałeś awans, paskudny złodzieju moich prac? Zwykła, nędzna betoniarko, korektorze złamany? Ty?!
Aż wstałam z oburzenia, robiąc niezłe widowisko.
- Ja sobie flaki wypruwam, zostałam sama, solo, z nędzną pensją, a ty gzisz się ze swoją narzeczoną, żeby potem dostać awans?! Zaczerpnęłam powietrza. W życiu nie podejrzewałabym, że potrafię powiedzieć tak dużo na jednym wydechu.
- Ty nędzny kamyku w bucie tego czasopisma!
Ktoś położył mi rękę na ramieniu. Tym kimś był szef. Patrzył na mnie uśmiechnięty, iskierki rozbawienia tańczyły mu w tych małych, świńskich oczkach.
- Sanok, nie mam możliwości przydzielenia awansu w dziale recenzji. Usiądź, jesteśmy poważnym czasopismem, a nie cyrkiem na kółkach.
- Poważnym czasopismem?
Jakaś malutka część mnie, reprezentująca czynsz za styczeń krzyczała, aby uszczelnić paszczę. Moje usta nie dałyby się jednak zamknąć nawet kluczem hydraulicznym.
- Poważne czasopismo, nazywające się Wąpierz, ściągające informacje z Wikipedii, którego nakład nawet za milion lat nie będzie wynosił dwudziestu tysięcy egzemplarzy? A poza tym szefie, nie Sanok! Sanok to miasto powiatowe. Czy ja wyglądam na czterdziesto-dwu tysięczny tłum?!
Na widok jego drgających warg, świadczących o tym, że zaraz wybuchnie śmiechem poczerwieniałam jak flaga sowiecka.
- Sanok - powtórzył szef złośliwie, mrużąc paciorkowate ślepia - masz szczęście, że są popaprańcy, którzy kupują naszą gazetkę tylko po to, żeby przeczytać jak obsmarowujesz gównem wszystkich autorów po kolei. Jak to się czasem mawia, kto sam nie umie ocenia innych.
Aż zapowietrzyłam się ze złości. Już miałam mu powiedzieć, że czytają nas ci, którzy są za głupi na wszystko inne, ale w porę ugryzłam się w język. W końcu dzisiaj przyszedł rachunek za prąd. Szef ominął mnie i zaczął czytać moje wypociny na temat "Miłości w przestworzach", po czym uśmiechnął się lekko i mruknął.
- Taa, chce to mieć za kwadrans na biurku. Zrób coś ze sobą SANOK, najlepiej napij się melisy.
Opadłam na krzesło, patrząc jak szef idzie w stronę swojego gabinetu, rechocząc jak głupi. Tak, znowu zrobiłam z siebie kretynkę. Spojrzałam na siedzącego przy biurku Marka.
- Spadaj betoniaro.




Proszę o wyrozumiałość - powieść napisana pomiędzy drugą a trzecią klasą gimnazjum. Następne części dostępne.
Wszystkich czytelników chcących podzielić się swoją opinią, a nie posiadających konta na opowiadaniach.pl zapraszam na: https://www.facebook.com/brudnopiss
Bardzo proszę o opinie i komentarze.
brudnopis93@gmail.com

Podpis: 

Agnieszka Parzych 2007-2008
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.