http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
205

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
F. Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
262
użytkowników.

Gości:
262
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

Książki - wybierz na Ceneo.pl

POZYCJA: 67374

67374

Autostopowiczka

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-03-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Przygoda/Wakacje/-
Rozmiar
15 kb
Czytane
2347
Głosy
2
Ocena
4.75

Zmiany
17-08-23

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Pestka11k Podpis: Katarzyna B.
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Nie każda szalona eskapada kończy się dobrze.

Opublikowany w:

-

Autostopowiczka

No i zostałam sama.

No, może nie tak zupełnie sama, nie na zawsze. Rodzice wyjechali w delegację, brat się hajtnął z Zosieńką, a mi znów została jedynie wolna chata i pustka w sercu. Zaczynałam powoli mieć dość bezczynnego siedzenia i gapienia się w sufit, a i ciągłe strofowanie służby znużyło mnie w końcu.

Łaknęłam przygody!

Wszyscy znajomi gdzieś wyjechali. Wszyscy tylko nie ja. I to dlaczego? Z powodu bzdurnego szlabanu! Bo za późno wróciłam z imprezy! Starych niemal non stop nie ma w domu i jeszcze mają czelność dawać mi szlaban!

Miałam ich wszystkich głęboko w dupie. Postanowiłam sobie sama zrobić wakacje.

W końcu jestem już dorosła!


*


Mój sposób na niezapomnianą przygodę?

Autostop!

Marzyłam o tym, odkąd pamiętam i czułam, że właśnie teraz przyszła pora na to, aby tego spróbować. Po zdającej się nieskończenie długiej chwili wewnętrznej walki zdecydowałam się zostawić w pokoju krótki liścik odnośnie powodu mojej nieobecności. Następnie spakowałam do plecaka kilka, moim zdaniem, najpotrzebniejszych na taką wyprawę rzeczy (majtki, skarpetki, bluzę, dżinsy, trochę gotówki oraz, rzecz jasna, dokumenty i trochę żarcia w paczkach). Gdy wszystko było już gotowe, podeszłam do okna, otworzyłam je i spojrzałam w dół. A tam pionowa tafla ściany, ciągnąca się przez dwa piętra w stronę idealnie przystrzyżonego trawnika. Przełożyłam plecak na drugą stronę wąskiego parapetu i puściłam. Upadł z głuchym „puff” na ziemię. Następnie wyciągnęłam spod łóżka gruby zwój liny, przymocowałam jeden jego koniec przy metalowym haku pod jedną ze ścian (genialna robota jednego z moich dawnych kumpli z podstawówki) i wyrzuciłam linę przez okno. Mniej więcej co pół metra znajdowały się na niej grube supły, bardzo przydatne przy schodzeniu w dół. Za pierwszym razem, kilka miesięcy temu, próbowałam ześlizgnąć się na dół po samym sznurze i nie skończyło się to zbyt dobrze… To był mój pierwszy i ostatni raz bez supłów.

Oczywiście mogłam spróbować wyjść z domu głównym wejściem, ale byłam pewna, że by mi się to nie udało. Przy drzwiach siedział nasz wieloletni, cholernie upierdliwy ochroniarz, który obezwładniłby mnie w sekundę, nie pytając nawet, dokąd się wybieram.
Dlatego wybrałam okno.

Naciągnęłam na ręce rękawiczki bez palców, wlazłam na parapet i przelazłam na drugą stronę. Już po kilku minutach byłam za bramą.

Przeszłam pieszo kilka przecznic i wsiadłam w pierwszy z brzegu autobus. Przejechałam na gapę kilka przystanków. Wyglądając przez przednią szybę, obserwując uważnie drogę, wypatrywałam tego szczególnego miejsca, które będzie początkiem mojej przygody.


*

I oto szłam teraz skrajem szosy, czując we włosach lekki wietrzyk, a na plecach prażące promienie południowego słońca. Miałam nadzieję, że w brązowych bojówkach, czerwonym podkoszulku i traperkach wzbudzę zaufanie na tyle, aby znaleźć jakąś dobrą podwózkę.

Wysiadłam wcześniej na skrzyżowaniu dróg, dając sobie tym samym większą możliwość wyboru. Za plecami miałam słaby zarys miasta, które właśnie opuściłam, autobus skręcił w prawo, gdzie widać było kolejne budynki. Pozostały mi do wyboru dwie drogi - północna i zachodnia, z których każda prowadziła w nieznane. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie się obecnie znajduję, było mi więc właściwie obojętne, w którą pójdę stronę. Postanowiłam iść na zachód.

Nawet nie zauważyłam, kiedy zatrzymał się przy mnie czerwony, sportowy samochód.

- Witaj, maleńka. - Ciemnowłosy mężczyzna błysnął zębami w uśmiechu. - Dokąd się wybierasz?

- Prosto przed siebie! - odparłam ze śmiechem i wskoczyłam do jego lśniącego samochodu. Gdy ruszyliśmy z piskiem opon, rozpuściłam włosy i z przyjemnością pozwoliłam wiatrowi igrać w nich. Mój towarzysz okazał się naprawdę rewelacyjnym kompanem. I niezwykle rozmownym, a że ja również nie należałam do małomównych, znakomicie się ze sobą dogadywaliśmy. Podróż minęła nam w przyjaznej atmosferze, i trochę żałowałam, że już po pół godzinie musieliśmy się pożegnać, Makary miał jednak odebrać po drodze swoją narzeczoną i nie chciał, aby widziała go w towarzystwie innej dziewczyny. Nawet, a może i zwłaszcza, nieznajomej.

Wysadził mnie w jakimś zupełnie obcym mieście, ale nie przejmowałam się tym. Właśnie tak ma być! Kilka kolejnych kilometrów przeszłam pieszo, aż w końcu całkiem opadłam z sił. Kilka razy unosiłam w górę kciuk na widok przejeżdżających samochodów, ale żaden się nie zatrzymał, co trochę mnie zniechęciło, ale nie całkiem. Czekając na kolejną podwózkę, zjadłam lekki lunch. Okolica była bardzo piękna i spokojna. Wszędzie wokół znajdowały się pola i łąki, na których dojrzewała pszenica, a pośród niej pyszniły się czerwone maki i niebieskie chabry. W oddali dostrzegłam kilka domów, pewnie jakieś miasteczko, albo nawet większe miasto. I nagle dopadło mnie zmęczenie. Pełen żołądek, ciepło, chwila odpoczynku i byłam załatwiona. Ponownie spojrzałam na dachy w oddali. Może by tak poszukać tam noclegu?

Pokrzepiona tą myślą, stanęłam przy drodze i zapatrzyłam się w daleki horyzont. Pech chciał, że tą drogą jeździło jakoś wyjątkowo mało samochodów. Czekałam i czekałam... I w końcu... Jest!

Przyoblekłam twarz w przyjazny uśmiech i zamachałam ręką. Srebrny volkswagen zatrzymał się koło mnie niemal bezszelestnie. Podbiegłam do drzwi od strony kierowcy i ujrzałam brunetkę w dżinsach i granatowym podkoszulku. Dość niedbały strój jak na tak elegancki samochód, ale to już nie moja sprawa. Oczy kobiety skryte były za ogromnymi okularami przeciwsłonecznymi, więc nie byłam w stanie dostrzec ich koloru.

- Dzień dobry - powiedziałam przyjaźnie. - Podrzuci mnie pani do tamtego miasteczka za wzgórzem? - Wskazałam palcem czubki domów widoczne w oddali.

Nieznajoma jakby dopiero teraz ocknęła się z odrętwienia. Spojrzała na mnie, potem na moją rękę i podążyła wzrokiem we wskazanym kierunku. Mimo mocnej opalenizny, nie dało się nie zauważyć, że zbladła lekko.

- Tam? Chcesz jechać… tam? – wydukała i zanim zdążyłam się skapnąć, co zamierza, dodała gazu i ruszyła z piskiem opon. Już po kilku sekundach pozostała jedynie maleńką kropeczką na w oddali. Tupnęłam nogą ze złości. Byłam wprost niewiarygodnie zmęczona. Dopiero teraz poczułam, jakie wszystko mam obolałe. Nogi, ramiona, kark. I jeszcze w dodatku natknęłam się na jakąś przewrażliwioną babę, która uciekła stąd, jakby się paliło!
Okej, no ale spokojnie. Nie wyobrażałaś sobie chyba, Justynko, że każdy przejezdny powita cię z otwartymi ramionami?

Odetchnęłam głęboko i ruszyłam przed siebie w żółwim tempie, ale już po kilku krokach zatrzymałam się i odwróciłam na dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Zmrużyłam oczy w zachodzącym słońcu i resztkami sił machnęłam ręką. Samochód zatrzymał się łagodnie tuż obok.

Tym razem był to zwykły granatowy polonez i oba miejsca z przodu miał zajęte. Za kierownicą siedział starszy facet, cały pomarszczony, z cienką blizną na policzku i małymi oczkami skrytymi za równie malutkimi okularkami w rogowych oprawkach. Nawet nie odwrócił głowy w moją stronę, tylko zerkał na mnie z ukosa. Jakby nie chciał rozdrażnić osoby siedzącej obok.

A była to drobnej budowy i niezwykle szczupła, na oko może trzynastoletnia dziewczynka o dużych brązowych oczach i jasnych lokach. Ubrana była w długą do kolan, koronkową sukienkę i kapelusik do kompletu. W ręce ściskała kremowego pluszowego misia.
I nijak nie pasowała do tego rozsypującego się, brudnego poloneza.

Mimo niespodziewanego impulsu, który kazał mi zwiewać daleko stąd, obeszłam auto dookoła i nachyliłam się w stronę staruszka.

- Dzień dobry! - przywitałam się. - Jadą państwo może w stronę tamtego miasta? - zapytałam.

Widziałam wyraźnie, że staruszek już otwiera usta, aby coś powiedzieć, lecz uprzedziła go pasażerka.

- Wsiadaj - powiedziała władczym tonem. Przeszedł mnie dreszcz. Szybko jednak otrząsnęłam się z nieprzyjemnych odczuć. To pewnie ze zmęczenia, widzę rzeczy, których nie ma. Rozpogodziłam się, wpakowałam na tylne siedzenie starego poloneza i z ulgą zagłębiłam w zadziwiająco miękkich fotelach.


*

- Mam dla ciebie propozycję.

To były pierwsze słowa, które usłyszałam od momentu, gdy wsiadłam do auta. Pochyliłam się do przodu i spojrzałam na dziewczynkę.

- Jaką? - zapytałam.

- Przenocujesz u nas.

Wcale nie odniosłam wrażenia, jakoby miała to być propozycja. Raczej polecenie. Jechaliśmy właśnie przez dziwnie opustoszałe ulice miasteczka. Jedynie tu i ówdzie kręciły się jakieś dzieciaki, czy bezpańskie psy. Wszyscy uciekali na widok samochodu, a może mi się zdawało?

- Nie ma tu jakiegoś hotelu? Albo pensjonatu?

- Żartujesz? - Dziewczynka wyglądała na szczerze zdumioną. - Oczywiście, że jest. Ale u nas ci będzie o wiele lepiej - stwierdziła stanowczo. I uśmiechnęła się. Naprawdę szczerze. Aż trudno było mi odmówić.

- W takim razie dziękuje za zaproszenie.

*

Dziewczynka miała na imię Beatrycze i była najwyraźniej jedyną mieszkanką tego wielkiego dworu, do którego mnie przywiozła. Nie licząc oczywiście jej kierowcy, lokaja i kogo tam jeszcze w jednym. Leopold, bo tak on się nazywał, zaprowadził mnie do pokoju na piętrze, pokazał, gdzie jest łazienka oraz jak dostać się do kuchni i innych najważniejszych pomieszczeń w domu, gdybym czegoś potrzebowała, potem zostawił mnie samą. Stałam jeszcze przez chwile nasłuchując dochodzącego z oddali radosnego szczebiotu Beatrycze (tak odmiennego od jej początkowego naburmuszenia, ale w końcu nie mnie ją osądzać, prawda?), po czym rzuciłam plecak na podłogę i rozejrzałam się po pokoju.

W jednej chwili zmęczenie minęło jak ręką odjął. Najbardziej zachwyciło mnie wielkie dębowe łoże z baldachimem. Kurcze, zawsze byłam ciekawa, jak to jest leżeć na takim wypasionym łóżku! W tej chwili jednak bynajmniej nie miałam ochoty na wylegiwanie się w nim. Byłam szalenie ciekawa, czy w innych pokojach też wisi tyle wspaniałych obrazów w pozłacanych ramach i czy każdy sufit zdobią takie bajeczne, kryształowe żyrandole!

Podeszłam ostrożnie do drzwi. Wyjrzałam na korytarz i spojrzałam w lewo, potem w prawo. Pusto. Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się na prawo. Przez chwilę zrobiło mi się trochę głupio, że tak myszkuje bez pozwolenia po cudzym domu, ale... No nie byłam pewna, czy jeśli zapytałabym o pozwolenie, zostałoby mi ono dane. A było tu tule wspaniałych, starych mebli... Będę cichutko, nie ma bata, żeby komuś wpadło do głowy, że zwiedzam jego dom. Ledwo stałam na nogach, na pewno myślą sobie, że śpię w tym momencie jak zabita. Tak więc w drogę!

Doszłam do następnych drzwi, ale te okazały się zamknięte. Tak samo jak kilka następnych. Oho, a co ty sobie myślałaś? Pewnie otwierają je tylko w czasie sprzątania. O ile w ogóle w nich sprzątają... W końcu mieszkają tu tylko dwie osoby. A może więcej? Jestem tu dopiero od niespełna pół godziny, więc skąd mam wiedzieć?

Dotarłam już do końca korytarza. Znajdowały się tam schody, a ja byłam w bojowym nastroju po wcześniejszych niepowodzeniach, dlatego nie zastanawiając się, wkroczyłam na nie i już po kilku minutach stałam przed kolejnymi drzwiami. Chwyciłam za klamkę, nacisnęłam... i omal nie podskoczyłam, gdy usłyszałam kliknięcie. Obejrzałam się za siebie, ale wszędzie panowała cisza. Pchnęłam mocniej drzwi i weszłam do przestronnego, jasno oświetlonego pomieszczenia.

- O, wow... - nie mogłam powstrzymać jęku zachwytu.

- Podoba ci się?

Obróciłam się raptownie i spojrzałam na Beatrycze, która stała tuż za mną, w otwartych drzwiach. Jakim cudem znalazła się tutaj tak szybko?, przemknęło mi przez głowę, ale na widok jej uspokajającego uśmiechu, i mnie ogarnął spokój i wszelkie negatywne myśli uleciały z głowy. Patrzyłam jak wchodzi do pokoju i zamyka za sobą drzwi. Wciąż z tym swoim łagodnym uśmiechem. I nagle uświadomiłam sobie, że stoję z rozdziawioną gębą na środku pomieszczenia, i że musi to wyglądać cholernie nieelegancko.

- Ja przepraszam, ale... - i znów ta niepokojąca myśl: na schodach nie było nikogo!

- Nic nie szkodzi - powiedziała uspokajająco dziewczynka. W rękach ściskała swojego pluszowego misia, widocznie byli nierozłączni. - I tak bardzo chciałam pokazać ci moją kolekcję. Jest wspaniała, prawda?

- Tak - zgodziłam się, natychmiast zapominając o wcześniejszych obawach.

W pokoju panował przyjemny chłód. W kilku miejscach pracowały nieduże wentylatory, chłodząc rozgrzane powietrze, dochodzące z zewnątrz. Duże okna oświetlały manekiny ludzkiego wzrostu. Mnóstwo manekinów.

- Sama je stworzyłaś? - zapytałam Beatrycze.

- Oczywiście - powiedziała z wyraźną dumą. - To niezwykle fascynujące zajęcie.

- Jesteś bardzo zdolna - pochwaliłam ją. I miała zaledwie trzynaście lat! Pełna podziwu podeszłam do jednej z figur. Była to postać młodej dziewczyny o długich, sięgających niemal pasa włosach. Oczy miała zamknięte, ładnie pomalowane, usta czerwone, a policzki pokryte różem. Ubrana była w śliczną, sięgającą ziemi suknię z mnóstwem falbanek i koronek. W ręce trzymała białą parasolkę. Następna z figur przedstawiała młodego chłopaka. Był niezwykle przystojny, ubrany w białą koszulę z szerokim kołnierzem, brązowe spodnie do kolan i wysokie buty. Włosy miał ułożone w jakąś fantazyjną fryzurę. Uniosłam rękę i musnęłam lekko jego policzek. Jaki gładki. I taki jakby... Musnęłam jeszcze raz. Wosk! Te figury są z wosku!

- Masz ogromny talent – powiedziałam z zachwytem. - Dlaczego marnujesz go i trzymasz te piękne figury w tym wielkim domu, gdzie nikt nie ma do nich dostępu? To wszystko wygląda tak realistycznie, w twoich dziełach widać tyle życia, one aż kipią ukrytą energią oraz chęcią, aby pokazać je światu! - nakręciłam się.

Beatrycze nadal milczała, tylko patrzyła na mnie z tym swoim tajemniczym uśmiechem.

- Ty również jesteś niesamowita - odezwała się w końcu. - Będziesz cennym nabytkiem dla mojej kolekcji.

Roześmiałam się, ale zaraz spoważniałam, widząc że Beatrycze wcale nie jest do śmiechu. Ona chyba nie mówiła poważnie, co?

- Ty chyba... - nie zdołałam dokończyć.

Było już za późno na cokolwiek.



Tydzień później


- Kurna, ale zadupie - przeklął Dawid. Kinga spojrzała na niego spod oka.

- A czyja to wina, że tu wylądowaliśmy? - sarknęła. Po raz kolejny.

- Ludzie, przestańcie - odezwał się Robert. - To była nasza wspólna decyzja, okej? Skończcie więc z tymi kłótniami.

- Myślisz, że to takie proste? - naskoczyła na niego Kinga. - Utknęliśmy na jakimś cholernym pustkowiu, na dodatek zaczyna się ściemniać, gryzą mnie komary, obtarłam sobie kostki i jestem diabelnie głodna, bo ten palant zeżarł wszystkie kanapki!

- Należało mi się, niosłem twoje bety przez większą cześć drogi! - odkrzyknął Dawid.

- Nudni jesteście. Zobaczycie, niedługo na pewno coś się pojawi na horyzoncie - włączyła swoje trzy grosze Dominika. Podeszła do Roberta i pocałowała go w usta, ocierając się kusząco biodrami o jego krocze. - Już niedługo… - szepnęła i wróciła na swoje miejsce przy bagażach. Robert odetchnął głęboko i ze zdwojonym zapałem zaczął modlić się, aby złapali jakąś taryfę.

- Nareszcie! - krzyknęła Kinga. Wyszła na środek jezdni i zamachała rękami. Nadjeżdżający pojazd zatrzymał się bezszelestnie. Dawid poszedł do okna od strony kierowcy i uśmiechnął się czarująco do starszego faceta w kiczowatych okularach.

- Witamy serdecznie - przywitał się. - Jest już późno i szukamy jakiegoś wolnego pokoju na jedną noc. Mógłby nas pan zawieźć do najbliższego miasteczka?

- Znam odpowiednie miejsce - odezwała się dziewczynka z siedzenia obok.

Wszyscy odetchnęli z ulgą.

Podpis: 

Katarzyna B. od X do dziś (1.03.11)
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Zapach deszczu. Krzyż Noc polarna
Takie moje wspomnienia. Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Na północy Norwegii.
Sponsorowane: 21
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.