http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
210

Flow

Autor płaci:
100

  Lato w śródziemnomorskim kraju.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Franny i Zooey
J. D. Salinger
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Flow

Lato w śródziemnomorskim kraju.

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Droga w szkle

Krótki wiersz

Miłość z internetu - czytaj do części XV

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek, każdy zna tę bajkę. Zawsze jednak warto sprawdzić, czy się ją dobrze zapamiętało.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Złodziej dusz

Nie ma w tym opowiadaniu nawet jednego słowa dialogowego, mimo wszystko jednak zachęcam do czytania :) A tekst niech będzie niespodzianką.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1052
użytkowników.

Gości:
1052
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 69105

69105

Z pamiętnika dostawcy pizzy.

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-07-10

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Biografia/Opowiadania.pl
Rozmiar
10 kb
Czytane
7800
Głosy
5
Ocena
4.70

Zmiany
18-11-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: Amba Podpis: D
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Jak to na dostawach bywa...

Opublikowany w:

Z pamiętnika dostawcy pizzy.

Z pamiętnika dostawcy pizzy.

Zwolnili mnie. Mnie, najlepszego kierowcę i jednocześnie rajdowca (niespełnionego) w firmie. Po prawdzie to zwolnili wszystkich, bo firma wzięła i padła, ale nie byłoby się egoistyczną świnią gdyby myślało się o innych. Kariera pilota-oblatywacza vana marki Ford Transit wydawała się zakończona, ale szlifowane latami umiejętności przecież pozostały ze mną, w odróżnieniu od felg mego vana, również wyszlifowanych na niejednym krawężniku, które cieszą teraz syndyka.
Grzechem było by zaprzepaszczenie wszystkich tych przejechanych kilometrów, kur i czego tam po drogach się spotkało, więc kierunek poszukiwań nowej pracy był łatwy do przewidzenia.
Jak na złość team Renault na miejsce kontuzjowanego Kubicy wziął już Heidfelda, okoliczne hurtownie również nie zgłaszały zapotrzebowania na kierowcę. W dziale logistyki lokalnej gazety z ogłoszeniami oprócz ofert dla magazynierów z uprawnieniami na wózki widłowe smutno straszyły oferty pizzerii. Przez chwilę zastanawiałem się nad pośmiganiem na magazynie wózkiem widłowym, ale szybko odrzuciłem ten pomysł – wszak na gokartach zaczyna się a nie kończy rajdową karierę. Trzeba więc zmienić grupę rajdową na nieco mniejszą i porozwozić jedzenie.
75 koni mechanicznych drzemiących 1,3 silniku mojej bestii to na miasto nie w kij dmuchał. No dobra, 75 KM było tam, gdy opuszczała mury fabryki, kilkanaście lat i kilkaset kilometrów temu i od tego czasu kilku kucykom zdechło się, a kilka zwyczajnie się rozbiegło. Sytuację ratuje gaz, a właściwie już dwa gazy – jeden pedał gazu, a drugi w bagażniku zamiast koła zapasowego. No i jeszcze czasem ja na gazie, a to już trzy gazy w jednym aucie – nie ma więc innej opcji, idzie jak szatan.

Rozmowa kwalifikacyjna z miłą panią sekretarką nie trwa długo.
-Jakie posiada pan kwalifikacje?
-Jeździć umie.
-Hmm... Ma pan referencje?
-No, już żech wcześniej jeździeł.
-Yyy pana hobby?
-Jeździć lubie...
-Coś jeszcze może?
Spoglądam w dekolt pani sekretarki, wyjątkowo interesujący, nie przeznaczony jednak dla mnie i wiem, że lepiej siedzieć cicho, tak też robię. Odpowiedź na szczęście zostaje zaakceptowana, podobnie jak i moja kandydatura i tak oto zostaję kierowcą-dostawcą w pizzerii.


Przeszkolenie pierwszego dnia nie trwa długo.
-To jest torba. Zamówienia wkładasz do torby. Jest tam też taka mała karteczka, a na niej adres i cena. Adres mówi ci, gdzie masz jechać, a cena – ile wziąć od klienta. Tu jest czapka i koszulka. Czapkę wkładasz na głowę, a koszulkę – niżej.

Jestem już wyszkolonym dostawcą żarcia, nie pozostaje mi więc nic innego niż spakować skwary, które właśnie opuściły piec do torby i ruszyć w drogę. Rzut oka na kartkę – Rajtarska 26/1B... Co to kurna jest? Całe życie w moim mieście, z czego połowę na dowózkach i nie wiem, gdzie to jest. Wstyd ogromny, więc się nie przyznaję i wychodzę ze sklepu, sprawdzę na mapie w aucie. I do tego ten adres – 26/1B. Pierwszy raz takie cuda widzę, 26/1, 26B – to rozumiem, ale taki łamaniec? Nic, zobaczy się na miejscu. Wrzucam torbę na miejsce pasażera, a sam wskakuję za kierownicę i sprawdzam adres. Nic dziwnego, że nie znałem ulicy – grube peryferie, jaskółki mają rondo kilometr wcześniej, a psy to lepiej nie wiedzieć czym szczekają. Szykuje się niezła wycieczka krajoznawcza, szkoda tylko, że za paliwo płacą mi od dostawy a nie od kilometra.

Pogoda piękna, słońce i żar leje się z nieba. Auto bez klimy niestety, do tego torba z parującym mimo zamknięcia jedzeniem – po prostu tropiki. I po co komu wczasy w Grecji? Jadę sobie tak spokojnie słuchając muzyczki, aż kończy się asfalt. Widać na noc zwijają, a dziś weekend to nie rozkładają. Droga jak droga – żwir i kamienie. I dziury na pół albo i więcej koła, więc tempo wędrówki spada. Wzrasta za to zapylenie, by nie rzec po prostu – kurzy się jak diabli. Dylemat – zamknąć szyby i udusić się w środku czy zostawić opuszczone i najeść kurzu? Podnieść ich raczej się nie da, słońce zabije mnie w minutę, a od kurzu nikt chyba jeszcze nikt nie umarł. Nasza to kochana ziemia ojczysta, choć nieco zgrzytająca w zębach. Auto też będzie do umycia, a nie zrobiłem jeszcze nawet jednej dostawy...
Takie to niewesołe myśli zaprzątają mą głowę, gdy slalomem (dziury) pokonuję kolejne metry z zawrotną prędkością 10km/h (kurz), rzucając czasem okiem po okolicznych ruderach, by namierzyć numer. Oczywiście partyzanckie tradycje nie giną i mało kto chwali się numerem wymalowanym na elewacji. Po chwili konsternacji załapuję jednak – parzyste z tej, nieparzyste z tamtej, tu jest 18-tka, to 26 będzie... gdzieś tam. Podnoszę na chwilę wzrok i krzyżuję spojrzenie z kierowcą Stara toczącego się z naprzeciwka.
-Spierdalaj – wykrzykuje.
-Spierdalaj – odpowiadam, by nie być dłużnym. Ot, prowincja, lud prosty to i pozdrowienia niewyszukane.

Kolejny rzut oka uświadamia mi, że oto dotarłem do celu podróży – wymalowany wapnem na drzwiach chyba przedwojennej rudery numer świadczy, że jest to 26. Wyjaśnia się też, co to jest to 1B – z boku rudery jest mała przybudówka, a na niej duży, z "pozłacanego" plastiku napis 1B. Zresztą, co to za przybudówka, kilka desek raptem, które ktoś obrzucił gliną – i już jest otynkowane, hehe. Pozłacany, wielki numer wygląda jak z zupełnie innej bajki, ale widać nie ja jeden miałem problem, by tu trafić – i fakt, gdyby nie on wziąłbym to pomieszczenie raczej za drewutnię niż mieszkanie.
Zatrzymuję auto na poboczu – chodnik tu nie zagościł jeszcze – i wyskakuję zabierając torbę. Ale jaja, jest dzwonek! Szybko odkrywam, jak to działa – to jeden z tych bezprzewodowych, na baterie. Dzwonię więc i czekając na otwarcie drzwi rozglądam się. Kierowca mijanego wcześniej Stara zatrzymał się i wesoło do mnie macha. Macham więc też. Tylko dlaczego macha do mnie zaciśniętą pięścią? O, i jaki fajny klucz do kół ma, taki duży... Widać chce się nim pochwalić, bo macha nim teraz do mnie. Otwiera drzwi szoferki i gramoli się na zewnątrz, nie przestając machać do mnie kluczem do kół, cały czas też coś wykrzykuje, wprawdzie niezrozumiale ale przekaz jest chyba jasny. Rany, co ja mu ojca harmonią zabiłem, że się tak wkurzył? Wprawdzie gość jest dość wątłej postury i nawet z kluczem w ręce nie wygląda specjalnie groźnie, ale w końcu jestem w robocie, a w ręce mam torbę z żarciem – rzucić ją i bić się czy co?
Tymczasem otwierają się drzwi. Spoglądam. Rany, co to jest? Dwumetrowe chyba monstrum, pokryte w połowie włosami a w połowie tatuażami, do tego za samą twarz dziesięć lat ciężkich robót... Spotkasz takiego na ulicy nocą to sam portfel oddasz i podziękujesz jeszcze, że nóg z dupy nie wyrwał. Myślę sobie – niezła wtopa, zabiją i zakopią gdzieś w polu i tyle mojej kariery dostawcy. A nawet jeszcze pierwszej dostawy nie zrobiłem, szkoda, fajny chłopak ze mnie był i w ogóle... Z jednym jeszcze może bym i powalczył, ale dwóch, w tym goryl – bez szans.
Goryl rzuca okiem na mnie i na kierowcę. Z ust wyrywa mu się potok przekleństw, ale o dziwo nie w moim lecz kierowcy Stara kierunku. Sens jest mniej więcej taki:
-Stachu, odwal się od niego, on mi tu jedzenie przywozi a ty go bić chcesz, kto mi tu potem przyjedzie?
Siła argumentów (i postury) goryla wstrzymuje kierowcę, rzuca mi jeszcze kilka (niecenzuralnych) pozdrowień i odchodzi do ciężarówki.
-Ile się należy? - wyrywa mnie z letargu, w jaki popadłem w następstwie szoku.
Przypominam sobie, że na kartce mam cenę i podaję ją. Goryl rzuca mi garść monet, biorę je nie sprawdzając nawet– wszak dopiero co liczyłem się z kosztowną renowacją uzębienia, w sumie jestem więc i tak na plus.

Wsiadam do auta i odjeżdżam, zatrzymuję się jednak jakieś sto metrów dalej, powoli dochodzę do siebie po szoku i wraca racjonalne myślenie. Teraz już wiem, skąd dziwne miny drugiego kierowcy i pizzermana w sklepie – lipna dostawa, nieciekawy rejon – dajmy nowego. Szlag by ich, jeszcze się odgryzę, w końcu z niejednego pieca się chleb (i pizzę) jadło. Postanawiam jednak przeliczyć kasę. Wychodzi mi kilkadziesiąt groszy więcej niż wartość zamówienia. Wrócić i oddać gorylowi? Wizja powrotu nie działa na mnie zachęcająco, uznaję więc, że oto dostałem pierwszy napiwek.

W sumie nie jest źle, dostawa wykonana, zęby całe i napiwek dostałem – myślę sobie, gdy uwagę mą przykuwa dźwięk zatrzymującego się ciężkiego auta i monotonny dźwięk silnika.
Rech, rech, rech, rech....
Dobrze się domyślacie, to dźwięk silnika ciężarówki marki Star, nie byle jakiej zresztą, ale dobrze mi znanej. Tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej – siedzę w aucie, silnik odpalony i nic mnie tu nie trzyma, a że nie ma koło mnie goryla ani jedzenia do ułaskawienia go,ja zaś nie mam ochoty na konwersację przy pomocy kluczy do kół – wyrywam stamtąd całą mocą 75 koni mechanicznych (około). Star nie ma oczywiście żadnych szans i zostaje daleko w tyle. Jedyny minus – o ile wcześniej, gdy turlałem się 10 km/h kurzyło się bardzo – teraz jest to po prostu tuman kurzu. Plus – o ile u mnie się tylko kurzy, to Star jest za mną, hehe.

Wkrótce wracam do cywilizacji i do sklepu.
-Jak tam pierwsza dostawa?
-Spoko – odpowiadam, w myślach rzucając mięsem.
-A bo wiesz, my to w sumie tam nie jeździmy, bo to już nie nasz rejon i niebezpiecznie dość, ale przez pomyłkę przyjęliśmy zamówienie i już było zrobione...

Jasne, przez pomyłkę. Sens jest jednak taki, że być może już więcej nie zobaczę goryla i reszty – a nie chciałbym tam się zapuszczać nocą, wtedy jak wiadomo rozum śpi, a budzą się potwory – i nie ciekawi mnie, jakie mają tam swoje nory.
Miałem nadzieję, że następne dni nie przyniosą już niespodzianek i upłyną spokojnie. Jakże się myliłem...

Podpis: 

D 10.07.2011
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Droga w szkle Miłość z internetu - czytaj do części XV
Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania Krótki wiersz XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez
Sponsorowane: 202Sponsorowane: 201Sponsorowane: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.