http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
825
użytkowników.

Gości:
824
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 72598

72598

Grzesznicy

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
12-07-11

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Komedia/Religia/Aktualności
Rozmiar
18 kb
Czytane
8470
Głosy
15
Ocena
4.90

Zmiany
18-03-22

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Smith12 Podpis: Smith
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Żyją wśród nas ludzie źli oraz tacy, którzy nie będąc ideałami uważają się za dobrych. Którzy są lepsi?

Opublikowany w:

Grzesznicy

Grzesznicy


— Niech będzie pochwalony.
— Na wieki wieków...
Zmęczony głos księdza nie zachęcał do zwierzeń. Dysząc ciężko i pokasłując co pewien czas, wielebny z niepokojem spostrzegł, że w kolejce do konfesjonału stało jeszcze kilka osób. Taki już urok spowiedzi powszechnej. Naraz kościół wypełniają setki wiernych, na co dzień niespecjalnie ochoczo podchodzących do spraw wiary. Nic więc dziwnego, że gdy już się zjawią, ich grzechy często wołają o pomstę do nieba. A może to on, wiekowy kapłan, nie umie dostosować się do rzeczywistości? Nie, nie jest z nim chyba aż tak źle… W końcu każdy spowiednik przeraziłby się, słysząc od kilkuletniej dziewczynki Zjadłam kota lub dowiadując się z ust młodego mężczyzny, że odbył stosunek z drzewem, za zgodą partnera. Oj tak, czasy się zmieniły, a co za tym idzie, także i grzechy. Szczęśliwie jednak ludzie nie mieli większych problemów z ich wyznawaniem. Ba, niektórzy nawet sprawiali wrażenie, jakby tylko czekali na możliwość pochwalenia się swoimi uczynkami. Ot taka młoda dama, którą dopiero co skończył spowiadać, właśnie wyznała mu, że po raz pierwszy w życiu naćpała się do nieprzytomności. Bynajmniej nie sprawiała wrażenia skruszonej, bo pospiesznie dodała Było super, man! Jednak zdecydowanie gorsze od młodych gniewnych, były kobiety z okolicznych wsi. Często zjawiały się w konfesjonale bez najmniejszych nawet grzechów. Ot tak, żeby porozmawiać z księdzem. A niech inni widzą, jakie są święte. Nie inaczej było i tym razem. Widząc podchodzącą z wolna, ubraną w najlepsze ubrania panią Kwiatkowską, kapłan przeżegnał się na zapas.
— Ostatni raz spowiadałam się, żebym ino nie skłamała... — Kobieta zamyśliła się na chwilę. — To będzie dwa dni temu. Pokutę odprawiłam osiem razy, rozgrzeszenie otrzymałam, no bo jakże by inaczej, popełniłam kilka grzechów. Ale nie takich poważnych, niech sobie wielebny nie myśli. Na pewno mniej niż Perlikowa.
— Proszę ograniczyć się do swoich — wtrącił ksiądz, gdy kobieta zamilkła na dłuższą chwilę. Chyba czekała, aż zapyta o grzechy sąsiadki. Nie miał jednak na to ochoty. Słodki do przesady zapach truskawkowych perfum drażnił go ogromnie.
— No więc tego, ja na przykład... W sobotę nie podlałam kwiatów. — Znowu zapanowała cisza, a gdy nie zdecydował się jej przerwać, Kwiatkowska kontynuowała. — Rozumie ksiądz, mam na oknie pelargonie. Takie ładne, czerwone, akurat kwitną. Kupiłam w markecie, bo córka jechała do miasta, to się zabrałam. Okazja jakich mało, jedyne cztery złote za sadzonkę. Może na plebanii potrzeba, to bym dokupiła. Ja zawsze z otwartym sercem wobec wspólnoty, ksiądz przecież wie. Nie muszę chyba przypominać o bratkach, co to je koło krzyża posadziłam rok temu. Nie to co Więcławska. Tyle ma ziela w ogrodzie, a żeby na mszę dać dziewczynkom do sypania to nie chce, baba wstrętna.
— Pani Kwiatkowska, do rzeczy — przerwał jej kapłan. Wiedział, że czeka go długa przeprawa. Wielokrotnie już spowiadał tę kobietę. Nigdy nie odpuszczała.
— Dobrze już, dobrze. — W jej głosie wyraźnie można było wyczuć oburzenie. Przecież mówiła same istotne rzeczy. — Nie podlałam tych kwiatów i mi zwiędły. Upał był, to nie wytrzymały na słońcu. A, tak jeszcze do tego upału wrócę... Widział ksiądz może, jak się w niedzielę ubrała córka Piotrowskich? Jak jakaś ladacznica po wsi latała. Toż to przecież dzień boży! Mam nadzieję, że dostanie mocną pokutę, przecież to nie przystoi młodej dziewczynie z gołą dupą po ulicy latać. Rozumiem, gorąco było, ale co to ma być?! Smarkula rodziców nie ma, czy co?!
— Nie obchodzi mnie zachowanie młodej Piotrowskiej. Jak będzie chciała, to sama się wyspowiada. Proszę się skupić na własnych błędach, albo odejść i dać szansę innym. Nie jest tutaj pani sama.
Kwiatkowska chyba poczuła się obrażona, bo prychnęła pogardliwie i warknęła:
— Ja tam swoje wiem. — Następnie spojrzała przez ramię i ściszywszy ton, dodała — Widzi ksiądz? Modlewska czeka w kolejce… Ciekawe, czego ona tutaj szuka, bo chyba nie rozgrzeszenia? Podobno sypia z jakimś chłopakiem z miasta. Grzesznica, jakich mało, strach mówić. Mam tylko nadzieję, że dowali jej wielebny pokutę jak stąd do Ciechocinka. W piątek szynkę kupowała w mięsnym, sama widziałam. Prawdziwy skandal, ale ja wiem, że Bóg jej nie wybaczy.
— To, kto komu wybaczy, nie zależy od pani. — Kapłan poczuł, jak żyła na skroni pulsuje mu niebezpiecznie. Czuł, że zaraz zgrzeszy. Opanował się jednak, widząc że Kwiatkowska przygląda mu się uważnie przez kraty konfesjonału. — Proszę się skupić na własnych grzechach.
— Spokojnie, już mówię, co też przeskrobałam. Ale z drugiej strony, co taka spokojna kobieta jak ja może mieć na sumieniu, w porównaniu do młodych, że już o smarkaczach ze szkoły nie wspomnę. Ostatnio taki jeden rudy, chyba od Orzechowskich, strzelał do mnie z procy. Wrzeszczał coś o Łysej Górze, rozumie ksiądz? Jakby nie wiedział, gdzie też Najświętsza Panienka mieszka. Jasna Góra, krzyczę mu, a ten jak mi chlasnął kamlotem w kolano, to omal się nie przewróciłam. Ale dobrze już, dość o innych. — Kobieta zauważyła, że ksiądz wierci się nerwowo. Najwyraźniej nie chciała go prowokować. — Ja, proszę kapłana, powiedziałam ostatnio cholera, kuźwa oraz skurwysyn. Wynotowałam sobie na karteczce, coby nie zapomnieć. — To powiedziawszy wyjęła z kieszeni pomiętą karteczkę i przeczytała na głos — Kuźwa, cholera i skurwysyn, stoi napisane jak byk. Ale już tłumaczę... To Szatan mnie zmusił, jak Boga kocham, Szatan. W postaci tego małego Grabowskiego. Idę sobie ulicą, a ten jak na mnie rowerem wleciał. Ty skurwysynu, krzyczę, a on do mnie środkowy palec pokazał. To w niego ziemniakiem rzuciłam, niech się gówniarz nauczy szacunku do starszych. I tak mi siatka pękła... O, i tutaj dodałam cholera. Kuźwa to poleciała, jak mi Hanka z serialu umarła. Napisałam już list do stacji, żeby mi ona tylko powstała z martwych. Ja tam wierzę w cuda. Boga się nie wstydzę, dodałam w liście. Odpisali, że mogą mi Hankę w kartonach odesłać, więc się wkurzyłam i chciałam krzyknąć Gnoje i chamy, ale żem się powstrzymała, coby grzechu nie mieć.
— Rozumiem — wtrącił ksiądz. — Wolałbym jednak, żeby pani nie przeklinała w konfesjonale. Nie przystoi.
Wielebny doskonale znał Kwiatkowską i wiedział, że nie posłucha. Ostatnim razem, chcąc wyspowiadać się z przypalenia ziemniaków, przyniosła do konfesjonału cały garnek. Pech chciał, że gorące jeszcze warzywa razem z nie mniej gorącą wodą, wylały mu się na sutannę, gdy kobieta próbowała je pokazać. Jak przyznała, od razu popędziła do kościoła, żeby Bóg jej wybaczył takie marnotrawstwo. Seria epitetów, jakie wyrwały się wówczas z ust spowiednika pod jej adresem, zmusiła także jego samego do udziału w sakramencie.
— Kiedy ja mówię bardzo ważne rzeczy! — żachnęła się kobieta, podnosząc głos. Ludzie siedzący za nią w kolejce wymienili zdumione spojrzenia, a ksiądz oblał się rumieńcem.
— Proszę tak nie krzyczeć.
— Jak tu nie krzyczeć, gdy moje wyznania są lekceważone?! ¬— Na chwilę zapanowała niezręczna cisza, po czym Kwiatkowska kontynuowała, jak gdyby nigdy nic. — O czym to ja mówiłam? Ach, tak, o przekleństwach. To chyba moje najcięższe przewinienia... Hmm, chociaż gdyby się zastanowić, to wczoraj na przykład, przed południem, krzywo spojrzałam na Krysińską, no, wie ksiądz, byłą żonę Milewskiego. Ale nie wiem, czy to grzech...
— To nie jest grzech — rozległ się leniwy głos mężczyzny. — Jeśli to wszystko, może byśmy już skończyli. Inni ludzie czekają, a pani nie ma mi chyba nic sensownego do powiedzenia.
— Ulżyło mi. — Kobieta zlekceważyła ponaglenie i ponownie ściszyła głos. — W końcu jak tu krzywo nie patrzeć na tę jędzę, co to jej się rozwodu zachciało. Zamiast w domu chłopa oprzątać, po sądach latała, niewdzięcznica jedna! Od tego jest żona, żeby gotowała chłopu i prała, ot co! Jeszcze bezczelnie człowieka oczerniła, że ją bił. Ale powiem księdzu, z niej to franca jest. Bo niby co z tego, nawet jeśli bił? Ja tam w to nie wierzę, znam człowieka i wiem, że zawsze uczynny, dobry, a i torbę z zakupami poniesie, jeśli trzeba. Nie powinna była tego nagłaśniać. Pewnie zasłużyła, a teraz się dziwi. Wiedźma zasra...
— Pani Kwiatkowska! — zaprotestował kapłan. Był już bardzo zmęczony.
— Oj ksiądz to się na ludziach nie zna. Ja tam swoje wiem. Mam tyle lat ile mam i sporo już widziałam. Prawdę mówię, tyle!
— Czy oprócz tej prawdy ma pani jeszcze jakieś grzechy?
— Nie no, chyba żem wszystko powiedziała, co trzeba. Teraz tylko pokuta i lecę na serial, bo mi znowu kto zemrze i nie będę wiedziała. Pół tygodnia za Hanką przepłakałam. Jak to było... Ach, więcej grzechów nie pamiętam, serdecznie za nie żałuję, chociaż bardziej powinna za swoje żałować Modlewska. Obiecuję poprawę, w przeciwieństwie do Perlikowej, co to jej syn teraz do Ameryki za chlebem wyjechał, zamiast się ziemi ojczystej trzymać. Proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
— Jako zadośćuczynienie niech pani odmówi cały różaniec i wszystkie litanie, które pani zna. Do tego proszę przez cały tydzień przychodzić na mszę...
— Co?! — wrzasnęła kobieta, wytężając słuch. Wyglądała, jakby ktoś zdzielił jej mokrą szmatą przez twarz. — Może ksiądz powtórzyć, chyba nie dosłyszałam?!
— Myślę, że usłyszała pani doskonale. Żałuj za grzechy...
Ona jednak nie zamierzała żałować. Mrucząc coś pod nosem, wstała, i nie zważając na zaciekawione miny innych ludzi, pospiesznie udała się do ostatniego rzędu ławek. Wyglądała na oburzoną. Spoglądając ukradkiem w stronę konfesjonału, mruczała pod nosem sobie tylko znane treści.

Kapłan tymczasem zastukał delikatnie w ściankę konfesjonału. Na ten znak podszedł do niego jakiś mężczyzna. Rozejrzawszy się niepewnie dookoła, powiedział drżącym głosem:
— Dzień dobry.
— Na wieki wieków — odpowiedział ksiądz.
Bał się, kogo tym razem przysłał mu los. Już pierwsze słowa wiernego wskazywały, że jego wiedza o sakramencie, do którego zamierzał przystąpić, jest znikoma.
— Proszę majstra, ja z góry uprzedzam, że nie byłem u spowiedzi od kilkunastu lat. No i wiadomo, trochę mi się zapomniało... — Nie słysząc żadnej odpowiedzi, dodał — No, nie wiem jak zacząć. Mam tak od razu wymienić grzechy? Zapisałem sobie na wszelki wypadek wszystkie, żeby nie zapomnieć. Tylko, żeby nie było, niektóre są, jakby to powiedzieć, ostre. Ale chyba mogę powiedzieć, co nie?
— Dlaczego tak długo się nie spowiadałeś?
Pytanie chyba nieco zbiło mężczyznę z tropu, bo powiedział:
— No, nie chciało mi się, a co? Są jakieś zmiany? Płaci się teraz, czy jak? Nie rozumiem.
— Nie, nie płaci się. — Uśmiech zagościł na twarzy kapłana. Czuł, że czeka go ciężka przeprawa. Ale nie zniechęciło go to. Lubił wyzwania, a okazja rozmowy z nawracającym się grzesznikiem zawsze była miłym doświadczeniem. Zastanowiwszy się chwilę, rzekł:
— Dla Boga nie ma znaczenia, czy znasz regułkę, choć oczywiście nie obraziłby się, gdybyś raczył przed przyjściem tutaj przypomnieć ją sobie chociażby w Internecie. Dla niego liczy się sam fakt, że po tylu latach postanowiłeś w końcu się z nim spotkać.
— Ale że jak... — Mężczyzna sprawiał wrażenie zdezorientowanego. — Przecież ja chcę się tylko wyspowiadać, nie zaraz spotykać. Do piachu mi się nie spieszy, nie ma opcji. Muszę jeszcze dokończyć remont.
— Przejdźmy lepiej do sedna — powiedział pospiesznie kapłan, czując, że rozmowa zmierza w złym kierunku. — Wymień proszę swoje grzechy.
— No to teraz będzie się działo — zaczął mężczyzna, po czym wyjął z kieszeni kilka kartek wielkoformatowego brulionu i zaczął czytać. — Przeleciałem sarnę...
— Co pan zrobił?! — Ksiądz zakrztusił się i zaczął kaszleć. Trochę nawet chciało mu się śmiać, ale nie dał tego po sobie poznać.
— No, spenetrowałem zwierzynę, jeśli chodzi o szczegóły. Kobiety mi brakowało, a sarna podlazła pod sam dom, to skorzystałem. Mam mówić dalej?
— Proszę...
— No, więc tego... A, bym zapomniał... — Ponowna przerwa nieco zirytowała księdza, ale starał się nie okazywać zniecierpliwienia. — Wszystkich grzechów nie pamiętam, żeby nie było. Maszyną nie jestem, to i wynotowałem tylko te, które kojarzę, rozumie majster...
— Rozumiem, mój drogi. Nie chodzi przecież o to, żeby powiedzieć wszystko, co się zrobiło. Każdemu może się zdarzyć chwilowa amnezja. Liczą się chęci i szczere postanowienie poprawy.
— A mogę niektóre z tej listy ominąć? Chociaż te pikantne. Przecież nie będę tu opowiadał o perwersjach z Azjatką w motelu. Bądź pan człowiekiem.
Kapłan ponownie się uśmiechnął. Ba, miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Taki “nawrócony” jeszcze mu się nie trafił. Cieszyła go myśl, że ostatecznie i tacy ludzie potrafią odnaleźć w życiu wiarę. Nie zamierzał jednak w żaden sposób mu pobłażać. Co to, to nie. Nie teraz, gdy chciał się nawrócić.
— Nie można zataić niczego z tej listy, skoro już ją pan zrobił. To byłaby nieszczera spowiedź. Nie ma co się krępować, niejedno już tutaj słyszałem.
— Skoro tak... — Mężczyzna wzruszył ramionami i zaczął odczytywanie grzechów z listy, uświadamiając tym samym kapłana, że wielu rzeczy jednak jeszcze nie słyszał.
— Boże Święty, dlaczego ukradł pan tampony?! — przerwał serię wyznań w pewnym momencie.
— Chciałem być kobietą — oznajmił bez najmniejszego skrępowania młody człowiek, po czym kontynuował, jak gdyby nigdy nic. Odczytywanie grzechów trwało z przerwami prawie dwie godziny. Nie były to łatwe wyznania, a wielebny kilkukrotnie zmuszony był się przeżegnać, nawet nogą, chociażby wtedy, gdy usłyszał Zjadłem własne odchody. Na pytanie, dlaczego tak postąpił, mężczyzna odrzekł tylko Nie wiem, po czym mówił dalej.
— Miewałem fantazje erotyczne...
— To normalne, choć trzeba się nauczyć kontrolować własne myśli — odparł ksiądz, uśmiechając się nieznacznie.
Za każdym razem podczas spowiedzi słyszał o grzechu nieczystych myśli. Doskonale znał ludzkie słabości i z biegiem lat przestały go one nawet dziwić. No może z wyjątkiem sytuacji, w których do “uprawiania miłości” przyznawały się kilkunastoletnie dzieci, dobrze mu znane z lokalnego gimnazjum, gdzie był katechetą.
— ...wyobrażałem sobie, że współżyję z łosiem — dokończył mężczyzna, wprawiając kapłana w osłupienie.
— Powinien pan chyba udać się do specjalisty — zaczął wielebny. — Najpierw ta sarna, teraz łoś.
— I bażant... złocisty — dało się słyszeć zza krat konfesjonału nieśmiały głos grzesznika.
— Pracuje pan w zoo? — Kapłan nie wiedział już, jak ma z nim rozmawiać. Wedle wszelkich przesłanek, miał do czynienia z zoofilem lub przynajmniej pasjonatem przyrody ożywionej.
— Nie. — Mężczyzna chyba się zawstydził. — Mieszkam blisko lasu. Nie mam żony, dzieci... Nudzi mi się czasami.
— O, widzi pan, ustatkować się trzeba! — Ksiądz chyba wreszcie znalazł dla niego jakąś wskazówkę. — Żonę znaleźć, dziecko spłodzić, a i drzewo zasadzić. Tyle przed panem, nie ma sensu zajmować się... fauną.
— Miałem żonę, ale zdradziłem ją z antylopą podczas wakacji w Kenii. Właśnie miałem o tym wspomnieć.
Wielebny załamał ręce. Postanowił do końca wysłuchać wyznań grzesznika, a gdy ten skończył, odetchnął z ulgą. Jeszcze nigdy nie spotkał tak zdeprawowanego człowieka. Cieszył się jednak z jego nawrócenia. Był pewien, że i Najwyższy podziela jego radość. Wszak on zawsze raduje się z powrotu zbłąkanej owieczki... Nie, owieczkę w tym przypadku lepiej sobie darować. Zbłąkana dusza brzmi lepiej, i bezpieczniej. Dla owieczki oczywiście.
— I jak, będzie rozgrzeszenie? — zapytał mężczyzna, przybliżając twarz do krat. Za jego plecami było już słychać oburzone głosy wiernych, którzy oczekiwali w kolejce. — Pięknie proszę.
— Bardzo zgrzeszyłeś, ale Bóg wybaczy ci twoje przewinienia. Jako pokutę odmów dziesiątkę różańca. Myślę, że na początek wystarczy. Samo przyjście tutaj i wyznanie tych wulgarnych błędów było chyba wystarczającą karą. Żałuj za grzechy...
W czasie gdy kapłan odmawiał sobie tylko znaną regułkę, młody człowiek rozglądał się z uwagą dookoła. Zupełnie nie wiedział, co ma zrobić. Gdy ksiądz wykonał rękoma jakiś gest i zastukał w ściankę konfesjonału, postanowił wstać. Nagle poczuł się jakby lżejszy, zdrowszy i szczęśliwszy. Czując na sobie morderczy wzrok innych ludzi, powoli podszedł do jednej z ławek i w milczeniu usiadł obok starszej kobiety. Tej samej, która spowiadała się przed nim.
— Co pan dostał? — zapytała opryskliwie, łypiąc na niego spode łba. Najwyraźniej obserwowała ukradkiem, jak długo rozmawiał z księdzem. Widząc, że mężczyzna nie rozumie, o co jej chodzi, dodała — Jaka pokuta?! Niewyraźnie mówię, czy co!
— A, tak, dziesiątka różańca. Coś takiego! Bałem się, jak nie wiem, a tu proszę!
— O nie! — krzyknęła kobieta, a jej twarz pokryły bordowe rumieńce. Z nienawiścią spojrzała na konfesjonał, w którym siedział spowiednik i uniósłszy głos, tak by wszyscy ją słyszeli, warknęła — Już więcej do tego dziada nie pójdę. On się nie zna na rzeczy!


Cześć! Dziękuję za Twój czas poświęcony mojej twórczości. Jeśli chciał(a)byś podzielić się ze mną swoją opinią/spostrzeżeniami dotyczącymi tekstu, pochwalić lub wytknąć błędy albo po prostu wymienić się innymi uwagami, a nie posiadasz konta na stronie, napisz do mnie — smit9@wp.pl, z przyjemnością poznam Twoje zdanie.

W związku z kilkoma nieprzyjemnymi sytuacjami jakie miały miejsce w ostatnim czasie przypominam też, że kopiowanie części lub całości moich tekstów, zamieszczanych na tym portalu, w tym w szczególności ich rozpowszechnianie bez mojej zgody oraz bez podania autora stanowi złamanie prawa. Regularnie kontroluję, czy moje opowiadania lub ich fragmenty nie są bezprawnie kopiowane i w razie wykrycia kradzieży (tak, w świetle prawa to jest kradzież) interweniuję. Każdy tekst stanowi własność intelektualną jego autora!

Podpis: 

Smith lipiec 2012
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Noc polarna Podstęp Topielec
Na północy Norwegii. Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.