http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
70

IRRACJONALNI

Autor płaci:
100

  Co jeśli twój irracjonalny napęd przestaje działać?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

IRRACJONALNI

Co jeśli twój irracjonalny napęd przestaje działać?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Miłość z internetu - część XVIII trzech i ona

Przepraszam, ale mnie nie było w kraju. Okres jaki nadszedł zmusił mnie do innych trudniejszych zadań. Jednak postanawiam dalej przekazywać zapisane dzieje moich młodzieńczych poczynań. Myślę że napiszę po tej części coś na bieżąco

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1208
użytkowników.

Gości:
1207
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 73426

73426

O poranku

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
12-10-26

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/Rodzina/Kryminał
Rozmiar
10 kb
Czytane
1728
Głosy
1
Ocena
4.00

Zmiany
12-11-02

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Zoja Podpis: Zoja
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Początek czegoś większego, będącego w toku

Opublikowany w:

O poranku

Stojąc na podjeździe przed domem nerwowo naciskała czerwony przycisk na pilocie od bramy. Raz… drugi, brama ani drgnie, żółta lampka jakby wcale nie miała zamiaru zapalić się zwiastując możliwość wjazdu na posesję.
– Cholera jasna – wysyczała pod nosem – i ty przeciwko mnie? W głowie słyszała jeszcze narzekania szefa i te same, wszystkim i wszędzie powtarzane jak mantrę, uwagi – „rzetelność Pani Lidziu to podstawa, terminowość w naszej firmie to podstawa”. Siedząc przed nim, w tym jego luksusowo-tandetnym gabinecie, słyszała je już tyle razy, że gdyby urwał w pół słowa, to mogłaby bez zająknięcia dokończyć jego tyradę z zachowaniem przerysowanego jak jej się wydawało sposobu mówienia, który sprawiał, że nawet najbardziej wyszukana myśl, brzmiała w jego ustach co najmniej jak: „Naszym celem: pokój i socjalizm!”.
– A niech go szlag trafi – wyrwało jej się na głos z ust, gdy zgasiła silnik i wychylając się z samochodu namierzała pilotem czujnik w bramie. Wciskała nerwowo guzik i oglądała się czy nie śledzi jej jakieś czujne oko sąsiada. Musiała wyglądać co najmniej śmiesznie stojąc ładną chwilę na własnym podjeździe i nerwowymi ruchami próbując zadać pilotem ostateczny cios zbuntowanej bramie. Lampka zaświeciła się, drzwi leniwie zaczęły rozsuwać się na boki.
– Ha! Zapraszam w swoje skromne progi…
„Tak – pomyślała – tej myśli uczepię się dzisiaj jak glonojad akwarium. Jest piątek, początek sympatycznego weekendu, jutro urodziny Marka, będzie dobre jedzenie, luz blues w niebie same dziury, po co mi te nerwy, po co?”
Postanowiła, że nie będzie psuć sobie lepszej połowy dnia rozpamiętywaniem, kto i dlaczego wyprowadził ją dzisiaj z równowagi. Weszła do domu, położyła kluczyki od auta do szklanego pojemnika na komodzie. Grube szkło wydało znajomy, kojący odgłos w zetknięciu z metalowo-plastikowym dźwiękiem upuszczanych kluczyków. Lubiła go, zwiastował koniec ciężkiego, zabieganego tygodnia pracy. W weekend praktycznie nie korzystała ze swojego auta, jeździła nim tylko do firmy. Weszła do kuchni, stanęła przed barkiem wychodzącym na salon.
– No to czeka mnie sporo roboty…
Spojrzała na zegarek, miała nadzieje, że Marek wróci wcześniej z pracy. Nie lubiła siedzieć sama w domu. Dzisiaj nawet syna w nim nie było.
„Jak tu pusto bez niego, chyba mi się tęskni” Minęły trzy dni jak Filip wyjechał pierwszy raz sam, tzn. bez rodziców, większą paczką na wczasy. Obiecała mu, że nie będzie dzwonić co pięć minut, z pytaniami gdzie jest i co robi. Miała dobry kontakt z synem, ale nie chciała się zachowywać jak przewrażliwiona, nadopiekuńcza mamusia. Nie lubiła siebie takiej. Myślała, że to jej nie dotyczy, że na tyle ufa swojemu dziecku, że jej umysł nie będzie, co chwilę produkował niebezpiecznych historii z Filipem w roli głównej. Sięgnęła po telefon. Usłyszała znajoma piosenkę…
„Czemu tak długo…, odbierz, odbierz!”
– No co jest? – usłyszała w słuchawce głos syna.
– Cześć kochanie? Co tam u ciebie słychać?
– Mamo to samo, co jakieś dwie godziny temu… Dzwoniłaś niedawno. Nic od tego czasu się nie zmieniło. Jesteśmy na plaży, jest słońce, jest przyjemnie. Obiecałaś….
– Wiem, przepraszam, ale jakoś tak mi dziwnie jak przyszłam do pustego domu, nie słyszę muzyki, nie ma włączonego telewizora, konsoli, komputera. Nie wiem co u ciebie?
– Jak nie wiesz…. Mówiłem ci, jesteśmy na plaży… odpoczywamy. Nie jestem głodny, no i cały czas pod czujnym okiem Aśki – Filip zaczął się śmiać
Lidka również uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła dziewczynę Filipa, wiedziała, że syn przy niej jakoś tak wydoroślał, może nawet stał się bardziej odpowiedzialny.
– Tak, to fakt mam tam swoje wtyki, więc powinnam być spokojna. To bawcie się dobrze i obiecuję, że nie będę już dzisiaj wydzwaniać, ale odezwij się rano.
– Ok.
– Jakoś to mało przekonująco brzmi – śmiała się Lidka.
– Dobra, dobra, zadzwonię rano jak się wyśpię, wy też bawcie się dobrze.
– Pozdrów Asię – usłyszała już tylko sygnał w słuchawce.
„Tośmy sobie pogadali. Chyba mi się tęskni za moim prawie dorosłym synem.”
Uśmiechając się do swoich myśli weszła do salonu i zaczęła porządkować leżące wszędzie książki i gazety. W rękę wpadła jej spinka, którą upięła z tyłu swoje kruczoczarne loki. Krzątała się po domu, starając się chociaż z grubsza ogarnąć nieład jaki zastała. Lidka nie była specjalną pedantkę, nie pucowała każdego kącika w swoim domu, a już na pewno nie w środku tygodnia, gdy głowę miała zaprzątniętą pracą. W tym względzie bardzo dobrze dopasowała się z Markiem, który pomagał jej w domowych obowiązkach. Daleko jej było do typowej kury domowej, dbała o to, żeby dom był schludny, ale też nie latała z odkurzaczem po dywanach, gdy po prostu nie miała na to siły i chęci. W tej sprawie oboje z Markiem byli wyznawcami jednego z reklamowych sloganów – dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. Usłyszała samochód na podjeździe.
„Ciekawe czy pilocik mu zadziała”
Silnik samochodu dłuższą chwilę pracował miarowo, domyślała się, że Marek ma taki sam problem z dostaniem się za bramę, jak i ona.
„Ale mówiłam mu już ze dwa razy, żeby kogoś wezwał, przecież miało działać bez zarzutu, trele morele, obiecanki cacanki. Wiedziałam że tak będzie jak tylko przyszła ekipa montażowa – starszy Pan z wąsem, który nie bardzo się orientował i młody żółtodziób, tłumaczący się, że on jest pierwszy tydzień w pracy. Schemat stary jak świat. Mówiła wtedy Markowi, że jeszcze pewnie ze dwa razy będą kogoś wzywać do tej cholernej bramy.” Usłyszała w końcu jak mąż wchodzi do domu.
– Lidka… trze…
– Tak wiem, trzeba wezwać kogoś do bramy, zgadłam?
Weszła na przedpokój, oparła się o komodę i posłała uśmiech Markowi.
– Zadzwonię tam jutro...
– Taaa… jutro… tak samo jak ostatnio. Zadzwoń zaraz, bo w sobotę to i tak pewnie nie ma szansy, żeby ktoś coś z tym zrobił, a ja już mam dość stania przed tą bramą jak wariatka.
Wiedziała, że musi to troszeczkę wymusić, bo Marek nie lubił tego typu rozmów reklamacyjnych, zawsze wtedy ona musiała być złym policjantem.
– Nie wiesz, gdzie jest ten numer do nich? – Marek próbował grać na zwłokę. Znała te jego miny i udawane próby załatwienia sprawy.
– Kochanie…
– No co? – roześmiał się Marek, wziął ze stojącego na stole koszyka czerwone jabłko, ugryzł. – A jakiś obiad to dzisiaj mamy?
– Będziemy mieli jak zadzwonię po pizzę, a ty zadzwonisz do tych speców od bramy – pocałowała go w czoło.
– Dobra, dobra - wziął z korkowej tablicy wizytówkę i wykręcił numer.
Lidka wróciła do porządkowania salonu. Naskładała wielką stertę dokumentów Marka, nad którymi pracował wczoraj wieczorem. Miała poprosić go, żeby je wyniósł do swojego gabinetu. Ona raczej tam nie chodziła, to była jego świątynia, pełna niezrozumiałych dla niej rzeczy – wykresy, tabelki, projekty, obliczenia – nie jej bajka. Słyszała, że Marek zajęty jest rozmową, a wręcz wykłócaniem się o przyjazd ekipy. Wzięła więc dokumenty pod pachę i poszła do gabinetu. Wchodząc poczuła ten znajomy zapach – papieru książek, skórzanej kanapy. Pomyślała, że całkiem sympatyczne gniazdko uwił sobie mężuś. W pokoju panował porządek. Zawsze Lidkę dziwiło to, że w salonie swoje papiery rozkłada gdzie popadnie, ale w gabinecie dbał o to, żeby wszystko miało swoje miejsce, teczkę i przegródkę. Położyła papiery na stoliku. Już miała wychodzić, gdy zauważyła obok lampki zapinany skórzany notesik. Tak jakby na skutek niedbałego, czy pospiesznego zamknięcia wystawała z niego jedna z kartek z napisem Barańs... – reszta była niewidoczna. Spojrzała jeszcze raz, czy się nie myli „Barań… Barańs… Barański – wyrwało jej się cicho.
„Facet od trefnego mostu… tylu ludzi zginęło…, czyżby?”
Próbowała sobie przypomnieć, co pamięta o tej sprawie.
„Jak to u nas… sprawa przycichła, brak dowodów, brak świadków, ale ostatnio znów w mediach przewinęło się to nazwisko. Miałam nawet zapytać Marka, czy coś nowego wie na ten temat, przecież cała sprawa wyszła jak zaczynał pracę w urzędzie”
– Lidka…
Nie słyszała jak Marek ją wołał. Chciała zajrzeć do notesu.
– Lidka!? Lidziaa?!
Teraz już coraz głośniejsze wołanie wyrwało ją z zamyślenia. Odsuwając się od biurka strąciła kilka teczek z dokumentami, pospiesznie zaczęła je podnosić i składać. Chciała jak najszybciej wyjść, wiedziała, że Marek jest przewrażliwiony na punkcie swojego gabinetu. W tym pokoju nigdy nie siedzieli razem. To była jego – jak mawiała – „ inżynierska strefa”. W pewnym stopniu to rozumiała, też nie lubiła gdy przekładał jej rzeczy z pracy i burzył jej święty bałagan, w którym tylko ona potrafiła się odnaleźć. W drzwiach gabinetu spotkała się z Markiem.
– Tyle razy cię prosiłem!
Lidka miała posłać już mu uśmiech nr 5 ten na delikatne przeprosiny, gdy dostrzegła, że Marek jest bardziej zdenerwowany niż zwykle.
– To jest mój bałagan, mój gabinet – poluzował krawat – i któryś raz ci powtarzam, że przekładając moje papiery, robisz mi pod górkę.
– Ale Marek… ja tylko…
– Marek, Marek, była umowa i ty się tej umowy nie trzymasz!
Lidka patrzyła na męża z lekkim niedowierzaniem, widziała, jak z każdym słowem wzbiera w nim jeszcze większa złość. Chciała mu powiedzieć, żeby się opanował, że tylko odłożyła na biurko te cholerne papiery, że mógł ich nie rozkładać w salonie. Znała go jednak bardzo dobrze i widziała, że w tym momencie każde jej słowo wzbudzi jeszcze większą kontrę. Machnęła ręką.
„Miałam ciężki dzień w pracy, nasłuchałam się już dzisiaj do woli, nie mam ochoty na kolejne starcie. Chociaż w domu chciałabym mieć spokój.”
Ruszyła w kierunku salonu.
„Niech się kisi we własnej złości”
Kątem oka zauważyła jak Marek energicznie i w zdenerwowaniu przekłada dokumenty na biurku. Znała te ruchy pełne zakłopotania. Złapał skórzany notes, który wzbudził zainteresowanie Lidki, upewnił się, czy jest zapięty i pospiesznie schował go do szuflady w biurku.
– A miał być to spokojny, sympatyczny weekend – mruknęła pod nosem.

Podpis: 

Zoja 10.2012
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 20 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Miłość z internetu - część XVIII trzech i ona Topielec
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? Przepraszam, ale mnie nie było w kraju. Okres jaki nadszedł zmusił mnie do innych trudniejszych zadań. Jednak postanawiam dalej przekazywać zapisane dzieje moich młodzieńczych poczynań. Myślę że napiszę po tej części coś na bieżąco - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.