http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Dzika Małpa

Autor płaci:
100

  Chłopak z dziewczyną nieopatrznie odstają się na posiedzenie Sądu Ostatecznego  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Dzika Małpa

Chłopak z dziewczyną nieopatrznie odstają się na posiedzenie Sądu Ostatecznego

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
462
użytkowników.

Gości:
462
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 7422

7422

Syn Echnatona - rozdział I i II

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
04-06-21

Typ
P
-powieść
Kategoria
Historia/Mitologia/Przygoda
Rozmiar
42 kb
Czytane
5068
Głosy
12
Ocena
4.88

Zmiany
12-07-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Beata Podpis: Beata
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Starożytny Egipt. Po śmierci faraona Echnatona na tronie zasiada młody Tutanchamon. Niestety, poglądy ojca-heretyka rzucają cień na przyszłość chłopca. Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi! :)

Opublikowany w:

nigdzie

Syn Echnatona - rozdział I i II

Rozdział I

– Z drogi! Bo stratuję!
Głośny krzyk mężczyzny dobiegł przez sen do świadomości faraona. W głosie był ton niepokorności, tak charakterystycznej dla młodego wieku. Echnaton mimo woli uśmiechnął się. Ten, kto wpadł na dziedziniec pałacu z taką furią i pewnością siebie, to mógł być tylko jeden człowiek – Smenchkare.
Echnaton przetarł leniwie twarz dłonią. Nie miał już jakichkolwiek szans na sen, Smenchkare już o to zadba.
Jasna smuga światła wpadła w brązowe oczy faraona. Witaj, Atonie – pomyślał. Usiadł na brzegu sporego łoża i cieszył się ciepłą bryzą płynącą od strony tarasu. Przez chwilę wsłuchiwał się w odgłosy dochodzące z pałacowego dziedzińca. Jakiś niespokojny koń bił kopytami o ziemię, znad zbiorników wodnych dolatywał śpiew ptaków. Achetaton, nowa stolica wielkiego Egiptu, była miastem spokoju i miłości, a liczne świątynie dowodziły ogromnej czci, jaką obdarzony został bóg Słońce.
Na korytarzu rozległy się dudniące kroki. Zbliżały się bardzo szybko i nagle wrota komnaty otworzyły się z nieco większym rozmachem, niż było to konieczne.
– Wzywałeś mnie, o panie.
Echnaton nawet nie spojrzał na gościa.
– Wzywałem. Wczoraj.
Smenchkare stanął u nóg łoża, odgarnął niecierpliwie powiewający tuż przed twarzą baldachim.
– Wybacz, lecz nie mogłem się stawić. Miałem inne, wcześniej zaplanowane, obowiązki.
– Rozumiem. – mruknął Echnaton w odpowiedzi. Potrząsnął lekko ramię młodej kobiety śpiącej u jego boku. Bez słowa, o nic nie pytając, owinęła się lnianym prześcieradłem i szybko zniknęła w alabastrowym korytarzu. Mimo pośpiechu pozwoliła sobie na zalotne spojrzenie rzucone w stronę Smenchkare. Młody mężczyzna powiódł wzrokiem za filigranową postacią.
– Widzę, że pocieszasz się po wyjeździe Nefertiti, o panie.
– Moja żona sama tak zadecydowała. Ja jej nie odsyłałem.
Smenchkare stracił z oczu powabną Egipcjankę. Teraz musiał zadowolić się widokiem zakładającego spódniczkę Echnatona.
Dość długo obserwował go bez słowa. Nigdy nie mógł się nadziwić, jak wielką charyzmę ma w sobie ten rozmarzony, stosunkowo młody władca. O jego ogromnej potędze świadczyło już samo to, że zdołał zepchnąć w tło rządzących od niepamiętnych czasów egipskich bogów i zastąpił ich jednym, Atonem, czyli Tarczą Słoneczną. Wielką rzeczą było też przeniesienie stolicy z Teb do Achetaton, miasta zbudowanego na pustyni, gdzie nie panował wcześniej żaden bóg. Ludzie widzieli w Echnatonie heretyka, człowieka opętanego chorymi ambicjami, którego działania doprowadzają Egipt do upadku. Pozbawieni zaszczytów kapłani tebańscy już od jakiegoś czasu spiskowali w ukryciu, lecz nie przekraczali przyjętych granic. Ich ważność w państwie spadła, faraon zwalczał starodawne wierzenia, nie interesował się też wojennymi poczynaniami Hetytów. Prośby o pomoc, wysłane przez władców Kadesz i Amurru, Itakamę i Abdaszirtę, pozostały bez echa. Pochłonięty religijną rewolucją władca nie interweniował zbrojnie, doprowadzając do utraty panowania nad częścią Azji Zachodniej. Kapłani Amona widzieli, co dzieje się w państwie, lecz nie pozwolili sobie na jawny bunt. Także i w nich niepozornie wyglądający faraon budził lęk. To nie był władca jak każdy inny. Echnatona można było albo kochać, albo nienawidzić. Smenchkare zdecydowanie wybierał to pierwsze.
– Jak się powodzi mojej córce?
Młodzieniec ocknął się z zadumy, drgnął lekko.
– Jest bardzo szczęśliwa, o panie. Zdrowa, silna, zdecydowana i piękna jak zawsze. Aton nas oboje obdarza hojnie swoją łaską. Niech mu będą za to dzięki.
Echnaton nałożył na siebie lekki, przewiewny płaszcz. Skinął na gościa ręką i obaj przeszli do znajdującej się tuż przy sypialni małej kapliczki. Na jednej ze ścian widniał relief ogromnego słońca. Bóstwo wyciągało w stronę wyrzeźbionego faraona promienie zakończone dłońmi trzymającymi znak anch.
Smenchkare tylko rzucił okiem na tę scenę zsyłania wieczności. W tej chwili jego głowę zaprzątały sprawy dalekie od religii. Mimo swego rozgorączkowania i palącej go ciekawości musiał wykazać się ogromną cierpliwością. Czekał, aż Echnaton skończy codzienną ceremonię czczenia boga Atona.
– Wezwałeś mnie, o panie. W jakim celu? – zapytał, gdy rytuały dobiegły końca.
Echnaton uniósł się na nogi, odstawił małe naczynie wypełnione wonnościami i stanął naprzeciw rosłego młodzieńca. Spojrzał wprost w jego śniadą twarz.
– Lekceważenie mnie jest dla ciebie czymś naturalnym?
Smenchkare rozbłysły oczy. Mimo narastającego gniewu pochylił głowę w geście uniżoności.
– Faraon jest wcieleniem boga, dzięki niemu nasz świat nie pogrąża się w ciemności. Nikt nie odważyłby się sprzeciwiać naszemu panu.
– A jednak ty robisz to bez przerwy.
– Panie…
– Czy sądzisz, że oddanie ci mojej córki stawia cię na równi ze mną?
– O panie… nie przybyłem wczoraj, wybacz. To Meritaton…
Echnaton uśmiechnął się ironicznie.
– Czyżby twoja nowopoślubiona żona nie pozwalała ci odwiedzić jej ojca? Doprawdy, dziewczyna ma charakter, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia ubezwłasnowolni jednego z moich najlepszych żołnierzy!
Smenchkare uniósł głowę. Widząc kpiące spojrzenie teścia poczuł, że policzki pokrywa mu żar wstydu. Nie chciał się przyznać, że tego wieczora, kiedy dostał wezwanie do pałacu, spędzał bardzo miłe chwile z Meritaton. Ani on, ani ona nie chcieli przerywać swej upojnej nocy. To, jak młody żołnierz wytłumaczy się przed faraonem, nie było wtedy ważne.
Echnaton uśmiechnął się, widząc zmieszanie chłopaka. Poklepał go po ramieniu.
– Mam nadzieję, że zechcesz towarzyszyć mi podczas posiłku?
– Z przyjemnością, o faraonie.
– Dobrze. Chodźmy do sali jadalnej, może nawet wyjdziemy na taras, nacieszymy się promieniami Atona. W ostatnim czasie narzekałeś na brak rozrywek… teraz zrekompensuję ci to z nawiązką. Mam dla ciebie i Meritaton bardzo ważne polityczne zadanie. Oboje pojedziecie do Teb, spotkacie się tam z klanem kapłanów Amona.
– Z kapłanami Amona? – Smenchkare przystanął w miejscu – Panie… oni buntują się przeciwko tobie! Chcesz się układać z tymi szakalami? Przecież nawet małżonka królewska, Nefertiti, była przeciwna rozmowom z tymi heretykami. Czyż nie dlatego zabrała wasze córki i przeniosła się do północnego pałacu? Wiedziała, że faraon ma zamiar ulegać kapłanom?
Echnaton obejrzał się za siebie z wyrzutem.
– Kto rządzi Egiptem? Nefertiti? A może ty?
– Wybacz, ale …
– Żądam od ciebie, abyś spełnił moje polecenie. Ty i Meritaton wyruszycie jutro do Teb. Spotkacie się z kapłanami Amona. I zrobicie wszystko, aby moja małżonka o niczym się nie dowiedziała.
Smenchkare patrzał na oddalającego się Echnatona. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł coś na kształt strachu. Nie bał się, gdy walczył z wrogiem, gdy gnał rydwanem po bezkresnej pustyni lub gdy stawał twarzą w twarz z potężnym bykiem, lecz na myśl o rozgniewanej Nefertiti serce podchodziło mu do gardła. Był pewien, że jego misja sprowadzi na niego ogromny gniew królewskiej małżonki. Nie wierzył, by rozmowa z kapłanami mogła zostać utrzymana w tajemnicy. Nie, Nefertiti panowała Egiptem niemal w tym samym stopniu co Echnaton i wiedziała o każdym posunięciu swego męża.
Co robić? Zlekceważyć polecenie faraona?
Tego Smenchkare nawet nie brał pod uwagę. Był lojalnym sługą swego władcy, miał swój honor. Wypełni powierzone mu zadanie, nawet jeśli ma to sprowadzić na niego złość Nefertiti.
Smenchkare westchnął głęboko i ruszył zdecydowanym krokiem przez korytarz pałacu. Nienawidził politycznych gier, a teraz znalazł się w ich centrum.

* * *

Nefertiti cieszyła się pięknym popołudniem. Zasiadła na brzegu oczka wodnego w towarzystwie dwóch młodych muzykantek i z przyjemnością wsłuchiwała się w ich śpiew. Dziewczęta nuciły piękne pieśni, ich ton mieszał się z ptasim świergotem. Od strony Nilu niosła się łagodna bryza, przynosząca prawdziwą ulgę podczas gorącego dnia.
– Anchesenpaaton, nie płosz ibisów. – Nefertiti uśmiechnęła się do swej córki.
Mała dziewczynka pędząca z radosnym krzykiem w stronę wzbijających się do lotu ptaków na słowa matki przystanęła i odwróciła się w jej stronę. Miała zaledwie dziewięć lat, lecz już widać było, że w przyszłości stanie się pięknością dorównującą Nefertiti. Miała czarne, zaplecione w warkoczyki włosy, śniadą karnację i wielkie, ciemnobrązowe oczy. Smukła sylwetka poruszała się z wdziękiem, białe zęby błyskały w częstym uśmiechu. Nefertiti była dumna ze swej córki. Widziała w niej odbicie samej siebie z dziecięcych lat.
– Dobrze, matko. Skoro tak każesz… – Anchesenpaaton przytruchtała do rodzicielki, usiadła obok niej na murku małego oczka wodnego i w ciszy zaczęła bawić się pływającym lotosem. Drobne dłonie dziewczynki przesuwały kwiat w tę i z powrotem.
Nefertiti przysłuchiwała się śpiewowi młodych dziewcząt, a jednocześnie obserwowała córkę. Jej zachowanie wywoływało lekki uśmiech na twarzy małżonki królewskiej. Anchesenpaaton nudziła się, nie mając do towarzystwa swych sióstr i przyrodniego brata, którzy zostali w haremie, by podszkolić się w pisaniu hieroglifów.
Poprzez mury pałacu, znad Nilu, doszedł do nich stłumiony krzyk mężczyzn. Rybacy postanowili skorzystać z chłodu dnia i nieco wcześniej niż zwykle wyruszali na połów.
Muzykantki rozpoczęły kolejną pieśń. Nefertiti przytuliła córkę do swego boku i przymknęła oczy. Tutaj, w północnym pałacu Achetaton, pełnym roślinności, zwierząt i wszelkiego życia czuła się po prostu wybornie. Czy tęskniła za Echnatonem? Tak, czasami o nim myślała. Chętnie wróciłaby do głównego pałacu i tak jak dawniej stałaby u boku męża, popierałaby wszelkie wydawane decyzje. Niestety, już nie chciała go wspierać. Nie teraz, kiedy postanowił układać się z kapłanami Amona. Czy on ma zamiar porzucić ich wspólny czyn, jakim było wykorzenienie dawnych bożków i osadzenie na należnym miejscu Atona?
Tego by mu nigdy nie darowała!
– Witaj, pani. – tuż przy niej rozległ się męski głos.
Nefertiti uchyliła powieki i spojrzała w twarz mężczyźnie w kwiecie wieku. Uśmiechnęła się. Jednym gestem dała śpiewaczkom znać, by odeszły i zabrały ze sobą Anchesenpaaton. Dziewczęta przywołały do siebie córkę królowej i bez protestu zniknęły za gęstą roślinnością okalającą ścieżkę prowadzącą do pałacu.
– Witaj, Dżehutimesie. Wcześnie dziś przyszedłeś.
Dżehutimes wykonał gest, jakby chciał odejść.
– Nie, zostań. Nie przeszkadzasz mi. Nawet cieszę się, że pojawiłeś się tak niespodziewanie, skrócisz moje męki. Nawet nie wiesz, jak cierpię!
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
– Jakie to męki nie dają ci spokoju, o pani?
– Nuda. – roześmiała się Nefertiti – Bardzo się nudzę. Ile czasu można śpiewać, malować się, przymierzać peruki czy kształcić umysł dzięki pięknym utworom? Dlatego nie czekajmy zbyt długo, zaczynajmy od razu. Czy masz wszystko, co potrzebne?
– Tak, o pani. Czy zechcesz przejść do pałacu?
– Nie, zostaniemy tutaj. Chyba, że twoje natchnienie płynie z alabastrowych sal? – Nefertiti zerknęła na Dżehutimesa z ironią.
Mężczyzna skłonił się w odpowiedzi.
– Pani, dla mnie jedynym natchnieniem jest twoje piękno. – odparł cicho, spoglądając królowej w oczy.
Nefertiti odwzajemniła ciepłe spojrzenie Dżehutimesa. Bez słowa obserwowała, jak jego silne dłonie kładą na podeście niewielki pieniek drewna, jak zręczne palce ociosują nierówności, jak dłuto doskonałego rzeźbiarza zagłębia się w materiale i z czasem wydobywa z bryły jej własne rysy twarzy.
Przez dość długi czas Nefertiti i Dżehutimes trwali w całkowitym milczeniu. On rzeźbił jej popiersie, ona pozowała mu z cierpliwością bogini. Była między nimi jakaś niewidzialna nić porozumienia.
Nefertiti przyglądała się Dżehutimesowi. Przypominał jej jednego z kapłanów, których tak bardzo nienawidziła. Był to zaledwie jakiś szczegół. Być może sprawiał to jego dumny wzrok, być może wyprostowana postawa. Poza tym nie wyglądał jak jeden z tych szakali. W przeciwieństwie do kapłanów jego głowę porastała bujna, ciemnobrązowa czupryna, w brązowych oczach nie widać było zachłanności i wyrachowania. Nie był też otyły jak większość opływających w dostatek sług Amona. Nefertiti słyszała, że Dżehutimes w młodości planował otrzymać święcenia, lecz z czasem zrezygnował z kariery kapłana i poświęcił się prostemu zajęciu rzeźbiarza. Nie tylko Nefertiti uważała, że jest wspaniały w tym, co robi.
– Byłeś ostatnio w Tebach?
– Tak, pani.
– Jak się wiedzie twojej rodzinie?
Dżehutimes uśmiechnął się pod nosem.
– Żona zdrowa, prawdopodobnie znów oczekuje dziecka. A synek kilka dni temu postawił swój pierwszy krok.
– To wspaniale. Wyproszę Atona, by zesłał na całą twoją rodzinę swoje błogosławieństwo. W szczególności na to mające się narodzić dziecko.
– Dziękuję, o pani. Mam nadzieję, że teraz, gdy żona spodziewa się dziecka, będę więcej czasu spędzał w Tebach. Rozejrzałem się nawet za pracą wśród tamtejszych świątyń, kapłani zawsze potrzebują rzeźbiarzy. – nagle Dżehutimes opuścił dłonie i spojrzał Nefertiti prosto w oczy. – Pani… wiem, że jesteś wierną wyznawczynią Atona, więc pewnie wiadomość ta cię nie zadowoli, ale uważam, że powinnaś o tym wiedzieć… Pani… widziałem twoją córkę Meritaton w świątyni Amona.
Nefertiti wyprostowała się niczym struna.
– Co takiego?
– Meritaton rozmawiała z kapłanami Amona. Razem z nią był jej mąż, ten młody żołnierz.
– Smenchkare. – Nefertiti niemal wypluła to imię. – Co za wąż! Pożałuje tego! I on, i moja córka… Echnaton też za to zapłaci! Nie zgodzę się, aby Aton znów został zepchnięty w tło!
Królowa zerwała się ze swego miejsca tak gwałtownie, że spłoszyła kilka małych ptaków uwijających się w pobliskim krzewie. Szybko niczym tchnienie wiatru przemknęła obok Dżehutimesa i zniknęła w jednej ze swych komnat.
Nefertiti działała błyskawicznie. Wypadła z pałacu niczym strzała, zasiadła w przygotowanej lektyce i jeszcze tego samego wieczora spotkała się z Echnatonem. Faraon nie wyglądał na szczególnie zaskoczonego tak nagłą wizytą swojej małżonki.
– Chcę wiedzieć, co takiego planujesz! – krzyknęła Nefertiti, gdy tylko dojrzała męża na tarasie głównego pałacu. Echnaton siedział spokojnie i zapisywał coś z uwagą na papirusie. Po jego obu bokach stali służący, wachlując go potężnymi strusimi piórami.
Echnaton zerknął przez ramię na zbliżającą się ku niemu małżonkę.
– Przed nią nic się nie ukryje… - mruknął pod nosem, wracając do notatek.
Nefertiti stanęła naprzeciw Echnatona. Jednym szarpnięciem wyrwała mu spod dłoni papirus, zerknęła na hieroglify i rzuciła go z pogardą na podłogę.
– Piszesz hymn na cześć Atona? Który z rzędu?! Naprawdę jesteś aż tak wielkim obłudnikiem?!
Dwaj służący, widząc niepohamowaną wściekłość królowej, cofnęli się dyskretnie kilka kroków w tył, lecz gdy ich manewry nie spotkały się z reakcją, odwrócili się i zniknęli z oczu królewskiej parze.
Echnaton pozostał niewzruszony. Z wysiłkiem schylił się, podniósł papirus i starając się ukryć grymas bólu znów zastygł w pozie pisarza. W ostatnim czasie nie czuł się najlepiej, plecy paliły go żywym ogniem, a w sercu przy najlżejszym wysiłku czuł ostre kłucie.
– Nefertiti, dlaczego nazywasz mnie obłudnikiem? Czy te hymny są dowodami mojej zdrady?
– Wiem o wizycie Meritaton i tego psa Smenchkare w świątyni Amona!
– I co w tym dziwnego? – faraon spoglądał na rozzłoszczoną małżonkę z obojętnością. – Przecież wiesz równie dobrze jak i ja, że nie wyplewiliśmy do końca kultu Amona z naszych ziem. Kapłani nadal działają, ludzie wierzą w dawnych bogów. Mam ich całkowicie ignorować?
– Oczywiście!
– Nie, moja droga małżonko. Trzeba być ostrożnym. Czczenie bogów wymaga cierpliwości, jeszcze więcej czasu zajmuje wykorzenienie ich z naszego życia. Czy wyobrażasz sobie, co by się stało, gdybym zignorował kapłanów tebańskich? Oni wciąż mają władzę, Nefertiti. Nie zapominaj o tym! Są chciwi, pazerni, wciąż potężni i strasznie niebezpieczni!
– Dlatego się z nimi układasz? Dlatego posyłasz swoich ludzi do tych pogańskich świątyń?!
– Pomyśl, Nefertiti… pomyśl chwilę, nie oceniaj tak impulsywnie.
Królowa patrzyła mężowi w oczy. Przez dość długą chwilę oboje trwali w bezruchu, mierzyli się wzrokiem, jakby rozgrywali pomiędzy sobą jakąś grę. Żadne nie chciało się poddać.
– Nefertiti… - Echnaton uniósł się z trudem na nogi i nieco kulejąc podszedł do swej żony. Oparł dłonie na jej nagich ramionach. – Czy myślisz, że zdradzam Atona? Że moje zachowanie jest tylko jakimś wielkim pokazem? Czy po to budowałem to miasto pośrodku niczego?
Nefertiti powiodła wzrokiem po białych budynkach, po alabastrowych ścianach, wydeptanych drogach i pełnych przepychu świątyniach. W dali widać było wzgórze, zza którego każdego ranka unosił się Aton, spacerował po niebie i ginął za horyzontem, by następnego dnia odrodzić się do ponownego życia. Achetaton każdą swą częścią czciło boskie słońce.
– Dlaczego posłałeś Meritaton i Smenchkare do kapłanów?
– Żeby uśpić ich czujność. Żeby poczuli się pewniej. Wtedy nie będą się spodziewali ciosu z zaskoczenia. Wkrótce Amon straci całą swoją moc.
– Kapłani nie poddadzą się tak łatwo.
– Wiem. Ale mam swój pan.
Nefertiti przyglądała się mężowi ze sporą podejrzliwością.
– Co to za plan? Nie zapominaj, że rządzę krajem w równym stopniu co ty, mam prawo wiedzieć! Niech Aton ma cię w opiece, jeśli knujesz coś przeciw niemu!
Echnaton nie odpowiedział. Odsunął się od żony, z wysiłkiem pokuśtykał do stolika stojącego w pobliżu i nalał sobie kielich orzeźwiającego wina. Wypił zawartość jednym haustem i otarł usta dłonią.
Nefertiti nie drążyła tematu. I tak dowie się, co za spisek knuje Echnaton. Bo że ma on jakieś ciemne plany, tego była pewna. Zamiast tego przyjrzała się uważniej swemu mężowi. Wyglądał dziś bardzo słabo, z trudem trzymał się na nogach. Zapewne jego choroba znów się odezwała i po raz kolejny męczyła jego delikatne ciało. Miał zaczerwienione oczy, jak zawsze, gdy nie przesypiał ani chwili w ciągu nocy.
– Echnatonie… może powinieneś wezwać medyka? Źle wyglądasz.
– Medyk nic na to nie pomoże, Nefertiti, wiesz przecież. Tylko wino na tyle otępia mi umysł, że mogę funkcjonować bez bezustannego cierpienia.
Nefertiti podeszła do męża i uśmiechnęła się lekko.
– A więc jesteś pijany?
– Tak, Od trzech dni, bez przerwy. – Echnaton objął smukłe ciało małżonki. – Nie zechciałabyś zostać dziś ze mną? Potrzebuję cię.
Nefertiti wysunęła się z jego uścisku.
– Nie. Wracam do północnego pałacu, muszę się zająć dziećmi.
– Kija zajmie się Tutanchatonem i dziewczynkami. Nie jesteś tam potrzebna. Twoje miejsce jest przy mnie, przy twoim mężu.
We wzroku Nefertiti zapłonął ogień.
– Nie mam zamiaru wspierać męża, który knuje niegodziwości za moimi plecami.
Echnaton westchnął ciężko. Nie miał siły na dyskusje. Jedyne, na co się zdobył, to odprowadzenie wzrokiem swojej pięknej małżonki aż do pałacowego korytarza.
Potem z cichym stęknięciem opadł na małą poduszkę, oparł się plecami o alabastrową ścianę tarasu i utkwił ciemne oczy w znikającej za horyzontem tarczy słonecznej. Niebo zaczerwieniło się, przybrało wszystkie możliwe barwy purpury. Ciepły wiatr owiewał udręczoną twarz faraona, gdy tak patrzał na zachodzący symbol swojej nowej wiary. On, którego imię oznaczało Światłość Atona, czuł, że gaśnie cicho i powoli, tak jak to słońce chowające się za wzgórzem.

– Nie, to niemożliwe! – Smenchkare, zawsze pewny siebie i buńczuczny, stał teraz przed Meritaton niczym zagubiony chłopiec. Jego szeroko otwarte oczy wyrażały panikę. – Nie! Ja się tego nie podejmę!
Meritaton spoglądała na niego ze smutkiem. Żal nadał ściskał jej serce, śmierć ojca była tak niespodziewana… nie czuła dumy, że jej mąż został regentem. Może inna kobieta promieniałaby ze szczęścia, ale nie ona. Ona nadal opłakiwała ukochanego rodzica.
– Ojciec wyznaczył cię na swego następcę. Nie protestuj, Smenchkare. Poddaj się jego woli, nie masz wyjścia.
– Nie! – krzyknął młodzieniec po raz kolejny – Nie będę faraonem!
Meritaton przeszła kilka kroków, odwróciła się do męża plecami i tylko wsłuchiwała się w jego przyspieszony oddech.
Smenchkare odchodził od zmysłów. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Kręcił się po pokoju niczym wściekły pies, który nie może znaleźć sobie miejsca. W końcu walnął pięścią w ścianę.
– Ja jestem żołnierzem, nie faraonem! Nie nadaję się do tej roli! Polityka, religia… to nie dla mnie! Dlaczego Echnaton wybrał właśnie mnie?! Dlaczego nie pozostawił władzy Nefertiti?!
– Moja matka będzie cię wspierać. To ty masz dalej poprowadzić rewolucję religijną, Smenchkare.
– Nie! – Smenchkare oparł się plecami o ścianę i zrezygnowany powoli osunął się na przykrytą matą podłogę. Zakrył twarz dłońmi i odetchnął głęboko, plecy mu zadrżały.
Meritaton obserwowała go przez chwilę. Zrobiło jej się żal swego męża. Kucnęła obok niego i objęła ramieniem. Smenchkare wtulił się w nią, jakby w poszukiwaniu bezpieczeństwa.
– Nie rozumiesz, że mój ojciec już od pewnego czasu przygotowywał cię do tej roli? Dlatego otrzymałeś mnie na żonę. Nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego to nas Echnaton wysłał do Teb? Tak, moja matka mogłaby rządzić, ale ona jest zbyt niecierpliwa, nie potrafiłaby przeprowadzić do końca reformy religijnej. Ona najchętniej zniszczyłaby wszystkie świątynie, które nie czczą Atona. A do tego dopuścić nie można, podniósłby się straszny bunt. My musimy powoli dokończyć dzieło ojca. Przez pewien czas kapłani Atona i Amona muszą się tolerować.
– Nefertiti mnie zniszczy. Na pewno nie przyłączy się do rządów. – mruknął Smenchkare.
Meritaton uśmiechnęła się, spojrzała mężowi w oczy.
– Stajesz się do niej podobny, wiesz? Wszędzie widzisz wrogów i spiski.
Smenchkare także zdobył się na niepewny grymas.
– Faraon musi być ostrożny, nie uważasz?
– Faraon nie powinien wpadać w przesadę. Nie sądzisz, mój panie? – zażartowała dziewczyna, a Smenchkare uścisnął ją z całych sił.

* * *

Na koronację nowego faraona przybyli wszyscy mieszkańcy Achetaton. Każdy podziwiał wspaniałego młodego mężczyznę, który stał wyprostowany, dumny i z opanowaniem przyjmował królewskie symbole władzy przekazywane mu przez wielkiego kapłana Atona. Po prawej stronie nowego władcy siedziała królewska małżonka, córka Echnatona, Meritaton. Obok niej piękna Nefertiti przyglądała się wszystkiemu z obojętnym wyrazem twarzy. Nieco w tle, wśród licznej świty stały młodsze córki Nefertiti oraz syn drugorzędnej żony Echnatona, Tutanchaton. Mały, zaledwie siedmioletni chłopiec z uwagą obserwował koronację Smenchkare.
Ludzie żyjący w Achetaton przywitali nowego faraona gromkimi okrzykami. Wiedzieli, że pod rządami Smenchkare Aton nie pójdzie w zapomnienie, a wręcz przeciwnie, jego potęga wzrośnie. Syn boga słońca Smenchkare sprawi, że wszystkim będzie się żyło szczęśliwie i dostatnio, a ciemność nie zapanuje w nad światem.
Mieszkańcy Teb nie przyjmowali nowego faraona z tak wielką radością. Po śmierci Echnatona zniszczyli sporą część jego wizerunków, rozbili twarze posągów i zamazali imię na ścianach świątyń. W ten sposób dali upust swojemu gniewowi i satysfakcji, że faraon – heretyk odszedł z tego świata. Oszczędzili jedynie popiersia wciąż żyjącej Nefertiti. Chociaż była żoną zdrajcy, teraz miała wspierać nowego króla Egiptu... młody żołnierz imieniem Smenchkare wzbudzał w nich niepewność. Nie wiedzieli, po czyjej stronie opowie się nowy władca. Kapłani z klanu Amona doskonale pamiętali, że to właśnie ten młodzieniec przybył do nich w roli ambasadora. Był nieco zagubiony, rozkojarzony, lecz nie wydawał się być tak wielkim fanatykiem nowej religii jak Echnaton. Jeden z kapłanów opowiedział innym, jak dojrzał żal w oczach Smenchkare, gdy chłopak przyglądał się świętym kartuszom z imieniem Amona zniszczonym przez swego poprzednika.
Kapłani postanowili obserwować. Obserwować, a w razie czego działać. Teraz, gdy Echnaton nie rządzi już Egiptem, Maat, bogini sprawiedliwości, ładu i porządku odniesie wspaniały triumf, a Amon powróci do należnej rangi niezastąpionego boga.



Rozdział II

Młody faraon Smenchkare został uwięziony w niewidzialnych kleszczach polityki. Chociaż nikt nie śmiał sprzeciwiać się władcy, on wyczuwał spory nacisk ze strony swoich wrogów i zwolenników. Nie pasował do roli króla Egiptu. Było tak, jak sam przepowiedział: sprawdzał się jako żołnierz, nie nadawał się na faraona. Z czasem dostrzegła to nawet Meritaton.
Każdy jego ruch obserwowały z uwagą dwie osoby. Aj, wielki kapłan tebański, wierny wyznawca Amona i Neferetiti, odsunięta od polityki zwolenniczka Atona.
Zadanie Smenchkare polegało na przeprowadzeniu do końca rewolucji religijnej. Taka była wola Echnatona. Właśnie po to przekazał tron swemu zięciowi. Jednak młody, niedoświadczony i niepewny chłopak spotykał się ze zbyt silnym oporem konserwatywnego Egiptu. Smenchkare nie nadawał się na kontynuatora boskiej reformy. Aton, Tarcza Słoneczna, utrzymywał mocną pozycję tylko w Achetaton. Mieszkańcy miasta zbudowanego na pustkowiu czcili swego nowego boga, lecz niemal cała pozostała część kraju nad Nilem wciąż żądała przywrócenia dawnych wierzeń. Aton nie był ich bóstwem. Po co ludziom bóg, do którego dostęp miał tylko faraon i jego najbliższa rodzina?
Kapłani Amona wyczuwali niepewność młodego władcy. Złego następcę wybrał sobie heretyk Echnaton. Młody Smenchkare nie miał w sobie ani charyzmy, ani siły przebicia swego potężnego poprzednika. Minęły dwa lata jego panowania, a rewolucja religijna stała w miejscu. Bunt wiernego dawnym tradycjom ludu i opór wciąż posiadających władzę kapłanów Amona odbierał faraonowi odwagę i tym samym zapobiegał zdecydowanym działaniom mającym na celu ostateczne wyeliminowanie z życia Egiptu dawnych bóstw.
Co więcej, Smenchkare sprawiał wrażenie rozdartego pomiędzy Amonem a Atonem. Wyraźnie nie chciał kontynuować dzieła rozpoczętego przez Echnatona. Działania obecnego faraona bezsprzecznie dowodziły, że z biegiem lat przywróci on do należnej rangi dawne wierzenia Egiptu. Przecież to dzięki Amonowi, nie dzięki Atonowi, wielki Egipt rozkwitał przez tysiące lat i stawał się potęgą nie mającą sobie równych.
Aton był bogiem Echnatona, lecz nie Smenchkare.
Aj i pozostali kapłani tebańscy nie czuli się już zagrożeni. Ich odrodzenie mogło rozpocząć się w każdej chwili. Kiedy tylko faraon zdecyduje się porzucić pogańskie Achetaton i przywróci do rangi stolicy religijnej Teby, znów zapanuje ład i porządek.
Jednak Smenchkare nie przez wszystkich był kochany i popierany.
Nefertiti, żona zmarłego Echnatona była kobietą urodzoną po to, by rządzić. Z wielkim trudem odsunęła się od tronu, gdy władzę przejął ten nędzny pies Smenchkare. Postanowiła go tolerować. Jednak nie mogła patrzeć obojętnie na to, co działo się z Atonem pod rządami tego chłystka. Chłopak zachowywał się kompletnie nieodpowiedzialnie! Rewolucja religijna była w sporej mierze jej dziełem i nie mogła pozwolić na to, by cały boski plan legł w gruzach przez jednego zaślepionego człowieka.
Dawna królewska małżonka nie rządziła już Egiptem. Jej potęga znacznie zmalała. Kiedyś była pierwszą damą w królestwie, a teraz… mogła co najwyżej służyć radą młodemu faraonowi. Pomagała mu, a on i tak robił to, co uważał za słuszne. Smenchkare nie chciał jej słuchać i coraz bardziej zwracał się ku swemu dawnemu bogu, Amonowi. To było zbyt wiele dla tak ambitnej kobiety jak Nefertiti. W ciągu zaledwie dwóch lat Smenchkare porzucił niemal całkowicie Atona i zniszczył to, co ona wraz z Echnatonem osiągnęła w okresie wielu miesięcy. Nie mogła spokojnie patrzeć na upadek Tarczy Słonecznej. Była zrozpaczona i zdesperowana.
Nie posiadała już swego dawnego statusu, więc nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Lud stawał murem za powracającym do dawnych wierzeń faraonem. Kapłani Atona tracili swą władzę i nie mogli się nawet równać z potężnymi, przebywającymi w Tebach sługami Amona.
Nefertiti była zdana tylko na siebie.


* * *


Przyjemnie chłodna woda zachlupotała cicho w rytm kobiecych kroków. Smukła postać zeszła z gracją po kamiennych schodkach basenu zanurzyła się po pas w przystrojonej kwiatami lotosu toni. Zgrabnym ruchem przysunęła się do siedzącego w pobliżu mężczyzny i pogładziła dłonią jego mokrą szyję.
– Cieszę się, że zechcesz mi pomóc, Dżehutimesie.
– Pani, jestem na każde twoje zawołanie. Jednak mam pewne obawy…
Nefertiti usiadła obok rzeźbiarza. Jej nagie ciało aż po piersi opływała orzeźwiająca, pachnąca wonnościami woda.
– Czego się obawiasz? – zapytała cicho królowa. – Smenchkare nie jest wielkim władcą, wiesz o tym równie dobrze jak i ja.
Mężczyzna odetchnął cicho. Bliskość tej pięknej kobiety, jej dłoń pieszcząca jego ciało, cichy chlupot wody i woń olejków unoszących się w komnacie… wszystko to odbierało mu pewność siebie i utrudniało racjonalne myślenie.
Nefertiti już wczoraj wyjawiła mu swój plan. Szalony plan, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Nie chciał brać w tym udziału, a jednak nie umiał jej odmówić. Nie teraz, gdy jej piękno miało na niego tak wielki wpływ, gdy mówiła do niego swym aksamitnym głosem i odwzajemniała jego zakazane uczucie.
Nefertiti przysunęła się jeszcze bliżej Dżehutimesa i przywarła delikatnie do jego ramienia. Widziała, że z trudem przełknął ślinę. Ten prosty rzeźbiarz czuł się zagubiony w alabastrowych ścianach północnego pałacu i nie był przyzwyczajony do adoracji przez tak wytworną kobietę.
– Dżehutimesie, wiesz że to konieczne. Ten niewierny pies spycha Atona w tło. Czy ty tego nie widzisz? Czy twoim zdaniem Smenchkare jest dobrym władcą?
– Pani, nie do mnie należy ocenianie panującego faraona. Bogowie zważą po śmierci jego serce.
– Bogowie?! – Nefertiti gwałtownie odsunęła się od mężczyzny. Dziewczyna dolewająca do basenu nieco zapachowych olejków spojrzała na parę z dyskretnym zaciekawieniem.
– Pani… pochodzę z Teb. Aton nie jest moim bogiem.
– Aton jest bogiem całego Egiptu! Jakim sposobem nasze państwo ma rozkwitać, skoro nikt tego nie widzi?! Czy te wszystkie lata wyplewiania dawnych bożków nie były nic warte?!
Milczenie Dżehutimesa było bardzo wymowne. Nie chciał sprzeciwiać się pięknej Nefertiti. Bał się zrobić z niej swojego wroga.
Kobieta opanowała gniew. Wiedziała już teraz, że przekonanie rzeźbiarza co do swoich zamiarów będzie trudniejsze, niż się spodziewała. Był jej jednak potrzebny. A więc musi postąpić nieco bardziej zdecydowanie.
Bez słów dała dziewczynie znak, by odeszła. Ta ukłoniła się z respektem, odstawiła na kafelkowy słupek dzban z wonnościami i lekkim krokiem wyszła z basenowej sali. Gdy tylko zwiewna materia opadła za nią przy wejściu, Nefertiti spojrzała na Dżehutimesa. Jednak w tej chwili nie patrzyła na niego jak na swego artystę, lecz jak na mężczyznę, którego musi zdobyć.
Dżehutimes był żonaty, posiadał dwoje dzieci i bardzo kochał swoją rodzinę. Jednak znajdował się również pod urokiem pięknej władczyni. Dlatego też nie opierał się, gdy poczuł na ustach jej miękkie wargi. Całował ją namiętnie, z każdą chwilą czując coraz gwałtowniejsze bicie własnego serca. Gdy Nefertiti przytuliła się do niego całym ciałem, wydawało mu się, że jego pierś zostanie rozerwana na kawałki.
– Dżehutimesie, pomóż mi. Dziś wieczór. Zobaczysz, że wszystko zostanie nam wynagrodzone – szeptała mu do ucha niczym kusząca bogini, gdy trzymał ją kurczowo w swoich ramionach.
Przez głowę przeleciała mu myśl, że to, czego ona żąda, jest złe, lecz w tej chwili nie przejmował się moralnością czy wyrzutami sumienia. Teraz zależało mu wyłącznie na jednym. Aby tylko nie czekać zbyt długo, mruknął nieprzytomnie, że się zgadza i znów połączył się z Nefertiti w gorącym pocałunku.
W przeciwieństwie do oszołomionego rzeźbiarza Nefertiti zachowała przytomność umysłu. Oddawała mu się, lecz nie czuła, że jest to z jej strony jakiekolwiek poświęcenie. Traktowała to raczej jako przypieczętowanie umowy.
Umowy, która miała na celu pozbycie się niekompetentnego Smenchkare i jej powrót na tron. Faraon nie miał synów, a to stawiało ją w pierwszej linii do tytułu władcy Egiptu.
Gdy tylko ona rozpocznie rządy, Aton nie będzie już zagrożony.


* * *


Wytworna kolacja dla skromnej liczby dwudziestu osób została wyprawiona w jednej z komnat pałacu północnego. Rolę gospodyni pełniła sama Nefertiti. Osobiście rozsadzała gości, wśród których znaleźli się najbardziej znaczący ludzie Achetaton z faraonem na czele, zabawiała ich rozmową i z przyjemnością dogadzała każdemu ich życzeniu. Gdy pewien z zarządców zapragnął obejrzeć pokaz tańca pięknych dziewcząt, o których tyle słyszał, na jedno skinienie Nefertiti do komnaty wbiegły skąpo ubrane tancerki i zaczęły powabnie ruszać się w rytm wygrywanej melodii.
Goście byli niezwykle zadowoleni. Zebrali się w szacownym gronie, wymieniali poglądy na tematy polityczne, lecz z biegiem czasu wytrawne wino złagodziło nieco powagę sytuacji i rozmowy zaczęły dotyczyć spraw o wiele bardziej przyziemnych. We wspaniałej alabastrowej komnacie nie ustawała muzyka i coraz donośniejsze śmiechy.
Zaczynało już robić się ciemno i w sali zapalono wonne kaganki, gdy pomiędzy rozbawionych gości wszedł wytwornie ubrany Dżehutimes i usiadł obok Smenchkare. Nie zamienił z nim ani jednego słowa. W napięciu wpatrywał się w Nefertiti, jakby oczekiwał od niej jakiegoś umówionego znaku.
W końcu królowa skończyła wesołą rozmowę z pewną arystokratką i widząc gotowego do akcji Dżehutimesa momentalnie spoważniała. Przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy, po czym zaczęła przyglądać się Smenchkare. Siedzący naprzeciwko niej faraon wypił dość dużo wina i ze swobodą rozmawiał ze swoją małżonką Meritaton. Dziewczyna wyraźnie go adorowała. Nefertiti obserwowała ich przez moment i nagle poczuła ukłucie w sercu. Ta młoda, pełna życia para zachowywała się tak samo jak ona i Echnaton za dawnych czasów. Gdyby tylko nie byli władcami Egiptu…
Nie, to nie był czas na wyrzuty sumienia. Nefertiti otrząsnęła się z zamyślenia i ledwie zauważalnym skinieniem dała swemu towarzyszowi znać, by robił to, co do niego należało. Dżehutimes nie mógł teraz zawieść!
Mężczyzna zauważył znak przyzwolenia. Powolnym ruchem wyjął zza pasa mały flakonik, odkorkował go i z uwagą sięgnął po dzban wina stojący przed królewską parą. Uważając na reakcję siedzącego najbliżej Smenchkare przysunął naczynie bliżej siebie i sprawnym ruchem wlał do środka zawartość flaszki. Młody faraon niczego nie zauważył.
Nefertiti odetchnęła cicho. Chciała złagodzić targające nią napięcie. Odprowadziła wzrokiem wychodzącego z komnaty Dżehutimesa.
Plan powiódł się połowicznie. Wino zostało zatrute, lecz aby mówić o pełni sukcesu, Smenchkare musiał sięgnąć po dzban. Jednak w tej chwili był tak zajęty swoją małżonką, że nie w głowie mu było delektowanie się czerwonym winem.
Z nieoczekiwaną pomocą przyszedł jeden z wysoko postawionych urzędników. Podszedł chwiejnie do faraona, opadł na poduszki tuż obok niego i śmiejąc się donośnie zachęcił do wzniesienia jakiegoś mało znaczącego toastu.
Smenchkare nie dawał się dwa razy prosić. Nalał wina do kielicha i wypił do dna. Był zbyt pijany, by wyczuć w wytrawnym napoju jakiś obcy posmak.
Nefertiti poczuła nagle napływająca do niej siłę. Aton jej sprzyjał. Popierał ten szalony plan. Niestety, jej dojście do władzy wymagało ludzkich poświęceń. Wymagało ofiar.
Smenchkare spędził z gośćmi jeszcze pół godziny. Do tej pory wesoły, rozbawiony faraon zaczął zachowywać się coraz ciszej. Nie wtórował innym w głośnym śmiechu, przestały interesować go melodie wygrywane przez znakomitych grajków, nawet Meritaton stała się mu obojętna. Czuł się coraz gorzej.
Nefertiti obserwowała zięcia bez chwili przerwy. W końcu, gdy jego stan stał się zbyt widoczny, podeszła do Smenchkare, troskliwym gestem dotknęła jego rozpalonego policzka. Mężczyzna spojrzał na nią mętnym wzrokiem.
– Źle się czujesz, prawda? – nie czekając na odpowiedź, pochyliła się w stronę Meritaton. – Córko, zaprowadź faraona do jednej z bocznych komnat.
Dziewczyna, zajęta do tej pory rozmową z jednym z gości, momentalnie zerknęła na męża. Widząc jego bladość, bez protestu pomogła mu wstać i odprowadziła go do bocznej sali. Było w niej ciemno, chłodno i przyjemnie, a rozmowy biesiadników docierały do środka tylko jako cichy, miły szum.
Gdy tylko Smenchkare położył się na szerokim łożu, Meritaton wróciła do matki. Omijając tłoczące się na środku tancerki stanęła u jej boku.
– Jest zmęczony – usprawiedliwiła męża.
Nefertiti uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Widzę, że martwisz się o niego. Nie bój się, nic mu nie będzie – sięgnęła po dzbanek wina, z którego Smenchkare nalał sobie ostatni kielich. – Proszę. Zanieś mu to. Kiedy się obudzi, na pewno będzie spragniony.
– Dziękuję, matko.
– Idź, moja droga. Idź do niego, połóż się, odpocznij.
– Ale…
– Nie przejmuj się gośćmi. To moje komnaty, zaraz zarządzę koniec kolacji. Nikt nie będzie miał pretensji, że nie pożegnaliście się, jak nakazuje zwyczaj. Zresztą spójrz na nich… – wskazała głową kilku gości rozwalonych niechlujnie na poduszkach – są zbyt pijani by wiedzieć, co się wokoło dzieje.
– Przypilnuję Smenchkare. Dobranoc, matko.
– Dobranoc.
Meritaton weszła do mrocznej sali, w której spał Smenchkare. Jego spokojny oddech zagłuszał coraz cichszą krzątaninę dobiegającą zza ścian.
Młody mężczyzna musiał być naprawdę zmęczony, skoro zasnął bez słowa w obcym miejscu. Meritaton przyglądała mu się przez chwilę w słabym świetle księżyca, po czym i ona postanowiła przespać się chociaż klika godzin. Dla lepszego snu nalała sobie nieco wina do kielicha, wypiła duszkiem i bez ociągania ułożyła się obok męża. Przytuliła się do jego ciepłych pleców i objęła w pasie. Sen zmorzył ją bardzo szybko.



Smenchkare czuł się tak, jakby ktoś wbijał mu w żołądek rozgrzany do czerwoności metal. Nie mógł uciec od tego bólu, chociaż rzucał się na wszystkie strony. Biegł, lecz nie ruszał się z miejsca…
Brutalnie przerwany sen miał swoją kontynuację w rzeczywistości. Smenchkare zsunął z siebie dłoń Meritaton i z trudem usiadł na brzegu łoża. Przeszywający ból brzucha odbierał mu możliwość wykonania jakiegokolwiek bardziej zdecydowanego ruchu.
Oddychał głęboko i starał się uspokoić. Nie słyszał nic poza ogłuszającym waleniem własnego serca i męczącym szumem w uszach.
Otworzył oczy i spojrzał przed siebie. Szerokie okno osłonięte było falującą na wietrze firaną. W poświacie księżyca stał mały stolik, na nim dzban wina, obok taca z owocami i niewielki nóż do obierania daktyli.
Kolejny skurcz… Dość… nigdy więcej nie tknie już wina.
Aby tylko uśmierzyć czymś ból i załagodzić nieco następstwa pijackiego wieczoru, postanowił zjeść jeden z owoców. Niepewnie wstał na nogi, przezwyciężając fale skurczów podszedł zgarbiony do stolika i wyciągnął dłoń. W tej samej chwili okropnie silne szarpnięcie targnęło jego ciałem. Było tak mocne, że z cichym jękiem osunął się na kolana. Upadł tak niefortunnie, że zahaczył dłonią o stolik i stojąca na brzegu taca uderzyła o podłogę z głośnym brzękiem. Odgłos był tak ogłuszający, że mało nie rozerwał mu bębenków w uszach. Rozsypane owoce potoczyły się po gładkiej posadzce.
Jedna fala bólu minęła, lecz za nią pojawiła się druga, jeszcze gorsza. Smenchkare miał wrażenie, że jest w środku rozerwany na strzępy. Zacisnął zęby.
Na korytarzu rozległy się delikatne kroki. Młodzieniec zdołał spojrzeć w stronę wejścia. Zobaczył zarys Nefertiti. Ciężko podparł się rękoma o stolik, chciał wstać.
– Pani… pomóż mi – szepnął z wysiłkiem.
Kobieta przyglądała się mu przez chwilę, po czym podeszła i stanęła tuż przed klęczącym młodzieńcem.
– Czyżbyś źle się czuł, o faraonie? – zadrwiła.
– Pomóż…
– Poproś raczej o pomoc swoich bogów. No już, wzywaj ich – spojrzała w nocne niebo. – Amonie, spójrz na tego człowieka, na twoje ziemskie wcielenie! Cierpi, umiera… czy nie jesteś w stanie go uratować?
Smenchkare z trudem uniósł się na nogi i spojrzał na Nefertiti. Jego twarz wykrzywiał grymas cierpienia. Nie mógł się wyprostować, bezustannie trzymał się za brzuch.
– Ty jesteś szalona…
– Doprawdy? Smenchkare, mój drogi, Echnatona także nazywali szaleńcem. A czego dokonał? Zepchnął w tło tych bezwartościowych bożków, wybudował tę piękną stolicę… był synem Atona, Słońce go ogrzewało i chroniło. Tak samo było ze mną. Ale ty, zdrajco, porzuciłeś nasz dorobek! – chwyciła młodzieńca pod brodę i uniosła twarz nieco wyżej. Miała teraz jego brązowe oczy naprzeciw swoich. – Popatrz na siebie. Faraon! Śmierdzisz winem, zabawiasz się z kobietami, jesteś słaby… do tego niszczysz to, co Echnaton i ja budowaliśmy wiele lat!
– Nie ma jedynego… Atona. Egipt ma wielu bogów… – jęknął.
– Nie opowiadaj mi bajek, chłopcze! Czasy Amona, Ozyrysa, Sobka, Izydy i innych dawno już minęły. Niszczysz naturalną kolej rzeczy. Zginiesz, bo musisz. Zrobiłbyś za dużo zamętu.
– Ty… otrułaś mnie…! – Smenchkare osunął się na kolana i ledwie zauważalnie przesunął dłoń w stronę nożyka leżącego na stole.
– Nie zrobiłam tego z przyjemnością, niech to będzie dla ciebie pocieszeniem. Może twoi bogowie zlitują się nad tobą i uratują cię od śmierci?
Palce faraona musnęły chłodny metal noża. Smenchkare ścisnął go mocno i zebrawszy w sobie pozostałą siłę rzucił się na Nefertiti. Jednym ruchem wbił jej ostrze pod żebra.
– No już… proś swojego Atona o łaskę… może cię wysłucha – wysapał, klęcząc na chłodnej posadzce.
Ten wysiłek kosztował go bardzo wiele. Smenchkare czuł bezustanny ból i jak przez mgłę widział osuwającą się na podłogę żonę zmarłego Echnatona. Księżyc oświetlał ciemną plamę krwi na jej białej sukni. Faraon wiedział, że królowa dołączy do swego męża.
Wiedział też, że taki sam los czeka i jego.
Dostrzegł kątem oka bezwładną postać leżącą w łożu. Meritaton zdawała się spać, jednak jej pierś nie poruszała się.
Smenchkare westchnął cicho i zacisnął powieki. Poddał się bólowi.
W zaświatach nie będzie samotny.



na chwilę obecną to wszystko...

Podpis: 

Beata 16.06.2004
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Posłannictwo z gwiazd Noc polarna Podstęp
Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji Na północy Norwegii. Historia trudnej miłości, która powraca po latach.
Sponsorowane: 50Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.