http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
310

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

  Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I

Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Demoralizacja

Ciągle przed oczami – Ty. Cały świat to Twoje oczy. To nie Bóg patrzy na mnie z Nieba. Niebem jest Twoja piękna twarz.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Epitafium dla przydrożnego ścierwa

krótki opis

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1069
użytkowników.

Gości:
1069
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 75324

75324

Specjalne miejsce

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
13-07-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Kultura/Fantastyka
Rozmiar
15 kb
Czytane
6115
Głosy
6
Ocena
4.67

Zmiany
17-10-20

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R-za zgodą rodziców

Autor: PCScorpio Podpis: Mirek "PCScorpio" Henning
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Miejsce wyglądało tak samo jak zwykle. To znaczy – niezwykle. (opowiadanie lekko fantastyczne)

Opublikowany w:

Specjalne miejsce

Miejsce wyglądało tak samo jak zwykle. To znaczy – niezwykle. Promienie słońca przeświecały spomiędzy liści, nadając leśnej polance niezwykły, odrealniony wygląd. Była wczesna jesień, las był już czerwonawo-złoty, a daleko, pomiędzy drzewami wszystko rozmywało się w subtelnej, białej mgle. I Miecz musiał przyznać, że w tym widoku było coś magicznego, mimo iż niczego związanego z magią nie mógł uważać za dobre.
Mieczysław Opiła zwany Mieczem i jego towarzysze usiedli na zwalonym pniu. Z głębokim westchnieniem wyciągnęli nogi i zaczęli wydobywać na wierzch pobrzękującą zawartość plecaka.
- Za Naród - powiedzieli i zderzyli się puszkami. Rozbrzmiały uroczyste syki i gulgotanie.
- Bardzo lubię to miejsce - oznajmił Miecz, gdy pierwsze łyki rozlały się przyjemnym ciepłem po wnętrznościach. Cała trójka w milczeniu napawała się napojem i jesiennym słońcem. Za ich plecami, po widocznej za drzewami szosie przemykały od czasu do czasu samochody, ale dostatecznie cicho, by nie psuć klimatu. Przed nimi, otwierał się las.
Przychodzili tu bardzo często, zbaczając w drodze powrotnej z pracy i zazwyczaj zahaczając o zagubiony tuż pod lasem sklep monopolowo-spożywczy. Miejsce pokazał mu jego najlepszy przyjaciel Kudłaty (zwany tak przez przekorę), aktualnie siedzący obok. Trzecim z kompanii był pan Górkiewicz. Jego twarz – starsza, smutniejsza, z posiwiałym wąsem - wyraźnie kontrastowała z obliczami chłopaków, choć głowę miał tak samo łysawą. Pił wolniej niż reszta i z zadumą wpatrywał się w las.
- Ja też - odezwał się poważnym głosem - Dobrze tu przyjść, odpocząć na chwilę na łonie tej ziemi… z dala od tego wszystkiego.
- Jak jeszcze słuchałem pogańskiej muzyki, Graveland i Saltus i takich tam, często tu przychodziliśmy z kumplami - opowiadał Kudłaty - Natas mówił, że tu był święty krąg dawnych Słowian, czy coś w tym stylu. Miejsce mocy.
- Fajnych miałeś kumpli - mruknął Górkiewicz - Okultyzm i satanizm...
- Dawne czaaasy - stwierdził lekceważąco Miecz, po kryjomu dając Kudłatemu kuksańca. Nie lubił, gdy przyjaciel wspominał komukolwiek o czasach przed swoim powrotem do prawdziwej wiary, a już zwłaszcza Górkiewiczowi, który gotów ich wyrzucić z organizacji.
- Rozumiem błędy młodości - oświadczył Górkiewicz - ale lekceważyć tego nie wolno. To w tym przecież tkwi przyczyna obecnego upadku. Jeśli młodzież masowo odwraca się od Boga, to jaka ma być przyszłość narodu?
Pokiwali głowami.
- Wiele jest sił, które walczą z naszym narodem. Masoni, lobby amerykańsko-izraelskie, polskojęzyczne media. Ale za nimi wszystkimi stoi tylko jedna siła. Szatan! On jest wrogiem wszystkiego, co żyje. Nie tylko nasz naród, ale cały świat czeka zagłada, jeśli nie będziemy walczyć o obronę wiary, o prawdziwe wartości.
Znowu pokiwali głowami. Pan Górkiewicz mówił jeszcze chwilę, o liberalizmie i relatywizmie, o promowaniu okultyzmu w mediach, o wróżbiarstwie i tai chi i różnych innych zagrożeniach. Odmówił drugiego piwa, kiedy otwierali. Wreszcie wstał, odruchowo rozejrzał się dookoła i wręczył im wyciągniętą ze swojej torby reklamówkę z grubym plikiem plakatów i ulotek.
- Rozklejcie wszystko - rozkazał - Szukajcie nowych miejsc. Trzeba dotrzeć do ludzi. A ty, Mietek, działasz w internecie?
- Jak zawsze. Na blogu dziesięć odwiedzin dzisiaj miałem - pochwalił się Miecz.
- To dużo, nie? Dużo. No, na mnie już czas - Górkiewicz wstał i zabrał torbę, znów się rozglądając - Z panem Bogiem, chłopcy.
Zostali sami. Przez chwilę w milczeniu napawali się świeżym powietrzem. Kudłaty wydobył z kieszeni zgniecioną paczkę Fajrantów – czekał aż do tej chwili, bo starsi w organizacji nie pochwalali palenia przez młodzież. Zapalili i zaciągnęli się. Powymieniali nowe kawały o czarnych, pośmieli się chwilę i znów milczeli, wpatrując się w prześwitujące promienie. Miecz miał wrażenie, że robi się senny.
- Pan Górkiewicz ma rację - rzucił Kudłaty, dopijając drugą puszkę - Jak nie będziemy walczyć z tym całym relatywizmem, to szlag trafi cały świat, nie tylko nasz kraj.
- Przecież walczymy - odpowiedział Miecz, obserwując spod półprzymkniętych powiek polankę, która wydawała się jeszcze bardziej nierzeczywista niż przedtem. Wydawało się, że w mlecznej, mglistej poświacie poruszają się jakieś niewyraźne ludzkie kształty.
- Musimy walczyć bardziej! Ateiści i inne cwele rządzą się jak u siebie. Musimy pokazywać, że nasz kraj był, jest i będzie katolicki!
Miecz zakrztusił się, a kiedy złapał oddech, zakręciło mu się w głowie. Czy papieros miał coś w sobie? Przecież piwa nie mogło być za dużo.
- Jak ta dzisiejsza Polska wygląda, lewaki, pedały, parady... - głos Kudłatego zmieniał się, to rozbrzmiewał wyraźniej, to znów gdzieś odpływał, stając się chwilami odległym i nie do końca zrozumiałym mamrotaniem, które łagodnie mieszało się z odgłosami lasu. Gdzieś daleko chyba zawył wilk. Wilk? Jak to możliwe tak blisko miasta? Wilków nie miało prawa tu być co najmniej od II wojny światowej...
- Ja... tego, stary, nie słyszałem... co mówiłeś? - spytał, ledwo łapiąc oddech. Nie słyszał własnego głosu.
- …ojcowie, dziadowie nasi patrzą na nas i łzy przelewają, ot co!
Zdał sobie teraz sprawę, że nie widzi również ani nie czuje własnego ciała. Dziwaczne uczucie oderwania od wszelkich fizycznych doznań nie było ani przyjemne, ani przykre – po prostu dziwaczne. Mógł tylko słuchać i patrzeć – patrzył więc na las wokół siebie, całkowicie oszołomiony.
Miejsce dookoła było z pewnością tym samym miejscem, ale las zmienił się – była późniejsza jesień, niewielkie ilości czerwono-brązowych liści widniały na drzewach, przez gołe gałęzie przeświecało czerwono zachodzące słońce. W tej ponurej scenerii, siedziało tu na zwalonym pniu trzech mężczyzn w długich, przybrudzonych białych szatach. Wszyscy byli starzy, mieli siwe brody i bardzo nieporządne szare włosy. Ten, którego słyszał na początku, najstarszy i najbardziej wyłysiały sprzeczał się podniesionym głosem z drugim.
- Bracia żercy, dość tych jałowych gadek - oświadczył wreszcie trzeci, najwyższy, wstając i uderzając w ziemię kosturem - Daj pokój ojcom, Wojmirze. Nie zebraliśmy się tu w świętym gaju, żeby się spierać jak baby. Trzeba nam wrócić do najważniejszego.
Miecz nie do końca rozumiał język, w którym przemawiali, ale w jakiś sposób miał wrażenie, że rozumie bardzo dobrze każde zdanie.
- Słusznie - najstarszy zaprzestał wreszcie sprzeczki - Czcigodny Lechu, mówcie, co dalej było u knezia.
- Co dalej, co dalej - odrzekł gderliwym tonem ten z najdłuższą brodą - Dyć mówię. Sami już przecie wiecie. Zgodził się po dobroci na przyjęcie chrztu, tak jak Mieszko nakazał.
- Ale cóż nam Mieszko, cóż nam Polanie? Bogów trzeba nam słuchać, nie tego łotra! To że on cudzemu szaleństwu uległ, to nie znaczy, że i my musimy!
- Wychodzi, Jarosławie, że musimy. Inaczej cysarz niemiecki przyśle tu takich, co nas będą chrzcili, ale już wcale nie po dobroci.
- I tyś się na to zgodził?
- Dyć mówię. Nie zgodziłem się najpierw. Idę i mówię mu: jakże to, kneziu, kary bożej się nie boicie? A on mi na to: Ukórz się, świątku, albo wasz chram z dymem każę puścić. Tak powiedział, na Welesa, „świątku” do mnie powiedział, jak do byle chama!
- I co?
- Ukorzyłem się. A chram i tak psiekrwie spalili. Odszczepieńcy, psy plugawe, nie będzie dla nich spokoju w Nawii!
- I dąb ścięli - dodał płaczliwie Wojmir - I krzyż w tym miejscu postawili, mordy wszeteczne. A niemiecki misyjonarz powiedział, że ichni chram zaczną stawiać od następnego miesiąca, gdzie ofiarne miejsce Welesa było.
Milczeli przez chwilę, porażeni tą informacją.
- Weles się zemści - oświadczył grobowym głosem Jarosław - Bogowie nie pozwolą się obrażać. Cały nasz lud bieda czeka, dopóki nie zaczniemy bronić wiary naszych ojców, dopóki pozwolimy obcym przybłędom panoszyć się tu jak u siebie, młodzież krzywić, prawa przekręcać!
- Prędzej umrę niż pozwolę, żeby obca wiara zatruła nasz lud i ziemię! - krzyknął Wojmił. Wiekowy już był, więc nie brzmiało to aż tak walecznie, trzeba było przyznać.
- A może - rzucił Lech - coś w tym jednak jest? Szlachetnie brzmi to, co oni gadają. Miłuj bliźniego swego, wrogowi przebaczaj… Tyle już krwi przelano, tyle czasu nasz lud pokoju wyglądał.
- Akurat - najwyższy żerca zgrzytnął zębami - Wiele by z naszego ludu zostało, jakbyśmy wrogom przebaczali! A misyjonarze sami w to nie wierzą, jeno tak ględzą, by ludowi ciemnemu pięknymi słowy w głowach zamącić! Niemieckie gadziny! - zerwał się i chodził po polanie w kółko, warcząc niby żbik jaki - O pokoju i miłości bajają, a za nimi inni Niemcy lezą, i Czesi i Morawianie, w żelazo zakuci! Tylko czekają, żeby mieczem a włócznią w rzyć nas ubóść, a chrześcijańskie czary na nas odprawić, licha i dyjabły swoje zamorskie nasłać! Czuję i tu jednego!
- A z miodem aby nie przesadzał ty, bracie? - spytał z powątpiewaniem Lech.
- Milcz, psiajucho. O, tu, niech mnie Perun skarze. Tu się licho ukryło! - Jarosław ryknął znienacka i obrócił się dokładnie w stronę, z której on, Miecz, przez cały czas patrzył. Spojrzał mu prawie dokładnie w oczy, i wskazał swoim kosturem.
- Idź precz, licho, duchu przybłędo, zarazo podła! - wrzasnął, po czym przeszedł na jakiś jeszcze dawniejszy język, mamrotał coś niezrozumiałego machając kosturem. Miecz jednak już tego nie słyszał; dziwna wizja zabierała go daleko od tego miejsca, widział, jak drzewa, łąka i sylwetki trzech brodaczy oddalają się z zawrotną szybkością, i czuł, że coś jakby wiatr, wydobywający się z kija starego wariata, porywa go z sobą i unosi gdzieś daleko. Jednocześnie, czuł jednak, że nie rusza się z tego miejsca ani o centymetr… Nie dało się po prostu tego opisać.
Nieznośny efekt pędu w tył i jednoczesnego bezruchu, trwał tak długo, że Miecz zaczął odczuwać nudności w żołądku (tym samym, który przestał czuć jeszcze parę minut temu). Otwarł oczy, i przez chwilę nie widział dosłownie niczego; przez następną chwilę nie pamiętał kim jest, jak się nazywa i gdzie się znajduje, i straszliwe przerażenie zdusiło mu oddech tak, że chciał krzyczeć, ale wydobył z siebie tylko jakiś żałosny jęk.
- Coś ty? - spytał jakiś głos obok - Zwarcie miałeś?
Ten głos należał do... no tak, należał do Nikolla, jego najlepszego przyjaciela. Lars przez chwilę rozglądał się po dziwnie obcym otoczeniu, nie wiedząc, gdzie się znajduje.
- Ja... nie. Co... mówiłeś? - wymamrotał, aby zyskać na czasie.
- Mówiliśmy - powtórzył cierpliwie Nikoll - o końcu ery transhumanizmu.
A, prawda. Przyszli przecież na ten stary, zapomniany parking na tyłach starożytnego osiedla, aby spokojnie porozmawiać. Kamer Systemu prawdopodobnie tu nie było, a nawet jeśli ktoś ich zauważy, weźmie ich pewnie za wyznawców nadchodzącej Ery Koziorożca bądź innych ezoterycznych wariatów. Takie wyrzutki społeczeństwa przychodziły tu dość często, twierdząc, że tu straszy, lub że znajduje się tu „czakram energii” lub podobna bzdura. A zresztą, kamer i tak ubywało w miarę jak przybywało bioroidów.
- Bioroidy - Nikoll Ahoot’e ciągnął wątek przerwany przed chwilą przez jęk Larsa - są naszym następcą jako gatunek. Transhumanizm jako rozszerzanie możliwości i samego kształtu człowieczeństwa, dotarł już niestety do granic możliwości.
- Myślisz - odezwał się trzeci ich kompan, Ahuramazda, przysłuchujący się dotąd w milczeniu - że przegramy wyścig z bioroidami?
- Już go przegraliśmy. Przecież przeprowadzki w kosmos już teraz są zarezerwowane w połowie dla bioroidów. Przez tyle wieków wymyślaliśmy sposoby na ulepszenie człowieka, ale nic się w pełni nie udało. Maszyny? Przenoszenie osobowości na nośniki elektroniczne i dalsze też się nie udało, zresztą to też nie był sensu stricte umysł, tylko zatrzymana w rozwoju kopia. Najlepsze co zdołaliśmy osiągnąć to rozszerzenia, takie jak to, które przed chwilą nawaliło naszemu kumplowi Larsowi…
- Nic mi… nie nawaliło - sprzeciwił się Lars, choć jeszcze nie odzyskał w pełni zdolności mowy, i nie opuszczało go dziwaczne wrażenie że jeszcze przed chwilą był kimś innym, gdzie indziej… gdzieś w lesie, czy może na łące… Na szczęście wrażenie rozwiewało się z wolna, rzeczywistość wracała na miejsce.
- Znajdujemy się w specjalnym miejscu na linii czasu. Tu zmienia się wszystko, cywilizacja znowu skręca w inną stronę tak, jak robiła to już wiele razy wcześniej. Bioroidy…
- Jak miejsce może być na linii czasu? Możemy mówić tylko o miejscu, punkcie w przestrzeni przesuwającym się wzdłuż linii czasu, to jest w czwartym wymiarze. Wiedza na poziomie przedszkola.
- Nie czepiaj się, bo cię kopnę. Bioroidy przewyższają nas nie tylko pod względem fizycznym i mentalnym, ale dzięki łatwości programowania, nawet i moralnym. Przez tyle tysięcy lat my, ludzie, nie potrafiliśmy pokonać naszych tendencji do agresji i samozagłady. Stworzyliśmy sztucznych ludzi, aby zastępowali nas przy wszystkim, z czym nie damy sobie rady. A teraz nas zastąpią nas na całego.
- Gdybym to ja był bioroidem - poskarżył się Ahuramazda - od razu przerobiłbym się z powrotem na kobietę. Wkurza mnie już to ciało jak rzadko co. A na transform trzeba czekać parę miesięcy. Bioroidy mają od razu. To dyskryminacja.
- Przecież u nich transform jest o wiele łatwiejszy. Nie trzeba przeprowadzać całej rekonfiguracji ani transferu macierzystych, oni są tworzeni od razu z komórek łatwozmiennych...
- No przecież właśnie mówię. Jak to nie jest dyskryminacja to ja nie wiem, co nią jest.
- Dość już tego - Nikoll wstał i otrzepał nanokostium z przedpotopowego betonowego pyłu - Musimy wracać, pies marudził że od trzech dni go nie wyprowadzałem. Mówię wam, w starożytności ludzie mieli łatwiej z tymi bydlętami…
Dołączyli do niego, bo robiło się późno, System lada chwila ogłosi że czas opuszczać tę strefę. Zerwał się wiatr i ze świstem zaczął unosić starożytne śmieci przez pogrążony w ciemności parking, od strony wysypiska dobiegały głośne świergoty i mlaski dzikich karaków oraz jakichś zmutowanych pokrak. Głosy przyjaciół niosły się daleko po opustoszałej strefie.
- Bardzo nie lubię tego miejsca - oświadczył Ahuramazda - Zakłócenia magnetyczne prawie że widać gołym okiem. Kto wie co się w takim miejscu może zdarzyć.
- Co niby? - pytał kpiąco Nikoll - Poza tym, że rozszerzenie w głowie może nawalić, oczywiście.
- Dziwne zjawiska zawsze występowały w miejscach zakłócenia pola magnetycznego planety. Jak kiedyś w Trójkącie Bermudzkim.
- Mówisz o tych rzekomych przenosinach w czasie albo przestrzeni? Niemożliwe. Tak silne zaburzenia nie występują w naturze, najwyżej w środowiskach sztucznych jak napędy grawito-radialne.
- Ale przecież udowodniono, że nawet w mniejszych zaburzeniach pola może dojść do drobnych zakrzywień w wymiarze piątym i wyższych. A gdyby doszło do przenosin nie materialnie, ale psychicznie?
- Zrób już sobie lepiej ten transform, bo mózg ci już do reszty kapcanieje, lat dopiero 60 a gada jakby miał ze 160…
- Mówię poważnie. Posłuchaj, gdyby tak częstotliwość fal mózgowych wpadła w rezonans z częstotliwością zaburzenia...
Głosy cichły stopniowo, aż wreszcie utonęły w szumie przelatującej ciężarówki.

Podpis: 

Mirek "PCScorpio" Henning 2012
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Głupia Sztuka Akt II Miłość z internetu - czytaj części od I do XII Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :) Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych
Sponsorowane: 305Sponsorowane: 303Sponsorowane: 302

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.