http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Znikająca miłość

Obraz miłości w czasach pozornie takich jak nasze.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
615
użytkowników.

Gości:
615
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 75539

75539

Drzewo Wody

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
13-08-17

Typ
P
-powieść
Kategoria
Fantasy/Przygoda/Przyjaźń
Rozmiar
32 kb
Czytane
3869
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
18-03-10

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: zaszumiał-wiatr Podpis: zaszumiał wiatr
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Powieść-droga fantasy. III rozdział.

Opublikowany w:

Drzewo Wody

Aledia z niechęcią spojrzała w stronę, którą wskazał i chcąc, nie chcąc, musiała przyznać mu rację. Mimo że drzewiec siedział skulony, jego postać górowała nad innymi stworzeniami. Pochylał się nad stołem i rozłożonymi pergaminami, nie rozglądał się podejrzliwie po gospodzie, ani nie zwracał uwagi na zaczepki siedzącego w pobliżu cyklopa. Skupiony na własnym zajęciu, sprawiał wrażenie łagodnego i uprzejmego, a w porównaniu do reszty klientów „Starego Dębu” był idealnym informatorem.
Nimfa z kwaśną miną odwróciła się do Dornasa, który nie krył samozadowolenia.
- Zwróć uwagę na jego pień. Ma kilkanaście warstw.
Warstwy pnia drzewców świadczyły o ich przeżytych dziesięcioleciach, a proporcjonalnie do ich wieku, wzrastała także ich mądrość. Były długowieczne i chętnie dzieliły się swoją wiedzą, jednak należały do istot zachłannych i oderwanych od rzeczywistości. Jedni uważali ich za mędrców, inni za szaleńców, którzy swoimi opowieściami zaburzają równowagę panującą w świecie. Zapewne były jednymi, jak i drugimi, dlatego nierzadko uznawano je za stworzenia mało wiarygodne i niesłusznie oskarżano o kłamstwa. Nie bez powodu poszukiwały samotności i zachowywały coraz większy dystans w stosunku do innych. Mimo to, Dornas był pełen nadziei, że właśnie ten drzewiec udzieli im wskazówek, których tak potrzebowali.
- Myślisz, że zgodzi się nam pomóc?
Dornas chwilę rozmyślał nad odpowiedzią, nie chciał zniechęcać ani Aledii, ani siebie, jednak wiedział, że nie dostanie żadnych informacji za darmo. Nie był aż tak naiwny, żeby wierzyć w bezinteresowność drzewca.
- Tak, ale na zasadzie wymiany.
- Co damy mu w zamian? – Nimfa skupiła wzrok na drzewcu, starając się dojść, co mogłoby go dostatecznie zainteresować.
Wtem na ladzie pojawiła się mapa otrzymana od Katala.
- To.
Głos elfa brzmiał zdecydowanie, ale Aledia poczuła lekkie ukłucie niepewności.
- Jak trafimy w drodze powrotnej?
Ich spojrzenia się skrzyżowały i Dornas nie musiał odpowiadać. Zrozumiała, że będą musieli się bez niej obejść – o ile w ogóle będą wracać. Przebiegł ją dreszcz przerażenia, że to podróż bez powrotu. Wyruszają drogą w jedną stronę, paląc za sobą mosty i odcinając od dawnego życia.
- Damy sobie radę – mruknął Dornas. Nie był pewien, czy pocieszał przyjaciółkę, czy siebie samego, ale to nie miało znaczenia. Dadzą radę, inaczej przyjdzie im wymienić się na coś znacznie cenniejszego niż stara mapa. Coś, czego w tym momencie nawet nie chciał brać pod uwagę.
- Miejmy to za sobą.
Kiedy wstali z krzeseł, grupa goblinów rzuciła im badawcze spojrzenie. Zignorowali ich natarczywy wzrok, jednak wyczuli, że coś wisi w powietrzu. Im szybciej załatwią sprawę z drzewcem, tym prędzej opuszczą salę.
Gdy stanęli przy stoliku drzewca, ten nawet nie podniósł wzroku. Dopiero po pierwszych słowach Dornasa drgnął i posłał im uważne spojrzenie ciemnych oczu.
- Moglibyśmy przeszkodzić?
Nie odpowiedział od razu, ze skupieniem ich lustrował, jakby starał się odgadnąć ich zamiary.
- Nazywam się Dornas, to jest Aledia. Pochodzimy ze Świetlistego Lasu.
Na nazwę lasu drzewiec drgnął, jego wyraz twarzy nieco złagodniał i zdawał się bardziej zainteresowany powodami, dla których mu przeszkodzili.
- Świetlisty Las to miejsce, w którym się narodziłem. Chętnie udzielę pomocy każdemu stworzeniu, które stamtąd pochodzi. – Obdarzył ich przyjaznym spojrzeniem, przez co poczuli, że mogą mu zaufać. – Nazywam się Marishen. – Miał głęboki głos, który odzwierciedlał siłę perswazji i nieugięcie.
- Nasza historia nie należy do prostych i zwyczajnych. – Zaczął Dornas i wymienił z Aledią spojrzenia, aby wybadać, ile może powiedzieć. Po jej ledwo dostrzegalnym skinieniu, kontynuował.
– Kilka lat temu wraz z Aledią i naszym wspólnym przyjacielem Tauterem odnaleźliśmy niesamowite drzewo, które pod wpływem ducha bogini leśnej ożyło. Okazało się, że była to od dawna niewzywana Infinia, która zgodziła się opowiedzieć nam jedną ze swych historii, która dotyczyła Drzewa Wody. Pomimo wielu lat nasz przyjaciel nigdy o nim nie zapomniał i kilka dni temu wyruszył go szukać. Postanowiliśmy ruszyć za nim, ale sęk w tym, że nie znamy drogi do Dartomenu. Czy istnieje możliwość, żebyś opisał nam, jak tam dotrzeć?
Przyjaciele wstrzymali oddech, gdy Marishen, przedtem zamyślony i spokojny, nagle obrzucił ich podejrzliwym spojrzeniem.
- Dartomen? – W jego głosie pobrzmiewała niechęć. – Nie jest to miejsce, do którego warto znać drogę.
Dornas postanowił przemilczeć tę uwagę i dać drzewcowi chwilę do namysłu. Aledia nie posiadała tyle wyrozumiałości, chrząknęła ze zniecierpliwieniem po dłuższej chwili milczenia.
Marishen ocknął się z zamyślenia, rozejrzał wokół, jakby upewniał się, czy nikt ich nie podsłuchuje i skinął na trzymaną przez Dornasa mapę.
- Co to jest?
Elf nabrał powietrza, aby dodać sobie odwagi i na wydechu odrzekł:
- Zapłata.
Przez twarz drzewca przemknął cień uśmiechu i powoli pokiwał głową.
- Dobrze, wskażę wam drogę do Dartomenu, jednak nie jest to ani łatwa, ani przyjemna podróż. Nie należy też do krótkich, mam nadzieję, że zdajecie sobie z tego sprawę. Mam ze sobą mapę prowadzącą do Metesmintu, ostatniego przystanku przed Lasem Ciemności i wreszcie Dartomenem. Z Metesmintu traficie bez problemu, bo z niego droga prowadzi tylko w dwie strony – do świata żywych i tych poszukujących Drzewa Wody – skrzywił się na dźwięk własnych słów. – O tak, słyszałem niejedno o śmiałkach, którzy porywali się na ten diabelski artefakt i żaden z nich nie wrócił z przeklętej krainy. Pomogę wam tylko z dwóch przyczyn. Po pierwsze, widzę, że chcecie sprowadzić przyjaciela ze złej drogi, bo mogę ręczyć, że jest to zła i śmiertelnie niebezpieczna droga. Zapamiętajcie moje słowa. Po drugie, łączą nas więzy ziemi i zawsze będę starał się pomóc stworzeniom z mojego lasu. A wy zdecydowanie potrzebujecie mojej pomocy.
- I bardzo ją doceniamy – wtrącił szybko Dornas, nim Marishen ponownie zalał go potokiem słów.
- Waszym pierwszym celem będzie Alibon zamieszkany przez pegazy. Nie sądzę, żeby spotkały was tam kłopoty, pegazy nie interesują się niczym więcej ponad dobrą strawę i sen. Na was z pewnością nie zwrócą uwagi, bo spotykały już dziwniejsze stworzenia. Jednak mogą próbować przekonać was o zmianie kierunku, czasem mylą podróżnych dla rozrywki, a robią to tak subtelnie i przekonująco, że nawet nie zauważycie, kiedy ich pomysły staną się waszymi celami. – Tu na chwilę przerwał, żeby spośród rozłożonych pergaminów wydostać mapę do Metesmintu.
Była większa i zachowana w lepszym stanie niż ta otrzymana od Katala. Gdy drzewiec przekazał ją Dornasowi, przebiegł go dreszcz silnej energii. Z namysłem ją rozłożył, a jego oczom ukazała się plątanina dróg i ścieżek, każda większa osada czy bór, wzgórza, rzeki, strumyki, a to wszystko wykonane z niesamowitą dokładnością w miniaturowej skali. Z niemałą trudnością przyszło Dornasowi odszukanie symbolu Birtelejtu. Po chwili z rozczarowaniem zrozumiał, że mapa może być trudniejsza do odczytania, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
- To robota liliputów – wyjaśnił Marishen widząc dezorientację elfa. – Wyjątkowo dokładne i zgodne mapy, ale odpowiednie do wzrostu swoich twórców. Mimo to mam nadzieję, że sobie z nią poradzicie. Cieszcie się, że nie zostaliście z mapą hopgoblinów! Bywają bardzo mylące i zdradliwe, a od czasu do czasu lubią coś wymazać lub zmienić kierunek. A wtedy wschód okazuje się północnym zachodem, gdzie w górskich kotlinach czeka na was grupa goblinów. To bardzo podstępne i niebezpiecznie sprytne istoty, choć przez większość niedoceniane, a nawet lekceważone. Zapamiętajcie, że goblinom nie można ufać w żadnej sytuacji.
Aledia mimowolnie rzuciła zaniepokojone spojrzenie w stronę grupki siedzącej pod oknem. Mimo że gobliny wciąż grały w karty, nimfa przeczuwała, że to tylko przykrywka i co chwilę któryś z nich przeszywał ją spojrzeniem. Wzdrygnęła się i odwróciła do Marishena.
- Ile czasu zajmie droga do Alibonu?
- Najwyżej dobę, jednak później czeka was przeprawa do Leternu, który jest rozległym miastem i tam zejdzie wam na pewno dłużej.
- Letern? – Wyszeptał Dornas, a jego zmarszczone brwi świadczyły o tym, że coś go zastanowiło. – Czy to tam po raz ostatni widziano sześciogłową hydrę?
Marishen odchylił się na krześle, a jego tułów niepokojąco zatrzeszczał. Podrapał się długim, drewnianym palcem po policzku, a jego oczy rozbłysły z zaskoczenia i fascynacji.
- Wiele wiesz, elfie. To prawda, ostatni raz hydrę widziano sześć dziesięcioleci temu w okolicach Leternu. Świadkowie przysięgali, że była niespotykanie wielka, a każdą z jej głów zdobił cenny róg. Nie wiem, czy wiecie, że sproszkowany róg hydry wraz z jadem jaszczura i łuską meduzy tworzy eliksir życia podobny do tego z Drzewa Wody. Dlatego hydry są pożądane przez niejednego czarnoksiężnika, a wiedźmy oddają własną moc za choćby garść sproszkowanego rogu. Jednak od tamtej pory nikt nie widział żadnej hydry. Mówi się, że wszystkie zabił niejaki Malum, który sprzedaje rogi po niewyobrażalnych cenach. Czy to prawda? Czy nawet najwyższa kwota skłoniłaby go do śmiertelnej walki z hydrą? Trudno orzec, ale jeśli to prawda, Malum jest czarodziejem, którego należy się obawiać.
Drzewiec siedział chwilę w ciszy, wzrok utkwił w podłodze i zdawał się być daleko poza Starym Dębem. Po jakimś czasie jednak się ocknął i powrócił do mapy.
- Przejście przez Letern zajmie wam minimum dwa, trzy dni. Radziłbym wam podróżować nocą, w ciągu dnia miasto jest praktycznie nie do przejścia. Z drugiej strony z nocną podróżą wiąże się duże niebezpieczeństwo napadu najróżniejszych stworzeń.
Po opuszczeniu Leternu najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie sobie transportu. Odległość pomiędzy Leternem a Metesmintem jest znaczna, a pokonanie pięćdziesięciu mil może być męczące. Wiem, że pod Leternem znajduje się stadnina, spróbujcie tam dowiedzieć się czegoś więcej. Metesmint to jedno z największych miast zamieszkanych przez ludzi, a ponadto rządzi nim niejaki Xavier von Lamorr. Paskudny typ, uwięził niejedno stworzenie bez żadnego powodu, a szczególną nienawiścią darzy metefeninów.
Aledia drgnęła na tę wiadomość.
- Dlaczego?
- Von Lamorr jest mieszańcem. – Marishen ściszył głos. – Lady Madelayda, jego matka jest człowiekiem, ale ojciec był właśnie mtefeninem. Mówi się, że syn własnoręcznie postarał się o szybkie zakończenie życia lorda Varmanda. Kto wie, po nim można się spodziewać najgorszego. Z jego rozkazu zapełniono metefeninami połowę cel w Wiezieniu Stworzeń Skazanych w Dartomenie. A jak wiadomo, stamtąd nie wraca się żywym.
Zapadła dłuższa cisza wypełniona niepokojem i przygnębieniem. Przyjaciół przechodził dreszcz na samo wspomnienie o Więzieniu, o którym woleli wiedzieć jak najmniej. Jednak i ich nie ominęły mrożące krew w żyłach opowieści o andrelach strzegących cel skazańców i ograch, którzy lubowali się w okrucieństwie.
Aledia przyjrzała się dokładnie milczącemu drzewcowi i zastanowiło ją, że do tej pory nie powiedział o sobie prawie ani słowa. Nie chciał się z nikim dzielić przyczynami, dla których spędzał wieczór w przydrożnej gospodzie czy może sądził, że nikogo one nie interesują? Czy oczekiwał, że któreś z nich go o nie zapyta? I czy powinni? Aledia starała się wyczytać cokolwiek z jego zamyślonej twarzy, ale nie potrafiła. Ponownie dotknął ją brak głębszego odczuwania i zrozumienia emocji innych istot, nawet własnych emocji. Spuściła wzrok i mimowolnie zacisnęła zęby.
Powróciła myślami do poranka, gdy przez przypadek dotknęła obojczyka Dornasa i poczuła coś, czego nie potrafiła wytłumaczyć. Starała się przeanalizować lata, które spędzali w swoim towarzystwie i zdała sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś tak silnego i niepewnego zarazem. Czy Dornas miał rację, mówiąc, że jest zdolna do uczuć? Czy może się nauczyć je odczuwać i rozróżniać?
Ponownie rzuciła Marishenowi wnikliwe spojrzenie i ogarnęła ją silna potrzeba zadania mu setki pytań, dowiedzenia się o nim czegoś więcej, odczytania emocji, która pojawi się w jego oczach, gdy zapyta go, co tu robi. Nabrała głęboko powietrza i już otworzyła usta, jednak ubiegł ją Dornas.
- Oto nasza zapłata – wręczył Marishenowi mapę. – Dziękujemy ci za pomoc, możesz wierzyć, że jest bezcenna.
Mina Aledii wskazywała na to, że jest rozczarowana, jednak ów wyraz szybko zniknął zastąpiony obojętnością.
- Ja również wam dziękuję. – Drzewiec skinął lekko głową i powrócił do swoich pergaminów, dając im do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca.
Wstali od stołu i wrócili na miejsca przy barze. Grupa goblinów spod okna zdążyła opuścić karczmę i atmosfera wydawała się nieco lżejsza. Dornas zamówił dla nich skromną kolację.
- Co o tym wszystkim sądzisz? – zagadnął.
Aledia obejrzała się przez ramię i posłała drzewcowi przygnębione spojrzenie.
- Jak myślisz, co on tutaj robi? – odpowiedziała pytaniem.
- Nie wiem, ale nie wydaje mi się, żeby chciał się z nami podzielić informacją na ten temat.
- Może czekał, aż wykażemy zainteresowanie… - mruknęła nieśmiało Aledia, rysując palcami po drewnianym blacie.
Dornas przyjrzał się jej uważniej i przez ułamek sekundy wydawało mu się, że nimfa jest smutna, a nawet zrozpaczona, ale gdy mrugnął, wrażenie znikło. Wyglądała po prostu na zmęczoną i przygaszoną.
- Nie, Aledio. Drzewce nie są istotami, które mówią o sobie. Są mądre i mają szeroką wiedzę na temat innych stworzeń, ale własne tajemnice skrywają głęboko. Lepiej ich o nie nie pytać. Nikt nie jest pewny, jak zdobywają swoje informacje.
- Chyba nie sugerujesz…
Elf wzruszył obojętnie ramionami.
- Niemniej jednak Marishen wydał mi się uczciwy i wierzę, że mapa, którą nam przekazał, zaprowadzi nas do Dartomenu. Chociaż wolałbym tam nigdy nie dotrzeć i odnaleźć Tautera przed tym przeklętym miejscem.
Aledia miała wrażenie, że wyczuła w jego głosie złość i zwróciła na niego zaskoczone spojrzenie.
- To zrozumiałe, ale biorąc pod uwagę jego szybkość, może nam się to nie udać. A wtedy…
- Właśnie, co zrobimy wtedy? Zastanawiałaś się nad tym? Co we dwoje zrobimy w Dartomenie? My też udamy się po Drzewo Wody? – Jego ton był drwiący i opryskliwy.
- Zrobimy wszystko, aby zapewnić mu bezpieczeństwo, jakkolwiek by ono nie wyglądało. Taki był nasz cel, gdy wyruszaliśmy.
- Czyli jesteś gotowa narażać swoje życie i szukać Drzewa Wody, bo może gdzieś po drodze natkniemy się na Tautera?
- To był twój pomysł – syknęła Aledia, nim zdążyła ugryźć się w język.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś.
- Widzę, że jesteś rozgoryczony, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego teraz. Chcesz się poddać? Akurat w tym momencie, gdy zdobyliśmy mapę i mamy większe szanse na pokonanie drogi szybciej niż Tauter?
Dornas czuł, że gniew powoli z niego ulatuje i zastępuje go poczucie wstydu. Irytowała go Aledia z negatywnym nastawieniem i ciągłymi wyrzutami, ale tym razem role się odwróciły. To on naskoczył na nią bez powodu i mimo tego, że jej słowa go zabolały, miała rację – to był jego pomysł. Być może najgorsza decyzja, jaką podjął. A może rzeczywiście zaczął się poddawać.
Odchrząknął i wolno pokiwał głową.
- Zapewne masz rację. Chciałbym móc się poddać.
Aledia złagodniała, gdy ujrzała, że Dornas przeżywa wszystko dużo silniej niż ona. Wiedziała, że nadeszła chwila, aby zrozumiał, że ma w niej wsparcie.
- Rozumiem – szepnęła i położyła swoją dłoń na jego. – Ale dobrze, że wiesz, że nie możesz.
Elf wpatrywał się w błękitną, delikatną rękę spoczywającą na jego własnej i poczuł bijącą z niej siłę. Nie było w niej ani odrobiny magii, ani energii życiowej, to było coś więcej, coś związanego jedynie z osobą Aledii. Podniósł wzrok i gdy napotkał jej roziskrzone oczy, poczuł łączącą ich więź, dzięki której będzie w stanie dokończyć tę podróż. Dzięki niej będzie w stanie pogodzić się ze swoimi słabościami, może kiedyś nawet je zaakceptować. Poczuł, że między ich dłońmi przeskakuje prąd i równocześnie przeszedł ich dreszcz. Powróciło nienazwane uczucie, które migotało między nimi, sprawiając, że ujął jej wątłe palce w swoje.
- Chyba macie ogon. – Głos barmana przerwał pełną napięcia chwilę, a ich więź zerwała się, niczym lina, gdy Aledia szybkim ruchem zabrała ręce.
Dornas ocknął się i instynktownie rozejrzał wokół. Słowa barmana zaniepokoiły go, jednak pomimo że przyjrzał się dokładnie każdemu stworzeniu w gospodzie, nie dostrzegł nikogo nimi zainteresowanego. Chciał zapytać barmana, co miał na myśli, ale ten postawiwszy przed nimi talerze, odszedł w stroję stolików.
- Dornasie – dobiegł go zduszony szept tuż obok. – Myślisz, że ktoś nas śledzi?
Wyczuł jej strach szybciej, niż zobaczył. Rzucała przerażone spojrzenia we wszystkie strony karczmy, a z jej turkusowych kosmyków zaczęły kapać krople wody.
- Nie pokazuj po sobie strachu.
Ruchem nakazał jej, aby jadła, po czym sam także zabrał się do posiłku. Składał się na niego smażony gołąb i garść kasztanów, które nie wyglądały świeżo, ale nie miał głowy się tym przejmować. Jedli szybko i w milczeniu, oboje byli spięci i każde z nich na swój sposób wyrzucało sobie, że rozproszyła ich chwila bliskości, do której więcej nie mogli dopuścić.
- To najgorsza odmiana wodorostów, jakie jadłam. Chyba sprowadzili je z Tarminy. – Aledia starała się rozładować sytuację, posyłając Dornasowi niepewny uśmiech, ale na niewiele się to zdało. Z westchnieniem wróciła do jedzenia, a niepokój pogrążył ją w złym humorze. Czuła, że podróż ją odmienia, coś się zmieniało. Była z Dornasem, ale równocześnie była sama i nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Zapadała się głębiej w negatywne uczucia, czuła gniew, złość na Tautera, że naraził ich na to wszystko, wściekłość na Dornasa, że nie wie co robić, strach przed nieznanym, a wreszcie przejmujący smutek, gdy pojawiła się myśl, że może już nigdy nie ujrzy przyjaciela. I wtedy to do niej dotarło – jest zdolna do odczuwania; przez tę chwilę czuła wszystkie emocje tak dogłębnie, jak tylko się da i zrozumiała je. Gniew był ostry i dotkliwy, smutek przygaszał wszystko inne, a rozpacz była przenikliwa niczym ostrze. Nim się spostrzegła, poczuła, że w oczach i na końcówkach włosów zbiera się woda. Otarła powiekę, ale nie była to zwykła woda, lecz łzy.
- Aledio – usłyszała cichy głos Dornasa i podniosła na niego wzrok.
Był zmartwiony, tak, na jego śniadej twarzy widniała troska i strapienie, lecz nie pytał jej o powód takiego nastroju, gdyż sam doskonale go rozumiał.
- Chyba coś zrozumiałam – powiedziała cicho. – Nareszcie wiem, że odczuwam.
Nie dotknął jej ręki, ani nie przysunął się bliżej, co było przykre dla nich obojga. Ale jednocześnie dał jej to, czego potrzebowała, czyli zrozumienie i pewność. Wiedziała, że on nigdy w to nie wątpił.
- To chyba za dużo odkryć jak na jeden wieczór – uśmiechnął się nieznacznie, położył na barze dwie monety i wstał. – Odpocznijmy, oboje jesteśmy zmęczeni, co nie wpływa dobrze na nasze nastawienie. Może jutro świat wyda się lepszym miejscem?
Sarkazm w jego tonie otrząsnął Aledię z dziwnego, nieprzyjemnego stanu.
Pokoje dla gości znajdowały się na pierwszym piętrze, na które prowadziły stare, zbutwiałe schody, które przeraźliwie skrzypiały przy każdym kroku. Oświetlała je jedna lampa zawieszona na ścianie, z której kopcił się ciemny, śmierdzący dym. „Pod Starym Dębem” z pewnością nie należała do przytulnych i bezpiecznych miejsc, ale nie mieli wyboru. Gdy dotarli do drzwi wynajętego pokoju, uderzył ich w nozdrza odór zgnilizny i kurzu. Drewniane, grubo ciosane drzwi były zachlapane czymś, co w słabym świetle wyglądało na czarną maź, jednak przeczucie Aledii mówiło jej, że jest to zaschnięta krew. Odepchnęła od siebie myśl, co mogło się wydarzyć w tym pomieszczeniu i przekroczyła próg.
Pokój był niewielki, mieściły się w nim dwa łóżka ustawione pod przeciwnymi ścianami, naprzeciw drzwi stół i dwa krzesła. Było ciemno, brudno i obskurnie, ale przyjaciele cieszyli się, że tej nocy nie spędzą pod gołym niebem. Dornas zajął jedno z łóżek i ułożył torbę przy nagłówku. Zdjął krótką kurtkę, przewiesił przez poręcz i z cichym westchnieniem położył się, wyciągając długie nogi. Może tak naprawdę tylko tego mu brakowało, może liczył się tylko dobry sen.
- Kto mógłby nas śledzić? – Aledia stała przy oknie, jej długie, turkusowe włosy przypominające wodorosty opadały wilgotną falą na plecy.
- Może chodziło o tych goblinów pod oknem. Kto inny miałby się nami interesować? - Czuł, że jego powieki opadają, a on nie ma siły z nimi walczyć.
Nimfa wzruszyła ramionami, a po chwili dobiegł go jej przytłumiony szept.
- Zastanawiałeś się, jak Tauter ma zamiar dostać się do Dartomenu? Skąd zna drogę? A jeśli nie zna – co oddał za tę wiedzę? Wygląda na to, że znaliśmy go tylko w tej części, którą pozwolił nam poznać. Myślałam… - zaczęła i odwróciła głowę, by spojrzeć na elfa, jednak Dornas poddał się zmęczeniu i spał z głową odwróconą w jej stronę.
- Śpij – szepnęła i znowu wyjrzała przez okno.
Ona również czuła, że jej ciało jest wyczerpane, ale to nie sen mógł przynieść mu orzeźwienie, lecz woda. Na placu tuż pod ich oknem znajdowała się studnia, którą mijali przy wejściu. Czuła jak każda komórka jej ciała domaga się życiodajnego płynu, jak woda ją przyciąga. Zerknęła przez ramię na śpiącego elfa i weszła na parapet. Nie było wysoko, a schodzenie po trzeszczących schodach mogło sprowadzić kłopoty. Przykucnęła i cicho zeskoczyła na ziemię. Łzy nadwyrężyły jej stan, była wyczerpana i słabsza niż wczoraj.
Przy studni stało drewniane wiadro, które można było spuścić na linie, aby nabrać wodę. Wzięła je w ręce, było cięższe niż przypuszczała, zawiesiła i powoli spuściła w głąb tunelu. Gdy usłyszała cichy plusk, serce zaczęło jej dudnić w piersi, a na twarzy pojawił się uśmiech. Wciągnięcie wiadra było trudniejszym zadaniem niż jej się wydawało, ale wizja wody dodawała jej sił.
Gdy wreszcie mogła zanurzyć w niej dłonie, nabrać ją, pochlapać twarz i włosy, poczuła ulgę rozpływającą się po jej ciele. Spojrzała w niebo i dostrzegła pełną, jasną tarczę księżyca. Jego światło było ciepłe, bezpieczne, przenikało jej ducha, który karmił się tym spokojem. W tej chwili była zadowolona. Dokonała tego, czego zawsze pragnęła, poznała swoje uczucia. Zdobyli mapę, są bliżej Tautera, może ich niepokoje są bezpodstawne i znajdą go dużo szybciej niż się spodziewają. Znieruchomiała, oczarowana spokojem tej chwili, leniwym światłem księżyca, uczuciem mokrych włosów poruszanych cichym, lekkim wietrzykiem.
W tej chwili Dornas ocknął się ze snu. Podświadomość mówiła mu, że coś jest nie tak, coś jest niepełne. Przetarł oczy, wsparł się na łokciu i rozejrzał. Pokój był brzydki i nędzny jak przedtem, lecz nie tak ciemny dzięki wpadającym przez okno smugom księżyca. Jego światło było srebrne, rozlewało się po pustym pokoju niczym rwąca rzeka. Ten wyjątkowy stan oznaczał, że gobrelle szykują coś niesamowitego, światło księżyca i gwiazd zależało od ich nastrojów. W następnych dniach wydarzy się coś dobrego. To ucieszyło elfa, jednak wciąż czuł niewytłumaczalny niepokój. Wtem zrozumiał, że brakuje Aledii. Zerwał się z łóżka i wyjrzał przez okno. Nachylił się i rytm jego rozszalałego serca zwolnił. Była tu, nigdzie nie zniknęła.
Stała nieruchomo i wpatrywała się w księżyc. Oparł łokcie na parapecie i przyjrzał się jej uważnie. Na twarzy lśniły krople wody, lecz to oczy biły największym blaskiem. Zobaczył, że zaszła w niej zmiana. Nie ta domniemana, w którą zwątpił, lecz namacalna. Poczuł dla niej podziw, ale obok niego pojawiło się coś jeszcze. Coś, czego nie był w stanie wytłumaczyć, ani usprawiedliwić.
Odsunął się od okna i wrócił do łóżka. Chwilę później usłyszał, że i ona jest już w pokoju. Udawał, że śpi, przysłuchując się jej oddechowi, lecz miał wrażenie, że Aledia wie o jego przebudzeniu. Księżyc zakrył się za chmurami i pokój zalała ciemność, która rozluźniła napiętą atmosferę. Dornas poczuł, że znów ogarnia go sen i wkrótce ciemność pochłonęła go całkowicie.

***

Taniyę ze snu wyrwało pieczenie opuszków palców. Otworzyła oczy, lecz wnętrze tertemezji wypełniała ciemność nocy. Przytknęła palce do ust, a wtedy niewidzialny znak pozostawiony przez brata na jej czole rozżarzył się srebrzyście. W czasie dwóch, głębokich oddechów zrozumiała, że Tauter ma kłopoty. Mała cząstka duszy, którą zostawił w niej, aby zapewnić spokój, emanowała coraz jaśniejszym światłem. Pieczenie opuszków mogło oznaczać tylko jedno – ktoś wpłynął na los jej brata. Z całej siły chciała wierzyć, że to Dornas z Aledią go odnaleźli i szykują się do powrotu. Ale zimne światło, które roztaczał znak, zabierało jej każdą cząstkę równowagi, czuła, że dusza Tautera umyka wraz z jej opanowaniem. Zacisnęła mocno powieki, a wtedy wszystko ustało. W tertemezji wciąż panowała ciemność, a Taniya wciąż była sama.

***

Woda szemrała perliście spływając rwającym potokiem. Jego długa wstęga zdawała się wyznaczać doskonały szlak pomiędzy dwoma zboczami, którymi wędrowali Aledia i Dornas. Nimfa nie potrafiła ukryć radości, którą wzbudzała w niej obecność wody. Nie odrywała wzroku od przejrzystego strumienia, na którego dnie majaczyły fluorescencyjne caele. Dornas przyglądał się jej i choć po jego twarzy błądził lekki uśmiech, gdzieś głęboko na dnie pojawiło się ćmiące, niejasne uczucie. Pozostawało nienazwane, mimo że czuł jego istotę tuż pod powierzchnią, jakby prawda czekała na jego najlżejszy ruch. Nie chciał go uczynić.
Droga do Alibonu prowadziła wśród wzgórz i wyżyn, pomiędzy którymi swą nieprzerwaną podróż odbywały strumienie. Trudnością było spotkanie wyższej roślinności, jakby odgórnie pagórkom w roli towarzysza przypadła samotność. Przyjaciele potrafili ją odczuć w niskich, opuszczonych jarach, które spotykali po drodze. Opanowała także wyższe szczyty, których nie odwiedzał nawet wiatr.
- Nigdy nie widziałam takiej przestrzeni – wyznała Aledia. Stała na trawiastym zboczu i głęboko wdychała powietrze. – Wiesz jak pachnie? Wolnością. – W jej oczach pojawił się błysk, gdy spojrzała na zamyślonego Dornasa. Kiwnął machinalnie głową, ale sam nie czuł obecności wolności. Tu nic nie ma, pojawiło się nagle w jego myślach. Bezkresna pustka.
Aledia podświadomie wyczuwała, że jej przyjaciel czuje się niepewnie w takim otoczeniu. Było to zupełnie naturalne, gdyż w jego naturze było zapisane zamiłowanie do lasów i drzew. Za to ona odkryła, że nie tylko Świetlisty Las mógłby być jej domem. To nowe uczucie, że może gdzieś przynależeć, było pobudzające. Zaczynała rozumieć decyzję Tautera, który w Świetlistym Lesie nigdy nie odnalazł tego, co znalazła ona i Dornas.
Nie rozmawiali przez większość dnia, ale obojgu to nie przeszkadzało. Aledia zastanawiała się, czy nadchodzi moment, gdy słów jest już dość, gdy wszystko zostało powiedziane. Może pomiędzy nią i Dornasem nie były potrzebne nowe rozmowy.
Po pewnym czasie teren zaczął opadać i aż do zmierzchu wędrowali niziną. Wkrótce obok wyższych traw pojawiły się krzewy piniawy i karłowate brzozy. Wraz z zachodem słońca spadała temperatura, w powietrzu unosiły się tniety.
- Chyba zbliżamy się do siedziby pegazów – odezwał się elf. – Spójrz na ziemię.
Ścieżkę przed nimi zdobiły liczne odciski kopyt.
Ruszyli dalej, starając się ich nie zatrzeć. Chwilę później dobiegł ich odległy szum, który nimfa rozpoznała bez najmniejszego wysiłku – wodospad. Lustrzana ściana spływała ze skalnej półki, rozbryzgując wokół drobinki wody. Skóra Aledii pojaśniała, a modre włosy poskręcały się w loki. Tuż za wodospadem ujrzeli szeroki wąwóz, który prowadził na zacienioną polanę.
Z tej odległości mogli dostrzec majestatyczne, śnieżnobiałe skrzydła pegazów. Stworzenia przechadzały się lub leżały na trawiastych łożach, emanując spokojem i dostojeństwem.
W miarę zbliżania się Aledii i Dornasa na polanie zbierało się coraz więcej pegazów. Nie były wrogo nastawione, niektóre wręcz przeciwnie, wydawały się zainteresowane podróżnymi. Ich białe opierzenie drgało delikatnym światłem, które rozjaśniało zapadającą noc. Gdy znaleźli się wśród nich, Aledia zdała sobie sprawę z otaczającej ją ciszy. Żadna istota nie wydawała dźwięku, nawet ich kopyta stąpały po trawach głucho. Nimfa zastanawiała się, czy to z powodu ich obecności zapadło takie osobliwe milczenie, czy może pegazy w ogóle się ze sobą nie porozumiewały.
Wtem w jej umyśle pojawiło się pozdrowienie. Ni mową, ni obrazem, jeden z pegazów przekazał jej wiadomość. Ze ściśniętym gardłem spojrzała na Dornasa, na którego twarzy malowało się szczere zdumienie. Jedno ze stworzeń wstało i utkwiwszy świetliste ślepia w oczach Aledii, wolno podeszło. Umysł nimfy ponownie wypełniła efemeryczna myśl pochodząca od pegaza.
Bądźcie spokojni. Witamy was i gościmy. Niczego wam tu nie zabraknie, o ile i nam niczego nie ubędzie.
Myśl zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Aledia czuła oszołomienie, gdyż nigdy wcześniej nie doświadczyła takiego nadzwyczajnego odczucia. Czy było ono realne? W szeroko otwartych oczach Dornasa dostrzegła potwierdzenie.
Nie czujcie się onieśmieleni. Znajdziecie tu wszystko, czego potrzebujecie.
Myśli nadchodziły nieoczekiwanie i nagle odchodziły. Dornas czuł jakby jego umysł kurczył się wyłącznie do tego jednego zdania, jakby uchodziły z niego inne obrazy i wspomnienia. Zaczął rozumieć sens słów Marishena. Jeden zamysł, jedno widzenie pochodzące od pegaza, a raz zasiana idea stanie się jego celem. Przetarł twarz dłonią, ale niepokojące wrażenie nie minęło.
Czy podróżujecie sami?
To pytanie zaskoczyło Dornasa, gdyż wydawało mu się oczywiste, że przychodzą we dwoje.
- Tak. – Jego głos, mimo że cichy i nieco zachrypnięty, spłoszył najbliższą grupę pegazów, a kilka innych nastroszyło pióra i potarło kopytami ziemię.
Poczuł zaciskającą się na jego przedramieniu dłoń Aledii.
Nie używaj pośród nas głosu.
Dornas z niemałym oporem postarał się przekazać pytanie myślą. Stojący naprzeciwko niego pegaz przeniósł wzrok z Aledii i utkwił w nim.
Skąd pytanie, czy jesteśmy sami? Czy jest tu ktoś oprócz nas?
Oczy pegaza zwęziły się na ułamek sekundy, po czym powróciły do normalnego kształtu.
Wyczuwamy obecność obcych na naszym terytorium. Nie jesteście jedyni.
Dornas poczuł dreszcz przebiegający po plecach i bez tchu czekał na rozwinięcie tego tematu.
Niczego wam tu nie zabraknie.
Elf poczuł zniecierpliwienie i zaczął formułować kolejne pytanie, gdy nagle napotkał mentalną barierę. Spróbował jeszcze raz, ale pegaz najwyraźniej postawił zaporę, która uniemożliwiała dalszą rozmowę. Czując złość, ale i coraz dotkliwszy niepokój, kiwnął pegazowi. Chwycił Aledię za ramię i wyprowadził do wąwozu. Odchodząc, czuli intensywną obecność pogrążonych w ciszy pegazów i świetliste spojrzenia utkwione w ich plecach.
Gdy tylko upewnił się, że pegazy nie dosłyszą ich rozmowy, wyszeptał:
- Nie możemy tutaj zostać.
- Nie mamy wyboru. – Głos Aledii był szorstki, a rysy jej twarzy ginęły w mroku nocy.
- Musimy zawrócić i znaleźć inną drogę. Nie możemy pozwolić…
- Zawrócić i natknąć się na kogoś, kto depcze nam po piętach? – Syknęła ze złością i odsunęła się o kilka kroków.
Elf poczuł zimny pot wstępujący na czoło.
- To niemożliwe. Kogo moglibyśmy zainteresować? Bardziej obawiam się ich – kiwnął w stronę polany – Nim się obejrzymy pomieszają i zmienią nasze plany. W dodatku nie możemy się przy nich porozumiewać, co wpływa na ich korzyść. Jakim sposobem wnikają do naszych myśli? – Usiadł i oparł mokre czoło na dłoniach.
- Dornasie, spójrz na mnie – obok pojawiła się Aledia. – To już się stało. Zasiały w tobie wątpliwości. Nie możemy zmienić kierunku, przecież sam o tym wiesz. Gdy tylko się rozwidni, ruszymy dalej. Skup się na Tauterze, wyprzyj ich z myśli. – Złapała go za głowę i zmusiła, by spojrzał jej w oczy. Znajdowali się tak blisko siebie, że mimo ciemności widział jej turkusowe tęczówki. – Nie zawrócimy.
Czuł, że powinien zaprzeczyć. Był w pełni pewien, że jeśli zostaną, popełnią ogromny błąd. Jedynym wyjściem jest powrót. Ale oczy Aledii były wpatrzone w jego, zdawały się iskrzyć i po jakimś czasie kiwnął głową.
- To jest nasze jedyne wyjście.
- Wiem – zacisnął szczęki i opuścił głowę. Aledia po omacku znalazła jego torbę i wydostała namiot. Zaczęła go rozkładać, ale po chwili Dornas wyjął z jej rąk haki i sam dokończył stawianie namiotu. W ciszy ułożyli się w środku.
- Nie czuję potrzeby wody – wyznała nagle Aledia.
Dornas zmarszczył czoło i obrócił twarz w jej stronę.
- Ani ja głodu.
- Niczego nam nie zabraknie – prychnęła cicho.
Po dłuższej chwili odparł:
- Oprócz spokoju.
Aledia spojrzała na przyjaciela i poczuła ogarniającą ją tkliwość. Z lekkim drżeniem uniosła dłoń do jego skroni i pogłaskała. Przymknął oczy i znieruchomiał.
- To dziś świat miał być lepszym miejscem? – Zapytała z ironią.
Elf uśmiechnął się nieznacznie.
- Jutro będzie.

Podpis: 

zaszumiał wiatr III-VIII 2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.