http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
90

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
458
użytkowników.

Gości:
458
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 75546

75546

Skaza

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
13-08-18

Typ
D
-dramat
Kategoria
Religia/Zbrodnia/Prawo
Rozmiar
15 kb
Czytane
2465
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
13-08-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: kazuki9 Podpis: kazuki9
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowieść o pewnym cieśli, który postawił się lokalnemu autorytetowi w postaci księdza. Opowiadanie pokazuje jak łatwo można szufladkować ludzi, bez dogłębnego zbadania sprawy.

Opublikowany w:

Skaza

SKAZA



Autor: Piotr Długiński


Malutka wioska położona nieopodal kopalni, ciemno purpurowe chmury zalewają niebo.
Wąskie brukowe uliczki stopniowo pustoszeją, daje się słyszeć ostatnie postukiwania młota pana
Bermowara. Cisza i spokój, jakoś beznamiętnie. A to wszystko dlatego że na ostatnich
dożynkach dziwnym trafem ni to z gromu ni z jakiej innej przyczyny kapliczka w ogniu stanęła.
Bermowar miał pełne ręce roboty, wstawał z kurami, a kończył dopiero pod wieczór.
Zlecenie choć i dobrze płatne to i przykre okrutnie, bo komu by się radośnie pracowało gdy zbić
trzeba czterdzieści cztery trumny dziecięce i dziewięćdziesiąt siedem dla dorosłych. Trapił się
biedny cieśla, czy aby pośpiech nie sprawi co jego trumienki będą gorzej wyglądać, co by
rodziny za złe nie miały że źle prace wykonał.
Cieśla odłożył narzędzia, z kieszeni wyjął fajkę. Po czym usiadł na krawężniku, palił spoglądał
w niebo i wspominał przyjaciół, znajomych i te biedne dzieciątka.
- Mości Cieślo, mości Bermowarze – Ktoś krzyczał z przeciwległego końca uliczki.
- Witaj Jakubie, przysiądziesz się – Odparł zapraszając skinieniem do rozmowy.
- Ano przysiądę. Widzicie panie cieślo, sprawę mam okrutną do was. Bo jak się kapliczka
paliła to i księdzu proboszczowi ogień po dachu plebani poszedł i nadgryzł go .
- O co się rozchodzi ? – Zapytał.
- Bo ksiądz dobrodziej prosił, co by trumny lżejsze robić i to, co zostanie z drewna dach
naprawić. Pada nieborakowi na łoże i mści strasznie na wszystkie strony że we wsi
dostojnik największy, a żyć jak pustelnikowi mu przyszło.
- Ja czasu nie mam. Drewno co do sztuki wymierzone, niech mości dobrodziej Mszczyja
z Klapobudek ściągnie, rzemieślnik to przedni , a i wiem że zapas mu został.
- Nie może tak być Bermowarze, do Klapobudek 4 dni drogi , a Proboszcz powiedział że
jak do niedzieli dach stał nie będzie, to mi skórę złoi, a Wójtowi powie co by Ci zakład
zamknął i czeladników przyjmować nie pozwolił.
- Idź że z Bogiem Jakubie, powiedz księdzu - splunął pod nogi - że zmarłych trzeba godnie
pochować wpierw, a potem dachem się zajmę. I przekaż, że trumny solidne będą -
Odrzekł zirytowany.
- Oj bat kręcisz na mój i na swój grzbiet, bodaj byś pękł z tej swojej skrupulatności -
Obrócił się na pięcie i poszedł.
Bermowar opróżnił fajkę i wrócił do izby. Mrok już zapadł i czas najwyższy był na odpoczynek.
Kiedy tylko nastał świt, u drzwi stolarza we własnej osobie stanął Proboszcz. Bermowar
szlifował właśnie jedno z wiek.
- Pochwalony - Rzucił Ksiądz.
- Ano pochwalony - Odparł nie odrywając się od pracy.
- Ponoć czasu nie masz, a Ja tu ziębnę po nocach.
- Jak Ksiądz Dobrodziej zauważyć raczył, czasu nie mam.
- Synu nie stawiaj się, nie dość że w kaplicy Cię nie widziałem od Wielkanocy, to jeszcze
swój grosz nad cudzą krzywdę bardziej cenisz.
- Dobrodziej nie przemarznie, sierpień przecież – Zadrwił. Ksiądz coraz bardziej czerwienił
się ze złości, aż żyły mu na czole powyłaziły.
- Ksiądz wie i ja wiem, że zmarłych godnie odprawić rzecz święta. A i w gospodzie
miejsca wolne , tydzień nie powinien robić różnicy - Ciągnął dalej.
- Mości Wójcie słyszeliście, co ten cham rzecze?
- A to władza ludowa też do mnie przybyła - Zaśmiał się pod nosem.
- Bermowarze, dłużej tak nie można. Wiesz, że na odpusty z sąsiednich parafii zjeżdżają
i grosz ku temu mamy. Nie drażnij Proboszcza - Spokojnym głosem wójt przekonywał
Bermowara. Stolarz podrapał się za uchem i sięgnął po siekierę , stojącą nieopodal.
- Ratunku ! Ten belzebub na mnie rękę podnosi!! - Ksiądz darł się w niebogłosy.
- Mości proboszczu, materiału nie mam i dachu nie zrobię , proszę weźcie siekierkę, las
blisko. A gwoździe i młotek darmo oddam, tylko idźcie już – Zadrwił.
- Obiecuje, pożałujesz tego, pożałujesz! - Wrzeszczał Proboszcz.
Bermowar wrócił do pracy. Do skończenia zastały jeszcze trzy sztuki. Na ostatnią sobotę sierpnia
planowany był pochówek, a że dużo pracy przy tym będzie, to i całe proboszczostwo z biskupami
zjechało się tłumnie.
Gości trzeba było podjąć godnie, to i karczmę całą na 3 dni wynajęto . Świniobicie zarządzono
i z piwnic proboszczowych beczki z winem wytoczyć nakazano. Ucztować zaczęli przed
południem, co by sił nabrać przed pogrzebami.
Nazajutrz, około południa rozpoczęły się uroczystości. W pochodzie prym wiedli biskupi, potem
proboszczowie, na końcu zaś wikariusze, ministranci i umartwieni wieśniacy. Lament był
okropny. Czy to z potrzeby chwili, czy z żalu serca ludzie zawodzili okrutnie. Bo to i nie
dziwota, jak na ten przykład stara Zofia po młynarzu, co rok wcześniej mąż się jej utopił na
bagnie, a teraz dwóch synów chować jej przyszło.
Pierwszy Biskup, co profesorem był i Grekę wykładał, wyszedł na podest i tako rzecze:
- Dobrzy ludzie, Pan nasz okrutnie nas doświadczył. W tej czarnej godzinie w piersi bić się
należy bo za grzechy i nieumiarkowanie was to spotyka.
Ludzie osłupieli na te słowa. Ale Biskup ciągnął dalej:
- Taka strata. Dzieci, synowie, córki, mężowie i żony. Wszyscy oni zapłacili za
nieumiarkowanie i rządzę. Kare ponieśli. Biada wam, biada. Ale Gniew Boży sam
z Siebie nie przychodzi, o nie bracia i siostry. Doszło bowiem do moich uszu że są tacy,
co praw Bożych i Sługi jego Kościoła nie szanują, a co gorsza rękę chcą nań podnieść.
Oto i wasz Dobrodziej, co z piekielnych pazurów cudem się wyrwał.
Wójt i Jakub spojrzeli w kierunku Bermowara
– Mówiłem, że bat kręcisz na grzbiety nasze - Wyszeptał Jakub.
– Karać trzeba dla przykładu, co by gniew Boży złagodzić - Biskup stopniowo podnosił głos -
Cieślo, w imieniu Kościoła i mocą mi przezeń nadaną, twoje włości jak i warsztat, na majątek
Rzymu przekazuje, a Ciebie jako niedoszłego mordercę skazuje na banicje i 20 batów. Niech
Bóg odpuści.
Wrzawa podniosła się okrutna, ludzie mędrkować poczęli i rozsądzać czy ten, co im bratem był,
winny być może. Wójt podszedł do cieśli, zawołał dwóch zbrojnych z gwardii biskupiej i na
oczach wszystkich stolarza pod pręgierz doprowadził.
Widok , nie do pozazdroszczenia. Po pierwszych razach osunął się i zawisł na nadgarstkach.
Bruk pod jego nogami napełniał się ciemną purpurą. On sam w pokorze znosił kolejne uderzenia.
– Dość, rozwiązać! - Wykrzyczał Biskup.
– I niech każdy zważy co go czeka, gdy rękę na sługę Pańskiego podniesie. Wyprowadzić na
gościniec.
Tłum przyglądał się , jak zbrojni wloką ich sąsiada po bruku i wyrzucają poza wieś. Oczy
wzniesiono znowu ku Biskupowi. Ten niewiele myśląc, zszedł z podestu uczynił znak krzyża
i wsiadł do karocy. Proboszcz tylko cichutko czmychnął na plebanię zakrywając twarz.
Ludzie po odmówieniu paru zdrowasiek wrócili do domów, mędrkując jak, po co. Jedna
z dziewcząt pobiegła z bochenkiem chleba i dzbanem mleka na gościniec. Bermowara już nie
było.
- Wyczerpany drogą Bermowar stanął przy rozwidleniu dróg, na zachód Klapobudki, na
północ gród Palowice. Zmierzch już nastawał, a tu ani strawy ani gdzie głowy położyć -
W drogę mi trzeba – Pomyślał. W onym czasie w Klepobudkach jarmark urządzono to
i kupcy się zjeżdżali. Ale bez grosza przy duszy i sprawiony jak ubojne ciele ni jak tam
się pokazać nie wypadało. Znowu w Palowicach książę Rowimir najemników zbierał co
by wzmocnić warty i patrole, bo i od rabusiów się na szlakach zaroiło - Wojaczka mi nie
obca, oby tylko banitę przygarnęli - Westchnął i ruszył na północ. Około godziny
dziesiątej dało się słyszeć głośne podśpiewywanie i tętent uderzających miarowo kopyt.
Cieśla spuścił głowę i maszerował dalej. Grupa zbliżała się. Jadący na przedzie
powściągnął cugle i stanął naprzeciw wędrowca.
– Skąd żeś? - Zapytał
Bermowar uniósł głowę, spojrzał z podziwem, na wysokiego, rudego brodacza.
– Z tej wsi co kapliczka spłonęła, słyszeliście pewno panie - Odparł
– Ha, ogień się podłożyło to i spłonęła - Zaśmiał się szyderczo.
– Jestem Garwius. Tak, dobrze mniemasz, ja spaliłem ten burdel. Szkoda tylko dzieci. Ale cóż,
my też musimy z czegoś żyć - Skinął na sakwy z monstrancjami i złotymi kielichami.
– Panie pozwólcie mi pójść swoją drogą. Nie będę wspominał ktoś Ty - Odpowiedział drżącym
głosem.
– Mam lepszy pomysł. Widzę, że ręce masz silne i grzbiet ktoś Ci sprawił, dalibóg, a i przy mnie
zarobisz i oprawce dosięgniesz.
– Panie wybaczcie, wole nie - Odrzekł i spuścił głowę.
– Albo ze mną, albo do piachu: wybieraj. Wiedz, że nie chce Twojej krzywdy – Zadrwił.
Bermowar nic nie odrzekł, stał nieruchomo i patrzył w ziemie.
– Napoić, przyodziać, dać broń, o świcie ruszamy na zachód. Tylko wyglądać kupców.
Poranek, jak na sierpień przywitał ich chłodem. Mgła zalegała na okolicznych pastwiskach.
Zdawało by się, że słońce nie ma zamiaru wychodzić zza porannej szarugi.
– Wstawać skurwiesyny! - Wydzierał się Garwius kopiąc przy tym co po niektórych. Zerwali
się szybko na nogi i po około kwadransie, wszyscy byli gotowi do drogi.
– Cieślo! Pójdziesz przodem.
Traktem szedł Bermowar, a za nim Herszt opryszków prowadził konia. Reszta watahy
rozpierzchła się po gęstwinach, co by łatwiej zgotować zasadzkę. Na kupców nie trzeba było
długo czekać. Jedna z karawan rozbiła obóz 3 mile od gościńca Klapobudek.
- No i dobrze, milicji nie zwołają bo za daleko, wozy zabrać, kupców wyrżnąć, dziewki
zostawić. No zobaczymy bratku na co mi się przydasz - Rzucił stanowczo w stronę cieśli.
- Na nich! – Krzyknął.
Całe zajście nie trwało nawet chwili, czterech kupców i jedna dziewka , dla 30stu chłopa to żadne
wyzwanie. Według rozkazu kupców wyrżnięto, mimo błagań o litość Garwius nie mógł sobie
pozwolić by został zdemaskowany. Wozy opiewały w suknie i dywany z zamorskich krain.
Bermowar prowadził młodą blondynkę o zielonych oczach.
– Posłuchaj dziecko. Nie jestem z nimi. Spróbujemy ucieczki w nocy, proszę nie lękaj się -
Wyszeptał. Dziewczyna milczała, jakby nie zwracając uwagi, zapłakana szła na wprost
Garwiusa.
- Ależ ty jesteś ładna. Będziesz moją suką, pojmujesz jaki to zaszczyt? - Zaśmiał się rudobrody.
Ruszyli dalej. Obóz rozbili tuż przed gościńcem. A że mając wozy wyglądali niczym kupcy.
Herszt nakazał przyrządzić pieczyste i wina rozlać. Spili się przy tym wszyscy i nieład zostawili
po sobie okrutny. Zbójcy pospali się, niestety Bermowar też spił się, nie chcąc wyjść na
sprzedawczyka . Dziewka natomiast, zbiegła i rankiem załomotała do bram miasteczka. Dwie
godziny później otoczyła ich milicja. Gruby kapitan straży podszedł do Garwiusa.
– Teraz zadyndasz. Ty i twoi kamraci. Na sąd czasu tracił nie będę - Rzekł mierząc do
Herszta rapierem.
– Jaśku szykuj powrozy, dość tego! 4 lata psi synu mnie zwodziłeś.
– Panie kapitanie, melduje że gotowe.
Wszyscy bandyci nie dowierzając, szli potulnie jak baranki. Wieszano jednego po drugim.
Garwius poszedł jako pierwszy, popatrzył na kapitana potem na dziewkę , spuścił wzrok i wziął
głęboki oddech. Stanął na beczce, trząsł się okrutnie, także całą ucztę w spodnie oddał. Zawisł.
Po pięciu kolejnych czas i na Cieślę przyszedł.
– Panie, błagam odpuście, on nie taki zły, chciał mnie ratować - Dziewczyna zanosiła się
łzami, aby tylko z opresji Bermowara wydostać.
– Panienko, toż to takie same ścierwo jak każdy inny – Odparł.
– Błagam panie, darujcie mu życie.
– Zgoda, ale wolno go nie puszcze, pójdzie pod sąd - Rzekł zasmucony.
– Jaśku na powróz z nim i pilnuj, co by nie zbiegł - Krzyknął.
Cela była ciasna i wilgotna od stęchlizny dobywającej się z pobliskiego kanału.
– Wstawaj psi synu, sędzia czeka - Burknął strażnik.
Korytarz sądu wyściełany był błękitnym dywanem. Ławy z dębowego drewna, w oknach zaś
witraże. Zramolały sędzia przysypiał co chwile. Odczytano akt oskarżenia:
– Oskarża się Bermowara cieślę, stanu niskiego o grabieże i porwania. I jako złodzieja
i rzezimieszka skazuje na odcięcie lewej dłoni i ucha prawego. Wyrok wykonany będzie
w drugą sobotę września na rynku. Więźnia wyprowadzić.
Bermowara wyprowadzono z powrotem do lochu. Rozmyślał za co go to spotyka, czym zawinił.
- Boże miłosierny, wiem, że modlić się nie umiem, ale przecież uczciwie na chleb pracowałem.
Wiesz przecie, że serce całe w swoją robotę włożyłem. A teraz jak psa na sznurze prowadzą mnie
i okaleczą. Po to, co by lud widział jak kończy się ze złodziejem. Jarzmo mam ciężkie, ale
pozwól panie raz jeszcze życia zaczerpnąć, bez nienawiści.
Po tej modlitwie usnął. Dni mijały, minuty stawały się godzinami, wszystko stawało się jednolite,
bez barwy, bez duszy. Jakby sam Stwórca wyrzekł się swego dzieła i czekał. Czekał aż nastanie
świt i jak go wyprowadzą.
Rynek spowity był piękną słoneczną suknią, wiatr smagał włosy cieśli, kajdany stały się jakby
lżejsze, tłum spoglądał z pogardą. Cieszyli się na myśl iż kolejne plugastwo będzie naznaczone
i wiadomo będzie kogo przez próg nie puszczać.
Bermowar ukląkł przy pniu, głowę obrócono i dociśnięto do drzewa, sztylet błysnął szkarłatem.
Cieśla zacisnął zęby, gdy odrywano go od pnia. Rzucony na kolana oparł lewą dłoń o pień
i spojrzał w niebo. Kat wydawał się był współczuć, tak jakby nie widział winy w tym wraku
człowieka. Topór ze zgrzytem rozłupał pień i utkwił z hukiem w ulicznych kamieniach.
Omdlałego skazańca opatrzono i zaniesiono do karczmy.
– Albo zdechnie albo ujdzie. Nie dziwota, jak ręka goić się nie będzie i to i gnić zacznie.
Tfu! Na psa urok! Rzućcie to ścierwo w kąt, bo ludzi odstrasza - Mędrkował oberżysta.
Młody chłopiec o jasnej cerze przychodził co 2 dni, co by biedakowi zmienić bandaże i jakieś
jadło za pazuchą przynieść. Tak co by Matka z Ojcem nie widzieli. Na imię miał Sędek,
zawsze tak trwali w milczeniu , ale znać było co rozumieją się, i że młody sympatią pała
do chłopa.
Spluwano na Bermowara, podawano ochłapy. Rankiem wychodził na ulice żebrać i tak trwało to
kilka miesięcy. Pewnego dnia stojąc przy rynku dostrzegł, że grupa bezpańskich psów, szarpie
malutkiego chłopca. Cieśla dostrzegł w nim Sędka. Zimny pot zlał mu kark, a w sercu zrodził się
niepokój. Gapie przyglądali się, zaś żaden nie ruszył na ratunek dziecku, bojąc się o swe
jedwabie i koturny. Kaleka ruszył na pomoc. Pod połatany płaszcz przygarnął dziecko a zdrową
dłonią odganiał psy. Spostrzegła to straż , ruszyli i pałaszami przegonili bestie.
– Dobry z was człowiek. Oddajcie dziecko rodzicom i o nagrodę poproście - Powiedział jeden ze
zbrojnych.
- Panie, odprowadźcie dziecko. Stary już jestem , pójdę sobie .
– Bohaterstwo nagrodzić się raczy - To mówiąc zbrojny spostrzegł brak dłoni.
– Złodziej mości panowie, uciekaj huncwocie pukiś żyw! – Krzyknął.
Na co tłum wielce się zburzył i kamieniami kalekę zaczął obrzucać. Bermowar padł bez ducha,
trafiony brukowcem . Parę osób splunęło jeszcze na złodziejskie ścierwo.
Jedynie uratowany chłopiec wtulił się w zbrukane truchło, i cichutko zapłakał

Podpis: 

kazuki9 Kwiecień 2012r.
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Krzyż Noc polarna Podstęp
Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Na północy Norwegii. Historia trudnej miłości, która powraca po latach.
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.