http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
1550

Abdul (fragment opowiadania

Autor płaci:
150

  Abdul to historia mocno inspirowana światem Lovecrafta zapraszam do czytania  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Abdul (fragment opowiadania

Abdul to historia mocno inspirowana światem Lovecrafta zapraszam do czytania

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
448
użytkowników.

Gości:
448
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 75991

75991

Keep on Singing - Rozdział 1

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
13-11-22

Typ
P
-powieść
Kategoria
Biografia/Muzyka/Opowiadania.pl
Rozmiar
10 kb
Czytane
1913
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
14-01-07

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Sheena Podpis: Sheena
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Następna banalna opowieść o rodzinie, przyjaźni i miłości. W części rzeczywista, oparta na życiorysach znanych niektórym z Was ludzi, w części zmyślona, tworząca linearną czasoprzestrzeń, gdzie słodycz fantazji zespala się z goryczą dzisiejszości.

Opublikowany w:

www.blessed-mary.vcr.pl

Keep on Singing - Rozdział 1

Paryż, 10 listopada 1983

Krople deszczu roztrzaskiwały się i spływały po szybach, pozostawiając na nich chaotyczne, niknące z wolna strużki. Hałas, jaki robiły, uderzając o wszystko na zewnątrz, komponował się z pobrzękiwaniem naczyń i nastrojem, z jakiego i tak nie było ucieczki. Starzec o tym wiedział i nic nie robił, by zmienić coś w życiu na lepsze. Tego dnia – tak samo jak każdego innego od dokładnie roku – nie pozmywał po obiedzie i nawet go nie przygotował, a pozostawiwszy talerz z nietkniętym niemal posiłkiem, odszedł od stołu, usiadł na ławce pod oknem i utkwił wzrok w odległej i nienamacalnej przestrzeni. Choć w ołowianych, toczących niebo chmurach na horyzoncie nie było nic godnego uwagi, to widok ten był mu milszy od patrzenia na własne dzieci. Od roku, odkąd jego żona zmarła, odcinał się od nich na wszelkie możliwe sposoby. Nie było to łatwe w niewielkim autobusie, w jakim mieszkali, więc jedynym rozwiązaniem, jakie przychodziło mu do głowy, była własna alienacja, demonstrowana z perfidnym okrucieństwem. Siedzieć tak potrafił wiele godzin. W absolutnym, nieskalanym żadnym odgłosem milczeniu i w sugerującym paraliż bezruchu wyglądał jak zaklęty w kamień żałobnik; niewystarczająco żywy za życia, by budzić współczucie po śmierci. Jego długa, oprószona siwizną broda zlewała się z tłem za szybą, gdy szczupła brunetka, zebrawszy naczynia ze stołu, zerknęła na niego przekrwionymi ze zmęczenia oczyma.
Mimo swych dwudziestu lat zaledwie, Kathy również wyglądała starzej. Nie była zresztą typową dwudziestolatką: nie nosiła makijażu, nie umawiała się z chłopcami na randki, nigdy nikt jej nie zaprosił na ognisko, na którym mogłaby się upić, rozebrać i wytańczyć na bosaka do białego rana. A miałaby przecież możliwość! Pozostawiona samopas przez pogrążonego w żałobie ojca, zapomniana przez biologiczną matkę i osierocona przez macochę, nie miała nad sobą nikogo, kto szafowałby szlabanami. W autobusie, w którym całe jej życie się stłoczyło, wśród dziewiątki podrostków, była jedynym dzieckiem z poprzedniego małżeństwa Dana, najstarszą wśród swoich przyrodnich sióstr i braci. Jej prawdziwe rodzeństwo – Caroline, Danny i Paul – pozostało w Stanach Zjednoczonych wraz z jej biologiczną matką – kobietą, która ją kochała tak jak kocha każda matka, bezwarunkowo, dopóki Kathy po rozwodzie, postawiona przed dramatycznym wyborem, nie zdecydowała się zostać z ojcem. Odkąd przyjechała z nim do Europy, od trzynastu lat mniej więcej, ich kontakt się urwał, a jej matka, mimo setek wysyłanych listów, nie odpowiedziała ani razu, nawet przy takich okazjach jak urodziny czy okolicznościowe święta. Kathy nigdy się nie pogodziła z odtrąceniem. W głowie siedmiolatki, którą wówczas była, zakorzeniło się przekonanie, że więzy rodzinne to za mało, a na miłość trzeba sobie zapracować. Rodzinę – swoją nową rodzinę – ceniła więc ponad wszystko. Czasem jej się wydawało, że śmierć Barbary – swojej macochy – przeszła z nich wszystkich najdotkliwiej. Dla niej świat się rozpadł po raz drugi. Rozumiała też lepiej od swojego rodzeństwa, że rozbity emocjonalnie ojciec i bliskie ubóstwa warunki, w jakich żyli, groziły im wizytami opieki społecznej i rozpadem rodziny, którego tym razem by już na pewno nie ścierpiała. Dlatego też, w pełni świadoma zagrożenia, pozbierała się jako pierwsza i przejęła stery w swoje ręce.
Ten wieczór był taki jak inne. Prawie. Dzieci po obiedzie poszły na górę, czyli piętro dwupoziomowego autobusu, i podczas gdy najmłodszy w rodzinie - dwuletni niespełna Angelo – układany był właśnie do snu, reszta rozsadzała się z samego tyłu, brała do rąk instrumenty i wspólnie, zgodnie z ich rodzinną tradycją, ćwiczyła muzyczny repertuar na kolejny koncert „pod chmurką”. W czasach pierwszych reform neoliberalnych, gdy władzę we Francji dzierżyła ekstremalna prawica, przy ogromnej biedzie i dręczącym ludzi bezrobociu, widok żebrzących lub zarabiających na ulicach dzieci nie był dla nikogo nowością czy zgorszeniem. Choć dla Kelly Kids to również oznaczało przetrwanie i kłamstwem byłoby stwierdzić, że nie grają na ulicach dla pieniędzy, to muzyka w ich prowizorycznym domu krzewiła się od zawsze. Pod tym względem zatem, gdy tylko zadźwięczały pierwsze potrącone struny, ten wieczór rekonstruował każdy z minionych poprzednich. I tylko jeden z elementów śledzonego przez znużone zmysły obrazu nie pasował Kathy do powtarzalności stabilnego grafiku.
Szaruga zza okien wdzierała się w tęczówki ojca, rozjaśniając je w sposób nieprawdopodobny. Te smutne na co dzień, pozbawione iskry oczy, badały świat z chłonnością i czymś w rodzaju podekscytowania. Powietrze skwierczało uczuciami, jakie Kathy kiedyś znała. Napięcie, oczekiwanie i zniecierpliwienie towarzyszyły jej za każdym razem, gdy spodziewać się mogła powrotu swojej macochy. Gdy uświadomiła sobie, że ulega zwodniczości chwili, odchrząknęła i szybko, głównie dla otrzeźwienia, złapała za świszczący po cichutku czajnik. Gęsty kłąb pary, jaki buchnął jej prosto w oczy, zasnuł rzeczywistość mgłą tęsknoty i niewymownego żalu. Nalała wrzątku do dużej, okrągłej miski, dodała kroplę płynu do zmywania naczyń i zamieszała. Ten rytuał odtwarzała codziennie, kilkukrotnie w dodatku, a nigdy jeszcze nie czuła się przy tym tak lekko i dumnie zarazem. Zaskoczona bezprecedensowym doznaniem, podwinęła rękawy i ponownie spojrzała na starca. Nie siedział już jak zwykle – nieruchomo, bo zwieszoną z ławki nogą wystukiwał żwawo o podłogę. Kathy potrząsnęła głową, czując się jeszcze bardziej nieswojo. Nie bez zaskoczenia wzięła fakt, że ojciec się harmonijnie, wesoło nawet porusza, lecz nic nie mogło być bardziej kuriozalne od tego, że robi to w odwrotnym do granej piosenki rytmie. Wdech, tupnięcie, wydech, wdech, tupnięcie, wydech – w miarę, jak tropiła ten cykliczny maraton, bladość skóry jej wychudłych policzków ulegała rozlewowi zionącego nadzieją rumieńca. Patrzyła to na ojca, to za okno, próbując rozpoznać przyczynę lub darczyńcę fenomenu, a sekundy bez pardonu mijały, niczym nie procentując, zabijały przeświadczenie, że to wszystko jest tylko bestialskim, wlekącym się zanadto koszmarem, z którego zaraz, zaktywizowana przez coś mistycznego, zdoła się wreszcie obudzić. Kathy jednak i tym razem się nie obudziła. I nie był to tylko koszmar. Już dawno powinna pogodzić się z myślą, że mama umarła i nigdy jej więcej nie zobaczy, ale czasem, zwłaszcza w dni deszczowe i listopadowe, wyczuwała jakąś obecność, niesprecyzowaną zapowiedź, pozwalała sobie uwierzyć, że to wszystko się jeszcze odmieni.
Noga taty nagle się uspokoiła i bezwład, jaki ją ogarnął, dał się odczuć także sercu dziewczyny. Naiwność skwitowała westchnieniem, a gdy przetarła czoło rękawem swej prostej, upstrzonej dziurami sukienki, sięgnęła po pierwszy z piętrzących się przy misce talerzy. Przyjemna woń cytrusów z puszystej, piorącej piany spowiła ją szalem nostalgii. Już sama myśl o potrawach, jakie można by było nimi skropić czy udekorować, przywodziła na jej język mnóstwo cierpkiej i rozochoconej śliny. Kathy była głodna, bo mimo paru godzin, jakie tego dnia na placach i dziedzińcach grali, zarobili mało i nie wystarczyło im na wiele. W pierwszej kolejności w dodatku stawiała potrzeby najmłodszych i nigdy sama jeść nie zaczynała, póki oni się do pełna nie najedli. Bieda nie gościła u nich od niedawna, a stacjonowała zawsze. W wielodzietnej rodzinie, rzuconej na pastwę losu, to normalne. To właśnie macocha nauczyła Kathy, że resztek się nie wyrzuca, a odpowiednio przechowuje, a magia tworzenia jest wynikłą z dzielenia iluzją, i kromka chleba, podziabana na niewielkie kęsy, jest tak samo syta jak dwie lub trzy kromki pieczywa podane głodnemu w całości. Dziewczyna więc, zmywając talerze we wrzątku, jaki parzył jej palce, wbijała wzrok w ten z niedokończonym przez ojca obiadem. Pokusa, by dojeść go, zamiast zapakować, była przemożna, a siła, by się jej oprzeć, nadludzka. Gdyby nie Paddy, wymiotłaby ukradkiem wszystko… I zwymiotowała później, dręczona wyrzutami sumienia.
Chłopca dostrzegła przypadkiem, jak siedział na schodkach z podciągniętymi pod brodę kolanami i wpatrywał się w ten sam punkt przestrzeni, co ojciec. Pod zmrużonymi oczami o głębokim, szafirowym kolorze rozciągał się cień rzęs, których długości szczerze mu zazdrościła. Jego okrągłą, niezwykle jak na chłopca piękną buzię okalały sięgające ramion włosy w mieniącym się miedzią i złotem blondzie, a wątłe ciałko, ubrane w gruby sweter i zamszowe spodnie, zwinęło się i skuliło, jakby nie chcąc zagracać powierzchni. W gardle ją ścisnęło, gdy uzmysłowiła sobie, że Paddy jest jedynym z jej rodzeństwa, który wie o dzisiejszej rocznicy. Podczas gdy kalendarz rok temu zniknął, zdarty przez kogoś, kto nigdy się do tego nie przyznał, a dzieci nie chodziły do szkoły i czas dla nich w wymiernej formie nie istniał, na gitarze Paddy’ego, każdego kolejnego wieczoru, pojawiała się nowa rysa. Nie wiedziała, czy ktoś jeszcze to zauważył. Z nikim by się jednak nie ośmieliła podjąć na ten temat dyskusji. Zagrzebała tę świadomość gdzieś we wnętrzu swej poukładanej jaźni i tylko w takich jak ten momentach, gdy Paddy, odstając od reszty, wykazywał się nadmierną, a skrytą mimo wszystko wrażliwością, rozrzewniała się i wzruszała, uzewnętrzniała tłamszone słabości.
- Czemu jeszcze nie śpisz? – spytała miękko, z bojaźnią w głosie. Paddy bowiem, poza wyjątkową jak na sześciolatka wrażliwością, miał jeszcze jedną olbrzymią zaletę. Odkąd pamięć jej sięgała, obserwował. Wszystko i wszystkich, wszędzie. Z ósemki dzieci, jakie wychowała, on był tym najszczególniejszym, przy którym jedno słowo lub gest za daleko oznaczały kompletne, a niezamierzone obnażenie się. Był bystry, skrupulatny i nad wiek spostrzegawczy. Zadając mu pytanie, nie bała się zatem odpowiedzi, a sprytnego odbicia piłeczki, którego on, najwyraźniej, nie potrafił sobie odmówić:
- Czemu nie zjesz obiadu papy dzisiaj, kiedy jestejest ś głodna, a zostawiasz go na jutro, gdy znów coś przecież zarobimy?
Uśmiechnęła się gorzko, pacnęła w myślach w czoło.
- Zakładanie, że i jutro coś zarobimy, jest zbyt pochopne – odparła po chwili, niezadowolona jednak z wniosku. Rozmowa z tym malcem zawsze stanowiła wyzwanie. Czuła się tak, jak postawiona na siłę przed bezdusznym obiektywem aparatu, który przeinaczy jej wygląd do tego stopnia, że nie będzie się w stanie rozpoznać na najdoskonalszej jakościowo fotografii.
- Tak samo pochopne jest pójście spać, gdy dzień się jeszcze nie skończył. – Usłyszała. I talerz wyślizgnął się jej z dłoni.
Huk naczynia, tłukącego się o wyściełaną linoleum podłogę, przywołał atmosferę napięcia i oczekiwania.

Podpis: 

Sheena 22.11.2013
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Posłannictwo z gwiazd Krzyż Noc polarna
Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Na północy Norwegii.
Sponsorowane: 90Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.