http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Bliżej

Podejdź bliżej

Ciemność

Urywek opowiadania

Miła

Róża zwana Miła

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Niebieska bluzka

Sylwia poczuła że pieką ją policzki. Podsłuchana rozmowa na nowo obudziła iskierki w podbrzuszu. Coś zadźwięczało niespodziewanie i w chwili paniki Sylwia prawie odskoczyła od drzwi z krzykiem. Pomyślała, że bicie jej serca słychać pewnie w całym ..

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1708
użytkowników.

Gości:
1707
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 77824

77824

Cud Nad Wartą.

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
15-01-09

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Historia/Fantastyka/Wojna
Rozmiar
100 kb
Czytane
2361
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
15-01-09

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Yennefer Podpis: Magdalena Ławniczak
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowiadanie o powstaniu wielkopolskim z 1918 roku.

Opublikowany w:

Cud Nad Wartą.

PROLOG

Marzec 1894.

Gdy za oknem szumiał wiatr, a co jakiś czas odzywały się pioruny, mały chłopiec powoli zakradał się do piwnicy dziadka. Mimo iż za oknem była wielka burza, nie bał się. Nie raz już rodzice zostawiali go w nocy podczas burzy samego, a szczególnie teraz burza nie była ważna, ponieważ liczyło się dla niego tylko to co jest w piwnicy. Słyszał wiele opowieści o tym miejscu od starszych braci, a gdy dziś, kiedy dziadek wyszedł z domu do sąsiada, nadarzyła się idealna okazja by zobaczyć, co tak na prawdę kryje dziadkowa piwnica. Wziął świeczkę i zaczął schodzić po stromych schodach prowadzących w ciemność. Chłopiec był bardzo ciekawski i nie mógł doczekać się tego co niedługo zobaczy.
Miał on 3 starszych braci i jedną młodszą siostrę. Karol, Adam i Józef, bracia, obecnie pracowali z jego ojcem w fabryce. A małą siostrą Adaminą całymi dniami opiekowała się matka chłopców.
Piotr do dziadka, Zdzisława Wysockiego przyjechał na tydzień. Dziadek mieszkał na wsi.
Chłopiec gdy wreszcie dotarł do celu, nie widział nic, zamknął więc na chwilę oczy by przyzwyczaić wzrok do ciemności. Rozejrzał się po ścianach które widział dookoła siebie. Znalazł lampę. Zapalił ją. I w krótkiej chwil światło z niej rozeszło się po całym pomieszczeniu. Chłopiec zobaczył mnóstwo ciekawych rzeczy. Szybko podbiegł do najlepszej: do gablot.
Zobaczył tam mundur wojskowy, broń i jakieś dokumenty. Chwycił bagnet i zafascynowany zaczął go oglądać. Taki był zainteresowany wszystkim co go otaczało, że nie usłyszał jak dziadek wszedł do piwnicy. Z transu wyrwał go trzask piorunu, który uderzył w jezioro.
-Piotrze, widzę że już tu trafiłeś.-powiedział dziadek.
Piotr, aż podskoczył, szybko odłożył bagnet i odwrócił się w stronę dziadka.
-Ale, ale, ja nie chciałem, to przez przypadek...- tłumaczył się chłopiec.
-Spokojnie. Nic się nie stało. Już dawno chciałem Ci o to pokazać. Chodź usiądziemy.-powiedział i wskazał na dwa krzesła. Usiedli.
-Skąd to wszystko jest, dziadku?-zapytał.
-To są pamiątki rodzinne.
-Tato, nigdy nie wspominał, że ktoś z naszej rodzinny był w wojsku.
-Bo nie chciał Ci jeszcze o tym mówić. Ale ja uważam, że powinieneś wiedzieć.-mówił dziadek.- Posłuchaj, Twój pradziadek, był wojskowym, cenionym generałem. Walczył za Królestwo Polskie, podczas Powstania Listopadowego. Nazywał się Ludwik Wysocki.- dziadek wstał i gestem zaprosił wnuka by podszedł razem z nim do galoty.
-Zobacz. To mundur Ludwika. Walczył w nim w Powstaniu.
-A wygraliśmy to powstanie?-zapytał Piotr.
-Niestety nie. Nie byliśmy dobrze przygotowani.- przeszedł kawałek dalej.- Widziałem że oglądałeś bagnet.
Piotr skinął głową na potwierdzenie.
-To z nim, Ludwik walczył.
-A on jeszcze żyje?- dopytywał się zafascynowany Piotr.
-Nie, dziecino. Poległ na jednej z bitew z Rosjanami. Pod Rogoźnicą, 29 sierpnia 1831.
-Zabili go Rosjanie?- dopytywał się.
-Tak, poległ dla Polski.
-Musiał być odważny!- zaczął oglądać mundur.-Chce być taki jak on. Polec na polu chwały!
W jezioro po raz kolejny uderzył piorun.


Rozdział 1

25 lat później.
27 listopada 1918.

Nad Poznaniem powoli wstawał dzień, niebo było lekko zachmurzone, a w powietrzu wiał jesienny wiatr. Było wyjątkowo spokojnie i pomimo jesiennej pogody, na dworze było bardzo ładnie.
Uliczkami miasta raz po raz, przechadzali się wojskowi i cywile. Część z nich jednak była jeszcze w domu, z powodu wczesnej godziny.
Ale po mimo wczesnej pory, niektórzy nie mogli sobie pozwolić na odpoczynek. Tajna Naczelna Rada Ludowa dyskutowała z niezwykłym ożywieniem o przyszłości okupowanej Wielkopolski. Polska, która od kilku tygodni była niepodległa nie odzyskała najwspanialszych terenów dawnego kraju. Śląsk, Warmia i Mazury, Pomorze jak i Wielkopolska nadal były pod okupacją dawnych zaborców.
W jednym z budynków w centrum Posen, wcześniej wspomniana rada, myślała nad planem, który pomoże oswobodzić Wielkopolskę i przyłączy ją do II Rzeczypospolitej.
-Powstanie! Tego potrzebujemy!-przemawiał jeden z mężczyzn.
W sali w której się znajdowali, na samym środku stał długi stół, a wokół niego krzesła, na których siedzieli ważni dla Poznania ludzie.
-Powstanie?! Człowieku! Przegraliśmy każde dotychczasowe! Nie mamy szans by wygrać z Niemcami! To zbyt ryzykowne!- poderwał się zbulwersowany poznaniak.
Jeden z oficerów, siedząc z boku obserwował całe zajście, zastanawiając się nad rzucanymi tam propozycjami.
-A Plebiscyt? Mamy szanse wygrać?-ponownie zapytał mężczyzna.
-Nikłe, większość będzie za Niemcami!-odpowiedział poznaniak.
-To pewne, że wszyscy będą, za Niemcami, plebiscyt odpada!
-Cholerne szwaby!-krzyknął jeden z zebranych.
Wybuchło nieporozumienie i w chwilę później na sali pojawił się chaos i ogromny hałas.
Zajście trwało jeszcze trochę do momentu gdy powstał jeden z oficerów, poprosił o ciszę i przemówił.
-Może jednak powstanie mogło by się udać?
-Nie wierze w to.- krzyknął któryś z poznaniaków.
-Czekaj. Musielibyśmy opracować plan doskonały!
-I mieć zdeterminowane wojsko, dobre dowództwo, broń i pomoc stolicy- wtrącił się jeden z oficerów.
-Wojsko mamy zdeterminowane, dowództwo również-kontynuował oficer- Stolica nam pomoże, bo zależy jej na Poznaniu, a na opracowanie planu mamy czas, w końcu zbliża się zima, a samobójstwem było by rozpoczęcie tak ważnego powstania zimą!-oznajmił zadowolony.
-Nie wiadomo czy stolica nam pomoże.- mówił oficer z NRL.
-Na pewno pomoże!-mówił pomysłodawca.
-To może się udać...
-Udać? Wygraną mamy jak w banku! Wiosną rozpoczniemy powstanie, bo jak wspomniałem zimą nie możemy, jeszcze powtórzylibyśmy klęskę Napoleona pod Moskwą! Tak, więc powstanie wiosną i Polska znów będzie rosła w siłę!- kontynuował swoją wypowiedź oficer.
-Teraz tylko musimy się sprężyć, bo wbrew pozorom mamy bardzo mało czasu...
-Trzeba zabrać się do roboty!
-Powiadomić stolicę, przygotować wojsko.-mówił jeden z zebranych.
Oficer, który zaproponował wybuch powstania, z powrotem zasiadł w to samo miejsce, z boku sali, gdzie wcześniej wszystko obserwował. Zadowolony, znowu słuchał jak rada zaczyna planować powstanie.
-Słuchajcie, powinniśmy zacząć sprowadzać wojsko do Poznania i okolic.
-Musimy rozprowadzić ich na całą Wielkopolskę!
-Żeby zaatakować z zaskoczenia!
Do końca spotkania padało coraz więcej pomysłów.
Mieli duże szanse.
***

Spotkanie zakończyło się koło 14. Ustalili że każde kolejne będzie odbywać w kilku wyznaczonych przez nich lokalach w Poznaniu i będą opracowywać plany powstańcze. Po dzisiejszym spotkaniu wszyscy powoli opuszczali budynek tak, żeby Niemcy nie podejrzewały ów spotkania.
Jako jeden z ostatnich, budynek opuścił pomysłodawca zrywu. Na ulicy zauważył kilku umundurowanych Niemców, podążających jedną z uliczek. Nigdy nie zadowalała go taka sytuacja mimo, że już do niej dawno się przyzwyczaił.
Oficer miał 34 lata, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o brązowych włosach i wąsie. W armii służył od wczesnych lat. Obecnie miał stopień majora, a nazywał się Piotr Wysocki.
Zmierzał teraz do swojego domu gdzie czekała na niego żona-Anna i córka-Marysia.
Mieszkał niedaleko hotelu Bazar, a dokładniej to kilka kamieniczek za nim. Powoli wlókł się do swojego mieszkania rozmyślając o dzisiejszym spotkaniu i o tym co na nim było. Wiedział, że teraz będzie musiał opracować wiele planów, ale wiedział, że Wielkopolska jest tego warta. Czekał na to by mógł wreszcie powiedzieć, że żyje w wolnej Polsce i chodź nie wiedział jak wyglądały czasy gdy Wielkopolska należała do Polski, był pewien, że były one przepiękne.
Gdy przechodził obok hotelu Bazar, rozmyślał, nad reakcją Niemców, na powstanie. Czy będą na tyle przygotowani, bo odeprzeć ich atak?
Po chwili dotarł do domu. Od progu przywitała go żona.
-Witaj, kochanie! Jak spotkanie?- zapytała idąc do kuchni, gotowała właśnie obiad dla rodziny.
Anna Wysocka czyli pani majorowa miała 30 lat, była niewysoką szatynką o brązowych oczach. Pracowała w firmie ciastkarskiej niedaleko domu.
-Cześć-powiedział całując żonę w policzek- Oojj, wiele rzeczy udało nam się ustalić. Może niedługo Wielkopolska będzie tam gdzie jej miejsce.
-Czyli?- pytała Anna.
-Czyli wreszcie będziemy mieszkać w wolnej Polsce!- powiedział Piotr, siadając przy stole.
Anna przemilczała sprawę. I poszła wyciągnąć zastawę do obiadu.
-Dobrze, a teraz pożyjmy trochę rzeczywistością, zaraz będzie obiad-powiedziała, a chwilę później zawołała córkę.- Marysia! Obiad!
Po chwili do pokoju weszła mała dziewczynka. Była to Marysia Wysocka, dziewięcioletnia córka oficera. Miała ona złociste włosy i wielkie brązowe oczy. Przywitała się z ojcem po czym, usiadła przy stole.
Chwilę później żona podała obiad, a rodzina w spokoju go zjadła.

Po obiedzie, Wysocki postanowił przejrzeć mapy i pomyśleć nad rozstawieniem armii, by na kolejnym spotkaniu, mieć jakiś plan do przedstawienia. W końcu on był po części pomysłodawcą, więc był przygotowany na to że od niego będą wymagać najwięcej.
Wszedł do pokoju, wyciągnął kilka map i zasiadł przy biurku. Długo wpatrywał się w mapy by dojść do jakiegoś genialnego rozwiązania, ale był czymś rozproszony. Gdy przestał bezcelowo wpatrywać się w mapy zajrzał przez okno. Zobaczył, że zaczął padać deszcz. Wstał od biurka i przeszedł się po pokoju. Sam go urządzał, chciał by został zachowany, w stylu tego co go fascynuje, w stylu militarnym. Na ścianach wisiała broń jego pradziadka. Był z niego bardzo dumny. Szczególnie po tym, czego dowiedział się od dziadka. Kawałek dalej obok broni, wisiał mundur. Również pradziadka. Wysocki postarał się o to by wszelkie pamiątki, z tamtej słynnej piwnicy znalazły się u niego w domu. Usiadł z powrotem na krześle przy biurku i wpatrywał się w krople deszczu spływające po szybach. Chwilę później usłyszał trzask piorunu. Wtedy go olśniło.
Szybko znowu zabrał się za mapy. Miał pomysł. Teraz trzeba było go tylko opracować i przedstawić radzie...


Rozdział 2

Następnego dnia Piotr Wysocki wstał o piątej rano, by zdążyć na kolejne posiedzenie rady.
Poszedł do łazienki. Opukał twarz, po czym spojrzał w lustro.
-Wygramy to powstanie. Jestem tego pewien.-pomyślał.
Chwilę później opuścił łazienkę i poszedł do kuchni by przygotować sobie śniadanie. Jednak w kuchni zastał swoją żonę.
-Dzień Dobry, jak Ci się spało? Przygotowałam Ci śniadanie.-powiedziała Anna.
-Czemu już nie śpisz?-zapytał zdziwiony.
-Nie ma za co. Nie śpię, bo chciałam Ci przygotować śniadanie, poza tym muszę dzisiaj wcześniej wyjść.
-Dzięki.-powiedział i przytulił ją.
Zjadł śniadanie, pożegnał się z żoną, zabrał mapy na których wczoraj prowizorycznie planował rozstawienie armii i w pośpiechu wyszedł z domu.
Gdy przemierzał ulicę znowu spotkał umundurowanych Niemców. Nie mógł oprzeć się by podsłuchać ich rozmowę. Na początek nie bardzo rozumiał o czym rozmawiali, ale po chwili doszło do niego, że rozmawiają o wczorajszej burzy. Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
-Niby, taka armia inteligentów, a nie mogą znaleźć sobie mądrzejszego tematu do rozmów.-pomyślał.
Przebiegł przez ulicę, rozejrzał się czy w pobliżu nie ma już żadnych Niemców i wszedł do lokalu, gdzie miało odbyć się spotkanie. Gdy wszedł do niego, zobaczył jakiś piętnastu poznaniaków.
-Na szczęście, są już prawie wszyscy.-pomyślał uradowany.
Przywitał się z większością obecnych i zasiadł przy stoliku u którego boku siedzieli już dwaj oficerowie.
Po dziesięciu minutach do pomieszczenia wszedł ostatni najważniejszy człowiek dla rady, pułkownik Edward Zieliński.
-Witam Panowie!-powiedział pułkownik, i od tych słów cała rada zabrała się ostro do pracy, by opracować plan doskonały na odzyskanie wielkopolski.
Edward stanął przy głównym podeście, położył na stole parę książek i przemówił.
-A więc dobrze. Przywitaliśmy się. Wczoraj ustaliliśmy wybuch powstania. Dzisiaj mamy opracować jakie przyjmiemy pozycje podczas walki. Tak więc, jakieś pomysły, panowie?-zapytał pułkownik Zieliński.
Na chwilę zapadła głucha cisza. Jednak przerwał ją Wysocki. Wstał by zabrać głos.
-Udzielam głosu, majorowi Wysockiemu. Proszę, jaki ma pan plan?-spytał
-Dziękuje. Drodzy żołnierze. Wczoraj gdy zaproponowałem jednak, że powstanie może się udać, wiedziałem, że będzie czekać nas bardzo dużo pracy. Dlatego nie możemy tracić czasu. Już wczoraj, postanowiłem posiedzieć nad mapami, by zastanowić się gdzie rozstawić nasze wojska.-mówił, po czym rozłożył na stole mapy.-To są moje plany. Panowie, proszę podjedzcie.
Radni otoczyli Wysockiego i jego mapy. Wpatrywali się w nie chwilę. Wysocki widział na ich twarzach podziw, przez to właśnie powoli zaczął odczuwać euforię.
-Bardzo dobre, jestem pełen podziwu!-powiedział Zieliński.- Mógł by major je omówić?
-Oczywiście. Naszym głównym celem, jest zaatakować armię wroga z dużego zaskoczenia. Tak by nie mieli większych szans, na przygotowanie się do odparcia ataku.-mówił.- Dlatego, proszę spójrzcie na mapę. Pomyślałem, że takie rozstawienie wojsk, zupełnie rozkojarzy niemieckie armie, dzięki czemu będzie nam łatwiej ich zgładzić. Oni będą myśleć co zrobić, a my będziemy działać...-Wysocki jeszcze długo opowiadał o swoich planach, które wczoraj opracowywał do późnych godzin.
-Jestem naprawdę pod wrażeniem. Co prawda na pewno wprowadzimy jeszcze kilka poprawek, ale twoja praca, majorze Wysocki, jest bardzo dobra.
-Dziękuje. W końcu o to nam chodzi, żeby wszystko co zrobimy dla tego powstania, było przygotowane z największą precyzją i zaangażowaniem, pułkowniku Zieliński.
Jeszcze trochę rozmawiali o planach, po czym wszyscy usiedli na swoich miejscach i Zieliński ponownie przemówił ze swojego podestu.
-Plany majora Wysockiego, wprowadziły nasz plan działań w kolejną fazę. Wszyscy zgodnie ustaliliśmy po dzisiejszych konsultacjach, że są one bardzo dobre i wystarczy tylko wprowadzić nieliczne poprawki.-mówił- Ale myślę że jeszcze dzisiaj powinniśmy ustalić jedną z najważniejszych rzeczy, dla całego powstania. A mianowicie datę. Datę jego wybuch.
Znowu zapadła cisza. Tym razem na dłuższą chwilę. Zieliński podszedł do jednej z szafek zajmującej się w lokalu i wyciągną z niego kalendarz na 1919 rok. Powiesił go na środku sali i ponowił pytanie.
-Kiedy?
-Jak wczoraj mówił major, musi wybuchnąć wiosną.-stwierdził jeden z oficerów.
-Tak.-powiedział Zieliński i podszedł do kalendarza by zaznaczyć wszystkie wiosenne miesiące.
Wysocki chwilę siedział w ciszy, i obmyślał ile czasu zajmie im realizacja jego planu, tak żeby się idealnie przygotować. Nie słuchał już o czym rozmawiają na sali, przez co nie od razu usłyszał jak wywołują jego nazwisko.
-Majorze Wysocki! Co pan o tym sądzi? Ma pan jakieś propozycje? Majorze!-mówił pułkownik.
-17. 17 kwietnia.-powiedział nagle i rozejrzał się po sali. Wszyscy zamilkli.
-Eee... Świetnie! Ale... Czy ma, major, jakieś podstawy, popierające pańskie twierdzenie, że powstanie powinno wybuchnąć, akurat 17?
-Mam.-wstał i podszedł do kalendarza.- A więc tak. Dlaczego 17?-zaznaczył datę na kalendarzu.- Po pierwsze. Do kwietnia uda nam się idealnie przygotować i zrealizować wszelkie moje plany. Będziemy idealnie przygotowani. I po drugie. 20 kwietnia, będzie Wielkanoc, 17 Wielki Czwartek i Niemcy będą już wysyłać większość swoich wojsk, patrolujących Wielkopolskę do domów na święta. Dzięki czemu będzie nam jeszcze łatwiej zaatakować wroga!-mówił Wysocki.
Znowu na sali nastała cisza.
-Genialne! Majorze, zadziwiacie mnie!-pułkownik podszedł, uścisnął rękę Wysockiemu i poklepał go po ramieniu.
Wysocki zadowolony usiadł na miejsce.
-Dobrze, więc co już mamy? Panie majorze Wysocki mogę prosić o podsumowanie?
Wysocki ponownie wstał.
-Oczywiście panie pułkowniku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to stolice zdobędziemy w jakieś dwa tygodnie, a całą Wielkopolskę w niecałe trzy miesiące. Sądzę jednak, że może uda nam się wykonać działania w krótszym od planowanego czasie, ale na pewno powinniśmy mieć jakiś na 'zapas'. Teraz do opracowania pozostaje nam przygotowanie wojska, powiadomienie stolicy o zarysie planu no i dopracowanie szczegółów.-mówił.
-Dokładnie, panie majorze. Dziękuje.

Spotkanie trwało do późnego wieczora. Gdy wszyscy opuścili budynek, Wysocki również chciał wyjść, gdy nagle zawołał go Zieliński.
-Majorze, możemy chwilę porozmawiać?-zapytał.
-Eee, oczywiście, pułkowniku. O co chodzi?
Podszedł do niego, a pułkownik gestem zaprosił go by usiadł na przeciw niego.
-Majorze, jest Pan jednym z najlepszych strategów, jakich udało mi się dotychczas spotkać. Musi Pan wytrwać do końca. Tacy ludzie, jak ty są przyszłością naszego kraju. Naszej Polski. Zrobił Pan na mnie bardzo dobre wrażenie.-mówił.-Zdarza się to tylko nielicznym. Więc doceń to. I nie zmarnuj swojej szansy.
-Tak jest, panie pułkowniku.-powiedział- Dziękuje. Jestem pewien, że wytrwam. Jak długo Polska mnie będzie potrzebować, tak długo ja będę dla niej walczyć.
-Świetnie, majorze. Mam jeszcze dla Pana misję. Za trzy dni, pojedzie Pan do stolicy. Przedstawi im nasz plan i powie, czego od nich oczekujemy. Niech major pamięta, żeby zabrać ze sobą kilku ludzi ze swojego pułku. Dobrze?
-Oczywiście, Panie pułkowniku.-wstał, zasalutował i wszedł.
-Jestem pewien że daleko zajdziesz...- powiedział Zieliński chodź wiedział, że tego już Wysocki nie usłyszał.
Podczas spotkania udało im się ustalić najważniejsze rzeczy. Mieli już plany działania, a przynajmniej ich podstawy, a to było najważniejsze. Mieli też ustaloną datę wybuchu powstania.
Wysocki wracając do domu, myślał kogo zabrać na misję, którą przydzielił mu Zieliński. Był z siebie zadowolony, jak na razie wykonał swoje zadanie. Ale jeszcze wszystko przed nim. Jeszcze wszystko przed Wielkopolską.

Rozdział 3

Od spotkania na którym ustalili większość ważnych rzeczy, minęły trzy dni. Dzisiaj Wysocki miał jechać do stolicy, by przedstawić projekt. Pułkownik Zieliński prosił go by przed wyjazdem, on i jego ludzie, przyszli do jego gabinetu, by zabrać projekt, który przedstawią w stolicy.
Wysocki umówił się ze swoimi ludźmi pod budynkiem gdzie znajdował się gabinet Zielińskiego o ósmej rano.
Pod czas tych trzech dni, rozmowy na spotkaniach cały czas tyczyły się tego samego. Stolica. Jak ich powiadomić i jak idealnie spisać cały projekt, który pomijając fakt trzeba było w między czasie jeszcze dopracować, by zachwycić stolicę. Wysocki do misji wybrał najlepszych ludzi, z całego swojego pułku. Major przywitał się ze swoimi ludźmi i razem weszli po schodach, kierując się do gabinetu pułkownika.
Pokój w którym pracował pułkownik był dość duży, miał drewniane ściany, na których gdzieniegdzie wisiały obrazy, przedstawiające historię Polski.
Pod dziełem Jana Matejki- Konstytucja 3 Maja, był skromny kominek, przy którym wisiało kilka odznaczeń pułkownika Zielińskiego. Na samym środku pokoju, na wiśniowo-czarnym dywanie stało potężne dębowe biurko, na którym leżało pełno dokumentów, książek i parę przyborów do pisania. Przy tym biurku siedział właśnie sam pułkownik. Edward Zieliński, był wyjątkowym człowiekiem, starał się nie wychwalać swoich podwładnych, by nie byli zbyt zapatrzeni w siebie, więc jeśli już kogoś naprawdę chwalił, to ten ktoś musiał się bardzo wyróżnić. Rodzinna Zielińskiego, odkąd historia pamięta służyła w wojsku i zajmowała w nim wysokie pozycje.
Edward miał 57 lat i był niezwykle cenionym w Wielkopolsce pułkownikiem. Był dość niski, miał niebieskie oczy i siwe już włosy. Lubił swój zawód, mimo tego że był niebezpieczny. A jego celem było przyłączyć Wielkopolskę z powrotem do Polski.
Wtem przez wielkie drzwi do pokoju weszło pięciu umundurowanych wojskowych.
-Major Piotr Wysocki- zaczął Zieliński- porucznik Tomasz Wojciechowski, podporucznik Andrzej Birut, kapral Krzysztof Szulc i kapral Michał Nowak- gdy czytał nazwiska każdy z wyczytanych wojskowych za salutował.
-Tak, pułkowniku, jesteśmy gotowi do misji!- powiedział Wysocki.
-Doskonale, żołnierze! Macie iść do rządu opowiedzieć o planie i oddać im projekt.-powiedział Zieliński i oddał w ręce Wysockiego projekt.
-Oczywiście, panie pułkowniku, wszystko wiemy i jesteśmy gotowi do podróży.
-A więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam powodzenia panowie!
-Dziękujemy!- wykrzyknął Wysocki salutując.
Później odwrócił się na pięcie i razem z ekipą wyszli z pokoju. Gdy schodzili po schodach, odezwał się kapral Szulc.
-Panie majorze, jak będziemy iść przez Poznań do dworca, musimy ustalić jakąś taktykę.
-Słusznie, kapralu. Jakieś pomysły, panowie?-zapytał Wysocki.
Wysocki wywnioskował że skoro nikt się nie odzywa, nie ma pomysłów i musi sam coś wymyślić.
Wyszli z budynku kierując się na Posen Hauptbahnhof. O przejeździe do Warszawy nie mógł nikt wiedzieć, oprócz NRL i już niedługo stolicy. Dlatego też razem zdecydowali że najbezpieczniej będzie podróżować pociągiem. Planowany czas przejazdu, był dość długi, bo sześć godzin, ale nikomu za bardzo to nie przeszkadzało. W końcu ostrożność przede wszystkim!
Gdy szli w stronę dworca, nie mieli by żadnych zastrzeżeń co do ich obecnej sytuacji, gdyby nie jeden temat który ich obecnie frapował. Szli za nimi dwaj Niemcy, prawdopodobnie ich śledzili.
-Panie majorze, powinniśmy coś z tym zrobić. Mamy jeszcze godzinę do pociągu, najlepiej będzie jak się rozdzielimy i każdy sam dotrze na dworzec, tylko że inną stroną i spotkamy się w pociągu, bo Ci Niemcy za nami mnie niepokoją, a razem zapewne będziemy wyglądać podejrzanie...- wtrącił szeptem kapitan Wojciechowski.
-Prawda, słuszne spostrzeżenie, podaj reszcie informacje, a ja już skręcę za rogiem- powiedział Wysocki.
Wojciechowski po cichu przekazał informacje reszcie grupy i powoli każdy z nich odchodził w inną stronę. Major skręcił jako jeden z pierwszych.
Wysocki początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego że ktoś mimo wszystko za nim idzie. Usłyszał szepty. Długo zastanawiał się czy powinien się odwrócić. Ciekawość wygrała.
-Cholera!-pomyślał. Zobaczył że jego śladem idą Ci sami dwaj Niemcy, co śledzili ich przed chwilą.
-Myśl! Myśl!-mówił po cichu do siebie Wysocki- Co zrobić!?...
Rozejrzał się. Nikogo nie było. Jedyna rzecz którą widział w pobliżu to nieczynna kawiarnia. Ponownie się obrócił, zobaczył że Niemcy przyspieszyli. Pomyślał że już teraz jego sytuacja na prawdę jest krytyczna, a wiedział że nie może zawieść rady. Przyspieszył. Ale po chwili stwierdził że to nic nie da. Szybko rzucił się do ucieczki. Wtem niemieccy żołnierze rzucili się w pogoń za nim. Biegł między kamieniczkami szybko, jak tylko mógł. Wbiegł do jakiegoś tunelu i tam się zatrzymał by odpocząć. Miał już nadzieję że ich zgubił, gdy naglę obrócił się i zobaczył Niemców. Oparł się o ścianę i przełknął głośno ślinę.
-Nie ładnie, nie ładnie...- chwycił go jedną ręką za mundur.-Co zrobiłeś że przed nami uciekałeś, polski żołnierzyku?
-My chcieliśmy tylko pogadać...-wtrącił się drugi.
-Ja? Eee, ja nic nie zrobiłem!-odpowiedział wystraszony.
-Nic? Przecież niewinni nie uciekają...-mówił.
-Dokładnie! Ooo, widzę że masz coś dla Nas!- uśmiechnął się Niemiec.
-Nie sądzę...-powiedział Wysocki, przez chwilę miał wrażenie, że stanęło mu serce.
Niemiec go puścił i odwrócił się, Wysocki odetchnął z ulgą, gdy nagle Niemiec niespodziewanie zawrócił się w jego stronę, kopnął kolanem w brzuch i uderzył kolbą karabinu w głowę. Wysocki zwijając się z bólu, opadł na podłogę i chwilowo stracił świadomość tego co się wokół niego dzieje.
Niemiec podszedł do niego, obrócił go na wznak i wyciągnął z płaszcza szarą teczkę. Podszedł do kolegi i razem ją otworzyli.
-Pusta? I czego tu oczekiwać od Polaków...- powiedział Niemiec- Mieliśmy nadzieje że znajdziemy z kolegą coś jeszcze!- podszedł do niego i jeszcze kilka razy go kopnął, po czym, rzucił za siebie teczkę i razem z towarzyszem poszedł dalej.
Wysocki leżał jeszcze chwilę na ziemi. Powoli zaczęła wracać do niego świadomość. Usłyszał, że ktoś biegnie w jego stronę. Miał tylko nadzieję że to nie Niemcy. Nie miał siły się bronić. Na szczęście to był kapral Szulc. Uklęknął przy nim.
-Panie majorze! Co się stało!? Wszystko dobrze?!- wypytywał zdenerwowany.
-Co ty tu robisz?- zapytał, podnosząc się. Usiadł przed Szulcem i spojrzał na otwartą teczkę.
-Kapitan Wojciechowski, gdy zobaczył że poszli za tobą Niemcy kazał mi was śledzić.

“...-Majorze, powinniśmy coś z tym zrobić. Mamy jeszcze godzinę do pociągu, najlepiej będzie jak się rozdzielimy i każdy sam dotrze na dworzec, tylko że inną stroną i spotkamy się w pociągu, bo Ci Niemcy za nami mnie niepokoją, a razem zapewne będziemy wyglądać podejrzanie...- wtrącił szeptem porucznik Wojciechowski
-Prawda, słuszne spostrzeżenie, podaj reszcie informacje, a ja już skręcę za rogiem- powiedział Wysocki.
Gdy Wojciechowski powiedział plan reszcie zwrócił się do Wysockiego.
-Niech major da mi plany, Niemcy mogą za wami pójść...
-Dobrze.-powiedział Wysocki. Rozejrzeli się czy Niemcy patrzą w ich stronę. Zobaczyli że oni zatrzymali się na chwilę. Wysocki przekazał porucznikowi teczkę i po chwili dostał ją pustą.
-Tak w razie czego.-powiedział porucznik i skręcił. Wysocki schował teczkę i skręcił na pierwszym zakręcie w lewo.
-Szulc idź za nimi.-rozkazał Wojciechowski.”

-Bardzo dobrze, dzięki. Jak dobrze, że przed rozdzieleniem dałem Wojciechowskiemu projekt...
-Dokładnie. Majorze, musimy już iść, teraz nie mamy za dużo czasu, za piętnaście minut powinniśmy być na dworcu.
-Oczywiście.-powiedział i wstał. Poczuł że trochę kręci mu się w głowie i chwycił się ściany.
-Wszystko w porządku?-zapytał Szulc.
-Tak, tak. Możemy już iść.-I ruszył w kierunku wyjścia z tunelu.
Na szczęście podczas drogi na dworzec nie spotkali już żadnych Niemców. Na dworcu czekał na nich porucznik Wojciechowski.
-Wszystko dobrze?-zapytał, wskazując na trochę krwi na mundurze Wysockiego.
-Tak. Spokojnie, ale dzięki że wysłałeś Szulca.-powiedział, próbując zmyć krew z kołnierza płaszcza.
Zobaczyli że biegnie do nich Nowak.
-Majorze, powinniśmy już wsiadać, za chwilę pociąg będzie odjeżdżał.
-Dobrze. Więc chodźmy!
Wszyscy ruszyli na peron.
-Piotrze?-zaczął Wojciechowski.
-Tak?
-Co się tam stało?-zapytał zaciekawiony.
Jednak odpowiedzi nie uzyskał...

Rozdział 4

W pociągu wojskowi siedzieli w różnych przedziałach by znowu nie wzbudzić podejrzeń. Każdy myślał o czymś innym. Ale Wysocki cały czas myślał o jednym. O Powstaniu. Z resztą ostatnio to był jedyny temat nad którym myślał. Siedział przy oknie i patrzył jak za nim przelatują obrazy. Cały czas prawie jechali przez las. Był zmęczony, chciało mu się spać. Ostatnie noce były zarwane przez powstanie, ale teraz nie mógł nawet pomarzyć o spaniu. Musiał czuwać bo teraz już on miał projekt powstania. Miejsce obok niego było wolne. Ale nie długo, bo za chwilę zajął je porucznik Wojciechowski.
-Możemy pogadać?-zapytał porucznik.
Wojciechowski, wstąpił do wojska razem z Wysockim. Jednak nie udało mu się zajść tak wysoko jak Wysockiemu. Został porucznikiem. Ale i tak był bardzo ceniony przez Wysockiego. Lubili się. Wojciechowski żył sam na obrzeżach miasta i jedynym jego współlokatorem był pies. Ponieważ Wojciechowski od zawsze interesował się militariami, pies wabił się Generał. Był wesołym owczarkiem niemieckim. Sam Wojciechowski, nie wyróżniał się z tłumu wyglądem. Był szatynem o zielonych oczach. Ale cechowała go jedna rzecz. Był bardzo ciekawski, jak również był dobrym strategiem. I sądził że właśnie dlatego Wysocki go lubi.
-Myślę, że nie mamy o czym. Wiesz że nie powinieneś w ogóle tu przychodzić? Dwóch umundurowanych wojskowych jadących do stolicy to nie codzienny widok.-skarcił go Wysocki.
-Sprawdziłem wcześniej teren.-tłumaczył się.
-To nie wystarczy. Dobra, jak i tak tu przyszedłeś to gadaj, co chcesz.
-Chciałem się zapytać czy to co usłyszałem jest prawdą. Dowiedziałem się że wiadomo już kto będzie przywódcą powstania.
Wysocki nie przypominał sobie żeby nawet były prowadzone rozmowy na ten temat. Kompletnie im to umknęło.
-Ależ skądże! NRL nie wybrała jeszcze dowódcy... Nawet o tym nie rozmawialiśmy na spotkaniach, skąd to wiecie poruczniku?-zapytał zdezorientowany Wysocki.
-Wczoraj gdy wracałem z posiedzenia, usłyszałem rozmowę pułkownika Zielińskiego z majorem Orłowskim. O dowódcy.
-Ciekawe... Ja nic o tym nie wiem...
Wysocki pomyślał, że jak tylko wróci z misji musi porozmawiać z pułkownikiem, o co tu chodzi. Tymczasem zostało im jedynie godzina podróży, którą spędzili w milczeniu.

Około szesnastej byli w Warszawie. Byli zmęczeni, ale nie zniechęceni. Wojskowi starali nie rozmawiać o powstaniu. Przemierzając Warszawę oglądali nową Polskę. II Rzeczpospolitą.
-Chciałbym, żebym mógł mówić, że mieszkam w II Rzeczypospolitej Polskiej.-powiedział Wysocki.
-Ja też, panie majorze...-wtrącił podporucznik Birut.
-Spokojnie, panowie, jeszcze trochę, a będziecie mogli tak mówić!-powiedział Wojciechowski i wyprzedził kolegów.
-Na pewno, poruczniku, na pewno.-potwierdził Wysocki i dołączył do porucznika.
Po jakimś czasie udało im się dotrzeć do siedziby rządu. Weszli do budynku. Mieli się spotkać z Jędrzejem Moraczewskim, bo jemu zależało na odzyskaniu Wielkopolski i wiedzieli że znajdą w nim sojusznika, w każdej sprawie związanej z powstaniem. Wysocki podszedł do drzwi i zapukał. Usłyszeli echo słowa “-Proszę!” i weszli do środka.

Pomieszczenie było większe niż gabinet pułkownika. Miało biało-złote ściany, na których tak samo jak u pułkownika obrazy zdobiły pomieszczenie. Po prawej stronie pokoju były dwa ogromne okna z ciężkimi zasłonami, a pomiędzy oknami stały półki, zapełnione książkami. Pokój zdobiły rzeźby. Niedaleko biurka stała złota kanapa i dwa fotele. Zauważyli że w pomieszczeniu jest Moraczewski i siedzi na jednym z foteli, czytając jakąś książkę. Wysocki podszedł do niego i zasalutował.
-Panie Moraczewski! Jak pewnie zdążył Pan się domyślić, przybywamy do pana z misją z okupowanego Poznania.-wyjaśnił Wysocki.
-Witam, panie majorze Wysocki.
Moraczewski poznał już kiedyś Wysockiego. Dlatego znał jego nazwisko i stopień. Moraczewski wstał z fotela, podszedł do biurka i odłożył tam książkę którą czytał, zanim przyszli wojskowi. Wysocki obrócił się w jego stronę i podążył za nim wzrokiem. Moraczewski przeszedł koło jego żołnierzy, przeszedł koło swoich półek z książkami, aż w końcu po wędrówce po pokoju, doszedł do majora.
-Majorze Wysocki. Podejrzewam co was sprowadza. A wy na pewno znacie moją pozycje w tej sprawie- zaczął nadal wędrując po pokoju.-Pamiętacie zapewne, 20 listopada, kiedy to wygłosiłem swoje exposé. Powiedziałem wtedy:-Moraczewski zatrzymał się i spojrzał Wysockiemu w oczy.-”Przyłączenie Wielkopolski będzie jednym z pierwszych naszych zadań.”, Pamiętacie panie majorze?-zapytał.
-Oczywiście. I...-oficer nie zdążył dokończyć bo Moraczewski wtrącił się w połowie jego zdania.
-Tak więc, gdy weszliście do mojego gabinetu.-podszedł do Wojciechowskiego.-Od razu miałem nadzieję, że Krajowa Rada Ludowa, już coś przygotowała.- usiadł na kanapie.-Więc słucham. Proszę spocząć panie majorze.
Wysocki usiadł na fotelu na przeciw Moraczewskiego. Wyciągnął teczkę z projektem.
-Dobrze pan myśli. Mamy plany na oswobodzenie Wielkopolski. Chcemy wywołać powstanie, a wybuch planujemy wiosną.-Wysocki podał projekt Moraczewskiemu.
-Powstanie, tak...- powiedział Moraczewski biorąc projekt do ręki.- Czy to nie jest zbyt ryzykowne?-pytał się przeglądając projekt.

-Po spotkaniach, na których staraliśmy się wymyślić plan oswobodzenia Wielkopolski, opracowaliśmy plan, śmiem twierdzić że doskonały! Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, mam duże szanse zwycięstwa.-tłumaczył Wysocki.
-A jak nie?
-Nie ma powodów by tak sądzić.
-A może plebiscyt?-dopytywał się.
-Panie Moraczewski, nie oszukujmy się, bo nie urodziliśmy się wczoraj. W plebiscycie raczej nie mamy szans!
-No dobrze. A jak powtórzymy, klęskę z Powstania Listopadowego?
-Wtedy tak na prawdę nikt nie wierzył w wygraną, a powstanie było źle zorganizowane! Teraz to powstanie zwycięży dzięki planu, wojsku i determinacji! Proszę przeczytać projekt.
-Dobrze, zobaczymy co z tego będzie. Zapoznam się z projektem, i powiem wam co o nim sądzę, poczekajcie na zewnątrz.-powiedział.
-Dobrze panie Moraczewski. Proszę mnie zawołać.-powiedział i ruszył ku drzwi.

***

Wszyscy wojskowi, wyszli z gabinetu. Wysocki podszedł do jednej z ławek i na nią usiadł. Po chwili dosiadł się Wojciechowski i Birut.
-Myślałem, że pójdzie łatwiej...-powiedział.
-Przecież nie powiedział nie.-stwierdził Birut.
-Ale tak, też nie powiedział.-Wysocki ściągnął rogatywkę i przeczesał ręką włosy.-Przecież chce by Wielkopolska wchodziła w skład Rzeczypospolitej, to czemu nie podoba mu się pomysł powstania?
-Wiesz, może się boi. Na około dziesięć powstań udało nam się wygrać tylko jedno.-powiedział Wojciechowski.
-No, ale to też było Powstanie w Wielkopolsce!-słusznie stwierdził Wysocki.
-No w sumie tak...-powiedział Wojciechowski i oparł się.
Resztę czasu spędzili w ciszy, czekając aż Moraczewski zawoła ich, by powiedzieć im co zdecydował.
Wysocki siedział z założonymi rękoma, oparty na ławce, z położoną na prawym udzie rogatywką. W międzyczasie gdy oczekiwali na wpuszczenie ich do gabinetu Wysocki naliczył co najmniej pięć osób które wchodziły do gabinetu. Wysocki był tak senny, że co chwilę zamykały mu się oczy. Nie chciał zasnąć, bo wyczekiwał decyzji.
-Cholera.-pomyślał.-Zaraz zasnę jak to jeszcze dłużej potrwa..
I tak też sie stało. Wysocki chwilę później nie wytrzymał i zasną w takiej samej pozycji w jakiej siedział wcześniej.
Wysockiemu śniło się że przed kimś uciekał. Biegł ile sił w nogach po czym nie zobaczywszy czeluści, wpadł w nią i leciał w dół z ogromną prędkością...
To sprawiło, że Wysocki szybko się obudził, lekko przerażony.
-Stało się coś?- zapytał Wojciechowski, widząc że Wysocki się przeraził.
-Eee, nic, tylko miałem, dziwny sen...
Wtem otworzyły się drzwi od gabinetu Moraczewskiego. Stanął w nich jakiś mężczyzna w średnim wieku.
-Majorze Wysocki, mogę prosić do nas?-zapytał.
-Tak, oczywiście.-powiedział, wstając założył rogatywkę i ruszył w stronę drzwi.
W pokoju, siedziało pięciu ludzi, kilku musiało wyjść z gabinetu gdy spał.
Podszedł do nich.
- Panie majorze. Przeczytaliśmy wspólnie projekt. Szczerze mówiąc jesteśmy pod wrażeniem. Macie moje, a w sumie nasze poparcie.-powiedział Moraczewski i wstał by uścisnąć rękę Wysockiemu.
Wysocki był tak podekscytowany, że nawet nie słyszał uwag reszty mężczyzn.
-Majorze Wysocki, czy major nas w ogóle słucha?-zapytał jeden z nich.
-Ależ oczywiście.-powiedział zdezorientowany.
-Dobrze. A więc mam jeszcze jedną wiadomość. Około 15 grudnia Ignacy Paderewski, na pewno major wie o kogo chodzi, będzie wracał z Francji do Polski. Jednak, że po drodze będzie odwiedzał inne miasta, przed przyjazdem do Warszawy odwiedzi Wolne Miasto Gdańsk i Poznań. Czyli u Was będzie tak jakoś 25-26 grudnia. Przekaż to NRL.
-To dla nas zaszczyt! Dziękuje, za pozytywne rozpatrzenie naszego projektu.
-Jak mówiłem, zrobię wszystko by Wielkopolska była Polską. Więc, mam nadzieje że dobrze przygotujecie się do tego powstania. Trzymam kciuki za wygraną!-kontynuował Moraczewski.
-Dobrze, dziękuje.- zasalutował, obrócił się ku wyjścia i wymaszerował.
Gdy wyszedł z gabinetu, zobaczył swój zespół, który stał przed nim czekając na ogłoszenie werdyktu Moraczewskiego.
-I?-zapytał zdenerwowany Wojciechowski.
-No cóż... Powiedzieli, że im się nie podoba..
-Naprawdę!?-zdziwił się Birut.
-Nie, naprawdę to powiedzieli, że są zachwyceni! I że mamy ich poparcie!-powiedział.
-Wiedziałem!-wykrzyknął Nowak.
-Dobra, panowie! To wracamy do Poznania.-powiedział Wysocki i ruszył ku wyjścia z budynku.
Wszyscy zadowoleni przemierzali Warszawę, kierując się do dworca.
-Powiedział Ci coś jeszcze?-zapytał Birut.
-Tak. Że pod koniec grudnia, przyjedzie do nas Paderewski.
-Ten kompozytor?
-Tak. Mam powiadomić radę.-powiedział Wysocki.

Czekając na pociąg powrotny Wysocki myślał, o dzisiejszym dniu.
-Misja wykonana-pomyślał.-Niestety jedna z wielu...
Na teraz wiedział, jedno. Gdy tylko wróci do domu, pójdzie spać. Na razie czekała ich kolejna monotonna podróż...


Rozdział 5

2 grudnia 1918

Wysocki od razu po przyjeździe poszedł do lokalu w którym zbierała się rada by ogłosić werdykt stolicy. Wiedział że właśnie teraz odbywało się tam spotkanie, tak jak co dzień. Wszedł do lokalu i przekazał informację. Wszyscy byli zachwyceni. Gdy już miał iść do domu, przypomniało mu się że ma podać komunikat, o tym że Paderewski przyjeździe do Poznania.
-A i jeszcze jedno.-powiedział Wysocki.-Moraczewski kazał mi przekazać, że pod koniec grudnia, z Francji do Warszawy przyjeżdża Paderewski.
-No i?
-No i po drodze będzie odwiedzał dawne części Polski. Będzie w Wolnym Mieście Gdańsk i u nas w Poznaniu.
-Niemcochy będą zdenerwowane.-powiedział Zieliński.
-Trzeba coś ustalić, na jego przyjazd.-powiedział Wysocki.-Musimy pokazać się od jak najlepszej strony!
-Zgadzam się z majorem Wysockim.-był to major Artur Orłowski.
-Dobrze panowie, więc to temat na nasze jutrzejsze spotkanie. Mam nadzieje że do jutra będziecie mieć chociaż wzgląd na tą sprawę.
-Jasne panie pułkowniku.-powiedział Wysocki.
Chwilę później cała rada wymaszerowała.
Wysocki zmęczony powoli doczłapał się do domu. Przywitał się z żoną, ale był zbyt padnięty by rozmawiać o czymkolwiek. Wszedł do sypialni zrzucił mundur i położył się do łóżka. Chwilę później już spał.

Wysocki obudził się dopiero z rana następnego dnia. Było chyba koło siódmej. Powoli wstał. Założył mundur. Wiedział, że musi coś zrobić, tylko nie mógł sobie przypomnieć co... Gdy olśniło go, że za godzinę musi być na spotkaniu rady, przypomniał sobie co miał zrobić, przygotować jakieś pomysły na powitanie Paderewskiego.
-Cholera.-powiedział na głos i poszedł zrobić kawę.
Nawet chwilę o tym myślał, ale stwierdził, że pewnie coś po drodze wymyśli. Ruszył na spotkanie. Gdy tak szedł, zobaczył opartego o mur żołnierza polskiego. Stał w mundurze, z jedną ręką w kieszeni i palił papierosa. Wysocki rozpoznał go, kiedyś go szkolił z innymi szeregowymi. Pomyślał, że zwróci mu uwagę. Gdy tylko podszedł szeregowy wyrzucił papierosa i zasalutował.
-Jak jesteś w mundurze, to nigdy nie trzymaj rąk w kieszeni, szeregowy!
-Tak jest, panie majorze! Przepraszam.- odpowiedział zakłopotany.
-Żeby mi się to już nigdy nie powtórzyło!-powiedział i odszedł.
Młodzi żołnierze muszą wiedzieć, że powinni szanować mundur, by dawać przykład przyszłym pokoleniom, które będą już nosić prawdziwy polski mundur. Gdy tak o tym myślał, olśniło go i wpadł na pewien pomysł. Jak udało mu się trafić na spotkanie, okazało się że jest spóźniony jakieś dziesięć minut. Przeprosił za spóźnienie i usiadł na swoim miejscu.
-Dobrze, a więc skoro są już wszyscy możemy pomyśleć, nad powitaniem.-zaczął Zieliński.- Macie jakieś pomysły?
-Ja mam, pułkowniku.-powiedział nie kto inny jak major Wysocki.
-Słuchamy...
- Myślałem że najważniejsze jest to byśmy powitali go bardzo entuzjastycznie. Zróbmy pochody na ulicach. Wywieśmy flagi! Niech Paderewski będąc tutaj przemówi do narodu!
-Zróbmy pochody!-wtrącił Orłowski.
-Tak, majorze. Pochody, flagi, wiwaty! Postaramy się by było jak najlepiej!
-O jakich flagach myślisz, majorze?-zapytał Zieliński.
-No oczywiście o polskiej.. I o flagach państw wrogich Niemcom... Francja, Anglia, USA.
-Mhmm... To będzie dobre!- powiedział Orłowski.
Rozmawiali jeszcze chwilę o tym, wiedzieli, że muszą wszystko przygotować, ale nie wiedzieli w tym większych problemów, lecz mimo wszystko, nadal czekała ich ciężka praca związana z organizacją powstania...

Kilka dni później...

W Poznaniu, panował dość duży gwar i zamieszanie związane zarówno z Paderewskim jak i powstaniem. Od czasu wysłania projektu, NRL ostro wzięło się do roboty z przygotowaniem powstania. Zdecydowali już jakie oddziały wojskowe wezmą udział w powstaniu. Były to Służby Ludowe czyli POW i SSiB*. Oczywiście wojsko zaczęli przygotowywać od czasu gdy Wysocki ogłosił KRL wspaniałą wiadomość ze stolicy. Jednak nadal pracy im nie brakowało. Dopracowywali plany. Z każdym oddziałem rozmawiali o ich pozycji, podczas walki.

Powoli zbliżały się święta, ale rada nie odpoczywała. W końcu 26 miał przyjechać Paderewski. To była ich szansa, na wykazanie się. Z przyjazdu Paderewskiego, ani trochę nie ucieszył się naród Niemiecki. Przyjazd Paderewskiego wzbudzał mieszane uczucia. Dla nas- coś wspaniałego, dla Niemców- obraza i bulwersacja.

Był 16 grudnia, czyli zostało im dokładnie dziesięć dni do przyjazdu kompozytora. W tym czasie NRL przygotowywała jego powitanie. Rada dzisiaj ponownie zebrała się w swoim lokalu.Wysocki wyjątkowo były na zebraniu pierwszy, chociaż miał częste tendencje do spóźniania się.
Po jakiś dziesięciu minutach zebrała się cała rada. Chwilę później do pomieszczenia wszedł Zieliński. Miał w ręce kilka teczek. Podszedł do katedry i położył je tam. Obszedł ją dookoła.
-Panowie, za dziesięć dni ma pojawić się Paderewski, Szwaby są bardzo zbulwersowane i chcą zatrzymać pociąg, by Paderewski tu nie dotarł. Zapewne boją się że coś wymyślimy pod wpływem np. Jego przemówień.-mówił Zieliński.
-He He-zaśmiał się Birut- I bardzo dobrze, że się boją! A Paderewski i tak do Poznania dotrze! Ja już się o to postaram!
-Nie tylko ty, podporuczniku Birut, nie tylko ty! Cała nasza armia się o to postara! - wtrącił Wysocki.
-Doskonale! Ciesze się, że wszyscy podzielacie moje zdanie. Majorze Wysocki jesteście odpowiedzialni za bezpieczeństwo Paderewskiego i za bezpieczny jego dojazd do Poznania.- powiedział płk. Zieliński.
-Tak jest panie pułkowniku!
Zieliński obrócił się i skierował się w stronę katedry.
-Przepraszam panie pułkowniku, chciał bym poruszyć jeszcze temat powstania.- powiedział wstając jeden z oficerów. Był nim major Artur Orłowski.
-Tak, majorze Orłowski?- zapytał Zieliński, a wtedy wszyscy skupili wzrok na Orłowskim.
Orłowski był uważany za jednego z najlepszych żołnierzy. Szkolił się i wiele razy walczył u boku Wysockiego. Miał 31 lat. Był wysokim szatynem z wąsem i brodą. Mieszkał niedaleko Wysockiego, ze swoją żoną Martą i trzema synami. Orłowskiego wyróżniała charyzma i świetne poczucie humoru, jednakże miał też doskonałe zdolności organizacyjne.
-Przygotowujemy wojsko, broń, powiadomiliśmy stolicę, ale myślę że musimy ustalić jeszcze coś...
-Co, panie majorze?-zapytał Zieliński. Zieliński mimo iż dobrze wiedział, że Orłowski jest jednym z najlepszych oficerów, nie pałał do niego sympatią.
-Musimy wybrać przywódce powstania!
Wysocki przypomniał sobie rozmowę z Wojciechowskim. Mówił, że nieoficjalnie wybrano już dowódce... Wysocki przyglądał się reakcji Zielińskiego. Podszedł on do stojącego Orłowskiego i szepnął mu coś w rodzaju “-Ty znasz moje zdanie.” Po czym przemówił na głos.
-Słusznie panie majorze. Powinniśmy wybrać jakieś kandydatury. Macie jakieś propozycje, żołnierze?- zapytał.
Na jakiś czas na sali zapadła cisza. Wszyscy najprawdopodobniej szukali w myślach najlepszego oficera, który nadawał by się na zajęcie tak ważnej dla tego powstania pozycji.
-Myślę, że najodpowiedniejszą kandydaturą będzie osoba majora Piotra Wysockiego.- powiedział kapral Nowak.
-Myślę, że pomimo iż major Wysocki jest odpowiednią osobą, już dużo zrobił dla powstania, nie powinniśmy go obciążać takim obowiązkiem.-wtrącił Orłowski.
-Ja myślę, że major Wysocki poradził by sobie z tym doskonale. Prawda panie majorze?-powiedział Zieliński.
-Może i tak, ale wiem że są o wiele lepsi ode mnie. Proponował bym pułkownika Zielińskiego.
-Mhmm.. Też myślę, że to dobra propozycja!
-Panowie, ja jestem na to za stary..-wtem jego wypowiedz, przerwał mu jeden z wartowników, który miał poinformować radę w razie niebezpieczeństwa.
-Pułkowniku! Idzie w tą stronę grupa szkopów, myślę że najlepiej będzie natychmiast zakończyć spotkanie!
-Tak, to zbyt niebezpieczne siedzieć tu, rozejdźmy się! -powiedział Orłowski.
Powoli każdy wyszedł kilkoma tajnymi wyjściami, a kilku wyszło frontem. W pomieszczeniu został jedynie szeregowy Franciszek Wrona, wartownik. Wysocki, Wojciechowski i Orłowski ruszyli razem w stronę domów. Widzieli z daleka jak pięciu niemieckich żołnierzy wchodzi do lokalu.
-Mam nadzieję, że nic nie zrobią temu szereg...-wypowiedz Wojciechowskiego przerwały cztery następujące po sobie strzały z broni. Przerażeni oficerowie wymienili spojrzenia.
-O boże...-powiedział Wysocki.
-Nie możemy tam teraz iść... Musimy czekać...-powiedział Orłowski.
Żołnierzom nie pozostało nic innego jak rozdzielić się i ruszyć do domów. Wiedzieli, że na pewno ktoś z rady sprawdzi co się tam działo i jutro o wszystkim się dowiedzą. Teraz byli bezsilni.
Wojciechowski przez całą drogę do domu był niespokojny.
Porucznik Tomasz Wojciechowski należał do 5 Pułku Strzelców Wielkopolskich, którego dowódcą był major Piotr Wysocki. Piotr był jego najlepszym przyjacielem. Znali się i walczyli razem na frontach od zawsze.
Piotr idąc do domu starał się nie myśleć o owym wydarzeniu sprzed kilku minut, ponieważ wiedział, że musi opracować plan bezpiecznego przewozu Paderewskiego. Teraz musieli wyostrzyć rygory bezpieczeństwa. Wiedział też, że w jego obronie będzie musiał pomóc mu jego pułk. Czekało go specjalne wyszkolenie swojej armii... Miał dziesięć dni.


Rozdział 6

26 grudnia 1918

Od samego rana po Poznaniu przechadzało się pełno żołnierzy polskich, co prawda w niemieckich mundurach, jednak biało-czerwone opaski wskazywały na pochodzenie. Na nasze nieszczęście nie byli to jedyni żołnierze przemierzający Poznań. Było tam też dużo żołnierzy Niemieckich, którzy wiedzieli, że coś się święci.
Piotr dziś wstał o wiele wcześniej niż zwykle i poszedł pod lokal, w którym często się spotykali. Miał nadzieję, że wiedzą już co stało się z wartownikiem. Gdy szedł ulicą z daleka zobaczył pułkownika Zielińskiego i podporucznika Andrzeja Biruta. Z daleka byli bardzo do siebie podobni, jedyną różnicą w ich wyglądzie były siwe włosy Zielińskiego. Podporucznik mieszkał niedaleko lotniska ze swoją żoną. Był jeszcze młody, miał 26 lat i należał do 5 Pułku Strzelców Wielkopolskich.
Gdy podszedł bliżej nie zauważył entuzjazmu na ich twarzach, z czego wywnioskował, że z wartownikiem nie jest za dobrze... Jeśli w ogóle jest.
-Czołem pułkowniku!-powiedział Wysocki salutując.
-Witam!- oficer podał mu rękę.
-Co z wartownikiem?
-Nie żyje. Niemcy go rozstrzelali.-powiedział Birut.
-Cholera.
-Nie udało by nam się go uratować. Zmarł na miejscu. Mam nadzieję, że nic nie wydał.-powiedział Zieliński.
-Gdyby coś powiedział, szwabów mieli byśmy już dawno na karku, a póki co są cicho...-rzekł Birut.
-Birut ma racje, panie pułkowniku.-powiedział Wysocki.
-Dobrze majorze, my z Birutem idziemy na górę, czekaj na pułk.
-Tak jest!
Dzisiaj mieli odebrać Paderewskiego z peronu. 26 grudnia był bardzo chłodny, Wysocki stał pod lokalem i trząsł się z zimna.
-Boże... Jak zimno- po cichu myślał sobie Wysocki.
Po dziesięciu minutach zauważył zbliżający się pułk. Uśmiechnął się do siebie i ruszył w ich stronę.
-A major Wysocki wyjątkowo na czas!- powiedział Wojciechowski, szerząc zęby.
-Czasem trzeba.-odpowiedział Wysocki i uśmiechnął się pod nosem.- Musimy poczekać na Zielińskiego.
-Chyba już idzie.-Wysocki obejrzał się za siebie i zobaczył Zielińskiego, Biruta i Orłowskiego.
-Witam panów! Dobra majorze, tutaj jako pomocnika w poprowadzeniu pułku przydzielę Ci dzisiaj majora Orłowskiego, poza tym przydzieliłem Ci około pięćdziesięciu żołnierzy do przeprowadzenia Paderewskiego z peronu do hotelu.-mówił Zieliński.
-Dobrze, dziękuje panie pułkowniku!-odpowiedział.
-Paderewski ma być za jakieś cztery godziny więc możecie już ruszać na Posen Hauptbahnhof.
Wysocki przytaknął i stanął na środku placu na którym stał pułk. Mimo, iż wydawało by się, że mają mnóstwo czasu, to właśnie tyle potrzeba im na przygotowanie wszystkiego. Teraz jednak czekała ich przykładna musztra.
-Pułk BACZNOŚĆ!-krzyknął Wysocki i wszyscy stanęli w nienagannej pozycji.-W dwu szeregu frontem, do mnie zbiórka! SPOCZNIJ!- kontynuował Wysocki.
W kilka sekund pułk stał jak należy.
-W prawo, zwrot! W tył na lewo, za majorem Orłowskim MARSZ!- powiedział Wysocki i po chwili dołączył do Orłowskiego.
-Lewa! Lewa! Lewa!-krzyczał Wysocki by wyrównać marsz pułku.
Szli tak jakieś dwadzieścia minut, aż w reszcie udało im się dotrzeć na dworzec.
-Pułk!-wtem rozległo się głośne uderzanie o podłoże wojskowych butów- STÓJ!- usłyszano jeszcze tylko trzy uderzenia i wszyscy równo i nie nagannie stanęli na peronie. Wysocki znów wyszedł przed żołnierzy.
-W prawo, zwrot.-wykrzyknął- Słuchajcie żołnierze! Za jakieś cztery godziny planowany jest przyjazd Paderewskiego, podejrzewamy że przyjdą tu wojska niemieckie, by nie dopuścić do jego wjazdu , a więc my będziemy musieli ich o tego nikczemnego planu odwieść, rozumiemy się?-zapytał.
-Tak jest, majorze Wysocki!-wykrzyknął Pułk.
-Doskonale! Więc, w tył do nakazanych czynności rozejść się! SPOCZNI!-powiedział zadowolony Wysocki.
Żołnierze rozproszyli się po peronie, kilku z nich poszło w stronę nadjeżdżającego pociągu, a sam Wysocki stanął na środku i obserwował czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy nie zbliżają się Niemcy.
-To teraz czeka nas czterogodzinna warta- pomyślał Wysocki i zaczął obserwować zachowania swoich żołnierzy.
Było już ciemno, godzinny mijały, a po Paderewskim jak śladu nie było tak nie ma. Na peronie powoli zaczęło zbierać się mnóstwo gapiów, z każdą minutą było ich więcej. Ale niestety nie tylko ich przybywało. Wysocki zobaczył, że zaczynają schodzić się Niemcy, którzy próbują rozproszyć tłumy.
Naglę do Wysockiego podszedł jeden z cywilów. Był nim Wojciech Kasprowski, jego tymczasowy łącznik z Zielińskim.
-Paderewski, powinien być za kwadrans.- szepnął po czym znowu wtopił się w tłum.
-Szulc! Do mnie!-krzyknął Wysocki. Wtem pojawił się Szulc.
-Słuchaj biegnij natychmiast, z kilkoma żołnierzami do Zielińskiego, powiedz mu żeby przysłał mi posiłki. Reszcie postaraj się ogłosić pełne przygotowanie! Za jakieś piętnaście minut ma tu być Paderewski, rozumiemy się?- powiedział Wysocki.
-Tak jest, panie majorze!- odpowiedział Szulc odmeldowując się.
Jakieś osiem minut po pójściu po posiłki Szulca, Wysocki zobaczył nadjeżdżający pociąg.
Powoli zaczęło się robić duże zamieszanie, Poznaniacy zaczęli podochodzić do miejsca podjazdu pociągu, a Niemcy nadal bezskutecznie starali się ich rozproszyć. Pociąg był już niedaleko. Polscy wojskowi, kazali odsunąć się poznaniakom od torów, by pociąg bezpiecznie i bez żadnych ofiar wjechał na peron.
A Niemcy oczywiście nadal uparcie starali się nie dopuścić do tego by pociąg wjechał.
-Jezus! Jakie te szwaby są upierdliwe!- słusznie stwierdził Orłowski stojący obok Piotra.
-Taa i to jeszcze jak! Ciekawy jestem co jeszcze wymyślą, żeby Paderewski nie mógł tu wjechać, He he, to naprawdę dobra parodia.-powiedział zadowolony Wysocki.
-Tak, rzeczywiście, dobra teraz pełna gotowość, rzuć rozkaz!-powiedział Orłowski.
-Mhmm, PUŁK, PEŁNA GOTOWOŚĆ!-wykrzyknął Wysocki.
Pociąg bardzo powoli wjechał na peron, Niemcy zmartwione swoją sytuacjom, ponieważ zobaczyły swoją bezsilność wobec zgromadzenia, ruszyły do Prezydium Policji by tam coś “skombinować”.

Wysocki i Orłowski razem weszli do pociągu. Podeszli do Paderewskiego i zaprowadzili go do wyjścia. Paderewski u boku Wysockiego i Orłowskiego wyszedł z pociągu. Powitały go głośne wiwaty i okrzyki. Majorzy zaprowadzili go do samochodu czekającego za peronem. Później samochód wraz z Paderewskim i majorami przewiózł ich do Hotelu Bazar. Podczas przejazdu Paderewski i oficerowie, konwersowali o powstaniu i determinacji Poznaniaków. Za samochodem szła “parada” poznaniaków którzy nadal wiwatowali kompozytorowi. Nagle w całym Poznaniu zgasły światła.
-No chyba nasi kochani przyjaciele, Niemcy, odezwali się.-zachichotał Paderewski.
-Chyba tak, i co teraz z przemówieniem?-zapytał Orłowski.
-Spokojnie, Poznaniacy na pewno mają coś w zanadrzu.- powiedział zadowolony Wysocki.
Po dziesięciu minutach byli już na miejscu. Weszli wraz z Paderewskim do Hotelu i zaprowadzili go do jego pokoju. Tam Paderewski, postanowił że przemówi do Poznaniaków z balkonu, za jakąś godzinę. W międzyczasie postanowił się rozgościć. Wysocki i Orłowski czekali na przemówienie, na ławce przed pokojem kompozytora. Gdy siedzieli tak w milczeniu zobaczyli, że nadchodzi pułkownik Zieliński.
-Dobrze się spisałeś, majorze Wysocki.-powiedział siadając obok majorów.
-Dziękuje.
-Mam nadzieje, że szwaby już ochłonęły.- powiedział Orłowski.
-Ja też. Chyba nie przerwą przemówienia, jest ono potrzebne ku pokrzepieniu serc.- Wysocki zauważył, że drzwi od pokoju Paderewskiego się otwierają.
-Panowie, jestem gotowy.
Oficerowie podążyli za Paderewskim na balkon. Stanęli za nim. Wysocki wyjrzał przez balkon. Zobaczył wszędzie po wywieszane flagi polskie, francuskie, brytyjskie i amerykańskie. Poznaniacy pomimo, iż Niemcy wyłączyły oświetlenie by utrudnić huczne powitanie, zapalili tysiące pochodni by oświetlić Poznań. Efekt wyglądał magicznie.
-Kochają Pana.- szepnął Wysocki, do Paderewskiego.
-Raczej pokładają we mnie nadzieje.-zażartował Paderewski.
Po chwili Wysocki poprosił o ciszę, by kompozytor mógł przemówić. Gdy nastała w miarę przystępna cisza, Paderewski przemówił.
-Drodzy Rodacy!-zaczął.- Jestem naprawdę pod wrażeniem, waszej determinacji, mimo braku oświetlenia, sprzeciwu Niemców, wy stoicie tutaj i witacie mnie najlepiej jak potraficie! Zorganizowaliście oświetlenie, powywieszaliście flagi, Dziękuje wam za to! Słuchajcie drodzy! Musicie walczyć o Poznań! Bo bez was nie będzie wolnej Polski!-powiedział Paderewski, a wnet rozległo się jeszcze głośniejsze wiwatowanie niż podczas przyjazdu.
Przemówienie trwało jeszcze jakieś 10 minut. Wysocki był dumny z Poznaniaków, z resztą nie tylko on. Szczęśliwi mieszkańcy wiwatowali i radowali się z przyjazdu kompozytora.
Po przemówieniu Paderewski wrócił do pokoju. To było ostatnie pokazanie się publicznie, ponieważ oficjalnie był chory. Ten zabiegany dzień skończył się w miarę spokojnie, a po wszystkim każdy rozszedł się do domu.



Rozdział 7

27 grudnia 1918

Ten dzień miał być spokojny, lecz tak się nie stało. Od rana na ulicy panowało zamieszanie. Niemcy organizowali kontrdemonstracje. Wysockiego obudziły krzyki na ulicy. Wstał, podszedł do okna i zaspany zerknął co się dzieje..
-O Boże!- wykrzyknął, w ten sposób budząc swoją żonę.
-Co się stało?-zapytała rozbudzona żona.
-Niemcy się wkurzyli! Chyba dewastują Poznań!
Anna wstała z łóżka i podeszła do męża, by zobaczyć co dzieje się za oknem.
-Chryste Panie... Co oni robią?
-Nie mam pojęcia...-powiedział chwytając się za głowę.
Stali tak przez chwilę wpatrując się w okno. Za nim widać było część “zdemolowanego” Poznania. Pozrywane flagi, zdewastowane lokale polskich organizacji. Piotr nagle się zerwał w stronę szafy.
-Gdzie ty teraz idziesz?- zapytała zdenerwowana żona.
-Ty się jeszcze mnie pytasz, gdzie? Do pułkownika, nie można tego tak zostawić! Trzeba działać!-mówił pośpiesznie wkładając mundur.
Gdy się ubrał szybko wybiegł z domu. Przemierzał biegiem ulice Poznania, kierując się do gabinetu Zielińskiego. Lecz coś go zatrzymało. Zobaczył pochód 6 pułku grenadierów, zrywających flagi.
-Bezczelni.-pomyślał i ruszył dalej.
Jak błyskawica wpadł do budynku i pędem wbiegł na 3 piętro. Dobiegł do drzwi zapukał trzy razy i nawet nie czekając na odpowiedz, wleciał do gabinetu.
-Pułkowniku Zieliński! CO TO MA BYĆ! Na Boga!- mówił zdyszany.
-Koniec świata, majorze Wysocki.-mówił-Ale pan major nawet nie wie, jak się ciesze, że was widze!
-Musimy natychmiast coś zrobić!
-Wiem, rada powinna tu być za jakieś pięć minut, niech pan usiądzie, uspokoi się i poczeka ze mną.-powiedział opanowany.
-Tak, musimy zachować spokój... Na razie to jedyne, co możemy zrobić...
Wysocki siedział na przeciw pułkownika i rozmyślał, jak odeprzeć atak szwabów. Te pięć minut zdawały się jak by trwały już całą wieczność. Wysocki nie mógł się uspokoić. Wiedział, że każda minuta może być ważna. Chwilę później do pokoju zeszła się rada. Wszyscy zasiedli, po czym Zieliński wstał za swojego biurka i przemówił do zebranych.
-Nie możemy tego dłużej tolerować! Panowie, musimy zacząć działać! Czas odeprzeć atak, żołnierze, co robimy!?-zapytał Zieliński.
Gdy w pomieszczeniu na chwilę nastała cisza, przerwał ją major Orłowski, który wszedł właśnie do pomieszczenia. Wszyscy skupili na nim wzrok.
-O major Orłowski!- powiedział zdumiały Zieliński.
-Przepraszam za spóźnienie.
-Dobrze, nic się nie stało, ważne, że pan dotarł. Właśnie zadałem pytanie co zrobić z tym co dzieje się w Poznaniu.
-Mhmm. Wpadłem na pewien plan- powiedział przechodząc po pokoju, w kierunku Zielińskiego. Żołnierze podążyli za nim wzrokiem. - Myślę, że najlepiej będzie jeżeli powstanie wybuchnie wcześniej i to właśnie dzisiaj! Będzie to dobry dzień ponieważ po pierwsze mamy motyw, po drugie wojska niemieckie są o zmniejszonej sile bo większość jest na przepustce świątecznej, nasze wojska są przygotowane, i najważniejsze zaatakowali byśmy z zaskoczenia!- tłumaczył Orłowski.
-Przecież jest zima! To może przyczynić się do klęski!- wtrącił Wojciechowski.
-Nasi żołnierze są zahartowani! Damy radę!-powiedział.
-Tak, ale te armie które poległy zimą też twierdziły, że mają zahartowane wojsko!-stwierdził Birut, po czym wstał i ruszył do okna.
-Owszem, ale teraz są inne czasy i inna sytuacja. Im szybciej zaczniemy zwoływać wojska tym szybciej zaczniemy powstanie! Tak że, jaka jest wasza decyzja?-zapytał Orłowski
-Jestem na tak.- powiedział Zieliński.
-Ja też.- zgłosił się porucznik Wojciechowski.
Po chwil wszyscy zgodzili się na wstrzęcie powstania, oprócz Wysockiego.
-Dobrze, pozostaje nam tylko Twoja zgoda majorze Wysocki. Jaka jest Twoja decyzja?-zapytał.
-Boże dopomóż nam by to powstanie się udało! Tak zgadzam się.-powiedział.
Na sali nagle wybuchł okrzyk radości. Teraz musieli działać z jak największą precyzją, by przedwczesny wybuch powstania, nie zakończył się haniebną klęską. Jednak wszystko wskazywało na to, że sytuacja jest bardzo podobna do tej, w której mieli planowo zacząć powstanie. Jedynym i to dość dużym minusem, był ciągle padający śnieg. Czekała ich wielka próba sił...








Rozdział 8

W Poznaniu nie bez przyczyny panował wielki chaos. Oficerowie zwołali Straż Ludową (POW i SSiB) by pomogli im w powstaniu i do godziny 13 zjechali się prawie wszyscy żołnierze.
Poznań potrzebował także broni i amunicji którą przesłały Legiony Polskie.
W gabinecie Zielińskiego nadal oficerowie opracowywali plany rozpoczęcia powstania i mimo wielu kontrowersyjnych scen, po pewnym czasie wreszcie udało im się dojść do porozumienia.
Stwierdzili iż najlepiej będzie jeśli powstanie rozpoczną pod wieczór, gdy wszystko będzie już w pełni gotowe, a wojska Niemieckie jeszcze bardziej osłabione niż rano.
-Gdyby nie było tego śniegu, było by o wiele lepiej...-słusznie stwierdził Wysocki.
-Zdecydowanie lepiej, nasza sytuacja wcale nie wygląda dobrze.- powiedział Birut podchodząc do kominka.
-Musimy być w dobrej myśli!
Wysocki wyglądał przez okno i obserwował prószący śnieg. Z każdą minutą było go coraz więcej. Sypał tak od rana. Każdy z nich był przejęty, nie rozmawiali o niczym, każdy siedział w swoim kącie i myślał o powstaniu. To nie była byle akcja, tu liczyły się losy Wielkopolski... Jeden błąd mógł przekreślić wszystko. A jeżeli teraz nam się nie uda? Pytali siebie w duchu. Co wtedy? Nie będzie już szans na życie w wolnej Polsce... Jedyne co im teraz pozostało to modlić się o sukces, bo jak na razie wszystko szło w przeciwną od oczekiwanej, stronę.
Major jednak miał nadzieję, że śnieg do rozpoczęcia powstania przestanie padać, to był by plus dla nich. Wysocki rozejrzał się po pokoju. Zieliński siedział przy biurku przeglądając akta. Jednak nie bardzo był zaangażowany w tą pracę, co chwilę odrywał wzrok od papierów i spoglądał przed siebie, patrząc tak chwilę w zamyśleniu. Na sofach siedział Orłowski. Z rogatywką na kolanie, wpatrywał się w obraz wiszący nad kominkiem. Birut przeglądał jakąś książkę, a Nowak z Szulcem siedzieli obok Orłowskiego również zamyśleni. Całość wyglądała dość interesująco. Wysocki obrócił się do okna. Do czasu, gdy musieli zejść na dół, nie wiele działo się w pomieszczeniu. Kilku żołnierzy zmieniło tylko miejsce, ale nadal wszyscy trwali w głębokim zamyśleniu. Z transu wyrwał ich Tomasz Wojciechowski, który wbiegł do gabinetu.
-Panowie, już czas.
Zieliński spojrzał się na porucznika, po czym zamknął akta, które studiował.
-Dobrze. Żołnierze idźcie po broń. Będę na was czekał. Powodzenia.- wstał, żołnierze zasalutowali i wybiegli z gabinetu, by udać się po broń.
Śnieg nadal padał, mogli liczyć na swoją wytrwałość, ale co będzie czas pokaże...

27 grudnia 1918 godzina 16:30

Służby ludowe zebrały się pod lokalem, a oficerowie wraz z nimi czekali na odpowiedni moment. Dostali wiadomość że Niemcy chcą uderzyć w Hotel Bazar, w którym przebywał Paderewski, postanowili tam zaatakować. I przy okazji odbić Prezydium Policji.
-Majorze, powinniśmy już iść.-powiedział Orłowski.
-Słusznie.
Ruszyli. Około 17 znaleźli się na Placu Wilhelmowskim, na przeciwko Niemców. Zapadła chwila grozy... Przez ten moment jakby czas stanął w miejscu, każda sekunda wydawała się wiecznością. W końcu zaczęło się. Padł pierwszy strzał. Trudno ustalić kto strzelił pierwszy, lecz jedno wiadomo na pewno, ten strzał rozpoczął Powstanie Wielkopolskie...
Wybuchło piekło, w słusznej sprawie. Strzały padały często. Bardzo szybko padła pierwsza ofiara.
Mimo, iż nie wiadomo kto wystrzelił w powietrze pierwszą kulę, wiadomo że pierwszą ofiarą powstania był polak, Franciszek Ratajczak, działacz polskiej organizacji Sokół.
Próbowali go ratować, niestety na próżno, zmarł w drodze do szpitala na skutek ran postrzałowych.
To co się tam działo trudno opisać, każdy z nich walczył o zdobycie Poznania, była to jedna z najważniejszych walk, już teraz nie było ważne co się z nimi stanie, najważniejsze było co stanie się z Poznaniem, co stanie się z Wielkopolską.
Wysocki wydał rozkaz zdobycia Prezydium. Wszystko działo się bardzo szybko. Byli zacięci.
Major stanął za jednym z budynków by naładować broń, gdy podbiegł do niego kapral Nowak.
-Kapralu, jak tam wygląda sytuacja?
-Doskonale panie majorze! Mamy duże szanse!-powiedział zadowolony.
Wysocki wiedział, że mogą spełnić się ich marzenia o życiu w wolnym kraju.
Walki trwały do samej nocy. Zakończyły się porozumieniem na mocy którego Niemcy musiały opuścić Prezydium i z bronią w ręku mogli wrócić do domów. Miejsce niemieckich oddziałów zajęła Straż Ludowa. Po opuszczeniu przez Niemców budynku, we wszystkich pomieszczeniach rozległy się głośnie okrzyki chwały.
Wysocki, Orłowski i Wojciechowski, gratulowali sobie wzajemnie! Udało im się! Mimo przeciwności losu, przezwyciężyli je! Wygrali pierwszą walkę, to był ich wielki sukces.
-Jestem z was dumny!-powiedział Orłowski na forum do wszystkich powstańców. Znowu zabrzmiały wiwaty i oklaski.
-Teraz musi się udać.-pomyślał Wysocki.

Wysocki przyszedł do domu bardzo późno, ponieważ oficerowie musieli się jeszcze spotkać z Zielińskim. Myślał, że Anna już śpi, jednak się mylił. Gdy po cichu wchodził do domu, od samego frontu, Anna rzuciła mu się na szyję. Stali tak przez chwilę, po czym Anna go puściła.
-Wygraliśmy!-powiedział uradowany Wysocki.
-Czemu mi nie powiedziałeś?
-Czego?
-Że dziś wybuchnie powstanie!-powiedziała.
-Nie było kiedy... Sama wiesz..
-Martwiłam się...- powiedziała po czym obróciła się na pięcie i poszła do sypialni.
Wysocki udał się do łazienki był zmęczony, a jutro znowu czekał ich ciężki dzień, nawet cięższy niż ten dzisiejszy.
Gdy tylko wyszedł z łazienki, od razu ruszył do sypialni. Anna już spała, albo tylko udawała, że śpi. Po cichu wślizgnął się do łóżka. Przytulił ją.
-Przepraszam.-szepnął i pocałował żonę w policzek.
Zamknął oczy. Początkowo przemknęły mu sceny z dzisiejszej bitwy, ale później zapadł w głęboki sen...


Rozdział 9

Mimo wczorajszego sukcesu, oficerowie nadal nie byli do końca zadowoleni ze swojej pozycji. Na razie zdobyli jedynie Prezydium, arsenał broni na Garbarach, telegraf i mosty na Warcie i Cybinie. Dziś planowali uderzyć mocniej, a mianowicie zdobycie Cytadeli czyli w sumie najważniejszego dla Niemców punktu w Poznaniu, Fortu VIII Grolmann i dalszą część arsenału przy ul. Wielkie Garbary.
Również tego dnia do Poznania przybył kapitan Stanisław Taczak, który po długich rozmowach z władzami NRL zgodził się zostać tymczasowym dowódcą powstania jednocześnie otrzymując stopień majora. Stanisław Taczak był również pomysłodawcą stworzenia Sztabu Generalnego Armii Wielkopolskiej.
Dowództwo powstania już z samego rana, posłała wojska w wyżej wymienione miejsca, które należało zdobyć.
Pułk Wysockiego, szedł na zdobycie Fortu Grolmann. Pułkownik Zieliński poważył mu odpowiedzialną funkcje, ponieważ zdobycie Fortu było priorytetem. Przed wyjściem na walkę pozycyjną, major Wysocki wygłosił krótkie przemówienie na temat dzisiejszych działań. Przekazał najważniejsze informacje po czym po dziesięciu minutach ruszyli na zdobycie fortu.
Wysocki, Orłowski i Wojciechowski, prowadzili pułk na fort.
-Mam nadzieję, że wszystkie dalsze bitwy pójdą nam tak dobrze jak akcja pod Bazarem- powiedział Orłowski, uśmiechając się do przechodzącego obok staruszka.
-Tak, oby wszystkie bitwy szły nam tak dobrze, nie za dużo ofiar i szybko zdobyliśmy cel- potwierdził Wojciechowski.
-Pamiętajcie oficerowie, na razie wygraliśmy tylko bitwę, nie wojnę! Nie możemy pozwolić sobie na żadne ulgi, teraz tym bardziej musimy się postarać.-rzekł Wysocki, widząc że są już coraz bliżej celu.
-Wiemy, majorze. Teraz bądźmy w dobrej myśli! Jesteśmy już bardzo blisko, ja odchodzę na tyły, więc panowie, jeśli byśmy się już nie spotkali, to powodzenia!- powiedział Orłowski.
-Spotkamy się na pewno, ale dzięki i powodzenia!-powiedział Wysocki i uścisnął rękę Orłowskiego.
Pułk dzielili na trzy kampanie, by jak najlepiej otoczyć fort.
I Kompanią przewodził Piotr Wysocki, II Kompanią Artur Orłowski, a III Tomasz Wojciechowski.
Tak samo jak przed Bazarem, serca wszystkich wojskowych zabiły mocniej.
Ledwo ustawili się na swoich pozycjach, a padł pierwszy strzał...
Walka była jak zawsze zacięta, bo za ojczyznę. Wysocki gdy przestał ostrzeliwać okop niemiecki i ukrył się za nim by naładować broń, przyjrzał się walce. Było już ciemno, po białym śniegu, biegali żołnierze. Z daleka nic nie odróżniało ich od Niemców, prócz biało-czerwonej opaski, na ramieniu. Widział, że giną ludzie. Pomyślał, że musi się dowiedzieć co u reszty kompani. Wysocki przemknął się do porucznika.
-Poruczniku! Ile masz ofiar? Jak idzie walka?-krzyczał między strzałami, schowany razem z przyjacielem za okopem.
-Dosyć dużo, jak na razie na moje oko jest około piędziesięciu ofiar.
-Dobra dzięki, idę dalej, muszę się dowiedzieć co u Orłowskiego.-rzekł Wysocki.
Pobiegł między okopami i po chwili dotarł do ostatniego okopu za którym Artur właśnie ładował broń.
-Majorze! I jak?
-Źle! Tracimy bardzo dużo amunicji, dużo ofiar i... zresztą sam zobacz.-powiedział wyciągając garść nieśmiertelników, wybrał z nich jeden i podał Wysockiemu, resztę schował i wychylił się okopu by oddać strzały.
Wysocki spojrzał na zakrwawiony nieśmiertelnik. Początkowo nie mógł odczytać nazwiska, później jednak dotarło do niego czyj trzyma nieśmiertelnik.
“MICHAŁ NOWAK,
23 LUTY 1892
5 PUŁK STRZELCÓW WIELKOPOLSKICH”
-Boże...- powiedział Wysocki ściągając rogatywkę i chwytając się za czoło. Pociągnął Artura za mundur. Zaprzestał ostrzał i schował się za okopem.
-Co?-spytał.
-Jak to się stało? Kiedy?-pytał zdezorientowany.
Nowak należał do ich NRL był jednym z najlepszych kapralów. Razem z nim Wysocki walczył podczas zdobywania Bazaru, pomagali sobie wzajemnie.
-Dostał w brzuch. Byłem przy nim jak umierał. Trwało to jakieś piętnaście minut, nie mogliśmy nic zrobić...-powiedział.
-Rozumiem-odpowiedział- Ja muszę wracać do swojej kompani, powodzenia...
-Wzajemnie-powiedział Artur i znów wychylił się by oddać strzały.
Wysocki doszedł do swojego frontu gdzie za okopem siedział Szulc.
-Jak u naszych?- zapytał.
-Nie najlepiej, dużo ofiar, amunicja się kończy, poza tym kapral Nowak nie żyje...-powiedział ładując broń.
Szulc nie pozostawiając komentarza odwrócił się do ostrzału, chwilę później i Wysocki uczynił to samo.
Mimo, iż wydawało im się, że nie uda im się, po północy walki się zakończyły. Zdobyli Fort Grolmann. Długo jeszcze na polu walki, rozbrzmiewały okrzyki radości. Teraz pozostało im teraz tylko pozbierać nieśmiertelnik i wysłać ludzi z oficerem do komendy głównej wojsk powstańczych w hotelu Royal, którą stworzył niedawno Taczak i powiadomić o ich zdobyciu fortu.
Ze zbieraniem nieśmiertelników musieli jednak poczekać do rana, ponieważ teraz było za ciemno.
Osiedlili się w reducie i oficerowie, zostawiając jeszcze kilku wartowników na posterunku w razie jakiś nieprzyjemności, poszli się przespać.
Obudzili się o brzasku. Wysocki, Orłowski i Wojciechowski, wraz z kilkoma osobami z pułku, zaczęli zbierać nieśmiertelnik.
Chodząc po forcie zrywali jedną część blaszki i u niektórych zabierali też list do rodziny z munduru.
Później złożyli wszystkie na jednym stoliku i zaczęli je liczyć by zdać dokładnie relacje dowództwu. Zajęło im to prawie kwadrans.
-Ile?-zapytał Wysocki, gdy zobaczył że wszyscy skończyli już liczenie blaszek.
-80-powiedział Wojciechowski.
-50-powiedział Orłowski.
-20-ostatni wypowiedział się Wysocki.- Czyli... 150 ofiar.
-Dużo- skomentował Orłowski.
-Taa, dobra teraz idę, z kilkoma żołnierzami, do dowództwa. Zapakujcie wszystkie nieśmiertelniki do worka, zaraz po nie przyjdę.-powiedział wstając.
Wysocki poszedł żołnierzy. Stanął na środku placu, wyciągnął kartkę i wyczytał pięć nazwisk ludzi z pułku.
-Wojciech Jezierski, Jakub Janas, Robert Majchał, Jarek Kępa i Jan Budrzyński.
Po wyczytaniu nazwisk, każdy z nich stanął przed majorem.
-Nie widzę Jakuba Janasa! Gdzie on jest?-zapytał Wysocki.
-Nie wiem, majorze! Nie widzieliśmy go od początku walki-odpowiedział Majchał.
Ich rozmowę usłyszał Artur i podbiegł do Wysockiego.
-Janas nie żyje, przed chwilą widziałem jego nieśmiertelnik.-powiedział Artur. Wysocki jęknął.
-Dobra, dzięki.-powiedział- To niech przyjdzie, Mikołaj Kuc!-krzyknął, a po chwili przybiegł Mikołaj.
-Dobra, jak są wszyscy to słuchajcie, teraz pójdziemy do kwatery głównej wojsk powstańczych, by zdać relacje z bitwy. Jezierski, będziesz odpowiedzialny za nieśmiertelniki. Pójdziesz do majora Orłowskiego i je odbierzesz. Rozumiemy się?-zapytał.
-Tak jest, majorze!- krzykną Jezierski i ruszył po nieśmiertelniki.
-Reszta, pójdzie z nami.
Jezierski poszedł po nieśmiertelniki, a Wysocki ruszył do Wojciechowskiego który miał napisać raport.
-Masz już?-zapytał.
-Czekaj.-powiedział i dopisał parę słów na maszynie, po czym podał raport Wysockiemu.- Masz.
-Dzięki, wy już zaczynicie procedury, a ja idę do dowództwa.
-No jasne, do zobaczenia!-pozdrowił go Wojciechowski i poszedł.
Wysocki dołączył do swoich ludzi, którzy czekali już tylko na niego.
-To możemy iść tak?-zapytał szeregowy Budrzyński.
-Tak.
Ruszyli w drogę.

***

Przemierzali Poznań wojskowym krokiem. Po prawie pół godzinie trafili pod hotel.
Wysocki wraz z ekipą wszedł do pokoju gdzie przebywał Taczak. Podszedł do biurka majora i położył mu raport na blat.
-Czołem, panie majorze!-pozdrowił go Taczak wstając za biurka.
-Czołem!-powiedział i uścisnął rękę Taczaka.- Mam dla ciebie raport z fortu. Zdobyliśmy ją w prawie jeden dzień, mamy 150 ofiar, straciliśmy dość dużo amunicji, ale resztę dokładniejszych informacji masz w raporcie.- tłumaczył.
-Mhmm dobra, dzięki, na dzisiaj nic nie przygotowałem dla Ciebie, ale...- powiedział, wyszedł za biurka i podszedł do żołnierzy-Możecie iść do pułku.
-Tak jest, panie majorze!-powiedzieli i wyszli, a major podszedł do Wysockiego.
-Zdobyliśmy jak na razie Prezydium, Dworzec Główny, Pocztę Główną arsenał broni na Garbarach, telegraf, mosty na Warcie i Cybinie, Cytadelę, front Grolmann.-powiedział.- Powstanie już powoli rozchodzi się na całą Wielkopolskę.
-Doskonale, czyli zbliżamy się do zdobycia większości Poznania.-powiedział zadowolony- A co po za Poznaniem? Co zdobyliśmy?
-Tak mniej więcej jest to.. yyy poczekaj.- powiedział i podszedł do biurka. Następnie wziął jakieś dokumenty i przeczytał:
-Tak po trochu; Szamotuły, Środa Wielkopolska, Pniewy, Opalenica, Buk, Trzemeszno, Września i Gniezno. - spojrzał się na Wysockiego.
-Mhmm, dobrze. A jakieś plany na dziś?-wypytywał.
-Plany poza Poznaniem to Grodzisk Wielkopolski, Kłecko, Kórnik, Wielichowo, Gostyń i Witkowo.
-Super, jak na razie bardzo dobrze nam idzie, oby tak dalej!-powiedział.
-Tak! A jeszcze musimy jutro razem z Orłowskim jechać pod miasto do wsi gdzie mamy się spotkać z Moraczewskim, wiesz nie chcemy żeby było to oficjalne spotkanie, Mogę na ciebie liczyć?-zapytał.
-Owszem będę jutro gotowy.
-Dzięki, spotkajmy się tutaj o 6 rano, dobrze?-zapytał.
-Dobra. Teraz idę do domu, będę później żeby zobaczyć co się dzieje. - powiedział i wyszedł.
Teraz idąc tą samą ścieżką co ostatnio, zamiast Niemców widział kilku żołnierzy polskich przechadzających się ulicą. Co prawda Poznań nie wyglądał tak jak on sobie to wyobrażał, ponieważ był zdewastowany, ale i tak cieszył się że część Poznania już należy do Polaków.

Rozdział 10

Rano Wysocki poszedł pod Royal, po Taczaka i Orłowskiego. Gdy tam dotarł zobaczył, że czekają już na niego.
-Czołem żołnierze!- rzekł podając oficerom rękę.
-Czołem majorze. Musimy iść pod Bazar. Tam ma na nas czekać samochód.-powiedział Taczak.
-Dobrze, więc ruszajmy.
Poszli pod kolejny hotel. Taczak w międzyczasie powiedział majorom gdzie ma odbyć się spotkanie z Moraczewskim i jak będą mogli tam dojść. Pod Bazarem rzeczywiście czekał na nich wojskowy samochód. Wsiedli do środka. Kierowca powiedział im, że podróż zajmie jakieś pół godziny. Kierowca wysadził ich pięć km. Przed wioską, wysiedli z samochodu dalej musieli iść pieszo.
-Ta wieś jeszcze nie była zdobyta przez Polaków, a więc mogą się czaić Niemcy, ale by się nie zdradzić musimy iść osobno. Każdy z was wie gdzie się mamy spotkać, więc tu się pożegnamy!-mówił Taczak. Wszyscy przytaknęli i ruszyli innymi drogami.
Wysocki wybrał drogę przez lasek. Gdy przemierzał go myślał, o bitwie która jeszcze będzie ich czekać. Bitwie i lotnisko. Naglę za drzewami, zobaczył kilku Niemców idących w jego stronę.
-Deja vu- pomyślał.
Niemieccy żołnierze podeszli do niego.
-O co chodzi?-zapytał, starając się by w jego głosie nie było słychać zdenerwowania.
-Ojj, o dużo rzeczy.-powiedział jeden z nich.
-Czyli o co?
-Na przykład o to, że jesteś Polakiem, to że jesteś na naszym terenie, no i najważniejsze że jesteś majorem, czyli na pewno wiesz dużo o powstaniu i możesz się nam przydać. Wystarczy?-zapytał.
-Chyba...-powiedział powoli się wycofując.
Zastanawiał się co teraz powinien zrobić. Jedynym w miarę racjonalnym rozwiązaniem wydała mu się ucieczka. Nie czekał długo. Chwilę później obrócił się do tyłu i rzucił się do ucieczki.
-Gońcie go!-krzyknął Niemiec do swoich dwóch kolegów. Oni rzucili się w pogoń za Wysocki. W chwilę później żołnierze go złapali.
-Nie!-krzyczał Wysocki starając się wyrwać, lecz żołnierze niemieccy byli silniejsi i już po chwili miał związane ręce.
Szli tak kawałek, kierując się do punktu dowodzenia Niemców, gdy nagle Wysocki zobaczył zbliżającego się oficera Niemieckiego.
-Jeszcze jego tu brakowało-pomyślał zażenowany, swoją obecną sytuacją.
Zatrzymali się, oficer podszedł i wyciągnął broń, Wysocki zamarł. Widział przez chwilę lufę pistoletu przed swoimi oczyma, po czym Niemiec podniósł broń i po kolei wycelował w każdego z żołnierzy niemieckich i oddał jeden strzał. Wszyscy po kolei opadli na ziemię. Wysocki był przerażony, dlaczego ten oficer zabił swoich żołnierzy? Teraz został tylko on. Przestraszony zaczął się wycofywać.
-Spokojnie-powiedział po polsku oficer.
-Mówisz po Polsku?-zapytał wystraszony.
-Tak, jestem Polakiem, szpiegiem w wojsku niemieckim. Jak zobaczyłem majora wojska polskiego którego więżą Niemcy, to co miałem zrobić? Pogratulować im?- zapytał podchodząc do Wysockiego by go rozwiązać.
-No tak. Wielkie dzięki za uratowanie, czuję że to mogło by się źle skończyć...- powiedział podając rękę oficerowi.
-Jak się nazywasz, majorze?- zapytał.- Ja jestem chorąży Paweł, Paweł Skrzyniecki.-odwzajemnił uścisk.
-Ja jestem major Piotr Wysocki-powiedział.
-Dobra teraz musimy stąd uciekać. Chodź-powiedział i pociągnął go za płaszcz. Dalej już biegli.
Po drodze zobaczyli zbliżającego się niemieckiego żołnierza.
-Teraz spokojnie, idziemy wolno i nie odzywaj się- szepnął Skrzyniecki.
-Oczywiście.-powiedział.
Powoli szli ku niemu. Zdziwiony Niemiec, patrzył chwilę na Wysockiego, po czym zadał pytanie.
-Kto to, oficerze?
Skrzyniecki ponownie wyciągnął broń, wycelował w Niemca i bez słowa oddał strzał. Gdy sytuacja powtórzyła się kawałek dalej, Wysocki zapytał.
-Wybacz że spytam, ale spotkałeś może kiedyś kogoś, kogo nie zabiłeś?
-He he, wiesz chyba tylko Ciebie.-zażartował.
Dalszą część drogi udało im się przebyć bez większych niespodzianek. Kwadrans później, wyszli na główną drogę, jednocześnie wydostając się z lasu.
-Dobra tu się już rozstaniemy muszę wracać do bazy, zanim zorientują się że mnie nie ma.
-Wielkie dzięki za pomoc.
-Taka była moja rola. Za nim odejdę pamiętaj o jednym. Wszystko co robicie musi być doskonałe, bo przez waszą klęskę mogą cierpieć przyszłe pokolenia... Powodzenia w dalszej walce, Piotrze!-powiedział. Do Wysockiego słowa Skrzyneckiego, trafiły od razu.
-Będziemy uważni. Do zobaczenia! Może jeszcze się spotkamy!
Gdy Skrzynecki odwrócił się by wrócić do lasu, krzyknął jeszcze do Piotra:
-A i uważaj! Dalej już może cię takie szczęście jak teraz nie spotkać.
-He he. Wiem będę uważał!
Wysocki dalej szedł sam. Idąc myślał o tym co powiedział Skrzynecki. “Przez waszą klęskę mogą cierpieć przyszłe pokolenia.” Te słowa były tak prawdziwe, że nie mógł przestać o tym myśleć. Wiedział, że gdyby im się nie udało, Wielkopolska będzie już częścią Rzeszy. Po jakiś dziesięciu minutach, udało mu się dotrzeć bez niespodzianek, do budynku w którym miał czekać Jędrzej Moraczewski. Gdy wszedł zobaczył, że wszyscy już na niego czekają.
-Gdzie Pan był majorze?!
-Miałem pewne spięcie z żołnierzami armii niemieckiej, ale już jest wszystko dobrze.
-No, mam nadzieję. - rzekł Moraczewski, siadając przy stole.
Pomieszczenie w którym się znajdowali było całe z drewna. Nawet stół i krzesła były drewniane. Dookoła nich były gołe ściany, a z sufitu samotnie zwisała żarówka. W pokoju nie było nawet okien, tylko jedne sprawiające wrażenie ciężkich, drzwi. Na wszystkich czterech krzesłach siedzieli oficerowie i premier. Wiedzieli, że nie będzie to zwykła rozmowa. Chodziło o powstanie.
-Dobrze Panowie, słucham wyjaśnień. Dlaczego powstanie wybuchło w grudniu!!! Mieliście zacząć je w kwietniu, co się stało!?
-To była niemiecka prowokacja. Nie mogliśmy pozwolić, żeby niemiecki pułk, deptał barwy narodowe!
-Trzeba było to odczekać! Mogliście dążyć do prawdy!
-Jakiej prawdy, Panie premierze!? Prawda w wojnie umiera, jako pierwsza!-mówił Wysocki.
-Tak na prawdę, to nie my rozpoczęliśmy tą wojnę! To Niemcy!-wtrącił Orłowski.
Kłótnia trwała jeszcze chwilę. Moraczewski jakby zły, że Poznaniacy zaczęli powstanie bez jego zgody, usiadł z powrotem na krześle zrezygnowany.
-Teraz już, nie możecie popełnić żadnego błędu... To wasza jedyna szansa. - wtedy wstał i ruszył ku drzwiom.-Do widzenia, Panowie.
Chwilę później i oficerowie opuścili budynek. Potem pojechali do Poznania.

Rozdział 11

Od rozmowy oficerów z premierem minęło kilka dni. Poznań prawie w całości wyzwolony, potrzebował tylko Ławicy, by dać mu miano wolnego od Niemców miasta. W Wielkopolsce natomiast bitwy szły pomyślnie. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku.
Z samego rana 6 stycznia Wysockiego obudził dzwonek do drzwi.
-Kto to, do diabła..?-zapytał samego siebie i spojrzał na zegarek, stojący na stoliku. Była 4:20. Westchnął i przetarł oczy. Wstał z łóżka i powlókł się do drzwi. Ponownie rozbrzmiał dzwonek. -No już idę!- powiedział i otworzył drzwi. Na przeciwko niego stał chorąży Adam Wielbecki, z listem w dłoniach.
-Czołem panie majorze!- zasalutował.
-Czołem! Co Cię sprowadza, do mojego domu, o tak wczesnej porze?
-Pan major Taczak, nakazał mi przynieść panu raport z walk powstańczych.-powiedział.
-I rozumiem, że nie mogłem go odebrać za dwie godziny... -westchnął i odebrał od żołnierza list.- Dziękuje żołnierzu, możecie iść, chyba, że macie coś jeszcze dla mnie.
-Nie, panie majorze. Do widzenia!- powiedział, obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku schodów. Wysocki, jeszcze przez chwilę podążał za nim wzrokiem, po czym wszedł do mieszkania i zamknął drzwi. Usiadł w kuchni i otworzył list.

Raport Powstania:

30 grudnia 1918 doszło do wyzwolenia Wągrowca i Gołańczy.
31 grudnia 1918 powstańcy wyzwolili Kościan, Oborniki i Ostrów.
1 stycznia 1919 Paderewski opuścił Poznań, owacyjnie witany w wyzwolonym Ostrowie, przez który przejeżdżał w drodze do Warszawy. W tym samym czasie powstańcy wyzwolili Jarocin, Krotoszyn, Mogilno, Nakło i Bydgoszczy.
2 stycznia Polacy uderzyli na Nowy Tomyśl.
Do 5 stycznia powstańcy zajęli między innymi: Czarnków, Jutrosin, Kruszwicę, Miejską Górkę, Rawicz, Strzelno i Wolsztyn.
6 stycznia – planowane odbicie poznańskiej Ławicy.

Podpisano
Przywódca Powstania
mjr. Stanisław Taczak.

Wysocki uśmiechnął się do siebie, zadowolony z sukcesów powstańców. Wstał i postanowił przygotować się do wyjścia. Po wszystkim bez żadnych pożegnań po cichu wyszedł z domu.
Dzisiaj czekał ich ważny dzień. Kolejna bardzo ważna bitwa, która miała zadecydować o losach wolnej Wielkopolski. Wysocki, ruszył w wyznaczone przez radę miejsce, gdzie czekać miał na niego jego 5 Pułk Strzelców Wielkopolskich.
Już z daleka zobaczył jak pod lokalem stoi około 4 tysiące żołnierzy. Ciągle w myślach przywoływał słowa chorążego; “Przez klęskę[...]cierpieć będą[...]pokolenia”. Przyspieszył krok i po chwili dotarł do majora Taczaka który czekał na niego.
-Czołem majorze!-zasalutował Taczak.
-Czołem!-również zasalutował Wysocki.
-Dostałeś raport?- zapytał zaciekawiony Taczak.
-Owszem. Dziękuje. Uważam, że bardzo dobrze nam idzie. -powiedział i uśmiechnął się do wojskowego.
-Też tak myślę. Dobra, Twój pułk.- powiedział wskazując ręką na stojących za nim żołnierzy- Zdobądźcie Ławicę! Powodzenia!- uśmiechnął się i poklepał Wysockiego po ramieniu.
-Dzięki! Teraz już Poznań będzie nasz!- Stanął na środku placu przeprowadzając krótką musztrę po czym pułk ruszył na Ławicę.
Ponownie on, Orłowski i Wojciechowski, szli na przedzie. Rozmawiali o sytuacji Wielkopolski.
-Będzie dobrze, pozostaje nam jedynie zdobyć Ławicę, by Poznań był nasz, majorze Wysocki-mówił Orłowski.
-Tak.. I Wielkopolska też niedługo będzie nasza!- radował się Wysocki.
Dalszą drogę przeszli w milczeniu. Myśleli o tej ważnej walce. Powoli zbliżali się do lotniska. Tutaj jak zawsze podzielili się na trzy kompanie i ustawili się na pozycjach...

Wysocki wraz ze swoją kompanią, miał zaatakować lotnisko od lewego frontu. Armie szybko rozpoczęły walkę, ostrzeliwali hangar. Wystrzały z karabinów nie słabły. Wierzyli w swoją wygraną.
Wysocki zszedł za okop by naładować broń, gdy zobaczył, że kapral Szulc dostał. Szybko podbiegł do niego. Leżał na brzuchu, a na plecach miał ranę postrzałową. Był jeszcze przytomny.
-Krzysztof!-obrócił go na bok.- Słyszysz mnie? Zaraz zawołam sanitariusza!
-Słyszę... Panie majorze...
-Tak?
-Co z nami będzie? - odkaszlnął- Co będzie gdy wszyscy umrzemy?
-Nie umrzemy. Póki będą o nas pamiętać, będziemy żyć wiecznie...
-A co jeśli zapomną?..-Nagle Szulc mimo, iż Wysocki go trzymał, osunął się na ziemie. Zmarł.
Wysocki obrócił go na plecy, wziął nieśmiertelnik, a z munduru wyciągnął list pożegnalny.
-Panie świeć nad jego duszą...-jednym ruchem ręki zamknął mu oczy. Teraz musiał znowu wrócić do walki.
Dalszy ciąg bitwy przeszedł bardzo szybko, jak na zdobycie lotniska ponieważ już wieczorem Ławica była ich. Na polu walki radości nie brakowało, okrzyki, wiwaty, ze szczęścia jakim był fakt iż Poznań jest wolny! Zdobyli nie tylko Ławicę, ale również samoloty! Byli bardzo zadowoleni.
-Żołnierze! Ciesze się że mogłem z wami walczyć, za ojczyznę! Dziękuje Wam, dziś mogę z dumą potwierdzić słowa Paderewskiego, że bez was nie będzie wolnej Polski! To prawda! Bez was nie było by wolnego Poznania! Jestem z was dumny żołnierze!- entuzjastycznie przemawiał Wysocki.
Później gdy odszedł dalej, napotkał dowódców kompani.
-Szulc nie żyje.-Wysocki, pokazał oficerom jego nieśmiertelnik.- Wiecie co mi powiedział za nim umarł? Że nawet jeśli to powstanie zwycięży, to kolejne pokolenia, mogą o nas zapomnieć...
-Daj spokój, nie zapomną, przecież jesteśmy wyzwoleńcami, Piotrze!-powiedział Orłowski. Wysocki bez słowa, odszedł w tłum cieszący się żołnierzy, chowając nieśmiertelnik Szulca.
Długo jeszcze poznańscy żołnierze cieszyli się ze zwycięstwa. Wieść o wolnym Poznaniu bardzo szybko się rozeszła.
Poznań 6 stycznia był wolny.


Rozdział 12

Bitwy trwały. Do końca stycznia powstańcom udało się zdobyć większość Wielkopolski. W między czasie z funkcji przywódcy powstania zrezygnował Stanisław Taczak. Piłsudski przysłał poznaniakom nowego dowódce Józefa Dowbór-Muśnickiego. Zmienił się również premier kraju. Zamiast Jędrzeja Moraczewskiego, premierem został Ignacy Jan Paderewski.
Stało się tak ponieważ Piłsudski i Dmowski uznali, że mimo wyznawania odmiennych koncepcji politycznych, konieczne jest porozumienie. Polska potrzebowała jednolitą reprezentacje. Dlatego powołali nowy kompromisowy rząd na czele którego stanął Ignacy Jan Paderewski.
Kompozytor został premierem, zatrzymując dla siebie także stanowisko ministra spraw zagranicznych.
Nastąpiła też jedna z kluczowych zmian. Poznaniacy, zajęli fabryki, które produkowały niemieckie mundury i zaprojektowali nowy polski mundur, na wzór niemieckich.
Do rady mundury dotarły bardzo szybko. Wysocki przymierzył swój mundur i razem z Wojciechowskim stanęli przed lustrem.
-Przynajmniej jakaś namiastka munduru.-powiedział Wojciechowski zapinając ostatni guzik.
-Nie narzekaj.-odparł Wysocki i wyszedł z lokalu, kierując się w stronę domu.

Dzień mijał za dniem, a walki niezmiennie toczyły się na frontach. Co chwila do NRL docierały informacje o nowych zdobytych lub utraconych miejscowościach Wielkopolski. Wielkopolanie wiedzieli, że ich sytuacja jest coraz lepsza, a szanse na ostateczne i triumfalne zwycięstwo prawie pewne. NRL ustaliła, że powstańcy powinni złożyć przysięgę wierności Rzeczypospolitej. Żołnierze przyjęli to z entuzjazmem.
Pod hotelem Bazar stał Piotr Wysocki i jego przyjaciel Tomasz Wojciechowski w swoich nowych, polskich już mundurach.
-Wreszcie, będziemy mogli złożyć rotę wierności. Niby ma to tylko symboliczne znaczenie, ale jakie ważne. -powiedział Wojciechowski obserwując przygotowania na placu Wolności.
-Masz rację. To cieszy żołnierzy.- zamyślił się.- Takie zdeklarowanie Polsce swojej wierności.
Na placu znajdowało się wielu żołnierzy. Za chwilę wraz z nowym dowódcą powstania generałem Józefem Dowborem-Muśnickim, przy sztandarze Polski miano złożyć najważniejszą w ich życiu przysięgę. Przysięgę wierności.
Wszystko działo się szybko. Żołnierze ustawili się do apelu, na całym placu. Jednak nie tylko oni przyszli w ten ważny dzień. Mimo mrozu i śniegu, na plac przybyli też zwykli cywile, by być świadkami tego wzniosłego wydarzenia. Na środku stał Józef Dobwbór-Muśnicki z polskim sztandarem, a oprócz niego oficerowie - chorąży Adam Wielbecki, major Piotr Wysocki, porucznik Tomasz Wojciechowski i major Artur Orłowski. Dotychczasowy gwar ucichł i wszyscy skupili wzrok na oficerach stojących w sercu placu. Dopiero strzęk uderzanych o siebie żołnierskich butów, przerwał ciszę, by zaapelować, że żołnierze stanęli na baczność gotowi by złożyć przysięgę. Wysocki, Wielbecki, Wojciechowski i Orłowski stali w szeregu na przeciw generała Muśnickiego. Pochylił on sztandar. Chorąży Wielbacki wystąpił z szeregu i uklęknął przed sztandarem chwytając jego brzeg. Wysocki, Orłowski i Wojciechowski salutują. Generał Muśnicki przemówił, a wraz z nim, jak jeden mąż żołnierze obecni na placu:
-W obliczu Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego ślubuję, że Polsce, Ojczyźnie mojej i sprawie całego Narodu Polskiego zawsze i wszędzie służyć będę, że kraju Ojczystego i dobra narodowego do ostatniej kropli krwi bronić będę, że Komisarzowi Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu i dowódcom, i przełożonym swoim mianowanym przez tenże Komisariat, zawsze i wszędzie posłuszny będę, że w ogóle tak zachowywać się będę, jak przystoi na mężnego i prawego żołnierza-Polaka, że po zjednoczeniu Polski złożę przysięgę żołnierską, ustanowioną przez polską zwierzchność państwową!
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa nastąpiła długa cisza, by móc znowu zostać przerwana przez oficerskie buty. Wysocki rozejrzał się po placu. Na twarzach niektórych widać było pod oczami łzy szczęścia i wzruszenia. I mimo, że nie nie mógł tego udowodnić, wiedział, że serce każdego obecnego dzisiaj Wielkopolanina, było przepełnione dumą.



Rozdział 13

Poznań był już zdobyty, więc major Wysocki i jego pułk mieli wybrać się na jedną z ostatnich, najważniejszych bitew, a mianowicie na Kolno które już wielokrotnie było tracone i odbijane.

Wysocki wstał rano i założył mundur. Jak zawsze bez pożegnania chciał opuścić dom. Miał jeszcze trochę czasu, więc usiadł w swoim gabinecie. Za oknem padał deszcz. Wysocki spojrzał na mundur pradziadka. Przypomniał sobie słowa wypowiedziane z ust jego dziadka. O powstaniu listopadowym. Teraz sam brał udział w postaniu. Już prawie cała Wielkopolska była wolna. To była już tylko kwestia czasu, żeby stała się ona częścią Rzeczypospolitej. Gdyby nawet nie chciał wspomnienia mają to do siebie, że zawsze wracają. Przypomniał sobie ilu przyjaciół z rady stracił w obronie ojczyzny. Słowa Skrzyneckiego i Szulca... Spojrzał na zegarek.
-Już czas.-pomyślał. Wyszedł z gabinetu, stanął pod drzwiami, by wyjść z domu, ale coś go zatrzymało, obejrzał się za siebie. Poczuł, że i on tak samo jak Szulc, Nowak i inni polegli, może już do domu nie wrócić...

Wysocki wyszedł z domu i poszedł do pułku, który miał czekać na niego na dawnym Placu Wilhelmowskim.
Później miał na nich czekać specjalny pociąg, który miał ich zawieść pod Kolno. Przyjechać miał o czwartej rano, a podróż trwać miała trzy godziny.
Wysocki na placu przywitał się z oficerami.
-Dobra musimy już iść.- powiedział Orłowski.
-Wiem. Poczekaj jeszcze tylko coś powiem.
-Oczywiście, panie majorze.
Wysocki stanął przed pułkiem. Orłowski poprosił o ciszę, a Wysocki przemówił.
-Żołnierze! Jak dziś, pamiętam chwilę w której zdecydowaliśmy się na wybuch powstania. Mimo wielu obaw, zwyciężyliśmy strach i powstanie wybuchło, o wiele wcześniej niż początkowo, to planowaliśmy.-mówił- Połączyła nas Ojczyzna. Jesteśmy jak starożytni Spartanie -równi, jednakowi, a przede wszystkim niezwyciężeni. To bardzo pomogło nam odnosić sukcesy! Dziękuje Wam! I po raz kolejny liczę na waszą pomoc!
Po przemówieniu, żołnierze nagrodzili Wysockiego oklaskami, poczym ruszyli na peron.
Gdy dotarli na miejsce, rutynowo podzieli się na 3 kompanie i rozpoczęli walkę o Kolno.

Była to bardzo zawzięta walka, między Niemcami, a Polakami. Tracili dużo ludzi i amunicji, a końca walki nie było widać. Była wielka ulewa. Woda z nieba lała się strumieniami, a na dodatek była burza. Pioruny od czasu do czasu uderzały w tamtejsze jezioro Koleńskie. Warunki były straszne.
Wysocki siedział właśnie za okopem, ładując broń, gdy zobaczył nadbiegającego Wojciechowskiego.
-Co się stało?-zapytał Wysocki.
-Dużo osób nie żyje! Zostawiłem ich pod dowództwem kpt. Bosaka. I przyszedłem by Ci pomóc.
-Dobra dzięki. Słuchaj! Mam plan. Powinniśmy zebrać ludzi i pójść do kwatery gdzie jest centrum dowodzenia Niemców! Jeśli uda nam się zdobyć kwaterę to później wszystko pójdzie gładko! Co ty na to?-zapytał.
Wojciechowski chwilę się zastanawiał.
-Tak, to będzie dobre! Weźmy piętnaście osób, bo tak będzie najprościej ich zaatakować. W dowództwie nie ma dużo Niemców.
-Dobra! Idź zebrać najlepszych, ale pamiętaj żeby zostawić jakiś tutaj na posterunku!- powiedział, Wojciechowski przytaknął i poszedł, a Wysocki wyszedł za okopu by ostrzelać wroga.
Mundur miał cały przemoknięty, stał w błocie, a z hełmu spływała mu woda.
Po dziesięciu minutach wrócił Wojciechowski z żołnierzami. W jej skład wchodzili:
-Artur Orłowski, Andrzej Birut, Adam Stawiski , Wojciech Jezierski, Robert Majchał, Jarek Kępa, Jan Budrzyńsk, Bartosz Leonarczyk, Przemysław Chojka, Konrad Bonkowski, Sławomir Walęcki,
Witold Wiszniowski, Leopold Bruch, Tomasz Wojciechowski i Piotr Wysocki.
-Jesteśmy. Na posterunku zostawiłem trzech kapitanów! Bosaka, Sendala i Suchora.
-Dobra, jak każdy ma spory zapas amunicji to możemy ruszać!- powiedział.
Chwilę później wszyscy ruszyli na kwaterę Niemców. Każdy wiedział, że idzie walczyć w obronie Polskości.
Żołnierze z impetem wpadli na teren kwatery i zaczęli ją ostrzeliwać. Tak samo szybko odpowiedzieli Niemieccy oficerowie. Szybko rozpętało się tam piekło... Wystrzały z karabinów nie słabną. Każdy z nich bardzo szybko tracił amunicję. Powoli Polacy zaczęli tracić nadzieję na wygraną. W jezioro uderzały pioruny...
Ginęli ludzie. Walka trwała już długo, bo każdy był zacięty. Każdy wiedział, o co walczy.
W końcu zostało ich tylko pięciu Polaków na siedmiu Niemców. Mimo małej ilości ludzi strzały padały tak samo często jak na początku walki. W pewnym momencie Wysocki stanął za jednym z okopów i chciał naładować broń, naglę poczuł ostre ukucie, coś co z całym impetem odrzuciło go do tyłu. Opadł na okop. Nagle wszystko ucichło... Wysocki nieprzytomnie chwycił się za brzuch, poczuł ciepłą i lepką ciecz... Podniósł rękę. Była we krwi. Dostał... Odchylił głowę i położył ją na okop... Wiedział, że to już koniec... Nagle ogarnęła go nostalgia... Nie doczekał, wyczekiwanej tak chwili... Życia w wolnej Polsce.
Po chwili usłyszał okrzyk radości i znów odgłosy wojny. Zobaczył jak podbiega do niego Wojciechowski z Birutem. Zobaczył przerażenie na twarzy przyjaciela.
-Jezus, Piotr...- wyszeptał Wojciechowski i upadł przed nim na kolana.
-Nie przejmuj się... Wygraliśmy?- zapytał.
-Sanitariusz!!!-usłyszał okrzyk Biruta, biegnącego gdzieś w dal.
-Tak, ale przeżyliśmy tylko my...
Major poczuł satysfakcje. Wysocki przyciągnął Wojciechowskiego do siebie i powiedział.
-Dziękuje. Tomaszu, walczyliśmy za Ojczyznę w której nigdy nie żyliśmy... I udało się nam... Powiedz mi, czy ja byłem dobrym żołnierzem?- pytał przerywając- Czy dałem z siebie wszystko, by Wielkopolska była wolna?-pytał.- Muszę to wiedzieć, zanim umrę.
-Piotr! Byłeś cholernie dobrym żołnierzem! Bez ciebie to powstanie by nie wybuchło!
-Tomek, to już na tyle... Ja odchodzę... Zwyciężyliśmy wroga... To powstanie to był Cud nad Wartą... Moja misja została wypełniona...
Wysocki puścił Wojciechowskiego i z powrotem opadł na okop. Usłyszał że piorun bardzo głośno uderzył w jezioro. Naglę znów zapadła głucha cisza. Przez chwilę widział jak żołnierze polscy biegają po polu walki. Zamknął oczy. W ciemnościach, zobaczył ostre światło i człowieka w mundurze który mówił by poszedł za nim... Koło niego stało dziecko które powiedziało-“Chce być taki jak on. Polec na polu chwały...” Rozpoznał w nim siebie, gdy jako mały chłopiec wypowiedział te słowa przy dziadku... W jednej chwili Wysocki zrozumiał po co żył... To było jego fatum.
-Piotr! Piotr!- krzyczał Wojciechowski, szarpiąc go za mundur.-Piotr! Nie odchodź! Jeszcze nie teraz! Piotr!!!-było już za późno... Major już nie żył. Po policzkach oficera po raz pierwszy od bardzo dawna spłynęły łzy... Trzęsącymi się rękoma, zabrał nieśmiertelnik Wysockiego i jego list pożegnalny...Wojciechowski ściągnął płaszcz i przykrył Wysockiego po czym zasalutował...
A deszcz padał jeszcze mocniej niż wcześniej...



W Poznaniu parę dni po zakończeniu walki w Kolnie.


Edward Zieliński, już wiedział o sukcesie, bitwy pod Kolnem, ale nie miał jeszcze relacji z bitwy. Nagle do pomieszczenia wszedł porucznik Tomasz Wojciechowski. Zieliński się zdziwił, bo wiedział, że relacje z bitew zawsze zdawał mu osobiście Wysocki.
-Gdzie major Wysocki, panie poruczniku?-zapytał kładąc ręce na biurko.
Wojciechowski podszedł do biurka i rzucił na nie blaszkę i zakrwawioną kopertę.
-Co to?
-Niech, Pan pułkownik zobaczy.
“PIOTR WYSOCKI
15 SIERPNIA 1884
5 PUŁK STRZELCÓW WIELKOPOLSKICH”
Zieliński przez chwilę zamarł, wpatrując się w blaszkę. Po chwili odłożył ją i wstał, podchodząc do okna.
-Co z majorem Orłowskim?
Usłyszał brzdęk kolejnej rzucanej blaszki, na biurko.
-Kto przeżył z rady, panie poruczniku?
-Ja i kapral Birut.
Zieliński nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w pustkę.
-Zawiadomcie rodzinę majora Wysockiego, panie poruczniku.
-Tak jest, panie pułkowniku.-wziął blaszkę i list. Ruszył w stronę domu Wysockiego. Nawet gdyby chciał się oszukać, że nie wie gdzie on mieszka, znał drogę do jego domu na pamięć... To był jego przyjaciel. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co Wielkopolska wzięła im w zamian za niepodległość...
Wreszcie byli wolni... Żaden z powstańców nie poskąpił krwi za ojczyznę, w której nigdy nie żył...
Wojciechowski wolnym krokiem wchodził po schodach. Stanął przed wielkimi dębowymi drzwiami i zastukał trzy razy. Córka majora, Marysia je otworzyła. W pierwszej chwili myślała, że tata wrócił, jednak nie. Był to żołnierz, którego czasem widywała w domu. Bez słowa uciekła do mamy.
-Mamo! Ktoś przyszedł.
Anna Wysocka, podeszła do drzwi. Gdy zobaczyła w nich Tomasza, z zakrwawioną żółtą kopertą wiedziała, że coś jest nie tak. Powoli zaczęła się wycofywać.
-Nie, nie...
-Przykro mi.-żołnierz wszedł do środka.-Major Piotr Wysocki nie żyje.
-Co?! Co ty wygadujesz!? To niemożliwe!-pytała, nie chcąc uwierzyć, w to co mówi porucznik.
-Poległ w czasie walki.
-Boże...-powiedziała Anna i zachwianym krokiem podeszła do porucznika. Anna spojrzała na blaszkę. Po czym chwyciła się ściany i powoli zsunęła się na ziemię...
-Ojczyzna zabrała mi męża, zanim w ogóle powstała...

“Anno, Marysiu.
Jeśli czytacie ten list znaczy że nie żyje...”

Rozdział 14

Polacy wygrali. 16 lutego 1919 roku w Trewirze pod pisano rozejm z Niemcami. Wielkopolska wreszcie była tam gdzie jej miejsce, czyli w Polsce.

„(...) Niemcy powinni niezwłocznie zaprzestać wszelkich działań ofensywnych przeciwko Polakom w Poznańskiem i we wszystkich innych okręgach. W tym celu zabrania się wojskom niemieckim przekraczania następującej linii: dawna granica Prus Wschodnich i Prus zachodnich z Rosją aż do Dąbrowy Biskupiej, następnie zaczynając od tego punktu linii na zachód od Dąbrowy Biskupiej, na zachód od Nowej Wsi Wielkiej, na południe od Brzozy, na północ od Szubina, na północ od Kcyni, na południe od Szamocina, na południe od Chodzieży, na północ od Czarnkowa, na zachód od Miał, na zachód od Międzychodu, na zachód od Zbąszynia, na zachód od Wolsztyna, na północ od Leszna, na północ od Rawicza, na południe od Krotoszyna, na zachód od Odolanowa, na zachód od Ostrzeszowa, na północ od Wieruszowa, a następnie aż do granicy śląskiej."

Ale pomimo iż rozejm zakończył powstanie, walki jeszcze trwały. Ostatni front wielkopolski został rozwiązany w marcu 1920 roku.

Kolejne zrywy powstańcze, nie kończyły się sukcesem. Było to jedno z nielicznych powstań które Polacy mogą z godnością nazwać w pełni udanym.



Rozdział 15

Luty, rok 1990.

Tomasz Wojciechowski, prowadzony przez Marie Wysocką wózkiem, zmierzał ulicą na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan. Za nimi szło kilka rodzin, ludzi z rady. Wojciechowski, był już bardzo stary. Nie mógł chodzić o własnych siłach, a wiedział, że to jego ostatnie chwile i chciał pożegnać się ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi i dowódcami. Wjechał na teren cmentarza po czym przemierzyli parę krętych uliczek i dojechali do jednego z grobów. Wojciechowski, początkowo, poprosił by mógł zostać chwilę sam. Na grobie przy którym się zatrzymał, wyryte były słowa;

major PIOTR WYSOCKI
UR. 15 SIERPNIA 1884
ZM. 7 LUTEGO 1919
“POLEGŁ NA POLU CHWAŁY!”

Wojciechowski z ledwością złożył kwiaty i zapalony wcześniej znicz na grobie. Nawet gdyby chciał nie mógł by uklęknąć.
-Tylko martwi, mogli ujrzeć koniec wojny-powiedział.-Wysocki chłopie, byleś naprawdę dobrym żołnierzem, zaszczytem było dla mnie z Tobą walczyć...
Mimo, iż słowa, które wypowiadał były mało słyszalne wiedział, że nie muszą. Nie mówił tego dla rodzin stojących parę metrów za nimi, tylko dla tego człowieka który zginął w obronie Ojczyzny.
Wtem na myśl przyszły mu wspomnienia.
-Wiesz, Piotrze, chodź nie doczekałeś końca powstania, i nie mogłeś cieszyć się z nami, to i tak jesteś wielkim szczęściarzem... Polska długo nie cieszyła się wolnością... W niedługo później wybuchła wojna, II wojna światowa... Potem trafiliśmy pod okupacje radziecką... Sam już nie wiem co było gorsze... Ale dziś, po prawie 50 latach różnych zniewoleń, nareszcie możemy powiedzieć, że Polska jest wolna...
Wojciechowski cieszył się, że dane mu było doczekać te chwile, ale żałował, że jego przyjaciele z pola walki nie mogą radować się razem z nim.
-I jeszcze jedno. Po tych wielu latach, obserwując Polskę, przypominam sobie słowa kaprala Szulca, które nam powiedziałeś po zdobyciu Ławicy – Mówiłeś, że przyszłe pokolenia o nas zapomną. Nie wierzyliśmy Ci. Jednak chyba miałeś rację... Dziś tylko nieliczni o nas pamiętają.
Siedział tak jeszcze przez chwilę w zadumie po czym zasalutował. Podniósł rękę. Podeszła do niego Maria. Poprosił ją żeby przewiozła go kilka grobów dalej.
Na płycie wyryte były słowa;

major ARTUR ORŁOWSKI
UR. 2 MARCA 1889
ZM. 7 LUTEGO 1919
“POLEGŁ NA POLU CHWAŁY”

Tu też złożył kwiaty i znicz.

“Polski orzeł srebrnopióry w nasze dusze wbił pazury...”

Każdy z rady leżał na tym cmentarzu. Każdy z nich na to w pełni zasłużył.
Wojciechowski pamiętał jak dziś, gdy wszyscy z nich wymawiali słowa przysięgi z nadzieją na wygraną... Z nadzieją na życie, w wolnej Polsce...


“Zginęli najlepsi (...) musimy ich zastąpić, jeśli nie dorównać...”

Podpis: 

Magdalena Ławniczak 2011
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Bliżej
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami Podejdź bliżej
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.