http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
202

Miłość z internetu - czytaj wszystkie części do XI

  Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Bractwo Pierścienia
J.R.R. Tolkien
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu - czytaj wszystkie części do XI

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Artefakt

Polska odpowiedź na Stalowego Szczura (druk w Science Fiction cz1. 2002, cz2. 2003) wkrótce powróci z dwoma nowymi opowiadaniami!

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.VII

Poranna mgła otula Paryż, podnosi z ziemi nawet ranne ptaki

Niewiara

„Będzie niezły ubaw, gdy się przekonasz, że Bóg jednak istnieje” Pilipiuk

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC.

Korporacja Deilusion X

Młody mechanik Roy Harold Drake, wyrusza w poszukiwaniu pracy na planetę Ceres A w układzie Gwiazdy Bernarda.

IN VINO VERITAS

Taka sobie historia. W pewnym sensie prawdziwa...

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

FITNES STUDIO

Może już warto założyć taką firmę?.

Śmiech nieboszczyka

Niestety, jak to się mówi, znaleźli się w złym czasie, w złym miejscu, ale tylko z ich punktu widzenia, bowiem w lasach Golcowitz byli ludzie, dla których Jan i Franciszek znaleźli się dobrym czasie, w dobrym miejscu.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
534
użytkowników.

Gości:
532
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 77840

77840

Podstęp

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
15-01-13

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Przyjaźń/Inne/Przygoda
Rozmiar
50 kb
Czytane
2405
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
15-10-20

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Erwin78 Podpis: Erwin Mentel
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Opublikowany w:

nigdzie

Podstęp

Podstęp



Erwin Mentel









Dla mojej żony Renaty, córki Mai, i nienarodzonego jeszcze syna. Kocham was.












Prolog


Dzwonek do drzwi. Sylwia dopiero wstała, ale w szlafroku podąża otworzyć. Okazuje się, że to tylko listonosz. Wręczył co miał i poszedł.
Kartka z Sydney. Adres prawidłowy, ale adresat: Małgorzata Radziwiłł. Mimo tego iż ona nazywa się Kaczor, zna tę osobę. Na kartce napis: „Pozdrowienia z Australii. Powodzenia na nowej drodze życia.” I to co ją najbardziej uderzyło, data stempla: 31-12-1978. Ale my przecież mamy teraz rok 2011, o co tu chodzi?









1


Mimo zmęczenia po ostatniej nocy, Sylwia nie położyła się już do łóżka po wizycie listonosza. Zawsze wszystko miała zaplanowane i nic nie powinno jej zaskoczyć. Teraz jednak nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć? Kto wysłał tę kartkę? Kiedy? I dlaczego doszła dopiero teraz? Te i znacznie więcej innych pytań krążyło teraz po jej głowie. Rozbudziła się już na dobre. I wiedziała, że musi znaleźć wszystkie odpowiedzi. Będzie szukać do skutku. Ma przecież i czas, i pieniądze, a reszta może poczekać.
Sylwia obecnie mieszka sama, w ogromnej willi, pozostawionej jej po rodzicach. Ma super pracę w agencji reklamowej i biuro w centrum Warszawy, a do tego lubi wyzwania i przygody. Zawsze stąpała twardo po ziemi i brnęła do celu. Jednak ostatnio w jej życiu często pojawiała się nuda. Tak kartka, którą dzisiaj dostała, wywróci jej życie do góry nogami. Wie o tym, ale chyba tego potrzebuje. Praca może poczekać, zresztą ma wielu kolegów którzy ją zastąpią.
Nie wie jeszcze gdzie zacząć szukać, ale ma coś na myśli. Wzięła zimny prysznic i wypiła gorącą kawę, przegryzając do tego bułkę maślaną. Usiadła wygodnie w fotelu i zaczęła ze szczegółami przyglądać się pocztówce. Na przedniej stronie fotografia przedstawia operę w Sydney, jak dobrze Sylwia pamięta w roku 1978 ta opera miała dopiero kilka lat istnienia, ale widok i tak jest śliczny. Nigdy nie była w Australii, ale dzięki obecności w dzisiejszych czasach Internetu można znaleźć w ułamku sekundy prawie wszystko. To jednak co ją bardziej interesuje, czy może szokuje, jest wypisane na drugiej stronie kartki. Czytała ten tekst kilkanaście razy. Co to wszystko znaczy, „Pozdrowienia z Australii. Powodzenia na nowej drodze życia.”? Tylko tyle, żadnego podpisu ani adresu zwrotnego? Kim jest ten tajemniczy nadawca? A co bardziej intrygujące, ta data 31.12.1978 r.?
W tym roku tydzień wcześniej, jej mama Małgorzata wyszła za mąż, za Piotra Kaczora. Czyżby ta pocztówka miała jakiś związek z tym ślubem? Z tego co jej wiadomo, mama była szczęśliwa w swoim związku, chociaż Sylwia słyszała czasami w domu wymianę zdań między babcią Zosią a mamą. Zdarzało się to jednak rzadko. Nie pytała więc ich co jest przyczyną tych starć, kiedy jeszcze żyli i mama, i babcia. Teraz brakuje jej ich obu. Babcia zmarła rok temu, w wieku 81 lat. I od czasu śmierci rodziców pięć lat temu opiekowała się Sylwią najlepiej jak umiała. Im bardziej zagłębiała się w ten labirynt tym bardziej zamazany obraz widziała. Dobrze, że to sobota, i żadnych zaplanowanych spotkań. Po południu Sylwia zadzwoniła do pracy, że musi wziąć tygodniowy urlop. Jaj zastępca w firmie powiedział, że nie ma sprawy, a obecne kontrakty on doprowadzi do końca, więc może spokojnie załatwić to co ma na głowie i wrócić za tydzień z większą energią do pracy. Nie była pewna czy tydzień jej wystarczy, ale nie chciała nikogo martwić, z resztą była pewna, że bez jej obecności firma i tak będzie dobrze prosperować. Miała zgrany zespół i każdy wiedział co ma robić.
Pod wieczór wyszła na spacer, aby zebrać myśli, a jutro zacznie działać. Pogoda była piękna, środek maja a tak ciepło. Słońce zachodziło na czerwono i niebo wyglądało cudownie. W ręku ciągle trzyma tę zagadkową pocztówkę. Jednak słysząc śpiew ptaków i czując podmuch łagodnego wiatru, na chwilę zapomniała o wszystkim.
Choć ma już prawie 32 lata, Sylwia jest sama. Miała kilku partnerów, ale jak sama mówi nie trafiła jeszcze na tego jedynego. Czasem doskwiera jej ta samotność, ale nauczyła się już z tym żyć. Brakuje jej jednak czyjegoś ramienia, więc płacze do poduszki a smutki wylewa do pluszowego misia, którego dostała od rodziców na piąte urodziny. Z tą dziwną kartką w reku, czuje że chyba wszystko się zmieni i to na lepsze.
Tej nocy zasnęła szybko i bardzo głębokim snem, musi zbierać siły, przed nią przecież ogromne wyzwania. Śniły jej się słoneczne plaże w Australii i misie koala a także mnóstwo kangurów. Coś czuła, że chyba niedługo właśnie z tym się spotka.








2



Jest niedziela 22 maja 2011 roku. Wiosna w pełni. Poranek piękny i słoneczny. Przed Sylwią wyzwanie jakiego jeszcze nie rozumie, ale musi znaleźć prawdę. Nieważne koszty i poświęcenie, za wszelką cenę będzie dążyć do celu. A zacznie od szafy w sypialni rodziców, do której nigdy wcześniej nie zaglądała. Tam na pewno jest coś ukryte? Szafa jest wbudowana w pokoju z przestrzenią do chodzenia. Czuję się jak mała dziewczynka, przed którą otwierają się czarodziejskie drzwi. Nie była w tej sypialni od dawna, jest nieco zakurzona, ale w dobrym stanie i te magiczne drzwi. Co się za nimi kryje?
Powoli i ostrożnie otwiera te drewniane drzwi, brązowa farba nieco z nich odchodzi i drzwi bardzo skrzypią. Z wewnątrz czuć nieco stęchlizną, ale to jej nie przeszkadza. Otworzyła okno w sypialni i od zaraz zrobiło się przyjemniej. Teraz jednak dalej do szafy. Ubrania rodziców dalej tu wiszą, choć nie używane od pięciu lat, i ta piękna czerwona sukienka mamy, Sylwii ona zawsze się podobała. Cudnie mama w niej wyglądała, z blond włosami opadającymi na ramiona i wycięcie z tyłu. A także ta kolekcja butów, mama miała na ich punkcie bzika. Wszystko na swoim miejscu, tak jakby czas się zatrzymał. Czemu wcześniej tu nie przyszła? Teraz czuje, że powinna, nie jest to wcale takie bolesne jak myślała, chyba że to już pięć lat i może nie te same emocje. Ale nie po to tu przyszła, krótkie spojrzenia na pocztówkę pozwoliło wrócić jej do dnia dzisiejszego. Podeszła do samego końca i tak jak myślała, za kupką złożonych swetrów stoi zakurzony kuferek z małą kłódką. Ten zamek jednak to nie problem, gdy była małą dziewczynką, kilka razy widziała jak mama otwierała ten kuferek kluczem trzymanym w czerwonym pudełku z ulubionymi butami mamy. Sylwia lubiła bawić się w sypialni rodziców a szczególnie chować się pod łóżkiem. A mama nigdy nie zwróciła uwagi na sprytną córeczkę. Widziała też jak mama płacze otwierając ten kuferek. Prawie już o nim zapomniała i gdyby nie ta pocztówka pewnie nigdy by tu nie przyszła i otworzyła go.
Przekręciła mały kluczyk i lekko zardzewiała kłódka puściła. Zdjęła ją i zdmuchnęła kórz. Pomyślała, że pewnie tak się czują wielcy odkrywcy u kresu podróży, jak w tym momencie serce podchodzi im do gardła, właśnie jak jej teraz.
Za oknem słońce skryło się za chmury i zaczął siąpić lekki kapuśniaczek. Sylwia z tajemniczym kuferkiem, klęcząc na podłodze w sypialni rodziców, zapomniała o wszystkim. Tak jakby nic poza tym pokojem teraz nie istniało. Powoli zaczęła przeglądać schowane tam przedmioty. Kilka listów zawiązanych wstążką, folder z dokumentami i złoty łańcuszek z Matką Boską. Prawie całkiem już zapomniała, że to dzisiaj niedziela i czas na eucharystię. Rodzice i babcia byli gorliwymi katolikami i w każdą niedzielę bez wyjątku chodzili do kościoła. Sylwia też kultywuje tę tradycję i chodzi co tydzień na wieczorną mszę świętą. Jednak z tego podniecenia zapomniała się, a czas przestał dla niej istnieć. Do rzeczywistości wróciła jednak w samą porę, ktoś musi nad tym czuwać. Zegar ścienny w sypialni rodziców wskazuje na 17:20. Sylwia odłożyła kuferek i pospieszyła się przebrać, tajemnice mamy mogą poczekać do wieczora. Przecież i tak nie ujrzały światła dziennego przez ponad 32 lata.








3


Z reguły jeździła do kościoła samochodem, jednak deszcz już ustał, a dystans nie był daleki, postanowiła się przejść. Wielu przyjaciół jej rodziców też ciągle chodzi do tego samego kościoła. Po drodze przyłączyła się do niej pani Janina.
- „Dzień dobry słoneczko” – zagadnęła
- „Witam serdecznie” – odarła Sylwia.
- „Jak minął dzionek?”
- „Bardzo tajemniczo.”
- „Tak, a co się stało?”
- „Wczoraj dostałam dziwną pocztówkę i próbuję rozwiązać tę tajemnicę.”
- „Oj dziecko, lepiej nie paprać się przeszłością.” – doradziła pani Janina.
- „Czemu, ja bardzo chcę poznać tę tajemniczą historię. Zresztą, przecież pani nie wiec o co chodzi, więc co w tym złego?”
- „A od kogo jest ta pocztówka?”
- „W tym problem, że nie wiem i chcę to wyjaśnić.”
- „Twoja mama miała wielką tajemnicę i nie zawsze dobrze jest grzebać w zapomnianych czasach.”
- „Jaką tajemnicę?” – zaintrygowała się.
Przyjaciółka mamy nic jednak nie odparła i przyśpieszyła kroku. Jeszcze więcej zagadek i nikt nie chce pomóc, czemu ludzie jak coś zaczął to nie kończą. Takie myśli kłębiły się w głowie Sylwii.
Msza rozpoczęła się punktualnie pieśnią na wejście w wykonaniu kościelnego chóru. Ewangelia była o zagubionej drachmie i zagubionej owieczce. O tym że pasterz nie spocznie, aż nie znajdzie tej zagubionej owcy i nie boi się zostawić resztę bez opieki. Kapłan też w kazaniu napominał, aby nie zostawiać spraw bez wyjaśnienia i zawsze szukać prawdy. Wszystko to dodało jeszcze więcej sił Sylwii, aby rozwikłać tę łamigłówkę do końca, choć to nie będzie proste.
Dzisiaj już nie ma ochoty z nikim rozmawiać, więc zaraz po eucharystii udała się do domu, ale pewnie aby dotrzeć do celu jeszcze wiele trudnych rozmów przed nią z sąsiadami, znajomymi a nawet z proboszczem. Teraz jednak na początek trzeba rozwikłać tajemnicę kuferka. Co kryją w sobie te starte listy i ten tajemniczy folder i do kogo należy ten złoty łańcuszek. Dzisiejsza noc może być długa i nieprzespana. Dawno już nie czuła się tak podekscytowana i pełna życia, cała nuda która właśnie ją dopadała, zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Gdy zatrzasnęła za sobą drzwi frontowe, biegiem popędziła do sypialni rodziców, tak jak kiedy była małą dziewczynką i każdego ranka po przebudzeniu tam biegła i wskakiwała rodzicom do łóżka. Tyle że tym razem czekał na nią tylko zagadkowy kuferek.






4


Po drugiej stronie kuli ziemskiej był już poniedziałkowy poranek. Dosyć chłodny bo w Australii lato już się skończyło. Robert Kornisz zaczynał pracę przy swoim komputerze. Był to młody inżynier, który projektuje mosty. Skończył studia niedawno i teraz pracował nad swoim trzecim projektem, ale ten jest najbardziej prestiżowy. Ma to być most który połączy Wielką Brytanię i Irlandię Północną a dokładnie Szkocję i Belfast. Kontrakt ten jest spełnieniem jego marzeń. Cieszy się, że został doceniony i jego zespół rusza cała parą aby projekt ujrzał światło dzienne w ciągu roku i aby mogły ruszyć prace w Europie.
Ten młody architekt mostów, ma wszystko przed sobą, ale w jego życiu uczuciowym nie za bardzo się układa. Praca pracą, ale na niej życie się nie kończy. Robert ma za sobą kilka nieudanych związków i już zaczął myśleć, że to pogmatwanie z poplątaniem będzie zawsze mu gościć.
Teraz jednak poświęca się pracy i ma zamiar zapisać się na kartach historii inżynierii mostowej. Nic nie może go rozpraszać i przeszkadzać w tym śmiałym projekcie.
Robert, jest synem polskiego emigranta Adama Kornisza i angielki Leanne, z domu Rooster. Mama Roberta od najmłodszych lat mieszkała jednak w Sydney i Anglii nie pamięta, bywała tam tylko na wakacjach u babci, ale to zamierzchłe czasy. Rodzice bardzo dbali o syna i od najmłodszych lat uczyli go dwóch języków, angielskiego i polskiego, którymi Robert włada biegle. Skończył też prestiżowe szkoły i uczelnie australijskie.
Ma tylko jeden żal do rodziców, za to że nie mógł podróżować za młodu. Ani mama, ani tata nie kwapili się do odwiedzenia sowich ojczyzn, także Robert nie był jeszcze ani w Polsce, ani w Anglii. Z kontraktem na ten most w Wielkiej Brytanii to się jednak zmieni, a będąc już w Europie skok do Polski to obowiązek.
Korniszowie mieszkali na obrzeżach Sydney w przestronnym domu z małym basenem w ogródku. Dom jest urządzony w nowoczesnym stylu, ale jednak bardzo gustownie. Robert nie mógł narzekać na dzieciństwo, poza podróżami, których mu było brak, miał wszystko co nastolatek, a później młody mężczyzna, może chcieć od życia. Nie zatracił jednak dobrych manier i wychowania. Stał się skromnym i ułożonym człowiekiem. Tęskni jednak za mamą, która pięć lat temu uległa wypadkowi samochodowemu i zapadła w śpiączkę. Nie obudziła się do dziś i syn z ojcem myślą aby odłączyć ją od aparatury podtrzymującej życie. Ciągle jednak zwlekają z decyzją.
To co się dzieje w prywatnym życiu Roberta, to jest zagadka dla wszystkich, a może wpływ na to miał wypadek mamy. On sam nie wie czemu mu się nie układa z kobietami. Gdyby nie to, i jeśli mama by się obudziła, byłby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Obiecał sobie, że kiedy skończy ten wymarzony projekt, musi zatroszczyć się o życie osobiste, i trzeba podjąć męską decyzje w sprawie mamy. Wierzy, że to mu się uda i wszystko się rozwiążę szczęśliwie. Daje mu to jeszcze więcej motywacji do gorliwej pracy.






5



- „Sezamie odkryj tajemnice” – te słowa wyrwały się Sylwii samoistnie.
Na początek rozwiązała plik kilkunastu listów. Wszystkie by zaadresowane do mamy. Daty na stemplach były od lutego do listopada 1979 roku. Na kopertach nie było adresu zwrotnego. Sylwia z drążącą ręką otworzyła pierwszą kopertę. List był krótki. Gratulacje z wyjścia za mąż i żal, że tak to się potoczyło, oraz podpis A.K.
- „Co tak się potoczyło?” – pyta na głos zdziwiona dziewczyna. –„Czy kolejne listy dadzą mi odpowiedź?”
Coraz więcej niewiadomych. Zamiast być bliżej tajemnicy, czuje że jest w szczerym polu.
Kolejne listy nic nie ujawniły, poza tym że ten kto je pisał ma na imię Adam. Dopiero ostatni wlał w serce Sylwii promyk nadziei. Adam na zakończenie napisał:
„… żałuję, że twoja mama wtrąciła się w nasze sprawy, ale nie mam do niej żalu, możesz jej to powiedzieć. Moje życie zaczyna się układać bez Ciebie. To jest mój ostatni list, ale wiedz, że nigdy o Tobie nie zapomnę i jeśli chcesz to Ty możesz się do mnie zawsze odezwać. Będę czekał.

Adam K.”

W co się wtrąciła babcia? Co było między mamą a tym tajemniczym Adamem? Pytanie za pytaniem i coraz mniej odpowiedzi. To jednak jeszcze nie koniec ze skarbami z kuferka może reszta da więcej światła. Na to przyjdzie jednak pora za parę godzin. Sylwia walczyła z listami do 7 rano i teraz potrzeba jej trochę snu. A po południu przejrzy ten tajemniczy folder.
Zasnęła szybko i co dziwne, teraz nic jej się nie śniło. Może omen nomen to dobry znak.






6



Na północnej wyspie Nowej Zelandii, w jej największym mieście Auckland, kobieta przygotowywała sobie kolację. Była to Europejka po sześćdziesiątce, o kasztanowych włosach. Właśnie podawali informacje w telewizji, o tym jak młody australijski (tylko z obywatelstwa, bo korzenia ma polskie i angielskie) inżynier podjął się nie lada wyzwania. To ją nie interesuje, ale fakt że ten mężczyzna ma na nazwisko Kornisz, spowodowało że na jej twarzy pojawiły się łzy.
Wspomnienia wróciły, co potoczyło się nie tak? To pytanie zawsze ją nurtowało. A przez ostatnie pięć lat miała dużo czasu aby się nad tym zastanawiać. Boi się jednak podjąć nawet najmniejszych kroków aby szukać prawdy. Choć marzy aby ten balon w końcu pękł.
Cieszy ją to, że ten młokos ma takie ambitne plany. Życzy mu jak najlepiej i wierzy, że jeszcze któregoś pięknego dnia pozna go osobiście. Na dzień dzisiejszy pozostaje jej tylko rozpamiętywanie przeszłości. Dlaczego? Boi się przyszłości, po prostu.
Wszystko od drugiej połowy 1978 roku do maja 2006 roku, poszło nie tak. A mogło być tak pięknie. Pierwsza szansa została zaprzepaszczona nie z jej winy, ale czemu los tak okrutnie potraktował ją za drugim razem? Czy jest jeszcze czas na trzecią szanse? „Do trzech razy sztuka”, jak mówi polskie przysłowie. Chce w to wierzyć, ale czy Bóg się zlituje?
Zgasiła telewizor, dokończyła kolację i ponownie położyła się do łóżka za głową pełną nadziei. Sny zawsze się jej sprawdzały, więc także tym razem wszystko się ułoży. Już czas aby słońce zaświeciło i nad jej głową i dało choć odrobinę szczęścia. Tylko o tyle prosi.






7



Majowa pogoda w Polsce zachęca do wyjścia na świeże powietrze. Sylwia jednak o tym nie myśli, przebudziła się pół godziny temu, jednak z wyrka nie wstała. Ma o czym myśleć i kombinować, jak tu rozwiązać tajemnice tej kartki z przed 32 lat.
Kolejny krok to tajemniczy, niebieski folder. Co w sobie kryje?
Sylwia z drżeniem rąk, delikatnie otwiera ten relikt z przeszłości, ale czuje że to będzie dobry i szczęśliwy ruch. W środku są pożółkłe kartki papieru. Na pierwszej jest napisany odręcznie jakiś wiersz miłosny, dla Sylwii to nie istotne, więc nie zagłębia się w lekturę. Na kolejnej karteczce jest coś, co bardziej podnosi ciśnienie dziewczyny. Jest to wydruk rezerwacji biletu lotniczego dla dwóch osób. Pierwsza to tajemniczy Adam K. a druga to to jej mama, jeszcze jako panna. Czyli tajemniczy mężczyzna to Adam Kornisz, ale kto to jest i jaki ma związek z moją mamą. Te i jeszcze wiele innych pytań ciśnie się teraz na usta Sylwii. Jej myśli są teraz za oceanem i biegną przez bezdroża Australii, po chwili wraca jednak do małego pokoju w domu w Polsce. Co jeszcze kryje błękitny folder?
Została jeszcze jedna kartka formatu A4, a na niej krótki list napisany pismem mamy do Krystyny:
„Dzięki siostrzyczko, nigdy Ci tego nie zapomnę. Przebaczam Ci także to co nas dzieliło. Teraz oboje będziemy szczęśliwi.”
O co chodzi? Pismo wygląda jakby to mama pisała, ale przecież mama nie miała siostry? To kompletnie mąci w głowie dziewczyny, ile jeszcze tych tajemnic i kolejnych zakrętów.
Sylwia ma już dość tych zagadek, na początek wpisuje w wyszukiwarkę „Adam Kornisz Australia”.
Kilka tysięcy wyników oraz trzy osoby o tych danych na facebooku. Wiedziała że to nie będzie łatwe, ale to jej nie przestraszyło. Postanawia napisać do tych trzech Adamów K. i poczekać co się dalej wydarzy. Na wszelki wypadek sprawdziła też połączenia lotnicze do Australii.





8



Tydzień później Robert Kornisz jest już w Anglii i z całym zespołem ciężko bierze się do pracy nad projektem życia. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie ale nie czuje zmęczenia, ma tylko jedną wizję, jak otwiera nowoczesny most. Wie jednak, że aby to marzenie się spełniło musi pokonać wiele trudności. Ciężką prace wykonał już w Sydney i teraz makieta jest już na ukończeniu, ale ciągle pojawiają się nowe przeszkody do rozpoczęcia prac, wszystko przecież musi być dopracowane do najdrobniejszego szczegółu tu nie może być żadnej pomyłki. Chodzi o życie ludzkie, najpierw podczas prac a potem o osoby korzystające z mostu. Pomocne są teraz uwagi i zapiski osób które budowały most między Danią a Szwecją i chłopak bierze je bardzo pod uwagę, ale musi też rozwiązać wiele nowych problemów.
Robert nie zapomina też o rodzinie. Codziennie dzwoni do ojca i pyta się jak tam mama. Niestety ciągle bez zmian. Tato jednak bardzo wierzy w syna i dodaje mu wiele otuchy oraz prosi aby nie myślał o mamie, ona też jest na pewno z niego bardzo dumna i jeszcze przejedzie się po moście syna.
Chłopak przyjmuje rady ojca i wie że ma rację. Ma też jednak obawy co do matki, wie że jest to trudna sytuacja ale nie załamuje się, wręcz przeciwnie pracuje ze zdwojoną siłą.
Przy projekcie pomaga mu Kate. Bardzo ładna angielka, która nie tylko jest inżynierem, ale również kiedyś studiowała historię Anglii. Dlatego stała się przewodnikiem Roberta po Wielkiej Brytanii. Widzi jak chłopak jest pochłonięty pracą, stara się więc kiedy tylko się da odciągnąć go od projektu i razem zwiedzają zakamarki wyspy. Na weekend Kate wyciągnęła go do nawet do Aberystwyth malowniczego miasta w Walii nad morzem.
W sobotni, późny wieczór para udaje się do restauracji na kolację.
- „Skąd ten pomysł na projekt mostu tu w Europie?” – w pewnym momencie zagadnęła Kate.
- „Moja mam jest angielką i dużo mi opowiadała Anglii. Nie byłem tu przedtem, gdyż rodzice w ogóle mało podróżowali. Poza Australią na inne kontynenty nie wyjeżdżaliśmy. Ale jest tu moja rodzina za strony matki i byliśmy w kontakcie, i pewnego dnia w rozmowie przez skypea mój kuzyn powiedział, że musi jechać do Dublina samochodem. Niestety nie przepada za statkami, ale nie ma wyjścia gdyż inaczej się nie da i musi zarezerwować bilet na prom. Zażartował też, że może ja zbuduje tu taki most. I tak to się zaczęło.” – tłumaczy Robert.
- „Czyli to taki rodzinny pomysł?”
- „Na to wychodzi, ale jak sama widzisz teraz to już międzynarodowe przedsięwzięcie.”
- „Tak to oczywiste. A może opowiesz coś o swojej matce i rodzinie?”
- „Nie. To bardzo nudne!”
- „Ja lubię nudne historie.”
- „Może innym razem.”
- „OK, nie będę drążyć tematu. A jakie są inne twoje pasje poza mostami?” – zmienia temat Kate.
- „Lubię też sport i dobrą książkę, a ty?”
- „Książkę jak najbardziej, a co ostatnio czytałeś?”
- „Paula Coelho „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam I płakałam”, super historia.”
- „Nie czytałam, ale jak mi polecasz to może się skuszę. Ja ostatnio siedzę w fabułach akcji, choćby Coben, i „Nie mów nikomu”, też fajnie się czyta.”
- „Wiem czytałem, podobnie jak Ludluma.”
- „Ludlum to klasyka, choć filmy o agencie Bournie, to już nie to co oryginalne książki Ludluma, prawda?”
- „Nie wiem nie oglądałem, ale książki są super.”
- „A masz dziewczynę?” z innej beczki zapytała pani inżynier. „Bo do Anglii sam przyjechałeś, mam rację?”
- „Tak masz rację, mam jeszcze na to czas.”
- „Miłość nie zna granic czasu. I kto wie kiedy i ciebie dopadnie. Ja też obecnie jestem sama, ale wierze, że wkrótce odnajdę moją drugą połówkę”
- „Trzymam za ciebie kciuki, a co do mnie, to ja pozwolę życiu toczyć się dalej i wiem, że mnie też czymś zaskoczy. A kiedy przyjdzie prawdziwa miłość, na pewno to zauważę. Miłość to kwiat, który musi najpierw wypuścić pąki aby mógł później w pełni rozkwitnąć. A ja jestem cierpliwy i wiem że mój kwiat już gdzieś zakwita.”
- „Pewnie masz rację. A może już rozkwitł?”
- „Jeszcze tego nie czuję.”
- „A co myślisz o mnie?”
- „Jesteś super dziewczyną, wykształcona, ładna i do tego z poczuciem humoru, ale…”
- „ …nie w twoim typie, prawda” – przerywa Kate.
Na moment zapadła, przejmująca cisza. Słychać było tylko szum morza za oknem i rozmowy innych klientów restauracji. Rozmowa przestała się kleić i obije doszli do wniosku aby rozejść się do pokoi hotelowych. Od tego czasu relacje między współpracownikami nieco się oziębiły, ale nie miało to wpływu na projekt. Prace dalej szły pełną parą.





9



Po kilkunastu dniach bicia się z myślami, czy zagadkę da się szczęśliwie rozwiązać, Sylwia pełna wątpliwości, siada przed laptopem. Zaczyna już tracić nadzieję, w dokumentach w pokoju rodziców nic więcej nie ma, a tajemniczy panowie K. nie dopisują. Trzeba chyba przycisnąć panią Jadwigę, zastanawia się dziewczyna. Ale jeszcze nie teraz, podskakuje ze szczęścia, gdyż na portalu społecznościowym jest nowa wiadomość. Sylwia z drżeniem serca otwiera skrzynkę pocztową.
A tam wiadomość od Adama Kornisza z Sydney.
„Witam, tu Adam Kornisz.
Przepraszam że tak późno odpisuję, ale wahałem się czy to w ogóle zrobić. Tak, kartka która dostałaś jest ode mnie. Nie mam pojęcia dlaczego teraz dopiero doszła, ktoś widocznie na poczcie popełnił karygodny błąd, a może to szczęście? Wszystko to jest bardzo tajemnicze przyznaję, ale jeśli chcesz poznać resztę prawdy to musimy się spotkać w cztery oczy, tak przez maila i telefon nie potrafię.
Jeśli Ci to odpowiada daj znać?


Pozdrawiam Adam K.”

- „Mam Cię” – krzyczy uradowana dziewczyna.
W tej samej chwili klepie w klawiaturę odpowiedz do Adama, że za dwa dni ma samolot do Sydney i mogą się umówić. Jest wniebowzięta, i już nie może doczekać się spotkania z nadawcą tej dziwnej pocztówki.
Na następny dzień, o poranku, dostaje odpowiedź, że nie musi bookować hotelu gdyż w domu państwa Kornisz znajdzie się i pokój dla niej.
Sylwia jest teraz w wielkim uniesieniu, czuje się jakby zdobywała Mont Everest, a to tylko rodzinna tajemnica. Dla niej jednak to cudowne wydarzenie, gdyby nie tak mała kartka z Sydney może nigdy by się tego nie dowiedziała. Nawet nie przypuszczała, że w jej rodzinie kryje się tyle tajemnic. Tajemniczy pan K., siostra mamy Katarzyna, (kto to w ogóle jest i czy rzeczywiście istnieje?), i dlaczego tak daleko (Australia?).
Teraz to nieważne, jeszcze trochę cierpliwości i wszystko się wyjaśni. Wizyta u pana K. za 48 godzin, a o siostrę mamy, trzeba podpytać panią Janinę.






10



Do wylotu na niespodziewane i nieplanowane wakacje w Sydney pozostało jeszcze 10 godzin. Wszystko już spakowane i dopięte na ostatni guzik, jest więc czas aby wybrać się do sąsiadki. Dawno już tam nie bywałam, a czuję że to może być ciekawa wizyta. Sylwia ma już plan na rozmowę ze starszą panią i może jeszcze przed arcyważnym wylotem na półkulę południową, inna część zagadki się wyjaśni.
Dom pani Janiny jest pięć minut drogi piechotą od domu rodzinnego Sylwii. Usytuowany na końcu ulicy z dużym ogrodem od frontu i zasłaniającym wszystko, wysokim żywopłotem. Jest on z czerwonej cegły i z dużym tarasem od tyłu. Spadzisty dach pokrywa czerwona dachówka już nieco porosła mchem, widać że dom jest stary i dawno nie remontowany, ale pani Janina jest sama. Mąż zmarł nagle kilkanaście lat temu a dzieci nie mieli, więc teraz nie ma komu dbać o tę posesję.
Panna Kaczor z drżeniem ręki naciska na dzwonek w bramce, wie że to nie będzie łatwa i przyjemna rozmowa, ale takie też w życiu trzeba przeprowadzać.
Pani Janina niechętnie otwiera drzwi, domyśla się po co przychodzi dziewczyna.
- „Dzień dobry, pani Janino.” – z uśmiechem zaczyna Sylwia.
- „Witaj słonko.”
- „Ładny dziś dzień, prawda?”
- „Ładny.” – wymijająco odpowiada sąsiadka.
Na chwilę zapada cisza. – „Proszę wejdź, zrobię herbaty.” – w końcu przerywa milczenie Janina.
Sylwia choć miała plan, nie wie jak się zabrać do konkretnej rozmowy, ale gdy starsza pani zrobiła herbatę i podała cisto, postanawia wejść na odpowiedni temat.
- „Znała pani moją babcię od urodzenia, prawda?” – z drżącym głosem pyta.
- „Tak. Razem wychowywałyśmy się na tej ulicy, ja byłam o rok starsza, ale zawsze dobrze się dogadywałyśmy.” – odpowiada Janina.
- „Czy wie pani coś o siostrze mojej mamy, która rzekomo nazwa się Krystyna?”
- „Moje dziecko, prosiłam Cię, abyś nie plątała się w przeszłość, to niebezpieczne. Można też dowiedzieć się czegoś co nas zaboli, lub zrujnuje nam życie. Lepiej to zostawić, jak jest.”
- „Ale ja nie o to pytałam, chcę tylko wiedzieć, czy to prawda.” – irytuje się Sylwia.
- „A jakie to ma teraz znaczenie?” – pyta sąsiadka.
- „A właśnie, że ma. Już jutro będę w Australii, gdzie spotkam się z Adamem
Korniszem, więc …”
- „Coooooo?” przerywa zaskoczona starsza pani.
- „… tak lecę da Sydney, więc jeśli pani nic mi nie powie to zrobi to pan Adam. Dowiem się wszystkiego!”
- „Nie denerwuj się dziecko, ja nie chcę tylko aby stała ci się krzywda. Przeszłość to grząska ziemia i czasem można się zanurzyć po szyję, a wyjść ciężko. Co się stało już się nie odstanie i lepiej patrzeć w przyszłość. Znajdź sobie męża, załóż rodzinę i żyjcie szczęśliwie a przeszłość zostaw za sobą.”
- „Ale ja tak nie umiem. Przypadkiem dowiedziałam się o tych wszystkich tajemnicach i teraz nie spocznę póki ich nie wyjaśnię. A może właśnie przeszłość pomoże mi ułożyć sobie przyszłość.”
- „Uparta jesteś, jak dziadek. Może masz rację, czas już aby stawić czoło przeszłości. Miałam nadzieje, że do tego nigdy nie dojdzie, ale skoro tak się stało to powiem ci prawdę. Twoja babcia kazała mi przysiąc, że nikomu tego nie wyjawię, ale już nie żyje, chyba więc przysięga mnie już nie obowiązuje, a nawet jeśli cóż tam powiem ci. Twoja mama miała siostrę bliźniaczkę …”
- „Słucham … ???”
- „… tak były identyczne jednojajowe. Jednak o bardzo różnych charakterach. Jak dobrze wiesz twoja mama i siostra Krystyna zaraz po urodzeniu wyjechały do Francji do rodziny, gdyż tak uznała twoja babcia. W Polsce nie było bezpiecznie, w tamtym okresie.”
- „Wiem, że moja mama wyjechała do Paryża, zaraz po urodzeniu bo babcia bała się o nią, bo był komunizm a nasza rodzina była na czarnej liście. Ale nic mi nie wiadomo o Krystynie.”
- „Tak, o tym wiedziało tylko kilka osób. Twoja mama gdy skończyła 18 lat postanowiła wrócić. Wróciła jednak sama, gdyż jej bliźniacza siostra trafiła do więzienia w Paryżu, na 25 lat za zabójstwo chłopaka Twojej mamy.”
- „Że co????”
- „Krystyna zabiła Fransua, za to że spotykał się z twoją matką a nie z nią. Gdy trafiła do więzienia, a twoja mama wróciła do Polski, babcia Zosia postanowiła, że ma tylko jedną córkę Małgosię a o Krystynie wszyscy zapomnieli. Zofia wymyśliła historyjkę że Krystyna nigdy się nie urodziła, że zmarłą jeszcze jako płód. Wszyscy zainteresowani w to uwierzyli a inni nie pytali i tak zostało.”
- „A moja mama? Pogodziła się z tym, że miała siostrę i nic o niej nie wspominała?”
- „Twoja mama kochała się w Fransua, nie umiała wybaczyć tego co zrobiła Krystyna. Przystała więc na historyjkę babci.”
- „Tak, to wiele wyjaśnia. A co teraz dzieje się z Krystyną? Moją ciocią?”
- „Gdy wyszła z więzienia, bardzo się zmieniła, próbowała nawiązać kontakt z waszą rodziną ale nie wiem jak sprawy się potoczyły? Babcia Zosia chyba nadal nie chciała jej znać”
- „Babcia może tak, ale moja mama chyba coś zrobiła do poprawy stosunków z bliźniaczką.”
- „Tak, a skąd ta pewność?” – nie kryje zdziwienia sąsiadka.
- „Znalazłam pewną kartkę w notatkach mamy i stąd dowiedziałam się w ogóle, że ktoś taki istnieje, czy istniał? Dlatego też dzisiaj właśnie o tym rozmawiamy.”
- „Rozumiem, twoja mama zawsze miała sentyment do trzymania wszystkich pierdółek w tym swoim kuferku, prawda?”
- „A skąd pani wie o kuferku?”
- „Twoja babcia nie miała przede mną tajemnic.”
- „Acha? To co jeszcze pani powiedziała?”
- „Co nieco o Adamie K., ale o tym już dowiesz się bezpośrednio od zainteresowanego w Sydney, mam rację?”
- „Ma pani rację, pani Janino, jak zwykle. A teraz musze już iść i zamówić taksówkę na lotnisko. Dziękuje za herbatę i pyszne ciasto. Do widzenia i dziękuje za tę rozmowę. Cieszę się, że puzzle zaczynają pasować do obrazu. Bardzo mi pani pomogła.”
- „Nie jestem tego pewna, ale kamień spadł mi z serca że nie musze już strzec tej tajemnicy. Do widzenia i udanego lotu, a także aby ta podróż dała ci te odpowiedzi których szukasz. Jak powiedziałaś niech przeszłość pomoże ci ułożyć przyszłość. Powodzenia.”
- „Nie dziękuję. A pani niech się również trzyma. Do zobaczenia.”

Rozpamiętując tę rozmowę i rewelacje o których się dowiedziałam, nie mogłam zmrużyć oka w samolocie do Los Angeles, gdzie jeszcze tylko czekała mnie przesiadka na lot bezpośrednio do Sydney. Może już za kilka godzin wszystko będzie jasne i z tej układanki, która się krystalizuje, zobaczę cudowny obraz. Bądź cierpliwa.





11




Robert tym czasem dopiął wszystkie plany mostu i za miesiąc miała ruszyć budowa, a że w końcu szykował mu się wolny weekend, a Kate była zajęta wizytą rodziny z USA, postanowił skorzystać o okazji i udać się w krótki lot do Polski.
Z Stansted do Krakowa to tylko 2 godziny lotu, ale i tak dłużyło się chłopakowi. Próbował czytać książkę, przewodnik po Polsce ale to były nudy, jeszcze gorzej było ze słowniczkiem polsko-angielskim. Kompan w fotelu obok, wysoki brunet, chyba Anglik, całą drogę chrapał, więc nie było też z kim pogadać. W końcu jednak rejsowy samolot wylądował na lotnisku im. Jana Pawła II, w Krakowie.
Było już dosyć późno, około 23:00 kiedy Robert dotarł do hotelu w centrum Krakowa. Nie był to jakiś drogi i znany hotel ale bardzo przytulny, pokoik był umeblowany w biurko i telewizor a także bujany fotel. Inżynier szybko wziął prysznic i zapadł w głęboki sen. Śniły mu się piękne polki, które oprowadzały go po mieście. Co dziwne nie był to Kraków tylko Warszawa, nigdy tam nie był, ale gdy się obudził i wszedł w internet, zobaczył Pałac Kultury a także Grób Nieznanego Żołnierza identyczny jak we śnie. Czy to jakiś znak? Bardzo go to zaskoczyło ale miał przeczucie, że to dobry sen i może przynieść mu niespodzianki, jednak tylko pozytywne.
Sobota była piękna i słoneczna, wylot z powrotem do Anglii był zaplanowany na 21:00 w Niedzielę, więc w pierwotnych planach Roberta było zwiedzić Kraków i na chwilę zawitać do Zakopanego, aby podziwiać polskie góry. Jednak po tym niezwykłym śnie, chłopak złapał pierwszy pociąg do Warszawy i po południ chodził już tymi ulicami, które mu się śniły. Miasto go jednak nie zachwyciło, wszedł więc do restauracji na Krakowskim Przedmieściu i zamówił obiad. Kelnerka biegle mówiła po Angielsku, a przy okazji była to piękna i młoda kobieta mniej więcej w wieku Roberta. Nie było zbyt wielu gości, więc ucięli sobie razem, krótką rozmowę.
- „Na długo, pan przyjechał do Warszawy?” – spytała
- „Dzisiaj już wracam do Krakowa a jutro do Anglii.” – odparł.
- „Szkoda bo pokazałabym panu inną Warszawę, taką nieznaną obcym.”
- „Może bez tego pan, Robert jestem.”
- „Alicja, rodowita Warszawianka.”
- „Miło mi poznać, Robert z Sydney.”
- „Naprawdę, z Sydney?” – z dziwną miną wykrztusiła Alicja.
- „Tak, a czemu Cię to dziwi?”
- „Nie, nic, tylko moja dobra koleżanka właśnie poleciała do Sydney.”
- „No proszę co za zbieg okoliczności, a w jakim celu tam poleciała na wakacje?”
- „Tak do końca to nie wiem, ostatni była bardzo tajemnicza i dziwnie się zachowywała, wzięła wolne z pracy nic nikomu nie mówiąc, poza tym tylko że musi lecieć do Sydney.”
- „To rzeczywiście bardzo intrygujące. Ja bardzo lubię takie historie i chętni bym oprowadził Twoją koleżankę po Sydney, ale cóż ja jestem teraz w Warszawie.”
- „Może więc jeszcze kiedyś się spotkamy w trójkę i pogadamy o Warszawie i Sydney?”
- „Może, kto wie?” – odparł Robert i poprosiło rachunek.
Alicja przyniosła ten rachunek a na nim numer telefonu z notatką:
„Jak będziesz jeszcze w Warszawie mogę być Twoim przewodnikiem, Ala.”
Chłopak był nieco zdziwiony, zachowaniem kelnerki ale numer telefonu zapisał i udał się prosto na dworzec PKP, gdzie załapał wieczorny intercity do Krakowa. W pociągu nie mógł przestać myśleć o tej rozmowie w restauracji. Miasto mu się ni podobało, ale tak kelnerka była intrygująca. Bardziej jednak chciał poznać nieznajomą która wyruszyła do jego miasta rodzinnego i w jakim celu?
W hotelu, kiedy znowu zjawił się przed północą, zanim położył się do łóżka zadzwonił do ojca. Opowiedział mu o przygodzie w Polsce i rozmowie przy obiedzie. To co mu powiedział ojciec, po prostu go zamurowało. W Sydney był już poranek a tato jechał właśnie na lotnisko odebrać dziewczynę z Polski.
Co to za przypadki? Pytał siebie w myślach Robert. Chyba jednak spotkamy się prędzej niż myślisz Alicjo, niczym błyskawica przebiegło to po głowie chłopaka.
Nie mógł za bardzo spać, więc kiedy już zasnął obudził się w południe. Niedziela odwrotnie do Soboty była deszczowa, nie wychodził więc z hotelu tylko siedział w internecie i szukał informacji o tajemniczej Sylwii. Czy to ta sama osoba o której mówił tato i kelnerka? Jeśli tak to na pewno Polskę jeszcze odwiedzi i to nie raz. Dawno już nie czuł się taki podniecony a zarazem nie pewny jutra. Mimo że nie widział jeszcze Sylwii, czuł że to ktoś, kto może coś namieszać w jego życiu. Co, tego jeszcze nie był pewny?
Gdy deszcz przestał padać był czas tylko aby zobaczyć rynek, sukiennice i kościół Mariacki, a potem już samolot do Londynu. Tym razem podróż minęła szybko, ale aura tajemniczości, której nabawił się w Polsce nie dawała Robertowi spokoju. Postanowił, że musi rozwikłać tę układankę i dojść co to wszystko miało znaczyć. Pozna Sylwię i reszta sama się ułoży, ale to jeszcze nie teraz, priorytet ma most.









12



W Auckland również rzeczy zaczęły dziać się szybciej. Starsza pani otrzymała dziwny telefon. Dzwoniono z Polski. Nie było to jednak nic strasznego, wręcz przeciwnie w jej sercu znów zapaliła się iskierka nadziei, że i jej życie na starość jeszcze się ułoży.
Tak bardzo chciałaby być gdzie indziej, czy to w Polsce w Warszawie, lub chociaż w Sydney. Ale przez splot nieszczęśliwych wypadków wylądował to na końcu świata w Nowej Zelandii.
Tym razem los zaczyna jej sprzyjać wszystko nabiera dobrych wiatrów i może w końcu zrealizuje plany z 2006 roku, które tak nagle pokiereszowało przeznaczenie.
Sama w tym małym domu spędziła ostatnie lata i myślała że tak będzie do śmierci ale bliskie jej osoby wzięły sprawy w swoje ręce i los zaczyna się odwracać. Nie wie kto to zaczął, ani jak, ale wie, że to będzie dobry rok 2011.
Jakby chciała aby to było już dziś, ale może poczekać jeszcze te kilka miesięcy. Czekała tak długo, więc teraz to już drobnostka.
Wróciła jej chęć do życia, chce się rano wstać z łóżka i coraz częściej widać uśmiech na jej twarzy. Różne podejmował decyzje w przeszłości, jedna trafne jedne nie ale teraz wie, że czas już się ujawnić, czas wyjść z ukrycia, mimo że dla niektórych może to być cios a nawet szok. Musi tylko wybrać dobry moment, czeka więc na kolejne telefony z Polski i zacznie działać. Wierzy, że bliscy wybaczą jej to dziwne postępowanie i te trudne decyzje, które musiała podjąć. Gdyby była odważniejsza może już dawno by się wszystko ułożyło, ale widoczni tak miało być, musiał pocierpieć za grzechy przeszłości. Teraz jednak koniec, trzeba stawić życiu czoło. A jeśli przyjdą kolejne ciosy, nie poddać się i dążyć do celu. Zbiera więc siły na to co przed nią. A to chyba będą tylko słoneczne dni.






13


Sylwia wysiadła z samolotu na lotnisku w Sydney, był piękny poranek choć nieco chłodny. W głowie miała mętlik, co przyniesie spotkanie z panem K. Chęć poznania prawdy mieszała się ze strachem co ta prawda przyniesie. Teraz nie było już odwrotu, ale Sylwia nie chciała uciekać, jednak ten skurcz w brzuchu dawał się we znaki przed nieznanym.
Odprawę przeszła bez problemu i żadnych pytań, po co przyjechała i do kogo? A słyszała że w Australii tak bardzo rygorystycznie kontrolują wszystkich obcokrajowców. Teraz to już nieważne. Zastanawiała się jak pozna pana Kornisza w tak dużym terminalu przylotów, próżne były jednak jej obawy, kiedy podszedł do niej wysoki brunet, nieco opalony po 60-ce i zapytał:
- „Sylwia, prawda?”
- „Tak, ale skąd pan wie?”
- „Ty mnie nie znasz ja jednak mam kilka Twoich zdjęć.”
- „Ale jak to? Kto panu dał?”
- „To nie ważne, chodźmy do samochodu, porozmawiamy w domu. I przy okazji możesz do mnie mówić Adam.” – dodał podając jej rękę.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko odwzajemniła uścisk ręki. On wziął jej walizkę i w milczeniu ruszyli na parking. W samochodzie grało radio, a oni jechali bez słowa, tylko Sylwia co chwilę zerkała na tego starszego pana. On widział, że mu się przygląda, ale nie dał po sobie poznać. Gdy po godzinie podjechali na podjazd przed domem państwa Kornisz, Adam spytał:
- „Tak sobie mnie wyobrażałaś?”
- „Prawdę mówiąc, nic sobie nie wyobrażałam, ciekawi mnie tylko jakie pan, przepraszam Adam, odkryje przede mną tajemnice?”
- „To nie są żadne tajemnice, ja tego nigdy nie kryłem, po prostu nikt nie pytał.”
- „A kto miał pytać? Gdyby nie ta zagubiona pocztówka, nigdy bym się tu nie znalazła.”
- „Tak masz rację, nawet się cieszę, że ona doszła. Lepiej późno niż wcale, jak mówi przysłowie.”
- „To opowiesz mi w końcu tę historię, czy nie?”
- „Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Najpierw chyba chcesz się odświeżyć, pokażę Ci twój pokój i łazienkę, później zjemy śniadanie i pogadamy, OK?
- „Jasne, czekałam tyle czasu, poczekam do śniadania.”
Sylwii pokój był na pierwszym piętrze z widokiem na park, po drugiej stronie ulicy. Grały tam dzieci w piłkę i przechadzali się staruszkowie z psami. Dom państwa Kornisz bardzo spodobał się dziewczynie, nie była to willa, ale ładnie urządzony i zadbany budynek. Ulica przy której stał nie była bardzo uczęszczana, więc panował tu spokój. Nieco to przypominało jej Warszawę, ale na drugim końcu Świata. Może tylko ogród był większy no i ten basen.
Ale ona tu nie przyjechała oglądać posiadłości tylko rozwikłać zagadkę z przeszłości. Prysznic dobrze jej zrobił, rześko więc zbiegła do kuchni, gdzie był duży jajkowaty stół, na którym Adam postawił jajecznicę. W ekspresie parzyła się kawa a z lodówki właśnie gospodarz wyjmował mleko.
- „Wiem, masz mnóstwo pytań, ale to może poczekać, przy jedzenie się nie papla jęzorem, dobrze mówię?”
- „Rozumiem dygresję!” – odparła z uśmiechem, chyba pierwszy raz od wyjścia z samolotu.
Zjedli w milczeniu, jedno wpatrzone w talerz, jedno zapatrzone mężczyznę, po drugiej stronie stołu. Sylwii dawno tak nie smakowała jajecznica, dosłownie jakby robiona przez babcię. Dobrze że Adam nie umie czytać w myślach, porównanie do pani Zofii na pewno na atmosferę dobrze by nie wpłynęło. Starszy pan jadł powoli, co nieco denerwowało dziewczynę, ale trzymała nerwy na wodzy. Ciekawość jednak spalała ją od środka, jak będzie wyglądało jutro po tej historii? Czy moje życie nadal będzie wyglądał tak samo? Nigdy jeszcze serce jej tak nie waliło jak w tej chwili.
Prawie pół godziny później rozsiedli się na fotelach w ogrodzie.
- „Czyli mam zacząć? Ale od czego?”
- „Najlepiej od początku…” – wtrąciła dziewczyna.
- „Zaczęło się to latem 1978 roku……”







14



Robert po powrocie z Polski do Wielkiej Brytanii nieco się zmienił w oczach Kate. Ona mu jednak tego nie powiedziała, poza tym mieli sporo pracy. Most rósł w oczach i wszystko szło sprawnie. Nie było jak na razie żadnych problemów z projektem więc Robert coraz częściej myślał o czym innym: Polsce, Sylwii i tych wszystkich tajemnicach, które każdy chciał rozwiązać.
Nawet Kate pogodziła się z faktem, że z młodym inżynierem łączyć ją będą tylko przyjacielskie stosunki. Dobrze się dogadywali, ale tylko w sprawach mostu, a prywatnie chemii nie było.
Czas na wykończenie projektu nieubłaganie się zbliżał, środki były, ludzie do pracy też i wszystko grało jak w zegarku, także Robert postanowił wziąć sobie urlop i polecieć do ojca. Dopilnował tego co musiał i teraz pieczę oddał Kate, którą nazwał szefową. Powiedział, że nie wie na jak długo wyjeżdża, a może wróci dopiero na otwarcie. To co do mnie należało jest już skończone, teraz tylko ciężka praca wykończeniowa. Kate sobie na pewno poradzi. Ona też się z tym zgodziła.
- „Ciekawe co spotkam w domu?” – pomyślał, siedząc w samolocie do Australii.









15


- „Tak od początku…” – zamyślił się Adam.
- „OK. może od roku 1978, a dokładnie lata tego roku?” – podpowiedziała Sylwia.
-„Piękne to było lato” – zadumał się Robert – „no i wtedy poznałem Twoją mamę.”
-„ Tego się domyślam, ale co si ę stało później?”- denerwowała się dziewczyna.
-„Później rzeczy toczyły się szybko, ale nie tak jak chciałem. Wydawało mi się, że kochamy się z Twoja mamą. Byliśmy młodzi, snuliśmy plany, ale życie napisało inny scenariusz. A dokładnie Twoja babcia!”
-„ A co ma do tego moja babcia?”
-„Szczerze mówiąc wszystko…..” przerwał Adam.
Cisza trwała długo i nikt nie chciał kontynuować.
-„Czyli znowu babcia grała pierwsze skrzypce?” – zagadnęła dziewczyna.
-„Tak. Gdyby nie Twoja babcia możliwe, że Ciebie nie byłoby na świecie. Ja i Twoja mama chcieliśmy się pobrać, ale to nie było w planach Twojej babci. A co ona chciała, tak musiało być. Chcieliśmy nawet razem uciec, ale ona i tak to udaremniła.”
-„Ale jak?”
-„Tego nie wiem, ale ja w grudniu 1978 przyleciałem tutaj a Twoja mama wyszła za Twojego tatę.”
-„A kto to wie?”
-„To już chyba babcia i mama zabrały do grobu i już się nie dowiemy.”
-„Ja tak łatwo się nie poddaję. Jest jeszcze ciocia.”
-„Tak,” – szepnął Robert - „ale jak ją znajdziesz?”
-„Jeszcze nie wiem, ale na pewno znajdę. A czy mogę tu zostać kilka dni i pomyśleć?”
-„Jasne, czuj się jak domu.”
Sylwia poszła na spacer i dalej zaczęła kombinować, jak rozwiązać tę zagadkę do końca. Wszystko zaczynało pasować , tylko gdzie szukać ostatniego kawałka układanki, cioci Krystyny.





16



Auckland to fajnie miasto, ale czas wybrać się do Sydney, pomyślała kobieta. Kupiła bilet na samolot i zastanawiał się jak to rozegrać. Jak im wszystkim to powie. Tyle lat prawda nie ujrzała światła dziennego. Co pomyśli Sylwia, jak zareaguje Adam?
Ale ona jedna zna całą prawdę i musi w końcu to ujawnić, nie można dalej tak żyć. Poza tym rzeczy zaszły już za daleko. Telefon z Polski dzwonił i donosił o ciekawych sprawach, na które trzeba było zareagować.
Dlaczego tak długo się bałam, czemu nie wyjawiłam prawdy od razu? Tak chyba Bóg chciał, że to wszystko musi dojrzeć.
To będzie krótki lot, ale jakże długie godziny do prawdy. Zapłakała i pomyślała, że to już koniec tych kłamstw.






17


Sylwia dobrze się czuła w dom Korniszów. A ponad to wieczorem pozna Roberta, syna Adam, który przylatuje z Londynu. Nie znalazła jeszcze sposobu jak dotrzeć do prawdy z roku 1978, ale i tak już dużo się dowiedziała. Wzięła prysznic, i czekała na obu mężczyzn.
Około 10:00 wieczorem auto podjechało na podjazd. Gdy Sylwia zobaczyła Roberta coś ja ukuło w sercu, ale było to przyjemne uczucie.
Wyszła na taras i powiedziała: -„Pięknego masz syna Adamie.”
-„Ja też Cię witam Sylwio” – odezwał się Robert.
Ucałowali się polskim zwyczajem trzy razy w policzek.
-„Wiecie jestem zmęczony po podróży, czy możemy porozmawiać jutro rano.” – powiedział Robert.
I wszyscy w ciszy udali się do swoich pokoi. Ale każdy z nich myślał w jakim celu los ich połączył? Adam – czemu poznałem Sylwię? Sylwia – jak się ułożą stosunki z Robertem. Robert – co tato namieszał z Sylwią? Długo każdy z nich nie mógł zmrużyć oka.
Nikt jednak nie spodziewał się tego co przyniesie jutrzejszy poranek.








18


Samolot z Auckland wylądował punktualnie o 4:35 czasu w Sydney. Starsza pani pokręciła się nieco po lotnisku, tak aby dotrzeć do domu Korniszów o 9:00 rano.
Wszyscy wstali o 8:00 i usiedli do śniadania. Rozmawiali o wszystkim, czyli o niczym ważnym, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Adam poszedł otworzyć. Gdy drzwi uchyliły się do połowy, cały zbladł.
-„Co się stało tato?” – krzyknął Robert
-„Nic.” – odrzekła Adam, a do kobiety powiedział –„wejdź”
Sylwia też się rozpłakała gdy ujrzała gościa.
-„Kim ty jesteś?” – zapytał Robert.
-„Nie jestem Krystyną.” – rzekła kobieta.
-„Nie!” – krzyknęli razem Adam i Sylwia.
-„To ja Gosia”
-„Ale jak to przecież Ty zginęłaś w wypadku, mamo.” – wyszeptała Sylwia.
-„W wypadku zginęła Krystyna. Ale mogę usiąść to wszystko wam opowiem.”
Cała trójka miłą mętlik w głowie, tylko Małgorzata zachowywała się spokojnie.
-„Może zacznę od początku. Kochaliśmy się z Adamem w 1978 roku prawda” – zagadnę do Adama.
-„Tak, dlaczego więc nie przyleciałaś ze mną do Sydney wtedy?”
-„W ten wieczór wszystko miałam zaplanowane, cóż z tego skoro Twoja babcia Sylwio podała mi proszki nasenne w herbacie i zamiast lecieć z Tobą Adamie, leżałam nieprzytomna w łóżku. Gdy się ocknęłam na wszystko było już za późno i babcia dopięła swego, urządzając nam ślub z Twoim ojcem Sylwio.”
-„Teraz rozumiem Gosiu.” – wyszeptał Adam
-„Ale ja cię pochowałam mamo” – zaszlochała Sylwia.
-„Pochowaliście ciocię Krystynę, to ona jechała wtedy w samochodzie z tatą a ja miałam lecieć do Sydney. Jednak gdy się dowiedziałam o wypadku wylądowałam Auckland.”
-„Ale jak?”- nie dowierzała Sylwia.
-„Twoja ciocia chciała odkupić swoje winy. Umówiliśmy się, że te pięć lat temu jak wracałam z Paryża ona leciała ze mną. Twój tato odebrał ją z lotniska a ja już czekałam na samolot do Australii. Nie tak chciałam Robercie. Przepraszam za wszystko Sylwio.”
-„Czyli to są te wszystkie tajemnice?” – przerwał milczenie Robert.
-„Tak teraz już wszyscy znacie prawdę. Nie chciała tego, ale czy mi wybaczycie?” – z łamiącym głosem mówiła Małgorzata.
Sylwia rzuciła się mamie na szyję i ją uściskała. Adam chyba jeszcze nie dowierzał temu co właśnie się stało, a Robert była chyba zadowolony z takiego obrotu sprawy.



















Epilog


Zagadka została rozwiązana. Podstęp babci udał się, ale nie przetrwał próby czasu. Trochę czasu minęło, od tego pamiętnego poranka, ale Adam znowu jest z Gosią, a mama Roberta została odłączona od respiratora i pochowano ją w Sydney.
Most został ukończony i jest teraz dumą inżyniera, który zamieszkał w Warszawie z Sylwią i planują ślub w 2013 roku.
Sąsiadka Kaczorów też jest zadowolona, że tajemnica ujrzała światło dzienne i nie musi już dzwonić do Auckland.
Kate zarobiła sporo pieniędzy na projekcie i obecnie podróżuje po świecie.
A kelnerka Alicja będzie świadkową na ślubie Sylwii i Roberta.


Nie warto chyba coś ukrywać przed światem, każda prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo.









Łódź, styczeń 2015. E.M.

Podpis: 

Erwin Mentel lata 2011-2015
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Artefakt Ze zwichniętym skrzydłem - cz.VII Niewiara
Polska odpowiedź na Stalowego Szczura (druk w Science Fiction cz1. 2002, cz2. 2003) wkrótce powróci z dwoma nowymi opowiadaniami! Poranna mgła otula Paryż, podnosi z ziemi nawet ranne ptaki „Będzie niezły ubaw, gdy się przekonasz, że Bóg jednak istnieje” Pilipiuk
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 1000
Sponsorowane: 160Sponsorowane: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.