http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Podróż

Autor płaci:
50

  Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lutym nagrodą jest książka
Regulatorzy
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Podróż

Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
601
użytkowników.

Gości:
601
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 79332

79332

Kot Fantazyl

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
16-03-21

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Komedia/-
Rozmiar
10 kb
Czytane
1650
Głosy
3
Ocena
5.00

Zmiany
16-03-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Facetbuk Podpis: Facetbuk
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Koty a ludzie - na wesoło z podtekstem erotycznym.

Opublikowany w:

facetbuk.pl

Kot Fantazyl

Zdecydowanie nie był to najlepszy dzień na spacer. Miałem wrażenie, że zmienność aury była jedynym pewnym elementem dnia. Ale skoro już wyszedłem z domu i dotarłem nad rzekę…

Przenikliwa wilgoć wpychała się rękawami pod kurtkę. Rozmiękła glina zachęcała mnie do współpracy z Ministerstwem Śmiesznych Kroków i Bractwem Tańców Psychodelicznych. Gdy wreszcie dotarłem na piaszczysty brzeg, usiadłem na gałęzi wielkiego powalonego drzewa i z zadowoleniem wziąłem głęboki wdech. Konar złamał się i wylądowałem w mokrym piachu. Cóż, jak widać wilgotne powietrze jest znacznie cięższe. Starałem się otrzepać spodnie, ale osiągnąłem efekt kolorów przecieranych, więc zaniechałem dalszej twórczości na własnej dupie i poszedłem opłukać ręce. Zanurzyłem ręce w wodzie. Buty same się zanurzyły w szlamie.

— Jasny gwint – powiedziałem sobie i cofnąłem się do drzewa. Usiadłem na pniu i spojrzałem na buty. — Ty wieśniaku. — Kręciłem głową z politowaniem. — Ech, chrzanić to. Wiosna idzie i to jest najważniejsze.

Znalazłem wygodną pozycję, ostrożnie nabrałem powietrza w płuca i szybko wypuściłem. W porządku, stabilnie. Teraz mogę się skupić się na widoku. Wyciągnąłem papierosa, zapaliłem i odprężyłem się. Woda gładko sunęła w cichości, ciężkie chmury płynęły na horyzoncie, a spomiędzy nich słońce raczyło raczej ówdzie niż tu. Spokój, cisza. To lubię. Bosko.

Kątem oka wychwyciłem ruch w krzakach obok. Wielki czarny kot skończył toaletę i energicznie machał długim ogonem. Przechylał łebek i patrzał na mnie. Miał w sobie coś demonicznego, ale że większość kotów ma coś takiego, zwłaszcza czarnych, nie odczułem niepokoju.

— Cześć, kocie — powiedziałem, pomachałem mu i wróciłem do zamyślenia.

Kot dostojnie podszedł, zatrzymał się i rzucał ogonem. Patrzył na mnie jakoś dziwnie, a w każdym razie ja poczułem się dziwnie.

— No co, kocie? — zagadnąłem najżyczliwiej, jak umiałem. — Jak życie?

Odniosłem wrażenie, że kot wzruszył ramionami. Odwrócił się, znów machnął mocno ogonem, poszedł do rzeki napić się wody. Wrócił, usiadł przy pniu i wlepił we mnie swe dziwne ślepia. Po chwili odepchnął się przednimi łapkami, oparł plecy o pień, rozsiadł się wygodnie. Tylne łapy lekko wyprostował, brzuch, który okazał się pokaźny, osunął się między łapami na piasek, prawą przednią łapkę położył na udzie, lewą między udem i brzuchem. Ogon miał wyprostowany przed sobą. Gdy już się umościł, przekrzywił łebek i spojrzał zagadkowo, a może badawczo. Teraz poczułem się nieswojo, niepokój rozchodził się po wnętrznościach. Kot to mrużył oczy, to otwierał szeroko, machał ogonem, przekrzywiał łeb i świdrował mnie. Poprawił się w swoim dziwnym siadzie i…

— Kopsnij fajka — powiedział.

Dlaczego mu podsunąłem paczkę? Nie mam pojęcia. Coś dziwnego zaczęło się dziać. Chyba to taki mobilny rodzaj osłupienia, czy raczej ogłupienia. Kot wyciągnął papierosa, chwycił go między pazury i spojrzał pytająco. Gdy nie reagowałem, przewrócił oczami.

— Przypalisz mi, czy mam szukać krzesiwa?

Włożył papierosa do pyska, gdy podsunąłem włączoną zapalniczkę. Zaciągnął się mocno, przytrzymał dym w płucach i powoli wypuszczał. Jego ciało nabrało jeszcze większego rozluźnienia. Oparł łebek o pień i znów się zaciągnął.

— Dobre — powiedział.

— Papierosy?

— Życie.

— Aha.

Kot był rozluźniony, ja sztywny. Zauważył to.

— Wyluzuj — powiedział nie patrząc na mnie. — Nikt nas nie widzi, więc jeśli ty sam nie będziesz się uważał za obłąkanego, to… no wiesz. — Zamknął oczy i delektował się papierosem. Właściwie to siedział dokładnie tak samo, jak ja siadam, gdy chcę pobyć sam nad rzeką. No, tylko brzuch mam mniejszy. Na pewno? Tak, sprawdziłem.

— Ile masz lat? — zapytał.

— Tydzień temu skończyłem pięćdziesiąt — odpowiedziałem, ale nie określiłbym siebie rozluźnionym.

— Winszować?

— Nie wstydzę się.

— Winszuję – lekko, lecz zauważalnie, skłonił głowę.

Czubek jego ogona leciutko się ruszał i miałem wrażenie, że tym mnie hipnotyzuje. Nie mogłem oderwać oczu.

— Potomstwo masz?

— Tak.

— To dobrze — pokiwał głową z uznaniem. — Dużo?

— Jedno.

— Odchowane i samodzielne?

Przytaknąłem.

— Mało — cmoknął kilka razy i zaciągnął się.— Ale ludziom to i nawet jedno wystarczy. — Kontynuował z zamkniętymi oczami.

— To bardzo indywidualne… — zacząłem i już miałem rozwinąć myśl o prawie do własnej drogi życiowej, ale kot nie dał mi szans.

— Co ty wiesz o indywidualizmie? — parsknął i machnął mocno ogonem.

Cóż, nie jednego kota miałem w życiu i o indywidualizmie kotów wiem sporo, ale czułem potrzebę, by bronić swojego gatunku i byłem gotów na zażarty spór. Przygotowywałem więc w myślach argumenty. Niektóre wydawały mi się tak celne, że już podkreślałem je machaniem rąk, gdy kot spojrzał na mnie i westchnął.

— Nie zazdroszczę ci, Facet. — Pokręcił łbem. Tak, było w tym geście współczucie.

— Czego?

— Tego, ile czasu ludziom zajmuje odchowanie potomstwa. — Jak powiedzieć, że mnie więcej niż zatkało? — I ile procent życia wam to zajmuje.

O co mu chodzi? Chce mnie wkurzyć? Wykończyć?

— No bo wiesz — kontynuował. — Po pierwsze czas ciąży i odchowania to u nas pół roku. Po drugie dzieje się to dwa razy w roku, czyli u nas kobitka może mieć… — spojrzał na łapę, poruszył pazurami, wystawiwszy język — ok. sto dwadzieścia sztuk potomstwa, a jak zdrowie dopisze to i więcej. Po trzecie i najważniejsze my, kocury, nie musimy brać udziału w odchowaniu, więc możemy się skupić wyłącznie na przyjemnościach. — Pstryknął pazurami i wypalony papieros poleciał do wody. — No i nie musimy przysięgać, że to na całe życie i takie tam… — Czy on się uśmiecha? — ­ Przyrzekamy tylko, że będzie przyjemnie.

Spojrzał na mnie z dumą i politowaniem w ślepiach. Poczułem, jak krew napływa mi do głowy. Zaraz go zabiję!

— I domy musicie mieć — powiedział, sięgając po następnego papierosa. Czy ja mu znowu przypalam? Co się dzieje!? — Znaczy to dobrze, bo lubimy grzejniki, kołdry, koce, łóżka, fotele, mleczko, śmietankę, mięsko świeże z lodówki, ale, mimo wszystko, współczuję ci, chłopie. — Zaciągnął się mocno. — Masz whisky?

No nie, tego to już za wiele! Już miałem wstać i mu przyłożyć, ale nie mogłem się ruszyć. Jakby mnie coś trzymało, jakbym był od pasa w dół sparaliżowany.

— Nie masz. Biedaczek — westchnął. — Nie stać cię? — Zachodzące słońce nie było bardziej czerwone niż ja w tej chwili, na pewno! — To dobrze, że nie mieszkam u ciebie.

Sięgnął za plecy i wyjął flaszeczkę whisky. Otworzył i pociągnął spory łyk. Na jego pysku pojawiło się coś, co wskazywało na uczucie błogości. Nie poczęstował mnie! Nawet nie zapytał, czy chcę? Ale papierosy moje pali i przypalać sobie każe!

— Żebyś ty wiedział, jakie ta ruda miała futerko — westchnął z zamkniętymi powiekami. — Jak chwyciłem jej kark zębami, jak zanurzyłem nos w jej rudowatość, jak ją wziąłem i jak ona miauczała… Żebyś ty wiedział… I jeszcze ta czerwona obróżka… Dżyzys, jak mnie kręcą te obróżki… Ech, Facecie, Facecie. Ty nawet nie umiesz sobie tego wymarzyć.

Mam cię! Właśnie, że mogę, ha! Już miałem mu powiedzieć, że nie dalej jak wczoraj tak samo jak on wziąłem swoją kotkę, znaczy kobietę, gdy poczułem, że coś dziwnego dzieje się z moimi szczękami i językiem. Kot otworzył oczy i spojrzał na mnie z rozbawieniem.

— Przyznaj się: ile razy marzyłeś o skoku w bok, a ile z tego wyszło?

Zarrrrazzzz go zzzzzabiję! Żebym tylko mógł się ruszyć! Jak on może tak się naśmiewać z rodzaju ludzkiego i korzystać z jego opieki, troski, miłości, fascynacji i… Fascynacji? FASCYNACJI?

Ef a es ce igrek en a ce jot i?

F A S C Y N A C J I ?

— No i pomyśl, Facecie ­— kontynuował spokojnie. — Ty, przedstawiciel męskiej części ludzkości, odchowasz potomstwo i dopiero możesz żyć jak chcesz. Już nie ma pieluch, szkoły, basenów i takich tam… Ale to już jesień twego żywota, no nie? A gdy jeszcze uzmysłowisz sobie, że kotka już cię nie kręci?! No! Pomyśl tylko. Przecież przyrzekałeś! Złamiesz obietnicę? Trudna sprawa, nie? A my, koty? — On się uśmiecha! Co za bezczelność! — Nawet portów nam nie trzeba, jak wy to mówicie. No, chyba że marynarze mają kocią naturę, a to przepraszam, ok, spoko, cool, mega, godne to i sprawiedliwe, bo kocie, a wszystko, co kocie, godne jest i sprawiedliwe.

Chciałem zaprotestować, wyjaśnić, że nie tylko facetom może znudzć się partnerka, że kobiety też mają prawo itd., ale nie mogłem wydusić z siebie słowa. Coś blokowało mi możliwość mówienia. Sięgnął po butelkę i znów upił spory łyk. Beknął i sięgnął po papierosa z mojej paczki. Dlaczego znów mu przypalam? CO TU SIĘ DZIEJE!?

— I te wasze kotki — prychnął. — Tylko pazurami się interesują. Kolor! Dziś taki, a jutro taki. I nawet nie podrapią po plecach, bo się boją, że się złamią. Nie bierz tego zbyt osobiście, ale, no, wiesz, mówię, co widzę. Kremy, fryzurki, ciuchy, buty i takie tam … A rzęsy koniecznie przedłużane. Częstotliwość mrugania w zależności od potrzeby chwili i celu dalekosiężnego… A jedna to nawet śpiewa, że lepiej być ładną niż mądrą! Sam słyszałem. W radiu puszczali. Dżyzys, Facecie! — Kręcił łbem z politowaniem.

Wstawił się! Upił się! Głupoty gada! Pstryknął i papieros zasyczał w rzece. Upił znowu spory łyk i sięgnął po kolejnego papierosa. Znowu mu przypalam?! Osz kurrrrrrr… To jakaś gra? Magia? Ale bym się napił whisky, rety! I zapaliłbym. I to jak. Ale nie mogę. Nic nie mogę. Tylko patrzeć, słuchać i wrzeć.

— Ależ ta ruda miała futerko — wybełkotał rechocząc.

Zalał się na cacy. Ale ulga! Honor wraca!

Kotu wypadł papieros na ogon. Machnął, by strącić żar z futra i wstał. Chwiał się.

— Ale bosko — zachichotał. Spojrzał na mnie, zachichotał znowu i ruszył do miasta. — Powodzenia, Facecie! — krzyknął i znikł w gęstwinie.

Po dłuższej chwili paraliż ustąpił, znów mogłem ruszać nogami i mówić. Podniosłem się, rozejrzałem, ale ani śladu po kocurze. Poszedłem do Żabki. Promocja na whisky trwała nadal. Nabyłem i wróciłem nad rzekę. Odkorkowałem i…

Kociłem się na całego. Przynajmniej tak mi się zdawało, że się kociłem, że byłem prawdziwym kotem.

Bosko?

Nie pamiętam.

Podpis: 

Facetbuk 21-03-2016
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Topielec Dwa dni z życia wariata.
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 11
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.