http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We listopadzie nagrodą jest książka
Gra anioła
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1244
użytkowników.

Gości:
1244
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 79827

79827

Wakacje fantasy

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
16-08-07

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Podróże/Erotyka
Rozmiar
28 kb
Czytane
3629
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
16-10-30

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: dzik Podpis: Dzik
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Lekkie opowiadanie o zamożnym młodzieńcu w pseudośredniowiecznym świecie.

Opublikowany w:

Wakacje fantasy

Wyruszyłem w swoją podróż przepełniony poczuciem władzy i siły. Miałem ze sobą miecz, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Miałem porządny wóz zaprzężony w dwa konie. Na wozie miałem skrzynię wypełnioną złotem i kosztownościami. Miałem swoje umiejętności i inteligencję, w które wierzyłem ponad wszelką miarę. Miałem wreszcie marzenia wypełnione przygodami, pięknymi kobietami i sławą. Nie mogłem się doczekać aż dane mi będzie zobaczyć tutejsze miasta, kupować niewolników, polować na potwory i bezkarnie robić te wszystkie rzeczy o których, w tajemnicy przed ojcem, czytałem w książkach.

Gdy dotarłem do miasta Narx, tym co uderzyło mnie jako pierwsze, był jego rozmiar, było bowiem... małe. Całość miała może kilometr długości w najszerszym punkcie. Drugą rzeczą, która mnie uderzyła, gdy podjechałem już bliżej, był smród. Oczywiście nie spodziewałem się, że będzie pachniało perfumą, ale nikt mi nie powiedział, że będzie gorzej niż w szambie. Nie do końca wiem jak pachnie w szambie, ale domyślam się, że niezbyt pięknie. Aromat Narx był złożony i trudny do opisania. Na pierwszy plan wysuwały się oczywiście ryby i amoniak, ale całkiem wyczuwalne były również zgnilizna i końskie odchody. Całości dopełniały, delikatniejsze już, nuty potu i czegoś, czego nie do końca byłem w stanie określić, ale przypominało smołę. Śmierdzi to śmierdzi, na chuj drążyć temat. Uśmiechnąłem się do własnych myśli i z zapałem ruszyłem w poszukiwaniu czegoś co wyglądało na oberżę spełniającą podstawowe wymagania higieny. Główna ulica miasta była na szczęście wystarczająco szeroka bym mógł przejechać tamtędy wozem. Liczyłem, że w pobliżu centrum jakość budynków się poprawi. Nie można powiedzieć, że się przeliczyłem i nawet jeżeli “Karczma Smoczy Ogon” nie była szczytem moich marzeń, to była, z tego co się dowiedziałem, szczytem możliwości Narxu. Stan karczmy bez problemu pomieścił moją brykę, a i jakiś pachołek się zjawił, żeby pomóc przy koniach. Nie wiedząc czy i ile powinienem mu za to dać rzuciłem brązowym. Złapał monetę bez przesadnych emocji, ale podziękował głośno, więc uznałem, że mniej więcej trafiłem. W rozmowie z karczmarzem szybko ustaliłem cenę srebrnego za dwie noce w najlepszej izbie i jedzenie płatne osobno. W pokoju otrzymałem kolejne, trzecie tego dnia, uderzenie, najbardziej dotkliwe ze wszystkich do tej pory. Pomieszczenie było małe, brudne i ciemne, a łóżko było słomą na drewnianym stelażu przykrytą poplamioną szmatą. No cóż, na szczęście mam swoją pościel. Gdy tylko po nią poszedłem pojawił się chłopak z wcześniej, aby mi pomóc. Widać było, że pomimo młodego wieku, jest przyzwyczajony do tej pracy, szybko uporał się z wtachaniem mojego bagażu na piętro i do mojej izby. Tym razem nic nie dostał. Chyba nie muszę mu płacić za każdym razem, prawda? Nie upomniał się o zapłatę, więc uznałem, że mam rację. Niedługo potem wróciłem na wieczerzę do izby karczemnej. Oprócz mnie było tam jeszcze kilka osób, ale większość ław świeciła pustkami. Trochę się obawiałem o jakość jedzenia, ale podana mi kasza była znośna, co prawda, przydałoby się więcej omasty, no ale trudno. Po jedzeniu miałem ochotę na kąpiel, ale tutaj chyba o takich ekstrawagancjach nie słyszano, a i mnie nie zależało na tyle żeby się wychylać.

Następnego dnia wypytałem delikatnie właściciela o możliwość zdeponowania pieniędzy. Okazało się, że banki jak najbardziej funkcjonują. Ucieszony tym udogodnieniem udałem się zaraz we wskazanym mi kierunku. Budynek banku był znacznie bardziej okazały niż inne w okolicy. Zaraz przy wejściu zagadnął mnie jeden z pracowników i zaprowadził do stolika, aby omówić w jakiej sprawie przychodzę. Zastanowiło mnie czy spotkałoby mnie podobne traktowanie, gdyby nie mój, może i prosty, ale zdecydowanie pierwszej jakości strój.

- W czym mogę służyć?

- Gdybym chciał zdeponować w waszym banku pieniądze, skąd miałbym do nich później dostęp?

- Mamy oddziały we wszystkich większych miastach stąd aż po Góry Szare. Oprócz tego pieniądze może pan podejmować we współpracującym z nami banku Minori. Razem daje to ponad pięćdziesiąt placówek w całym kraju - rzeczowym tonem odpowiedział siedzący przede mną mężczyzna.

- Rozumiem. Są jakieś ograniczenia o jakich powinienem wiedzieć?

- Minimalna kwota depozytu to tysiąc groszy. Oprócz monet przyjmujemy również złoto i szeroko pojęte precjoza, które wyceniamy na miejscu. Komunikacja między oddziałami zajmuje do tygodnia, dlatego może się zdażyć, ze będzie pan musiał tyle odczekać pomiędzy operacjami w różnych miastach.

- Podoba mi się. Przed końcem dnia pojawię się z depozytem.

- O jakiej, w przybliżeniu, kwocie mówimy?

- Myślę, że będzie to około stu kilogramów złota.

Taka ilość kruszcu była warta prawie sto pięćdziesiąt tysięcy czerwonych, czyli piętnaście milionów groszy. Siedzący przede mną mężczyzna przełknął ślinę. Szybko jednak przybrał profesjonalną minę.

- Czy mam wysłać kogoś do pomocy?

- Nie trzeba, poradzę sobie.

- W takim razie oczekuję pana niedługo.

- Będę w przybliżeniu za godzinę.

- Tak jest.

Uścisnęliśmy sobie dłonie, po czym ruszyłem do swojego wozu odliczyć wymienioną ilość ze swojej własności. Nie zamierzałem powierzać bankowi wszystkiego co miałem, dużą część pozostawiłem w potężnej skrzyni na pokładzie mojej bryki. Była ona magicznie chroniona, więc nie obawiałem się o nią zbytnio. Gdy przekazywałem bankierowi złoto zapytałem go o wielce nurtującą mnie kwestię. O targ niewolników. Mężczyzna nie wykazał zdziwienia, wyglądało na to, że dla człowieka o moim bogactwie posiadanie niewolników było czymś normalnym. Okazało się, że targ odbywa się jedynie raz w miesiącu i że będzie to miało miejsce dokładnie za dwa tygodnie. Cóż, nie zawsze wszystko odbywa się zgodnie z planem.

Czas wolny postanowiłem przeznaczyć na poszukiwanie stałego lokum. Znalazłem całkiem przyzwoity dworek sprzedawany przez szlachcica, który popadł w długi. Dom stał na uboczu, w miejscu niewidocznym z traktu i w odległości ponad dziesięciu kilometrów od miasta, co było mi bardzo na rękę. Kupując dom byłem zmuszony kupić również przyległą do niego wioskę, ale uznałem, że może to i dobrze, będę mógł sobie zapewnić źródło pożywienia. Całość udało mi się go nabyć za osiem milionów groszy, które wypłaciłem bezpośrednio ze skrzyni. Od poprzedniego właściciela dowiedziałem się przy okazji nieco o systemie feudalnym tego kraju. Okazało się, że kupując wieś i posiadłość stawałem się automatycznie szlachcicem. Wyglądało na to, że jeśli ktoś tutaj posiadał odpowiednią ilość pieniędzy, to nie liczyło się jego pochodzenie. Bardzo praktyczne podejście. Moim obowiązkiem jako posiadacza ziemskiego było płacenie podatku od każdej posiadanej wsi, czy miasta zarządzającemu tym terenem hrabiemu. Dla tak niewielkich włości jak moje było to dwieście czterdzieści tysięcy groszy rocznie. Pobieranie podatków z własnych wsi pozostawało w mojej gestii.

Jeszcze tego samego dnia, zmęczony, ale podekscytowany nowymi przeżyciami, postanowiłem zobaczyć swoją wioskę. Zdziwiło mnie, że nikt nie wyszedł mnie powitać, wszyscy pracowali w pocie czoła skłaniając tylko głowy w moim kierunku gdy przejeżdżałem. Domyśliłem się, że chcą w ten sposób pokazać, że nie zamierzają się obijać. Po chwili pojawił się jednak człowiek, który przedstawił się jako sołtys. Zaraz zaprosił mnie do swojej chatki i chciał częstować. Odmówiłem zdecydowanie. To czym miał zamiar mnie uraczyć nie wyglądało zbyt okazale. Gdy kazałem zdać sobie raport ze stanu wioski dowiedziałem się masy nieprzyjemnych rzeczy. Ogólną konkluzją był głód i ubóstwo spowodowane rekwirowaniem mienia przez zdążające na wojnę armie poszczególnych szlachetków. Sołtys zaznaczył przy tym, że zbliżał się termin zbierania podatków, a pomimo późnej pory roku spichrze były już prawie puste. Mówiąc to spoglądał na mnie żałośnie. Szlachcic od którego kupiłem tę wieś zaznaczał, że nie zebrał jeszcze pieniędzy i podawał to jako jeden z powodów wysokiej ceny. Teraz zrozumiałem, że tutaj nie było nawet czego zbierać i sprzedający uznał po prostu, że w ten sposób uzyska więcej. Ja zaś ciesząc się z możliwości szybkiego załatwienia sprawy nie targowałem się zbytnio. Cóż, za naukę się płaci.

- Jak sądzisz, jak ciężko wam będzie w zimie?

- Oj ciężko panie, ciężko. Do mrozów niedaleko, a jedzenia już zaczyna brakować. Pewnikiem co słabsi to zimy nie przetrzymają.

- Ile oddawaliście poprzedniemu panu?

- No, tyle co kazał. T-to znaczy - poprawił się widząc moją minę - no to co wyrosło na ziemi pana i jeszcze pięćset złotych od każdej chałupy.

Musiałem się chwilę zastanowić o których złotych sołtys mówi.

- Na rok? - upewniłem się.

- A jużci, co rok.

- Pieniędzy jeszcze nie oddaliście, prawda?

- No nie - przeciągnął ostatnią głoskę - pan zbierał zawsze z początkiem zimy.

- W takim razie w tym roku nie będę zbierał od was złota. Uda się wam za to kupić dość jedzenia na zimę, prawda?

- Tak, no tak, kupić się uda. Ale że jak? My nie będziem płacili nic w ten rok?

- Nic nie będziecie płacili. Jak mi poumieracie zimą, to potem nie będzie miał kto pól obsiać i straty będą jeszcze większe.

- Tak panie, dziękujem panie - mina sołtysa nie wyrażała zbytniego szczęścia, ale postanowiłem nie drążyć tematu. Być może bał się, że zarekwirują im to czego ja nie zebrałem.

Dowiedziałem się jeszcze co mniej więcej hodowane jest w mojej wsi po czym wyszedłem szybkim krokiem. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do panującego wszędzie brudu i smrodu.

Z ulgą wyprowadziłem się ze Smoczego Ogona, ze zgrozą odkrywając, że w moich sięgających ramion włosach zalęgły się wszy. Co prawda miałem ze sobą proszek przeciwko tym obmierzłym stworzeniom, jednak obrzydzenie kazało mi natychmiast ściąć włosy tuż przy skórze. Przyrzekłem sobie nigdy więcej nie sypiać w oberżach. Całe szczęście broda został oszczędzona. Kolejne dni spędziłem na usprawnianiu dworku, skupiając się głównie na ociepleniu pomieszczeń i sprzętach łazienkowych. Zajmowałem się nie tylko częścią mieszkalną, ale i tą dla służby. Zatrudniłem do tej pracy chłopów z podległej mi wsi, a i sam, nie chwaląc się, potrafiłem deskę do deski przybić, choć w tym wypadku skupiłem się głównie na dowodzeniu moją niezbyt rozgarniętą armią robotników. Dom był w dobrym stanie więc udało mi się dokonać remontu jeszcze przed upływem dwóch tygodni.

***

Nadszedł wreszcie dzień targu. Czując narastające podniecenie zaprzągłem konie i ruszyłem w kierunku Narx. Na rynku w centrum miasta, zamiast znajdujących się tam zwykle straganów, w zimnym jesiennym powietrzu stali półnadzy ludzie wystawieni na sprzedaż. Gdy tam dotarłem moje podniecenie nagle zmalało. Wreszcie, przynajmniej częściowo, dotarło do mnie czym jest handel ludźmi. Miałem ochotę napluć sobie w twarz. Po chwili jednak stwierdziłem, może głupio, że skoro wszyscy to akceptują, to i ja nie powinienem mieć problemów. Byłem rozdarty pomiędzy pragnieniem niesienia pomocy tym ludziom i przemożną chęć posiadania. Obie części mojego toku myślenia zakrzyknęły jednak jednym głosem gdy zobaczyłem wystawione na sprzedaż dziewczęta. Większość z nich była bardzo młoda, część wręcz nieprzyzwoicie. To właśnie one zwróciły moją uwagę. Wyglądały na około dziesięć, dwanaście lat, choć możliwe, że to jedynie złudzenie wywołane ich wychudzeniem. Szybkim krokiem podszedłem do stojącego przy nich handlarza.

- Szukam dziewczyn podobnych do tych tutaj. Polecicie coś?

- Ależ oczywiście, już je pokazuję. Młode jeszcze są, ale posłuszne i pracowite. - Zaczął przestawiać stojącą najbliżej dziewczynę, żebym mógł ją sobie obejrzeć ze wszystkich stron. - Oczywiście żadna jeszcze nie miała mężczyzny. - Podwinął tunikę dziewczyny, pokazując mi jej pośladki. - Wszystkie są bardzo dobre, ale oczywiście zaraz panu coś polecę.

Podchodził do kolejnych dziewczynek zachwalając je, wciąż nadużywając słowa “oczywiście”, głównie jednak pokazując ich ciała. Czułem się strasznie głupio, ale wydaje mi się, że nie wyszedłem z roli. Po chwili zacząłem nawet oceniać towary, a po kilku kolejnych wybrałem trzy, które najbardziej mi podeszły. Były to dwie drobniutkie blondynki i jedna nieco starsza dziewczyna o krótkich ciemnych włosach. Jasne włosy uchodziły w tych stronach za kanon piękna, dlatego zapłaciłem aż dwieście pięćdziesiąt czerwonych, pomimo, że blondynki wyglądały jakby nie jadły nic od, co najmniej, tygodnia, a ich wcześniejsze posiłki nie były częstsze niż raz na dwa dni. Aby nie wzbudzać podejrzeń skąd mam tyle gotówki, skorzystałem z usług jednego z czekających nieopodal pracowników banku.

Zaraz potem, usilnie starając się nie podskakiwać ze szczęścia, zabrałem swoje niewolnice do wozu i ruszyliśmy w kierunku posiadłości. Po drodze kazałem się im po kolei przedstawić.

- Jestem Aoi, proszę pana - odezwała się niepewnie najstarsza.

Podążając za jej przykładem pozostałe dwie również powiedziały swoje imiona, Mami i Mai. Obie miały niesamowicie splątane włosy, co nasunęło mi pewną nieprzyjemną myśl.

- Macie wszy, prawda?

Dziewczyny popatrzyły po sobie po czym zaczęły przepraszać pochylając głowy.

- Nie przepraszajcie, nie wasza wina. Spróbuję się ich pozbyć.

Mówiąc to skręcałem akurat w drogę prowadzącą do posiadłości. Przejechawszy jeszcze kawałek zatrzymałem wóz i kazałem dziewczynom wysiadać. Wziąłem skórzany woreczek z proszkiem przeciwko plugastwom i dwa grzebienie.

- Aoi wynieś tą pustą skrzynię i postaw gdzieś do góry dnem. Mami, Mai siadać na skrzynkę.

Dziewczyny w pośpiechu wykonały polecenia. Podałem jeden grzebień Aoi i kazałem jej rozczesać jeden kołtun, sam mając zamiar zabrać się za drugi. Dziewczyna, uznając zapewne, że powinna uwinąć się jak najszybciej zaczęła niezbyt delikatnie szarpać grzebieniem Mai.

- Nie, nie, nie. Spokojnie, bo jej powyrywasz włosy.

- Przepraszam! - dziewczyna pisnęła przerażona, odsunęła się nieco i pochyliła głowę zaciskając powieki, najwyraźniej czekając na uderzenie.

O bogowie, dlaczego podniecają mnie przerażone dziewczynki?

- Spokojnie. - Wyciągnąłem dłoń i pogładziłem ją po głowie.

Oboje wzdrygnęliśmy się zaskoczeni, ona delikatnością mojego dotyku, a ja wszą wskakującą mi na rękę. To by było na tyle z mojego podniecenia.

- Mamy czas, nie spiesz się.

- Tak, proszę pana.

Dalsze czesanie odbyło się już bez większych incydentów. Aoi wyglądała co prawda na zdziwioną, że sam czeszę swoją niewolnicę, ale nie odważyła się odezwać. Mając nadzieję, że to pomoże, kazałem Aoi wetrzeć proszek w skórę głów dziewczynek. Następnie kazałem im nie dotykać włosów i usadowiłem przed sobą Aoi chcąc pozbyć się i jej wszy. Dziewczyna zrobiła nic nie rozumiejącą minę. Biorąc pod uwagę fakt, że czesaliśmy włosy blondynkom musiała uznać, że z jej chłopięcą urodą znajduje się niżej w hierarchii i będzie się zajmować piękniejszymi niewolnicami. Mnie Aoi podobała się co najmniej tak samo jak pozostałe dwie dziewczyny, więc ignorując jej nieme protesty zabrałem się za rozczesywanie jej włosów. Z powodu ich niewielkiej długości było to zadanie o wiele prostsze niż poprzednio. Zaraz potem wtarłem jej w głowę proszek i tak jak pozostałym przykazałem nie dotykać. Dziewczyna wstała i przytaknęła z, nie wiedzieć czemu, całkiem czerwoną twarzą. Cofam to co powiedziałem wcześniej, ona podoba mi się znacznie bardziej niż tamte.

Ruszyliśmy w dalszą drogę i po około godzinie dotarliśmy do celu. Zaprowadziłem dziewczyny do środka i pokazałem im ich pokój. Było tam, ułożone pod ścianami, osiem łóżek, szaf i biurek i krzeseł.

- Trzy z nich są dla was. Na razie jednak musicie się umyć. Na łóżkach macie nowe ubrania i ręczniki, weźcie je i chodźcie za mną.

Były nieco zdezorientowane czystością i jakością ich nowego pokoju. W bolesny sposób wpojono im jednak, że wykonywanie poleceń jest najważniejsze, zrobiły więc to co im kazałem. Zaprowadziłem je do łazienki dla służby, gdzie znajdowały się dwa prysznice, umywalki i kabiny z ubikacjami. Były to sprzęty może nieco prymitywne i tymczasowe, ale z pewnością nadające się do użytku. Pokazując im jak używać poszczególnych sprzętów próbowałem jednocześnie podjąć najważniejszą decyzję tego dnia. Którą z nich powinienem sobie dzisiaj wziąć? Mai wygląda jakby miała zaraz zemdleć, więc odpada. Wybór zostaje między Aoi, a Mami. Obie są piękne, ale którą powinienem mieć pierwszą? Kierując się wcześniejszą logiką Mami wygląda na bardziej zabiedzoną, więc zostaje mi tylko Aoi.

Spojrzałem na ciemnowłosą dziewczynę, która właśnie kończyła brać prysznic. Widząc, jak jej ciało było nienaturalnie chude przypomniałem sobie, że odkąd je kupiłem, dziewczyny nic nie jadły.

- Aoi jak skończycie się myć to przyjdźcie do kuchni. Mijaliśmy ją po prawej idąc tutaj.

- Dobrze panie.

Ruszyłem przygotować im coś do jedzenia. Dziewczyny nie ociągały się, choć domyślałem się, że chętnie polewałyby się ciepłą wodą nieco dłużej. Przytruchtały do kuchni zanim skończyłem przygotowania. Zaraz rzuciły się do pomocy, ale kazałem im usiąść przy stole i zaczekać. Siadły więc i zaczęły przyglądać się z zaciekawieniem swoim ubraniom. Dziewczyny najbardziej dziwiły się miękkością i kolorami materiałów, których nigdy nie widziały, ale i niespotykanemu w tym rejonie krojowi. Miały na sobie szare sukienki poniżej kolan, a spod spodu widać było białe damskie koszule z krótkimi rękawami. Na nogach miały czarne skarpety i wygodne materiałowe buty, które kazałem im nosić w domu. Pogratulowałem sobie pomysłu wzięcia kobiecych strojów. Ubrania Mai były na nią nieco za duże przez co wydawała się jeszcze mniejsza niż przedtem. Oględziny przerwałem im stawiając na stole tacę z chlebem i dzban z sokiem.

- Smacznego. - Wgryzłem się w jedną z kanapek. - Aoi nalej wszystkim soku. - Wskazałem na dzban i kubki.

Polecenie zostało wykonane natychmiast, mój kubek został oczywiście napełniony jako pierwszy. Zauważyłem, że dziewczyny spoglądają po sobie niepewnie i ociągają się z sięgnięciem po pożywienie.

- Jedzcie.

Zabrały się wreszcie do jedzenia, a ja mogłem się delektować widokiem znikających kanapek. Nieważne kim jesteś, każdemu by się spodobało gdyby ktoś jadł z takim zachwytem to co przygotowałeś.

- To wszytko jest dla was. Jak zjecie to zostawcie naczynia na ladzie. - Wskazałem im miejsce. - Mami i Mai, macie na dzisiaj wolne, jutro was obudzę jak będziecie potrzebne. Aha - przypomniałem sobie po chwili - koszule nocne zostawię wam na łóżkach.

Dziewczyny przerwały jedzenie słuchając mnie uważnie.

- Aoi przyjdź do mnie do salonu. Drzwi na przeciwko kuchni. Tylko najpierw zjedz spokojnie - dodałem widząc, że dziewczyna zrywa się z krzesła. - Nie spieszy mi się.

Wyszedłem aby się umyć i chcąc jednocześnie by dziewczęta poczuły się swobodniej. Skorzystałem z mojej prywatnej łazienki na piętrze. Była przestronniejsza i, co najważniejsze, miała zainstalowaną ogromną wannę. Choć może nazwanie jej dużą balią byłoby odpowiedniejsze. Ciekawe po co była poprzedniemu właścicielowi. Nie mogąc się doczekać aż będę sam na sam z Aoi, opłukałem się tylko szybko i umyłem zęby. Zaraz potem przygotowałem koszule nocne dla dziewczynek i udałem się do salonu. Wchodząc zauważyłem Aoi zaglądającą z drugiego wejścia. Gdy tylko mnie zobaczyła zbliżyła się pośpiesznie. Rozsiadłem się wygodnie w fotelu przyglądając się stojącej przede mną niewolnicy. Mnogość rzeczy, które mogłem jej i z nią robić przytłaczała mnie, lecz jednocześnie podniecała.

- Handlarz mówił, że nigdy nie byłaś z mężczyzną. To prawda?

- Tak panie - odpowiedziała dziewczyna wpatrując się w punkt gdzieś nad moim lewym ramieniem.

- Ale wiesz na czym to polega?

- M-mniej więcej, proszę pana.

Nie zdziwiłbym się gdyby w oparciu fotela pojawiła się wypalona dziura.

- Chodź, usiądź mi na kolanach.

Wykonała polecenie wciąż na mnie nie patrząc. Oplotłem jej wątłe ciało ramionami i zbliżyłem do niej głowę tak, że dotykaliśmy się skroniami.

- Nie bój się, proszę. Nie zrobię ci krzywdy.

W tej sytuacji powinienem prawdopodobnie odłożyć moje plany na później, lecz niestety było już za późno. Położyłem jej prawą dłoń na włosach i zwróciłem jej głowę w swoim kierunku po czym pocałowałem delikatnie jej usta. Znieruchomiała dziewczyna biernie poddawała się moim pieszczotom. Pozycja na śledzia nie do końca odpowiadała moim ambicjom, lecz z drugiej strony męskość nie pozwalała mi tak po prostu się zatrzymać. Postanowiłem wypracować więc kompromis. Zrzuciłem na ziemię poduszkę i kazałem Aoi na niej usiąść. Zaraz potem rozwiązałem sznurki spodni i przed twarzą dziewczyny pojawił się mój nabrzmiały penis.

- Dzisiaj nie będziemy się jeszcze kochać, ale zrobisz mi dobrze ustami. Weź go do ust, wystarczy sam koniec.

Aoi po raz pierwszy nie wykonała rozkazu momentalnie. Gdy zdała sobie z tego sprawę rzuciła się w kierunku mojego krocza nieco zbyt szybko i zamiast przyjemności jej języka poczułem zęby.

- Auu! - krzyknąłem z bólu.

Przestraszona krzykiem dziewczyna zerwała się na nogi szepcząc rozpaczliwe przeprosiny. Zauważyłem, że dygocze na całym ciele, a po jej policzkach płyną łzy. Zranienie pana było rzeczą nie do pomyślenia dla niewolnika. Zrezygnowany schowałem naznaczoną niewielką szramą męskość do spodni.

- Nie płacz, nic się nie stało.

Podszedłem do Aoi, podniosłem lekko i tuląc ją do siebie usiadłem z powrotem na fotelu. Wycierając jej oczy i nos szeptałem, że jest bezpieczna i że nie spotka ją kara. Spojrzała na mnie przekrwionymi oczami. Na jej twarzy wciąż malowały się niepewność i strach. Przyciągnąłem ją bliżej do siebie i trzymałem przez kilka minut zanim nie przestała dygotać.

- Już dobrze, nie płacz. Poczekaj tu chwilkę.

Wstałem zostawiając Aoi w fotelu. Otuliłem ją puchatym kocem i wyszedłem do kuchni. Niedługo potem wróciłem z dwoma półlitrowymi kubkami gorącego kakao, które postawiłem na stoliku obok fotela. Usadowiłem się w swojej poprzedniej pozycji tym razem jednak przykrywając się jeszcze kocem.

- Podaj mi kubek, drugi jest dla ciebie.

Nie miałem ochoty na kakao, ale wiedziałem, że dziewczyna miałaby opory, gdybym przyniósł tylko jej. Aoi spojrzała na mnie z wdzięcznością. Kakao naprawdę potrafi zdziałać cuda. Siedzieliśmy tak, popijając z kubków przez co najmniej pół godziny. Przez cały czas nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Zawsze uznawałem, że czyny mówią znacznie głośniej niż słowa, a spośród czynów kakao mówi najgłośniej. Aoi zaś prawdopodobnie nie miała odwagi odezwać się niepytana. Zastanawiałem się czy nie wziąć jej spać do siebie, lecz uznałem, że żadne z nas nie byłoby w stanie zasnąć.

- Późno się zrobiło, wracaj do dziewczyn, pewnie się niepokoją i chcą z tobą porozmawiać.

Zauważyłem cień zawodu w oczach dziewczyny, przynajmniej tak mi się wydawało. Zaraz jednak wstała i po pochyleniu przede mną głowy na dobranoc, wyszła. Odniosłem kubki do kuchni i również udałem się spać rozmyślając o czym i czy w ogóle rozmawiają ze sobą moje dziewczynki.

***

Obudziłem się ze wschodem słońca i nie mogąc już zasnąć poszedłem do moich niewolnic. Aoi i Mami czekały na mnie gotowe rozpocząć kolejny dzień. Mai ciągle spała, lecz gdy tylko pojawiłem się w drzwiach Mami zaczęła ją budzić.

- Zostaw, niech śpi. Wczoraj wyglądała na wycieńczoną.

Mami zatrzymała się. Zauważyłem, że spojrzała ukradkiem na Aoi, która uśmiechnęła się lekko. Przypomniałem im o myciu zębów, po czym kazałem im iść za sobą do kuchni. Na mój rozkaz Aoi zajęła się zmywaniem, a Mami zaczęła przygotowywać owsiankę. Dziewczyny, pomimo nietypowego wystroju kuchni, radziły sobie, z moją niewielką pomocą, świetnie.

- Idźcie jeść do salonu, ja zaniosę porcję Mai. Tylko nałóżcie sobie szczodrze, przyda wam się porządne śniadanie.

Mami zdawała się całą siłą woli powstrzymywać szczękę przed opadnięciem.

- No nie dziw się tak. - Zmierzwiłem jej włosy ręką. - Jesteście moje, a ja bardzo dbam o swoje rzeczy.

Po tych słowach wyszedłem niosąc talerz owsianki z dżemem dla Mai. Dziewczyna wciąż spała, podszedłem więc do niej i dotknąłem lekko jej głowy. Czoło miała rozpalone, najwyraźniej nabawiła się gorączki.

- Mai, zbudź się.

Wykrzywiła się słodko po czym, gdy tylko mnie ujrzała, poderwała się z łóżka w przerażeniu.

- Przepraszam! - z jakiegoś powodu uznała, że mam do niej pretensję.

- Spokojnie, przyniosłem ci tylko coś do jedzenia.

Podsunąłem jej talerz ze śniadaniem. Zamiast uspokoić, przeraziło to ją jednak jeszcze bardziej. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami pozostając bez ruchu.

- Ehh - westchnąłem. - Masz, jedz.

Uznałem, że przynajmniej na razie, muszę wydawać jej rozkazy, bo w takim tempie niczego nie osiągnę. Postawiona przed konkretem dziewczynka odebrała ode mnie jedzenie i zaczęła szybko je pochłaniać wciąż jednak zerkając na mnie co chwilę. Liczyłem, że jedzenie będzie jej smakować, ale jadła tak szybko, że prawdopodobnie nie czuła nawet smaku.

- Zwolnij dziecko.

Wyciągnąłem rękę, aby ją pogładzić po włosach i uspokoić. Musiała inaczej zinterpretować ten gest, zatrzymała łyżkę i skuliła się zaciskając zęby i powieki. Wyglądało na to, że nie obchodzono się z nią do tej pory delikatnie.

- Uspokój się proszę, nie zrobię ci krzywdy - powiedziałem tak delikatnie jak tylko umiałem, rezygnując z dotykania jej. - Masz gorączkę, zostań dzisiaj w łóżku i niczym nie przejmuj. Dojedz sobie spokojnie, przyślę później którąś z dziewczyn po talerz. Dobrze?

- T-tak, proszę pana.

Wyszedłem zrezygnowany uznawszy, że Mai nie uda się uspokoić dopóki będę przy niej.

Aoi i Mami były w połowie posiłku, lecz zobaczywszy mnie przestały jeść i wstały szybko. Zaczynałem się już do tego przyzwyczajać. Kazałem im przynieść moją porcję, na co obie potruchtały do kuchni.

„Nie musiałyście iść obie.” Pomyślałem, ale po chwili zrozumiałem, że skoro powiedziałem „przynieście” to znaczy, że mają iść obie.

Po krótkiej chwili Aoi podała mi owsiankę z nałożonym już dżemem porzeczkowym. Domyślając się, że znów nie wiedzą co ze sobą zrobić kazałem im kontynuować śniadanie w moim towarzystwie. Owsianka była całkiem smaczna, ale uwagę skupiłem na jedzących ze mną dziewczętach. Teraz gdy emocje w dużej mierze już opadły mogłem przyjrzeć się im na spokojnie. Nadal wyglądały na nieco zabiedzone, ale prysznic i noc w wygodnym łóżku zrobiły swoje. Zauważyłem, że trzymają łyżki całymi dłońmi, gdyby konieczne było użycie noża i widelca miałyby już prawdopodobnie spore problemy. Do tej pory musiały jeść głównie palcami. Zanotowałem w pamięci żeby kiedyś nauczyć je chociaż podstaw manier.

- Jesteście stąd? - zapytałem przerywając panującą ciszę.

Mami spojrzała na starszą dziewczynę, zauważyłem, że robiła tak za każdym razem gdy nie była czegoś pewna.

- Ja urodziłam się w Narx, ale Mami i Mai są z głębi kontynentu.

- Skoro tak to może wiesz coś o okolicznych wioskach?

- Niewiele panie, przepraszam.

- No cóż trudno i tak cię ze sobą wezmę. Pojedziemy zobaczyć co się dzieje w mojej wiosce. Mami zostaniesz z Mai, ciągle nie czuje się najlepiej, zaopiekuj się nią. Nie wiem kiedy wrócimy więc jak będziecie głodne to coś sobie przygotujcie. Możecie zjeść wszystko co znajdziecie w kuchni.

- Tak panie.

Kazałem jej sprawdzić czy Mai już zjadła, a potem pozmywać naczynia. Dziewczyna bez ociągania zebrała puste talerze ze stołu i wyszła.

- Aoi potrafisz jeździć konno?

- Nie panie, przepraszam. - Zrobiła smutną minę i pokręciła przecząco głową.

- A powozić wozem?

- Też nie, przepraszam - odpowiedziała i wyglądała jakby rzeczywiście było jej przykro.

- Aoi.

- Tak panie?

- Nie musisz mnie za wszystko przepraszać.

- Tak panie, przepraszam.

- Aoi, jak jeszcze raz mnie przeprosisz to oberwiesz.

Po luźnej atmosferze panującej w salonie jeszcze przed momentem nie było nawet śladu.

- Tak panie, prz...

- Mówiłaś coś?

Dziewczyna skuliła się zaciskając palce na blacie stołu, po czym...

- Przepraszam! - pisnęła po czym przestraszona wciągnęła powietrze.

Wstałem od stołu i podszedłem do Aoi. W panującej ciszy moje kroki zdawały się odbijać echem od ścian. Uśmiechając się głupkowato pacnąłem ją lekko w głowę brzegiem dłoni.

- Nie musisz mnie przepraszać. Nie zrobiłaś nic złego.

Dziewczyna rozejrzała się zdezorientowana, gdy jednak zobaczyła mój uśmiech również uśmiechnęła się nieśmiało.

- Tak panie.

Zaprzęgliśmy konia do wozu, który dostałem razem z posiadłością i ruszyliśmy w kierunku wioski. Korzystając z okazji chciałem pokazać Aoi jak się powozi i przywieźć trochę jedzenia od chłopów, a moja bryka była do tego celu zdecydowanie zbyt duża. Aoi uczyła się szybko i byłem pewien, że niedługo będzie w stanie powozić samodzielnie.

Podpis: 

Dzik 2014
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 100 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.