http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
300

Glupia Sztuka Akt I

  Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Anioł zasługuje na śmierć

Wszyscy posiadali Anioły – tak samo nieznośne jak Pawcio...

Żywot S

miniaturka, alegoria życia

Władcy wydobycia, rozdział 7

Przygody mechanika i obieżyświata Rolfa Kunerskiego w zniszczonym i zdewastowanym świecie. Postapokaliptyczny klimat obejmujący takie miejsca jak Polska, Niemcy czy Białoruś.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

BIEDRONKA

Króciutka humoreska, wyróżniona w konkursie satyrycznym "Wrzuć na luz".

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
975
użytkowników.

Gości:
975
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80643

80643

Połamanych drzew nie podniesie wiatr

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
17-07-09

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/Inne/Opowiadania.pl
Rozmiar
9 kb
Czytane
344
Głosy
4
Ocena
5.00

Zmiany
17-07-17

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Sylwiana Podpis: Sylwiana
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Warto słuchać...

Opublikowany w:

Puszcza

Połamanych drzew nie podniesie wiatr

- Nie rób tego…

Dziewczyna rozejrzała się, nieprzytomna jak w amoku, dookoła nie było żywej duszy. Nikogo! Tylko las szumiał głośno, gałęzie uginały się smagane wiatrem. Wymarzona pogoda dla wisielców. Szybko wróciła do przerwanej czynności zawiązywania pętli wokół grubego konara.

- Nie rób tego. Zastanów się jeszcze…

Znów usłyszała ten spokojny głos. Wibrował w jej uszach, jak echo krążył wokół niej. Nie było w nim krzyku, zakazu, tylko spokojna prośba, której nie mogła zlekceważyć. Odeszła kawałek od wybranego przez siebie drzewa i usiadła na powalonym pniu dębu. Był potężny, wciąż jeszcze zielony, widocznie nieodległa burza pokonała go w walce. Była silniejsza, nie miał szans, by przetrwać letnią nawałnicę. Z żalem położyła dłoń na chropowatej korze, jej oczy zaszkliły się od łez.

- Wyczuwam, że dobra z ciebie dziewczyna – Głos przemówił ponownie. – Czemu chcesz to zrobić?
- Próbowałam już tyle razy - bez skutku. Ciągle ktoś mi przeszkadzał, nie pozwalał dokończyć dzieła.
- Dlaczego? – Głos mędrca dochodził z bardzo bliska, jakby z wnętrza powalonego pnia.
- Chcę tym razem zrobić to dobrze. Specjalnie przyjechałam tutaj, w to dzikie, odludne miejsce. Nie chcę być odnaleziona, odratowana.
- Rozumiem. Pytam czemu chcesz to zrobić?
- A kim ty jesteś? – Zaciekawiła się dziewczyna. – Pokaż się.
- Jestem drzewem. Siedzisz na mnie – odrzekł ze spokojem dąb.
- To drzewa mówią?
- Oczywiście! Mówią przez wieki... Tyle ile wy ludzie pozwolicie nam żyć. Tyle ile sił wystarczy nam do walki z siłami przyrody – Dąb zamilkł na chwilę. – Ja umieram, ale miałem szczęśliwe życie.
- Opowiesz mi o nim? – poprosiła dziewczyna.
- Jeśli obiecasz, że tego nie zrobisz.
- Nie mogę ci tego obiecać. To silniejsze ode mnie. Gdy dopadają mnie czarne myśli, tonę w nich. Nie potrafię myśleć rozsądnie. Tonę, nie widzę żadnego ratunku, wtedy próbuję…
- Nie myśl, że się wymądrzam, ale naprawdę sporo widziałem i słyszałem. Rozmawiasz z tysiącletnim świadkiem wielu wydarzeń.
- To… - Dziewczyna zbierała w sobie odwagę do zwierzeń. – To z powodu facetów. Zawsze odchodzą, zostawiają mnie. Zostaję sama.
- Nie jesteś sama. Masz na pewno jakąś rodzinę, bliskich.
- Ale to nie to samo, co miłość. Może za bardzo ich kocham, potrzebuję, próbuję przywłaszczyć, zapełnić sobą każdą ich wolną chwilę. Mają mnie dość i znikają, bez zapowiedzi. Cóż mi wtedy pozostaje? Szukać ucieczki, szybkiego końca rozpaczliwych dni.
- Ile razy już próbowałaś? – zapytał dąb z troską.

Dziewczyna podwinęła rękawy koszuli. Na prawym nadgarstku, po wewnętrznej stronie widniały dwie grube, białe blizny. Na lewym jedna, świeża, wciąż czerwona.

- Trzy razy – policzył dąb w zadumie, liście na jego umierającej głowie zaszumiały z oddali.
- Było ich więcej. Kilka razy łyknęłam lekarstwa. Raz próbowałam z gazem. Na moje szczęście, a raczej nieszczęście zawsze komuś udało się mnie odratować. A to mama wróciła wcześniej z pracy. A to ojczym przyleciał niespodziewanie z Hiszpanii. A to babcia złożyła nam niezapowiedzianą wizytę. Ciągle miałam pecha.
- To zbyt wiele prób, jak na tak młodą osóbkę – wyszumiało z przejęciem drzewo. Nie było w nim jednak żadnej przygany, tylko troska i życiowa mądrość.

Dziewczyna siedziała z opuszczonymi ramionami. Ręce spoczywały na podołku, nogi zwisały bezwiednie, nie dotykając ziemi. Niewidzące oczy spoglądały w dal, po policzkach toczyły się łzy.

- Nie płacz. Wiedz, że rozumiem jak się czujesz. Przyjdzie dzień, że przestaniesz próbować… Znajdziesz w sobie siłę by żyć, nawet sama. Nie będziesz potrzebować nikogo, aby czuć się szczęśliwa i spełniona. Sama sobie dasz szczęście, radość. To przyjdzie. Uwierz mi. Tylko musisz dać sobie czas, i nie tracić wiary i nadziei. Jesteś młoda, przed tobą całe życie.
- Ale ja nie chcę takiego życia. Dosyć mam samotności! Dosyć mam pustych dni – krzyknęła przez łzy.
- Daj sobie czas. Bądź cierpliwa, pokorna wobec losu. Ludzie są silni, nie połamią ich wiatry zmian. Pochylają się, upadają, ale powstają z klęczek. Odnajdują w sobie siłę, by iść dalej.
- Chciałabym wierzyć, w to co mówisz… - odrzekła w zamyśleniu.
- Jak masz na imię? – spytało drzewo.
- Jagoda.
- Jagódko – Zaczął ciepłym tonem dąb. - Jagódko, kochana. Wyszumię ci teraz moją historię, tobie ostatniej. Może wystarczy mi sił zanim…
- Nie kończ, proszę. Nie! – dziewczyna przerwała mu z przejęciem.
- Posłuchaj...
- Słucham.

Dookoła zapanowała cisza. Okoliczne drzewa i leśne krzewy przestały szumieć, wiatr przycichł, niebo odgoniło chmury nadstawiając uszu. Ptaki umilkły, a kryjące się w leśnym poszyciu stworzenia przyczaiły w bezruchu. Świat czekał na dębową opowieść. Ta nadeszła wkrótce.


*****

- Dawno, dawno temu płynęła tędy rzeka. Szeroka rzeka o modrej wodzie, czasem spokojna, czasem wzburzona, wpadała hen daleko do morza. Opowiedział mi o tym dziadek. Był bardzo mądry, snuł ciekawe opowieści. Nauczył mnie obserwować świat i słuchać tego, co dzieje się wokół. Nie słyszeć, tylko naprawdę słuchać. To diametralna różnica.

Jagoda usadowiła się wygodnie, znalazła nawet prowizoryczne oparcie dla pleców, podciągnęła nogi i słuchała z uwagą.

- Przyszedł czas, kiedy rzeka oddaliła się. Długo meandrowała, kilkukrotnie zmieniała koryto, pamiątką po niej pozostały ruchome wydmy. Wędrowały, nie mając naturalnych barier. Stopniowo jednak zaczęły je porastać drobne rośliny i krzaki, wkroczyły pojedyncze drzewa, aż na przestrzeni wieków powstała gęsta puszcza. Drzewiej pełno było tu dzikiej zwierzyny, gatunków, które dziś już nie istnieją. Wymarły, nikt o nich nie pamięta.
- Szkoda…
- Tak, Jagódko. Ale taka jest kolej rzeczy. Coś się kończy, coś się zaczyna. Stare musi odejść, żeby powstało miejsce dla nowego. Życie to ciągła ewolucja i konieczność dostosowywania się do nadchodzących zmian.
- I co było dalej?
- Zaczęły się królewskie polowania. Charty, lisy, konie, jelenie, dziki, krzyki i ludzie. Mnóstwo mężczyzn w królewskim orszaku i sam król prym wiodący każdej wyprawie. Nikt nie miał prawa upolować więcej zwierzyny, ustrzelić więcej ptactwa niż najjaśniejszy pan. Biada temu, który go pokonał. Działo się natenczas. Puszcza żyła. Zwierzęta umykały w popłochu w różnych kierunkach… - Dąb zamilkł na chwilę, westchnął głośno wprawiając w ruch więdniejące liście. - Powstawały leśne dukty, z czasem coraz szersze, aby urządzać na nich przejażdżki dla spragnionych dzikich wrażeń. Zimą były kuligi, innymi czasy konne wyprawy dla par szukających ustronia. Ile ja się naoglądałem tajemniczych schadzek pod moimi skrzydłami. W czasie ilu burz byłem schronieniem. Parasolem dla westchnień, amorów, uniesień. Par mieszanych, par pań i panów. Zawsze przecież na świecie istnieli zwykli i niezwykli ludzie. Popędy są silniejsze niż zasady przyzwoitości. Las był miejscem, gdzie nie było żadnych granic. Panowała wolność, dowolność. Działo się…

Drzewo zrobiło dłuższą pauzę. Cisza panująca wokół aż dudniła w uszach. Jagoda czekała cierpliwie. Zaintrygowana dębową opowieścią, powoli zapominała celu własnej wyprawy.

- Były też wojny, wiele wojen. Zmieniały się tylko ubrania i rodzaj broni, ale nienawiść była zawsze ta sama. Krew, pożoga, czyjaś samotna śmierć, szukanie litości w oczach bezlitosnego. Pazerność, pokusa łatwej zdobyczy, zagarnięcia tego co nie należy do mnie. Wiele istnień ludzkich przelało tu swoją krew. Są groby żołnierzy nieznanych, skromne, zapomniane, usypane kopczyki z ziemi z przerdzewiałymi krzyżami. Nikt ich już nie odwiedza, nikt nie pamięta. Tylko w Święto Zmarłych zapłonie gdzieniegdzie samotny znicz. Są kamienie milowe, niemi świadkowie historii. Wiele widziałem… Onegdaj były tutaj wsie, sporawe niekiedy. Były pola uprawne, domy, szkoły nawet. Była linia kolejowa do zwożenia drewna. Teraz nie ma już nic. Odeszli wszyscy, uciekli do miast. Porzucone domy z zapadającymi się dachami, płoty bez sztachet, okna bez szyb. Puste podwórka.

Dąb szumiał swoją opowieść coraz ciszej, coraz rzewniej. Jagoda musiała mocno się wysilać, żeby wszystko usłyszeć.

- Teraz tylko czasem samotny turysta zawita do mojej puszczy. Puszczy, która była mi domem przez tysiąc lat. Czasem przemknie rowerzysta szalonym pędem leśnych ścieżek. Czasem przejdzie grzybiarz, powoli szukając rzadkich okazów lub po prostu dla przyjemności odbycia leśnego spaceru. Czasem leśniczy zapuści się w mniej lub bardziej dostępne rewiry, doglądając swoich włości. Puszcza wraca do pierwotnego stanu, dziczeje, zarasta. Zaludniają ją tylko lisy, wilki, dziki, rysie. I łoś – wszędobylski król puszczy. I ptaki, mnóstwo ptaków. Ważek i motyli, żuków i biedronek, mrówek i chrząszczy oraz innych wielorakich stworzeń… Leśnych stworzeń…

Zapadła cisza. Bardzo długa cisza.

- Piękna opowieść – Jagoda wreszcie przemówiła. – Jak masz na imię?
Dąb nie odpowiedział.
- Hej. Jak masz na imię? – spytała ponownie, przykładając głowę do pnia.

Nie było żadnej odpowiedzi. Zrozumiała, że dąb, jej leśny przyjaciel wyzionął ducha. Była ostatnią, której powierzył swoją historię. Została przewodniczką jego myśli. Nie dowiedziała się tylko, że miał na imię Leon, a mieszkańcy lasu mówili o nim - On. Nie usłyszała także o tym, jak rozszalały się wiatry i przyszedł dzień…

Dąb zostawił w niej cząstkę siebie.

*****

Odchodząc, zerwała dwie gałązki. W domu, w szklance z wodą zakorzeniły się. Wtedy posadziła jedną w ogrodzie matki, drugą na działce babki. Była mu to winna - nieśmiertelność. On dał jej znacznie więcej.

Podpis: 

Sylwiana 5-6 lipca 2017
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Władcy Kosmosu Anioł zasługuje na śmierć Żywot S
Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji. Wszyscy posiadali Anioły – tak samo nieznośne jak Pawcio... miniaturka, alegoria życia
Sponsorowane: 200Sponsorowane: 140
Auto płaci: 310
Sponsorowane: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.