http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
205

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
F. Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
306
użytkowników.

Gości:
306
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

Książki - wybierz na Ceneo.pl

POZYCJA: 80712

80712

Mafia r.2

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
17-09-07

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Thriller/Inne
Rozmiar
8 kb
Czytane
1041
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
18-07-09

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Pestka11k Podpis: Katarzyna B.
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Dalsze losy bohaterów części pierwszej. Czy uda im się zgubić pościg?

Opublikowany w:

-

Mafia r.2

:>>> Na początek zapraszam do przeczytania części pierwszej! <<<:

Rozdział 2


Trochę poniewczasie zaczęłam analizować różne opcje ucieczki. Teraz miałam na to może ze trzy sekundy....

Za mną znajdował się śmietnik, zbir myszkujący po mieszkaniu i wielkie, czarne BMW czy inne cacko, które przywiozło tu kilku kolejnych bandziorów, a oni szybko by mnie dopadli, gdybym zdecydowała się obrać jako drogę ucieczki tamten kierunek. Z kolei na wprost miałam wylot uliczki zatarasowany prawie dwumetrowym gościem z wielką spluwą wciśniętą (jeszcze) za pasek spodni na brzuchu, z groźną miną, mówiącą, że marny mój los, jeśli dopadną mnie jego wielkie łapska.

Mogłam zrobić tylko jedno.

Szarpnęłam poły szlafroka, zrzucając go z siebie jednym ruchem, zaraz potem odpinając zręcznie zapięcie z przodu biustonosza i wypinając biust w kierunku napastnika, który znajdował się coraz bliżej mnie. Wprawdzie trochę małe te moje cycki, ale może jak je trochę uniosę i dodatkowo wciągnę brzuch…

Ooo, cudownie! Zbirowi poplątały się nogi i niewiele brakowało, żeby zaliczył glebę! W ostatniej chwili złapał równowagę, na szczęście widok mojego, praktycznie całkiem nagiego, ciała na tyle spowolnił jego ruchy (dodajmy do tego wytrzeszczone oczy i ślinotok), że nie zauważył zachodzącego go od lewej strony mężczyzny, trzymającego w uniesionej ręce szklaną butelkę. Zamachnął się, trafiając zbira w policzek. Już miałam zakląć, bo takie muśnięcie powala człowieka tylko na filmach, nie zaś w prawdziwym życiu, kiedy mężczyzna ponownie się zamachnął, tym razem nogą i trafił, mimo wszystko oszołomioną po poprzednim ciosie ofiarę, prosto w krocze.

- Wybacz, brachu – mruknął, z pewnością zupełnie odruchowo zakrywając dłonią swoje własne jajka.

- Przecież nie ty dostałeś – syknęłam, trzepnąwszy go w ramię.

- Wiesz, to się nazywa solidarność plemników.

- Kretyn – Odepchnęłam na boki jego ręce i szarpnęłam guziki kraciastej koszuli.

- Ej! - żachnął się, próbując mnie odepchnąć.

- Przestań, głąbie, nie widzisz, że jestem goła?! - Narzuciłam na siebie jego koszulę, która zakryła mnie do połowy ud, odszukałam porzucony gdzieś pod ścianą plecak i wybiegłam na ulicę, szybko zapominając o wijącym się z bólu osiłku.

- Odwal się ode mnie! – warknęłam, odtrącając rękę, która chwyciła mnie za ramię.

- Masz moją koszulę!

- Teraz cię to obchodzi?! Lepiej się gdzieś schowaj, zanim dopadną cię tamte typy spod ciemnej gwiazdy!

- Nie tylko mnie szukają!

- Czy ja rozmawiam z imbecylem? Skoro szukają naszej dwójki, to chyba lepiej się rozdzielić? Każde idzie w swoją stronę i voilà – pstryknęłam palcami – jesteśmy uratowani!

- Nie odejdę bez koszuli!

- Patrzcie państwo, jaki dzieciak! Nie odejdę bez koszuli – zakwiliłam, przedrzeźniając go. – Ok., no skoro tak ci na tym zależy, to… O, proszę! Zaraz sobie kupię jakieś porządne ciuchy! – powiedziałam na widok Lidla, który wyrósł nam nagle na drodze. Ruszyłam żwawo w stronę wejścia.

- Stój! – I znowu poczułam szarpnięcie. Jak Boga kocham, przypłacę to wielkim sińcem! Spiorunowałam wzrokiem mojego towarzysza, który i tak zmusił mnie do przykucnięcia za najbliższym koszem na śmieci (serio, znowu?!) i wskazał na coś palcem. Popatrzyłam we wskazanym kierunku i zamarłam na widok dwóch facetów. Jeden był szeroki w barach, nieco przysadzisty i łysawy, drugi chudy jak tyczka i lekko przygarbiony, mimo to było widać w jego ruchach jakąś taką lekkość i pewne… wyrafinowanie. Pierwszy był na pewno tym, który przeszukiwał wcześniej moje mieszkanie.

- Spadamy – oznajmił mój towarzysz. Tym razem dałam się pociągnąć za rękę i już ramię w ramię pokonywaliśmy kolejne uliczki, a ja tylko dziękowałam losowi, że nic mi się jeszcze nie wbiło w sto…

- Ał! Stój! Cholera! - zaklęłam, skacząc na jednej nodze. Obróciło mnie w miejscu i o mało znowu bym nie wrzasnęła, tym razem na widok ciemnej postaci wyłaniającej się zza zakrętu. Na szczęście Brunet też ją w porę zauważył i zanim zdążyłam choćby pisnąć, wziął mnie na ręce i wszedł ze mną do pierwszego z brzegu sklepu. I, o rany, co za szczęście! Wieszaki pełne ciuchów! Tylko że…

- Dasz radę stać? – spytał i nie czekając na odpowiedź, postawił mnie za wysokim stojakiem na płaszcze. Następnie zaczął szybko przebierać wśród znajdujących się w sklepie ciuchów i już po minucie wrócił do mnie z naręczem ubrań. Wtedy się ocknęłam.

- Nie włożę tego! – powiedziałam. Brunet, nie zważając na moje protesty, szarpnął koszulę, zastąpił ją brudnoszarym podkoszulkiem, następnie wcisnął mi do ręki wielkie dżinsy, w rozmiarze co najmniej XXL.

- Włożysz, jeśli ci życie miłe.

- Ciebie naprawdę pogięło - mruknęłam, widząc, że młoda sprzedawczyni, stojąca za kasą, przygląda nam się podejrzliwie. Wrzuciłam wielkie gacie do pierwszego z brzegu pojemnika z ciuchami i podeszłam do stojaka ze spodniami. Szybko wybrałam jasne dżinsy o prostym kroju, lecz w moim rozmiarze i się w nie wcisnęłam. - Kuźwa, jak nic, złapię jakieś wszy! Albo innego pasożyta! A wtedy znajdę cię! Znajdę i zabiję! – psioczyłam pod nosem, tak żeby tylko on mnie słyszał. Lecz nic sobie z tego nie robił. Patrzyłam jak zmienia swoje dżinsy na inne, bordowe, jak wkłada z powrotem swoją koszulę, a na to granatową bluzę z kapturem. I doszłam do wniosku, że wygląda całkiem nieźle. Zaraz jednak dostrzegłam kilka przebarwień na tych jego "nowych" spodniach i przypomniałam sobie, gdzie my właściwie jesteśmy. Odzież używana! A fe! Nagle odniosłam wrażenie, jakby całe ciało zaczęło mnie szczypać, a jak jeszcze dostanę grzybicy od tych brudnych tenisówek, które mi wcisnął na stopy, to go osobiście powieszę za jaja! Jedyny tego plus był taki, że zmieniliśmy wygląd i teraz już nikt nas nie rozpozna. Nawet ja będę miała spokój, bo przecież szukają gołej laski, no nie? Nieco pokrzepiona tą myślą, wcisnęłam na głowę czapkę z daszkiem zrobioną z jasnego dżinsu.

A zresztą, czym ja się tak przejmuję? Zaraz i tak się rozdzielimy i każde pójdzie w swoją stronę. Ja do mieszkania, a on… Nagle zachciało mi się płakać ze złości. Przecież ja nie mam już mieszkania! I to dlaczego? Bo jakiś dureń nasłał na mnie bandziorów! Kurwa!

To mnie sprowadziło z obłoków na ziemię. Grzecznie, choć z zaciśniętymi ustami i nie chcąc denerwować jeszcze bardziej tej biednej dziewczyny, stojącej za ladą, wyłuskałam z kieszonki w plecaku kilka banknotów i zapłaciłam za wszystkie szmaty, no bo oczywiście Szanowny Pan Brunet nie miał przy sobie ani złotówki, po czym pierwsza wymaszerowałam ze sklepu. Poczekałam, aż usłyszałam trzaśnięcie drzwi za sobą, wtedy zamachnęłam się i wykorzystując dodatkowo siłę obrotu, grzmotnęłam Bruneta w szczękę zaciśniętą pięścią.

- Ał! Co ty, do cholery, robisz?! – wrzasnął, wkurzony, trzymając się za szczękę.

- Co ja wyprawiam?! Co JA wyprawiam?! Ty idioto! Po coś przyłaził do mojego mieszkania?! Przez ciebie muszę znowu uciekać, w dodatku nasłałeś na mnie zgraję zbirów, którzy chcą mnie zabić, chociaż jedyne złe, co zrobiłam, to dałam wplątać się w twoje chore życie! Ale wiesz co? Wiesz co ci powiem? To koniec! Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego, jesteś zerem i ani trochę nie obchodzi mnie, co się z tobą stanie! Jak dla mnie, możesz zdechnąć w męczarniach! – splunęłam mu pod nogi, odwróciłam się i zaczęłam biec, jakby mnie sam diabeł gonił.

Przebiegłszy kilka przecznic, zatrzymałam się i nie mogąc się powstrzymać, obejrzałam za siebie. Po nieznajomym nie było najmniejszego śladu. Odetchnęłam z ulgą i przysiadłam swobodnie na najbliższej ławce. Byłam sama, w nowych starych ciuchach, nierozpoznawalna, anonimowa. Po parku przechadzali się ludzie. Zakochane pary, matki z dziećmi w wózkach, kilku biegaczy. Spokój i cisza.

Gdy wreszcie udało mi się jako tako opanować nerwy, sięgnęłam do kieszeni dżinsów i wyciągnęłam z niej złożoną na cztery części kartkę. Rozłożyłam ją i zaczęłam w zamyśleniu studiować zapisane na niej nazwiska. W końcu natrafiłam na to jedno, które zwróciło moją szczególną uwagę.

Grzegorz Mazur.

Siedziałam tak przez długi czas, gapiąc się pustym wzrokiem w przestrzeń przed sobą, i zachodząc w głowę, co nazwisko mojego ojca robi na kartce, którą zwędziłam nieznajomemu.

I czy nasze spotkanie faktycznie było kwestią przypadku.

Podpis: 

Katarzyna B. 6-7 września 2017
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Zapach deszczu. Krzyż Noc polarna
Takie moje wspomnienia. Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie. Na północy Norwegii.
Sponsorowane: 21
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.