http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
310

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

  Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I

Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Demoralizacja

Ciągle przed oczami – Ty. Cały świat to Twoje oczy. To nie Bóg patrzy na mnie z Nieba. Niebem jest Twoja piękna twarz.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Epitafium dla przydrożnego ścierwa

krótki opis

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1433
użytkowników.

Gości:
1433
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80726

80726

Władcy wydobycia, rozdział 7

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
17-09-15

Typ
P
-powieść
Kategoria
Fantastyka/Podróże/Akcja
Rozmiar
18 kb
Czytane
666
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
17-12-12

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: Highoctane23 Podpis: Michał H. Rabsztyn
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Przygody mechanika i obieżyświata Rolfa Kunerskiego w zniszczonym i zdewastowanym świecie. Postapokaliptyczny klimat obejmujący takie miejsca jak Polska, Niemcy czy Białoruś.

Opublikowany w:

www.opowiadania.pl

Władcy wydobycia, rozdział 7

ROZDZIAŁ 7

"WSKRZESZENIE FINEASZA PLECHOWSKIEGO"

Przedzierając się przez wschodnie miasteczka Polski, trudno nam było nie dostrzec oczywistego faktu, który mówił o stu czterdziestu latach, oddzielających apokalipsę od dzisiejszego dnia. Nie pozostało tam nazbyt wiele do roboty. Natomiast dochodząc do granicy z Białorusią, mówiliśmy głównie o dawnym spichlerzu Europy - dzisiaj poziom skażenia oraz mutacji przekraczały tam dopuszczalne normy. Wszystkie myślące formy życia, posiadające jakiekolwiek umiejętności obrony, uciekały stamtąd w kierunku przeciwnym lub bezpośrednio nad samiutkie morze.
– W porządku. A teraz mów Krwinka, gdzie znajduje się siedziba doktora Plechowskiego.
– Dwieście metrów na północny wschód. Według moich obliczeń, mieści się tam zniszczona baza wojskowa.
– Genialnie. Uwielbiam te elektroniczne dziadostwo.
– Nie narzekaj Kościany Młocie… Lepiej coś ze sobą nosić niż pustynnych hien się prosić. Nic tutaj nie ma.
Krwinka uruchomił urządzenie naprowadzające, wskazując elektroniczny zamek zanurzony w ziemi piaszczystego stepu.
– Możesz go otworzyć?
– Przeliczam funkcję 2^7*(30-230)*2*200%<>2 hiper skala -11… Zamek otworzony… Przy okazji powiększenia moich umiejętności, muszę powiedzieć że nie podoba mi się moje aktualne imię.
– Zakładasz bandaże, więc musisz mieć jakieś przezwisko… Krwinka pasuje do ciebie, jak ulał.
– Skupcie się na naszej misji. Wejdę do środka, a wy cały czas czekajcie, aż dam sygnał. – powiedział Kościany Młot.
Odnalezienie starej bazy wojskowej na terenach dawnej Europy Wschodniej było jak wygrana kumulacji w największej loterii pieniężnej. Wewnątrz panował niesamowity odór, a schodząc po drabince już na odległość wyczuwało się czyjąś obecność. Na środku pomieszczenia, leżał rozebrany mutant, który co kilkanaście sekund, wstrzykiwał do swojego krwiobiegu, dziwną substancję chemiczną.
– Wreszcie jesteście! Zawołaj swoich przyjaciół i powiedz im, żeby uruchomili tego pieprzonego robota, zalegającego za moim sarkofagiem.
– Kim ty u diabła jesteś?
– Za chwilę skończą się przeciwciała likwidujące moją chorobę… Będzie dla ciebie lepiej, jeśli zawołasz tu swoich towarzyszy.
– Może przyszedłem do tego chlewu, po to aby rozwalić twój nędzny i pokurczony łeb!
– Twoja pomoc zostanie doceniona, a ja opowiem, w jaki sposób naprawiać własne ciało.
– Pomimo tego, że jesteś najbardziej obrzydliwym pokurczem, którego widziałem na pustkowiu, dzisiejszego dnia zrobię dla ciebie wyjątek.
– Rolf – Krwinka, możecie zejść na dół!
Wystarczyła chwila, aby robot sprzątający alias Krwinka, włamał się do systemu laboratorium medycznego, którego nadrzędnym centrum sterującym był wbudowany automat medyczny.
– Przenieście mnie do środka, lecz róbcie to bardzo szybko, aby nie zabrakło…
Dwanaście sekund wystarczyło, aby urządzenie wykryło ognisko chorobotwórcze, wyniszczające zmutowane ciało doktora Plechowskiego.
– Napromieniowanie… Wtopienie zalążków rakotwórczych… Mutacja organów wewnętrznych oraz problemy z ukrwieniem… Dewastacja systemów odpornościowych i próbkowania krwinek żylnych.
– Jaki jest procent szansy wyleczenia? – zapytał doktor Fineasz.
– Zbiorczy status wynosi dziewięćdziesiąt sześć procent. Czy mam rozpocząć zabieg?
– Rozpoczynaj…
Olbrzymia tuba laboratorium, szczelnie zamknęła swojego pacjenta, wykonując procedurę uśpienia. Zabieg był tak interesujący, iż wszyscy zebrani obserwowali, każdy szczegół z ogromną uwagą. Po dwóch godzinach operacji, zmechanizowane i zrobotyzowane centrum laboratorium medycznego, wypuściło Plechowskiego na zewnątrz.
– Dziękuję wam za pomoc. Jestem znowu zdrowym człowiekiem!
– Nazbyt piękny to nadal nie jesteś, a przynajmniej ta kupa elektronicznego gówna nie zmieniła twojej szkaradnej fizjonomii.
– Najważniejsze, że ty jesteś przystojny, Kościany Młocie. Wiem wszystko o twoim problemie z lokalizatorem, który otrzymałeś od trapera. – Fineasz zwrócił się do mnie, mocno zachrypniętym głosem. – Za chwilę dołączy mój najlepiej wyszkolony mutant o imieniu Skumio. Poprowadzi was do miejsca zaznaczonego na mapie. Będzie przewodnikiem, więc jeśli zginie nikt z was nie ucierpi na zdrowiu. Niestety nie możecie używać tego laboratorium do własnych potrzeb…
– Dlaczego? – zapytał dziwiąc się Krwinka.
– Brak środków farmakologicznych.
– Znam Skumia... Na pustyni widziałem parę razy twoją postać, Fineasz – zwykle w momencie trudnym dla mnie do opisania.
– Niestety to już przeszłość. Wraz z wyleczeniem moich schorzeń, usunąłem również kilka ciekawych umiejętności, które nabyłem w wiosce Bryllunfork. Niewykluczone, że zdobędę je ponownie ale to już nie wasza sprawa.
– Jeżeli Skumio dowie się o śmierci Berrola, zabije nas wszystkich. Od wielu lat byli dobrymi przyjaciółmi. Jeden wspierał drugiego.
– Masz rację. Skumio jest inteligentny ale ma jedną wadę, a mianowicie szybko wpada w hipnozę. Myślałem, że widziałeś jak zachowuje się na pustkowiu?
– Więc dlatego klęczał wraz z innymi?
– Jest całkowicie pod moją ochroną i opieką. Wiedziałem trochę o twoich znajomych, Rolfie. Słyszałem o Belindzie, Annie i Danielu, a nawet tym dziwacznym Robercie. Pewnie już wiesz, że bardzo dawno temu, pracowałem w kompleksach naukowych, należących do Konsorcjum Naukowego. Ich najwyższe grono naukowe to niebezpieczni ludzie. Gdy próbowałem uzyskać tajne informacje na temat ich polskich regimentów, kilkanaście osób z ochrony, wrzuciło mnie do napromieniowanych schronów leżących na południu. Chcąc nie chcąc, musiałem się trochę zmienić, jednak dzięki mojej sile woli i wytrwałości przeżyłem.
– To nieprawda! Znałem jednego sierżanta o imieniu Jan Monarski i gdyby nie jego interwencja, już dawno leżałbym w grobie.
– Drobna płotka. Niestety rozkazy wydawał zupełnie kto inny, choćby ta twoja pani chirurg. Z kolei Anna i Daniel to zupełnie inna kasta. Wyobraź sobie, że przed wojną byli bardzo dobrymi fachowcami... Oni naprawdę coś do siebie czuli – tak jak trzy psy w pieskiej fryzjerni. Niestety w tym momencie ciało Roberta służy komuś innemu. Jeśli wierzysz w raj, to reszta prawdopodobnie znajduje się po tamtej stronie. Patrząc na to przez pryzmat typowo biologiczny, miałeś okazję z nim porozmawiać. Trudno mi wytłumaczyć, w jaki sposób zmarły Robert zaczął z powrotem mówić. – roześmiał się Plechowski.
– Co znajduje się na końcu drogi wskazywanej przez lokalizator?
– Ktoś lub może łatwiej powiedzieć, że w tym momencie raczej coś. Kiedyś szukając miejsca dla moich szkaradnych dzieci byłem w samym środku tego kompleksu jaskiń. Paru wariatów wraz z jednym staruchem, uważającym się za Boga... Żeby wejść do środka, trzeba użyć specjalnych kluczy oraz narzędzi, gdyż metalowa brama odgradza centrum tego miejsca od rzeczywistości, w której wspólnie żyjemy. Proszę bardzo... Możesz je ze sobą wziąć.
– Czy przypominasz sobie coś jeszcze, Fineasz? – spytał Krwinka.
– Na jednej z kamiennych tablic, zauważyłem napis „Wspólnota Wydobycia”. To wszystko, co chciałem wam przekazać.
Odgłos kroków słyszanych od strony drabiny wejściowej, rozproszył uwagę wszystkich zebranych w pomieszczeniu. Do schronu przybył mocno zziajany Skumio, a jego pierwszą czynnością po zobaczeniu doktora było sukcesywne bicie pokłonów i zmawianie modlitw dziękczynnych. Czas spędzony w podróży, prawie wcale nie został zmarnowany. Białoruś okazała się o wiele bardziej przyjaznym miejscem niż opisywali to dawni wędrowcy idący ze wschodu czy południa. Ramię przy ramieniu, spoglądaliśmy na lokalizator wskazujący olbrzymie pole wypełnione zniszczonymi głowicami rakiet oraz zbędnych silników. W niektórych miejscach, walały się rozkręcone oraz sprawne powłoki ablacyjne, wykorzystywane przy starcie starszych modeli rakiet balistycznych. Służyły głównie do przyspieszania prędkości początkowej, po wystrzeleniu ich z centrum baz rakietowych.
– Wiecie ile to jest warte? – powiedziałem nasycając własny wzrok nie stopionym i wykonanym ze „złota” skarbie narodów.
Krwinka analizując statystyczną wartość, leżącej ilości metalowych części oraz zabytków przedwojennej technologii, próbował odpowiedzieć sam sobie na zadane pytanie.
– Wartość znajdujących się tutaj przedmiotów, wynosi kilka milionów metalowych części albo czternaście koma trzy cystern z paliwem.
– Dasz radę otworzyć te wrota, bez używania narzędzi doktora?
– Mogę spróbować… Wygląda na dosyć proste zabezpieczenie, wykorzystywane w kopalnianych szybach. Nie jestem tylko pewien, czy wewnętrzne obwody są połączone z głównym chipem sterującym blokadą. Przeliczam funkcję 9^2*(28-321)*7*999%<>9 hiper skala -99… Zamek pozostanie zamknięty…
– Wykorzystaj sprzęt elektroniczny i narzędzia, które znajdują się w plecaku. Do roboty, Krwinka!
– Ciekawe urządzenia. Mam wrażenie, że brama jest już otwarta.
– Odwiedzałem sporo dziwnych i strasznych miejsc na pustkowiu ale pierwszy raz w życiu, czuję taki okropny strach. Niemniej jednak, pomimo tego że powinienem się pomodlić we własnym języku do znanych mi Bogów, to żadna znana mi modlitwa, nie przychodzi teraz do mojej małej głowy. Wy coś znacie? – stwierdził Kościany Młot.
Skumio poprawił wiszący, z prawej strony jego paska, stalowy szpon o długości około pół metra.
– Przestań. Przygotuj się lepiej do walki. – odpowiedział zdenerwowany.
– A czego się spodziewałeś, po tak zamkniętym otoczeniu? Nikogo tutaj nie ma, oprócz tego dziwnego starucha. – stwierdził mocno zawiedziony, potomek Orghara Olbrzyma.
Patrzyłem na siedzącego mężczyznę, którego zdziecinniałe zachowanie przyprawiało mnie co najmniej o mdłości. Co pewien czas, machał swoimi bosymi stopami, próbując delikatnie ocierać zdrętwiałe palce o ziemię. Siedział na wielkim kamiennym tronie, wniesionym po prowizorycznie wykutych sześciu stopniach, mierzących około półtora metra wysokości. Rozglądając się po bocznych częściach jaskini, zauważyłem tam pełno ludzkich oraz zwierzęcych kości, walających się wokół. Przy jego "kamiennym fotelu", przywiązane były cztery kobiety, będące w średnim wieku i próbujące za wszelką cenę, wyzwolić się z okalających je stalowych okowów.
– Ile on może mieć lat? – zapytałem z lekkim strachem w głosie.
– Jest prawdopodobnie właścicielem ale także panem, tego cuchnącego miejsca. Widać tu liczne i obce ślady pozostawione przez kogoś, kilka dni temu. Masywni i mocno zbudowani wojownicy, ciągnący za sobą wielu innych. Niewolnictwo.
Milczący robot sprzątający nie potrafił wyjść z zachwytu nad umiejętnościami jego nowego przyjaciela.
– Mój moduł odpowiedzialny za negocjację, podpowiada mi pewne zmiany, zachodzące w dziwnym umyśle, siedzącej przed nami persony. Spróbuję z nim porozmawiać ale nie liczyłbym na sukces.
– Poczekaj chwilę, Krwinka! Mam pomysł. – powiedział mutant.
Jednym susem, wskoczył na skalny piedestał, próbując porozmawiać z przerażonymi osobami płci przeciwnej. Ich liche zdrowie, pomimo skrajnego wycieńczenia, dawało pewne nadzieje na opowiedzenie swojej histori ze szczegółami.
– Jak długo tu siedzicie? Wiecie skąd tutaj tyle kości i kto zostawił tego starego człowieka bez opieki… Nie bójcie się, bo zaraz uwolnimy was… – Jedna z najbardziej odważnych kobiet, wystąpiła bliżej mutanta, próbując opowiedzieć mu sytuacje, w jakiej przypadkowo się znalazły.
– Nazywam się Nadia i siedzę tutaj od trzech dni. Nie znamy siedzącego obok nas mężczyzny. Przychodzą tu jacyś ludzie i klękają przed nim, jakby był Bogiem. Jeśli chcecie nas wypuścić, zostawiając bez pomocy na bezludnym stepie, to będzie lepiej jak od razu strzelicie nam w łeb. Poza tym piedestałem, znajduje się wejście do kopalni, gdzie pracują nasi mężowie. Większość z nich, niestety już nie żyje. Dwa dni temu, wyruszył kolejny patrol, poszukujący nowych górników ale oni, wracają tylko raz w tygodniu. Wszyscy przekopujący się do pobliskiej bazy, są badani przez ludzi w białych fartuchach – jeśli nie nadają się do pracy, te potwory porzucają ich w tej jaskini, karmiąc trupami dzikie psy… My możemy się przydać… Potrzeba nam tylko broni palnej… Będziemy walczyć!
Skumio wyciągnął komplet wytrychów, otwierając zamki uwięzionych. Po chwili do głosu doszedł siedzący nieopodal staruszek.
– Mój syn przecież nie żyje… Ja pozostałem żywy. Bum, bum, bum… Radziłem mu, żeby używał i rozwijał moc ale on, wolał niszczyć świat. Już od tylu lat kopią i kopią, a nasi ludzie, sprzedają broń. Niestety…
– Czy ten przedmiot, należy do ciebie? – przekazałem mu lokalizator, otrzymany od mieszkającego w traperskiej wiosce Tygrysa.
– Wykradł go… Zły człowiek albo zwykły zdrajca. Przez niego, cała nasza sekta, może… – mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, czy nie wyjawił obcemu rozmówcy, zbyt wiele informacji. – skruszyć fundamenty.
– Przyznaję, że nigdy w życiu nie spotkałem takiego wariata. – powiedziałem do Krwinki i reszty osób, stojących wokół. – Drogie panie, weźcie broń – jakakolwiek nie jest, lepsza taka niż pozostawanie w tym pieprzonym miejscu. Ruszmy…
Blisko nas podchodziła para osób, starająca się powiedzieć coś bardzo ważnego. Należeli do białych “farmaceutów” pilnujących tego obszaru. Skumio chwycił swoją kosę, która bezwładnie zwisała u jego pasa i jednym zamachem odciął obydwie głowy. Z karków wytrysnęła fontanna krwi, zmuszając martwe ciała – pozbawione ważnych ośrodków odczuwania przyjemności, a więc mózgów – na przywitanie się, ze skalnym podłożem. Przed śmiercią, patrzyli na jego obrzydliwe oblicze; śmiercionośna furia, ukryta siła okaleczonego i śmiertelnie zmutowanego ciała.
– Uważajcie na psy! – krzyknąłem do wymachujących bronią białą, a także strzelających na oślep kobiet.
Krwinka posiadał pewne umiejętności, dzięki którym raz lub nawet dwa razy na dzień, dzięki kolektorom słonecznym czy innym instrumentom, mógł swobodnie pozwalać sobie na ładowanie własnych akumulatorów, należących do aparatów rażących wiązką elektronów. Wystarczyła chwila, aby dwukrotne porażenie skaczących i ujadających "przeciwników", sprowadziła te bestie do parteru, niszcząc układ nerwowy i naprężając do granic możliwości ich grube węzły mięśni.
– Robot niech założy prowizoryczne opatrunki wśród rannych… A ty mój Skumio, pójdziesz ze mną do kopalni. Kościany Młot weźmie martwe psy i ugotuje posiłki, a potem będzie pilnował wszystkiego przed wejściem do jaskini.
Stary człowiek powrócił do świata żywych i dalej opowiadał swoje dziwaczne historie.
– Tyle broni kupiliśmy od przybyszów z gwiazd… Myślicie, że nasi naukowcy to idioci? Nic bardziej mylnego – to oni popełnili błąd, sprzedając nam prototypy silników rakietowych. Wszyscy zostali zniszczeni atomowym arsenałem, który własnoręcznie leciał w ich kierunku…
– Mylisz się, frajerze. Obcy żyje i doskonali swoje umiejętności handlowe. – powiedziałem chcąc, aby zastanowił się nad swoim postępowaniem, jeszcze przed przepłynięciem na drugi brzeg Styxu.
– Jak to… Przecież rozwaliliśmy ich cholerny wehikuł! Kapitan żyjący w cyfrowej macierzy, nic nie wiedział o dacie wystrzelenia głowic atomowych. Podpisał pakt ze naszą “Wspólnotą Wydobycia”, przechodząc na stronę samego diabła. Nikt nie zdawał sobie sprawy!
– Wręcz przeciwnie, kaleko! Zawiadomił wiele z polskich jednostek PRR-u, dzięki czemu w początkowej fazie ataków, mogły wyruszyć z kontrofensywą na potencjalnego przeciwnika, czyli Rosję. Nawet oni, okazali się naszymi sojusznikami i po kilkunastu godzinach, doszli do porozumienia. Jednak moja cierpliwość wobec ciebie, doczekała się końca. Giń, padlino! – wyciągnąłem broń, strzelając w środek głowy, siedzącego na tronie przywódcy sekty.
Drobna kobieta krzyknęła nieco głośniej z przerażenia, lecz szybko zdała sobie sprawę, z kim miała tu do czynienia. Schodząc pod ziemię, braliśmy do zespołu, wszystkich zdolnych do stawienia czoła wrogowi, a resztę uwalnialiśmy, wysyłając do przedsionka jaskini. W leżących blisko korytarzy wylotowych wagonikach, znajdowało się pełno broni palnej, karabinów maszynowych, amunicji czy granatów. Gdzieniegdzie widniały sporych rozmiarów wyrzutnie RPG.
– Dokąd prowadzą te szyby? – zapytałem mężczyznę, najbardziej nadającego się do jakiejkolwiek rozmowy i nazywanego przez wszystkich majstrem.
– Idąc zachodnim korytarzem, przejdziecie do bazy wojskowej. Stamtąd wywozimy całą broń oraz projekty sprzedawane po całym pustkowiu. Zapasy powoli zaczynają się wyczerpywać, możemy wynosić elektronikę czy substancje farmakologiczne z laboratorium.
– A gdzie reszta strażników?
– Których dokładnie masz na myśli? Bo jeśli mówimy o kopalni, to oprócz Romana i cholernego Ivana, nikogo tutaj nie ma. Większość wyruszyła na stepy Białorusi w poszukiwaniu kobiet, mogących dać im potomstwo oraz silnych niewolników.
Skumio podrapał się po głowie i odkaszlnął zmęczony.
– Jeśli wysadzimy te szyby, to co stanie się z bazą wojskową? – zapytał krótko swojego rozmówcę.
– Wysadzając szyby, cała baza wojskowa wyleci w powietrze, a razem z tamtym miejscem, kompleks jaskiń znajdujący się powyżej. Nie przetrwamy.
– Uciekajcie… Przekaż do wioski w Bryllunfork, że spełniłem przesłanie doktora Plechowskiego. Udajcie się do jego schronu – być może, robot medyczny pomoże górnikom wyleczyć ich rany. Odczekam ze dwie godzina, a później wysadzę to gówno w powietrze.
Obydwoje z majstrem spojrzeliśmy nerwowo na Skumio, próbując odwieść go od zamiaru, który sprowadzał na niego śmierć.
– Żegnaj. Niech twoi przyjaciele, pościelą ci posłanie w miejscu, do którego zmierzasz.
Nasz chwilowy robot medyczny nie potrafił pomóc każdemu rannemu. Zdrowsi górnicy, udali się do dawnego schronu, tak jak życzył sobie tego Skumio. Po dwóch godzinach marszu, zauważyliśmy ogromny atomowy grzyb, królujący nad horyzontem białoruskiego stepu. Kompleks jaskiń, zatrzymał falę uderzeniową, pozwalając nam na swobodny przemarsz. Rozmawiając w trakcie podróży z Nadią, dowiedziałem się że żadna z przebywających w jaskiniach kobiet nie mogła nigdy zajść w ciążę – pomimo wielokrotnych stosunków płciowych ze strażnikami. Cały teren był napromieniowany i skażony chemicznie, dlatego większość z nich była rzucana na pożarcie dzikim psom. Zrobiliśmy coś dobrego, a miniony czas i wspomnienia, miały pozostać w naszej pamięci na zawsze.

KONIEC

Podpis: 

Michał H. Rabsztyn 15-09-2017
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 80 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Głupia Sztuka Akt II Miłość z internetu - czytaj części od I do XII Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :) Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych
Sponsorowane: 305Sponsorowane: 303Sponsorowane: 302

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.