http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
300

Glupia Sztuka Akt I

  Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Anioł zasługuje na śmierć

Wszyscy posiadali Anioły – tak samo nieznośne jak Pawcio...

Żywot S

miniaturka, alegoria życia

Władcy wydobycia, rozdział 7

Przygody mechanika i obieżyświata Rolfa Kunerskiego w zniszczonym i zdewastowanym świecie. Postapokaliptyczny klimat obejmujący takie miejsca jak Polska, Niemcy czy Białoruś.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Przemiana

"Coś we mnie narastało, coś nieuchronnego i groźnego, przekraczającego wszelkie znane ludzkości stany, coś nieporównanie większego niż pan Aleksander i jego szkaradne postępowanie."

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

BIEDRONKA

Króciutka humoreska, wyróżniona w konkursie satyrycznym "Wrzuć na luz".

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1083
użytkowników.

Gości:
1083
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80788

80788

Wicked Game

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
17-11-08

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Horror/Inne/-
Rozmiar
16 kb
Czytane
184
Głosy
1
Ocena
4.00

Zmiany
17-11-08

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: SanaiStark Podpis: Patrycja Matusiak
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Takie trochę creepy.

Opublikowany w:

Wicked Game

Po raz pierwszy ujrzała go w dniu pogrzebu młodszej siostry. Zupełnie nieświadoma, iż ów dzień z tamtą chwilą stał się pierwszym z jej ostatnich…

•

Lilka nigdy nie przepadała za cmentarzami. Uważała je za zbyt ponure miejsca, które z każdego wysysają całą radość i chęć życia. Tego listopadowego poranka nawet zaskakująco piękna pogoda nie mogła zmienić jej poglądów, ponieważ nie pasowała do odbywającej się właśnie uroczystości. Młoda kobieta obejmowała swoich zrozpaczonych rodziców i usiłowała zachować spokój, patrząc na świeżo usypany grób i drewniany krzyż z prowizoryczną tabliczką. Tak naprawdę cudem trzymała się na nogach i toczyła cichą walkę z potwornymi mdłościami.
„Marta Różalska, żyła lat 17. Niech anielskie chóry nad Tobą czuwają…”
Kochana, słodka siostrzyczka, powierniczka najgłębszych sekretów oraz najlepsza przyjaciółka. Zawsze życzliwa i uśmiechnięta. Po policzku Lilki spłynęła samotna łza. Były z Martą niemal nierozłączne, przynajmniej do czasu, kiedy ona musiała wyjechać na studia na drugim końcu Polski. Podejrzewała, że to z tego powodu siostra zaczęła się zmieniać coraz bardziej. Zaczęła nagminnie pić i palić, znikać gdzieś na całe noce, zamknęła się w sobie. Czasami w ogóle nie wychodziła ze swojego pokoju. Zza drzwi słychać było ciężką muzykę pełną wrzasków, którą rodzice zgodnie nazywali „szatańską”, a przez szparę sączył się dym z kadzidełek, niejeden raz zmieszany z jakimiś innymi dziwnymi zapachami, co dawało jeszcze gorszy efekt. Słysząc te rewelacje od matki, do której niemal codziennie dzwoniła, Lilka poważnie się zaniepokoiła, jednak prawdziwe przerażenie zdjęło ją dopiero wtedy, gdy dowiedziała się o fascynacji Marty cmentarzami i wszystkim, co mroczne i zakazane. A wszystko przez kilka lat starszego chłopaka, wokalistę jakiegoś blackmetalowego zespołu, w którym dziewczyna niespodziewanie zakochała się po uszy. To było nie do pomyślenia dla jej religijnej rodziny. Ponoć ich dom wielokrotnie odwiedzali różni egzorcyści, lecz za każdym razem Marta śmiała się szyderczo i puszczała na pełną głośność najbardziej plugawe piosenki, jakie kiedykolwiek powstały.
Nie mając już żadnych pomysłów i wiedząc o ich niegdysiejszej zażyłości, matka poprosiła starszą córkę o przyjazd i przemówienie młodszej do rozsądku. Niestety Lilka miała w tym czasie ważne egzaminy i przez to się spóźniła. Nie zdołała ocalić Marty. Kiedy wróciła do rodzinnego domu, ciało nastolatki wciąż stygło w kostnicy. Została brutalnie zamordowana w pobliskim lesie, oskórowana i wypatroszona niczym zwierzę. Brakowało jej wszystkich organów, oczy zostały wyłupione, język wycięty, zęby wybite, paznokcie wyrwane. Grzybiarz, który znalazł ją nad ranem i który stał teraz w tłumie żałobników, twierdził, że widok był tak makabryczny, iż sam o mały włos nie wyzionął ducha. Mieszkańcy miasteczka oskarżyli o popełnienie tej zbrodni Gabriela, owego metalowca, i jego znajomych, lecz cała grupa jakby zapadła się pod ziemię. „Znajdę cię, skurwysynu – myślała studentka, stawiając płonący znicz na szczycie usypanego kopczyka – znajdę cię prędzej czy później i wtedy nie pomoże ci ani Bóg, ani nawet diabeł, którego tak czcisz.”
Owo „prędzej” nastąpiło szybciej niż się spodziewała. Bowiem niedaleko zgromadzonych, w cieniu wysokiego, kamiennego posągu anioła, stał blady, długowłosy młody mężczyzna i patrzył prosto na nią. Gabriel, we własnej osobie.
Lilka zauważyła go dopiero po chwili, ponad głowami żałobników. Nie znali się, ale domyślała się, że to on. Szeptem przeprosiła rodziców i ruszyła w stronę posągu.
– Morderca – wysyczała wściekle, kiedy stanęła z nim twarzą w twarz. – Pomiot szatana! Dlaczego jej to zrobiłeś?!
Jego twarz, pokryta tak zwanym corpse paintem, nadal miała nieodgadniony wyraz. Jednak spojrzenie wydawało się wręcz nieludzkie. Studentka cofnęła się lekko, czując dreszcze na całym ciele. Przechylił głowę na bok i przyglądał jej się tak przez ciągnący się w nieskończoność moment, jak gdyby była rzadkim okazem jakiegoś zwierzęcia. „Ciekawe, o czym myśli” – przemknęło jej przez głowę, lecz zaraz się zmitygowała. Dlaczego ją to w ogóle obchodziło? Przecież zamordował Martę!
Na ułamek sekundy jej serce przestało bić, a oddech uwiązł w gardle, kiedy Gabriel wyciągnął rękę i delikatnie musnął palcami jej policzek. Były lodowate w zetknięciu z jej rozpaloną z wściekłości skórą, ale pozostawiły po sobie całkiem przyjemne wrażenie, kompletnie dezorientując tym Lilkę. Zanim jednak zdążyła cokolwiek wydukać, krzyknąć czy wyrazić na głos swoje oburzenie, chłopak odwrócił się i odszedł w stronę bardziej zaniedbanej części cmentarza. Wkrótce zniknął w straszącej tam, opuszczonej kapliczce, a dziewczyna nadal stała pod kamiennym aniołem jak sparaliżowana. „Co to było? Co się, do cholery, ze mną dzieje?”
Otrzeźwiło ją dopiero wołanie zaniepokojonej matki. Powoli, na drżących nogach, wróciła do grobu siostry. Część uczestników rozeszła się do domów, a część postanowiła dołączyć do stypy zorganizowanej w pobliskiej restauracji. Lilka ostatni raz zerknęła na zrujnowaną kapliczkę.
Pogrzeb dobiegł końca, aczkolwiek dziwne uczucia i wrażenia pozostały jeszcze na długo.

•

Następngo dnia z samego rana cała trójka z ciężkimi sercami zabrała się za opróżnianie pokoju Marty. Jako że każda rzecz przypominała im o niej, postanowili nie pozbywać się niczego na dobre, tylko zanieść wszystko na strych. Niech leży i zarasta kurzem, ale ważne, żeby w ogóle było.
Akurat gdy zlana potem Lilka zrobiła sobie przerwę, podeszła do niej matka z jakimiś papierami w ręce.
– Mój Boże… Zobacz, Liluś, co znalazłam na dnie szuflady. To na pewno ten Gabriel zmusił ją do zrobienia czegoś tak okropnego!
Młoda Różalska popatrzyła na zdjęcie, na którym jej czarnowłosa siostra w mocno wydekoltowanej czarnej sukni leżała w otoczeniu płonących czarnych świec. Jej pomalowane na czarno oczy były zamknięte, a ciemnowiśniowe wargi leciutko rozchylone. Wyglądało to tak, jak gdyby spała, nieświadoma tego, że ktoś robi jej zdjęcie. Bardzo ładne zresztą. Z kolei rysunek przedstawiał dziewczynę łudząco podobną do Marty, ale przypominającą trochę jakąś wampirzycę czy czarownicę rodem z mrocznych baśni. Rogi kartki zapełniały symbole, których Lilka nie potrafiła rozszyfrować.
– Nie wiedziałam, że Marta zajmowała się fotomodelingiem. Spokojnie, mamo, to zwykła fotografia artystyczna. A rysunek… Może ktoś po prostu sprezentował jej portret. A może to autoportret. Wszyscy wiemy, że kochała szkicować i była w tym dobra. Jeśli pozwolisz, zatrzymam obie rzeczy na pamiątkę.
Kobieta nie protestowała. Nie wiedziała, że córka przywłaszczyła sobie jeszcze jeden, znacznie cenniejszy przedmiot – oprawiony w czarną skórę pamiętnik Marty.

•

Znów te niezrozumiałe znaki i symbole, na każdej lekko pożółkłej, pachnącej kadzidełkami stronie. Jedne niemal niewidoczne, a inne wyryte z taką siłą, że przebijały kartki na wylot. Niektóre przypominały nieco litery obcych alfabetów lub starożytne runy, ale nimi nie były.
Lilka z westchnieniem zamknęła pamiętnik i zerknęła na grób siostry, ponownie pytając ją w myślach, w co się wpakowała. Pozwoliła sobie na głośny szloch, gdy oczami duszy ujrzała zawadiacko uśmiechniętą Martę. A potem wyciągnęła skrzypce z leżącego obok futerału i zaczęła grać wolną, smutną melodię, która niosła się po całym cmentarzu wraz z chłodnym wiatrem. Studiując w katowickiej Akademii Muzycznej, dziewczyna nigdy nie przypuszczała, że wykorzysta zdobytą dotąd wiedzę i umiejętności do komponowania dla zmarłych.
Ulubionym momentem Lilki podczas każdego koncertu była głęboka cisza tuż po wybrzmieniu ostatniej nuty, kiedy słuchacze wciąż pozostają pod wrażeniem jej talentu. I choć teraz wszystko odbywało się bez udziału publiczności, cmentarna cisza również smakowała słodko.
Lecz niestety czar chwili szybko prysł – dziewczyna podskoczyła jak poparzona, słysząc oklaski, które wydawały się głośne niczym strzały z broni palnej. Spomiędzy prawie nagich drzew wyszedł Gabriel, niezmiennie przywodzący na myśl zjawę z horroru.
„Chociaż w pewnym sensie jest piękny…” – Mało brakowało, a Lilka by się spoliczkowała. – „Czyżby rzucił wczoraj na mnie jakiś urok? Może Marcie zrobił to samo…”
– Cudownie grasz, Liliano. Jak prawdziwa artystka – powiedział przyjemnie niskim głosem, od brzmienia którego aż dostała gęsiej skórki. – Tak, znam cię. Marta dużo mi o tobie opowiadała. Wyłącznie dobre rzeczy.
Te słowa sprawiły, że ochłonęła w mgnieniu oka.
– Dlaczego ją zabiłeś? – Próbowała przemawiać groźnym tonem, jednak z każdym kolejnym słowem jej głos stawał się coraz bardziej płaczliwy. – Przecież ona była najlepszą osobą pod słońcem. Taka radosna i niewinna… Miała przed sobą całe życie, wielkie plany i marzenia. Nie zasłużyła na zepsucie, cierpienie i śmierć. Więc wyjaśnij mi, dlaczego jej to zrobiłeś!
– Nie ja, moja droga… To znacznie potężniejsze siły, o których istnieniu wiedzą tylko nieliczni. Pradawna magia.
Prychnęła w wyrazie niedowierzania i pogardy.
– Jesteś chory. Szkoda, że pozamykano obozy koncentracyjne. Przydałby ci się pobyt w komorze gazowej.
Gabriel zignorował jej wypowiedź i usiadł na sąsiednim nagrobku.
– Twoja muzyka potrafi szarpać najczulszą strunę w sercu każdego, nawet najbardziej zgorzkniałego człowieka. To takie… Nawet nie wiem, jak to opisać. O, a może chciałabyś przyjść na próbę mojego zespołu i dołączyć? Niedawno napisaliśmy nową piosenkę, ale brakuje w niej „tego czegoś”… Myślę, że skrzypce nieco odświeżyłyby naszą muzykę i że mógłby to być całkiem ciekawy eksperyment.
Normalnie w podobnej sytuacji Lilka natychmiast uciekłaby z krzykiem, gdzie pieprz rośnie. Lecz w oczach chłopaka krył się jakiś nienaturalny magnetyzm, któremu trudno było się oprzeć. „A jeśli to naprawdę nie on zamordował moją siostrę? W końcu pozory mylą…”
Z lekkim wahaniem ujęła bladą jak kreda dłoń Gabriela i wkroczyła z nim pomiędzy zaniedbane, zapomniane groby.

•

Mała, rozsypująca się kaplica kryła w sobie więcej niespodzianek niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Lecz nie dla Gabriela. On bowiem bez krzty zainteresowania minął wszędzie walające się resztki niegdyś majestatycznego ołtarza i zaczął schodzić po stromych, wyślizganych schodach na drugim końcu pomieszczenia. W ciemność podziemi. A Lilka szła za nim jak w transie, stawiając niemalże mechaniczne kroki na zakurzonej, rytmicznie dudniącej posadzce. Atmosfera tego miejsca przerażała ją, ale także, z niewiadomych powodów, fascynowała.
Na dole, ku zaskoczeniu dziewczyny, urządzono całkiem ładny, klimatyczny pokój, wyposażony nawet w elektryczność. Mimo to wszędzie paliły się długie, czarne świece i wszystko tonęło w kojącym półmroku. Prąd chyba znalazł się tutaj tylko w jednym celu – czterej osobnicy, również pokryci czernią i bielą, rozstawili na samym środku mnóstwo instrumentów i dodatkowego sprzętu. Jednak Lilkę przejęło zgrozą coś innego – w prawym rogu pokoju, w eleganckiej trumnie otoczonej świecami i dymiącymi kadzidłami, leżała dziewczyna ze zdjęcia. Z tą różnicą, że jej oczy były otwarte. Blade i mętne. Martwe.
Pod młodą Różalską ugięły się kolana.
– Marta?...
Roztrzęsionymi rękami sięgnęła do torby po pamiętnik siostry i podała go Gabrielowi. Chłopak zerknął na zdjęcie i rysunek, które wysunęły się spomiędzy kartek, ale nie wydawał się zmartwiony.
– To nie ona. To… To moja bratnia dusza. Marta bardzo mi ją przypominała.
– Więc jednak ty ją zamordowałeś!
Lilka rzuciła się na niego z pięściami i zamiarem postąpienia zgodnie z zasadą „oko za oko, ząb za ząb”, lecz chwycił jej nadgarstki w żelaznym uścisku.
– To nie ja – powtórzył stanowczo. Po chwili dzikiej szamotaniny odwrócił się do swoich kolegów. – Alex, chodź tutaj. Wiesz, co robić.
Wysoki basista z długimi blond włosami odłożył instrument i pogrzebał w kieszeni swojej naszpikowanej kolcami kurtki. Po chwili zbliżył się do obojga z maleńką fiolką w ręce, wypełnioną jakimś ciemnym proszkiem. Gabriel mocno przytrzymał głowę Lilki i cała zawartość wylądowała w jej ustach. Bez smaku. Dziewczyna omal się nie udusiła, połykając.
– Co wy mi daliście, psychole?!
Na twarzach muzyków wykwitły podstępne uśmiechy, przez corpse paint nieco upiorne i groteskowe.
– Sproszkowane nasiona lulka czarnego. Powinnaś się po nich rozluźnić…
Tak też się stało, zanim zdążyła spanikować – nagle przejmujący strach odpłynął w niebyt, a całe jej ciało ogarnęło odprężenie. Jak za dotknięciem magicznej różdżki światu przybyło kolorów.
A potem grali, grali i grali... Na zewnątrz zapadła noc, a blackmetalowy koncert dla potępionych trwał w najlepsze, aż do białego rana.
Gdy skończyli, Lilka, wciąż w euforii, roześmiała się i zaczęła tańczyć dookoła. Nie usłyszała nawet, jak Gabriel każe reszcie zespołu opuścić kaplicę. Nie licząc trupa w trumnie, zostali sami. A lulek działał coraz silniej…
W którymś momencie szalonego wirowania wpadła w ramiona chłopaka i nim zdążyła cokolwiek zrobić czy powiedzieć, ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Gdzieś w głębi jej umysłu delikatnie tliło się czerwone światełko, ale pierwotne instynkty, podsycone narkotyzującym proszkiem, wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Wylądowali na posadzce, tuż przy trumnie, całując się, podgryzając i drapiąc niczym dzikie, wygłodniałe zwierzęta. Kiedy wargi Gabriela wpiły się w jej szyję, Lilka głośno westchnęła i zadrżała. Dawno nie zalała jej tak potężna fala pożądania.
Lecz nagle oddech uwiązł jej w gardle, a w brzuchu eksplodował ognisty ból – ponieważ wystawała z niego kunsztownie zdobiona rękojeść sztyletu, a wokół, na bluzce, rozrastała się szkarłatna plama.
Ostatnim, co widziała, nim świat zasnuła wieczna mgła, była demoniczna twarz Gabriela, za którym unosiła się widmowa, eteryczna postać Marty. Uśmiechnięta.

•

Gabriel, nie tracąc cennego czasu, wziął się do pracy. Przekręcił sztylet w brzuchu swojej ofiary i przesunął go ku klatce piersiowej. Następnie ją otworzył i zaczął pospiesznie grzebać w gorących, zakrwawionych, parujących wnętrznościach, aż w końcu znalazł to, czego szukał – wciąż bijące serce. Energicznym ruchem je wyrwał, po czym wyciągnął z wykutej w ścianie wnęki zakurzoną księgę zaklęć, jedyny bezcenny okaz, którego zdobycie normalnie było niemal niemożliwe, a w którego posiadanie wszedł przed laty wyłącznie dzięki ogromnemu szczęściu. Otworzył tomiszcze na odpowiednim dziale o wskrzeszaniu zmarłych i podszedł wraz z nią oraz sercem naiwnej Różalskiej do ciała swojej prawdziwej ukochanej. Ze łzami w oczach rozpoczął odpowiednią inkantację w wymarłym języku, ściskając w dłoni żywy, ociekający krwią organ.
„Za chwilę się obudzisz, moja słodka, i znów będziemy razem. Nawet śmierć nas nie rozdzieli…”
Pod koniec już wykrzykiwał poszczególne słowa, a gdy zamilkł, serce Lilki zniknęło. Ku jego wielkiej radości.
„Udało się! Nareszcie!”
Ostrożnie pochylił się nad trumną, niczym kochający ojciec nad kołyską dziecka.
– Księżniczko?...
Kolejne sekundy upływały zatrważająco powoli, ale nic się nie działo. Gabriel zgarbił się, a cały entuzjazm raptem z niego wyparował. Mimo to nadal uparcie wpatrywał się w mroczną piękność, na której policzkach wesoło tańczyły cienie.
Nagle usłyszał to – cichutki oddech. I ujrzał oczy, błyszczące i zielone jak wiosenna trawa, które kiedyś pokochał bardziej niż cokolwiek innego. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów rozpłakał się.
Jego ukochana żyła. Wspólnie pokonali śmierć. Udowodnili, iż jest to możliwe.
Czułym pocałunkiem przypieczętowali sukces tego ryzykownego eksperymentu. A potem wrócili do swojej już nie tak ponurej codzienności i żyli długo i szczęśliwie.

Podpis: 

Patrycja Matusiak listopad 2017
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Władcy Kosmosu Anioł zasługuje na śmierć Żywot S
Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji. Wszyscy posiadali Anioły – tak samo nieznośne jak Pawcio... miniaturka, alegoria życia
Sponsorowane: 200Sponsorowane: 140
Auto płaci: 310
Sponsorowane: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.