http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
180

Koncert King Crimson

  Nieobiektywna, bo jak najbardziej osobista recenzja koncertu King Crimson 18.06.2018 Kraków :)  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
Alex
Pierre Lemaitre
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Koncert King Crimson

Nieobiektywna, bo jak najbardziej osobista recenzja koncertu King Crimson 18.06.2018 Kraków :)

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień cz. II

Ciąg dalszy historii przypadkowej znajomości dwóch kobiet. Przyjaźń, miłość, kłopoty i wspomnienia a może już czas na marzenia.

IRRACJONALNI

Co jesli twoj irracjonalny napęd przestaje działać?

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec

Raczej dla kobiet, które wierzą w zmiany na lepsze. W to, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Opowieść o niespodziewanej przyjaźni i tym co w życiu może się wydarzyć.

Miłość z internetu cz VII- coś podniecającego

A może by sobie tak pomarzyć, mój kochany: piękny dzień, lecz słoneczko jakby za chmurkami. Wiaterek za oknem sprawia, że dreszczyk przechodzi przez moje ciało.

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Pół słowa

o uczuciach

Miłość z internetu cz V -opis zdjęć Niki

wakacje. Promienie słońca padają na Twoje jednolicie opalone ciało prawego boku odkrytego i widzę poza Twoim ramieniem wystający sutek cycusia

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
401
użytkowników.

Gości:
401
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80916

80916

Matura z matematyki

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-02-23

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Komedia/-/-
Rozmiar
7 kb
Czytane
600
Głosy
2
Ocena
4.75

Zmiany
18-03-04

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Kemilk Podpis: Józef Kemilk
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Każdego roku dziesiątki tysięcy młodych Polaków przystępuje do egzaminu dojrzałości, którego jednym z elementów jest matematyka. Opowiadania jest właśnie o tej nieszczęsnej, znienawidzonej przez wielu, królowej wszelkich nauk, czyli o matematyce.

Opublikowany w:

Matura z matematyki

Ostatnie dni to nieprzerwane wkuwanie matmy. Tylko dzięki intensywnej nauce miałem szanse na zdanie egzaminu, który był przepustką na studia. Tak..., matma nie była moim konikiem, można powiedzieć, że była raczej kulą u nogi zdecydowanie utrudniającą życie. Teraz zaś miało się okazać, czy nauka nie poszła na marne, czy też, tak jak zapowiadała moja matka, jedyną pracą, na jaką mogę liczyć, będzie szorowanie kibli. Oczywiście w tym jakże ważnym dniu, nie wyglądałem jak babcia klozetowa, tylko jak prezes banku. Biała koszula, niebieski krawat w czarne paski, czarny gajerek i takiegoż samego koloru lakierki, dodawały mi blasku. Oczywistą oczywistością jest, że miałem również ubrane czerwone slipy zapewniające właścicielowi szczęście, które jak sądzę, było mi cholernie potrzebne. Po zapoznaniu się z zadaniami moja mina z pewnością nie była zbyt inteligenta, jednak szansa wciąż się tliła. Pierwsze zadanie w miarę sprawnie rozwiązałem, co dodało mi animuszu. Niestety kolejne okazało się znacznie trudniejsze, praca mózgu przyspieszyła, a na mojej skroni pojawiły się pierwsze kropelki potu. Będąc w połowie zadania, zaczynałem odczuwać spowolnienie pracy mózgu, a głowa stawała się coraz to cieplejsza. Niestety czas był moim odwiecznym wrogiem, gdy chciałem, żeby coś trwało bez końca, on kończył się nieubłaganie, gdy chciałem, by przyspieszył, on wlókł się niemiłosiernie. Teraz marzyłem, by zatrzymał się w miejscu, a on gnał niczym Ben Johnson. Nie miałem wyjścia, przymusiłem mózg do jeszcze szybszej pracy i stała się rzecz nieoczekiwana.
- Z głowy wydobywa ci się dym - usłyszałem szept Zenka.
Podniosłem rękę nad głowę i poczułem wilgoć, osadzającą się na niej. Już nie walczyłem jedynie z matematyką i czasem, kolejnym wrogiem okazał się organizm, niedostosowany to tak wielkiego wysiłku intelektualnego. Jedyne co przyszło mi do głowy, to założenie czapki, która mogła powstrzymać parowanie. Założyłem ją na głowę i wróciłem do niedokończonego zadania. Niestety głowa zaczęła grzać się jeszcze szybciej, ja zaś wciąż męczyłem się z tym potwornym zadaniem.
- Dlaczego założyłeś czapkę na głowę?
Do moich uszu dobiegło pytanie matematyka. Chaos panujący w głowie, nie ułatwiał odpowiedzi i pewnie długo bym milczał, gdyby nie stałe upominanie mnie przez matkę: „załóż czapkę synku, bo się przeziębisz". Odpowiedź wypłynęła z moich ust, w sposób automatyczny, bez udziału świadomości.
- Zimno mi jest, a mama mówiła, bym zakładać czapkę.
Matematyk przyglądał mi się z niedowierzaniem, ja zaś ignorując jego obecność, wróciłem do rozwiązywania tego przeklętego zadania. Niestety dym wydobywający się z nozdrzy, zawężał pole widzenia, przez co cyfry stawały się mniej wyraźne. Nie poddawałem się jednak! Ojciec zawsze powtarzał, że byle pierdoła nie może nas powstrzymać, więc i mnie jakiś tam dymek nie powinien zatrzymać. Wydechy robiłem na bok, by nie utrudniały pracy i tym sposobem udało mi się dobrnąć do końca drugiego zadania. Już chciałem się wziąć za trzecie, gdy ponownie usłyszałem szept matematyka.
- Jacek, ty cały się dymisz. Powiedz, że chcesz do ubikacji, ja wyjdę za tobą i spróbujemy zaradzić sytuacji.
Początkowo chciałem go zignorować, jednak rozsądek zwyciężył. Wstałem z ławki i zapytałem.
- Przepraszam szanowną komisję, czy mogę wyjść do ubikacji?
- Podejdź do nas chłopcze, sprawdzimy, czy nie wynosisz zadań i będziesz mógł wyjść.
Ruszyłem w kierunku komisji, za mną zaś poszedł matematyk.
- Przypilnuję go, tak na wszelki wypadek. Czy można? - Nauczyciel ni to stwierdził, ni zapytał i wyszedł ze mną, nie czekając na odpowiedź.
Jak tylko znaleźliśmy się w ubikacji, chwycił mnie, włożył głowę pod kran i puścił wodę.
- To cię ochłodzi chłopcze, całe szczęście, że przyuważyłem co się z tobą dzieje. Nawet nie wiesz, jakie miałeś szczęście - nauczyciel zrobił pauzę i kontynuował. - Na początku mojej dobrze zapowiadającej się kariery, miałem pod opieką istny talent matematyczny. Chłopak był niesamowity, wiedzę chłonął niczym gąbka, a ja dawałem mu coraz to więcej zadań, nie zważając na możliwości jego organizmu. Dymki, jakie unosiły się nad jego głową, ignorowałem, udając, iż nic złego się nie dzieje. Jak dym zaczął mu wylatywać z ust, także się tym nie przejmowałem. Powiem więcej, bawiło mnie to i żartowałem z niego, że sobie popala. Dawałem wciąż i wciąż nowe zadania, a on rozwiązywał je coraz to wolniej i wolniej, w końcu zaciął się i przestał je rozwiązywać. Dawałem mu prostsze, ale ich także nie umiał rozwiązać. I co się ostatecznie okazało? Zajechałem go! Jego mózg systematycznie parował, a ja byłem na to ślepy. Po czasie dowiedziałem się, że wystarczyło schłodzić głowę zimną wodą, a mózg odzyskałby dawny blask. Niestety straciłem tego ucznia. Nieszczęsny Czarek stoczył się i do dziś pije na umór, zaczepiając przechodzące obok niego dziewczyny, nawet nie zważając na ich atrakcyjność. A tak się dobrze zapowiadał i to nie tylko jako matematyk. Pisał też wiersze, które poruszały serce. Jeden tak zapadł mi w pamięć, iż wciąż go powtarzam w myślach. Istna perełka wśród ochłapu, jaki nas atakuje każdego dnia. Posłuchaj! - Nauczyciel wciąż trzymając moją głowę, zaczął recytować kretyński wierszyk, który brzmiał mniej więcej tak:
"Pitu pitu,
walę głową w pól sufitu,
z gęby zionie krew,
jestem niczym stary lew.
Rozszarpię każdego, kto mnie zna,
taka ze mnie straszna zaraza.
Zabiję śmiechem małą mysz,
będzie z niej smaczny ryż”.
- Tak chłopcze, mógł być matematykiem, poetą, a stał się najzwyczajniejszym w świecie lumpem, który ma problem ze skleceniem kilku prostych zdań. Tak Jacek, twój mózg paruje, a ja cię uratowałem.
Nauczyciel zakręcił kran i puścił mą głowę. Czułem się jak nowo narodzony. Ta jasność umysłu, te pomysły rodzące się w czerepie. Ludzie łykali amfetaminę lub inne świństwa, by mózg szybciej pracował, ja zaś bez jakichkolwiek dopalaczy, miałem umysł tak jasny, jak Albert Einstein w dniu odkrycia modelu równowagi mas i energii.
- Proszę pana, chodźmy już na egzamin, muszę skończyć zadania.
- Zdejmij chociaż czapkę - bąknął matematyk i poszliśmy na salę egzaminacyjną.
Komisja sprawdziła, czy nie mam żadnych ściąg i mogłem kontynuować dzieło. Tak, mogę z całą stanowczością nazwać maturę z matematyki, jako dzieło mego życia, czego ostatecznym potwierdzeniem była szóstka na świadectwie maturalnym. Nie straszne mi były funkcje, różniczki, macierze, a geometria była niczym fraszka. W tym dniu przekonałem się, jak cienka jest granica pomiędzy sukcesem a porażką. Mogłem jak Czarek zostać żulem, mogłem podpierać płot, trzymając butelkę taniego wina. Stało się inaczej, a matematyk jest dla mnie prawdziwym bohaterem. Nie takim, jakich można spotkać w książkach, bajkach czy też filmach. On nie był fikcyjny, on był bohaterem z krwi i kości. Człowiekiem, który podniósł się po olbrzymim niepowodzeniu i stał się niczym gwiazdy wskazujące marynarzom kierunek. Od tego też dnia staram się nie oceniać innych, gdyż tak naprawdę nigdy nie znamy wszystkich okoliczności, wpływających na daną sytuację. Ten dzień stał się początkiem moich nieustających sukcesów, a przy sobie zawsze mam butelkę wody, która służy mi do schłodzenia głowy. Natomiast dla matematyka, dzień ten okazał się dniem odkupienia, ratując mnie, wymazał niechlubne zdarzenie sprzed lat. Apeluję do wszystkich ludzi, noście przy sobie butelkę wody, która pozwoli schłodzić głowy, w krytycznych dla was sytuacjach.

Podpis: 

Józef Kemilk 01.2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 111 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień cz. II IRRACJONALNI Tarot i koronkowe serwetki - Marzec
Ciąg dalszy historii przypadkowej znajomości dwóch kobiet. Przyjaźń, miłość, kłopoty i wspomnienia a może już czas na marzenia. Co jesli twoj irracjonalny napęd przestaje działać? Raczej dla kobiet, które wierzą w zmiany na lepsze. W to, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Opowieść o niespodziewanej przyjaźni i tym co w życiu może się wydarzyć.
Sponsorowane: 170
Auto płaci: 210
Sponsorowane: 160
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 150
Auto płaci: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.