http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Kraina Niekończącej się Bajki /Królestwo Pszczół/

No dobrze, już dobrze, ale to jedyne miejsce w Krainie Niekończącej się Bajki, gdzie, jakby zatrzymał się czas. Nic tu się nie zmienia prawie od zawsze. Pszczoły pochodzą z czasów dinozaurów - naukowcy szacują, że pojawiły się 120 milionów lat temu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
521
użytkowników.

Gości:
521
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81055

81055

Kraina Niekończącej się Bajki

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
18-09-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Dla dzieci/Przygoda/Opowiadania.pl
Rozmiar
21 kb
Czytane
418
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
18-12-06

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Pinokio, nie wrzeszcz, bo uszy puchną! Podporządkowałem się twojemu ambitnemu przedsięwzięciu, ale w duchu boję się oceanu bardziej niż skoku na bungee.

Opublikowany w:

Kraina Niekończącej się Bajki

Książeczka o przygodach Pinokia i Misia w Krainie Niekończącej się Bajki, wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, ukazała się w księgarniach dwa lata temu. Życzeniem mojej Zosi, wypowiedzianym w dniu jej ubiegłych urodzin, było, żebym kontynuowała opowieść. Nie mogę jej zawieść. Do końca listopada pozostało jeszcze trochę czasu, może zdążę. W międzyczasie Zosia wydoroślała, poszła do szkoły. :)

To na razie tylko wstęp do II części. Fragmenty I części - " Różowego Pinokia" opublikowałam wcześniej na opowiadaniach.pl


****

Chmura ślizgając się po niebie, odsłoniła słońce. Długie promienie wpadły przez okno do kuchni mieszkania na piętrze, jakby chciały ją przeszukać. Nakrycie stołu wyglądało normalnie, jak co dzień. Starannie rozstawione porcelanowe talerzyki, koszyczek z pieczywem, ciasto, dzbanek wypełniony mlekiem i okazały słoiczek z miodem odbijały się w czystej tafli okiennej szyby. Nagle rozległ się brzęk tłuczonego szkła, przerwał milczenie. To z pluszowej łapki Misia wysunęła się filiżanka, roztrzaskując się z hukiem o posadzkę. Mleko rozlało się, tworząc wielką białą kałużę.

— Pinokio, spójrz na siebie, tak spójrz na siebie: po naszym powrocie z Marsa, jesteś jakiś smutny, niedostępny, przestałeś jeść, nie chcesz nawet kromki chleba. Snujesz z kąta kąt, jakbyś wyglądał chmur na niebie. Nie mogę wyjść ze zdumienia, wszystko od rana leci mi z łapek. Cóż, za nami trudny, pełen przeciwności tydzień, ale chyba nie w tym leży przyczyna. Brak twojej żywiołowości jest mi na rękę, ale troszkę się martwię.

— Ech, Misiu ...

Pinokio wzdychał i wzdychał. Pluszak zastygł z mokrą ścierką w łapce, sprawiał wrażenie zakłopotanego, ale nie dał się zbić z tropu.

— Przyszła do ciebie Pani Nuda, tak? Nikt ci nie obiecywał, że życie pajaca to będzie pasmo rajskich przygód.

— Błagam Misiu, jak ty coś wymyślisz to robi się niedobrze. Cierpię na szukanie spokoju, którego ty nie możesz mi dać. Jasne!?

Miś wybałuszył oczy.

— Oj, Pinokio jestem pluszowym misiem, a nie rybą. To one nie mają głosu. Chcesz ciszy, to wyprowadź się do akwarium.

— Pluszaku, ależ spadasz z wysoka. Czemu nie na dno oceanu? No tak, raz widziałeś, ale nie wiele o nim wiesz. Nadal chcesz być ukochanym misiem Ewy i beznadziejnie tkwić na białej półce w jej sypialni.

— Pinokio jesteś niesprawiedliwy, może tego nie zauważyłeś, ale w Krainie Niekończącej się Bajki byłem szczęśliwy. To ty, starałeś się mi ją obrzydzić.

— Co też opowiadasz? Niepojęte! Są pluszaki, z którymi nie da się walczyć.

— Nic, podobnego. Kraina Niekończącej się Bajki ma swoje zalety, jest taka, jaka powinna być. Odmłodniałem, nie gubię już trocin, cera biała jak śmietanka. Przygody odprężają, jestem w świetnej formie, przytyłem, a nie taka chuda tyka. Popatrz, Ewa cyknęła mi zdjęcie…

— Ani słowa więcej, Misiu, bo cię uduszę.

Pinokio prychnął z oburzenia i krusząc biszkopt pod swoim krzesłem, wstał od stołu i z roziskrzonymi oczami wybiegł z kuchni. Trzasnęły drzwi.

Miś zrobił kwaśną minę i zamiast dokończyć torcik czekoladowy, zamyślił się: kiepsko zaczyna się dzień. Pinokio, wścieka się o byle co, gdyby nie był taki śmieszny, byłby nawet ładny. Chyba nadmiar przygód pomieszał mu w głowie? Zamiast mnie ukatrupić, odszedł ze łzami w oczach i na dodatek zabarykadował się w dużym pokoju.

Sytuacja oszołomiła Misia, długo stał z otwartymi ustami. W kuchni panowała cisza, do chwili, gdy rozdarł ją gwizd gotującego się czajnika. Pluszak wzdrygnął się.

— Co mi jest? Już wiem, jestem pluszowym matołem. Posunąłem się za daleko, to gruby błąd. Stało się, ale misie nie załamują łapek. Muszę coś zrobić i to niezwłocznie! Wspomnienie przygód jest OK. Prawdziwa przyjaźń tak łatwo nie umiera. To przedni pomysł, czas zbadać tajemnice oceanu. Co prawda pływam jak siekiera, boję się wody, ale gorzej bywało. Dziś jeszcze pogadam z pajacem z sypialni przez komórkę, zawsze bezpieczniej, może mnie nie zbeszta.



****

— Hallo, Pinokio, tu Miś. Widzisz wszystko ze swojego punktu widzenia. Wyciągasz z naszych dotychczasowych perypetii egoistyczne wnioski, zamiast mnie zrozumieć.

— Co ty tam wiesz, Pluszaku?

— Mam poczucie winy. Pinokio, zabłysnąłeś pomysłem, a ja nic jak kamień. Ocean to jest to, co nas może uzdrowić. Odnajduję się w tym pomyśle. Nęci mnie perspektywa świeżych przygód. Nikt nie widzi, ale wyrosły mi skrzydła, tu na plecach...

Miś recytował jak z nut.

Lepsze byłyby płetwy i ze dwa koło ratunkowe, nie mówiąc o wytrwałości i determinacji, ale z tym u Misia kiepsko, wysapał Pinokio, zaskoczony propozycją przyjaciela.

— A co z Ewą?

— Poczeka, musi, naturalnie, jeżeli chce dalej opisywać nasze wyczyny.

— Napiszemy do niej jak zwykle esemeska?

— Z dna oceanu? To raczej karkołomne.

— Pinokio, jak podejmiesz dobrą decyzję to zadzwoń, będę gotowy.

— Luzik, Misiu.

I mam za swoje, pomyślał Pinokio, odkładając telefon. ...za pomysł i złote myśli dostałem od niego zaledwie pięć linijek komplementów, wobec tego uknułem intrygę. Powiedziałem Misiowi, że wybieramy się nad ocean.To nieprawda i tak się nie zorientuje, gdyż jeszcze nie odróżnia wielkiej kałuży od oceanu. Chyba nie będzie żałował. W Krainie Niekończącej się Bajki wszystkie dni są równie słoneczne, pogodne, jasne, sny kolorowe, a nawet najmniejszy staw jest piękny. Szafirowa, ciepła woda i czyściutka plaża kusi wędrowców lenistwem. W zamglonym brzasku można spotkać Złotą Rybkę. Mam jedno życzenie, ale o tym na razie sza. Wystarczy ją grzeczne poprosić, a ulega prośbom. Na samą myśl rozpiera mnie radość.



****

Ledwo minęło południe, a Miś już czekał na Pinokia w progu sypialni, niecierpliwie przebierając pluszowymi nogami. Dyszał jak miech kowalski, uginając się pod ciężarem plecaka. Wielkość misiowego bagażu, obudziła w pajacyku poważne wątpliwości. Z plecaka wystawał sprzęt do nurkowania, wielki, gumowy materac, pompka do roweru, mapa i coś jeszcze.

Jeden wielki bałagan i bezsens. Dla kogo to wszystko? Nie ma co się nad tym rozwodzić , aby nie oszaleć, przeleciała myśl przez głowę zdumionego pajacyka.

— Pinokio, nie mogę się doczekać!

— Czy nie udało ci się znaleźć większego plecaka, Misiu? Dobrze spałeś?

Miś spojrzał z ukosa.

— Pinokio, atakujesz mnie na wszystkich frontach. Naprawdę, nie wiem, co nas czeka nad tym oceanem, wszystko może się przydać. Twoje czary nie zawsze działają, więc muszę jak zwykle myśleć o wszystkim, chcę cię wesprzeć, oszczędzić zmartwień...

Co ten Miś tak się rozgadał? To wszystko zakrawa na tragikomedię, ale brać w tym udział, to już jest przygoda, pomyślał pajacyk, ale nic nie powiedział, aby nie psuć Misiowi nastroju.

— W drogę! — zarządził Pluszak.

— Na piechotę? Misiu, czy ty wiesz, jak to daleko?

— Polecimy Szybowcem, naturalnie z Ptaszkiem na pokładzie, tak ja na Marsa. Skrupulatnie wszystko przygotowałem.

— Wszystko się komplikuje, sekretny plan się wali — jęknął Pinokio.

Miś nie wiele zrozumiał, ale czarne oczy z guzików rozbłysły w niemym oczekiwaniu. Jednak Pinokio milczał jak zaklęty, oblewając się czerwonym rumieńcem po korzonki włosów.

— Mam ochotę cię sprać, pajacu! Zapamiętam to sobie!

Ze strony Misia był to zręczny manewr, bo Pinokio ucichł.

Tymczasem, jakimś cudem na otoczonym drzewami skwerze wylądował Szybowiec i cierpliwie czekał. Żarzył się światłem migocących lampek. Z daleka było widać, że jest przystosowany do dalekich podróży. Uszu dochodziło radosne ćwierkanie Ptaszka. Pinokio widząc przyjaciół, rozpromienił się i jednym haustem opróżnił szklaneczkę z wodą. Bał się, że się nie zdąży się spakować i spóźni się na umówione spotkanie.

— Wodę pije się powoli, możesz się zakrztusić — rzucam ot, tak sobie, żeby mieć ostatnie słowo.

Pajacyk podniósł głowę i popatrzył na Misia, jakby nigdy w życiu go nie widział.

— Wylewnie dziękuję za przestrogę. Ta wyprawa doda nam mocy, wszystko pójdzie jak po sznurku — uroczyście oświadczył.

Miś zachichotał.

— Ależ, z ciebie pajac i to ma być konkluzja. Chyba sobie żartujesz, nic nie da się przewidzieć, mam na to dowody, już zapomniałeś? Oczekuję głębszej zmiany!

— Niech ci będzie, Pluszaku. Pomyślę...

Pinokio spuścił z tonu, ale serce mu się ścisnęło. Popatrzyli po sobie. Miś ani drgnął.



****

Przygasły światła, zmrok zgęstniał, do odlotu zostało niewiele czasu, ale Pinokio nie przestał się zastanawiać nad niedawną rozmową z pluszowym przyjacielem.

Sprawy przybierają zły obrót, ale cóż, przekomarzanie się z Misiem, stało się nieodłącznym elementem mojego życia, trudno i tym razem wytrzymam, ale muszę przestrzegać zasad. Zasada numer jeden: uprzejmość. Druga zasada: nikt nie jest głodny. Złakniony miodku Pluszak to gorzej, niż humory i wrzaski Złej Królowej gapiącej się w Wielkie Zwierciadło. Będę ćwiczyć anielską cierpliwość. Miś ostro gra, ale to mi się podoba, pomyślał.

Zgarnął drobiazgi do plecaka i wesoło pogwizdując, ruszył w podskokach w kierunku Szybowca, który stał nadspodziewanie blisko. Na widok pajaca Ptaszek radośnie pomachał skrzydełkami.

Miś z wypiekami podążał za przyjacielem, ale nie było to proste. Został sam, znikąd pomocy.

— Przynajmniej nikt mi nie dogaduje, mogę robić swoje. Zdążę, nie ma mowy...

Przed wyjściem z budynku, zerknął trzeźwym okiem przez szkło wiatrołapu, pajacyk był już przy pierwszej latarni. Opętanie jakieś, czy co?, przemknęło przez pluszową głowę. Na dworze poszarzało, rozpadał się deszcz, niebo groziło czarnymi chmurami. Porywisty wiatr bezlitośnie szarpał liście drzew. Kapelusze i czapki przechodniów jak zwariowane tańczyły w powietrzu.

— Pogoda zupełnie nie zachęca, na nic zaklinanie — rzekł Miś, wciągając na siebie nieprzemakalny, niebieski kubraczek.

Na głowie zawiązał szalik w kolorowe paski, do kieszeni kubraczka wsunął zmięty rulonik dokumentów, tak na wszelki wypadek i wszystkie pieniądze na drogę powrotną. Drzwi z klatki schodowej otwierają się do wewnątrz!, głosił napis na ścianie, ale i z tym kłopotem sobie poradził. W ostatniej chwili przepchnął się przez otwarte drzwi. Dalej w terenie też nie było łatwo: Misiowi brakowało sił, przyciężki plecak robił swoje, pluszowe nogi nasiąkały wodą, ślizgały się na kamieniach ścieżki. Pluszak był bliski płaczu, ale nic nie istniało, liczyła się tylko perspektywa nowej przygody.

Po pięciu minutach marszu:

— Pinokio, poczekaj!

Pajacyk odwrócił się zaskoczony.

— Wierzyć się nie chce! — wrzasnął.

Miś wyglądał tak, jakby wpadł na zupełnie inny, odkrywczy pomysł.

— Pinokio, wrzeszczysz, bo uszy puchną! Delikatnie, mówiąc, nigdy nie byłem za mądry, ale twój pomysł to jedna wielka porażka. Brak mu logiki, to znaczy nie trzyma się kupy. Zaraz ci wytłumaczę.

— Pajacyk struchlał i potrząsnął głową, żeby odzyskać jasność myślenia.

Posłuchaj, nie przyznawałem się, ale boję się wielkiej wody, dużo bardziej niż skoku na bungee. Więc, w imię czego targam ciężki plecak i to po nocy? Skołowany zapomniałem telefonu, czeków i karty kredytowej, to nie ułatwia sprawy, nie lubię niespodzianek. Nie znam tamtejszego języka i właściwie nie wiadomo dokąd lecę i czy tam jest bezpiecznie. To jakiś twój kolejny sekret?

Miś był poważny jak nigdy, drobne ramionka z przejęcia drżały.

To jeszcze nie koniec, pajacu. Pływasz jak kłoda i kto mnie uratuje jak będę tonął? Przypomnę, że gdybyś jakimś cudem nie wpadł do sieci Głuptaka, byłoby już po tobie. Takie są fakty. Wystarczy?

Pluszak skończył mówić, ale dalej stał w mrocznym świetle wieczoru z zaciętymi ustami, parę kroków od Szybowca, mały, ale groźny.

Pajacyk słuchając przyjaciela, robił wysiłki, żeby się uśmiechnąć.

— OK. Moja cierpliwość ma granice, działasz mi na nerwy. Misiu, teraz nie czas na zajmowanie się drobiazgami. Dawno powinniśmy być w Szybowcu, przebieraj nogami, bo deszcz siecze i katar mamy jak w banku.

— Pinokio, ja jeszcze, tylko ...

I głos Pluszaka zginął w szumie deszczu.

— Teraz wytrzymać, teraz wytrzymać — szeptał pobladły Pajacyk, zajmując miejsce przy sterze Szybowca.

Miś z trudem wciągnął plecak na pokład i usadowił się tuż za przyjacielem. Ptaszek wtulony w najdalszy kąt kabiny bojaźliwie rozglądał się na boki. Zamiast powitalnych gestów i śmiechów w kabinie panowała sztywna atmosfera.

A może to nie żywe istoty tylko dekoracja? — jęknął w duchu Szybowiec.

Pluszak patrzył na plecy pajaca ze zmarszczonym czołem, ale w głębi duszy zrobiło mu się wstyd.

— Pinokio, chyba przegiąłem. Nie wiem czemu i nie dociekam. Nasza kłótnia niczemu nie służy, nie upadaj przedwcześnie na duchu. Owszem, ocean pachnie wielką przygodą, ale może zaczniemy od zgłębiania tajemnic ciut mniejszej wody. Staw w Dolinie Duchów, byłby w sam raz. Widziałem go z daleka, ale wydawał się całkiem ładny.

Pinokia zatkało. Miś czyta w myślach jak z nut, nigdy bym nie przypuszczał. Dobrze, że to wpadło do mojej zakutej głowy, lepiej późno, niż wcale.

Klasnął w dłonie i schwycił ster. Szybowiec dostojnie zaczął się wzbijać w powietrze.

— I co, wy na to ? Lecimy do Doliny Duchów, tak? — zapytał Miś, jakby nigdy nic.

I nie czekając na odpowiedź wydobył z plecaka mapę i krótki ołówek.

— Ciemno, żebym chociaż miał latarkę. Lewą łapką, ale nie szkodzi — sapał, rysując kolejny krzyżyk.

Pajacyk zerknął Misiowi przez ramię.

O rany! Większa od niego, pognieciona, brudna, jakby czyścił nią buty i te nic niemówiące znaki. Co on majstruje i to po ciemku?

Pytanie goniło pytanie, włosy jeżyły się na drewnianym karku, aż w końcu Pajacyk nie wytrzymał:

— Misiu, do licha, nie męcz się. Znam drogę do Doliny Duchów, nie musimy lecieć przez Brukselę. Będzie staw w kształcie rogalika, plaża jak nieco wytarty chodniczek, ale blisko, w przerwie obiadowej można wpaść do domu. Od dawna noszę ten pomysł w sobie. Lecimy, skoro jest ci wszystko jedno!

Pluszak skrzywił się, kręcąc głową z dezaprobatą.

— Pinokio, ciągle strugasz głupka i na dodatek mi przeszkadzasz. Wystawię ci rachunek za wszystko, twoje kłamstwa nie mogą pozostać bez echa. Nie wywiniesz się!

A w duchu dodał: Oczywiście, gdy nadarzy się sposobność, zrobię to delikatnie, inteligentnie, ale nie daruję...

Szybowiec poruszył delikatnie skrzydłami, jakby mówił: Teraz już trzeba lecieć, powąchać powietrza, nasycić oczy.

— Wreszcie znamy cel podróży. Coś wrzucę na ząb, a potem drzemka — wyszeptał Miś, sięgając do kieszeni po batonik. Po krótkiej chwili chrupanie ucichło.

— Nie budźcie go, błagam — zaćwierkał cichutko Ptaszek. — Po raz pierwszy widzę jak Pluszak zasypia na siedząco w pół zdania i w pół kęsa — dokończył, przysiadając na ramieniu Pajacyka.

— Ptaszku, lecimy na wschód. Wiatr sprzyja. Gwiazdy nas poprowadzą — mówiąc, Pinokio wskazał ręką na Mleczną Drogę.

Ptaszek zasalutował skrzydełkiem i stanął na warcie. Szybowiec trzymał kurs. Pajacyk odgarnął z czoła natrętny kosmyk włosów i zasnął oparty o ścianę kabiny.

Zbliżała się północ, na ołowianym niebie zawisł srebrny księżyc. Na pokładzie Szybowca trwała niczym niezmącona cisza, nikt już paplał. Miś śnił o Ewie:


****

Październikowy dzień, słońce cudownie przygrzewa. Rozbiegany wiatr mruży figlarnie oczy i pędzi ciągle przed siebie na przekór niebu.*) On i mała dziewczynka zbierają kasztany w parku. Jesienią dla dzieci to prawdziwy skarb. Siedzący na nagrzanym pniu starego dębu rudy kot, obserwuje ich bacznie, ale nie przeszkadza. Chyba coś go zaciekawiło w małych postaciach.

Spadają z drzew lśniące, brązowe owocki, trochę jeszcze niedojrzałe. Część przysiadła na żółtym piasku, między rudymi i czerwonymi liśćmi, szeleszczącymi pod stopami. Kasztany obrodziły jak żadnego roku, wszędzie ich leży mnóstwo. Ewa je wącha, obraca w dłoniach, wydaje okrzyki zachwytu. Miś nie odstępuje jej na krok, zagląda dziewczynce w oczy. Muszę jej pilnować, stąd tylko kilka kroków do lasu, a tam może być niebezpiecznie, mruczy pod noskiem, wojowniczo zaciskając pluszowe piąstki.

— Zobacz, Misiu, jakie ładne. Nadadzą się na krówki w białe łatki, cielęta, koniki i jeże, na mój cały leśny teatrzyk. Nóżki i kolce zrobię z zapałek.

Pluszak z ochotą dołącza do marzeń dziewczynki, rzucając od czasu do czasu jakąś wesołą uwagę.

— Ich skorupki nie wytrzymają nożyczek, błyskających w twojej zwinnej rączce, ale już taki los kasztanów.

Dziewczynka chichocze, wrzucając kolejnego kasztana do koszyczka, ma ich już ze dwadzieścia. Rumiana twarzyczka Ewy promienieje dumą, wygląda na bardzo szczęśliwą, jakby dokonała czegoś niezwykłego. Miś rzuca dziecku czułe spojrzenie. Tej sceny na pewno nie zapomni, ale zmęczenie daje znać o sobie. Od wyjścia z domu minęło parę godzin. Opierając się o pień rozłożystego kasztana, odpływa myślami.

— Brązowe zwierzątka zamieszkają w kartonowym pudełku w niebieskie kółka, w tym stojącym na białej półce. Będę do nich zaglądała, tak jak ubiegłej jesieni i zimy — zadumę przerywa radosny szczebiot Ewy.

Miś wybucha śmiechem i dodaje cichutko:

— Nawet jeszcze z tornistrem na plecach, skacząc na jednej nodze, na tej w buciku ortopedycznym. Małe ręce z przejęcia będą drżały. Aż, mnie Misia, będzie zapierać zazdrość, troszkę może będę się boczył, ot tak, dla hecy. Zanim wyschną cudownym zapachem wypełnią dziecięcy pokój.

— Co mówiłeś, Misiu?

— Ależ nic takiego.



****

O poranku wszyscy jeszcze spali, tylko Miś się kręcił, wzdychając przez sen.

Chyba tęskni za Ewą. Tak, są takie sytuacje w dzieciństwie, które pamiętamy do końca życia. Cudowne, odległe czasy, świeżość i wdzięk młodości, sama radość, coś nieokiełznanego*… Pluszak nie jest wyjątkiem, pomyślał Szybowiec, obniżając lot.

W kabinie z głośników popłynęła skoczna muzyka. Pinokio poruszył się pierwszy, mrugnął rzęsami.

— Panowie, dość tego królowania, jesteśmy na miejscu, zaraz lądujemy. Słońce zapewne już pali, niebo błękitne, nie przewiduję żadnych opadów. W Dolina Duchów nie może być inaczej — ogłosił, nie ruszając się z miejsca.

Pajacykowi nie chciało się mu się wstawać, długi nos wtulił w puszysty kocyk.

Miś na dźwięk słów przyjaciela przetarł zaspane oczy i zerknął przez okienko.

— Pinokio, powtórz, to co powiedziałeś i to natychmiast!

Spłoszony Pajacyk nie od razu zorientował się o co Misiowi chodzi, ale przywarł twarzą do szyby. Polanę, na której lądował Szybowiec szczelnie przykrywał biały puch.

Gdy latająca maszyna dotykała kołami lądowiska, w powietrze wzbiła się biała chmura. Uszu wędrowców doszedł szum tysięcy maleńkich skrzydełek.

— Szybowcu, tylko cię spuścić z oka. Przez omyłkę wbiłeś się w Polanę Motyli, to zaledwie przedsionek Doliny Duchów, ale mogło być gorzej. Niewielu odwiedzających Krainę Niekończącej się Bajki o niej wie. Tu rosną cudowne rośliny, skutecznie wabią te piękne owady. Motyle lubią ciepło, nie znoszą zimna. A najbliższy weekend temperatura osiągnie 30 kresek w cieniu!

— Misie mają w nosie spiekotę, przecież chroni je grube futerko.

Pinokio uśmiechnął się pobłażliwie. Miś jest w głębokim szoku i trochę majaczy, ale dobrze, że nie uciekł, gdzie pieprz rośnie, pomyślał rozbawiony, ale nic nie powiedział.

Pluszak stał jak wrośnięty w trawę, świeżutki i wypoczęty. Widać było, że niezwykły widok go oszałamia. Nigdy nie widział takiej masy pięknych motyli w jednym miejscu.

— Lubię was wszystkie, jesteście ulotne, jak chwila...jak nasze życie — głośno westchnął, patrząc na motylka, który właśnie przysiadł mu na ramieniu.

Słońce przygrzewało coraz mocniej. Rabaty bajecznie kolorowych kwiatów wyciągały łodygi, rozchylały dorodne kielichy. Rośliny rosły w oczach, stawały się ogromne, z każdą minutą piękniejsze. Motyli lot nie trwał długo. Chmara białych owadów znowu pokryła łąkę, tworząc błyszczące plamy.

— A to uparte stworzenia, zdają się strzec jakiejś tajemnicy — zauważył przytomnie Szybowiec.

Faktycznie, płynąc po falach traw, wyglądały jak małe białe okręciki pędzone podmuchami ciepłego, przyjaznego wiatru. Nikt, oprócz nich, nie wiedział dokąd tak pospiesznie podążają.

— Przecież dawniej nie bywało was tyle! Jesteście jak bilet wstępu do Krainy Niekończącej się Bajki. Nareszcie jestem u siebie i wszystko tu kocham — szepnął szczęśliwy Pajacyk.

Ptaszek też nie mógł powstrzymać się od zachwytów, ćwierkał i ćwierkał.

— Niepotrzebnie się obawiałem, naprawdę Kraina Motyli jest niepowtarzalna, wszystko tu mają — powiedział Miś, jakby od niechcenia, po czym zadarł pluszową głowę ku niebu.

— Pinokio, spójrz na ten błękit i pędzące po nim różowe obłoki, są zupełnie jak z waty cukrowej, aż ślinka cieknie.

Zbliżała się pora śniadania, widać to było po minie Misia. Pajacyk oddalił się, aby pomyśleć spokojnie. Dobrze wiedział, że pierwszy ruch należy do niego. Bajkowy świat pulsował, delikatnym szelestem liści i świergotem ptaków zapraszał w swoje podwoje.

Dla czwórki przyjaciół zaczynała się Wielka Przygoda.









----------------------------------------------------------------------

*) inspiracja - wiersz Nurii „ Do nieba, czy tam gdzie zechcę”

Podpis: 

Jolka wrzesień 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.