http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Kraina Niekończącej się Bajki /Królestwo Pszczół/

No dobrze, już dobrze, ale to jedyne miejsce w Krainie Niekończącej się Bajki, gdzie, jakby zatrzymał się czas. Nic tu się nie zmienia prawie od zawsze. Pszczoły pochodzą z czasów dinozaurów - naukowcy szacują, że pojawiły się 120 milionów lat temu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
659
użytkowników.

Gości:
659
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81068

81068

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec - 2

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-09-30

Typ
P
-powieść
Kategoria
Przyjaźń/Rodzina/Psychologia
Rozmiar
10 kb
Czytane
587
Głosy
2
Ocena
4.25

Zmiany
18-11-04

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Historia dwóch kobiet, którym los pozwolił się spotkać. Pozornie różni je wszystko a jednak...

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec - 2

Niespełna cztery lata później…
MARZEC

Blade światło jednej żarówki oraz migającego obrazu telewizora wypełniały pokój, w którym Krystyna robiła szydełkiem koronkowe serwetki. Jej palce poruszały się energicznie, przesuwając białą, cienką nić i migając srebrzystym szydełkiem. Patrzyła w ekran telewizora, tylko od czasu do czasu zerkając na swoją robótkę. Z zainteresowaniem śledziła serialowe życie bohaterów. Miłość, zdrada, rozstania i powroty, które obserwowała ze swojego fotela, ekscytowały ją na tyle mocno, że jej usta na zmianę wykrzywiały się w oburzeniu lub układały w lekkim uśmiechu.
Siedziała w krzywym wiklinowym fotelu obłożona małymi poduszkami. Ubrana była w gruby sweter, luźne spodnie a na stopach miała ciepłe skarpety i zniszczone kapcie. W pokoju było niewiele mebli i sprzętów a centralne miejsce zajmował telewizor. Duży, plazmowy, wypełniał niemal całą ścianę. Stary, drewniany stół pozbawiony lakieru kobieta przykryła własnoręcznie wykonaną, śnieżnobiałą serwetą. Zniszczone blaty i drzwiczki wysłużonego kredensu lśniły czystością, co i tak nie dodawało mu blasku. Wersalkę okryła kolorową kapą, aby nie było widać jej dziurawej tapicerki. W oknie wisiały ręcznie robione, delikatne firanki oraz ciężkie, brązowe, welurowe zasłony. Szyby były kryształowo czyste, a na parapecie w doniczkach stały plastikowe kwiaty bez najmniejszego śladu kurzu.
Serwetka rosła w jej dłoniach z każdym kolejnym okrążeniem. Maleńkie oczka łączyły się z większymi pozornie bez składu. Jej palce poranione i zgrubiałe w miejscu przesuwania się nitki jak istoty posiadające zdolność samodzielnego myślenia składały oczka łańcuszka, słupki, półsłupki w wiele kombinacji, tworząc niepowtarzalne wzory. Każda serweta była inna, gdyż Krystyna nie zawracała sobie głowy rozrysowywaniem wzorów. Robiła tak, jak podpowiadała jej intuicja i wyryte w pamięci schematy setek, a może już tysięcy zrobionych serwetek, firanek, obrusów i innych tym podobnych rzeczy.
W chwili, gdy na ekranie telewizora pojawiły się napisy kończące odcinek serialu jej palce zatrzymały się a dłonie odłożyły na stół robótkę. Wyciągnęła zmęczone ręce, wygięła przykurczone palce i delikatnie potrząsnęła dając im chwilowy odpoczynek. Wyprostowała też plecy przeciągając się lekko. W telewizji były reklamy. „Czy naprawdę ktoś to kupuje?” – po-myślała przez chwilę i sięgnęła po pilota, aby przełączyć telewizor na inny program, na którym właśnie rozpoczynał się kolejny serial. Krystyna miała tak rozpracowany program telewizyjny poszczególnych stacji, że praktycznie całe popołudnie, aż do późnego wieczora mogła nieustannie oglądać serialowe życie innych.
Ten uporządkowany i pozornie spokojny czas przerwał dzwonek telefonu. Jej twarz rozpromieniła się nadzieją. Energicznie wstała i wręcz z młodzieńczą gracją podeszła do stare-go aparatu telefonicznego stojącego na szafce przy wersalce. Spojrzała na wyświetlacz, wciągnęła głębiej powietrze i ciężko opadła na siedzenie.
- Tak – odezwała się. Osoba po drugiej stronie mówiła coś długo i głośno a Krystyna odsunęła lekko słuchawkę od ucha i zerkała w telewizor. – Dobrze… Wiem. Już mi mama opowiadała – wtrąciła nieśmiało.
Nastąpił kolejny długi wywód. Krystyna westchnęła i nadal siedząc na wersalce trzy-mała słuchawkę w pewnej odległości od ucha.
- No, co mam powiedzieć? To dobrze. – powiedziała Krystyna, bo najwyraźniej rozmówczyni oczekiwała odpowiedzi i zamilkła na chwilę, jednak po chwili kontynuowała swój monolog. Dłoń Krystyny coraz mocniej zaciskała się na słuchawce telefonu. Jej ciało napinało się a oczy błądziły na wszystkie strony. – To już nie jest mój mąż! Czy mama zapomniała?! – odpowiedziała nieco zbyt głośno. Była wyraźnie zirytowana. Pomimo to nadal słuchała głosu, który wprawiał ją w zły nastrój.
Jakiś cichy, nieśmiały głosik w jej głowie kazał jej odłożyć słuchawkę i zakończyć rozmowę, jednak ona ignorowała go i słuchała słów, które sprawiały, że czuła się jeszcze bardziej stara i smutna.
- Dobrze. Tak. Rozumiem – przytakiwała Krystyna i wreszcie odłożyła słuchawkę. Siedziała jeszcze przez chwilę i patrzyła przed siebie.
Po kilku minutach wstała i poszła do łazienki. Wchodząc zatrzymała wzrok na ścianie, z której odpadło już kilka kafli, a potem spojrzała na wannę, która była tak stara, że największe zaangażowanie Krystyny i najsilniejsze środki chemiczne nie były w stanie przywrócić już blasku. „Ta łazienka jest jak ja” – pomyślała zerkając na swoje odbicie w małym lusterku. W umywalce umyła twarz zimna wodą. Wróciła do pokoju i ponownie zabrała się do pracy.
Jej palce przystąpiły do układania kolejnego wzoru. Oczy skupiły się na migającym ob-razie telewizora i tak do kolejnej przerwy na reklamy. Wtedy Krystyna ponownie pozwoliła dłoniom nieco odpocząć. Potem od początku i tak do późnego wieczora, gdy jej oczy nie były już w stanie śledzić kolejnych obrazów a dłonie opadły bezwładnie na kolana. Wtedy Krysty-na wstała i poszła do kuchni. Zrobiła kanapkę, bo szybko i prosto. Następnie umyła się po-bieżnie w zniszczonej wannie. Zdjęła kapę ze starej wersalki i rozłożyła ją, wyjęła pościel ściśniętą przez cały dzień w skrzyni. W końcu położyła się, pozwalając rozluźnić się swojemu ciału. Nakręciła wysłużony budzik na sprężynie.
Patrzyła jeszcze przez kilka minut w monotonny obraz telewizora, aż w końcu czując, że sen jest blisko wyłączyła go. „Prąd jest przecież bardzo drogi” – pomyślała jeszcze i znużona zasnęła.

***

Rano, drażniący dźwięk starego budzika wyrywał Krystynę wciąż zmęczoną ze snu. Nie znosiła jego terkoczącego dźwięku, który kiedyś, teraz i zawsze odkąd pamiętała wdzierał się pomiędzy jej senną lekkość, a przytłaczającą obowiązkami codzienność. Krystyna zazdrościła ludziom, którzy twierdzili, iż potrafią sami obudzić się o wczesnej porze. Słyszała, że taka umiejętność wykształciła się u nich wraz z upływem lat. W jej przypadku to nie działało, bo wciąż miała problem z porannym wstawaniem. „Dzisiaj położę się wcześniej spać” – każdego ranka mamrotała pod nosem, a wieczorem nie dotrzymywała obietnicy złożonej samej sobie. Była zła na siebie i cały świat zanim jeszcze otworzyła oczy.
Tak najczęściej rozpoczynała dzień. „Gdybym umiała ustawić funkcje budzenia w komórce może byłoby mi łatwiej wstać” – pomyślała – „wybrałabym sobie jakąś miłą dla ucha melodię”. Jednak jej komórka leżała, gdzieś, rozładowana.
W końcu Krystyna zwlekła się z łóżka, bo musiała iść do pracy. Gdyby nie ten przykry obowiązek na pewno nie wstałaby jeszcze. Szybko się umyła i założyła ubranie, nie zastanawiając się nad doborem poszczególnych części garderoby: spodnie, koszulka, sweter i różowa szminka maźnięta byle jak przed małym lustrem w łazience. Śniadania nie zjadła, przygotowała pospiesznie dwie kanapki i wyszła do pracy. Szła szybkim krokiem zapatrzona w czubki własnych butów i zalegające jeszcze tu i tam błoto. Naciągnęła głębiej czapkę, pomimo tego że nie było już tak zimno.
Tego dnia Krystyna pracowała na kasie numer trzy. Zabrała swoją kasetkę z pieniędzmi i usiadła na miejscu. W sklepie obowiązywał nakaz mówienia każdemu klientowi „dzień do-bry”. „Co za bzdura” – myślała, ale niestety, chcąc nie chcąc przybrała fałszywy uśmiech i powitała pierwszego klienta, potem następnego i następnego. W zasadzie każdy dla Krystyny był taki sam i bez znaczenia. Niektórzy próbowali ją zagadywać. Wtedy denerwowała się bar-dziej, ale starała się nie pokazywać tego po sobie.
Tego mężczyznę Krystyna kojarzyła z jakiegoś powodu. Bywał tu bardzo często i zawsze ustawiał się przy jej kasie. Zamiast jak wszyscy śpiesznie pakować zakupy i odliczać pieniądze, gapił się na nią i częściej niż inni próbował zagadywać, ględził coś o pogodzie i wy-powiadał inne słowa, zupełnie bez znaczenia. W zasadzie dobrze wyglądał i wydawał się być miły, ale Krystyna nie wierzyła w bezinteresownie miłych ludzi.
- Kryśka, on Cię podrywa! – Lucyna odezwała się nieproszona.
- Bzdury – Krystyna wykrzywiła usta i zignorowała dalszą wypowiedź koleżanki. Jedynej, która jeszcze od czasu do czasu z nią rozmawiała. W zasadzie mogłyby się zaprzyjaźnić. Były w podobnym wieku, Lucyna także była rozwódką i miała dorosłe dzieci. Obie najdłużej pracowały w markecie. Czasami zamieniały ze sobą kilka słów. Jednak nie dziś. Tego dnia Krystyna nie miała nastroju na jakąkolwiek rozmowę. Zamknęła kasę i wyszła na krótką przerwę. Mogła teraz skorzystać z toalety, zjeść kanapkę i szybko wypić herbatę lub kawę. Usiadła w pokoju socjalnym i przegryzając kanapkę z wędliną przywołała wspomnienia.

Kiedyś sprzedawca był osobą, z którą należało się liczyć. Szczególnie w czasach pustych półek i kartek na prawie wszystko, praca w sklepie zdecydowanie ułatwiała życie. Nie było bzdurnego obowiązku uśmiechania się do każdego. Każdy miał prawo uśmiechać się do tego, do kogo miał ochotę. Pamiętam to dokładnie, bo wtedy zaczynałam pracę w osiedlowym sklepiku. Pamiętam też puste półki, na których poza octem i musztardą nie było nic i kolejki, gdy była dostawa towaru. Nie ustawiało się przywiezionych rzeczy na półkach, bo zaraz i tak wszystko schodziło i znów pozostawał ocet z musztardą. Pamiętam starą kasę, którą, gdy wyłączali prąd, a działo się to wcale nie rzadko trzeba było uruchamiać korbą. Kasa była czymś w rodzaju wielkiego kalkulatora z szufladą. Wciskanie klawiszy z cyframi to był prawdziwy fizyczny wysiłek, nie mówiąc już o kręceniu korbą. Czasami po ośmiu godzinach mięśnie bolały mnie bardziej niż od przerzucania worków z mąką, cukrem, kaszą, które trzeba było przenieść a potem rozważyć na zapleczu do torebek po kilogramie lub pół, gdyż niektóre towary były racjonowane na kartki właśnie po pół kilograma. Pamiętam jak kiedyś przywieźli nam mydło w kostkach po sto pięćdziesiąt gram, a na kartkach było po sto. Może trudno w to uwierzyć, ale kroiłyśmy je i pakowałyśmy do foliowych woreczków. Nikt z kupujących nie narzekał, gdy trafiły mu się połamane kawałki uzupełnione okruchami tak, aby waga się zgadzała.
Pamiętam to wszystko. Wtedy rozpoczynałam swoje dorosłe życie. Wtedy jeszcze mia-łam plany, marzenia a przynajmniej nadzieję. Wtedy poznałam Janusza, mojego przyszłego męża.

Dziękuję za przeczytanie do końca. Bedę wdzięczna za komentarz, zmotywuje mnie do dalszej pracy. W kolejną niedzielę ciąg dalszy...

Podpis: 

Marzanna 30. 09. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.