http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Znikająca miłość

Obraz miłości w czasach pozornie takich jak nasze.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
529
użytkowników.

Gości:
529
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81104

81104

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-11-18

Typ
P
-powieść
Kategoria
Przyjaźń/Rodzina/Psychologia
Rozmiar
21 kb
Czytane
291
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
18-11-22

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

Maj

Komórka rozdzwoniła się w torebce Mirandy, gdy zamykała drzwi wychodząc na swój codzienny spacer. Na wyświetlaczu był numer, którego nie znała. Pomimo tego odebrała połączenie.
- Hej! Co u Ciebie? – Usłyszała z pewnością znany, a jednak trudny do zidentyfikowania głos.
- Przepraszam. Z kim rozmawiam? – zapytała.
- Zapomniałaś o dawnej koleżance wróżce – tamta zaśmiała się w słuchawkę.
- Sabrina?!
- Tak to ja.
- O matko. Tyle czasu minęło. Tak się cieszę. – Miranda była podekscytowana słysząc dawną przyjaciółkę.

Kiedyś były sobie naprawdę bliskie. Potem ich kontakty się rozluźniły. Sabrina poznała swojego obecnego męża i zamieszkała na stałe w Gdańsku. Miranda skończyła studia, przyjechała do miasteczku. Wtedy, jeszcze dzwoniły do siebie dość często. Jednak nigdy nie doszło do skutku ich ponowne spotkanie. Miranda miała zaproszenie na ślub Sabriny a potem chrzciny ich pierwszej córki, ale nie pojechała. Ostatnio dużo o niej myślała wspominając swoje początki z kartami i kurs Tarota, na którym się poznały. Nawet chciała zadzwonić do dawnej przyjaciółki jednak wciąż odkładała decyzję na później. Dzisiaj ten telefon bardzo ją ucieszył.

Zawróciła do mieszkania, aby usiąść i spokojnie porozmawiać. W końcu nigdzie się jej nie śpieszyło. Rozmawiały przez dobre pół godziny z niegasnącym entuzjazmem. Opowiadały o tym, co obecnie robią i jak wygląda ich życie. Sabrina mówiła o swojej rodzinie, mężu i dzieciach. Miranda o życiu wolnej singielki, które trochę podkolorowywała. Przemilczała istnienie żony Krzysztofa, litry wina, które pochłaniała w samotne wieczory i brak choćby mglistego celu, do którego mogłaby powoli dążyć.
- Dzwonie, bo wiesz w Kutnie odbywa się coroczny zjazd wróżek. To chyba dla nas – radosnym głosem powiedziała Sabrina, gdy Miranda zakończyła swoją opowieść – Bardzo tęsknię za kartami, za magią, za wolnością. Nie mam w codziennym życiu na to zbyt wiele czasu, chętnie bym się wyrwała. Wiesz pranie, sprzątanie, smoczki, butelki… - Sabrina zawiesiła głos jakby chciała jeszcze coś dodać. Przez chwilę milczały obie.

Miranda niewiele o tym wiedziała i nie rozumiała chęci wyrwania się od tego, o czym ona sama skrycie marzyła, ale nade wszystko pragnęła spędzić więcej czasu z przyjaciółką. Nie chciała ponownie pozwolić na to, aby ponownie całkiem zniknęła z jej życia.
- Tak chętnie pojadę – odpowiedziała, ale po chwili w jej głowie zaczęły pojawiać się znane natrętne myśli. – Właściwie to nie wiem, dam ci jeszcze znać – dodała po chwili zła sama na siebie.
- Gdybyś się zdecydowała zarezerwowałabym już dzisiaj dla nas pobyt, wiesz liczba miejsc jest ograniczona – kontynuowała Sabrina.
- Ok. Zarezerwuj, pojadę na pewno – powiedziała po chwili wahania i podziękowała przyjaciółce za telefon.

Miranda odłożyła telefon. Gdyby nie zakończyła rozmowy mogłaby jeszcze zmienić zdanie lub wymyślać nowe przeszkody a tak klamka zapadła. Uśmiechała się, uśmiechem wychodzący z głębin jej na co dzień tak bardzo napiętego ciała, z miejsca gdzie wciąż była małą Kalinką, bezbronnym dzieckiem. Poczuła jak opada z niej zbroja, którą nosiła na co dzień, nawet będąc sama ze sobą. Pancerz, który czasem otwierał się, gdy upojona alkoholem rozpływała się we łzach. Teraz jednak nie chciała płakać a jej trzeźwy umysł pozwolił jej się uśmiechnąć z samego środka zamrożonego serca. Trwało to wprawdzie tylko chwilę, ale wystarczająco długo, aby Kalina poczuła, że jednak gdzieś tam głęboko tli się w niej jeszcze iskra ciepła i prawdy.

Kalina zrzuciła z nóg czerwone szpilki a z szyi odwinęła jedwabną apaszkę, zdjęła resztę niewygodnych ubrań i założyła luźną tunikę i leginsy. Zrobiła dobrą herbatę i zawinęła się w koc. Nie chciała otwierać wina ani włączać telewizora, z całych sił walczyła, aby nie zerkać na komórkę. Nie miała w domu żadnej książki, którą mogłaby teraz poczytać a przecież kiedyś pochłaniała setki książek. Próbowała przypomnieć sobie tytuły tych, które kiedyś zrobiły na niej największe wrażenie, ale czuła pustkę. Wyłamywała nerwowo palce, które tak bardzo nawykłe do robienia różnych bezsensownych czynności nie potrafiły poleżeć spokojnie. Zamknęła oczy błagając o wybarwiające ją z tej sytuacji pojawienie się snu i wtedy na swoich włosach poczuła delikatny dotyk dłoni swojej babuni. Pamiętała ten dotyk, była pewna że to ona. Wtuliła głowę w poduszkę nie otwierając oczu. Pragnęła nie przerywać tej chwili, czuła jak jej włosy delikatnie poruszają się a przez ciało przechodzi delikatny przyjemny dreszcz. Zasnęła.

Obudziła się wieczorem. Niepewna tego, co się wydarzyło. Na telefonie miała kilka serduszek i uśmiechów w końcu wiadomość z tonem pretensji, „Dlaczego się nie odzywasz?”. „Źle się poczułam i zasnęłam. Przepraszam” – odpisała, wymyślając takie małe kłamstwo pasujące do sytuacji. „Chciałbym cię przytulić, ale dzisiaj nie mogę. Spotkamy się jutro” – kolejna wiadomość i kolejne małe kłamstwo. „Serduszko” i „Całus”. Otworzyła wino obiecując sobie, że wypije tylko kieliszek jednak tego wieczora sen nie przychodził bardzo długo, dlatego też opróżniła całą butelkę a potem otworzyła następną, ale o tym przekonała się dopiero następnego ranka.

***
Początek kolejnego dnia minął według znanego schematu. Poranny kac, byle jakie śniadanie, dużo kawy, makijaż zakrywający dokładnie każdy milimetr twarzy, długotrwałe przymierzanie przez lustrem tandetnych ubrań, ostatecznie wybrany strój dopełniający dzieła i tworzący kobietę, którą pozornie nie łatwo jest zranić. Potem spacer, którego głównym celem było zostać zauważoną i zaszokować jak największą ilość osób. Następnie zakupy, szybki obiad, jedna lub dwie klientki, którym z różnym, zależnym od nastroju i sytuacji zaangażowaniem rozkładała karty a potem oczekiwanie na Krzysztofa.

Miranda tego dnia miała zaplanowane spotkanie się z Krzysztofem na godzinę dziewiętnastą. „Zaplanowane” – pomyślała z ironią – „tak jakby z Krzysztofem dało się cokolwiek zaplanować”. Nigdy nie mogła być pewna czy nie zmieni godziny lub zupełnie nie odwoła spotkania w ostatniej chwili. Zawsze pełna niepewności, długo przed planowaną godziną spotkania sprzątała, gotowała i stroiła się jednocześnie.

Dzisiaj Miranda była wyjątkowo spokojna. Nie przygotowała nawet kolacji, być może przeczuwając, że nic ze spotkania nie wyjdzie a może nawet miała taką nadzieje. Siedziała spokojnie w fotelu i bawiła się z Kicią. Ubrana była w swoje codzienne domowe ubrania, z włosami związanymi w kucyk i delikatnym makijażem.

Krzysztof przyszedł punktualnie jak nigdy. Wyglądał idealnie, przystojny i uroczy jak zawsze. Nerwowo rozglądając się na klatce schodowej szybko wszedł i natychmiast zamknął za sobą drzwi. Od progu złapał ją w pół i zaczął całować. Miranda nie zdążyła nawet się odezwać. Jego bliska obecność sprawiła, że rozpłynęła się natychmiast w jego zapachu i dotyku. Poddając się pocałunkom i czując miłą falę podniecenia rozchodząca się po jej ciele zaczęła żałować, że nie przygotowała kolacji i nie ubrała się staranniej.
- Co pysznego zrobiłaś dla swojego Krzysia? Jestem taki głodny – powiedział jakby wyczuwając jej myśli.

Miranda odwróciła wzrok jak mała dziewczynka przyłapana w szkole na nieodrobieniu lekcji. Gorączkowo szukała wymówki, jakiegoś małego kłamstwa, którym mogłaby załagodzić niezręczność sytuację.
- Nie czułam się dobrze. Już ci mówiłam. Przepraszam. – Schyliła teraz głowę a on ją pogłaskał po włosach jak małe dziecko, które jednak dostąpiło łaski przebaczenia.

Krzysztof poczuł się rozczarowany, ale za nic nie chciał psuć tego wieczoru. Tak bardzo teraz potrzebował czasu spędzonego z Miranda, jej oddania, naiwnej kobiecość, erotyzmu, który bez zbędnych słów obiecywał chwile odprężania. Miał za sobą ciężki dzień w pracy a potem w domu. Agnieszka wciąż jest niezadowolona, bez względu na to jak bardzo się stara ona wciąż chce więcej. Za małe mieszkanie, za mało pieniędzy za mało czasu i jeszcze do tego te ciągłe kłopoty z Krystianem. Dzisiaj znów pobił się z jakimś dzieciakiem w szkole. Krzysztof prawie niezauważalnie pokręcił głową. Czuł, że zaraz zwariuje i tylko Miranda może go przed tym ocalić.
- Mam nadzieję, że już lepiej czuje się moja czarodziejka? – zapytał z wyczuwalnym lekceważeniem.
- Zaraz coś zrobię – powiedziała Miranda robiąc w głowie gorączkowy przegląd lodówki i ewentualnych pomysłów na dania, które mogłaby szybko przygotować.
- Daj spokój – ponownie przyciągną ją do siebie – mam lepszy pomysł – wyszeptał całując ją w ucho. – Zamówimy pizzę, ale za chwilę, teraz mój głód przybrał inny wymiar.

Miranda oddając Krzysztofowi swoje ciało udawała zaangażowanie i chociaż mogłoby się wydawać, że tonęła w namiętności to jej myśli i uczucia wciąż były skoncentrowane na sprzecznych emocjach, które wybuchały w jej duszy. Tak naprawdę czuła na zmianę złość na Krzysztofa oraz poczucie winy względem niego. Ostatecznie to drugie wygrało i Miranda udając orgazm patrzyła jak rośnie jego ego „super kochanka”. Chciała mu to podarować. Dzięki temu zdobyła dla siebie odrobinę usprawiedliwienia.

Wyszedł około północy. Jak zawsze. Zastawił ją w pustym, pachnącym jeszcze miłością łóżku. „Ciekawe, co powie żonie” – pomyślała z bólem, do którego już się przyzwyczaiła i przymierzyła srebrną bransoletkę – prezent, który dostała. Dopiła niedokończoną butelkę wina i zasnęła lekkim przerywanym snem.

***

Miranda odniosła zakupy, wzięła nowy, nieotwierany jeszcze komplet kart Tarota i ponownie wyszła z domu. Szła w kierunku targowiska ostrożnie stawiając stopy obute w nowe czerwone szpilki. Po tym jak odzyskała kartę mogłaby zapomnieć o całym zdarzeniu. Jednak z jakiegoś powodu nadal pamiętała tą niesympatyczną kobietę. Ponadto wciąż czuła niepokój, który kazał jej szukać z nią kontaktu.

Tego dnia była tam. Miranda zobaczyła ją już z daleka. Jak zwykle siedziała na tym swoim krzesełku prawie niewidoczna zza wysokiej ławy, na której leżało kilka serwetek. Ubrana w granatową koszulkę i czarne spodnie wyglądała wyjątkowo ponuro w ten majowy dzień. Jej twarz wykrzywiona w jakimś dziwnym grymasie nie pozwalała na odgadnięcie prawdziwych emocji kobiety. Może była smutna a może obrażona, być może coś ją bolało lub miała jakieś kłopoty. Miranda podeszła i w milczeniu długo oglądała serwetki. Krystyna obserwowała ją kontem oka nie wstając i nie odzywając się.
- Pomyślała pani o moim zaproszeniu. Chciałabym jakoś odwdzięczyć się za odzyskanie karty. – W końcu to Miranda odezwała się do Krystyny.
- Nie ma potrzeby. Oddałam, bo nie była moja – odpowiedziała ona.
- Naprawdę nie chce pani dowiedzieć się, co ta karta chciała pani powiedzieć.
- Karty nie mówią – odparła z lekką ironią.
„A więc ma jakieś emocje” – pomyślała Miranda.
- A jednak – dodała. – Ta chciała coś pani powiedzieć. Wie pani ja nigdy nie zabieram ze sobą kart. Nie wiem, czemu wtedy je wzięłam i jakim cudem ona wypadła z woreczka z mojego punktu widzenia jest to wręcz nieprawdopodobne.
- Nie wierzę w takie bzdury i nie chcę żadnej wróżby.
- Dobrze, nie będę się narzucać, to jest komplet kart, prezent ode mnie a tu numer mojego telefonu – powiedziała Miranda.
- Nie trzeba. – Krystyna kategorycznie zaprzeczyła gestem dłoni. Miranda jednak położyła pudełeczko razem z wizytówkę na ławie i odeszła nie oglądając się za siebie. „Zrobiłam, co mogłam” – mówiła do siebie w duchu „nie możecie mieć do mnie pretensji”.

***

Minęły prawie cztery laty od czasu, gdy Krystyna ostatni raz widziała Janusza. Od ponad dwóch lat nie była jego żoną i pomimo tego, że on fizycznie zniknął, to jego duch za sprawą teściowej i dzieci wciąż był obecny w jej życiu. Ta obecność wbrew pozorom była do tej pory miła Krystynie. Fakt bycia porzuconą żoną dodawał jej swego rodzaju poczucia wartości. Rozpamiętując swoje bóle i nieszczęścia wielokrotnie wyobrażała sobie spotkanie z byłym mężem. Chciała, aby czuł się winny. Nie bardzo wiedziała jak miałaby to poczucie winy w nim wzbudzić, ale liczyła, że nie zmienił się tak bardzo. Miała nadzieję, że opowieści teściowej o jego wspaniałym życiu okażą się nie prawdziwe. „Życie nie zmienia się tak po prostu. Jeśli ktoś ma pod górkę to całe życie” – myślała Krystyna. Jednak teraz czuła niepokój i wolałaby nie spotykać już nigdy Janusza. Podekscytowanie teściowej a dodatkowo jeszcze Zosi i Mateusza dodatkowo wzmagał i tak zły nastrój Krystyny.

Tego dnia odebrała już cztery telefony w tym dwa od teściowej, jeden od Mateusza i nawet od Zosi, która dzwoniła do matki niezwykle rzadko.
- Cześć mamo, tak żałuję, że nie mogę być z wami. – Tymi słowami rozpoczęła rozmowę Zosia.
- Jak to z nami? – Krystyna wyszeptała niepewnie te słowa.
- No z wami: tatą, Mateuszem, babcią – Zosia dawno nie była taka podekscytowana. Krystyna dostrzegła, że nie wymieniła jej, ale skurcz w gardle, który niespodziewanie pojawił się nie pozwalał jej w tym momencie się odezwać. – Co tam? Jesteś? – zapytała Zosia.
- Tak jestem. – odpowiedziała Krystyna powstrzymując łzy, które od jakiegoś czasu coraz częściej pojawiały się w jej oczach.
- Jesteś jakaś dziwna mamo. Nie cieszysz się?
- Z czego mam się cieszyć?
- Jak to, z czego? Może tata zechce do ciebie wrócić?
- Tak myślisz – powiedziała Krystyna ostatkiem sił i zasłaniając dłonią słuchawkę, krzyknęła bezgłośnie przygryzając wargę aż poczuła smak krwi. – Co u was? – odzyskując odrobinę równowagi postarała się zmienić temat.
- Nic nowego, ciężko, wiesz ja szukam pracy, Malwinka idzie do szkoły od września. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzimy. Szkoda, że cię tu nie ma. Nawet myślałam abyś przyjechała do nas, staramy się o większe mieszkanie, więc mogłabyś z nami zamieszkać, ale teraz, gdy tata wraca… - Zosia zawiesiła głos – to chyba nie wyjdzie.
- Pocałuj Malwinkę, muszę kończyć, zaraz idę do pracy – skłamała i pierwsza odłożyła słuchawkę.

Krystyna chodziła po mieszkaniu szukając miejsca, które ewentualnie mogłaby posprzątać. Wytarła nieistniejące kurze i zmyła czysta podłogę. Włączyła telewizor, wzięła szydełko. Jej dłonie były dziś wyjątkowo oporne a nitka nie przesuwała się tak sprawnie, wciąż myliła oczka a wzór wychodził krzywy. Nawet jej ulubiony serial nie pozwolił jej wyciszyć szalejących w głowie myśli. Spakowała serwetki, które jeszcze zostały nie sprzedane do swojej wielkiej torby, wzięła składane krzesełko i wyszła z domu.

Początkowo siedziała spokojnie, obserwując ludzi, którzy zajęci swoimi sprawami mijali ją obojętnie. Handlujące obok kobiety głośno rozmawiały, jednak ich głos był dla Krystyny tylko niezbyt przyjemnym szumem, który nauczyła się skutecznie ignorować. W pewnej chwili niechcący dotarł do niej temat rozmowy obu kobiet. One mówiły najwyraźniej o wróżce, która ze względu na swój wygląd znana była w miasteczku chyba wszystkim. Krystyna po zdarzeniu z kartą starała się zapomnieć o całej historii, ale zupełnie niechcący zaczęła się przysłuchać ich rozmowie czując narastającą w sobie irytację. Sama nie miała o „wróżce” zbyt dobrego zdania jednak słowa, które wypowiadały tamte kobiety budziły w niej sprzeciw. Wedy ją zobaczyła, szła w ich kierunku. Malinowska z Kowalską zamilkły natychmiast.

Potem przyszła teściowa i to było zdecydowanie gorsze.
- Lepiej poszłabyś do fryzjera, okropnie wyglądasz – powiedziała na powitanie. Z tym akurat Krystyna się zgadzała, jednak jedyne, co teraz chciała zrobić to zamordować tą kobietę.
- … - jednak milczała.
- Jutro Januszek już będzie, nie masz zbyt wiele czasu – teściowa dodała ze złośliwym uśmiechem.
- … - nadal nic nie odpowiadała licząc, że zniechęcona odejdzie.
- Mam nadzieje, że przyjdziesz wcześniej i mi trochę pomożesz.
- Ale, w czym? – Krystyna nie wytrzymała.
- Jak to. Trzeba przygotować uroczystą kolację.
- Ja mam przygotowywać kolację? – Krystyna nie miała już siły, aby się nawet oburzyć.
- No …
„Ta kobieta naprawdę niczego nie rozumie. Jest tak głupia czy okrutna” pomyślała Krystyna
- Nie przyjdę – odpowiedziała ostatkiem sił i zabrała się za pakowanie serwetek.
- Żebyś nie żałowała – odpowiedziała teściowa i zadzierając swoim zwyczajem wysoko głowę odwróciła się i odeszła.

Mateusz przyjechał rano, wpadł na chwilę i zaraz pobiegł do babci. Z tego wszystkiego Krystyna zapomniała o jutrzejszym spotkaniu z Andrzejem.

***
Andrzej od pół godziny spacerował w miejscu gdzie tydzień temu rozstał się z Krystyną. Czekał na kobietę, która z jakiegoś powodu bardzo go intrygowała. Ich poprzednie, przypadkowe spotkanie sprawiło, że jeszcze bardziej pragnął ją bliżej poznać. Czuł że musi to zrobić teraz, przed swoim wyjazdem. Obawiał się, że ich krucha nić porozumienia, jaka zawiązała się pomiędzy nimi może nie przetrwać nawet niewielkiej próby czasu. Jednak wraz z upływem czasu coraz mniej wierzył w to, że ona dzisiaj się pojawi.

Zawrócił zrezygnowany i skierował się w stronę parkingu, obejrzał się ostatni raz i wtedy zobaczył śpiesznie zbliżającą się jej przygarbioną postać. Andrzej rozpoznał ją od razu pomimo tego, że dzisiaj wyglądała zupełnie inaczej. Nie przypominała góry lodowej, której zdobycie zawsze go pociągało. Nie była też jak zawstydzona dziewczynka, która tak go rozczuliła podczas ich ostatniego spotkania. Teraz była zupełnie inna. Niezmiernie smutna i przybita jakby niosła na ramionach ogromny ciężar. Z daleka tłumaczyła się ze spóźnienia.
- Cieszę się, że pani przyszła – przerwał jej tłumaczenia – już traciłem nadzieję.
Zamilkła i patrzyła na jego wyciągniętą rękę jakby badała czy jego intencje są szczere. Niepewnie podała mu dłoń a on delikatnie uniósł ją do góry i pocałował. Krystyna nie pamiętała, kiedy ostatnio ktoś całował ją w rękę. Jeśli nawet to się kiedyś zdarzyło to ona dawno wyparła to z pamięci.
- Zapraszam na spacer – kontynuował i podał jej ramię.
Krystyna udała, że nie zauważyła gestu mężczyzny. Ruszyła obok niego zachowując pewną odległość i dyskretnie obserwowała go kątem oka. Rozmowa dziwnym trafem znów potoczyła się wyjątkowo gładko. Andrzej nadal opowiadał jej ciekawostki historyczne związane z jej miastem. Wiedział tak wiele pomimo tego, że mieszkał w miasteczku znacznie krócej niż ona.

Później rozmowa zeszła na bardziej osobiste tematy. Krystyna odważyła się powiedzieć parę słów o sobie. Opowiedziała o Mateuszu, Zosi i Malwince a także o tym, że mieszka sama. Przemilczała kwestię sposobu rozstania z mężem oraz fakt, że teraz przyjechał.

Andrzej powiedział Krystynie, że od kilku lat jest wdowcem. Jego dzieci podobnie jak jej porozjeżdżały się po świecie i on też ma w planie wyjazd na stałe do Hiszpanii.

Krystyna poczuła nieokreślone uczucie zawodu. Schyliła głowę, aby ten mężczyzna nie spojrzał jej w oczy, bo miała dziwne wrażenie, że on wiedział o niej znacznie więcej niż to, co chciałaby mu powiedzieć. Przez chwilę milczeli a potem Andrzej kontynuował. Opowiadał o koledze, który po przejściu na emeryturę wraz z żoną wyjechał do tego pięknego kraju. Sprzedali to, co mieli w Polsce i urządzili się bardzo wygodnie w hiszpańskim miasteczku. Mieszkają tam już dwa lata i chwalą sobie. Żyją spokojnie i dostatnio a przy tym mają częściej piękną pogodę.

Andrzej się uśmiechnął, ale Krystyna nie zobaczyła tego. Nadal była smutna. Może nawet smutniejsza. Szła ze spuszczoną głową, swoim zwyczajem zapatrzona w czubki własnych butów.
- Za tydzień jadę do nich. Miedzy innymi, dlatego tak bardzo zależało mi na spotkaniu z Tobą. Oj przepraszam! Z panią. – Andrzej przepraszając lekko się ukłonił.
Krystyna odważyła się spojrzeć na mężczyznę.
- Nie szkodzi. Mam na imię Krystyna – powiedziała bardzo cicho.
- Andrzej – mężczyzna zatrzymał się wyciągając rękę w kierunku jej dłoni. Krystyna podała mu dłoń a on pocałował ją kolejny raz. – Więc Krysia. Bardzo ładne imię – powiedział na chwilę zatrzymując jej spojrzenie na sobie. Patrzył głęboko w jej oczy i widział tam znacznie więcej niż tylko smutną kobietę. Chciał ją przytulić, ale wiedział, że nie może tego zrobić, że na to jest zdecydowanie za wcześnie. Zrozumiał, że za nic na świecie nie chce dokładać jej smutku. – Jadę tylko na dwa tygodnie. To są odwiedziny. Zastanawiam się nad tym, aby przenieść się tam na stałe, ale jeszcze nic nie postanowiłem – dodał.

Krystyna znowu schyliła głowę, aby nie pozwolić temu mężczyźnie odkryć swoich emocji, które od jakiegoś czasu przeżywała bardzo intensywnie.

- Krysiu! Zapraszam na kawę. Chodźmy! Tam jest mój samochód! - powiedział może zbyt entuzjastycznie. Tak bardzo chciał wywołać uśmiech na jej twarzy. Miał głębokie przekonanie, że Krystyna potrafi bardzo pięknie się uśmiechać.
Ona milczała, szła jednak we wskazanym kierunku, gdy Andrzej otworzył jej drzwi samochodu jak to czasami widywała w swoich serialach zatrzymała się i nie pewnie zerknęła na niego delikatnie się uśmiechając.

Siedzenie w kawiarni było dla Krystyny dawno zapomnianym przeżyciem, które jeśli nawet się zdarzyło w jej prawie pięćdziesięcioletnim życiu to można byłoby je policzyć na palcach jednej ręki.

Przy Andrzeju wszystko było takie inne i bardzo emocjonujące. Krystyna zapomniała o Januszu, teściowej a nawet Mateuszu, który przysłał SMS-a, że przenocuje dzisiaj u babci.

Dalszy ciąg nastąpi!!!

Podpis: 

Marzanna 18. 11. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.