http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We październiku nagrodą jest książka
Powtórka z morderstwa
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1623
użytkowników.

Gości:
1621
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81212

81212

Baśń o kowalu

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
19-08-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Dla dzieci/Fantasy/Przygoda
Rozmiar
14 kb
Czytane
179
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
19-08-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Kassandra Podpis: Kassandra
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Krótka baśń o strachu i smokach ;)

Opublikowany w:

Baśń o kowalu

Dawno, dawno temu w dalekiej, magicznej krainie u podnóża gór, leżała sobie mała wioska. Mieszkał tam młody chłopak o imieniu William. Will był synem kowala. Od najmłodszych lat pomagał ojcu w kuźni. Uczył się pilnie, by któregoś dnia samemu zostać kowalem. Nie miał większych ambicji, bo niby czemu miałby mieć. Pozycja dobrego rzemieślnika, uznanego kowala, to był największy zaszczyt jaki mógł spotkać chłopaka z małej wsi. Nigdy też tego nie żałował, nawet lubił swoją pracę.

Tak było, aż do dnia w którym do wsi wjechała królewska karoca. Pierwsi wjechali rycerze ze sztandarami, następnie piękna karoca, a za nią jeszcze trzech jeźdźców. Już przy wjeździe krzyczeli „Gdzie znajdziemy kowala?”. Mieszkańcy zdumieni, wskazywali tylko palcem kierunek. Will pomagał właśnie ojcu, gdy przed warsztat zajechał królewski kondukt. Jeden z rycerzy podjechał do nich na wysokim, szlachetnym ogierze.

- Jesteś kowalem? – ojciec Willa skinął głową na potwierdzenie. – Jeden z naszych koni stracił podkowę. Trzeba go szybko podkuć, księżniczka spieszy się na bal.
- To zajmie tylko chwilę. – odpowiedział kowal. – Will zmierz koniowi kopyto.
Will podszedł do wskazanego konia. Miarką zmierzył szerokość i długość kopyta i już miał wrócić do ojca, gdy usłyszał za sobą głos.
- Sir Randalu, jak długo tu będziemy? – księżniczka Izabela patrzyła przez otwarte drzwi powozu.

Rycerz, który zwracał się poprzednio do ojca, nazwany Sir Randalem, spojrzał się pytająco na Willa.
- To zajmie tylko chwilę. – odparł, nie spuszczając oczu z księżniczki.
Dziewczyna była piękna. Mniej więcej w wieku Willa. Miała długie, jasne włosy i niebieskie, wesołe oczy. Na jego odpowiedź skinęła głową i obdarzyła chłopaka uroczym uśmiechem.

Po raz pierwszy, ojciec musiał go popędzać przy pracy. Will nieustannie odwracał wzrok starając się spojrzeć na księżniczkę. Bardzo żałował, że podkucie konia trwa tak, krótko. Po skończonej robocie, Sir Randal rzucił ojcu Willa sakiewkę z pieniędzmi, księżniczka natomiast pomachała obu kowalom na pożegnanie. Will stał jak zaczarowany, właśnie zaczął marzyć o poślubieniu pięknej księżniczki.

- Will! Wracaj do pracy, nie masz co marzyć o księżniczce. – zawołał ze śmiechem jego ojciec, jakby czytając mu w myślach.

Will wiedział, że ojciec ma rację. O rękę księżniczki mogli starać się tylko najwięksi lordowie, on mógłby może zostać jej służącym, ale i to wątpliwie – nie znał nawet etykiety. Westchnąwszy, wrócił do pracy, ale nie mógł zapomnieć uroczego uśmiechu księżniczki Izabeli.

***

Dwa tygodnie później zdarzyło się coś co nie tylko nie pomogło, Willowi zapomnieć o księżniczce, ale znów rozbudziły jego nadzieje. Królestwo obiegła wieść o porwaniu królewskiej córki. Zły czarnoksiężnik, Gaard, napadł na kondukt, czarem unieruchomił strażników, poczym zniknął w czerwonym świetle razem z księżniczką. Król rozesłał po całym królestwie heroldów z wiadomością, że ten kto uratuje księżniczkę Izabelę, otrzyma jej rękę w nagrodę. Will nie potrzebował więcej. W jednej chwili był gotowy do drogi.

- Will! – krzyczał za nim ojciec. – Zostań! Nie Tobie się równać do wielkich rycerzy! Zginiesz tam! Król nie pozwoli Ci i tak poślubić swojej córki!
Nic to jednak nie dawało, will był bardziej niż zdecydowany. To była jego jedyna szansa. Wsiadł na konia i odjechał, starając się nie słyszeć krzyków ojca.

Nie mając pojęcia gdzie szukać, jeździł po całej krainie i szukał każdej możliwej wskazówki. Mijały tygodnie, a on nic jednak nie znajdywał. Nic nie wskazywało też na to, by ktokolwiek inny odszukał księżniczkę. Zrezygnowany wracał właśnie do domu. Nie miał pojęcia, gdzie mógłby jeszcze zajrzeć, opuściła go cała nadzieja. Wtedy właśnie zobaczył siedzącego przy drodze staruszka. Wyglądał na bardzo biednego, miał na sobie tylko podartą szatę, a jego oczy były przymknięte jakby spał. Will w pierwszej chwili chciał przejechać obok niego obojętnie. Sam był zmęczony długa podróżą, nie miał już prawie jedzenia, a i wody tylko na kilka łyków. Spojrzał jednak na staruszka raz jeszcze i coś go tknęło. Stanął.

- Wszystko w porządku? Mogę Ci w czymś pomóc?
- Wody. – odparł słabym głosem człowiek.
Will podał swoją wodę z pewnym wahaniem. „On potrzebuje jej bardziej niż ja” przekonywał sam siebie. Z tą myślą wyjął także swoją ostatnią rację żywnościową i podzielił się nią ze staruszkiem. Zaproponował także podwiezienie go do najbliższej wsi, widząc, że biedak nie da rady sam dojść.

- Dziękuję Ci, młody Willu. – chłopak zdziwił się, że staruszek zna jego imię. – Twoje dobre serce mnie uratowało. W zamian za Twoją pomoc dam Ci tę mapę. Pomoże Ci ona w twoich poszukiwaniach.

Will spojrzał na zwój, który dostał i już chciał coś powiedzieć, ale gdy podniósł głowę zobaczył, że staruszka już nie ma. Chłopak nie był pewien co zrobić. Nic nie rozumiał z tego co się wydarzyło. Spojrzał na otrzymaną mapę. Przedstawiał ziemie królestwa, ale w okolicach gór znajdował się czerwony punkt. Will przez chwilę się wahał. „Może to był właśnie Gaard i zastawił na mnie pułapkę, ale dlaczego miałby to robić? Jestem tylko synem kowala, który właśnie zrezygnował ze swoich marzeń”. Postanowił spróbować. Spojrzał jeszcze raz na mapę, wsiadł na konia i ruszył w drogę.

Jechał trzy dni i trzy noce, a gdy w końcu dotarł na miejsce, prawie się rozpłakał. Obszedł trzy razy okolicę i zajrzał pod każdy kamień. Tutaj nic nie było. Staruszek musiał sobie z niego zażartować. Zrezygnowany Will oparł się o skalną ścianę i… przewrócił się. Zdziwiony spojrzał na miejsce, gdzie przed chwilą była skała. Teraz znajdowało się tam wejście do jaskini, w której właśnie leżał na plecach. Wstał i popatrzył w jej głąb. Było zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyć. Podbiegł do konia i wyjął z juk pochodnię. Zapalił ją krzesiwem i wszedł do jaskini. Korytarz nie był długi, szybko znalazł się w ślepym zaułku. Tym razem jednak nie zrezygnował szybko. Pamiętał jak dostał się do jaskini, więc zaczął dotykać ścianę na końcu. Po chwili jego palce napotkały na ruchomy kamień – nacisnął go. Przed Willem otworzyły się kolejne tajemne drzwi, a za nimi niewielka komnata. Chłopak zrobił niepewny krok, potem drugi, gdy tylko przekroczył próg pomieszczenia usłyszał zgrzyt zamykających się drzwi. Gwałtownie się odwrócił, ale nie było już wyjścia. „Teraz to się wpakowałem” pomyślał.

- Nie bój się, chłopcze. – usłyszał łagodny głos za sobą.
Will zobaczył na środku komnaty kobietę. Chociaż nie całkiem, była to raczej zjawa o postaci kobiety.
- Kim… Czym jesteś? – zapytał starając się nie okazać strachu.
- Jestem Wyrocznią. Wiem co było… wiem co jest… a także co będzie… W czym mogę Ci pomóc, chłopcze.
- Podobno możesz mi pomóc w moich poszukiwaniach.
- Ach! Szukasz czarnoksiężnika, a wraz z nim księżniczki Izabeli. Tak. Mogę ci pomóc.
- Gdzie on jest? Gdzie jest księżniczka? – zapytał z entuzjazmem Will.
- Znajdziesz swoją ukochaną tam gdzie rzeka Isgara zaczyna swój bieg. Pod płaszczem wody znajduje się jaskinia. Na jej końcu znajdziesz księżniczkę.
- Dziękuję! – krzyknął uradowany Will. Teraz był pewien, ze uratuje księżniczkę.
- Czekaj! – zawołała Wyrocznia. – Gaard jest potężnym czarnoksiężnikiem, nie będzie Ci łatwo go pokonać. Czeka Cię wiele niebezpieczeństw. Jeśli chcesz uratować swoją księżniczkę, musisz zapamiętać moja słowa. Cienie nie żyją w ciemności, a smoki nie istnieją.
- Co to ma znaczyć? – zdziwił się chłopak.
- Pamiętaj moje słowa, jeśli chcesz przeżyć! Pamiętaj Willu!
- Będę pamiętał. – obiecał syn kowala.

Po tych słowach, drzwi za jego plecami się otworzyły. Will chciał jeszcze podziękować, ale Wyroczni już nie było. „Czemu oni wszyscy tak nagle znikają?” zastanowił się chłopak. Powtórzył w myślach dziwne słowa Wyroczni i wybiegł z jaskini. Otworzył mapę od staruszka by zobaczyć, gdzie Isgara zaczyna swój bieg. Ogromnie się zdziwił, gdy zauważył, że na zwoju teraz zaznaczony jest początek rzeki, natomiast czerwona kropka zniknęła z gór. Will nie tracił jednak czasu na rozmyślania. Wskoczył na konia i pognał na ratunek swojej ukochanej księżniczce.

***

Will nie oszczędzał konia. Gnał dniami i nocami zatrzymując się tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne. Jego serce wypełniała nowa nadzieja na spełnienie marzeń, chociaż czasami w mrokach nocy słyszał głos swego ojca „Zginiesz! Nie dasz rady czarnoksiężnikowi! Król i tak nie pozwoli Ci poślubić swojej córki!”. Starał się ich nie słuchać. Powróciły do niego jednak ze zdwojoną siłą, gdy stanął przed źródłem rzeki. Ze skał wypływała woda tworząc wodospad. Teraz Will rozumiał, co Wyrocznia miała na myśli mówiąc „płaszcz wody”. Słowa ojca jednak głośno dźwięczały w jego głowie. Strach nie pozwalał mu zrobić kroku. Nagle złowieszcze słowa zostały odepchnięte przez obraz uśmiechającej się księżniczki. Zupełnie jakby mózg Willa walczył o jego marzenia i krzyczał „Nie poddawaj się!”. Chłopak zrobił krok, a potem było już łatwiej. Przeszedł przez wodospad do jaskini i ruszył dzielnie w jej głąb. Skalny korytarz był surowy, chociaż na ścianach wisiały okazjonalnie pochodnie. Will szedł zdecydowanie, ale ostrożnie. Pamiętał ostrzeżenia Wyroczni.

W pewnym momencie poczuł, że ktoś go śledzi. Nie mógł jednak nikogo zobaczyć. Korytarz był prosty i nie miał zagłębień, nikt nie mógł się w nim chować. Zdawało mu się, że widzi jakiś cień, ale on od razu znikał. Nagle Will się przewrócił. Chłopak się rozejrzał i zobaczył ogromny cień w kształcie bestii. Cień, który bezgłośnie się z niego śmiał. Will wstał, ale w następnym momencie cień rzucił się na niego odbierając mu dech i odrzucając w tył. Chłopak ponownie spróbował wstać z podobnym skutkiem. Kolejne próby tylko rozzłościły cień, a Will był coraz bardziej obolały. Wtem ponownie jego mózg przyszedł mu na ratunek. „Cień nie żyje w ciemności” usłyszał w głowie głos Wyroczni. Will spojrzał na pochodnie. Szybkim ruchem zarzucił na najbliższa pochodnię swój płaszcz. Korytarz opanowała ciemność. Teraz mógł się podnieść i nic go nie atakowało. Podziękował w duchu Wyroczni i ruszył dalej. Gdy pojawiały się kolejne pochodnie szybko je gasił i w ciemnościach powoli posuwał się dalej.

Nagle doszedł do miejsca, gdzie jaskinia rozszerzała się do sporej, okrągłej sali. Na jej przeciwległym końcu, pod ścianą siedziała księżniczka Izabela. Will zapomniał o ostrożności. Rzucił się biegiem w stronę księżniczki.

- Uważaj, to pułapka! – usłyszał jej krzyk w ostatnim momencie, by uchylić się przed wielką smocza łapą.

Will z przerażeniem zobaczył, że atakuje go ogromny smok. Następne minuty były najgorszymi w jego życiu. Z każdej strony nadlatywała w jego stronę łapa, ogon lub płomień smoka. Will z całych sił starał się ich unikać, ale tracił siły. Wiedział, że nie wytrzyma tak długo. „Zginiesz!” w jego głowie krzyczał ojciec. Teraz chłopak był w stanie mu uwierzyć. Nie miał szans ze smokiem, od samego początku był przegrany. Wtem wśród krzyków ojca usłyszał inny głos „Pamiętaj!”. Co miał pamiętać? Już wiedział. „Smoki nie istnieją” powiedziała Wyrocznia. „Jak nie istnieją, skoro jeden właśnie mnie atakuje?” sfrustrował się Will. Czy Wyrocznia się pomyliła? „Do tej pory się nie myliła” pojawiła się myśl. Postanowił więc raz jeszcze jej uwierzyć. Przestał unikać smoka, stanął i zamknął oczy powtarzając w myślach słowa Wyroczni „Smoki nie istnieją”. Nie słyszał krzyków księżniczki, taki był skupiony. Otworzył oczy dopiero, kiedy był całkowicie przekonany, że nie wierzy w istnienie smoków. Miał rację. Smoka tam nie było. Will podbiegł do księżniczki i pomógł jej się podnieść.

- Jak to zrobiłeś? – zapytała księżniczka. – Myślałam, że Cię pożre jak stanąłeś, a on zniknął.
- Nie mam pojęcia. – przyznał Will. – Najważniejsze, że jesteś wolna.
- A co z czarnoksiężnikiem?
- Nie będzie Wam już zagrażał. – usłyszeli oboje głos.
Will znał ten głos. Należał do staruszka, który dał mu mapę. Teraz stał tam, ale nie wyglądał już na biedaka. Miał na sobie kapelusz oraz czerwone szaty maga.
- Co masz na myśli? – zapytał chłopak.
- Moc Gaarda była zaklęta w tym smoku. Pokonałeś go, teraz nie ma już mocy, która mogłaby Wam albo komukolwiek innemu zagrozić.
- Ale jak to możliwe? Przecież nic nie zrobiłem. – powiedział Will.
- Każdy czarodziej ma tyle mocy ile ludzie pozwolą mu mieć. Zignorowałeś go, wiec nie mógł Cię tknąć. Teraz wracajcie do domu. – po tych słowach ponownie zniknął.

Will nic z tego nie rozumiał, ale już się przyzwyczaił. Zresztą teraz, kiedy księżniczka była bezpieczna już go to nie obchodziło. Wziął Izabelę za rękę i wyprowadził z jaskini, po czym zawiózł na zamek.

***

Radość króla była wielka. Nie spełniły się też złowieszcze słowa ojca. Król dotrzymał obietnicy. Izabela została żoną Willa. Oboje byli bardzo szczęśliwi. Ślub był piękny i całe królestwo świętowało z radością. Do zamku przyjechał także ojciec Willa. Był niezwykle dumny z syna i nieustannie powtarzał jak bardzo przeprasza, że w niego nie wierzył.

Wszyscy zamieszkami na zamku. Will i Izabela byli uwielbiani przez poddanych. Oboje sprawiedliwi, nigdy nie brali pod uwagę różnic klasowych, szanowali każdego człowieka. Po śmierci króla, Will objął tron i zyskał przydomek Wielki. Za jego panowania królestwo przezywało złotą erę. Nikomu nie brakowało pieniędzy, ani jedzenia, wszyscy byli szczęśliwi.

Czarnoksiężnika Gaarda nikt już nigdy nie spotkał. Mówiono, że zginął po zwycięstwie Willa nad smokiem, ale czy tak było naprawdę – nie wiadomo. Ważne, że już nigdy nikomu nie zaszkodziła. Co zaś się tyczy starego czarodzieja… Cóż, Will mógłby przysiąc, że widywał go ledwie przez sekundy, zawsze gdzieś w tłumie z aprobatą przyglądającego się wydarzeniom.

Podpis: 

Kassandra 5 lat temu
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.