http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
150

W usta Twe się zapatrzeć

  Zostać, trwać, być tak z Tobą póki Bóg nie rozdzieli  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

W usta Twe się zapatrzeć

Zostać, trwać, być tak z Tobą póki Bóg nie rozdzieli

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Bliżej

Podejdź bliżej

Ciemność

Urywek opowiadania

Miła

Róża zwana Miła

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
499
użytkowników.

Gości:
499
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81228

81228

Coś więcej niż życie (tytuł roboczy)

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
19-09-18

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Religia/-
Rozmiar
17 kb
Czytane
701
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
19-09-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Kemilk Podpis: Józef Kemilk
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Taki trochę science fiction religijny. Można go potraktować jako wstęp do czegoś większego jak i utwór samodzielny.

Opublikowany w:

Coś więcej niż życie (tytuł roboczy)

Więzień własnego więzienia.

Nieoperacyjny guz mózgu. Diagnoza odzierająca ze złudzeń i zarazem tłumacząca nasilające się bóle głowy, połączone z niewyraźnymi wizjami. Chemioterapia. Oczywiście padła ta propozycja, którą odrzucił bez mrugnięcia okiem. Bez niej miał około dwóch miesięcy życia, z nią szanse na przeżycie określano na dwadzieścia procent.

Czy to rozpoznanie nie było swego rodzaju wybawieniem? Mateusz stał nad swoją kolejną ofiarą niczym pan życia i śmierci. Wychudzony, łysy delikwent siedział na krześle i przerażonymi, opuchniętymi oczami, patrzył na niego. Bełkot wydobywający się z jego ust, nawet dla oprawcy nie był zrozumiały.

Trudno mówić bez języka. Języka plugawiącego Boga Wszechmogącego!

Wyprowadził cios, trafiając pięścią w głowę nieszczęśnika, która momentalnie odskoczyła do tyłu, oczodoły zostały zasłonięte przez powieki, a zagryzione wargi pozwoliły, na milczące przyjęcie ciosu.

– Niedługo skończę z tobą. Wiem, że oczekujesz śmierci, tak jak oczekiwała tego twoja rodzina, którą zaszlachtowałeś.

Ponownie usłyszał bełkot i zaśmiał się.

– Niedługo spotkamy się w piekle.

Dzwonek telefonu wyrwał go z królestwa ciemności, w którym wraz z ofiarami zatapiał się, bez szans na ratunek. Odebrał telefon, dający ułudę normalności.

– Tak kochanie, jeszcze mam trochę roboty [...] Tak, byłem u lekarza, mówił, że potrzebne są dodatkowe badania, ale powinno być wszystko w porządku [...] Naprawdę muszę już kończyć.

Rozłączył się, wziął kij i z całych sił walnął w kolano więźnia.

– Tak. Czasami umieranie jest straszne. Myślisz, że jeszcze kilka takich ciosów i wyzioniesz ducha?

Monolog został przerwany przez ostry ból głowy, a przez jego ciało przebiegł prąd. Czekało go jeszcze dwa miesiąca gównianego, podwójnego życia. I znowu wizja. Tym razem wyraźna.

– Witam się Mateuszu. Dobrą śmierć wybrałeś?

– Kim jesteś?

– Tym który wszystko stworzył. Panem życia i śmierci.

– Mrok ogarnia nas, sił już nam brak. – Usłyszał szept, a może kolejny omam?

Wizja się rozmyła, a przed sobą wciąż miał potwora, który nigdy nie powinien zostać nazwany człowiekiem.

– Chętnie bym z tobą skończył. Niestety muszę trzymać się zasad, a jedna z nich jest taka, iż zabijam dopiero wtedy, gdy przybywam z następnym popaprańcem.

Brudna robota

Ten dzień był jednym z trudniejszych, przybliżającym go do ostatecznego wybawienia. Każdego dnia marzył o śmierci. Ten świat nie był jego, a ludzie byli całkowicie obcymi istotami. Nie pasował do nich i jedyne co łączyło go z rzeczywistością to żona, obdarzająca go,niewyczerpanym pokładem miłości. Chciał jak najszybciej znaleźć się przy niej, poczuć miłość obejmującą duszę, poczuć bliskość jej ciała. Niestety nie tym razem. Tropił gwałciciela i zabójcę. Wiedział już, kim jest, gdzie mieszka, co robi. Musiał mieć jednak stuprocentową pewność. Nie mogło być tak, by ktoś niewinny zetknął się z jego mroczną częścią.

Obserwował go. Kochającego męża i ojca. Lustrował zboczeńca, ukrywającego drugie, odrażające oblicze. Trzeci dzień obserwacji pięknej białej willi i w końcu doczekał się jego wieczornego wyjścia.

Czarny kaptur na głowie ukrywający twarz, dodatkowo dres i adidasy. Zwykły człowiek uprawiający sport. Szedł szybkim krokiem, żądny mocnych wrażeń, a te miał jak w banku. Mateusz szedł za nim, on jednak zaaferowany nie zwracał uwagi na nic i wciąż przyśpieszał. Podniecenie odebrało ostrożność. W końcu typ przystanął i schował się w gąszczu krzaków. Mateusz zrobił to samo i nagle sparaliżował go ból, wywołujący kolejne wizje.

– To jest twoja ostatnia ofiara. Niedługo znowu będziemy razem.

– Co się dzieje? O co chodzi?

– Powoli wszystko sobie przypomnisz. Sprawne ciało i mózg tłumią prawdę. Uważaj, jesteś zmęczony i nietrudno o błąd.

Wizja zniknęła, on zaś usłyszał stłumiony krzyk rozpaczy. Krzyk kolejnej ofiary tego parszywca, lubującego się w zadawaniu bólu, uwielbiającego poniżać kobiety, by ostatecznie je unicestwić. Mimo pulsującego bólu błyskawicznie ruszył z pomocą. Doskoczył do napastnika i poraził go paralizatorem. Chwilę potem wstrzyknął mu substancję usypiającą i stracił przytomność.

Słabość jedyną nadzieją

Z daleka docierały do niego cichnące wrzaski kobiety i nastała cisza.

– Zbudź się Mateuszu. Jeszcze nie nadszedł twój czas. Policja już jedzie!

Podniósł się i z wysiłkiem zarzucił ofiarę na barki. Nie mógł go ciągnąć, gdyż szybko zostałby wytropiony. Sapiąc z wysiłku, dotarł do samochodu, wrzucił zboczeńca do bagażnika i podał kolejną dawkę leku usypiającego. Musiał odpocząć. Natychmiast. Usiadł za kierownicą, z trudnością łapiąc oddech. W końcu włączył silnik i ruszył w kierunku jedynej bezpiecznej przystani. Do domu, do ukochanej. Jechał ostrożnie i powoli, a świat wokół niego niebezpiecznie wirował. Raz za razem otwierał i zamykał oczy, przecierał je i uparcie parł do celu. Ostatecznie udało mu się zaparkować przed domem. Wyszedł z auta i chwiejąc się, szedł
w kierunku drzwi.

Tuż przed nimi upadł i pojawiła się wizja czysta i niczym niezakłócona.

– Dobrze cię widzieć Mateuszu. Pamiętasz, jak stworzyliśmy człowieka?

Zszokowany przypominał sobie, kim był i co robił. On także był ich stworzycielem.

– Wszystko wiem. Boże, do czego doszedłem!

– Spokojnie. Pamiętasz twój dylemat, jak najlepiej jest zakończyć życie człowieka? – dopytywał Gabriel.

– Umieranie, to parszywa robota?

– Tak, właśnie tak to nazywałeś. Nie umieliśmy wykształcić nic materialnego, co mogłoby żyć wiecznie. Jedyne zaś, co udało się nam stworzyć, co dawało nadzieję na poznanie świata, to człowiek.

– Taak, człowiek.

– Wehikuł, mający przybliżyć nas do Boga.

– I zastanawialiśmy się, jaką najlepszą śmierć dla nich wybrać. Boże, umierałem setki razy i nigdy nie pamiętałem, kim jestem. Aż do teraz. Czy jeszcze żyję?

– Słuchaj nas, mrok tłumi i niszy. Mrok jest już w części nas.– Kolejne szepty na granicy jaźni. Dusze?

– Żyjesz Mateuszu, ale musisz się szybko obudzić. W przeciwnym wypadku Nina wezwie pogotowie, ty wylądujesz w szpitalu, gwałciciel ucieknie i stanie się wiele złego.

Namiastka szczęścia

– Obudź się! Obudź się!

– Nad sobą zobaczył Ninę, a nad nią tysiące gwiazd.

– Słyszałam, jak upadasz. Nic ci nie jest? Jedziemy do szpitala ! – mówiła chaotycznie i zarazem z wielką troską. Spoglądała na niego, miotana przez sprzeczne uczucia.

– Twoja miłość tuli mnie do snu. Dziękuję ci za każdą chwilę. Tyle razy byłaś za mną, tyle razy tuliłaś mnie do siebie. Dziękuję.

– Co ci jest? Co ty mówisz? – wyraźnie zaniepokojona, zadawała niespójne pytania.

– Umieram Nino. Odchodzę i dziękuję ci za wszystko.

Łzy spływały po jej policzkach, by w końcu wylądować na twarzy Mateusza. Słodko słony smak.

– Kocham cię Nino i na zawsze będziemy razem. Dziękuję ci za miłość, odgradzającą mnie od tego przerażającego świata. Człowiek był błędem, a dusza została schowana zbyt głęboko.

– Choć do domu, porozmawiamy później. – Nie rozumiała o czym mówi. Pomogła mu wstać i skierowali się w kierunku kanapy.

– Dziękuję ci za wszystko. Co bym bez ciebie zrobił? Przyrzeknij, że będziesz wytrwale szukać Boga. To nasz jedyny cel.

Mateusz przymknął oczy i zasnął. Snem mocnym i spokojnym, niezakłóconym przez żadną wizję. Snem dającym mu siły, na ostateczne rozliczenie się ze swoim człowieczeństwem.

Miłość

Obudził go zapach kawy unoszący się w pokoju.

Nina siedziała na kanapie i przyglądała mu się z miłością. Ona nigdy nie zatraciła się w ciele człowieka. Tylko on błądził, desperacko szukając właściwych rozwiązań. Widząc, jak otwarł oczy, uśmiechnęła się do niego.

– Cześć kochanie. Lepiej wyglądasz. Powiesz, co się dzieje?

Prawda, półprawda, kłamstwo. Jak kogoś bezgranicznie kochasz, zastanawiasz się, z której opcji skorzystać.

– Mówiłem ci wczoraj. Umieram. Guz mózgu, nieoperacyjny.

– A chemioterapia? Będziemy walczyć! – Czuć było w jego głosie ból i potrzebę walki.

– Dwadzieścia procent szans. Po co kolejne cierpienie?

– Jesteś silny, nie poddamy się! – powiedziała twardo.

– Nino..., kocham cię całym sobą i nie chcę, byś widziała, jak więdnę, nie mając wpływu na nic. Chemia też mnie zabije.

– Nie mów tak. – W jej oczach pojawiły się łzy. – Nie wolno ci. Rozumiesz! Nie wolno!

– Kochanie porozmawiamy później. Muszę załatwić jeszcze jedną sprawę.

– Pomogę ci ! Pojadę z tobą – mówiła pewnie i stanowczo.

– To muszę załatwić sam – zaśmiał się. – Mój ostatni raz.

– Idę z tobą. – Wstała i ubrała kurtkę.

– Nie możesz. Muszę pobyć sam, o resztę pozostałych dni spędzę z tobą – odpowiedział drżącym głosem i przytulił się do niej. – Muszę już iść. – Delikatnie uwolnił się z uścisku i powolnym krokiem poszedł w kierunku samochodu.

Nina patrzyła za nim, a z jej policzków spływały łzy. Łzy tak często pomocne w oczyszczeniu emocji, dzisiaj niedające ukojenia. Jej ukochany umierał, a ona wiedziała, że nie jest
w stanie jej pomóc.

Wiedza to nie wszystko

Dobrze, że wczoraj miał na tyle jasny umysł, że dał gwałcicielowi drugi zastrzyk. Ten spał
w bagażniku i był to jego ostatni sen. Teraz wiedząc, kim jest, brzydził się sobą. Kolejny raz będąc w ciele człowieka, zatracił się w świecie materialnym. Jak zawsze czuł się inny, obcy, nie przeszkadzało mu to, zachowywać się i odczuwać jak człowiek. Zatrzymał się przed swoją "pustelnią" i wysiadł z samochodu.

Otworzył bagażnik, wyciągnął gwałciciela i rzucił go na ziemię. Ciągnąc ciało, rozglądał się i podziwiał budzącą się wiosnę. Czuł zapach kwiatów, słyszał śpiew ptaków i nie mógł się nadziwić, iż wcześniej nie zwracał na to uwagi. Właśnie piękno przyrody powinno go przybliżać do Boga, on jednak wybierał walkę. Każdorazowo chciał walczyć ze złem i szedł w tym kierunku, nie przebierając w środkach. Zło zwyciężał złem.

W końcu dobrnął do celu, posadził ofiarę na krześle i przywiązał ją do niego. Wcześniejszy „podopieczny" leżał nieprzytomny na podłodze, wciąż przywiązany do krzesła.

– Nieudana ucieczka. – przemknęło mu przez głowę.

Wziął wiadro pełne wody, chlusnął najpierw leżącego, następnie drugiego psychopatę. Ci momentalnie oprzytomnieli.

– Co jest? Wypuść mnie! Co ci zrobiłem?! – gwałciciel zaczął się wydzierać.

– Panowie pewnie się nie znają. – Mateusz na chwilę zawiesił głos. – To jest panie Tadeuszu, gwałciciel i zabójca. A to panie Pawle, jest psychopata, który zadźgał nożem dwójkę swoich dzieci i żonę.

Poczuł znajomy ból i ponownie pojawił się w swoim prawdziwym świecie.

– Chyba nie zamierzasz się z nimi bawić?– zapytał Gabriel.

– Nie, już nie – odpowiedział powoli. – Znowu do niczego nie doszedłem.

– Na razie nie. Masz jeszcze z dwa miesiące i Ninę przy sobie. Zawsze zastanawiałem się jakim cudem odnajdujesz ją w życiu, a nie umiesz znaleźć drogi do duszy.

– Miłość. – Mateusz się uśmiechnął. –Bezgraniczna miłość.

– Dobrze, byś poczuł ją do Boga.

– Boisz się, prawda? – zaatakował Mateusz. – Boisz się, że go nigdy nie znajdziemy? Że go nie ma? Przeraża cię nasza nieskuteczność?

– Przestań! – Gabriel wstrzymał potok jego słów. – Wiesz, że nie o to chodzi. Jesteś blisko i skup się na tym. Jesteś ciałem i świadomą duszą, a o to nam chodziło. To miało dać rozwiązanie.

– A pamiętasz, jak wybieraliśmy ludziom, jak mają umrzeć? Spróbowałem dosłownie wszystkiego. Umierałem nienarodzony, jako niemowlak, dziecko. Ginąłem w sposób tragiczny, byłem zabijany przez innych, umierałem ze starości. W końcu umierałem powalony chorobami. Powiem ci jedno. Umieranie się nam nie udało, a stworzenie człowieka, to była zabawa w Boga. To nie jest dobra droga Gabrielu.

– Wiesz przecież, po co to robiliśmy i wiesz, że musimy to kontynuować. Myślisz, że jestem dumny z człowieka? Nie dało się inaczej. Dusz jest coraz więcej, a my nie mamy dla nich miejsca. Pamiętasz, jak zdecydowaliśmy się podrzucać ludziom nowe technologie? A te barany, co robią? Wojny i wojny, jakieś bomby i mordują się bez końca. Tak, ty to chciałeś zatrzymać i wcieliłeś się w jednego z nich. Stałeś się taki jak oni i z lubością mordowałeś innych!

– Słyszałem szepty dusz, one się boją i uciekają przed mrokiem.– Mateusz zmienił temat
i wizja zniknęła.

Czasu nigdy za wiele

Ponowie znalazł się w chacie wraz z ofiarami. Teraz uwolni ich dusze, które ponownie wyśle na Ziemię. I tak bez końca. Gwałciciel krzyczał o swojej niewinności, drugi osobnik bełkotał niezrozumiale, Mateusz nie widział już sensu w swoim postępowaniu. Wyciągnął truciznę i wstrzyknął im śmiertelną dawkę. Kolejny raz widział przerażenie w oczach tych ludzi, niezdających sobie sprawy, że ich uwalnia z zagubienia i daję szansę na kolejne życie. Być może lepsze. Poczekał, aż dusze opuszczą ich ciała i tak jak poprzedników zakopał w niedalekim lasku.

Tak, był seryjnym mordercą, zabijającym morderców. Dlatego, iż był człowiekiem zagubionym w cielesności. To były jego ostatnie ofiary i to przynosiło ulgę. Przyszedł czas na znalezienie Boga, poszukiwanie, które pierwszy raz zmierzało we właściwym kierunku. Wsiadł do samochodu i ruszył do domu. Nagle zobaczył oślepiające światła i ponownie znalazł się u siebie.

– No i spieprzyłeś, a byliśmy bliżej niż kiedykolwiek.

– Przecież mam jeszcze dwa miesiące.

– I jak zwykle nie zauważasz różnicy po powrocie. Miałeś wypadek i zginąłeś. Wjechałeś
w tira.

– Nieee !

– Tak, niestety tak. Jest nas coraz mniej i kręcimy się w miejscu. Jak to się wszystko skończy, my ostatecznie odejdziemy, a ludzie wciąż będą żyć, atakowani przez pojawiające się nowe dusze. Daliśmy im technologię, by jak najszybciej ruszyli na podbój kosmosu, ale oni są zbyt tępi. Ludzie muszą zasiedlić inne planety, ich musi być coraz więcej.

– A jeżeli jesteśmy takimi samymi kukiełkami jak człowiek? Jeżeli nasza niematerialna forma skrywa coś jeszcze? Może przyszedł czas na zaniechanie wszelkiej kontroli?

– Poddać się. Tak po prostu?

– Może czas ich zostawić? Zbyt długo byliśmy ich Bogami, zbyt często udzielaliśmy ich pomocy. Zbyt dużo naszych było na Ziemi. Może nadszedł czas, by sami zaczęli szukać? Zostawmy ich. Jeżeli popełniliśmy błąd, to na Ziemi zapanuje chaos i życie zniknie. Jeżeli zaś w ludziach tli się coś więcej i są w stanie zjednoczyć się z duszą, to powstanie nowa jakość. Wszyscy wygramy.

– Odejdziesz? Ty, który wciąż chciałeś tam wracać. Chcesz odejść, mimo iż byliśmy tak blisko? Odejdziesz, wiedząc, iż wkrótce mrok ogarnie ten świat.

– Tak naprawdę nie wiemy, czy byłem blisko, czy był to kolejny etap niekończącej się drogi. Jestem naprawdę zmęczony. Poczekajmy te kilkanaście, czy też kilkadziesiąt lat i pożegnajmy się z nimi. Przemyśl to proszę, w końcu ty decydujesz.

Zmartwychwstanie

Nastała cisza, której nikt nie śmiał przerwać. Po paru tysiącach lat, padła propozycja, która od jakiegoś czasu wisiała w powietrzu. Mieli zostawić swoje dzieci zamknięte na powierzchni ogromnej kuli. Dzieci błądzące i pławiące się w materializmie, którym bardziej szkodzili, niż pomagali.

Gabriel nie chciał na to pozwolić i postanowił po raz drugi zstąpić na Ziemię. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, druga zaś zapowiedziana przez ludzkich proroków, miała nadejść i stworzyć raj na świecie.

– Ponownie zstąpię na Ziemię – z mocą powiedział Gabriel.

– Ty? Mówiłeś, że to był błąd, że go już nigdy nie popełnisz.

– To jest jedyne wyjście Mateuszu. Musimy ich ratować.

– Kogo? Ludzi czy dusze?

– Wszystkich.

– Jak niby to zrobisz?

– Nina mnie urodzi, ona jest w ciąży.

Mateusz zamarł. Jego ukochana jest w ciąży?

– Nina w ciąży?

– Tak Mateuszu. Ona mnie urodzi, a ty będziesz z nią rozmawiał w snach. Nie mogę zrobić inaczej.

– Zrobię, co mogę. Wiesz jednak, co zapowiadały proroctwa.

– Wiem Mateuszu i zmierzę się z tym. Czas na mnie. Od teraz ty tutaj rządzisz. Do zobaczenia, być może w snach.

– Do zobaczenia Gabrielu, nie pogub się w tamtym świecie.

– Nie pogubię się.

Gabriel wypowiedział te słowa i zniknął, równocześnie pojawiając się w łonie brzemiennej Niny.

Apokalipsa, jaka miała mieć miejsce, nadchodziła wielkimi krokami.

Podpis: 

Józef Kemilk 03.2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 100 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.