http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Posłannictwo z gwiazd

  Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We listopadzie nagrodą jest książka
Gra anioła
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Mój świat

Zagubienie, zbrodnia, kara.

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

TENEBRIS

Ciemność jest wokół nas. A jeśli jest także w Tobie?

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
508
użytkowników.

Gości:
506
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81241

81241

Abdul (fragment opowiadania

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
19-10-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Duchy/Horror/Przygoda
Rozmiar
23 kb
Czytane
212
Głosy
1
Ocena
3.00

Zmiany
19-10-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: maglownik Podpis: Arkadiusz Nowakakowski
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Abdul to historia mocno inspirowana światem Lovecrafta zapraszam do czytania

Opublikowany w:

https://steemit.com/pl-opowiadania/@kapitanrosomak/abdul-duzy-fragment-opowiadania-jakie-tworze-od-dawna

Abdul (fragment opowiadania

Dziś postanowiłem poprosić o podwyżkę przez 20 lat pracy w fabryce wełny należy mi się kilka dolarów więcej. Kiedy wybiła 17 odszedłem od stanowiska i udałem się do kierownika. Moja fabryka była na swój sposób nowoczesna nowe maszyny, dużo pracowników i wielki popyt na wełnę. Kierownictwo znajdowało się na górze. Stare drewniane schody prowadziły mnie do upragnionej prośby o wyższą pensje. Zapukałem.

Czego?Otworzyłem drzwi.
Pokój kierownika był mały wszędzie waliły się kartki z zapiskami oraz faktury. Szef miał biuro blisko okna by jak sam twierdził Od czasu do czasu muszę dać trochę świeżego powietrza w tej zatrutej pracy. Na biurku było zdjęcie w ramce żony Jima bo tak miał na imię kierownik a na ziemi był mały kosz który od dawna, aż prosił się o wyrzucenie

-To ja szefie William Donovan

-Czego chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?

-Przepraszam szefie zajmę tylko sekundę

-Dobrze wejdź

-Panie kierowniku jestem dobrym pracownikiem fizycznym dużo pracuje w firmie i wie szef, że nigdy, nie opuściłem żadnego dnia więc chciałbym małą podwyżkę

Kierownik mały gruby w okularach i lekko ciasnej marynarce spojrzał na mnie. Wyjął z szuflady cygaro odciął koniuszek i zapalił

-No więc przychodzisz prosić o podwyżkę?

-Tak

-Hmm. Niech pomyśle, masz 47 lat pracujesz u mnie już 20 lat i chcesz podwyżki?

-Tak

-Nie ma mowy, jesteś zwolniony

-Ale jak to szefie? Przecież jestem najlepszy

-Może i najlepszy, ale na twoje miejsce mogę wyszkolić dwóch takich za taką samą pensje beż podwyżek

Mój świat się załamał nagle poczerniało mi przed oczami, serce zaczęło mocno uderzać a ja poczułem się, że zaraz zemdleje. Jednak jak na mężczyznę przystało opamiętałem się w ostatniej chwili i złapałem głęboki oddech mimo mroczków przed oczami starałem się nie przewrócić. Wszystko przepadło 20 lat nagle znika mi między palcami, przez jedno moje słowo

-Zabierz swoje rzeczy i podejdź do kasy zostanie Ci wypłacone należne za ten miesiąc i nie pojawiaj się więcej w mojej pracy

-Przepraszam szefie. Ja potrzebuje pracy

-To mnie już nie interesuje, masz tu kwi i żegnam. Dał mi kwit Wskazał mi drzwi w jego oczach widziałem radość.

Wyszedłem z pokoju cały trzęsący się nie potrafiłem zrozumieć dlaczego właśnie ja i dlaczego właśnie teraz. Zeszłem po schodach i udałem się do „kasy” czyli małego pokoju na dole za sprzętami gdzie Kate wydawała tygodniówkę każdemu zapracowanemu pracownikowi.

-Witaj Kate. Próbowałem się uśmiechać przy przywitaniu, jednak byłem w rozsypce

-O cześć William co Cie tu sprowadza dziś dopiero środa

-Zostałem...Zostałem... Zostałem zwolniony

-Kate wysoka ciemnowłosa kobieta w podobnym wieku co ja z małymi okularami zdziwiła się

-Co? przecież jesteś najlepszym pracownikiem

-Byłem dziś u Jima i mnie wywalił bo chciałem podwyżkę

-Niewiarygodne

-Spoglądam na nią i daje jej kwit, zerka na kwit coś zapisuje w zeszycie i otrzymuje 200$

-Mam nadzieje, że jakoś znajdziesz szybko coś

-pewnie tak, do zobaczenia Kate

-żegnaj Williamie

Wyszedłem z pracy z 200$ i z brakiem możliwości powrotu. Deszcz zaczął kapać coraz mocniej z nieba. Mieszkać w Providence bywa okrutne. Deszcz pojawia się zawsze kiedy najmniej się tego spodziewasz. Wsiadłem do trolley caru kupiłem bilet. Mało ludzi jeździ tramwajem o tej porze. Miałem czas by zebrać myśli , jednak myśli były coraz gorsze. Wysiadłem Fulton Street i udałem się do mojego małego mieszkania. Była już godzina przed 20 kiedy otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Przywitał mnie mój kompan kot, który łasił się do moich spodni. Poszedłem do kuchni nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem przy stole. Co teraz? Zapytałem sam siebie. Lecz odpowiedź nie nadeszła. Postanowiłem się napić. Potrzebowałem czegoś mocnego. Przebrałem się i wyszedłem z domu. Bar był blisko ulice ode mnie na Westmister Street. Deszcz powoli przestawał. Przed moimi oczami ujrzałem szyld z wybrakowanych napisów pomalowanych na jaskrawy błekit bar „Pod zdechłym oposem” Pili tutaj rożni ludzie, bogaci i biedni podobno alkohol łączy wszystkich i coś w tym musi być. Wszedłem do środka. Panowała przyjazna atmosfera. Barman wycierał brudną ścierką szklankę. Kilka osób siedziało przy stolikach ze swoimi pannami inni rozgrywali partie pokera innymi słowy bar tętnił życiem. W oddali ujrzałem mężczyznę siedzącego samotnie przy stoliku. Początkowo nie zwracałem zbyt dużej uwagi na tego jegomościa. I zamówiłem piwo u barmana. Kiedy barman skończył nalewać piwo. Wziąłem i rozejrzałem się po barze. Stoliki były zajęte. Tylko mężczyzna co samotnie pił miał jedno wolne miejsce obok siebie. Postanowiłem podejść i zapytać czy mogę się dosiąść i dotrzymać mu towarzystwa

-Dobry wieczór. Spojrzałem na mężczyznę ogolony z długą twarzą ostrzyżony z ciemnymi włosami wydał mi się na pierwszy rzut oka sympatyczny być może jakiś bankier

-Witaj, kim jesteś? Zapytał

-Jestem William Donovan, widzę, że siedzi pan sam a bary są od tego by mieć jakieś towarzystwo. Nie wiem skąd u mnie tyle entuzjazmu, jeszcze nie dawno byłem w rozsypce.

-No więc usiądź Williamie, co pijesz?

-Piwo, panie?

-Mów mi Howard

-Mogę usiąść?

-Jasne

-Miło pana poznać, co pana sprowadza do takiego baru jakim jest” pod zdechłym oposem”?

-Jestem tutaj przejazdem jutro zapewne już mnie tutaj nie będzie

-Jeśli mogę spytać czym właściwie się pan zajmuje?

-Jestem pisarzem i podróżnikiem

-Na pewno widział Pan wiele wspaniałych krain

-Tak, ale proszę już nie mówmy sobie na „ Pan”

-Dobrze jest napić się z kimś, ja dziś straciłem pracę i zostałem z 200$.

-Przykro mi

Mi też- Wypijam duży łyk piwa i spoglądam na rozmówce widac, że jest czymś zmartwiony. Ledwo ruszył swój kufel piwa

-Coś Ciebie trapi Howard?

-I tak i Nie bo odkryłem wiele miejsc przebyłem wiele wód, odkryłem wiele skarbów jednak boje się

-Czego?

-Boję się, że to nadchodzi?

-Co właściwie masz na myśli

W tej chwili pomyślałem, że mój rozmówca jest niespełna rozumu. Zrobił coś co mnie nagle zaskoczyło wypił dwoma łykami swój kufel i już poprosił następny. Barman Przyniósł kolejny kufel piwa a Howard nagle rozjaśnił się

-A co tam co ma być to będzie ważne, że dzisiejszy wieczór spędzę w dobrym towarzystwie Williamie

-Cieszy mnie to, może opowiesz mi o jakieś jednej przygodzie?

-Niech będzie. Będąc w Nowym Amsterdamie. Wypłynąłem wraz z dużą załogą w nieznane morza. Mijały dni a ja zapisywałem cała podróż. Powiem Ci Williamie ta wyprawa była od początku przeklęta

-Czemu przeklęta?

-Kiedy płynęliśmy fale nie pozwalały utrzymywać kursu dwa sztormy przeżyliśmy więc mieliśmy też odrobinę szczęścia. Czwartego dnia dopłynęliśmy

-Gdzie?

-Tej wyspy nie ma na żadnych mapach sam stworzyłem mapę i spisałem jak tam dopłynąć, schowałem mapę do mojej teczki, ale nie o tym. Wysiedliśmy ze statku. Piękna wyspa jak na czerwiec. Szliśmy i odkrywałem nowe gatunki zwierząt i roślin byłem w wniebowzięty . Jednak wszystko co piękne kiedyś dobiega końca i piątego dnia coś dziwnego zaczęło się dziać

-Co masz na myśli?

-Wyspa postanowiła się nas pozbyć hahahahha naiwne to nie sądzisz?- Dopił całe piwo kolejny raz w dwóch łykach i zamówił kolejne

-Jak to możliwe?- zapytałem

-To trudne do wyjaśnienia jednak udało się nam uwolnić z tej przeklętej wyspy i wypłynęliśmy na morze. Płynęliśmy kilka dni i napotkaliśmy kolejną wyspę tym razem zimową. Było na niej tyle śniegu. Jakby sam diabeł zamroził swoje piekło na ziemi. Ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy na powierzchnie. Była to malownicza wyspa z wielkimi górami i kilkoma zwierzętami nazywanymi niedźwiedzie polarne. Nasza wędrówka przebiegała wspaniale mieliśmy zapasy jak i pełny odpoczynek ekipy więc szło nam iście bardzo dobrze. Do czasu kiedy ujrzeliśmy wielką górę która nazwałem Ulhuhtc a w niej znajduje się największy skarb, jednak nie byłem godzien wziaśc go ze sobą i jestem tutaj opowiadając Tobie tą historie.

-Czemu nie byłeś godzien?

-Nie każdy może wziaść tak wspaniały skarb

-O jakich skarbie mówisz?

-O największym jakie ludzkie oko widziało kiedykolwiek Jedynie zrobiłem mapę dokładnie opisałem trasę a jutro wyruszam w kolejną podróż

-W tym momencie przeszyły mnie milion myśli jak znajduje ten skarb i jestem bogaty.

-To daj mi tą mapę spróbuje dotrzeć do tego miejsca i być godzien tego skarbu
Howard spojrzał na mnie widziałem, że trzy piwa w tak krótkim czasie wyrobiły w nim nikłe myśli, być może tą opowieść zmyślił a być może właśnie dzięki tym piwom zdradził, że ma mapę tylko dlaczego nic nie wziął z tego skarbu co go zatrzymało?

-Williamie uwierz mi, nie chciałbyś tam płynąć i widzieć to co moje oczy ujrzały i zobaczyć skarb jaki ja ujrzałem

-Ja chce, nic mnie tutaj nie trzyma

-A statek ? Ekipa? Prowiant?

Spojrzałem na mojego rozmówce coś ukrywał, jednak niechciał zdradzić mi co. Mniejsza o to jutro otrzymam mapę i pojadę z nią do Willfreda na pewno mi pomorze. Wstał spojrzał na mnie jakby w jego oczy krzyczały nie przychodź. Przez chwile jego spojrzenie mnie przeraziło jednak zaraz potem uśmiechnął się założył kapelusz, marynarkę i wyszedł wcześniej płacąc za mnie i za siebie barmanowi. Siedziałem jeszcze chwile przy stoliku po czym też wstałem i ruszyłem w stronę domu. Mimo, że wypiłem tylko 3 piwa to zaszumiało mi w głowie. Udałem się do mieszkania mój kot gruby szarobury spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć. „ Nie ważne co dziś słyszałeś nic jutro nie rób” uśmiechnąłem się do kota i dałem mu miseczkę jedzenia a sam położyłem się do łóżka to był ciężki dzień Wstawiłem czajnik a sam zacząłem patrzeć przez okno. Ciemność kilka latarń lekko oświetlała ulice. Księżyc schowany za duża warstwą chmur nie dawał nawet złudnej nadziei na jasną noc. Jednak mimo ciemności dało się usłyszeć kilkoro osób wracających czy to z pobliskiego baru czy z pracy w fabryce metalu. Mój kot obudził się i przyszedł łasić się do mnie.

Pogłaskałem go i zanurzyłem się w myślach jak to być bogatym. Czas biegł zbyt wolno nie mogłem zasnąć a dopiero 3 wybiła na zegarze jeszcze kilka godzin rozmyśleń. Koło 5 mój umysł zaczął plątać mi figle może to z niewyspania a może to z przejęcia, że straciłem prace. Lecz widziałem na własne oczy jak coś atakuję kobietę na ulicy. Już miałem pobiec kiedy owy stwór spojrzał na mnie.

Latarnia słabo go oświetlała lecz ja dostrzegłem rybią twarz.

Kiedy wybiegłem z mieszkania by sprawdzić z tą kobietą, poczułem smród zdechłych ryb. Kobieta siedziała oparta o latarnie na jej twarzy wyraźnie został tylko ostatni krzyk. Zawołałem o pomoc.

I w tym momencie to był duży błąd bo nie wiedziałem co powiedzieć policji kiedy się zjawi. Przecież nie powiem, że widziałem stwora co wyglądał jak człowiek pełen łusek jak u ryby.

Wyśmieją mnie i wezmą za wariata. Jednak kobieta która siedziała nie żyła nie wiem czy ze strachu czy ten stwór dokonał zniszczeń w jej ciele. Jedynie nie widzę krwi co mnie uspokaja i nie pokoi. Nie minął kwadrans kiedy podjechał samochód policyjny. Wyszedł z niego tęgawy policjant z małym notesem i ołówkiem

Wyszedł z niego tęgawy policjant z małym notesem i ołówkiem

Witam jestem sierżant Thomas Evergold, to pan znalazł zwłoki?

Tak widziałem przez okno jak ktoś coś robi tej kobiecie, kiedy wybiegłem napastnika już nie było

Policjant spojrzał na ciało kobiety była ubrana na czerwono cęra jej była blada zaś włosy ciemne. Ciekawe co ta nieszczęsna kobieta wiedziała, że tak musiała skończyć stąd było ją dostrzec z mojego okna, Jednak najlepiej ujrzałem to coś co zabiło tą biedaczkę

-Czemu pan nie powiadomił władz z domu lecz pofatygował się tutaj i zadzwonił?

-Myślałem, że żyje, jednak kiedy podszedłem i spojrzałem na nią wiedziałem, że niestety się spóźniłem

-Wygląda mi to na atak serca, zaraz zadzwonię po karetkę a pana proszę o jedno proszę wrócić do domu i porządnie się wyspać na pewno taki widok jaki pan dziś ujrzał może źle wpłynąć na psychikę

-Dobrze panie władzo

Odszedłem kawałek od policjanta i spojrzałem raz jeszcze na niego coś pisał w notatniku następnie spojrzał na kobietę i na mnie w jego oczach było coś dziwnego coś jakby ukrywał być może to jakaś moja paranoja.

Wróciłem do domu zapaliłem świece i jeszcze raz przeanalizowałem to co ujrzałem tą nikczemną twarz która na mnie spojrzała a następnie zniknęła w mroku. Po tak dziwnym wydarzeniu moje powieki zaczęły zasypiać. Tym razem nic już nie śniło mi się i dobrze.

Obudziłem się o 7 rano.

Szybko się ubrałem i udałem się w stronę hotelu MindHaven które mieściło się kilka przecznic od mojego mieszkania. Postanowiłem się przejść tym bardziej, że ciepły poranek przywitał mnie słońcem. Idąc tak zastanawiałem się czy Howard nie kłamał i da mi mapę? Czy uda mi się odnaleźć skarb i być bogaty. Nagle usłyszałem zza moich pleców głos staruszki

-Proszę się zatrzymać
Obróciłem się zobaczyłem starszą kobięte która podchodziła do płotu przerażona

-Co się stało- zapytałem?

-Niech pan mnie posłucha proszę się na nic nie zgadzać nigdzie nie wyruszać i nic nie odkrywać

-skąd pani wie?

-proszę mi obiecać!- kobieta chwyciła moje ramie przez płot w jej starych oczach można było wyczytać strach i przerażenie

Nie znam pani i nic pani nie będe obiecywać- pociągnąłem lekko rękaw by kobieta uwolniła uścisk swojej kościstej dłoni jednak to nic nie dało

-proszę mnie puścić

spokojnie powiedziałem mimo, że wewnątrz zaczynało się we mnie gotować

-Niech pan zostawi to i zapomni o tym co pan słyszał- kobieta jeszcze raz spojrzała na mnie przenikliwie i puściła uścisk.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć więc odwróciłem się i poszedłem w swoim kierunku. Kiedy uszedłem kilka kroków spojrzałem za siebie kobieta stała przy płocie coś pokazywała jakiś dziwny znak po czym zaczęła płakać. Lekko przerażony ruszyłem do hotelu. Mały hotel Mindheaven witał szyldem „ Witamy w Hotelu Mindheaven najlepszy hotel w tym mieście“ Duże drewniane drzwi były uchylone. Wszedłem do środka. Zapach nie napawał optymizmem stęchlizna a do tego duża ilość kurzu dały do zrozumienia, że to był tani hotel dla nie wybrednej klienteli. kilka świec paliło się dając nikłe światło w korytarzu prowadząc do recepcji. Recepcja była jak na swoje czasy przestarzała kilka obrazów raczej mniej znanych artystów wisiało na ścianie która była pomalowana na krwisty czerwony żyrandol na na suficie lekko był przechylony co w każdej chwili mogło spodowować wypadek. Zadzwoniłem dzwonkiem umieszczonym na blacie, obok dzwonka znajdowała się księga wpisowa a głębiej tablica z kluczami zaś po lewej stronie od tablicy drzwi. Usłyszałem nagle skrzypnięcie drzwi z których wyłonił się mężczyzna starszy przygarbiony z zaawansowaną łysiną ubrany w pogiętą koszulę w kratę i spodnie.

Witamy w hotelu Midheaven w czym mogę panu pomóc?

Jaki pokój wynajmuje Howard?- W tym momencie przypomniałem sobie, że Howard, nie zdradził mi nazwiska.Mam nadzieje, że więcej ludzi o takim imieniu nie będzie tutaj.

Proszę podać nazwisko

Nie znam, poznałem go wczoraj ma na imię Howard jest podróżnikiem dziś miał wyruszyć

Recepcjonista zamyślił się lub po prostu znudził się moim opisem. Wziął księgę wpisów i spojrzał na ostatnią zapisaną kartę

-Howard El Hyerii zajmuje pokój 202 1 piętro proszę skręcić w lewo

Dziękuje
Recepcjonista znudzony wrócił do swojego pokoju a ja zostałem sam. Wszedłem na drewniane schody prowadzące na piętro. 202 Już coraz bliżej mapy. Drzwi ukazały się przed moimi oczami stary napis złotą farbą schodził. Zapukałem, lecz żadnej odpowiedzi

Panie Howard ? -Zapukałem ponownie jednak i tym razem głucha cisza
Nacisnałem na klamkę drzwi były otwarte. Panował mrok

Panie Howard? Zaczynałem się niepokoić. Czy uciekł by nie płacąc?
potknąłem się o coś nie mogłem dobrze rozpoznać co to kostka mnie zabolała jednak postanowiłem udać się do okna. Zasłony były zasłonięte przez co widoczność mimo, że ranek była wręcz niemożliwa. Odsłoniłem pokój i ujrzałem zgrozę jaka zapanowała w tym pokoju.

Wszytko było rozrzucone.

Zaś Howard był powieszony na ścianie cały był wymalowany krwią w jakieś dziwne znaki przez chwile myślałem nawet, że podobne do kobiety która mnie wtedy zaczepiła, ale to było przecież nie możliwe. Howard nie żył jego ciało wyglądało na torturowane.

Nie potrafię sobie wyobrazić co ten nieszczęśnik musiał przeżywać w ostatnią jego noc. Spojrzałem w jego puste oczy następnie rozejrzałem się po pokoju. Miałem nikła szansę, że odnajdę mapę i rabuś mnie nie uprzedził. Jednak nie był rozgarnięty albo porostu miał zadanie zabić nieszczęśnika. Mimo to jedyne miejsce jak się okazało nie było przeszukane była marynarka która leżała na łóżku. Chwyciłem marynarkę i w głębi duszy modliłem się by tam znaleśc mapę. Byłem prze szczęśliwy kiedy odkryłem dwie rzeczy pierwsza dziennik Howarda druga mapę która prowadziła do skarbu. Wyszedłem z pokoju i pobiegłem po recepcjonistę. Dzwoniłem w dzwonek ile się dało by zjawił się recepcjonista jednak, nikt nie wychodził.

-Halo proszę pana proszę podejść muszę panu coś ważnego powiedzieć coś się stało z panem Howardem
Cisza. Dziwne uczucie mnie ogarnęło kiedy naciskałem klamkę. Miałem nadzieje że wszystko w porządku jest z portierem i powiem mu o całym zajściu a on wezwie pomoc. Pokój był ciemny. Wróciłem się wziąłem świece która znajdowała się w recepcji i wziąłem ją ze sobą, zaświeciłem i nikły prok światła rozświetlał pokój recepcjonisty.

-Halo? jest tu ktoś?
Zero odpowiedzi. Rozejrzałem się lecz recepcjonisty nie było być może na chwile wyszedł. Przez chwile myślałem by poczekać na niego, jednak ta myśl musiała ulec temu, że mam mapę. Na pewno recepcjonista jak wróci odkryje ciało i zawiadomi policje tylko czy wtedy nie będę ja podejrzany? Mimo wszystko zaryzykowałem niedługo będę bogaty i nawet jak będę podejrzany to wyjadę do innego miasta. Wyszedłem z hotelu zaczął kapać deszcz. Młoda para spojrzała na mnie z przerażeniem. Czyżbym ubrudził się u Howarda? a może wyglądam jak obłąkany? Postanowiłem wrócić do swojego domu, wziaśc szybką kąpiel i udać się do mojego najlepszego przyjaciela Willfreda. Wróciłem do domu zdjąłem ubranie i poszedłem wziaśc kąpiel za drzwi usłyszałem, że kot zaczął miauczeć co zaczynało mnie delikatnie denerwować bo nie potrafiłem się skupić nad tym co powiem Wilfredowi po kąpieli dalej kot zawodził. Kiedy wziąłem go na ręce podrapał moją lewą dłoń tworząc szramę przez wszystkie palce po czym wyrwał się jak po skończonej misji.

Głupi kocie co mi zrobiłeś dlaczego tak paskudnie miauczysz? przecież masz jedzenie i picie a okno jest uchylone czego chcesz- krzynałem
Jego zielone oczy wpatrywały się wemnie niczym hipnotyzer w uległa osobę. Prychnął na mnie i wyszedł z kuchni. Obandażowałem dłoń wziąłem dziennik Howarda i postanowiłem chwile poczytać o tych skarbach

Poniedziałek

Wyruszyłem w podróż odkryć nieznane tereny. Kapitan Cornelius Mcbeen jest wspaniałym człowiekiem dzięki niemu mogę teraz tutaj być i płyniemy odkryć wspaniałe wyspy.

Załoga liczy ponad 50 osób więc jesteśmy przygotowani na wszystko.

Wtorek

Noc minęła spokojnie cała załoga wstała do śniadania z uśmiechem. Po śniadaniu kapitan zaprowadził mnie do swojej kajuty i pokazał mapę i z nałożonymi współrzędnymi. Zapytawszy gdzie planuje wyprawę? Odparł, że trzy wyspy odwiedzimy jeśli tylko Bóg nam pomoże. Na mapie ujrzałem kilka wysp jednak zaznaczone były trzy. Zapytałem jak daleko to jest? odparł 3 dni i 3 noce

Środa

Noc była niespokojna burza i sztorm spowodowały niewielkie uszkodzenie statku, lecz pozatym nic nikomu się nie stało. Tej nocy miałem dziwny sen. Śniło mi się, że coś wielkiego siedzi na tronie spogląda na mnie swymi ciemnozielonymi ślepiami i przemawia do mnie w dziwnym języku, następnie rysuje swą długą poczerniała łapą w powietrzu dwa przeplatające się węże po czym chwyta mnie, nie potrafię się wyrwać z uścisku. Otwiera swoją jamę. Widzę, coś dziwnego jego ciało jest skrzyżowaniem kałamarnicy z człowiekiem. Jego tysiąc zębów otwiera się a dłoń wrzuca mnie w usta. Ciemność. Budzę się cały przepocony. Zapisuje sen i idę zobaczyć jak się ma załoga. Niektórzy dziwnie się zachowują. Ich oczy są podkrążone. Pytam kapitana co się dzieje? odpowiada tylko że to zmęczenie. Jednak nie trzeba było długo czekać, że to jednak nie zmęczenie 10 osób poczuli się gorzej. Podejrzewam, że może zachorowali na szkorbut.

Czwartek

tej nocy morze było znów niespokojne . Znów miałem koszmary, jednak nie pamiętam zbyt wiele tylko pamiętam tą postać tym razem jednak przemówiła do mnie w moim języku „ Już niedługo nadejdę a wszystko wokół zniszczę w popiół“ kolejny raz przebudziłem się cały spocony koszmar był straszny.Wyszedłem z kajuty kapitan spojrzał na mnie i zawołał. Zapytałem co się stało? Odparł, że szkorbut przez noc załatwił tą dziesiątkę, żyją jednak są bardzo słabi. Obserwowałem chmury które ciągłe kłębiły się burzowo od wtorku pogoda była cały czas przeciwko nam a jeszcze to dziwne zbiorowe zachorowanie. usłyszałem krzyk. Pobiegłem za dźwiękiem okazało się, że to jeden z pacjentów krzyczał. Ciekawość wzięła góra i postanowiłem otworzyć drzwi izolatki. 10 pacjentów leżało jeden obok drugiego. Nic w tym nie było by dziwnego gdyby nie fakt, że każdy z nich miał związane bandażem oczy. Widok ten mnie przeraził. Zamknąłem drzwi i udałem się do kapitana. Zapytałem go co się z nimi stało? odparł, że wydłubali sobie oczy wszyscy w tym samym czasie i krzycząc, że Nadchodzi.W tym samym dniu cała 10 opuściła nasze ziemskie życie. Po ceremonii pożegnania ich, jeden z marynarzy ujrzał wyspę, jednak nie tą jak się później okazało którą mieliśmy znaleźć a wyspę tak dziwną, że nie było nigdy jej na żadnej mapie. Wysiedliśmy ze statku panowała zima srogo nas przywitała opady śniegu były intensywne. Kapitan przewodził naszą grupą, wziąłem potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy. Spotykałem przerażającą roślinność, która swoją naturą zjadała inne zwierzęta. Wielkie ptaki przelatywały niedaleko nas. Lecz najgorsze dopiero było przed nami. Ujrzałem górę, a w niej...

W tym miejscu z dziennika została wyrwnych kilka kartek a inne były zamazane.

Nie wiem jaki jest dziś dzień ale wracamy jest nas tylko 10. Odkryłem skarb jaki ludzkie oko nigdy nie ujrzało niech będzie moja pamieć przeklęta, że narysowałem dokładną mapę, nie jestem godzien zabrać skarb ze sobą. Kapitan nie żyje. Powrotną trasę prowadzi zastępca kapitana Josh Erlingtoon młody 37 letni, który nie miał okazji być kapitanem jego marzenie spełniło się kosztem naszego kapitana. Niech Bóg ma go w swojej opiece. Droga powrotna trwała dwa razy dużej jednak udało się wypłynąć z tych nikczemnych wód. To co zapisałem w tym dzienniku będzie jedynym namacalnym dowodem gdzie byłem i jakie bluźniercze zjawiska dostrzegłem

Notatnik na tym się skończył, nie czytałem całego ominąłem opisy zwierząt i roślin bardziej interesowała mnie sama podróż mojego niedawno poznanego kompana.To co mnie zaintrygowało to, że Howard opowiedział mi o dwóch wyspach jednej ciepłej a drugiej zimowej a tutaj tylko jedną opisał,widocznie ciepła wyspa była mało istotna bo na zimnej odnalazł skarb Jego podróż była niezwykła, jednak z 50 osób jakie płynęły na początku wróciło tylko 10 i to było zastanawiające czy coś ich tam zaatakowało? Schowałem dziennik do płaszcza.Czytając te chaotyczne zapiski doszedłem do wniosku, że skarb jaki odkrył Howard jest na pewno niezwykły.Lecz co odkrył niszcząc tą kartkę? Ubrałem się i wziąłem dziennik i mapę i wyszedłem z domu. Panowała paskudna deszczowa pogoda. Naciągnąłem mocniej kapelusz i ruszyłem w stronę Admiral Street gdzie mieszkał mój wielki przyjaciel.

Podpis: 

Arkadiusz Nowakakowski 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Podstęp Topielec Mój świat
Historia trudnej miłości, która powraca po latach. - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Zagubienie, zbrodnia, kara.
Sponsorowane: 19
Auto płaci: 50
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 14
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.