DRUKUJ

 

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.9

Publikacja:

 05-03-21

Autor:

 hermenegilda
*MYŚLI NIEUCZESANE*
Rozdział 9

[strony od 81 do 96]



-Nie chcę jechać do swojego domu- uśmiechnęłam się kokieteryjnie, podkreślając wyraźnie ostatnie słowa. Spojrzał na mnie wzrokiem nie wyrażającym żadnych emocji. Potem szczerze się uśmiechnął i zapalił silnik. Przed ruszeniem samochodu zdążył mnie jeszcze pocałować w policzek.

Otworzył drzwi swojego mieszkania i nakazał mi wejść pierwszej. Powitała mnie ciemność pełna słodkiego napięcia. Zamknął drzwi od środka i położył klucze na szafce z książkami. Dopiero potem zapalił światło. Mieszkanie to nie wywoływało dobrych wspomnień. Ale nie mogłam płakać. Nie mogłam się rozkleić, albo chociażby dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, jak powinno. Miało być pięknie i bezproblemowo – wszystkie tajemnice i niedomówienia miały przez ten wieczór nie istnieć.
Rafał zaniósł nasze okrycia do wnęki na ubrania.
-Włącz muzykę, a ja zrobię coś do picia na rozgrzanie. Czego sobie życzysz?
Włączyłam laptopa i usiadłam na krześle obrotowym. Okręciłam się wokół własnej osi i zaczęłam przeglądać płyty.
-Kawę.
-Kawę? Złoto, jest już prawie rano, a ty sobie kawę zamawiasz?
-Już chce mi się trochę spać- zatrzymałam wzrok na albumie Pearl Jam. Otworzyłam pudełko i spojrzałam na równiutkie pismo Rafała. Patrzył na mnie nie rozumiejąc o co chodzi. W jednej ręce trzymał pojemnik z herbatą, a w drugiej z kawą. –No i właśnie dlatego chcę kawę- wyjaśniłam. -Tylko daj dużo mleka, bo dziś już jedną piłam.
Pokręcił głową z pobłażaniem i wstawił wodę w czajniku elektrycznym. Do czytnika CD włożyłam wcześniej oglądaną płytę. Uwielbiałam delikatne, a zarazem agresywne kawałki tego zespołu. Liryczność przeplatała się z rockiem z prawdziwego zdarzenia. W sam raz na ten wieczór. Wstałam z fotela i podeszłam do Rafała. Nasypywał właśnie kawę do kubków. Przymknęłam oczy i objęłam jego mięśnie brzucha, by odgonić wszystkie wspomnienia związane z piciem czegokolwiek w tym mieszkaniu. Przytuliłam twarz do delikatnego materiału marynarki.
-Może być?- zapytałam czekając na zdanie Rafała na temat mojego wyboru. Pierwszym utworem na płycie była: „Daughter”.
-Osobiście wolałbym coś bardziej ostrego, ale ten zespół też bardzo lubię.
Zdjął marynarkę i czekając aż woda się zagotuje, zaniósł ją do swojego pokoju. Ja stanęłam przed lustrem i znów odruchowo ogarnęłam swoją fryzurę. Nigdy nie wyglądała tak, jakbym tego chciała. Kilka kosmyków było posklejanych słodkim szampanem. Przeczesałam je palcami. Poprawiłam fałdki sukienki, a potem zaczęłam robić miny. Rafał podszedł, objął mnie w talii i pocałował w szyję. Przytrzymałam jego twarz przy swojej, by po raz kolejny spojrzeć na nasze odbicie w lustrze. My jako para. Kiedyś nawet bym o tym nie pomyślała. Było to abstrakcją.
Często los mnie zadziwiał. Ale najprzyjemniej zadziwił mnie, kiedy pierwszy raz zaprosił mnie na kawę. Właśnie oddawał mi zadanie opatrzone jak zwykle w wyczerpujący komentarz. Słuchałam z uwagą, uważnie śledząc jego wzrok. Tamtego dnia dopiero wyraźnie przekonałam się o tym, że nie widzi we mnie tylko uczennicy. Od tamtego momentu, życie zaczynało mnie zadziwiać coraz częściej.
Wodziłam opuszkami palców po jego skórze twarzy, nielicznych bruzdach, zmarszczkach od śmiechu i delikatnym zaroście. Bardzo szybko rosła mu broda. Ale lekka, niewidoczna jeszcze szczecinka zarostu, była bardzo przyjemna w dotyku. Pod warunkiem, że policzek należał do niego.
Zaczął się śmiać.
-Co ty robisz?
-Wcale nie jesteś taki stary- odwzajemniłam uśmiech, tym razem dotykając jego podbródka.
-Dzięki, wiesz?- rzucił z udawanym oburzeniem. -Nie ma to jak podniesienie na duchu.
-Nie ma za co.
-Ty taka młoda też już nie jesteś- wierzchem dłoni przejechał po moim policzku.
Wiedziałam, że mówi to tak, bym się rozluźniła. By różnica wieku troszkę się zatarła.
-Pociąga cię moja młodość? Moje niedoświadczenie?
-Poniekąd. Zresztą cała ty mnie pociągasz- pierwszy raz powiedział coś takiego. Momentalnie zdanie skojarzyłam z Arturem. Jednak Rafał nie pozwolił mi czegokolwiek rozpamiętywać, kontynuował. –Twoja świeżość, entuzjazm, to że cieszysz się drobiazgami...
Odpowiedziałam uśmiechem.
-Może zatańczymy jeszcze raz?- zaproponował i zaczął bujać mnie w obydwie strony kładąc ręce na mojej talii. Jeszcze raz spojrzałam w lustro. Roześmiani, wyglądaliśmy razem jeszcze ładniej niż zwykle.
-Raczej nie, wytańczyłam się za wszystkie czasy.
-Cieplej ci?- zapytał. –Nie podkręcałem kaloryferów, bo tutaj zawsze jest ciepło.
-Cieplej- odwróciłam się w jego stronę i zarzuciłam mu ręce na szyję. Spojrzałam w te niesamowicie zielone oczy. –Kocham cię, wiesz?
-Wiem- wyszczerzył zęby w uśmiechu. –Ja ciebie też i ty o tym wiesz. Właśnie to jest piękne.
-Zgadza się.
Pstryknął czajnik. Uwolniliśmy się z objęć i Rafał poszedł zalać kawę. Kubki postawił na cieniutkiej tacce z imitacji dykty i położył ją obok laptopa. Nie chciałam w tym pomieszczeniu spędzać miłego czasu. Każda klepka w parkiecie, każdy mebel, a nawet sam zapach pomieszczenia przypominał mi Artura. Zresztą całe mieszkanie przypominało mi o nim. Z wyjątkiem pokoju Rafała.
Wzięłam tackę w ręce.
-Chodźmy do twojego pokoju- powiedziałam zdecydowanie i ruszyłam w stronę drzwi. Rafał tylko się uśmiechnął i o kilka decybeli podgłośnił muzykę, by było ją słychać w pokoju obok. Tacę położyłam na biurku, odsuwając na bok stosy książek i kartkówek.
-Widzę, że nie odrobiłeś nauczycielskiej pracy domowej- powiedziałam widząc nieocenione jeszcze kartkówki. –Masz jeszcze jutrzejszy dzień i niedzielę. Dzisiejszy dzień i niedzielę- poprawiłam się. Posłodziłam kawę sobie i Rafałowi.
Stanęliśmy na środku pokoju i zaczęliśmy się całować. Usta naprawdę mnie bolały, ale nie mogłam i nie chciałam przestać. Przesuwał dłońmi po moich plecach. Znów wydałam się taka mała w jego ramionach. Taka drobna, pełna radości i entuzjazmu laleczka do zabawy.
-Kocham cię- powiedział już po raz enty tego wieczoru.
-Udowodnij- uśmiechnęłam się zachęcająco i delikatnie opuściłam lewe ramiączko sukienki.
Nie pozwolił, abym zsunęła drugie. Położył dłoń na mojej i przywrócił ramiączko do pierwotnej pozycji. Spojrzałam na niego marszcząc brwi.
-Ale...- zaczęłam.
-Ciii...- uciszył mnie przykładając palec wskazujący do moich ust. –Sam sobie poradzę.
Ujął moją twarz w dłonie i znowu zaczął całować. Potem pchnął mnie na materac przykryty świeżą, granatową pościelą. Troszkę ciemniejszą od tamtej, w której spałam, kiedy ostatnio nocowałam u Rafała. Opadłam bezwładnie na miękki, niski materac śmiejąc się. Chwilę potem Rafał położył się obok mnie.
-Jesteś taka krucha, że boję się ciebie skrzywdzić- powiedział gładząc moje policzki.
Zdjęłam mu krawat i rzuciłam go w stronę szafy.
-Poczekaj minutkę- nakazał i na kilka minut wyszedł z pokoju. Położyłam się na plecach i splotłam dłonie nad głową. Tępo wpatrywałam się w drzwi i czekałam na jego powrót.
Wrócił bez koszuli, bez garnituru – tylko w czarnych bokserkach. Miał pięknie wyrzeźbione ciało. W delikatnym świetle lampki biurowej, skierowanej w kąt pokoju, wyglądał jeszcze bardziej atrakcyjnie. Przymknęłam oczy. Czekałam aż usiądzie na łóżku. Materac lekko ugiął się pod jego ciężarem, a Rafał zaznaczył jeszcze bardziej swoją obecność delikatnymi pocałunkami w szyję. Delikatnie – już sam - zsuwał ramiączka, a potem całkowicie zdjął ze mnie sukienkę.
-A kawa?- przypomniał o dwóch parujących na biurku kubkach, które wypełniały pokój aromatem świeżo mielonych ziaren kawy zmieszanych z zamachem mleczka i cukru.
-Nie wiem jak tobie, ale mnie się już nie chce spać.
Jego dotyk był tak inny od dotyku Artura.
Przyjemny, pożądany, ciepły.
Kilka razy pytał się, czy na pewno tego chcę, choć sam nie mógł wytrzymać napięcia. Nie wiem, czy cokolwiek by zrobił, gdybym mu odmówiła. Wiedział jednak, że niczego nie pragnę bardziej niż tego.
Przyznam, w jakimś stopniu pociągało mnie jego obycie. Ufałam mu, że nie chce mi zrobić krzywdy. Oboje chcieliśmy dla siebie dobrze. Sprawił, że mój pierwszy raz będę wspominać zawsze. Tak samo jak jego osobę. Nie mogłam uwierzyć, że Artur nam chciał odebrać tą pierwszą wspólną chwilę.
Całym ciałem byłam jego. Całym ciałem i duszą. Czułam, że kruszę się z ekstazy pod każdym, nawet najmniejszym muśnięciem jego ciała. Pod każdym pocałunkiem i pod każdym dotykiem. Kochaliśmy się. I to właśnie było piękne.

Otworzyłam oczy, a moją twarz zaraz potem wykręciło pojedyncze ziewnięcie. Spojrzałam i zobaczyłam przed sobą niesamowicie zielone oczy. Skądś je znałam. Obok mnie leżał mężczyzna. Odruchowo odsunęłam się od niego kilka centymetrów. Nigdy wcześniej nie budziłam się obok żadnego faceta.
Dopiero jego śmiech przypomniał mi wydarzenia ubiegłej nocy. Powiedzmy inaczej – dzisiejszego poranka.
-Nie odsuwaj się- przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Pocałował mnie na dzień dobry.
-Dlaczego nic nie mówisz? Było aż tak fatalnie?- uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Było cudnie- powiedziałam z przekonaniem. –Dziękuję.
-Nie masz za co.
-Wierz mi, że mam.
-Wybacz, że nie ma śniadania do łóżka- zrobił bezradną minę. -Na filmach zawsze tak jest, że para najpierw się kocha, a potem ktoś robi śniadanie. Wybacz mi. Spałaś tak słodko, że nie potrafiłem się oderwać od patrzenia na ciebie.
Wyjął rękę spod kołdry i zaczął wodzić palcem po mojej nagiej ręce. Szybko dostałam przyjemnej, gęsiej skórki.
-Dlaczego nie robiliśmy tego wcześniej? Dlaczego nie chciałeś?- zapytałam. Zaśmiał się.
-Chciałem jak chol.era, ale przecież nie mogłem od razu cię przelecieć. Co nie znaczy, że nie pragnąłem tego- uśmiechnął się szelmowsko. -Nie chciałem doprowadzić do tego, byś myślała, że chodzi mi tylko o seks. Nie chciałem, żeby ludzie ci wmówili, że takim facetom jak ja chodzi tylko o wykorzystanie dziewczyny- zamilkł na moment. -Teraz jak się wyda, to dopiero będę miał kłopoty...- powiedział głosem, w którym można było wyczuć kpinę i beztroskę.
-Jeszcze się z tego śmiejesz?
-Nie obchodzi mnie, co ze mną zrobią. Jak będziemy się pilnować, to nikt się nie dowie.
Podobno ideały nie chodzą po Ziemi, ale właśnie jeden taki ideał leży obok mnie na granatowej pościeli i muska dłonią moje nagie ramię. Patrzy w oczy i bawi się włosami.
-Gdybyś miała poniżej piętnastu lat, to za takie coś trafiłbym do więzienia.
-Ale nie mam.
-Nie jestem jakimś pedofilem, żeby małe dziewczynki do łóżka ciągnąć.
-Wystarczą ci siedemnastki- powiedziałam i sama nie wiedziałam, czy mam się uśmiechnąć.
-Prawie osiemnastki- poprawił mnie. -To był twój pierwszy raz, prawda?- zapytał unosząc lewą brew.
Przytaknęłam.
-Żałujesz, że przeżyłaś go ze swoim wychowawcą?
-Nie żałuję, że przeżyłam go z Rafałem, najwspanialszym mężczyzną, jaki chodzi po ziemi- utworzyłam swoją własną odpowiedź.
-Nie idealizuj. Każdy ma swoje wady i tajemnice- zaczął całować moją szyję. –Może mały prezent na dzień dobry?- zapytał. Uśmiechnęłam się tylko przyzwalając na wszystko. Przylgnął do mnie całym ciałem i dłońmi zaczął jeździć po nagich plecach.
-Dziś jesteś piękna jak nigdy- szepnął mi do ucha całując skórę szyi. –Podobno kobiety szczęśliwe, zawsze są najpiękniejsze.
Wzdrygnęłam się i uwolniłam z jego ramion. Znów to zdanie. Wypowiedziane w podobnej sytuacji przez zupełnie inną osobę. Usiadłam na łóżku zakrywając się kołdrą.
-Agnieszka, co się stało?
Nie chciałam na niego spojrzeć, bo zauważyłby w moich oczach łzy. Bolało. Teraz bolało jak nigdy. Artur zrobiłby ze mną to samo. Tylko inaczej. Bez zbędnych miłych słów, gestów, czy podobnych ceregieli. Zwykły akt seksualny. Wykorzystałby mnie. Nie obudziłabym się rano mogąc szukać wsparcia. Z zamkniętymi ustami wróciłabym do domu złorzecząc na los i na mężczyzn całego świata. Nie mówiłby, że mnie kocha. Tylko to, że go pociągam. Jak coś atrakcyjnego seksualnie. Jak lalka. Ładna laleczka do zabawy, którą potem rzuca się w kąt strychu i zapomina się o niej na resztę życia, dopóki sama nie przypomni o sobie.
-Agnieszka!?- odgarnął moje włosy z szyi. Składał uspokajające, pojedyncze pocałunki.
-Rafał, gdzie jest moja sukienka?- zapytałam.
Przestał mnie całować i spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Idziesz już? Przecież Artur wróci dopiero po południu. I tak nie będzie wiedział, że tu jesteś... zresztą, ja przeżyłem wiele jego panienek. On może przeżyć jedną moją.
Panienkę.
-Nie, chcę po prostu się ubrać- wyjaśniłam, choć wiedziałam, że do południa muszę zniknąć z tego mieszkania. Zacierając wszystkie ślady i pozostałości mojej bytności tutaj.
-Możesz wziąć moją koszulę. W sukience będziesz się czuła niewygodnie.
Posłusznie wyciągnęłam z szafy świeżą, beżową koszulę i zapięłam ją na kilka guzików. Gdy się już jako tako ubrałam, znów usiadłam na łóżku. Rafał cały czas przypatrywał mi się badawczo nie wiedząc co planuję.
-Nie idę sobie. Nic się nie stało, po prostu nie chcę.
-Kapryśna jesteś- powiedział i również zaczął się ubierać. –No, ale nie szkodzi.
Widział, że posmutniałam.
Widział, że coś się stało. Wiedział, że to coś stało się w mojej głowie i że na to nie ma najmniejszego wpływu. Ubrał dżinsy i poszedł do łazienki. Zostałam sama w jego pokoju, gdzie każda rzecz przywodziła mi na myśl jego osobę. Pościel, wszechobecny zapach, jego równe pismo w zeszytach z programem nauczania.
Wstałam i spięłam włosy frotką, którą przez przypadek miałam w torebce. Poklepałam się lekko po twarzy, by odgonić złe myśli. Po chwili wyszłam do pokoju głównego. Drzwi łazienki były otwarte. Rafał właśnie nakładał sobie na twarz piankę do golenia. Przypatrywałam mu się chwilę w milczeniu. W końcu nie wytrzymałam i chrząknęłam.
-Golącego się mężczyzny nie widziałaś?- zapytał śmiejąc się.
-Widziałam.
-Piętno człowieka nadane przez Boga. Mężczyźni muszą się golić, a kobiety mają okres. Sam nie wiem co gorsze- nie ustępował mu dobry humor. –Co życzysz sobie na śniadanko?
Już zmywał pozostałości pianki i wcierał w skórę balsam „Nivea”.
-Rafał...
Podeszłam do niego i biodrem oparłam się o umywalkę.
-Tak?
Przełknęłam ślinę.
-Rafał- zaczęłam ponownie. –On próbował mnie zgwałcić.
-Słucham!?- odwrócił się w moją stronę i spiął brwi. Na jego twarzy oburzenie mieszało się z niezrozumieniem. –Kto? O co ci chodzi?
-Ja ci musiałam to powiedzieć. Artur. Artur chciał mnie przelecieć.
Pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
-Spotykałaś się z nim!?
-Nie... tylko raz. Myślałam, że to esemes od ciebie...i... i przyszłam tutaj. Powiedział, że... że bierzesz prysznic. Ale ciebie tam nie było- zaczęłam tak naprawdę płakać. Przytuliłam się do jego piersi i czekałam, aż zacznie mnie pocieszać. –Nie było cię tam, a on się zaczął do mnie dobierać. Unieruchomił mnie, zdjął ubranie i... i no wiesz co chciał ze mną zrobić.
Nie widziałam, co dzieje się na jego twarzy.
-Ja... ja nie wiedziałem...- zaczął się jąkać. –Nie mogę... nie mogę uwierzyć.
Potem zaczął miotać przekleństwa na temat Artura.
-Ja go przecież zabiję!
-Rafał, on mi nic nie zrobił.
-A co cię uratowało?- zapytał. Jego oczy były pełne strachu i okrągłe jak spodki.
-Jola.
-Jola!?- prawie krzyknął.
-Tak. Weszła, potem zabrała mnie do mieszkania.
Wyszedł z łazienki i zaczął iść w stronę drzwi. Trzymałam go za łokieć, ale nic to nie dawało. Otworzył drzwi na oścież i puścił się szybkim krokiem w stronę drzwi nr 15. Biegłam za nim tłumacząc, że to ja prosiłam, by nic mu nie mówiła. Nie słuchał.
Zapukał w drzwi. Nie było odpowiedzi.
Potem w nie kopnął, by okazać swoją złość.
Próbowałam go uspokoić. Chyba nigdy nie był tak zły. Przynajmniej nigdy takim go nie widziałam. Nie patrzył na mnie prawie wcale. Jednak ja widziałam jego spojrzenie. W zielonych oczach tańczyły płomienie żądne wyjaśnień. Rzetelnego opisu sprawy i wyjaśnienia dlaczego on o tym się nie dowiedział. Do tej pory cały czas był pewien, że Artur jest jednym z jego najlepszych przyjaciół, mimo tego, że nie miał zbyt dobrej sławy. Dopiero teraz zrozumiał do czego Artura doprowadziły łakome spojrzenia na mnie.
Walił w drzwi dopóki się nie otworzyły.
-Jola! Dlacze...
Urwał. Spojrzałam kto stoi za drzwiami. Nie wiedziałam, czy powstrzymywać Rafała, czy pozwolić, by dał upust swojej złości i zemścił się za mnie.
-Witaj Rafaleee- ziewnął mężczyzna w drzwiach. –Co tak wcześ...
Nie dokończył pytania, bo Rafałowa pięść wylądowała na jego twarzy.
-Ty sk***u!- krzyknął i pchnął go na podłogę.
-Co ci odbiło!?- zapytał Artur podnosząc się z ziemi i nieumiejętnie tamując krew lecącą z nosa.
-Ty się nawet nie odzywaj!- kopnął go w brzuch.
Zwinął się z bólu, a ja spojrzałam na drzwi od sypialni w których stała Jola w lekkiej, przezroczystej koszulce nocnej i przyciskała dłoń do swoich ust.
Artur zdezorientowany przez Rafała na samym początku nie miał najmniejszych szans.
Odwrócony twarzą do podłogi nieudolnie rękami próbował zahamować ciosy Rafała. Na podłodze wokół jego głowy roztaczała się mała kałuża krwi.
-Rafał!- krzyknęła Jola i podbiegła na bezpieczną odległość. –Zostaw go!
-Na pewno! Niech ma! Niech przynajmniej to w jego życiu będzie nieprzyjemne!
-Co ty opowiadasz!?
-Wiesz doskonale o co mi chodzi!- kopnął go po raz kolejny. Rafał upadł na kolana i odwrócił Artura twarzą do siebie. Spojrzał na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
Jola dopiero teraz mnie zauważyła. Opierałam się o framugę i uciekałam wzrokiem od wszystkich wydarzeń i odgłosów. Nie mogłam patrzeć na całe to zdarzenie, jednak powstrzymać Rafała też nie mogłam. Nie mogłam, czy nie umiałam? Nigdy w życiu nie stałam bezczynnie wobec czegoś takiego.
Uderzył jego twarz z prawej pięści, tak, że cała głowa zwróciła się w tą stronę.
-Przestań!- Jola nadal nie dawała za wygraną. Z rękami wyciągniętymi przed siebie próbowała łapać jego dłonie, by je unieruchomić. Była to wyraźna walka z wiatrakami. Sama nie mogła nic zrobić. Rafał musiał zwolnić tempo. Nie chciał jej skrzywdzić. Jednak potem jak wstała znów zaczął okładać Artura po twarzy. Krzyczał różne przekleństwa, wrzeszczał, że to za mnie.
-Rafał, przestań!- krzyknęłam w pewnym momencie. Chyba nie usłyszał. –Przestań go bić!
Zastygł chwilę w jednej pozycji, ale potem kontynuował. Nawet nie odwracając się w moją stronę. Bił go dla siebie – nie dla mnie. Może za mnie, jednak w tych czynach nie czułam jego troski. Jola spojrzała na mnie nienawistnie. Zwężyła oczy jakby chciała powiedzieć: jesteś dla mnie śmieciem. Nie potrafiłam określić jej stanowiska w tej sprawie. Z jednej strony nienawiść do Artura, której nie kryła tej felernej środy, a z drugiej wszystkie wieczory od tamtego dnia, które z nim spędziła. Jej oczy były rozbiegane. Kontrolowała i mnie i Rafała i Artura.
-Dosyć!- podeszłam do niego i pogładziłam go po nagich plecach. Chciałam, żeby go w końcu zostawił. Nie stłukł go na kwaśne jabłko, bo niewątpliwie miał sposobność. Przygwoździł ręce Artura dłońmi do podłogi i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Patrzyłam na niego błagalnie.
Spiął usta, puścił jego ręce i wstał.
Na odchodne kopnął go po raz setny w brzuch.
-Rafał, co cię napadło!?- krzyknęłam patrząc na wijącego się z bólu na podłodze mężczyznę. Szybko podbiegła do niego Jola.
-Nie mogłem tak tego zostawić- spojrzał na niego jak na śmiecia i przejechał dłonią po moim ramieniu. Nie uśmiechnęłam się.
-Wyjdź stąd!- krzyknęła Jola. Wszyscy krzyczeli. Z wyjątkiem Artura.
-Nic mu nie będzie?- spytałam głupio.
Gładziła jego twarz dłońmi, wycierając krew chusteczką higieniczną. Prychnęła w odpowiedzi.
Artur zastanawiał się co powiedzieć. Na pewno mógł. Mrugał oczami i patrzył to na mnie, to na Rafała, który jeszcze nie zdążył ochłonąć.
-Przepraszam, Agnieszka- wysapał.
Rafał znów rzucił się w jego stronę, ale zdążyłam go przytrzymać za rękę. Nie chciałam już, żeby więcej się bił. Już dostał za swoje.
-Nie myśl, że ci to ujdzie na sucho! Idziemy na policję!- zagroził mu szamocząc się. Gdyby to Jola go trzymała, spokojnie by się wyrwał. Mną nie chciał mocniej szarpnąć, ani mną zarzucić. Już od dłuższego czasu czułam pieczenie w oczach i słone łzy na policzkach.
-Nie- jęknęłam.
-Rafał, jak mogłeś?- zapytała Jola.
-To ty jak mogłaś!?- warknął w odpowiedzi. –Nie powiedziałaś mi jakim suk***m. Jest naprawdę!
-Ona mnie prosiła!- wskazała na mnie. –Myślisz, że nie chciałam!? To w niej teraz się odezwała urażona duma i jakoś dziwnie sobie przypomniała, że nie ty pierwszy dotykałeś jej jak mężczyzna! Że nie ty pierwszy ją chciałeś!
Nie przewidywał ognistej riposty.
-Nie mów tak- nakazałam łamiącym się głosem dalekim od stanowczości jak Biegun Północny od Południowego. –Nie rozumiesz.
-Czego!? Kazałaś mu tutaj przyjść, prawda? Bo sama nie chciałaś się bronić. Chciałaś tego, abyś wyszła na ofiarę, by Rafał tu przyszedł mu obić mo.rdę. Rafał... nie miałeś prawa!- w jej oczach błyszczały ogniki złości. Artur nie mówiąc nic, przysłuchiwał się kłótni.
-A on miał!?
-Nie, nie miał- odpowiedziała ciszej. –Wiedz jednak, że gdyby nie przyszła tamtego dnia do mieszkania, to nic by się nie stało! Gdyby nie pozwoliła na aluzje, przytyki i tym podobne ze strony Artura, to nic by się nie stało!
-Jola- zaśmiał się gorzko. –Śmieszna jesteś. Adwokat diabła się znalazł.
-Wiedz tylko, że ona nie jest taka niewinna na jaką się wydaje.
Jednym ruchem wziął mnie za rękę i popchnął w stronę drzwi.
-Idziemy!- rzucił i pociągnął mnie ku korytarzowi.
-Nie muszę ci przypominać, że ty też nie jesteś taki niewinny na jakiego wyglądasz!
Spojrzałam na nią. Zaczęła wstawać. Puściłam dłoń Rafała i zatrzymałam się w drzwiach. Jola zaczęła do mnie podchodzić powolnym krokiem. Widziała, że czekam na wyjaśnienia.
-Nie myśl, że jest ideałem.
-Nie ma ideałów- odpowiedziałam automatycznie.
-Wiem. Chodzi mi o to, że jemu do ideału bardzo dużo brakuje- zimno cedziła słowa. Już znajdywała się krok przede mną. Włosy swobodnie opadały jej na ramiona, a cienka koszulka powiewała w przeciągu. –Od kiedy ze sobą jesteście?
-Chodzi ci o to od kiedy uważamy nasz związek za stały?
Przytaknęła.
-Od początku tego roku szkolnego- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie miałam pojęcia do czego zmierza i właściwie dlatego jej słuchałam.
Zaśmiała się.
Urywane gesty, jakie czyniła denerwowały mnie.
-I pewnie cieszysz się, że jest ci wierny? I pewnie cieszysz się, że nie zmuszał cię do seksu?
Nie wykonywałam żadnego ruchu.
-A wiesz dlaczego? Wiesz z kim był związany do niedawna? Bardzo niedawna! Do jego wyjazdu! Nie zastanawiałaś się dlaczego tyle wytrzymał bez... no wiesz?- uniknęła słowa. Już miałam mętlik w głowie. –Tak, sypiał ze mną- oznajmiła z dziką satysfakcją.
Poczułam, że robi mi się słabo. Oparłam głowę o drzwi.
-Wracał ze spotkania z tobą i nie szedł do swojego mieszkania. Szedł do mojego łóżka. A wiesz dlaczego widziałaś u mnie w mieszkaniu Michała? Wiesz dlaczego miał szampana i dlaczego tak się zdziwił, że ciebie zastał? Domyślasz się dlaczego po jakimś czasie wyszedł?
Tym razem ja uciekałam od jej spojrzenia, podczas gdy ona intensywnie szukała kontaktu wzrokowego. Chwyciła mój podbródek gestem ostrzejszym, niż Rafał.
-Wiesz dlaczego?- powtórzyła pytanie.
Pokręciłam głową bardziej chcąc zaprzeczyć swoim myślom, a nie jej pytaniu. Domyślałam się o co jej chodzi. Wiedziała, że już wiem o co jej chodzi.
-Tak Agnieszka, jestem prostytutką. A Rafał jest moim stałym klientem. Czy chcesz tego, czy nie...
Patrzyłam na nią szklanym wzrokiem, cały czas miejąc nadzieję, że to co opowiada nie jest prawdą. Kpiący uśmieszek i tony tuszu na rzęsach szamoczące się w górę i w dół nie wskazywały na to. Nie mogłam się zdobyć nawet na krótkie „ale”. Spojrzałam na nią po raz ostatni i wyszłam z mieszkania zatrzaskując drzwi. Wszystko w idealnej ciszy pachnącej napięciem.
Stanęłam na środku pustego korytarza i spojrzałam w górę walcząc z napływającymi łzami. To nie mogła być prawda!
A jeśli jest?
W takim wypadku wszystkie słowa i zapewnienia Rafała byłyby nieprawdziwe. Wyssane z palca. Bo człowiek kochający kogoś nie może równocześnie sypiać z kimś innym. Mit ideału runął w jednej chwili. Szary korytarz działał na mnie jeszcze bardziej przygnębiająco. Na dodatek jeszcze musiałam iść do mieszkania Rafała. W samej koszuli nie mogłam wrócić do domu.
Przez korytarz przeszło kilka osób, ale od razu poszli na wyższe piętro patrząc na mnie jak na wariatkę. Szybko wślizgnęłam się do Rafałowego mieszkania. Drzwi dostawił otwarte na oścież.
Weszłam i rozejrzałam się pobieżnie. Nikogo nie zauważyłam. Chciałam iść dalej, chciałam się z nim skonfrontować. Nie analizowałam natenczas moich uczuć do niego. Z nienawiści, poprzez zawiedzenie, wzgardę, obojętność zawsze wróciłyby do wyjściowego stanu miłości. Z miłości nie jest tak łatwo się wyleczyć. Nawet słysząc okropne rzeczy na temat obiektu uczuć.
Uchyliłam drzwi do jego pokoju.
Siedział na krześle, łokcie miał oparte na blacie biurka, a twarz całkowicie zakrywały dłonie. Oparłam się o framugę i wpatrywałam się w niego tępo. W uszach nadal brzmiały mi słowa Joli: „on jest moim stałym klientem, czy tego chcesz, czy nie...”.
-Rafał...- zaczęłam. Odwrócił się momentalnie w moją stronę.
-Ja... przepraszam. Nie wiedziałem, że tu jesteś- wstał i podszedł do mnie. Chciał mnie pocałować, jednak odsunęłam się. –Przepraszam. Może za bardzo się uniosłem.
-Nie słyszałeś mojej rozmowy z Jolą?- zapytałam licząc na to, że przytaknie i zacznie się tłumaczyć. Nic takiego jednak się nie stało.
-Nie. A rozmawiałyście? O czym?
-A masz coś na sumieniu?- dociekałam.
-Nie- powiedział automatycznie i objął mnie w talii. Przeszłam do salonu. Nie mogłam znieść tego, że Jolę dotykał w ten sam sposób. Oparłam się o kanapę, a on został w drzwiach do swojego pokoju. Jedną dłoń oparł na półce z książkami, a drugą o framugę.
-Rafał... czy to prawda, że byłeś związany z Jolą?- zapytałam ważąc dokładnie każde słowo. Niektóre nie chciały mi przejść przez gardło. Nie tylko z powodu urażonych uczuć.
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Jego spojrzenie mówiło nie więcej jak: o co ci znowu chodzi?
-To było dawno i nieprawda.
-Tak? Ona mówiła zupełnie co innego! Nie kłam, bo ja już mam dosyć kłamstw.
-Co mówiła?
Podszedł do mnie. Musnął moją dłoń.
-Mówiła, że ze sobą spaliście. Rafał... wiesz jakie to było chamskie wobec mnie!? Mówiłeś mi, że mnie kochasz. Mówiłeś, że jestem jedyna i co!?- uniosłam się. Mówiłam jakimś zdławionym, zupełnie mi nie znanym głosem. Oczy miałam wilgotne jednak żadna łza jeszcze nie odważyła się spłynąć. Był to pierwszy tryumf nad moją płaczliwą naturą. –Co ty byś powiedział, gdybym się przyznała, że spałam z Filipem!? Albo, że to z Arturem to nie był tak do końca gwałt!? Co byś powiedział!? Miałabym cię przepraszać?
-Agnieszka...
Znów spróbował mnie pocałować w szyję. Odepchnęłam go jak Artura za pierwszym razem, kiedy próbował mnie pocałować. Nawet w pobliżu tej samej kanapy.
-Miałabym cię przepraszać? Miałabym prosić o wybaczenie? To dlaczego teraz tego nie robisz!?- wyrzucałam płaczliwym tonem.
-A czy coś to da, kiedy powiem przepraszam?
-Ty nawet nie próbujesz! Zawiodłam się na tobie bardzo, Rafał, wiesz? Nie przypuszczałam, że jesteś taki sam jak inni faceci... myślałam, że kogoś takiego jak ty nie spotyka się na co dzień- przeszłam znów do jego pokoju i zaczęłam szukać mojej sukienki. Leżała na fotelu. Zdjęłam ją z wieszaka, a potem kawałek metalu powiesiłam na szafie.
Nie mogłam uwierzyć, że nie próbuje mnie zatrzymać. W połowie teraz blefowałam. W głębi duszy liczyłam na to, że jakoś mnie przekona, że to nieprawda. On nawet nie zaprzeczał.
-Nie idź, proszę.
-A co niby miałabym tutaj robić?
-Porozmawiajmy. Ja ci wszystko wytłumaczę.
-Rafał, wierz mi. Tu nie ma nic do tłumaczenia.
Skierowałam się do łazienki, by ubrać sukienkę. Zatrzymał mnie tuż przy drzwiach. Chwycił za przeguby i przyszpilił je do drzwi. Spojrzał na mnie tęsknym wzrokiem.
-Nie rób mi tego, Słońce.
Byłam bliska płaczu. Mój zapał zaczął słabnąć. Miałam skrępowane dłonie i byłam zmuszona go wysłuchać. Zaczął mnie całować. Roztapiałam się pod jego dotykiem. W myślach odpychałam go od siebie i wybiegałam z mieszkania. W praktyce nie potrafiłam.
-Agnieszka... nie będę cię okłamywał. Było co było.
-Byliśmy ze sobą już od początku roku szkolnego. Przez ten czas byłam dla ciebie niczym?
-To nie tak jak myślisz.
-Nic mnie to nie obchodzi.
-Obiecywałaś, że nic nie przerwie naszego związku!- rzucił z pretensją. Jakby to była moja wina!
Zaczęłam się gorzko śmiać. Zachowywał się jak szamoczący się ptak w klatce. Nie wiedział jaką drogę ucieczki wybrać. Nie umiał obrać celu do którego by dążył.
-Ty też obiecywałeś. Myślisz, że tobie wszystko wolno? Myślisz, że wierność jest tylko moim obowiązkiem? Bo chyba w związku to inaczej się ma... wierność jest obowiązkiem obydwu stron! To ty plujesz na te zasady, nie ja!
Sama nie wiedziałam co mówię. Nie mówiłam prawdy. Przecież również nie miałam czystego sumienia. Jednak nie było porównania.
-Agnieszka, co się z tobą stało?- nie mógł zrozumieć mojej zawziętości.
Zaczęłam płakać.
Chciał mnie przytulić, pocieszyć, ale odgoniłam go od siebie ostrym „odwal się!”.
Wszystko sypało mi się na głowę jak tynk w rozpadającym się domu. Miało się posypać, potem pozostawić zgliszcza. Nie chciałam pozostać sama na tych zgliszczach. Bez nikogo. Bez pomocnej dłoni, miłości i wiary w poprawę. Weszłam do łazienki i ubrałam sukienkę. Potem z wieszaka wzięłam kurtkę. Zaczęłam ubierać buty.
-Przepraszam- powiedział utkwiwszy we mnie swój świdrujący wzrok.
-Wiesz, że takie przepraszam już się nie liczy- zapytałam. –W takim wypadku każdy mógłby robić co chce, a magiczne słowo czyściłoby listę jego grzechów.
-W takim razie co mam zrobić!?
-Rafał, musimy odpocząć od siebie- powiedziałam sama nie wierząc w to co mówię.
-Agnieszka, nie możemy!- chwycił mnie za rękę. Wyrwałam mu się.
-I nie myśl, że tylko ty możesz deptać zasady!- rzuciłam na pożegnanie i wybiegłam płacząc. To nie powinno tak wyjść! Nie musiałam tak pogrywać!
-Głupio zrobiłam!- powiedziałam, kiedy już stałam na przystanku autobusowym. Patrzyłam tęskno w stronę ulicy Stalowej myśląc, czy Rafał mnie gonił. Jaka ja jestem głupia! Nie skierowałam się do domu. Wsiadłam do autobusu, który jechał w inną stronę. W stronę domu Aśki. Chciałam się jej zwierzyć.
Jednak wysiadłam kilka przystanków przed jej domem.
Powoli poszłam w stronę bloków na Nowohuckiej.
Zadzwoniłam do drzwi i zaraz po tym, gdy się otwarły żałowałam tej decyzji.
-Jest Filip?- spytałam starszej pani, która jeszcze w szlafroku otworzyła mi drzwi.
Spojrzała najpierw na mnie, potem na zegarek. Było już koło południa.
-Jest- odparła. –Wejdź...
Otworzyła szerzej drzwi i weszłam do przestronnego wiartołapu po brzegi napakowanego różnego rodzaju roślinnością. Było kilka bluszczy, dwie palmy i kilka kwitnących kwiatów w doniczkach. Kazała mi poczekać chwilę. Podkreślając to, że sama się rozgościłam, zdjęłam buty i kurtkę. Wszystko zawaliło mi się na głowę w ciągu paru chwil. Nie rozumiałam Rafała całkowicie! Po co? Po co kłamstwa? Mógł postawić sprawę jasno. Przynajmniej wiedziałabym, że nie stać go na poświęcenia.
-Cześć, Agnieszka!- przywitał się ze mną Filip stanął w progu swojego pokoju. Starsza pani wymknęła się do kuchni. Podeszłam do niego mruknąwszy krótkie „hej”. Z bliska dopiero zobaczyłam jak wygląda jego twarz. Rozcięta warga i masa siniaków. Przejechałam delikatnie dłonią po opuchliźnie. Rafał go pobił. Ale po co? Co chciał udowodnić?
-Przepraszam- powiedział cicho. –Ja... ja nie pamiętam, co wydarzyło się wczoraj. Znaczy wiesz... jak przez mgłę.
Znów stał przede mną normalny Filip, kolega z klasy, zawsze umiejący sypnąć dobrym żartem.
Zaprosił mnie do pokoju. Łóżko było nie pościelone, a na stole leżały dwa pojemniki kefiru.
-Zabalowałeś wczoraj- oznajmiłam.
-Wiem. Babcia wszystko skrupulatnie mi opisała. Jej z kolei wczoraj opisał to Rafał.
Zakuło w sercu.
-Miałbyś pół godzinki na spacer?
-Dla ciebie zawsze- powiedział siadając na łóżku. –Ale nie dziś.
Musiałam być wyrozumiała dla jego stanu. Wyglądał jak ósme nieszczęście. Ja zresztą pewnie nie lepiej. Posiedziałam jeszcze trochę u niego. Był skruszony. Co drugim słowem przepraszał. Było w tym coś takiego delikatnego i tak odmiennego od jego wczorajszego zachowania, że aż miło mi się słuchało jego przeprosin.
Przyznam, że przygnała mnie do domu Filipa chęć odwetu na Rafale.
Jakby zgodził się na spacer, pewnie by do czegoś doszło. A teraz? Nie mogłam. Byłam wierna myśli o dawnym Rafale – tym bez skaz, wad i przewinień.
Kiedy opuściłam dom Filipa i pognałam na przystanek biłam się z własnymi myślami. Jednak przegrałam. Uczucie beznadziejności opanowało moją osobę i podeptało ego. Wróciłam do domu około trzeciej. Zastałam martwiących się o mnie rodziców. Od święta zawsze są tacy troskliwi. Szkoda, że na co dzień nie można ich porównywać do ideałów.
Niedziela minęła na niczym.
-Jak się bawiłaś?- zapytała mama od razu, kiedy weszłam do domu.
-Świetnie- odpowiedziałam. Nie było mnie stać nawet na namiastkę optymizmu.
-A skąd masz tą sukienkę?- zmarszczyła brwi i dotknęła palcami materiału.
Fakt – przecież z domu wyszłam w stroju imprezowym.
-U Aśki zrobiłyśmy małe przebieranki.
Od razu zjadłam obiad i poszłam spać. Po wczorajszej nocy byłam padnięta... a może po prostu chciałam zapomnieć? Chciałam odłączyć się od rzeczywistości i ominąć działające na wysokich obrotach wspomnienia. Aśka nie miała czasu nawet na rozmowę. Wpadła w wir sprzątania, bo jej rodzice niebawem mieli wrócić. Nie byłam w stanie jej pomóc.
Około 20:30 obudziłam się. Poleżałam jeszcze kwadrans. Kiedy wstałam, sprawdziłam wiadomości na komórce. Dzwonki miałam wyłączone, by nie przeszkadzały we wczorajszym wieczorze. Tymczasem zastałam sześć nieodebranych wiadomości i dwa esemesy. Dwie nieodebrane rozmowy od rodziców, a reszta od Rafała. Esemesy były obydwa jednakowej treści: „odbierz!”. Również od Rafała.
Może rodzice i Karolina myśleli, że mam kaca.
Może woleli nie przeszkadzać, ale po prostu nikt nie wtrącał się w moją egzystencję dzisiejszego wieczoru. Odrobiłam zadanie domowe i spakowałam się do szkoły.
Język polski miał być trzeci.
Bardzo bałam się tej konfrontacji.
Spojrzeń, aluzji, próśb. Bałam się też dociekań Aśki: „jak było?”. Co miałam jej odpowiedzieć? Że najszczęśliwsze chwile mojego życia momentalnie przeistoczyły się w największą katorgę?

***
Następnego ranka obudziłam się nadzwyczaj wypoczęta. Razem z Karoliną zjadłam śniadanie jakby nigdy nic. Opowiadałam jak walczyliśmy o dobrą muzykę, jak przyszli nauczyciele i jak świetnie się bawiłam. Umiałam kłamać. Koloryzowałam rzeczywistość najbardziej jak się dało umiejętnie omijając znaczące fakty mojego życia. Ominęłam Michała i Jolę. Jeszcze nie nadszedł na to czas. Potrzebowałam się spotkać najpierw z nim i dowiedzieć się konkretnie o co chodziło.
Z Aśką tradycyjnie spotkałam się w autobusie.
-I jak wczoraj było? Widziałam, że cię porwał.
Nie wiedziałam, czy stawiać na mitomanię, czy może mówić całą prawdę i tylko prawdę.
-Będę niedyskretna- znów zaczęła mówić. –Ale... kochałaś się z nim?
-Tak- uśmiechnęłam się niepewnie grając onieśmieloną nastolatkę.
-I jak... no dobrze. Nie wnikam- zgasiłam ją ponurą miną. –Jaki ten świat jest!- syknęła po chwili. –Moja najlepsza przyjaciółka spała z moim wychowawcą! Do czego ten świat zmierza!?
-Przestań!- skarciłam ją.
W szkole wszystko wracało do normy. Próbowałam zamienić się z kimś miejscem, bo jakby nie patrzeć – siedziałam w pierwszej ławce. Nikt nie dał się namówić. Siedziałam jak posąg, ledwo co przełykając ślinę. Rafał wszedł powoli do klasy. Unieśliśmy się z krzeseł mówiąc wspólnie: dzień dobry. Odpowiedział, lecz nietrudno było spostrzec, że jest wybitnie nie w humorze. Trzasnął dziennikiem głośno o biurko i zaczął wypełniać rubryki z tematem. Bez uśmiechu, bez żartu, bez niczego. Nie pasowało to uczniom, ale oni skutecznie zwalili to na tajemnicze sprawy osobiste.
-Otwórzcie podręczniki na 287 stronie i przeczytajcie tekst, który tam się znajduje. Tymczasem...- otworzył dziennik na rubrykach z ocenami. –Do odpowiedzi poproszę Filipa.
Automatycznie zwróciłam oczy ku Rafałowi. Jak do tej pory unikałam jego spojrzenia tak teraz ze zmarszczonymi brwiami wpatrywałam się w jego włosy zasłaniające czoło. Spojrzał na Filipa.
-No chłopcze, szybko.
-Ale... przecież to pierwszy dzień w szkole. Po świętach, nie może pan!- Filip zaczął się bronić. Szczerze powiedziawszy zdziwiłabym się, gdyby we wczorajszym stanie zdołał się nauczyć czegokolwiek.
-Oczywiście, że mogę! Nie jesteś w podstawówce, ale w liceum. Za rok masz maturę.
-Ale ja się nie uczyłem.
-Więc chyba pora zacząć. A dlaczego się nie uczyłeś?- zapytał lodowatym tonem.
-Nie miałem czasu.
-No ja nie wątpię. Chodź!- podniósł głos. Filip niechętnie podszedł do biurka i podał zeszyt nauczycielowi. Rafał otworzył go na ostatniej lekcji. Jego mina nie wróżyła niczego dobrego.
-Tłumaczysz mi pojęcia: irenizm, schizma, epikureizm, stoicyzm, mecenat i reformacja. Z datami przedstawicielami i tak dalej. To na rozgrzewkę.
Filip nie odezwał się ani słowem.
-No nie mów, że żadnego z tych pojęć nie znasz...
Nadal cisza.
-W takim razie jesteśmy w antyku. Dam ci dwóch poetów i poetkę. Musisz scharakteryzować dwie postaci i ich dzieła. Safona, Symonides, Anakreont. Wybieraj.
Serce zaczęło mi bić mocniej wobec tej jawnej niesprawiedliwości.
-Proszę pana- podjęłam się obrony Filipa. –Do tej pory przerobiliśmy tylko poezje Safony.
-A od czego macie podręcznik? Tych dwóch panów jest w tej samej epoce, co Safona. Powinniście ich znać.
-Ale ich nie przerabialiśmy!- dobiegł jakiś głos z klasy.
-Dobrze, ale wiele wam o nich opowiadałem. Kto powiedział- znów zwrócił się w stronę Filipa. –„Los odmieni się zanim lotna mucha w powietrzu zdąży przemknąć przed tobą”?
Prychnęłam i uciekłam wzrokiem w kąt sali.
Mści się na Filipie. Tego, to po nim się zupełnie nie spodziewałam.
-No to mi bardzo przykro- westchnął Rafał i wyciągnął ze swojej teczki czarny długopis żelowy. W rubryce z ocenami z pytania pod numerem 16 wpisał równiutkie 1. –Niestety niedostateczny, proszę pana. Filip spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Przez chwilę myślałam, że mnie obwinia za tą ocenę. Jednak potem przeniósł wzrok na wychowawcę i dopiero wtedy przekonałam się co w wykonaniu Filipa znaczy „nienawistne spojrzenie”.
Powoli wrócił do swojej ławki i zeszyt wrzucił do plecaka. Do końca lekcji nic nie notował. Rafał udawał, że tego nie widzi.
-Więc na zadanie piszecie rozprawkę, nie zapomnijcie. Termin mija 10 stycznia- zaczął pakować swoje rzeczy. Chyba nigdy wcześniej tak skrupulatnie nie unikał mojego wzroku. Po tej lekcji czułam się bardzo zawiedziona. Liczyłam na to, że nadal będzie próbował przepraszać. A on? Uciekał spojrzeniem i ignorował moją osobę. –Przypominam. Jutro na siódmej lekcji, czyli po prostu po zajęciach, jest spotkanie kółka. Zapraszam wszystkich zainteresowanych- spojrzał na Martę, wziął do ręki teczkę i wyszedł z klasy.
Marta spojrzała na mnie, a potem podeszła do mojej ławki.
-Trzeba coś przynieść na to kółko?- zapytała siadając przy biurku. –Jakiś specjalny zeszyt, czy coś podobnego?
-Możesz przynieść jakieś tam swoje opowiadanie... Jak było kilka osób, to autor czytał na głos, a reszta zainteresowanych opisywała swoje wrażenia, na końcu dopiero oceniał on.
Przytakiwała.
-Ale ja nic nie mam napisane!
-To po co chcesz należeć do penclubu?- zaśmiałam się. –A tak na poważnie, to wtedy czyta jakieś felietony ze „Zwierciadła”. Wiem, że lubisz Paula Coelho. Jego opowiadania też tam czasem są.
-No ale wezmę notes na wszelki wypadek.
-Najlepiej zeszyt i najlepiej brulion. Marta, ja nie pójdę jutro na to spotkanie- oznajmiłam.
Rozwarła szeroko oczy i spojrzała na mnie z pretensją.
-Powiedz, że żartujesz.

***
Oparłam się plecami o ścianę w korytarzu. Przejechałam dłonią po szorstkich panelach, a potem splotłam ręce na piersi. Zaczęłam wybijać stopą jakiś niezbyt znany mi rytm. Patrzyłam na drzwi sali od polskiego, które były naprzeciwko mnie.
-Jestem!- usłyszałam krzyk z głębi korytarza. –Nie ma go nigdzie- Marta zdyszana podbiegła do mnie i również oparła się o ścianę. Prychnęłam.
-No to ja nie wiem ile my tu jeszcze będziemy czekać!- rzuciłam z pretensją. –Chodźmy do domu!
-Przecież obiecałyśmy, że przyjdziemy.
-On chyba też! Wierz mi, wcale nie uśmiecha mi się bycie tutaj. Zostałam tylko dlatego, że tak bardzo mnie prosiłaś.
Zsunęła się po ścianie i usiadła po turecku na podłodze. Po chwili energicznie wsiała.
-Sprawdzę jeszcze raz w pokoju nauczycielskim- powiedziała mężnie i znów pobiegła korytarzem w stronę pokoju. Śmiesznie wyszła cała ta sytuacja. Była już siódma lekcja, czekałyśmy pod salą polonistyczną, gdzie zawsze odbywały się spotkania, a Rafała nadal nie było. Gdy ucichł odgłos jej butów uderzających o podłogę, również po ścianie osunęłam się o podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach i marzyłam, żeby nie przyszedł. Po co ja w ogóle tutaj przychodziłam? Mogłam się skutecznie, powoli ulatniać z jego życia. Marta była bardzo pełna entuzjazmu. Sama nie wiem dlaczego. Podłogi pachniały kurzem, a w powietrzu unosiła się jakaś dziwna atmosfera. Nudna i przytłaczająca.
-Jesteś sama?- usłyszałam ponad sobą głos. Uniosłam głowę.
Zobaczyłam wychowawcę obracającego między palcami kółeczko breloczka, na którym był zaczepiony klucz do sali. Spojrzałam na niego tym dawnym wzrokiem. Był to drugi dzień bez telefonów, bez esemesów i bez skradzionych pocałunków i słów „kocham cię” wypowiedzianych półgębkiem. Ale on nadal był taki mój. Powinnam obrazić się na niego na Amen i zerwać z nim wszelkie stosunki. Jednak nie mogłam. W głębi serca nadal cieszyłam się z każdej chwili, którą spędziliśmy razem, a jednak osobno.
Automatycznie podniosłam się na równe nogi.
-Tak... to znaczy nie... Marta poszła cię szukać... to znaczy pana szukać.
Zaśmiał się. Dlaczego musiałam się tak jąkać. Podszedł do drzwi i włożył klucz do dziurki. Chwilę stał nie przekręcając go. Oparł czoło o drzwi i myślał nad czymś. W końcu weszliśmy do klasy. On usiadł przy biurku i wyjął z nesesera kilka gazet i dwie książki. Usiadłam w trzecim rzędzie ławek, a torbę położyłam na krześle obok.
-Nie usiądziesz bliżej?- zapytał szukając czegoś w książce.
-Nie wiem czy chcę- nie ruszałam się z miejsca.
-Usiądź w pierwszym rzędzie. Jak usiądziesz dalej, będzie to podejrzane.
Słuszna uwaga. Bez słowa podniosłam się z krzesła i rozsiadłam się w pierwszej ławce, w pierwszym rzędzie. Wszystko widziałam prawie jak w zwolnionym tempie. Wszystkie ruchy Rafała, moje, nawet dźwięki zwolniły. Zwykły szelest kartki zmienił się w chwilowe szuranie papieru.
-Kiedy przyjdzie Marta?
-Kiedy ciebie znajdzie.
Przyłożył rękę do czoła i westchnął głęboko. Spojrzałam na niego i w końcu zahaczyliśmy się spojrzeniami. Moje rozbiegane oczy w końcu patrzyły się w jeden punkt. Przez chwilę nic nie mówił.
-Agnieszka... nie możemy tak się mijać- wyrzucił z siebie na jednym wdechu i zaczął stukać opuszkami palców w biurko. Denerwowało mnie to. Czekał na moją reakcję wpatrując się we mnie uporczywie. Czułam ciężar powietrza i ciężar tego, co odpowiem.
Utopiłam się w zieleni jego tęczówek i czułam w swoich oczach delikatne łzy. Tęskniłam za jego bezkarnym, miłym spojrzeniem. Nie miałam ochoty odpowiadać. Dlaczego ten facet zawładnął całkowicie moim umysłem, a potem całkowicie zmiażdżył nasz związek?
Patrzył się na mnie takim smutnym wzrokiem. Gdybym teraz go zobaczyła, nigdy do głowy nie przyszłoby mi, to co on zrobił. Był teraz taki sprawiedliwy, odpowiedzialny, pociągający. Ile bym dała, żeby teraz się do niego przytulić. Chciałam chociaż malutkiej namiastki czułości.
Wyciągnął ręce i oparł się łokciami o biurko. Chciał ująć moje dłonie, ale mu nie pozwoliłam.
-To ty wszystko zniszczyłeś, nie ja- powiedziałam spokojnie całkowicie wyzwolona z poczucia winy. Z czystym sercem mogłam rozpad naszego związku zwalić na niego. Mimo samooczyszczenia, nadal pozostał niepokój. Filip. Wczoraj po szkole byłam z nim w kinie.
-Wytłumacz mi proszę, dlaczego to robiłeś- domagałam się wyjaśnień. Chociaż troszkę chciałam rozjaśnić sytuację między nami. –Nie wystarczałam ci?
-Nie potrafię ci tego wyjaśnić.
-Żartujesz chyba sobie! Przecież jak coś robisz, to wiesz dlaczego!- prawie krzyknęłam.
Uciekł spojrzeniem w kąt sali.
-W takim razie powiedz dlaczego się mścisz na Filipie? Nie masz prawa! W ciągu dwóch dni zarobił dwa niedostateczne i dopuszczający!
-Dzisiejsza kartkówka wszystkim kiepsko poszła. Tobie również- podkreślił.
-Bo dałeś takie pytania, na które odpowiedzi nie ma nawet w podręczniku!
-Oczywiście, że są!
-Rafał...- powtórzyłam jego imię. –Nie przypuszczałam, że jesteś taki. Zadziwiasz mnie z każdym dniem bardziej. Przyznaj się, ten ostatni sprawdzian zrobiłeś, żeby zatrzeć ślady szykanowania Filipa.
-Szykanowania!- prychnął. –Nie wiesz co to znaczy. Filip nic nie umie z polskiego, należą mu się te oceny. I wierz mi, każdego potrafię tak urządzić- mówił stalowym, przerażającym głosem. Podkreślał wyraźnie swoją wyższość.
-Czy to była groźba? Jeśli tak, to wiedz, że ja też mam parę haków na ciebie.
Starałam się mówić cicho, wyraźnie i pewnie zarazem.
Zabrał ręce, które trzymał na biurku. Wstał i podszedł do ławki obok mnie. Usiadł na krześle odsuwając je lekko do tyłu.
-Aga, ja nie chcę ci zaszkodzić, a tym bardziej wchodzić na wojenną ścieżkę- powiedział zbliżając swoją twarz do mojej. –Chcę tylko, żebyśmy byli znów razem.
Przekrzywiłam głowę i zaczęłam się wpatrywać w podłogę. Zaczął całować moją szyję, ale odsunęłam się. Nie obyło się bez dreszczy i gęsiej skórki na plecach. Miał władzę w dłoniach, ustach i oczach. Jedno spojrzenie i odległość kilku centymetrów zaowocowałaby nie tylko naszym pogodzeniem, ale i przebaczeniem wszystkich win. Zapomniałabym automatycznie.
Dlatego właśnie nie mogłam się złamać. Nie mogłam stopnieć pod naporem jego spojrzenia.
-Nie możemy już być razem- oznajmiłam.
-A więc te wszystkie miesiące ukrywania się były na nic?- spytał.
Uśmiechnęłam się cynicznie.
-Oczywiście, że nie!- wybuchłam. Chyba sam nie wiedział, czy teraz jest moment graniczny przebaczenia. Jednak nie. Jeszcze się nie dałam. –Przecież chodziło ci tylko o to, żebyś mnie przeleciał! Więc starania nie poszły na marne, udało ci się!
-Przestań!- nakazał. Nadal uciekał wzrokiem. Sam wiedział doskonale, że źle zrobił i nie umiał się przeciwstawić swojej winie. Nie zaprzeczał nawet, tylko chciał, albo raczej nie chciał tłumaczyć.
-Rafał, jak ktoś kogoś kocha, nie sypia równolegle z kimś innym. Na dodatek z prostytutką! Zabawy ci trzeba było!?
Nigdy nie odpowiadał, stawiany przed takimi pytaniami. Tchórz.
Było mi ch.olernie smutno i żal, równocześnie byłam okropnie zła na niego, ale czułam też, że jakoś nie potrafię się na niego gniewać. Tylko, gdy wyrzucałam z siebie słowa, byłam pewna, że rzeczywiście zawinił i nie należy mu się nawet ochłap mojego uczucia.
Położyłam dłonie na ławce w geście modlitwy.
-Więc co będzie z nami?
Rozdawałam karty naszego związku. Wszystko było zależne od mojej woli.
-Pozostańmy przy stosunkach nauczyciel-uczennica. Tak będzie najlepiej, to już koniec.
Położył swoją dłoń na moich. W geście pożegnalnym, znaczącym nie więcej jak: „nie możesz tego zrobić”. Mogłam, co więcej... musiałam tak zrobić. Nie mogłam trwać w takim związku.
-Wiesz...- podjęłam. –kiedy się z tobą spotykałam, z każdym spotkaniem utwierdzałam się w stwierdzeniu, że jesteś inny. Czuły, delikatny, odpowiedzialny. To nic, że starszy... jednak różnica wieku jest istotna. Nasze pragnienia mijają się ze sobą. Ja oczekuję od związku czego innego, niż jak widać ty oczekujesz.
Nadal nie zabierał dłoni. Zezwoliłam na ten gest. Nie potrafił obalić moich argumentów.
-Agnieszka... ja nadal cię kocham.
-Widocznie nasze pojęcia miłości różnią się od siebie.
-Ja wszystko ci zrekompensuję, obiecuję. Jeszcze zapomnisz.
Prychnęłam, czując ukłucie w sercu.
-Jak stłukłeś Artura, myślałam, że ci naprawdę na mnie zależy. Że jestem kimś ważnym...
-Bo jesteś- przerwał mi.
-Jednak tego samego dnia przekonałam się jak mało dla ciebie znaczę.
-Niczego nie rozumiesz- szedł w zaparte. Byłam młodsza. Młodszym się tłumaczy i mówi, że nic nie rozumieją.
W tym momencie drzwi skrzypnęły i do klasy jak bomba wpadła Marta.
-A więc tutaj pan je...
Urwała widząc nasze splecione dłonie.
-No pięknie!- syknął. –Tego jeszcze brakowało.
Rafał szybko swoje zabrał, wstał i podszedł do biurka.
Marta kiwała się w jednym miejscu i zastanawiała się, czy wyjść, czy zostać. Na jej twarzy zmieszanie ustąpiło zdziwieniu.
-Usiądź, Marta.
Powoli podeszła do ławki, przy której przed momentem siedział Rafał. Plecak położyła na krześle obok, a potem sama usiadła. Wychowawca zasłonił twarz dłońmi i przeklinał swój nieprzemyślany krok.
-A więc Monika miała rację...- powiedziała w pewnym momencie, przerywając dławiącą ciszę.
-Monika?- rzuciłam jej nierozumne spojrzenie. Rafał również odsłonił twarz jak na komendę.
-Monika mówiła, że wy... razem...
-My nie jesteśmy razem!- zaprzeczyłam. Jednak cokolwiek bym teraz nie powiedziała, i tak wiedziałaby swoje.
-Nie powiesz nikomu o tym, co widziałaś?- zapytał Rafał.
-Nie powiem- obiecała solennie, ale sama nie wiedziałam na ile można jej wierzyć. Ani ja, ani Rafał nie umieliśmy się wobec niej zachować. Ukradkowe spojrzenia między sobą nie zdradzały planu. Tak, czy siak – wiedziała, że coś między nami jest.
A więc były plotki...
Były domniemania. A może, to ona nas widziała? Ale czego mogłaby chcieć od Rafała po lekcjach?
-Dobrze... więc Marto, pokaż co tam przyniosłaś..?

-Wiesz... nawet ciekawe te lekcje. Dobrze, że mnie Rafał ulgowo potraktował. Jestem początkująca- dzieliła się ze mną wrażeniami ubierając w szatni wysokie kozaki, wygodnie omijając temat, który mnie cały czas nurtował. –I ten Coelho w „Zwierciadle”! Uwielbiam go, zmienia ludzi.
-Kiedyś do zmiany człowieka potrzebny był Bułhakow, Marquez, Mann, a teraz... zwykły Coelho wystarczy...
-Nie lubisz go?
-Ni grzeje, ni ziąbi... ale dla odmiany życia za mało- odpowiedziałam zasuwając suwak kurtki.
-Chodźmy tylnim wyjściem. Woźne już główne pewnie zamknęły.
Przytaknęłam jej i poszłyśmy w drugą stronę korytarza. Szkoła była prawie opustoszała. Kręciły się jeszcze sprzątaczki i kilku nauczycieli. Gdy opuszczałyśmy szkołę, Rafał właśnie zapalał samochód. Spojrzałam tęsknie w stronę wiśniowego Lanosa.
-Zazdroszczę ci- powiedziała Marta widząc, że obserwuję samochód.
-Czego?
-Taki facet... musi być świetny. Cholerycznie przystojny. I jeszcze tak potrafi opowiadać... jejciu, jakby mi mówił jakieś miłe rzeczy, to bym się po prostu rozpływała.
-Nie zrozumiałaś? Nie jesteśmy razem.
-Przecież wiem, że tylko tak powiedzieliście. Bo i co mieliście powiedzieć! Przyznam ci się, że w pierwszej klasie, jak przyszedł, nawet się w nim podkochiwałam, ale wiesz jak to u mnie jest...
-W którą stronę jedziesz?
-W stronę Wisły- odpowiedziała i potknęła się o wystającą płytkę na podwórku szkolnym. Zaśmiałam się mimowolnie.
-Ja w zupełnie inną.
Doszłyśmy do przystanku i każda wsiadła do swojego autobusu. Nie miałam ochoty na zwierzenia. Byłam dziwnie przybita, a w głowie szumiało mi zupełnie bez powodu. Kiedy wróciłam do domu o dziw był pełen. Mama w kuchni pichciła obiad, a tata w pokoju gościnnym naprawiał telewizor.
Przywitałam się i zdjęłam kurtkę.
-Jest coś dobrego na obiad?- zapytałam wchodząc do kuchni. Mama stała przy kuchence i dusiła pieczarki. Zagwizdałam.
-Schab z pieczarkami. Na dobry początek roku.
-Mamo, daj mi jakiegoś apapa, czy coś takiego, bo okropnie mnie głowa boli- powiedziałam błagalnie i automatycznie otworzyłam szafkę z lekarstwami. Nigdy nie potrafiłam się w niej odnaleźć, za to mama potrafiła wygrzebać z niej leki prawie na wszystko.
Odłożyła łyżkę, wytarła ręce i przyłożyła dłoń do mojego czoła.
-Gorączki to ty nie masz...
-Jeszcze...
Wygrzebała opakowanie tabletek przeciwbólowych i zrobiła mi herbatę. Nie przywykłam do takiej mamy. Troskliwej kury domowej. Przywykłam do ciągle nieobecnej kobiety biznesu. Sama nie wiem który wizerunek był lepszy.
-Pewnie załatwiłaś się na tym Sylwestrze...- westchnęła.
Poszłam do swojego pokoju i cicho nastawiłam radio. Wzięłam pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać. Za nic w świecie mi nie szło. Nie potrafiłam się skupić na żadnym zdaniu, a co dopiero na całym świecie fabularnym. Wolne piosenki w radio wcale mi w tym nie pomagały.
Dziś wyjątkowo mama przyniosła mi obiad do pokoju. Potem przyszedł tata z naręczem jakichś książek. Położył je na biurku odsuwając talerz ze schabem. Niechętnie odwróciłam głowę w jego stronę.
-Znów grypka trzydniówka?- rzucił i zachichotał. Ostatnio nie mogłam się zebrać na porządną chorobę. Albo trwała od jednego do trzech dni, albo w ogóle. Nigdy nie byłam chorowita. Jednak ostatnie wydarzenia i dyskomfort psychiczny, osłabiły mój układ odpornościowy.
-Wykupiłem w antykwariacie- wskazał na książki. Może ci się przydadzą.
Miał manię kolekcjonowania starych książek. Przed przeczytaniem jakiejkolwiek, najpierw patrzył na rok wydania, a potem wdychał kurz osiadły na stronicach. Umiłowanie do starych książek mam właśnie po nim. Jak miałam 14 lat czytałam po kolei wszystkie stare książki z półki mojej mamy. Znalazłam wiele liścików i zasuszonych kwiatków. Przyznam się, że otwierając kolejną książkę, zastanawiałam się, czy będzie w niej list od taty.
Był on pierwszym i ostatnim poważnym mężczyzną w życiu mamy. Akurat miała 17 lat, gdy tata był w wojsku. Aż serce mi topniało, gdy czytałam wiersze taty. Niekiedy mama siadała w kuchni i wyjmowała wielkie pudło z listami. Czytała je śmiejąc się głośno. A kiedy ktoś przyszedł do kuchni w tym momencie, zbywała go uśmiechem. Nawet nie wychodziła ze świata przeszłości.
Ja nie będę miała czym się pochwalić swoim dzieciom.
Pierwszym poważnym chłopakiem waszej mamy był jej wychowawca z liceum...
Śmiesznie brzmi.
-Dziękuję tato. Z pewnością znajdę coś dla siebie.
Pogadaliśmy chwilę o Sylwestrze. Brnęłam nadal w te same kłamstwa. Zjadłam obiad, a potem zasnęłam. Obudziłam się dopiero o 20. Kolacja, kąpiel, telewizja. Rutyna dzięki której zapominałam o smutkach i problemach. Dom zasnął około 23, lecz ja za nic w świecie nie mogłam zmrużyć oka. Na środkach przeciwbólowych, wyspana, włóczyłam się po domu nie mogąc znaleźć miejsca.
Nienawidziłam takich samotnych wieczorów.
Przy cichych dźwiękach muzyki, ciemności wokoło załamywałam się zupełnie. Nie przypominałam sobie wspólnych chwil z Rafałem. Wspominałam pojedyncze uśmiechy, pocałunki, muśnięcia dłoni i krótkie słowa. Nie ważnie było kiedy miały miejsce.
Zamknęłam oczy i przytuliłam się do poduszki, wyobrażając sobie, że jest to jego ramię. W mojej wyobraźni nadal był tym nieskalanym facetem, który zawładnął mną całkowicie. Czułam jego oddech na szyi i tęskniłam za dotykiem. Cicho płakałam, kryjąc łzy w poduszkę.
Na sercu i duszy było mi źle.
Cała siła, którą okazałam przy rozmowie z Rafałem, uleciała gdzieś daleko.
Gorzej chyba być nie mogło. Sama nie wiem, czy myśl, że jutro go nie zobaczę nie pogorszyła mojego stanu.

Dzień wstał ponury i brzydki. Tak podobny do tych dni, kiedy na ulicach było widać tylko kałuże. Jednak dziś zakrył je śnieg. Najprawdziwszy puch, którego nie mogłam dotknął bo miałam 39 stopniową gorączkę. Od rana nudziłam się piekielnie. Słuchałam muzyki i czytałam książki z antykwariatu. Zdążyłam przeczytać już pół „Trójkolorowej Kokardy” Jadwigo Chamiec. Nigdy nie przepadałam za takiego typu książkami, ale przyznam, że mnie wciągnęła.
Około czternastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Pospiesznie wdziałam granatowy szlafrok i spojrzałam przez judasza. Za drzwiami stał Filip. Niewiele myśląc przekręciłam klucz.
-Cześć! Mam dla ciebie lekcje!- powiedział optymistycznie i wszedł do środka. Od razu ściągnął buty i odwiesił kurtkę na wieszak. Z ciężkim, czarnym plecakiem na ramieniu podążył za mną do mojego pokoju.
-Chcesz coś do picia?- zaproponowałam zatrzymując się w korytarzu. Zaprzeczył ruchem głowy.
-Dużo pisaliście?
-Wilewska zaszalała, ale ogólnie nie jest tak źle. Zeszyt do biologii mogę ci zostawić.
Uśmiechnęłam się.
-Ale ci się świecą oczy!- stwierdził. –Ile masz stopni?
-Wierz mi, że dużo.
-Biedactwo- wyjął z plecaka trzy zeszyty i położył na biurku. Usiadłam na krześle obrotowym i wyjęłam pierwszy. –Kiedy wracasz?- zapytał.
Zaśmiałam się.
-Tego to nawet ja nie wiem...
Oparł łokcie na kolanach, a głowę położył na dłoniach. Wpatrywał się we mnie uporczywie.
-Przepraszałem cię za Sylwestrowy wieczór?
-Oczywiście. I to wiele razy!
-To może jeszcze raz... wiesz chamsko się zachowałem- wyrzucił z siebie najtrafniej opisując swoje zachowanie. –Ale tego całego Rafała nie przeproszę.
-Nie wiem, czy miałbyś za co.
-Agnieszka...- bardzo lubiłam jak ktoś wymawiał moje imię. Brzmiało tak obco, a tak znajomo zarazem. Szczególnie w męskich ustach. Wyciągnął rękę i nie za bardzo wiedząc co zrobić, położył ją na oparciu fotela. Tuż obok spoczywała moja noga. Delikatnie pogładził mnie po kolanie, kiedy zaczynałam pisać pierwsze zdanie. Wzdrygnęłam się.
-Gniewasz się?- zapytał i przyciągnął fotel do kanapy na której siedział. Gniewałam się bardzo, ale nie na niego, tylko na Filipa z Sylwestra. Zachowywali się całkowicie inaczej, czuli inaczej i myśleli inaczej. –Gniewasz się na mnie?- powtórzył, by ponaglić mnie do udzielenia odpowiedzi.
-Poniekąd- nie mogłam odpowiedzieć, że nie. W końcu to była ta sama osoba.
-Przepraszam...
Zbliżył swoją twarz do mojej i lekko musnął moje usta. Ostatnio tylko brał i żądał, teraz czekał na moje przyzwolenie. Oparliśmy się czołami i spojrzeliśmy na siebie.
-Tylko nie pij już, proszę- zaśmiałam się. –Na kacu wyglądasz fatalnie!
Odwzajemnił uśmiech i wtulił twarz w mój szlafrok frotte.
Ujęłam jego twarz w dłonie i zbliżyłam do swojej.
-Nigdy ci tego nie mówiłam- byliśmy w odległości zaledwie kilki centymetrów. Czułam jego miętowy oddech. –Nigdy cię o to nie prosiłam, ani nigdy nie proponowałam... ale może powinniśmy razem spróbować. Sformalizujmy troszkę te wspólne chwile.
Uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie. Przez chwilę zupełnie zapomniałam o Rafale, był tylko Filip. Może nie byłam fair wobec niego, uciekając w jego ramiona od Rafała. Jednak widziałam, że był szczęśliwy. Ja również. A może taką udawałam?
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
Szesnasta. Nie możliwe, żeby rodzice wrócili tak wcześnie. Karolina też ma zajęcia do późna.

Data:

 kontynuowane

Podpis:

 hermenegilda

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=14042

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl